Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00262 005527 13092179 na godz. na dobę w sumie
Wielka historia świata. Tom VI. Narodziny świata nowożytnego 1453-1605 - ebook/pdf
Wielka historia świata. Tom VI. Narodziny świata nowożytnego 1453-1605 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Oficyna Wydawnicza Fogra Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-60657-52-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).


Szósty tom z 12 z serii Wielka Historia Świata Oficyny Wydawniczej FOGRA (wydawcy m.in. 10 tomowej edycji Wielka Historia Polski).
Od prehistorii do współczesności - najnowsza synteza historii powszechnej
Wielka historia świata to owe spojrzenie na powstawanie i upadek wielkich cywilizacji
Wielka historia świata to dzieło najwybitniejszych uczonych stworzone pod patronatem Polskiej Akademii Umiejętności
Wielka historia świata to kompendium wiedzy bardzo przydatne nie tylko dla naukowców, studentów i kandydatów na studia, ale dla wszystkich miłośników historii.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

W I E L K A H I S T O R I A  W I ATA NARODZINY ÂWIATA NOWO˚YTNEGO 1453–1605 tom 6 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== WIELKA HISTORIA ŒWIATA tom VI pierwsze strony t.6_2.p65 1 2005-08-04, 10:34 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== KOMITET REDAKCYJNY prof. dr hab. Józef Andrzej Gierowski prof. dr hab. Stanis³aw Grodziski prof. dr hab. Jerzy Wyrozumski Pod patronatem naukowym Polskiej Akademii Umiejêtnoœci pierwsze strony t.6_2.p65 2 2005-08-04, 10:34 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== WIELKA HISTORIA ŒWIATA tom VI Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 pod redakcj¹ naukow¹ Stanis³awa Grzybowskiego Stanis³aw Grzybowski pierwsze strony t.6_2.p65 3 2005-08-04, 10:34 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Dyrektor Ludwik Czopek Redaktor naczelny Jan Pieszczachowicz Redaktor tomu El¿bieta Wójcik Redaktor techniczny Jacek Orzechowski Korekta El¿bieta Wójcik Projekt graficzny ksi¹¿ki Look Studio Zdjêcie na ok³adce Piotr Jamski Projekt ok³adki Ma³gorzata Karkowska Wybór ilustracji Wojciech Adamski, Stanis³aw Grzybowski Mapy Iwona Orzechowska, Jacek Orzechowski Grafika i rysunki Zbigniew M. Bielak, Iwona Orzechowska, Jacek Orzechowski Skanowanie zdjêæ Andrzej Najder, Jacek Orzechowski Przygotowanie kapsu³ Stanis³aw Grzybowski, Rados³aw Doboszewski (s. 21, 268, 278, 283, 287, 293, 296, 313, 331, 345) ISBN 83-85719-80-6 komplet ISBN 83-85719-90-3 Tom 6 ISBN 978-83-7391-585-5 ISBN 83-7391-585-0 NR 4835 ã by FOGRA OFICYNA WYDAWNICZA, KRAKÓW 2005 ã for the book-club edition by Bertelsmann Media Sp. z o.o., Warszawa 2005 OFICYNA WYDAWNICZA KRAKÓW, ul. Marsza³ka Józefa Pi³sudskiego 19 Warszawa, ul. Roso³a 10 pierwsze strony t.6_2.p65 4 2006-08-30, 17:14 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== S³owo wstêpne Wielkie cezury historyczne s¹ potrzebne i zawodne. Historyk musi uporz¹dko- waæ kosmiczny ba³agan historii, nie mo¿e jednak zapominaæ, ¿e pisz¹c historiê ca- ³oœciow¹, „integraln¹”, dotyka rozmaitych dziedzin ludzkiego dzia³ania, rz¹dz¹cych siê w³asnymi prawami. Prawa te, a mo¿e raczej prawid³owoœci, nie s¹ bynajmniej immanentnie zwi¹zane z materi¹ dziejow¹, bo takich praw nie ma. Prawa te wyni- kaj¹ z w³aœciwoœci ludzkiego umys³u, z mechanizmów tworzenia i rozumienia, tkwi¹- cych w naturze, w umyœle cz³owieka. I w³aœciwoœci te ukazuj¹ nam dwie wielkie ce- zury dziejowe. Pierwsza to upadek œwiata staro¿ytnego, cezura wa¿na dla naszej cywilizacji, ale dyskusyjna dla cywilizacji poza obrêbem œwiata œródziemnomorskiego po³o¿onych. Druga to pocz¹tek dziejów nowo¿ytnych, pocz¹tek przenikania siê i jednoczenia ró¿nych cywilizacyj*. Jednoczenie to trwa i nasila siê na naszych oczach, a wraz z nim trwa epoka nowo¿ytna. Próby wyodrêbnienia z niej jakiejœ „historii najnowszej” i „historii wspó³czesnej” s¹ w najlepszym razie przejawem naszego za- rozumialstwa. Od Kolumba do Neila Armstronga, od Žižki do Ché Guevary, od Torquemady do Pol Pota, od Kopernika do Stephena Hawkinga nie zdarzy³o siê nic, co by w istotny sposób zmieni³o kierunek rozwojowy ludzkoœci. W tradycji i doœwiadczeniu XV i XVI w. widoczne s¹ ju¿ zarodki – czasem rozwiniête p¹ki – wszystkich problemów naszego wieku. Ukazanie ich wymaga oczywiœcie ci¹g³ej konfrontacji problemów dawnych z pro- blemami nam wspó³czesnymi. Ka¿de pokolenie historyków – przypomnia³ o tym ju¿ Fryderyk Schiller w 1789 r. – pisze historiê na nowo, gdy¿ staje przed odmienn¹ wspó³czesnoœci¹ i odmienne musi stosowaæ kryteria wyboru faktów i wydarzeñ, aby w ich œwietle lepiej zrozumieæ siebie i swoje czasy, ich rodowód i charakter. Równie¿ i my w epoce globalizacji zastanowiæ siê musimy, kiedy prze³amana zosta- ³a odrêbnoœæ poszczególnych zamkniêtych krêgów kulturowych i œwiat zacz¹³ stapiaæ siê w jedn¹ kulturê otwart¹, z grecko-rzymskiej siê wywodz¹c¹, ale coraz bardziej przesi¹kniêt¹ elementami kultur innych, poprzednio zamkniêtych, i wraz z nimi przeradzaj¹c¹ siê w kulturê chrzeœcijañsk¹, humanistyczn¹, europejsk¹, atlan- tyck¹, globaln¹. Proces ten ju¿ u progu epoki nowo¿ytnej objawi³ siê obopóln¹ fascynacj¹ obcymi dot¹d sobie kulturami, by w naszych czasach doprowadziæ do nasilenia siê wp³ywów wzajemnych, np. do ekspansji muzyki i sztuki afrykañskiej oraz kultów religijnych Wschodu. £¹czy siê to z kryzysem dotychczasowych syste- mów religijnych, z jednej strony z ich odrzucaniem przez wielu dotychczasowych * Pisownia zgodna z ¿yczeniem Autora (tak¿e w innych przypadkach, np. instrumenta). 5 pierwsze strony t.6_2.p65 5 2005-08-16, 10:16 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== S³owo wstêpne wyznawców, z drugiej zaœ z fundamentalizacj¹, pe³ni¹c¹, podobnie jak regres oby- czajowy reformacji, funkcje defensywne. Wreszcie wspó³czesna rewolucja obyczajo- wa ma swe Ÿród³o w pewnych aspektach myœli i obyczajowoœci humanistycznej, pro- blemy zaœ polityczne – w przekszta³ceniach kultury i praktyki politycznej, dokona- nych w XV i XVI w. Pierwsze objawy owych wielostronnych przekszta³ceñ nie wystêpuj¹ oczywiœcie w tym samym czasie, choæ i tak ich zbie¿noœæ temporalna jest zastanawiaj¹ca. Zdo- bycie przez Portugalczyków Ceuty zapowiada raczej ni¿ inauguruje erê wielkich odkryæ geograficznych, zamorskich podbojów, przenikania siê rozdzielonych do- t¹d przestrzennie i ideowo cywilizacyj, ale i obudzenia siê nowych emocji, ciekawo- œci, chciwoœci, odwagi, ¿¹dzy przygód. Przemiany bowiem rozpoczynaj¹ siê w sa- mym cz³owieku. To w³aœnie jego przemiany wewnêtrzne staj¹ siê najistotniejszym elementem nowej, rodz¹cej siê kultury Odrodzenia i humanizmu. Podkreœliæ tutaj trzeba, ¿e nasza definicja kultury odmienna jest od definicji przewa¿aj¹cych obecnie, a g³osz¹cych, ¿e „kultur¹ i Ÿród³em jej wytworów” jest „rze- czywistoœæ myœlowa steruj¹ca ludzkimi dzia³aniami, czyli dzia³ania te w spo³eczeñ- stwie reguluj¹ca” (W.A. Haviland). Pod pojêciem kultury rozumiemy raczej zespó³ wzorców kszta³tuj¹cych wra¿liwoœæ emocjonaln¹, a uporz¹dkowanych w okreœlo- nej formacji stylistycznej, tj. w okreœlonym systemie skojarzeñ. Wzorce te, wzorce humanistyczne, s¹ ju¿ w pe³ni rozwiniête w XIV stuleciu, w twórczoœci Boccaccia i Petrarki, a swój wyraz stylistyczny, czyli swój porz¹dek myœlowy i wizualny, znaj- duj¹ w XV w. w Renesansie. Patronuj¹ one równie¿ ¿¹dzy poznania, wyra¿aj¹cej siê w rozwoju nowych badañ naukowych, bo i nowe priorytety badawcze nauki znaj- duj¹ swe Ÿród³a w nowej wra¿liwoœci emocjonalnej. Proponowana przez nas definicja kultury prowadziæ musi do zastanowienia siê nad jej zwi¹zkiem z innymi dziedzinami dzia³alnoœci cz³owieka, co znajdzie równie¿ wyraz w konstrukcji naszego dzie³a. Warto tu przypomnieæ staroœwieck¹ pozornie koncepcjê Jakuba Burckhardta, który jako trzy „potencje”, steruj¹ce dzie- jami ludzkoœci, wymieni³ pañstwo, religiê i kulturê, przy czym dwie pierwsze maj¹ charakter statyczny i zachowawczy, kultura zaœ jest si³¹ dynamiczn¹, wymusza- j¹c¹ zmiany równie¿ w dziedzinie dwóch pozosta³ych „potencyj” – st¹d renesen- sowe „pañstwo jako dzie³o sztuki”, jak je Burckhardt w³aœnie okreœli³. Nie wdaj¹c siê w szczegó³ow¹ analizê pogl¹dów szwajcarskiego mistrza, wskazaæ tu nale¿y na koniecznoœæ odró¿nienia „potencyj” instytucjonalnych, jak pañstwo, Koœció³ i instytucje z kultury wyros³e, ze szko³¹ na czele, rzeczywiœcie pe³ni¹ce funkcje statyczne i zachowawcze, od „potencyj” intelektualnych i emocjonalnych, jak reli- gia, polityka i kultura twórcza, steruj¹cych ludzkimi dzia³aniami przez system wzorców, podatnych na zmiany dziêki kontestacyjnym walorom p³yn¹cym w³a- œnie ze sfery emocjonalnej. Ta nowa wra¿liwoœæ emocjonalna dziœ lepiej jest przez nas rozumiania ni¿ przez poprzednie generacje badaczy, gdy¿ pokolenia wspó³czesne coraz wy¿ej ceni¹, sta- nowi¹c¹ ju¿ przedmiot powa¿nych badañ i dyskusji, inteligencjê emocjonaln¹. U progu dziejów nowo¿ytnych wra¿liwoœæ ta wyra¿a siê równie¿ w nowym obliczu wiary. Religijnoœæ Odrodzenia i reformacji rodzi siê z myœli humanistycznej, z jej indywidualizmu, z jej przekonania, ¿e cz³owiek jest lepszy od ludzi. Ale wi¹¿e siê ona te¿ z narodzinami nowo¿ytnego pañstwa. U podstaw tej religijnoœci stanê³o nie tylko Naœladowanie Chrystusa w³aœnie w jego cz³owieczej doli, ale i mêczeñstwo Jana Husa, mêczeñstwo Joanny d’Arc – i grunwaldzkie zwyciêstwo nad tym wszystkim, co tamowa³o Koœcio³owi drogê do nowych pr¹dów. Tym samym i kultura, i religia s³u¿yæ zaczyna³y nowemu Bogu – pañstwu bêd¹cemu ucieleœnieniem Ojczyzny. Spory o rolê i kszta³t tego pañstwa stworzy³y nowe jego rozumienie, dyskusyjne wci¹¿ – 6 pierwsze strony t.6_2.p65 6 2005-08-04, 10:35 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== S³owo wstêpne i dyskusje te trwaj¹ do naszych czasów, a ich zasadnicze problemy, zasadnicze pyta- nia dotycz¹ce materii politycznej, z XVI w. w³aœnie siê wywodz¹. Inny podstawowy spór, w tej epoce zrodzony i do dziœ aktualny, to spór o grani- ce praw indywidualnych i spo³ecznych. Renesans bowiem ukazuje nam szereg wiel- kich, ambitnych, kultem otoczonych, kszta³tuj¹cych œwiat jednostek przez pryzmat ich niepowtarzalnej indywidualnoœci, góruj¹cej nad œwiatem im wspó³czesnym i dot¹d budz¹cej podziw, szacunek lub czasem protest i przera¿enie. Nie mo¿emy do nich przyk³adaæ ocen nam dziœ w³aœciwych – lub nam ob³udnie narzuconych. Humanizm to rzeczywiœcie przekonanie, ¿e cz³owiek jest doskonalszy od ludzi. Wy- bór w³asnej indywidualnoœci, a zarazem w³asnej drogi ¿yciowej, by³ dla ludzi ówcze- snych wyborem œwiadomym i poci¹ga³ za sob¹ œwiadome tej indywidualnoœci kszta³- towanie. By³ dla nich równie¿ imperatywem najwy¿szym. Kult indywidualnoœci sta- wia³ jej prawa i jej potrzeby wy¿ej ni¿ prawa i potrzeby spo³eczne. Zarazem jednak m¹dre zrozumienie praw i potrzeb spo³ecznych stawa³o siê czynnikiem pomocnym w³aœnie w jej kszta³towaniu, u³atwiaj¹cym autorealizacjê. Zrozumienie to nie mo- g³oby powstaæ bez walki, bez konfliktów idei, z których najwa¿niejszym by³a sprzecz- noœæ miêdzy s³onecznym i tolerancyjnym optymizmem Odrodzenia a bojow¹ i prze- konan¹ o s³usznoœci swej walki ze z³em tego œwiata reformacj¹, zarówno prote- stanck¹, jak katolick¹. Przyzwyczajony do optyki dziejów Europy, do europocentrycznego spojrzenia na dzieje, z niepokojem pyta³em materia³u badawczego, co zrobiæ z krajami poza- europejskimi, zw³aszcza z niepoddaj¹cymi siê przecie¿ dyktatowi Europy wielkimi cywilizacjami Wschodu. Z ciekawoœci¹ œledzi³em ró¿nice, a równie¿ analogie, nad- spodziewanie dla mnie liczne. Ich uwypuklenie uwa¿a³em za wa¿n¹, jeœli nie naj- wa¿niejsz¹, czêœæ mojej pracy badawczej. Nie by³y one przecie¿ dzie³em przypadku. Kontakty miêdzy cywilizacjami trwa³y od wieków i ich skutki, w momencie nasi- lenia ekspansji europejskiej i wzmocnionego, obustronnego zainteresowania, wy- dawaæ zaczê³y owoce. Pocz¹tkowo skromne, zaprawiane gorycz¹, gdy¿ konflikty gospodarcze i polityczne, lêki zrodzone z odmiennoœci kultur prowadzi³y do nie- uchronnego, ale i p³odnego nieraz starcia. A równie¿ do wspó³pracy w obliczu wspól- nego niebezpieczeñstwa, do uœwiadomienia sobie zarówno wagi kultury w³asnej, jak jej s³aboœci. Dotyczy to równie¿ kultur dot¹d zamkniêtych, które, wzgardzone przez zdo- bywców, formalnie skazane by³y na zag³adê. Wiele ich elementów, wiele zabytków, zniszczono rzeczywiœcie bezpowrotnie. Podbój spowodowa³ ich regres, który jed- nak sprzyja³ nierzadko selekcji tradycyjnych wartoœci, ocaleniu ich najtrwalszych elementów. Równoczeœnie dostarcza³ narzêdzi do ich utrwalania. Mechanizmy obronne kultur pozaeuropejskich pozwala³y zachowaæ to, co w nich najcenniejsze, i dziœ, uznane za wspólny dorobek ludzkoœci, nieraz rozpoczyna zwyciêski marsz po kontynentach. Tworzy nasz¹ kulturê wspóln¹. Globaln¹. pierwsze strony t.6_2.p65 7 2005-08-29, 08:49 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== pierwsze strony t.6_2.p65 8 2005-08-04, 10:35 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych Rozdzia³ I. Cywilizacje pierwotne i krêgi izolacji W po³owie wieku XV etnograficzna mapa globu ziemskiego by³a ju¿ w zasadzie ukszta³towana. Min¹³ okres wielkich migracyj ludów pierwotnych – ostatnia z nich, polinezyjska, wiek wczeœniej ukoronowana zosta³a opanowaniem Nowej Zelandii – nie rozpocz¹³ siê jeszcze okres ekspansji europejskiej. Na kontynencie amerykañskim i w Czarnej Afryce oraz na pó³nocnych obrze¿ach wielkich cywilizacyj azjatyckich trwa³y nieustanne migracje lokalne, nie tworz¹ce jednak nowych wielkich spo³ecznoœci. Wiêzi kulturowe i komunikacyjne miêdzy poszczególnymi cywilizacjami nabiera³y kszta³- tu, choæ wci¹¿ jeszcze mia³y one najczêœciej charakter ograniczony. Trwa³y jedynie w zasadniczej izolacji liczne cywilizacje zbieracko-³owieckie, najpierwotniejsze zaœ i najszczelniej odgrodzone od œwiata by³y cywilizacje ludów Australii. Wyros³e zarów- no w puszczach dziewiczych Nowej Po³udniowej Walii i Queenslandu, jak na stepach i pustyniach Australii centralnej i zachodniej, przechowa³y do naszych czasów najpe³- niej œlady totemicznych wierzeñ i zwi¹zan¹ z nimi organizacjê spo³eczn¹, opart¹ na wiêziach rodzinnych, przechowa³y konserwatywne do nich przywi¹zanie i wyros³¹ wraz z nimi kulturê, raduj¹c¹ etnografów oraz mi³oœników sztuki prymitywnej, œni¹- cych, jak Guillaume Apollinaire, „wœród fetyszów Australii i Gwinei” o zrozumieniu w ich œwietle najpierwotniejszych, a wiêc i najautentyczniejszych podk³adów psychiki ludzkiej. Podobny charakter mia³y czêœciowo ju¿ rolnicze, osiad³e cywilizacje Nowej Gwinei i zachodniej Oceanii, choæ tam, w zwi¹zku z rybackim charakterem wyspiar- skiej aktywnoœci, sporadyczne wiêzi ze œwiatem bywa³y mo¿liwe, jak œwiadcz¹ choæby hiszpañskie œwiadectwa o Melanezyjczykach zagnanych na Filipiny w wieku XVI. W Nowym Œwiecie podobna by³a izolacja puszczañskich, czêœciowo ju¿ ko- pieniackich plemion Amazonii i dorzecza Orinoko, jeszcze w XX w. przecie¿ nie w pe³ni przezwyciê¿ona. £atwiej tu jednak dochodzi³o, przynajmniej na pogranicz- nych obszarach, do wymiany informacji z wysoko stoj¹cymi prekolumbijskimi cywilizacjami przedgórza Andów, co w epoce wielkich odkryæ geograficznych za- owocuje legendami o z³otodajnym Eldorado i seri¹ œmia³ych, czêsto tragicznych wypraw bia³ych awanturników. Natomiast izolacjê plemion zbieracko-³owieckich wy¿ynnego interioru Brazylii wschodniej oraz wybrze¿y i wnêtrza dzisiejszego Uru- gwaju i Argentyny prze³ami¹ dopiero pierwsi europejscy eksploratorzy tych tere- nów. Ale równie¿ tropikalne lasy i sawanny Afryki i Azji, zw³aszcza po³udniowo- -wschodniej, kry³y w sobie niejedno plemiê zastyg³e w dawnych obyczajach, odrzu- caj¹ce cywilizacjê s¹siadów – jak Dajakowie z Borneo, po dziœ dzieñ oporni wobec 9 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 9 2005-08-04, 10:35 cywilizacje zbieracko-³owieckie izolacja plemion Nowego Œwiata ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 islamu – a czêsto tej cywilizacji, zagubionej wobec pierwotnej przyrody, s³u¿¹ce jako przewodnicy po niej, jak indyjscy Gondowie czy afrykañscy Pigmeje. Te zwi¹zki bêd¹ dla prymitywnych spo³ecznoœci Starego Œwiata wa¿ne, gdy¿ w przeciwieñstwie do mo¿liwoœci australijskich i amerykañskich plemion daj¹ one kontakt z cywilizacj¹ ¿elaza. Zwi¹zki to jednak bardzo ograniczone, nawet handel wymienny nie prowa- dzi³ bowiem do powstania osobistych kontaktów i wiêzi cywilizacyjnych. Doœæ powszechny natomiast w rejonach lasów tropikalnych Ameryki Po³udnio- wej, Afryki Centralnej i Nowej Gwinei, a tak¿e wœród wyspiarskich spo³ecznoœci wysp karaibskich i Melanezji oraz na Nowej Zelandii, by³ kanibalizm. Praktyka ta, wyp³ywaj¹ca z elementów kultu zmar³ych, z obawy przed ich powrotem lub z wiary, ¿e wraz z ich cia³em spo¿yæ mo¿na ich si³y, wiedzê i cechy charakteru, najwczeœniej zaobserwowana zosta³a przez pierwszych podró¿ników europejskich wœród Kara- ibów i brazylijskich Indian, budz¹c oczywiste obrzydzenie i przyczyniaj¹c siê do utrwalenia stereotypów, ¿e ludy zamorskie nale¿¹ do ras gorszych, godnych obróce- nia w niewolników, jeœli nie wytêpienia. Na wschodnich wybrze¿ach Ameryki Po³udniowej, zw³aszcza w Patagonii i na Ziemi Ognistej, a czêœciowo te¿ w lasach Brazylii i Gujany ¿y³y równie¿ plemiona niezwykle prymitywne, niemal wy³¹cznie myœliwskie i zbierackie, nie znaj¹ce tkac- twa, garncarstwa, rybo³ówstwa, ³odzi, czêsto nawet broni kamiennej, pos³ugiwa³y siê bowiem tylko drewnem i koœci¹, wierzy³y wy³¹cznie w z³e duchy, sk³onne jednak by³y do zdobienia siê w naszyjniki z k³ów i pazurów dzikich zwierz¹t, pióra ptasie lub klocki wprawiane w uszy i doln¹ wargê: od kamyka w wardze pochodzi nadana jednemu z tych plemion przez Portugalczyków nazwa Botokudów. Broñ ich, obok wielkiego ³uku, stanowi³y w strefie stepowej budz¹ce zdziwienie przybyszów bolas – trzy kamienne kule na d³ugim rzemieniu. Plemiona te nie zna³y prawie obuwia i bytowa³y niemal nago, nawet w surowym klimacie Ziemi Ognistej, której miesz- Stary Œwiat kanibalizm prymitywne plemiona Ameryki Ryc. 1 Wioska Indian Sekotonów oraz ¿ona wodza z dziec- kiem, wg rys. Theodore’a de Bry (British Museum, Londyn – przerys) 10 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_OK.p65 10 2005-08-29, 08:49 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych kañcy zreszt¹ nie nale¿eli do najprymitywniejszych ludów tego regionu, maj¹c nie- co bogatszy system wierzeñ oraz zestaw narzêdzi i ozdób ni¿ s¹siedni Patagoñczycy. Te pierwotne cywilizacje przewa¿a³y w chwili przybycia Europejczyków na stepach i wybrze¿ach po³udniowej czêœci kontynentu, natomiast w Brazylii i Gujanie stano- wi³y ju¿ tylko wysepki zdominowane przez nowsze fale osadnicze. Na umiarkowanych klimatycznie terenach stepów syberyjskich, a zw³aszcza wiel- kich prerii Pó³nocnej, a czêœciowo i Po³udniowej Ameryki, kwitnê³y czêœciowo wê- drowne, wojownicze i myœliwskie cywilizacje. Plemiona Ameryki Pó³nocnej charak- teryzowa³y siê bardziej rozwiniêtym systemem wierzeñ i zacz¹tkami organizacji re- ligijnej znanymi pod nazw¹ szamanizmu. Cywilizacja ta wywodzi³a siê z Syberii Wschodniej, gdzie szybciej ju¿ w tych czasach ulega³a wp³ywom chiñskim, japoñ- skim czy koreañskim. Zw³aszcza Mongo³owie, zachowuj¹c koczowniczo-pasterski tryb ¿ycia, przyjmowaæ zaczêli od XVI w. buddyzm tybetañski, w wyniku czego du- chowieñstwo, lamowie, zajêli u nich miejsce dawnych szamanów i przejêli kierow- nictwo ¿ycia spo³ecznego. Natomiast specyficzna cywilizacja wielu plemion indiañ- skich, zw³aszcza miêdzy Atlantykiem a Missisipi, sprzyja³a innym wiêziom. Na kon- tynencie, gdzie wedle przybli¿onych obliczeñ istnia³o 2200 odrêbnych jêzyków, nie licz¹c ich znacz¹cych odmian, musia³y zaistnieæ równie¿ mechanizmy komuniko- wania siê odmienne od jêzykowych, symboliczne, takie jak wampum – pas z muszli s³u¿¹cych jako œrodek wymiany i przekaŸnik sformalizowanych treœci, kalumet, czyli „fajka pokoju”, i tomahawk – topór, a raczej chyba ciupaga, bêd¹cy oznak¹ wojny, dziœ zbanalizowane w powieœciach dla m³odzie¿y, niegdyœ jednak istotne znaki po- rozumienia. Zreszt¹ ca³a przestrzeñ dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, stosun- kowo rzadko zaludniona, by³a widowni¹ przechodzenia od myœlistwa, wci¹¿ domi- nuj¹cego na obszarze Wielkich Prerii, miêdzy Missisipi a Górami Skalistymi, oraz w po³udniowej Kanadzie, do prymitywnej, kopieniackiej gospodarki rolnej na wscho- dzie i w Kalifornii, nad Rio Grande oraz nad Colorado. Dalej na pó³noc rozprzestrzenia³y siê cywilizacje rybacko-³owieckie: Lapoñczy- cy, Samojedzi, Czukcze, Kamczadale, Eskimosi. Surowsze warunki naturalne, w których przysz³o im bytowaæ, równowa¿one by³y wiêkszym kontaktem ze œwia- tem, z cywilizacj¹ skandynawsk¹ na krañcach tej strefy, w Laponii i w eskimoskiej Grenlandii, gdzie ostatni potomkowie Wikingów** ¿yli jeszcze w XV w., z wielkimi cywilizacjami Azji w centrum. Nawet jednak na pó³nocnych obrze¿ach Europy, w krêgu wp³ywów skandynawskich i nowogrodzkich, zachowa³y one wyraŸn¹ od- miennoœæ, budz¹c zdziwienie podró¿ników z po³udnia kontynentu. Eskimosi na- tomiast stworzyli cywilizacjê swoist¹, oryginaln¹, poznawan¹ dziœ w znacznej mie- rze dziêki odkryciom archeologicznym, gdy¿ zmiany klimatyczne pod koniec œre- dniowiecza doprowadzi³y do jej zdecydowanego regresu; st¹d Arnold J. Toynbee zaliczy³ j¹ do cywilizacji „poronionych”. W bardziej umiarkowanym klimacie inte- resuj¹ce cywilizacje rybackie utworzy³y siê na zachodnich wybrze¿ach Ameryki Pó³- nocnej, gdzie bogaty, rozbudowany system wierzeñ i ceremonii, wraz z oryginaln¹ sztuk¹ u¿ytkow¹, odzwierciedla³ wysoki poziom rozwoju spo³ecznego. Cywilizacje Oceanii to problem odmienny. By³y to bowiem – pomijaj¹c niektóre koczownicze plemiona z Nowej Gwinei – cywilizacje osiad³e i rolnicze, ale wobec izo- lacji, szczególnie silnej w stosunku do kontynentów, id¹ce w³asn¹ drog¹ rozwoju. Uprawa roœlin bulwiastych, takich jak batat, taro (kolokazja) i pochrzyn, uzupe³nia- na by³a hodowl¹ zwierz¹t, zw³aszcza trzody chlewnej, oraz rybo³ówstwem. Prymityw- ne rolnictwo wi¹za³o siê z obrzêdami magicznymi, czyni¹cymi z p³odów rolnych przed- mioty kultu. W Melanezji, stanowi¹cej mozaikê plemion i jêzyków, przewa¿a³ kult szamanizm cywilizacje indiañskie cywilizacje Dalekiej Pó³nocy ** Du¿e litery (równie¿ np. w nazwach zakonów) zastosowane na ¿yczenie Autora. 11 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 11 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 Ludy pierwotne wed³ug relacji Kolumba „Aby pozyskaæ ich przyjaŸñ – zdawa³em sobie bowiem ani czarna, ani bia³a, ale s¹ miêdzy nimi, którzy maluj¹ siê na sprawê, ¿e byli to ludzie, którzy poddaliby siê nam i nawró- bia³o lub na czerwono, albo te¿ innymi kolorami wedle tego, cili na nasz¹ œwiêt¹ religiê raczej przez mi³oœæ niŸli si³¹ – co maj¹ pod rêk¹. Jedni maluj¹ sobie oblicze, inni ca³e cia³a kaza³em rozdaæ niektórym czapeczki kolorowe oraz naszyj- lub jedynie oczy, albo nos. niki szklane, które zawieszali na szyjach, a tak¿e inne drobiazgi Broni nie maj¹ i nie wiedz¹, co to jest; gdy¿ kiedy poka- oraz przedmioty niewielkiej wartoœci, z czego wielk¹ radoœæ za³em im miecze, niewiedza ich by³a taka, ¿e chwytali je za mieli i przywi¹zali siê do nas nad podziw. ostrza i pociêli sobie palce. ¯elaza nie posiadaj¹. Ich strza³y Widzieliœmy potem, jak podp³ywali wp³aw do ³odzi okrê- s¹ to dziryty bez ¿elaznych ostrzy, niekiedy osadzaj¹ na ich towych, w których znajdowaliœmy siê, przynosz¹c nam papugi, koñcu oœci rybne, a czasem inne przedmioty twarde. k³êbki bawe³ny, strza³y oraz wiele innych rzeczy. Wymieniali Wszyscy bez wyj¹tku s¹ roœli, dobrze zbudowani i urodni. to wszystko za pewne drobiazgi przez nas ofiarowane, jak np. Zauwa¿y³em, ¿e niektórzy mieli na ciele blizny po ranach. ma³e naszyjniki ze szk³a i dzwoneczki. Jednym s³owem, brali Zapyta³em na migi, co by to by³o, zdo³ali mi wówczas wyt³u- wszystko, co im ofiarowywaliœmy, i na wymianê bez waha- maczyæ, ¿e z wysp s¹siednich przybywali ludzie, aby porywaæ nia oddawali wszystko, co posiadali. brañców, i walczyli z nimi. Myœla³em wówczas i dot¹d tak myœlê, Jednak zdawa³o mi siê, ¿e by³a to ludnoœæ bardzo ubo- ¿e byli to ludzie z l¹du sta³ego, aby porywaæ ich do niewoli. ga i pozbawiona wszystkiego. Chodzili zupe³nie nago, tak jak Mo¿na by z nich zrobiæ doskona³ych robotników, s¹ in- matka na œwiat ich wyda³a, zarówno mê¿czyŸni, jak kobiety; teligentni, widzê bowiem, ¿e powtarzaj¹ od razu wszystko, co choæ prawdê mówi¹c, widzia³em zaledwie jedn¹ doœæ m³od¹. siê im mówi. Myœlê wiêc, ¿e ³atwo bêdzie ich nawróciæ, tym Wszyscy mê¿czyŸni, których widzia³em, byli m³odzi i ¿aden bardziej ¿e, o ile mnie siê zdaje, nie maj¹ ¿adnego specjal- z nich nie przeszed³ trzydziestu lat. Byli dobrze zbudowani, nego wierzenia. Jeœli Zbawiciel pozwoli, w momencie, kiedy wiêŸ cia³a i wygl¹d twarzy mieli mi³y. W³osy ich mia³y gruboœæ bêdê odje¿d¿a³, zabiorê piêciu czy szeœciu, aby ich przed- w³osia koñskiego ogona, by³y krótko przyciête i spada³y na stawiæ Waszym Wysokoœciom i aby nauczyli siê naszego czo³o a¿ do brwi; za to z ty³u nosili kosmyki, których nigdy jêzyka. Nie widzia³em na tej wyspie ¿adnego rodzaju zwie- nie przycinali. Niektórzy z nich malowali siê na br¹zowo, barwa rz¹t prócz papug” (Krzysztof Kolumb, Pisma, t³um. Anna naturalna ich skóry podobna jest cerze Kanaryjczyków, tzn. Ludwika Czerny, Warszawa 1970). kultury Oceanii humaniœci wobec ludów pierwotnych przodków, w Mikronezji i Polinezji, gdzie rozwój spo³eczny by³ znacznie bardziej za- awansowany – kult bóstw. Rz¹dzili tam naczelnicy wywodz¹cy siê od bogów i posia- daj¹cy ogromn¹ w³adzê œwieck¹ i duchown¹, istnia³y pocz¹tki podzia³u stanowego na rolników, rybaków, rzemieœlników i niewolników, wiêzi rodowe by³y w zaniku na rzecz terytorialnych. W Polinezji powsta³a jedyna w swoim rodzaju kultura, prê¿na i zdolna do wielkich przemieszczeñ, do podboju oceanicznych przestrzeni, niezwykle bogata duchowo i materialnie kultura „Wikingów Pacyfiku”. Ka¿de wiêc uogólnienie musi byæ z koniecznoœci zbyt uproszczone i œwiat lu- dów pierwotnych zdaje siê potwierdzaæ tezê Toynbeego, i¿ porównywanie odmien- nych cywilizacji jest z³udne, ka¿da z nich bowiem reprezentowa³a cechy odmienne i ka¿da, nawet najprymitywniejsza, przechowa³a pewne istotne kulturowe wartoœci. Europejscy odkrywcy w XVI w. nie zawsze bêd¹ zdolni to zrozumieæ i oceniæ [Ludy pierwotne wed³ug relacji Kolumba]. Wielu z nich jednak spróbuje przynajmniej oddaæ sprawiedliwoœæ dziwnym dla nich ludom i obyczajom, a wielu humanistów, jak Michel de Montaigne, i ludzi Koœcio³a, jak Bartolomé de Las Casas, weŸmie w obronê ludy uznane za dzikie i barbarzyñskie, próbuj¹c te¿, jak Montaigne, dojœæ Ÿróde³ uznanych za barbarzyñskie obyczajów. Lecz zarazem wielu z nich zapragnie zestawiæ prawid³owoœci ustroju i cywilizacji poznawanych ludów z w³asn¹ dotych- czasow¹ wiedz¹ i doœwiadczeniem, co uwidoczni siê w ocenie ustrojów, cywilizacyj i form rz¹du bardziej rozwiniêtych i lepiej dla nich zrozumia³ych. 12 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 12 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych Rozdzia³ II. Prymitywne spo³eczeñstwa rolnicze i pasterskie Opisuj¹c w pierwszej po³owie XVIII w. Ligê Irokezów, amerykañski uczony Cadwallader Colden zwróci³ uwagê na jej podobieñstwo do ustroju dawnych Gre- ków, opisanego przez Homera w Iliadzie. Myœl ta, podjêta przez Lewisa H. Morga- na i spopularyzowana przez Fryderyka Engelsa, prowadzi³a do wyró¿nienia for- my ustrojowej nazwanej demokracj¹ wojenn¹ lub wojskow¹, a choæ dziœ wiêk- szoœæ etnologów odnosi siê do powy¿szej teorii sceptycznie, po¿yteczna jednak ona byæ mo¿e, by ukazaæ nie tylko rzeczywistoœæ wy³aniaj¹c¹ siê ze Ÿróde³ z XV i XVI w., ale i sposób patrzenia europejskich odkrywców, wychowanych przecie¿ na kulturze antycznej i w sposób oczywisty czerpi¹cych z niej wnioski, prowadz¹- ce do zbyt mo¿e prostych, interesuj¹cych jednak dla nas uogólnieñ. Nie mamy zreszt¹ wielkiego wyboru. róde³ pisanych brak, poza europejskimi, a dla Afryki – muzu³mañskimi, podjête zaœ przez uczonych afrykañskich, zw³aszcza nigeryjskich, interesuj¹ce badania nad tradycj¹ oraln¹ potwierdzi³y jej wagê dla odtworzenia szczegó³owej nieraz faktografii, lecz przydatnoœæ jej dla dziejów struktur spo³ecz- nych jest w¹tpliwa. Wnioskowanie retrogresywne zaœ ex definitione dotyczy spo³e- czeñstw, które zetknê³y siê ju¿ z cywilizacj¹ odmienn¹ i nosz¹ jej nowe, ale trudne do wyodrêbnienia œlady. Jedynie wiedza o celtyckich spo³ecznoœciach klanowych Irlandii i Wy¿yn Szkocji pó³nocnej, w XV i XVI w. wci¹¿ jeszcze ¿ywych i prê¿nych, a mimo opanowania kultury pisma pozostaj¹cych na podobnym stopniu spo³ecz- nego rozwoju, mo¿e dziœ uzupe³niæ spostrze¿enia podró¿ników i badaczy wcze- œniejszych o materia³ porównawczy, pozwalaj¹cy lepiej zrozumieæ struktury spo- ³eczne i polityczne ludów pozaeuropejskich. ród³a europejskie dotycz¹ce wschodnich wybrze¿y Nowego Œwiata: francuskie i portugalskie relacje z Brazylii, hiszpañskie, angielskie i francuskie z Ameryki Pó³- nocnej, a szczególnie z Wirginii i Florydy, ukazuj¹ nam spo³ecznoœci rolnicze lub przechodz¹ce w³aœnie od myœlistwa do rolnictwa kopieniackiego, uprawiaj¹ce za pomoc¹ motyki kukurydzê, fasolê, maniok i tytoñ, znaj¹ce rudymenta hodowli dro- biu – kur, kaczek, gêsi, indyków – oraz udomowionych dzików i próbuj¹ce nawet niekiedy udomowiæ jelenia. Nieobce te¿ by³o im tkactwo bawe³ny. Niektóre z nich potrafi³y osi¹gn¹æ wysok¹ kulturê materialn¹ i duchow¹ nie znaj¹c ¿adnych wiê- zów politycznych. Przyk³adem mog¹ byæ wioski ludu zwanego przez Hiszpanów Pueblos w dzisiejszej Arizonie i Nowym Meksyku, licz¹ce od kilku do kilkunastu demokracje wojenne spo³ecznoœci kopieniackie Ryc. 2 Ruiny osady Indian Tyuoni zaliczanych do grupy Pueblo 13 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 13 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 setek mieszkañców ka¿da. Nad sam¹ Rio Grande by³o ich oko³o 60, kilkanaœcie w dalszych rejonach. Mieszkañcy ich prowadzili intensywn¹ gospodarkê rolnicz¹ na umiejêtnie nawadnianych terenach, wysoko równie¿ postawili tkactwo bawe³ny, wyrabiali piêknie zdobion¹ ceramikê, mieszkali w kamiennych domach, mieli te- atralnie zorganizowany system wierzeñ, w którym znaczn¹ rolê gra³y piêkne maski, póŸniej bezlitoœnie zwalczane przez hiszpañskich misjonarzy. Pueblos nale¿eli do starej fali osadniczej, a kultura ich na tym terenie trwa³a od lat niemal tysi¹ca. Odmiennie plemiona nacieraj¹ce z pó³nocy i na nowych tere- nach przechodz¹ce do uprawy roli. W miarê zmiany trybu ¿ycia i sposobów zdoby- wania po¿ywienia wprowadza³y one elementy œcis³ej dyscypliny spo³ecznej, jak np. okrutne praktyki inicjacyjne m³odzie¿y. Spo³ecznoœci te, zorganizowane w wiêksze jednostki plemienne, niew¹tpliwie ze wzglêdu na napór s¹siednich plemion koczow- niczych, rz¹dzone by³y przez naczelników podobnych do celtyckich i podobnie wy- bieranych z naczelniczego rodu, którym ówczesne Ÿród³a europejskie daj¹ tytu³ króla, a w wypadku wiêkszej konfederacji plemion – nawet cesarza. Ewolucjê w tym kie- runku daje siê zauwa¿yæ i na innych terytoriach, zw³aszcza w dorzeczu Missisipi, badanym jednak przez Europejczyków dopiero w nastêpnym – XVII stuleciu, oraz w basenie Wielkich Jezior, a równie¿ w dzisiejszym Chile, gdzie ukszta³towa³a siê reprezentatywna dla tego etapu rozwojowego spo³eczeñstw amerykañskich wojow- nicza konfederacja Araukanów. Konfederacja ta zorganizowana by³a w tetrarchiê – rzeszê czterech sprzymie- rzonych wielkich plemion. Ka¿de z nich powo³ywa³o naczelnika wojskowego zwa- nego toqui, którego insygnium w³adzy, zawieszane na szyi, stanowi³ toporek z marmuru lub porfiru. Podlegali im liczni urzêdnicy lokalni lub s¹dowo-admi- nistracyjni, wyró¿niani podobnymi insygniami, dziedzicz¹cy swe urzêdy w linii mêskiej lub obieralni w rodach naczelniczych. Nad nimi sta³o ogólne zgromadze- nie tetrachii. Surowe prawo zna³o tylko dwie kary: œmieræ lub ch³ostê, lecz krewni skrzywdzonego mogli dochodziæ sami sprawiedliwoœci wedle zasady „oko za oko”. Okrutny los dotyka³ domniemanych czarowników: Araukanie ka¿d¹ œmieræ nie t³umacz¹c¹ siê wiekiem lub ran¹ uwa¿ali za wynik czarów i podejrzany, zmuszo- ny czêsto torturami do wyznania winy, umiera³ w mêkach. Wojowniczy, rozbudo- wany panteon bóstw ³¹czy³ siê z wiar¹ w nieœmiertelnoœæ duszy i z pocz¹tkami kasty kap³añskiej. Myœlistwo i rybo³ówstwo uzupe³nia³y jedynie dietê opart¹ na uprawach kukurydzy i ziemniaków. Narzêdzia kamienne i ceramika stanowi³y ca³y sprzêt domowy. Tkactwo z we³ny guanako rozwinê³o siê po 1470 r., kiedy to wziêci do niewoli jeñcy peruwiañscy nauczyli Araukanów jego tajników. Dyscy- plina, a zarazem duma, która kaza³a Araukanom uwa¿aæ siê za nadludzi nawet w stosunku do najeŸdŸców hiszpañskich, pozwoli³a im d³ugo zachowaæ niepodle- g³oœæ. Inkowie w XV w. daremnie usi³owali rozci¹gn¹æ nad nimi swoje zwierzch- nictwo; zadowoliæ siê musieli osadzeniem przybrze¿nych fortów na skraju ich osiedli pó³nocnych. Próby podbicia Araukanii przez Hiszpanów w koñcu XVI w. zakoñczy³y siê masakr¹ najeŸdŸców i dopiero wiek XVII i XVIII, pomimo licznych powstañ, pozwoli³ rozci¹gn¹æ dalej granice hiszpañskiej zwierzchnoœci. W nie- podleg³ym Chile, które na swoim sztandarze umieœci³o nawet bia³¹ gwiazdê Arau- kanów, zyskali oni pe³ne prawa obywatelskie i zachowuj¹c sw¹ kulturê stali siê czêœci¹ chilijskiej spo³ecznoœci. W rejonie Wielkich Jezior Ameryki Pó³nocnej okrzep³a w XVI w. Liga Piêciu Narodów, czyli konfederacja Irokezów. Za³o¿yli j¹ w po³owie stulecia dwaj wodzo- wie z plemienia Onondaga, których imiê oplot³a póŸniej legenda, z trudnoœci¹ da- j¹ca siê oddzieliæ od faktów: Hajawata, przez tradycjê uwa¿any za rzecznika idei pokoju i zgody wszystkich plemion, bohater romatycznego poematu Henry W. Long- konfederacje plemion Araukanie Liga Piêciu Narodów 14 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_OK.p65 14 2005-08-29, 08:50 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych fellowa, oraz Dekanawida, pierwszy wódz Ligi. Stanowi³o j¹ 5 plemion: Seneka, Kajuga, Onondaga, Oneida i Mohawk; szóste, Tuskarora, zostanie przyjête do zwi¹z- ku dopiero w 1715 r. Rz¹dzi³a Lig¹ rada z³o¿ona z 50 sachemów, wybieranych przez poszczególne rody, fratrie i plemiona. Rada rozstrzyga³a jednog³oœnie, a w posie- dzeniach jej móg³ braæ udzia³ ka¿dy Irokez, uprawnienia jej jednak by³y niewielkie. W wypadku wojny w³adzê naczeln¹ obejmowali dwaj równorzêdni wodzowie. Wszy- scy cz³onkowie Ligi byli sobie równi i nie znali ani pojêcia w³adzy i pañstwa, ani w³asnoœci prywatnej. Nie znano wiêc te¿ ró¿nicy miêdzy bied¹ a bogactwem; po- trzeby starców, chorych, sierot i kalek zaspokajano wspólnym wysi³kiem. Liga œrod- ki ku temu czerpa³a w znacznej mierze z wojen napastniczych, na prze³omie XVI i XVII w. maj¹c do 1000 wojowników – iloœæ w tej czêœci Ameryki przygniataj¹c¹. Jednym z celów tych wojen by³o zdobycie jeñców: dzieci wcielano do plemienia, czêœæ doros³ych mê¿czyzn tracono w okrutnych mêkach – mia³o to charakter eks- piacji wobec Boga Irokezów za ka¿dego z zabitych jego wyznawców – sprawnych równie¿ przyjmowano do plemienia, kobiety natomiast i mê¿czyŸni niezdolni do walki traktowani byli jak niewolnicy i zmuszani do ciê¿kich robót. Stanowi³a wiêc Liga Irokezów przyk³ad doprowadzonej do skrajnoœci demokracji, wojennej nawet raczej ni¿ wojskowej, ze wzglêdu na swój napastniczy i dominuj¹cy charakter wo- bec s¹siednich plemion, jako potêga hamuj¹ca ich rozwój w podobnym kierunku. Elementy demokracji by³y tu silniejsze ni¿ w innych podobnych konfederacjach, w³adza naczelników bardziej ograniczona, st¹d przyk³ad Irokezów jest znamienny i wa¿ny dla dalszych dziejów tego regionu, ale bynajmniej nie typowy. Podobny charakter zaczê³a w XVI w. przybieraæ konfederacja D¿urd¿enów, ludu tunguskiego zamieszka³ego wówczas w dorzeczu górnego Sungari, prawobrze¿ne- go dop³ywu Amuru, na terenach nominalnie chiñskich. Zasadniczy impuls da³ na- czelnik jednego z rodów, Nurhaczi (1559-1626), jednocz¹c szereg plemion i organi- zuj¹c je w system Czterech, póŸniej, od 1601 r., Oœmiu Chor¹gwi, nasuwaj¹cy pew- ne analogie do tetrarchii araukañskiej.W nastêpnym wieku, pod wodz¹ syna Nur- hacziego – Abahaja, D¿urd¿eni, przezwawszy siê teraz Mand¿urami, przyst¹pi¹ do podboju Chin, dokonanego ostatecznie w 1644 r. Dodaæ trzeba, ¿e w³aœnie podobne tendencje ekspansjonistyczne, nieraz po³¹- czone z sakralizacj¹ wojennego okrucieñstwa, doprowadzi³y w Ameryce do powsta- nia w drodze podboju takich organizmów pañstwowych jak Meksyk Azteków czy Peru Inków, politycznie niestabilnych, jak pokaza³ wiek XVI. Cieszy³y siê one impo- nuj¹c¹ kultur¹ materialn¹, wiedza zaœ ich kap³añskich elit wci¹¿ jeszcze budzi po- dziw, a tradycja kulturowa, zarówno wœród mas indiañskich, jak zauroczonych ni¹ potomków hiszpañskich zdobywców, okaza³a siê nadspodziewanie trwa³a. Nie zna- j¹c metalurgii ¿elaza, umia³y one wytapiaæ metale szlachetne, zna³y garncarstwo, a obsydian, odmiana szkliwa wulkanicznego, pozwala³ im na uzyskiwanie ostrych no¿y i grotów. Ko³o natomiast, stosowane w zabawkach dziecinnych Inków, by³oby bezu¿yteczne na stromych, pn¹cych siê kamiennymi schodami drogach andyjskich. Pamiêtaæ jednak wypada o etapach tworzenia owych cywilizacyj. Pierwsze by³y pokojowe cywilizacje Tolteków w Meksyku, Majów na Jukatanie, Indian Czibcza, a zw³aszcza Muisków w dzisiejszej Kolumbii, Quito w Ekwadorze, pierwotnych mieszkañców Peru. U progu czasów nowo¿ytnych nale¿a³y one jednak ju¿ czêsto do przesz³oœci lub w przesz³oœæ odchodzi³y. W XV w. okrzep³o i rozszerzy³o siê pañ- stwo Azteków meksykañskich, poch³aniaj¹c resztki dawnych cywilizacyj, ca³kowi- temu rozk³adowi uleg³a cywilizacja Majów z przyczyn dot¹d nie w pe³ni wyjaœnio- nych – wyja³owienie gleby, epidemia, walki wewnêtrzne zapewne w ró¿nej mierze siê do niego przyczyni³y. Pañstwo Inków peruwiañskich, od wieków ju¿ siê formu- j¹ce, przyst¹pi³o w po³owie XV w. do nowych zdobyczy, a na prze³omie stuleci doko- Irokezi D¿urd¿eni - Mand¿urowie cywilizacje Ameryki Œrodkowej 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 15 2005-08-04, 10:36 15 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 Ryc. 3 Aztecka ofiara z ludzi wg mi- niatury z XVI w. (przerys) Aztekowie wiedza kap³anów na³o podboju pañstwa Quito, pañstwo Muisków szarpane by³o walkami wewnêtrz- nymi. Z perspektywy amerykañskiej najtrwalsze wydawa³y siê wiêc pañstwa Azte- ków i Inków, przez che³pliwych hiszpañskich zdobywców nazywane imperiami. Jednak¿e ich imperialny charakter odmienny by³ od imperiów Starego Œwiata. Zaborczoœæ i okrucieñstwo wykuwanego w XV w. pañstwa czy raczej rzeszy Azte- ków, po³¹czone z sakralizacj¹ wiêzi politycznych, nie mog³y przys³oniæ faktu, ¿e by³y to wiêzi luŸne, wyros³e z federacji plemiennej podobnej do Ligi Irokezów. Ka¿- de plemiê by³o formalnie niezale¿ne, a w ramach plemion znaczn¹ niezale¿noœci¹ cieszy³y siê tzw. fratrie, ka¿da sk³adaj¹ca siê z piêciu samodzielnych klanów. Nazwy to wziête w³aœnie ze Starego Œwiata, antycznego i celtyckiego, z pewn¹ trudnoœci¹ przystaj¹ce do azteckiej rzeczywistoœci, ale przecie¿ ukazuj¹ce istotne analogie ze wspó³czesnymi jej celtyckimi klanami Wysp Brytyjskich. Odmienna jednak od cel- tyckiej, znacznie okrutniejsza, by³a meksykañska cywilizacja Azteków. Krwawe ofiary ludzkie, serca wyrywane jeñcom na szczytach imponuj¹cych piramid, rytualny ka- nibalizm znaczy³y tam drogê od surowych praktyk inicjacyjnych Indian pó³nocno- amerykañskich do sakralizacji pañstwa, do w³adzy opartej na sile podboju. Ich reli- gijne uzasadnienie, w myœl którego poœwiêcony na ofiarê jeniec rzekomo ochoczo przystawa³ na obrzêd, daj¹cy mu nieœmiertelnoœæ w œwiecie bogów, nie mog³o prze- cie¿ zmieniæ faktu, i¿ by³a to kultura œmierci i okrucieñstwa. Natomiast imponuj¹- ca, zw³aszcza w dziedzinie astronomii, wiedza kap³añska odziedziczona zosta³a po wczeœniejszych cywilizacjach Meksyku, które pad³y ofiar¹ zarówno dezintegracji wewnêtrznej, jak azteckiego podboju. Wiedza ta, przekazywana w tym rejonie dziê- ki pismu obrazkowemu, w wiêkszej jeszcze mierze by³a cech¹ koñcz¹cej swój ¿ywot cywilizacji Majów na Jukatanie, cywilizacji zrodzonej równie¿ w spo³ecznoœciach klanowych, jednak bez okrucieñstwa, przeciwnie, z naciskiem raczej na wspó³¿ycie w ramach wielkich miast, szybko zreszt¹ upadaj¹cych wobec prze¿ytków nomady- zmu, dyktowanych klimatem i charakterem upraw. Ten sam problem, gospodarka 16 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 16 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych Ryc. 4 Po lewej: zbiór ziemniaków; po prawej: zasiew kukurydzy – na rysunkach widoczna ¿erdŸ do rozbijania ziemi (wg kodeksu peruwiañskiego – przerys) Inkowie plemiona kopieniackie i rolnicze Czarnej Afryki ekstensywna, zw³aszcza uprawa wyja³awiaj¹cej ziemiê kukurydzy, podstawy po¿y- wienia, co spowodowa³o nomadyzm Majów, pcha³ Azteków do ekspansji, zagarnia- nia nowych ziem i niewolenia s¹siadów. Odmienna by³a te¿ cywilizacja Inków peruwiañskich, gdzie prze³amywanie daw- nych wiêzi klanowych i formowanie w³asnoœci prywatnej ju¿ siê rozpoczê³o, a pañ- stwo umia³o wzmocniæ sw¹ spoistoœæ równie¿ dziêki budowie znakomitych dróg i wykorzystaniu udomowionej lamy, s³u¿¹cej jako zwierzê juczne, a w drugim pod- gatunku hodowanej dla miêsa i we³ny. Uprawy ziemniaków, zwiêkszaj¹c mo¿liwo- œci od¿ywcze, przyczyni³y siê do szybszego scalania politycznego, quasi-imperialne- go. Inkowie nie znali normalnego pisma, poza prymitywnym sznurkowym, ich wie- dza teoretyczna nie dorównywa³a wiedzy Majów i Azteków, a pañstwo, oparte na podboju, rz¹dzone przez nieliczn¹ warstwê zdobywców, okaza³o siê w godzinie próby s³absze nawet od azteckiego Meksyku. Inaczej jeszcze przebiega³a ewolucja Czarnej Afryki, znacznie bardziej zaawan- sowanej materialnie i ustrojowo. Wci¹¿, zw³aszcza w Afryce Centralnej i Po³udnio- wej, znaczne tereny zamieszkane by³y przez ludy nie znaj¹ce w³asnej pañstwowoœci. Hordy zbieracko-³owieckie stanowi³y tu jednak znikom¹ mniejszoœæ. S¹siedztwo ich z wy¿ej rozwiniêtymi spo³ecznoœciami kopieniackimi i rolniczymi prowadzi³o do sta³ych konfliktów o plony, gdy¿ np. dla Pigmejów okradanie pól rolniczych s¹siadów by³o nie tylko dozwolone, ale nawet uznane za powód do chluby. Przewa- ¿a³y jednak tutaj i skutecznie zwalcza³y zakusy leœnych s¹siadów cywilizacje rolni- cze, kopieniackie, pos³uguj¹ce siê ¿elazn¹ motyk¹, zorganizowane w wielkich ro- dzinach, wielopokoleniowych i wiele stopni pokrewieñstwa uwzglêdniaj¹cych, oraz w wioskach, czêsto ³¹cz¹cych siê w wiêksze spo³ecznoœci samorz¹dne, nie znaj¹ce jednak aparatu przemocy pañstwowej. W ramach wewnêtrznej organizacji istnia³ podzia³ na klasy wieku – ch³opców po obrzêdzie inicjacyjnym, dojrza³ych mê¿czyzn i starców – oraz na stowarzyszenia zawodowe, tajemne, np. myœliwych czy kowali. 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 17 2005-08-04, 10:36 17 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 Ryc. 5 Wa¿niejsze afrykañskie orga- nizmy polityczne w XV w. naczelnicy plemion Sahel Najstarszy mê¿czyzna by³ naczelnikiem rodziny, naczelnik najstarszej we wsi rodzi- ny, uznanej za fundatorkê osady – naczelnikiem wsi. Naczelnicy kontrolowani byli przez radê starszych. Polski badacz dziejów ustrojowych dawnej Afryki, Micha³ Ty- mowski, podkreœla, ¿e „w procesie tworzenia organizacji pañstwowych zasadnicz¹ rolê odgrywa³ w³aœnie wzrost si³y naczelników kosztem innych instytucji systemu przedpañstwowego”. Umo¿liwia³ on zwi¹zki skupiaj¹ce wiêksz¹ iloœæ wsi. W tym wypadku naczelnicy, zwani wówczas ju¿ wodzami, zaczynali dysponowaæ si³¹ mili- tarn¹, ¿o³nierzami rekrutowanymi g³ównie ze stowarzyszenia myœliwych. Zwi¹zki te bywa³y jednak nietrwa³e, rozpada³y siê czêsto np. na skutek wzrostu gêstoœci za- ludnienia i rzadko stanowi³y podstawê tworzenia siê pierwocin zorganizowanej pañ- stwowoœci. Organizacji pañstwowych jednak w Czarnej Afryce nie brakowa³o, zw³aszcza w strefie Sahelu, zwanego przez Arabów Sudanem pasa stepów na po³udnie od Sa- hary, gdzie dominowa³y pañstwa zislamizowane, oraz nad Zatok¹ Gwinejsk¹, gdzie przewa¿a³y religie animistyczne. Charakterystyczna dla nich by³a sakralizacja oso- by w³adcy, powo³ywanego lub wybieranego, ale zawsze z rodziny królewskiej, istnie- nie rozbudowanego systemu urzêdów i ceremonii, wywodz¹cych siê z animizmu 18 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_OK.p65 18 2005-08-05, 08:45 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych Ryc. 6 Kongijczycy: przedstawi- ciele mo¿nych (po lewej) i ni¿szych (po prawej) warstw s p o ³ e c z n y c h w g r y c i n y z koñca XVI w. pañstwa Czarnej Afryki matriarchat nawet w krajach formalnie muzu³mañskich, oraz zachowanie dawnych wiêzów te- rytorialnych i rodowych, dawnych naczelników, wodzów, rad starszych oraz organi- zacji rodzinnych i terytorialnych, w³¹czonych w system administracji, ale w ramach prowincji kontrolowanych przez cz³onków rodu panuj¹cego. Du¿e znaczenie mia³ liczny dwór królewski. Urzêdy pañstwowe i dworskie by³y dziedziczne lub zastrze- ¿one dla cz³onków okreœlonego rodu. System danin i podatków umo¿liwia³ utrzy- manie administracji oraz armii. Do koñca XVI w. przewa¿a³a w niej konnica, lecz zaczyna³a siê ju¿ upowszechniaæ przywieziona przez Portugalczyków broñ palna, która w XVII w. da przewagê pañstwom posiadaj¹cym wyæwiczon¹ piechotê. Po- wstanie takich pañstw zwi¹zane zawsze by³o z okreœlonym stopniem rozwoju go- spodarczego, który czêsto zreszt¹ hamowa³ ich rozszerzanie, gdy tereny s¹siednie, do pañstwa niew³¹czone, by³y zbyt ubogie, by pokryæ koszta poszerzenia admini- stracji. St¹d by³y to pañstwa nietrwa³e, ³atwo ulegaj¹ce podbojowi lub rozk³adowi na mniejsze, a czêsto nawet wracaj¹ce do stanu przedpañstwowego. Najbardziej rozwiniête z tych pañstw ewoluowa³y ju¿ w kierunku wzmocnienia w³adzy monarszej. Prze¿ytki ustroju rodowego mia³y tu przewa¿nie mniejsze zna- czenie, czêœciej ju¿ przek³adaj¹c siê na zale¿noœci usytuowane przestrzennie, na po- dzia³ administracyjny terytorialnie, a nie plemiennie uwarunkowany. W³adcy zdo- bywali woln¹ rêkê w nominowaniu na stanowiska dworskie i administracyjne, awan- suj¹c czêsto plebejuszy. Warto wspomnieæ, ¿e jeszcze u progu dziejów nowo¿ytnych w wielu rejonach, niezale¿nie nawet od powierzchownych wp³ywów islamu, ¿ywe by³y tradycje matriarchatu i stosunkowo wysoka pozosta³a pozycja kobiety. Istnia³ nawet niekiedy osobny urz¹d siostry lub ciotki królewskiej, a tytu³ ten nie zawsze oznacza³ prawdziwe pokrewieñstwo. Wielo¿eñstwo w³adcy by³o powszechne, gwa- rantowa³o ono bowiem system zale¿noœci i sojuszów niezbêdnych dla bezpieczeñ- 19 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 19 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 Ryc. 7 Po lewej: g³ówne szlaki ka- rawanowe i ¿eglugowe Afry- ki Pó³nocnej w koñcu XV w.; po prawej: najwa¿niejsze miasta na wschodnim wy- brze¿u Afryki gospodarka Czarnej Afryki stwa pañstwa. Islam na nie zezwala³, lecz nawet w chrzeœcijañskim formalnie króle- stwie Kongo zwyczaj ten nie zanikn¹³, bo liczne ma³¿eñstwa królewskie wpisywa³y siê w system w³adzy, wzmacniaj¹c jej pozycjê wiêzami rodzinnymi. Wszêdzie wyso- ka by³a pozycja matki królewskiej. Ponadto w XV w. nic jeszcze nie zapowiada³o póŸniejszego regresu kontynentu afrykañskiego. Wielki handel transsaharyjski, gwinejskie z³o¿a z³ota, hutnictwo miedzi i ¿elaza, handel sol¹, czêsto równie cenn¹ tu jak z³oto, oraz koœci¹ s³oniow¹, wywóz nadwy¿ek ludnoœci jako niewolników do chrzeœcijañskich i muzu³mañskich krajów œródziemnomorskich zapewnia³y rozwój gospodarczy muzu³mañskim prze- wa¿nie pañstwom Sudanu Zachodniego: Mali, rozci¹gaj¹cemu siê od Nigru po dzi- siejszy Senegal, Songhajowi nad œrodkowym Nigrem, Bornu na zachodnich brze- gach Czadu i wielu innym, mniejszym pañstewkom. Pierwsi Portugalczycy zastali w obecnej Nigerii trwa³e organizmy polityczne, monarchie Oyo i Beninu, których sztuka, a zw³aszcza rzeŸba, budzi wci¹¿ niekwestionowany podziw [RzeŸba Beni- nu]. Zislamizowane miasta-pañstwa wschodnich wybrze¿y afrykañskich prowadzi- ³y handel z Arabami, Persj¹, Indiami i Chinami, imponowa³y bogactwem i wysok¹ zabudow¹ urbanistyczn¹, wychwalan¹ przez chiñskich kupców. Znane nam najle- piej, bo schrystianizowane i opisane przez Portugalczyków pañstwo Kongo chlubi- ³o siê sprawn¹ organizacj¹ centraln¹, nominowan¹ przez króla, z Rad¹ Stanu i wy- sokimi urzêdnikami, posiada³o godny podziwu system podatkowy oraz precyzyjn¹ konstytucjê federaln¹, zapewniaj¹c¹ autonomiê poszczególnym wchodz¹cym w jego sk³ad prowincjom z dziedzicznymi gubernatorami, oraz wprowadzi³o konstytucyjn¹, choæ nieraz zbrojnie naruszan¹, drogê rozwi¹zywania sporów o nastêpstwo tronu. Wiek XV przyniós³ co prawda upadek potê¿nego Wielkiego Zimbabwe, którego cy- wilizacja wci¹¿ imponuje, a losy stanowi¹ jedn¹ z pasjonuj¹cych zagadek historii, jednak jego miejsce zajê³o królestwo Monomotapa, a równoczeœnie rodzi³y siê or- ganizmy pañstwowe dalej na po³udniu. We wszystkich tych królestwach struktura federalna, silna, choæ si³¹ czêsto zdobywana w obrêbie rodu monarszego w³adza 20 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_OK.p65 20 2005-08-05, 08:46 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych RzeŸba Beninu W XV-XVII w. g³ównym oœrodkiem rozwoju rzeŸby nicz¹). Umiejêtnoœci techniczne beniñscy odlewnicy przejêli w Czarnej Afryce (tj. w Afryce po³o¿onej na po³udnie od Sa- od ludu Joruba, zamieszkuj¹cego miasto-pañstwo Ife, gdzie hary) by³o królestwo Beninu. Zajmowa³o ono tereny obecnej w XII-XIV w. metaloplastyka sta³a na wysokim poziomie. Be- po³udniowej Nigerii, a jego stolic¹ by³o miasto Benin, bêd¹- niñscy rzemieœlnicy wszelkich dyscyplin byli wysoko cenieni; ce g³ównym oœrodkiem rozwoju sztuki. Dziêki ³upom i zdoby- otoczeni opiek¹ króla, pracowali g³ównie na jego zamówienie czom terytorialnym kolejnych wojowniczych królów królestwo i zwykle mieli zapewniony zbyt na wyroby. Pilnie strzegli swoich Beninu od 2. po³owy XV w. do XVII w. by³o u szczytu potêgi. umiejêtnoœci i przywilejów. Byli zorganizowani w cechy (do Jeden z nich, Ewuare Wielki, w 3. æwierci XV w. odbudowa³ których przynale¿noœæ by³a dziedziczona w linii mêskiej), a naj- spalone miasto Benin i nada³ mu zachowany do dziœ, owal- wiêkszym presti¿em spoœród wszystkich cieszy³ siê cech ny plan z pa³acem króla w centrum, wokó³ którego mieœci³y odlewników-br¹zowników. Wszystko to sprzyja³o utrzymaniu siê kaplice, rezydencje jego licznych ¿on, rodziny, potomstwa wysokiego poziomu rzemios³a i przekazywaniu tradycji. i œwity, pracownie znaczniejszych rzemieœlników i sale obrad. Typow¹ form¹ beniñskiej sztuki by³ o³tarz ku czci zmar³e- Pierwsze zetkniêcie Europejczyków z kultur¹ Beninu nast¹pi- go w³adcy-przodka, fundowany przez jego nastêpcê. Przed ³o za Ewuare Wielkiego wraz z przybyciem Portugalczyków o³tarzem oba odprawia³ b³agalne ceremonie ku czci antenatów szukaj¹cych drogi do Indii. Mieszkañcy Beninu opierali siê (Beniñczycy wierzyli, ¿e ich ¿ycie i pomyœlny los zale¿y od woli wp³ywom europejskiej sztuki, natomiast chêtnie widzieli wytwa- zmar³ych, król zaœ jest poœrednikiem miêdzy zmar³ymi i ¿ywy- rzane w Europie dobra materialne, zw³aszcza jeœli mia³y si³ê mi). Wykonany z gliny o³tarz mia³ kszta³t podestu, na którym przekonywania w³aœciw¹ ultima ratio regum (‘ostatni argument królów’), tj. armatom, a szerzej – broni palnej. G³ównym mecenasem sztuki w Beninie by³ król (oba), sprawuj¹cy zarówno absolutn¹ w³adzê w wymiarze ziemskim, jak duchowym (by³ najwy¿szym kap³anem). Generalnie, sztuka s³u¿y³a gloryfikacji panuj¹cego, odzwierciedla³a kult przodków i pe³ni³a funkcje religijne. Dla potrzeb króla, dworu i arysto- kracji oraz magicznych rytua³ów, maj¹cych na celu zapew- nienie pomyœlnoœci plemieniu, powstawa³y rzeŸby ze stopów miedzi, z ¿elaza, koœci s³oniowej i drewna. W tematyce do- minowa³a postaæ i g³owa króla, jego przodków, insygnia w³a- dzy, dostojnicy, wydarzenia historyczne (np. zwyciêskie bitwy czy odwiedziny Portugalczyków) i sceny dworskie. Spoœród zwierz¹t czêstym motywem by³y krokodyl, pantera i w¹¿, bêd¹ce alegori¹ idealnych cech w³adcy: bezwzglêdnej, okrut- nej si³y, dzikoœci i zwyciêskiej agresji. Najwy¿szym wytworem beniñskiej sztuki – a zarazem jednym z najdoskonalszych przyk³adów sztuki afrykañskiej – s¹ rzeŸby i plakiety z br¹zu i mosi¹dzu (tj. ze stopów miedzi z cyn¹ i cynkiem oraz z dodatkiem innych metali). Br¹z i mosi¹dz dziêki swoim w³aœciwoœciom: trwa³oœci oraz po³y- skliwoœci i czerwonawej barwie (maj¹cym dla Beniñczyków wartoœæ symboliczn¹, gdy¿ odstrasza³y z³e duchy) by³y ulu- bionym tworzywem rzeŸbiarskim, uwa¿ano je za najszlachet- niejszy materia³ i król mia³ teoretycznie monopol na jego wy- korzystanie; podobnie by³o z koœci¹ s³oniow¹, której biel – symbolizuj¹ca duchow¹ czystoœæ i ch³ód – symbolizowa³a boga wody, Olokuna. Metalowe rzeŸby, p³askorzeŸby i przed- mioty bêd¹ce manifestacj¹ presti¿u odlewano za pomoc¹ tech- niki odlewu na wosk tracony (model wykonany z wosku okle- ja siê specjaln¹ mas¹, a po jej zaschniêciu usuwa wosk przez podgrzanie i wlewa p³ynny metal, który wype³nia formê odlew- Ryc. 8 P³askorzeŸba beniñska z XVI w., przedstawiaj¹ca oba z insy- gniami w³adzy oraz dostojników dworskich (przerys) 21 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 21 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 ustawiano odlewane z br¹zu (lub mosi¹dzu) rzeŸby: postaæ sk³a- W Beninie powstawa³y tak¿e plakiety zdobi¹ce œciany daj¹cego ofiarê króla z dostojnikami po bokach, naturalnej pa³aców króla i arystokracji oraz bi¿uteria (naszyjniki, branso- wielkoœci g³owy przodków, a tak¿e inne postaci (np. jeŸdŸców lety). Ciekawym przyk³adem melan¿u kulturowego by³y wyro- konnych, pos³añców), dzwonki i grzechotki. Ka¿dy nowy w³adca by z koœci s³oniowej i metalu (np. rzeŸbione ³y¿ki, puzderka, upamiêtnia³ zmar³ego króla, zlecaj¹c odlanie jego g³owy. G³o- solniczki), wykonywane w rodzimym stylu, ale wykorzystuj¹ce wy te nie mia³y indywidualnych rysów portretowych, lecz przed- w dekoracji europejskie motywy (np. elementy uzbrojenia). stawia³y raczej typ w³adcy. W g³owie od góry znajdowa³ siê Mimo ¿e sztuka Beninu spotyka³a siê od schy³ku XIX w. otwór, w który wk³adano kie³ s³onia z wyrytymi scenami, przed- w Europie z ¿ywym przyjêciem (do czego przyczyni³ siê podbój stawiaj¹cymi czyny zmar³ego. Obok typowych cech sztuki Beninu przez Angliê) i jest doœæ dobrze – jak na sztukê plemion Czarnej Afryki (frontalizm, symetria, statyczna bry³a) charakte- Afryki – zbadana, to brak rodzimych Ÿróde³ pisanych (istniej¹ rystycznym elementem by³ sposób dekoracji ca³ej powierzch- tylko ba³amutne ustne przekazy), powierzchowne wzmianki ni g³owy (z wyj¹tkiem twarzy) za pomoc¹ geometrycznych u europejskich podró¿ników i kronikarzy oraz tradycjonalizm form ornamentów w kszta³cie pere³ek i plecionek. Ornamenty by³y uniemo¿liwiaj¹ dok³adniejsze datowanie dzie³ sztuki. W tym celu oznak¹ wysokiej rangi postaci i nadawa³y jej wygl¹d stylizowa- wykorzystuje siê analizê sk³adu chemicznego stopu, a postêpu- nej, cylindrycznej bry³y. G³owy z br¹zu i mosi¹dzu stanowi¹ j¹ca od XVI w. zmiana tego sk³adu wskazuje m.in. na handel szczytowe osi¹gniêcie beniñskiej rzeŸby (pomniejsi arystokra- z Europ¹ (sk¹d Benin importowa³ sztaby miedzi). Tym niemniej ci i dostojnicy zamawiali tak¿e g³owy do o³tarzy przodków, ale datowanie rzeŸb jest z regu³y dyskusyjne, a ich twórcy nieznani. by³y one wykonywane z poœledniejszych materia³ów, zwykle Przyjmuje siê, ¿e pierwsze beniñskie g³owy powsta³y na pocz¹tku z drewna). W przypadku postaci z br¹zu, d¹¿¹c do podkre- XIV w., a szczyt rozwoju rzeŸby Beninu przypada na okres od œlenia tego, co najwa¿niejsze, powiêkszano g³owê pomniejszaj¹c XVI do 1. po³owy XVII w., by po pó³wieczu zamêtu politycznego korpus i koñczyny. i upadku sztuki od¿yæ na nowo w XVIII i XIX w. strefa lasu tropikalnego królewska, organizacja wojska i dworu przypomina³y o kilka wieków wczeœniejszy proces kszta³towania siê pañstw œrodkowej i pó³nocnej Europy. S³abiej zaawansowany by³ proces tworzenia siê zal¹¿ków pañstwowoœci w strefie lasu tropikalnego, gdzie jednak o¿ywiona wymiana handlowa z pañstwami s¹- siednimi mog³a mu tylko sprzyjaæ. Natomiast stepowe cywilizacje pasterskie sa- Ryc. 9 Hotentoci wg ryciny z XVII w. 22 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 22 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Ksiêga I. Œwiat u progu dziejów nowo¿ytnych Ryc. 10 Po lewej: Sofala; po prawej: port w Mozambiku – wg ry- cin z XVI w. arystokracje pasterskie skupiska i zwi¹zki miast wanny wschodniej i po³udniowej Afryki by³y w pe³ni ekspansji na s¹siednie tereny rolnicze, tworz¹c pañstwa oparte na podboju i preponderancji pasterskiej arysto- kracji, w³aœcicieli byd³a czujnie strze¿onego, bogactwo bowiem i autorytet spo- ³eczny mierzy³o siê jego iloœci¹. Proces ten podobny by³ do wczeœniejszych prze- mian w Azji Œrodkowej, gdzie pasterskie i wojownicze „cywilizacje wielkiego ste- pu” (tak sugestywnie opisane przez Lwa Gumi³owa), cywilizacje Hunów, Awarów, Po³owców, Mongo³ów, stworzy³y by³y ogromne imperia i dokona³y podboju znacz- nie bardziej zaawansowanych w rozwoju pañstw rolniczych, od Rusi po Chiny. Typowym tego przyk³adem w Afryce mo¿e byæ Rwanda, gdzie w³aœnie w XVI w. dokona³o siê ostatecznie ujarzmienie rolniczych bantuidalnych Hutu przez cha- mickich pasterzy Tutsi; pamiêtamy, jakie to mia³o i wci¹¿ ma skutki dla obecnej stabilnoœci tego regionu. Podobnie rozprzestrzenienie siê pasterskich ludów Khoi- Khoi (przez bia³ych zwanych Buszmenami i Hotentotami) spowodowa³o uzale¿- nienie od nich miejscowych s³abych spo³ecznoœci rolniczych i powstanie silniej- szych organizmów pañstwowych, które nawet w epoce podboju kolonialnego prze- trwa³y w formie protektoratów, jak Lesotho i Suazi, dziœ ciesz¹c siê znów pe³n¹ niepodleg³oœci¹ bardziej odpowiedzialnie ni¿ powsta³e bez dawnej tradycji inne pañstwa afrykañskie. Do szczególnie interesuj¹cych nale¿¹ rejony, gdzie organizowa³y siê skupiska i zwi¹zki niezale¿nych a silnych gospodarczo miast. Pó³nocne pogranicze dzisiejszej Nigerii to w XV i XVI w. rejon miast ludu Hausa: Kano, Katsina, Zaria i innych. Afryka Wschodnia to wielkie zarabizowane miasta wybrze¿y Oceanu Indyjskiego: Mogadi- szu, Malindi, Mombasa, Kilwa, su³tanat Zanzibaru i Pemby oraz najdalej na po³u- dnie, nad Kana³em Mozambickim – Sofala. Wa¿na by³a rola gospodarcza wieloty- siêcznego Timbuktu nad œrodkowym Nigrem. Lecz stolic¹ Mali by³o Niani, a gdy Mali upad³o, Timbuktu zaœ wesz³o w sk³ad Songhaju, stolica pozosta³a w Gao: œwia- dectwo, i¿ w³adca samow³adny nie lubi³ zbyt potê¿nego miasta pod bokiem w³adzy. Przypomnijmy jednak¿e, ¿e za procesem budowania struktur pañstwowych nie nad¹¿a³ proces tworzenia siê w³asnoœci prywatnej. Ziemia na ogó³ by³a w u¿ytkowa- 23 1 rozdz - Ksiega I. Swiat u progu dziejow nowozytnych_3.p65 23 2005-08-04, 10:36 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== badania dziejów Afryki upadek potêgi Chin Narodziny œwiata nowo¿ytnego 1453-1605 niu kolektywnym. Nierzadko wobec wyja³owienia gleby trzeba by³o karczowaæ nowe tereny, a porzucaæ stare. W³asnoœæ ziemi, któr¹ M. Tymowski nazywa s³uszniej „pra- wem do dysponowania ziemi¹”, podkreœlaj¹c, ¿e „w³asnoœæ dotyczy³a ludzi, a nie ziemi”, najczêœciej wi¹za³a siê z terenami zasiedlanymi przez w³adców na nowych zasadach, jak np. osady jenieckie, i albo pozostaj¹cymi do dyspozycji królewskiej, albo nadawanymi urzêdnikom, zw³aszcza administracji lokalnej. Takie wsie jeniec- kie mogli zreszt¹ zak³adaæ naczelnicy prowincji, a niekiedy i kupcy. Dzieje Czarnej Afryki przed przybyciem tu bia³ych najeŸdŸców s¹ przecie¿ wci¹¿ nie doœæ znane. Zw³aszcza chronologia procesów dziejowych jest trudna do odtwo- rzenia. Od pó³ wieku jednak zainteresowanie nimi w ró¿nych krajach jest coraz wiêk- sze i wiedza nasza dok³adniejsza. Budzi podziw ogromna praca afrykañskich histo- ryków nad ich odtworzeniem, a nawet pewne, zadawnionymi kompleksami spowo- dowane przejaskrawienia nie mog¹ tego podziwu zmieniæ. Wielotomowa Historia powszechna Afryki, skupiaj¹ca autorów z ró¿nych krajów, przez nich w³aœnie jest za- inicjowana i w ramach UNESCO kierowana. Wiadomo wiêc dosyæ, by umieœciæ wiêk- szoœæ pañstw afrykañskich na okreœlonym etapie rozwoju historycznego, na dro- dze, która wiedzie ku wielkim monarchiom azjatyckiego Dalekiego Wschodu. Rozdzia³ III. Wielkie monarchie azjatyckie Od Indii Po³udniowych i Zagangesowych, przez Chiny i Koreê, po wyspiarskie pañstwo japoñskie ci¹gn¹³ siê ³añcuch monarchii w pe³ni ju¿ ukszta³towanych, opar- tych na pradawnej kulturze duchowej, materialnej i politycznej, formalnie despo- tycznych, lecz od XV w. niemal z regu³y wchodz¹cych w okres ostrego kryzysu w³a- dzy i daleko id¹cych przemian wewnêtrznych. Nie wszystkie z nich wysz³y z tego zwyciêsko. Zw³aszcza zwi¹zane z tym krêgiem hinduistyczne pañstwa Indii Przed- gangesowych oraz buddyjski Cejlon rych³o pad³y ofiar¹ agresji, w pierwszym wy- padku muzu³mañskiej, w drugim – europejskiej. Niemniej nie tylko Chiny i Japo- nia, ale równie¿ skryty w lasach tropikalnych Syjam uratowa³y sw¹ niepodleg³oœæ i sw¹ niepowtarzaln¹ kulturê nawet w wieku kolonializmu, a inne – jak Laos, Kam- bod¿a, pañstwa Pó³wyspu Malajskiego – przetrwa³y jako protektoraty i dziœ mog¹ do swej przesz³oœci nawi¹zaæ. Chiny ju¿ wówczas stanowi³y jedno z najludniejszych pañstw œwiata – pomiê- dzy 80 a 100 milionami ludnoœci na prze³omie XV i XVI w. – lecz zatraci³y wiele z poprzedniej œwietnoœci. Upada³ miêdzynarodowy handel kraju, którego ¿eglarze niedawno jeszcze regularnie odwiedzali porty Indochin, Cejlonu, Indii, Zatoki Per- skiej, a nawet Afryki Wschodniej, choæ dodaæ trzeba, ¿e opowieœci, jakoby odkryli Amerykê na d³ugo przed Kolumbem, s¹ czyst¹ fantazj¹. Pañstwa Indochin defini- tywnie obroni³y sw¹ niepodleg³oœæ. Tybet siê uniezale¿ni³. Odrodzenie Mongolii znów zagra¿aæ zaczê³o Pañstwu Œrodka i zmusi³o Chiñczyków do znacznego wysi³- ku militarnego. W prowincjach po³udniowych burzy³y siê œwie¿o podbite ludy. Rów- noczeœnie walki z muzu³manami z Kotliny Turfañskiej i z Japoni¹ pog³êbia³y kry- zys. Korsarze japoñscy naje¿d¿ali brzegi Chin, a japoñsk¹ agresjê w Korei dopiero pod koniec wieku uda³o siê Chiñczykom odeprzeæ zwyciêsko. Ów ogromny wysi³ek militarny ka¿e z rezerw¹ przyjmowaæ zarzuty historyków pod adresem cesarzy z narodowej dynastii Ming. Kultura dworu i administracja pañstwa bez w¹tpienia
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wielka historia świata. Tom VI. Narodziny świata nowożytnego 1453-1605
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: