Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00242 004334 12933141 na godz. na dobę w sumie
W mroku uczonej niewiedzy - ebook/pdf
W mroku uczonej niewiedzy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8088-720-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W mroku uczonej niewiedzy to zapis rozmów z Karolem Tarnowskim. Dociekliwe pytania zmuszają filozofa do pogłębionej refleksji na tematy fundamentalne. Dowiadujemy się, dlaczego bliższy jest mu Paul Tillich niż Martin Heidegger i dlaczego myślenie filozoficzne opiera się na czymś niesprawdzalnym. Filozof często powołuje się na Józefa Tischnera, którego uważa za swego mistrza, choć przyznaje, że niekiedy bliżej mu do Karola Wojtyły. Opowiada jasno, lekko, ale bez uproszczeń. Odsłania też wątki swojej biografii, m.in. poświęcenie kariery muzycznej dla filozofii.

„Filozofia powinna otwierać myślenie, czyli prowadzić do dialogu z innymi ludźmi, filozofiami i kręgami kultury. Z drugiej strony powinna mieć odwagę własnej wizji, a także przylgnięcia do jakiejś tradycji filozoficznej czy religijnej. A przede wszystkim, do pewnej wierności wobec - jak mówił Tischner - ludzkiej biedy czy ludzkiego dramatu”.

Fragment książki W mroku uczonej niewiedzy

„Seria Kim Jest Człowiek? jest płaszczyzną rozmowy, do której zapraszamy uczonych i myślicieli, przedstawicieli różnych środowisk, a także wszystkich pośród nas, dla których kluczowe jest pytanie o człowieka”.

 

Katarzyna Wojtkowska

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Seria: Kim Jest Człowiek? Konsultant serii: Adam Workowski Redaktor inicjujący: Beata Koźniewska Redakcja naukowa: Jan Tomasz Lipski Redaktor Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego: Bogusław Pielat Projekt okładki: Katarzyna Turkowska Zdjęcia wykorzystane na okładce: https://commons.wikimedia.org Illustration of human torso from ‘Mikrokosmographia’ The eye of God, the hand of God and the Sacred Heart Projekt typograficzny serii: Maciej Matejewski Skład i łamanie: Munda – Maciej Torz © Copyright for this edition by Uniwersytet Łódzki, Łódź 2017 © Copyright by Karol Tarnowski, Łódź 2017 Wydane przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Wydanie I. W.08081.17.0.M Ark. wyd. 9,3; ark. druk. 21,25 ISBN 978-83-8088-719-0 e-ISBN 978-83-8088-720-6 Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 90-131 Łódź, ul. Lindleya 8 www.wydawnictwo.uni.lodz.pl e-mail: księgarnia@uni.lodz.pl tel. (42) 665 58 63 Pamięci Kasi Wojtkowskiej-Lipskiej, bez której ta książka nigdy by nie powstała • 19 SPIS TREŚCI • 9 • 13 Wstęp Od muzyki do filozofii Ukąszenie tomistyczne i inspiracja platońska • 29 Roman Ingarden – mistrz precyzji Józef Tischner – ku metafizyce Dobra • 45 Podróże • 59 Filozofia a sztuka Styl filozofowania – kwestia wyboru • 87 Wielkość i klęska Heideggera W stronę pragnienia metafizycznego Podmiot codzienności Myślenie religijne Co to jest wiara? W mroku uczonej niewiedzy Metafizyka i chrześcijaństwo Nauczyciel „Transcendentalia” • 129 • 135 • 161 • 199 • 123 • 225 • 257 • 63 • 79 • 107 • 7 • • 283 • 307 Katolicyzm otwarty Wobec zmiany pokoleń Piękno, chaos i ład Kąty do których wracam • 317 • 337 WSTĘP W  mroku uczonej niewiedzy jest drugą książ- ką z  serii „Kim jest człowiek”. Pierwsza pozycja, rozprawa Abrahama Joshui Heschela, której tytuł posłużył jako tytuł serii, ukazała się w roku 2014. Było to wspólne przedsięwzięcie Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego i  Pracowni Oświato- wo-Wydawniczej Punctum, prowadzonej przez Katarzynę Wojtkowską, pomysłodawczynię serii. Jej choroba i śmierć w sierpniu 2016 r. spowodo- wały znaczne spowolnienie prac. Seria składać się będzie z  pozycji tłumaczonych z  języków obcych oraz z prac zamówionych, a także z pogłębionych wywiadów z myślicielami zajmującymi się szeroko rozumianą antropologią. Chcemy, by stała się płasz- czyzną rozmowy, do której zapraszamy uczonych i  myślicieli współczesnych. Wezmą w  niej udział przedstawiciele nauk przyrodniczych, społecznych oraz refleksji filozoficzno-teologicznej i antropolo- giczno-kulturowej. • 9 • Pytanie „Kim jest człowiek?” ludzie stawiają sobie zawsze, wydaje się jednak, że w epokach kry- zysu, przełomu staje się ono szczególnie ważne. A może należałoby powiedzieć inaczej – pytanie to jest zawsze aktualne, bo przynajmniej od kilku stu- leci każda epoka wydaje się przełomowa, choć zwy- kle z różnych powodów. Poczucie przełomowości naszej epoki wiąże się z  zakwestionowaniem wartości i  stylu życia wypracowanych przez stulecia w kręgu cywilizacji europejskiej. Coraz większa rola odgrywana przez narody o  całkiem nieeuropejskiej tradycji każe skonfrontować pojmowanie człowieczeństwa przez rozmaite cywilizacje. Równolegle zmienia się rola religii. Z jednej strony widzimy słabnięcie w krajach cywilizacji euroatlantyckiej zinstytucjonalizowane- go chrześcijaństwa. Zakorzenione w religii sposoby pojmowania człowieka zastępowane są myśleniem agnostycznym lub ateistycznym. Z drugiej zaś stro- ny mamy do czynienia z rozwojem religijności indy- widualnej i ze wzrostem popularności wschodnich tradycji religijnych, co owocuje nieskończoną licz- bą prywatnych synkretyzmów. Rosnąca rola islamu, z  jego dążeniem do regulacji całości życia, także społecznego i politycznego, wyznawców przypomi- na jak nieoczywiste są próby całkowitej prywatyza- • 10 • cji religii. Wszystko to stawia przed filozofami nowe pytania, które dotyczą także człowieka. Przemiany, jakie zachodzą w  społeczeństwach, w nowym świetle ukazują pytania o źródła prawo- mocności ładu społecznego i  politycznego oraz o podstawy więzi społecznych, co raz jeszcze każe zapytać, jak pojmujemy podmiot tych więzi – czło- wieka. Podobnie, kolejne kryzysy gospodarcze zda- ją się wymykać sposobom interpretacyjnym, jakimi dotychczas posługują się ekonomiści. To znowu wymusza powrót do pytań podstawowych – rów- nież tych dotyczących sposobu rozumienia pod- miotów gospodarujących – a więc także ludzi. Nowe pytania stawia przed refleksją o człowie- ku rozwój nauk przyrodniczych. Przede wszystkim należy tu wymienić gwałtownie rozwijającą się dziś wiedzę o mózgu. Wiedza o biologicznym podłożu naszych uczuć, woli i  myśli stawia w  nieznanym dotąd świetle zagadnienie naszej tożsamości i wol- ności. Podobnie rozwój genetyki każe raz jeszcze zastanowić się nad uwarunkowaniami bytu ludz- kiego. Powstają też nowe pytania etyczne – o gra- nice dopuszczalnej ingerencji w  spontaniczne dotychczas procesy biologiczne. Jeśli zgodzimy się, że narzędzi stworzonych przez uczonych nie wol- no użyć przeciwko godności ludzkiej, to musimy • 11 • wiedzieć, co byłoby naruszeniem tej godności. A to wymaga znów odpowiedzi na pytanie: Kim jest człowiek? Abraham Joshua Heschel formułował interesu- jące nas zagadnienie w  następujący sposób: „Gdy pytamy o człowieka, problemem nie jest jego nie- podważalna zwierzęcość, lecz zagadka, co właściwie on robi z powodu i pomimo swojej zwierzęcości, co robi z nią i co robi pomimo niej”. Książka W  mroku uczonej niewiedzy powstała na podstawie pięciu rozmów przeprowadzonych z  prof. Karolem Tarnowskim przez cztery osoby. We wszystkich uczestniczył Jan Andrzej Lipski, w  dwóch Zofia Bluszcz (obecnie Matejewska), a  w  jednej Karol Hryniewicz i  Kamil Wielecki. Długie przerwy pomiędzy rozmowami i  zmiany rozmówców spowodowały, że wątki powracały w rozmaitych miejscach, zdarzały się powtórzenia itp. W trakcie prac redakcyjnych trzeba było to upo- rządkować. Od zakończenia rozmów minęło sporo czasu, co z  kolei skłoniło prof. Tarnowskiego do uaktualnienia wypowiedzi. Redakcja OD MUZYKI DO FILOZOFII Pana droga do filozofii… Moje pierwsze wykształcenie było wykształce- niem muzycznym. Ta droga została mi w pewnym sensie wyznaczona z góry – wszyscy moi bliscy uwa- żali, że powinienem zostać pianistą. Nie podawałem tego w  wątpliwość. Wiedziałem, że jestem rzeczy- wiście dosyć zdolny i, co więcej, czułem, że jest to jakoś mój pierwszy język. Muzyka była faktycznie językiem, za pomocą którego komunikowałem się ze światem, a dokładniej, informowałem swoich bli- skich o  tym, co czuję i  przeżywam. Zacząłem grać mając lat pięć. Z czasem rosło we mnie poczucie, że kształtuję formę muzyczną jakoś od wewnątrz, bar- dzo osobiście, a moje granie podoba się słuchaczom. I co się pokiełbasiło? Chyba byłem po prostu leniwy, to znaczy za mało mi się chciało intensywnie ćwiczyć. Ponadto • 13 • jestem, i zawsze byłem, człowiekiem dosyć wycofa- nym, nie ekspansywnym. Nie wyobrażałem sobie, że będę mógł funkcjonować w błyskach fleszy, mia- łem niezbyt mocne nerwy. Nie widziałem siebie na tych wszystkich konkursach, przez które trzeba przejść, a  już na pewno nie na Konkursie Chopi- nowskim… W rzeczy samej są to zawody sportowe. Otóż nie mam śladu ambicji sportowych i niestety nigdy nie miałem. Tak wyglądała proza życia. Do tego doszły pewne wydarzenia z życia osobistego, chorowałem, wyjechałem za granicę. Straciłem w gruncie rzeczy cały rok. Muzyka jako droga zawo- dowa zaczęła powoli odpływać. A zetknięcie z filozofią zawdzięczam prof. Stefa- nowi Swieżawskiemu, który był przyjacielem mojej rodziny. Przyjaźniłem się z jego córkami, często go odwiedzałem. Zachwycał mnie swoją osobowością, sympatyczną, otwartą, niesamowicie zapaloną do filozofii i jednocześnie szalenie naukowo uporząd- kowaną. Podobała mi się jego wielka pedantycz- ność, ale przede wszystkim to, że był tak żarliwy jako historyk filozofii. Kontakty z  nim robiły na mnie duże wrażenie i zostawiły niezatarte ślady. A poza tym mnóstwo czytałem, szczególnie z filozofii – po części właśnie pod kierunkiem Swieżawskiego, a po części tak po prostu dla siebie. • 14 • Wreszcie spotkałem księdza Józefa Tischnera, który mnie zupełnie porwał. Przy czym poddanie się mu jako filozofowi było trochę zapośredniczo- ne przez mojego przyjaciela Pawła Taranczew- skiego. Paweł był malarzem, skończył Akademię Sztuk Pięknych, i tak jak ja czuł, że coś tu nie gra, że trzeba szukać czegoś więcej. Zaprosił więc Tischnera na takie prywatne seminaria do swo- jego mieszkania. Czytaliśmy tam Idee Edmunda Husserla, Henri Bergsona, chyba Maxa Schelera także. Potem Tischner to uzupełniał „wykładzika- mi”, które prowadził w duszpasterstwie św. Anny. W pewnym momencie te jego rozważania zaczę- ły mnie naprawdę fascynować. Filozofia na Uni- wersytecie Jagiellońskim mocno podupadła po wyrzuceniu Romana Ingardena i Izydory Dąmb- skiej. Jednak po paru latach zastoju, gdy znowu otwarła się możliwość zdawania tam na studia, ja z Pawłem zapisaliśmy się na nie. Ponadto byliśmy w  przyjaźni z  Władysławem Stróżewskim, mię- dzy innymi przez żywe kontakty ze „Znakiem”. Wszystko to razem tworzyło tak intensywną, cie- kawą intelektualnie i duchowo atmosferę, że zde- cydowałem się na drogę filozoficzną – w momen- cie, kiedy mogłem się jeszcze cofnąć i powrócić do muzyki. • 15 • Czy może Pan wskazać moment, kiedy Pan podjął tę decyzję? W tym właśnie czasie, kiedy nie mogłem się zdecy- dować, co powinienem robić, zostałem jako pianista niespodziewanie zaproszony na bardzo prestiżową imprezę do Wenecji. To się nazywało Vacanze Musi- cali. Był to pewnego rodzaju kurs, ale kurs dla lep- szych. Profesor, który mnie tam prowadził, wykrzyk- nął w pewnym momencie: „Panie Tarnowski, no to graj pan, no! Co jest właściwie z panem?” Odpowie- działem mu, że już zdecydowałem się na filozofię. Na to on: „No jak pan nie chce, to ja już nic niestety nie poradzę”. Czyli podjąłem nagłą i jednak chyba nie do końca przemyślaną decyzję. Potem długo medytowa- łem, czy nie zdradziłem mojego właściwego „powo- łania”. Myślę, że jest coś takiego jak powołanie, jakieś „przeznaczenie” do takiej, a nie innej drogi życiowej, które jest obowiązkiem, którego nie wolno zdradzić. Straszna odpowiedzialność. I  nigdy nie wiem, czy filozofia jest moim powołaniem, czy nie. Nie umia- łem tego zobaczyć jasno… Trzeba było coś wybrać? Tak. W dodatku miałem już rodzinę – żonę i dzie- ci – i w związku z tym musiałem zarabiać. Praco- wałem więc cały czas w Wyższej Szkole Muzycznej • 16 • [obecnie Akademia Muzyczna], trochę jako peda- gog, trochę jako akompaniator. A jednocześnie stu- diowałem filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie było to łatwe, a te aktywności trzeba było jesz- cze łączyć z życiem rodzinnym… Potem w ramach doktoratu o Heideggerze pisanego pod kierunkiem prof. Stróżewskiego – któremu zawdzięczam jako wykładowcy i pedagogowi wyjątkowo wiele – wyje- chałem na stypendium do Louvain. Stało się to dzię- ki Tischnerowi, który uważał, że trzeba po studiach pisać doktorat za granicą. Habilitację też właściwie pisałem nie w Polsce, lecz w Waszyngtonie. Muszę jednak przyznać, że z punktu widzenia życia rodzin- nego były to decyzje bardzo trudne. A Tischner… Uznał, że mnie po prostu potrze- buje. W czasie studiów doktoranckich dostawałem stypendium, ale potem nie chciano mnie zatrud- nić na Uniwersytecie Jagiellońskim. Powiedzieli mi, że nie należę do partii i dlatego nie mogę tam pracować. Kiedy oznajmiłem to Tischnerowi, zare- agował błyskawicznie. Po prostu zaciągnął mnie do kurii i  powiedział: „Chcę, żeby Tarnowski praco- wał na Wydziale Teologicznym”. Chodziło o  taką śmieszną strukturę – dawny Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego, zamknięty przez władze państwowe, ale działąjący przy seminarium • 17 • duchownym, teraz jako Papieski Wydział Teolo- giczny. Po cichu rozbudowały się przy nim inne kierunki, między innymi filozofia. Było to możliwe, ponieważ wydziały teologiczne wszędzie podlegają także Watykanowi i są w tym sensie „eksterytorial- ne”. Właśnie tam Tischner mnie zatrudnił. Byłem w  ogóle jednym z  pierwszych wykładowców na późniejszej PAT1, bo ta dziwna struktura przekształ- ciła się później w Papieską Akademię Teologiczną. Pracuję na niej bez przerwy – nieraz z mieszanymi uczuciami – od początku lat siedemdziesiątych. 1 Od 19 czerwca 2009 r. nazwa uczelni brzmi Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. UKĄ SZENIE TOMIST YCZNE I INSPIR ACJA PL ATOŃSKA Studiował Pan na państwowej uczelni, gdzie dominującą filozofią z urzędu był marksizm. Dla wielu myślicieli był on poważnym wyzwaniem. Czy dla Pana też? Szczerze powiem, że nie. Zupełnie nie z powo- dów politycznych, polityka mnie nie interesowała. Dzięki znajomości z  profesorem Stefanem Swie- żawskim przeszedłem jednak przez swego rodzaju „ukąszenie” – tomistyczne. Ono kazało mi wierzyć w „esencję”, to znaczy coś, co nie podlega historycz- nym zmianom. W  dodatku pokryło się to potem z moją miłością do Platona. Wtedy że jeśli porównamy marksizm z  tomizmem, to tomizm ma znacznie zobaczyłem, • 19 • więcej racji. Jeżeli się nie założy, że jest jakaś „ludz- ka natura”, to na pewno nie można jej oczekiwać na końcu rozwoju ludzkości, czyli w komunizmie. To jest ten sam błąd mutatis mutandis, który popełnił Nietzsche. On też nie wierzył w  esencję człowie- czeństwa, raczej był przekonany, że należy zniszczyć „ostatniego człowieka” w oczekiwaniu na „nadczło- wieka”. Pomyślałem, że skoro Marks twierdził takie głupstwa, to wobec tego nie ma się co nim przejmo- wać. Albo mówimy o człowieku i człowieczeństwie, albo nie mówimy wcale. Czym innym jest prze- świadczenie, że człowiek czeka na przebóstwienie w czasie eschatologicznym, a w obecnym powinien starać się do tego dorastać, a czym innym uzależ- nienie człowieczeństwa od walki klas i od historii. Pogląd marksistowski wydał mi się czymś skrajnie niemądrym i zbrodniczym równocześnie. Musi on bowiem prowadzić albo do tego, że się w ogóle nie rozróżnia ludzi od nieludzi, albo, że (nie) rozróżnia- jąc ich, traktuje się ich równocześnie jako materiał przekształceń, czyli jako coś, z czym można zrobić cokolwiek. To wydało mi się czymś tak monstru- alnym, że pomyślałem sobie – to jednak przesada, dosyć tego dobrego, nie można tak sobie poczynać, niewiele to się różni od hitlerowskiego podziału na podludzi i  ludzi-aryjczyków. Oczywiście, widzia- • 20 •
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W mroku uczonej niewiedzy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: