Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00539 010271 11040597 na godz. na dobę w sumie
Wiek XXI. jaki będzie i co nam przyniesie? - ebook/pdf
Wiek XXI. jaki będzie i co nam przyniesie? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 320
Wydawca: Placet Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7488-013-8 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Są książki wymagające na wstępie choćby najbardziej zwięzłych wyjaśnień, i do takich z całą pewnością należy ta właśnie. Otóż trzeba powiedzieć, że trzymasz w ręku, drogi Czytelniku, książkę, którą trudno byłoby zaliczyć do, tak obecnie popularnych, science fiction. Nie jest to powieść prezentująca mrożącą krew w żyłach akcję, walki wojowników różnych ras, kultur, mieszkańców odległych planet. Nic takiego tutaj, drogi Czytelniku, nie znajdziesz. Właściwie fantazji tu niewiele, a autor z całą świadomością starał się, by było jej możliwie jak najmniej. Autor bowiem nie fantazjował, a starał się na podstawie znanej nam rzeczywistości i wydarzeń minionych stuleci domyślać się, może lepiej byłoby powiedzieć, przewidzieć, jak będzie wyglądał wiek XXI. I dlatego właśnie, właściwie wszystko co autor przewiduje, ma wyraźne korzenie w tym, co działo się w wieku XIX i XX.

Zmiany, o jakich mowa, a przede wszystkim zmiany w postawie i w działaniu pokoleń XXI stulecia wywodzące się głównie ze zrozumienia błędów, pomyłek, a nawet głupot popełnionych przez człowieka w dwóch minionych wiekach. Autor przewiduje, że znaczna większość ludzkości błędy te dostrzegła, zrozumiała, przeanalizowała i, na ogół z powodzeniem, szukała dróg i sposobów, by ich nie powtórzyć. Oczywiście naprawa tych błędów niezbyt odległej przeszłości, położenie kresu agresji, stworzenie praw, którym mógłby się podporządkować cały świat nie może być czymś łatwym, i nie może się odbyć bez zmiany postawy, poglądów i poczynań wszystkich narodów. I dlatego właśnie przewidywania autora zawarte w tej książce nie są wcale proste i dalekie od łatwego optymizmu. Można przewidzieć, że wiek XXI generalnie uspokoi świat, ale ludzkości jeszcze nie zmieni. I to też przewiduje autor.

Autor nie ma wątpliwości, że nie wszyscy się z nim zgodzą. Dlatego też nie stara się przekonywać do swoich racji, a jedynie skłonić do zastanowienia się, dyskusji nad tym, do czego właściwie zmierzamy w XXI stuleciu. Jeśli książka przyczyni się do upowszechnienia takich rozważań i dyskusji – autor uzna, że osiągnął cel, jaki sobie stawiał pisząc tę książkę, a sama książka okazała się potrzebna i pożyteczna.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

R E D A K C J A K S IĄ Ż E K : 01 -5 1 7 W a rsza w a ul. M ic k ie w ic za 1 8 a /1 tel. (2 2 ) 8 39 -36 -2 6 fax (2 2 ) 8 3 9-67 -61 IN TE R N E T : h ttp://w w w .placet.c om .pl e-m ail reda kcja@ placet.com .pl W y d a jem y k sią żk i o te m a ty ce : • org an iza cja i za rzą d z a n ie , • zarz ąd z anie zaso b am i lud z kim i, • fina ns e , • rach u n k ow o ść , • m arke tin g , P R ry n ki ka p itało w e , info rm atyk a w z arz ąd z a n iu, sp rze daż i d y stryb u cja, b a nk o w oś ć, • • • • • n au cz an ie ję z y kó w o b c yc h . O d po w o ła nia w y da w n ictw a ta sp e cjalizacja się n ie zm ien ia . W szystkie ksią żk i p re ze ntu ją dzied zin ę sze roko p ojęteg o za rząd zan ia p rzed się b iorstw a m i i e kon o - m ii. W yd aje m y w y łą czn ie pra ce , któ re m og ły by b yć zarów n o p od rę czn ika m i d la stu d iu jące j m łod zie ży, ja k i p o drę cznika m i-p orad n ika m i słu żący m i d ok szta łca n iu ka d r kierow n iczych p rze d się b iorstw do stosow u ją cych s w o je struk tu ry i m e tod y za rzą d za n ia d o zm ie n ia ją cy ch się w aru n kó w ry n ko w y ch . M isja d ob ra – ja k k ażd a in n a . Jak w ię c a tra k cy jn ie ją zre a lizow a ć? Ja k p rze łoży ć ją n a ko n kre tn y p rod u kt? C o on m a za w iera ć i czy m się różn ić? Pod staw ą są oczyw iście a u torzy. P ub liku ją u na s prze d sta w icie le ka d ry u cze ln i k ra jo w y ch o raz za gra niczn ych , p re ze n tu ją cy n ow ocze sną w ie d zę z n a jb a rd zie j po trze bn y ch k ie - ru n kó w . S ta ra m y się pre zen tow ać tę w ie d zę w sp osób prosty i zro zum ia ły d la ka żd eg o w yks zta łco ne g o czytelnika. W ie m y, że prze kazu jem y rze czy tru dn e w ię c ty m ba rd zie j d okład am y stara ń , a b y b y ł to ję zyk zro zum ia ły . Życzym y przyjem nej lektu ry i w ielu su kces ów Ze sp ół W yd aw nictw a PLAC ET Stanisław Głąbiński Projekt okładki: Aleksandra Olszewska © Copyright: by Stanisław Głąbiński 2005 WYDANIE I wersja e-book, Warszawa 2008 Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikacja ani jej części nie mogą być w żadnej formie i za pomocą jakichkolwiek środków technicznych reprodukowane bez zgody właściciela copyright. Wydawca Wydawnictwo PLACET 01-517 Warszawa ul. Mickiewicza 18a/1 tel. (22) 8393626 fax. (22) 8396761 http://www.placet.com.pl redakcja@placet.com.pl ISBN 83-7488-013-8 Skład i łamanie: Placet Druk: Netpress Od Autora 5æMUKæľMKY[OCICLæEGPCYUVúRKGEJQEKCľD[PCLDCTFKGLYKúđ[EJY[LC ħPKGēGUVTQP[CWVQTCKFQVCMKEJECđæRGYPQħEKæPCNGľ[VCYđCħPKG1VÎľ VTGDCY[LCħPKèľGVT[OCUYTúMWFTQIKE[VGNPKMWMUKæľMúMVÎTæVTWFPQ D[đQD[CNKE[èFQVCMQDGEPKGRQRWNCTP[EJUEKGPEGHKEVKQP 0KGLGUVVQRQ YKGħèRTGGPVWLæECOTQľæEæMTGYYľ[đCEJCMELúQRCTVæPCHCPVCLKPCPKG KGOUMKEJ RQO[UđCEJ QDTCWLæEC MTYCYG YCNMK YQLQYPKMÎY TÎľP[EJ TCU MWNVWTOKGUMCēEÎYTÎľP[EJRNCPGVICNCMV[ME[TGRTGGPVWLæE[EJ RQMQNG PKC MVÎTG ľ[đ[ RTGF V[UKæECOK NCV NWD DúFæ ľ[đ[ C MKNMCFKGUKæV UVWNGEK MKGF[PCUU[UVGOUđQPGEP[PCUCICNCMV[MCE[PCUCEúħèMQUOQUWWNG IPæ CUCFPKE[O RTGQDTCľGPKQO 0KE VCMKGIQ VWVCL FTQIK E[VGNPKMW PKG PCLFKGU9đCħEKYKGHCPVCLKVWPKGYKGNGCCWVQTECđæħYKCFQOQħEKæUVCTCđ UKú D[ D[đQ LGL OQľNKYKG LCM PCLOPKGL #WVQT DQYKGO PKG HCPVCLQYCđ C UVCTCđ UKú PC RQFUVCYKG PCPGL PCO TGE[YKUVQħEK K Y[FCTGē OKPKQP[EJ UVWNGEKFQO[ħNCè UKú COQľG NGRKGL D[đQD[ RQYKGFKGè RTGYKFKGè LCM Dú FKGY[INæFCđYKGMYLCMKYMTQE[NKħO[CYKúEYKGM::++FNCVGIQYđCħPKG YđCħEKYKGYU[UVMQEQCWVQTRTGYKFWLGOCPCLY[TCļPKGLMQTGPKGYV[OEQ FKCđQUKúYYKGMW:+:K:: OKCP[ Q LCMKEJ OQYC C RTGFG YU[UVMKO OKCP[ Y RQUVCYKG K Y FKCđCPKWRQMQNGē::+UVWNGEKCY[YQFæUKúIđÎYPKGGTQWOKGPKCDđúFÎY RQO[đGM C PCYGV IđWRQV RQRGđPKQP[EJ RTG EđQYKGMC Y FYÎEJ OKPKQ P[EJ YKGMCEJ #WVQT RTGYKFWLG ľG PCEPC YKúMUQħè NWFMQħEK DđúF[ VG FQUVTGIđCTQWOKCđCRTGCPCNKQYCđCKPCQIÎđRQYQFGPKGO UWMCđC FTÎIKURQUQDÎYD[KEJPKGRQYVÎT[è CEúVQUQDKGFCYCèURTCYúVGIQ ľG CEJQYCPKC CITGU[YPG EQTC Y[TCļPKGL RTQYCFæ EđQYKGEGēUVYQ FQ TGE[YKUVGLKPKGQFYTCECNPGLYUMWVMCEJMCVCUVTQH[ 1E[YKħEKGPCRTCYCV[EJDđúFÎYPKGD[V QFNGIđGL RTGUđQħEK RQđQľG PKGMTGUWCITGULKUVYQTGPKGRTCYMVÎT[OOÎIđD[UKúRQFRQTæFMQYCèECđ[ ħYKCVPKGOQľGD[èE[OħRTQUV[OKđCVY[OKPKGOQľGUKúQFD[èDGOKC P[ RQUVCY[ RQINæFÎY K RQE[PCē YU[UVMKEJ PCTQFÎY + FNCVGIQ YđCħPKG RTGYKF[YCPKCCWVQTCCYCTVGYVGLMUKæľEGPKGUæYECNGRTQUVGKFCNGMKGQF đCVYGIQ QRV[OKOW /QľPC RTGYKFKGè ľG YKGM ::+ IGPGTCNPKG WURQMQK ħYKCVCNGNWFMQħEKLGUEGPKGOKGPK+VQVGľRTGYKFWLGCWVQT 6QQE[OOQYCYMKNMWPCUVWRQY[ľU[EJFCPKCEJLGUVYđCħPKGVGOC VGOMUKæľMK#WVQTPKGOCYæVRNKYQħEKľGLGFPKUKúLGIQRTGYKF[YCPKCOK 5 IQFæKPPKPKG+FNCVGIQVGľPKGUVCTCUKúE[VGNPKMC RTGMQPCè FQ UYQKEJ TCELK 5VCTC UKú LGF[PKG WRQYUGEJPKè VGOCV K UMđQPKè FQ CUVCPQYKGPKC UKú PCF V[O FQ EGIQ YđCħEKYKG OKGTCO[ K FQMæF OQľGO[ Y ::+ UVWNGEKW FQLħè,GħNKMUKæľMCRT[E[PKUKúFQWRQYUGEJPKGPKCVGIQTQFCLWTQYCľCē K F[UMWULKŌCWVQTWPCľGQUKæIPæđEGNLCMKUQDKGUVCYKCđRKUæEVúMUKæľMú C UCOCMUKæľMCQMCCđCUKúRQVTGDPCKRQľ[VGEPC Wstęp – Dziwny wiek XX 9đæE[đ VGNGMQORWVGT EJYKNú RTGINæFCđ ITQOCFQPG OCVGTKCđ[ RQ E[O Y[DTCđ QRELú KPVGTRTGVCVQTC IđQUW K RQYKGFKCđ Ō 9KGM 0C RWUV[O FQVæF GMTCPKG WMCCđQ UKú UđQYQŌV[VWđW œ9KGMŒ 6Q D[đQ LGUEG ECđMKGO RTQUVG4GE[YKħEKGOKCđPCRKUCèE[MNY[MđCFÎYUMđCFCLæE[EJUKúYUWOKG PCQDTCOKLCLæEGIQYđCħPKG UVWNGEKC ::+ UVWNGEKC 2QPKGYCľ LGFPCM TGMVQT PC RQEæVMW CUVTGIđ ľG ECđQħè RQYKPPC UVCPQYKè YCTV[ UMT[RV C OQľG PCYGVVGMUVIQVQYGLFQY[FCPKCMUKæľMKPCNGľCđQY[O[ħNKèV[VWđURGđPKCLæE[ QFRQYKGFPKG Y[OQIK C CVGO KPHQTOWLæE[ EQ MUKæľMC CYKGTC K DWFæE[ Y[UVCTECLæEGCKPVGTGUQYCPKGD[UMT[RVRTGE[VCèCMUKæľMúMWRKè 5VCPKUđCYFQUMQPCNGTQWOKCđKPVGPELGTGMVQTCKPKGRQFGLOQYCđPKO F[UMWULK 1UVCVGEPKG LGħNK MKGTQYPKEVYQ WEGNPK O[ħNCđQ Q Y[FCPKW LGIQ MUKæľMKPCNGľCđQUKúV[NMQEKGU[è/PKGLTCFQħEKDWFKđVGOCV4GE[YKħEKG YKGM::+QMCCđUKúPKGV[NMQPKGY[MNGUMQORNKMQYCP[CNGECđMQYKEKGQF DKGICđQF QEGMKYCē K RQYUGEJP[EJ QEGP FQV[EæE[EJ OQľNKYQħEK RQINæ FÎYYKGF[FæľGēKOCTGēNWFK9đCħEKYKGPCYGVPKGNWFKCNGNWFMQħEK LCMQVCMKGL 5VCEJŌRTGFGYU[UVMKOCYQFQY[FKGPPKMCTCNGVGľFQMVQTRQNKVQ NQIKK K JKUVQTKK PCLPQYUGL Ō YKGMW FYWFKGUVGIQ PKG RTGľ[đ QUQDKħEKG CNG TGELCUPCYKGFKCđQPKOYKGNGPCYGVOKCđRGYPQħèľGIQTQWOKG1UVC VGEPKGD[đVQYKGMY[LæVMQYQRQPWT[QJ[FP[QFTCľCLæE[KPCEGEJQYCP[ RKGTYQVP[O RT[OKV[YKOGO 1IÎNPKG FQOKPQYCđQ RTGMQPCPKG ľG RQ RTGFPKGUVWNGEKGRQYKPPQPCWE[èNWFKľGDTWVCNPQħè K RT[OKV[YKO RTQ YCFæV[NMQKY[đæEPKGFQPKGUEúħè2QYUGEJPKGIđQUQPQVGúľGNGMELC WDKGIđGIQUVWNGEKCQUVCđCIGPGTCNPKGTQWOKCPCKľGYGHGMEKGVGIQYKGM ::+UVCPQYKèDúFKG QMTGU QFEJQFGPKC QF VCOVGIQ FYWFKGUVQYKGEPGIQ RT[OKV[YKOW)đQUKNKVQIđÎYPKGRQNKV[E[RT[YÎFE[RKUCTGKNWFKGMWN VWT[2QYUVCđQPCVGPVGOCVFKGUKæVMKMUKæľGMKY[DKVP[EJRTCEPCWMQY[EJ 2QFQDPGVG[UVCPQYKđ[JCUđCFNCPKGNKEQP[EJ RTGFY[DQTE[EJ MCORCPKK RQNKV[EP[EJRQYQđ[YCPQUKúVGľPCPKGY TQOCKV[EJ WMđCFCEJ K RQTQW OKGPKCEJOKúF[PCTQFQY[EJCYTGUEKGYFKGUKæVMCEJWOÎYRQFMVÎT[OK YKFPKCđ[ RQFRKU[ RT[YÎFEÎY YKGNMKEJ K OCđ[EJ PCTQFÎY 6GIQ TQFCLW HKNQQHKúIđQUKđ[RTCYKGYU[UVMKGTGNKIKGKWPCPGU[UVGO[ħYKCVQRQINæFQYG 9 V[OMKGTWPMWRTQYCFQPQGFWMCELúRQEæYU[QFUMÎđRQFUVCYQY[EJ RQPCLYKúMUGKRTGUVKľQYGWEGNPKGY[ľUGYU[UVMKEJMQPV[PGPVÎY 7 # LGFPCM VG YU[UVMKG JCUđC QEGMKYCPKC RTQITCO[ VC RQYUGEJPC RGYPQħèY[FCLæECUKúNQIKEPC K Y RGđPK WCUCFPKQPC QMCCđ[ UKú QFNGIđG QFTGE[YKUVQħEK 5VCEJCEæđUQDKGWħYKCFCOKCèľGPCYTÎVFQDTWVCNPGLDGYINúFPQħEK FQV[E[đ Y VCMKO UCO[O UVQRPKW NWFPQħEK RQUEGIÎNP[EJ MQPV[PGPVÎY K RTGFUVCYKEKGNK YU[UVMKEJ TCU K Y[PCē LCM K MQPMTGVP[EJ PCTQFQYQħEK TQFKPKRQUEGIÎNP[EJLGFPQUVGM0CLNGRU[ORT[MđCFGOD[đCLGIQYđCUPC TQFKPC 1UVCVGEPKG Y PKGL RT[UGFđ PC ħYKCV QVT[OCđ Y[EJQYCPKG K RQYKPKGP D[đ Læ MQEJCè FQEGPKCè C EQ PCLYCľPKGLUG TQWOKGè + D[è OQľGYU[UVMQVQURGđPKđCNGECđæ RGYPQħEKæ PKG TQWOKCđ LGL 0KG RQL OQYCđLGLKFGCđÎYPKGOKCđVCMľGYæVRNKYQħEKľGRQFQDPæFTQIæVQE[đ[UKú FKGLGKPP[EJTQFKP CTÎYPQV[EJLGOWDNKUMKEJKFQUMQPCNGPCP[EJLCM K PKGPCP[EJDæFļPCP[EJGUđ[UGPKCNKVGTCVWT[G UVWFKÎY PCF NQUCOK EđQYKGMC EQ QUVCVGEPKG UVCPQYKđQ IđÎYP[ RTGFOKQV LGIQ URGELCNPQħEK LCMQRQNKVQNQICKPCYE[JKUVQTKKYURÎđEGUPGL 0KGRQTCRKGTYU[WħYKCFQOKđUQDKGľGLGIQFKCFGMMVÎTGIQPCđLG F[PKGHQVQITCHKKNKVGTCVWT[KQRQYKGħEKQLECD[đMKOħMKOQP PKIF[ D[ D[èPKGOÎIđPKGRQVTCHKđKPKGEJEKCđD[è KCFGMPQUKđYQIÎNGKPPGPC YKUMQMVÎTG5VCEJQYKY[FCYCđQUKúYTúEħOKGUPGKMVÎTGECđæRGYPQ ħEKæD[đQU[PQPKOGOEJđQRUMKGIQRQEJQFGPKC JđQRKLCMQVCE[LCMQYCTUVYCURQđGEPCPKGKUVPKGNKQFFKGUKúEKQNGEK CEúNKCPKMCèLWľY::UVWNGEKWCYQDGEPGLGRQEGCIKPúNKLWľLCMQQMTG ħNQPC MNCUC URQđGEPC 2QLCYKNK UKú PCVQOKCUV RTQFWEGPEK TQNPK RTGYCľPKG URGELCNKħEKY[UMQNGPKYUYQKOMKGTWPMW5VCPQYKNKQPKYCTUVYúPC QIÎđ EQ PCLOPKGL ħTGFPKQ COQľP[EJ RTQFWEGPVÎY RTQFWMVÎY TQNP[EJ CLOWLæEæ Y URQđGEGēUVYKG Q V[NG UEGIÎNPæ TQNú ľG D[NK PKGCNGľPK QF RCēUVYQYGL E[NQMCNPGLCFOKPKUVTCELK+UVQVPGLGFPCMľGD[NKVQPCQIÎđFQUMQPCNGY[ MUVCđEGPKNWFKGQMTGħNCPKKPVGNKIGPELæTQNPæ 5VCPQYKNK VCM Y WTQRKG LCM K Y 5VCPCEJ FQħè YCTVæ UKđú RQNKV[EPæ TCEGL Y URQđGEGēUVYKG PKGD[V NWDKCPæ DQ WEJQFæEæ C DCTFQ UCOQNWDPæ K FDCLæEæ Y[đæEPKG Q YđCUPG KPVGTGU[ KCFGM5VCEJCVGIQTQFCLWMNCUæOKCđPKGYKGNGYURÎNPGIQ2QEJQFKđ TQFKP[ CWVGPV[EPKG EJđQRUMKGL Q E[O RKUCđ Y UYQKEJ RCOKúVPKMCEJ Ō VGTCYTQFKPKGDCTFQ EGPKQP[EJ RTG YU[UVMKEJ LGL EđQPMÎY  WYCIæ E[VCP[EJKWPCYCP[EJCLGF[PKGYKCT[IQFPGKHCUE[PWLæEQEKGMCYGļTÎFđQ KEJMQTGPK/CđQVGIQ KúMKVGLNGMVWTGRQPCYCNKPKGV[NMQFKGLGTQFW CNGYQIÎNGFKGLGYCTUVY[URQđGEPGLMVÎTGLD[NKEđQPMCOK 8 /[ħNæEQV[O5VCEJTGUVæPKGRQTCRKGTYU[WO[UđCYKCđUQDKGLCM FCNGEGOKGPKNKUKúQPKUCOKKYU[UVMQYQMÎđPKEJ0KGFQħèľGPQUKNKKPPG PCYKUMQCNGOKGNKECđMKGOQFOKGPPGRQEWEKGRT[PCNGľPQħEKFQQMTGħNQPG IQPCTQFWFQQMTGħNQPGLITWR[URQđGEPGL+EJRQINæF[ RQNKV[EPG D[đ[D[ FNCKEJFKCFMCECđMQYKEKG PKGTQWOKCđG VCM LCM FNC PKEJ FKYPG K PKG FQ RT[LúEKCD[đ[RQINæF[FKCFMC#OKPúđQRTGEKGľCNGFYKGPKGEQRQPCFUVQ NCVEJQèVTWFPQD[đQD[WUVCNKèECđæRTGE[LæEGWTúFKGNæEæKEJľ[EKGQF ľ[EKCFKCFMC5VCEJMKNMCMTQVPKGRTÎDQYCđVQY[NKE[èCNGCMCľF[OTCGO Y[EJQFKđQOWEQKPPGIQ$[đRTGMQPCP[ľGFKCFGMCNDQUKúO[NKđCNDQ ħYKCFQOKG QRKU[YCPG Y[FCTGPKC WOKGUECđ Y KPP[EJ NCVCEJ 0KG OQľPC TGUVæ Y[MNWE[è ľG Y VCOV[EJ NCVCEJ PC RTGDKGI ECUW RCVTQPQ PKGEQ QFOKGPPKG 5VCEJ OKCđ RTGMQPCPKG ľG Y :: YKGMW LCM K Y RQRTGFPKEJ UVWNGEKCEJFQRQLúEKCECUW RQFEJQFQPQ PKGEQ KPCEGL 1DGEPKG FQOKPQ YCđQ RTGMQPCPKG ľG ECU LGUV PKG V[NMQ PKG FQ RQYUVT[OCPKC CNG KO UKú YKúEGLYKGYKúEGLEJEGQUKæIPæèUVYQT[èDWFQYCèRQPCèKRQQUVCYKè EQħRQUQDKGV[OIQFKP[OKPWV[FPKKNCVCRúFæU[DEKGL5VCEJPKGOKCđ YæVRNKYQħEK ľG IF[D[ F[URQPQYCđ YURQOPKGPKCOK FKCFMC K RTCFKCFMC RQVTCHKđD[VQLCYKUMQRQYQNPQħEKECUWNGRKGLTQWOKGè2QMQNGPKGFKCFMC 1NMC Y[YQFKđQ UKú  RQFIÎTUMKGL YUK RCUCđQ QYEG KEJ PCLFCNUG YQLCľG RTQYCFKđ[ FQ RQDNKUMKEJ OKCUV IFKG URTGFCYCNK UGT[ OKúUQ YGđPú C FQVCTEKGFQVCMKGIQOKCUVCYPCLNGRU[OTCKGKRT[UEGIÎNPKGURT[LCLæ E[EJYCTWPMCEJRQNKV[EP[EJURQđGEP[EJKRQIQFQY[EJCLOQYCđQPCYGV K MKNMC FPK ,GOW 5VCEJQYK K LGIQ YURÎđEGUP[O ECU VCMK Y[UVCTECđ PC QMTæľGPKG INQDW KGOUMKGIQ PC FQVCTEKG FQ MCľFGIQ CDUQNWVPKG MCľFGIQ CMæVMCPCUGLRNCPGV[CQFRGYPGIQECUWPCYGVKFQKPP[EJRNCPGVWMđC FW TGUVæOCđQVGIQ9KGFKGNKFQDTGľGKUVPKGLæKPPGWMđCF[RNCPGVCTPG FQMVÎT[EJPCTCKGPKGOQľPCFQVTGèYđCħPKGWYCIKPCECU+ LGħNK PCF E[OħRTCEQYCPQGUEGIÎNPæRCULæVQYđCħPKGPCFRQMQPCPKGORTGUMÎF UVYCTCP[EJRTGECU LCYKUMQECUWUVCđQ UKú VGTC LGFP[O  PCLDCTFKGL HCUE[PWLæE[EJ 1F Y[PKMÎYRTCEDCFCYE[EJPCFECUGOYPCEP[OUVQRPKW CNGľCđ[ FCNUG NQU[YURÎđEGUPQħEKKRT[UđQħè#NGVQPKGYU[UVMQ CE[PCPQEQTCY[ TCļPKGL TQWOKGè ľG QF UVQUWPMW YQDGE ECUW CNGľCđ[ NQU[ OKGUMCēEÎY TÎľP[EJTGLQPÎY KGOKCPCYGVECđ[EJMQPV[PGPVÎY$TQēLæFTQYCVTCEKđC WRGđPKG PC PCEGPKW 0KGRQTÎYP[YCNPKG ITQļPKGLUæ CE[PCđC D[è DTQē ECUW CT[UQY[YCđC UKú OQľNKYQħè RT[URKGUGPKC ECUW FNC QMTGħNQPGIQ TGLQPWħYKCVCEQRQYCNCđQDGFQMQP[YCPKCPKUEGēCVTWYCPKCCVOQUHG 9 T[KYKGNMKEJFGYCUVCELKURQYQFQYCèDđ[UMCYKEPGY[OKGTCPKGľ[Y[EJKUVQV Y FCP[O TGLQPKG ħYKCVC ,GFPQEGħPKG FCYCPQ UQDKG URTCYú ľG MVQħ LCMKEJħ VCO RQYQFÎY VCMæ DTQPKæ ECUW OQľG RQUđWľ[è UKú YQDGE ECđGL RNCPGV[2QUKCFCPQFQYQF[ľGYUGEJħYKCVQVCTđUKúQVGIQTQFCLW CITQ ľGPKG 5VCEJRTGTYCđRKUCPKGKYTÎEKđFQVGOCVWQFLCMKGIQCE[PCđVQLGUV FQFKGLÎYUYQLGIQTQFWYFYÎEJRQRTGFPKEJYKGMCEJCYKúEY:+:K:: UVWNGEKW2QUVCPQYKđľGFQCICFPKGPKCECUWLGUEGRQYTÎEKDGYINúFWPC CYKđQħèKFTCOCV[EP[Y[OKCTVGLRTQDNGOCV[MK,GUVVQMQPKGEPG0CYGV LGħNK PKG D[đD[ Y UVCPKG EGIQMQNYKGM PCWE[è UYQKEJ UđWEJCE[ VQ LGIQ QDQYKæMKGOD[đQOWUGPKGOđQF[EJNWFKFQO[ħNGPKCQV[O 1PK RTG EKGľYMTQEæY::++YKGMECđæRGYPQħEKæLGUEGDCTFKGLUMQORNKMQYCP[ VTWFPKGLU[COQľGKDCTFKGLVTCIKEP[PKľQDGEPGUVWNGEKG1UVCVGEPKGEQ PCLOPKGL QF :+: UVWNGEKC VTCIGFKC IQPKđC VTCIGFKú K EJQEKCľ ħYKCV OKGPKđ UKúEđQYKGMYđCħEKYKGRQQUVCđVCMKUCOQMTWVP[UCOQNWDP[ľæFP[PKU EGē K RTGMQPCP[ ľG LGIQ RT[UđQħè K UEúħEKG CNGľæ QF LGIQ UKđ[ DG YINúFPQħEKKOQľNKYQħEKCRCPQYCPKCPCFKPP[OK,GħNKWFCđQD[UKúYV[O EQMQNYKGMOKGPKèVQLGF[PKGRQRTGQFRQYKGFPKGMUVCđVQYCPKGRQINæFÎY K UGTGPKGPKGDúFPGLYKGF[6GOWYđCħPKGOKCđ[UđWľ[èKLGIQY[MđCF[ 9KGFKCđFQUMQPCNGľGLGIQUđWEJCEGPKGDúFæRTGVQDCTFKGLKPVGNK IGPVPKPCVQOKCUVOKCđRGYPQħèľGOQľGYKúMU[èCUQD[KEJYKGF[QTC PCWE[èLCMVúYKGFú TQWOKGè K LCM  PKGL MQT[UVCè  NKVGTCVWT[ C Eú ħEKQYQKYđCUP[EJFQħYKCFEGēYKGFKCđLCMYCľPGCLGFPQEGħPKGVTWFPG LGUVMQT[UVCPKGYKGF[MVÎTæRQFUWYCPCOUCOQľ[EKGTQFKPCPCUKY[ EJQYCYE[CYTGUEKGECđ[U[UVGOQħYKCV[5CO GVMPæđ UKú RTGEKGľ  Y[ DKVPKG WVCNGPVQYCP[OK PCWE[EKGNCOK MVÎT[ LWľ WEPKQO UMÎđ RQFUVCYQ Y[EJRQVTCHKNKQVYQT[èQE[PCQVCECLæE[KEJħYKCVCKPVGTGUQYCèKEJV[O ħYKCVGOUMđQPKèD[QPKOO[ħNGNKD[TQYCľCNKEQKFNCEGIQUKúFKGLG6Q TQYCľCPKGYđCħEKYKGD[đQE[OħPCVWTCNP[ORT[PCNGľP[Oľ[EKW 9đCħEKYKG YU[UVMQ EQ ľ[LG CLOWLG LCMæħ RQUVCYú YQDGE UYGIQ QVQ EGPKC QV[E[VQYRKGTYU[OTúFKG NWFK CNG TÎYPKGľ K YKGTæV 2KGU LCMUKúY[FCLGY[DKGTCCYUGVCMKURQUÎDRQUVúRQYCPKCMVÎT[LGUVFNCPKG IQPCLMQT[UVPKGLU[CRGYPKCOW RQMCTO K DGRKGEGēUVYQ æľGPKC EđQ YKGMC D[đ[ DCTFQ RQFQDPG CNG Y[PCVWTCđ[ LG EGNG YKGTúVQO QDEG C YKúEFæľGPKGFQCOCPKHGUVQYCPKCUYQLGLY[ľUQħEKPCFKPP[OKRGYPQħè ľG FKúMK VGL Y[ľUQħEK EđQYKGMQYK PCNGľ[ UKú YU[UVMKGIQ YKúEGL C YKúE LGFGPKC EKGRđC WPCPKC KVR 6CM D[đQ YđCħEKYKG QF œCYUGŒ Y MCľF[O 10 TCKGQFECUWMKGF[EđQYKGMRQLæđTÎľPKEúOKúF[UQDæCħYKCVGOYKGTæV C YđCħEKYKGOKúF[UQDæCTGUVæQVCECLæEGIQIQħYKCVCľ[YGIQ5MđQPKđQVQ IQPCVWTCNPKGFQFKCđCēYMKGTWPMW RQFRQTæFMQYCPKC UQDKG QVCECLæEGIQ IQ ħYKCVC YđæECLæE Y VQ YURÎNPQV[ NWFMKG MVÎTG WPCđ C OPKGL YCTVQ ħEKQYG ECUGOO[ħNGPKGVCMKGUVCđQUKúRQYUGEJPKGCMEGRVQYCPæCUCFæ PCLFWLæEGQFYKGTEKGFNGPKGYTÎľP[EJU[UVGOCEJHKNQQHKEP[EJTGNKIKLP[EJ PCWMQY[EJ K RQNKV[EP[EJ KGYKúVPCUVG K FYWFKGUVG UVWNGEKG UKúIPúđ[ Y V[O GPKVW EQ Y GHGMEKG URTQYCFKđQ PC NWFMQħè ECđæ NCYKPú VTCIGFKK 9UMCCè VW PCNGľ[ CTÎYPQ YUGNMKG QFOKCP[ MQNQPKCNKOW CMđCFCLæEGIQ ľGKUVPKGLæPCTQF[OCLæEGRTCYQKCTCGOUEGIÎNPGF[URQ[ELGD[RCPQ YCè PCF KPP[OK LCM TÎYPKGľ TÎľPQTQFPG K U[DMQ TQRQYUGEJPKCLæEG UKú VQVCNKVCTPGU[UVGO[RQNKV[EPGYV[OUVCNKPQYUMæQFOKCPúMQOWPKOWE[ HCU[OYY[FCPKWPCKUVQYUMKO QIQTUCMTCLGRT[LOWLæEGVCMKGKFGQNQ IKG CNKECđ[ UKú FQ RCēUVY PCLDQICVU[EJ Q PCLY[ľU[O UVQRPKW TQYQLW E[YKNKCE[LPGIQ F[URQPWLæE[EJ PCLRQVúľPKGLU[OK K PCLPQYQEGħPKGLU[OK CUQDCOKħTQFMÎYPKUEGPKCQFRQLCFÎYOGEJCPKEP[EJRQDTQēPWMNGCT Pæ 0CYGV LGħNK FQ RCēUVY V[EJ YđæE[O[ 4QULú VQ PKG DúFKG VW ľCFPGL URTGEPQħEKDQYKGOCDKGFQPGD[đQTQU[LUMKGURQđGEGēUVYQCNGPKGRCē UVYQLGIQUVTWMVWTCOKUVCPQYKæEG LGFPQ  EQđQY[EJ OQECTUVY GWTQRGL UMKEJ 6G MTÎVMKG TQYCľCPKC FQV[EæEG IđÎYPKG FYWFKGUVGIQ UVWNGEKC EJQè CJCECLæEGTÎYPKGľQ:+:UVWNGEKG5VCEJ RQVTCMVQYCđ LCMQ YUVúR FQ RTQ ITCOWPCWECPKCQDGLOWLæEGIQFYCUGOGUVT[MVÎT[OKCđD[èPKGV[NGJKUVQ TKæ::+YKGMWEQRTÎDæYRTQYCFGPKCLGIQUVWFGPVÎY Y TGCNKC FKYPGIQ PKGQEGMKYCPGIQKHCMV[EPKGPKGD[VTQWOKCđGIQRTGDKGIWTQYQLWY[FC TGēCMVWCNPGIQUVWNGEKC ,GUEGOPKGLYKúEGLYRQđQYKG::+YKGMWMKGF[5VCEJCE[PCđUVWFKC JKUVQT[EPGKRQNKVQNQIKEPGľ[YKQPQRTCYKGRGYPQħèľGYU[UVMKGVTCIGFKG RQRTGFPKGIQ UVWNGEKC VQ LWľ OKPKQPC DGRQYTQVPKG RTGUđQħè 9UGO K YQDGEIđQUQPQCYCTVQYMUKæľMCEJ K Y RTQITCOCEJ PCWECPKC VGú ľG JKUVQTKC RQYUGEJPC WDKGIđGIQ UVWNGEKC  LGIQ QDW YQLPCOK ħYKCVQY[OK GMUVGTOKPCELæĽ[FÎY5đQYKCP JKēE[MÎYQDQCOKMQPEGPVTCE[LP[OK Y WTQRKGĦTQFMQYGLKđCITCOKPC9UEJQFKGVQYKGNMKVTCIKEP[DđæFNWF MQħEK)đQUQPQVQV[OYKúMU[ORTGMQPCPKGOľGCTÎYPQURTCYE[VGL VTCIGFKKLCMKLGLQHKCT[Y[FCYCNKUKúTQWOKGèľGMCVCMNKOÎYV[EJPKMVPKG Y[UGFđY[ITCP[2TGITCNKYU[UE[CTÎYPQRQMQPCPKYQDWYQLPCEJħYKC VQY[EJLCMKY[EKúE[2TGITCđCKFGQNQIKC MVÎTC TQFKđC VG PKGUEúħEKC 11 #NGRTGFGYU[UVMKORTGITCđCVCMGPVWLCUV[EPKGIđQUQPCY::UVWNGEKW KFGQNQIKCPCELQPCNKOW+VQYđCħPKGVCKFGQNQIKCPCLDCTFKGLUKúUMQORTQOK VQYCđCPKGCNGľPKGQFVGIQIFKGY[TQUđCKLCMKGHQTO[RT[LúđC YWFKGUVGUVWNGEKGPKG RQQUVCYKđQ RQF V[O YINúFGO PCLOPKGLU[EJ YæVRNKYQħEK 2QYUVCđQ YKGNG TÎľP[EJ QFOKCP PCELQPCNKOW CNG YU[UVMKG đæE[đQ LGFPQ PKGđQOPG RTGMQPCPKG ľG VQ YđCħPKG VGP QMTGħNQP[ PCTÎF LGUVLGF[P[OY[LæVMQY[OCLGIQRT[YÎFE[ŌVQIGPKWUGPKGOCLæE[UQDKG TÎYP[EJYY[V[ECPKWEGNÎYKFTÎI PKGDúFP[EJ FNC KEJ QUKæIPKúEKC 2T[ MđCF[OQľPCOPQľ[è9U[UVMKGRQYCNCLæTQWOKGèY[LæVMQYæQFTúDPQħè ::UVWNGEKCQFRQRTGFPKEJCVCMľGŌLCMVQPCO FKħ LWľ YKCFQOQ Ō QF PCUVúRP[EJ 9[UVCTE[ CUVCPQYKè UKú PCF URGE[HKMæ UVCNKPKOW K PCKOW PCFECđMQYKEKGQFOKGPPæHQTOæPCELQPCNKOWLCRQēUMKGIQCLGUEGRTGF VGOEJKēUMKGIQPCFURGE[HKEP[OKEGEJCOKHCU[OWYđQUMKGIQKPKGRQYVC TCNP[OEJCTCMVGTGOPCELQPCNKOÎYTÎľP[EJPKGYKGNMKEJKOCđQPCEæE[EJ PCTQFÎY WTQR[E[#OGT[MKĐCEKēUMKGL LCYKUMQPCELQPCNKOWVQLGUVRQEWEKCFWO[KY[ľUQħEKY[PKMCLæEGIQ HCMVWRT[PCNGľPQħEKFQQMTGħNQPGIQPCTQFWE[TGRTGGPVQYCPKCQMTGħNQ PGLTCU[NWDCOKGUMKYCPKCQFRQMQNGēFCPGIQTGLQPWħYKCVCY[UVúRQYCđQ QFYKGNWUVWNGEKCNGY::YKGMWRT[DTCđQYTúEY[TQFPKCđGHQTO[IGPG TWLæE TQNKEPG TQDQLG K MQPHNKMV[ Q EKGMCYUG Y OKCTú TQYQLW PCWM RT[TQFPKE[EJEđQYKGMEQTCNGRKGLCE[PCđ TQWOKGè ľG LGUV RQ RTQUVW LGFP[OICVWPMÎYCOKGUMWLæE[EJPCUINQDC CRGYPG K V[UKúE[ KPP[EJ RNCPGV MTæľæE[EJ Y QFNGIđ[EJ ICNCMV[MCEJ $[NKħO[ K LGUVGħO[ EúħEKæ 9UGEJħYKCVC K LGFP[O  GNGOGPVÎY PKGY[MNG UMQORNKMQYCPGIQ LCYKUMC LCMKOLGUVUCOQľ[EKG 2QYKGFKCđIđQħPQV[EJMKNMCFCēEJYKNúQDUGTYQYCđLCMRQMCWLæUKú PCGMTCPKGKCO[ħNKđUKú,GIQCFCPKGOD[đQWđCVYKèUVWFGPVQOCYđCħEK YKGWOQľNKYKèKOURQLTGPKGPCYđCUPGľ[EKGPCľ[EKGPCU YU[UVMKEJ LCMQ PCPKGTQGTYCNP[GNGOGPVľ[EKCYQIÎNGCYKúEPCPCLDCTFKGLUMQORNKMQYC P[ K PCLVTWFPKGLU[ FQ TQWOKGPKC RTQEGU CEJQFæE[ YG 9UGEJħYKGEKG Y LCMKORT[UđQPCOľ[è9RTCYFKGVGPPKGD[YCNGUMQORNKMQYCP[VGOCV D[đDCTFKGLTQWOKCđ[VGTCPKľ Y RQRTGFPKEJ YKGMCEJ CNG RQTWU[đ IQ LGFPCM DQ PKGYæVRNKYKG YKæCđ UKú G LCYKUMKGO PCELQPCNKOW 2QTWUCLæE RTQDNGO[ :+: YKGMW C Y CUCFKG DCTFKGL :: UVWNGEKC PKG OQľPC D[đQ RQOKPæèRQLúEKCPCELQPCNKOW0KGUVGV[VCMľGKYKGM::+PKGD[đQFPKGIQ YQNP[EQQUVCPKGLGUEGRQMCCPGYFCNU[EJEúħEKCEJMUKæľMK 12 I: Opuszczamy świat XX stulecia Tytuł rozdziału może posłużyć za wstęp do zajęć ze studentami. Nie używam z reguły – sam nie wiem dlaczego - pojęcia „wykłady”. Wydaje mi się to na- zbyt napuszone, w każdym razie w odniesieniu do te- go, co sam robię. Nie jestem profesorem czy naukow- cem, ale jednym z zawodowych dziennikarzy, których sporo prowadzi zajęcia na różnych uczelniach. Zajmu- jemy się tematami na których znamy się nie gorzej od ludzi nauki, z tym, że ci podchodzą do tematu raczej teoretycznie, zaś ludzie pióra zajmują się faktami. Szczególnym przykładem jest polityka. Naukowcy roz- patrują ją i tworzą jej teorię, wyodrębniając z niej różne systemy. Opracowali teorie kilku odmian socja- lizmu, komunizmu i nie wiadomo ilu - kapitalizmu. Prowadzą wykłady, w których wyjaśniają każdą z tych teorii, najczęściej, nie zaprzątając sobie nawet głowy, która z nich jest w praktyce bardziej słuszna i jakie będą skutki jej wprowadzania w życie. W XX stuleciu doprowadziło to do niebywałego cha- osu i przyniosło tragiczne skutki. Toż przecież Hi- tler uważał się za socjalistę, a tworzony przezeń system określono socjalizmem narodowym. Nie zamie- rzam prowadzić „wykładu” wyjaśniającego doktrynę tej odmiany socjalizmu, ale na pewno nie pominę zajęć, poświęconych skutkom tego systemu. Obecnie, w dru- giej połowie XXI stulecia nikogo nie interesują przemówienia Hitlera i jemu współczesnych. A jednak następstwa nazizmu w przeróżny sposób odczuwane są po dzień dzisiejszy i - co ważniejsze - kształtują postawę całych społeczeństw, budząc w równej mierze zarówno strach i podejrzliwość wobec innych narodów, jak i świadomość, że jeśli mamy uniknąć nowych tra- gedii musimy szukać dróg zbliżenia, wzajemnego zro- zumienia, a nawet życzliwości. I w tym zakresie rola 13 jaką spełniają dziennikarze jest nieporównywalnie ważniejsza i skuteczniejsza, niż działania ludzi na- uki. Nie uprawnia to dziennikarzy do tego, by czuli się automatycznie wywyższeni, ani też nie pomniejsza roli i znaczenia naukowców. Wyjaśnia natomiast, dla- czego pracą wychowawczą, w tym głównie pracą na uczelniach powinni zajmować się jedni i drudzy. Inny przykład. Naukowcy teoretycy nie są w stanie logicznie i zrozumiale wyjaśnić powodów wybuchu pierwszej wojny światowej, konfliktu, który w zasa- dzie stanowił faktyczny początek XX stulecia, i któ- ry doprowadził do rozpętania drugiej wojny świato- wej, wraz z wyłonieniem się określonych systemów po- litycznych, z których pewne utrzymywały się jeszcze długo po zakończeniu wojny: a więc hitlerowskim na- zizmem, komunizmem i amerykańskim kapitalizmem, któ- ry przeszedł w XXI stulecie jako ustrój nadrzędny i bardzo odmienny w działaniu i znaczeniu od kapita- lizmu XX stulecia, w szczególności w czasie jego drugiej połowy. I tu ponownie otwiera się ogromne pole działania dla dziennikarzy, a więc ekspertów od przekazywania informacji zgodnych z rzeczywistością, zdolnych tę informację skomentować zgodnie z własny- mi przekonaniami lub ludzi czy sił z którymi autor komentarza czuje się związany. Człowiek uważający się za prawdziwego naukowca nie sprosta takiemu za- daniu. Brak mu po temu odpowiedniego zasobu informa- cji, i - co ważniejsze - nie odczuwa tak, jak dzien- nikarz, misji kształtowania poglądów swych odbiorców zgodnie z tym, w co sam wierzy, lub co odpowiada je- go własnym interesom. Ponieważ refleksje te zacząłem od wybuchu pierwszej wojny światowej, przypomnę tyl- ko pokrótce, że tak naprawdę, nikt nie wiedział i po dziś dzień nie wie dokładnie dlaczego doszło do tej wojny. Pomiędzy państwami, które w wojnę tę były za- angażowane, tj. Niemcami a Francją, Rosją a krajami Zachodu, Japonią a Stanami Zjednoczonymi, nie było 14 zasadniczych politycznych rozbieżności. Po jednej i po drugiej stronie wyznawano bardzo zbliżone ide- ały, nawet interesy polityczne i gospodarcze nie by- ły na tyle rozbieżne, by mogły prowadzić do konflik- tu zbrojnego. A jednak do wojny doszło, co wyjaśnia się bardzo różnie, choć wydaje się, że dopiero w XXI wieku wyraźniej dostrzeżono i szerzej zinterpretowa- no skłonność do szczególnej i wrodzonej człowiekowi - chyba od jego stworzenia - agresywności. A jednak jak bardzo odmienne i często odbiegające od rzeczywistości były oceny, publikacje i komenta- rze ludzi wyrosłych w minionym stuleciu, choć nie- którzy przeważnie już w sędziwym wieku, przekroczyli cezurę czasu pomiędzy wiekiem XX, zamykającym drugie tysiąclecie naszej epoki, a wiekiem XXI, wprowadza- jącym ludzkość w trzecie milenium, okres dla nas tak nieodgadniony, że nie tylko nie możemy nic prognozo- wać, a nawet nie możemy mieć pewności, czy do końca tego tysiąclecia przetrwa życie na naszej planecie. Zakładamy jedynie, że jeśli przetrwa, to będzie się opierać generalnie na tych samych zasadach co obec- nie, gdyż wiemy już i dysponujemy dowodami na uni- wersalność życia, obejmującego cały wszechświat choć przyjmującego zapewne dość odmienne nierzadko formy. Z pierwszej połowy XX stulecia wyszliśmy wstrzą- śnięci przebiegiem i skutkami pogromów, jakich dopu- ściliśmy się jako społeczność światowa. Do ekscesów tych zresztą doszło głównie w Europie, uważanej po- wszechnie za centrum nauki, kultury, myśli politycz- nej i sztuki. Tymczasem to tu właśnie, choć nie wy- łącznie, zamordowano bestialsko dziesiątki milionów ludzi, dzieci i starców, tych, z bronią w ręku i bezbronnych, ludzi obojga płci przeróżnej narodo- wości, religii i poglądów. Wchodząc głębiej w XXI wiek zaczynano coraz wyraźniej dostrzegać, że byli- śmy sprawcami rzezi, tym straszliwszej, że nie dała ona żadnych efektów i nie wyleczyła ludzi z głęboko 15 zakorzenionego w nich okrucieństwa i właściwie po- wszechnej skłonności do zabijania. Ponadto, skłon- ność ta wynikała z przekonania, że jedynie poprzez wzajemne wybijanie się, wprowadzimy świat i ludzkość w epokę szczęścia, spokoju, dobrobytu. Minęło do- brych kilkadziesiąt lat od zakończenia obu wojen światowych, zanim zaczęliśmy pojmować, że szczęście pozostawało nadal tak samo odległe i nieosiągalne, jak poprzednio. Natomiast historia wieku XXI zaczęła nam już od początku udowadniać, że to właśnie wyda- rzenia XX stulecia, a szczególnie jego pierwszej po- łowy, sprawiły, że żądza zabijania stawała się zja- wiskiem coraz bardziej powszechnym, nie budzącym sprzeciwu, zaś ogólnie panowało przeświadczenie, że do osiągnięcia wytyczonych sobie celów można dojść jedynie eliminując ludzi, którzy w naszym mniemaniu stają nam na drodze do tego, gdy tymczasem spokojna, rzeczowa analiza sytuacji wcale takiego stanowiska ani nie uzasadnia, ani nie potwierdza. Mniej więcej tak powinien wyglądać wstęp do cyklu moich zajęć na uczelni. Przy czym, o ile konieczne wydaje się zaprezentowanie poglądów filozoficznych i historii pierwszej połowy XX stulecia, a więc w zasadzie obu wojen światowych, o tyle technicznym przebiegiem tych wydarzeń nie ma się co zajmować. Bardzo charakterystyczny i wręcz powszechny jest bo- wiem fakt szerokiego rozwinięcia wiedzy na temat przebiegu obu wojen, strategii poszczególnych rządów i przywódców wojskowych, konkretnych operacji mili- tarnych i innych poczynań, jak na przykład zbrodni- czych operacji unicestwiania europejskich Żydów, czy więźniów stalinowskich łagrów. Zatem fakty były prawie powszechnie znane, a rów- nocześnie ich filozofia nie budziła szerszego zain- niezrozumiała. Hitler teresowania i pozostawała i hitleryzm są tego szczególnym przykładem. Nikt nie wątpi, że Hitler był jednym z największych i najsku- 16 teczniej działających zbrodniarzy w historii ludzko- ści. Zbrodniarzem był istotnie genialnym i szokująco skutecznym. Jeszcze w sto pięćdziesiąt lat po jego samobójczej śmierci powtarza się, że należy uczynić wszystko, aby człowiek taki nie pojawił się ponow- nie. Jak jednak nie dopuścić do tego, kiedy tak na- prawdę prawie nikt nie wie, jaką filozofią kierował się Hitler w swych działaniami i strategii. Czy rze- czywiście mordował, bo sprawiało mu to przyjemność, a więc czy faktycznie był genialnym szaleńcem? Na tyle genialnym, że porwał za sobą cały niemiecki na- ród. I czy naród ten znajduje również źródło radości i satysfakcji w zabijaniu? Zastanówmy się, czy prze- ciętny Niemiec w zabijaniu Żydów, Rosjan i Polaków znajduje poza satysfakcją, także przekonanie, że tym samym umacnia swoją pozycję, udowadnia, że jest lep- szy, mądrzejszy i bardziej wartościowy od przedsta- wicieli innych narodów, a swojej nacji zapewnia do- statnią i bezpieczną przyszłość? Oczywiście, zapewnię moich studentów, że są i tak myślący i czujący Niemcy, ale zapewnię też, że głup- ców znajdujemy w każdym narodzie. Jestem pewien i postaram się przekazać to moim słuchaczom, że ogromna większość Niemców nie znajdowała upodobania w polityce agresji, ucisku, eksploatacji i ekstermi- nacji innych nacji. Podobnie jak Rosjanie nie czuli się lepsi, zamożniejsi i bezpieczniejsi tylko dlate- go, że ich „wielki wódz” wymordował i zamęczył mi- liony ludzi, w tym wielu ich rodaków. Przeciwnie, i Niemcy, i Rosjanie obserwując zbrodnicze poczyna- nia swoich przywódców odczuwali narastający niepo- kój, a jednak godzili się na politykę zbrodni i przemocy. Dziś wiemy, że nie była to jakaś cecha charakte- rystyczna jedynie dla XX stulecia. Po trwającym oko- ło pół wieku okresie spokoju, będącym niejako reak- cją na oba konflikty światowe, obecnie - jak dobrze 17 dziś wiemy - świat ponownie chwycił za broń. Powsta- ła sieć organizacji terrorystycznych, które rozsze- rzają swój zasięg, mimo że nie tylko nie są w stanie osiągnąć postawionych sobie celów politycznych, ale i coraz trudniej jest im je zrealizować. Należy tu zaznaczyć, że z identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku nazizmu i stalini- zmu. Niemniej, ponownie zaczęliśmy się zabijać, i to na coraz większą skalę, bo terroryzm stał się przy- czyną regularnych wojen wcale nie mniej krwawych i nie mniej bezskutecznych niż dwudziestowieczne wojny światowe. Zanim jednak przejdziemy do tego w dalszych wy- kładach, należy podsumować pewne sprawy i wydarzenia z pierwszej połowy XX stulecia. Zacząłbym od oceny współczesnych, a co za tym idzie, od stanowiska wo- bec największych zbrodniarzy i wymierzonej im kary. Temat tym ważniejszy, że nie został dogłębnie prze- analizowany. W Europie, w każdym razie, w kolebce faszyzmu, we Włoszech i w Niemczech, najwięksi zbrodniarze, Hitler i Mussolini końca wojny nie do- czekali. Włoski „Duce” został po prostu stracony bez sądu, zaś Hitler popełnił samobójstwo. Powiedział- bym, że śmierć Mussoliniego jest dowodem małości Włochów, a samobójstwo Hitlera dowodem jego małości. Można dodać, że obaj ci przywódcy okazali się w su- mie tchórzami i małymi ludźmi. Sądzę, że tak też oceni ich historia nadchodzących wieków, które z ca- łą pewnością nie będą okresem spokoju i rzeczo- wości, sprzyjających bezstronnym ocenom popełnionych zbrodni. Taka bezstronna ocena była, jest i będzie nie ła- twym zadaniem. Dowodem jest w tym przypadku powojen- na historia innych przywódców i sprawców obu wojen światowych. Cesarz Austrii, co najmniej współwinny wybuchu pierwszej wojny światowej, zmarł nie docze- kawszy jej zakończenia, natomiast jego następcę 18 uznano za nie ponoszącego żadnej winy. Został jedy- nie zdetronizowany i udał się na emigrację do Szwaj- carii. Uważano go za człowieka osobistej uczciwości, został też beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II. O współodpowiedzialności za zbrodnie mowy więc być nie może. W sumie, dość podobne po pierwszej wojnie światowej były losy cesarza Niemiec, któremu nie postawiono żadnych oskarżeń, pozbawiając jedynie tronu i zsyłając na emigrację, na której przeżył jeszcze kilkanaście lat. Mniej szczęścia miał car Rosji, zamordowany przez bolszewików i to nie w następstwie wojny światowej, ale jako będący przeszkodą do objęcia przez nich władzy w kraju. Nic złego nie spotkało też cesarza Japonii, który nawet nie został zdetronizowany. Oczywiście, pozycje przywódców zachowali również politycy z przeciwnej, zwycięskiej strony frontu - Anglii, Francji i Stanów Zjednoczonych. Tam zresztą nie szukano zbrodniarzy wojennych. Zresztą stanowi to potwierdzenie panują- cej od wieków reguły: zbrodniarzy szukano i karano po stronie przegranej. Zwycięzcy mieli zawsze rację i z reguły, jako bohaterowie przechodzili do histo- rii. Najlepszym i wymownym przykładem tej zasady jest to, co było wynikiem drugiej wojny światowej. Za zbrodniarzy uznano przywódców hitlerowskich Niemiec i faszystowskich Włoch, co - mimo że zgodne z prawdą – nie ukazuje i nie piętnuje wszystkich odpowie- dzialnych za zbrodnie, także w gronie zwycięzców. Tam byli wyłącznie „wielcy”, jak Roosevelt, Chur- chill, Stalin i paru mniej znaczących, a więc nie podlegających ocenie przywódców kilku mniej ważnych krajów. Jeszcze inaczej wyglądało to w tak olbrzymim kra- ju, jak Chiny. Będzie o nim jeszcze mowa w kolejnych wykładach, ale do poruszanego w tym fragmencie tema- 19 tu należy dodać, że sytuacja czołowych chińskich przywódców była jeszcze całkiem inna. Mam oczywiście na myśli wodzów walczących ze sobą dwóch obozów po- litycznych, Czang Kai-szeka, przywódcę nacjonalistów skupionych w Partii Narodowej (Kuomintang) i Mao Tse-tunga, przywódcę lewicy skupionej wokół Partii Komunistycznej. Nie czas jeszcze i nie miejsce, aby w tym momen- cie wnikać w tematykę Chin. Dla lepszego zrozumienia tematu trzeba powiedzieć, że chińskie spojrzenie na świat, na politykę i na własnych przywódców jest bardzo odmienne od europejskiego. Chiński ruch na- cjonalistyczny, Kuomintang ma niewiele wspólnego z europejską prawicą, zarówno z demokracją, jak i z faszyzmem, w naszym rozumieniu tych systemów. Natu- ralnie, nonsensem byłoby upatrywać w Czang Kai-szeku chińskiego faszysty, tak jak przedstawiano tego przywódcę w propagandzie stalinowskiej. Równocze- śnie, należy zdawać sobie sprawę, że Komunistyczna Partia Chin i jej przywódca Mao nie mają nic wspól- nego ze stalinizmem. Zarówno Czang Kai-szek i Mao są odpowiedzialni za śmierć milionów swoich rodaków, a jednak nigdy przez samych Chińczyków nie byli oce- niani jako rodzimy odpowiednik Hitlera czy Stalina. Czang Kai-szek ostatecznie przegrał z Mao w woj- nie domowej i pozostał na Tajwanie, który po dzień dzisiejszy pozostaje niepodległym państwem, wbrew ustawicznym i nie pozbawionym zasadności protestom Pekinu uważającym go za jedną z prowincji Chin. Czang Kai-szek jako przywódca Tajwanu dotrwał na tym stanowisku do śmierci i był zaciekle atakowany przez propagandę chińską, choć nigdy nie uznano go za przestępcę wojennego i nigdy za nic nie został uka- rany. Historia Mao Tse-tunga jest w pewnym sensie prostsza, choć budzi jeszcze większe zdumienie. Mao, podobnie jak Stalin, rozprawiał się z własnym naro- 20 dem, w każdym razie z tymi, których uważał za swoich przeciwników. Nigdy jednak w samych Chinach nie po- stawiono mu zarzutu z powodu krwawych rozpraw z opo- zycją polityczną. Do dziś nikt takich oskarżeń nie wysunął. Mao Tse-tung wszedł do historii Chin jako wielka postać, a ponieważ minęło tak wiele lat od jego śmierci, można sądzić, że tak już pozostanie. Wszyscy doskonale jak przypuszczam, znają histo- rię Stalina, po śmierci prawie powszechnie uznanego za jednego z największych zbrodniarzy wszechczasów, a mimo to wielu było jeszcze takich, co nadal żywili do niego uwielbienie, choć stanowili mniejszość na- rodu rosyjskiego. Z upływem czasu jednak zaczęto tę- sknić za Związkiem Radzieckim jako za mocarstwem, które choć nie zapewniało Rosjanom dobrobytu, to jednak gwarantowało im poczucie bezpieczeństwa. Ale nastroje uwielbienia dla „genialnego wodza” nie po- wróciły; odnieść to można do wszystkich krajów, któ- re znajdowały się w orbicie wpływów Stalina. Mowa o krajach wcielonych do ZSRR, takich jak republiki bałtyckie, czy państwa środkowo-azjatyckie, jak i o grupie państw zwanych demokracjami ludowymi, które w zasadzie pozostawały niepodległe, ale były przez Stalina i jego aparat skrzętnie kontrolowane. Dla pełni obrazu trzeba dodać, że bezpośrednio po drugiej wojnie światowej, jak i w dalszych latach, stopniowo sądzono i karano winnych zbrodni popełnia- nych w czasie rządów politycznych dyktatur. Dotyczy- ło to głównie, jeśli nie wyłącznie krajów w rejonach objętych wpływami demokracji zachodniej bądź rozu- miejących charakter takiej demokracji. Już w pań- stwach odległych od oddziaływania tego systemu, jak w byłych azjatyckich republikach radzieckich, proce- sy odchodzenia od dyktatur miały zdecydowanie od- mienny przebieg i charakter. W Europie proces ten był w zasadzie dość prosty i łatwy do zrozumienia. Ludzie z aparatu dyktatur zostali generalnie potę- 21 pieni, a w wielu przypadkach ukarani. To właśnie spotkało czołowych reprezentantów niemieckiego fa- szyzmu, a w mniejszym stopniu - włoskiego. Rozliczo- no naturalnie także przedstawicieli krajów okupowa- nych i kontrolowanych przez faszystów, którzy z przeróżnych powodów, przeważnie kierowani stra- chem, faszyzmowi służyli. Całkiem inny i już wcale nie tak prosty był nato- miast proces rozprawiania się z winnymi zbrodni sta- linizmu. Poruszając ten temat, stajemy przed bardzo skomplikowanym, ważnym i nigdy do końca nierozwiąza- nym problemem w historii drugiej połowy XX stulecia. Sprawie tej poświęcono dziesiątki książek, które problem nie tyle wyjaśniają, co komplikują, i to chyba w dwóch aspektach. Jeden z nich jest przynajm- niej zrozumiały. Zarówno faszyzm nazistowski jak i stalinizm wywodziły się ze zbrodniczych skłonności tkwiących w ludzkim charakterze i głosiły przekona- nie, że władzę można utrzymać i skutecznie sprawować dokonując masowej eksterminacji wszystkich, w któ- rych upatruje się przeciwników tych systemów. I tak też działały na wszystkich szczeblach wła- dze nazistowskie jak i stalinowskie. Różnica między taktyką jednych i drugich polegała tylko na tym, że nazizm w zasadzie nie krył się ze swą praktyką maso- wych zbrodni, uważając je za konieczne, nieuniknione i przynoszące pożytek społeczeństwu. Stalinizm tak- tykę tę starał się raczej skrywać, a działał pod tym względem tak umiejętnie, że jeszcze pod koniec wieku pełen obraz masowych rzezi nie był w pełni znany, tak jak nie do końca poznano odpowiedzialność za to całego stalinowskiego aparatu władzy. W konsekwencji, rozpatrując problem w wiele dzie- sięcioleci później, nikt nie jest w stanie dokładnie i z pewnością powiedzieć, kto, w jakim wymiarze i z jakich powodów brał udział w tych masowych zbrod- niach. W efekcie, nawet ci, co bez najmniejszych 22 wątpliwości brali w tym udział, nie ponieśli żadnej odpowiedzialności i żadnej kary. Natomiast spośród tych, którzy karę ponieśli, co do wielu nie ma pew- ności, czy faktycznie ponosili oni winę za zbrodnie stalinizmu. Zresztą jak problem ten był niejednoznaczny, naj- wymowniej świadczą losy samego Stalina, który do śmierci zachował pozycję niekwestionowanego przywód- cy i powszechnie wielbionego oraz szanowanego wodza narodu. Słowa potępienia przyszło dopiero po jego śmier- ci. Wtedy też zakwestionowano jego wielkość i poło- żono kres kampanii jego kultu, zmieniono nazwy miast, ulic i placów, noszących jego imię. Usunięto jego zabalsamowane zwłoki z mauzoleum na Placu Czer- wonym w Moskwie i przeniesiono w miejsce o wiele skromniejsze. Zaprzestano publikacji prac naukowych i powieści głoszących wielkość Stalina. W zasadzie, nie rozliczono jego współpracowników i w ZSRR nie doszło do takich procesów, jakie latami ciągnęły się w Niemczech zachodnich. Nikt z najbliższych nawet współpracowników Stalina nie odpowiadał za masowe zbrodnie, aresztowania i dziesiątki lat, spędzonych w łagrach i więzieniach przez ludzi posądzonych na- wet nie zawsze o wrogi, ale czasami niewystarczająco wiernopoddańczy stosunek do wielkiego wodza. Można więc powiedzieć, że w ZSRR i w krajach przez niego kontrolowanych, ze stalinizmem w zasa- dzie nie rozliczono się, a po rozpadzie ZSRR i po- wstaniu federacyjnej republiki rosyjskiej, na tego rodzaju obrachunki było już za późno. Tu trzeba dodać, że takich rozliczeń nie przepro- wadzono też i w innych rejonach świata. W sumie, po względnie spokojnej drugiej połowie XX stulecia, świat wkroczył w kolejny wiek i w nowe tysiąclecie jakby uspokojony i uwolniony od zbrodni, które do- tknęły ludzkość w poprzednich stuleciach. 23 Dominowało przekonanie, że mimo różnych sporów i konfliktów między narodami, całymi regionami i re- ligiami, świat wkracza jednak w nową epokę, którą będzie cechować coraz powszechniejsze zrozumienie wagi pokoju, powszechnego dialogu i rozwiązywanie problemów bez użycia siły, co było praktyką poprzed- nich epok. 24
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wiek XXI. jaki będzie i co nam przyniesie?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: