Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00057 006907 13462182 na godz. na dobę w sumie
Wieczorna sonata - ebook/pdf
Wieczorna sonata - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8762-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Neo Stamos, wychowany przez ulicę i sierocińce w Atenach, uciekł razem ze swym przyjacielem Zephyrem do Stanów, by tam rozpocząć lepsze życie. Zajął się rynkiem luksusowych nieruchomości i już w wieku trzydziestu pięciu lat został multimilionerem. Sukces osiągnął dzięki morderczej pracy. Zephyr, chcąc zapewnić przyjacielowi trochę rozrywki, kupuje mu na aukcji dobroczynnej roczny abonament na lekcje gry na pianinie u znanej pianistki i kompozytorki muzyki New Age, Cassandry Baker...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Lucy Monroe Wieczorna sonata Tłumaczyła Alina Patkowska Tytuł oryginału: The Shy Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Dominik Osuch Korekta: Hanna Lachowska ã 2010 by Lucy Monroe ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by BLACK PRINT CPI IBERICA, S.L. ISBN 978-83-238-8762-1 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 364 PROLOG Port w Seattle nie róz˙nił się niczym od kilkuset innych portów, które Neo Stamos odwiedził od czasu, gdy jako czternastolatek dołączył do załogi statku towarowego ,,Hera’’. A jednak ten port był inny od wszystkich, bo tu właśnie jego z˙ycie miało się zmienić na zawsze. Tutaj miał zejść z pokładu ,,Hery’’ i nigdy więcej na niego nie wrócić. Obydwaj z przyjacielem, Zephyrem Nikosem, musieli przed sześciu laty skłamać, podając swój wiek, by się zaciągnąć. Neo i Zephyr, dwóch ateńskich uliczników, połączył wspólny cel: pozo- stawić swoje dotychczasowe z˙ycie w gangu i roz- począć zupełnie inny, lepszy rozdział. Patrząc, jak słońce wschodzi na horyzoncie, dwudziestoletni Neo przysiągł sobie, z˙e tego do- kona. – Jesteś gotów na następny krok? – zapytał Zephyr po angielsku. Neo skinął głową, wpatrując się w port, który z chwili na chwilę coraz bardziej się przybliz˙ał. 6 LUCY MONROE – Nigdy więcej z˙ycia na ulicy. – Juz˙ od sześciu lat nie z˙yjemy na ulicy. – To prawda, chociaz˙ te koje na ,,Herze’’ nie są wiele lepsze. – Są – stwierdził Zephyr stanowczo. Neo w duchu przyznał mu rację. Wszystko było lepsze niz˙ z˙ycie według cudzych zasad. – Ale to, co nadejdzie, będzie jeszcze lepsze. – Potrzebowaliśmy na to sześciu lat, a teraz wreszcie mamy pieniądze i moz˙emy zrobić kolej- ny krok. Sześć lat piekła, cięz˙kiej pracy i wyrzeczeń. Oszczędzali kaz˙dą zarobioną drachmę. Dla dwóch chłopców z sierocińca, którzy potem z˙yli na ulicy, były to pokaźne sumy. Ksiąz˙ki, ubrania i inne nie- zbędne przedmioty zdobywali na rozmaite, nie zaw- sze zgodne z prawem sposoby, ale hazard nieletnich nie był w końcu tak wielkim przestępstwem. Gdy nie pracowali ani nie uprawiali hazardu, czytali wszystko, co tylko wpadło im w ręce na temat biznesu i obrotu nieruchomościami. Kaz˙dy z nich wyspecjalizował się w innej dziedzinie i dzięki temu uzupełniali się wzajemnie. Obmyślili szczegółowy plan, jak powiększyć swój majątek, kupując i sprzedając domy, by potem zainwes- tować w luksusowe apartamenty. – Juz˙ wkrótce staniemy się gigantami biznesu. Zephyr Nikos i Neo Stamos – powiedział Zephyr z przekonaniem. WIECZORNA SONATA 7 Na ustach Neo pojawił się ledwie zauwaz˙alny uśmiech. – Jeszcze przed trzydziestką. – Jeszcze przed trzydziestką – powtórzył Ze- phyr z równą determinacją. Poraz˙ka nie wchodziła w grę. ROZDZIAŁ PIERWSZY Neo Stamos nie mógł oderwać oczu od ozdob- nego certyfikatu z logo organizacji charytatywnej. – Czy to ma być jakiś dowcip? Jego przyjaciel i partner w interesach, Zephyr Nikos, z pewnością z˙artował. Ten certyfikat nie mógł być przeznaczony dla Neo, powinno na nim widnieć jakieś inne nazwisko. – To nie jest z˙art. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, filos mou. – Kiedyś rozmawiali ze sobą tylko po angielsku, z˙eby doskonalić język, teraz zaczęli rozmawiać po grecku, z˙eby nie zapo- mnieć ojczystej mowy. – Prawdziwy przyjaciel wiedziałby, z˙e nie ma sensu dawać mi takiego prezentu. – Przeciwnie. Tylko prawdziwy przyjaciel wie, jak bardzo jest to tobie potrzebne. – Lekcje gry na fortepianie? Opłacone z góry za rok. Jeszcze czego! Nie wydaje mi się... Zephyr oparł się o krawędź ręcznie wykona- WIECZORNA SONATA 9 nego mahoniowego biurka, które kosztowało wię- cej, niz˙ zarobił przez cały pierwszy rok pracy. – A jednak. Przegrałeś zakład. Neo spojrzał na niego ponuro. – Moz˙esz to uwaz˙ać za receptę – dodał Zephyr. – Receptę na co? Na stratę godziny w tygo- dniu? Nie mam do stracenia nawet piętnastu mi- nut. – Neo potrząsnął głową. Wszystkie garnitury, które miał, były szyte na miarę. Nie dlatego z˙e chciał ostentacyjnie pokazywać światu, z˙e jest miliarderem, lecz dlatego z˙e nie miał czasu cho- dzić na zakupy. – Absolutnie nie mam czasu na lekcje gry na fortepianie. – Nie wiem, czy wiesz, Neo, z˙e oprócz pracy istnieje coś, co się nazywa ,,z˙ycie’’. Jesteś tak zajęty, z˙e zupełnie tego nie zauwaz˙asz. – Moje z˙ycie to Stamos Nikos Enterprises. Zephyr spojrzał na niego ze współczuciem. – Ta firma miała być dla nas drogą do nowego z˙ycia, a nie jego treścią. Pamiętasz, Neo, obiecaliś- my sobie, z˙e jeszcze przed trzydziestką zostanie- my gigantami biznesu. – I dotrzymaliśmy obietnicy. – Pierwszy mi- lion zarobili w trzy lata od wylądowania w Amery- ce. Kilka lat później byli juz˙ multimilionerami, a gdy Neo skończył trzydziestkę, wartość jego majątku przekroczyła miliard dolarów. Teraz oby- dwaj byli głównymi udziałowcami firmy Stamos Nikos Enterprises. Firma nosiła ich nazwiska 10 LUCY MONROE i pochłaniała cały ich czas; bardzo mu to odpowia- dało. – Pamiętasz, z˙e chciałeś kupić wielki dom i za- łoz˙yć rodzinę? – zapytał Zephyr. – Człowiek się zmienia. – Niektóre marzenia były tylko dziecinnymi mrzonkami i lepiej było je zo- stawić za sobą. – Dobrze mi w moim apartamencie. Zephyr przewrócił oczami. – Nie o to chodzi, Neo. – A o co? Naprawdę sądzisz, z˙e potrzebuję lekcji gry na fortepianie? – Szczerze mówiąc, tak. Nawet gdyby lekarz cię nie ostrzegł, sam bym wiedział, z˙e nie moz˙esz tak dłuz˙ej ciągnąć. Z˙yjesz w ciągłym stresie i nie trzeba kończyć medycyny, z˙eby wpaść na to, z˙e grozi ci atak serca. – Ćwiczę sześć razy w tygodniu, jem bardziej regularnie niz˙ ty. Moje posiłki opracowuje dosko- nały dietetyk, a gospodyni przestrzega jego zale- ceń. Moje ciało jest w doskonałej formie. – Śpisz niecałe sześć godzin na dobę i w z˙aden sposób nie odreagowujesz stresów. – A co niby robię na siłowni? – Rywalizujesz sam ze sobą. – Nie ma nic złego w dąz˙eniu do sukcesu. – To prawda. – Zephyr zmarszczył brwi. – Ale w z˙yciu potrzebna jest równowaga. A ty, przyja- cielu, nie masz nic poza pracą. Nie równowaz˙ysz jej niczym, co nadawałoby twojemu z˙yciu sens. WIECZORNA SONATA 11 – I sądzisz, z˙e lekcje gry na fortepianie nadadzą sens mojemu z˙yciu? – parsknął Neo i pomyślał, z˙e to raczej Zephyr potrzebuje urlopu. – Nie, ale przez godzinę w tygodniu będziesz zwykłym Neo Stamosem, a nie greckim tytanem biznesu, który moz˙e kupić i sprzedać kaz˙dą firmę na świecie, razem z pracownikami. – Nie kupuję ani nie sprzedaję ludzi. – Nie. Kupujemy nieruchomości, rozwijamy je, sprzedajemy... Dywersyfikacja inwestycji tez˙ nam się opłaciła. Kiedy wreszcie uznasz, z˙e juz˙ dość? – Jestem zadowolony ze swojego z˙ycia. – Ale nigdy nie jesteś zadowolony ze swoich sukcesów. – A z tobą jest inaczej? Zephyr wzruszył ramionami. – Nie mówimy teraz o mnie. – Skrzyz˙ował ramiona na piersiach i spojrzał na Neo z góry. – Kiedy ostatni raz kochałeś się z kobietą? – Myślałem, z˙e juz˙ wyrośliśmy z wieku, w któ- rym zalicza się kobiety. Zephyr uśmiechnął się złośliwie. – O co ci chodzi? – zirytował się Neo. – Nie brakuje mi seksu. – Ale nigdy nikogo nie kochałeś. – A co to za róz˙nica? – Boisz się bliskości. – Jak właściwie przeszliśmy od lekcji gry na 12 LUCY MONROE fortepianie do psychobełkotu? Od kiedy interesu- jesz się takimi bzdurami? Zephyr wydawał się uraz˙ony. – Chcę ci tylko pokazać, z˙e masz zbyt wąskie spojrzenie na z˙ycie. Musisz poszerzyć swoje hory- zonty. – Brzmi to jak reklama biura podróz˙y. – Neo, ja nie chcę, z˙eby stres cię wykończył jeszcze przed czterdziestką. – A dlaczego miałby mnie wykończyć? – Przeciez˙ lekarz cię ostrzegał. Gdy graliśmy w golfa, wziął mnie na bok i powiedział, z˙e za- pracowujesz się na śmierć. – Odbiorę mu uprawnienia. – Nie zrobisz tego. To nasz przyjaciel. – Twój przyjaciel. Dla mnie jest tylko leka- rzem. – Właśnie o tym mówię, Neo. W twoim z˙yciu brakuje równowagi. – A w twoim? Jeśli związki są takie waz˙ne, to dlaczego jesteś sam? – Spotykam się z kobietami, Neo. A zanim mi powiesz, z˙e ty tez˙, wyjaśnijmy sobie, z˙e ekspreso- wy seks z kobietą, której nigdy więcej nie zoba- czysz na oczy, to nie jest związek, tylko przygoda. – W którym ty stuleciu z˙yjesz? – Wierz mi, z˙e w obecnym. Przestań się głupio upierać i przyjmij ten prezent. – Tak po prostu? WIECZORNA SONATA 13 – Chcesz stracić twarz? – Nie chcę się uczyć grać na fortepianie. – Kiedyś chciałeś. – Kiedy? – Kiedy jeszcze mieszkaliśmy na ulicy w Ate- nach. – W dzieciństwie miałem wiele marzeń, z któ- rych potem zrezygnowałem. Zgromadzenie tak wielkiego majątku wymaga- ło nieustannych wyrzeczeń, ale Neo nie miał nic przeciwko temu. Był dumny, z˙e osiągnął w z˙yciu sukces, w przeciwieństwie do swoich rodziców. Jego ojciec zniknął, gdy Neo miał dwa lata, a mat- kę bardziej pociągał alkohol niz˙ opieka nad dziec- kiem. – I to mówi człowiek, który z ateńskiej ulicy wzniósł się do poziomu Wall Street – pokręcił głową Zephyr. – Mieszkam w Seattle. – Giełda jest na Wall Street. Neo miał juz˙ dość tego sporu. – Niech będzie. Mogę spróbować przez dwa tygodnie. – Pół roku. – Miesiąc. – Pięć miesięcy. – Dwa. To moje ostatnie słowo. – Zwróć uwagę, z˙e wykupiłem cały rok. – Skorzystam, jeśli się jakoś w tym odnajdę 14 LUCY MONROE – zgodził się Neo, chociaz˙ w tej chwili nie miał ani cienia wątpliwości, z˙e tak nie będzie. – W porządku. Cassandra Baker po raz kolejny wygładziła su- kienkę w wielką, granatowo-białą kratę. To, z˙e prowadziła z˙ycie pustelnika, nie znaczyło jeszcze, z˙e ma się ubierać jak pustelnik. Powtarzała to sobie za kaz˙dym razem, gdy zamawiała ubrania w swo- im ulubionym sklepie internetowym. Choć rzadko wychodziła z domu, ładne ciuchy były jedną z tych drobnych rzeczy, które pozwalały jej nie zatracić poczucia normalności. To nie zawsze działało, ale w kaz˙dym razie próbowała. Smukłe palce spoczywały nieruchomo na kla- wiszach fortepianu. Za niecałe pięć minut Neo Stamos miał przyjść na pierwszą lekcję. Cassandra co roku ofiarowywała roczny abona- ment na lekcje gry na aukcję dobroczynną. Zwykle trafiały one w ręce studentów muzyki, wschodzą- cych gwiazd skuszonych perspektywą ćwiczeń pod okiem ukrywającej się przed światem mis- trzyni i kompozytorki muzyki New Age. Nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, z˙e tym razem jej uczniem zostanie zupełny nowicjusz, a w dodatku miliarder. Dla kobiety, której trudność sprawiało nawet otwarcie drzwi obcej osobie, ta perspektywa była zupełnym koszmarem. WIECZORNA SONATA 15 Aby przezwycięz˙yć lęk, spędziła mnóstwo cza- su, czytając w Internecie artykuły o Stamosie i oglądając zdjęcia, ale jej obawy jeszcze wzrosły. Męz˙czyzna na fotografiach sprawiał wraz˙enie, jakby rzadko słuchał jakiejkolwiek muzyki. Dla- czego ktoś taki nagle zapragnął pobierać lekcje gry i do tego zapłacił za nie sto tysięcy dolarów? Cassandrze nie mogło się to pomieścić w głowie: sto tysięcy dolarów za jedną godzinę tygodniowo jej czasu. Organizatorka aukcji wpadła w euforię, a później zadzwoniła asystentka pana Stamosa i ustaliły, z˙e lekcje będą się odbywać we wtorki o dziesiątej rano. Cass nie miała pojęcia, po co tak bogatemu, przystojnemu i niezmiernie zajętemu męz˙czyźnie potrzebne są te lekcje. Czuła się bardziej zdener- wowana niz˙ zwykle, prawie tak jak wtedy, gdy po raz ostatni występowała publicznie. Przez cały ranek powtarzała sobie, z˙e zachowuje się śmiesz- nie, ale w niczym jej to nie pomogło. W końcu odezwał się dzwonek. Znieruchomiała i jej oddech przyspieszył. Wiedziała, z˙e musi to zrobić. Musiała otworzyć drzwi i poznać swojego nowego studenta. Dzwonek zadzwonił po raz drugi. Przełamała paraliz˙ i poszła do drzwi, zastanawiając się, kogo tam zobaczy: samego Neo Stamosa, a moz˙e jego asystentkę, ochroniarza czy szofera? Czy miliarde- rzy osobiście rozmawiają ze swoimi nauczycielami 16 LUCY MONROE muzyki, czy tez˙ robią to za nich inni? Czy ktoś jeszcze będzie obecny podczas lekcji? A jeśli nie, to gdzie się w tym czasie podzieją jego ochroniarze i szofer? Na myśl o wpuszczeniu do domu kilku nieznajomych osób Cass niemal straciła oddech, ale dzielnie szła dalej wąskim korytarzem. Moz˙e przyjechał sam? – zastanowiła się. Czy zechce bez obaw zostawić samochód na ulicy w tej zwykłej dzielnicy w zachodnim Seattle? Moz˙e powinna mu zaproponować skorzystanie z garaz˙u? Otworzyła drzwi w chwili, gdy dzwonek za- dźwięczał po raz trzeci. Pan Stamos wyglądał jeszcze bardziej imponująco niz˙ na zdjęciach i zu- pełnie nie wydawał się zaz˙enowany faktem, z˙e Cass przyłapała go z palcem na dzwonku. – Panna Cassandra Baker? – Zielone oczy ko- loru letnich liści osadzone w przystojnej twarzy patrzyły na nią z wyczekiwaniem. Zebrała się na odwagę i uniosła głowę. – Tak. Proszę nazywać mnie Cass. Tak zwykle zwracają się do mnie uczniowie. – Wyglądasz jak Cassandra, nie jak Cass – od- rzekł głębokim głosem i jeden kącik jego ust uniósł się w uśmiechu. – Będę cię nazywał Cassandrą. Patrzyła na niego, niepewna, jak zareagować na ten przejaw arogancji. – Wydaje mi się, z˙e łatwiej będzie zacząć lek- cję, jeśli wpuścisz mnie do środka – rzucił niecierp- liwie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wieczorna sonata
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: