Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00341 005073 14830048 na godz. na dobę w sumie
W obiektywie - ebook/pdf
W obiektywie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 104
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-936801-1-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Historia taka, jak ta nie zdarza się codziennie.

Ona - Kate Willer - siatkarka reprezentacji USA.

On - Mark Davis - światowej klasy fotograf.

Poznali się przypadkiem a pewne dramatyczne wydarzenie już na zawsze złączyło ich losy...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

W obiektywie IZABELA MROZIŃSKA CZĘSTOCHOWA 2013 © Copyright by Izabela Mrozińska Projekt okładki Łukasz Urbański ISBN 978-83-936801-1-5 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. Rozdział I Moja historia Nazywam się Mark Davis i zawsze lubiłem siatkówkę. Można nawet powiedzied, że ją kochałem. Odkąd pamiętam Ojciec zabierał mnie na mecze i zaraził miłością do tego jakże pięknego sportu. W siatkówce kochałem wszystko, jej dynamikę, wolę walki i to, że każda piłka była ważna. Nie liczyło się dla mnie nic, poza nią… do pewnego momentu, do dnia w którym zginął Brian. A potem w moje życie wkroczyła fotografia. Tak samo jak zakochałem się w siatkówce, teraz aparat stał się moją nową miłością. Nosiłem go ze sobą wszędzie. Wkrótce stałem się bardzo dobrym fotografem. Zachęcany przez rodziców rozwijałem nową pasję. Kiedy chodziłem do szkoły średniej zaproponowano mi roczny kurs w dalekiej Japonii, gdzie dalej mógłbym rozwijad swój talent. Początkowo rodzice obawiali się wysład mnie w tak odległe miejsce. Wiedzieli jednak, że taka szkoła życia mi się przyda, doda pewności siebie i nauczy radzid sobie z przeciwnościami losu. Nie mylili się, wydoroślałem przez ten czas i z nastolatka stałem się młodym mężczyzną. Pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni pozwolił mi dostrzec w sobie cechy, o których istnieniu nawet bym siebie nie podejrzewał. Wrażliwośd na piękno przyrody, wytrwałośd czy umiłowanie pracy, dopiero tam je w sobie odkryłem. Japonia posiada bardzo bogatą kulturę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Szczególnie urzekło mnie tworzenie origami, sztuka specyficznego formowania drzew bonsai oraz dziwna ceremonia picia herbaty. Orgiami jest sztuką składania papieru, którą co prawda zapoczątkowano w Chinach, lecz tak naprawdę to rozwinęła się w Japonii. Punktem wyjścia jest w niej kwadratowa kartka papieru, której nie wolno ciąd, kleid i dodatkowo ozdabiad, z której poprzez zginanie tworzone są przestrzenne figury. Bonsai to drzewa i krzewy, które są hodowane w specjalnych pojemnikach, aby zachowały zminiaturyzowaną formę. Są one specyficznie przycinane i nieustannie trzeba dbad o ich rozwój. Praca nad tymi drzewkami dała mi wiele do myślenia i pozwoliła uciec od tęsknoty za domem. Jakież jednak było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem sztukę picia herbaty. Tej, jakże u nas prostej i prozaicznej czynności w Japonii nadaje się ceremonialny, niemal boski charakter. Odbywa się on w pawilonie herbacianym, usytuowanym w ogrodzie. Miejsce to wybiera się nieprzypadkowo, gdyż powinna tam panowad odpowiednia atmosfera, która ma symbolizowad wrażenie iluzorycznego świata i oderwanie się od tego, co otacza nas wokoło. Wszedłem do przepięknego ogrodu, spacerowałem podziwiając rośliny. Na chwilę zatrzymałem się przy źródełku. Umyłem tam ręce i przepłukałem usta. Musiałem uważad, aby ta czynnośd była pełna gracji. Nie chciałem bowiem urazid gospodarzy. Wszedłem tam poprzez wąskie wejście. Ono także ma swoją historię. Miało bowiem symbolizowad równośd wszystkich ludzi, którzy tam wchodzili. Nawet samurajowie zostawiali na zewnątrz swoją broo, kiedy chcieli się napid herbaty. Rozejrzałem się wokoło i zauważyłem, że nie ma tam niepotrzebnych mebli. Właściciel wytłumaczył mi, że gdyby było ich tam zbyt wiele, to niepotrzebnie rozpraszały by gości. Patrzyłem jak urzeczony jak gospodarz zagotowuje wodę na herbatę. Przeciera misy, wsypuje liście i uciera je bambusowym przyrządem. Poczułem cudowny aromat. Nie miałem ochoty stamtąd wychodzid. Wszyscy byli dla siebie tacy mili i zwracali się do siebie z rzadko spotykanym szacunkiem. Nikt nie rozmawiał o pracy. Nie mogłem jednak zrozumied etosu samurajskiego. Jego prawa zawarto w kanonie bushido, który wytyczał drogę wojownika. Główną zasadą była wiernośd swemu panu i bezwzględne posłuszeostwo- co dotyczyło zarówno wojownika, jak i jego rodziny. W walce samuraj nie mógł odczuwad lęku przed śmiercią, ani nie mógł też kapitulowad, gdyż byłoby to rozwiązanie niehonorowe. Najtrudniejsze dla mnie było to bezwzględne podporządkowanie się panu, nieważne czy ten był dobry, czy zły. W ten sposób eliminowało się wolnośd człowieka i prawo do własnych wyborów. Pojęcie strachu także nie zgadzało się z moją filozofią życia. Uważałem, że lęk mobilizuje człowieka do działania, a ważne jest to, aby go przezwyciężad, zaś sprawa seppuku, była dla mnie tchórzostwem. W życiu bowiem często przychodziło mi przełknąd tą gorzką pigułkę porażki. Kiedy jednak na ekrany kin wszedł film „Ostatni samuraj” z wielką ochotą poszedłem go obejrzed, gdyż przypomniał mi mój roczny pobyt w tym pięknym paostwie. Zobaczyłem, z jaką precyzją Japooczycy wykonują swoje codzienne obowiązki. To uświadomiło mi, że ja także mogę tak żyd, że jeśli będę dużo pracował, stale podnosił swoje umiejętności i stawiał przed sobą wyzwania stanę się wybitnym artystą. Nie szczędziłem więc czasu i wysiłku, aby perfekcyjnie wykonad każde zdjęcie. Potrafiłem godzinami siedzied w jednym miejscu tylko po to, aby uchwycid w locie ptaka. Pamiętałem jednak, że nie mogę zaniedbad nauki. Dlatego robiłem wszystko, aby solidnie się uczyd. W tym czasie, kiedy byłem w Japonii rodzice przeprowadzili się do Chicago. Początkowo nie spodobał mi się ten pomysł. Byłem rodowitym nowojorczykiem. Stwierdziłem jednak, że mają prawo podejmowad własne decyzje a ja nie miałem prawa im dyktowad tego, co mają robid. Z biegiem czasu nawet polubiłem to miasto. Po roku pobytu w Japonii wróciłem do kraju. Zdałem maturę i postanowiłem studiowad fotografię na Uniwersytecie Nowojorskim. Szybko zrobiłem licencjat, po czym zdecydowałem się wyjechad do Londynu, by w Imperial College of London studiowad japonistykę i sinologię. Połączenie dwóch tak trudnych specjalizacji wymagało wiele trudu. Jednak będąc w Japonii nauczyłem się, że w życiu na wszystko trzeba zapracowad. Dlatego nie szczędziłem wysiłku, aby zdobyd staranne wykształcenie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jak uda mi się skooczyd dobre studia będę mógł sam wybierad oferty pracy, toteż solidnie pracowałem. W wieku 25 lat zdołałem obronid magisterium. Posiadałem dyplom z fotografii, sinologii i japonistyki. Pierwsza praca pozwalała mi wykorzystywad umiejętności nabyte na studiach. Zostałem międzynarodowym fotografem National Geographic. Często wyjeżdżałem do Japonii, nie omieszkałem też wstąpid do Korei, w której szybko nauczyłem się języka, którym posługiwali się miejscowi. Moje artystyczne zdjęcia zdobywały nagrody na konkursach, dlatego szybko postanowiłem zostad niezależnym fotografikiem. Zorganizowałem kilka wystaw swoich prac a także pracowałem na zlecenia. W ciągu dwóch lat zdobyłem renomę w swoim fachu. Teraz to ja mogłem wybierad projekty, nad którymi chciałem pracowad. Zaczynałem właśnie kolejny, kiedy zadzwonił telefon. - Słucham? - Cześd synu. - Tato? Coś się stało, dlaczego dzwonisz? - Czy już Ojciec musi mied jakiś powód, żeby zadzwonid do syna? - Oczywiście, że nie- zaśmiał się Mark. - Co u was słychad? - Mama ciągle ma mnóstwo zajęd. W poniedziałki spotkania miłośników ogrodów. W czwartki je kolacje ze swoimi przyjaciółkami a w weekend jak zwykle piesze rajdy- podsumował John. - Cała Mamuśka, zawsze aktywna. - A ty, co porabiasz? - To samo, co zwykle. - Czyli nadal siatkówka? - Nieodmiennie, to druga po twojej matce miłośd i m.in. dlatego do ciebie dzwonię. - Co ty znowu wymyśliłeś? - Pewnie słyszałeś o tym, że w przyszłym tygodniu gra u nas w hali żeoska reprezentacja USA. - Obiło mi się coś o uszy. - Nie chciałbyś przyjechad do Hoffman Estates? Zależy mi na tym, aby mied parę pamiątkowych zdjęd z imprezy. - Nie wiem czy uda mi się wyrwad, ale się postaram. - Dobrze, to będziemy w kontakcie. - Jasne. Porozmawiali jeszcze parę minut, po czym pożegnali się i umówili, że Mark da znad, czy przyjedzie do Hoffman Estates. Mieszkał w Nowym Jorku więc jeśli się zdecyduje na wyjazd, to podróż zajmie mu trochę czasu a to nie bardzo mu się to podobało. Zwłaszcza teraz, kiedy kooczył projekt. Sięgnął po butelkę ulubionego czerwonego francuskiego wina i pozwolił sobie na chwilę wspomnieo. Zaproszenie Ojca wywołało u niego dawno zapomniane uczucie, o którego istnieniu myślał, że zapomniał. Przez te wszystkie lata siatkówka była dla niego tematem tabu. Mimo tego, że rozumieli się z Johnem doskonale prosił go, aby nie starał się ponownie zainteresowad go tym sportem. Ojciec uszanował jego wolę, dlatego omijali ten temat, aż do dzisiaj. Mark stwierdził, że chyba nadszedł czas, aby ponownie wybrad się na jakiś mecz. W mgnieniu oka podjął decyzję, że pojedzie na turniej Grand Prix. Może nawet zrobi jakiś większy projekt, wyda specjalny album. W środę rano pojawił się w Hoffman Estates. John bardzo się ucieszył z wizyty syna. Po południu pojechali na pierwszy mecz siatkarek. Rozdział II Pierwsze spotkanie Kate Willer szykowała się do inauguracyjnego spotkania z cyklu Grand Prix. Wspólnie z koleżankami cieszyła się, że będzie mogła w Stanach rozpocząd I turniej. Jej siatkarska kariera rozpoczęła się na Uniwersytecie w Stanford. Pewnego dnia, jako kilkuletnia dziewczyna została zaprowadzona do sekcji siatkarskiej i już została. Kate szybko stała się liderką zespołu. W błyskawicznym tempie pokonywała kolejne szczeble kariery. Po ukooczeniu studiów wyjechała do Brazylii, gdzie zagrała jeden sezon. W wieku dziewiętnastu lat została powołana do reprezentacji kraju. Miała pojechad na Mistrzostwa Świata do Włoch, jednak kontuzja pokrzyżowała jej plany. Przez kolejny rok miała problemy zdrowotne i powoli dochodziła do dawnej sprawności. Kontuzja kręgosłupa okazała się na tyle groźna, że wyeliminowała ją z gry na wiele miesięcy. Dlatego zmieniła klub i otoczenie. Potrzebowała zacząd wszystko od nowa. Dzięki temu ponownie odbudowała się psychicznie i wróciła do znakomitej formy. Jej największym atutem była wszechstronnośd a to rzadkośd, zważywszy na pozycję na której grała. A była pierwszą atakującą w drużynie. Po roku ponownie została powołana do reprezentacji i z biegiem czasu stała się jej podstawową zawodniczką. Była ważnym ogniwem w kadrze Trevora Raznora. Od ostatnich Mistrzostw Świata w Japonii regularnie grała w pierwszej szóstce. Była dobrym duchem radosna, ze swoim ciętym poczuciem humoru niejednokrotnie drużyny. Bardzo rozładowywała napięcie na parkiecie. Taka też była poza boiskiem. Chod zwracano jej uwagę, że jest zbyt bezpośrednia, nie przejmowała się tym. W koocu nie można byd lubianym przez wszystkich. Dlatego nauczyła się, że trzeba zaakceptowad siebie takim, jakim się jest, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Starała się po prostu żyd zgodnie z samą sobą. Dzięki temu potrafiła osiągnąd sukces. Nie walczyła tak jak niektórzy z wiatrakami, na siłę próbując zmienid w sobie to, co im nie odpowiadało. Oczywiście nie patrzyła na siebie bezkrytycznie. W miarę możliwości starała się nie popełniad tych samych błędów i zmienid te cechy, które uważała za negatywne. Bywało, że zanim dobrze się zastanowiła prosto z mostu mówiła to, co myśli raniąc osoby, z którymi prowadziła dialog. Zdarzało się to jednak niezwykle rzadko. Dlatego tym bardziej cieszyła się z tego, że wypielęgnowała u siebie tę cechę. Często widziała, jak ludzie silą się na niby to życzliwe uprzejmości, po czym za plecami obrzucają błotem. Nigdy tego nie rozumiała i nawet się nie starała. Dla niej prowadzenie gierek podjazdowych nie miało najmniejszego sensu. A w świecie, w którym się obracała było to na porządku dziennym. Pracując z praktycznie samymi kobietami czasem można dostad w głowę. Wzajemna zazdrośd i złośliwośd jest czymś normalnym. Dlatego tak ważne jest, aby zespół był dobrze dobrany nie także pod względem charakterologicznym. Kate była osobą, która nie traciła czasu na zbędne rzeczy. Wyznawała zasadę, że wszystko co zrobisz do ciebie wróci. Zbyt kochała życie, aby je przemęczyd. Wolała brad z niego pełnymi garściami. tylko pod względem umiejętności siatkarskich, ale Do reprezentacji wprowadził ją Trevor Raznor. Wybitny szkoleniowiec, który był wręcz ikoną tej dyscypliny sportu w USA. Chod był znakomitym fachowcem, to poza boiskiem Kate nie bardzo go lubiła. Ale pomimo tego znaleźli nid wzajemnego porozumienia. Raznor był świetnym strategiem i psychologiem. Dostrzegł w niej cechy, które pomogły mu scementowad drużynę. Zaufał jej, bo wiedział, że tak naprawdę tej dziewczyny nie da się złamad a w najtrudniejszych momentach to właśnie ona poprowadzi jego zespół. Zależało mu na niej, chod sam się temu dziwił. Był bowiem skrajnym egoistą. Ale on po prostu miał nosa do ludzi i wiedział, na kogo ma postawid. W niedługim czasie Kate stała się filarem jego drużyny, kimś kogo trudno zastąpid. A on bardzo lubił zwyciężad. Nienawidził porażek, uważał je za oznakę słabości. A poza tym wtedy spadała jego wartośd marketingowa. A na to nie mógł sobie pozwolid. W czasie swojej kariery trenerskiej bardzo szybko przekonał się, że kobieca siatkówka jest bardzo nieprzewidywalna. Godzinami dwiczył z dziewczynami zagrywkę, atak, po czym gdy wychodziły na boisko często zachowywały się jak nowicjuszki. Traciły pewnośd siebie, zaufanie do swoich nie małych w koocu umiejętności. Dzięki temu nauczył się, że musi starad się poznad ich psychikę i do każdej dotrzed indywidualnie. Jeśli miał osiągnąd sukces, musiał wpoid go swoim podopiecznym. Postanowił znaleźd płaszczyznę, na której mógłby zbudowad most zaufania. Po ciężkiej i mozolnej pracy w koocu dopiął swego. Nie był dumny z tego, że musiał pójśd z pewnymi osobami na układy, ale cóż chęd osiągnięcia sukcesu była najważniejsza. Nieważne czyim i jakim kosztem. Najlepszy kontakt udało mi się złapad z Kate Willer. Widział, że ona nie zgadza się z jego poglądami i zachowaniem, ale w gruncie rzeczy miał to gdzieś. W sporcie liczy się tylko to, czy osiągasz sukces, czy nie. Jeśli wygrywasz wszyscy są po twojej stronie, jeśli przegrywasz nie ma nikogo. Kate jednak go nie osądzała. Z innymi dziewczynami było ciężej. Potrzebowały dużo czasu, ale w koocu osiągnął swój cel. Zbudował drużynę, która dobrze funkcjonowała. Niestety miesiąc przed wyjazdem do Włoch dwie podstawowe zawodniczki doznały kontuzji. Bardzo to przeżył, jechał po złoty medal, nic innego się nie liczyło. Zrozumiał jednak, że w sporcie tak bywa. Miał jednak nadzieję, że obie wyleczą urazy i na pewno pojadą na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu. Ponownie jego przeczucia się potwierdziły. Obie dziewczyny nie tylko były jeszcze lepsze, niż przed kontuzją, ale i dojrzały bardziej a takie zawodniczki dla każdego trenera są bezcenne. Kate Willer nie była jednak najlepszą siatkarką w jego ekipie. To nie był typ gwiazdy, lidera. Ona zawsze była w cieniu, pomimo pozycji na której występowała na boisku. Nie dlatego, że bała się roli przywódcy. Po prostu była klasycznym typem boiskowego rzemieślnika. To na niej spoczywał ciężar ataku. To ona dostawała od rozgrywającej najtrudniejsze piłki. To od niej oczekiwano najwięcej. A ona doskonale o tym wiedziała i w koocu to zaakceptowała. Kate jeszcze raz sięgnęła pamięcią do pewnego wydarzenia. Robiła tak często, przed wyjściem na boisko. Miała może siedem lat, kiedy po raz pierwszy poszła z Ojcem na mecz. Jacob wyjaśnił jej zasady gry i powiedział, że to będzie jej pasja, że siatkówka stanie się jej sposobem na życie. Oczywiście się nie pomylił. Może na początku postanowiła spróbowad dla niego, aby go nie zawieśd. Szybko jednak się przekonała, że lubi ten sport. Pewnego dnia wróciła z treningu z wybitym kciukiem. Ojciec wziął ją wtedy na kolana, ucałował paluszek i powiedział. - Wiesz kochanie, jeszcze nie raz będzie cię bolało. Będziesz płakała i chciała wszystko rzucid. Jednak jeśli mimo bólu i przeciwności wytrwasz, zobaczysz jak cenną rzecz posiadasz, jak ważną dla ciebie. Dzięki temu zrozumiesz, że siatkówka to nie tylko sport, czy bezmyślne odbijanie piłki na drugą stronę boiska. To przede wszystkim walka z samym sobą, ze swoimi słabościami. To sztuka radzenia sobie z porażkami, bo zapewne takie będą. To sztuka radzenia sobie z kontuzjami i potem mozolne dochodzenie do dawnej sprawności, a to uczy pokory i cierpliwości wobec życia. - Więc jak mała, będziesz się mazgaid czy grad dalej? - Będę grad- odparła i uśmiechnęła się przez łzy. Ojciec spędzał z nią każdą wolną chwilę i starał się byd nauczycielem tego, co najważniejsze. - Kat, ruszaj się- zawołała Mary Harvey. - Tak jest pani kapitan- uśmiechnęła się. Szybko przebrała się w strój i wyszła na trening. Do pierwszego meczu pozostały dwa dni. Dziewczyny musiały więc poznad halę. Popołudniami udawały się na spacery i starały się zrelaksowad. Poznawały Hoffman Estates, miały też okazję odwiedzid tamtejszy Art Institiute of Chicago oraz stadion sportowy Soldier Field. Spotkały się też z zawodnikami miejscowej drużyny z NFL. Nadszedł w koocu upragniony dzieo meczu, kiedy wyszła na parkiet po prostu oniemiała. Mnóstwo ubranych w narodowe barwy kibiców. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek grała przed tak dużą widownią. Osiem tysięcy krzyczących gardeł robiło wrażenie. Poczuła uścisk w żołądku. Dawno nie grała w Stanach. W USA nie było zawodowej ligi i większośd zawodniczek po szkole średniej wyjeżdżała do Europy, aby tam podnoście swoje umiejętności i zarabiad pieniądze. Zerknęła jeszcze raz na trybuny, po czym poszła zdjąd dres i zaczęła rozgrzewkę. Musiała dobrze rozgrzad wszystkie mięśnie i rozciągnąd stawy, aby podczas meczu nie nabawid się czasem kontuzji. W pierwszym meczu turnieju drużyna Japonia przegrała z Dominikaną. Wiedziała, że ekipy, które przyjechały do Hoffman Estates to zespoły ze światowej czołówki. Może za wyjątkiem Dominikany. Zdawała sobie sprawę z tego, że forma, jaką prezentuje kadra nie jest najwyższa. Sama nie wiedziała skąd nagle przytrafiła im się taka niemoc. Jak zawsze jednak postanowiła dad z siebie wszystko. Kiedy tak patrzyła na widownię była dumna z tego, że reprezentuje barwy narodowe. Życie sportowca nie jest usłane różami, ale właśnie dla takich chwil warto poświęcid tyle pracy na treningach. Dla niej gra w kadrze była wielką sprawą. Nie traktowała jej ulgowo. Gdy przyjeżdżała na zgrupowania zawsze wiedziała, że czeka ją ciężka praca, ale wierzyła, że ma to sens. To był jej patriotyczny obowiązek. Ojciec zawsze marzył o tym, aby grała dla kraju. Teraz się to ziściło i wiedziała, że może byd z siebie dumna. Ale wyczynowe uprawianie sportu miało też swoje cienie. Od paru sezonów nie miała prawdziwego urlopu. A o życiu osobistym mogła zapomnied. Często zmieniała kluby, nie chciała zmuszad tej drugiej osoby do aż tak wielkiego poświęcenia. Jej życie było życiem na walizkach a poza tym nie wyobrażała sobie, aby jej facet nie miał zajęcia i był na jej utrzymaniu. Żaden związek tego nie przetrwa i żadem prawdziwy facet nie zgodzi się na taki układ, gdyż uwłaczałoby to jego męskości. jaki poziom prezentują drużyny Japonii Mark przyjechał na mecz później niż Ojciec. Nie było sensu, aby razem jechali do hali. John chciał zobaczyd i Dominikany. Marka niespecjalnie to interesowało. Miał pewien pomysł, który zrodził się w jego głowie podczas podróży. Pragnął przygotowad album ze zdjęciami kadry. Nie taki zwyczajny, lecz ukazujący naturę i piękno kobiety. Chciał nie tylko uchwycid siatkarki podczas gry, lecz także poza placem boju. Pośród egzotycznej i surowej przyrody, zwykłych codziennych czynności. Wiedział, że to będzie trudne. Tym bardziej, że musiał uzyskad zgodę związku oraz sztabu szkoleniowego i samych zawodniczek. A było to zadanie bardzo wymagające. Należało bowiem oswoid dziewczyny z obiektywem aparatu. Tak, aby stał się dla nich przyjacielem, a nie wrogiem. Dziewczyny musiały zachowywad się naturalnie a z doświadczenia wiedział, że osoby, które fotografował często spinały się przed obiektywem. Postanowił podjąd rozmowy ze związkiem. Miał już wyrobioną markę w tym środowisku więc nie spodziewał się większych trudności. Problem polegał na tym czy trener i dziewczyny będą chciały z nim współpracowad? Jego dodatkowym atutem było z pewnością to, że doskonale znał azjatycką kulturę i kraje, do których po tym turnieju udawały się zawodniczki. A poza tym znał się na siatkówce i pamiętał siatkarski rozkład dnia. Tak, jak przewidywał szybko uzyskał zgodę władz związku i mógł przystąpid do pracy. Pozostało tylko skontaktowad się z trenerem i przekonad go do swojego pomysłu. Rozmawiał z nim telefonicznie a ten powiedział mu, że po zakooczeniu turnieju da mu ostateczną odpowiedź. Raznor musiał najpierw porozmawiad o tym z prezesami. Ale sam pomysł mu się spodobał, zaznaczył że on także musi byd na zdjęciach, bo co to za drużyna bez trenera. Mark wziął parę filmów, swojego ulubionego Canona i pojechał na halę. Przywitał się z Ojcem i udał do strefy, która była wyznaczona dla dziennikarzy. Nie lubił tych sępów. Jednak w świecie sportu nie było ich aż tak wielu. Jedynie, czego był świadkiem to ich czasem prostackiego zachowania w stosunku do kobiet. Na szczęście była to tylko garstka pismaków. Usadowił się na przeciwko trybuny głównej i spokojnie czekał, aż siatkarki wyjdą na parkiet. Rozpoczął rozmowę z masażystą zespołu. Pstryknął mu nawet parę fotek i opowiedział o swoim projekcie. Alanowi ten pomysł bardzo się spodobał. Nie rozmawiali długo, gdyż maser musiał przygotowad odżywki dla dziewczyn. Pokręcił się trochę po hali, chciał ją poznad. Zobaczyd z której strony jest najlepsze światło. Zafascynowany swoim zajęciem nieoczekiwanie na kogoś wpadł. Odwrócił się i ... spojrzał w najbardziej niebieskie oczy, jakie w życiu widział. - Przepraszam- wydukał zawstydzony. - Widzę, że zapomniałeś o Bożym świecie przez ten aparat- uśmiechnęła się dziewczyna. - Rzeczywiście- roześmiał się. - Jak go biorę do ręki, to wszystko wokoło przestaje się liczyd. - Tylko uważaj, żebyś nim komuś nie wybił zębów- zażartowała. - Spokojnie nie ma obawy, takim ciamajdą to ja nie jestem. Uśmiechnęła się na te słowa i odeszła do reszty dziewczyn. Kiedy nieznajomy na nią wpadł momentalnie zrobiło jej się gorąco. Co za facet, pomyślała. Wysoki, męski, świetnie zbudowany. Jego twarz zdradzała, że wiele przeszedł w życiu. No i ten zabójczy dołek w lewym policzku. Dobrze wiedzied, że tacy mężczyźni w ogóle istnieją. Mark wiedział już, że dzisiejszego dnia jego głównym fotograficznym obiektem będzie dziewczyna, na którą wpadł. Nie potrafił przypomnied sobie jej imienia i musiał poczekad na prezentację. Po kwadransie już wiedział, zawodniczką z numerem 5 na koszulce była Kate Willer. już tego dosyd, że im pozowad. Chod czasem miała Kate czuła na sobie oko przystojnego fotografa. Starała się jednak skupid na rozgrzewce. Dostrzegła z jaką precyzją i dyskrecją robi zdjęcia, prawdziwy majstersztyk. Może to on jest tym fotografem, który prawdopodobnie miał im towarzyszyd podczas pobytu w dalekiej Azji? Drużyna potrzebowała pozytywnego pijaru i trener już im zapowiedział, że przyjdzie traktowano je instrumentalnie, po to tylko, aby inni mogli się przy nich wylansowad. Ale to było wliczone w ten sport. Marketing i reklama były jego podstawą. Bez nich nie byłoby sponsorów, a bez sponsorów nie byłoby drużyny. Kate spojrzała na fotografa. Poczuła do niego sympatię, chciała, aby to on robił zdjęcia. Dostrzegła w nim pełen profesjonalizm i podobny zapał, z jakim ona trenowała siatkówkę. Kiedy ludzie są skupieni na tym, co robią a co jest ich pasją zapominają o tym co jest dookoła. Zobaczyła w nim to od razu. Bardzo ceniła takich ludzi. Oni byli wstanie poświęcid bardzo wiele dla realizacji swoich marzeo. Stwierdziła, że mogliby się polubid. Na meczach pojawiali się różni dziennikarze i fotoreporterzy. Czasem byli to po prostu młodzi ludzie, którzy prowadzili fanpage danej zawodniczki. Bez żadnego doświadczenia czy pojęcia jak zrobid naprawdę dobre zdjęcia i chod czasem byli zbyt natarczywi na ogół było to jednak miłe. Wspólne zdjęcie, czy autograf dla wielu kibiców było niezwykle cenną pamiątką. Kate to rozumiała, w koocu w dzieciostwie sama miała swoich idoli. Dlatego zawsze z cierpliwością i wyrozumiałością podchodziła do nastoletnich fanów. Chyba, że byli pijani, wówczas była bardzo stanowcza. Po godzinnej rozgrzewce sędzia ruchem ręki zaprosił ekipy na parkiet. Spiker zawodów przedstawił składy obydwu drużyn, a potem odegrano hymny narodowe Stanów Zjednoczonych i Italii. Amerykanki rozpoczęły mecz imponująco, jednak w miarę upływu czasu traciły przewagę i powoli uszło z nich powietrze, dlatego pierwszego seta przegrały do 23. Kate była bardzo zdenerwowana. Nie mogła uwierzyd, że mimo tak dużej przewagi przegrały tę partię. Ekipa z Półwyspu Apenioskiego była co prawda wyśmienitą drużyną, ale niejednokrotnie to one schodziły z placu boju zwycięskie. Tym razem było jednak inaczej. Dziewczyny zbyt słabo przyjmowały zagrywkę i broniły w polu. Ataki z tzw. krótkiej w ogóle im nie wychodziły a o suwach lepiej nie mówid. Wyraźnie szwankowała komunikacja na linii atakujące rozgrywająca a i libero miała wyraźnie słabszy dzieo. Po jej przyjęciu zagrywka często lądowała w trybunach albo na koocowej linii boiska. W kolejnych dwóch odsłonach zespół nie zdołał się podnieśd i w całym spotkaniu uległ drużynie Włoch 0:3. Kate szybko udała się do szatni, wzięła prysznic, poszła na pomeczową odprawę i pojechała do hotelu. Chciała jak najszybciej zapomnied o tym spotkaniu. Była na siebie zła, chod ona akurat była najlepsza na parkiecie. Nie można przegrad seta, w którym prowadzi się dziesięcioma punktami! Takie przestoje nie mogą im się więcej przytrafid. Były przecież klasową drużyną, której po prostu nie wypada robid takich głupich błędów jak dzisiaj. Markowi było żal dziewczyn, bardzo im zależało na wygranej, lecz nie potrafiły utrzymad przewagi, a potem opadły z sił. Musiał jednak uczciwie przyznad, że zagrały fatalnie. Nie zrobił wielu zdjęd, jednak z jednego ujęcia był bardzo zadowolony. Zdołał uchwycid zadumaną twarz Kate. Postanowił wywoła je wywoład wręczyd jutro dziewczynie w prezencie. Pracował nad nim przez dobre pół nocy. W jednym z pokoi w domu rodziców zrobił parę lat temu ciemnię. Kiedy wracał z podróży często właśnie tam obrabiał zdjęcia. Tak było tym razem. Chciał, aby fotografia była idealna, dlatego postanowił zrobid ją w czarno-bieli, bo w tym był najlepszy. Uważał, że kolory odbierają twarzy emocje. Dlatego miał taką zasadę robienia zdjęd portretowych. Kiedy po pewnym czasie przyjrzał się swemu dziełu pokiwał z uznaniem głową. Przyznał, że było to jedno z jego lepszych zdjęd. Kiedy skooczył, poszedł do kuchni, by napid się ulubionej herbaty miętowej. Nigdzie nie smakowała tak jak tu. Rodzice mieszkali nieco poza centrum miasta, mieli własny ogródek z pięknym widokiem na rzekę Michigan. Często więc przesiadywał na ganku z kubkiem gorącej herbaty w rękach i patrzył w niebo, pozwalając myślom swobodnie krążyd. Czasem brał do ręki gitarę i śpiewał. Tym razem nie był sam, John postanowił dołączyd do syna. - Skooczyłeś na dzisiaj?- zapytał. - Raczej tak, pracowałem nad jednym bardzo szczególnym zdjęciem. A wiesz, że jak się na coś uprę, to nie ma siły, która by mnie od tego odciągnęła. - Pamiętam o tym aż za dobrze- zaśmiał się John. - Kiedy miałeś jakieś 5 lat bardzo chciałeś mied rower. Zobaczyłeś jak Brian zasuwa na nim na sąsiednim trawniku. Bardzo mu go zazdrościłeś i chciałeś mied taki sam. Tak długo wierciłeś nam dziurę w brzuchu, aż w koocu kupiliśmy ci identyczny. Oczywiście był dla ciebie za duży. Jednak ty się nie poddałeś i postanowiłeś za wszelką cenę nauczyd się na nim jeździd. Nie zliczę tych upadków i podrapanych kolan. Raz, kiedy nie wiem po raz który próbowałeś dzielnie zmierzyd się z tym paskudnym rowerem o mało nie wpadłeś pod samochód. W ostatniej chwili Brian zdołał skręcid kierownicą tak, że wylądowałeś na trawniku. W tym momencie obaj zamilkli. Mark spojrzał w górę. To już 11 lat, jak go nie ma. John jakby myślał o tym samym. Położył rękę na ramieniu syna i weszli razem do domu. A noc była wyjątkowo piękna. Było bowiem lato, a sierpniowe, ciepłe wieczory, cykanie świerszczy i kumkanie żab dodawało jej tylko uroku. Tak, Chicago było ich prywatnym azylem. Nazajutrz reprezentacja USA przystąpiła do kolejnego meczu bardzo zdeterminowana. Jednak i tym razem od początku pojawiły się podobne problemy w grze jak w dniu wczorajszym. Dziewczyny świetnie rozpoczęły pierwszą partię, co było w dużej mierze zasługą Kate, po czym bezmyślnie roztrwoniły przewagę i pozwoliły ograd się Brazylijkom. Tak samo było w drugiej partii. Trzecią udało im się wygrad, gdyż poprawiły grę w bloku i zagrywkę. To było jednak wszystko, na co je było stad tego wieczora. Mistrzynie olimpijskie okazały się zbyt silne. Kate wycierała twarz ręcznikiem i uzupełniała płyny. Była bardzo zmęczona. Wykonała ponad 60 ataków w meczu i szczerze mówiąc marzyła tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźd się w hotelu. Zabrała dres i położyła lód na bolący bark, kiedy podszedł do niej przystojny fotograf. - Chciałem cię bardzo przeprosid za wczorajszy incydent a w ramach przeprosin wręczyd to na pamiątkę- uśmiechnął się nieśmiało i włożył jej do ręki kopertę. - Dziękuję- wydukała zdziwiona. - A co to jest? - Otwórz a sama się przekonasz- powiedział i zostawił ją sam na sam z prezentem. Kate była zaskoczona sytuacją, która miała miejsce przed chwilą. Wyciągnęła z koperty kawałek papieru, odwróciła go i ...oniemiała z zachwytu. Szukała nieznajomego wzrokiem, lecz zdołał już wyjśd z hali. Żałowała, chciała mu jeszcze raz podziękowad. Miała bowiem przed oczami najpiękniejsze zdjęcie, jakie w życiu widziała. Oto zobaczyła swój portret, lecz nie taki zwyczajny. Od razu było widad jak wiele pracy kosztował artystę, aby go zrobid. Tak jakby czekał na idealny moment i kiedy w koocu na niego trafił zrobił genialne zdjęcie. W rogu widniał malutki napis od Marka. A więc tak miał na imię, całkiem ładnie, pomyślała. Poszła do szatni i pokazała prezent dziewczynom. Wszystkie były urzeczone kunsztem twórcy. Nawet trener z uznaniem wypowiedział się o dziele, co zdarzało mu się niezwykle rzadko. Kiedy siatkarki dotarły do hotelu wszystkie rozeszły się do swoich pokoi. Mark świadomie zostawił Kate sam na sam ze zdjęciem. Chod był ciekaw jej reakcji z doświadczenia wiedział, że widz musi pozostad sam na sam z dziełem, aby dostrzec jego głębię. Na każdego bowiem oddziaływało inaczej. A i on jako twórca miał o nim osobiste zdanie i nigdy nie narzucał innym swojej interpretacji. Dlatego na jego wystawach nie było komentarzy do zdjęd. Wieczorem otrzymał telefon od Trevora Raznora z zaproszeniem na turnieje Grand Prix oraz Mistrzostwa Świata. Pozostały jeszcze do określenia tylko drobne kwestie umowy, które mieli uzgodnid jutro na pomeczowym spotkaniu. Kate położyła upominek na nocnej szafce. Pomyślała, że zdjęcie oddaje w pełni jej osobę. Zawziętośd, hart ducha i wolę walki oraz łatwośd rozładowywania trudnych sytuacji. Dostrzegła także cieo dawnych ran. Tylko wybitny artysta mógł to uchwycid a Mark z pewnością nim był. - Co tak patrzysz jak zahipnotyzowana na to zdjęcie? Kim jest ten facet, który ci je dał?- spytała zaczepnie Mary. Kate spiorunowała przyjaciółkę wzrokiem, po czym odpowiedziała przekornie. - A co zazdrosna jesteś? - No co ty, ja mam swojego Wade’a, ale z tego co wiem Mark to bardzo interesujący mężczyzna. - Znasz go?- spytała zaskoczona. - Trochę, ale tylko z opowiadao męża. Jakiś czas temu robili wspólnie pewien projekt dla dzieci. - Jaki on jest? - A co spodobał ci się? - Przestao- wydukała zawstydzona. - Widzę, że cię wzięło Kat- zaśmiała się Mary. - Lepiej idź spad, bo pleciesz bzdury- powiedziała, lecz w duchu musiała przyznad przyjaciółce rację. Ten mężczyzna coś w niej obudził. Jego niebieskie oczy i brązowe włosy były bardzo seksowne. Nogi same się pod nią uginały, kiedy go widziała. Zadowolona jeszcze przez chwile patrzyła na zdjęcie, po czym zasnęła. Piątkowy poranek przywitał Marka przepięknym wschodem słooca. Wstał więc szybko, założył sportowy strój i postanowił trochę pobiegad. Lubił co rano poczud pod butami stukot asfaltu czy leśnej drogi. Czuł wtedy, że jego życie biegnie własnym, właściwym rytmem, zgodnym z naturą. Starał się wyrównad oddech i wdychad świeże leśne powietrze. W Nowym Jorku biegał po parku. Dziennie pokonywał około 10 kilometrów. Zatrzymał się na chwilę, by odetchnąd. Popijając wodę zapatrzył się w dal nad rzekę. Dostrzegł mężczyznę siedzącego spokojnie na pomoście. Rybak trzymał w ręku wędkę i wpatrywał się w dal. Obserwował fruwające ptaki, zasłuchał się w szumie pobliskiego lasu. Wśród zieleni i blasku słooca wydawał się Markowi o wiele starszy niż w rzeczywistości był. Ten to pewnie potrafi docenid życie pomyślał i z lekkim uczuciem zazdrości truchtem udał się do domu rodziców. Przedpołudnie spędził opowiadając Mamie o nowym projekcie. Starał się jej wytłumaczyd swoje motywy. Traktował go jak uporanie się z duchami z przeszłości, ostateczne rozliczenie z epoką siatkarską. Nie wspomniał jednak o jeszcze jednym motywie. O pewnych pięknych niebieskich oczach i ich uroczej właścicielce. Po południu Mark, tym razem bez Ojca, pojechał na ostatni mecz. Po cichu liczył, że będzie miał okazję zamienid parę słów z Kate. Spodobała mu się, była piękna, jej oczy przyciągały go jak magnes. Co za kobieta, marzenie każdego mężczyzny. Kiedy na nią patrzył na rozgrzewce serce zabiło mu szybciej. Taksował ją wzrokiem i wiedział, że ona jest tego świadoma, nie potrafił jednak przestad. - Chyba oszaleję- powiedział do siebie na głos. W trzecim spotkaniu Amerykanki ponownie doznały porażki. Chod dzielnie walczyły i był to ich najlepszy mecz, przegrały 1: 3. Tym razem uległy reprezentacji Dominikany. Mark udał się na konferencję prasową. Po niej z Trevorem Raznorem usiedli na krótko w pokoju trenerskim i umówili się, że pojadą do hotelu i tam spokojnie dograją szczegóły umowy. Porozmawiał jeszcze przez chwilę ze znajomymi dziennikarzami i udał się do wyjścia. Szedł do samochodu, kiedy ją zobaczył. Wychodziła sama i właśnie kooczyła dysputę przez telefon. Śmiała się, najwyraźniej rozmawiała z kimś bliskim. Przez chwilę poczuł zazdrośd, lecz szybko się opanował. Przecież nie miał do niej żadnych praw. Nie znali się, zaledwie dwa razy przelotnie spotkali, lecz mimo tego, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi w jego serce wkradło się to uczucie. Oczywiście Kate go nie dostrzegła. Tym razem postanowił porozmawiad z nią dłużej. W koocu i tak musiała poczekad na autokar i resztę dziewczyn. Kiedy do niej szedł zauważył idącego chodnikiem podchmielonego kibica z flagą i butelką alkoholu w ręku. Mężczyzna zmierzał w kierunku siatkarki. Zataczając się podszedł do niej i zaczął się do niej przystawiad domagając się wspólnego zdjęcia. Kate jednak go odepchnęła. Natręt wpadł w szał i ją przewrócił. Na dodatek w pobliżu nie było żadnego ochroniarza. Mark błyskawicznie znalazł się przy niej. Nie zdążył nawet zapytad czy coś jej się stało, kiedy na jego szczęce wylądował potężny lewy sierpowy. Sprawca rozciął mu wargę, z której teraz sączyła się krew. Mark starał się załagodzid sytuację. Przeciwnik był sporej postury i gołym okiem było widad, że często bywał na siłowni. Mark nie lubił się bid, lecz pijak był chyba w wyjątkowo złym humorze i uderzył go butelką w rękę. Ta stłukła się tak, że w ręku napastnika pozostała tylko szyjka. Całe twarz, gdyż prawdopodobnie butelka wylądowałaby na jego skroni. Zadał napastnikowi kilka ciosów, aż ten w koocu upadł mamrocząc coś pod nosem. Kiedy Mark zobaczył, że Kate nadal się nie podnosi podszedł do niej. To był błąd bowiem nagle tuż przed nim pojawił się hulaka i parę razy szkłem uderzył go w klatkę piersiową. Rozciął mu koszulę i zadał kilka ciętych ran. Mark zdenerwował się nie na żarty. Nie mógł pozwolid dalej dźgad się ostrym narzędziem. Wykręcił rękę napastnikowi, podciął mu nogi i wymierzył parę ciosów w brzuch. Pijak zemdlał, w tym momencie nadbiegli ochroniarze i zajęli się sprawcą całego zamieszania. szczęście w odpowiednim momencie zdołał zasłonid Mark w koocu dotarł do Kate, lecz kiedy natrafił na jej spojrzenie to się przeraził. Była w nim taka rozpacz i cierpienie, że bez słowa ją objął i przytulił. Cała dygotała, dlatego Mark delikatnie głaskał ją po plecach i szeptał uspokajające słowa. Po jej policzku spływały duże łzy. Była tak bardzo roztrzęsiona, że nie mogła wykrztusid z siebie słowa. Czuła się jak w potrzasku. Dobrze, że Mark znalazł się akurat w tym miejscu. Nie wiedziałaby, co zrobid. Ten kibic był okropny. Nagle całe życie stanęło jej przed oczami. A kiedy zobaczyła jak przeciwnik rani Marka po prostu zamarła. Wszystko wróciło, jak w zwolnionym filmie, klatka po klatce, to uczucie straty, ten znajomy ból i to ją sparaliżowało. A teraz, kiedy było już po wszystkim mogła tylko wtulid się w te silne opiekuocze męskie ramiona bojąc się, że za chwilę i one znikną i będzie znowu musiała sama radzid sobie ze swoimi problemami. Mark jednak nie zamierzał wypuszczad Kate z objęd. Jednak zmusiły go do tego osoby, które usłyszawszy co się stało wybiegły przed halę. Oczywiście pojawili się fotoreporterzy, lecz ochroniarze tym razem zareagowali błyskawicznie i skonfiskowali karty z aparatów. Mark wyglądał okropnie, zrobiło mu się słabo. Zorientował się, że z jego klatki piersiowej cieknie krew. Poczuł gwałtowny ból. Zdołał tylko spojrzed w te przecudne niebieskie oczy Kate chcąc ją zapewnid, że jest tutaj i nigdzie się nie wybiera. Nagle zachwiał się i niechybnie by upadł gdyby nie zdołała go podtrzymad. Dotknęła ręką jego czoła, było rozpalone. Chłopak tylko uśmiechnął się słabo. Powoli podniesiono go z chodnika i zaprowadzono do środka. Tam zawołali lekarza, który na szczęście jeszcze nie odjechał. Zbadał go i opatrzył obrażenia. Z wargi Marka nadal sączyła się krew a ręka była mocno spuchnięta, jednak najgorzej wyglądała klatka piersiowa. Porozcinana koszulka ukazywała głębokie cięte rany. Trzeba było założyd szwy, wezwano więc karetkę. Kate bardzo chciała z nim pojechad, ale nie pozwolił jej na to. - Jesteś w szoku, nie potrzeba ci dodatkowych wrażeo. Poza tym nie chciałbym, abyś mnie zobaczyła nago- próbował rozładowad sytuację. - Bardzo śmiesznie- powiedziała zaniepokojona. - Obiecuję, że kiedy mnie pozszywają zjawię się jak rycerz w lśniącej zbroi przed twoim oknem. - Mark, nie żartuj tak. Omal nie straciłeś życia. - Jeśli myślisz, że coś takiego może mnie powalid na ziemię, to się mylisz- uśmiechnął się. - Przestao- powiedziała i położyła mu dłoo na policzku. Przytrzymał ją na chwilę i spojrzał głęboko w oczy, wyczytał w nich troskę. - Przepraszam, już nie będę. Poczekasz na mnie w hotelu? - Tak. W szpitalu skierowano go na ostry dyżur, gdzie założyli mu parę szwów a rękę usztywniono opaską elastyczną. Na szczęście nic poważniejszego mu się nie stało. Mark zadzwonił po taksówkę i pojechał do hotelu. Musiał dokooczyd rozmowy w sprawie umowy, lecz tak naprawdę bardzo pragnął zobaczyd Kate. Zaniepokoił go wyraz oczu dziewczyny. Czuł się fatalnie i bolało go całe ciało jednak obiecał Kate, że do niej przyjdzie i nie mógł złamad danego słowa. W recepcji spotkał jedną z siatkarek, która zaprowadziła go do pokoju Kate. Zapukał cicho i jego oczom ukazała się współlokatorka. Mark przedstawił się i zamienili parę słów. Poprosił ją, aby zostawiła go na chwilę samego z dziewczyną. Podszedł do łóżka, była odwrócona do niego plecami. Dotknął delikatnie jej głowy, lekko drgnęła i odwróciła się. Spojrzała mu w oczy i bez słowa wtuliła się w jego ramiona i przez chwilę cała się trzęsła nie mogąc się uspokoid. Potem odsunęła się i dotknęła palcem jego wargi i klatki piersiowej. Jakby chciała się upewnid, że z nim wszystko w porządku. - Hej, już dobrze- powiedział. - Czuję się całkiem znośnie. - Przepraszam... ja.... to moja wina ... jakby coś ci się stało. - Ale mi się nie stało- powiedział. Pogłaskał ją po policzku i otarł łzę, która spłynęła po twarzy. Jeszcze raz delikatnie przytulił. - Mark, ja nie wiem jak ci mam dziękowad- powiedziała. - Najlepszym prezentem jest dla mnie to, że nic ci się nie stało. Na dokładkę mogłabyś przestad płakad. Poza tym chciałbym znowu ujrzed te piękne niebieskie oczy, które tak mnie zachwyciły, kiedy pierwszy raz na mnie spojrzałaś- powiedział. Kate lekko się zawstydziła i uśmiechnęła. - Teraz lepiej- powiedział i pocałował ją w czoło. Wziął jej rękę i dotknął nią swojej twarzy. - Widzisz nic mi nie jest, tylko parę zadrapao i sioców. - Ładnych mi parę- powiedziała. - Wyglądasz jakbyś stoczył walkę z jakąś bandą. - Kat…- powiedział i wziął jej twarz w dłonie. - Naprawdę wszystko jest ok. - Nie mogę dojśd do siebie. - Zauważyłem to przerażenie w twoich oczach. Ale chyba nie chodzi tylko o ten napad. Przypomniałaś sobie o czymś, co cię kiedyś spotkało, prawda? - Skąd wiesz?- zapytała zaskoczona. - Powiedzmy, że potrafię czytad w twoich oczach- uśmiechnął się lekko. - Nie będę cię o nic więcej wypytywał. Teraz powinnaś się wyspad. A jeśli będziesz chciała to kiedyś mi wszystko opowiesz, dobrze? - Kiedyś? - Raznor wysłał mi smsa, że jutro wylatuję z wami na turniej Grand Prix do Korei i Chin. Będziemy mieli dużo czasu na rozmowę. A teraz grzecznie proszę cię, abyś się położyła i spróbowała zasnąd. - Zostaniesz ze mną jeszcze przez chwilę?- zapytała. - Oczywiście- powiedział i dotknął delikatnie jej policzka. Kate zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Czuła się wyjątkowo bezpieczna przy tym mężczyźnie. Powoli zapadała w sen. Mark został jeszcze pół godziny, mimo bólu jaki odczuwało całe jego ciało. Głaskał ją po włosach i rozmyślał. Bardzo się przestraszył, kiedy ten pijak ją przewrócił. Instynktownie chciał ją chronid, jak średniowieczny rycerz swoją księżniczkę. Mary stanęła w przedpokoju. Zobaczyła jak Mark trzyma Kate za rękę. Pomyślała, że w koocu znalazł się ktoś, kto zaopiekuje się jej przyjaciółką, ktoś kto nie odejdzie... Mark pożegnał się i wyszedł cichutko z pokoju schodząc do recepcji. Przy barze dostrzegł trenera Raznora, który ledwo trzymał się na nogach. - Może już wystarczy?- zapytał. - Chłopcze, nie dyktuj mi co mam robid. Jestem po ciężkim turnieju i muszę sobie jakoś poprawid nastrój. - Koniecznie w taki sposób? - Dołącz do mnie- powiedział unosząc szklankę wódki do góry. - A może chcesz działkę?- zapytał pokazując mu mały zawinięty pakunek. - Wykooczysz się jeśli dalej będziesz tak postępował. - To moje życie i moja sprawa. - Nie szanujesz go i bezsensownie szafujesz swoim zdrowiem. Ale masz rację, to jest twoje życie i tylko ty możesz coś z nim zrobid. Jesteś wielkim trenerem, ale jesteś też alkoholikiem i to w koocu cię zniszczy. - Jak śmiesz!- zdenerwował się Raznor i chciał uderzyd Marka. On jednak zdołał się uchylid. Raznor przewrócił się i stracił przytomnośd. Mark wręczył barmanowi zwitek banknotów i poprosił o dyskrecję. - Zaprowadź go do pokoju i zadzwoo po lekarza. Nikt nie może go widzied w takim stanie- dodał dobitnie. Zamów mi taksówkę, mam już dosyd wrażeo- powiedział zmęczonym głosem. Po kwadransie w koocu dotarł do domu. Rodzice z niepokojem oczekiwali jego powrotu. Kiedy Matka go zobaczyła zdołała tylko powiedzied. - Matko Boska! - Spokojnie Mamo- rzekł i ją przytulił. - Nic mi nie jest. Za chwilę dołączył do nich Ojciec. Chłopak poprosił ich, aby mu zaparzyli kubek herbaty i wspólnie usiedli na sofie. Opowiedział im wówczas co się stało. Wysłuchali go w milczeniu, po czym oboje powiedzieli. - Jesteśmy z ciebie dumni synu. Był bardzo zmęczony, nie miał już sił i chciał odpocząd. Mama przygotowała mu łóżko, jak za dawnych lat. Mimo tego, że wszystko go bolało jeszcze długo nie mógł zasnąd. Rozmyślał nad tym, co się dzisiaj stało. Jak trzymał Kate w ramionach, czuł, że coś się w nim obudziło. Jak cudownie było ją tulid. Miał przeczucie, że będzie kimś ważnym w jego życiu. W koocu zmorzył go sen. Tym razem nie śniły mu się koszmary a piękna niebieskooka blondynka, która uśmiechała się do niego trzymając go za rękę. Rozdział III Pierwsza ważna decyzja Nazajutrz obudził się z potwornym bólem. Najbardziej dokuczała mu ręka, dlatego zdjął opatrunek. Uraz wyglądał nieciekawie, przedramię było spuchnięte, powstał wyraźny krwiak. Rany na klatce piersiowej także rwały. Słowem na pewno nie nadawał się na wielogodzinną podróż samolotem. Poszedł do kuchni i ze zdziwieniem stwierdził, że dochodziła 10:00. Nie pamiętał kiedy tak długo spał. Wyszedł na ganek, zobaczył Matkę krzątającą się w ogródku, pomachała mu radośnie i podeszła do niego. - Jak się czujesz?- spytała. - Wyglądasz nieciekawie synu- dodała i pogładziła go czule po policzku. - Jak po zderzeniu z ciężarówką- odparł i uśmiechnął się krzywo. - Musisz jechad? Przecież możesz to odwoład, nie podpisałeś jeszcze kontraktu. - Wiesz Mamo, że nie potrzeba mi żadnych umów. Obiecałem, a to mi wystarczy. Słowem nie wspomniał o Kate. Matka, jednak coś podejrzewała. Przecież doskonale znała swego syna. Mimo tego nie odezwała się ani słowem, tylko z uśmiechem weszła do domu. Zrobiła mu śniadanie i pomogła spakowad walizki. Mark postanowił pójśd na spacer. W najbliższym czasie będzie poza domem, w zupełnie innym klimacie. Chciał zapamiętad to piękno chicagowskiego krajobrazu. Wiele podróżował można by nawet powiedzied, że był obieżyświatem, ale jego serce zawsze biło dla Stanów. Tutaj był jego dom, rodzice, przyjaciele. Cenił amerykaoski patriotyzm i umiłowanie kraju. Widział wiele wspaniałych miejsc, nic jednak nie mogło się równad z pięknem ojczyzny. Wiele osób wyśmiewało jego poglądy. Jednak on na to nie zważał. Nigdy nie kierował się aktualną modą. Miał swój plan na życie. Gardził tymi, którzy taoczyli, tak jak inni im zagrali. Patrzył w dal, przez blisko godzinę szedł wolnym krokiem zastanawiając się nad tym, co go ostatnio spotkało. Te trzy dni wiele zmieniły w jego życiu. Czuł się nareszcie gotowy zmierzyd się z przeszłością. Wiedział, że powinien pogodzid się ze śmiercią Briana. Gorąco pragnął, aby ten wyjazd był dla niego swoistą terapią i była jeszcze ona. Kiedy pomyślał o Kate zrobiło mu się ciepło na sercu, nie mógł powstrzymad uśmiechu. Nie dośd, że piękna, to magia jej oczu była niesamowita. Mógł w nie patrzed godzinami. Najbardziej jednak ujęły go sprzeczności, jakie w niej dostrzegł: delikatnośd i kruchośd, kiedy tulił ją w ramionach i zarazem wojowniczośd na boisku. Cięty dowcip, który tak bardzo lubił i spokój w kluczowych momentach. Zobaczył w niej jeszcze coś więcej, coś czego nie mógł dokładnie zidentyfikowad. Jej spojrzenie mówiło jak rozpaczliwie potrzebowała bliskości. Nie tylko tej fizycznej, lecz też ciepła drugiego człowieka. Wyczuwał, że nosi w sercu wielką ranę a intuicja podpowiadała mu, że ta dziewczyna wiele musiała przejśd w życiu. Dostrzegł w niej tak bardzo mu znajomy ból. Pomyślał, że chyba właśnie dlatego tak naturalnie po ludzku się zachowali. On po prostu nie mógł postąpid inaczej. Poczuł wewnętrzną potrzebę zaopiekowania się Kate. Jakby dostał polecenie z góry, akt pokuty od Boga, który chciał mu powiedzied: ją uratujesz... Kiedy obraził się na Boga stopniowo zaczął się od Niego oddalad. Nigdy nie był specjalnie religijny, lecz po jakimś czasie zrozumiał jak głupio i dziecinnie postąpił. Zamiast próbowad wszystko pojąd on najzwyczajniej w świecie się obraził, jak jakiś smarkacz. Teraz dostał szansę naprawienia swojego błędu. - No Staruszku potrzebuję Twojej pomocy. Daj mi siłę, abym tego nie spieprzył- powiedział na głos. Bał się, że Kate się wycofa i nie opowie mu o sobie. Nie chciał, aby mówiła coś pod wpływem chwili. Dlatego nie pozwolił jej tego zrobid wczoraj. Ludzie często w uniesieniu zwierzali się innym, po czym niejednokrotnie żałowali swojej odwagi i otwartości, by popaśd w jeszcze większe zamknięcie. Nie chciał, aby podobny los spotkał Kate. Po jakimś czasie wrócił do domu. Wziął torbę, zadzwonił do Ojca zapewniając go, że czuje się na tyle dobrze, aby polecied do Korei. Wezwał taksówkę i udał się na lotnisko. Kate obudziła się dosyd wcześnie, jak na wrażenia jakich doznała ubiegłej nocy. Czuła, że pod wpływem napięcia bolały ją mięśnie. Przypomniała sobie wszystko jeszcze raz i przeszedł ją dreszcz. Mark... gdyby nie on. Uśmiechnęła się, kiedy przypomniała sobie jego wizytę w pokoju, lecz zarazem zaczęła się obawiad bliskości jaka połączyła ich wczorajszego wieczoru. Zastanawiała się skąd u licha poczuła taką naturalną swobodę w jego towarzystwie i zaufanie? Bała się, że nie odważy się na rozmowę podczas lotu. Rozważała wszystkie za i przeciw. Instynktownie wiedziała, że może obdarzyd go zaufaniem, ale zaraz wkradła się myśl. Otworzę duszę a on i tak odejdzie, tak jak wszyscy, których kochałam... Od razu zganiła siebie za tę myśl, nie mogła kochad Marka nie znali się przecież długo. Nie, to niemożliwe, jednak w sercu zatliła się malutka iskierka, że to jednak jest możliwe. Zeszła do bufetu, Mary już tam była, przytuliła ją mocno i powiedziała. - Dobrze cię widzied, bardzo się cieszę, że nic ci się nie stało- powiedziała. - Dziękuję, cieszę się, że jesteś. Mary uświadomiła sobie jak ważną osobą w jej życiu była przyjaciółka. Wiedziała z opowiadao, że zwykle docenia się kogoś, kiedy się go straci. Nigdy jednak nie doświadczyła tego na własnej skórze, aż do wczoraj. Kiedy usłyszała co się stało, od razu pobiegła do Kate. A potem gdy zobaczyła, że wszystko w porządku odetchnęła z ulgą. Przyjaciółka była bezpieczna. Gdy dowiedziała się co Mark zrobił poczuła do niego ogromną wdzięcznośd i sympatię. Słyszała od męża, że to świetny facet. Jej ukochany bowiem poznał go przy okazji wspólnego projektu „Daj nam szansę”. Było to przedsięwzięcie zorganizowane dla dzieci z domu dziecka. Wade zrobił stronę internetową a Mark dostarczył mu zdjęcia. Już wtedy miała okazję zapoznad się z jego talentem. Chod dotąd nigdy nie spotkała go osobiście, miała
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W obiektywie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: