Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00364 005454 12419116 na godz. na dobę w sumie
Włochaty - ebook/pdf
Włochaty - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 230
Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62948-60-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka o zespole Włochaty nie jest tylko jubileuszową laurką z okazji dwudziestolecia zespołu. Znalazły sie tu teksty napisane specjalnie z myślą o tej publikacji, znalazła się tu pierwsza wyczerpująca historia zespołu, są też wywiady, pełna dyskografia, teksty wszystkich nagranych na płytach piosenek. Materiał uzupełniają liczne archiwalne zdjęcia, wiele z nich publikowanych po raz pierwszy.

Włochaty zjednał sobie przez lata wierną publiczność - nie tylko swoją myzuką, ale także pozytywnym przekazem, w którym jest zarówno bunt przeciewko skostniałym strukturom państwowym, jak i nadzieja, że można żyć inaczej, można odnaleźć radość z życia w miłości, przyjaźni, samorealizacji, wierności młodzieńczym ideałom.  

 

Mam taką cichą, skrywaną gdzieś głęboko nadzieję, że pomogliśmy sobie nawzajem w tworzeniu lepszego świata. To dobra idea, jedna z wielu, a najlepsze idee przetrwają .
Włochaty Jeż

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Redakcja: Łukasz Gołębiewski, Malwina Markiewicz Jirafa Roja Warszawa 2009 © Copyright by Jirafa Roja, 2007 Spis treści Zdjęcia pochodzą z archiwum zespołu oraz z prywatnych zbiorów: Urasa, Zebry, Wichra, Disordera i @rturka Czaplińskiego. Portrety zespołu i jego członków by Tomek Pikuła. Redakcja: Łukasz Gołębiewski, Malwina Markiewicz Łamanie: Tatsu Projekt okładki: Jerzy Zajkowski Zdjęcie na okładce: Tomek Pikuła tatsu@tatsu.pl ISBN 978-83-62948-60-4 Wydanie IV Warszawa 2009 Dlaczego książka o Włochatym? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .9 Posłuchaj tego! To może cię natchnąć […] . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .13 Dwie dekady inspiracji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .15 Wspominki by Uras . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .21 Część I. Powiew historii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .27 Włochaty — e Story . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .29 Kalendarium zdarzeń . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .51 Włochaty — 15 lat tułaczki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .59 Nastał rok 1993 czyli krótka subiektywna opowiastka Rafcika . . . . . . . . . .68 Walka trwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .74 Część II. Przesłanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .83 Ludzie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .85 Na każdym kroku… . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .87 Droga oporu — nasz wybór . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .88 Tak długo, tak wiele . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .90 Kiedyś… . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .91 Tryumf anarchii nad tyranią . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .92 Marzenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .93 Od gniewu do wolności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .95 Nikt nas nie pytał . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .98 Część III. Dyskografiai teksty utworów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .101 For sale, kaseta, 1991 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .103 Włochaty Live, kaseta, 1993 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .113 Włochaty, EP, 1993 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .114 Włochaty, kaseta, 1994 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .115 BANK $WIATOWY, EP, 1996 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .116 WŁOCHATY, LP, 1995 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .117 Wojna przeciwko ziemi,CD, kaseta, LP, 1996 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .134 Droga oporu, CD, kaseta, 1999 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .162 Zmowa, CD, kaseta, 2000 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .177 Zamiana pieniędzy na rebelię, CD, 2000 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .194 Tryumf anarchii nad tyranią,CD, kaseta, 2002 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .196 Dzień gniewu, CD, kaseta, 2004 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .198 Bunt i miłość, CD, 2005 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .217 Żebyś doświadczył tej miłości, w którą tak wytrwale wierzysz. Jak największych klatek i najdłuższych łańcuchów. Jak najmniej dni gniewu. Prostych odpowiedzi. Radosnych wieści z frontu. Jak najmniej chwil zwątpienia. Nadziei na lepsze jutro. Chociaż kilka metrów kwadratowych Polski — to twój dom — tu kochają cię! Stałej bliskości Pani A. Swojej własnej drogi oporu. Żebyś nie zamieniał swego buntu na pieniądze i żeby zawsze w twoim sercu grała serenada. Życzę wytrwałości. P.S. Będzie dobrze. Dlaczego książka o Włochatym? f o t . T o m e k P i k u ł a Włochaty ma 20 lat! To więcej niż niejeden fan zespołu. Pa- miętam kiedy w 1991 roku usłyszałem ich pierwszy nagrany materiał — kasetę „For Sale”. Dziś trudno uwierzyć, jak wiel- kie zrobiła wrażenie (jakiś czas temu puściłem ją Paulussowi w samochodzie, jechaliśmy akurat z Kazimierza nad Wisłą do Lublina, gdzie miał grać koncert — „wyłącz to”, jęknął, „prze- cież tego nie można dzisiaj słuchać”). Ale też nikt wcześniej w Polsce tak nie grał, nikt wcześniej nie wtłaczał w muzykę ty- lu słów, tak potężnego przekazu. Analogie z Conflictem, Cras- sem czy Subhumans były oczywiste. Cóż jednak z tego? Niech będzie, że w odpowiedzi Włochaty to polski Conflict. Nawet je- śli powielali wiele, zwłaszcza w tekstach (tu głównie z Crass), to przecież sięgnęli po najlepsze wzorce. Wiem doskonale, że Włochaty ma zarówno grono wiernych fanów, którzy niczym gruppie jeżdżą za nimi od koncertu do koncertu, jeżdżą od lat. Są też rzesze młodych ludzi, którzy przez Włochatego pierwszy raz zetknęli się z punk rockiem i tym pozytywnym przekazem, który można znaleźć w ich tek- stach. Ale przecież jest też nie mniej liczna grupa osób, któ- re o Włochatym mówią z pogardą, że się sprzedali, że zagubili ideały, że ten przekaz nie jest szczery. Nie mam zamiaru wdawać się w polemiki, ale jakże łatwo jest wydawać wyroki, oskarżać, że ktoś się sprzedał. Co to zna- czy sprzedać się? Grać za pieniądze? Sprzedawać płyty? Każ- dy z nas się sprzedaje, bo kurestwo wpisane jest w system. To 9 samo można powiedzieć o Crassie, który na płytach zarobił miliony funtów. Ale, podobnie jak chłopcy z Włochatego, pozo- stali wiecznymi kontestatorami. Możemy jedynie krytykować zły świat, nie możemy żyć poza nim. Nie ma wolności, poza tą, która jest w tobie samym. Dlaczego książka o Włochatym? Myślałem o niej od daw- na, jubileusz dwudziestolecia zespołu to jedynie pretekst. Warto zebrać w jedną całość to wszystko co przez te lata nam zostawili — teksty, przesłania, archiwalne zdjęcia, zapisy wy- wiadów, wspomnienia. Jest to pierwsza w Polsce książka po- święcona w całości jednej grupie punk rockowej. Nieprzy- chylni zespołowi znowu będą mówić — „gwiazdorzy”, są jak Bono czy Bowie — ale ta książka przecież nie jest dla Paulus- sa, Jurka, Billego czy Skody, to książka dla ludzi, którzy przy- chodzą na koncerty, kupują płyty, którym przekaz piosenek Włochatego jest bliski. Byłem na kilkudziesięciu koncertach zespołu i wiem, że jest to grupa wcale nie mała. Pamiętam jak poznałem Paulussa. To było w małym klu- bie, na warszawskim Żoliborzu, ten klub już nawet nie istnie- je. Trochę pijany wszedłem na scenę, odebrałem Pawłowi mi- krofon i zacząłem krzyczeć tekst piosenki, nie pamiętam już której. Zaśpiewaliśmy ją razem, potem zszedłem ze sceny i ru- szyłem w pogo. Po koncercie Paulus podszedł i tak się zaprzy- jaźniliśmy. Jesteśmy niemal rówieśnikami, mamy podobne za- interesowania, obaj lubimy podróże, więc razem jeździliśmy, spędzając wiele godzin na rozmowach o muzyce, książkach, kobietach, o naszej młodości i o planach na przyszłość. Odkry- łem nie tylko wspólnotę zainteresowań, ale i podobną wrażli- wość. I tak już jesteśmy razem, spotykamy się niemal na każ- dym koncercie, nieważne czy to jest Lubin, Lublin, Łódź czy Stalowa Wola. Zdumiała mnie skromność i otwartość tych ludzi, których wielu oskarża o pozerstwo. Po koncercie piwo, albo chociaż rozmowa z tymi, którzy przyszli posłuchać. Nie uciekają, nie spieszą się, choć często w nocy muszą jechać wynajętym bu- sem 500 czy nawet więcej kilometrów do domu, nad morzem. 10 Zdarza im się spać w samochodzie, to nie jest zespół, który de- moluje pokoje w luksusowych hotelach i zabawia się w burde- lach. Rzadko grają koncerty, bo przez cały rok ciężko pracują, z muzyki nie byliby w stanie się utrzymać. Znam też wiele osób, które chodzą na ich koncerty, niektó- rych widuję bardzo często, innych rzadziej, ale ze wszystkimi znajduję wspólny język. To też okazja by znowu spotkać przy- jaciół z Płońska, Torunia, Poznania czy z odległego Szczecina. Jeśli jest choć trochę prawdy w stwierdzeniu, że „muzyka łago- dzi obyczaje”, to na pewno tak jest w przypadku muzyki Wło- chatego. Spotykamy się i czujemy niczym rodzina. I nawet jeśli potem każdy jedzie sam w swoją stronę, to wiemy, że niedługo znowu się spotkamy. Łukasz Gołębiewski, „Disorder” autor@xenna.com.pl Pauluss z Disorderem, Kazimierz nad Wisłą, czerwiec 2005 f o t . T o m e k P i k u ł a Posłuchaj tego! To może cię natchnąć Słowo i myśl mogą zmienić świat Trwa wielka sztuka A ty możesz dopisać swój wers… [Rewolucja w twojej głowie – DZIEŃ GNIEWU] Te słowa oddają w pełni istotę twórczości Włochatego. Gdy zastanawiam się nad tym, że to już 20 lat mija, a oni wciąż młodzi duchem i sercem, wciąż naiwni i niepokorni, wciąż pełni wiary, że można zmienić świat — to zdaję sobie sprawę, że ich muzyka jest cząstką nurtującego nas niepokoju, dotyka tej sfery emocji, tej cienkiej granicy wzruszenia i tej niezgody (któ- rą ma każdy z nas) na zastany „porządek świata”, w jakim żyje- my. Biegnę przez życie, w rytm globalnej pogoni za przyszłością i nagle coś każe mi stanąć i otworzyć oczy, nie pozwala obojętnie przejść. To Włochaty (i ludzie im podobni) każe mi stanąć i ro- zejrzeć się, każe szukać prawdy. I nie daje przy tym żadnej jasnej odpowiedzi. W dążeniu do prawdy ważniejsze staje się zadawa- nie pytań. Pytania czasem stają się odpowiedzią. A odpowiedzią na zastany świat jest własny świat wartości, w którym wolni mo- żemy być tylko w akcie twórczym. Te wartości to tak dobrze nam znane: Miłość, Przyjaźń, Wolność, Piękno, Prawda. I słowo staje się wartością. Słowo działa oczyszczająco, każe re- agować i przeżywać emocje. Może wytwarzać równowagę etyczną lub też ją burzyć, budzić w nas określone akty woli i działania, wyprowadzać nas ze sta- nu normalności w ekstazę, doprowadzać do wyładowania uczuć. Muzyka jest tylko środkiem do wyrażenia myśli. Przesłanie Wło- chatego, zawarte także poza utworami, w symbolice i przede wszystkim w formie manifestów artystycznych (do poczytania na okładkach płyt i na stronie internetowej zespołu, a teraz także 13 Dwie dekady inspiracji w tej książce) kierowane jest do odbiorcy świadomego, otwartego na świat, wyposażonego w kryteria wartościowania. Tekst bowiem wyraża intencje autora, ale gdy wchodzi w obieg kultury, zaczyna żyć własnym życiem, nabierać nowych, nieprzewidzianych zna- czeń, jego sens poddaje się wpływom zmiennego kontekstu. Tło kulturowe zmienia się, ale przekaz tekstów jest wciąż aktualny. I na tym właśnie polega siła sztuki, do której każdy z nas może dopisać swój wers… Malwina Markiewicz, „Zebra” zebraska@tlen.pl Włochaty to zespół, który po punkowej scenie nie przeszedł bez echa i którego nie da się wpasować w poczet szarych kapel, po- wstających jak grzyby po deszczu na początku lat 90. W alterna- tywnym światku Włochaty wzbudza emocje skrajne i nietuzin- kowe. Od wielkiego uwielbienia i dojrzałego zachwytu po bez- względną krytykę i ortodoksyjną pogardę. Dla wielu ludzi przesłanie Włochatego było tak przekonujące i urzekające, że zatrzymali się na drodze własnych poszukiwań egzystencjalnych i zaufali mu na tyle, żeby dać się porwać w dal- szą podróż w nieznane. I nie żałują, bowiem przesłanie mogło być dla nich porównywalne do oświecenia, stanu przewietrzenia umysłu i nieodpartej woli wyjścia poza schemat, Było dla nich spojrzeniem na wszystko z zupełnie innej strony (bynajmniej nie od dupy strony, jak głosi oficjalna wizja świata). Na zakręcie egzystencji postawili sobie odważne pytanie — wysiadam z tej plugawej łajby, i co dalej? Niektórzy zafascynowani owymi tre- ściami zaczęli zgłębiać nowe obszary wiedzy, rozważań i doznań filozoficznych. Dostrzegli rzeczy, które większość szarych oby- wateli miała zwyczajnie gdzieś. Uświadomili sobie sprawy, które zostały zapomniane w pogoni za pieniądzem, kredytem, kolejką w przychodni, terminem przeglądu auta albo paniką przed ro- snącymi cenami benzyny i wzrostem stóp procentowych. Tym samym zapomnieli o najistotniejszych i ponadczasowych kwe- stiach dla ludzkości i świata — o miłości, przyjaźni, sprawie- dliwości i wolności. Nastała globalna znieczulica która ogarnęła 15 Zebra i Pauluss, Kraków, marzec 2005 świat. W naszych czasach to ponury fakt, i czy można już tylko płakać? Nie. Włochaty to zespół, który już 20 lat próbuje zmagać się ze złem tego świata i poprzez swoją twórczość uwrażliwiać ludzi i pokazywać im, jak uniknąć zeszmacenia się w imię „szczyt- nych celów”. Muzyka, która po strawieniu potrafi trzymać zmy- sły punkowej estetki przez wiele lat. Zmuszające do samodziel- nego myślenia przesłanie, przekonujące teksty i liryczna oprawa całości pozytywnie wpłynęły na umysły wielu ludzi, motywując ich do działania i walki o swoje ideały, wolność, lepszy świat; do walki z obojętnością i ludzką głupotą. Wydaje mi się, że jest to żelazny kontrargument dla wszystkich, którzy twierdzą, że „Wło- chaty nic nie robi”, że „nie organizuje manifestacji”, że bleble- ble itd. A czy twórczość Włochatych nie jest sama w sobie wielką manifestacją, której przesłanie dociera do ludzi w różnych miej- scach Polski? Demonstracją, która trafia do ludzi, wciąż mają- cych siłę użerać się z tym cholernym światem, ludzkim skur- wysyństwem? Zadymą, która uruchamia proces samodzielnego myślenia? Deklaracją siły ponadmaterialnej, która nie pozwala dawać za wygraną mimo milionów myśli zwątpienia i tysięcy de- cymetrów sześciennych toksycznego szlamu, którymi rzeczywi- stość faszeruje nasze mózgi? Największym sukcesem Włocha- tych jest to, że każdy ich koncert, każda ich nowa płyta roznie- cają w owych ludziach ogień walki, mobilizują ich morale i dają niewiarygodną nadzieje! Tak cholernie ważną rzecz w całej na- szej sprawie. A trwa to już 20 lat — to naprawdę pokaźny staż. Znam wielu ludzi, dla których przesłanie Włochatych było istotnym elementem w rozwoju ich świadomości, w rozwoju ich wewnętrznego buntu. Sami mi to opowiadali, nierzadko ze nie- ziemskim wzruszeniem i szczerymi łzami w oczach, łzami rado- ści. Był to głos, krzyk, wrzask, który dopingował ich i dawał im si- łę. I myślę, że warto — zwłaszcza dla tych ludzi — kontynuować tę Misję, jaką jest Włochaty. Bo Włochaty to przede wszystkim Misja. I mamy nadzieję, że sił nam nigdy nie zabraknie. Teraz pytanie — czy któremuś z adwersarzy, którzy tak zajadle oponują tej kapeli, udało się kiedykolwiek przekonać do swoich poglądów tylu ludzi co Włochaty? Niestety nie. Stąd nasuwa się jedna konkluzja — zawiść (typowo polska cecha niestety). Poza tym wszystkie pełne nienawiści wypowiedzi (zarówno kinderpun- ków jak i starych wyjadaczy) odnośnie Włochatych są dla mnie zwyczajnie śmieszne. Już dowiedziono psychologicznie, „zjebu- jąc kogoś” podnosi się samoocena krytykanta (samouwielbienie). A pełno jest takich „wielkich punkowców”, którzy nie pozosta- wiają na Włochatych suchej nitki, powołując się jednocześnie na innych „lepszych idoli” (bez komentarza). Lecz nie zdają sobie sprawy, że uczestniczą bardziej w modzie na punk niż w kultywo- waniu faktycznej treści. Bo jakaż to rewia mody, jakiż to prestiż należeć do wywrotowej organizacji anarchistycznej, budzić po- dziw otoczenia, budować nowe podziały i tworzyć elity… A gdzie podziała się skromność? Gdzie otwarty umysł? Gdzie idea? Jest tylko moda, schemat, jednolity uniform punkowy, dogmatyzm, aksjomatyzm, nietolerancja, snobizm, zaślepienie urojeniami i ta cholerna ortodoksja, która zawęża horyzonty myślowe. No nie- stety, ortodoksja to rak mózgu każdej subkultury. Innym oklepanym argumentem-legendą jest „komercja”. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że pewne rzeczy robi się po prostu dla siebie, dla swoich przekonań, dla idei. Żeby wykrzy- czeć swój ból, którego nie uśmierzy żaden panadol, który oferuje nam świat. Zresztą socjologicznie rzecz biorąc, zarzucanie „ko- merchy” to pewna moda, wyznacznik bycia mentorem w subkul- turze — np. hip-hop, gdzie wszyscy sobie nawzajem zarzucają sprzedawanie się i wyzywają od najgorszych. Ciekawe, czy tacy ludzie zdają sobie sprawę, że Włochaci nie robią na tym żadnej kasy. Bo cała ta „kasa” ledwo amortyzuje fizyczne koszty twór- czości. Jak ktoś chce zarobić, to po prostu jedzie za granicę (tak jak burmistrz pewnej gminy w powiecie konińskim, który wyru- szył do Norwegii zbierać truskawki, twierdząc, że woli uczciwie zarobić niż bawić się w jakieś przekręty — i chwała mu za to). Wielu ludzi zarzuca Włochatym „zrzynanie z Conflictu i Crassu”. Jest to kolejny argument krytyki płynącej z ust orto- doksów i moralizatorów w naszym ruchu. Ale ja bym nazwał to inaczej — szerzeniem idei. To nie jest plagiat, ale misja. Jeśli coś 16 17 kiedyś kogoś zafascynowało, to rzeczą normalną jest, że pójdzie w tym kierunku i będzie chciał to kontynuować (sam postąpiłem podobnie z ideą „South Park”). A że Włochaci mieli możliwo- ści i talent, obrali taką a nie inną drogę. I bardzo dobrze — ta- ką dawką natchnienia trzeba było podzielić się ze światem, nie można tego zachowywać dla siebie. Tak wartościowy przekaz musi być puszczony dalej. Prócz energetyzującego wpływu Conflictu i Crassu oraz pod- stawowych elementów punkowego etosu, w przesłaniu Włocha- tych pojawiają się wątki romantyzmu, buddyzmu, chrześcijań- stwa, surrealizmu, miłości spełnionej i niespełnionej. Znajdzie- my tam takie postacie, jak: Gandhi, Budda, Martin Luter King, Jezus, Dalaj Lama. Pojawiają się znani filozofowie, mityczni i hi- storyczni buntownicy z dziejów rebelii ludzkości. Są także wier- sze poetów romantycznych i współczesnych. Oprócz wściekłości i furii nie brak subtelnych akcentów podkreślających, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a miłość, równość, braterstwo oraz wolność to najwyższe wartości, większe niż ulotne i złudne cele materialne. Oczywiście wartości materialne są nieodzowne w naszym życiu (żeby w miarę móc funkcjonować w systemie, z którego nigdy do końca nie da się uciec) ale nie należy ich traktować jako celów samych w sobie, a jedynie celów do osiągnięcia czegoś wyższego, niematerialnego. Bo można przecież wyjść z klatki przez wypa- trzoną dziurę i odnaleźć wolność. Jakaś tam kasa jest potrzeb- na, żeby nie żyć w nędzy i nie myśleć cały czas, jak tu dorobić te parę stów. Wynika to z prostej psychologicznej hierarchii po- trzeb — najpierw muszą zostać zaspokojone potrzeby najbardziej ludzkie (fizjologia, bezpieczeństwo), żeby móc realizować potrze- by wyższe (samorealizacja). I nie jest to chciwość, ale natura ludzka. Najgorzej mają ci, których oślepił blask materialnej żą- dzy; którzy pogrążyli się w matni cywilizacji; ci, którzy żyjąc w tej klatce przestali widzieć kraty, a to już zakrawa o status bateryj- ki w matrix i plasuje ich w szeregu żywych trupów systemu (na- zywając bez ogródek). Ich już raczej nic nie ocali. Ale jest prze- cież mnóstwo młodych, otwartych ludzi, którzy szukają odpowie- dzi na nękające ich pytania. Ich odrzuca to całe bagno, w które wchodzą z każdym rokiem świadomej egzystencji. Ich jeszcze można przestrzec przed zatraceniem się w banale, szarości życia i oferującym złudne szczęście systemie (który ze swej natury jest nastawiony na wyzysk). To właśnie misja Włochatego. Sam pamiętam pierwszy kontakt z muzyką Włochatych. By- ło to w czasach liceum, w roku 1996. Muzyka Włochatego zna- cząco odbiegała od pozostałych „punkowych kapel”, a teksty swoim wydźwiękiem miażdżyły umysł na wszystkich frontach. Credo stało się credem, a krzyczany przekaz zmuszał do roz- ważań na wyższym poziomie niż codzienność. Z początku owe przebłyski przepalały zwoje mózgowe, ale z czasem takie myśle- nie stało się dojrzałym i wrażliwym sposobem odczuwania świa- ta. Później kolejna płyta — „Wojna przeciwko ziemi”. Może nie nagrana najlepiej, ale po głębszym osłuchaniu można było so- bie dopowiedzieć niezrozumiałe fragmenty instrumentalne. Jak Ludwig van Beethoven, który mimo że ogłuchł, dalej kompo- nował. Po strawieniu warstwy muzycznej, cała ściana gitar za- częła brzmieć nieposkromionym chórem, który dla miłośników punka był jak najlepsza aria, nogi i ręce wyrywały się w pogo. Do tego potężny ładunek tekstów, które naprawdę powalały świado- mość, a ich poziom był fenomenalny (sam cytując na maturze jeden z nich, dostałem 5). I najlepsze w tym wszystkim — nie- powtarzalne brzmienie saksofonu, który zwłaszcza na początku utworu „Anarchia” do dziś wywołuje u mnie przeszywające ciało dreszcze. To przejaw kontemplacji natchnionej muzyki. Potem były „Droga Oporu” i „Zmowa”. Kolejny ładunek punkowego brzmienia i niezapomnianych tekstów, które podtrzymywały na duchu przez następne lata. Utwory, które po dziś dzień potrafią wrócić do jaźni w chwilach wyciszenia umysłu. W takich chwi- lach rozumie się, że ten świat jest bez sensu i to właśnie my mu- simy nadać mu treść — inaczej zrobi to ktoś inny. Jeśli my sami nie poukładamy sobie życia, ktoś inny zrobi to za nas. Trzeba sta- nąć wbrew wszystkiemu, wbrew sobie i stanąć przeciwko każdą niesprawiedliwości. No i pierwszy koncert Włochatego w 2002 roku. Niezapo- mniane przeżycie na równi z katharsis. Potem permanentne 18 19 wracanie do wszystkich płyt… I przemyślenia, i egzaltacja, i re- fleksja, i to niezapomniane frazy wyśpiewane, porywające do ak- cji, nie pozostawiające wątpliwości, że trzeba działać. Wielka in- spiracja, niedoścignione marzenia, wola tworzenia, wola działa- nia, istny red bull. Po pewnym czasie nagromadziło się Mnóstwo przemyśleń. Różne konkluzje rozrywały świadomość i podświadomość. Trze- ba było to z siebie wykrzyczeć, podzielić się z innymi. Dlatego na- pisałem książkę, a potem rozkręciła się moja współpraca z Wło- chatymi, która trwa już 5 lat. Kuba Wicher, „Wichru” wichru@konin.lm.pl Kuba Wicher, Jarocin 2006 Wspominki by Uras Stargard Szczeciński — Przegląd Młodych Zespołów — zdjęcia ze sceny zamieszczone na stronie to moje dzieło ;) — wcześniej pod- pisane „archiwum zespołu”, to dlatego, że uważałem się za część kapeli… i nadal uważam ;)), ale także jako półobiektywny krytyk poczynań owego wyżej wymienionego;). Z „Dużym”, zwanym Je- żem, znamy się od podstawówki i tak nasza przyjaźń trwa już po- nad 25 lat. Mówi się, że nic nie trwa wiecznie, ale myślę, że nasza przyjaźń się z tego wyłamuje. A tak przy okazji, moja żona Magda, z którą jestem już parę ładnych lat, miała ten cholerny zaszczyt raz nawet stać na scenie z Włochatymi i robić tzw. tło, czyli chórki, wydzierając się dokładnie raz dokładnie w jednym kawałku (przed „Horrorem”, podczas jednego ze szczecińskich koncertów jeszcze w latach 80-tych). A z kolei moja córka Asia jest uwieczniona na płycie „Droga oporu”, recytując wierszyk o naszej pięknej ojczyź- nie. Tak więc widać, iż moja rodzina ma głębokie punkowe korze- nie. To ja zaraziłem „Dużego” punk rockiem, podrzucając mu co jakiś czas perełki fatalnej jakości nagrań polskich kapel. On z kolei po latach zaraził mnie wegetarianizmem. I tak nawzajem zarazili- śmy się nieuleczalnymi chorobami, co nam generalnie chyba wy- szło na zdrowie. To tak tytułem wstępu, żeby nie było, że jestem ja- kimś gościem niewiadomo skąd. Jarocin 93 Jak wiadomo (z historii kapeli) Włochaty po wielokrotnych próbach dostania się wystąpił w Jarocinie… Minął też czas „punkowego” 21 Jarocina. W konkursie (mała scena) wystąpiły 3 punkowe kape- le: Liberum Veto, Smar SW i Włochaty. Jak wiadomo Włocha- ci dostali się od razu na dużą scenę, z której zrezygnowali na rzecz występu na małej scenie — tam była publika — załogi, któ- re przyjechały z całej Polski, by się pobawić (nie mając kasy nie dało się wejść na dużą, chociaż jak pokazała historia było trosz- kę inaczej). Ale od początku pojechałem z Włochatymi jako „menago”, jako kolega i przyjaciel zespołu, uczestniczący w życiu jeszcze Włochatego Odkurzacza od pierwszych prób i koncertów i jako pierwszy prowadziłem indoktrynację „Dużego” (bas, wcześniej druga gitara, znanego obecnie wszystkim jako Jeż), prezentu- jąc CRASS. …Już przy rejestracji zespołu wystąpiły zgrzyty, że niby Wło- chaty to 4 osoby a nie 6 (była z nami jeszcze gościnnie Mrówa (Iweta) — wokal z trójmiejskiego 105lux (gorąco pozdrawiam tu Mrówę). Po około godzinie rozmów z różnymi organizatorami udało nam się zdobyć owe opaski na rękę i identyfikatory. Do- dam, że w czasie zamieszania członkowie zespołu wspomagani przez Smar SW „zdobyli” dodatkowo ok. 100 opasek, które to zo- stały z powodzeniem rozprowadzone pomiędzy załogantów z Pol- ski, należało tylko wynieść identyfikatory innych osób plus zaob- rączkować załoganta i kolo wchodził jakby zapłacił bilecik wstę- pu (ciężka praca menadżera). Ale do rzeczy. Mała scena gościła jak wspomniałem 3 punkowe kapele — ogólnie wiadomo, że lu- dziska chcieli więcej — pominę szczegóły jakie nastąpiły po kon- cercie ostatniego zespołu (Smarów) — w rezultacie mała scena została zniszczona — nawet próbowano podpalić baner sponsora Marlboro Music (niezła mieszanka) — ale się nie udało, baner ognioodporny, czy co…? Wokół było pełno milicji, a może już po- licji, biegającej za zagubionym sprzętem małej sceny — taki ma- ły chaos w Jarocinie ;). I teraz duża scena — Włochaci zdecydowali, że nie udziela- ją wywiadów osobiście i że ja muszę zapracować na swoje stano- wisko ;) i muszę robić to co do menago należy — koledzy cho- lera jasna ;). Pierwsza rozmowa z Kubą Wojewódzkim (tak, tym samym, który obecnie robi karierę w TV; wówczas on prowadził ten koncert) — przed koncertem na dużej scenie zapytałem K.W. (nie mylić z komendą wojewódzką): — Kiedy wchodzimy i ile mamy czasu na zagranie materia- łu? — gdyż nikt nas nie raczył wcześniej poinformować. Usłyszałem już na wstępie: — Słuchajcie chłopaki, nie róbcie zadymy jak na małej sce- nie — w głosie było wyraźnie słychać niepewność i strach, że dojdzie do podobnego zamieszania jak dzień wcześniej. — Macie 15 minut na występ — dodał krótko. Już po tym pomyślałem, że będzie zadyma — po konsultacji z Włochatymi odpowiedziałem: — Słuchaj, uznaliśmy, że to nie ma sensu, że w 15 minut to zespół nie rozwinie tematu. Nie wchodzimy na scenę… Pod sceną robiło się już tłoczno i gorąco… K.W. po chwili na- mysłu: — OK., 20 minut. — 25-30 — szedłem w zaparte (jak ustaliliśmy z zespołem wcześniej), chociaż nie byłem do końca pewien jak to się wszyst- ko skończy. — Dobra — padło to na co czekałem. „Łatwo poszło”, pomy- ślałem z ulgą. — Tylko proszę was, nie róbcie zadymy jak na małej scenie. — Słuchaj, przecież to nie nasza wina, że tak się sytuacja rozwinęła. Ale jak byśmy mieli tu zagrać 15 minut, jak chciałeś, to tutaj mogłoby być podobnie więc teraz myślę, że będzie OK. — powiedziałem ze stoickim spokojem, chociaż nogi mi lekko drżały. Strach w oczach K.W. i jeszcze raz padły gorące prośby by nie było zadymy… Koncert się odbył (kto był, to był i widział), zespół zszedł ze sceny, a przed sceną załoganci z Polski skandowali „Wło- chaty! Włochaty!” nie wiadomo z jakiej to przyczyny (zdrowy rozsądek?). Wtedy Kuba Wojewódzki podszedł do mikrofonu i zapytał: — Chcecie Włochatego?! 22 23 Tłum odpowiedział pozytywnie. — Przed wami Włochaty! — po czym podszedł i powiedział, że możemy zagrać na bis jeden kawałek. — Na jeden to my nie wychodzimy, zawracanie dupy — Fa- gas ostro parsknął. Szybka decyzja K.W. — OK., dwa kawałki. — Zgoda — wiedzieliśmy, że dwa kawałki (te kawałki jakieś przygotowane były w rezerwie) będą trwać ok. 10 minut ;)). Ku- buś tego nie wiedział. Tak to występ Włochatego trwał ponad dozwolony czas sce- niczny… Anarchia. Podziękowania za pomoc i wsparcie także Muńkowi (T.Love Alternative — jeszcze w tym czasie). Głosowanie mediów Z założenia głosowanie dziennikarzy miało się zakończyć o go- dzinie X, a już na ok. dwie godziny przed okazało się, że głosowa- nie jest zakończone i podjęty jest werdykt (informacja dostarczo- na przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy). Ściema i manipulacja — to jeszcze bardziej utwierdziło nas (mówię „nas”, bo czułem się członkiem zespołu, choć pozbawiony talentu muzycznego nie mogłem współtworzyć warstwy liryczno-muzycznej), że wy- bór gry na małej scenie był dobrym wyborem. Pierwsze próby nagrania Pierwsze nagranie, a raczej próba nagrania, była w 100 procen- tach nieprofesjonalna — szkolny kantorek zaadoptowany jako studio nagrań (szalony pomysł!). Jak wiadomo „Włochaty Odku- rzacz” to kapela „szkolna” Zespołu Szkół Łączności w Szczeci- nie i jak na techników przystało jako mikrofonów do nagłośnie- nia użyto telefonicznych wkładek mikrofonowych (dolna część starej słuchawki telefonicznej). Szło to jak krew z nosa, powoli i z mozołem — sieć i plątanina kabelków lutowanych do mikro- fonów i przyklejanie na taśmę do bębenków Billego… Jako że byłem na wielu szkolnych próbach byłem i tu. Sobota rano, po ok. 5 godzinach walki z próbą nagłośnienia paru bęben- 24 ków poddałem się. Wiedziałem, że do nagrania do końca dnia nie dojdzie — chłopaki walczyli jeszcze całe popołudnie lutując kabelki — efekt mizerny… Nic nie udało się nagrać co dałoby się zaprezentować… Pełna porażka… Ale Włochaty się nie poddał — walka trwała ;) Uras vel Mały Jurek, marzec 2007 Uras, Singapur 2006
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: