Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00361 007483 12437285 na godz. na dobę w sumie
W zamku pisarza  - ebook/pdf
W zamku pisarza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8245-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Michael Denver mimo młodego wieku osiągnął spory sukces literacki. Do pracy nad kolejną powieścią postanawia zaangażować asystentkę. Za namową przyjaciela zatrudnia uroczą Jenny Mansell. Zabiera ją na małą wyspę u wybrzeży Anglii, do zamku, który od pokoleń należy do jego rodziny. Okazuje się, że Jenny zna to miejsce, wychowywała się bowiem w okolicy, w domu babci. Michael uświadamia sobie, że dróg jego i Jenny wcale nie połączył przypadek. Nieoczekiwanie wychodzą na jaw rodzinne sekrety...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Lee Wilkinson W zamku pisarza Tłumaczyła Iwa Pilawska Tytuł oryginału: Captive in the Millionaire’s Castle Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Maja Garlińska ã 2009 by Lee Wilkinson ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8245-9 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA – 318 ROZDZIAŁ PIERWSZY Był czternasty lutego. Artykuł na pierwszej stronie obwieszczał: ZASŁUZ˙ONA WALENTYNKA DLA ZNAKOMI- TEGO AUTORA Michael Denver, okrzyknięty przez najwybitniej- szych krytyków literackich mistrzem thrillerów psy- chologicznych, po raz drugi z kolei otrzymał presti- z˙ową nagrodę Quentina Penmana. Tym razem uho- norowano go za nową powieść ,,Pod prąd’’. Prawa do ekranizacji czterech poprzednich ksią- z˙ek Denvera kupiło Hollywood, na kanwie trzech z nich juz˙ powstały kasowe filmy. Pod prąd – uznana za jego najlepszą dotąd ksiąz˙kę – zapewne takz˙e trafi na ekrany. Choć piąta powieść w dorobku Denvera stawia go w gronie najpopularniejszych pisarzy, autor bardzo strzez˙e swej prywatności. Od czasu gdy trafił na czołówki gazet, w związku z głośnym rozwodem z top- modelką Claire Falconer i późniejszymi pogłoskami o pojednaniu pary, nie udziela wywiadów i nie po- zwala się fotografować. Michael odłoz˙ył słuchawkę i przeczesał palcami 6 LEE WILKINSON gęste, ciemne włosy. Telefon od starego przyjaciela, Paula Levensa, pomógł mu wreszcie podjąć decyzję. Przydałaby mu się asystentka. Jeśli dziewczyna, o której opowiadał Paul, naprawdę była tak fantas- tyczna, być moz˙e okaz˙e się właśnie tym, czego chciał Michael. Nie tylko chciał. Potrzebował. Choć odkładał tę decyzję w nieskończoność, konieczność zmusiła go, by nareszcie coś postanowił. Gdy przed tygodniem Paul, który niedawno objął stanowisko zastępcy dyrektora w firmie Global En- terprises, wspomniał, z˙e zna idealną kandydatkę, Michael natychmiast zaprotestował. Nie wyobraz˙ał sobie, z˙e mógłby pracować z drugą osobą zamiast – jak przywykł – w samotności. Jednak Paul zbił wszystkie jego argumenty. – Posłuchaj – powiedział, patrząc na Michaela powaz˙nymi, błękitnymi oczami. – Doskonale wiem, z˙e po twoim rozwodzie wielbicielki dosłownie rzuca- ły ci się w ramiona, a ty znienawidziłeś cały ród kobiecy. Ale pozwalać, by emocje, zwłaszcza tak destrukcyjne, przysłoniły zdrowy rozsądek? To zu- pełnie nie w twoim stylu! Potrzebujesz dobrej asystentki. A ja proponuję ci naprawdę pierwszorzęd- ną. Wierz mi, nie znajdziesz lepszej niz˙ Jennifer Mansell. – Skoro jest taka dobra, to dlaczego się jej po- zbywasz? – zapytał Michael z z˙elazną logiką. – Nie mam wyboru. Kierownictwo uznało, z˙e w czasach recesji firma po prostu musi pozwalniać pracowników tam, gdzie to moz˙liwe. Arthur Jenkins, W ZAMKU PISARZA 7 kierownik działu, w którym pracowała ponad trzy lata, dostał niedawno zawału i zgodnie z zaleceniem lekarza odchodzi na emeryturę. Michael juz˙ chciał mu przerwać, ale Paul ciągnął dalej: – Gdyby wystarczyło po prostu znaleźć kogoś na miejsce Jenkinsa, wszystko zostałoby mniej więcej po staremu. Ale po jego odejściu dział sprzedaz˙y krajowej zostanie połączony z działem eksportu. A Cutcliff, który kieruje eksportem od ponad dziesię- ciu lat, juz˙ ma dobrą asystentkę. W ciemnozielonych oczach Michaela zalśniło rozbawienie. – Więc chcesz wcisnąć tę Jennifer Mansell mnie? Paul – jasnowłosy, potęz˙ny męz˙czyzna o posturze zawodnika rugby – westchnął cięz˙ko. – Staram się pomóc. Choć Bóg jeden wie, dlacze- go to robię. – Zastanowię się – burknął Michael. Paul uniósł oczy do nieba. – Zbyt wylewne te wyrazy wdzięczności – powie- dział. Michael uśmiechnął się i poklepał przyjaciela w ramię. – Dzięki. Zatrudnienie kobiety byłoby radykalnym kro- kiem. Moz˙e gdyby Paul polecił mu jakiegoś męz˙- czyznę... Z drugiej strony Michael nie był pewien, czy zniósłby czyjąkolwiek obecność w swoim gabi- necie. Minął tydzień, a Michael – choć powinien juz˙ 8 LEE WILKINSON rozpoczynać pracę nad nową ksiąz˙ką w zacisznej wiejskiej posiadłości Slinterwood – wciąz˙ się wahał. Na domiar złego rano zadzwoniła jego była z˙ona, Claire. Zapewnienia, jak bardzo za nim tęskni, ani trochę nie poprawiły mu nastroju. Claire była naj- wyraźniej przeświadczona o tym, z˙e wystarczy pstryk- nąć palcami, by do niej wrócił. Telefon od niej tylko go rozzłościł i wzmógł w nim niechęć do kobiet – zwłaszcza tych, które jak Claire, posługiwały się seksapilem jak bronią. Jeszcze tego samego poranka zadzwonił Paul. – To twoja ostatnia szansa – oznajmił. – W piątek wieczorem panna Mansell urządza przyjęcie poz˙eg- nalne dla Jenkinsa. Potem odchodzi. W obliczu zupełnego braku reakcji Michaela, za- proponował: – Posłuchaj, moz˙e byś się jej szybko przyjrzał i zastanowił, co o niej sądzisz? Jest ładna, ale nie az˙ tak, by nie dało się przy niej skupić. I wiem, z˙e nie nalez˙y do kobiet, które od razu by się na ciebie rzuciły. Jeśli będziesz chciał z nią porozmawiać, mogę cię po prostu przedstawić jako mojego przyja- ciela. Jeśli nie, moz˙esz zostać na uboczu. Michael, który nie miał najmniejszej ochoty na przyjęcie, od razu wybrał tę drugą moz˙liwość. – A tymczasem – obiecał Paul – dowiem się o niej, ile się da. W piątek o ósmej wieczorem, Michael – na pół schowany za gęstymi liśćmi ozdobnej rośliny donicz- kowej – stał na balkonie okalającym wspaniałą salę W ZAMKU PISARZA 9 balową hotelu Mayfair, w której odbywało się przyję- cie na cześć Arthura Jenkinsa. Zaczynał z˙ałować, z˙e w ogóle tu przyszedł. Ow- szem, potrzebował kogoś do pomocy, ale nie musiała być to kobieta! Jednak dla świętego spokoju po- stanowił wysłuchać, co ma do powiedzenia Paul, i przyjrzeć się tej pannie Mansell. Ze swojego punktu obserwacyjnego – dokładnie naprzeciwko podwyz˙szonej sceny, którą aktualnie zajmował zespół – doskonale widział całe towarzyst- wo. Kilka par wirowało na parkiecie. Reszta gości stała wokół w grupkach, śmiejąc się i rozmawiając, podczas gdy kelnerzy roznosili szampana. Jednak nigdzie nie było widać kobiety, dla której tu przyszedł. Wcześniej zaledwie mignęła mu z dale- ka. Była wysoka i szczupła, z ciemnymi włosami upiętymi w elegancki kok. Miała na sobie długą szyfonową suknię w odcieniach lazurytu i złota. Pokazał mu ją Paul – jedyna osoba świadoma obec- ności Michaela na przyjęciu. – Czego się o niej dowiedziałeś? – zapytał cicho Michael. – Niewiele. W dziale kadr powiedzieli mi tylko to, z˙e ma dwadzieścia cztery lata, jest spokojna, efektywnie pracuje i przyszła do Global prosto po studiach na londyńskiej uczelni. Współpracownicy mówią, z˙e świetnie sobie radzi. – Coś jeszcze? – Niewiele wiadomo o jej z˙yciu prywatnym. Ponoć przez jakiś czas nosiła pierścionek zaręczy- nowy. Zdjęła go kilka miesięcy temu. Podobno 10 LEE WILKINSON kilku kolegów z biura próbowało wtedy szczęścia, ale spotkali się, delikatnie mówiąc, z chłodnym przyjęciem. Najwyraźniej dała sobie spokój z męz˙- czyznami. Michael zmarszczył brwi. Z tego, co usłyszał, Jennifer Mansell była dla niego idealna. Nie dając jednak nic po sobie poznać, powiedział jedynie: – Dzięki za te informacje. – Nie wiem, na ile się zdały. W kaz˙dym razie idę pokręcić się wśród gości. Domyślam się, z˙e jeszcze nie chcesz z nią porozmawiać? Michael pokręcił głową. – Jeśli zmienisz zdanie, daj znać. – Paul zasaluto- wał i ruszył w stronę schodów. Nie minęła minuta, zanim Michael znów ujrzał Jennifer Mansell w towarzystwie Jenkinsa. Prosta sukienka dziewczyny doskonale podkreś- lała jej smukłą figurę, nie odsłaniając niestosownie ud ani biustu. Gdy podeszła bliz˙ej, dostrzegł na jej prawym nadgarstku mały zegarek z czarnym pas- kiem. Na palcu miała złoty pierścionek. Stała odwrócona do niego plecami, rozmawiając ze swym tęgim szefem. Z nieznanego mu powodu – moz˙e przeczucie? – Michael zapragnął zobaczyć jej twarz. Wreszcie obróciła się w jego stronę, uśmiechnięta, a Michael wstrzymał oddech. Znał tę twarz – i nie chodziło tylko o to, z˙e coś w jej rysach przywodziło mu na myśl młodą Julię Roberts. Choć się nie znali, gdzieś juz˙ ją widział. Ale gdzie i kiedy? Wreszcie przypomniał sobie. Serce zabiło mu W ZAMKU PISARZA 11 szybciej, gdy przed oczami stanęła mu scena w zam- ku – sprzed pięciu, a moz˙e sześciu lat? Było późne popołudnie, a ona – ostatnia ze zwie- dzających – stała na dziedzińcu kolorowym od kwia- tów w donicach. Z odchyloną głową i rozwianymi włosami obserwowała pierwsze jaskółki, uśmiecha- jąc się tak, jak uśmiechała się teraz. Nagle spojrzała na Michaela, który patrzył na nią z wiez˙y. Przez chwilę wpatrywali się w siebie, po czym dziewczyna – jakby onieśmielona – odwróciła wzrok. Choć zupełnie tego nie rozumiał, juz˙ wtedy wyda- ła mu się znajoma. Widząc, z˙e kieruje się w stronę głównej bramy, pospieszył za nią. Ale zanim zbiegł po krętych schodach w północnej wiez˙y, zniknęła. Gnany wewnętrznym przymusem, przemierzył dziedziniec i wybiegł przez wrota. Gdy dotarł do końca stromej, wybrukowanej ściez˙ki prowadzącej do głównej bramy, właśnie odjez˙dz˙ał stamtąd samo- chód. Starał się dać jej jakiś znak, ale bez skutku. Samo- chód zjechał na wyboistą drogę, skręcił w prawo i zniknął za skalistym pagórkiem. Michael wdrapał się z powrotem na wiez˙ę i z dziw- nym poczuciem straty obserwował, jak srebrna krop- ka mknie po drodze ciągnącej się wzdłuz˙ wybrzez˙a wyspy, zmierzając w stronę grobli. Jeszcze długo o niej myślał, zastanawiał się, kim jest, a jej twarz wryła się trwale w jego pamięć. Starał się zbagateli- zować rozczarowanie, wmówić sobie, z˙e przeciez˙ nie moz˙na z˙ywić tak silnych uczuć do kobiety, która zaledwie mignęła mu przed oczami. Ale gdziekol- 12 LEE WILKINSON wiek się pojawiał, bacznie przyglądał się twarzom wokół niego, jak gdyby podświadomie szukał nie- znajomej. Z czasem wraz˙enie, jakie na nim wywarła, zatarło się trochę, ale nigdy o niej nie zapomniał. A teraz, dziwnym zrządzeniem losu, znowu ją spotkał. Chciał przyjrzeć się jej z bliska, poroz- mawiać z nią, usłyszeć jej głos. Rozsądek powstrzy- mał go. Tyle się przeciez˙ zmieniło! Nie był juz˙ dwudziesto- dwulatkiem pełnym romantycznych ideałów. Był starszy i mądrzejszy, z˙eby nie powiedzieć rozgory- czony, a do tego nieufny względem kobiet. Choć twarz tej kobiety wydała mu się znajoma, nie wie- dział, jaką osobą była naprawdę. Gdy tak ją obserwował, wysoki, łysiejący męz˙- czyzna odciągnął ją od Jenkinsa i poprowadził na parkiet. Rozpłynęli się w tłumie. Michael patrzył tępo na roztańczonych gości, gdy podszedł do niego Paul. – Wciąz˙ tu jesteś? Nie wiedziałem, jak długo zamierzasz zostać. – Właśnie miałem iść. Ale wcześniej chcę zamie- nić z tobą słówko. – Przyjrzałeś się jej, jak rozumiem? I co myślisz? – Z tego, co zdąz˙yłem zobaczyć, poleciłeś mi dobrą kandydatkę, ale... – Ale nie zamierzasz podjąć z˙adnych działań! – wtrącił zrezygnowany Paul. – No trudno, to prze- ciez˙ twoja decyzja. Ale moim zdaniem byłoby błę- dem, gdyby taka okazja wymknęła ci się z rąk. Gdybyś poszedł choć o krok dalej... W ZAMKU PISARZA 13 – Jak najbardziej zamierzam pójść o krok dalej. Ale to nie jest ani właściwy moment, ani właściwe miejsce. Chciałbym, z˙ebyś wziął ją na słówko i po- wiedział jej, z˙e... Minęła ich grupka roześmianych, rozszczebiota- nych gości, a Michael zniz˙ył głos, by dokończyć to, co miał do powiedzenia. – Juz˙ się robi – obiecał Paul. Michael poklepał go po plecach i skierował się do wyjścia. Słysząc, jak na cichy plac otoczony ogołoconymi drzewami wjez˙dz˙a samochód, Laura podeszła do okna i wyjrzała przez szczelinę między zasłonami. Z taksówki wynurzyła się Jenny i przeszła przez oszroniony chodnik. – Cześć – powitała ją lakonicznie Laura, gdy współlokatorka weszła do salonu. – Cześć. – Jenny zrzuciła wieczorowy szal i zmie- rzyła wzrokiem Laurę, ubraną w puszysty róz˙owy szlafrok i kapcie. Jej okrągła twarz lśniła od kremu na noc, a blond włosy, które wcześniej długo i pieczoło- wicie prostowała, znów zaczynały kręcić się niepo- słusznie. – Myślałam, z˙e będziesz juz˙ spała. – Spałabym, ale poszłam z Tomem do restauracji i długo czekaliśmy na taksówkę. Jak było na przyjęciu? – Bardzo dobrze. Widząc błysk w oczach współlokatorki i jej z tru- dem tłumione podekscytowanie, Laura zapytała: – Z czego się tak cieszysz? Czyz˙by na balu zjawił się ksiąz˙ę z bajki i zawrócił ci w głowie? 14 LEE WILKINSON – Nie, nic z tych rzeczy. – W takim razie co się stało? Wróciłaś cała w sko- wronkach. Powiedz wreszcie! – Powiem, ale wcześniej chętnie napiłabym się herbaty. – Stawiasz twarde warunki. – Laura ruszyła w stronę kuchni. – Ale poniewaz˙ sama nie pogardzę gorącą herbatą... Jenny zsunęła wieczorowe buty i usadowiła się na kanapie przed kominkiem gazowym. Choć wieczór rozpoczęła w marnym nastroju – ze świadomością, z˙e straciła pracę – teraz promieniała. Rozpierała ją ra- dość – po raz pierwszy po tym, jak zdrada Andy’ego wstrząsnęła jej światem i sprawiła, z˙e poczuła się niechciana, a nawet bezwartościowa. Laura wróciła z dwoma parującymi kubkami. Po- dała jeden Jenny i opadła na kanapę obok niej. – No dobrze. Mów. – Znasz Michaela Denvera? – Tego pisarza? Zawsze za nim szalałaś. – Tak bym tego nie ujęła. – Dlaczego? To prawda. Laura miała rację. Od kiedy Jenny przeczytała jego pierwszą ksiąz˙kę, zafascynowały ją nie tylko oryginalne intrygi i sprytne chwyty narracyjne, ale takz˙e ich autor. W ksiąz˙kach Denvera czuć było wraz˙liwość i empatię. Stworzeni przez niego bohate- rowie byli ludźmi z krwi i kości, pełnymi słabości i wad, ale takz˙e obdarzonymi odwagą, siłą i zapałem. Ludźmi, których czytelnicy rozumieli i z którymi się identyfikowali. W ZAMKU PISARZA 15 – Więc co z tym Michaelem Denverem? – docie- kała Laura. – Potrzebuje asystentki, a ja zostałam zaproszona na rozmowę. – Nie mów, z˙e sam będzie ją przeprowadzał! – Na to wygląda. – Kiedy? – Jutro, o wpół do dziewiątej. – Jutro jest sobota – zauwaz˙yła Laura. – Wiem. Ale chyba zalez˙y mu, by znaleźć kogoś jak najszybciej. Przyśle po mnie samochód. Sama nie mogę w to uwierzyć! – Ja tez˙ nie. Jesteś pewna, z˙e nie wypiłaś za duz˙o szampana? – Absolutnie. – Więc jak to się stało? – Najwyraźniej pan Jenkins, chwała mu za to, wynosił mnie pod niebiosa w rozmowie z Paulem Levensem, jednym z dyrektorów w Global. Tak się składa, z˙e Levens jest przyjacielem Denvera. A po- niewaz˙ okazało się, z˙e nie ma dla mnie wakatu w Global, Levens, wiedząc, z˙e Denver szuka asys- tentki, zaproponował mu mnie. – Bingo! – To nie takie proste. Nie wiadomo, czy dostanę tę pracę. Ale byłoby fantastycznie pracować u kogoś takiego jak on. – Powiem tylko tyle, z˙e jeśli nie zorientuje się, jakie spotkało go szczęście i nie zatrudni cię, to jest idiotą. – Poz˙yjemy, zobaczymy. – Jenny dopiła herbatę. 16 LEE WILKINSON – Lepiej pójdę juz˙ spać, z˙ebym była przytomna jutro rano. – Juz˙ idziesz? Właśnie miałam cię zapytać, czego się o nim dowiedziałaś. – Niewiele. Ale jutro rano wszystko ci opowiem. – Umowa stoi. Dobranoc! Jenny wstała wczesnym rankiem po niespokojnej nocy. Gdy wyszła z łazienki, jej współlokatorka, która lubiła długo spać w soboty, juz˙ krzątała się po kuchni, przygotowując tosty i kawę. – Nie mogłam się doczekać, az˙ mi wszystko o nim opowiesz – wyznała zdziwionej Jenny. – Wsta- łam tez˙ w razie, gdyby osobiście po ciebie przyjechał. – Mało prawdopodobne. – No to przynajmniej zobaczę jego samochód... Co powiesz na tosty? Jenny pokręciła głową. – Za bardzo się denerwuję, z˙eby cokolwiek przełk- nąć. Ale napiję się kawy. Laura nalała dwie filiz˙anki. – W takim razie czego się o nim dowiedziałaś? – Bardzo mało. Ostatnio wszystko, co go dotyczy, jest spowite tajemnicą. – Dlaczego? – I tak powszechnie o tym wiadomo, więc po- wiem ci, co mówił pan Levens. Kiedy Michael Den- ver zdobył swoją drugą nagrodę, stał się sławny z dnia na dzień. Ale poniewaz˙ bardzo chroni swoją prywatność, starał się pozostać w cieniu. Tyle z˙e wkrótce poznał topmodelkę Claire Falconer...
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W zamku pisarza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: