Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00457 006284 13847048 na godz. na dobę w sumie
W szponach gułagu. Pożegnanie z Syberią - ebook/pdf
W szponach gułagu. Pożegnanie z Syberią - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 334
Wydawca: Jot Ka Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62575-03-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sam tytuł tego tomu wprowadza czytelnika w inny świat, świat wielkich nadziei.

Warunki w łagrach stopniowo się poprawiały. W niektórych obozach chronicznego głodu już nie było. Z nieoficjalnych źródeł z Moskwy docierały wiadomości, że coś tam w stolicy się dzieje. Dowodem tego były fakty, że wysyłane tam skargi były załatwiane pozytywnie. Nie było dnia, aby większa lub mniejsza grupa więźniów nie wychodziła na wolność. Nastawał okres wielkiego wrzenia wśród więźniów. Częste bunty, głodówki i powstania stawały się prawie codziennością. Marazm współczesnego niewolnictwa powoli umierał. Jeszcze niedawno więzień przede wszystkim o chlebie. Dzisiaj zaś tęsknił już tylko za wyższymi wartościami, a szczególnie za wolnością. Widział w niej sens swojego życia, bo ona utrwalała przyjaźń, miłość i dążenie do twórczego piękna, gdyż bez tego nie potrafili już istnieć, żyć. W swoich wspomnieniach starałem się opisać gułagi na Uralu (Solikamsk, Borowsk), w Mordowii, Norylsku, Ekibastuzie i Dżeskazganie.
W łagrach pojawiały się już słuchy, że więźniowie narodowości polskiej, którzy przed rokiem 1939 posiadali obywatelstwo swego kraju, będą kierowani do polski. A więc powoli nadzieja rosła i powoli przeistaczała się w rzeczywistość. Okazało się, że i na zło przychodził koniec. Wiadomość dość szybko potwierdzała się, ponieważ administracja poczęła układać listy ewakuacyjne do punktu zbiorczego w Krasnojarsku. Nastał czas wielkiego entuzjazmu i niebywałej radości, kiedy po wieloletniej tułaczce po Syberii, można już było powrócić do ojczystego domu.
Dziesięcioletni wyrok Ani Miczun – bohaterki tej książki zbliżał się ku końcowi. Martwiła się mocno, bo miała obywatelstwo przedwojennej Lotwy (dawne polskie Inflanty).
Życie jednak płata figle przynosząc różne niespodzianki, bo niby z nieba, wraz z kolegami zjawia się Władek Górczyn, proponując Ani zawarcie z nim małżeństwa. Był to jedyny sposób aby zabrać Anię do Polski jako swoją żonę. Ania zaskoczona propozycją, nawet długo się nie namyślała. Biorą ślub w łagrze, ale mimo wszystko łagierna administracja wysyła Władka do Krasnojarska. Ania zaś pozostaje nadal w Norylsku. Dopiero interwencja Władka w ambasadzie polskiej w moskwie zmieniła bieg wydarzeń. Anię wysłano samolotem do Krasnojarska. Na odjazd pociągu w kierunku Polski czekano przez dobrych kilka dni.
A życie? Jak to ono, szybko mknęło do przodu – a nieprzytomni ze szczęścia ludzie nawet nie spostrzegli, że było już daleko po północy. Na szczęście nie musieli już przestrzegać niewolniczej dyscypliny. Miły, pamiętny wieczór dobiegał końca. Powoli ucichły pieśni akowskie, które dzisiaj pozostały tylko piękną, bo romantyczną pamiątką i historią II wojny światowej. Obecne wydarzenia były dotychczas tylko marzeniem i miła tęsknotą.
Pociąg z repatriantami przybył do granicy Polski w czasie Świąt Bożego Narodzenia w 1956 r. Witała ich ojczyzna Chopina, gdyż z głośnika radiowego docierało akurat bożonarodzeniowe Scherzo h-moll. Atmosfera była pełna radości, bo jedni płakali ze szczęścia, drudzy całowali ziemię swoich ojców. Tu nastąpiła przesiadka z wagonów sowieckich do polskich. Nastał moment, w którym już mundurowi żołnierze polscy weszli do wagonów aby sprawdzić dokumenty podróżnych.
- Rodacy! Witamy Was w Polsce! – Salutując tymi słowami pozdrawiali wszystkich, a na ich twarzach rysowała się radość, że są świadkami już innych, lepszych czasów. Na zewnątrz wagonów panowała świąteczna atmosfera. Przechodnie gestem rąk witali powracających rodaków. Wszystkim wydawało się, że powracają z tamtego świata. Rzeczywiście był to świat, skąd dotychczas powrotu nie było. Stało się tak dlatego, że od paru lat sprawca ich nieszczęść Stalin, już nie żył. Po kilku godzinach pociąg, kierując się w stronę Olsztyna, odjechał.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

© Wydawnictwo Jot KA PUBLIKACJE and Rafał Pławiński Niniejszy darmowy ebook zawiera fragment pełnej wersji książki pod ty-tułem: W SZPONACH GUŁAGU Pożegnanie z Syberią Darmowa publikacja dostarczona przez Jot Ka PUbLiKaCJe – Twoje ulubione książki Niniejsza publikacja może byd kopiowana, oraz dowolnie rozpro-wadza- na tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez Wydawcę. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pi-semnej zgody wydawcy. Zabrania się jej odsprzedaży. © Copyright for Polish edition by Jot KA PUBLIKACJE Data: 24.11.2010 Tytuł: Pożegnanie z Syberią (fragment utworu) Autor: Rafał Pławiński Projekt okładki: Romuald Guznowski Korekta: Jarosław Klimek Skład: Jarosław Klimek Wydawnictwo Jot Ka Sp. z o. o. Złotogłowice 119 48-300 Nysa www: www.publikacje.jotka.pl e-mail: publikacje@jotka.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. rafał PławińSKi w SzPonaCh gUłagU Pożegnanie z Syberią Najbliższym i zainteresowanym, aby na kartach moich wspomnień zetknęli się ze straszną prawdą, z losami ludzi, których kości bieleją bez pochówku, a prochy, przeważnie, rozsiewa wiatr po syberyjskich przestrzeniach. Autor © Wydawnictwo Jot KA PUBLIKACJE Złotogłowice 2010 Pożegnanie z Syberią woLność była JUż bLiSKo 4 1. Sursum corda W górę serca E J C A K I L B U P A K t o J © Od niejakiego czasu i przez cały 1955 r. jako parasze1 krążyły słu- chy, że Polska upomniała się o swych obywateli, którzy przed 17 września 1939 r. zamieszkiwali na jej terenach. Nastał taki czas, za jakim więźniowie tylko dotychczas tęsknili. Teraz nadzieja na lepszą przyszłość przeradzała się w rzeczywistość. Okazało się, że i na zło jednak przychodził koniec. Można już było w to uwierzyć, kiedy administracja łagierna rozpoczęła układać listy, według których organizowano etapy do punktu zbiorczego w Krasnojarsku. Już stamtąd dawni obywatele II Rzeczypospolitej mieli odjechać do kraju. Nastawał okres wielkich nadziei i przygotowań do dłu- giej podróży. Zabiedzeni katorżniczą pracą i głodem Polacy zmuszeni byli do mobilizacji fizycznych i psychicznych sił, aby przetrwać długodystan- sowy odcinek drogi. Mimo wszystko był to okres wielkiego entuzjazmu i niebywałej radości, bo po wieloletniej tułaczce po dzikich przestrzeniach Syberii, wreszcie można było powrócić do ojczystego domu. Teraz warunki wyjścia na wolność szybko się zmieniały na lepsze, bo upłynęło już kilka lat od śmierci Stalina, co przyniosło szereg ulg, a nawet skrócenie wyroków o jedną trzecią. Niektórym już się kończył dziesięcioletni pobyt na Sybirze. Obecnie, po wyjściu z łagru, przestano wysyłać na „wolnoje posielenije”2. Można było pozostawać na miejscu, planując rozpoczęcie nowego życia. Niektórzy pozakładali nawet rodziny, tylko że w tamtych warunkach nie rodziły się dzieci. W nowym bycie no- 1 2 wrotu w rodzinne strony. Tu plotka obozowa przymusowe osiedlenie we wskazanym przez władze miejscu, bez prawa po- E J C A K I L B U P A K t o J © 5 Pożegnanie z Syberią rylskiej codzienności wytwarzały się powoli specyficzne uwarunkowania polonijnego bytu. Ci, co już byli na wolności, musieli stworzyć chociaż minimalne udogodnienia i dla tych, którzy lada dzień mieli wyjść z łagru. Największy problem był z mieszkaniami i nieraz trzeba było mieszkać w ciasnocie i niewygodzie, ale innego wyjścia nie było. Na razie cieszono się nawet z tego. Dziesięcioletni wyrok Ani Miczun zbliżał się ku końcowi w myślach przygotowywała się do tego, gdyż od tych wydarzeń dzieliły ją już tylko miesiące. Zbliżał się wielki przełom psychologiczny w życiu więźniarki, która tyle lat borykała się z okrutną rzeczywistością, dążąc do przetrwa- nia piekła gułagu. Prześladował ją jakiś wewnętrzny niepokój, gdyż nie mogła doczekać się dnia opuszczenia tego przybytku. A tu jeszcze. i pora nie była właściwa, bo rozpoczynała się właśnie polarna noc, która nie nastrajała najlepiej. Żyła w świecie intuicji i miłej wyobraźni o przyszłym życiu. Sądziła, że po tylu latach spędzonych w łagrze, coś jej od losu się należy. Nie myliła się, bo on szykował jakąś niespodziankę. Lubiła czasem w zadumie patrzeć na norylską głębię przestrzeni, bo tam daleko stąd, był jej punkt odniesienia, gdzie za wszelką cenę chciała powrócić. Przed oczyma wyobraźni stawała jej druga ojczyzna – Łotwa, ale ona zawsze marzyła o tej pierwszej, którą znała tylko z historii i opowiadań rodziców. Wiedziała, że to kraj kwitnących magnolii, szumiących borów i dorodnym zbożem falujących łanów. Dzisiaj ta myśl szczególnie ją nurtowała, gdyż nie ustawały słuchy, że obywateli przedwojennej Polski będą wysyłać do ich kraju. – Jaka to piękna wiadomość, tylko że ja mam obywatelstwo przed- wojennej Łotwy – myślała. Niedługo, bo w pierwszych dniach grudnia, słuchy się potwierdziły, gdyż zaczęto sporządzać listy tych, którzy mieli powrócić do kraju. Wśród E J C A K I L B U P A K t o J © 6 Pożegnanie z Syberią Polonii norylskiej powstał wielki entuzjazm i każdy był dumny z tego, że należał do grupy tej narodowości. Ania zaś w tym czasie wychodzi na wolność i tam upewnia się oficjalnie, że do Polski wraz z całym etapem wyjechać nie może, gdyż przed wojną posiadała obywatelstwo łotewskie, a dziś niepodległej Łotwy już nie ma. Przychodzi więc rozczarowanie, smutek i zawód. Podobny los spotkał państwa Hanię i Zygmunta Czar- nockich, bo również nie znaleźli się na liście opuszczających Związek Radziecki. Wieść ta rozeszła się z szybkością błyskawicy. Upłynęło już prawie dziesięć lat od chwili, kiedy Ania straciła męża, a i matka od dłuż- szego czasu znajdowała się na Syberii. Mocno zżyta z Polonią norylską, dziś musiała wszystkich pożegnać i nadal brnąć po głębokich śniegach Północy. W jej odczuciu już cały świat się wywracał do góry nogami. Życie przestawało mieć jakąkolwiek wartość i zmartwienie stawało się szczytem jej niepowodzeń. Życie jednak płata figle, jak też przynosi i różne niespodzianki. Tym razem też coś takiego się wydarzyło, zmieniło bieg spraw. Jak gdyby z nieba spada wraz z kolegami Władek Górczyn i proponuje jej zawarcie małżeństwa, gdyż wówczas jako żona będzie mogła wraz z nim opuścić ten kraj. Na dodatek zaznaczył, że ten formalny układ do niczego nie zobowiązuje ją, w kraju zaś uczyni z tym, co zechce. Zaskoczona propo- zycją długo się nie namyśla. Szybko zawiera małżeństwo z Władkiem, ale wątpliwości od razu nie ustają, bo mimo wszystko jego odwożą wraz z innymi samolotem na punkt zbiorczy do Krasnojarska, ona zaś z rodziną Czarnockich pozostaje w Norylsku. Wraca ponowna rozpacz i niewiara, że jej sprawa znajdzie swoje pozytywne zakończenie. Mogłoby wszystko się wydarzyć, gdyby nie zdecydowana interwencja jej męża na punkcie zbiorczym w Krasnojarsku. Upływa jednak kilka dni wielkiej udręki i nie- bywałego przygnębienia. Interwencja Władka znalazła jednak swój pozy- 7 Pożegnanie z Syberią tywny oddźwięk, bo władze Norylska dostały pilny telegram, aby Anię, już jako Górczyn, natychmiast wysłać samolotem na punki repatriacyjny w Krasnojarsku. Przy okazji do transportu dołączono rodzinę państwa Czarnockich. W życiu Ani pojawiła się nadzieja, radość i szczęście. Zaczynała się wówczas pierwsza dekada grudnia. W warunkach Norylska trwała nieodłączna polarna noc i sam środek surowej, północnej zimy. W takich to okolicznościach opuszczała ona swój niemiły Norylsk, w którym spędziła prawie dziesięć lat w warunkach głodu i niewolniczej pracy. Dzisiaj nieprzytomna ze szczęścia szybko zabrała podręczny bagaż i samochodem odwieziona została na lotnisko. Należy zaznaczyć, że in- nym środkiem lokomocji, o tej porze roku, wydostać się stąd – nie było żadnej możliwości. Cieszyła się, że nieludzka ziemia norylskiej otchłani, pozostanie już tylko niemiłym wspomnieniem. Gdyby nie polarna noc, patrzyłaby na nią z góry. W tym momencie było jej dobrze, bo jakaś we- wnętrzna radość trzymała, na duchu, gdyż była w roli tej, do której los się uśmiechnął, dając w prezencie wolność i wymarzony Ojczysty Kraj. Czuła, jak gdyby własne skrzydła unosiły ją w jakąś miłą przestrzeń, a to tylko samolot wiózł ją do celu, o którym zawsze marzyła, czyniąc wszyst- ko, aby przetrwać niewolę. Samolot wylądował najpierw w Igarce. Jego obsługa była miła, odpowiadając poprawnie na wszystkie zadawane pytania. Czuła się, jak gdyby znalazła się w innym świecie, gdyż ten, jeszcze niedawny był surowy, niemiły i nieprzyjazny. Kiedyś zabierano kajdaniarza na etap i nie informowano go dokąd wiozą. Więzień wówczas myślał, że może na rozstrzelanie, bo i tak się zdarzało. Niewolnik wtedy nie miał prawa do właściwej informacji. Dzisiaj wszyscy byli dobrzy i przy okazji twier- dzili, że kiedyś zaszło nieporozumienie i był popełniony błąd, ale obecnie E J C A K I L B U P A K t o J © E J C A K I L B U P A K t o J © Pożegnanie z Syberią wszystko będzie naprawione. 8 – Dobre i to – myślała. Stała na lotnisku i przyglądała się wszyst- kiemu. Zauważyła, że tu już rosły drzewa, które, tam hen, przechodziły w tajgę. Wtedy w Igarce trwała pora nocna i nie wiedziała dokładnie czy to nadal polarna lub już normalna noc. Na lotnisku nie czekała długo, bo była to tylko przesiadka do innego samolotu, który pokonywał większe dystanse. Odległość między Noryl- skiem a Krasnojarskiem wynosiła 4 tysiące kilometrów. I tym następnym była większa wygoda przelotu. Usiadła przy oknie, bo mimo polarnej nocy, chciała obserwować świat, który opuszczała na zawsze. Wiedziała, że pod nią rozpościerała się kraina olbrzymiej tajgi i niezgłębionych wód szerokiego Jeniseju. Wszystko jednak skute lodem i przysypane głębokim, syberyjskim śniegiem. Mimo wszystko obserwowała to uważnie i wyda- wało się jej, że okolica była okryta mgłą. Chciała zaobserwować moment i miejsce, gdzie zniknie polarna noc, odsłaniając krainę świata tajgi i jej natury. Czekała na to, a czas powoli posuwał się do przodu, przybliżając cel podróży. Serce, przejęte wydarzeniem, pracowało mocniej, ale nie bolało wcale, bo był to miły i mniej szkodliwy stres. Nagle od strony wschodniej zauważyła nieznaczny zarys świtu. Czuła, że na ten widok napięcie nerwowe wzrastało. – Może zobaczę wyłaniające się zza horyzontu barwne, syberyjskie słońce – pomyślała. Patrzyła w tamtą stronę, a świt stawał się coraz to bardziej błękitny. Na dole dość niewyraźnie zjawiał się już obraz tajgi, a w części wschodniej nabierała barw zorza. Wszystko powoli rozwija- ło się pomyślnie, Ania zaś przede wszystkim czekała na pojawienie się słońca. Tęskniła już za nim, bo polarna noc zawsze była niepożądana. Lubiła patrzeć na jego wschód, gdyż był symbolem nowego, ciekawszego 9 Pożegnanie z Syberią życia, a już szczególnie dzisiaj, kiedy, niby w kalejdoskopie, wszystko zmieniało się na lepsze. Niebawem zza horyzontu począł wyłaniać się jego kolorowy dysk, co sprawiało, że natura w szybkim tempie ożywiała się dookoła. Dołem, niby z otchłani, wyłaniała się już tajga, która zadziwiała swym ogromem, barwą i przepastną tajemniczością. Wokół dominowała biel śniegu, zie- leń szpilkowych drzew i srebrzystość oszronionych brzóz, modrzewi, co w całości dawało typowy widok Syberii. Wszystko było oświetlone promieniami słońca, które wprowadzało odcień złotawy. Dawało to obraz niepowtarzalnego piękna. Tajga zadziwia też niekończącym się ogromem, tworząc zwartą jednostajność, gdzie znajduje schronienie miej- scowa zwierzyna. Szczególnie z samolotu widoczne są ścieżki, którymi przemieszcza się, a są to tak zwane z rosyjska tropinki3. Z góry można zobaczyć, wędrujące po nich ciemne punkciki. Mogły to być stada jeleni lub reniferów. Z upływem czasu tajga zaczynała się przerzedzać, bo samolot zbliżał się do celu. Słońce było już dość wysoko, dołem zaś widoczne były pierwsze zabudowania miasta. Pilot począł wykonywać pierwsze okrążenia, czekając na sygnał zgody na lądowanie. Wszystko przebiegało szybko i sprawnie. Na Anię i państwa Czarnockich czekał już samochód, którym zawieziono ich na punkt repatriacyjny. W Krasnojarsku znajdował się on przy dworcu kolejowym. Na bocznych torach stał długi zestaw wa- gonów, w których zakwaterowywano przyjezdnych. W nich oni mieszkali do chwili zorganizowania całego transportu. Atmosfera wokół miła, gdyż wszyscy się cieszyli, że wreszcie przyszła wolność. Nagle nastała bieganina, kiedy zauważono nowo przybyłych E J C A K I L B U P A K t o J © pasażerów. 3 ścieżki Pożegnanie z Syberią 10 – Władku! Władku! Żona przyjechała – ktoś głośno zawołał. Ania powoli wchodziła już do środka wagonu, a tu nie wiadomo skąd, zjawił się i Władek. Biegł szybko, a kiedy przybył na miejsce, był nieco zdyszany. Podszedł do niej i wprost nie wiedział, jak ma się zachować. Oficjalnie była już jego żoną, ale wcześniej on jej prawie nie znał. Brakowało mu bliższej znajomości, bliższej przyjaźni. Zawsze obserwował ją tylko z odległości, gdyż mu się podobała. Była urodziwą młodą wdówką i cały jej dziesięcioletni wyrok upłynął w najgorszym miejscu odosob- nienia, czyli w Norylsku. Żywiła do niego przywiązanie i wdzięczność za podanie ręki w sytuacji bez wyjścia. Ucałował ją w policzek, ona zaś wpatrzona w niego z przejęcia nie mogła słowa wykrztusić. Mówiły tylko oczy, takie szczere i ładne i ze wzruszenia zroszone łzami. On wszyst- ko czynił nerwowo: i w związku z tym miał tiki na twarzy. Obrót całej sprawy niezmiernie go cieszył, bo było to, być może, jego największym osiągnięciem w życiu. Moment spotkania przynosił ogólną radość i trwał krótko, Ania, aby rozładować dość napiętą atmosferę, przytuliła się do niego i pocałowała w policzek. – Władeczku, dziękuję ci, bardzo dziękuję – powiedziała szeptem. Czuł jej ciepłe łzy spadające na dłoń. Szybko wokół zrobiło się gwarno, bo wieść, że reszta Polaków przybyła z Norylska, gromadziła rodaków wokół nich, którzy rozpytywali o wszystko i wszystkich. Sam fakt repatriacji spadł, jak piorun z nieba i zafascynował zainteresowanych. Ambasada polska w Moskwie i pełno- mocnik do tych spraw – szybko i pozytywnie rozpatrywali wnioski. W pociągu panował ogólny entuzjazm z powodu ostatnich wydarzeń. Dlatego też wszyscy gromadzili się i omawiali bieżące sprawy. Już w warunkach nie do poznania Ania ponownie spotykała swoje przyjaciółki i kolegów E J C A K I L B U P A K t o J © 11 Pożegnanie z Syberią niedoli. Czekali na to aż dziesięć lat. Wszyscy pozdrawiali się nawzajem i życzyli sobie dużo zdrowia, dużo szczęścia na drodze do nowego życia. – Jak się cieszę, Aniu, że wreszcie jesteś wśród nas. Jak to pięknie, że twoja sprawa nabrała takiego obrotu. A więc jedziesz z nami do Polski! Ach, jak się cieszę! – powiedziała pani Maria Gryczanik. – To dzięki Władkowi! – dodała Ania. – Teraz na własne oczy zobaczysz Polskę, która zawsze była twoim największym marzeniem. Tęskniłaś za nią, będąc jeszcze na Łotwie, jak też i obecnie na wygnaniu. To Matka Boża z Ostrej Bramy dała ci tę łaskę. Zawsze prosiłaś ją o to. – Tak, pani Mario, zawsze pragnęłam żyć we własnym kraju. – Pamiętasz, Aniu, więzienie przesyłkowe w Krasnojarsku, kiedy w prymitywnej szopie spędziliśmy tyle czasu i to w warunkach głodu i niewygody. Dzisiaj w odmiennych okolicznościach jesteśmy ponownie w tym mieście. Wtedy nam chorowałaś bardzo – zauważyła pani Maria. – To dzięki wam, a szczególnie Marysi Mochnacz – wyszłam z tego. – Nie! Po prostu sama dzielnie się trzymałaś – stwierdziła Marysia wraz z Zosią Matusiewicz. – Wiesz, Marysiu, ratowały mnie wtedy twoje herbatki z sucharami. Ciekawa jestem, gdzieś ty je zdobywała? – Niektóre koleżanki posiadały. Widocznie były z paczek. Praw- dziwą herbatę trzymały jako lekarstwo. Miały rację, bo w krytycznych momentach bardzo pomagała. – Wiecie kochane, jak teraz na wszystkie patrzę, chce mi się was przytulić do serca i dziękować za wszystko. Jak łatwo było w tamtych E J C A K I L B U P A K t o J © 12 Pożegnanie z Syberią warunkach zachorować i gdyby nie wzajemna pomocna dłoń, to wiecie, co mogło z każdą się wydarzyć. Jednak byłyśmy bardzo solidarne i dzięki temu przetrwałyśmy. Przez to dzisiaj możemy ujrzeć wolny świat i praw- dziwe życie. – Chcę ci powiedzieć, Aniu, że wszystkie norylczanki są tutaj, chyba ponad trzydzieści dziewczyn. Nie ma tylko tych, które tam zmarły. Leżą biedaczki w wiecznej zmarzlinie – stwierdziła Wilhelmina Zagórska. – Dobre to, co dobrze się kończy. My mamy stosunkowo najmniej- szy procent strat. U Rosjan, Ukraińców, Łotyszy, Estończyków był on większy. Stało się tak dlatego, że trzymałyśmy się razem. W warunkach łagiernych to bardzo pomocne, gdyż działał wówczas czynnik psycho- logiczny, który nie był bez znaczenia. Razem można góry przewracać – stwierdziła Ania. Patrzyła na nie, a w sercu czuła jakieś miłe ciepło, przyjemne doznanie, widząc już rozweselone twarze dziewczyn, które do niedawna znała tylko z łagru. Wraz z nimi przeszła piekło współczesnej niewoli. Wszystkie przejawiały wdzięczność temu, kto pierwszy złożył podpis na dokumencie powodującym ich wyzwolenie. Powracała wów- czas wiara w dobroć człowieka, która w okolicznościach łagru czasem się zatracała, widząc tyle ludzkich nieszczęść. Ania odczuwała niezmierne zmęczenie, gdyż w ostatnich dniach wszystko się gwałtownie zmieniało. Najpierw oszołomiła ją wiadomość, że do kraju nie może wyjechać wraz z całą grupą polonijną Norylska. Do końca trzymano w niepewności i olbrzymim stresie. Dzisiaj, kiedy wszystko było jasne, chciała jak najszybciej znaleźć się w swym łożu, aby odpocząć. Na razie trzymała ją radość ze spotkania z przyjaciółmi, a i sama myśl, że przed nią jeszcze długa droga, która wiodła do Polski, uskrzydlała ją. Oczy poczynały same się zamykać, bo potrzebny był E J C A K I L B U P A K t o J © E J C A K I L B U P A K t o J © 13 Pożegnanie z Syberią zbawienny sen. Dalej nadrabiała werwą, która wypływała z radości i jej pozytywnego stosunku do życia. Cieszyło ją wszystko. Nawet taki szcze- gół, że w Krasnojarsku nie było nocy polarnej, a klimat był inny, bardziej zbliżony do europejskiego. Na odjazd w kierunku Uralu i Polski oczekiwano jeszcze przez dobrych kilka dni. W tym czasie przybywały dalsze grupy Polaków z ła- grów Kołymy, Dalekiego Wschodu, centralnej Syberii i innych zakątków ZSRR. W dzień odjazdu Władek był w przedziale Ani i razem żegnali Krasnojarsk który więźniom politycznym dał się poznać, jako uciążliwy punkt przesyłkowy, kierujący skazańców przeważnie do Norylska. Za- patrzeni w siebie stali przy oknie wagonu i żegnali Syberię na zawsze. Smutne refleksje nachodziły, kiedy myślami sięgano do przeszłości. Tyle zmarnowanych lat i tyle pięknych młodzieńczych planów pochłonęła. Słońce, kierujące się w stronę zachodnią, świeciło im prosto w twarz, przynosząc radość, gdyż było symbolem ich nowej przyszłości. Czuli się szczęśliwi, jak nigdy dotąd, gdyż stało się coś, co dotychczas było tylko marzeniem i tęsknotą za zwyczajnym ludzkim szczęściem. Na ich oczach jawił się cud, wyproszony i wymodlony u Matki Bożej Ostrobramskiej. Postukując kołami o szyny, pociąg mknął już tylko na zachód, przybliżając tym ludziom cel ich życia. Przytuleni do siebie, dwoje szczęśliwców patrzyło na złowrogie przestrzenie niekończącej się Syberii i byli dumni, bo już górowali nad żywiołem, który do niedawna pochłaniał jeszcze ofiary. Wokół mknącego pociągu widniało morze zaśnieżonej dali, a tylko kolorowe czerwienią słońce zanurzało się w niej, dając odblask niebywałej jasności Syberia w całej krasie i surowości byłą jak na dłoni. – Władku! Czy daleko jeszcze do Omska? – spytała Ania. – Do Omska? Gdzieś parę tysięcy kilometrów – odpowiedział. Pożegnanie z Syberią 14 – Aaa! To jeszcze bardzo daleko. – Co cię tak Omsk interesuje? – spytał. E J C A K I L B U P A K t o J © – No wiesz! Tam przecież jest moja matka na zesłaniu, jak też i grób mojego męża Bolka. – Będzie ci smutno, kiedy wkroczymy na teren tej obłasti4. Odno- śnie mamy, to nie martw się, skarbie. Ponieważ są już inne czasy, a więc w Polsce będzie o wiele łatwiej poczynić starania o sprowadzenie jej do kraju. Zapewniam cię, że to się uda. Co do mogiły Bolka, to na to nie ma sposobu. Pozostaje już tylko pamięć i modlitwa za spokój jego duszy. Na te słowa ucieszyła się nieco, a i on wyczuł, że bardziej przylgnęła do nie- go. Na zewnątrz już zapanował zmierzch i przez okno nie dało się obser- wować terenu. Wokół królowała syberyjska zima z dużym mrozem, tylko w dzień było lżej, bo słońce do pewnego stopnia nagrzewało powietrze. Wewnątrz atmosfera miła, gdyż wagon był dobrze nagrzany i oświetlo- ny. Panowało ogólne zadowolenie, co przejawiało się w wesołej gwarze i w akowskich patriotycznych pieśniach z okresu walk partyzanckich. Ożyły wspomnienia sprzed kilkunastu laty, kiedy była jeszcze wojna i okupacja niemiecka. Krajski wraz z żoną Hanią recytował swoje łagierne wiersze, w których dominowała wiara w odzyskanie wolności i niepod- ległości kraju, a co potwierdzało się dopiero teraz. Cieszył się autor, że jego wizja przyszłości, wychodziła obecnie poza sferę czysto poetyckich rozważań. Na przemian recytowano wiersze, śpiewano ponownie pieśni. Odpowiednia pora doby wprowadzała w pewien specyficzny nastrój, bo przed chwilą została wykonana znana już od dawna, piękna pieśń nastro- jowa Wieczorny dzwon. Po niej, niby spokojny potok, popłynęła następna, oddająca nastrój przemijania wszystkiego, co piękne, a była to biesiadna 4 województwa E J C A K I L B U P A K t o J © 15 Pożegnanie z Syberią melodia: Upływa szybko życie. Wszyscy, jak na zawołanie, aktywnie prze- jawiali dobry nastrój, bo wreszcie mieli ku temu powód. Współcześnie wykonywanych piosenek nie znali, bo i skąd to do nich miało dotrzeć. Tworzyli za to swoją odrębną kulturę, w której przejawiała się straszna prawda tamtej rzeczywistości. Były również i komiczne kawały, przed- stawiające łagiernych bonzów w świetle ostrej satyry. A życie? Jak ono szybko mknęło do przodu i nieprzytomni ze szczę- ścia ludzie nawet nie spostrzegli, że było już daleko po północy. Jak to dobrze, że teraz nie musieli przestrzegać niewolniczej dyscypliny, która dotychczas zobowiązywała ich w przeciągu całego dziesięciolecia. Ten miły, pamiętny wieczór dobiegał końca. Powoli ucichały pieśni akowskie, które pozostawały obecnie tylko piękną pamiątką i historią z okresu II wojny światowej. Była głęboka noc, a w związku z tym po- zostawały już tylko ciche, nocne rodaków rozmowy. Mimo późnej pory, podróżnych nie opuszczało jednak podniecenie i nie można im się dziwić, bo to, co się wydarzyło obecnie, było dotychczas tylko marzeniem i miłą tęsknotą. Tyle lat bycia niewolnikiem wypacza psychikę kajdaniarza, a tu nagle przychodzi wolność. W tym momencie więzień nie wie nawet, jak się zachować. Nagły brak nakazów, zakazów ze strony naczelników łagru i reżymu, dozorcy, ochroniarza – chwilowo nawet onieśmiela. Do niedawna wydawało mu się, że niewola będzie wieczna, a tu od razu taka zmiana. Poza obrębem łagru zawsze chodził w asyście eskorty, a teraz musi sam sobie radzić. Nagły przełom w jego życiu, trudny jest do przyswojenia nawet od strony psychologicznej. Dzisiaj wszyscy, pełni szczęścia, chcieliby szybko opuścić kraj, który poprzez katorgę dążył do ich unicestwienia. Była już późna pora nocna. Towarzystwo powoli rozchodziło się do swych, wagonów, przedziałów i miejsc odpoczynku. Ania pragnęła E J C A K I L B U P A K t o J © 16 Pożegnanie z Syberią odetchnąć nieco, ale zasnąć jakoś nie mogła. Tylko pociąg, niezważając na nic, mknął i mknął na zachód, przybliżając jadącym Europę i Polskę. Cieszyła się, iż dzięki Władkowi zobaczy kraj swoich marzeń, z drugiej zaś strony opuszczenie Syberii przysparzało zmartwień, bo serce bolało, gdyż na zesłaniu pozostawała jeszcze matka. To uczucie potęgowało się, kiedy pociąg przybliżał się do omskiej obłasti5. Przeżywała rozterkę, ale liczyła na to, że z Polski potrafi bardziej jej pomóc. W tym osamotnieniu niezastąpionym był jej Władek. Chociaż był mężem tylko z dokumen- tów, ale najważniejsze, że to bliski przyjaciel, na którym można polegać. Z upływem czasu coraz mocniej przywiązywała się do niego i nie wy- obrażała sobie życia, gdyby, jego brakowało. – Już go chyba kocham – myślała. Wszystko powoli szło ku temu. Czas biegł szybko, a tylko pasażerom wydawało się, że niemiłosier- nie wlecze się powoli. Oni by chcieli jak najszybciej przekroczyć granicę z Polską. W drodze zaznawali tyle niespodzianek, sądząc że Sowietom może się coś odmienić, a wówczas pociąg pojedzie z powrotem na wschód. Czasem na węzłowych stacjach zatrzymywano go na dłuższy postój, co nie było po myśli jadących. Na razie zbliżał się on do Omska, a to z kolei niepokoiło Anię, gdyż w pobliżu na zsyłce znajdowała się jeszcze matka. W takich momentach, niby dobry duch, zawsze obecny był Władek. On każdą ponurą atmosferę potrafił przemienić w pogodny dzień. Wreszcie Omsk pozostawał już w tyle i pociąg kierował się w stronę Uralu. Na duszy stawało się lżej, bo niedługo opuszczą krainę, która dla nich była przekleństwem, nieludzką ziemią, innym światem, imperium cierpień i zła. Cieszyli się, iż dożyli tego momentu, że w paśmie wiel- kich, gór, wśród wielobarwnych skał i modrych wodospadów przekroczą 5 województwa E J C A K I L B U P A K t o J © 17 Pożegnanie z Syberią symboliczną granicę dwóch kontynentów, granicę różnych kultur, ras i obyczajów. Przed nimi otwierały się już bramy cywilizacji Europy, na którą zawsze się powoływali. Choć był to grudzień to wówczas był pogodny i stosunkowo ciepły. W czasie podróży dwa wydarzenia zbiegły się jednocześnie. Z jednej strony, to święta Bożego Narodzenia, z drugiej zaś jadący na zachód pociąg z repatriantami z łagrów sowieckich przybył na granicę z Polską. Chociaż święta dla tych ludzi nie miały wystroju zewnętrznego, to były jednak w sposób szczególny wzbogacone w duchowe przeżycia, bo po wieloletniej tułaczce stanęli na polskiej ziemi. Witała ich ojczyzna Cho- pina z oddalonego głośnika docierało bożonarodzeniowe scherzo h-moll. Atmosfera była pełna podniecenia i radości. Jedni płakali ze szczęścia, drudzy całowali ziemię swych ojców, niektórzy zaś stawali i w zadumie długo patrzyli na zachód. Dzień był pogodny, a wszystkim się zdawało, że tu nawet słońce inaczej świeci. Na pewno było to naturalne, bowiem była to już inna strefa geograficzna. Wszystko przebiegałoby normalnie i spokojnie, gdyby nie przypadek, który się zakończył tragicznie. Jeden z repatriantów nagle zasłabł, serce nie wytrzymało nadmiernego stresu, wywołanego radością. Człowiek ten dostał ciężkiego zawału serca i szybko zmarł. Popsuło to ogólny nastrój i twarze ponad tysiąca ludzi nagle posmutniały. Życie dyk- tuje jednak swoją trudną i nieubłaganą rzeczywistość, bo mimo tego, co się tu wydarzyło – cała reszta musiała zmierzać w dalszą drogę. Wszystko, co zaszło, odbyło się na niewielkim placu przemyskiego dworca, a tuż obok stał już nowy pociąg, przygotowany do odjazdu. Docelową stacją miało być Giżycko, ponieważ tam stworzono punkt repatriacyjny. Pociąg, który ich tu przywiózł, był obsługiwany wyłącznie przez oddział wojskowy, do- 18 Pożegnanie z Syberią wodzony przez oficera w randze kapitana. Po stronie polskiej pociągiem również opiekowało się wojsko, tylko że żołnierza polskiego podróżni przyjmowali z entuzjazmem. Szczególnie w momencie, kiedy mundurowi przybyli do przedziałów, aby poznać pasażerów i sprawdzić dokumenty. – Witamy was, rodacy, w Polsce! – salutując, tymi słowy pozdra- wiali wszystkich. Na twarzach ogólne wzruszenie. Kobiety były radosne i szczęśliwe i ze łzami w oczach uściskały swoich chłopców. Na zewnątrz wagonów panowała świąteczna atmosfera. Przechodnie gestem ręki witali powracających do kraju rodaków, a wszystkim się wydawało, że ci bie- dacy, jak gdyby z tamtego świata powracali. Rzeczywiście był to świat, skąd dotychczas powrotu nie było. Stało się tak dlatego, że sprawca ich nieszczęść od kilku lat już nie żył. Po kilku godzinach pociąg, kierujący się w stronę Olsztyna, odjechał. Ania (po mężu Górczyn) w Polsce wzięła ślub kościelny z Władkiem. Małżeństwo to trwało 35 lat. W marcu 1993 r. z powodu chorób nabytych w łagrze umiera Władek. Nie miał on najlepszego zdrowia, gdyż jeszcze w Norylsku, pracując w kopalni niklu, uległ poważnemu wypadkowi, co na dłuższy czas wpłynęło na jego zdrowie. W czasie trwania małżeństwa, Ania doczekała się potomstwa. Jako pierwszy urodził się syn Jurek, a następnie przyszła na świat córka Anna Marta. W domu zawsze była atmosfera patriotyczna, co wpłynęło na osobowość Jurka. To przyczyniło się, iż w 1980 r. szybko przylgnął on do ruchu społecznego „Solidarność”. Był wzorowym obywatelem i aktywnym działaczem podziemia w czasie stanu wojennego, chciał się w ten sposób zrewanżować za niesłuszne prześladowania swoich rodziców. To spowodowało, że musiał opuścić kraj, gdyż panowie z general- skimi naramiennikami chcieli się pozbyć aktywnych, młodych działaczy. E J C A K I L B U P A K t o J © 19 Pożegnanie z Syberią Z przymusu wyjechał do Stanów Zjednoczonych i tam pozostał na stałe. Podobnie, jak i rodzice, podzielił los tułacza. W pięknej podwrocławskiej mieścinie w Brzegu Dolnym można spotkać starszą już panią o eleganckim czerstwym wyglądzie, która, co ja- kiś czas, odwiedza jedyne dwa cmentarze w tym mieście. Tam pochowana została jej matka i Władek. Jest to pani Anna Górczyn często powracająca stamtąd autobusem do domu. Mimo wieku, ma poczucie humoru i zawsze jest wesołego usposobienia. W wolnych chwilach dużo czyta, przyswaja- jąc zdobyte wiadomości. Nie narzeka na dolegliwości zdrowotne, a kiedy wraca myślami do lat tragicznej młodości, na twarzy pojawia się zaduma i mała łezka w oczach. Taki to już los byłej więźniarki politycznej, prze- bywającej niegdyś w łagrze Norylska u „naszego brata” na wschodzie. Ze smutkiem wspomina swojego Władka, ale ogólnie jest zadowolona z obrotu sprawy. Jest obecnie pod opieką swojej wspaniałej córci Anny Marty, która jako pracownik służby zdrowia, dba o dobre samopoczucie mamy. Pani Ania doczekała się pięcioro wnucząt. U syna Jurka, w Stanach Zjednoczonych, urodziła się Weronika, Paulina i najmłodszy – Tomek. Na miejscu, czyli w Brzegu Dolnym, od córki Anny Marty jest Kasia i Piotrek. Szczęśliwą babcię często można spotkać w parafialnym koście- le. Jest wdzięczna Najwyższemu za pomyślnie przeżyte lata już na łonie ojczystego kraju. Nie udało mi się odwiedzić Hani, i Kazimierza (pseudonim Krajski) Pacześniaków. Po powrocie do Polski mieszkali w Wałbrzychu. Po śmierci Kazimierza, Hania zdążyła jeszcze napisać swoje wspomnienia o łagrach. Dzisiaj już oboje nie żyją. Chciałem pojechać na ich groby, aby położyć tam kwiaty, ale czas już zatarł miejsce pochówku. Nie zostawili po sobie następnego pokolenia, dlatego też tak ciężko znaleźć jakieś ślady po nich. E J C A K I L B U P A K t o J © 20 Pożegnanie z Syberią Przemijanie i zapomnienie dokonało swojego. Tyle tylko mają za swoje łagierne trudy, że po przejściu ciernistymi drogami niewoli – spoczęli w ojczystej ziemi. Cześć ich pamięci! 2. E J C A K I L B U P A K t o J © Zbliżała się wiosna 1954 r. Obóz w Poćmie przeżywał nabrzmiały kryzys społeczno-polityczny, upłynął już rok i kilka miesięcy od śmier- ci Stalina i na razie na lepsze nic się nie zanosiło. W innych łagrach, w tym czasie wybuchały powstania, bunty, głodówki, strajki, w Poćmie zaś wszelkie sprzeciwy w zarodku były likwidowane. Wkrótce jednak po łagrze rozeszła się wiadomość, że na szczeblu rządowym podjęta została decyzja o wypuszczeniu z obozów dziewcząt i chłopców, którzy osądzeni zostali jeszcze w okresie małoletniości. W związku z tym do specczasti6 została wezwana Lola Marcinkiewicz i tam jej oświadczono, że wyj- dzie już na wolność, bo skazano ją w okresie, kiedy miała 17 lat. Przy okazji poinformowano, że może wracać do domu, ponieważ karalność została unieważniona. Po takiej informacji przyszło zadowolenie i była szczęśliwa, że ominie ją „wolnoje posielenije”7, a tego bała się panicznie. Teraz będzie mogła pojechać do babci w Nurwiańcach i do Dyneburga, bo tam mieszkała jej ciocia, która we wszystkim w miarę możliwości jej pomagała. Po powrocie do baraku, jako pierwszą spotkała Tatianę Markowną, która w wojsku była kiedyś politrukiem. Nie ma czemu się dziwić, że ma myślenie sowieckie. To przecież ona, w czasie niedawnej II wojny światowej wśród żołnierzy, zaszczepiała miłość do wielkiego Stalina i mi- łującego pokój Związku Radzieckiego. Zachęcała bojowników do walki 6 7 wrotu w rodzinne strony oddział specjalny przymusowe osiedlenie we wskazanym przez władze miejscu, bez prawa po- Pożegnanie z Syberią nie tyle za ojczyznę, tylko za Stalina. 21 – Tatiana Markowna! – zwróciła się do niej od razu. – Wy kak to goworili, czto moja stat’ja 58 II 11 – eto prosto użas! Podumajtie! A ja uże swobodna i mogu jechat’, gdie ugodno8. Popatrzyła na nią z niedo- wierzaniem i udawała, że się cieszy, ale w oczach widoczny był smutek, gdyż nadal pozostawała w łagrze, mimo że artykuł zgodnie z którym ją skazano, był o wiele łagodniejszy. Tatiana Markowna ciągle wierzyła jeszcze w dobroć władzy radzieckiej. W momencie, kiedy zmarł Stalin, płakała rzewnymi łzami. – Wam żal Stalina?9 – spytała Lola. – My prosto priwykli k niemu i nam uże każetsia, czto bez niego budiet chuże. Kak wam zawiduju oswobożdienija. Skoro uwiditie swoich10 – powiedziała. W tym momencie zjawiły się i koleżanki: Jasia Latoszek, Halinka Rychlewicz, Halina Sienkiewicz i Terenia Jankowska. Rozpo- częły się uściski, gratulacje, życzenia. Na twarzach pojawiła się radość, bo każda cieszyła się, że wśród marazmu niewolniczej codzienności, zaczynało coś się dziać. Wiedziały, że nie mogą naraz wszystkie zwolnić. Najważniejsze, że się zaczęło. Dzisiaj zwalniają Lolę, następnie przyjdzie kolej i na inne. Dziewczyny były u niej krótko, bo wiedziały, że należy ją uwolnić dzisiaj od licznego towarzystwa, gdyż po tych niespodziankach powinna zaznać trochę relaksu. Po wizycie koleżanek i rozmowie z Tatianą Markowną położyła się na chwilę do swego łagiernego łoża, aby odpocząć. Odczuwała uciążliwe E J C A K I L B U P A K t o J © Mówiła Pani, że mój artykuł z 11-02-1958 to okropność! Proszę pomyśleć! 8 Jestem już wolna i mogę jechać gdzie chcę. 9 10 Zazdroszczę Pani, że wychodzi na wolność. Wkrótce zobaczy Pani swoich bliskich. Pani żal Stalina? Przywykliśmy do niego i wydaje się nam, że bez niego będzie tylko gorzej. 22 Pożegnanie z Syberią zmęczenie, a nerwowe podniecenie nie dawało spokoju. Zamykała oczy, bo chciała się zdrzemnąć. Potrzebowała snu, bo stres z racji wielkiego wzruszenia i radości z powodu tego, co się wydarzyło, rozstrajał i wybijał z równowagi psychicznej. – Przydałby się środek nasenny! – myślała. E J C A K I L B U P A K t o J © Wizja wolności i życia w nowych warunkach, nurtowała ją. Obrazy, niepoznanej jeszcze rzeczywistości, przesuwały się w wyobraźni i nie po- zwalały zasnąć. Przyszła wtedy na myśl Lidia Borodina – poetka i pisarka z Leningradu. – Fascynowała mnie zawsze ta wyjątkowa postać – rozważała sobie. Lidia reprezentowała typową inteligencję tego olbrzymiego miasta. Ile kultury duchowej było w niej, a co to za dobra natura, istniejąca tylko dla innych. Zetknęła się w swoim czasie z kulturą Zachodu, kiedy pracowała ongiś w ambasadzie radzieckiej w Belgii, a później i w Holandii. Kiedy wraz z mężem wróciła do kraju, każde z nich zostało aresztowane i do- stało duży wyrok, a w konsekwencji łagier i niewola. Dzisiaj wszystkie łagierne koleżanki zachwycały się jej poezją, bo była odbiciem tamtej rzeczywistości. Lola lubiła recytować te wiersze, a szczególnie ten jeden, który autorka nazwała: „Ku pamięci!”. Starała się zapamiętać go, gdyż wszystko, co było na piśmie, dozorcy szybko zabierali przy pierwszej lep- szej rewizji, jedynie pamięć służyła jako środek przekazu. Za taką poezję można było dostać dodatkowy wyrok. Leżała, mając przed sobą szarzyznę niemalowanych ścian i sufitu, a jej się wydawało, że ta mglistość, to jakaś tajemnicza przestrzeń. Miała w sobie potrzebę na jakąś głębszą duchowość i intelektualny pokarm. Półgłosem poczęła recytować wiersz Lidii Borodiny: Łagier Poćma – Mordowka ASSR 1953 r. Pożegnanie z Syberią Ku pamięci! 23 E J C A K I L B U P A K t o J © Pamiętaj, druhu i przekaż potomnym, był czas atomu, bezprawia, więzienia, nie było litości słabym i ułomnym, prawo i honor nie miały znaczenia. Niech mój wiersz trafi w historyka ręce, szperające w archiwalnych zbiorach, który opisać zechce w swojej księdze, o naszym życiu – naszych bohaterach. Nasz wiek był pełen fałszu, zakłamania, a dyplomaci, nie szczędząc wysiłku, latami sobie stawiali pytania czy może Rosjanin żenić się z Czylijką? Żołnierz, co przetrwał niewolę i głód, wracał szczęśliwy na ojczystą ziemię, za rany, męstwo i ofiarny trud, jak zdrajca trafia za kraty więzienia. Kształtowany Komsomołem oficer, który marzył o ustroju równości, Pożegnanie z Syberią 24 E J C A K I L B U P A K t o J © był specjalną uchwałą CKSSR pozbawiony na ćwierć wieku wolności. Historyku, zwróć uwagę szczególną, na łagry, gdy chcesz pisać o prawie, ja może liczby nie podam ogólnej, lecz o życiu w obozie nie skłamię. Inteligencja, proste wiejskie baby, dzieci, co jeszcze szkoły nie skończyły, z paragrafami za terror i zdradę, na lat dziesiątki do łagrów trafiły. Wtrąceni w duszne, ciemne kazamaty, pracują głodni, ciężko i na mrozie, ubrani w brudne, podarte buszłaty, sponiewierani w sowieckim obozie. W tym samym czasie, na arenie świata walczono godnie o prawa człowieka, wyłaził ze skóry ruski dyplomata, aby dać wolność więzionym Grekom. Pożegnanie z Syberią 25 E J C A K I L B U P A K t o J © Już Europa poznała żołnierza, co pełnił z dumą swoją groźną straż, śmiało od Wołgi do Berlina zmierzał, na plakatach widniała uśmiechnięta twarz. Ja nie z afisza i nie z fotografii, poznałam żołnierza bohaterskiego i do końca życia chyba nie potrafię, zapomnieć klątw i wulgarnych słów jego. Widziałam, jak kobietę ułomną, brutalnie, wściekły do wagonu wtrącił, bo chciała uwierzyć, że jest już wolna, jej długi wyrok niedawno się skończył. Bezbronna upadła na brudną podłogę, w ciasnych drzwiach wagonu więziennego, a on nadal chciał widzieć w niej wroga, obrońca „ustroju sprawiedliwego”. I tak myśmy żyli przez długie lata, zapominając: jak płyną rzeki, jak piękne są miasta, zabytki świata, Pożegnanie z Syberią 26 jakie osiągnięcia w dwudziestym wieku. Lecz jedną prawdę poznaliśmy przez ból, tam, gdzie się dużo mówi o wolności, tam nie ma jej – historyku mój, przekaż tych kilka słów dla potomności. Wolność, jak słońce, powietrze i woda, winna być życia nieodłączną częścią, jeśli ci o tym zapomnieć się uda, to nazwij wtedy nasz wiek Wielkim Szczęściem! Autorka Lidia Borodina z Leningradu, więźniarka łagru w Poćmie; tłum. z rosyj- skiego Leokadia Marcinkiewicz-Trznadel, więźniarka łagru w Poćmie. Przygotowanie Loli do opuszczenia łagru wraz z formalnościami trwało przez kilka dni. Najpierw trzeba było zrobić zdjęcie do dokumentu, którym było zwykłe łagierne zaświadczenie (sprawka). W nim szczegó- łowo opisywało się prawie cały przebieg procesu. Na drogę musiało się zdobyć jakąś przyzwoitszą odzież, aby już jak najmniej wyglądać po obozowemu. Lagier, z jego charakterystyczną odzieżą, bardzo upoka- rzał więźnia. Teraz już prawie ostatnia czynność, to prowiant na drogę i pieniądze, jako niezbędny wydatek w podróży. Na koniec, niby łagierny prezent, otrzymywało się bilet kolejowy. E J C A K I L B U P A K t o J © E J C A K I L B U P A K t o J © Pożegnanie z Syberią 27 Następnie miało się już do czynienia ze spiecczast’ju11, która wy- dawała zaświadczenie, a przy okazji wymuszała podpis – deklarację, że o pobycie w łagrze miało się zapomnieć i ani mru, mru o tym. Jeszcze jeden fakt żenujący, aby Boże uchowaj nie pomylić się nigdy na wolności i nie użyć zwrotu: „grażdanin naczalnik”12. Miał on być całkiem zapomniany. Po takim szczegółowym przeszkoleniu, dawano już sprawkę do ręki i jedź sobie w świat w obrębie ZSRR. Była to już wielka ulga, wielka zmiana, jak na tamte czasy, bo wcześniej więzień polityczny miał już nigdy nie ujrzeć domu, rodziny i ojczystego kraju. Wszystko to jeszcze można by- łoby zaakceptować, gdyby nie odczucie ciągłej obecności, tuż za plecami Aniołów Stróży ze służby bezpieczeństwa. Ale wtedy tak musiało być! Wreszcie przyszedł i dzień odjazdu, który przepełniony był dodatko- wymi wzruszeniami, bo trzeba było już pożegnać najbliższe przyjaciółki. Z nimi właśnie przeżyło się tyle trudnych dni, wielkich nadziei i moc porażek. Gdyby nie one, to wszystko mogło się przydarzyć. Szczegól- nie w łagiernej niewoli polonijna grupa była potrzebna, miała też duże psychologiczne oddziaływanie. Ona, jak eliksir łagodziła krańcowość, a efektem tego było przetrwanie łagiernego piekła. Będąc daleko od ro- dzinnych stron i najbliższych, Polonia, jak gdyby, zapełniała te utracone wartości. Do tego jeszcze pomocna dłoń przyjaciółek w głodzie i chorobie łagodziła sytuację, która była trudna, nieludzka, skrajna. Jaka ogromna moc tkwiła w tych przejawach, że nawet w ogólnym zarysie, nie zatracało się piękno ludzkiego życia. Po nierównych przestrzeniach mordwińskiego kraju mknął pociąg na zachód, postukując rytmicznie kołami o szyny żelazne. Lola zajęła miejsce przy oknie, aby mogła zobaczyć jeszcze każdy szczegół tego za- 11 12 Urząd Specjalnay Obywatel naczelnik E J C A K I L B U P A K t o J © 28 Pożegnanie z Syberią kątka, który opuszczała już na zawsze. Nie zachwycała się jego urokami, gdyż był surowy, nieprzyjazny i kojarzył się jej z łagrem, który opuściła. Wszędzie widoczne były duże połacie leśne, a wśród nich moc bagien, które charakteryzowały się latem masą komarów i chmarami zjadliwej meszki. Od niej puchły ręce, nogi, twarz. Krajobraz był piękny, bo przeorany głębokimi wąwozami, a wszyst- ko pokryte zielenią bujnych sosen i początkującej wiosny stwarzało niepo- wtarzalne obrazy. Chwilami zachwycała się widokiem, widzianym przez okno wagonu, ale gdzieś w głębi duszy tlił się jeszcze żal do kraju, który niemal dziesięć lat trzymał ją w strasznej niewoli. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że i sama Mordowia była również w pełnej zależności od Moskwy. To mały kraj wielkości Łotwy i tyleż samo rdzennej ludności. Leży w podobnej szerokości geograficznej, jak Białoruś, Litwa i północna część Polski, co jest powodem, że ma umiarkowany klimat. To region, gdzie ukształtowało się w dawnych czasach szereg autonomicznych repu- blik, jak Tatarska, Baszkirska, Czuwaska, Maryjska i Udmurska. Wszyst- kie one wraz z Mordowską należą do federacji rosyjskiej. Stolicą Mordowi jest Sarańsk. Mordwini, to naród pochodzenia ugrofińskiego. W swoim czasie mocno ucierpieli od najazdów tatarskich. W XIII wieku Mordowia należała do Złotej Ordy, a po jej rozpadzie – do Chanatu kazańskiego. Do Rosji zaś została wcielona w 1552 r. Mordwini aktywnie uczestniczyli w powstaniach chłopskich, jak Bołotnikowa (1606-07), Razina (1670-71), Pugaczowa (1773-75). Dzisiaj Lolę nie obowiązywały więzienia przesyłkowe w Moło- towie, Kirowie i Moskwie, które w pamięci pozostawiały nienajlepsze wspomnienia. Szczególnie dawała się we znaki przesyłka moskiewska Krasnaja Preśnia13. Tam trzeba było przebywać w zaduchu, ciasnocie 13 Nazwa więzienia w Moskwie E J C A K I L B U P A K t o J © 29 Pożegnanie z Syberią w celi nadmiernie przepełnionej więźniami. W niej człowiek dowolnie napatrzył się na świat bezprawia i zniewolenia, na świat kompletnego absurdu i bezsensownego zmierzania donikąd. Czasem z górnej pryczy obserwowała szamoczących się bez celu ludzi, którzy chcieli normalnie żyć i pracować dla swego kraju. Nie dano im tego, gdyż musieli podążać tam, dokąd ich gnano, a później pejcz poganiacza podnosił nawet wydaj- ność ich pracy. Jakie to okropne. Na szczęście miała to już za sobą. Obecnie, jakże w odmiennych okolicznościach, pociąg pędził szyb- ko, zmierzając w stronę miasta Gorkij, a później Moskwy. Tam musiała zapoznać się z rozkładem jazdy, gdyż chciała trafić do pociągu, który miał podążać w kierunku Dyneburga. Przybycie do Moskwy nastąpiło na Dworcu Kazańskim, Był już wtedy wieczór i zbliżała się ciepła majowa noc. Mijała czwarta doba podróży. Sam fakt, że znalazła się w samym centrum tego zagadkowego państwa, pobudzał do refleksji i wyostrzał spostrzegawczość. Zachwycała się miastem, a przede wszystkim jego metrem. – Jakie to precyzyjne i misterne wykonanie wszystkiego – myśla- ła. W tym czasie znajdowała się na Dworcu Białoruskim, a tu tyle do obejrzenia, bo na każdym kroku same dzieła sztuki. Wiele wątków, to historia i kultura narodów ZSRR. Wokół same kolorowe marmury i stiuki, że dech zapiera, kiedy się na to patrzy. Będąc wśród przepychu Europy Wschodniej nie można było nie myśleć, że gdzieś tam, daleko stąd, jest Norylsk, Kołyma, Workuta, Sołowki. Te kontrasty, w odczuciach, szcze- gólnie poznała dobrze, będąc w łagrach Solikamska, Borowska i Poćmy. Patrzyła na te cuda świata i ludzi, którzy nie zaznali jeszcze niewoli, głodu, kazamatów Omska i w całości gułagu. Wtedy z nią zaczynało się coś dziać, bo w sercu ściskało, bolało, buntowało się, odczuwając tyle Pożegnanie z Syberią niesprawiedliwości. 30 – Taki jest już świat – powiedziała szeptem. Sama chciała zmierzać do obranego celu, którym był jej ojczysty kraj. Przed oczyma wyobraźni ciągle stawało Wilno, miasto szkolnych lat i wczesnej młodości, miasto, które pierwsze dało jej orientację życiową, co ma czynić, aby dopiąć celu. Dzisiaj tamte dążenia pozostawały już tylko pięknym wspomnieniem. Nauczona doświadczeniem tragicznej młodo- ści, nie miała już wielkich wymogów, a życie jej i tak nie rozpieszczało. Po utracie dziesięciu najcenniejszych lat, trzeba było wszystko zaczynać od początku. Wiedziała, że czeka na nią ponownie szkoła, że nie ominie ją język ojczysty, matematyka, fizyka, chemia. Po prostu pragnęła tego i chciała jak najszybciej dotrzeć do celu i rozpocząć nowe życie. Będąc w łagrze, chciała tego i marzyła, aby powróciło wszystko to, co przeżywała jeszcze przed aresztowaniem. Dotychczas, będąc niewolnicą, zawsze pro- siła Matkę Ostrobramską, aby dopomogła powrócić do Wilna, do domu, do swoich. Odmawiała zawsze wieczorem krótką zaimprowizowaną mo- dlitwę, opartą na poemacie Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. Zwracała się w niej do Matki Bożej, która w Ostrej świeci Bramie i prosiła, aby Ta się przyczyniła do powrotu. umęczonych niewolą, dziewczyn na łono ojczystego kraju. E J C A K I L B U P A K t o J © – Tak też dzisiaj się stało! – ze wzruszeniem myślała o tym, że aż dwie małe łezki spadły na jej dłonie. Dalej przebywała na Dworcu Białoruskim, czekając na pociąg, którym miała dotrzeć do Orszy. Tam czekała na nią następna przesiadka, aby później można było jechać już w kierunku Rygi przez Dyneburg. Odczuwała zmęczenie, co powodowało częste zasypianie. Nie trwało to długo, bo dworcowy milicjant natychmiast budził takich. Walcząc E J C A K I L B U P A K t o J © 31 Pożegnanie z Syberią z drzemką, słuchała głośnikowego radia, skąd docierała klasyczna muzy- ka. Nadawano w tym czasie koncert skrzypcowy Beethovena d-dur. Była nim pochłonięta, gdyż, dzisiaj muzyka oddziaływała inaczej, niż kiedyś w łagrze. Dawała tym razem dobry nastrój i duchowy wzlot, a przede wszystkim cieszyła się, że przebywała już wśród wolnych ludzi. Inaczej odbierała ją w łagrze. Tam wywoływała ona jakiś niepohamowany żal do losu i tęsknotę. Moskwę opuściła wczesnym rankiem. W toku oczekiwania na swój pociąg miała trochę czasu, aby chociaż z grubsza wyrobić sobie zdanie o mieście, które dotychczas było postrachem dla obywateli tego państwa. Nie znała go bliżej, ale praktycznie była z nim związana, gdyż to stamtąd szły coraz to nowsze represyjne zarządzenia i restrykcje, które negatyw- nie wpływały na życie w łagrze. Szczególnie interesowała się Kremlem, traktując go jako piekielne zło. To zdanie utrwalało się latami całymi, kiedy żył jeszcze Stalin. Dzisiaj miała nieco złagodzony stosunek do tego przybytku, bo to tam ktoś podpisał ustawę, na podstawie której wyszła na wolność. Jej pociąg mknął już w kierunku Białorusi, a ona zaś w myślach szykowała się do spotkania z ciocią Marysią, bo pierwsze kroki w Dy- neburgu prowadziły właśnie do niej. Tam chciała się zameldować, a póź- niej starać się w Rydze o wyjazd do Polski. Z Orszy miała jechać przez Witebsk, Połock, a później w kierunku Łotwy. Będąc na tej węzłowej stacji, przychodziły na myśl różne opowiadania niektórych więźniów o tym mieście, bo wielu z nich musiało przejść przez ten przesyłkowy mamer14. Samo więzienie nie było zbyt ciężkie, bo tranzytowe, a w takich mniejszy był reżym i wyżywienie nieco lepsze. Trafiali tu więźniowie, których stołypinem wieziono z Niemiec, Polski, Czechosłowacji. Z napi- 14 wiezienie E J C A K I L B U P A K t o J © 32 Pożegnanie z Syberią sów pozostawionych na ścianach, parapetach, podłodze, dowiadywaliśmy się o nich. Było to ogromne, wielopiętrowe gmaszysko, znajdujące się nieopodal dworca kolejowego. Już na miejsce Lola przybyła wczesnym rankiem, bo nawet ciocia Marysia była jeszcze w domu. Na początku zdumienie, obie nie widziały się przez dziesięć lat. Od razu przyszła kolej na uściski, pocałunki i pierw- szą wymianę zdań. – Lolu! Jak się cieszę, że wróciłaś! Boże miłościwy, dziękuję Ci za wolną Lolę! Boże! To jest tak, jakbyś z tamtego świata wróciła – rozczu- lając się powtarzała to wielokrotnie ciocia Marysia. – Rzeczywiście tak było, ciociu! To był naprawdę tamten świat. Chyba tylko moja mama wymodliła, że przetrwałam to piekło i wróciłam do was. Pojadę niedługo do Wilna i podziękuję Matce Ostrobramskiej za szczęśliwy powrót – stwierdziła Lola. Dom cioci Marysi coraz bardziej napełniał się chaotycznym ruchem i było gwarno i radośnie. Na wiadomość, że siostrzeniczka wróciła z łagru, szybko zbiegły się sąsiadki, znajomi, a nawet przypadkowi ludzie. Trudno było o jakąś kontrolowaną rozmowę, bo wszyscy naraz o coś pytali, po- dziwiali, cieszyli się. Każdy, co miał, przyniósł coś na ząb i stół nieocze- kiwanie zapełniał się jedzeniem. Pojawił się nawet trunek, przynosząc lepszy nastrój, dopełniając ogólną radość, stwarzał poczucie szczęścia. Mimo strasznego zmęczenia podróżą, robiło się na sercu miło, bo odczu- wała ulgę, gdyż ponownie znalazła się na rodzinnej ziemi. Wszystkich interesował łagier z panującymi tam zwyczajami w życiu codziennym. Na każde pytanie gości musiała coś powiedzieć z czym był spory problem, bo w czasie zwolnienia wymuszono na niej oświadczenie na piśmie, że na wolności o łagrze nie będzie opowiadała. Trochę bała się prowokacji, E J C A K I L B U P A K t o J © 33 Pożegnanie z Syberią ale chwilowo zapominając o tym, mówiła wtedy o wszystkim. Działało to kojąco na wewnętrzne napięcia nerwowe, gdyż nagromadziło się w pamięci tego tyle, że nie dawało spokoju. Chciała chociaż część z siebie wyrzucić. Syndrom łagierny utrwala się w psychice więźnia i towarzyszy mu najczęściej do końca życia. Tylko opowiadanie o tym przynosi ulgę. Każdy, kto się zetknął z gułagiem ma poczucie obowiązku przekazania tego, co widział i co przeżył, aby świat dowiedział się o wszystkim. Spotkanie powoli dobiegało końca, bo i zmęczenie przybysza było prawie krańcowe. Lola już czekała na to, bo bolała ją głowa, szumiało w uszach i następowało zachwianie koncentracji myśli. – Przyszła pora na porządny odpoczynek – myślała. Jak to w takich przypadkach zawsze bywało – sen od razu nie chciał przyjść. W wy- obraźni wędrowała jeszcze po drogach swojej Wileńszczyzny, bo chciała jak najszybciej odwiedzić Wilno i raj rodzinnego zakątka – Nurwiańce. Tam pozostawała jeszcze babcia Olszewska, która wyglądała zawsze oknem na drogę, czekając na powrót z łagru ukochanej wnusi. Dzisiaj niepokoiła się babcią, bo ta umęczona już ciągłymi stresami oczekiwania, mogła nawet, to nagłe zjawienie się niedawnej więźniarki, odchorować. Na razie musiała odpocząć, bo pięć nieprzespanych nocy, dawały się we znaki Dlatego też w dniu powrotu przyjmowała wszystko dość pobieżnie, bo nawet rodzima wiosna początku czerwca, nie była zbyt zauważalna. W końcu sen zawładnął nią całkowicie. Czas jednak biegł szybko i Lola zdążyła już złożyć dokumenty w Rydze. Pozostawało tylko czekanie na pozytywne załatwienie sprawy. Było ono uciążliwe, bo niepewność wyjazdu męczyła i wybijała z rytmu codzienności. Na upragnioną repatriację czekała aż siedem miesięcy. W tym czasie zmieniała często miejsce przebywania, bo raz u cioci, raz 34 Pożegnanie z Syberią u babci i na odwrót. Mocniej przeżywała pobyt w Nurwiańcach, gdyż tu nie opuszczały ją wspomnienia z uroczego dzieciństwa i wczesnej młodości. Na wyobraźnię wpływała też wiosna, która na Wileńszczyźnie bywa wyjątkowo piękna. Do jej uroku przede wszystkim przyczyniały się słowiki, które w gaju dziadka Erazma urządzały istny koncert. Był on miły kresowemu sercu, bo przenosił słuchacza w świat cudnej bajki. W zagłę- bieniach terenu, na mokradłach kwitły jeszcze kaczeńce, a w wyższych partiach lasu i na zboczach wąwozów królowały barwne przylaszczki. Stwarzały one jakiś tajemniczy, swoisty urok tej pory roku. Ta pierwsza wiosna po jej powrocie z nieludzkiej ziemi przynosiła tyle niebywałych przeżyć, doznań, iż jej się wydawało, że od nowa, jak gdyby, narodziła się i poznawała uroki życia. U babci czuła się wyjątkowo dobrze i była szczęśliwa, chociaż cały szereg spraw wprowadzał ją w pewien stan niepokoju i zakłopotania. Jedną z nich, to był list z Jakucka od Gerharda, datowany jeszcze 20 paździer- nika 1950 r. Ta mocno spóźniona niespodzianka, gdyż od chwili rozstania upłynęło już cztery lata, odświeżała jej uczucia, które były pierwszą, mło- dzieńczą miłością do chłopaka z odległej Holandii, losy jego i polskiej dziewczyny z Wileńszczyzny, były tak bardzo do siebie podobne. Łagier, który ich najpierw łączył, a później rozdzielił, sam w sobie był zaprzecze- niem wszystkiego, co ludzkie, dobre i piękne. Przede wszystkim w liście znajdował się wiersz, napisany jeszcze w dalekiej Jakucji, a poświęcony dziewczynie, która dla niego była miłością i marzeniem o szczęściu. A oto ostatnie zwrotki tego wiersza: E J C A K I L B U P A K t o J © Nie słyszą skargi lasy i przestworza, Syberyjskie góry, ich masywny szczyt. Pożegnanie z Syberią 35 wciąż szumiąca Lena – falujące morze, echo nie powtórzy mego serca zgrzyt. I słońce tu wschodzi ponuro we mgle, jak gdyby ze łzami rodził się tu dzień. Mnie samemu smutno, mroczno i źle, ogromna tęsknota wciąż rani, jak cierń. Lecz pamięć żywa i jasne wspomnienia, zmieniają me troski w piękne doznania i wierzę – nadejdzie bez iskry zwątpienia, szczęśliwe spotkanie z Tobą, Ukochana! Trafił on do rąk adresata z pewnym opóźnieniem, gdyż ciocia Mary- sia, obawiając się konsekwencji ze strony ówczesnych władz, nie wysłała go do Poćmy. Będąc już na wolności, Lola zadepeszowała do Gerharda o swoim powrocie z łagru na Wileńszczyznę, ale odpowiedź nie nadeszła, gdyż w międzyczasie zmienił on miejsce pobytu. Tak na rozstajnych prze- strzeniach Syberii zagubiła się miłość i przyjaźń dwojga młodych ludzi, dla których los nie był zbyt łaskawy. Ostatnie fakty świadczyły, że ich drogi rozeszły się na zawsze, chociaż z zakończeniu swojego wiersza pi- sze on o wierze w spotkanie z ukochaną. W związku z zaistniałą sytuacją, Lola zmierzała do szybkiego wyjazdu do Polski, gdyż nie była pewna czy E J C A K I L B U P A K t o J © 36 Pożegnanie z Syberią władze sowieckie do końca wywiążą się ze swych zobowiązań. Z jednej strony przeżywała smutek z powodu rozstania z ukochanym chłopakiem, ale również była i szczęśliwa, bo wracała do swoich, do domowych piele- szy, a to najważniejsze. Myślami była już w Polsce, a tam już na miejscu najbardziej pragnęła przytulić się do swojej mamy i ze szczęścia trochę popłakać, dziękując za wszystkie starania i modlitwy, kierowane do Matki Bożej z Ostrej Bramy aby jej córka mogła wrócić do rodzinnego domu. – Tak też się widocznie stanie – myślała o swoim wyjeździe. W roz- ważaniach zagłębiała się w przyszłość, bo ciekawość nie dawała spokoju. Dzisiaj zaś namiastką wymarzonego domu była babcia w Nurwiańcach, ale na samą myśl o tym, że będzie musiała ją zostawić tu samą, ogarniał smutek. Jedynym pocieszeniem było postanowienie, iż po powrocie do kraju, babcię natychmiast sprowadzi do Polski. Czas jednak biegł do przodu. Skończyło się lato i nadeszła jesień. Ta również upłynęła w oczekiwaniach i w stanie niepewności. U jej schyłku przyszła jednak wiadomość z Rygi, że ma odebrać dokumenty na wy- jazd do rodziny w Polsce. Wraz z tym do Nurwiańców wkroczyła radość i zawrzało od szczęścia. W związku ze świętami Bożego Narodzenia Lola na razie odłożyła wyjazd, gdyż chciała wraz z babcią uczcić pierwszą wigilię już na wolności. To sprawiło, że była ona wyjątkową i zostawiła w pamięci moc ekspresyjnych przeżyć, a i sama babcia, przez tych kilka dni, była szczęśliwa. Od tego czasu poczęła wierzyć, że i jej wyjazd do Polski dojdzie do skutku. Dotychczas zawsze była sama, a tu nagle przy- padło jej w udziale w tych pamiętnych dniach być razem z wnuczką, na którą czekała w Nurwiańcach aż dziesięć lat. Zaraz po świętach nadszedł moment odjazdu. Rozstanie z babcią było smutne. Obie płakały, gdyż zdawały sobie sprawę z tego, że na razie E J C A K I L B U P A K t o J © 37 Pożegnanie z Syberią będzie rozdzielała je granica między państwami. Całą nadzieję pokładano w tym, że i ją uda się sprowadzić do Polski. Opuszczając dom swego dzieciństwa, odwiedziła jeszcze grób dziadka Erazma. Na koniec przy- stanęła na wzniesieniu, aby ostatni raz objąć spojrzeniem miejsce, które w pamięci pozostanie, jako raj młodzieńczych wzruszeń, tęsknot i marzeń. Do Wilna przybyła zaraz po świcie. Było mroźno, bo przed samym wschodem jest najchłodniej. Zza horyzontu powoli wyłaniało się już i słońce. Jasnymi promieniami oświetlało miasto, które nabierało sre- brzysto-złotawego odcienia i kolorystycznie szybko ożywiały się wieże kościołów. Przejęta mocno, patrzyła na miasto swej młodości, miasto sztubackiego życia i pierwszej miłości. Ze wzruszenia coś w sercu ściskało i męczyły ją uczucia, żalu, bo co piękne przeminęło. Była też i satysfakcja z powrotu z nieludzkiej ziemi. Dzisiaj stawiała swe pierwsze kroki na miejscach, które dawały jej kiedyś tyle młodzieńczego zapału i szczęścia. Mimo straconych lat, miała uczucie przewagi dobra nad złem. Zaduma i wzruszenie przyczyniało się do refleksji, a więc w zamyśleniu szła bez określonego celu, a tu nagle z oddali zauważalna już była Ostra Brama. Ożywiła się mocno i przyśpieszyła kroku. Trafienie do niej było łatwe, bo wszystkie zawiłe korytarze i schody były już znane. Przed obrazem Ostrobramskiej Panienki uklękła, a w duszy odczu- wała wielkie podniecenie z powodu obecności Tej wyjątkowej postaci. Modliła się słowami Adama Mickiewicza, a oczy były pełne łez. Wpa- trywała się w Jej oblicze, dziękując za wszystko, a przede wszystkim za powrót „na Ojczyzny łono”. Z Ostrej Bramy wyszła mocno podbudowana, i chciała jak najszyb- ciej spotkać się z koleżanką. Musiała ją odwiedzić, gdyż była to Halina E J C A K I L B U P A K t o J © 38 Pożegnanie z Syberią Sienkiewicz do niedawna
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W szponach gułagu. Pożegnanie z Syberią
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: