Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00273 005557 13606086 na godz. na dobę w sumie
Wszystko dla niej - ebook/pdf
Wszystko dla niej - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 363
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8557-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Mimo trudnego dzieciństwa Tippy Moore osiągnęła spory sukces. Dzięki determinacji i urodzie została znaną modelką. Teraz rozpoczyna karierę aktorki. Na planie filmowym poznaje Casha Griera, przystojnego komendanta policji w Jacobsville. Wiele ich łączy. Oboje są samotnikami i mają za sobą bolesną przeszłość. Z czasem stają się sobie coraz bliżsi, niestety fatalne nieporozumienie niszczy ich związek. Cash postanawia zająć się wyłącznie pracą, zwłaszcza że trafia na trop oszustwa na wysokich szczeblach władzy. Jednak jego pozorny spokój burzy zaskakująca wiadomość. Tippy jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Diana Palmer Wszystko dla niej Przełożyła: Alina Patkowska Tytuł oryginału: Renegade Pierwsze wydanie: Harlequin Books S.A., 2004 Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski Redaktor prowadzący: Małgorzata Pogoda Korekta: Jolanta Spodar ã 2004 by Diana Palmer ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007, 2012 Powieść ukazała się poprzednio pod tytułem Zdrajca. Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Druk: Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca S.A. ISBN 978-83-238-8557-3 ROZDZIAŁ PIERWSZY Był ciepły, leniwy poniedziałkowy poranek i w komisariacie policji w Jacobsville w Teksasie nie działo się nic szczególnego. Trzech policjantów z patrolu parzyło kawę przy stoliku z ekspresem w kącie sali. Zastępca szeryfa wpadł na chwilę, z˙eby podrzucić nakaz aresztowania. Jeden z obywateli miasteczka spisywał relację z popełnienia przestęp- stwa przez innego obywatela, którego policjant z patrolu właśnie przyprowadził na posterunek. Brakowało tylko sekretarki, zwykle siedzącej przy biurku, które pełniło funkcję recepcji. – Mam dość. Mam juz˙ zupełnie dość! Przeciez˙ nie muszę tutaj pracować! W sklepie Cent właśnie szukają sprzedawców, zaraz napiszę podanie! Wszystkie głowy obróciły się w stronę zamknię- tych drzwi gabinetu szefa, zza których dobiegał krzyk. Sekretarka nigdy nie krzyczała! Rozległa się 5 przytłumiona odpowiedź i metaliczne stuknięcie jakiegoś przedmiotu, który z impetem uderzył o podłogę. Po chwili drzwi otworzyły się z roz- machem i przez salę jak burza przemknęła wściekła nastolatka ze sterczącą na wszystkie strony kol- czastą fryzurą, ubrana w minispódniczkę i brokato- wą bluzkę z wielkim dekoltem. Usta miała poma- lowane czarną szminką, a paznokcie czarnym la- kierem. Wielkie kolczyki w jej uszach brzęczały niczym alarmowe dzwonki. Umundurowani poli- cjanci w popłochu odsunęli się na bok, robiąc jej przejście. Dziewczyna podbiegła do swojego biur- ka, zgarnęła z niego wypchaną torebkę i ruszyła do wyjścia. Zanim jednak zdąz˙yła nacisnąć klamkę, w ślad za nią z gabinetu wyszedł wysoki męz˙czyzna o ciem- nej, posępnej urodzie, ubrany w policyjny mundur. Jego włosy i ubranie pokryte były grubą warstwą fusów z kawy i strzępkami taśmy klejącej, mundur zdobiły dwie z˙ółte karteczki samoprzylepne, a do czarnego, wyglancowanego buta przyczepiła się chusteczka higieniczna. Gdy się odwrócił, pod- władni ujrzeli jeszcze jedną z˙ółtą karteczkę zwisają- cą z kucyka czarnych włosów. – Czy powiedziałem coś nie tak? – zapytał ze zdziwieniem. Dziewczyna wymamrotała coś pod nosem i bez 6 dalszych wyjaśnień zatrzasnęła za sobą szklane drzwi. Gromada funkcjonariuszy z najwyz˙szym trudem starała się powstrzymać wybuch śmiechu. Wygląda- ło to tak, jakby wszystkich jednocześnie pochwycił atak kaszlu. Męz˙czyzna wypisujący zawiadomienie zaczął się podejrzanie krztusić. Komendant, Cash Grier, powiódł rozzłoszczo- nym wzrokiem po twarzach swych podwładnych. – Śmiejcie się, nie przeszkadzajcie sobie. Mogę mieć następną sekretarkę nawet jutro! – Odkąd zostałeś szefem, mieliśmy juz˙ dwie – wypalił jego zastępca, Judd Dunn, z błyskiem wesołości w czarnych oczach. – Zanim tu przyszła, pracowała w sklepie spo- z˙ywczym – mruknął Cash, otrzepując mundur z ka- wy. – A przyjęliśmy ją tylko dlatego, z˙e jest siostrzenicą naszego p.o. burmistrza Bena Bra- dy’ego i Ben zagroził mi, z˙e jak jej nie zatrudnię, to nie dostanę pieniędzy na kamizelki kuloodporne. Z˙ałosny facet – westchnął. – Nigdy w z˙yciu nie udałoby mu się zostać burmistrzem w normalnym trybie. Jest nim tylko dlatego, z˙e Jack Herman zrezygnował z urzędu po zawale serca. Ale jakoś muszę wytrzymać z tym Bradym do następnych wyborów w maju. Judd słuchał tej tyrady bez słowa komentarza. 7 – Jak dla mnie, wybory władz miasta mogłyby być nawet jutro – ciągnął Cash. – Brady męczy mnie tylko o wyniki w sprawach o narkotyki i nie chce nawet słuchać o inwestycjach w komendzie. Podob- no Eddie Cane ma być jego kontrkandydatem. – Myślę, z˙e Eddie wygra. To najlepszy bur- mistrz, jakiego mieliśmy w tym miasteczku. – Judd pokiwał głową. – Tym większa szkoda, z˙e musimy na to po- czekać az˙ do maja. – Cash odlepił karteczkę od włosów i skrzywił się boleśnie. – Jeśli Brady będzie próbował mi wcisnąć następną sekretarkę, to złoz˙ę wymówienie. – W takim razie sam musisz znaleźć kandydat- kę, zanim on ci kogoś zaproponuje – powiedział trzeźwo Judd. – O ile w tym mieście pozostał jeszcze ktokolwiek zdrowy na umyśle, kto ze- chciałby u ciebie pracować. – Dam ogłoszenie do gazety. Zobaczysz, z˙e tłu- my kobiet będą się biły o przywilej przebywania ze mną w jednym pomieszczeniu! – odciął się Cash. Judd popatrzył na niego przeciągle. – Moz˙e powinieneś sobie wziąć trochę wolnego, z˙eby wrócić do równowagi. Zbliz˙a się Boz˙e Naro- dzenie. Moz˙e byś gdzieś wyjechał? Cash podejrzliwie uniósł brwi. – Przeciez˙ wyjez˙dz˙ałem w zeszłym miesiącu, 8 razem z tobą. Byliśmy na tej premierze w Nowym Jorku. – Masz zaproszenie do Tippy – przypomniał mu Judd ze złośliwym uśmieszkiem. Tippy Mo- ore była modelką, która ostatnio próbowała swo- ich sił w filmie. Jako modelka zdobyła sławę pod przydomkiem ,,Świetlik z Georgii’’. – Jej młod- szy brat cię uwielbia. Pewnie przyjedzie na święta ze szkoły. Na myśl o wizycie u Tippy Cash poczuł opór. W początkach znajomości uwaz˙ał ją za pustą poz˙e- raczkę męskich serc, potem jednak przekonał się, z˙e dał się zwieść pozorom. Słabości Tippy przemawia- ły do niego bardziej niz˙ ostentacyjne próby flirtu, a to juz˙ było niebezpieczne. – Moz˙e zadzwonię do niej i sprawdzę, czy to zaproszenie nie było tylko grzecznościowe – mruk- nął. Judd poklepał go po ramieniu. – Mądry chłopiec. Zarezerwuj sobie miejsce w najbliz˙szym samolocie, a ja zajmę twoje biurko i przejmę wszystkie obowiązki komendanta! Cash popatrzył na niego podejrzliwie. – Mam nadzieję, z˙e to nie ma nic wspólnego z zakupem tego radiowozu, na który chcesz mnie namówić? W przyszłym tygodniu jest posiedzenie rady miejskiej... 9 – Odłoz˙one ze względu na święta – zapewnił go Judd. – Nie próbowałbym ich przekonać do zakupu radiowozu, którego nie potrzebujesz. Mówię zupeł- nie powaz˙nie. Jednak uśmiech, który przy tych słowach błysnął na jego twarzy, przeczył zapewnieniom. Cash wolał nie ufać słowom swego zastępcy. Judd był zbyt podobny do niego: uśmiechał się tylko wtedy, gdy wpadał w złość albo gdy coś knuł. – A juz˙ na pewno nie próbowałbym zatrudniać nowej sekretarki za twoimi plecami – dorzucił Judd, omijając wzrokiem twarz szefa. – Ach, więc o to chodzi – ucieszył się Cash. – Jasna sprawa. Masz kogoś na to stanowisko. Pewnie chcesz mi tu wepchnąć jakąś wojskową emerytkę w stopniu pułkownika albo wyznawczy- nię teorii spiskowej, taką jak ta, która tu pracowała, gdy komendantem był mój kuzyn Chet Blake? – Nie znam nikogo, kto by właśnie poszukiwał pracy – odrzekł Judd z niewinnym wyrazem twarzy. – Ani z˙adnych kobiet w stopniu pułkownika? Jego zastępca wzruszył ramionami. – No, moz˙e i znam ze dwie takie. Eb Scott ma kuzynkę... – Nie! – Przeciez˙ nawet jej jeszcze nie widziałeś... – I nie mam takiego zamiaru! To ja tu jestem 10 komendantem, jasne? – Cash wskazał na swoją odznakę. – Mam walczyć z przestępcami, a nie ze starszymi paniami! – Ona właściwie nie jest taka stara... – Jeśli kogokolwiek zatrudnisz podczas mojej nieobecności, to ta osoba wyleci z pracy w pięć minut po moim powrocie! A właściwie, to chyba nigdzie się nie wybieram – sapnął Cash. Judd wzruszył ramionami i zaczął oglądać sobie paznokcie. – Jak wolisz. Słyszałem, z˙e wpadłeś w oko siost- rze naszego specjalisty od urbanistyki. Moz˙e po- prosi urzędującego burmistrza o rekomendacje. Tego juz˙ było za wiele. Radny miejski odpowie- dzialny za planowanie przestrzenne, uroczy i łagod- ny w obejściu człowiek, miał ukochaną siostrę, która była dwukrotną rozwódką, nosiła przezroczys- te bluzki, miała trzydzieści sześć lat i pięćdziesiąt kilo nadwagi oraz robiła do Casha słodkie oczy. Radny, który na co dzień był najlepszym dentystą w okolicy, uwaz˙ał ją za ósmy cud świata. Nawet dla takiego specjalisty od tajnych misji jak Cash połą- czenie wszystkich wyz˙ej wymienionych czynni- ków oznaczało sytuację groz˙ącą niekontrolowaną eksplozją. – Kiedy pani pułkownik chciałaby zacząć pracę? – zapytał Cash przez zaciśnięte zęby. 11 Judd wybuchnął donośnym śmiechem. – Nie znam z˙adnego pułkownika, który chciałby u ciebie pracować, ale będę miał oczy otwarte! – Odsunął się w samą porę, by uniknąć mocnego kopniaka z półobrotu. – Ej, uwaz˙aj, przeciez˙ jestem funkcjonariuszem na słuz˙bie! Jeśli mnie uderzysz, popełnisz przestępstwo! – To by było w samoobronie – warknął Cash, idąc do swojego gabinetu. – Moi prawnicy skontaktują się z tobą! – zawołał za nim Judd. Cash wyciągnął rękę i za plecami pokazał mu obraźliwy gest. Gabinet był juz˙ zamieciony, a kosz na śmieci stał na swoim miejscu. Cash usiadł za biurkiem i zaczął się zastanawiać nad słowami Judda. Moz˙e rzeczy- wiście był ostatnio zbyt draz˙liwy. Kilka dni urlopu pomogłoby mu odzyskać równowagę. Dzieci Judda i Crissy boleśnie uświadamiały mu, jak wygląda jego własne z˙ycie. Rory, dziewięcioletni brat Tippy Moore, uwaz˙ał go za swego idola. Juz˙ od dawna nikt nie patrzył na Casha w taki sposób. Przywykł raczej do tego, z˙e wzbudzał w innych ciekawość, niepewność, a nawet lęk. Ale w z˙yciu tego chłopca nie było z˙adnego męz˙czyzny, oprócz kolegów ze szkoły wojskowej. 12 Co by szkodziło spędzić z nim trochę czasu? W koń- cu nie musiał mu opowiadać całego swojego z˙ycio- rysu. Usiadł za biurkiem i wyciągnął z kieszeni notes, a potem wystukał na komórce nowojorski numer. Dwa sygnały. Trzy. Cztery. Poczuł gorzkie roz- czarowanie i juz˙ miał wyłączyć telefon, gdy naraz po drugiej stronie odezwał się miękki, zmysłowy głos: – Tu mieszkanie Tippy Moore. Przepraszam, ale nie mogę teraz odebrać telefonu. Proszę zostawić krótką wiadomość i numer, pod który mam od- dzwonić. – Mówi Cash Grier – odezwał się Cash i juz˙ zaczął dyktować swój numer, gdy w słuchawce kobiecy głos zawołał bez tchu: – Cash! Zaśmiał się w duchu. A więc zdąz˙yła dobiec do telefonu. Pochlebiło mu to. – Tak, to ja. Cześć, Tippy. – Co u ciebie słychać? – zapytała. – Nadal jesteś w Jacobsville? – Tak. Ale awansowałem na szefa policji. Judd zakończył karierę w Straz˙nikach Teksasu i teraz jest moim zastępcą – dodał niechętnie. Wiedział, z˙e Tippy była zauroczona Juddem, podobnie jak on sam był kiedyś zauroczony z˙oną Judda, Christabel. 13 – Tyle zmian – westchnęła. – A co słychać u Christabel? – Jest bardzo szczęśliwa. Mają bliźnięta. – Wiem, rozmawiałam z nimi w listopadzie – przyznała Tippy. – Chłopiec i dziewczynka, tak? – Jared i Jessamina. – Cash się uśmiechnął, dumny ojciec chrzestny. Bliźnięta zawojowały jego serce od pierwszej chwili, gdy zobaczył je w szpita- lu, i nie zamierzał ukrywać, z˙e to Jessamina była jego ulubienicą. – Jessamina jest śliczna jak lalecz- ka. Ma mnóstwo czarnych włosów i ciemnoniebies- kie oczy. Chociaz˙ wiem, z˙e kolor oczu potem się zmienia. – A Jared? – zapytała Tippy z wyraźnym roz- bawieniem. – Podobny do ojca. Jared jest ich, a Jessamina moja. Powiedziałem im to. Ale oczywiście nic z tego – westchnął. – I tak mi jej nie oddadzą. Tippy roześmiała się głośno. Jej śmiech przypo- minał dźwięk srebrnych dzwoneczków w letni wie- czór. Głos zdecydowanie był jej mocną stroną. – A co u ciebie? – zapytał. – Robię nowy film. Właśnie zaczęła się świąte- czna przerwa w zdjęciach i bardzo się z tego cieszę. To wymagająca fizycznie rola, a ja mam kiepską kondycję. Muszę trochę poćwiczyć, z˙eby dobrze wypaść. 14 – A co takiego robisz? – Turlam się, skaczę z trampoliny, spadam z du- z˙ych wysokości, stosuję sztuki walki i tak dalej – odrzekła ze znuz˙eniem w głosie. – Cała jestem w siniakach. Rory chyba zemdleje, gdy mnie zoba- czy. On mówi, z˙e w moim wieku nie powinnam juz˙ tak się naraz˙ać. – W twoim wieku? – zdziwił się Cash. Tippy miała zaledwie dwadzieścia sześć lat. – Nie wiedziałeś, z˙e jestem stara? Z perspektywy Rory’ego powinnam juz˙ chodzić o lasce! – To co ja mam powiedzieć – roześmiał się. Był o dwanaście lat starszy od niej. – Czy Rory przyje- dzie do domu na święta? – Oczywiście. Zawsze przyjez˙dz˙a. Mam tu ład- ne mieszkanie w East Village w pobliz˙u Piątej Alei, obok księgarni i kawiarni. Jak na wielkie miasto, to bardzo spokojne miejsce. – Ja lubię większe przestrzenie. – No tak. – Zawahała się. – Masz jakieś kłopoty albo coś w tym rodzaju? Cash poczuł się nieswojo. – Jakie kłopoty? – Czy chcesz mnie prosić o jakąś przysługę? Jeszcze nigdy w z˙yciu nikt nie zadał mu takiego pytania i Cash nie miał pojęcia, co powinien od- powiedzieć. 15 – Nie, niczego nie potrzebuję – wykrztusił. – W takim razie dlaczego zadzwoniłeś? – Nie dlatego, z˙e czegoś od ciebie chcę – odrzekł bardziej szorstko, niz˙ zamierzał. – Nie przyszło ci do głowy, z˙e mogłem zadzwonić po prostu po to, z˙eby zapytać, co u ciebie słychać? – Chyba nie – przyznała. – Nie zrobiłam zbyt dobrego wraz˙enia w Jacobsville, gdy tam kręciliś- my. A juz˙ na pewno nie na tobie. – Ale to było wcześniej, zanim postrzelono Chri- stabel – zauwaz˙ył Cash. – Zmieniłem zdanie o tobie, gdy zobaczyłem, jak bez namysłu ściągnęłaś drogi sweter, z˙eby zatamować krwawienie z rany. Tam- tego dnia zyskałaś wielu przyjaciół. – Dziękuję – odrzekła, wyraźnie speszona. – Posłuchaj, zamierzam przyjechać do Nowego Jorku na kilka dni przed świętami. Czy twoje za- proszenie jest nadal aktualne? Mógłbym zabrać ciebie i Rory’ego gdzieś za miasto. – Ooo! Rory byłby w siódmym niebie! – zawoła- ła Tippy z podnieceniem. – Czy on jest juz˙ w domu? – Nie. Pojadę pociągiem do Maryland i odbiorę go ze szkoły osobiście, inaczej go nie wypuszczą. Musiałam wydać takie dyspozycje, bo inaczej moja matka by go zabrała, z˙eby wydusić ze mnie pienią- dze – wyjaśniła z goryczą. – Wie, ile zarabiam, 16 i bardzo by chciała, z˙ebym się z nią podzieliła. Ona i jej facet zrobiliby wszystko, z˙eby zdobyć pienią- dze na narkotyki. – A gdybym to ja zabrał Rory’ego po drodze i przywiózł do Nowego Jorku? Tippy się zawahała. – A... mógłbyś to zrobić? – Jasne. Mogę im przefaksować swój dowód toz˙samości. Zadzwonisz do szkoły i potwierdzisz. A Rory przeciez˙ mnie pozna. – Będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – wyznała Tippy. – Odkąd spotkaliśmy cię w zeszłym miesiącu na premierze, przez cały czas mówi tylko o tobie. – Ja tez˙ go polubiłem. Jest szczery. – Uczę go, z˙e szczerość jest najwaz˙niejszą ce- chą charakteru. Tyle nasłuchałam się kłamstw w z˙yciu, z˙e niczego nie cenię bardziej – dodała cicho. – Rozumiem cię. Planowałem wyjechać stąd dziewiętnastego. Powiedz, jak mam dojechać do tej szkoły i podaj mi adres twojego mieszkania, i po- wiedz jeszcze, kiedy chcesz nas widzieć u siebie, a ja się zajmę całą resztą. Widząc oz˙ywienie Casha po rozmowie z Tippy, Judd popatrzył na niego z rozbawieniem. 17 – Rzadko się ostatnio uśmiechasz – zauwaz˙ył. – Dobrze wiedzieć, z˙e jeszcze nie zapomniałeś, jak się to robi. – Brat Tippy jest w szkole wojskowej. Zabiorę go po drodze i zawiozę do Nowego Jorku. – Czy ten samochód da radę przejechać taką odległość? – zdziwił się Judd. Cash jeździł duz˙ym czarnym pikapem, który, choć nie najbrzydszy, był pojazdem z tańszej półki i miał juz˙ sporo na liczniku. Cash przez chwilę wahał się przed odpowiedzią. – Mam samochód – wyznał w końcu. – Stoi w garaz˙u w Houston. Rzadko go uz˙ywam, ale trzymam na wszelki wypadek. – Zaciekawiłeś mnie – stwierdził Judd. – Co to za samochód? Cash wzruszył ramionami. – Po prostu samochód. – Nie miał ochoty przy- znawać się koledze do marki; czułby się zaz˙enowa- ny. Z nikim nie rozmawiał o stanie swoich finansów. – Nic takiego. Słuchaj, czy jesteś pewien, z˙e dasz sobie tutaj radę sam? – Przeciez˙ byłem Straz˙nikiem Teksasu... – Tak, ale to jest naprawdę cięz˙ka praca! – Cash uśmiechnął się szeroko i w samą porę zdąz˙ył usunąć się z linii ciosu. – Poczekaj – odgraz˙ał się Judd z chochlikami 18 w oczach. – Znajdę ci najbrzydszą sekretarkę po tej stronie rzeki Brazos! – Wiem, z˙e jesteś do tego zdolny – westchnął Cash. – W kaz˙dym razie poszukaj kogoś, kto nie byłby taki nadpobudliwy, dobrze? – A właściwie co ją tak zdenerwowało? – Miała mi za złe, z˙e zabroniłem jej zaglądać do szafki z dokumentami. Nie chciałem jej mó- wić, z˙e chwilowo umieściłem tam małego pytona, więc powiedziałem, z˙e są to ściśle tajne akta do- tyczące UFO. – I wtedy właśnie wrzuciła ci na głowę kosz ze śmieciami – domyślił się Judd. Cash jednak potrząsnął głową. – Nie, to było później. Powiedziałem jej, z˙e ta szafka celowo jest zamknięta na klucz i z˙eby trzymała się od niej z daleka. Potem wyszedłem porozmawiać z jednym z chłopaków z patrolu, a ona w tym czasie otworzyła szafkę pilniczkiem do paznokci. Gdy wyciągnęła szufladę, Mikey akurat wysunął się z klatki i siedział na teczkach z aktami. Dlatego wrzasnęła jak opętana. Pobieg- łem do gabinetu zobaczyć, co się dzieje, a ta rzuciła we mnie kajdankami i oskarz˙yła, z˙e specjalnie zastawiłem pułapkę w szafce, z˙eby zagrać jej na nerwach! – A, to wyjaśnia ten wrzask... – Judd pokiwał 19 głową. – Mówiłem ci, z˙e to nie jest dobry pomysł, z˙eby trzymać klatkę z Mikeyem w szafce z aktami. – Wstawiłem ją tam tylko na jeden dzień. Bill Harris przyniósł mi go rano i nie miałem jeszcze czasu zabrać go do domu, więc schowałem do szafki, z˙eby nikt się nie wystraszył na jego widok. Przeciez˙ zabiorę go stąd jeszcze dzisiaj – tłumaczył Cash uraz˙onym tonem. – Nie mogę go naraz˙ać na takie wstrząsy, bo dostanie nerwicy! – Siostrzenica obecnego burmistrza boi się węz˙y. No, no – zamyślił się Judd. – Owszem, to się nie mieści w głowie – przyznał Cash. – Mam nadzieję, z˙e nie dałeś jej podstaw, z˙eby mogła nas zaskarz˙yć? Cash potrząsnął głową. – Wspomniałem tylko, z˙e w drugiej szafce sie- dzi tato Mikeya, i zapytałem, czy jego tez˙ chcia- łaby poznać. Wtedy uciekła. – Uśmiechnął się z satysfakcją. – Gdy kogoś zwalniam, to miasto musi mu płacić zasiłek, ale jeśli sami odchodzą, to nie. Więc ja jej pomogłem odejść na własne z˙yczenie. – Ty draniu – wykrztusił Judd, powstrzymując śmiech. – To nie moja wina. Za bardzo się we mnie podkochiwała. Zdawało jej się, z˙e skoro wujek 20 załatwił jej tę pracę, to wystarczy, z˙e włoz˙y mini, błyśnie biustem i ja juz˙ na nią polecę – wyjaśnił Cash z irytacją. – Moz˙e to ja powinienem ją zaskar- z˙yć o molestowanie seksualne? – Och, Ben Brady bardzo by się z tego ucieszył – skomentował Judd niewinnie. – Mam juz˙ dość sekretarek, które ganiają mnie dokoła biurka. – To nie są sekretarki, tylko asystentki do spraw administracyjnych – poprawił go zastępca. – Och, daj mi spokój! – Właśnie dlatego uwaz˙am, z˙e powinieneś poje- chać do Nowego Jorku. – Ktoś musi się zająć zwierzakami. – Przed wyjazdem moz˙esz zanieść Mikeya z po- wrotem do Billa Harrisa. On nie będzie miał nic przeciwko temu. Przyda ci się mały urlop, mówię to zupełnie szczerze. Cash z westchnieniem wbił ręce w kieszenie. – Przynajmniej raz mogę się z tobą zgodzić. Ale jeśli jej wujek zadzwoni i zapyta, dlaczego odeszła... – Ani słowem nie wspomnę o węz˙u. Powiem mu, z˙e kosmici chodzą za tobą przez cały dzień i z tego powodu masz kłopoty z psychiką. Cash rzucił mu ponure spojrzenie i wrócił do pracy. 21 Po południu następnego dnia Cash stanął przed komendantem Wojskowej Szkoły Cannae w An- napolis w stanie Maryland. Nazwa szkoły bardzo go rozbawiła; Cannae było łacińską nazwą mias- teczka, gdzie armia potęz˙nego Rzymu poniosła druzgocącą klęskę z rąk kartagińskiego wodza, Hannibala. Komendant, Gareth Marist, był jego znajomym. Przed laty słuz˙yli w tej samej jednostce podczas operacji ,,Pustynna Burza’’ w Iraku. Uścisnęli sobie dłonie jak bracia, którymi w głębi duszy byli. Niewielu ludzi przez˙yło to co oni, gdy znaleźli się na tyłach wroga. Maristowi udało się wtedy uciec; Cash nie miał tyle szczęścia. – Rory opowiadał mi o tobie, zanim jeszcze zorientowałem się, kim jesteś – powiedział Gareth. – Siadaj, siadaj! Cieszę się, z˙e znowu cię widzę. Zdaje się, z˙e zostałeś stróz˙em prawa? Cash skinął głową, zajmując miejsce na krześle. Męz˙czyzna siedzący po przeciwnej stronie biurka był mniej więcej w jego wieku, ale wyz˙szy i za- czynał juz˙ łysieć. – Jestem komendantem posterunku w małej mieś- cinie w Teksasie. – Trudno jest odejść od militarnego stylu z˙ycia. – Gareth pokiwał głową. – Mnie się nie udało, więc znalazłem sobie miejsce tutaj, i bardzo się z tego 22 cieszę. Kocham tę pracę, lepienie przyszłych z˙oł- nierzy. Ten mały Rory ma duz˙y potencjał – dodał. – Jest bardzo inteligentny i nie boi się chłopaków dwa razy większych od siebie. Nawet ci najbar- dziej agresywni zostawiają go w spokoju – roze- śmiał się. Cash tez˙ musiał się uśmiechnąć. – Z całą pewnością mówi, co myśli, i nie owija w bawełnę, o tym juz˙ zdąz˙yłem się przekonać. – A ta jego siostra! – Gareth gwizdnął z po- dziwem. – Gdybym nie był szczęśliwym męz˙em z dwójką dzieciaków, to łaziłbym za nią na kola- nach. To prawdziwa piękność, i widać, z˙e kocha tego chłopaka. Gdy go tu przywiozła po raz pierw- szy, był śmiertelnie przeraz˙ony. Mieli jakieś kłopoty z matką, ale poradziła sobie z tym. Pokazała mi dokumenty przyznające jej pełne prawo do opieki nad chłopcem i bardzo jasno wytłumaczyła, z˙e nie wolno dopuścić do niego matki. Ojca zresztą tez˙ nie. – Zatrzymał baczne spojrzenie na twarzy Casha. – Pewnie nie wiesz dlaczego? – Moz˙e wiem, ale nie zdradzam tajemnic. – Pamiętam. – Gareth uśmiechnął się ze smut- kiem. – Nigdy się nie złamałeś podczas tortur. Znałem tylko jednego faceta, któremu tez˙ się to udało. To był Brytyjczyk z SAS, specjalnych sił lotniczych. 23
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wszystko dla niej
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: