Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00257 009843 7515201 na godz. na dobę w sumie
W ramionach Giocondy - ebook/pdf
W ramionach Giocondy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 134
Wydawca: My Book Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7564-298-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Maja Wójtowicz–Kaim, ur. 1978 r., autorka tomiku poezji Lapidaria myśli. Liryczność w wyrazie bez słów zamknięta – to ja, Madame Bovary. Poprzez irrelewantne, banalne spojrzenie na świat, co płynie z moich ust… trwam tak w bezruchu, niczym posąg, sen na jawie się tlę… Do przodu prę – bez odwrotu…

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

BRZOZA Brzozo – postawna niewiasto – rośniesz zielono masz liście splecione ramionami dusz wplecione mimochodem w malowniczy krajobraz corocznych jesieni zim. . . Brzozo – sękate twe ręce obłapiają mnie radośnie nad jesiennym liściem szron czarnych wron zakrada się cicho a w nim deszczowy cierń nie bój się – szepczą cicho do uszu corocznych wiosen lat Brzozo moja – tak żywo reagujesz na wartość uczuć niczym Proteusz czuję jak drżysz wyczuwam zapach „Ma Griffe” na twoim ciele 7 leciutko opieram się o ciebie – i cisza się przelewa tam i z powrotem z lewa na prawo jest ona pieszczotą schwyconą oddechem usta pełne kwiatów liści kwiecia pieczętują każdy twój centymetr choćby najmniejszy kawalątek skóry był naznaczony moimi wargami głodnymi ciebie ręce zanurzają się w twoje zmierzwione od wiatru włosy pieszczoty karesy w głąb twych dojrzałych księżyców przelewają się ramionami cię ogarniam nogami oplatam też gładzę twoje zieloności lirycznie dramatycznie chciwie radośnie też Brzozo – ty moja postawna oswoiłaś mnie tak jak Mały Książę oswajał lisa z lekka dotykasz mojej sukni głaszczesz po włosach gałęziami łagodnymi jak motyle barwne po szyi powiekach z lekka z lekka bo tylko to co oswojone – poznane 8 Mój sen pachniał jaśminową gałązką maciejką wrzosową polaną oblaną słońcem wśród mchów i paproci lasem szumiącym Tobą. . . 9 popatrz popatrz widzisz – nie możesz jestem maleńka jak łupina orzecha prawie niewidoczna dla oka – giniesz za horyzontem lun w świetlnej poświacie borealnych wezbranych wzlotów i uniesień w kieszeni palta piękna gemma lśni nikniesz popatrz popatrz – oczy posmutniały wciąż jeszcze przyglądasz się dwoistości jakże pokrętnej swej natury w szklanej retorcie treść zniknęła bezprzedmiotowa destylat lata – 10 choć zima pąsowo uśmiecha się do nocy tonącej w cieniu złożonym – drzewo w bujne liście zaplatasz naonczas układasz myśli do znoju zmurszałą ciemność pośród czerni blaskiem okraszasz głos wspomnienia ciebie kolebie się obija niczym fale morskie o skaliste brzegi falezy ja jestem pożółkłym zmierzchem dnia ty – zaś nagą gałęzią palisandru żar w nas drzemie iskra płomień i ogień widzisz maleńka – napełniam mój spragniony umysł tobą twoich rysów głodne oczy karmię je nim zachłanne tego widoku szukają miłującego spojrzenia spętane powietrzem łakomych ust ten widok jakże cudny syci mą duszę bardziej niż posiłek brnę do ciebie poprzez blask powietrza przez okruchy nocy rozum tak wierny przestaje być sobą 11 LIŚCIE ech – wy jesienne żółte czerwone gauguinnowskie brązowe szkarłatne wy – spadłe uschłe wachlarze rdzawych ust dumnie stojących z nachylonym czołem drewien leżycie pięknie pod nimi zwiędłą trawką okryte skupione wokół niedoskonałości wszechświata błyszczycie miodem lipy kroplami wody przystrojone jak koralami łapczywie gniotąc powietrze krzyczycie przyćmionym blaskiem dawnych wspomnień niegdysiejszej świetności 12 zasypujecie mnie i moje tęsknoty dnie i noce malowane obłokiem gęstwiną łąk wrześniowych pędzlem przyszłości werniksowane potem w wazonie przypominacie uciekające pory roku 13 Była zima Do ogrodu moich marzeń weszła Persefona Piękna jak zawsze Emploi we włosach słońce jej się skrzy Okruchy miodu ma na dłoni Zeschłe skrzydła jabłonek otoczyły jej serce Suchy bluszcz zamarł ze wstydu Ona niczym łuna zorza jutrznia Blask grudniowego słońca Explicite – Kora Kłosy maki czarne topole narcyzy i owoce granatu Mówią dzień dobry jej stopom Περσεϕóνη Bogini kiełkującego ziarna Perse prse – to ona Prospero – e viva la donna! Wołają za nią niemi świadkowie machinalnych zdarzeń Choć zima – cała pokryta kwiatami przychodzi Hades za nią kroczy Pokrzywy parzące od siebie odciąga Ślady stóp odbite na śniegu Hen daleko – Akerman Stepy i Biesy Za żelazną kurtyną Utkaną z liści łopianu Siedzi Małgorzata z wiankiem na głowie 14 Filuternie włosy z brunatnych plastrów ksiąg zaplata Warkocze misternie tka Opowiada jak szumią wiatraki Kasztanem oczu kołysane sennie Jak wygon żółtym kaczeńce tańczy wstydliwie Jak deszcze o szyby tłuką się półgłosem Pur blanca Kora i ja 15 CZAS W PRZYSZŁOŚCI ZAKLĘTY Biel papieru otwiera się przede mną tak znajoma nieobca mi nieledwie zdawała się być częścią mnie samej kawałkiem małym kawałeczkiem ciała w paroksyzmie tej bieli pojaśniały wargi wypełnione szeptem pomiędzy pocałunkiem a pocałunkiem dzień dzisiejszy nie ma najmniejszego znaczenia obiad niezjedzony kawa przy kawie telefon dzwoni czas ukryty w przyszłości – nie ma wydźwięk tylko wtulać się w zapach kraciastej koszuli tylko zapadać w ciepło dłoni miłych podpełzać w miękkość kolan a potem zasypiać w szaleństwie zachłannie garnących się ku sobie twarzom 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W ramionach Giocondy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: