Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00344 008070 15913248 na godz. na dobę w sumie
Wojna z terroryzmem. Część 2 - ebook/pdf
Wojna z terroryzmem. Część 2 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 270
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3358-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> polityka
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

We wtorek, 11 września 2001 roku, uderzono na Stany Zjednoczone atakując amerykańskie gmachy federalne i budynki publiczne. W ten sposób terroryści al-Kaidy wydali wojnę światu. Wojnę, w której potencjały zmagających się stron są nieporównywalne. W gruzach WTC i Pentagonu zmaterializowało się pojęcie „wojny asymetrycznej”, znane do tej pory tylko wąskiemu gronu specjalistów. Prezydent Bush ogłosił krucjatę przeciw terroryzmowi światowemu. Po największym śledztwie w historii FBI i CIA, rozpoczęto budowę koalicji antyterrorystycznej, do której akces – mniej lub bardziej czynny – zgłosiły rządy ponad stu państw, a Pakt Północnoatlantycki podjął bezprecedensową w swojej 52-letniej historii decyzję uznając atak na USA za uderzenie na cały układ NATO. Później nastąpiła wojna z talibami i al-Kaidą w Afganistanie, w efekcie której w kraju tym wybrano rząd jedności narodowej, a reżim talibów zlikwidowano. Jednak nie oznaczało to końca walk wewnętrznych i końca wojny z terroryzmem, bo chociaż al-Kaida poszła w rozsypkę, to część jej kierownictwa z najbardziej poszukiwanym na świecie człowiekiem – Osamą bin Ladenem – przeżyła. Obławie umknął też przywódca talibów – mułła Mohammed Omar. Bin Laden nadal groził kolejnymi atakami społeczeństwom zachodnim, głównie Amerykanom.

Później Stany Zjednoczone, wbrew stanowisku Rady Bezpieczeństwa ONZ, rozpoczęły kolejną wojnę przeciw reżimowi irackiemu, stawiając się ponad prawem międzynarodowym. Na naszych oczach począł się tworzyć nowy porządek świata zhegemonizowanego przez jedyne mocarstwo, którego prezydent postanowił zaprowadzić pax americana na naszym globie. Pierwsza jego ofiara, Irak, miała być przykładem determinacji Białego Domu w dążeniu do tego celu. Tak więc lansowana od kilkudziesięciu lat teza o cywilizowaniu stosunków międzynarodowych i wzroście dominacji gospodarki nad polityką była nietrafna. Siłą dominującą okazała się potęga militarna. Pretendenci do rangi mocarstw regionalnych podjęli próby tworzenia sojuszy, by przeciwstawić się amerykańskiej supremacji. Czym zakończy się ta rywalizacja?

Czynnikiem sprawczym budowy nowego porządku światowego stał się atak kilkunastu terrorystów. Mimo iż początki terroryzmu sięgają dwudziestu wieków wstecz, nie istnieje jednolita definicja tego zjawiska. Czym jest terroryzm? Jaka jest jego geneza? Kim są ludzie gotowi poświęcić swoje życie, by zabić w imię wyznawanej wiary? Kim są ich protektorzy? Co leży u podłoża ich nienawiści do współczesnego świata?

W dobie globalizacji i coraz łatwiejszego przekraczania granic oraz coraz swobodniejszego dostępu do wyrobów i technologii do niedawna niedostępnych dla osób prywatnych, analitycy zastanawiają się nad kolejnym posunięciem terrorystów: czy będzie to atak biologiczny, jądrowy czy komputerowy? Bo w to, że nastąpi, nie wątpi nikt ze znawców tematu, mimo iż zastrzelenie bin Ladena przez amerykańskich komandosów w Pakistanie oznaczało poważny cios dla wojującego islamu i - jak spekulowano - początek końca al-Kaidy.

O tym wszystkim traktuje ta książka.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wstęp Wiesław B. Pietrzak __________________________________________________________ WOJNA Z TERRORYZMEM cz. II Copyright by Wiesław B. Pietrzak Projekt okładki i strony tytułowej: Wiesław B. Pietrzak Fotografie na okładce: AP, Reuters ISBN 978-83-272-3358-5 Wszelkie prawa zastrzeżone Rozpowszechnianie lub kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora Wydanie I 3 Rozdz. 16. Wstęp Przyczyny tragedii Jak to było możliwe? Dlaczego zaatakowano Amerykę? Dlaczego Ameryka pozwoliła się zaatakować? Szukanie winnego Rozdz. 17. Osama bin Laden – twórca nowej ery terroryzmu Al-Kaida – międzynarodówka terrorystyczna Rozdz. 18. Muhammad Omar – jednooki władca Afganistanu Talibowie Rozdz. 19. Terroryzm – globalne zagrożenie Korzenie nienawiści Islam Fundamentalizm islamski Wojna dwóch cywilizacji Źródła finansowania Warszawski ślad Początki współczesnego terroryzmu Terroryzm państwowy Terroryzm współczesny – wojna XXI wieku Rozdz. 20. Terroryzm i broń masowego zagrożenia Broń chemiczna Broń biologiczna Terroryzm atomowy Zapobieganie terroryzmowi ABC Rozdz. 21. Sposoby walki z terroryzmem Technologia Nowa wojna Wojna partyzancka Jak zwalczać terroryzm? Kodowana broń, czyli siła propagandy Walka finansowa Środki bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym Regulacje prawne zwalczania terroryzmu 5 6 7 10 16 23 28 48 53 57 65 73 74 77 87 92 96 98 101 105 119 120 125 143 150 152 152 154 157 158 163 165 168 171 4 Sesja w Warszawie Europejska jurysdykcja Rozdz. 22. Siły specjalne Amerykańskie siły specjalne Brytyjskie siły specjalne Francuskie siły specjalne Niemieckie siły specjalne Polskie siły specjalne Rosyjskie siły specjalne Rozdz. 23. „Oś zła” Państwa „osi zła” Uzasadnienie dla broni atomowej USA gotowe do kolejnego etapu wojny Rozdz. 24. Świat po 11 września Nowa rola USA Zwalczanie terroryzmu Nowe zagrożenia i wyzwania Otwarcie Rosji na Zachód Słabsze więzi transatlantyckie Bliski Wschód Zmiana zadań NATO Nowa strategia USA Rozdz. 25. Terrorystyczna hydra Kontrataki al-Kaidy Al-Kaida w Europie „Gościnna Czeczenia” Ofensywa w Azji południowo-wschodniej Teatr na Dubrowce Trudna wojna Rozdz. 26. To jeszcze nie koniec... Epilog „Sprawiedliwości stało się zadość” Akcja w Abbottabad Al Kaida po śmierci bin Ladena Źródła informacji 172 174 181 181 188 189 190 191 193 196 202 206 207 210 210 211 211 212 213 214 215 216 218 218 226 233 234 242 247 249 254 254 258 268 5 We wtorek, 11 września 2001 roku, uderzono na Stany Zjednoczone atakując amerykań- skie gmachy federalne i budynki publiczne. W ten sposób terroryści al-Kaidy wydali wojnę światu. Wojnę, w której potencjały zmagających się stron są nieporównywalne. W gruzach WTC i Pentagonu zmaterializowało się pojęcie „wojny asymetrycznej”, znane do tej pory tylko wą- skiemu gronu specjalistów. Prezydent Bush ogłosił krucjatę przeciw terroryzmowi światowemu. Po największym śledztwie w historii FBI i CIA, rozpoczęto budowę koalicji antyterrorystycznej, do której akces – mniej lub bardziej czynny – zgłosiły rządy ponad stu państw, a Pakt Północno- atlantycki podjął bezprecedensową w swojej 52-letniej historii decyzję uznając atak na USA za uderzenie na cały układ NATO. Później nastąpiła wojna z talibami i al-Kaidą w Afganistanie, w efekcie której w kraju tym wybrano rząd jedności narodowej, a reżim talibów zlikwidowano. Jed- nak nie oznaczało to końca walk wewnętrznych i końca wojny z terroryzmem, bo chociaż al- Kaida poszła w rozsypkę, to część jej kierownictwa z najbardziej poszukiwanym na świecie człowiekiem – Osamą bin Ladenem – przeżyła. Obławie umknął też przywódca talibów – mułła Muhammad Omar. Bin Laden nadal groził kolejnymi atakami społeczeństwom zachodnim, głównie Amerykanom. Później Stany Zjednoczone, wbrew stanowisku Rady Bezpieczeństwa ONZ, rozpoczęły kolejną wojnę przeciw reżimowi irackiemu, stawiając się ponad prawem międzynarodowym. Na naszych oczach począł się tworzyć nowy porządek świata zhegemonizowanego przez jedyne mo- carstwo, którego prezydent postanowił zaprowadzić pax americana na naszym globie. Pierwsza jego ofiara, Irak, miała być przykładem determinacji Białego Domu w dążeniu do tego celu. Tak więc lansowana od kilkudziesięciu lat teza o cywilizowaniu stosunków międzynarodowych i wzroście dominacji gospodarki nad polityką była nietrafna. Siłą dominującą okazała się potęga militarna. Pretendenci do rangi mocarstw regionalnych podjęli próby tworzenia sojuszy, by prze- ciwstawić się amerykańskiej supremacji. Czym zakończy się ta rywalizacja? Czynnikiem sprawczym budowy nowego porządku światowego stał się atak kilkunastu terrorystów. Mimo iż początki terroryzmu sięgają dwudziestu wieków wstecz, nie istnieje jedno- lita definicja tego zjawiska. Czym jest terroryzm? Jaka jest jego geneza? Kim są ludzie gotowi poświęcić swoje życie, by zabić w imię wyznawanej wiary? Kim są ich protektorzy? Co leży u podłoża ich nienawiści do współczesnego świata? W dobie globalizacji i coraz łatwiejszego przekraczania granic oraz coraz swobodniejsze- go dostępu do wyrobów i technologii do niedawna niedostępnych dla osób prywatnych, analitycy zastanawiają się nad kolejnym posunięciem terrorystów: czy będzie to atak biologiczny, jądrowy czy komputerowy? Bo w to, że nastąpi, nie wątpi nikt ze znawców tematu. O tym wszystkim traktuje ta książka. Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 6 Przyczyny tragedii Po 11 września zewsząd pojawiało się pytanie – „dlaczego?”. Dlaczego wywiad nie ostrzegł przed atakiem? Dlaczego służby zbierające i przetwarzające dane nie wyciągnęły z nich odpowiednich wniosków? Dlaczego kontrwywiad nie wykrył przygotowań do zamachu, przeprowadzanych na terenie USA? Dlaczego nie wykończono organizacji bin Ladena, zanim przerodziła się ona w ogólnoświatową międzynarodówkę terrorystyczną? „Ilu ludzi musiało zaniedbać swe obowiązki, by powstały warunki do akcji terrory- stów? Ludzie na odpowiedzialnych stanowiskach dopuścili do porwania czterech samolotów. Uważam to za poważne niedbalstwo. Zawsze byłam pewna, że nasz kraj ma – wśród wszyst- kich rzeczy wspaniałych i najlepszych – również najlepszy wywiad. Jak to się stało, że nikt nie wiedział o planowanym ataku?” – pytała w rozmowie z gazetą „USA Today” 39-letnia Nancy Moroney, której mąż Dennis pracował na 105. piętrze jednej z wież WTC. Takie pyta- nia powtarzali wszyscy i wszyscy mieli pretensje do władz, że dopuściły do takiej tragedii. No właśnie: jak to jest w ogóle możliwe, żeby kilkunastu religijnych fanatyków było tak blisko zniszczenia rezydencji prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie? Właśnie dlatego – nikt nie wierzył, że jest to możliwe. Atak terrorystyczny na Nowy Jork i Waszyngton wykazał całkowitą nieskuteczność wypracowanego na dotychczasowych doświadczeniach systemu bezpieczeństwa i aż dziw bierze, że Amerykanie tak dali się zaskoczyć. Powszechnie wyrażane były zdumienie i obu- rzenie na amerykańskie służby specjalne. Eksperci mówili o porażce, a niektórzy wręcz o kompromitacji amerykańskiego wywiadu. I chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał, iż nie ma takich służb, które zapewniłyby stuprocentowe bezpieczeństwo w tak rozległym kraju, to po- litycy twierdzili, że na pewno zostaną one rozliczone za niewywiązanie się z deklaracji, iż są w stanie zapobiec wszelkim większym akcjom terrorystycznym. „Nasze uprawnienia mają umożliwić nam zapobieganie i neutralizację skutków wszelkiego rodzaju ataków terrory- stycznych. Mamy prawo korzystać z wszystkich uprawnień agencji federalnych. Korzystamy z technicznych i operacyjnych środków wymiaru sprawiedliwości oraz wywiadu. Nieustannie przygotowujemy się na wypadek ataku zarówno na terenie naszego kraju jak i poza nim” – tak, na rok przed atakiem, mówiła Lisa Gordon Hagerty z NSA (National Security Agency – Narodowa Agencja Bezpieczeństwa), odpowiedzialna w administracji Clintona za koordyna- cję poczynań wszystkich agencji federalnych i specjalnych jednostek wojska w razie ataku terrorystycznego. Dużo słów, z których nic nie wynika. W podobny sposób administracja Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 7 Clintona reagowała na poczynania terrorystów – było dużo słów o walce z organizacjami przestępczymi i żałośnie mało efektów. 21 września Bush ogłosił utworzenie kolejnego ogni- wa w łańcuchu instytucji zajmujących się bezpieczeństwem – podlegającej jemu bezpośred- nio Agencji Bezpieczeństwa Krajowego (Homeland Security Agency). Na czele urzędu, który miał koordynować działania na rzecz zapobiegania aktom terroryzmu wobec USA, stanął dotychczasowy gubernator Pensylwanii Tom Ridge, umiarkowany republikanin i weteran wojny wietnamskiej, jeden z najbliższych przyjaciół Busha. To odpowiedź na liczne zarzuty nieskuteczności działania różnych amerykańskich agend rządowych i braku należytej komu- nikacji między nimi. Świadomość bezbronności Stanów wobec największego zagrożenia pozimnowojenne- go, którego nadejście od kilkunastu lat wieścili właśnie amerykańscy specjaliści wojskowi, była dla Amerykanów największym szokiem. To, że do takiej tragedii doszło, nie było nato- miast żadnym zaskoczeniem dla władz. Już od wielu lat liczyły się z możliwością podobnego uderzenia, a amerykańskie siły zbrojne dysponowały planem o nazwie „Broken Digger” (Złamany Sztylet) na wypadek ataku z wykorzystaniem broni atomowej, biologicznej lub chemicznej podjętego przez pojedynczych terrorystów, organizacje terrorystyczne lub tzw. państwa zbójeckie. Nie przewidziano tylko terminu i ogromu tragedii. Mimo podwojenia na- kładów na walkę z terroryzmem w ciągu ostatnich sześciu lat ubiegłego wieku – rocznie CAI, FBI i NSA otrzymywały 30 miliardów dolarów na zapobieganie atakom terrorystycznym – agencje zawiodły, nie potrafiły wyciągnąć żadnego wniosku z płynących sygnałów, który po- zwoliłby zapobiec atakowi. Terroryści okazali się sprytniejsi niż gigantyczny aparat bezpie- czeństwa jedynego światowego supermocarstwa. Przebywając w czerwcu 2001 roku w Europie George Bush mówił o walce z zorgani- zowaną przestępczością i międzynarodowym terroryzmem. Nikt wówczas nie przewidywał, że słowa te niedługo zmaterializują się w tak potworny sposób. Jak to było możliwe? Teoretycznie atak taki mógł być przygotowany przez każdego. Bilet do USA z dowol- nego miejsca na świecie kosztuje kilkaset dolarów, bilet na samolot wewnętrznych linii kilka- dziesiąt dolarów, za broń wystarczyły noże do cięcia papieru, wszystko to nie wymagało za- plecza logistycznego. Jednak informacje, jakie w toku śledztwa pozyskały władze amerykań- skie, wskazywały na to, że przygotowania do zamachu prowadzone były od kilku lat. Czyżby oznaczało to, że był on tylko fragmentem większej akcji? A jeżeli tak, to czy oznacza to kom- pletną kompromitację amerykańskich służb specjalnych? Być może al.-Kaida wprowadziła Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 8 takie reguły bezpieczeństwa wewnątrz swej struktury, że inwigilacja ich wymagałaby kilku lat pracy, by organizację tę rozpracować. Nie wolno zapominać, że siatka bin Ladena po- wstała dopiero w 1998 r. i była tworem całkowicie nieznanym, wszak po raz pierwszy stwo- rzono ponadnarodową organizację terrorystyczną na tak dużą skalę, oplatającą cały nasz glob. Zapewne więc zabrakło czasu, aby służby specjalne zadziałały w odpowiedni sposób. Z dru- giej strony trzeba pamiętać o tym, że społeczeństwo Stanów Zjednoczonych jest społeczeń- stwem otwartym, nikt tam nie nosi przy sobie dowodów osobistych, nikt nie musi się reje- strować w urzędach, brak w jego tradycji wzajemnego szpiegowania się. Amerykanów ce- chuje brak podejrzliwości, stąd łatwość przeniknięcia do tego społeczeństwa i stania się jed- nym ze swoich. Łatwo jest uderzyć od wewnątrz w kraj o takiej swobodzie życia obywateli, dumnych ze swojej wolności osobistej. Natomiast symptomy narastającego terroru skierowanego przeciw Stanom były prze- cież wyraźne i to aż nadto: pierwszy zamach na WTC w 1993 r., dwa zamachy na ambasady amerykańskie w Sudanie i Tanzanii w 1998 r., atak na okręt USS Cole w Jemenie w 2000 r. Pierwsza próba zniszczenia bliźniaczych wież World Trade Center nie powiodła się, a jej główny organizator, Ramzi Yusef, został zatrzymany w 1995 roku w Islamabadzie w hotelu, którego właściciele są ściśle powiązani z bin Ladenem. Kilka dni później agenci FBI lecieli z nim do Nowego Jorku. Lew Schiliro, asystent dyrektora FBI w latach 1998–2000, tak zapa- miętał przelot nad Manhattanem: „Była bardzo pogodna noc. W pewnej chwili zdjęliśmy mu opaskę z oczu. Jak na ironię zaczął wpatrywać się w budynki WTC. Jeden z agentów zwrócił mu uwagę, że budynki te wciąż stoją. Yusef odparł bez wahania: ‘Nie stałyby, gdybyśmy mieli więcej pieniędzy’. Wszystkim, którzy to słyszeli, odjęło mowę. On to powiedział cał- kiem serio. Nie miałem wątpliwości, że miał szczery zamiar wysadzić w powietrze WTC”. Yusefa aresztowano podczas przygotowywania kolejnej akcji: miało nią być zniszczenie przy pomocy podłożonych bomb dwunastu amerykańskich samolotów pasażerskich w czasie lotu. Te wcześniejsze zamachy i plany niewątpliwie posłużyły jako inspiracja do uderzenia na No- wy Jork i Waszyngton w tak spektakularny sposób. Sam Osama bin Laden też ostrzegał Ame- rykę, że niedługo poniesie karę. Ponadto wiele informacji o tym, że trwają przygotowania do czegoś dużego przekazywali dziennikarze muzułmańscy. Czy to mało? Całkowicie zawiódł wywiad i działania infiltracyjne prowadzone wśród organizacji terrorystycznych. Jednak do Langley, siedziby CIA, docierało wiele sygnałów pośrednich, również wywiad izraelski informował o przygotowywanym zamachu, a także rosyjskie tajne służby. W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Focus” prezydent Putin stwierdził, że Ro- sja przestrzegała Amerykanów, iż terroryści szykują zamachy przeciwko nim zarówno w Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 9 USA, jak poza ich granicami. Na tydzień przed atakiem egipski wywiad ostrzegał Ameryka- nów, że terroryści „szykują coś dużego”. W tym samym mniej więcej czasie ostrzeżenie o możliwości wielkiego zamachu ze strony al-Kaidy przekazał afgański minister spraw zagra- nicznych Wakil Ahmed Muttawakil. Jeszcze 9 września, na dwa dni przed akcją terrorystycz- ną, kiedy prezydenci Rosji i USA w telefonicznej rozmowie poruszyli problem światowego terroryzmu, Putin powiedział: „Mam złe przeczucie, że coś się wydarzy, oni coś szykują”. To prawda, że otrzymywane sygnały i ostrzeżenia były enigmatyczne, ale nie były jednostronne, wszak pochodziły z wielorakich i różnorodnych źródeł. A jednak Amerykanie nie reagowali. Nie wiadomo do jakiego stopnia wiara, iż żyjemy w okresie relatywnego spokoju, doprowa- dziła do spadku czujności wobec zagrożeń i przeciwdziałania im? Powszechne jest przekona- nie o niesłychanej skuteczności CIA, FBI czy NSA, jednak nie da się ukryć, iż amerykańskie służby regularnie raz na kilka lat zawodzą. Zewsząd dochodziły głosy, że Ameryka musi zmienić się w sensie gruntownej reorganizacji wywiadu i kontrwywiadu, wprowadzenia no- wych zabezpieczeń na lotniskach, dokładniejszej kontroli imigrantów, zabezpieczenia się w nowe systemy obronne itp., a dla podjęcia skutecznych przeciwdziałań takim wydarzeniom, jak te z 11 września 2001 roku, potrzebna będzie głęboka reorganizacja tych służb. Większość ekspertów z Narodowej Agencji Bezpieczeństwa oraz z prowadzącego sprawę ataków Federalnego Biura Śledczego uważała, że zaplanowanie i przeprowadzenie tak doskonale skoordynowanego zamachu było niemożliwe bez wykorzystania nowoczesnych środków łączności. Już w lutym George Tenet, dyrektor CIA, ostrzegał, że terroryści wyko- rzystują Internet i inne nowoczesne narzędzia komunikacji do porozumiewania się i przeka- zywania planów. „Międzynarodowe grupy terrorystyczne wykorzystują eksplozję nowych technologii do rozwoju i poszerzania własnych wpływów” – powiedział Tenet przed senacką komisją wywiadu. Służby wywiadowcze musiały przyznać, że w tym wielkim multimedial- nym zamęcie, jaki nam zaczęły serwować koncerny informatyczne, wywiad elektroniczny rozwija się za wolno w stosunku do szybkości, z jaką doskonalą się środki przekazu danych. Zbierając informacje o zamachowcach FBI zwróciła się bezpośrednio do najwięk- szych dostawców usług internetowych w USA, takich jak America Online i EarthLink, z żą- daniem udostępnienia zapisów z serwerów. Obie firmy zapowiedziały pełną współpracę, jed- nak odmówiły zainstalowania u siebie systemu Carnivore. Zarówno FBI jak i NSA, CIA oraz brytyjski MI5 nie udzielały żadnych informacji na temat wykorzystania technik elektronicz- nych w zdobywaniu dowodów w sprawie ataku na Nowy Jork i Waszyngton. Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 10 Dlaczego zaatakowano Amerykę? Najprostsza odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: bo kraj ten, jako największe mocarstwo, uosabia sobą całe zło zaborczej ideologii kapitalizmu i – wykorzystując przewagę gospodarczą, naukową i militarną – dąży do zmiany świata tak, by odpowiadało to jak najle- piej interesom Stanów Zjednoczonych, mało uwagi zwracając na potrzeby i odmienności kulturowe innych nacji. To, co wydarzyło się 11 września, nie spadło raptem z nieba i nie można tego rozpa- trywać jako odosobnionego „wybryku” terrorystycznego i myśleć, że kolejna wojna przepro- wadzona przez USA wszystko załatwi (w roku 2011, dziesięć lat po uderzeniu na Amerykę, w Afganistanie nadal walczyło z talibami sto tysięcy amerykańskich żołnierzy). Powinno to być traktowane jako jedna z form ujścia ogromnej energii niepokojów społecznych, drzemiących w krajach zamieszkałych przez 80 ludności Ziemi, świadcząca o bagatelizowaniu skompli- kowanych zjawisk toczących się współcześnie na naszym globie. W 1989 r. ukazał się esej Francisa Fukuyamy zatytułowany Koniec historii. Po zakoń- czeniu zimnej wojny skończył się czas walki dwóch odmiennych opcji rozwoju świata, a wraz z nim historia rozwoju świata jako wiecznej rywalizacji. Fukuyama stwierdzał w swych roz- ważaniach, że historia, rozumiana jako rozwój społeczeństw, dzięki rozmaitym formom rzą- dów osiągnęła swój szczyt, a więc po upadku komunizmu nie ma innej alternatywy ustrojo- wej jak liberalna demokracja i rynkowy kapitalizm. A ponieważ najlepiej spełniła się ona w wydaniu amerykańskim, to odtąd wszystkie nacje będą przyswajać ją sobie i wprowadzą ame- rykańskie wartości demokracji, wolnego rynku, ograniczonego rządu, praw człowieka, indy- widualizmu i praworządności i oprą na nich swoje instytucje. Tekst Fukuyamy potraktowano jako wizjonerskie dzieło, przewidujące dalszy rozwój naszego świata w dwóch przenikają- cych się kierunkach: konsumpcji i rozrywki. Wszystko odtąd miało być już tylko spiralną za- bawą, ponieważ skończyła się zimna wojna, która była centrum wszelkiego zła. Według ame- rykańskiego myśliciela, Neila Postmana, USA już dawno stały się centrum rozrywki i wszystko jest tam rozrywce podporządkowane, włącznie z wyborami prezydenckimi. Aby zaś nie zakłócać spokoju szczęśliwym konsumentom, wszędobylskie media w swych relacjach nie przekazują prawdziwego oblicza świata: głodu, chorób, bezrobocia, nędzy i wojen. Stąd Amerykanom wydaje się, że wszyscy stanowimy szczęśliwą ziemską rodzinkę, a sielankę za- kłóca co jakiś czas kolejny bin Laden, z którym jednak poradzą sobie „amerykańscy chłop- cy”. I tylko nie rozumieją, o co chodzi takim ludziom, skoro telewizja pokazuje, że jest coraz lepiej. Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 11 Owszem, jest coraz lepiej, ale w skali całego globu: samochodów przybywa, dróg też, lata coraz więcej samolotów, coraz łatwiej można przenieść się z jednego krańca świata na drugi, przybywa telewizorów, komputerów, coraz dłuższe jest życie ludzkie, zwalczane są choroby, przybywa żywności. Gorzej jest z dystrybucją tego bogactwa. I chociaż biednym żyje się lepiej, to zwiększa się ich dystans do bogatych. Dzieje się tak i wewnątrz państw i między nimi. W efekcie, mimo bogacenia się świata, powiększają się tereny biedy, a to gene- ruje konflikty uwidaczniające się przez niezadowolenie, zazdrość i nienawiść. Tak więc zim- na wojna nie była winna wszelkiemu złu, natomiast przytłumiła wszelkie problemy naszego świata, które wraz z jej zniknięciem wyszły na jaw. Po jej zakończeniu ujawniły się te siły polityczne, które do tej pory były trzymane w karbach i można je było kontrolować. I nagle okazało się, że świat wcale nie zamierza czerpać wzorców rozwoju z Ameryki, lecz postano- wił zapełnić lukę, jaka się wytworzyła po eliminacji komunistycznego protektora, własnymi koncepcjami budowy świata. Natomiast po 12 latach od ogłoszenia „końca historii”, już po zniszczeniu WTC, Fu- kuyama ponowne pisał: „Mimo wydarzeń z 11 września hipoteza ta, moim zdaniem, nadal jest prawdziwa: nowoczesność, reprezentowana przez Stany Zjednoczone i inne rozwinięte demokracje, pozostanie główną siłą światowej polityki, a instytucje ucieleśniające zasady wolności i równości, którymi kieruje się Zachód, będą rozprzestrzeniać się na świecie”. Inaczej na problem konfrontacji zapatruje się Samuel Huntington w swej książce Clash of Civilisation z 1996 r., w której pisze, iż problemem dla Zachodu nie jest islamski fundamentalizm, tylko sam „islam, odmienna cywilizacja, której przedstawiciele są przeko- nani o wyższości swojej kultury i mają obsesję na punkcie własnej słabości”. Natomiast dla islamu problemem jest „Zachód, odmienna cywilizacja, przekonana o wyższości swojej kultu- ry i o tym, że jej przeważająca, choć słabnąca potęga zobowiązuje ją do szerzenia tej kultury na całym świecie”. Według Huntingtona te dwa czynniki odpowiadają za konflikt między is- lamem a Zachodem. W 1990 r. Bernard Lewis, islamista, stwierdził, że mamy do czynienia ze zderzeniem cywilizacji, reakcją dawnego rywala wymierzoną przeciw ekspansji judeochrze- ścijańskiego dziedzictwa i świeckiej teraźniejszości na cały świat. Pokrywa się to częściowo z hasłami odrodzenia islamu, z powrotem do korzeni cywilizacji islamskiej i wyrugowaniem zachodnich, niesprawdzonych rozwiązań w rozwoju krajów muzułmańskich. Huntington traf- nie przewidział, że w wieku XXI, po zakończeniu wojny między dotychczasowymi protekto- rami – USA i ZSRR – nasilą się konflikty między wygranymi, czyli państwami Zachodu, a uwolnionymi spod zimnowojennej kurateli obu mocarstw państwami, które wreszcie będą Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 12 mogły propagować własne wzorce kulturowe. Ale cóż z tego, skoro przyjemniejsze dla ucha było hasło Fukuyamy – amerykański model budowy świata górą! Można zaryzykować stwierdzenie, że mamy do czynienia ze stanem niby-wojny mię- dzy obiema cywilizacjami, który zapoczątkowała rewolucja irańska. Dlaczego niby-wojna? Z kilku powodów. Chomeini dość wcześnie oznajmił, że „Iran jest praktycznie w stanie wojny z Ameryką”, a Kadafi co i rusz ogłaszał świętą wojnę przeciw Zachodowi. Przywódcy innych muzułmańskich grup ekstremistycznych i państw wyrażali się podobnie. Jednak nie jest tak, że cały islam walczy z całym Zachodem. Stany Zjednoczone uznały pięć państw muzułmań- skich za pozostające w stanie wojny z USA, gdyż udzielają pomocy w różnorodnej formie or- ganizacjom terrorystycznym atakującym obiekty lub obywateli Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników: dwa państwa fundamentalistyczne (Iran i Sudan), trzy niefundamentalistyczne (Irak, Libia i Syria) oraz wiele różnych islamskich organizacji. Walka ta jest prowadzona ograniczonymi środkami: terroryzm przeciw lotnictwu i sankcjom ekonomicznym. Działania prowadzone są z długimi przerwami, na prowokacje jednej strony druga odpowiada po pew- nym czasie. Według oficjalnych danych Pentagonu w ciągu piętnastu lat, od 1980 do 1995 roku, Stany Zjednoczone angażowały się w siedemnaście operacji militarnych na Bliskim Wschodzie skierowanych przeciw muzułmanom. Podsumowując tezy Huntingtona, można wysnuć jeden wniosek: przyczyną konfliktu między obiema cywilizacjami jest obustronna chęć do przewodzenia we współczesnym świe- cie – kto ma kogo pouczać i kto komu wskazywać drogę rozwoju. Wzajemne przekonanie o własnej wyższości kulturowej jest przyczyną tego zatargu. Istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie tego, co się stało w Ameryce 11 września – glo- balizacja. Świat odchodzi od strategii narodowej do strategii globalnej. Przepływ kapitałów, dostęp do rynków zbytu, komunikacja, łączność, masowa konsumpcja, kultura masowa – wszystko to w wymiarze globalnym, bez przeszkód ze strony administracji rządowych. Dążą do tego wielkie korporacje przemysłowe, handlowe, finansowe chcąc jeszcze bardziej zwie- lokrotnić swe zyski. Ich siła finansowego i politycznego przekonywania jest tak wielka, że z ich zdaniem muszą się liczyć nawet rządy państw. Korporacje za nic mają dotychczasowy po- rządek polityczno-gospodarczy oraz interesy państw i interesuje je tylko jedno – zysk. Zysk ponad wszystko to ich dewiza. I dlatego dążą do obalenia obecnych struktur społecznych, do zniesienia ceł na granicach, do zarzucenia świata swoimi pomysłami i produktami, nie licząc się z tym, że stanowi to znakomitą pomoc dla tych, którzy chcą rozsadzenia państw od we- wnątrz. Lansowane przez nich rozwiązania i wprowadzanie ich nagle w skali globu nie jest przecież niczym innym jak rewolucją, a rewolucje zawsze stanowiły znakomite warunki dla Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 13 działalności grup przestępczych, mafii, terrorystów, nacjonalistów, separatystów, partyzantów i wszystkich, którzy chcą walczyć (obojętnie o co). W tym przetwarzaniu wszystkich regio- nów świata we wspólny dom prym wiodą oczywiście gospodarcze i finansowe molochy Za- chodu, głównie z USA. Ponieważ regionalizmy wszelkiego rodzaju trapiące nasz świat są bardzo trwałe i trudno je z dnia na dzień wyeliminować, więc świat różnie reaguje na pomysł na globalną wioskę, ale większość jest temu pomysłowi przeciwna. Narody o długich trady- cjach walk o własną tożsamość, które od niedawna cieszą się własną państwowością, oba- wiają się jej utraty, zanim jeszcze się nią nacieszyły. Przeciwko temu protestują też całe spo- łeczeństwa będące tylko biernymi konsumentami zachodnich wytworów, mające poczucie stania z boku przy podejmowaniu decyzji o losach świata. Społeczeństwa państw muzułmań- skich również czują, że trwają na poboczu głównych wydarzeń światowych i nie mają żadne- go wpływu na kierunek, w jakim podąża ludzkość. Także wykształceni obywatele z biednych państw również mają poczucie życia na marginesie wydarzeń światowych. Przeciwnikami są też państwa, które po likwidacji świata dwubiegunowego chcą wreszcie zrealizować swoje dawne marzenia do bycia regionalnym mocarstwem i nacieszyć się tym stanem. To, oraz ist- niejący od zawsze odruch niechęci do bogatych, którzy dorobili się kosztem innych, spowo- dowało powstanie światowego ruchu antyglobalizacyjnego. Nie jest to żadna organizacja o wspólnym programie rządzona centralnie, lecz – na razie – zlepek różnej maści ugrupowań, o różnych planach, programach i interesach. Ponieważ prym w zamierzeniach globalizacji na- szego życia wiodą Stany Zjednoczone, więc siłą rzeczy protest skierowany jest przeciw Ame- rykanom. Wiele mówiło i pisało się o konflikcie izraelsko-arabskim i wszechstronnej pomocy, jakiej Stany Zjednoczone udzielały i udzielają stronie izraelskiej, jako o źródle nienawiści do Ameryki, które mogło być przyczyną wrześniowego ataku. Według prof. Zbigniewa Brzeziń- skiego nie można tego tak upraszczać. Ten oraz inne konflikty, które powstały jako efekt zimnej wojny i nie zostały rozwiązane mimo jej zakończenia, nie są bezpośrednio związane z terrorystycznym atakiem na Nowy Jork i Waszyngton, natomiast pośrednio są one źródłem podsycania niechęci i nienawiści wobec Stanów Zjednoczonych. W wywiadzie udzielonym dla „Rzeczypospolitej” Zbigniew Brzeziński tak o tym mówił: „[...] Gdyby Stany Zjednoczo- ne bardziej zaangażowały się w pozytywne i kompromisowe rozwiązanie konfliktu izraelsko- palestyńskiego, to już to jedno źródło nienawiści byłoby wyeliminowane. Gdyby zajęły nieco bardziej otwarte stanowisko w stosunku do sankcji wobec ludności irackiej, to wyeliminowa- ne zostałoby drugie poważne źródło nienawiści. Gdyby nie prowadziły polityki jednoczesnej Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 14 izolacji Iraku i Iranu, które są krajami wzajemnie wrogimi, to osłabilibyśmy szanse na utrzy- mywanie się antyamerykańskiej koalicji w tej części świata”. Prowadzona przez USA polityka nieliczenia się ze zdaniem innych już dawno była krytykowana również przez amerykańskich sojuszników. Przykładem złego klimatu tworzą- cego się wokół USA było ich wykluczenie z Komisji Praw Człowieka ONZ latem 2001 r. Późniejsza konferencja w Durbanie w RPA na temat rasizmu również przerodziła się w total- ną krytykę Stanów Zjednoczonych, za różną ocenę tych samych faktów uzależnioną od sto- sunku danego kraju do polityki Białego Domu (np. notoryczne poruszanie sprawy łamania praw człowieka w Chinach i milczenie na ten temat w stosunku do Arabii Saudyjskiej). Mini- ster spraw zagranicznych Kataru, szejk Hamad bin Jasim as-Sani, podczas stambulskiego fo- rum z 12–13 lutego 2002 r. poświęconego przełamaniu nieufności między światem Zachodu i islamu, jaka uwidoczniła się po zamachach terrorystycznych z 11 września, powiedział, że za jedną z form terroryzmu należałoby również uznać obcą dominację. Procesów globalizacji nie da się powstrzymać, jesteśmy skazani na globalną wspólnotę, jako że nie jest to wyłącznie idea, ale – będąc konkretnym rezultatem fundamentalnych zmian w gospodarce światowej – kolejny etap naturalnego procesu rozwoju cywilizacyjnego. Jednak niejednorodność współ- czesnych organizmów państwowych, istniejące w nich podziały i konflikty interesów, przy- sporzą jeszcze wielu problemów tej sprawie. Nabeel Musawi, przywódca irackiej opozycji dążącej do obalenia reżimu Husajna, mimo że traktował Amerykanów jak sojuszników, miał krytyczny stosunek do ich polityki: „Wasz kraj nie będzie supermocarstwem i nie będzie traktowany jak supermocarstwo, jeśli nie wypełnicie moralnych zobowiązań wobec przecięt- nych obywateli. Nie warto ustępować królowi Fahdowi ani prezydentowi Mubarakowi, po- nieważ to złości ludzi. Musicie postępować fair. Jesteście jak ojciec chrzestny, jesteście su- permocarstwem. Gra fair jest waszym obowiązkiem. Jeśli wasza polityka nie będzie uwzględ- niać wszystkich aspektów sytuacji, źle się to skończy”. Znający dobrze bin Ladena z czasów wojny w Afganistanie przeciw armii radzieckiej saudyjski dysydent, dr Saad al-Fagih, tak wy- raził się o Ladenie: „Jest wytworem nowej struktury społecznej, nowego nastawienia w świe- cie muzułmańskim. Istnieje w nim nie tylko bardzo wrogie nastawienie wobec Ameryki, ale także wobec arabskich i muzułmańskich rządów, które są sojusznikami Ameryki”. Postęp techniczny, jak wszystko na świecie, prócz jasnej ma też swoją ciemną stronę – stwarza większe możliwości przestępcom. Tak samo jest z wolnością, która również otwiera nowe możliwości złu. Globalizacja, a więc usuwanie barier na granicach, ogólna dostępność wyrobów zaawansowanych technologicznie, nadawanie coraz większych praw jednostce otworzyły także nowe perspektywy przed wrogami tejże globalizacji, a świat przestępczy od Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 15 dawna korzysta z jej dobrodziejstw. Atak na World Trade Center i Pentagon odkrył tę mroczną stronę globalizacji – globalizację terroru. Wiadomo, że terroryści wykorzystują In- ternet i inne nowoczesne narzędzia komunikacji do porozumiewania się, samoloty przewożą broń i narkotyki, sieć komputerowa służy do błyskawicznego transferu pieniędzy, szmugluje się diamenty i handluje nimi na giełdach europejskich, banki wyspiarskich państewek umoż- liwiają zalegalizowanie fortun zdobytych dzięki oszustwom lub handlem żywym towarem, narkotykowi baronowie tworzą swe prywatne armie wyposażone w nowoczesną broń. Pod- ziemna globalizacja powstała dzięki swobodzie poruszania się i komunikowania. Powstała ona dzięki przymykaniu oczu na nielegalny proceder i dzięki jej pobłażliwemu traktowaniu. Gdzieniegdzie politycy zależni są od finansów podziemnych rekinów, a gdzieniegdzie ludzie wywodzący się z podziemia zajęli się polityką. Uprawa, przerób i przerzuty narkotyków chronione są przez żołnierzy nielegalnych armii, którym nie mogą sprostać siły rządowe (nie- raz nie chcą im sprostać, gdyż podziemie lepiej płaci). Mimo, iż wszystko to jest oficjalnie nielegalne, to wszyscy o tym wiedzą, a świat przestępstw i terroru czuje się coraz pewniej, utwierdzając się, że można żyć we własnym świecie pozostającym poza jakąkolwiek ze- wnętrzną kontrolą. To wszystko wskazuje, jak wielce skomplikowany jest nasz świat. Nie jest on mono- litycznym blokiem, lecz wciąż gorejącym tyglem, gdzie nadal mieszają się różne składniki: polityczne, gospodarcze, historyczne, ekonomiczne, kulturowe. Dopiero teraz wychodzą na jaw zaszłości skrywane przez lata kolonizacji, a później zimnej wojny, różnego rodzaju ani- mozje, niechęci i aspiracje. Dlatego obwinianie tylko jednego człowieka za dramat Nowego Jorku i Waszyngtonu jest wielce niepokojące. Osama bin Laden i talibowie nie wzięli się zni- kąd, są tworami historii, którą tworzyło kilka nacji kolonizujących, wyzyskujących i niszczą- cych inne cywilizacje w imię Boga i przeciw zabobonom, w imię postępu i przeciw zacofa- niu. Ci, którzy przetrwali, odzyskują teraz swą świadomość cywilizacyjną, występują przeciw niszczeniu ich tożsamości kulturowej i dopominają się o głos. Wielkie koło historii dokonało kolejnego pełnego obrotu. To, co zdarzyło się w Stanach, jest początkiem nowego etapu światowej anarchii. Jego pierwsze symptomy – gazowy atak na japońskie metro, zamachy na amerykańskie ambasady w Afryce – zostały zlekceważone i potraktowane marginalnie, jako pojedyncze akty terroru. Być może Amerykanie wreszcie zaczną patrzeć inaczej na świat i zrozumieją, że narzucanie rozwiązań problemów naszego świata na ich sposób, czyli według ich wizji politycznej, eko- nomicznej i militarnej, to droga donikąd. A jeżeli nie zrozumieją tego wybuchu nienawiści do nich? Samuel Huntington pisał o konflikcie islamu ze światem Zachodu. Populacja muzułma- Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 16 nów liczy sobie obecnie ok. 1 miliard 300 milionów ludzi. Atak na World Trade Center i Pentagon pokazał, w jak prosty sposób można przeprowadzić niesłychanie skuteczną akcję terrorystyczną bez użycia broni przez grupkę zdecydowanych na wszystko ludzi, posługują- cych się tylko wytworami codziennego użytku i korzystającymi ze swobód demokratycznych, jakimi cieszą się na co dzień obywatele zachodnich demokracji. Taki pokaz jest straszliwą pokusą. Trudno wyobrazić sobie skutki kolejnego ataku, tym razem przeprowadzonego przez całą rzeszę niezadowolonych z amerykańskiego zadufania w swoją wielkość i nieomylność. Z powyższych rozważań wysuwa się ogólny wniosek: terroryści (spod szyldu al-Kaidy i im podobni) działają kierowani nienawiścią do tych, którzy wybrali inną drogę rozwoju i odmienny styl życia, ponieważ powodzi im się lepiej. Wartości reprezentowane przez świat „niewiernych” okazały się kreatywniejsze, skuteczniejsze i atrakcyjniejsze wobec rozwiązań oferowanych przez islam, a nie potrafiąc skutecznie konkurować z nimi, jego wyznawcy po- stanowili świat ten zniszczyć. Do tej pory odpowiedzią na prowokacje ze strony terrorystycznych grup islamskich były schematyczne: kilka rakiet na ich obozy i po kilku latach uganiania się za ich członkami proces sądowy. Ponieważ to się powtarzało, a Amerykanie nie zmieniali swej polityki świa- towej, nastąpiło skuteczne uderzenie w serce USA. Dopiero po tym zdarzeniu władze amery- kańskie zrozumiały, że nie tędy droga i nie ma co się patyczkować z terrorystami. Błędne okazało się założenie, iż ekstremalne działania można rozgrzeszać okolicznościami społecz- nymi i traktować je jako wykroczenia kwalifikujące się tylko do rozpatrzenia przez sędziego. Terroryści i dyktatorzy właśnie tym umacniają swe poczucie bezkarności. Obłaskawiani przez polityków, rozgrzeszani przez socjologów i rozpieszczani przez wielki biznes mogą mordo- wać narody, mogą niszczyć całe kraje. Hitler, Pol Pot, Stalin, Mao Dze Dong, Kim Ir Sen, Miloszević, Husajn – nasuwa się wniosek, że tylko ludzie tego pokroju potrafią wyciągać lek- cje z historii. Wszyscy wymienieni byli tak pewni siebie, ponieważ wiedzieli, że demokracja popada w błogostan i boi się wojny, która może ten błogi stan zniszczyć. Amerykanie, wie- dząc że w Afganistanie chroni się pod skrzydłami fanatycznych talibów główny podejrzany za ostatnie akty terroru, wypłacali tamtejszym władzom 40 mln dolarów rocznie tylko po to, żeby w państwie tym nie hodowano marihuany. Byli tak naiwni czy tak głupi? Obojętne jak to nazwać, ale ich zachowanie aż prowokowało, by dać im nauczkę. Dlaczego Ameryka dała się zaatakować? Ogólnie można powiedzieć, że podstawową przyczyną takiego a nie innego zachowa- nia się polityków i podległych im służb specjalnych była zbytnia ufność we własną przewagę Rozdział XVI – Przyczyny tragedii 17 ekonomiczną, militarną i technologiczną nad resztą świata, przez co mentalność rządzących pozostała w tyle za zmianami zachodzącymi we współczesnym świecie. Wygląda to tak, jakby rządzący Ameryką wraz ze zburzeniem muru berlińskiego i rozpadem kolosa na glinianych nogach, jakim w końcu okazał się ZSRR, zachłysnęli się swym zwycięstwem i spoczęli na laurach razem ze sztabem analityków i doradców, ugłaski- wani dodatkowo przepowiedniami Fukuyamy. Z drugiej strony wywiad i kontrwywiad dały na pewno dowód na niedostosowanie swych metod i organizacji pracy do nowych czasów. Do tej pory działalność służb specjalnych ograniczała się do państw, które były dla Stanów Zjed- noczonych źródłem militarnego zagrożenia w czasie zimniej wojny i ich funkcjonariusze po- stępowali rutynowo, według stałych szablonów. Po 1991 r., kiedy głównym niebezpieczeń- stwem przestał być komunizm, a stał się nim terroryzm, na nowo należało zdefiniować poję- cie bezpieczeństwa i stworzyć system odpowiadający za jego zachowanie, przystający do no- wego typu zagrożeń, jakie świat pozimnowojenny przyniósł ze sobą. 14 grudnia 1999 r., na granicy amerykańsko-kanadyjskiej w okolicy Seattle, kanadyj- skie służby graniczne złapały Algierczyka Ahmeda Ressama, na stałe mieszkającego w Sta- nach Zjednoczonych, z 60 kg ładunków wybuchowych z zapalnikami czasowymi. Nazajutrz w stolicy Jordanii aresztowano 13 mężczyzn i oskarżono ich o plany wysadzenia w powietrze miejsc biblijnych odwiedzanych przez turystów oraz hotelu, z którego korzystali. W paź- dzierniku 2000 r. uszkodzono USS Cole. Ta ostatnia sprawa była dowodem aż nadto wy- mownym, że wróg jest cierpliwy, nie poddaje się i uczy się na błędach. Część funkcjonariuszy FBI i pracowników Białego Domu twierdziła, że zdarzenia te są zapowiedzią czegoś więk- szego. Niestety, informacje o planowanych akcjach bin Ladena i jego muzułmańskiej mię- dzynarodówki terrorystycznej wielokrotnie lekceważono. Tymczasem organizacja ta w ostat- nim dziesięcioleciu ubiegłego wieku stworzyła gigantyczną infrastrukturę obejmującą niemal cały świat. W styczniu 2001 r., podczas procesu dotyczącego zamachów na amerykańskie ambasady w Afryce, wyszło na jaw wiele informacji dotyczących siatki bin Ladena, a jednak nie podjęto przeciw niej żadnych skutecznych kroków. Zemściło się to strasznie. Już po fakcie przypominano ostrzeżenia i sygnały zwiastujące przeprowadzenie spek- takularnego ataku terrorystycznego, wymierzonego w USA lub inne kraje Zachodu. Wtedy zaczęto stawiać pytania, dlaczego służby wywiadowcze USA, państw NATO i Izraela nie były w stanie wcześniej dotrzeć do organizacji Osamy bin Ladena, skoro było wiadomo, jakie stanowi ona zagrożenie? Dlaczego od trzech lat, jakie upłynęły od zamachów na ambasady amerykańskie w Afryce, nie udało się zneutralizować tej organizacji? Dużo wyjaśnia tu po- dejście władz amerykańskich do sprawy bezpieczeństwa arsenałów broni masowej zagłady w
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wojna z terroryzmem. Część 2
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: