Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00116 007367 13282002 na godz. na dobę w sumie
Witold Gombrowicz - nasz współczesny - ebook/pdf
Witold Gombrowicz - nasz współczesny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 861
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1560-7 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tomy jubileuszowe bywają często bardzo ciekawe: rocznicowa okazja sprawia, że nad twórczością pisarza zasiadają badacze różnych pokoleń: z jednej strony starzy wyjadacze, autorzy kanonicznych (niegdyś) wykładni dzieła, a z drugiej legiony młodych, którzy chcieliby udowodnić, że mają na ten temat coś zdecydowanie nowego do powiedzenia. Do studiów nad pisarzem zabierają się także specjaliści z innych dziedzin, co zawsze przynosi ciekawe wyniki, spotykają się tu również badacze z różnych krajów, czasem tacy, którzy nie znają wcale polskiej tradycji interpretacji i do lektury podchodzą z osobnego, własnego punktu widzenia. Tak właśnie jest w niniejszym tomie, w którym śledzić można pewne nowe tendencje rysujące się w gombrowiczologii. Przede wszystkim przesunięcie akcentów w dziedzinie wartościowania utworów: na pierwsze miejsce wśród dzieł Gombrowicza awansuje tu zdecydowanie Kosmos, któremu poświęcono szereg bardzo ważnych referatów. Gdzież czasy, gdy nawet wybitni, jak Sandauer, krytycy dwie ostatnie powieści Gombrowicza traktowali jako poronione czy wręcz „niesmaczne” ramoty. Wielu krytyków i pisarzy (wśród nich był Stanisław Lem) ceniło naprawdę tylko przedwojenne utwory Gombrowicza, te, w których wyraża się radosne burzycielstwo i zmysł swobodnej gry – teraz podziwia się raczej Gombrowicza cierpiącego, zaskoczonego i przerażonego obcością i nieoswajalnością świata.

- ze Słowa wstępnego Jerzego Jarzębskiego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

l : a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . WITOLD GOMBROWICZ NASZ WSPÓ ŁCZESNY Y N S E Z C Ł Ó P S W Z S A N universitas I Z C W O R B M O G D L O T W I 60,00 zł z VAT ISBN 97883-242-1726-7 www.universitas.com.pl 9 788324 217267 l : a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . Słowo wstępne Jerzy JarzębSki Słowo wstępne Potężne tomisko zawierające materiały z jubileuszowej konferencji „Witold Gombrowicz – nasz współczesny” ukazuje się – z wielu powo- dów – dopiero w kilka lat od chwili, gdy na Uniwersytecie Jagielloń- skim zebrali się uczeni z kilkunastu krajów, aby wymienić się doświad- czeniami z lektury tego pisarza. Gombrowicz był dotąd opisywany na wiele różnych sposobów, a „gombrowiczologia” istniała w Polsce i ro- sła na kształt lawiny nawet wtedy, kiedy książek autora Ferdydurke nie można było jeszcze kupić w księgarniach. zwracano jednak wielokrot- nie uwagę, że pisarz narzucił interpretatorom swych dzieł własne ka- tegorie opisu i problematyzacji, dbał też wciąż o dostarczanie czytelni- kom kanonicznych wykładni własnych tekstów, pozostając przez wiele lat „głównym gombrowiczologiem”. zresztą taktyka jego była całkiem jasna: póki jako inspiracja dla literatury królował egzystencjalizm, pi- sarz podkreślał, że na tym polu był prekursorem, kiedy modny stał się strukturalizm, opublikował natychmiast w prasie francuskiej tekst za- tytułowany J’étais structuraliste avant tout le monde (Byłem pierwszym struk- turalistą). W ten sposób Gombrowicz zapewniał sobie zawsze miejsce w pierwszym szeregu intelektualnej awangardy, a interpretatorów ska- zywał najwyżej na komentowanie i poszerzanie własnych ujęć. Prawdziwą próbę przechodzi pisarz dopiero w takich okolicznościach, kiedy wokół powstają nowe intelektualne mody i języki opisu literatu- ry, których znać nie mógł, bo ich kariera nastąpiła już po jego śmierci. Te nowe języki w przypadku Gombrowicza to krytyka dekonstrukcjoni- styczna, genderowa, postkolonialna, Lacanowska psychoanaliza, bada- nia literatury w kontekście kulturowym. Jeśli dzieło tym językom spro- sta, pozwoli na rozbiór przy użyciu nowych kategorii, to znaczy, że jest żywotne i przez kolejne dziesięciolecia lub stulecia może liczyć na na-  5  Jerzy Jarzębski stępne pokolenia interpretatorów. Najbardziej może wyrazistą próbą dobrania się do Gombrowicza przy użyciu nowych języków (gender, gay i queer criticism, krytyki postkolonialnej) była książka zbiorowa Gombro- wicz’s Grimaces, która w roku 1998 ukazała się w ameryce, a w trzy lata później wydano ją w Polsce1. kolejna próba to niezmiernie innowacyj- na praca Michała Pawła Markowskiego, której jeden z rozdziałów wy- głaszany był jako referat na jubileuszowej konferencji, ale autor nie do- starczył go do niniejszego tomu, uznając, że lepiej przemawia w obrę- bie jego własnej książki2. Teksty zebrane w tomie pokonferencyjnym są więc pisane już nieja- ko w kontekście zachodzących w gombrowiczologii przemian, choć ich liczba sprawia, że mamy tu do czynienia z wyborem ze wszystkich bo- daj będących w obiegu języków opisu Gombrowicza. Sytuacja jubile- uszowa, a więc jakoś tam sztuczna i okolicznościowa, wydaje się nie być szczególnie pomyślna dla podsumowywania stanu badań nad twór- czością pisarza. Ostatecznie z daty stulecia urodzin niewiele dla histo- rii interpretacji wynika. a jednak tomy jubileuszowe bywają często bar- dzo ciekawe: rocznicowa okazja sprawia, że nad twórczością pisarza za- siadają badacze różnych pokoleń: z jednej strony starzy wyjadacze, au- torzy kanonicznych (niegdyś) wykładni dzieła, a z drugiej legiony mło- dych, którzy chcieliby udowodnić, że mają na ten temat coś zdecydo- wanie nowego do powiedzenia. Do studiów nad pisarzem zabierają się także specjaliści z innych dziedzin, co zawsze przynosi ciekawe wyniki, spotykają się tu również badacze z różnych krajów, czasem tacy, którzy nie znają wcale polskiej tradycji interpretacji i do lektury podchodzą z osobnego, własnego punktu widzenia. Tak właśnie jest w niniejszym tomie, w którym śledzić można pew- ne nowe tendencje rysujące się w gombrowiczologii. Przede wszyst- kim przesunięcie akcentów w dziedzinie wartościowania utworów: na pierwsze miejsce wśród dzieł Gombrowicza awansuje tu zdecydowanie Kosmos, któremu poświęcono szereg bardzo ważnych referatów. Gdzież czasy, gdy nawet wybitni, jak Sandauer, krytycy dwie ostatnie powieści 1 Gombrowicz’s Grimaces. Modernism, Gender, Nationality, ed. by e. Płonowska- ziarek, State University of New york Press, albany 1998. Tłumaczenie: Gry- masy Gombrowicza. W kręgu problemów modernizmu, społeczno-kulturowej roli płci i tożsamości narodowej, redakcja e. Płonowska-ziarek, przekład J. Margański, Universitas, kraków 2001. 2 M.P. Markowski, Czarny nurt. Gombrowicz, świat, literatura, Wyd. Literackie, kraków 2004.  6  Słowo wstępne Gombrowicza traktowali jako poronione czy wręcz „niesmaczne” ra- moty. Wielu krytyków i pisarzy (wśród nich był Stanisław Lem) ceniło naprawdę tylko przedwojenne utwory Gombrowicza, te, w których wy- raża się radosne burzycielstwo i zmysł swobodnej gry – teraz podziwia się raczej Gombrowicza cierpiącego, zaskoczonego i przerażonego ob- cością i nieoswajalnością świata. Wszelako ciekawe w księgach takich, jak niniejsza, bywa nie tylko śle- dzenie najnowszych nurtów w myśli o pisarzu, ale też – niejako na od- wrót – pochwycenie tego, co jest w poświęconej mu krytyce asynchro- niczne, co wynika ze współobecności na tych samych łamach autorów w różnym wieku i w różnym stopniu obciążonych przez to, co dotych- czas na temat danego pisarza publikowali. Pojawiają się też obok sie- bie autorzy krajowi i zagraniczni, inaczej więc osadzeni w kontekstach tworzonych przez badania literackie w swoich krajach. Czasem może to zdecydowanie wzbogacać analizę tekstów o nowe punkty widzenia, in- nym razem sprawia, że przybysz z innego kraju „wyważa otwarte drzwi”, prezentując świadomość badawczą z minionej epoki. Jednym słowem, przekrój przez „gombrowiczologię” jest przekrojem pełnym uskoków, czasami nieoczekiwanych, a zawsze mówiących sporo o stanie krytycz- nej świadomości w różnych środowiskach, w których Gombrowicza się czyta. i wcale nie jest powiedziane, że metodologia dnia wczorajszego musi przegrać z tą nową. ale „wygrać” też już raczej nie może. Gom- browiczologia znalazła się bowiem w punkcie, w którym rozsypała się dawna hierarchia badaczy i niegdysiejsze zasługi coraz mniej się liczą. zastępy nowych egzegetów zbrojnych w nowe narzędzia interpretacji zabierają się do analitycznych harców, a dzieło pisarza, oświetlone pod innym niż dotychczas kątem, poczyna opalizować odmiennie niż wprzó- dy. Piszę to już w kilka lat po jubileuszowym spotkaniu, po innej kon- ferencji o Gombrowiczu, którą zorganizowali już studenci Uniwersyte- tu Jagiellońskiego. W ten sposób elitarny przed laty dyskurs krytyczny o autorze Kosmosu staje się własnością ogółu i miejscem spotkania ko- lejnych pokoleń badaczy.  7  Jerzy Jarzębski  8  archiwum Witolda Gombrowicza w yale ViNCeNT GirOUD archiwum Witolda Gombrowicza w yale yale nabyło archiwum Gombrowicza od rity Gombrowicz w 1998 roku dzięki uprzejmości domu aukcyjnego Sotheby’s w Paryżu, zapew- niając archiwum bezpieczne miejsce w beinecke rare book and Manu- script Library między papierami Czesława Miłosza, aleksandra Wata, konstantego Jeleńskiego i innych. W archiwum znajduje się wszystko, co zachowało się z rękopisów i osobistych dokumentów Gombrowicza, od czasu jego śmierci uzupełniane i wzbogacane przez ritę Gombro- wicz o związaną z nim korespondencję i dokumentację dotyczącą pu- blikacji i prezentacji jego dorobku. zasługiwałoby więc raczej na nazwę archiwum Witolda i rity Gombrowicz. Jakkolwiek ogromne i bogate, archiwum nie obejmuje, niestety, całości Gombrowiczowskiego dzieła. zawiera to, co się ostało – wszelkie ręko- pisy i papiery osobiste, które były u Gombrowicza do czasu jego śmierci w 1969 roku – lecz daleko mu do ideału: brak rękopisów Ferdydurke, Ślubu i dziennika argentyńskiego, brak – co szczególnie irytujące – oryginałów niektórych listów, które Gombrowicz otrzymał w argentynie i które cytuje w Dzienniku. To bodaj baudelaire napisał, że po trzykrotnej prze- prowadzce traci się więcej rzeczy niż w trakcie pożaru. Sytuacja pisarza emigracyjnego ma zwykle to do siebie, że jest się w nieustannym ruchu, a wówczas trzymanie archiwum stanowi, rzecz jasna, luksus, na jaki nie można sobie pozwolić. Nawet potężne archiwum Miłosza w yale jest raczej skromne, jeśli chodzi o okres przed rokiem 1950, a już zupełnie ubogie w papiery sprzed 1945 roku. Na ukończeniu jest właśnie tworzenie katalogu archiwum, dostępne- go dotąd głównie w postaci spisu sporządzonego przez Sotheby’s przed aukcją. Pracę tę wykonała Monika Talar, archiwistka z archiwum Pań- stwowego we Wrocławiu, na stażu zorganizowanym specjalnie w tym  9  Vincent Giroud celu przez beinecke i instytut kultury Polskiej w Nowym Jorku oraz dzięki nieocenionej logistycznej i technicznej pomocy ambasady ame- rykańskiej w Warszawie. W archiwum wyodrębniono następujące kategorie: i. Listy; ii. Dzieła; iii. adaptacje dzieł Gombrowicza dokonane przez innych autorów; iV. Projekty teatralne; V. Pisma innych autorów na temat Gombrowicza; Vi. Prace i przedsięwzięcia upamiętniające; Vii. Materiały audiowizual- ne; Viii. Fragmenty z gazet i czasopism; iX. Plakaty; X. Fotografie; Xi. Dokumenty osobiste i rodzinne; Xii. Miscellanea zebrane przez ritę Gombrowicz. Dział korespondencji nie zawiera prawie nic sprzed roku 1947, najwięcej zaś z lat sześćdziesiątych. Uporządkowany już przez adresata, składa się nie tylko z korespondencji przychodzącej (listów otrzymywanych przez Gombrowicza), lecz także z listów pisanych przez Gombrowicza: kopii przez kalkę, szkiców lub kopii rękopiśmiennych, a często i fotokopii Gombrowiczowskiej części korespondencji uzyskanych przez ritę Gom- browicz w okresie, kiedy pracowała nad swoją dwutomową biografią, i dołączonych przez nią do reszty listów męża. kolekcjonowanie kopii listów nie stanowi normalnej praktyki bibliotecznej, zwłaszcza gdy w po- wszechnie dostępnych zbiorach można znaleźć oryginały. każda praktyka jednak dopuszcza odstępstwa i uznano, że w tym konkretnym przypadku pochodzenie kopii czyni je integralnym elementem archiwum – uszanowa- liśmy to, szczególnie że listów, o których mowa, brak w zbiorach innych instytucji z kilkoma zaledwie wyjątkami. korespondenci pisarza to, ogólnie rzecz biorąc, polscy przyjaciele i znajomi; członkowie rodziny; przyjaciele z argentyny; tłumacze, re- daktorzy i wydawcy oraz ludzie teatru; a wreszcie różne „osobistości”. Ostatnia kategoria nie jest wprawdzie największa, archiwum zawiera jednak listy od takich osób, jak ingmar bergman, Martin buber, albert Camus, Jean Dubuffet (pasjonująca korespondencja – i opublikowana), listy od Mauricio kagela, Tadeusza kantora (jeden list z ilustracjami) i Jorge Lavelliego, także interesujący szkic listu Gombrowicza do gene- rała de Gaulle’a, któremu wysłał Rozmowy z Dominique de Roux (w archi- wum znalazła się również odpowiedź z Pałacu elizejskiego). Dział li- stów rodzinnych obejmuje obszerną i bardzo osobistą korespondencję z bratem Gombrowicza, Januszem (1948–1967). Najobfitsza z okresu argentyńskiego jest korespondencja z Mariano betelú (obustronna), ale są też, rzecz jasna, listy od eduardo i Hectora Di Mauro, Miguela Grin- berga, Virgilio Piñery, jednego z tłumaczy Ferdydurke, ernesto Sábato  10  archiwum Witolda Gombrowicza w yale i innych. Część polska to oczywiście jedna z największych – zawie- ra długie wymiany listów z Jarosławem iwaszkiewiczem, Jerzym Gie- droyciem i konstantym Jeleńskim, a także nie tak obszerną, lecz waż- ną korespondencję z Józefem Czapskim, Marią kuncewiczową, Jerzym Lisowskim, Czesławem Miłoszem (niestety, nie zachowały się najpraw- dopodobniej żadne listy sprzed roku 1960), Sławomirem Mrożkiem (je- den list), arturem Sandauerem, Józefem Wittlinem i wieloma innymi. kolejny duży zbiór tworzy korespondencja między Gombrowiczem i jego wydawcami z różnych krajów europy i ameryki, od argentyny i Sta- nów zjednoczonych po Wielką brytanię, Włochy, Hiszpanię, Portuga- lię, Niemcy, Holandię i kraje skandynawskie. Listy te pochodzą głównie z ostatnich dziesięciu, a szczególnie z ostatnich pięciu lat życia Gombro- wicza. Ukazują jego konkretne, codzienne zajęcia oraz stosunek do wła- snej twórczości i jej odbioru. Niektóre listy wymieniane z angielskimi i amerykańskimi wydawcami rozjaśniają nieco pewne, by tak rzec, nie- porozumienie trwające po dziś dzień, nieporozumienie między Gombro- wiczem a światem angielskojęzycznym, które zdaje się wynikać zarów- no z przyczyn intelektualnych, jak i językowych. Na szczególną uwagę zasługuje dwóch korespondentów, którzy, obok Jeleńskiego, przyczyni- li się do rozpowszechnienia dzieł Gombrowicza: pierwszy to piszący po francusku pół-Niemiec François bondy, redaktor magazynu „Preuves”, gdzie w 1953 roku opublikował pierwszy w zachodniej europie artykuł o Gombrowiczu w języku innym niż polski (jego syn, Luc, znany reży- ser, także korespondował z Gombrowiczem); drugim jest Dominique de roux, który zaczął pisać do Gombrowicza w 1963 roku, kiedy to zapro- ponował mu udział w przygotowaniu w ramach serii „Cahier de l’Her- ne” numeru o borgesie, i który do 1969 roku był najżarliwszym wielbi- cielem i uczniem Gombrowicza. Mimo pewnych wspomnianych wyżej luk nie do wypełnienia znajdu- jące się w archiwum rękopisy Gombrowicza tworzą bogaty zbiór. Kosmos mamy tu w przynajmniej pięciu wersjach: rękopisu, który powstał w ar- gentynie w latach 1961–1963; w postaci maszynopisu przygotowane- go i poprawionego wiosną tego roku; trzecia wersja to tekst rozpoczę- ty w argentynie i poprawiony w berlinie; czwarta to kolejny poprawio- ny maszynopis datowany na 1964 rok; i wreszcie wersja piąta zawiera- jąca tekst ostateczny, zarówno w rękopisie, jak i w maszynopisie. Jeśli dodać do tego odbitki korektorskie i przechowywany w yale jeszcze je- den maszynopis Kosmosu, który odnalazł się w papierach Jeleńskiego,  11  Vincent Giroud staje się jasne, że nie da się opracować krytycznego wydania tej powie- ści bez wycieczki do beinecke Library! Pozostałe powieści nie są już tak bogato udokumentowane. Jest pi- sany ręcznie fragment Pornografii, pochodzący prawdopodobnie z 1957 roku, oraz poprawione maszynopisy francuskiego tłumaczenia Ferdydurke i Trans-Atlantyku. Jeśli chodzi o dramaty, nie zachowały się, niestety, rękopisy Ślubu ani Iwony. Szczególnie godne ubolewania staje się to w przypadku tej drugiej sztuki, którą Gombrowicz, jak sam twierdził, przerabiał dziewięć razy (w jednym z listów wyrzuca wydawcy krzywdzący, jego zdaniem, podział honorariów, skoro – uzasadnia – napisał nie jedną, a dziesięć Iwon). z kolei wyjątkowo dobrze udokumentowana jest Operetka, mamy bowiem rękopisy zarówno jej pierwotnej wersji, Historii, jak i kilka rękopisów „nowej” Operetki, w których pojawiają się cztery różne wersje. W dziale „Dzieła krótsze” zgrupowano najróżniejsze teksty, w więk- szości eseje, najczęściej w postaci maszynopisów (między innymi słynny szkic Przeciw poetom z 1947 roku); z późniejszych lat zachowała się po- kaźna liczba ankiet i wywiadów, na które Gombrowicz w ciągu ostatnich pięciu lat życia zgadzał się z mniejszą lub większą ochotą (raczej większą niż mniejszą). Całkiem sporo przetrwało z Dziennika z lat sześćdziesiątych, zwłasz- cza z okresu 1966–1967, a także kompletny rękopis Rozmów z Gombro- wiczem Dominique’a de roux, przy czym jest to rękopis spisany, za- równo w przypadku pytań, jak i odpowiedzi, przez samego Gombrowi- cza, i mimo francuskiego pochodzenia rzekomego pytającego – w ca- łości po polsku. być może to wyraz przyjacielskiej zemsty za wszyst- kie te ankiety, które podtykano mu z każdej strony. inne autobiogra- ficzne dzieło, które stało się książką dopiero wiele lat po śmierci au- tora, to Wspomnienia polskie, zaplanowane jako cykl pogadanek dla ra- dia Wolna europa, do których różne notatki w formie maszynopisów zachowały się w archiwum. kolejna pośmiertna książka, Philosophical Course (we Francji wydana pod bardziej obrazowym tytułem Kurs fi- lozofii w sześć godzin i kwadrans), opiera się na notatkach, jakie zrobi- ła rita Gombrowicz w trakcie spotkań, w których uczestniczyła i ona, i Dominique de roux na przełomie kwietnia i maja 1969 roku. archi- wum zawiera też znaczną liczbę zapisków samego Gombrowicza na temat różnych filozofów (między innymi Platona, kanta, Nietzsche- go, Sartre’a), jak również zapiski rity Gombrowicz prowadzone pod- czas owych sesji w Vence.  12  archiwum Witolda Gombrowicza w yale Pozostała część archiwum należy już w większości do Gombrowicza „po Gombrowiczu”. Jest tak w przypadku prawie całego zbioru „ada- ptacji dzieł Gombrowicza”: kolekcji opracowanych w Polsce, we Fran- cji, Włoszech, Hiszpanii itp., adaptacji teatralnych i scenariuszy filmo- wych, opartych na krótkich opowiadaniach i nowelach. Dział ten obej- muje zarówno projekty skończone, jak i niezrealizowane. Podobny cha- rakter ma dział „Projektów teatralnych”, ponieważ obejmuje głównie prace po 1969 roku, zgromadzone cierpliwie przez ritę Gombrowicz, i dokumentuje sceniczne adaptacje dzieł nieteatralnych oraz przedsta- wienia czterech dramatów (o ile Historię uznać za pełnowartościową sztukę). Należy docenić wartość tej kolekcji: każdy zainteresowany hi- storią wystawiania sztuk Gombrowicza znajdzie tu informacje, których inną drogą zdobyć nie tak łatwo. Pierwszą pozycję z kolejnego zbioru – „Pisma innych autorów na temat Gombrowicza” – można by równie dobrze zaliczyć do kategorii dzieł pośmiertnych, powstała bowiem we współpracy z Gombrowiczem dla numeru „Cahier de l’Herne”, wydanego w 1971 roku pod redakcją Dominique’a de roux, i wciąż stanowi jedno z najbardziej wartościowych źródeł wiedzy na temat naszego pisarza. Mamy tu materiały dotyczące Gombrowicza i różne szkice powstałe przy jego udziale. W innych podzbiorach tego działu znajdują się wydania korespondencji; bibliografie (jeszcze jedno ważne, stworzone z niema- łą pomocą rity Gombrowicz, źródło informacji o najpotrzebniejszych dodatkowych pracach bibliograficznych); artykuły o Gombrowiczu; materiały biograficzne; zapisy audycji radiowych (w tym kilku z lat sześćdziesiątych), nadawanych w różnych krajach i stacjach, w więk- szości niemieckojęzycznych; wreszcie dysertacje i prace akademickie na temat Gombrowicza. Szósty blok, „Prace i przedsięwzięcia upamiętniające”, zawiera wycinki prasowe, dokumenty dotyczące publikacji takich jak Gombrowicz vingt ans après, wystaw – choćby tej z 1991 roku w Centre Pompidou w Paryżu, kolokwiów itp. W dziale „Materiałów audiowizualnych” znajdują się programy na te- mat Gombrowicza pochodzące głównie z radia francuskiego (jest także jedna audycja z Canadian broadcasting Corporation). biorą w nich udział między innymi rita Gombrowicz, konstanty Jeleński i Wojciech karpiń- ski; mamy też okazję usłyszeć w nich głos Gombrowicza (choć nie w ję- zyku polskim). Są wreszcie spore fragmenty Operetki wystawionej przez Lavelliego w Théâtre de la Colline. Filmy przechowywane w archiwum  13  Vincent Giroud zostały zapisane w formacie DVD. znalazł się tu amatorski (i tym cen- niejszy) dokument nakręcony przez betelú w royaumont w 1964 roku, a także filmik z Tandilu z 1976, również autorstwa betelú, ponadto do- kument Michela Polaca z 1969 roku, inny dokument powstały dla italian Swiss Television oraz kilka spektakli teatralnych: Ślub Lavelliego zare- jestrowany w berlinie w 1965 roku, jego Operetka, Kosmos i Trans-Atlan- tyk, wystawione we Wrocławiu, i Ferdydurke z krakowa, także spektakle z Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego w radomiu etc. Część Viii („Fragmenty z gazet i czasopism”) zawiera zarówno po- jedyncze artykuły, jak i całe numery poświęcone Gombrowiczowi na przestrzeni lat 1939–1997. Wydane w różnych krajach i w wielu językach, trzymane są w specjalnych płaskich pudełkach dużego formatu. Materiały fotograficzne są dwojakiego rodzaju: zdjęcia Gombrowicza, jego rodziny i przyjaciół zebrane przez ritę Gombrowicz i umieszczone w trzech albumach (reprodukcje wielu z nich znalazły się w jej biografii, przynajmniej w wydaniu francuskim), oraz zdjęcia z teatralnych i filmo- wych adaptacji dzieł Gombrowicza, od Ślubu alfa Sjöberga wystawionego w Sztokholmie w 1966 po radomski spektakl Tancerz mecenasa Kraykow- skiego z 1997 roku. Cały oddzielny dział tworzą plakaty, głównie z przedstawień teatral- nych, inne z wystaw o Gombrowiczu, starannie przechowywane w ośmiu dużych rulonach. Pochodzą z okresu między rokiem 1970 a połową lat dziewięćdziesiątych. Część „Dokumenty osobiste” zawiera wiele dokumentów w postaci fotokopii a także różne biograficzne notatki spisane przez Gombrowicza bądź ritę Gombrowicz. Są też niezwykłe, odręcznie sporządzone drzewa genealogiczne ciągnące się przez kilka stron. Pod etykietką „Dokumenty rodzinne” znalazły się osobiste wspomnienia krewnych Gombrowicza i dalsze drzewa genealogiczne. Ostatnia część, „Miscellanea”, zgromadzone przez ritę Gombrowicz, zawiera telegramy i listy kondolencyjne, które otrzymała ona po śmierci Gombrowicza w lipcu 1969 roku, a także nieco korespondencji i doku- mentów naukowych. Jeszcze słowo o książkach znajdujących się w archiwum. Choć bei- necke nie ma ani możliwości, ani pretensji do skompletowania „biblio- teki Gombrowicza”, to jednak razem z archiwum zakupiła wiele ksią- żek Gombrowicza i o Gombrowiczu, opublikowanych w dużej części za jego życia, jak również książki, które on sam posiadał. Do prawdzi- wych rarytasów należą: Ferdydurke z 1938 roku, całe pokreślone, być może  14  archiwum Witolda Gombrowicza w yale w ramach pracy nad nowym polskim wydaniem albo hiszpańskim prze- kładem; egzemplarz tego hiszpańskiego tłumaczenia wydanego w buenos aires w 1947 roku; oraz Il casamiento, przekład Ślubu opublikowany tamże w 1948 roku. Jest ponadto wiele tłumaczeń dzieł Gombrowicza na języki europejskie pochodzących z 1958 roku i lat późniejszych. Nie ma zbyt wie- lu książek ówczesnych polskich pisarzy; jest podpisany Mrożek, andrze- jewski po hiszpańsku (Las puertas al paraiso [Bramy raju]). Jest kilku – zale- dwie kilku – klasyków polskiej literatury, przede wszystkim Norwid i Tu- wim. Jak nietrudno się domyślić, są również książki filozoficzne – kilka po hiszpańsku (choćby Historia del existencialismo Jeana Wahla), także polskie wydania Hegla i eliadego. egzemplarz L’être et le néant [Byt i nicość] Sartre’a jest całkiem zaczytany, ale już Critique de la raison dialectique [Krytyka rozumu dialektycznego] została rozcięta tylko do strony 168. znalazły się tam również książki, które można by nazwać popular- nonaukowymi; inne z kolei dowodzą zainteresowania Gombrowicza muzyką – jest nawet hiszpański poradnik, jak skompletować (klasyczną) płytotekę. a wreszcie natykamy się na książki świadczące o bardziej doraźnych troskach, np. podręcznik dotyczący trybu życia i odżywiania się dla osób ze słabym sercem. Na koniec należy zaznaczyć, że Gombrowicza można znaleźć w beine- cke również poza samym archiwum Gombrowicza, którego przeglądu właśnie dokonaliśmy. W archiwum Miłosza znajduje się pięć listów od 1954 roku do 1968. Tak mała ilość może rozczarowywać, trzeba jednak pamiętać, że Gombrowicz i Miłosz polemizowali raczej publicznie niż w listach: w przypadku Gombrowicza posłużył do tego dziennik publi- kowany na łamach „kultury”, Miłosz zaś wypowiadał się w wierszach i esejach. znacznie dłuższe wymiany listów można znaleźć w dokumen- tach Jeleńskiego i Olgi Scherer (od roku 1954 do 1968). Papiery Jeleń- skiego świadczą o niestrudzonych wysiłkach młodszego pisarza, podej- mowanych za życia Gombrowicza i po jego śmierci w ramach działalno- ści krytycznej, eseistycznej, redakcyjnej i translatorskiej, by wypromo- wać jego dzieło. rękopis dokonanego przez Jeleńskiego przekładu Ope- retki zawiera poprawki samego Gombrowicza. Papiery Jeleńskiego zwią- zane z przygotowaniem „Cahier de l’Herne” uzupełniają się ze świadec- twami w archiwum Gombrowicza. katalog archiwum będzie dostępny zarówno w formie papierowej, jak i na internetowej stronie beinecke Library. będzie można z niego korzystać (podobnie jak z innych materiałów związanych z Gombro- wiczem w zbiorach yale) dzięki bazie danych o rękopisach w beinecke.  15  Vincent Giroud biblioteka szczyci się tym, że nie szczędzi wysiłków, by uczynić swe zbiory możliwie najszerzej i najłatwiej dostępnymi, nie tylko we wła- snych czytelniach, ale dostarczając potrzebne egzemplarze badaczom na całym świecie. Na koniec powinniśmy podziękować ricie Gombrowicz, przede wszystkim za stworzenie i zabezpieczenie tego archiwum, ale też za umieszczenie go w yale, gdzie może być nieustanną zachętą i inspiracją dla studiów nad tym wielkim polskim pisarzem.  16  Gombrowiczowska wizja świata wedle dzieł napisanych w argentynie aLeJaNDrO rúSSOViCH Gombrowiczowska wizja świata wedle dzieł napisanych w argentynie Tak jak sam to opowiada w Trans-Atlantyku, przy pomocy skostniałego stylu i języka umiejętnie zdeformowanego, od swego przyjazdu do bue- nos aires Witold zaczyna całkowicie nowe życie, które wywrze znaczą- cy wpływ na charakter tekstów napisanych w argentynie. Doświadczenie życia głęboko związanego z pewnym narodem, z mło- dością spędzoną na ulicach, wśród niższych warstw, musiały spowodo- wać w jego duszy oddźwięk, który pojawi się w literaturze. Pornografia, a zwłaszcza Dziennik pełne są wpływów argentyńskich, by nie wspomnieć o Kosmosie, który opowiada te same, co jego własne konflikty w ban- ku Polskim, kłótnie z sekretarką prezesa, a zwłaszcza problem, który uosabia postać Fuksa. Można by przytoczyć wiele innych przykładów, ale najwyraźniejsze znajdziemy w wersji hiszpańskiej Ferdydurke przy- gotowanej przez „komitet redakcyjny”, a także w Ślubie, którego wersję autor zredagował po hiszpańsku z moją pomocą. W Ferdydurke widać już, jak zarysowują się cechy, określające Gom- browiczowskiego bohatera: człowieka współczesnego pogrążonego we fluktuacjach nieprzeniknionego przeznaczenia, zniewolonego przez Formę, którą narzucają mu inni. bez ojczyzny ni boga, samotny Piel- grzym w przygnębiającym, koszmarnym pejzażu, jednocześnie niosący w sobie głęboką prawdę ludzką, wyzwoleńcze wołanie, które w uważnym i przenikliwym czytelniku może wywołać prawdziwą zmianę: utrzymać dystans do Formy, nie identyfikować się z gębą przyprawianą mu przez innych. Ślub jest udramatyzowanym przemienieniem postawy własnej autora, zdeterminowanym potwierdzeniem samego siebie, potrzeby ekspansji  17  alejandro rússovich i prawdziwej wielkości. Od wczesnej młodości Gombrowicz zrozumiał, że wielka sztuka kształtuje się w relacji z silnie bijącymi źródłami te- matów nurtujących rodzaj ludzki. Sam wskazuje nam na źródła Ślubu: Shakespeare, Goethe, Calderón, Molier czy Jarry. zygmunt, Hamlet i Faust są widmowymi odbiciami Henryka ze Ślubu i byli obecni w czasie redakcji hiszpańskiego tekstu dramatu. Pierwsze wydanie hiszpańskiego tekstu Ślubu zaczyna się od jasnej i znaczącej Przedmowy autora, który zawiera tam refleksje wielkiej wagi. Pokazuje typową postawę twórczą: odwrócenie punktu wyjścia. Ta inwersja to rewolucja kopernikańska kanta, ale także kartezjusza. To przewartościowanie Nietzschego. Gombrowicz działa w ten sam sposób, rozwija tę samą strategię metodyczną: nie Forma, lecz forma Formy, nie m o j a prawda, ale mój sposób jej wyrażania. znajdziemy prawdę, kiedy odkryjemy zasadniczą nie-prawdę każdej pretensji do bycia prawdziwym, autentycznym, spontanicznym. Twórcze Ja marzeń sennych, poza gwałtownym pragnieniem bycia samym sobą, bycia jedynym, wyjątkowym, nie ma niczego własnego, bowiem to nie ono samo się definiuje: jego forma przychodzi skądinąd, a nie z jego tajemnego wnętrza. Przychodzi z nieznanej i nieprzewidy- walnej strefy: teatr czysto ludzki, bez „deus ex machina”, gdzie rozwija się dramat zasadniczej relacji między dwoma bytami, a żaden z nich nie jest Mną autonomicznym i niezależnym. To sfera „pomiędzy”, jak ją nazywa Martin buber. Tam właśnie rodzą się siły określające temat, to Sartre’owskie spojrzenie innego przyprawia nam „gębę”, Formę, która czyni z nas więźniów. Pornografia1 proponuje nowe ujęcie starej dychotomii Natura/kultura. Tutaj zasadniczym przeciwstawieniem jest Młodość/Dojrzałość: wstę- powanie i zstępowanie śmiertelnej egzystencji. W Pornografii powiązania nabierają demonicznego sensu, który przy- wołuje na myśl Fausta. Fryderyk jest Mefistofelesem Witolda, przenikli- wą i pragmatyczną świadomością operacji technicznej, twórcy nowych sytuacji teatralnych; jego specjalnością jest reżyseria. Poprzez niego kultura się desakralizuje, Fryderyk odziera z sensu dojrzałe formy mocy Dorosłego, który zniża się do uwielbienia tego, co jeszcze nie ukształ- towane, młodości niezgrabnej i niezręcznej, pozbawionej jakiejkolwiek 1 W. Gombrowicz, Moi et mon double, Paris 1996, s. 977.  18  Gombrowiczowska wizja świata wedle dzieł napisanych w argentynie wartości społecznej, ale promieniującej jedynym możliwym ludzkim pięknem, pięknem młodości. W tym „niższym” kościele międzyludzkim tworzą się nowe kombinacje chemiczne: młodzieniec zachwyca się sobą, bo zachwyca dorosłego, już skażonego śmiercią. istnieje „dla siebie”, ponieważ znajduje się „przed innym”. a tamten wie, że stary o tym wie, że się nim „delektuje” Własna Natura, we własnej osobie uczestniczy w romantycznej przy- godzie. z pewnego dystansu zdaje się szybować ponad akcją, choć nie pozwala, by ktoś pociągał za sznurki. W jednym ze swoich listów Fryde- ryk pisze: „Trzeba znać starą k... Wie pan o kim myślę? Ona tj. Natura”2 . Łączy się Naturę z innymi przedstawieniami; przede wszystkim z Wielką Matkę kybele, ziemią, która jak Matka powszechna, należy do wszystkich, to kosmiczna prostytutka. ziemia–Natura jest zresztą samicą, a samiec, który ją zniewala, to właśnie człowiek, istota inteligentna, który przenika i bada jej korę w czasie odwiecznego procesu zwanego kulturą. Nasz autor nie tylko czerpał z schopenhauerowskiej wizji życia i na- tury; w istocie rzeczy uczynił o wiele więcej: przeżył na własnej skó- rze taki obraz świata. Obsesyjnie prześladowany bezsensem cierpienia wszystkich istot żywych, skomponował swoje dzieło z tematów wzię- tych z rejestru pesymistycznego i pełnego rozpaczy, ale potrafił dorzucić doń śmiech rabelaisowski i muzykę pisarstwa w wielkim stylu. Przeżycie idei na własnej skórze oznacza również poszukiwanie ich poprzez labirynt seksu by „osiągnąć (jak sam mówi) pewne antynomie umysłu poprzez ciało”. W Trans-Atlantyku cierpienie cielesne, zadawane wzajemnie, implikuje rezygnację z indywidualności i godności ludzkiej. Wybrałem jedną szczególną scenę z Trans-Atlantyku, scenę związku kawalerów Ostrogi, która może posłużyć jako przykład klimatu, jaki pisarz przypisuje Narodowi. zmusza nas, byśmy weń wsadzili nos, oddychali atmosferą powieści, kiedy nas zmusza – chcąc nie chcąc – do wyobrażenia sobie sytuacji pokaleczonych ludzi, zmuszających się do tego, by zadawać drugiemu wielkie cierpienia cielesne, dodatkowo straszliwie go poniżając traktowaniem jak konia, i otrzymując w zamian ogromny ból i poniżenie za strony drugiego. To pułapka, w którą wpadli wszyscy należący do związku kawalerów Ostrogi: kręgu, który mógłby 2 Tamże, s. 1089.  19  alejandro rússovich być jednym z dantejskiego Piekła. Doszedłszy do tego momentu, Wi- told woła: „Pojąłem tedy, że nie ma nadziei” („Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”). każdy jest demonem torturującym i zarazem skazanym na wieczną karę. Nieco silniej zaakcentowana, ale jest to ta sama pułapka, którą ukazuje nam życie codzienne, uporczywość cierpienia, które wedle Schopenhauera samo w sobie stanowi życie jako dotykalną obiektywi- zację Woli Życia. Właśnie my, argentyńczycy, przeżyliśmy to, gdy wojskowi przejęli władzę, by nam narzucić straszliwą dyktaturę. Oznaczało to tortury, terror, cierpienie i znikanie ludzi. Jednocześnie kolektyw zamykał jednostkę w ścisłym więzieniu ide- ologii czy wierzeń w nadprzyrodzone. każdy jest małym trybem machiny wszechmocnego Państwa i nikt już nie myśli o niczym ponad to, co ustanowiła władza. Sytuacja podobna do polskiej w czasie ii wojny światowej: śmierć, brutalność, holokaust. To ślepy nacjonalizm, który z narodu czyni nietykalną Matkę, Polskę z Trans-Atlantyku, naszą argentynę z czasów dyktatury. W Kosmosie3 nie chodzi o Naród, ale o kształtowanie rzeczywistości. Wszystko zaczyna się od nudy, ogromnego zmęczenia życiem codzien- nym i tym, co już raz na zawsze wiemy. To możliwość tego, co może się wydarzyć, bo nic nie jest z góry przewidziane i określone. każda rzecz, z osobna, ma szczególne znaczenie i moc, ale Wszystko (kosmos właśnie) zdaje się pozbawione jakiegokolwiek sensu. W Kosmosie Witold i Fuks są dziwnymi detektywami, którzy nie wie- dzą, czego szukają. Nie wiedzą, kto będzie winien zbrodni, której jeszcze nikt nie popełnił. Tym, co naprawdę ich utrzymuje w działaniu, jest py- tanie o sens tego, co się dzieje, a co nazywamy rzeczywistością. Chodzi o badanie pochodzenia Wszystkiego: śledztwo kosmogoniczne. Przypomnijmy, że sprawa, jak mówi pisarz, dotyczy kształtowania rze- czywistości i, koniec końców, samej konstrukcji opowieści. To znaczy, że każdy zwrot jest zarazem wyszukany i niezwyczajny dla pisarza, który go stworzył – placet experiri – trzeba się cieszyć z dokonywania doświadczeń. być może, fakt naszkicowania opowieści, „która pisząc się, sama się stwarza”, wywołuje coś w rodzaju przypadkowej przygody, którą niesie eksperymentalna przyjemność pisania i zarazem czytania. 3 Tamże, s. 1143 i 1297.  20  Gombrowiczowska wizja świata wedle dzieł napisanych w argentynie W miarę jak posuwamy się w lekturze, oczywisty staje się fakt, że znajdujemy się w dziwnym, nieznanym świecie, który jednocześnie jest nam dobrze znany i bliski. zobaczymy tam rzeczy najzwyklejsze, nieskończoną multiplikację drobnych szczegółów, z których utkane jest nasze codzienne życie. zbyt wielka nieskończoność, nieuchwytność uciekającej chwili, zostaje jednak wzbogacona nowo odkrytymi kombinacjami. i nie tylko Witold z Kosmosu oddaje się śmiałym kombinacjom; to Leon, odpowiednik Witolda, jego demoniczna replika, wyciąga z nich najzuchwalsze kon- sekwencje (jak Fryderyk z Pornografii); to on, niepoprawny erotoman, osiąga szczyt akcji wyszukaną i spektakularną masturbacją, prawdziwym punktem kulminacyjnym wątku opowieści. by zakończyć, ulewny deszcz spada na góry, kompletnie moczy osoby dramatu i spuszcza kurtynę na ostatnią scenę powieści. końcowe zda- nie podejmuje niekończącą się codzienność: „Dziś na obiad była po- trawka z kury”. Z francuskiego przełożyła Elżbieta Jogałła  21  Paul beers PaUL beerS Gombrowicz w Holandiii: wzlot i upadek Tytuł mojego tekstu brzmi niezbyt optymistycznie, a w tym kontekście nawet nieco prowokacyjnie, ale jako taki pozostaje całkowicie w duchu samego pisarza. Podzielę się z Państwem najnowszą nowiną: zaledwie dwa miesiące temu dowiedziałem się od wieloletniego holenderskiego wydawcy dzieł Gombrowicza, że ostatnie pięćdziesiąt egzemplarzy Dziennika w jednym pięknym tomie ma pójść na sprzedaż przez internet po obniżonej cenie. To oznacza, że w tym momencie nie dostaniemy w holenderskiej księgarni żadnej książki Gombrowicza. Już trzy lata temu ten sam wydawca mówił mi, że wielkie ilości (koło tysiąca egzemplarzy) opowiadań, Opętanych i Pornografii zostały „verramjst”, czyli wyprzedane; dwa lata temu dotyczyło to nawet kieszonkowej edycji Ferdydurke, a przed rokiem – taniego wydania Kosmosu Wszystkie dzieła Gombrowicza zostały przełożone na holenderski, także te przeze mnie nie wymienione, i to przełożone wcale nie ostat- nio, ale już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tłumacz tych książek, niżej podpisany, także dobiega swoich lat siedemdziesiątych, ale Gombrowicza przekładał między trzydziestką a czterdziestką. a i tak nie był w Holandii prekursorem. imię i sława Gombrowicza dotarły bowiem do naszego kraju w roku 1959, kiedy badaczka literatury eli- sabeth de roos – żona jednego z wybitniejszych holenderskich pisarzy międzywojennych – napisała długi pochwalny szkic zatytulowany Polska powieść „Ferdydurke” w tłumaczeniu francuskim. Trzy lata później wyszedł drukiem przekład holenderski, zrecenzowany przez czołówkę naszych krytyków. W 1963 elisabeth de roos, znów jako pierwsza, dostrzegła francuski przekład Pornografii, który po roku jeden z owych krytyków recenzował już w holenderskim tłumaczeniu, a równolegle któżby inny jak nie elisabeth de roots omawiała Dziennik 1953–1956.  22  Gombrowicz w Holandii: wzlot i upadek Potem nadszedł rok 1965, kiedy to, cytując Ferdydurke: „nie ustalony, rozdarty (...) przeszedłem (...) rubikon nieuniknionego trzydziestaka”. W tym krytycznym życiowym momencie odkryłem okrojoną kieszonko- wą edycję Dziennika 1953–1956 po niemiecku i poruszyła mnie ona tak mocno, że natychmiast zapragnąłem tłumaczyć tę niewiarygodną książkę, tak autentyczną, oryginalną, głęboką, różnorodną i pełną świeżego po- wietrza. Żadnych tam bibliotek, nauk, episteme – wreszcie ktoś, kto trafił mi do serca! rok wcześniej zacząłem przekładać Sartre’a, karla Jaspersa i ericha Fromma – tego ostatniego czytałem po angielsku. ich książki nie porwały mnie szczególnie, Sartre i Jaspers byli poza tym o wiele za trudni dla początkującego tłumacza, a o pieniądzach za robotę szkoda było nawet gadać. Potem jednak nadszedł „szok rozpoznania”, by zacytować tytuł książ- ki znanego holenderskiego krytyka, który zajmował się także Gombro- wiczem i nazwał go „ekscentrykiem pierwszorzędnym”. Przełożyłem z marszu dwa pierwsze rozdziały Dziennika i złożyłem je u dwóch róż- nych wydawców, którzy wydali wcześniej Ferdydurke i Pornografię. Pierw- szy z nich wyraził zainteresowanie, a ponieważ z tekstem Ferdydurke miał spore problemy – ostatecznie było to dzieło trzech różnych tłumaczy, pierwszego z Polski, drugiego korygującego z Niemiec i wreszcie reda- gującego Holendra – napisał do Gombrowicza z pytaniem, czy zgodził- by się na przekład z niemieckiej i francuskiej wersji. Gombrowicz odpo- wiedział: „Wolę dobre tłumaczenie holenderskie z niemieckiego i fran- cuskiego niż mierne z polskiego”. Taki był początek długiej serii przekładów, z których większość do- czekała się życzliwych recenzji w najlepszych holenderskich gazetach i tygodnikach. W 1967 ukazał się pierwszy z nich, wybór z Dziennika, który ofiarowałem pisarzowi podczas moich wakacji w Vence. Po wy- wiadzie, jaki z nim przeprowadziłem, napisał mi dedykację: „a P.b. qui me torture avec ses questions. Très amicalement, Witold Gombrowicz”. Potem ogromnym pocieszeniem była dla mnie długoletnia, zawarta wte- dy „do grobowej deski” przyjaźń z ritą Gombrowicz. Oboje mieliśmy po trzydzieści jeden, trzydzieści dwa lata. W tym samym 1967 roku wystawiono u nas z wielkim sukcesem Iwonę, a rok później Ślub, oba w przekładach znanych już i doświadczo- nych tłumaczy. W 1968 ukazało się tłumaczenie Kosmosu, w 1969 pięć opowiadań jako Zbrodnia z premedytacją, w 1970 Rozmowy z Dominique de Roux (z tym okropnym posłowiem), w 1971 następne pięć opowiadań pod tytułem Szczur. a w 1971 – razem ze wznowieniem Ferdydurke – wy-  23  Paul beers szła następna część dzienników, Dziennik Paryż–Berlin, podobnie jak we Francji i w Niemczech wydana osobno. Cóż to była za radość, tłumaczyć znowu sto stron tej żywej, błyskotliwej, kontrowersyjnej prozy! Tak oto w ciągu jednej dekady odbiorcy holenderscy mogli przeczytać większość dzieł Gombrowicza i zobaczyć jego dramaty. Teraz jednak chciałbym wspomnieć o tym, w jaki sposób te książki były wydawane. Ferdydurke i dwa wybory z Dziennika wyszły w wydaw- nictwie „Moussault” w wersji kieszonkowej, Pornografię i Kosmos wydał tak samo „Polak Van Gennep”. Potem jednak to ostatnie wydawnictwo się rozpadło, a bardzo zamożny bibliofil Johan Polak prowadził dalej dom wydawniczy pod nazwą „athenaeum-Polak Van Gennep”. było to tak potwornie mylące, że mówiło się po prostu „athenaeum”. Johan Polak zdobył prawa do wszystkich dzieł Gombrowicza, w tym do pu- blikowanych wcześniej przez „Moussault”, które się także rozwiązało. Miał ambicję, by wydawać jedynie sławnych, klasycznych lub nieomal klasycznych autorów w pięknych oprawach. W rezultacie każdy z nie- wielkich zbiorów opowiadań (oba po 135 stron) kosztował dwukrotnie węcej niż dwustustronicowa powieść w edycji kieszonkowej. Cenę 18,5 guldena z 1970 roku trzeba w 2004 potraktować co najmniej poczwórnie, a wiem to dlatego, że minimalna stawka dla tłumacza literatury w latach siedemdziesiątych wyniosiła 3 centy za słowo, a obecnie wynosi 12,5 centa. będę jednak wspaniałomyślny i pomnożę przez cztery. Wobec tego ta śliczna książeczka w twardej oprawie kosztowałaby dziś cztery razy 18,5 czyli 74 guldeny, czyli (tu znowu będę wspaniałomyślny) 33 euro. a to już katastrofa. Niejedna księgarnia nawet nie przyjmie takiej książki w obawie, że nigdy jej nie sprzeda. W ten sposób Gombrowicz pozostał pisarzem dla dziesiątek czy może setki wybrańców, stracił natomiast tysiąc, jeśli nie dwa tysiące czytelników. Jestem przekonany, że Gombrowicz nigdy nie będzie pisarzem dla mas, z całą pewnością jest pisarzem dla pisarzy, ale przecież także pisarzem dla studentów. Prawie wszyscy jego holenderscy wielbiciele odkryli go niedługo po dwudziestce, a kiedy dziś zgłasza się do mnie jakiś nowy jego fan – a zdarza się taki raz czy dwa razy do roku – to jest młokosem. Młokosi zaś, nawet młokosi intelektualiści, nie mają z reguły pieniędzy, dlatego książki Gombrowicza powinny być dostępne po normalnej ce- nie. Wiem, że nawet jego dzieła w wersji kieszonkowej sprzedawały się powoli, ale w końcu się sprzedały. Natomiast luksusowe edycje „athe- naeum” były dla młodych ludzi za drogie. W 1973 roku w twardej i miękkiej oprawie ukazał się zbiór wszyst- kich trzech dramatów w moim tłumaczeniu – był to wielki gest Johana  24  Gombrowicz w Holandii: wzlot i upadek Polaka, bo teksty dramatyczne sprzedają się marnie. aż do dziś czerpię profity z tej książki, jako że muszą z niej korzystać teatry. W tym samym roku magazyn literacki „Soma” poświęcił Gombrowiczowi swój ostatni numer. zostałem poproszony o jego zredagowanie i udało mi się wypu- ścić numer tak opasły, że ledwie utrzymał go klej. Ten sukces miał swój ogon, jak powiadamy w Holandii, bo następnego roku „Soma” prze- kształciła się w nowy magazyn „De revisor”, którego zostałem redak- torem. a ponieważ „De revisor” zdobył wkrótce czołowe miejsce po- śród pism literackich i zaczął przyciągać wielu z najzdolniejszych mło- dych pisarzy, miałem okazję promować w nim nie tylko Gombrowicza, ale i Mariana Pankowskiego, z którym przeprowadziłem wywiad w bruk- seli do gombrowiczowskiego numeru „Somy” i którego powieść Matu- ga idzie oraz ponad dwadzieścia opowiadań przetłumaczyłem na potrze- by magazynu oraz kilku książek. Po roku 1973 tempo tłumaczeń spadło. Większość roboty była już wykonana, pozostał jedynie Trans-Atlantyk i reszta Dziennika. „De revisor” opublikował fragmenty Dziennika o brunonie Schulzu, krytyce i Dantem, a ja przełożyłem Trans-Atlantyk, jeszcze przed tłumaczeniem francuskim, a więc jedynie na podstawie wydania niemieckiego. Obawiam się, że popełniłem mnóstwo błędów w książce, która uchodzi za najbardziej polską i pełna jest polskich gier językowych, jak twierdzi w swoim posło- wiu Marian Pankowski. W 1977 roku Trans-Atlantyk wszelako się ukazał, razem ze wznowieniem Kosmosu, oczywiście nie w miękkiej oprawie, tylko – znowu to powtórzę – w stylu „mody na sukces”. Tego samego roku zabrałem się za całościowe tłumaczenie pierwszej części Dziennika. zrewidowałem („zrewizorowałem”?) gruntownie własny fragmentarycz- ny przekład sprzed dziesięciu lat i miałem pracować dalej, kiedy Johan Polak z „athenaeum” oznajmił mi, że wyprzedał cały dodruk Ferdydurke i że nie chce już wydawać tej książki w starym tłumaczeniu: powinienem zrobić nowe. Ten pomysł wcale mi się nie spodobał, w końcu „to już było” – Ferdydurke znano w Holandii i gdzie indziej, a ja ponad wszyst- ko uwielbiałem Dziennik i na nim chciałem zakończyć swoją przygodę z Gombrowiczem. Sprawy potoczyły się jednak inaczej. Po tym, jak Polak monitował mnie trzykrotnie, uciekając się do wszelkich możliwych pochlebstw, a ja trzykrotnie z bólem odmówiłem, poprosił mnie, bym przynajmniej przejrzał stary przekład. Nie mogłem się oprzeć, zacząłem go przeglą- dać i... odkryłem tyle nieznośnych błędów, że natychmiast zasiadłem do nowego. zacząłem 2 stycznia 1979, w środku wyjątkowo mroźnej  25  Paul Beers zimy, a skończyłem – tak, to było jak ciąża – dziewięć miesięcy później. Ku mojemu rozczarowaniu Polak nie wydał książki na wiosnę 1980, ale dopiero w maju 1981 i to pomimo moich usilnych próśb nie w miękkiej, a jedynie w bardzo drogiej twardej oprawie. Wraz z Ferdydurke wyszedł tematyczny zeszyt „Revisora”, właściwie cały tom w stylu specjalnego numeru „Somy”, z nowymi tekstami o Gombrowiczu, z wielkim esejem Miłosza Man a God or Man a Wolf? [Człowiek–Bóg czy człowiek–wilk?] oraz z wzajemnymi komentarzami Gombrowicza i Schulza na temat ich twór- czości. Sam napisałem tam po raz pierwszy o problemach tłumaczenia Gombrowicza z niemieckiego i francuskiego, przy czym przytoczyłem niektóre błędy niemieckiego przekładu oraz zademonstrowałem pożytki, jakie może przynieść porównanie obu wersji. Grozi mi, że zapomnę o książce, o której sam Gombrowicz nie zająknął się w rozmowach z de Roux, a którą uwielbiam, czyli o Opętanych. Przy- jaźniłem się nawet z kimś, kto w zasadzie nie cierpiał Gombrowicza, ale lubił tę właśnie powieść. Przełożyłem ją tym razem jedynie na podstawie edycji francuskiej, która ukazała się jako pierwsza, i ogromną frajdę sprawiło mi nareszcie tłumaczenie książki nie takiej znów trudnej, a tak przyjemnej. Miałem to szczęście, że najlepszy holenderski dziennik „De Volkskramt” opublikował ją w odcinkach w 1981 roku (podobnie jak „Le Monde” w 1977, a potem „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w 1987). W postaci książkowej Opętani ukazali się dopiero w roku 1990, razem z zakończeniem, odnalezionym później i dołączonym do niemieckiego wydania. Ale po drodze umknął mi rok 1986. Wtedy to wyszedł wreszcie kom- pletny Dziennik 1953–1969, uświęcony huczną promocją w Amsterda- mie w obecności Rity Gombrowicz, kilkoma przemowami i specjalnym numerem „Revisora”. Po raz ostatni wszystkie liczące się gazety i ty- godniki poświęciły tak wiele uwagi książce, która – na owe czasy, rzecz jasna – była prawdziwym wydawniczym cackiem, liczącym ponad 900 stron. Sprzedawała się całkiem nieźle i co roku jej zapasy malały, aż do teraz, gdy ostatnie pięćdziesiąt egzemplarzy wystawiono za pół ceny. W stopce wydawniczej Dziennika zobaczymy nie tylko nazwę „Athe- naeum”, ale i „Ambo”. Sytuacja „Athenaeum” była już w owym czasie tak krytyczna, że Dziennik został tak naprawdę opublikowany przez inny dom wydawniczy, właśnie „Ambo”, które rok później wypuściło drugi dodruk Kosmosu w miękkiej oprawie. Kiedy w 1987 „Athenaeum” sta- ło na progu bankuctwa, natychmiast wznowiło Pornografię w edycji kie- szonkowej i po absurdalnie niskiej cenie (cztery razy taniej niż w twar-  26  Gombrowicz w Holandii: wzlot i upadek dej oprawie), w nadziei, że sporo ludzi kupi książkę z powodu tytułu. Wyobrażam sobie, jak zgrzytali zębami w próżnym oczekiwaniu obie- canej podniety. Tak czy owak, dzięki temu Pornografia, podobnie jak Fer- dydurke i Kosmos, doczekała się trzeciego wydania. W roku 1988 „athenaeum” przejął młody i obrotny wydawca, który dalej propagował Gombrowicza. i to jak! W 1989 opublikował wszystkie jego opowiadania w jednym tomie. Przekład został przejrzany i uzu- pełniony o krótkie prozy z niemieckiej edycji dzieł zebranych. W 1990 pojawiło się książkowe wydanie Opętanych – zarówno w miękkiej, jak i w twardej oprawie. Jedno pozostało wszakże bez zmian, być może w wyniku obietnicy danej Johanowi Polakowi: wydania kieszonkowe miały cenę wydań normalnych, a te „normalne” adresowane były chyba do bogatych bibliofilów. Nie dotyczyło to jedynie Ferdydurke. W 1992 „athenaeum” wypuściło jej edycję w miękkiej oprawie po umiarkowa- nej cenie. bardzo mnie to uszczęśliwiło, jednak uczciwość nakazuje mi przyznać, że sprzedaż tego wydania także okazała się rozczarowaniem. Cena mogła być umiarkowana z powodu dużego nakładu. zbyt dużego. ale na tym nie koniec. zarażony entuzjazmem nowego młodego szefa „athenaeum” odważyłem się zapytać, czy mógłbym przetłumaczyć na nowo Pornografię. Stary przekład miał już trzydzieści lat, a więc także przeszedł „rubikon nieuniknionego trzydziestaka”, a poza tym powieść ta, moja ulubiona spośród powieści Gombrowicza, była zarazem jedyną jego książką, której nie przełożyłem. Wydawca zgodził się i tak oto, czę- ściowo na podstawie starej wersji, jak to przyznałem w posłowiu, nowa Pornografia powstała i ukazała się w 1994 roku. Niestety, tu powtórzę swój refren: nie w skromnej szacie i po rozsądnej cenie, lecz jako pięknie oprawiona księga za 50 guldenów, wówczas 45 marek lub 150 nowych franków, sami to już przeliczcie na złotówki. Mimo to byłem oczywiście wdzięczny, że dostałem swoją szansę, i zdawałem sobie sprawę, jak trudno być wydawcą tego rodzaju dzieła. Teraz pora przyznać, że dla masowego czytelnika Gombrowicz w Ho- landii naprawdę umarł. Żadna księgarnia, nawet najlepsza, nie ma już na składzie jego książek. antykwariaty – nadal, owszem. a przecież co roku jacyś młodzi ludzie odkrywają jego dzieła i docierają do mnie, aby się ze mną podzielić swoim głębokim entuzjazmem. Jedna z flamandzkich aktorek przygotowała na podstawie Gombrowicza kilka przedstawień; młody reżyser lubi wystawiać ze studentami Iwonę (teatry studenckie w ogóle sięgają po tę sztukę od czasu do czasu); pewna rzeźbiarka, która także pisze, wykonała piękne popiersie Gombrowicza, zdobiące obecnie  27  Paul beers biurko rity; już w 1972 roku starszy ode mnie zaledwie o cztery dni malarz stworzył cztery wspaniałe obrazy na jedwabiu, wiszące teraz w mojej pracowni; dwóch młodych – wiecznie młodych – filmowców wybrało na swoje krótkometrażowe debiuty w latach siedemdziesiątych ekranizacje Tancerza mecenasa Kraykowskiego i Zbrodni z premedytacją. Tak, lata siedemdziesiąte były dekadą, w której Gombrowicz zdobył sławę w holenderskim świecie kulturalnym i inspirował wielu artystów. Mię- dzy innymi dla tej atmosfery postanowiłem przyjechać do krakowa i po raz pierwszy odwiedzić Polskę. W końcu być tłumaczem jednego z naj- większych nowoczesnych pisarzy polskich i nie władać jego językiem to żaden powód do dumy. Proszę o wybaczenie, sam nie przypuszczałem, że „szok rozpoznania” w 1965 roku zaprowadzi mnie tak daleko. zakończę akcentem miłym i optymistycznym. kiedy przygotowywa- łem ten tekst, któregoś poranka zadzwonił telefon. Holenderski prozaik (urodzony w latach sześćdziesiątych), który wydał właśnie piątą powieść, prosił mnie, bym poprowadził jego wieczór literacki w Hadze. zwrócił się do mnie, bo właśnie Gombrowicz dał mu przed laty ostateczny impuls do tego, by zostać pisarzem. Nie jest to przypadek jedyny. Jak już mówiłem: to pisarz dla pisarzy. kilka dni później opowiadałem w Hadze o Gombrowiczu i pokazywałem publiczności fragmenty filmu z Francji. Nie mógłbym sobie życzyć lepszej rozgrzewki przed krakowską konferencją. Z angielskiego przełożyła Justyna Jaworska  28  Gombrowicz czytany pionowo SekiGUCHi TOkiMaSa Gombrowicz czytany pionowo* Starałem się uczyć od Gombrowicza już kilkanaście lat. Dzisiaj jeszcze raz polecam młodym czytelnikom, żeby Go przyjąć jako pisarza nam współczesnego. Shimada Masahiko1 O ile mi wiadomo, jest to pierwsze w języku polskim sprawozdanie o tym, jak teksty Witolda Gombrowicza przełożone na język japoński są czytane, jaka jest obecność tych tekstów w japońskim środowisku literackim, dlatego postanowiłem abstrahować od swojego czytania, od własnych spekulacji na temat tekstów czy języka pisarza i ograniczyć się do szkicu faktograficznego. Gombrowicz i Mishima Yukio „We współczesnej literaturze zachodniej zwracają moją uwagę przede wszystkim tacy pisarze, jak właśnie bataille czy też klossow- ski, Gombrowicz” – pisał Mishima yukio w jednym ze swoich ostat- nich dzieł. Cykl esejów zatytułowany: Czym jest powieść? zaczął pisy- wać na łamach miesięcznika „Nami” w maju 1967 roku. Wzmianka o Gombrowiczu pojawiła się w szóstym odcinku cyklu, tj. w lipcowym numerze tegoż pisma z 1968 roku. Ostatni, czternasty odcinek cyklu * Tekst był drukowany w zbiorze: Literatura polska w świecie – zagadnienia recepcji i odbioru, red. r. Cudak, katowice 2006, s. 159-170. 1 Shimada Masahiko, Zentai-shugi no seiki no zankokuna guuwa [Okrutne bajki w wieku totalizmu], „Nihon keizai Shinbun”, 29 iii 1998 (recenzja książki: Ba- kakaj i inne opowiadania w nowej edycji, przeł. kudo yukio).  29  Sekiguchi Tokimasa został wydrukowany w listopadowym numerze pisma, w tym samym miesiącu Mishima zakończył swoje życie spektakularnym samobój- stwem w stylu seppuku po nieudanej próbie podburzenia żołnierzy do zamachu stanu (25 Xi 1970). Wydaną w 1972 roku książkę Czym jest powieść? czyta się doskonale. Jest to rodzaj wykładu napisanego przystępnie, z myślą o szerokim kręgu czytelników. Jest to proza zrównoważona i swobodna, bez cienia upolitycznionej agresji czy też maniactwa. Szósty i siódmy rozdział eseju autor poświęca całkowicie Georges’owi bataille’owi i omawia, z wielkim zresztą uznaniem, dwa teksty bataille’a, a mianowicie: Madame Edwarda i Moja matka. W całej książce nazwisko Gombrowicza jest przywołane tylko raz w zacytowanym ustępie. Dalej czytamy tam: w ich twórczości albowiem dostrzegam żywe, a zarazem brutalne, bezceremo- nialne zespolenie metafizyki z ciałem ludzkim, zespolenie jak gdyby łączące wiek XViii bezpośrednio z wiekiem XX, pomijając wiek XiX; obserwujemy bowiem w nich wiele wspólnych cech, takich jak antypsychologizm, antyre- alizm, abstrakcjonizm erotyczny, prosta, bezpośrednia symbolika oparta na pewnej wspólnej, choć utajonej, kosmologii2. Dla wyjaśnienia pierwszej części tego cytatu służy jeszcze jeden cytat ze znacznie wcześniejszego tekstu Mishimy o Genecie: W dwudziestowiecznej literaturze francuskiej dostrzegalne są cechy klasy- cyzujące, ignorujące dziewiętnastowieczny pozytywizm scjentystyczny albo romantyzm. Tendencje te widoczne są także w dramatach Sartre’a i Camusa. i właśnie taki duch osiemnastowieczny łączy Sartre’a i Jeana Geneta. a jed- nak jest to nie wolterowski osiemnasty wiek, tylko osiemnasty wiek Sade’a, Casanovy, Laclosa i Crébillona (syna)3. Te słowa rozumiemy doskonale w odniesieniu do bataille’a i Geneta, lecz jak się one mają do Gombrowicza? Co konkretnie przyciągało uwagę Mishimy w tekstach Gombrowicza? Niestety, tego nie dowiemy się nigdy, nie sposób tego ściślej określić przynajmniej słowami samego Mishimy. Natomiast warto w tym miejscu przypomnieć słowa konstantego Jeleń- skiego i samego Gombrowicza na temat Pornografii: 2 Mishima yukio, Shosetsu-towa nanika, Tokio 1972, s. 47-48. 3 Mishima yukio, O „Pamiętniku złodzieja”, 1953, w: Bungakuteki Jinseiron, 1954 (przedruk: Mishima Yukio hyoron zenshu, t. i, Tokio 1989, s. 374).  30  Gombrowicz czytany pionowo Ogromną intuicję wykazujesz poprzez (nie wiem, do jakiego stopnia świa- dome) równanie erotyzmu ze śmiercią. Jednym z najbardziej udanych moty- wów (i utrzymanych na odpowiednio „zatartym”, „niedopowiedzianym” po- ziomie – do tego wrócę) – jest cały motyw Pani amelii. Jej świętość, spotkanie z Fryderykiem – jej nagłe wtargnięcie w „noc” – wszystko to jest bardzo wstrzą- sające. Tak „głębinowo” o erotyzmie pisało dotychczas zaledwie parę osób – których chyba nie czytałeś – bataille, Pierre klossowski, Maurice blanchot4. ale „fizyka” była mi potrzebna, konieczna nawet, jako przeciwwaga me- tafizyki. Nie ufam myśleniu, które wyzwala się z płci... Trudno oczywiście wyobrazić sobie heglowską Logikę bez wycofania się z ciała. ale czysta świadomość musi być znowu zanurzona w ciele, w płci, w erosie, artysta musi ponownie pogrążyć filozofa w uroku. Świadomość dyktuje nam przeświadczenie, że jest ostateczna i niemożliwa byłaby jej pra- ca bez jej pewności – ale rezultaty tego jej działania mogą być przywrócone życiu, ujęte z innej pozycji, przez innego ducha, tutaj duch sztuki może się przydać duchowi myśliciela5. Naturalnie ja w Pornografii nie tyle rozglądam się za tezami filozoficznymi, ile pragnę wydobyć artystyczne i psychologiczne możliwości tematu. Szukam pewnych „piękności” takiemu konfliktowi odpowiadających. Czy Pornografia jest metafizyczna? Metafizyka, to znaczy „pozafizyczność”, „pozacielesność”, a moją intencją było poprzez ciało dotrzeć do pewnych antynomii ducha6. zdania te, zapisane w Dzienniku i potem powtórzone przez autora w przedmowie do francuskiego wydania Pornografii, zdają się nieźle współbrzmieć zarówno z tezą wyłożoną w eseju Czym jest powieść?, jak z praktyką pisarską Mishimy. Także nie bez powodu przytoczyłem je z Pornografii, ponieważ najprawdopodobniej właśnie tę powieść miał na myśli Mishima, pisząc Czym jest powieść? W księgozbiorze autora Złotej Pagody7 znajdowały się dwie pozycje Gombrowicza w formie druku zwartego – jedna jest to Pornografia prze- łożona z francuskiego przez kudo yukio i wydana 20 czerwca 1967, czy- 4 List k. Jeleńskiego do Gombrowicza z 4 Viii 1959, w: Gombrowicz – walka o sławę 2, kraków 1998, s. 65. 5 W. Gombrowicz, Dziennik 1957–1961, w: tegoż, Dzieła, t. Viii, kraków 1989, s. 249. 6 Tamże, s. 255. 7 Złota Pagoda, przeł. a. zielińska-elliott, Warszawa 1997.  31  Sekiguchi Tokimasa li rok wcześniej niż moment napomknięcia przez Mishimę o polskim pisarzu, a druga to Ferdydurke, przełożona przez yonekawę kazuo i wy- dana 28 lutego 1970. Ponadto Mishima posiadał u siebie nr 6 pierwszej serii miesięcznika „Umi” z listopada 1969, w którym to numerze wy- drukowano O Dantem Gombrowicza, w tłumaczeniu kudo yukio, obok trzyaktowej sztuki Mishimy w stylu kabuki Chinsetsu Yumiharizuki. Ko- smos po japońsku ukazał się już na wiosnę 1967, mógł zatem Mishima również tę powieść czytać, ale na to nie ma dowodu. Gombrowicz i Mishima – istniały pewne skłonności i upodobania wspólne tym dwu pisarzom (chociażby np. w ich szczerym hołdzie Genetowi), pomimo wyraźnych różnic zarówno w osobowości, jak i w stylu pisania. Szlaki ich jednak skrzyżowały się w ostatnich latach życia z przyczyn zupełnie zewnętrznych. W maju 1967 Gombrowicz otrzymał Międzynarodową Nagrodę Lite- racką Wydawców (Prix Formentor) za powieść Kosmos. Wiemy dobrze, jakie znaczenie miała ta nagroda, często określana wtedy jako najważniej- sza po Nagrodzie Nobla, w społeczno-komercyjnej karierze pisarza. Sama nagroda była jednak dość efemeryczna, bo okazało się, że funkcjonowała tylko siedem lat, a Gombrowicz był ostatnim jej laureatem. również Mishima był jej nominatem od roku 1965 i wraz z Gombrowiczem rywalizowali ze sobą, co najmniej w ostatniej rundzie 1967 roku, tak zaciekle i nieustępliwie, że kilkudniowe dyskusje jury przypominały istny pojedynek (być może podobnie działo się za pierwszym razem w 1961, kiedy w końcu otrzymali nagrodę i borges, i beckett). O przebiegu konkursu w Tunezji z 1967 roku dość szczegółowo dowiadujemy się z relacji japonisty Donalda keene’a, jednego z juro- rów, a zarazem obrońcy Mishimy. Gdy keene doleciał z jednodniowym opóźnieniem do Tunisu, okazało się, że już na etapie eliminacji odpadli: Norman Mailer, abe kobo, alain robbe-Grillet. W trakcie pierwszych sesji usuwano z kandydatury po kolei Williama Goldinga i Julia Cor- tázara. Jak pisze kenne: kiedy się zaczęła dyskusja nad Kosmosem Gombrowicza, atmosfera na sali nagle odmieniła się. reprezentanci Włoch, Hiszpanii, Skandynawii i Fran- cji, wychwalając powieść, twierdzili, że Gombrowicz jest największym pisa- rzem żyjącym. My, grupa popierająca Mishimę, zaskoczeni ich werwą, poczu- liśmy napięcie. [Fritz J.?] raddatz z Niemiec ostro atakował literaturę Gom- browicza, uznaj
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Witold Gombrowicz - nasz współczesny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: