Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00346 007466 11259299 na godz. na dobę w sumie
Wielkie pytania małych ludzi - ebook/pdf
Wielkie pytania małych ludzi - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-342-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> popularnonaukowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jak smakuje chmura? Dlaczego nie można się samemu połaskotać? Dlaczego muzyka wesoła jest wesoła, a smutna – smutna? Jak wygląda nic? Po co żyjemy, skoro umieramy? To pytania najbardziej wnikliwych filozofów, badaczy, obserwatorów zjawisk tego świata i wszechświata. To pytania dzieci. To „Wielkie pytania małych ludzi”. Tylko dzieci i geniusze nie boją się zadawać najtrudniejszych pytań i dziwić zjawiskom, które uchodzą uwadze większości dorosłych – mówi w swojej nowej książce Wojciech Mikołuszko, autor bestsellerów „Tato, a po co?”, „Tato, a dlaczego?”. Tym razem mierzy się z 51 nowymi „Wielkimi pytaniami małych ludzi”. Choć zadały je dzieci i czasami brzmią bardzo nienaukowo, każde z nich okazuje się kluczowe dla zrozumienia świata, w którym żyjemy. Nad odpowiedziami od wielu lat, a czasami od wieków – głowią się najtęższe umysły ludzkości. Autor w pocie czoła przeszukuje książki, naukowe czasopisma, rozmawia z badaczami i popularyzatorami nauki, by udzielić jak najprawdziwszych i najbardziej aktualnych odpowiedzi. Nie ma dla niego pytań zbyt prostych ani zbyt naiwnych. W każdym jest do odkrycia jakaś niezwykła, zaskakująca prawda. Dzięki temu książka Wojciecha Mikołuszki nie tylko zaspokaja dziecięcą ciekawość świata, ale wciąż na nowo ją rozbudza. Joanna Rzezak, autorka ilustracji, opatrzyła tekst dodatkową, równoległą narracją, pełną przystępnych schematów i infografik, obrazkowych gier i zabaw. Książkę „Wielkie pytania małych ludzi” zainspirowała rubryka pod tym samym tytułem, która ukazuje się co piątek w „Gazecie Wyborczej”. Pytania zadają w niej same dzieci.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 6 Spis t r e ści Czy pan naprawdę istnieje? 6 Jak wygląda nic? 8 Dlaczego samochody jeżdżą? 10 Po co wymyślono czas? 12 Dlaczego woda w morzu jest słona? 14 Jak lew ma na nazwisko? 16 Dlaczego nie można samemu się połaskotać? 18 Dlaczego piana w coli opada, a w piwie nie? 20 Gdzie leci woda z sedesu z tą kupą i sikami? 22 Dlaczego były dinozaury? 26 Dlaczego śnieg jest biały, a lód przezroczysty? 28 Dlaczego tęcza tworzy półkole? 30 Skąd się biorą nasiona kwiatów? 32 Jak powstały woda i Ziemia? 34 Dlaczego ludzie nie mają skrzydeł? 36 Jak działają czułki mrówek? 38 Dlaczego pomidor jest warzywem, skoro powstaje jak owoc? 40 Czy mech jest miękki, jeśli się go nie dotknie? 42 Dlaczego mówimy gęsia, a nie kacza skórka? 44 Kto karmi smoka? 46 Po co żyjemy, skoro umieramy? 48 Dlaczego w czasie podskoku Ziemia nie ucieka nam spod nóg? 50 Co się myśli, jak się nie myśli? 52 Czy istniały ptaki zdolne pożerać małe dzieci? 54 Dlaczego panie nie mają wąsów? 56 Kto pierwszy włożył nogę do oceanu? 58 Dlaczego mamy zimą czym oddychać, a nie mamy zielonego pojęcia? 60 Dlaczego włosy się kręcą? 64 Co by się stało z Ziemią, gdyby wpadła do czarnej dziury? 66 Jak smakuje chmura? 68 Ilu ludzi było na początku i jakim językiem mówili? 70 Dlaczego muzyka wesoła jest wesoła, a smutna – smutna? 72 Dlaczego kupa ptaka jest biała, a psa czarna? 74 Dlaczego nie ma małych baobabów? 76 Dlaczego w wannie powstaje wir, gdy wypuszcza się wodę? 78 Po co człowiek ma temperaturę 36,6 stopnia? 80 Jak dinozaury radziły sobie z trąbami powietrznymi? 82 Dlaczego, żeby urodziło się dziecko, wystarczy mama i tata, i już nikogo więcej nie trzeba? 84 Czy można przejść pod łukiem tęczy? 86 Czy głowa kleszcza jest twardsza od młotka? 88 Dlaczego lekarstwa są niedobre? 90 Dlaczego ja muszę chodzić do fryzjera, a kot Toffik nie? 92 Dlaczego w ciemnościach nie widać kolorów? 94 Czy bliźniaki płaczą w tym samym momencie? 96 Co i jak widzi kameleon? 98 Po co kocurom sutki? 100 Czy krew pachnie ładnie, czy brzydko? 102 Ile waży Ziemia? 104 Czy zwierzęta popełniają samobójstwo? 106 Co by było, jakby nie było chorób? 108 Dlaczego naukowcy są mądrzy? 110 7 8 Tak narodziła się rubryka „Wielkie pytania małych ludzi”. Młodzi czytelnicy, a jeszcze częściej dorośli w ich imieniu rzeczywiście przysyłali swoje pytania. Ja zaś w pocie czoła przeszukiwałem książki, czasopisma i internet, rozmawiałem z badaczami i popularyzatorami nauki, by znaleźć jak najlepszą odpowiedź. Co tydzień opisywałem ją, starając się tak dobrać słowa, by stała się zrozumiała dla małych czytelników. Szczęśliwie rubryka zyskała uznanie w ich oczach. Dzięki temu wydawnictwo książkowe Agora zaproponowało, żebym na podstawie tych tekstów przygotował książkę. Książka wymaga więcej pracy, choć daje też większe możliwości, dlatego wiele odpowiedzi wydrukowanych w gazecie rozszerzyłem lub napisałem od nowa. Dodałem także teksty, których jeszcze nie publikowałem. Zawsze jednak pytania, które tu omawiam, naprawdę zostały zadane przez czytelników. Ja zaś naprawdę nad nimi rozmyślałem. To znaczy, że chyba mogę, w ślad za wielkim filozofem Kartezjuszem, powiedzieć: myślę, więc istnieję. Naprawdę. C zy pan naprawdę istnieje? – Mam dla ciebie propozycję – powiedział mi Piotrek Cie- śliński, kierownik działu nauka w „Gazecie Wyborczej”. – Chciałbym mieć na naszych stronach rubrykę popular- nonaukową dla dzieci, regularnie, raz w tygodniu. Nie miałbyś ochoty jej poprowadzić? Najlepiej, żebyś pisał w taki sposób jak w swoich książkach „Tato, a dlaczego?” i „Tato, a po co?”. Właściwie mógł- byś je kontynuować na naszych łamach. Co ty na to? Oczywiście, że miałem ochotę. Lubię pisać dla dzieci, a rzadko dostaję takie propozycje. Na co dzień pracuję jako dziennikarz naukowy, co oznacza, że re- lacjonuję odkrycia z nauk przyrodniczych w różnych gazetach i magazynach. Ich czytelnicy to przeważnie ludzie dorośli. Po paru latach takiej pracy zaczą- łem pisać także dla dzieci. Najpierw na blogu internetowym odpowiadałem na pytania, które zadawali moja córka Ida i syn Kacper. Zawsze starałem się przy tym oprzeć na najnowszych odkryciach naukowców. Blog zyskał popu- larność i stał się podstawą książek, o których wspominał Piotrek. Historie tam opisane naprawdę się zdarzyły. Pytania naprawdę zostały zadane. A ja naprawdę poświęciłem sporo czasu, by znaleźć odpowiedzi. Tyle że Ida i Kacper podrośli, a ich pytania stały się trudniejsze – o ile w ogóle mieli ochotę, by je zadawać. Po powrocie ze szkoły zajmowali się odrabia- niem licznych lekcji i bywali zbyt zmęczeni, by pozwolić sobie na zwykłą cie- kawość świata. Co prawda narodził się ich brat Jacek, ale on jeszcze w ogóle nie mówił. Nie widziałem więc możliwości, by wrócić do zapisywania pytań moich dzieci. I kiedy tak się wahałem, co odpowiedzieć Piotrkowi, przypo- mniał mi się list, który zupełnym zbiegiem okoliczności przyszedł nieco przed naszą rozmową. „Drogi Panie Wojtku – pisała pani Aneta – moje dzieci Ola (pięć lat) i Janek (trzy lata) są fanami Pana książki »Tato, a dlaczego?«. Z wiel- kim zdziwieniem przyjęły wiadomość o tym, że Pan i Pańskie dzieci napraw- dę istniejecie. Ponieważ zachęca Pan do zadawania pytań, przesyłam w ich imieniu dwa…”. – Słuchaj – zawołałem do Piotrka Cieślińskiego – a może bym na łamach tej rubryki odpowia- dał na pytania nie moich dzieci, ale młodych czytel- ników? Tylko trzeba ich za- chęcić do przysyłania listów. – Spróbujemy – zgodził się. Jan e k O l a Kartezjusz, wybitny francuski filozof, fizyk i matematyk, poszukiwał choć jednej rzeczy, której możemy być całkowicie pewni. Doszedł do wniosku, że jest nią sam fakt, że myślimy. A skoro myślimy – rozumował dalej – to znaczy, że istniejemy. W swojej pracy zapisał to słynnym zdaniem: „Myślę, więc jestem”. Kartezjusz 9 10 J ak wygląda nic? n a n a i M a r Hm, cóż można odpowiedzieć na pytanie o nic? Sam się zdziwiłem, ale naprawdę dużo! Dowiedziałem się tego dzięki siedmioletniej Mariannie, która napisała tak: „Co to takiego jest »nic«? Gdzie jest »nic«? Jak wyglą- da? Czy można je powąchać, dotknąć, posmakować? Nic nie wiem o »nic«. A nic nie wiedzieć o »nic« wydaje mi się dziwne. Tata mówi, że »nic« wygląda jak powietrze, ale »nic« chyba nie może być powietrzem?”. Pewnie, że nie może! W powietrzu jest przecież „coś”, a wręcz wielkie mnóstwo „cosiów”. Są cząsteczki gazu i drobne pyłki. Między nimi przemykają fale świat- ła, radia i telefonów komórkowych. W prawdziwym „nic” nie powinno ich być. Tam jest ciemno (bo nie ma światła), głucho (bo nie ma dźwięków) i zimno (bo temperatura tym bardziej rośnie, im prędzej poruszają się cząsteczki, których tu w ogóle nie ma). Tam się nie da oddychać (bo nie ma powietrza), czuć (bo nie ma co dotykać), smakować (bo nie ma co włożyć do ust) ani wąchać (bo nie ma co wpaść do nosa). Krótko mówiąc – prawdziwe „nic” w ogóle nie wygląda. A raczej nie wyglądałoby, gdyby gdzieś istniało. A co do tego jest dużo wątpliwości… Szukając informacji na temat „nic”, natrafiłem na całą serię artykułów w szacownym brytyjskim tygodniku popularnonaukowym „New Scientist”. Magazyn ten wydał nawet książkę zatytułowaną „Nic”, która wcale nie składa się z niczego. Ba, ma ona ponad 250 stron zapełnionych informacjami. I właśnie w tygodniku „New Scientist” wyczytałem, że nawet w największej nicości – w miejscu, z którego wypompowano wszyst- kie cząstki i które tak ochroniono, że żadna fala się do niego nie przedostanie – też pojawia się „coś”. Fizykom od dawna wychodziło z obliczeń, że w absolutnej pustce Przestrzeń, w której nic się nie znajduje, naukowcy nazywają próżnią. a simir Hen d r i k C i ciemności powinny się wyłaniać drobne fale i cząstki. Na chwilę wyjrzą z nicości, przemkną i wkrótce potem znikną. Zaraz później pojawią się kolejne, i tak bez końca. Wiele lat temu fizyk z Holandii Hendrik Casimir wyobraził sobie dwa lustra, które umieszcza się blisko siebie wśród kompletnej nicości. Wszędzie dookoła nich, jak przystało na pustkę, wyskakiwałyby i chowały- by się rozmaite fale i cząstki. Od czasu do czasu uderza- łyby one w lustra i w efekcie popychałyby je ku sobie. Zwierciadła powinny więc powolutku zbliżać się jedno do drugiego. Udało się nawet przeprowadzić eksperyment, który potwierdził przewidywania Casimira. Choć, trzeba uczciwie przyznać, nie przekonał wszystkich naukowców. Potem zaś dokonano jeszcze bardziej zaskakują- cego odkrycia. Amerykański badacz Christopher Wilson z całkowitej nicości wydobył kilka praw- dziwych cząstek światła! To tak jakby z miejsca, gdzie nie ma nic i gdzie panuje kompletna ciemność, wyciągnąć nagle jasny promień. Też mi się nie chce w to wierzyć. Ale wielu naukowców nie ma z tym problemu. Niektórzy chcą nawet wykorzystać to, co znajduje się w nicości, by napędzać tym miniaturowe maszyny. Jeśli im się uda, to straci sens przysłowie „Z pustego i Salomon nie naleje”. Naukowcy będą przecież nalewać kompletnie z niczego. Trochę tak jak ja. W końcu pyta- nie było o „nic”, a zobaczcie, ile się nagadałem. I mógł- bym znacznie dłużej. 11 M i l e n a D laczego samochody jeżdżą? Myślałem, że trudno mnie wyprowadzić z równowagi. Ale panu się to uda- ło – powiedział mi instruktor nauki jazdy. Miałem wtedy 18 lat i uczyłem się prowadzić samochód. Przyznam, że szło mi dość ciężko, a właściwie: bardzo ciężko. Kątem oka widziałem, jak mój instruktor sztywniał, gdy wjeżdżałem w zakręt. Czasem syczał albo bulgotał. A i tak najwięcej kłopotów sprawiała mi nie sama jazda, ale szczegóły budowy silnika. Nijak nie mogłem zrozumieć, dlaczego maszyna w ogóle rusza z miejsca, gdy nacisnę pedał gazu. Dlatego z pewnym przestrachem zabrałem się do pytania: „A dlaczego samo- chody jeżdżą?”, które zadała pięcioletnia Milena. Jej tata, pan Tomek, napisał: „Przyznam, że rozłożyła mnie tym na łopatki. Czy mogę liczyć na pomoc?”. Poruszony dramatycznym ojcowskim wezwaniem postanowiłem rozwią- zać tę zagadkę i przy okazji nadrobić braki w wiedzy. Zadzwoniłem do prof. kierownika Zakładu Samochodów Andrzeja Reńskiego, szawskiej. To był strzał w dziesiąt- na Politechnice War- kę! – Ludzie już dawno temu zauważyli, że łatwiej jest coś Tak wynaleźli koło – usłyszałem. toczyć, niż przesuwać. Fiat 126p, tzw. maluch, przez wiele lat był najpopularniejszym samochodem na polskich drogach. Za pomocą nowego wynalazku mogli dużo szybciej przemieszczać towary z jednego miejsca w inne. A gdy nauczyli się lepiej posługiwać tym urzą- dzeniem, zbudowali wóz na kilku kołach. – Najpierw go ciągnęli i popy- chali sami, a potem zaprzęgli do tego zwierzęta – opowiadał prof. Reński. Jakieś 150 lat temu zaś wynaleźli samochód. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi, czyli jeździ, sam. Nikt go nie popycha ani nie ciągnie. Samodzielnie odpycha się kołami od jezdni tak jak dziecko na hulajnodze czy rowerze. Tyle że dziecko siłę czerpie z jedzenia, a samochód zaś z paliwa, którym najczęściej jest benzyna. Tak jak dzieci muszą jeść regularne posiłki, tak samochody co jakiś czas wpadają na stację paliw, gdzie tankują nową porcję benzyny. Gdy stoją w miejscu, trzymają ją w baku. Zaczynają z niej korzystać dopiero wtedy, gdy ruszają. – Samochód napędzany jest przez silnik. W silniku samochodu są cylin- dry, które wyglądają jak puszki zamknięte od spodu szczelnym korkiem, nazywanym tłokiem – wyjaśnia prof. Reński. Kolejno do każdego cylindra wpuszczana jest niewielka porcja benzyny, która miesza się z powietrzem. Chwilę później iskra elektryczna zapala tę miksturę. O, wtedy się zaczy- na! – W cylindrze ma miejsce niewielki wybuch, którego energia popycha tłok, a on z kolei poprzez specjalny pręt naciska na korby wału, tak jak kolarz na pedały roweru – mówi prof. Reński. Wał zaczyna się kręcić, a razem z nim koła samochodu, które są z nim połączone. Pojazd rusza na drogę. I cały czas zżera paliwo, bo jak tylko mieszanka benzyny i powietrza się spali, to cylinder napełnia się jej nową porcją. Znów następuje wybuch, tłok się porusza, potem wał, a na koniec koła. I znowu, i znowu, i gna coraz prędzej, aż skończy się benzyna albo kierowca wyłączy silnik. Na wszelki wypadek dodam, że dzisiaj jestem znacznie lepszym kierowcą niż wówczas, gdy tak skutecznie wyprowadzałem swojego instruktora z równowagi. Od czasu gdy zdałem egzamin na prawo jazdy, minęło już ponad 20 lat. Zapewniam: dużo się nauczyłem i nabrałem doświadczenia. A teraz, proszę, zrozumiałem nareszcie, dlaczego pojazd, którym kieruję, w ogóle jeździ. Milena, dziękuję! 12 o f. Reński p r 3. Tłok popycha pręty, które wprawiają w ruch korby wału. 4.Wał kręci się i wprawia koła w ruch. 2. Wybuch w cylindrze wypycha tłok. 1. Tędy benzyna dostaje się do cylindra, gdzie następuje wybuch. 13 14 Wo j t u ś Zegarki na łańcuszku potocznie nazywamy „cebulami”. Stephen Hawking P o co wymyślono czas? Ech, nudzić to mi się nie udaje. Nic a nic. Odkąd zastanawiam się nad wielkimi pytaniami małych ludzi, prędzej padam z prze- męczenia niż z lenistwa. O, jak choćby wtedy, gdy postanowiłem rozwiązać zagadkę: „Po co wymyślono czas?”. To było jedno z „ma- leńkiej garstki” pytań, jakie przysłała pani Magdalena. Wszystkie zadał jej siedmioletni syn Wojtuś. Jakiż z niego musi być filozof, skoro potrafił sobie wyobrazić świat bez czasu! Czy kiedykolwiek coś podobnego istniało? Czy w ogóle może istnieć? Żeby się tego dowiedzieć, sięgnąłem po książkę „Krótka historia czasu” napisaną przez słynnego brytyjskiego naukowca Stephe- na Hawkinga. Jej lektura udowodniła, że siedmioletni Wojtuś i ponad 70-letni badacz kosmosu mają ze sobą wiele wspólnego. Obaj nie boją się zadawać najtrudniejszych pytań. Obu udaje się dziwić rzeczom, które uchodzą uwadze większości dorosłych. Obaj zauważyli, jak bardzo nietypowy jest czas. Wszystko bowiem, co nas otacza, ma zazwyczaj dwie strony. Możemy pójść w lewo lub w prawo. W górę lub w dół. Przed siebie lub do tyłu. A czas, na przekór temu wszystkiemu, biegnie wyłącznie w jedną stronę – z przeszłości ku przyszłości. Filiżanka, która spada ze stołu, zawsze się tłucze. Nikt nigdy nie widział, by najpierw się potłukła na podłodze, a potem spadła ze stołu. Na początku meczu, który właśnie się zaczyna, nie znamy jego przyszłego wyniku. (Też uwa- żam, że to niesprawiedliwe). Hawking pisze, że ten dziwny twór, czyli czas, mógł mieć swój po- czątek. Zanim pojawił się czas, Wszechświat był mały, potwornie gęsty i kompletnie niezrozumiały. Dlatego fizycy nazywają to oso- bliwością. Nagle to coś zaczęło się gwałtownie rozszerzać, zmie- niać i… czas zaczął płynąć. Przynajmniej taki, jaki my znamy teraz. Bo fizykom, nawet tak dobrym jak Hawking, wciąż nie udaje się zajrzeć do owej osobliwości, do czasu przed znanym nam czasem. Może czas już tam był, ale zupełnie inny? A może go w ogóle nie Zegary elektroniczne są dokładniejsze od zegarów mechanicznych. Ich „sercem” jest kryształ, który drga w stałym rytmie. Jego drgania są zliczane i przetwarzane na sekundy pokazywane na wyświetlaczu. Początkowo ludzie odmierzali upływ czasu na podstawie ruchu słońca i księżyca. Stopniowo jednak ich zajęcia tak się komplikowały, że pojawiło się zapotrzebowanie na zegary. Najpierw powstały wodne zegary mechaniczne, potem wahadłowe. Początkowo miały tylko jedną wskazówkę: godzinową. Gdy życie ludzi przyśpieszyło, zegarmistrzowie dodali wskazówkę minutową. Pierwsze zegarki na rękę uważano za dziwactwo, niegodne eleganckich mężczyzn. Konieczność precyzyjnego ustalania spotkań przekonała jednak większość ludzi do noszenia ich cały czas. było? Jak świat wtedy działał? Może siedział tam ktoś, kto nam właśnie wymyślił taki czas, jaki teraz mamy? Jeśli tak było, to po zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że miał sporo racji z tym, że tak dziwnie obszedł się z czasem. Gdyby potraktował go w sposób typowy, mógł- bym na przykład odpowiedzieć na pytanie Woj- tusia, zanimby on w ogóle je zadał. Albo on by znał wyjaśnienie, zanimbym ja go udzielił. I jeszcze może pokłóciłby się ze Stephenem Hawkingiem o jego książkę, zanim ten by ją w ogóle napisał… Jeszcze gorzej byłoby w świecie zupełnie pozbawionym czasu. Nic by się tam przecież nie działo. Nie potrafili- byśmy się niczemu dziwić. Nie zadawalibyśmy pytań i nie szukalibyśmy odpowiedzi. Nie, na to się stanowczo nie zgadzam. Niech żyje dziecięca ciekawość świata! Niech żyją wielkie pytania małych ludzi! Precz z nudą! W średniowieczu używano śmiesznych zegarków o nazwie „jajko norymberskie”. 114 113 Redaktor: Karolina Oponowicz-Żylicz Korekta: Marta Śliwińska Projekt okładki i opracowanie graficzne: Joanna Rzezak Producenci wydawniczy: Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak Redaktor naczelny: Paweł Goźliński Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska Wydawca: Agora SA ul. Czerska 8/10 00-732Warszawa www.wydawnictwoagora.pl ©copyright by Wojciech Mikołuszko ©copyright for illustrations by Joanna Rzezak ©copyright by Agora SA 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone Warszawa 2014 ISBN: 978-83-268-1342-9 Druk: Drukarnia Perfekt Centrum Nauki Kopernik rozbudza i podtrzymuje ciekawość, która motywuje do aktywnego poznawania świata. Zachęcamy do przyjmowania postawy badacza: zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi, eksperymentowania – stawiania hipotez i weryfikowania ich w toku doświadczenia. Inspirujemy do zrozumienia tego, co nas otacza. www.kopernik.org.pl Książkę złożono krojami Clavo i Sharik autorstwa Michała Jarocińskiego oraz Mr. Dodo autorstwa Hipopotam Studio i wydrukowano na papierze Munken Print Cream 90g.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wielkie pytania małych ludzi
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: