Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00067 003971 12916420 na godz. na dobę w sumie
Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach - ebook/pdf
Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 192
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-1817-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).
Zapraszamy na spotkania z autorami:

24 czerwca - Gdańsk, Kawiarnia Południk 18, Garncarska 7, godz. 19.00 (spotkanie autorskie)

26 czerwca - Warszawa, 3 pokoje z kuchnią, Głębocka 84, godz. 18.00 (spotkanie autorskie + wernisaż wystawy)

28 czerwca - Katowice, Klub Podróżników Namaste, Sobieskiego 27, godz. 19.00

29 czerwca - Warszawa, Południk Zero, Wilcza 25, godz. 19.00 (spotkanie autorskie), godz. 19.00


Są w tej opowieści chwile piękne i trudne, są wielkie miasta i maleńkie wioski, są zielone doliny i ośnieżone szczyty. Są pot, krew i łzy. I jest coś więcej — są cztery łapy, para uszu i jeden mokry nos. Jest pies, i to właśnie on stanowi centralną oś tej historii.

Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach to opowieść o dwumiesięcznej pieszej wędrówce przez Himalaje Garhwalu, ale też o Indiach oglądanych oczami właścicieli czworonoga. Indiach, które z tej perspektywy wyglądają zupełnie inaczej...
 
Pojedźmy w Himalaje! — Tym razem to ja wychodzę z inicjatywą. — Kupmy namiot i po prostu jedźmy na trzy miesiące w góry. Wszyscy troje będziemy tam szczęśliwsi. Ten pomysł chodził mi po głowie już jakiś czas. Skoro ze względu na psa nie mogliśmy po prostu wsiąść do pociągu i ruszyć w podróż po Indiach, a idea kupna samochodu spaliła na panewce, spędzenie trzech miesięcy na wędrówce przez góry nie wydawało się już pomysłem tak szalonym — przecież od zawsze marzyliśmy o podróży w Himalaje.
 

Agi i Przemek razem ze swoim wilczakiem Diuną ruszają do Indii, aby spełnić swoje marzenia o podróżach. Dlaczego w Garhwalu nie ma wilków ? Jak wygląda plan Bollywodzkiego filmu ? Czy na 'końcu świata' da się kupić kupić karmę dla psa?, Co wspólnego ma himalaizm ze szpiegowaniem Chińczyków a także jak złamanie kości może uratować życie? Tego wszystkiego i jeszcze więcej dowiecie się z rewelacyjnej książki Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach. Gorąco polecam!

Adam Bielecki (himalaista)

 

Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto ma psa i każdy, kto nad wzięciem psa pod swój dach się zastanawia. A szczególnie ten, kto choć przez moment pomyślał, że pies może być jakąkolwiek przeszkodą w podróżowaniu i w spełnianiu marzeń. Jednak to opowieść nie tylko o podróży. To książka o miłości. Odpowiedzialności za siebie nawzajem. To jest jej główny temat. Odkrycie tego było dla mnie naprawdę wzruszające.

Katarzyna Świerczyńska, (http://podrozezpsem.pl)

 

Chyba każdy, kto postanawia zaryzykować i zupełnie zmienić swoje życie, ma nadzieję, że to ryzyko sie opłaci. Co jednak, jeśli tak nie jest, jeden drobny błąd, niedopatrzenie lub niespodziewany splot okoliczności i juz wszystko idzie źle? Niektórzy wycofują się z podkulonym ogonem, inni mówią: pies to trącał i dalej robią swoje. Tak właśnie zrobili Agata i Przemek - w trudnej chwili poszli na żywioł i tzreba przyznać  - mieli do tego nosa, a dokładniej - psiego nosa.
Książka wciąga od pierwszej do ostatniej strony.

Paulina Dudek, (http://podroze.gazeta.pl)



O autorach:

PRZEMEK BUCHAROWSKI (1980)
Absolwent SGH, po dziesięciu latach pracy w korporacjach odszedł, by zająć się wspinaniem. Fotograf, instruktor wspinaczki skałkowej i początkujący speleolog. Kocha góry, otwarte przestrzenie i dobre filmy oglądane przy lampce wina.

AGATA WŁODARCZYK (1984)
Z wykształcenia teatrolożka i socjoterapeutka, z pasji - dziennikarka. Lubi pracę z ludźmi i pisanie, ale wciąż nie wie kim zostanie 'kiedy dorośnie'. Mól książkowy, wegetarianka i pasjonatka sportów outdoorowych. Marzy o tym, by mieć czas na spełnienie wszystkich swoich marzeń.

DIUNA
Abigar II z Peronówki (2012) - pochodząca spod niemieckiej granicy suka rasy wilczak czechosłowacki. Ambasadorka podróży na czterech łapach. Najbardziej lubi wylegiwanie się w łóżku do późnych godzin popołudniowych i gonienie za zwierzyną.

Razem tworzą międzygatunkową watahę. Biegają, wspinają się i podróżują. Ich wędrówka przez Himalaje Garhwalu została wyróżniona w 2014 roku tytułem Podróży roku National Geographic Traveler. Kolejna podróż z Diuną przez Ałtaj Mongolski zdobyła w 2015 roku nagrodę Rowertouru w kategorii „Europa i Świat”.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

CMYCMMYCYCMYK Autor tekstu: Agnieszka Włodarczyk Autor zdjęć: Przemek Bucharowski Redaktor prowadzący: Paweł Sondej Redakcja: Agnieszka Zawistowska Korekta: Barbara Faron Projekt okładki: ULABUKA Opracowanie graficzne i mapa: Dawid Kwoka Skład: Sabina Binek Źródło danych kartograficznych: © OpenStreetMap contributors; www.opendatacommons.org/ licences/odbl Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz wydawnictwo Helion dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawnictwo Helion nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Wydawnictwo Helion ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel.: 32 2309863 e-mail: redakcja@bezdroza.pl księgarnia internetowa: http://bezdroza.pl Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres: http://bezdroza.pl/user/opinie/?wataha Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydanie I ISBN: 978-83-283-1338-5 Copyright © Agnieszka Włodarczyk, 2015 Copyright © Helion, 2015 • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! Nasza społeczność Kup książkę Poleć książkę Część I. DELHI Indie można kochać lub nienawidzić, nie można tylko pozostać wobec nich obojętnym [zasłyszane] Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę Pariasi W Gurgaon zatrzymaliśmy się w przestronnym mieszkaniu w jednym z bloków z betonowej płyty, znajdujących się na terenie strzeżonego osiedla zamieszkanego głównie przez byłych wojskowych. Pomimo tego, że dojazd do centrum New Delhi metrem zajmował godzinę, lokalizację wybraliśmy celowo. Po pierwsze, mieszka- nie znajdowało się zaledwie kilka minut pieszo od redakcji gazety, więc mogło słu- żyć jako baza noclegowa dla takich jak my – gości z zagranicy lub innego miasta. Po drugie, jak wytłumaczył nam Apoorva w drodze z lotniska, żołnierze w Indiach słyną z pozytywnego stosunku do psów. - Niektórzy na tym osiedlu nawet sami trzymają w domach psy, a nie jest to w Indiach rzecz oczywista. Zresztą sami się przekonacie. Mówiłem wam przecież, że to nie będzie łatwe. I nie było. - Dogs are not allowed here - głos dobiegł zza naszych pleców. - Ale dlaczego? - zapytaliśmy postawnego mężczyznę o twarzy pooranej zmarszczkami i siwych włosach, który przerwał nam trening posłuszeństwa z psem. - Nie widzicie, że dzieci się go boją? Nie widzieliśmy. W oczach obserwującej nas grupy dzieci w wieku od lat kil- ku do kilkunastu zobaczyliśmy tylko ciekawość i niemą prośbę o to, by przedsta- wienie trwało jak najdłużej. Tego dnia jak zwykle wyszliśmy pobawić się i potrenować z Diuną do maleń- kiego parku znajdującego się zaraz pod naszym balkonem. Niewielki, porośnięty rzadką trawą skwerek stanowił osiedlowe centrum nieformalnych spotkań. To tu- taj co rano emerytowani żołnierze ćwiczyli swoje wymachy ramionami, przysiady i skłony. Także tu ubrane w barwne sari kobiety spotykały się, by porozmawiać, wy- stawiając twarz ku słońcu. Skwer stanowił również miejsce weekendowych trenin- gów aikido oraz codziennych, niekończących się meczów krykieta rozgrywanych 14 Wataha Kup książkę Poleć książkę przez chłopców po szkole, mimo tabliczki informującej o kategorycznym zakazie uprawiania tej dyscypliny na terenie parku. Tabliczki mówiącej o zakazie wprowa- dzania zwierząt na teren skweru nie było. Dlatego codziennie najpierw robiliśmy z Diuną rundkę wokół osiedla, wzbu- dzając sensację, gdy schylaliśmy się, by sprzątnąć jej odchody, a potem skręcaliśmy do parku, by chwilę pobawić się z nią na trawie. Kiedy ćwiczyliśmy aportowanie, chodzenie przy nodze, skoki i czołganie pod parkowymi ławkami, zawsze śledziły nas dziecięce, roześmiane oczy i przekrzykujące się nawzajem głosy: - Jak ma na imię? - A co to za rasa? - Ile ma lat? - A czy to jest pies z Indii? - A co jeszcze umie? - Dogs are not allowed here. Idźcie stąd, to nie jest miejsce dla psów - naciskał mężczyzna. Poszliśmy. Później, pijąc chai na wychodzącym na park balkonie, obserwowaliśmy bez- pańskie, osiedlowe psy leniwie wylegujące się na trawie na terenie parku. Były u siebie. Nikt się ich nie bał, nikt nie przeganiał, nikt nawet nie schylił się po kamień. - Z psem do Indii! Nie wiecie, na co się porywacie - mówił Apoorva. Teraz pojęliśmy, co miał na myśli. * * * Jeszcze lepiej wątpliwości Apoorvy zrozumieliśmy, kiedy zostaliśmy zaproszeni na uroczysty obiad w domu jego rodziców. - Czy możemy przyjechać z psem? - zapytaliśmy nieśmiało. - Oczywiście, Diuna jest tu mile widziana - odpowiedziała Nadini, matka Apoorvy, pozytywnie nas zaskakując. Państwo Prasad mieszkali w dwupiętrowym domu w dzielnicy zamieszka- nej głównie przez przedstawicieli wyższej klasy średniej, do której należeli. Jak to często bywa w indyjskich małżeństwach tej sfery, Nadini, pomimo świetnego Kup książkę Delhi | Pariasi 15 Poleć książkę wykształcenia zdobytego na jednym z europejskich uniwersytetów, od momentu urodzenia pierwszego dziecka nie pracowała. Nie musiała – czteroosobową rodzi- nę utrzymywał jej mąż. Wszystko odbywało się więc zgodnie z odwieczną trady- cją, według której małżeństwo ma być inwestycją w przyszłość. I było. Przestronny dom, zbudowany w stylu kolonialnym, wypełniały kosztowne meble, kryształy i dzieła sztuki. Mieścił się na zamkniętym osiedlu złożonym z podobnych domów, między którymi znajdował się zielony, dobrze utrzymany skwer z placem zabaw dla dzieci i ławkami dla starszych. Tutaj nie było tabliczki zakazującej gry w krykieta, ale nie było też dzieci biegających z kijami i piłką. Panowała cisza i spokój, którego nie ośmieliliśmy się burzyć. Szczęśliwie, nie musieliśmy. - Jeśli chcecie wyjść na spacer, zaraz za bramą osiedla znajduje się specjalny wybieg dla psów - zapewniła nas Nadini, uśmiechając się ciepło. Wybieg dla psów w Indiach? Nie mogliśmy uwierzyć. Dotychczas spacerowaliśmy z Diuną na terenie naszego osiedla, wychodząc poza jego bramy jedynie do oddalonego o dziesięć minut drogi sklepu, zawsze pro- wadząc ją na smyczy. Od przylotu do Delhi minął miesiąc, a nasza suka z dnia na dzień stawała się coraz bardziej osowiała. Przyzwyczajona do intensywnych tre- ningów biegowych, w których jeszcze nie tak dawno towarzyszyła nam w Polsce, zabaw z innymi psami i długich spacerów po lesie, w Indiach zupełnie nie mogła się odnaleźć. My zresztą też. Bo jak poradzić sobie z tym, że większość aktywności, do których byliśmy przyzwyczajeni, po prostu stała się niemożliwa? Codzienne bieganie – wykluczone. Próbowaliśmy w ciągu pierwszych dni po przyjeździe, ale kurz, brud, zanieczyszczenie powietrza i ulice pełne rozpędzonych aut, motocykli i riksz szybko wybiły nam to z głowy. Doświadczając Indii na własnej skórze, dowiedzieliśmy dlaczego Indusi za- miast tak popularnego w Europie joggingu, codziennie rano, ubrani w sportowy strój i buty do biegania, uprawiają energiczne spacery przerywane wymachami ramion i nóg. Chodzić jest tu po prostu łatwiej i można to robić nawet wokół muru odgradzającego osiedle od ruchliwej ulicy. Od biedy w ten sposób można też bie- gać. Pod warunkiem, że biega się bez psa rasy wilczak czechosłowacki. Słynące ze 16 Wataha Kup książkę Poleć książkę ❙ Spacer z psem po ulicach Delhi to przygoda. swojej wytrzymałości, mogące przebiec nawet 100 kilometrów dziennie wilczaki, gdy tylko zmusza się je do działania, o którego celowości nie są przekonane, na- tychmiast odmawiają współpracy. Tak było i w tym przypadku. Bo jaki cel ma bieganie w kółko? Zwłaszcza przy temperaturze oscylującej w granicach 30 stop- ni Celsjusza i to w lutym? Szybko przyznaliśmy naszemu psu rację, zarzucając pomysł biegania raz na zawsze, a przynajmniej do powrotu do Polski. Pozostało nam wspinanie na sztucznej ściance wspinaczkowej w Delhi i joga, ale obie te ak- tywności wykluczały udział Diuny. Bo chociaż ściana wspinaczkowa Indian Mo- untaneering Foundation znajduje się na zewnątrz, a nasz instruktor jogi okazał się wielbicielem psów, to odległość z Gurgaon do obu miejsc wykluczała zabranie ze sobą psa. Problemem okazał się transport. - Never, ever try to drive in India! - Apoorva najspokojniej w świecie ominął le- żącego na boku białego busa, z którego oknem próbowały się wydostać ofiary ko- lizji. Na naszym kierowcy ten widok zdawał się nie robić najmniejszego wrażenia. Kup książkę Delhi | Pariasi 17 Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę - Jeśli będziecie potrzebować samochodu, po prostu weźcie taksówkę. I nigdy, przenigdy nie siadajcie w Indiach za kierownicą - powtórzył.Nie próbowaliśmy, ale nie z braku chęci, tylko okazji. Bo chęci, by spróbować ekstremalnego sportu, jakim jest prowadzenie samochodu w wielkim indyjskim mieście, było w nas całkiem sporo. Przecież „nie takie rzeczy robiliśmy”. Zresz-tą szybko nauczyliśmy się dzielić ostrzeżenia Apoorvy przez trzy. Mieliśmy też przecież „never, ever eat streetfood”, bo na pewno dostaniemy rozstroju żołądka Wataha18 Kup książkę Poleć książkę zwanego tutaj Delhi-belly. Wytrzymaliśmy całe dwa tygodnie. Potem jedzenie chiń-sko-nepalskich pierożków momo sprzedawanych na ulicy stało się rytuałem. Próbując najtańszych przekąsek sprzedawanych na ulicznych kramach lub w ma-leńkich, ukrytych w ciemnych zaułkach knajpkach, do których turyści zapuszczają się tylko przypadkiem, mieliśmy okazję poznać prawdziwe indyjskie smaki. A te kompletnie różniły się od potraw serwowanych w warszawskich restauracjach z indyjskim jedzeniem. Z Delhi-belly nie mieliśmy okazji bliżej się zapoznać. Z pro-wadzeniem auta – szczęśliwie –również. Delhi | Pariasi19 ❙ Ruch uliczny w Delhi to rzeka aut, pieszych, motocykli i krów. Przepisy ruchu drogowego w Indiach mówią, że ruch ten odbywa się lewą stroną drogi i... na tym kończą się wszelkie zasady. Bo chociaż w teorii istnieje jakiś kodeks drogowy, to w praktyce pierwszeństwo ma zawsze większy lub bardziej bezczelny. Poszczególne pasy ruchu kończą się tam, gdzie nie wciśnie się już żaden samochód, a miejsca na motocyklach i skuterach – kiedy absolutnie żadna osoba nie zmieści się już na siedzeniu, co w praktyce oznacza przewożenie jednośladem całej kilkuosobowej rodziny. Wypadki są na porządku dziennym, ale policję wzy- wa się dopiero wtedy, gdy występują ofiary śmiertelne. Sam przewrócony na bok bus nie był wystarczającym powodem. Nie mając samochodu, musieliśmy zadowolić się bezpieczniejszymi środka- mi transportu. Jeśli bezpieczeństwo mierzyć liczbą wojska wyposażonego w broń z ostrą amunicją i gotowego zareagować w sytuacji podejrzenia zamachu, najpew- niejsze okazało się metro. Delhi Metro, czyli szybka kolej łącząca New Delhi z Gur- gaon, Noidą i Ghaziabad, to sieć komunikacyjna, której całkowita długość wynosi 20 Wataha Kup książkę Poleć książkę 190 kilometrów. Obejmuje ona w sumie 141 stacji, z których tylko 35 znajduje się pod ziemią. Stanowi obiekt strategiczny chroniony m.in. przed atakami terrory- stycznymi ekstremistów z Pakistanu, z którym Indie są w stanie permanentnego konfliktu od 1947 roku. Wtedy rozpadło się imperium brytyjskie, dając początek dwóm niepodległym państwom, z których każde do dziś rości sobie prawo do pro- wincji Kaszmir, będącej ostoją islamskiej rebelii. Wchodząc do metra, trzeba więc być gotowym na prześwietlenie bagażu i kontrolę osobistą. W tyle znajduje się stanowisko z policjantem uzbrojonym w kałasznikowa, który chowa się za workami z piaskiem. Przykładając żeton do elektronicznej bramki, można poczuć się jak na wojnie. Do metra nie można wno- sić jedzenia, napojów (zwłaszcza alkoholowych) i roślin. Pewnego dnia próbowano nam zarekwirować butelkę wina, którą wieźliśmy na urodziny znajomego. Udało nam się ją odzyskać po pertraktacjach z najwyższym rangą oficerem dyżurnym. I kolejna, dla nas najważniejsza rzecz – na teren metra nie można wprowadzać zwierząt. Podobnie w przypadku autobusów miejskich, którymi psów zwyczajnie przewozić nie wolno. - Po prostu weźcie taksówkę - mówił Apoorva, zapominając o tym, że więk- szość taksówkarzy – nie tylko w Indiach – nie zgadza się na podróż z czworo- nogiem. Byliśmy więc uziemieni. Bo chociaż do kilku parków w Delhi można wprowadzać psy (oczywiście tylko na smyczy), to trzeba tam jeszcze dojechać, co dla nas w większości przypadków było niemożliwe. Z tego powodu byliśmy zmuszeni do poruszania się po mieście bez psa. Kiedy ruszaliśmy na jogę, ścian- kę wspinaczkową lub zwiedzanie miasta, Diuna zostawała w domu, a nas zżerały wyrzuty sumienia. Tym razem było inaczej. Na obiad do rodziny Prasad zostaliśmy zaproszeni we troje. A do tego, tuż obok domu miał znajdować się wybieg dla psów. Gdy wy- braliśmy się go zobaczyć, czar prysł. Wybieg okazał się szerokim na kilka i długim na kilkanaście metrów skraw- kiem ziemi odgrodzonym od ruchliwej szosy drutem kolczastym. Wewnątrz znaj- dowało się kilka drzew i ani kawałka trawy. Zamiast niej, ziemię pokrywały śmieci i odchody, którymi pożywiała się niewielka, kudłata świnia. Ta na nasz widok sta- nęła jak wryta, by po chwili rzucić się do ucieczki w poprzek szosy, cudem unikając Kup książkę Delhi | Pariasi 21 Poleć książkę śmierci pod kołami rozpędzonych samochodów. Spojrzeliśmy na tabliczkę przed- stawiającą szczęśliwe, puszyste szczenięta. Pod nimi widniał napis: „Plac zabaw dla psów”. * * * - Adoptowaliśmy psa! - wykrzyknął Zubin, nasz instruktor jogi, kiedy tylko prze- kroczyliśmy próg sali ćwiczeń. - To maleńki szczeniak, taki z ulicy. Znaleźliśmy ją, bo to dziewczyna, pod naszymi drzwiami. Chyba się zgubiła. Szukaliśmy w okoli- cy jej matki i nic. Nazwaliśmy ją Mirchi i chyba już z nami zostanie. Tylko mamy problem z Mr. Cottonem. Nie możemy mieć dwóch psów. Szukamy mu dobrego domu. Mr. Cotton był ogromnym samcem psa w typie bernardyna i dumą Zubi- na, który zdjęciami swojego „kochanego maleństwa” chwalił się w sieci. Kochane maleństwo ważyło jednak kilkadziesiąt kilogramów, miało problemy ze zdrowiem i ciągły ślinotok. - Jesteśmy w Indiach, tu nikt nie zechce adoptować psa z ulicy. Łatwiej będzie znaleźć odpowiedni dom Cottonowi. Jest przecież rasowy! W Indiach psy w domu są oznaką statusu społecznego i bogactwa. Pozba- wione roli obrońców domu czy obejścia, przede wszystkim mają dobrze się pre- zentować i... kosztować jak najwięcej. W modzie są labradory i golden retrievery, ale również shih tzu, czy nawet rasy zupełnie nieprzystosowane do warunków życia w Indiach, jak na przykład syberian husky1. Moda na rasowe psy zazwy- czaj zaczyna się w Bollywood, gdy gwiazdy ekranu pokazują się w mediach lub pozują do sesji zdjęciowych w towarzystwie psa danej rasy. To wystarczy, by wielu Indusów zapragnęło mieć dokładnie takiego samego czworonoga. Tylko jak go zdobyć? Oczywiście z zagranicy i najlepiej z nielegalnych źródeł. Zwierzę przywożone jest do Indii na wizę turystyczną przeważnie z Tajlandii, Malezji, Uzbekistanu, a nawet Rosji. Później zostaje sprzedane, a „turysta” wraca samot- nie po następny miot. Pies powinien być jak najmłodszy, bo wtedy ma większą 1) „The Times of India” (nr 19/maj 2013) 22 Wataha Kup książkę Poleć książkę ❙ Skrawek trawy i drut kolczasty – plac zabaw dla psów w dzielnicy dla zamożnych mieszkańców Gurgaon. Kup książkę Delhi | Pariasi 23 Poleć książkę ❙ Diuna i Mirchi. szansę przystosowania się i przeżycia w wysokiej temperaturze. Ale jeszcze lepiej przewieźć przez granicę sukę w początkowym, niewidocznym jeszcze stadium ciąży. Szczenięta urodzą się na terenie Republiki Indii, a cena – pod warun- kiem, że są rasowe – kilkukrotnie przekroczy ich wartość z kraju pochodzenia. Za rodowodowego syberian husky można zapłacić nawet jeden lakh (100 tys. rupii indyjskich), co odpowiada sześciu tysiącom złotych. Towar zamówiony, towar dostarczony, towar sprzedany. A co dalej dzieje się ze szczenięciem? To już zmartwienie kupującego. Według organizacji People for Animals, tysiące nie- legalnie sprowadzanych do Indii zwierząt albo nie przeżyło tropikalnego upału, albo trafiło na ulicę, kiedy ich nowi właściciele zrozumieli, z czym wiąże się po- siadanie psa w domu2. 2) Pod wpływem nacisków ze strony organizacji prozwierzęcych, w kwietniu 2013 roku wprowa- dzono restrykcje, mające utrudnić nielegalny handel zwierzętami pochodzącymi z zagranicy, co w praktyce utrudniło też podróżowanie z czworonożnymi towarzyszami prawdziwym turystom. 24 Wataha Kup książkę Poleć książkę Te, którym udaje się przeżyć, większość życia spędzają w upale na balkonach lub tarasach domów, przykute do barierek krótkimi łańcuchami. Zazwyczaj zaj- muje się nimi służba. To ona karmi i wychodzi z psami na krótkie spacery, mające na celu jedynie załatwienie fizjologicznych potrzeb zwierząt. Te właśnie psy spoty- kaliśmy na naszym osiedlu. Kiedy po raz pierwszy wyszliśmy z Diuną na spacer, pełni nadziei rozglądali- śmy się za ludźmi z psami. Liczyliśmy na to, że Diuna będzie miała się z kim bawić. Albo chociaż właściciele psów zdradzą nam sposoby na przeżycie z psem w In- diach i wskażą bezpieczne miejsca, gdzie można swobodnie spuścić psa ze smyczy. - Namaste! - Już z daleka przywitaliśmy kobietę w sari, prowadzącą na krót- kiej smyczy owczarka niemieckiego. - Namaste - odpowiedziała z uśmiechem i szarpnęła za smycz, by ściągnąć do siebie i tak potulnego już psa, który teraz skulił się jeszcze bardziej. Kobieta odwró- ciła się i ruszyła w przeciwną stronę. Spotykaliśmy ją prawie codziennie. Ją i jeszcze kilka osób wyprowadzających na najbliższy trawnik labradory, które ledwo się poruszały ze względu na poważną nadwagę, za długie pazury i wysoką temperaturę powietrza. O socjalizacji nie było mowy. Szybko okazało się, że większość Indusów, poza nielicznymi właścicielami czworonogów, boi się psów. Ich lęk jednak nie dotyczy roznoszących wściekliznę, półdzikich indogów (tzw. Indian Native Dog), ale właśnie rasowych psów prowa- dzonych na smyczy. Jakby to właśnie smycz była powodem ich lęków. A przecież Diunę wyprowadzaliśmy na smyczy... * * * Pewnego marcowego popołudnia zadzwonił telefon. Był to Zubin. - Przyjedziecie do nas na weekend? - Chętnie, ale Diuna nie może zostać przez dwa dni sama. - Przyślemy po was samochód z kierowcą. Przyjeżdżajcie wszyscy. Mirchi bę- dzie miała kompankę do zabawy. Od tej chwili wiedzieliśmy, że zyskaliśmy w Indiach przyjaciół. I tylko Mr. Cotton wciąż czekał na swój nowy dom, zamknięty w kojcu w jednym z hosteli dla zwierząt. Kup książkę Delhi | Pariasi 25 Poleć książkę CMYCMMYCYCMYK
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: