Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00261 005817 13102858 na godz. na dobę w sumie
Wakacje w wielkim mieście - ebook/pdf
Wakacje w wielkim mieście - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 145
Wydawca: Wydawnictwo BIS Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7551-397-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W pierwszy dzień wakacji Bąbla budzi hałas za oknem, a wkrótce mama pakuje walizkę i niespodziewanie wyjeżdża do babci, zastawiając chłopca z tatą i psem w mieście. Chwilę później w budynku pojawiają się nowi sąsiedzi, a przede wszystkim Kaja, właścicielka uciekającej świnki morskiej. I tak zaczyna się lato pełne przygód, niespodzianek i wyjątkowo zabawnych sytuacji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Warszawa 2014 Projekt okładki i lustracje: Katarzyna Sadowska Co py ri ght © Mar cin Pa łasz Co py ri ght © Wy daw nic two BIS 2014 Książ ka, któ rą na by łeś, jest dzie łem twór cy i wy daw cy. Pro si my, abyś prze strze gał praw, ja kie im przy słu gu ją. Jej za war tość mo żesz udo stęp nić nie od płat nie oso bom bli skim lub oso - bi ście zna nym. Ale nie pu bli kuj jej w in ter ne cie. Je śli cy tu jesz jej frag - men ty, nie zmie niaj ich tre ści i ko niecz nie za znacz, czy je to dzie ło. A ko piu jąc jej część, rób to je dy nie na uży tek oso bi sty. Sza nuj my cu dzą wła sność i pra wo. Wię cej na www.le gal na kul tu ra.pl Pol ska Izba Książ ki ISBN 978-83-7551-397-4 Wy daw nic two BIS ul. Lędz ka 44a 01-446 War sza wa tel. (22) 877-27-05, 877-40-33; fax (22) 837-10-84 e -ma il: bis bis@wy daw nic two bis.com.pl www.wy daw nic two bis.com.pl ROZ DZIAŁ I Ha łas. Świn ka mor ska. Mi łość od pierw sze go wej rze nia. Bą bel obu dził się w sko tło wa nej po ście li, wy - trzesz cza jąc oczy z prze ra że nia. Miał wra że nie, że trwa wła śnie ko niec świa ta al bo przy naj mniej woj - na z uży ciem cięż kiej ar ty le rii, ta ki bo wiem okrop ny ha łas do bie gał zza okna. Wy sko czył z łóż ka, przy czym za plą tał się w koł drę i z po tęż nym ło mo - tem wpadł na krze sło, któ re wraz z nim prze je cha ło przez pół po ko ju i za trzy ma ło się do pie ro na re ga le. Re gał za trzesz czał nie po ko ją co, kiw nął się i prze chy - lił. Bą bel na szczę ście zdą żył go zła pać i z cięż kim stęk nię ciem przy wró cił do pio nu. Po czuł przy tym bo le śnie, jak na gło wę spa da ją mu oło wia ne żoł nie - rzy ki, któ re wcze śniej usta wio ne by ły sta ran nie na środ ko wej pół ce. 5 Zdjął so bie z czu pry ny ostat nie go żoł nie rzy ka, któ rym na do miar złe go oka zał się hu zar na le żą cy do naj cięż szych oka zów je go wspa nia łej ko lek cji. Spoj rzał na nie go z ura zą i skrzy wił się bo le śnie, ma - su jąc czu bek gło wy. Po tem wresz cie pod szedł do okna i z za cie ka wie niem wyj rzał na ze wnątrz. Strasz ne od gło sy do bie ga ły bo wiem z nie zmie nio ną si łą. Wbrew ocze ki wa niom z dru gie go pię tra nie da ło się do strzec ani ar ty le rii, ani czoł gów, ani na wet ma - lut kie go wo zu opan ce rzo ne go. Zresz tą, źró dło ha ła - su oka za ło się nie mniej im po nu ją ce. Bą bel uj rzał bo wiem dwie po tęż ne ko par ki, trzy spy cha cze oraz wa lec. Na środ ku uli cy wid nia ła ogrom nych roz mia - rów dziu ra, na chod ni kach uło żo no zaś pi ra mi dę wiel kich, be to no wych rur, w któ rych bez pro ble mu zmie ścił by się Ki ciak, czy li pies ra sy ber nar dyn na le - żą cy do Bą blo wej ro dzi ny. Przez dłu gą chwi lę Bą bel stał w nie mym po dzi - wie, przy glą da jąc się ak to wi de struk cji, ja ki miał przed ocza mi. Z te go, co wi dział, nie za no si ło się, aby ha łas miał ustać w cią gu naj bliż szych kil ku go - dzin. W do dat ku je den z ro bot ni ków pod no sił wła - śnie z wi docz nym wy sił kiem ja kieś nie po ko ją co wy glą da ją ce urzą dze nie, któ rym po chwi li za czął roz bi jać w drob ny mak pły ty chod ni ko we. 6 – Młot pneu ma tycz ny? – wy mam ro tał Bą bel z lek kim osłu pie niem. – Ale jak ja te raz wyj dę z do - mu? Prze cież spóź nię się do szko ły…! Wła sne sło wa nie co go otrzeź wi ły, uświa do mił so bie bo wiem, że po pierw sze, wczo raj za czę ły się wa ka cje i do żad nej szko ły nie mu si cho dzić przez naj bliż sze dwa mie sią ce, a po dru gie, bu dy nek ma prze cież tyl ną bra mę wy cho dzą cą na ogród ki i pa rę ma łych, sta rych dom ków, któ re ucho wa ły się na tym przed mie ściu. Po dra pał się po gło wie i za chcia ło mu się pić. 7 Z kuch ni do bie ga ły stu ki i po brzę ki wa nia wy - mow nie świad czą ce o tym, że ma ma już wsta ła. Zdzi wi ło go to nie co, bo wiem jesz cze wczo raj, po wspól nym po wro cie ze szko ły (ma ma uczy ła w je - go szko le bio lo gii), za po wie dzia ła ka te go rycz nie, że od tej po ry za mie rza le niu cho wać i spać co naj mniej do dwu na stej w po łu dnie, aby nad ro bić za le gło ści z ca łe go ro ku szkol ne go. Wcho dząc do kuch ni, Bą bel kich nął. Ma ma wrza snę ła i pod sko czy ła tak, że stuk nę ła gło wą w ży - ran dol, wy pusz cza jąc przy tym z rąk czaj nik. Na szczę ście czaj nik wpadł pro sto do zle wo zmy wa - ka. Ki ciak, któ ry swo im zwy cza jem le żał jak nie ży - wy w ką cie po mię dzy lo dów ką a szaf ką ku chen ną, po de rwał się na rów ne ła py, wy trzesz czył oczy, za - wył i z prze ra że nia wpadł pod stół. Bą bel, wi dząc ner wo wość ma my, po czuł lek kie za nie po ko je nie i nie co więk sze wy rzu ty su mie nia. – Wi dzę, że je steś zde ner wo wa na – po wie dział skru szo ny, prze stę pu jąc z no gi na no gę. – Ja na - praw dę cię prze pra szam za to świa dec two. Ale chy - ba naj waż niej sze, że zda łem do na stęp nej kla sy, praw da? – Świa dec two? – wzdry gnę ła się ma ma, wciąż lek - ko drżąc. – Ja kie zno wu świa dec two, o czym ty mó - wisz? Trze ba oj cu po wie dzieć, żeby umo co wał tę 8 lam pę tro chę wy żej. Na stęp nym ra zem pew nie tra - fię pro sto w ża rów kę. – A mu sisz ska kać? – ostroż nie spy tał Bą bel, ucie - szo ny, że ma ma (zwy kle bar dzo su ro wa i wy ma ga ją - ca) nie za mie rza po ru szać mrocz ne go te ma tu je go świa dec twa szkol ne go. – A w ogó le, to prze cież mia łaś spać do dwu na stej! Ma ma spoj rza ła na nie go wzro - kiem peł nym roz ża le nia. – Spać?! – spy ta ła gniew nie. – Czy w tym do mu da się spać, jak uwa żasz? Ten ka ta klizm za oknem jest zdol ny po de rwać na rów ne no gi mu mię Tu ten - cha mo na…! Bą bel wie dział, że Tu ten cha mon to ktoś, kto za - pew ne od dość daw na nie ży je; miał nie ja sne wra że - nie, że na wet wi dział go kie dyś na zdję ciu w po sta ci mu mii. Sko - ja rzy ło mu się to z ko par ka mi przed do mem i przez mo ment ża ło wał, że nie miesz ka w Egip cie. Mo że pod czas ta kich prac bu dow - la nych uda ło by się przy pad ko wo wy ko pać coś rów nie eg zo tycz ne go, jak te sta ro żyt ne zwło ki…? Wes tchnął głę bo ko, uświa do miw szy so bie, że w Pol sce moż na wy ko pać co naj wy żej nie wy pał, 9 któ ry – choć sam w so bie in te re su ją cy – z pew no ścią nie był by po wo dem do chwa ły dla od kryw cy. – Prze stra szy łaś Ki cia ka – rzekł z wy rzu tem Bą - bel. Schy lił się i zaj rzał pod stół, któ ry dy go tał wraz z ol brzy mim ber nar dy nem. – No, uspo kój się, pies, co ty wy pra wiasz naj lep sze go? – Przy naj mniej wie my, że ży je – mruk nę ła ma ma, na le wa jąc po - now nie wo dę do czaj ni ka. – Ten pies też naj czę ściej wy glą da ni czym Tu ten cha mon. W ogó le się nie ru sza. – Cza sem je… – To fakt. Wczo raj ze żarł kieł ba sę kra kow ską, któ rą ku pi łam na ko la cję. – Ukradł? – za in te re so wał się Bą bel. – Nie, sa ma mu da łam – wes tchnę ła ma ma ze smut kiem. – Tak na mnie pa trzył i pa trzył… Bą bel po my ślał, że ko niecz nie mu si pod pa trzyć to bła gal ne spoj rze nie Ki cia ka. Cza sem mo gło by się oka zać bar dzo po ży tecz ne, na przy kład w przy szłym ro ku, kie dy zno wu do sta nie świa dec two… Do hu ku mło ta pneu ma tycz ne go do łą czył się no - wy dźwięk, któ ry Bą bel po chwi li zi den ty fi ko wał ja - ko od głos spy cha cza prze miesz cza ją ce go po tęż ną gó rę pia chu. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wakacje w wielkim mieście
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: