Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00236 004738 14273162 na godz. na dobę w sumie
W ogrodach Castelfino - ebook/pdf
W ogrodach Castelfino - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8379-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Gdy umiera stary hrabia, właściciel pięknego majątku Castelfino w Toskanii, posiadłość dziedziczy jego syn Gianni Bellini. Wszyscy pokładają w nim wielkie nadzieje, lecz on niechętnie przejmuje tytuł hrabiego i związane z tym obowiązki. Oczekuje się od niego, że wkrótce znajdzie sobie żonę i spłodzi potomka. Wówczas jak na zawołanie pojawia się Meg Imsey, piękna Angielka, którą jego ojciec jeszcze przed śmiercią zatrudnił, by zaprojektowała pałacowe ogrody...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Christina Hollis W ogrodach Castelfino Tłumaczyła Zofia Stanisławska Tytuł oryginału: The Count of Castelfino Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2009 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Hanna Lachowska ã 2009 by Christina Hollis ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8379-1 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA – 343 PROLOG Meg nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Zaproszono ją na słynną wystawę kwiatów w Chel- sea. Zjez˙dz˙ali tu znani i bogaci ludzie z całego świata. Tropikalne kwiaty zawsze przyciągają wi- dzów, dlatego była pewna, z˙e zobaczy z bliska niejedną znaną z okładek twarz. Zaciągnęła się zapachem tysięcy kwiatów na ogromnych zielo- nych trawnikach. Co prawda w interesach nie szło jej najlepiej, ale udział w wystawie znacznie po- prawił jej humor. W pewnej chwili ujrzała wyjątkowo przystoj- nego męz˙czyznę, energicznie przeciskającego się przez tłum bogaczy i gwiazd filmowych. Za- trzymywał się co kilka kroków, całował kogoś w policzek lub poklepywał po ramieniu. Zacho- wywał się jak właściciel terenu, na którym od- bywały się targi. Wysoki i wysportowany poruszał się z gracją, a garnitur nosił tak, jakby się w nim urodził. Meg nie mogła oderwać od niego oczu. Z jego pięknej, ogorzałej twarzy nie znikał szarmancki uśmiech. Kiedy męz˙czyzna znikał w tłumie, miała 6 CHRISTINA HOLLIS wraz˙enie, jakby gasło światło. Jakiez˙ było jej zdzi- wienie, gdy obiekt jej westchnień zaczął iść w jej kierunku z czarującym uśmiechem na twarzy. Wi- dać było, z˙e chce zwrócić jej uwagę, co zresztą osiągnął bez trudu. – Buena sera, signorita! – powiedział radoś- nie. – Potrzebuję paru pięknych prezentów. Po- wiedziano mi, z˙e jest taki kwiat, który moz˙e długo stać w wazonie – ciągnął, po czym zajrzał do notesu. – Moz˙e pani odczyta, co tu jest napi- sane. Mimo swej prośby stał nieruchomo i nie wy- ciągnął w jej kierunku ręki z notesem. Meg musiała wyjść zza lady. Kto wie, moz˙e juz˙ nigdy nie będzie miała szansy stanąć obok tak przystoj- nego męz˙czyzny. Była onieśmielona, ale szczęś- liwa. Gdy znalazła się obok nieznajomego, wy- dał jej się jeszcze przystojniejszy i bardziej cza- rujący. Miał na sobie nieskazitelnie skrojone ubranie, a na jego nadgarstku błyszczał złoty zegarek. – Wreszcie mogę wyprostować nogi – powie- działa Meg. – Mam nadzieję, z˙e nie będzie pani z˙ałować – odparł. Z uśmiechem podał jej notes. Spojrzała na jego długie, opalone palce. Gdyby nie wyjątkowo za- dbane, lśniące paznokcie, moz˙na by uznać, z˙e ta dłoń nalez˙y do pracującego w szklarni robotnika. Lekkie chrząknięcie wyrwało ją z rozmyślań. W OGRODACH CASTELFINO 7 Całą stronę notesu wypełniało męskie pismo. Tekst był po włosku. Na dole drobnymi literami znajdował się dopisek. Meg pochyliła się, z˙eby go odczytać i poczuła zapach męskiej wody toaleto- wej. Z przyjemnością wdychała miłą woń, chcąc się nasycić obecnością męz˙czyzny, który zaraz zniknie z jej z˙ycia. – Tę odmianę wyhodowała nasza rodzina, dla- tego nosi nazwę Imsey. Gdy podniosła głowę, ujrzała jego ciemne, bły- szczące oczy. Trudno było mu się oprzeć i Meg poczuła, z˙e robi jej się gorąco. – Chciałbym wiedzieć, czy ten kwiat podoba się kobietom. – Nie potrafią mu się oprzeć – zaśmiała się Meg. – Nasze orchidee to wspaniały prezent dla eleganckiej dziewczyny. – Moz˙e nawet kilku... Meg udała, z˙e nie usłyszała jego uwagi. Los jej rodziny zalez˙ał od tych targów, dlatego nie mogła sobie pozwolić na flirt z klientem. Szerokim gestem wskazała wystawę orchidei na swoim sto- isku, zachęcając gościa, by podszedł bliz˙ej i przyj- rzał się bukietom. Część kwiatów lez˙ała w mięk- kim mchu, inne stały w wazonach, a ich delikatne łodygi drz˙ały przy najlz˙ejszym podmuchu powie- trza. – Nazywamy je ,,tańczącymi iskrami’’. Podo- bają się panu? Męz˙czyzna spojrzał na nią uwaz˙nie i odparł: 8 CHRISTINA HOLLIS – Moz˙e... A pani umie tańczyć? Meg zachichotała nerwowo, w duchu karcąc siebie za brak profesjonalizmu. Kiedy jednak pa- trzyła na nieznajomego, odczuwała taką radość, z˙e nie mogła się powstrzymać. W jego ciemnych oczach było coś ujmującego. – Z takim uśmiechem nie musi pan tańczyć, z˙eby podbić serce kobiety. Męz˙czyzna podszedł bliz˙ej, a spłoszona Meg rozejrzała się dookoła. – Nie mam czasu na tańce, proszę pana. Muszę się zajmować stoiskiem. Te kwiaty są wyjątkowo wymagające – powiedziała pospiesznie. – Świetnie się pani nimi zajmuje. Wyglądają wspaniale. – Dziękuję – odparła, nie kryjąc dumy, lecz po chwili dotarło do niej, z˙e męz˙czyzna myśli o niej, a nie o kwiatach. – Wezmę tuzin. Proszę przesłać je do mojego apartamentu w hotelu Mayfair. Nazywam się Gianni Bellini. Oto moja wizytówka. Dziękuję. Tych parę minut spędzonych z panią było dla mnie wielką przyjemnością – powiedział z uśmiechem, dając jej do zrozumienia, z˙e kwiaty nie były głów- nym powodem jego wizyty. Z czarującym uśmiechem podał Meg swoją ciepłą, mocną dłoń. Zaczerwieniła się ze wstydu, a gdy schylił się i złoz˙ył na jej ręce szarmancki pocałunek, ugięły się pod nią kolana. – Zatem do następnego razu, mio dolce... – rzu- W OGRODACH CASTELFINO 9 cił, patrząc jej w oczy, i zanim zdołała coś powie- dzieć, zniknął w tłumie. ROZDZIAŁ PIERWSZY Meg obudziła się w fotelu samolotu. Jej serce biło jak szalone. Od spotkania z Giannim Bel- linim upłynęło sporo czasu, lecz jego obraz utkwił głęboko w jej pamięci. Na szczęście miała inne sprawy na głowie. Dostała etat w pałacu Castelfino. Przez ostatnie tygodnie jeździła tam co pewien czas, ale teraz zamierzała zostać w Toskanii na dłuz˙ej. Otrzymała pracę jako kie- rownik kolekcji egzotycznych kwiatów w mająt- ku Castelfino. Była zdenerwowana, gdyz˙ po raz pierwszy miała spędzić tyle czasu poza domem, z dala od rodziców, którzy teraz musieli sami sobie radzić ze sklepem ogrodniczym i ze szklar- niami. Po paru godzinach spędzonych w samolocie była obolała i zmęczona. Pocieszała się myślą, z˙e na lotnisku będzie czekał kierowca Franco, który zawiezie ją do pałacu. Kiedy jednak rozejrzała się po hali przylotów, nikogo nie było. Ze strachem pomyślała, z˙e coś musiało się zdarzyć. Słyszała, z˙e stary hrabia jest skłócony z synem. Meg nigdy go nie spotkała, ale nasłuchała się o nim tylu plotek, z˙e juz˙ go nie lubiła. Stary hrabia kochał swoją W OGRODACH CASTELFINO 11 ziemię z gajami oliwnymi, starymi dębami i ukwieconymi łąkami, natomiast jego syn chciał przekształcić majątek w winnicę, z ciągnącymi się po horyzont rzędami winnej latorośli. Ukochana kolekcja kwiatów egzotycznych starego hrabiego nie pasowała do planów syna. Z˙ycie w Castelfino było nieustającą walką piękna z biznesem. Przed- siębiorczy syn mógł wkrótce połoz˙yć kres kosz- townemu hobby ojca. Meg czekała na lotnisku, ale nikt się nie zjawił. Czas mijał, a ona bezradnie patrzyła na stertę walizek. W końcu dojrzała znak z napisem ,,Taxi’’. Pchając energicznie wózek z bagaz˙em, stanęła na postoju i nerwowo zaczęła się rozglądać za taksówką. Czekała tak długo, z˙e gdy wreszcie pojawił się samochód, ze zmęczenia była bliska omdlenia. Na widok adresu na kartce taksówkarz wygłosił entuzjastyczną tyradę po włosku. Meg odetchnęła z ulgą. Próbowała wytłumaczyć kierowcy swój stan, ale szybko wyczerpała zasób włoskich słów. Patrzyła na rozradowanego taksówkarza, nie ro- zumiejąc, co wprowadziło go w ten wyśmienity nastrój. Zniechęcona opadła na siedzenie i zaczęła się zastanawiać, co porabia przystojny Gianni. Westchnęła z z˙alem, z˙e juz˙ nigdy go nie spotka. Jedyne co mogła zrobić, to namówić hrabiego, aby zaprezentował swoje kwiaty podczas jednej z wystaw kwiatowych w Londynie. Oczami wy- jak piękny Gianni przeciska obraźni widziała, 12 CHRISTINA HOLLIS się przez tłum w poszukiwaniu kwiatów dla jednej ze swych dam. Zastanawiała się, jakie to uczucie być uwiedzio- ną przez tak przystojnego męz˙czyznę. Pewnie nie mógł się opędzić od kobiet. Do tej pory z˙aden męz˙czyzna nie zrobił na niej takiego wraz˙enia. Z natury była osobą praktyczną i krytycznie pa- trzyła na podrywaczy takich jak Bellini, ale na myśl o nim czuła podniecenie, które tylko pod- sycało jej wyobraźnię. Podczas gdy Meg oddawała się marzeniom w taksówce, młody hrabia przyglądał się krysz- tałowej karafce. Wiedział, z˙e picie niczego nie rozwiąz˙e, a jedynie oddali to, co nieuchronne i spowolni jego myślenie. Nie spał od kilku dni i alkohol szybko uderzył mu do głowy. W takim stanie nie powinien się pokazywać słuz˙bie. Musiał wziąć się w garść. – Czy hrabia z˙yczy sobie szampana zamiast wina? – spytał kelner z przesadną grzecznością. Gianni mruknął coś pod nosem i machnął ręką. Minęła pierwsza doba jego doz˙ywotniego więzie- nia. Nadal trudno mu było uwierzyć w to, co się wydarzyło. Chociaz˙ wiedział, z˙e kiedyś to nastąpi, zadbał o swoją finansową niezalez˙ność. W odleg- łej części majątku znajdowała się jego winnica. Po śmierci ojca Gianni zamierzał zwiększyć produk- cję wina. Pomimo zmęczenia uśmiechnął się do siebie. Będzie miał szansę zamknąć usta nieprzy- W OGRODACH CASTELFINO 13 chylnym ludziom, którzy uwaz˙ali, z˙e jego marze- nia o słynnej na cały świat winnicy były tylko mrzonkami zadufanego hrabiego. Teraz, gdy odziedziczył majątek, nic go nie powstrzyma. Wszędzie będą winnice, szybko wzrośnie produkcja i Gianni wreszcie spełni swoje marzenie. Chciał być postrzegany jako człowiek, który do wszystkiego doszedł sam. Od dłuz˙szego czasu w wyz˙szych sferach zastanawiano się, która z jego pięknych towarzyszek da mu syna. Tym- czasem dla Gianniego największą miłością była winnica w Castelfino. Wcale nie miał ochoty zo- stać ojcem. Z powodu ciągłych kłótni rodziców jego dzieciństwo było piekłem. Z rozmyślań wyrwał go hałas za oknem. Do pałacu zbliz˙ał się samochód. Gianni zmruz˙ył oczy. Niezadowolony mruknął coś pod nosem. Nie miał ochoty na przyjmowanie gości. Zniecierpliwiony oparł dłonie o stół i energicznie podniósł się z krze- sła. Jego umysł wciąz˙ działał na najwyz˙szych obrotach, ale ciało zmogło zmęczenie. Wyszedł z pokoju na taras. Czuł się w obowiązku pełnić honory pana domu i przyjmować kondolencje. Zamknął oczy, próbując się skoncentrować i do- brać odpowiednie słowa powitania. Toskański pejzaz˙ zastygł w skwarze letniego popołudnia. Ciszę przerwał warkot silnika. Samo- chód zajechał pod drzwi i zatrzymał się z piskiem opon. Gianni otworzył oczy i ku swemu zaskocze- niu zamiast limuzyny zobaczył zwykłą taksówkę. 14 CHRISTINA HOLLIS Z samochodu wysiadł roześmiany kierowca i wyjął z bagaz˙nika walizki, ułoz˙ył je jedną na drugiej, bez przerwy przy tym przemawiając do swego pasaz˙era. Z wnętrza samochodu dobiegała muzyka. Gianni patrzył na całą scenę z niedowierzaniem. Od wielu godzin nikt w Castelfino nie odwaz˙ył się głośno odezwać. Przez spuszczone dotąd z˙aluzje zaczęła wyglądać zaciekawiona słuz˙ba. Niespodziewana wizyta wszystkich oz˙ywiła. Z drzwi prowadzących do kuchni wypadł kamerdyner, aby pomóc gościowi wnieść walizki i uciszyć kierowcę. Tymczasem z taksówki wysiadła piękna kobie- ta. Krótka spódniczka odsłaniała jej kształtne, dłu- gie nogi, a jasne włosy luźno opadały na ramiona. Oślepił ją blask słońca, więc oparła się o samo- chód, by przywyknąć do jaskrawego światła. Gianni otrząsnął się z szoku. Nic dziwnego, z˙e jest jej gorąco, kiedy ma na sobie rajstopy, pomyślał ze złością. Nie był zado- wolony, z˙e ktoś zakłóca mu spokój. Zaklął pod nosem i zszedł na dół. Widok pięk- nej dziewczyny od razu go rozbudził. Był zły na siebie, z˙e pomimo z˙ałoby nieznajoma kobieta jest w stanie zwrócić jego uwagę. To naturalne, z˙e widok kobiecych kształtów budzi jego zaintereso- wanie, ale w obecnej sytuacji myśl o rajstopach uznał za wysoce niestosowną. Nagle usłyszał śmiech dziewczyny. – Panie Bellini! Co za niespodzianka! Nie spo- dziewałam się, z˙e tu pana zastanę! W OGRODACH CASTELFINO 15 Dziewczyna szła w jego kierunku z uśmiechem na twarzy, ale gdy znalazła się bliz˙ej, nagle spowaz˙- niała. Zaniepokoiła się, widząc jego smutne spoj- rzenie i zaciśnięte usta. Zwolniła krok i odezwała się nieśmiało: – Poznaliśmy się na wystawie kwiatowej, pa- mięta pan? – Tak, jestem Gianni Bellini – odparł oschle i dopiero wtedy rozpoznał w nieznajomej dziew- czynę od orchidei. Wysilił się na uśmiech. Powoli zaczął sobie przypominać szczegóły spotkania. Jej uroda i in- teligencja zrobiły na nim wraz˙enie, ale nie spo- dziewał się, z˙e znów ją zobaczy. Jego zachowanie nie zniechęciło nieznajomej. Podeszła i przyjaźnie wyciągnęła dłoń. – Nie wierzę własnym oczom – roześmiała się. – Strasznie pan wygląda. Czy to przez ko- biety? – Co pani tu robi? – spytał ozięble, z niechęcią patrząc na jej wyciągniętą dłoń. Nieznajoma zmarszczyła czoło, przyglądając mu się tak, jakby usilnie próbowała rozpoznać w nim szarmanckiego Włocha z targów. – Pracuję dla hrabiego Castelfino. Od dziś mam zamieszkać w domku przy oranz˙erii. Zwykle Fran- co wyjez˙dz˙a po mnie na lotnisko, ale dziś nikogo nie było. – To dlatego, z˙e mój ojciec nie z˙yje. Teraz ja jestem hrabią Castelfino.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W ogrodach Castelfino
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: