Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00386 007616 9512717 na godz. na dobę w sumie
Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal - ebook/pdf
Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 272
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-3823-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook (-30%), audiobook).

Kolosy za 2015 rok
Wyróżnienie w kategorii WYCZYN

------------------

1700 km, 120 dni, 2 ludzi, 64 kg bagażu, 1 cel
Bez wsparcia tragarzy, kucharzy i przewodników

Bartosz miał marzenie — początkowo szalone i zupełnie nierealne — przejście Wielkiego Szlaku Himalajskiego. Temat powracał w domowych rozmowach tak często, że pewnego dnia Bartosz i Joanna postanowili iść razem i przejście szlaku stało się ich wspólnym celem.

Zanim marzenie przeszło w fazę realizacji, były miesiące przygotowań, mnóstwo formalności, żmudne pakowanie, starcie z nepalską biurokracją i trzęsienie ziemi, które zrujnowało wiele regionów Nepalu i postawiło całą wyprawę pod znakiem zapytania. W końcu Joanna i Bartosz wystartowali 6 września 2015 z Taplejung na wschodzie Nepalu i tak rozpoczęła się ta wielka przygoda — mieszanka stresu i radości, tropikalnych upałów w rejonie Kanczendzongi, i wysokogórskich mrozów w rejonie Rolwaling. Odległe osady, zielone doliny oraz suche płaskowyże. Długie tygodnie bez prysznica pod namiotem i wymarzony pączek w kawiarni w Katmandu. Życzliwi i gościnni Nepalczycy oraz dzieciaki rzucające kamieniami.

Były rozmowy, byli ciekawi gospodarze hotelików i była lokalna kuchnia. Kontuzje, trudne chwile i momenty zwątpienia. Były zapierające dech w piersiach widoki na każdym kroku, dzika przyroda i w końcu radość z ostatnich kilometrów. 4 stycznia 2016 roku w Simikot na dalekim zachodzie Nepalu zakończyła się trwająca 120 dni wędrówka.

Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski jako pierwsi Polacy przeszli Wielki Szlak Himalajski.
Poznaj kulisy wyprawy i przejdź wraz z autorami jednym z najdłuższych i najtrudniejszych szlaków, położonym pod najwyższymi szczytami świata.


Joanna Lipowczan i Bartosz „Malina” Malinowski — poznali się w 2008 w Argentynie i tak już zostali razem. Zafascynowani górami, szczególnym sentymentem darzą Himalaje, w które powracają z mniejszą lub większą regularnością i w różnych porach roku.
Tworzą zgrany duet będący połączeniem dwóch zupełnie różnych osobowości i charakterów i może dlatego właśnie z powodzeniem realizują kolejne mniejsze i większe górskie i pozagórskie wyzwania: w roku 2009 po raz pierwszy pojechali w Himalaje Nepalu na trekking wokół Manaslu, w roku 2011 spędzili dwa miesiące, wędrując w indyjskich Himalajach, dokąd powrócili w styczniu 2013 roku, żeby przejść po zamarzniętej rzece Zanskar z krainy Ladakh do krainy Zanskar, szlakiem zwanym Chadar — Lodowa Droga. W 2015 roku spełnili swoje wielkie marzenie i przeszli liczący ok. 1700 km Wielki Szlak Himalajski.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autorzy oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autorzy oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Redaktor prowadzący: Barbara Lepionka Projekt okładki: Jan Paluch Fotografie na okładce oraz wewnątrz książki pochodzą z archiwum autorów. Wydawnictwo HELION ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: redakcja@bezdroza.pl WWW: http://bezdroza.pl (księgarnia internetowa, katalog książek) Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres http://bezdroza.pl/user/opinie/bewshi Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. ISBN: 978-83-283-2704-7 Copyright © Helion 2017 Printed in Poland. • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność SPIS TREŚCI Część I. Sen o szlaku Zwiastun Wielkiego Szlaku Himalajskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Wyprawa bez wsparcia? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12 Przygotowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 Trzęsienie ziemi — tąpnięcie w planach wyprawy . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Dopiąć wszystko na ostatni guzik . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Część II. Film w odcinkach Odcinek 1. Pierwsze spojrzenie na Katmandu . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Odcinek 2. Kanczendzonga w mgle. Dni 1. – 30. . . . . . . . . . . . . . . . . 23 Odcinek 3. Drugie życie pod Makalu. Dni 31. – 50. . . . . . . . . . . . . . . 91 Odcinek 4. Kamienne piekło Rolwaling. Dni 51. – 72. . . . . . . . . . . . . 119 Odcinek 5. Powrót do Manaslu. Dni 73. – 83. . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Odcinek 6. Annapurna na lekko. Dni 84. – 89. . . . . . . . . . . . . . . . . 177 Odcinek 7. W magicznej krainie Dolpo. Dni 90. – 108. . . . . . . . . . . . 191 Odcinek 8. Zachodni Nepal — krzyk kamieni. Dni 109. – 120. . . . . . . 237 Odcinek 9. Długa droga do domu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 Część III. Napisy końcowe Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 263 Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę CZĘŚĆ I SEN O SZLAKU Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę Czasami człowiek wpada na głupi pomysł i zaczyna się zastanawiać, co leży za horyzontem. ZWIASTUN WIELKIEGO SZLAKU HIMALAJSKIEGO Ciekawość świata bywa niebezpieczna. Człowiek zaczyna się zastana- wiać, co kryje się za rogiem. Czy krok dalej też jest tak ładnie i ciekawie jak tutaj? Czy za przełęczą widnieją kolejne pasma gór, inne szczyty i doliny? Taka refleksja dopada znienacka, a potem uwiera jak kamień w bucie i nie daje o sobie zapomnieć. Samo dumanie nie jest jeszcze tak groźne jak decy- zja, by sprawdzić, co rzeczywiście kryje się za siodłem. Oczywiście przełęcz to symbol — może nią być wszystko. Bez tego impulsu nie wyściubilibyśmy nosa z domu. Nie ruszylibyśmy w drogę. Bartek nie wpadłby na pomysł, by przejść Wielki Szlak Himalajski. Jak to się zaczęło? Co zwiastowało, że kiedyś przejdziemy ten szlak? W 2007 roku Bartek przemierzał Łuk Karpat i wtedy dowiedział się o wytyczaniu The Great Himalaya Trail — Wielkiego Szlaku Hima lajskiego (WSH). Jeszcze nie my- ślał wtedy o jego przejściu. To nawet nie był daleki plan, a dopiero niewyraźne marzenie. Chociaż czy to wtedy zaczęła się ta historia? A może jej początek można odna- leźć dużo wcześniej, w 2005 roku, gdy Bartek został przewodnikiem beskidzkim i na dobre związał swoje życie z górami. Może nieco później, w 2008 roku, gdy poznaliśmy się na wyprawie do Argentyny /1/ — i tak już ze sobą zostaliśmy. /1/ 9 Poleć książkęKup książkę /2/ A może w 2009 roku, gdy po raz pierwszy pojechaliśmy do Nepalu na trekking wokół ośmiotysięcznika Manaslu /2/, który wówczas wydawał się nam szczytem naszych górskich możliwości. Może jednak wszystko zaczęło się w 2011 roku, gdy spędzaliśmy podróż poślubną, wędrując tygodniami po Ladakhu /3/ i Zanskarze w indyjskich Himalajach. Może pomysł przyszedł nam do głowy w 2012 roku podczas majówki na Ukrainie, na Połoninach Hryniawskich, gdzie po raz pierwszy teren /3/ 10 Poleć książkęKup książkę tak bardzo nie zgadzał się z mapą, a warunki pogodowe były na tyle nie- sprzyjające, że prawie walczyliśmy o życie. A może przygoda narodziła się w styczniu 2013 roku wraz z samodzielnym przejściem Chadaru, czyli trekkingiem po zamarzniętej rzece Zanskar w północno-zachodniej części indyjskich Himalajów, łączącej ze sobą dwa dawne królestwa himalajskie — Ladakh i Zanskar. Asia poważnie zastanawiała się później nad sensem urlopów spędzanych w temperaturze –20°C i w dwóch kurtkach pucho- wych. Dziś wydaje nam się, że Wielki Szlak Himalajski towarzyszył nam od zawsze. To, co można ustalić ze stuprocentową pewnością, to fakt, że Bartek był prekursorem wcielenia w życie marzenia o przejściu WSH — początkowo szalonego i zupełnie nierealnego. Temat powracał w domowych rozmowach tak często, że pewnego dnia postanowiliśmy iść razem, a WSH stał się naszym wspólnym marzeniem i celem. Wybraliśmy się w Himalaje we dwoje, jako zespół, w którym każdy miał trochę inną funkcję /4/. Nigdy sobie tych funk- cji nie przydzielaliśmy, to raczej one w naturalny sposób do nas przylgnęły. Bartosz był odpowiedzialny za większy bagaż, dbanie o funkcjonowanie elek- troniki, dokumentację fotograficzną wyjazdu, negocjacje i nawigację. Rolą Asi było łagodzenie konfliktów, rozmowa z lokalnymi mieszkańcami i popychanie wyprawy w momentach, gdy utknęła. /4/ 11 Poleć książkęKup książkę WYPRAWA BEZ WSPARCIA? Na początku ulegliśmy iluzji, że nasze przejście Wielkiego Szlaku Himalajskiego odbędzie się całkowicie bez wsparcia postronnych osób. W świecie sportu termin „bez wsparcia”, oznacza, że zawodnik nie może przyjąć nawet butelki wody, bo byłaby to przecież pomoc. Ostatecznie jednak nasza podróż nie odbyłaby się bez wsparcia innych ludzi. Poleganie tylko na sobie jest pułapką, kreacją medialną i oszukiwaniem własnego ego. Życie okazało się inne, a uczciwość wobec samych siebie kazała nam uznać to, co było nieuniknione — Nepalczycy okazywali nam wsparcie niemal na każdym kroku. Każdy ugotowany przez uczynnych ludzi obiad, herbata, którą się podzielili, informacja, jaką przekazali, czy to o drodze, czy o nad- chodzącej pogodzie — wszystko to było nieocenionym wsparciem naszego trekkingu. Dziś wiemy, że tam, gdzie są ludzie, nie ma mowy o wędrówce „bez wsparcia”. Skoro zatrzymywaliśmy się w hotelach, jadaliśmy posiłki przygotowane dla nas oraz używaliśmy mapy i przewodnika, to czy nasz wyczyn można uznać za fair play? Gdybyśmy chcieli postępować zgodnie z rygorystycznymi zasadami sportowej moralności, musielibyśmy zostawić w domu nawet plecak, który dostaliśmy od sponsora, bo stanowił on pewne wsparcie. Nie moglibyśmy rozmawiać z nikim na szlaku, nie pytalibyśmy o drogę czy pogodę, bo przecież każda informacja to pomoc z zewnątrz. Musielibyśmy odrzucić każde z wielu życzliwych zaproszeń na herbatę czy posiłek. Bylibyśmy zmuszeni grzecznie odmówić Nepalczykowi, który pomógł nam, przenosząc plecak i samą Asię, kiedy znaleźliśmy się na nie- właściwym brzegu rzeki. Na szczęście postanowiliśmy jednak nie przesadzać i przyjmować pomocną dłoń. Co prawda Wielki Szlak Himalajski pokonaliśmy bez tragarzy, kucharzy i całego sztabu pomocników. Dobrowolnie zrezygnowaliśmy z takiej wygody, pragnąc choć w ten sposób zachować niezależność w drodze. Jednak wsparcie Nepalczyków okazało się nieocenione i nie wstydzimy się tego przy- znać. Ale nie zmienia to faktu, że Bartosz zawsze gonił tych, którzy chcieli mu pomóc rozbić namiot. Bez wyjątku. 12 Poleć książkęKup książkę PRZYGOTOWANIA Zanim jednak wybraliśmy się na podbój świata, minęło około dziesięciu miesięcy, licząc od dnia, w którym Asia dostała od swojej szefowej zgodę na dłuższą nieobecność w pracy. To moment, kiedy nasze plany przestały być tylko zamiarami i weszły w fazę realizacji. Uzyskanie zgody na urlop było nieporównywalnie łatwiejsze od zmierzenia się z reakcją naszych rodzin na wieść, że zamierzamy zdobyć Himalaje. Bliscy zareagowali mało entuzjastycz- nie. Ale potem było już tylko łatwiej. Rzuciliśmy się w wir internetu w poszukiwaniu informacji o WSH i dotychczasowych wyprawach. Głównym źródłem informacji była dla nas strona internetowa Robina Bousteada*, Brytyjczyka, który spędził w Himalajach ponad dwadzieścia lat i przyczynił się do powstania idei Wielkiego Szlaku Himalajskiego. Boustead napisał też przewodnik Nepal Trekking and the Great Himalaya Trail oraz jest współautorem map Wielkiego Szlaku Himalajskiego. Trafiliśmy też na ekipę trójki Amerykanów (dwóch mężczyzn i kobietę), którzy wiosną 2014 roku pokonali szlak bez wsparcia w dziewięćdziesiąt dni. W oparciu o ich harmonogram wędrówki, a właściwie biegu, stworzyliśmy nasz własny plan. Zaczęliśmy budowanie strony internetowej z wykorzystaniem pozyska- nych informacji. Bartosz wymyślił logo wyprawy i zadbał o odpowiednią ilość naklejek z naszym znakiem rozpoznawczym, które rozlepialiśmy później na trasie. Gdy Łukasz Supergan, nasz autorytet w dziedzinie górskich wędrówek, wymienił na swoim blogu naszą wyprawę jako jedną z trzech, które warto śle- dzić w 2015 roku, byliśmy w euforii. Za to kiedy Onet.pl zamieścił wywiad, jakiego udzieliliśmy portalowi podróżniczemu Peron4, i przeczytaliśmy komentarze, popadliśmy w konsternację. Zastanawialiśmy się, czemu inter- netowi trolle życzą nam tak źle, bo dywagacje na temat naszej ewentualnej śmierci i transportu zwłok w czarnych workach do Polski stanowiły pożywkę dla hejterów. * https://trailblazer-guides.com/author/robin-boustead (data dostępu: 14.02.2017). 13 Poleć książkęKup książkę Zwracaliśmy się do mediów o patronaty medialne i część naszych starań zakończyła się sukcesem. Próbowaliśmy pozyskać sponsorów finansowych i sprzętowych — tu udało nam się połowicznie, pozyskaliśmy bowiem tylko tych drugich. Śledziliśmy wszelkie pojawiające się w internecie konkursy na najciekawszy projekt podróży — niektóre miały całkiem zaskakujących orga- nizatorów, przykładowo producenta kawy. Wygraliśmy jeden z takich konkur- sów (Akademia Marmota z Piotrem Pustelnikiem), w którym nagrodą była profesjonalna odzież trekkingowa. Umawialiśmy się na spotkania z ludźmi, którzy mogliby nam jakoś pomóc — skutek był różny. Często okazywało się, że w tej kwestii możemy liczyć tylko na siebie. Musieliśmy też zadbać o zaplecze wyprawy: ubezpieczenie, szczepie- nia, sprzęt, leki i żywność. W końcowej fazie przygotowań nasze mieszkanie wyglądało jak dobrze zaopatrzony schron przeciwatomowy. Asia przez osiem miesięcy kilka razy w tygodniu chodziła na siłownię, szlifowała wydolność i kondycję na nadchodzący sprawdzian w górach. Poza tym opracowaliśmy budżet, którego największą część miały pochłonąć tak zwane permity, czyli płatne zezwolenia na poruszanie się po obszarach chronionych oraz par- kach narodowych. To również jeden z bardziej skomplikowanych elementów naszej nepalskiej układanki. Tabelka z zestawieniem wszystkich permitów znaleziona w internecie przyprawiła nas o lekki zawrót głowy. Permits needed for trekking in Nepal Overview GHT SECTION SPECIFIC AREA All Sections All trekking areas where no Trekking Permit is needed Kanchenjunga Makalu Barun Taplejung District; Areas of Olangchunggola, Lelep, Papung and Yamphudin Village Development Committee Kanchenjunga Conservation Area Sankhuwasabha District; Areas of Kimathanka, Chepuwa,Hatiya and Pawakhola Village Development Committee Makalu Barun National Park Solukhumbu District; Area northwest from Thame to Nangpala of Namche VDC Everest Rolwaling Sagarmatha National Park PERMITS TIMS (Trekkers Information Management System): Organized trekkers: blue TIMS cards;Nepali currency equivalent to US $10; can also be payed in US$ Individual trekkers: green TIMS cards;Nepali currency equivalent to US $20; Nepali currency only Trekking Permit: US$ 10 per week (or equivalent convertible foreign currency) KCAMC (Kanchenjunga Conservation Area Management Council) entrance fee: foreign nationals: NPR 1,000 SAARC nationals: NPR 200 Trekking Permit: US$ 10 per week for first 4 weeks, after this US$ 20 per week (or equivalent convertible foreign currency) Makalu Barun National Park entrance fee: Foreign nationals: NPR 3,000 SAARC nationals: NPR 1,000 Nepali crew: NPR 25 Trekking Permit: US$ 10 per week for first 4 weeks, after this US$ 20 per week (or equivalent convertible foreign currency) Sagarmatha National Park entrance fee: Foreign nationals: NPR 3,000 SAARC nationals: NPR 1,000 Nepali crew: NPR 25 Dolakha District (Gauri Shankar Lamabagar) Trekking Permit: US$ 10 per week (or equivalent convertible foreign currency) Ramechhap, Dolakha and Sindhupalchok District Gaurishankar Conservation Area Project (GCAP) entrance fee: Foreign Nationals: NPR 2,000 Langtang Helambu Rasuwa District : Thuman and Timure Sindhupalchok District 14 Ganesh Himal Manaslu Langtang National Park Manaslu Area Chhekampar Chunchet VDC (Sirdibas-Lokpa-Chumling- Chhekampar -Nile-Chhule Area) Manaslu Conservation Area Trekking Permit: US$ 10 (or equivalent convertible foreign currency) per week Gaurishankar Conservation Area Project (GCAP) entrance fee: Foreign Nationals: NPR 2,000 Langtang National Park entrance fee: Foreign nationals: NPR 3,000 SAARC nationals: NPR 1,000 Nepali crew: NPR 25 Trekking Permit: From September to November US$ 70 per week and after 7 days US$ 10 per day From December to August US$ 50 per week and after 7 days US$ 7 per day (or equivalent convertible foreign currency) Trekking Permit: From September to November US$ 35 for first 8 days From December to August US$ 25 for first 8 days (or equivalent convertible foreign currency) Manaslu Conservation Area entrance fee: foreign nationals: NPR 2,000 SAARC nationals: NPR 200 WHERE TO GET THE PERMIT TAAN or NTB office in Kathmandu or Pokhara (individual trekkers) Through travel agency (organized trekkers) Department of Immigration Can be arranged through travel agency Entrance of KCAMC Department of Immigration Can be arranged through travel agency Entrance of National Park Department of Immigration Can be arranged through travel agency Entrance of National Park Department of Immigration Can be arranged through travel agency Entrance of GCAP Department of Immigration Can be arranged through travel agency Entrance of GCAP Entrance of National Park Department of Immigration Can be arranged through travel agency Department of Immigration Can be arranged through travel agency MCA Booth at NTB office in Kathmandu or Pokhara Can also be arranged through travel agency Poleć książkęKup książkę Postanowiliśmy w tej kwestii zaufać nepalskiej agencji trekkingowej, z którą rozpoczęliśmy bardzo ożywioną korespondencję w sprawie zaopatrzenia nas we wszelkie potrzebne zezwolenia. Wszystko, co udało się ustalić poprzez e-maile, musieliśmy uzgodnić ponownie po przylocie. W przypadku tak ważnej wyprawy warto poświęcić nieco więcej czasu i energii, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Czasem warto dla pewności potwierdzić ustalenia. Szczególnie w Nepalu. Z czasem zaczęliśmy mieć powyżej uszu tych przygotowań. Zastanawialiśmy się, czy w ogóle zapanujemy nad chaosem. Im bliżej było wyjazdu, tym bardziej mie- liśmy dość całego zamieszania i gadania o nim. Chcieliśmy zakończyć ciągnącą się miesiącami fazę przygotowawczą i w końcu ruszyć w drogę. TRZĘSIENIE ZIEMI — TĄPNIĘCIE W PLANACH WYPRAWY Zanim jednak zdążyliśmy wyruszyć z domu, nadszedł tragiczny 25 kwiet- nia 2015 roku. Trzęsienie ziemi o sile 7,8 w skali Richtera nastąpiło o 11:56 czasu lokalnego. Zginęło prawie dziewięć tysięcy ludzi, ponad dwadzieścia trzy tysiące zostało rannych. Katastrofa zrujnowała wiele regionów Nepalu, a my tym bardziej postanowiliśmy tam pojechać. Wbrew wielu, którzy nam to odradzali i dziwili się naszej decyzji, poczuliśmy, że to najlepsza rzecz, jaką możemy zrobić dla Nepalczyków. Chcieliśmy pokazać swoją solidarność, nie tylko wysyłając pieniądze, ale będąc w trudnych chwilach na miejscu. Tego samego dnia podjęliśmy też decyzję, że rezygnujemy ze zbiórki finansowej na portalu crowdfundingowym, choć cała akcja była już przygotowana. Jakoś nie potrafiliśmy zbierać funduszy na naszą wyprawę w momencie, gdy to Nepalczycy potrzebowali pomocy w odbudowie Nepalu. DOPIĄĆ WSZYSTKO NA OSTATNI GUZIK Ostatni miesiąc przed wyjazdem to tournée po rodzinie i przyjaciołach, umawianie się z osobami mogącymi doglądać naszego mieszkania i roślin- ności doniczkowej, tworzenie list kontaktowych i informacyjnych dla naj- bliższych, przekazywanie obowiązków w miejscu pracy Asi oraz rozpaczliwe próby przypomnienia sobie, co jeszcze powinniśmy zrobić. 15 Poleć książkęKup książkę 28 sierpnia 2015 roku Asia wstała od biurka w pracy z zamiarem powrotu w to samo miejsce 18 stycznia 2016 roku. W tym czasie mieliśmy przejść Wielki Szlak Himalajski, który jawił się nam jako piękny i ekscytujący trekking. Raczej tradycyjny, co prawda trudniejszy i dłuższy niż wszystkie poprzednie, ale mimo wszystko mieszczący się w definicji trekkingu. Zapakowaliśmy kil- kadziesiąt kilogramów sprzętu oraz wyobrażenia o największej przygodzie naszego życia do plecaka i w końcu, 31 sierpnia 2015 roku, stawiliśmy się na lotnisku. Poleć książkęKup książkę CZĘŚĆ II FILM W ODCINKACH Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę ODCINEK 1. Pierwsze spojrzenie na Katmandu Wsiadamy do samolotu. Nie wiemy jeszcze, że kolejne 120 dni naszej wycieczki będzie stanowiło mieszankę stresu i radości. P lecaki pękają w szwach, a my wybieramy się wreszcie na warszawskie lotnisko /5 /. Bilety w jedną stronę w dłoniach, plan Wielkiego Szlaku w głowach. Jeszcze tylko buziaki dla rodziny i lecimy. Nie tak szybko! Najpierw musimy się przepakować. Mamy sporo nadba- gażu i nie mieścimy się w wyznaczonym limicie. Cały nasz bagaż, jak wska- zuje lotniskowa waga, ma dziewięćdziesiąt kilogramów, podczas gdy nadać można jedynie sześćdziesiąt cztery. Zakładaliśmy nadanie dodatkowego cię- żaru w ramach tak zwanego bagażu sportowego, ale już przed rozpoczęciem wędrówki zostaliśmy zmuszeni do rewizji chytrych planów z prozaicznego powodu — opcja nadania sprzętu sportowego w naszych liniach lotniczych nie istniała. Niestety okazało się to dopiero na lotnisku. Podczas pospiesznego przepakowywania z plecaków wylatują: scrabble, powieść licząca 900 stron, wędzony łosoś, wytrawne żółte sery zabrane na kry- zysowe momenty, które miały nadejść, klapki Bartosza i kilka innych rzeczy. I tak wyrzuciliśmy ledwie pięć kilogramów. W tym miejscu nasza inwencja się wyczer- puje, bo o ile przydatność dzięwięćsetstronicowej książki na himalajskich lodow- cach można zakwestionować, to reszta naszych gratów jest naprawdę potrzebna. Na oczach przyjaciół i rodziny upychamy nadmiar pakunków w bagażu podręcznym. W torbie Asi zmieściło się sześć kilogramów liofilizowanej żyw- ności oraz inne niezbędne przedmioty, które spakowaliśmy tam już wcześniej. 19 Poleć książkęKup książkę /5/ Jeszcze nie wyjechaliśmy z kraju, a już mieliśmy trochę stresu i sporo szczę- ścia. Chwilę potem wsiadamy do samolotu. Nie wiemy jeszcze, że kolejne 120 dni naszej wycieczki będzie stanowiło mieszankę stresu i radości. To co zostało w plecakach? Oprócz ubrań, namiotu, śpiworów, latarek, apteczki, zestawów naprawczych (taśmy, druty itd.), aparatu fotograficznego, ładowarek, panelu słonecznego, telefonu satelitarnego, krótkofalówek, liny, czekanów, raków, kasków, karabinków i reszty sprzętu wspinaczkowego, kuchenki, menażki, sprzętu campingowego, kosmetyków, przewodnika i map znajdowały się tam same najpotrzebniejsze rzeczy. Dwa kilogramy czekoladek, kilkadziesiąt podwójnych liofilizatów, pięć kilogramów musli, kilkadziesiąt batoników, chałwa, kawa, herbata, mleko w proszku i cukier w saszetkach. Do tego kserokopie polis ubezpieczeniowych, kilkanaście zdjęć paszportowych, lista adresów do wysyłania pocztówek, dwa notesy i kilka ołówków. 20 Poleć książkęKup książkę Lot przebiega bez przeszkód. Lądujemy w stolicy Nepalu. W Katmandu czas schodzi nam głównie na wizytach w agencji trekkingowej. Rozpoczyna się nasza przygoda w wielu odcinkach z nepalską administracją. Zanosi się na to, że biurokracja nas wykończy. Właściciel agencji, Kul Gurung, w swoim biurze obwieszonym dyplomami uznania za pomoc w usuwaniu skutków trzęsie- nia ziemi, przyznanymi przez władze Nepalu, zakłada nam teczkę klienta. W końcu nasza współpraca ma mieć charakter długofalowy. Poza tym jeste- śmy pierwszymi klientami Kula, którzy przechodzą Wielki Szlak Himalajski. Największą przeszkodą w dogadaniu się z Kulem jest to, jak swobodnie traktuje obietnicę dotrzymywania danego słowa. To znaczy on zdaje się nie mieć z tym najmniejszego problemu. To dla nas wyzwaniem jest przyzwyczajanie się do tego, że Kul bywa nonszalancki. Umawiamy się na konkretną godzinę, a jego nie ma w biurze. Któryś ze współpracowników wydzwania do niego, Kul przez telefon mówi, że stoi w korku i będzie za dziesięć minut, a po dwudziestu minu- tach i kolejnym telefonie przekłada nasze spotkanie na kolejny dzień. Gdy już nasze ścieżki jakimś cudem się krzyżują, ustalamy po raz kolejny to, co w naszym mniemaniu już dawno zostało ustalone. Kul dzwoni przy nas do różnych osób, do których — jak twierdzi — ma specjalne dojścia. Na koniec oblicza koszt per- mitów, który znacznie odbiega od tego podanego w tabeli znalezionej przez nas w internecie na oficjalnej stronie Ministerstwa Kultury, Turystyki i Lotnictwa Cywilnego. Na naszych oczach rozgrywa się teatr jednego aktora. Na początku się na to nabieramy. Potem będzie nas to już irytować. Ale co zrobić? Wygląda na to, że bez pomocy agencji trekkingowej się nie obędziemy /6/. /6/ 21 Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: