Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00316 007392 11258736 na godz. na dobę w sumie
W poszukiwaniu akceptacji - ebook/pdf
W poszukiwaniu akceptacji - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-61184-67-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„W poszukiwaniu akceptacji” to opowieść o czwórce przyjaciół udających się na wakacje. Podczas wspólnego pobytu w urokliwym i zacisznym miejscu bohaterowie poznają tajemniczego człowieka, który skłania jednego z nich do wnikliwego spojrzenia w swoje wnętrze. Książka zawiera kilka cennych uwag dotyczących wzmocnienia poczucia własnej wartości.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

19 W głębi lasu przed zbudowanym własnoręcznie szałasem siwobrody mężczyzna w skupieniu i zadumie spożywał przygotowaną przez siebie strawę. Wokoło panowała cisza. Sielanka ta wkrótce została zakłócona przez cztery młode osoby. Starzec, gdy tylko posłyszał szelest, podniósł wzrok i dojrzał zbliżających się nieznajomych. Pełen energii wysoki chłopak, idąc na czele, przewodził pozostałym. Na jego twarzy gościł zadziorny uśmiech. Tuż za nim maszerował drugi młodzieniec, nieco niższy i bardziej krępej budowy ciała o wzroku zawieszonym nie na właścicielu szałasu, ale na tym, co spożywał. Pochód zamykały dwie dziewczyny: jedna rudowłosa z miną wyrażającą ciekawość, druga nieco przerażona kurczowo trzymała się koleżanki. Dobry wieczór – przemówił ten, który dowodził – Mam na imię Krzysiek, a to są moi przyjaciele: Ewa, Beti i Łukasz. Rozbiliśmy namioty w pobliżu i postanowiliśmy poznać naszego leśnego sąsiada. Niestety ów leśny sąsiad nie wykazywał nawet - najmniejszych chęci bratania się. Konsumował strawę i bynajmniej nie zaprzątał sobie głowy nieproszonymi gośćmi. Dopiero po dłuższej chwili raczył spytać: - Może jesteście głodni? Tak! – Łukasz wyrwał się z odpowiedzią, jakby tylko czekał na to pytanie. Starzec odłożył talerz na bok, wstał i bez słowa podążył w stronę szałasu, z którego przyniósł cztery niewielkie drewniane miski i łyżki, także drewniane. Nadal milcząc, podszedł do kociołka. Pomogę panu – zaproponował Łukasz i już stał tuż obok siwobrodego mężczyzny, wyjmując mu z rąk drewniane naczynia i wiernie asystując przy ich napełnianiu. W tym czasie Krzysiek ustawił w pobliżu ogniska cztery większe klocki, po czym młodzi przybysze zasiedli do wspólnej wieczerzy z nietypowym gospodarzem małego leśnego skrawka. Bardzo dobre – przyznał Łukasz. Zwykła potrawa – starzec odrzekł obojętnie, co wcale nie przeszkadzało Łukaszowi w pochłanianiu strawy. Ewa i Krzysiek sumiennie naśladowali kolegę, tylko Beti nie kryła swego oporu. Zamieszała łyżką w misce, a po chwili przystąpiła do identyfikowania poszczególnych komponentów - - - - dziwnej strawy. Nie umknęło to uwadze siwobrodego mężczyzny. Pani nie jest głodna? – zapytał. Nie aż tak bardzo jak moi przyjaciele – odpowiedziała Beti. – Co to w ogóle jest? – spytała przepełniona nieufnością. Taka swojska, prosta potrawa: ziemniaki, boczek, cebula i trochę ziół do smaku. Beti już miała przy ustach drewnianą łyżkę, lecz gdy usłyszała o ziołach, ponownie pojawił się w niej niepokój. Czym pan to doprawił? – dopytała, lecz nie uzyskała odpowiedzi. - - - - 20 Jesteśmy tutaj od kilku dni i nie spotkaliśmy pana wcześniej – zauważył Krzysiek. Nie lubię zwracać na siebie uwagi i zwykle stawiam szałas na uboczu – odparł siwobrody mężczyzna. - W pobliżu jeziora znajdują się drewniane posągi – odezwała się Beti. – Czy to pan je zrobił? Tak. Te posągi są bardzo ładne – szczerze przyznała Beti. Jednym podobają się, innym nie – skwitował starzec. Nam spodobały się, gdy tylko je zobaczyliśmy – Beti wypowiedziała się w imieniu całej czwórki. - Moje rzeźby przypadły pani do gustu bardziej niż posiłek, który przyrządziłem? – zdumiał się siwobrody mężczyzna. Nasza koleżanka zwykle mało je, cokolwiek to byłoby – Krzysiek pospieszył z usprawiedliwieniem. Beti uśmiechnęła się ciepło i już nic nie dodała. - - - - - - - 21 To była wspaniała kolacja – przyznał Łukasz. Czuł się w pełni posilony i najchętniej powróciłby na polanę. Dyskretnie zasygnalizował Krzyśkowi, że na nich już czas, lecz ten ani myślał kończyć biesiadę. Niezła robota – powiedział, wskazując na szałas. – Nie wiem, czy potrafiłbym zbudować coś takiego. - Wystarczy trochę wprawy i chęci – odrzekł starzec, po czym spytał: Po co tutaj przyjechaliście? A tak sobie, na letni wypoczynek – Krzysiek odpowiedział z przekorą w głosie. Krzyś zorganizował dla nas wspólną wyprawę – wyjaśniła Beti. – Zrobił nam niespodziankę. Krzysiek z dumą obserwował tajemniczego mężczyznę, jakby spodziewał się usłyszeć także od niego pochwałę dla swych dokonań. Jednak ten, zamiast podbudować młodego gościa, ponowił pytanie, nadając wypowiadanym słowom surowy ton: - - - - - Po co tutaj przyjechaliście? Jak to, po co? – zdziwił się Krzysiek. – Odpocząć i zabawić się. Tylko to było twoim celem? Co jest złego w tym, że chcemy odpocząć i zrelaksować się? – Krzysiek odrzekł poirytowany dociekliwością starca i nie czekając na odpowiedź, dorzucił: Pyta pan o to każdego, kto przyjeżdża w te strony? Nie, bo nie każdy ma odwagę odwiedzić mnie. A ty nadal nie wyjawiłeś, dlaczego tu jesteś. Krzysiek zawahał się. Nie chciał przyznać, że siwobrody mężczyzna był jego celem, lecz dziwne przeczucie mówiło mu, iż starzec doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Rodzice moich przyjaciół zapewniają im wszystko, czego tylko zapragną – powiedział wymijająco. – Chciałem zaskoczyć ich czymś wyjątkowym i z pomocą jednego kolegi wymyśliłem ten wyjazd. Co chciałeś przez to osiągnąć? – zapytał siwobrody mężczyzna. Krzysiek zebrał w sobie wszystkie siły. Nie mógł przecież pozwolić, aby jakiś dziwak wytrącał go z równowagi i głosem przejawiającym niezwykłą pewność siebie rzekł: Zgodnie z tym, o czym wspomniała wcześniej Beti – - - - - - - - - - mówiąc te słowa, uśmiechnął się serdecznie do koleżanki – chciałem sprawić przyjaciołom niespodziankę i udało mi się. Ale co ci to dało? Jestem dumny z siebie – Krzysiek odrzekł szczerze. A ja jestem ciekawy, co byś zrobił, gdyby okazało się, że twój pomysł nikomu nie spodobał się – powiedział twardo starzec. – Co czułbyś wówczas? Krzysiek zamiast bez głębszego zastanowienia udzielić odpowiedzi, co zwykł czynić dotychczas, milczał. Siwobrody mężczyzna uderzył w jego czuły punkt. To, co ukrywał przed innymi, nawet przed samym sobą, zostało rozszyfrowane, na dodatek przez kogoś, kto na pierwszy rzut oka wydawał się niezbyt rozgarnięty. Zawsze jesteśmy zachwyceni niespodziankami Krzysia. Jest w tym naprawdę dobry i potrafi nas zaskakiwać – wyznała Beti, spiesząc koledze z pomocą. – Znamy się od wielu lat i jesteśmy zgraną paczką. Pomimo życzliwych słów koleżanki Krzysiek czuł się potwornie, ale nie mógł wycofać się, bo okazałby słabość. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby moim przyjaciołom nie spodobał się wymyślony przeze mnie wspólny wyjazd – odezwał się wreszcie. Być może nigdy nie powiedzieli ci o tym – - - - - - - skomentował starzec. Dlaczego mieliby robić coś takiego? Aby nie sprawić ci przykrości. Zapewne zdążyli już dostrzec, że robisz to tylko po to, aby przypodobać się, zasłużyć na podziw i akceptację. Co za brednie pan wygaduje! – zirytował się Krzysiek. – Robię to, bo lubię moich przyjaciół i zależy mi na znajomości z nimi. Dlatego że mają to, czego ty nie posiadasz? Beti, Ewa i Łukasz zaniepokojeni przebiegiem rozmowy utkwili wzrok w koledze. Czy wszystko, co robię dla podtrzymania znajomości, musi oznaczać, że jest to tylko po to, aby przypodobać się innym? – Krzysiek zapytał wzburzonym tonem. To zależy, czym tak naprawdę kierujesz się – odrzekł starzec i nie zwracając już więcej uwagi na gości, powrócił do swego rzemiosła. Dziękujemy za gościnę – powiedział Łukasz, zebrał od koleżanek drewniane naczynia i ustawił w jednym miejscu. Krzysiek podniósł się energicznie i z całym impetem cisnął trzymaną w dłoni miską w stos ułożony przez Łukasza, pytając jednocześnie podniesionym głosem: Kim pan jest, żeby zadawać takie pytania? - - - - - - - - Po czym przepełniony złością ruszył w kierunku leśnej polany. Przepraszamy za kolegę. On nigdy nie zachowuje się w ten sposób – Łukasz wytłumaczył niestosowne zachowanie swego kompana. W tym momencie Krzysiek odwrócił się i wydał komendę: Idziemy stąd! A gdy jego towarzysze podążyli za nim, dodał: Nie ma sensu mówić do tego dziwaka. Mężczyzna podniósł głowę znad ciosanego posągu, spojrzał za oddalającymi się biwakowiczami i zawołał: Poszukujesz akceptacji nie tam, gdzie powinieneś! - - - - 22 Zerwał się potężny wiatr. Drzewa rozpoczęły taniec grozy, miotając się na wszystkie strony jak oszalałe. Bezsilna ludzka istota mknie przez leśne knieje co sił w nogach, ścigana słowami siwobrodego mężczyzny. Zdawałoby się, że głos starca powinien już dawno ucichnąć, a tu jak echo odzywa się tysięczny chór, powtarzając niczym katarynka: Poszukujesz akceptacji nie tam, gdzie powinieneś. Poszukujesz akceptacji nie tam, gdzie powinieneś. Poszukujesz akceptacji... Chłopak wydostaje się z gęstego lasu i zatrzymuje pośrodku polany, lecz nawet tutaj nie może zaznać spokoju – jak grzyby po deszczu wyrastają wokoło olbrzymy. Nie wielkość tych dziwnych stworzeń przeraża najbardziej, ale wydobywający się z ich ust szyderczy śmiech. Chłopak nie może uciec, bo nogi ma ciężkie, jakby były z kamienia, a jego krzyk jest niemy... Krzysiek obudził się oblany potem. Przetarł dłonią czoło i z ulgą stwierdził, że to był tylko zły sen. Spojrzał na zegarek. - Zbliżała się godzina dziesiąta – najwyższa pora, aby wstać. Nie miał jednak najmniejszej ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Czy to w wyniku wyśnionego koszmaru, czy też tego, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru, sam nie wiedział. Już nieraz zdarzało mu się tracić nerwy w różnych sytuacjach, ale po raz pierwszy zachował się w podobny sposób na oczach swych przyjaciół. I teraz pojawił się problem, z którym należało coś zrobić. Przez wiele lat grał rolę wspaniałego kumpla, najlepszego kompana do wszelkich towarzyskich wypadów. Starał się, jak tylko mógł, aby pozyskać przychylność innych. A tu proszę, w trakcie krótkiej pogawędki wszystko wyszło na jaw – prawdziwe oblicze skrywane dotąd przed światem nagle ujrzało światło dzienne. 23 Żal mi Krzysia – przyznała Beti z opuszczonym wzrokiem i smutkiem w głosie. – Tak bardzo zależało mu na tym wyjeździe. Raczej na poznaniu tego dziwnego człowieka – skomentowała Ewa. Dobrze że nie roztrząsał po kolei naszych słabości – zauważył Łukasz. – Krzyśka przejrzał na wylot w jednej chwili. Nawet nie wiem, w jaki sposób powinniśmy się teraz zachowywać – Beti dodała z przejęciem. Cokolwiek zrobimy to i tak Krzysiek uzna, że nasze postępowanie wynika z rozmowy, której byliśmy świadkami – stwierdził Łukasz, a po pauzie, przypominając sobie najprzyjemniejszy aspekt wieczornego spotkania, dodał: Kolacja była naprawdę dobra. Beti spojrzała na kolegę z przyganą w oczach, bo przecież posiłki nie mogły być ważniejsze od przyjaciela w tarapatach. Łukasz mimowolnie machnął ręką, po czym poważnym - - - - - - tonem zakomunikował: Nie mamy żadnych komponentów na śniadanie. Powinniśmy wybrać się na zakupy. A Krzyś? – Beti wybąkała cicho. W tym momencie Krzysiek wyłonił się z namiotu, wyprostował, przeciągnął i pewny siebie rzekł: - Wyjaśnijmy sobie coś. - -
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W poszukiwaniu akceptacji
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: