Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00283 004528 13087935 na godz. na dobę w sumie
Wieża Boga - ebook/pdf
Wieża Boga - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 181
Wydawca: Wydawnictwo JAM Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-942596-1-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Wyjątkowa tematyka i mistrzowskie rozwiązania – jak w najlepszym kryminale. Fantazja, magia, metafizyka... czyta się jednym tchem i z ciekawością sięga po kolejne opowiadanie. Każdą z tych historii mam w sobie nadal. Bardzo mnie poruszyły. Nie wszystko wiemy, nie wszystko rozumiemy... A ostatnie opowiadanie, „32 grudnia”, rozbawiło mnie do łez... Tego dnia, gdy dostałam książkę, zamierzałam napić się czerwonego wina. Tak się zaczytałam, że zapomniałam i o winie, i o świecie.
Danuta Błażejczyk – piosenkarka '

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jerzy Andrzej Masłowski Wieża Boga Projekt okładki i rysunki Ryszard Kajzer Fotografia autora na tylnej okładce Piotr Woźniak Redakcja i korekta Janina Granas-Olewińska ISBN 978-83-942596-1-7 Copyright by Jerzy Andrzej Masłowski 2015 www.maslowski.com.pl Copyright by JAM 2015 www.jam.alternatywa.com Wydanie II, zmienione i poprawione Lębork 2015 JAM 2015 Książkę tę dedykuję wszystkim, którzy widzą, co niedostrzegalne, słyszą, co niesłyszalne, i czują, nie podpierając się żadnym ze znanych zmysłów. Autor nata – Moja żona zniknęła! Proszę mi pomóc. Cena nie gra roli. – Adam, roztrzęsiony, drżącą dłonią poprawił okulary i błagalnie spojrzał na Starskiego, najlepszego prywatnego detektywa w mieście. Ten ze zrozumieniem pokiwał głową. – Niech się pan uspokoi i opowie wszystko po kolei – rzekł flegmatycznym tonem głosu i wskazał fotel. – Tu nie ma nic do opowiadania. – Adam usiadł. – Moja żona zniknęła, to wszystko. Detektyw zabębnił palcami w blat biurka. – Kiedy to się stało? – spytał, sięgając po notes i dłu- gopis. – Dziś rano obudziłem się i stwierdziłem, że nie ma jej w domu. Wczoraj położyliśmy się przed północą. Wi- działem, jak zasypiała. – Pokłóciliście się? – Starski wbił w swego klienta prze- nikliwe spojrzenie. – Nigdy się nie sprzeczaliśmy. Nigdy! – Adam wyjąt- kowo mocno zaakcentował ostatnie słowo. – Nie rozumiem. – Detektyw odłożył długopis. – Kilka godzin temu zauważył pan, że żony nie ma w domu. Czy tak? – spytał, a widząc potakujące skinienie, dodał: – Może po prostu gdzieś wyszła? 6 sza – Pan nie rozumie – Adam podniósł głos – padliśmy ofiarą jakiegoś koszmarnego spisku! Ją uprowadzono. I zrobiono to w wyjątkowo perfidny sposób. Zniknęły wszystkie jej rzeczy: ubrania, kosmetyki, bibeloty... Na- wet ulubiona filiżanka... Zostało mi tylko to – szepnął i wyjął z portfela zdjęcie. Starski przyjrzał się fotografii. Patrzyła z niej piękna, dwudziestoparoletnia dziewczyna o miedzianych wło- sach i na poły rozmarzonym, na poły zagadkowym spoj- rzeniu. – Wygląda na to, że pańska żona się wyprowadziła. Tak nieraz bywa... – Absurd. – Adam wyrwał detektywowi zdjęcie i z namaszczeniem schował je do portfela. – Natasza ni- gdy by mi czegoś takiego nie zrobiła... Kochaliśmy się... Dwa lata temu wzięliśmy ślub... Gdyby chciała odejść, powiedziałaby mi... Zostawiłaby list... Ale nie miała żad- nego powodu... – Może zakochała się i...? – Nie była tego typu kobietą – przerwał Adam i znów poprawił okulary. – Pan myśli, że gdy pięćdziesięcioletni facet zgłasza zaginięcie młodej, atrakcyjnej żony, to na pewno w grę wchodzi romans. Jednak w tym przypadku 7 tak nie jest. Natasza była wolna. Wiedziała, że wystar- czy jedno jej słowo, a podpiszę zgodę na rozwód i dam alimenty, jakich zażąda. Sam, z własnej woli, obieca- łem jej to przed ślubem na wypadek, gdyby nam się nie ułożyło. Lecz ona nawet słyszeć o tym nie chciała. Zawsze mówiła, że jestem jej jedyną miłością... Przy niej każdy kolejny dzień był piękniejszy od poprzed- niego... – Wierzę panu. – Starski łagodnie, ale zdecydowa- nie przerwał ten słowotok. – Co, pana zdaniem, mogło się stać? – Ktoś ją porwał. Dla okupu – stanowczo rzekł Adam. – Jestem lekarzem... Profesorem... Dobrze za- rabiam... Porywacze z pewnością o tym wiedzą... – do- dał rwącym się głosem. – Jak rozumiem, nikt do pana nie dzwonił z propo- zycją okupu? – Jeszcze nie. Jednak niedługo zadzwonią. – Adam wyjął chusteczkę i wytarł pot z czoła. – Chcę, aby pan pośredniczył w wymianie... Ja jestem zbyt nerwowy... Mógłbym zrobić coś głupiego... – Rozumiem. – Detektyw kiwnął głową. – Czy kon- taktował się pan z policją? – Oczywiście, że nie. Mogliby ją zabić. Starski wstał. – Niech pan wraca do domu i czeka. Kiedy tylko porywacze dadzą znać, jakie mają żądania, proszę się 8 z nimi umówić i powiedzieć, że okup dostarczy pana sta- ry przyjaciel. Wielokrotnie pośredniczyłem w takich ak- cjach i wszystkie zakończyły się pomyślnie. – Dziękuję. – Adam odetchnął z wyraźną ulgą i rów- nież wstał. – Gdyby mimo wszystko okazało się, że pańska żona wyjechała... – To niemożliwe – kategorycznym tonem przerwał Adam. – Jako detektyw muszę brać pod uwagę różne warianty. – Wiem. Ale to jest porwanie. Oczekuję od pana jedy- nie tego, że zgodzi się pan być pośrednikiem. – Jestem do pana usług. – Będziemy zatem w kontakcie. – Adam skinął głową na pożegnanie i wyszedł, odprowadzany przenikliwym spojrzeniem detektywa. Kwadrans później zatrzymał samochód przed swoją willą. Pilotem otworzył bramę i już miał wjeżdżać na po- sesję, gdy z sąsiedniego domu wyszła kobieta. Byli sąsia- dami od lat, choć nie mieli okazji poznać się bliżej. Adam wysiadł z samochodu. Wymienili grzecznościowe ukłony, jak to zwykle czynili, kiedy ich spojrzenia się spotykały. – Przepraszam, mam jedno pytanie – zagadnął Adam. – Słucham? – Kobieta przystanęła; przez twarz przemknął jej cień uśmiechu. – Czy nie widziała pani mojej żony? – Żony? – spytała, lekko unosząc brwi. – To pan ma żonę? 9 – Ta dziewczyna, która ze mną mieszka, jest moją żoną. Nie wiedziała pani? – Adam również się zdziwił. – Pan mieszka z dziewczyną? Nie zauważyłam. – Są- siadka uśmiechnęła się z zakłopotaniem. – Proszę wyba- czyć, ale nie interesuję się życiem innych. – Nieraz nas pani mijała. – W głosie Adama dało się wyczuć zniecierpliwienie. – Możliwe, choć nie przypominam sobie. Proszę nie mieć mi za złe, ostatnimi czasy bywam rozkojarzona. To wina pracy. Przepraszam, idę na spotkanie – dodała i od- daliła się pospiesznie. Adam, zaskoczony, patrzył na odchodzącą. Dotych- czas sądził, że kobiety w średnim wieku, zwłaszcza miesz- kające samotnie, interesują się życiem sąsiadów. „Może jest wyjątkiem potwierdzającym regułę?” – pomyślał. Zaparkował samochód na podjeździe, po czym wszedł do domu. Sprawdził, czy pod jego nieobecność ktoś zo- stawił wiadomość, ale automatyczna sekretarka milczała. Przez dłuższy czas chodził po pokojach, szukając jakie- gokolwiek śladu żony, jednak nie znalazł niczego, co by wskazywało, że Natasza w ogóle tu mieszkała. – Kiedy oni zdołali to wszystko wynieść? – rzucił ziry- towanym tonem, gubiąc się w domysłach. Usiadł. Zdjął okulary i zaczął nerwowo obracać w pal- cach oprawkę. Czuł wyzierającą z kątów pustkę, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej nie do zniesie- nia. Nie wiedział, co robić. Był w życiu z wieloma kobie- 10 tami, ale wszystkie razem nie dały mu nawet ułamka tego co Natasza. Ją jedyną pokochał miłością prawdziwą i w pełni dojrzałą. Wcześniej nie wiedział, czym tak na- prawdę jest miłość. I to właśnie dlatego nigdy przedtem nie myślał o ślubie. Gdyby nie poznał Nataszy, z pewno- ścią do dziś byłby kawalerem. Wstał. Otworzył barek i nalał pół szklanki wódki. Za- nim jednak zdążył wypić, rozległ się dzwonek telefonu. Jak szalony rzucił się w stronę aparatu. – Halo?! – krzyknął zdenerwowany. – Witam, profesorze – usłyszał znajomy głos – mówi pielęgniarka oddziałowa. Dochodzi południe. Za kwa- drans ma pan planowy zabieg... – Nie mogę. Nie przyjadę – rzekł pospiesznie. – Ale... – W klinice jest kilku dobrych ginekologów. Niech mnie ktoś zastąpi. Mam kłopoty. Moja żona zniknęła... – Żona? – W głosie rozmówczyni zabrzmiało zdu- mienie. – Nieważne – rzekł, gdyż w tym momencie uświado- mił sobie, że nie powinien nikomu mówić o zniknięciu Nataszy. W trosce o jej bezpieczeństwo. – Profesorze...? Jest pan tam? – Przepraszam. Źle się czuję. Nie będzie mnie kilka dni – powiedział i rozłączył się. Po chwili podszedł do barku i jednym haustem opróżnił szklankę. „Boże, jak pusto” – pomyślał, czując 11 wzbierającą rozpacz. Nagle zdał sobie sprawę, że ży- cie bez Nataszy nie miałoby sensu. Przestraszył się tego i przez długie minuty szukał celu, dla którego mógłby ist- nieć bez niej, ale w końcu się poddał. Dlaczego nigdy nie dopuścił do siebie myśli, że Na- taszy mogłoby zabraknąć? Pewnie przyczyną była wiara w statystykę, która niemal gwarantowała, iż to on – z ra- cji wieku – umrze kiedyś pierwszy. A może roztrząsanie podobnych problemów byłoby zbyt bolesne? Usiadł i zaczął bezmyślnie wpatrywać się w telefon. Stracił poczucie czasu. Z odrętwienia wyrwał go dzwo- nek u furtki. Zerwał się i wyjrzał przez okno. Przed do- mem stał Miron – przyjaciel z pracy. Adam nacisnął przycisk i wpuścił go do środka. – Oddziałowa mi powiedziała, że masz kłopoty – rzekł Miron, wchodząc. – Co się stało? – spytał, z troską spo- glądając na przyjaciela. – Natasza zniknęła. Nie wiem, co o tym myśleć. Chy- ba ją porwali... – Kim jest Natasza? Adam na chwilę zaniemówił. – Zwariowałeś?! – krzyknął i rozpiął koszulę pod szy- ją. – Przecież to moja żona! Miron westchnął; czoło przecięły mu trzy grube bruzdy. – Wyluzuj, stary – rzekł spokojnie. – Ubierz się, po- jedziemy do szpitala. Chcę, aby obejrzał cię doktor Schmidt. 12 – Psychiatra? Po co? – Adam wzruszył ramionami. Miron spojrzał mu prosto w oczy i łagodnym tonem powiedział: – Ty nie masz żony. Nigdy nie miałeś. – Co ty gadasz? – Adam spojrzał na przyjaciela takim wzrokiem, jakby widział go po raz pierwszy. – A może...? Sądzisz, że zwariowałem? – dodał, po czym podszedł do barku i sięgnął po wódkę. – Nie pij. – Miron delikatnie, ale stanowczo wyjął mu z rąk butelkę. – Jesteśmy przyjaciółmi od ponad trzydzie- stu lat. Razem studiowaliśmy. Znam wszystkie twoje se- krety. Gdybyś miał żonę, wiedziałbym o tym. – A więc kto to jest? – Adam wyjął z portfela zdjęcie. – Ładna. – Miron z aprobatą kiwnął głową. – Kiedy ją poznałeś? – Dwadzieścia pięć miesięcy temu. Przed dwoma laty wzięliśmy ślub. Byłeś na nim. – Nie byłem – przyjaciel zdecydowanie zaprzeczył. – Od dwóch lat nie masz żadnej kobiety. – Zwariowałeś? Co ty chcesz mi wmówić? – Adam nerwowym ruchem poprawił okulary. – Byłem z nią na twoich urodzinach nie dalej jak miesiąc temu. – Byłeś sam. Adam usiadł, spojrzał na przyjaciela i zagryzł wargi. – Dlaczego mi to robisz? Przecież wiesz, że to niepraw- da – jęknął. – A może...? Może jesteś z nimi w spisku? Przekupili cię? Rany boskie, co tu jest grane?! – krzyknął, 13 po czym chwycił wazon i rzucił nim o ścianę. Odłamki szkła rozprysnęły się po pokoju. – Uspokój się, stary – rzekł Miron nieco podniesionym głosem. – Dlaczego mi to robicie? Dlaczego? Czemu próbuje- cie doprowadzić mnie do obłędu? A może chcecie, bym skończył ze sobą? – Adam w jednej chwili podbiegł do przyjaciela, chwycił go za krawat i szarpnął z całych sił. – Co chcecie osiągnąć? Odpowiedz! – Weź się w garść. – Miron delikatnie wyswobodził się z uścisku. – To powiedz prawdę, o co tu chodzi. – Adam zaczął miotać się po pokoju. – Tylko mi nie mów, że nie znasz Nataszy. Na twoich urodzinach była prawdziwą gwiazdą. Wszyscy faceci za nią się oglądali. – Byłeś sam. Musisz mi uwierzyć – rzekł Miron, siląc się na spokój. – Może twoja żona mi powie, co tu się dzieje? – Adam sięgnął po telefon i rozdygotaną ręką zaczął wystukiwać numer. – Zadzwoń – zgodził się Miron – ale obiecaj, że po rozmowie posłuchasz, co ci mam do powiedzenia. Nie chciałbym... – urwał, gdyż w tej samej chwili rozległ się głos Adama: – Aneta? Chodzi o Nataszę... Moją żonę... Jak to, kiedy się ożeniłem? Dwa lata temu... Aneta! Co ty mówisz? Przecież ją znasz! Nieraz umawiałyście się na plotki... 14 Miron podszedł do przyjaciela i wyjął mu z dłoni telefon. – To ja, kochanie – rzekł. – Jestem u niego... To chyba przepracowanie... Zadzwonię później – dodał i rozłączył się. – Nie rozumiem. – Adam rozbieganym wzrokiem ro- zejrzał się wokoło. – Uważałem was za przyjaciół. Tym- czasem wy... – Jesteśmy twoimi przyjaciółmi. – Dlaczego więc...? – Jesteś zmęczony. Diabelnie zmęczony. Dawno nie brałeś urlopu. Musisz odpocząć. Popatrz na to jak le- karz. Wiesz, że przepracowany umysł czasem płata figle... – To jakiś żart, prawda? Głupi, okrutny żart? – Adam poprawił okulary i nagle... rzucił się do drzwi wyjściowych. – Dokąd idziesz? – Nieważne – odparł i wybiegł z domu. Błyskawicznie wsiadł do samochodu, a widząc, że Mi- ron biegnie w jego kierunku, zablokował drzwi w aucie. Wkrótce pędził ulicami, łamiąc wszystkie przepisy. Jakiś czas potem wjechał do starej, willowej dzielni- cy i długo krążył po uliczkach. W końcu zatrzymał się przed domem obrośniętym ze wszystkich stron dzikim winem. „To chyba tu” – pomyślał. Podbiegł do bramy i kilkakrotnie zadzwonił. Wreszcie drzwi się otworzyły i w progu stanęła elegancko ubrana kobieta w średnim wieku. 15 – Pan do kogo? – spytała, zbliżając się. – Boże, ależ jest pani podobna do Nataszy... – szepnął zdumiony. – Kim pan jest? – Kobieta ze zdziwieniem patrzyła na niezapowiedzianego gościa. – Pani Emma, prawda? Pani jest matką Nataszy – bardziej stwierdził, niż spytał. I nie czekając na jakąkol- wiek odpowiedź, rzekł: – Nie mieliśmy okazji się poznać, choć bardzo tego pragnąłem. Wiem, że sprzeciwiała się pani naszemu związkowi ze względu na różnicę wie- ku. To prawda, że jestem od Nataszy dużo starszy, ale w miłości liczy się zupełnie coś innego. Ja ją kocham. I zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Zawsze chciałem to pani powiedzieć, lecz Natasza mówiła, że jeszcze nie pora... Że przyjdzie czas, kiedy mnie pani zaakceptuje i wreszcie będziemy mogli być prawdziwą rodziną. Obiecałem Nataszy, że nie przyjadę tu bez jej wiedzy. Miałem czekać, aż oswoi się pani z myślą, że jestem jej mężem. I nigdy bym nie przyjechał, tylko że Natasza zniknęła! Chyba ją porwali. Sam już nie wiem – dodał i poprawił okulary. Kobieta chciała coś powiedzieć, jednak Adam nie dał jej dojść do słowa. – Może nie powinienem do pani przyjeżdżać, ale nie znałem numeru pani telefonu. Adresu też nie znałem. Cudem tu trafiłem. Wyłącznie dlatego, że kiedyś Natasza chciała mi pokazać swój rodzinny dom i przyjechaliśmy 16 tutaj na chwilę. To było wkrótce po tym, jak się poznali- śmy – tłumaczył rozgorączkowany. – Nie rozumiem, o czym pan mówi. Nie wiem, kim pan jest. – Kobieta z niepokojem spojrzała na Adama i dodała: – Skąd pan zna moje imię? – Natasza mi powiedziała. – Kto? – Proszę nie udawać. Pani córka... – Ja nie mam córki. – Pani żartuje? A to kto? – spytał i wyjął fotografię. Kobieta spojrzała. Jej zdumiona twarz nagle się roz- pogodziła. – To moje zdjęcie. Sprzed dwudziestu paru lat. Skąd pan je ma? – To Natasza! – krzyknął Adam. – Dwa lata temu włamano się do mnie. Nic nie zginę- ło, tylko ta fotografia. Stała na sekretarzyku. – Kobieta popatrzyła na Adama i zmarszczyła czoło, jakby usiłowa- ła coś sobie przypomnieć. – Dobry Boże, to pan! Poznaję pana! – Zna mnie pani, prawda? – Adam ucieszył się. – Wi- działa mnie pani z Nataszą. – Pan jest lekarzem. To pan robił mi wtedy zabieg... – Jaki zabieg? – Adam po raz kolejny nerwowo popra- wił okulary. – Usunął mi pan ciążę... Byłam młoda i niedoświad- czona... To była moja pierwsza ciąża... Bałam się reakcji 17 rodziców i dlatego zdecydowałam się na taki krok... Później wdały się komplikacje i już nigdy nie mogłam mieć dzieci. Do dziś tego żałuję... – Nie pamiętam... Robiłem sporo podobnych za- biegów... – Mówi pan, Natasza? To piękne imię. – Kobieta uśmiechnęła się melancholijnie. – Kiedy byłam małą dziewczynką i bawiłam się w dom, bardzo chciałam mieć córkę. Nawet postanowiłam sobie, że w przyszło- ści, gdy ją urodzę, dam jej na imię Natasza...
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wieża Boga
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: