Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00184 004147 14469554 na godz. na dobę w sumie
W słońcu Toskanii  - ebook/pdf
W słońcu Toskanii - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8141-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Gdy osiemnastoletnia Alicia pojechała z koleżanką do Florencji, nie sądziła, że będą to wakacje, które zaważą na całym jej życiu. Poznała tam przystojnego, młodego mężczyznę, mistrza rugby, a zarazem księcia, Francesca da Lukę. Szaleńczo zakochana, szybko zgodziła się na ślub, jednak uciekła już tej samej nocy.

Francesco postanawia ją znaleźć i odzyskać za wszelką cenę. Wymaga to jednak wyjaśnienia licznych nieporozumień i tajemnic z przeszłości...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Catherine George W słońcu Toskanii Tłumaczyła Alina Patkowska Tytuł oryginału: The Italian Count’s Defiant Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Jolanta Spodar ã 2009 by Harlequin Books SA ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8141-4 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA –300 ROZDZIAŁ PIERWSZY Atmosfera w całym Cardiff była jak naelektryzo- wana. Alicia Cross z dreszczem na plecach dołączyła do walijskich fanów rugby, których tysiące napływały na Stadion Millenium. Wygrana z Włochami byłaby kolejnym krokiem w stronę zdobycia wielkiego szle- ma w Pucharze Sześciu Narodów – zwycięstwa nad pięcioma pozostałymi druz˙ynami. Dotychczas Walia miała tyle samo zwycięstw co Anglia. Po kilku tygodniach wytęz˙onej pracy przy organi- zacji przyjęć i konferencji prasowych Alicia wybłaga- ła wolne popołudnie, by obejrzeć mecz z przyjaciółmi. Musiała wcześniej dopilnować organizacji lunchu dla sponsorów na stadionie oraz zajrzeć do hotelu w Car- diff Bay, gdzie miał się odbyć bankiet po meczu, teraz jednak była juz˙ wolna. W pośpiechu zmierzając na swoje miejsce na trybu- nach, omal nie zderzyła się z jakimś męz˙czyzną, który stanął tuz˙ przed nią, zagradzając jej drogę. Otworzyła usta, by przeprosić, ale zaraz pobladła i znów je zamk- nęła. Nim zdąz˙yła rzucić się do ucieczki, męz˙czyzna pochwycił ją za rękę i powiedział głosem, od którego przeszedł ją dreszcz: – Alicia! 6 CATHERINE GEORGE Z mocno bijącym sercem podniosła wzrok na przy- stojną twarz człowieka, który kiedyś zmienił jej dzie- wczęce marzenia w koszmary. Przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy, skryte pod cięz˙kimi powiekami, po czym wyrwała rękę i obróciła się na pięcie, ale Fran- cesco da Luca tym razem pochwycił ją za łokieć. – Alicia, zaczekaj! Muszę z tobą porozmawiać. Znaleźli się w samym środku kolejnej fali kibiców przepychających się przez kołowroty. Alicia usłyszała stłumione przekleństwo i Francesco puścił ją wreszcie. – Tylko nie myśl, z˙e mi uciekniesz! W jego głosie zabrzmiała groźba. Alicia pobiegła za gromadą kibiców i na łeb na szyję rzuciła się w dół po stromych schodach. Na jej widok Gareth Davies poderwał się z fotela tuz˙ przy przejściu. – Powoli, bo skręcisz sobie kark! – zawołał, chwy- tając ją za rękę. – Gdzieś ty była? – oz˙ywiła się jego siostra Meg. – Zaraz wyjdą na boisko. Hej, co się dzieje? – dodała na widok twarzy przyjaciółki. – Bardzo się spieszyłam – mruknęła Alicia, za- jmując miejsce pomiędzy nimi. – Cześć, Rhys! – uśmiechnęła się do męz˙a Meg, który siedział o jeden fotel dalej. – Dobrze się czujesz? – dopytywał się zaniepoko- jony Gareth, ale odpowiedź Alicii utonęła we wrzawie, jaką podnieśli włoscy kibice, gdy ich druz˙yna wybieg- ła na boisko. Po chwili z tunelu wyprowadzono słynnego barana Billy’ego Walesa, maskotkę walijskiej druz˙yny, i teraz juz˙ cały stadion wybuchnął entuzjazmem. Kapitan W SŁOŃCU TOSKANII 7 Walijczyków, trzymając za rękę drobnego chłopca w czerwonej koszulce, poprowadził swoją druz˙ynę na środek boiska. Uśmiechnięty ksiąz˙ę Walii przeszedł wzdłuz˙ szeregu graczy, ściskając ich dłonie, i mówiąc kilka słów, po czym wrócił do loz˙y. Orkiestra gwa- rdzistów walijskich odegrała hymny obydwu krajów, po czym odmaszerowała wśród wiwatów, sędzia dmu- chnął w gwizdek, piłka poleciała w powietrze i pod- niecenie tłumu sięgnęło szczytu. Alicia krzyczała wraz ze wszystkimi, gdy długie podanie od walijskiego łącz- nika młyna rozpoczęło rajd przez całe boisko. Pub- liczność wstała. Walijscy atakujący rzucili się w stro- nę linii, unikając szarz˙ włoskich przeciwników i po- dając sobie piłkę z rąk do rąk. Wrzawa publiczności przeszła w gorączkowe crescendo, gdy szybki jak bły- skawica walijski skrzydłowy przechwycił ostatnie po- danie od obrońcy, przemknął pomiędzy ścigający- mi go obrońcami włoskimi i rzucił się za linię, by zdobyć przyłoz˙enie. Alicia krzyczała jak szalona. Wrzawa na chwilę przycichła, po czym znów się wzmogła, gdy łącznik ataku podwyz˙szył wynik, prze- rzucając piłkę nad poprzeczką, równo pomiędzy słu- pkami. Alicia z radością uścisnęła Meg, ale jakaś część jej umysłu wciąz˙ była odrętwiała po spotkaniu z Frances- kiem. Przewidywała, z˙e on moz˙e przyjechać do Car- diff, by kibicować swej druz˙ynie w tak waz˙nym me- czu, ale niestety, wzięcie wolnego dnia w pracy w tak gorącym okresie nie wchodziło w rachubę. Jak miała- by to wyjaśnić swoim szefom? Nikt ze znajomych nie wiedział, z˙e ją coś łączyło z byłym włoskim rugbistą. 8 CATHERINE GEORGE W końcu rozległ się ostatni gwizdek obwieszczają- cy zwycięstwo Walijczyków i tłum oszalał. Rozrado- wani gracze pozdrawiali kibiców. Nikt nie ruszał się z miejsc. – To fantastyczny wynik, ale muszę juz˙ iść. Obo- wiązki wzywają – westchnęła Alicia, podnosząc się. – Wy jeszcze zostańcie. Spotkamy się jutro na lunchu. Ucałowała Meg i ruszyła do wyjścia, przedzierając się między grupami wiwatujących kibiców, uśmiech jednak zniknął z jej twarzy, gdy tuz˙ przy bramie sta- dionu zauwaz˙yła elegancką postać w płaszczu prze- ciwdeszczowym. Poczuła pokusę, by odwrócić się i uciec z powrotem do przyjaciół, ale tylko usztywniła plecy i uniosła wyz˙ej głowę, ignorując dłoń, którą Francesco do niej wyciągnął. Szła za nim w lodowa- tym milczeniu. Otworzył duz˙y, czarny parasol i oto- czył ją ramieniem. – Musimy porozmawiać – rzekł w końcu, pochyla- jąc się do jej ucha. – Nie – odparła gładko. – Rozumiem przyczyny twojej wrogości. Dobrze wiesz, z˙e wielokrotnie próbowałem się z tobą skontak- tować, ale nie odpowiadałaś na moje telefony i od- syłałaś nieotwarte listy. Twoja matka tez˙ nie chciała mi nic powiedzieć. – Oczywiście, sama jej tego zabroniłam. A poza tym juz˙ dawno wyprowadziła się z Blake Street. Francesco odciągnął ją na bok, by uniknąć masze- rujących chodnikiem tłumów. – Dio, tu nie da się rozmawiać. Chodź ze mną do hotelu! W SŁOŃCU TOSKANII 9 – Chyba śnisz! – oburzyła się, odpychając jego ramię. – Śnię tylko o tobie – odparował, patrząc jej w oczy. – Poczułem nadzieję, gdy w końcu dostałem od ciebie list. Ale to były tylko condoglianze z powodu śmierci mojej matki. – Wysłałam je tylko dlatego, z˙e moja matka na to nalegała. – Czy tak bardzo mnie nienawidzisz? – zapytał i jego twarz pociemniała. Alicia uśmiechnęła się z politowaniem. – Zupełnie nic juz˙ do ciebie nie czuję, Francesco. A ta rozmowa – przypuszczam, z˙e chcesz rozwodu? Po tylu latach nie potrzebujesz mojej zgody, chyba z˙e w twoim kraju prawo stanowi inaczej. Ale z˙eby cię uspokoić, nie chcę od ciebie niczego, więc moz˙esz działać śmiało! Podpiszę wszelkie papiery, jakie mi przedstawisz. Jeśli o mnie chodzi, jesteś wolnym czło- wiekiem. Francesco powoli potrząsnął głową. – Ty i ja wzięliśmy ślub przy ołtarzu, wobec Boga. Wciąz˙ jesteś moją z˙oną, Alicio, a ja wciąz˙ jestem twoim męz˙em. – Tylko na papierze. Jako panna młoda nie speł- niłam twoich wymagań. Okazałeś mi to wystarczająco jasno. Z pewnością moz˙esz uzyskać anulowanie mał- z˙eństwa. – Miałbym wystawić nasze prywatne sprawy na widok publiczny? – Potrząsnął głową i wsunął się głębiej pod osłonę parasola. – Po tylu latach wątpię, byś wciąz˙ była dziewicą. A jeśli nią nie jesteś – wzruszył 10 CATHERINE GEORGE ramionami – to nie ma z˙adnego dowodu, z˙e nasze małz˙eństwo nie zostało skonsumowane. W oczach Alicii błysnęła niechęć. – To twój problem, Francesco, nie mój. Nie mam zamiaru znów wychodzić za mąz˙. Obecnie wystar- czają mi luźniejsze związki. – Spojrzała na zegarek i uśmiechnęła się ze znudzeniem. – To fascynujący temat, ale muszę juz˙ iść. Francesco puścił ją tak gwałtownie, z˙e straciła rów- nowagę. – Va Bene. Rób to, co potrafisz najlepiej – uciekaj! Z˙adna miaz˙dz˙ąca riposta nie przyszła jej do głowy, więc po prostu obróciła się na pięcie i zostawiła go na ulicy. Obejrzała się raz, z˙eby sprawdzić, czy on wciąz˙ za nią patrzy, ale wysoka sylwetka w długim, czarnym płaszczu juz˙ zniknęła – a wraz z nią zniknął dobry nastrój Alicii. Próbowała zapomnieć o tym spotkaniu, przygoto- wując się do wieczornego bankietu. Juz˙ dawno opano- wała tę rutynę do najdrobniejszego szczegółu. Spraw- nie przekształciła burzę niesfornych włosów w gładką, lśniącą powierzchnię, związała je w skomplikowany węzeł i zajęła się twarzą. Działała jak automat, spo- jrzenie miała nieobecne, a myśli zajęte wspomnienia- mi dnia, gdy spotkała Francesca po raz pierwszy. W dniu swoich osiemnastych urodzin, zupełnie nie- świadoma, z˙e jej z˙ycie ma się zmienić na zawsze, Alicia wybrała się samotnie na zwiedzanie Florencji. Był to pierwszy dzień jej wakacji. Zaopatrzona w plan miasta wędrowała starymi uliczkami o fascynujących W SŁOŃCU TOSKANII 11 nazwach i bardzo z siebie zadowolona dotarła w końcu na Piazza della Signoria. Z oczami błyszczącymi z podniecenia przecisnęła się przez tłum pomiędzy chmarami gołębi, podziwiając widoki znane z albu- mów i telewizji, ale przede wszystkim z jej ulubionego filmu Pokój z widokiem. Starając się zapamiętać kaz˙dy szczegół, ruszyła w stronę słynnej Caffe Rivoire. Jakaś para idąca przed nią zatrzymała się raptownie pośrod- ku chodnika i zaczęła się całować. Próbując ich wymi- nąć, Alicia zrobiła gwałtowny unik, którego nie po- wstydziłby się z˙aden rugbista, i upuściła przy tym torbę. Zanurkowała za nią w panice, z takim impetem, z˙e jedynie doskonały refleks męz˙czyzny, z którym się zderzyła, ochronił ją przed upadkiem na twarz. – Mi dispiace! – powiedział męski głos i czyjeś dłonie przytrzymały ją mocno. Zarumieniona z zaz˙enowania, podniosła wzrok na oliwkową twarz otoczoną kędzierzawymi, czarnymi włosami – twarz męz˙czyzny, którego fotografia wisia- ła na ścianie jej sypialni. Wszystkie włoskie zdania, których zdołała się do tej pory nauczyć, wyparowały jej z pamięci. Patrzyła na niego jak zaczarowana. – Bardzo przepraszam, to była moja wina – wyją- kała w końcu po angielsku. Męz˙czyzna uśmiechnął się. – Ach! Jest pani Angielką, piccola. Czy coś się pani stało? – Nie – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło. – Ale jest pani bardzo zdenerwowana. Powinna się pani napić czegoś zimnego – rzekł stanowczo. – Po- zwoli pani, z˙e się przedstawię. Francesco da Luca. 12 CATHERINE GEORGE Czy to się działo naprawdę? Wzięła głęboki od- dech, by się uspokoić. – Bardzo mi miło. Nazywam się Alicia Cross. W cieniu markizy przy stoliku stojącym na ze- wnątrz Rivoire zdjęła okulary przeciwsłoneczne i no- wiutką białą czapeczkę z daszkiem i zapytała z nie- śmiałym uśmiechem, czy zamiast zimnego napoju mo- głaby zamówić gorącą czekoladę. – Słyszałam, z˙e to specjalność tego miejsca. Właś- nie tu szłam, kiedy wpadłam na pana. – A więc przyjechała pani do Florencji na wa- kacje? – Tak. – Sama? W tak młodym wieku? – Nie. Przyjechałam tu z przyjaciółką, ale Megan źle zniosła podróz˙ samolotem i wolała dzisiaj zostać w hotelu. Uparła się jednak, z˙e powinnam wyjść do miasta i zobaczyć je bez niej. Przed wyjściem udzieliła mi całego mnóstwa dobrych rad. – Mogę się domyślić – uśmiechnął się Luca. – Z pewnością radziła, z˙eby nie rozmawiała pani z ob- cymi. W policzkach Alicii ukazały się dołeczki. – Owszem, to był pierwszy punkt na liście. – Napo- tkała pełne napięcia spojrzenie Luki i jej uśmiech zbladł. – Przepraszam, nie chciałam pana urazić. – Nie czuję się uraz˙ony. Podziwiam pani fossetti. Alicia nie znała tego słowa, ale była pewna, z˙e chodzi o piegi. – Nie cierpię ich – powiedziała z pasją. Francesco pochylił się nad stolikiem. W SŁOŃCU TOSKANII 13 – Dlaczego ich pani nie cierpi? Są czarujące. – Nie dla mnie – westchnęła z rezygnacją. – Próbo- wałam juz˙ wszystkiego, by się ich pozbyć, ale nic nie działa. Luca zmarszczył brwi. – Chyba mamy tu problem językowy. Proszę się do mnie jeszcze raz uśmiechnąć, per favore. Usłuchała i zrozumiała, z˙e on ma na myśli dołeczki w policzkach, za którymi tez˙ nie przepadała. – Myślałam, z˙e chodzi panu o piegi. – One tez˙ są czarujące – stwierdził z wielką po- wagą. Nie była pewna, co odpowiedzieć, totez˙ skupiła się na czekoladzie, która przypominała płynne złoto, jed- nocześnie zastanawiając się nad swoim niesłychanym szczęściem. Oto w końcu znalazła się we Florencji, na słynnym placu pełnym rzeźb i wspaniałej architektury, a do tego – choć wciąz˙ nie mogła w to uwierzyć – w towarzystwie samego Francesca da Luki! – O czym myślisz? – zapytał w końcu. – Bardzo dobrze mówi pan po angielsku. – Grazie, ale proszę, nazywaj mnie Francesco. A mówię po angielsku, bo to bardzo się przydaje w mojej pracy. Jego sportowa kariera trwała tak krótko, z˙e Alicia nie zdąz˙yła się wówczas dowiedzieć niczego o jego z˙yciu prywatnym. – Czym się zajmujesz? – zapytała teraz i oblała się rumieńcem. – Przepraszam, nie musisz odpowiadać. Francesco z rozbawieniem potrząsnął głową. – A który męz˙czyzna nie lubi mówić o sobie? 14 CATHERINE GEORGE – Odchylił się na krześle i z wielkim zadowoleniem zaspokoił jej ciekawość. – Studiowałem prawo, ale nie pracuję jako prawnik, choć wiedza zdobyta na studiach bardzo mi się przydaje. – Wzruszył ramionami. – Moje z˙ycie to wino, oliwki i marmur, a takz˙e odpowiedzial- ność. A ty wciąz˙ chodzisz do szkoły? – Skończyłam szkołę w zeszłym tygodniu – rzekła szczerze. – Jestem świez˙o po egzaminach. Jeśli moje oceny okaz˙ą się wystarczająco dobre, to w paździer- niku zacznę studia na uniwersytecie. – To znaczy, z˙e jesteś starsza, niz˙ sądziłem. Ile właściwie masz lat, Alicio? – Osiemnaście. – Zawahała się, po czym dodała, znów pokazując dołeczki w policzkach: – Dzisiaj są moje urodziny. Francesco szeroko otworzył oczy i Alicia dopiero teraz zauwaz˙yła, z˙e miały one zielononiebieski kolor, zupełnie nieoczekiwany w oliwkowej twarzy. – Dzisiaj są twoje urodziny? – wykrzyknął. – Buon compleanno! – Dziękuję. – Zamiast czekolady powinniśmy wypić szam- pana, by to uczcić. Skoro juz˙ jesteś dorosła, to wolno ci pić szampana, prawda? – Czy będziesz się śmiał, jeśli powiem, z˙e nie przepadam za szampanem? – Nie, nie będę. Zapadło milczenie. Luca nie spuszczał z niej wzro- ku. Alicia wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowa- na. W końcu zamrugała i wyznała: – Prawdę mówiąc, wiem, kim jesteś. W SŁOŃCU TOSKANII 15 Skinął głową z uśmiechem. – Przeciez˙ powiedziałem ci, jak się nazywam. – Nie o to mi chodzi. Widziałam cię kiedyś, jak grałeś w rugby. – Davverro?! – wykrzyknął z zaskoczeniem. Skinęła głową i podała mu nazwę turnieju, w któ- rym brał udział. – Prawie nikt juz˙ o tym nie pamięta. Wkrótce potem odniosłem kontuzję i juz˙ nigdy nie wróciłem do gry na tak wysokim poziomie. – Potrząsnął głową z zadziwieniem. – Byłaś wtedy jeszcze dzieckiem, a w dodatku dziewczynką, dlatego mnie to dziwi. – Dziwi cię, z˙e cię pamiętam, czy z˙e dziewczynka moz˙e się interesować rugby? – Jedno i drugie. Czy twój ojciec grał w rugby? – Nie wiem. Nigdy go nie poznałam. – Alicia z opóźnieniem ugryzła się w język. – Mi dispiace – skrzywił się Francesco. Wzruszyła ramionami. – Oglądam mecze, bo ojciec mojej przyjaciółki i jej brat są fanami rugby. Najpierw oglądałam razem z Meg szkolne mecze Garetha, potem jego występy klubowe. Kiedyś nawet zdobył dla nas bilety na mię- dzynarodowe spotkanie na stadionie Millenium w Car- diff. – To imponujący stadion – zgodził się Francesco. – Oglądałem tam mecz Walia–Włochy. – Brakuje ci gry? – Tak. Ale nie mam teraz czasu na sport. Czasem tylko obejrzę coś w telewizji. Czy taka fanka rugby jak ty będzie na mnie patrzeć z niechęcią, jeśli przyznam, 16 CATHERINE GEORGE z˙e kibicuję równiez˙ Fiorentino, miejscowej druz˙ynie piłkarskiej? Alicia z uśmiechem potrząsnęła głową. Zerknęła na zegarek i zdała sobie sprawę, z˙e siedzą tu juz˙ dość długo. Z westchnieniem załoz˙yła ciemne okulary i na- sunęła czapeczkę na czoło. – Muszę juz˙ wracać. Dziękuję za czekoladę. Byłeś bardzo miły. Francesco podniósł się szybko. – Gdzie mieszkasz? Podała mu nazwę hoteliku w spokojnej dzielnicy, dość daleko od centrum. – Przyjaciółka mamy poleciła nam ten hotel. – Bene. Odprowadzę cię. Muszę dopilnować, z˙e- byś wróciła bezpiecznie. Wcześniej droga do Piazza della Signoria wydawa- ła jej się dość długa, ale teraz czas mijał zbyt szybko. Opowiadała o swoich planach na wakacje z wraz˙e- niem, z˙e zna go od lat. Przed hotelem wyciągnęła do niego rękę. – Dziękuję raz jeszcze. To była dla mnie wielka przyjemność i niesłychany zbieg okoliczności, z˙e cię poznałam. Była zachwycona, gdy Francesco ucałował jej dłoń. – Dla mnie równiez˙ była to wielka przyjemność. Mam nadzieję, z˙e twoja przyjaciółka czuje się juz˙ dobrze. Arrivederci. Weszła do windy wciąz˙ z wraz˙eniem, z˙e śni. Wje- chała na piętro i pospiesznie zastukała do drzwi po- koju. Megan otworzyła, półprzytomnie mrugając po- wiekami.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W słońcu Toskanii
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: