Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00125 004919 14273528 na godz. na dobę w sumie
Włoszka w Londynie   - ebook/pdf
Włoszka w Londynie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8501-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Mia wraz ze swoją ciotką wiodła skromne życie w Toskanii. Tak było do dnia jej dwudziestych pierwszych urodzin, kiedy dowiedziała się, że jest ósmą córką Oscara Balfoura, głowy jednego z najbogatszych angielskich rodów.
Mia jedzie poznać ojca. Zamieszkuje ze swoją nową rodziną, jednak życie pełne luksusu i zbytku nie odpowiada jej. Chce być niezależna, więc podejmuje pracę jako asystentka greckiego biznesmena, Nikosa Theakisa. Jej nowy szef uprzykrza jej życie, krytykując wszystko, co ona robi i jak wygląda. Lecz dumną Włoszkę niełatwo złamać...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Michelle Reid Włoszka w Londynie Tłumaczył Kamil Maksymiuk Tytuł oryginału: Mia and the Powerful Greek Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2010 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Lilianna Mieszczańska ã 2010 by Harlequin Books S.A. ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8501-6 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA – 348 PROLOG Mia stała z zadartą głową przed ogromną bra- mą. Na szczycie obu kolumn, na których umo- cowana była brama, siedziały złote gryfy – mi- tyczne pół orły, pół lwy. Wyglądały tak, jakby zaraz miały sfrunąć i chwycić Mię w swoje wielkie ostre szpony. Zadygotała, odrywając wzrok od tych upior- nych stworzeń. Widziała je juz˙ wcześniej: w herbie rodu Balfourów zamieszczonym na ich stronie internetowej. W pamięć zapadło jej równiez˙ ich motto rodzinne: Validus, Superbus quod Fidelis. Silni, Dumni i Lojalni. – Dio... – szepnęła drz˙ącym głosem. Była tak zdeprymowana samym widokiem monumentalnej, misternie zdobionej bramy, z˙e az˙ ugięły się pod nią kolana. Zza pleców dobiegł ją odgłos odjez˙dz˙ającej taksówki, która przywiozła ją tutaj prosto z lotnis- ka. Teraz dookoła nie było z˙ywego ducha. Została zupełnie sama. Wątłe promienie lutowego słońca sączyły się przez nagie korony drzew nad jej głową. Pomyślała o gwałtownej zmianie, która tak nie- oczekiwanie nastąpiła w jej z˙yciu. Momentami miała wraz˙enie, z˙e to tylko sen, z którego zaraz się 6 MICHELLE REID obudzi. Prawdę mówiąc, tego właśnie sobie z˙yczy- ła... Jeszcze tydzień temu mieszkała z ciocią na wsi w Toskanii, zupełnie nieświadoma istnienia an- gielskiej rodziny nazwiskiem Balfour ani tym bar- dziej tego, z˙e coś ją łączy z tymi słynnymi i bajecz- nie bogatymi ludźmi! Nadal z˙yłaby w nieświadomości, gdyby ta ozię- bła, bezduszna kobieta – jej matka – od wielu lat uporczywie jej nie unikała. Ignorowała kaz˙dą prośbę córki o to, by pozwoliła jej przyjechać w odwiedziny. Ciocia Mii, Giulia, zmęczona tą sytuacją, postanowiła wreszcie wyjawić mrocz- ny sekret, który skrzętnie ukrywała przez dwa- dzieścia lat. I tak oto Mia znalazła się u progu spotkania z głową rodu, Oscarem Balfourem. Potęz˙ny, wpły- wowy biznesmen. Miliarder. Trzykrotnie z˙onaty. Ojciec siedmiu – tak, az˙ siedmiu! – pięknych córek. A raczej, jak się okazuje, ośmiu córek, poprawi- ła się w myślach Mia, ponownie czując przypływ paraliz˙ującej tremy. Czy męz˙czyzna obdarowany przez los siedmio- ma córkami zechce przyjąć kolejną? Czuła, z˙e musi się z nim spotkać. A jeśli się do niej nie przyzna? Jeśli otworzy drzwi, ale po krót- kiej wymianie zdań je przed nią zatrzaśnie? Mia juz˙ przez˙yła bolesne odtrącenie ze strony matki – to było tak, jakby ktoś wyrwał jej wielki kawałek serca, opluł go i podeptał. Liczyła w duchu na to, z˙e jej ojciec okaz˙e się WŁOSZKA W LONDYNIE 7 lepszą osobą niz˙ jej wyrodna matka i przyjmie ją z otwartymi ramionami. Przygryzła drz˙ącą dolną wargę. Nachyliła się, by chwycić swoją walizkę na kółkach, następnie wyprostowała plecy i nerwowo poprawiła włosy. Miała wraz˙enie, z˙e coś uciska jej klatkę piersiową; ledwie była w stanie oddychać. Zrobiła krok do przodu i nagle poczuła lekkie zawroty głowy. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Weź się w garść, powiedziała sobie w duchu. Gdy uniosła powieki, ujrzała przed sobą długi podjazd, wzdłuz˙ którego po obu stronach rosły wiekowe, wysokie drzewa. Z tego miejsca nie widziała domu, lecz wiedziała, z˙e znajduje się niedaleko – w małej, odciętej od świata dolince. Przygotowując się do tej wizyty, przez długie godziny wpatrywała się w zdjęcia posiadłości za- mieszczone w internecie. Teraz wystarczyło tylko przejść pomiędzy szpa- lerem drzew do willi. Łatwo powiedzieć, pomyś- lała Mia. Lęk, który czuła w sercu, sprawiał, z˙e miała wraz˙enie, jakby dopiero uczyła się chodzić. Nikos Theakis na co dzień był wyznawcą stoi- cyzmu. Czerpał dumę ze swojego niezachwianego, kamiennego spokoju; do wszystkich aspektów z˙y- cia podchodził jak biznesmen, którym z ogrom- nym powodzeniem de facto był. Kiedy jednak tego ranka odjez˙dz˙ał po śniadaniu spoz˙ytym w towa- rzystwie Oscara, czuł, z˙e jego lodowa skorupa pęka pod naporem emocji. 8 MICHELLE REID Był w szoku, podobnie jak cała rodzina Balfou- rów. Jedynie biedna Lillian Balfour potrafiła zacho- wać zimną krew. Tylko na jej wychudzonej, białej jak kreda twarzy pojawiał się czasem uśmiech, jakby juz˙ się zdąz˙yła pogodzić z okrutnym losem. Nikos zaklął pod nosem. Przypomniał sobie tę piękną, arystokratyczną twarz z˙ony Oscara w mo- mencie, kiedy się z nim z˙egnała. Na zawsze... Ciałem Nikosa wstrząsnął zimny dreszcz. Doci- snął pedał gazu, jakby wierzył, z˙e pędząc autem, ucieknie od smutku i bólu. Samochód wyjechał z doliny, mknąc między wysokimi, nagimi drze- wami w stronę bramy posiadłości Balfourów. Nagle ujrzał w oddali jakąś wysoką, szczupłą, ubraną na czarno postać. Przez kilka sekund myś- lał, z˙e to duch. Czy wieść o śmiertelnej chorobie Lillian az˙ tak bardzo zachwiała jego równowagą psychiczną? Przetarł dłonią oczy. Nie, to nie była zjawa, tylko zjawiskowo piękna kobieta. Wbił w nią wzrok, nie spuszczając nogi z gazu. Miała błysz- czące czarne włosy, które okalały jej piękną twarz w kształcie serca; idealne ciało, którego ponętne kształty podkreślał obcisły z˙akiet oraz jeszcze bar- dziej obcisła spódniczka. Na widok jej kołyszą- cych się bioder oraz nieziemsko długich nóg az˙ zaschło mu w gardle. Nieznajoma miała na nogach czarne skórzane kozaki na wysokim obcasie, co jeszcze bardziej potęgowało jej seksapil. Dopiero po chwili ocknął się i zorientował, z˙e pędzi prosto na nią! WŁOSZKA W LONDYNIE 9 Mia zamarła w pół kroku, wpatrując się ze zgrozą w srebrne auto, które się do niej zbliz˙ało, lecz wcale nie zwalniało... O, Boz˙e, zaraz mnie zabije! – krzyknęła w myślach. Po kilku chwilach poczuła w powietrzu swąd palonej gumy, a jej uszy przeszył przeraźliwie głośny pisk opon. Stała jak wryta, nie mogła się ruszyć; serce podeszło jej do gardła. Patrzyła sze- roko otwartymi oczami na maskę samochodu, któ- ry cudem zatrzymał się dosłownie kilka centymet- rów od jej nóg. Silnik syknął głośno, auto się zatrzęsło, a na- stępnie zapadła nienaturalna, dzwoniąca w uszach cisza, przerwana trzepotem skrzydeł spłoszonych ptaków odlatujących z drzew. Nikos oparł się o siedzenie, patrząc przez szybę na swoją niedoszłą ofiarę. Serce waliło mu jak młotem, a dłonie nadal miał kurczowo zaciśnięte na kierownicy. Nie wierzył, z˙e udało mu się w porę wyhamować. Kobieta nadal stała nieruchoma jak posąg. To do niej pasowało – była bowiem posągowo piękna. Zdziwił się, z˙e w tej chwili przychodzą mu do głowy takie myśli! Nic jednak nie mógł na to poradzić. Jej widok podziałał na niego jak zastrzyk testosteronu. Najpierw poczuł wzbierającą falę pierwotnego po- z˙ądania, a potem w jego piersi wybuchł płomień gniewu. Zaklął siarczyście i wyskoczył z auta. – Co ty, do diabła, wyprawiasz?! – huknął z furią. – Chcesz popełnić samobójstwo? Dlacze- go, do cholery, nie zeszłaś mi z drogi? 10 MICHELLE REID Mia ani drgnęła. Jedynie oddychała: wdech, wydech, wdech, wydech. Dopiero po chwili dotar- ło do niej, z˙e nadal z˙yje. Uniosła wzrok i spojrzała na kierowcę. Doznała kolejnego szoku. To był najprzystojniejszy męz˙czyzna, jakiego w z˙yciu widziała. Szedł w jej kierunku energicznym krokiem, niczym gladiator wyruszający na wojnę. Miał na sobie czarny płaszcz, idealnie dopasowany do jego szerokich, muskularnych ramion, a pod spodem elegancki, stalowoszary garnitur oraz śniez˙nobiałą koszulę. Pod szyją srebrny krawat, błyszczący w zimowym słońcu niczym ostrze noz˙a. Podszedł do maski samochodu. Spojrzał w dół i dostrzegł, z˙e jego auto zatrzymało się dosłownie kilka centymetrów przed pięknymi nogami kobiety. Raptem objął ją w talii i podniósł do góry. Z jej ust uleciał cichy jęk. Puściła rączkę walizki, która z hukiem uderzyła o ziemię. Mia z bliska wpatrywa- ła się teraz w mahoniowe oczy ocienione długimi, czarnymi rzęsami i gęstymi brwiami. Skóra męz˙- czyzny była złota i błyszcząca jak dojrzałe oliwki. – Odezwij się, na miłość boską! – powiedział z irytacją. – Dobrze się czujesz? Mia potrząsnęła głową. – Prawie... mnie... pan... przejechał – wydusiła z siebie. – Nie, to ty wpakowałaś mi się pod koła – spro- stował. – Powinnaś mnie najpierw przeprosić, a potem podziękować. WŁOSZKA W LONDYNIE 11 – Podziękować? Za to, z˙e jechał pan jak wariat, signor? Zacisnął zęby. – To ty jesteś obłąkana, signorina – odgryzł się natychmiast. – Kto normalny snuje się po środku jezdni, a potem stoi jak wryty, widząc, z˙e pędzi na niego samochód? Jej usta były tak blisko jego ust, z˙e mógłby je bez problemu pocałować. Miał na to wielką ocho- tę. Opamiętał się jednak, mruknął coś pod nosem, po czym odstawił kobietę na ziemię jak szmacianą lalkę, z dala od błotnika samochodu. Mia, nadal oszołomiona, odruchowo chwyciła się jego ramion, aby nie stracić równowagi. Na- tychmiast zgromił ją wzrokiem. Cofnęła rękę jak przed ogniem. Nikos wbił dłonie w kieszenie płaszcza i obser- wował, jak kobieta, odwrócona do niego plecami i nachylona, drz˙ącymi rękami łapie za uchwyt walizki. Mruknął z aprobatą na widok jej powab- nych kształtów, następnie zmarszczył czoło, czując kolejną falę gorąca, która go oblała, docierając az˙ do jego lędźwi. Zerknął na zegarek. Był spóźniony. Musiał złapać samolot. Przed chwilą w domu Balfourów przez˙ył jedną z najtrudniejszych sytua- cji w z˙yciu, a teraz stoi i zachwyca się wdziękami kobiety, która cudem nie lez˙ała martwa na asfalcie. – Następnym razem idź chodnikiem. Jakiś mą- dry człowiek właśnie po to go wymyślił – rzucił kostycznym tonem, po czym wrócił pod drzwi auta. – A tak na marginesie: jeśli jesteś nową 12 MICHELLE REID gosposią państwa Balfour, powinienem zwrócić ci uwagę, z˙e twój strój jest bardzo przesadzony i mo- cno nietaktowny. Mia skończyła otrzepywać walizkę, wyprosto- wała się i spojrzała na niego zdezorientowana. Dopiero po chwili dotarł do niej sens jego słów wypowiedzianych po angielsku. Ten człowiek my- śli, z˙e przyszłam do willi Balfourów, aby objąć posadę gosposi! Jego uwaga zapiekła ją jak mocny policzek. W z˙yciu nie doznała takiego upokorzenia. Uniosła dumnie głowę, chwyciła za walizkę i przeszła obok luksusowego wozu oraz jego aroganckiego właś- ciciela, nie uraczywszy go nawet przelotnym spoj- rzeniem. Nigdy nie była niczyją gosposią! Jedynie przez jakiś czas pracowała jako pomoc domowa u stare- go profesora z Anglii, który mieszkał w willi nieopodal jej farmy w Toskanii. Płacił jej za utrzy- mywanie willi w czystości i przyrządzanie posił- ków. Pozwalał jej równiez˙ korzystać z biblioteki i komputera. Czasem kazał jej przepisywać nie- skończenie długie, śmiertelnie nudne eseje i prace naukowe. W rezultacie Mia ukończyła niejako darmowy kurs języka angielskiego. Kaz˙dego po- południa wracała piechotą dwa kilometry do do- mu, aby odrobić lekcje i trochę się pouczyć. Wie- czory spędzała, pomagając cioci dorabiać szyciem. Budz˙et domowy zasilały jedynie marne grosze, które ciocia Giulia zarabiała, sprzedając na targu hodowane przez siebie kwiaty. WŁOSZKA W LONDYNIE 13 Mia zazwyczaj nosiła buty na płaskim obcasie i wypłowiałe dz˙insy lub jedną z kilku sukienek, które wkładała w czasie gorącego toskańskiego lata. Dziś pierwszy raz w z˙yciu włoz˙yła coś nowego, nieuszytego z tanich materiałów kupio- nych na stoisku targowym. Chciała zrobić na Balfourach dobre wraz˙enie; kiedy włoz˙yła ten nowy strój, od razu poczuła przypływ pewności siebie. Wszystko na nic! Ten okropny męz˙czyzna w swoim eleganckim srebrnym samochodzie i ró- wnie eleganckim srebrnym garniturze w mgnie- niu oka kilkoma słowami zniszczył jej poczucie własnej wartości, które Mia tak pieczołowicie próbowała w sobie wykształcić specjalnie na tę okazję. Nikos zmruz˙ył oczy, nie odrywając wzroku od kobiety, która oddalała się od niego, idąc chod- nikiem wzdłuz˙ podjazdu. Uśmiechnął się kącikiem ust. Zamiast bezzwłocznie wsiąść z powrotem do auta, by pędzić na lotnisko, nadal podziwiał nieby- wałą grację nieznajomej. Podobał mu się jej tem- perament i zmysłowy głos. Na podstawie jej ak- centu wywnioskował, z˙e jest Włoszką. Bardzo młodą Włoszką... zbyt młodą, by być gosposią z kilkuletnim doświadczeniem, której szukali Balfourowie. Nagle dopadły go wątpliwości. Moz˙e popełnił straszną gafę, przez przypadek obraz˙ając kolez˙an- kę jednej z córek Oscara? Wskoczył do auta i ruszył z piskiem opon. Kimkolwiek ona była, Nikos miał nadzieję, z˙e wie, 14 MICHELLE REID w co się pakuje, wchodząc do willi Balfourów. W przeciwnym razie dziewczyna dozna szoku. Mia była w szoku, jeszcze zanim przeszła przez próg willi. Nic, co czytała i widziała w internecie, nie przygotowało jej na ten oszałamiająco piękny wi- dok. Na dnie małej dolinki stał dom, dziesięć razy większy niz˙ w wyobraz˙eniach Mii. W bladym słońcu połyskiwały niezliczone ilości okien oraz misterne, pozłacane zdobienia fasady. Ruszyła do przodu, czując kleszcze strachu za- ciskające się na jej sercu. Minęła malutkie jezior- ko, błyszczące niczym lustro. Im bardziej zbliz˙ała się do celu, tym silniejszą czuła tremę. Budynek był przeogromny. Monumentalne kolumny pod- trzymywały półkolisty portyk. Stojąc pod willą, czuła się malutka jak mrówka. Przeszła pomiędzy kolumnami i zatrzymała się naprzeciwko cięz˙kich, dębowych drzwi. Czy naprawdę była na to gotowa? Nie, teraz juz˙ nie. Wyparowała z niej cała pewność siebie; zamieniła się w kłębek nerwów. Nie mogła się jednak odwrócić i odejść; wiedziała, z˙e jeśli zrejteruje, nigdy, przenigdy nie znajdzie w sobie dość siły, by ponownie tu przyjść. Zastukała do drzwi staromodną, mosięz˙ną koła- tką. Z sercem w gardle czekała, az˙ ktoś otworzy. To najwaz˙niejsza chwila w moim z˙yciu, pomyś- lała, niemal nieprzytomna ze stresu. Usłyszała głośny szczęk. Na kilka sekund jej WŁOSZKA W LONDYNIE 15 serce przestało bić. Szeroko otwartymi oczami patrzyła, jak drzwi się otwierają... Nagle ujrzała twarz Oscara Balfoura. Wyglądał tak samo jak na zdjęciach. Był wysoki i dystyngowany, miał burzę białych włosów i starannie przystrzyz˙oną równie białą bródkę. Jeśli zapyta mnie, czy jestem nową gos- posią, pomyślała, bez słowa ucieknę i nigdy juz˙ tu nie wrócę. Na szczęście nie zapytał. Zamiast tego powie- dział łagodnym głosem: – Witaj, młoda damo. Na jego ustach pojawił się miły, ciepły uśmiech, który docierał równiez˙ do jego niebieskich oczu. Oczu dokładnie tego samego koloru co jej. – Bon... bon giorno, s-signor – wydukała po włosku. Po chwili przerzuciła się na angielski, lecz jej głos był tak samo nerwowy: – N-nie wiem, czy pan o mnie słyszał... Nazywam się Mia Bianchi. Podobno jest pan moim ojcem. ROZDZIAŁ PIERWSZY Nikos Theakis pierwszy raz od trzech miesięcy wkroczył do swojego londyńskiego biura. Jego obecność w mgnieniu oka uciszyła wszelkie roz- mowy toczące się w supernowocześnie urządzo- nym hallu oraz przykuła uwagę wszystkich obec- nych. Był wysoki, opalony i przystojny jak grecki bóg. Mógł się pochwalić muskularnym ciałem godnym olimpijskiego pływaka. Promieniował pe- wnością siebie graniczącą z arogancją oraz iście arystokratyczną wyniosłością. Powietrze wokół niego zdawało się wibrować; miał niezwykle in- tensywną aurę, którą kaz˙dy wyczuwał – zwłaszcza kobiety. Maszerując przez pomieszczenie, wywo- ływał kakofonię powitań, wypowiadanych głosem pełnym szacunku i podniecenia. Jego obecność zawsze i wszędzie elektryzowała otoczenie. To wiele mówiło o osobowości tego Greka oraz jego statusie. Praca z nim przypomina- ła uczepienie się rakiety pędzącej w kierunku gwiazd – było to przez˙ycie ekscytujące, wyczer- pujące, a czasem nawet przeraz˙ające, poniewaz˙ w interesach Theakis zwykł podejmować kaz˙de ryzyko, na myśl o którym inni truchleli ze strachu. Był w całości oddany swojej pracy i cieszył się WŁOSZKA W LONDYNIE 17 reputacją człowieka, który nigdy, przenigdy się nie myli. Dzisiaj na jego twarzy gościł grymas niezado- wolenia; miał zmarszczone czoło i ściągnięte brwi. Jego klasyczne greckie rysy twarzy były jeszcze ostrzejsze niz˙ zwykle. Szedł pochłonięty rozmową, którą prowadził przez telefon komór- kowy. Na powitania odpowiadał jedynie zdaw- kowym kiwnięciem głowy. Długimi krokami przemaszerował przez hall i wszedł do jednej z wind. – Na litość boską, Oscar! – rzucił podniesio- nym głosem do słuchawki. – W co ty mnie chcesz wpakować? – Nie chcę cię w nic ,,wpakować’’, przyjacielu – zapewnił go Oscar Balfour. – Wszystko dokład- nie przemyślałem. Teraz proszę cię jedynie o wsparcie. – Prosisz? – powtórzył Nikos sardonicznym tonem. – Ty nigdy nie prosisz. Zawsze z˙ądasz. – Tym razem proszę. Chyba z˙e jesteś juz˙ teraz zbyt grubą rybą, z˙eby pomóc staremu przyjacielo- wi w potrzebie. Wcisnął przycisk na ostatnie piętro. Odsunął śniez˙nobiały mankiet, by zerknąć na swój wart małą fortunę zegarek. Zaklął w myślach. Dopiero co wrócił do Anglii, a juz˙ ma urwanie głowy. Przez długie tygodnie krąz˙ył po całym świecie jak przeklęty satelita, usiłując ratować konglo- merat dotknięty światowym kryzysem finanso- wym. Międzynarodowi inwestorzy dostali pietra 18 MICHELLE REID i zablokowali poz˙yczki. Nikos był umęczony i gło- dny jak wilk, lecz na górze w sali posiedzeń czekała na niego grupka zniecierpliwionych i za- pewne podminowanych ludzi, którzy chcą się do- wiedzieć, czy jego misja zakończyła się powodze- niem, choćby częściowym. – Nie próbuj wykorzystywać mojej słabości do ciebie – rzucił oschle do słuchawki. – Słabości? – zdziwił się Oscar. – Przeciez˙ ty nie masz z˙adnych słabości. Przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo. – Ad rem – warknął Nikos, świadomy tego, z˙e Oscar jest bezwzględnym, przebiegłym mistrzem manipulacji; wszelkie komplementy z jego ust są zawsze obliczone na określony skutek. – Co do- kładnie mam, do diabła, zrobić z jedną z twoich zepsutych i rozwydrzonych córek? – Na pewno nie masz jej zaciągnąć do łóz˙ka... Te słowa, niewypowiedziane z˙artobliwym to- nem, sprawiły, z˙e Nikos zamarł w pół kroku. Poczuł, jak uwaga Oscara wz˙era się w jego serce niczym kwas. – To nie było ani odrobinę zabawne – odrzekł lodowatym głosem. – Nigdy nawet nie tknąłem palcem z˙adnej z twoich córek. To byłoby w stosun- ku do ciebie... – Obraźliwe? – podsunął Balfour. – Tak! – Nikos wiedział, z˙e jest dłuz˙nikiem Oscara; to właśnie on sprawił, z˙e Nikos był dziś człowiekiem sukcesu, a nie nędzarzem lub... tru- pem. Unikanie dwuznacznych relacji z pięknymi
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Włoszka w Londynie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: