Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00277 005879 14494465 na godz. na dobę w sumie
Wychowawca-przywódca. Nie ma trudnych dzieci, są tylko niewłaściwi opiekunowie - ebook/pdf
Wychowawca-przywódca. Nie ma trudnych dzieci, są tylko niewłaściwi opiekunowie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 152
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-3553-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> rodzicielstwo i psychologia dziecka
Porównaj ceny (książka, ebook (-35%), audiobook).
Przywództwo to umiejętność wpływania na ludzi poprzez wyzwalanie ich siły i potencjału w celu umożliwienia im dążenia do większego dobra.
Ken Blanchard
Nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek.
Albert Einstein

Nauczycielu! Wychowawco!

Prawdopodobnie uczymy różnych przedmiotów, ale wierzę, że Ty i ja mamy podobne podejście do młodzieży - zamiast pacyfikacji wybieramy współpracę i rozwój. Wierzymy, że naszym zadaniem nie jest wyłącznie zapoznawanie dzieciaków z programem nauczania. Pokazujemy im również, jak należy zachowywać się w grupie, rozmawiać z innymi, doceniać wartość wszystkich osób i pracować nad swoją własną. Mimo że czasy są trudne, a młodzież wymagająca, otwieramy się na współpracę i dzięki tej otwartości uzyskujemy świetne efekty. Jeśli szukasz skutecznych narzędzi rozwoju Twoich uczniów, ta książka na pewno Ci się przyda!

Znajdziesz tu praktyczne pomysły na lekcje i twórcze spojrzenie na klasę oraz proste narzędzia, które w krótkim czasie przyniosą zadziwiające efekty wychowawcze. Wyniki nauczania sprawią, że dzieciaki będą zadowolone, otwarte na Twoje nowe pomysły oraz chętne do eksperymentowania i rozwoju.

Doskonale wiem, że podczas pracy w szkole trafiają się złe dni, kiedy mimo najlepszych intencji nic nie idzie po naszej myśli. Przeżyłam to wielokrotnie. Ale czyż nie podbudowuje Cię myśl, że tam, za drzwiami, czekają na Ciebie Twoi uczniowie? To Ty jesteś ich nauczycielem. Jesteś dla nich wzorem. Drogowskazem. Wychowawcą. Przywódcą. Możesz zmienić znacząco ich życie - spoczywa na Tobie wielka odpowiedzialność.

Małgorzata Skarbecka
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Idź do Przykładowy rozdział Spis treści Katalog książek Nowości Bestsellery Bestsellery Nowe książki Zamów drukowany katalog Zapowiedzi Twój koszyk Twój koszyk Dodaj do koszyka Dodaj do koszyka Cennik i informacje Cennik i informacje Zamów cennik Zamów cennik Zamów informacje Zamów informacje o nowościach o nowościach Wydawnictwo Helion SA 44-100 Gliwice tel. 032 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl Wychowawca-przywódca. Nie ma trudnych dzieci, są tylko niewłaściwi opiekunowie Autor: Małgorzata Skarbecka ISBN: 978-83-246-2998-5 Format: 140 × 208, stron: 152 Nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek. Albert Einstein Nauczycielu! Wychowawco! Prawdopodobnie uczymy różnych przedmiotów, ale wierzę, że Ty i ja mamy podobne podejście do młodzieży — zamiast pacyfikacji wybieramy współpracę i rozwój. Wierzymy, że naszym zadaniem nie jest wyłącznie zapoznawanie dzieciaków z programem nauczania. Pokazujemy im również, jak należy zachowywać się w grupie, rozmawiać z innymi, doceniać wartość wszystkich osób i pracować nad swoją własną. Mimo że czasy są trudne, a młodzież wymagająca, otwieramy się na współpracę i dzięki tej otwartości uzyskujemy świetne efekty. Jeśli szukasz skutecznych narzędzi rozwoju Twoich uczniów, ta książka na pewno Ci się przyda! Znajdziesz tu praktyczne pomysły na lekcje i twórcze spojrzenie na klasę oraz proste narzędzia, które w krótkim czasie przyniosą zadziwiające efekty wychowawcze. Wyniki nauczania sprawią, że dzieciaki będą zadowolone, otwarte na Twoje nowe pomysły oraz chętne do eksperymentowania i rozwoju. Doskonale wiem, że podczas pracy w szkole trafiają się złe dni, kiedy mimo najlepszych intencji nic nie idzie po naszej myśli. Przeżyłam to wielokrotnie. Ale czyż nie podbudowuje Cię myśl, że tam, za drzwiami, czekają na Ciebie Twoi uczniowie? To Ty jesteś ich nauczycielem. Jesteś dla nich wzorem. Drogowskazem. Wychowawcą. Przywódcą. Możesz zmienić znacząco ich życie — spoczywa na Tobie wielka odpowiedzialność. Małgorzata Skarbecka Spis treĂci WstÚp Dla wszystkich tych, którzy uwaĝajÈ, ĝe pracujÈ z „trudnÈ mïodzieĝÈ” Rozdziaï 1. Bolibrzuch i chiñski paragraf Rozdziaï 2. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki Rozdziaï 3. Kaĝdy ma swojego sïonia Rozdziaï 4. O co naprawdÚ chodzi zïoĂliwej Dominice? Rozdziaï 5. Skuteczne NIE, czyli jak obroniÊ swoje Ăniadanie Rozdziaï 6. Czy czujesz zapach zachodu sïoñca? Rozdziaï 7. Klasa 20 dzieci to klasa 20 kompletnie róĝnych osób Rozdziaï 8. Jak skutecznie dmuchaÊ bañki mydlane 9 13 33 53 67 85 105 117 133 Rozdziaï 2. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki Jak sprawiÊ, aby klasa byïa i integracyjna, i zintegrowa- na, a kaĝdy szybko zauwaĝyï, jakÈ rolÚ peïni w grupie i dlaczego mu dobrze w tej roli. Godzina dwudziesta. OczywiĂcie juĝ po lekcjach. Po radzie pedagogicznej. Po wywiadówce. SiedzÚ z koleĝankÈ w samo- chodzie przed jej domem (ja jestem tÈ uczynnÈ zmotoryzowa- nÈ koleĝankÈ) i waïkujemy temat sfrustrowanej matki, która sama juĝ nie wie, co robiÊ, bo jej dziecko jest nieakceptowane i ěle siÚ czuje w klasie. Koleĝanka jest wychowawcÈ klasy, do której chodzi to dziecko. — Sam zaczyna, prowokuje, a potem pïacze i skarĝy! Dzieci go nie lubiÈ! DokuczajÈ... normalnie okropnoĂÊ! A tak fajnie juĝ byïo, myĂlaïam, ĝe siÚ polubili! Czemu nigdy nie moĝe byÊ fajnie? Wiem, o kim mowa. Te dzieciaki naprawdÚ siÚ lubiÈ, sÈ ra- zem od pierwszej klasy. Teraz sÈ w czwartej i pomijajÈc normal- ne tarcia, sÈ naprawdÚ zgranÈ i miïÈ w nauczaniu klasÈ. 34 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA Prócz jednego ucznia, który jest CA’KIEM NOWY. Wróciï do Polski po wielu latach pobytu z rodzicami za granicÈ. Tam chodziï do szkoïy, uczyï siÚ, tam zdobywaï umiejÚtnoĂÊ ĝycia w grupie. Zgodnie z tym, co mówiïa matka, tam teĝ miaï pro- blem z integracjÈ. Obcokrajowiec, z Polski, sïabiej mówi w jÚ- zyku, ma inne nawyki, tradycje, innÈ kulturÚ — sprawa jakby oczywista, ĝe nie do koñca przystaje i ĝe sam czuje siÚ nie na miejscu. Ale to byïo tam, a tutaj jest tutaj. Bariery jÚzykowej ani kul- turowej przecieĝ nie ma. Ma peïne prawo, by czuÊ siÚ „u siebie”. Ale znów jest obcy. Bo ma trochÚ inny akcent, jest nieco inaczej ubrany, ma inne zeszyty. Szybko wiÚc dostaï etykietkÚ „jest stamtÈd”. Nic dziwnego, ĝe gdy matka sïucha opowieĂci syna o tym, jak minÈï mu dzieñ (jak piÈte koïo u wozu, z dala od zabaw i roz- mów), to boli jÈ ta sytuacja. Zwïaszcza ĝe kïuje jÈ poczucie winy, bo to przecieĝ byïa ich — rodziców — decyzja o wyjeědzie z Polski. I przez tÚ decyzjÚ jej syn ma teraz problemy, popïa- kuje, chodzi osowiaïy. Za granicÈ matka zebraïa siÚ w sobie, poszïa do wychowawcy, a nawet wyĝej, ĝeby pomóc. Poruszyïa tamtejsze kuratoryjne niebo i ziemiÚ, tak ĝe wïadze oĂwiatowe wydaïy oficjalny zakaz dzieciom z klasy wyzywaÊ syna od „Polaków”. I teraz, po powrocie do ojczyzny, ma przechodziÊ dokïadnie to samo? CoĂ zrobiÊ trzeba, to nie ulega wÈtpliwoĂci. I to szybko, za- nim chïopiec przestanie chodziÊ do szkoïy, zanim zacznie siÚ wagarowanie, zanim matka wyruszy do kuratorium. Tylko wia- domo teĝ, ĝe w kuratorium nie wywalczy ani sympatii, ani ak- ceptacji dla syna, ani zaproszeñ na urodziny do kolegów i kole- ĝanek, ani podawania piïki w trakcie zajÚÊ sportowych. Chïopiec ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 35 nie zostanie przyjÚty do grupy, bo ktoĂ tak nakaĝe. Chïopiec nie poczuje siÚ czÚĂciÈ grupy, bo ktoĂ tak nakaĝe. ¿aden nakaz, przymus, rozporzÈdzenie ani kara tego nie zmieni. Tutaj potrzeba bardziej subtelnych dziaïañ. — Znajdě im innego wroga! — mówiÚ do przyjacióïki. — Innego... co? Jakiego wroga? Mam skierowaÊ ich uwagÚ na inne, silniejsze dziecko, które sobie z tym poradzi? A moĝe ja albo pan dyrektor? O! Najlepiej dyrektor, on sobie da radÚ, bo ma autorytet, stïumi kaĝdÈ rebeliÚ czwartoklasistów w za- rodku. Juĝ sobie wyobraĝam... — Ja wcale nie mówiÚ o konkretnym czïowieku. Wrogiem niekoniecznie musi byÊ czïowiek. To moĝe byÊ coĂ, z czym bÚ- dzie walczyïa caïa klasa, na co bÚdÈ sobie mogli spokojnie pona- rzekaÊ, pomarudziÊ razem z tym nowym, i to koniecznie z nim, wiÚc to musi byÊ coĂ wspólnego... Wtedy bÚdziesz mieÊ spokój. Koleĝanka patrzy na mnie podejrzliwie, ale chyba dostrzegïa jakiĂ sens w mojej propozycji, bo wysiadajÈc z samochodu, mówi: — OK, dziĂ mnie to przerasta, idÚ spaÊ. Jutro mi wszystko wytïumaczysz, na razie muszÚ poprzewracaÊ siÚ po ïóĝku do Ăwitu w poczuciu niemocy i poraĝki. Dobranoc! Wspólny wróg to naprawdÚ dobre narzÚdzie na zarzÈdza- nie nastrojami w klasie. Koleĝanka zatrzasnÚïa drzwiczki samochodu. Ruszyïam po- woli spod bloku i zaczÚïam wïÈczaÊ siÚ w ruch uliczny. SïyszÚ za sobÈ szalone trÈbienie, ale trzymam siÚ spokojnie swojego pasa. Obok mnie, mimo ĝe teren zabudowany i ograniczenie prÚdkoĂci do 50 km/h, przemyka samochód. Za jego przykïa- dem idÈ inni kierowcy, przemykajÈ obok mnie, trÈbiÈc jak szaleni i oĂlepiajÈc mnie dïugimi Ăwiatïami. UĂmiecham siÚ wyrozumiale, bo mam jak na dïoni przy- kïad wspólnego wroga. 36 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA Ja jestem tym wspólnym wrogiem tych wszystkich wspa- niaïych kierowców, którzy w swoich lĂniÈcych, wypucowanych samochodach mknÈ ulicami. Ja, w swoim ulubionym gruchotku, który nie doĂÊ sprawnie wïÈcza siÚ do ruchu, spowalnia i prze- szkadza. MyĂlÈ o mnie pewnie „zawalidroga”, „oferma”, „nie- dzielny kierowca”. To nic. Jestem wyrozumiaïa w stosunku do tych kierowców na dro- dze, a takĝe dla zespoïu ekspedientów w sklepie (których wy- rywam ze sïodkiego nieróbstwa moimi dociekliwymi pytaniami, czym róĝni siÚ MP3 player od MP4 playera) i moich wycho- wanków (od których wymagam postÚpów w nauce i przyzwo- itego zachowania), poniewaĝ wiem, ĝe to normalna reakcja. WszÚdzie tam, gdzie znajduje siÚ kilka osób, zawsze poja- wiajÈ siÚ takie same fazy bycia razem, docierania siÚ. PojawiajÈ siÚ konflikty i trzeba je fachowo rozwiÈzywaÊ. Przez wiele lat, zanim zrozumiaïam, na czym polega i jak przebiega typowy scenariusz konfliktu, liczyïam na swoje szczÚĂcie i swojÈ zdolnoĂÊ szybkiego reagowania, gdy trzeba byïo dogadaÊ siÚ z klasÈ, gdy trzeba byïo uspokoiÊ pïaczÈcego ucznia, gdy trzeba byïo uspokoiÊ zdenerwowanego rodzica na wywiadówce. Potem, juĝ po zrozumieniu co i jak, przestaïo mnie dziwiÊ, ĝe dzieciak, który w teorii POWINIEN skakaÊ z radoĂci, bo oto jest w Krakowie i widzi smoka, którego dotÈd znaï tylko z obrazków i legend, pïacze i chce do mamy, albo stwierdza, ĝe wcale mu siÚ ten smok nie podoba. NastÚpnego dnia jak zwykle na lekcjach ze swoimi pod- opiecznymi weszïam do klasy, zapytaïam, jak siÚ dziĂ majÈ, co u nich nowego i czy wszystko NA PEWNO dobrze. Wszystko dobrze! Zaczynamy wiÚc naukÚ! ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 37 Jak zwykle zapisaïam temat i sprawnie ustaliïam rodzaj Êwiczeñ. W sali cisza, wszyscy pilnie pracujÈ. PiszÈ w zeszytach, przeglÈdajÈ podrÚczniki. Na samym poczÈtku ustaliliĂmy za- sady wspólnego przebywania na lekcjach i uczniowie dosko- nale wiedzÈ, co i kiedy wolno. To bardzo uïatwia, daje poczu- cie niezmiennoĂci, takĝe im. Juĝ od dawna nie muszÚ prosiÊ, ĝeby ktoĂ poĝyczyï zapominalskiemu Szymkowi ksiÈĝkÚ, ĝeby ktoĂ starï tablicÚ po kolejnym Êwiczeniu, ĝeby ktoĂ zostaï dwie minuty po dzwonku i poprawiï krzesïa po ĂpieszÈcych siÚ ko- legach. WspierajÈ siÚ, podajÈ sobie zeszyt, gdy ktoĂ nie zdÈĝy odpisaÊ z tablicy, poĝyczajÈ przybory, zawsze wyciÈga siÚ kilka rÈk z dïugopisem, mazakiem, korektorem. CzytajÈ, piszÈ, szu- kajÈ z róĝnym zaangaĝowaniem, ale nikt nie musi sam. LubiÈ siÚ, a ja siÚ cieszÚ, bo to dobrze, ĝe siÚ zgrali. WiedzÈ, na co kogo staÊ, co ich ïÈczy, z czego nie naleĝy siÚ ĂmiaÊ, a co jest naprawdÚ Ămieszne. W tej idylli widzÚ jednak coĂ, co mnie zaintrygowaïo. WidzÚ wyraěny podziaï na dwa obozy. Tego wczeĂniej nie byïo, a teraz... wyraěnie coĂ podzieliïo caïÈ klasÚ na DZIEWCZYNY I CH’O- PAKÓW. O ile ONE starajÈ siÚ pokazaÊ z jak najlepszej strony, jako bardzo dorosïe i powaĝne, o tyle ONI zdecydowanie coĂ kombinujÈ, pomimo ciszy i zapracowania. ’apiÚ miny, gesty i porozumiewawcze spojrzenia. Nadchodzi moment, w którym wzajemna zgoda i wyrozumiaïoĂÊ zostanÈ zawieszone w mu- zeum. Ciekawe, o co tym razem poszïo? Dzwonek. Chïopcy szybko sprzÈtajÈ swoje miejsca i pÚdzÈ na wychowanie fizyczne. Pogoda za oknem wspaniaïa, wiÚc nic ich nie powstrzyma przed uganianiem siÚ za piïkÈ. Natomiast dziewczyny wyraěnie ociÈgajÈ siÚ i wreszcie, ze wzburzeniem wypisanym na twarzach, podchodzÈ do mojego biurka. Ja spo- kojnie na nie czekam, powoli pakujÈc swoje rzeczy. Nie zagadujÚ 38 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA pierwsza. Nie chcÚ wyjĂÊ na wĂcibskiego belfra. Alcia idzie pierwsza, ona bÚdzie tïumaczyïa, co siÚ staïo. WidzÚ ïzy w jej oczach... Alcia przytula siÚ i szlochajÈc, informuje, ĝe juĝ dïu- ĝej nie wytrzyma z tym „niedojrzaïym elementem, który wszystko w klasie psuje”. — O chïopaków chodzi? — pytam. — Jak zwykle! — inna uczennica, Aga, jest wyraěnie rozgo- ryczona. — Opowiedzcie, co siÚ staïo. Czemu nie da siÚ juĝ wytrzy- maÊ z tym... „niedojrzaïym elementem”? — pytam. Tego oczywiĂcie siÚ spodziewaïam, jako ĝe ostatnio, na zmianÚ z paniÈ higienistkÈ, wtïaczaïyĂmy w gïowy caïej mojej dwudziestki podopiecznych, czym siÚ róĝni dojrzewanie dziew- czÈt od dojrzewania chïopców. Wnioski byïy jasne — chïopcy dojrzewajÈ trochÚ wolniej i w innym kierunku, stÈd czasem trudniej im siÚ pracuje, nie chcÈ robiÊ gazetek, a najwaĝniej- sza jest piïka i „siedzenie na kompie” ile siÚ da. Usilnie tïu- maczyïyĂmy, ĝe to jest normalne i ĝe nie naleĝy siÚ z tego wy- ĂmiewaÊ, ĝe trzeba byÊ dla siebie wyrozumiaïym i uczynnym. Praktyka oczywiĂcie pokazaïa, ĝe to nie jest takie ïatwe, gdy siÚ ma jedenaĂcie lat. — To siÚ na muzyce zaczÚïo. My byïyĂmy normalne, a oni pajacowali, i pani wpisaïa wszystkim uwagi, nam teĝ! — wy- buchïa Marta. — I my poszïyĂmy do pani od muzyki powiedzieÊ, ĝe my nic nie robiïyĂmy, a pani powiedziaïa, ĝe wïaĂnie o to gïównie chodzi, ĝe nic nie robiliĂmy na lekcji, i ĝe mamy siÚ poprawiÊ — dodaïa Angelika. — A potem chïopcy powiedzieli Ali, ĝe ka- bluje i ĝe jest gïupia. ¿e my wszystkie jesteĂmy lizuski, a oni tak nie bÚdÈ, bo oni siÚ nie bÚdÈ podlizywaÊ. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 39 No i wywiÈzaïa siÚ z tego niezïa kïótnia. Wszyscy chïopcy „najechali” na AlciÚ, ĝe ona zawsze zwraca im uwagÚ, jak coĂ robiÈ nie tak. Powiedzieli jej, ĝe jest niewaĝna i wcale nie prze- stanÈ, ĝe bÚdÈ robili, co chcÈ. Przez nastÚpne piÚÊ lekcji im dziewczyny byïy grzeczniejsze i im bardziej siÚ staraïy nie pod- paĂÊ nauczycielom, tym chïopcy ostrzej sobie poczynali: dys- kredytowali odpowiedzi koleĝanek na forum, podawali w wÈt- pliwoĂÊ zasadnoĂÊ odrabiania lekcji, informowali z niezachwianÈ pewnoĂciÈ siebie, ĝe dziewczyny zgïaszajÈ siÚ i sÈ grzeczne, bo w przeciwieñstwie do chïopców sÈ lizuskami, które wszystko zrobiÈ dla dobrej oceny. Na mojej lekcji caïa klasa zachowywaïa siÚ w miarÚ po- rzÈdnie, poniewaĝ wiedzieli, ĝe pewnych zachowañ nie tole- rujÚ. Niemniej gdy któraĂ z dziewczynek podchodziïa do tablicy i za wolno pisaïa lub za dïugo myĂlaïa, pojawiaïy siÚ komenta- rze. Gdy podany przez dziewczynkÚ przykïad byï zbyt „babski”, chïopcy koniecznie chcieli podaÊ swój, bardziej „mÚski”. Przy- kïady byïy poprawne merytorycznie, wiÚc pozwalaïam im na to. Gdy dziewczyny podawaïy jakÈĂ informacjÚ, chïopcy, nie czekajÈc, aĝ wywoïam zgïaszajÈcego siÚ, dodawali mnóstwo innych i z wyĝszoĂciÈ patrzyli na przeciwniczki w konflikcie, przekonani, ĝe oto dowiedli swojej wyĝszoĂci. — Niech im pani coĂ powie! Patrzyïy na mnie bïagalnie zaïzawione, posmutniaïe oczy. Z nadziejÈ, ĝe wezmÚ sprawy w swoje rÚce i wszystko bÚdzie jak dawniej. — Rozumiem waszÈ sytuacjÚ... ale nie zamierzam nic mówiÊ chïopcom. Dziewczynki byïy zaskoczone. Nie mogïy uwierzyÊ, ĝe nie chcÚ ich wziÈÊ w obronÚ, ĝe nie zamierzam wymusiÊ na chïop- cach zmiany ich zachowania. 40 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA Wytïumaczyïam, ĝe jeĂli cokolwiek chïopcom powiem, to one znów wyjdÈ na skarĝypyty i bÚdzie jeszcze gorzej. Zapyta- ïam jednak, co innego moĝna zrobiÊ, ĝeby byïo dobrze, i na czym tak naprawdÚ im zaleĝy. Dziewczynki chciaïy: x spokoju podczas lekcji; x ĝeby nie byïo zbiorowej odpowiedzialnoĂci za zïe zacho- wanie na lekcji; x ĝeby chïopcy nie czepiali siÚ Alci; x ĝeby chïopcom zaleĝaïo na byciu najlepszÈ klasÈ w szko- le, ale razem, a nie przez „wymÈdrzanie siÚ” i pokazywa- nie, ĝe chociaĝ im nie zaleĝy, to sÈ lepsi od dziewczynek. UĂwiadomiïam dziewczynkom, ĝe chïopcom tak naprawdÚ zaleĝy, a robiÈ tak, ĝeby pokazaÊ, ĝe róĝniÈ siÚ od dziewczyn, ĝe sÈ tacy... tacy... — tu mi zabrakïo sïowa, ale wyrÚczyïa mnie Aga: — ¿e sÈ macho! Oni pokazujÈ, ĝe nie sÈ delikatni, nie sÈ maminsynkami i ĝe im nie zaleĝy! — Macho? Gdzie sïyszaïaĂ to sïowo? — zapytaïam zasko- czona. Agnieszka opowiedziaïa, jak to jej mama „wojuje” z jej bra- tem, który jest juĝ w liceum i nie chce pomagaÊ w domu, ro- biÊ zakupów i zajmowaÊ siÚ, jak do tej pory, odrabianiem lekcji z niÈ — mïodszÈ siostrÈ. — Wtedy wïaĂnie mama mówi, ĝe nie musi byÊ takim ma- cho, który siÚ stawia, bo prawdziwy mÚĝczyzna jest odpowie- dzialny za to, co mu siÚ powierza, a odpowiedzialnoĂÊ jest miarÈ jego mÚskoĂci — opowiadaïa z przejÚciem Aga. Doskonale! Postanowiïam wykorzystaÊ doĂwiadczenie mamy Agnieszki. Obiecaïam dziewczynom, ĝe wprawdzie zrobiÚ coĂ, co zaĝegna konflikt, ale bÚdÚ udawaÊ, ĝe o niczym nie wiem, i ĝe nie bÚdÚ opowiadaïa siÚ po niczyjej stronie. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 41 Moja deklaracja zadowoliïa dziewczynki, bo szybko wyszïy z sali, a ja mogïam zebraÊ siÚ na kolejne zajÚcia. W rozwiÈzywaniu tego typu konfliktów trzeba przede wszyst- kim przyjÈÊ absolutnÈ bezstronnoĂÊ i nie braÊ strony dziew- czÈt (choÊ ich racje byïy sïuszne), zwïaszcza ĝe czas podkreĂla- nia róĝnic i konfliktów w grupie zawsze musi nastÈpiÊ. Nawet w takiej maïej grupie jak rodzina Agnieszki i nawet w takiej, wydawaïoby siÚ, zĝytej grupie jak klasa moich podopiecznych. NastÚpnego dnia przypomniaïam wszystkim, i moim macho, i moim dziewczynom, jakie zasady zachowania obowiÈzujÈ na lekcjach, jaki jest ich przebieg, w jaki sposób ma zachowywaÊ siÚ uczeñ pretendujÈcy do bycia wzorem. O karach za niesubor- dynacjÚ, widzÈc skruszone minki, wspominaÊ juĝ nie musiaïam. NastÚpnie wziÚliĂmy siÚ za przydzielanie ról na uroczystoĂÊ szkolnÈ (akurat wypadaïa; jeĂli w Twoim przypadku nie bÚdzie czegoĂ takiego pod rÚkÈ, po prostu wymyĂl jakiĂ projekt lub zadanie, które wymaga wybierania przedstawicieli i wzajemne- go dziaïania w niewielkich grupach). Uczniowie sami zgïaszali siÚ do okreĂlonych, pasujÈcych im ról, a ja zachÚcaïam wszyst- kich do podawania cech, które sprawiajÈ, ĝe caïa klasa zgadza siÚ na tego chïopca lub tÚ dziewczynkÚ do roli wodzireja, króla, Kopciuszka, wróĝki, krzewów szumiÈcych w tle, DJ-a przy sprzÚ- cie nagïaĂniajÈcym lub oficjalnego fotografa imprezy. Wszelkie osobiste wycieczki natychmiast twardo ucinaïam, a prawdziwe i sympatyczne wypowiedzi nagradzaïam pochwaïÈ i uĂmiechem. Klasa szybko wdroĝyïa siÚ w Êwiczenie, wymieniali doĂwiad- czenia, opinie, opowiadali o swoich mocnych stronach, o tym, jaka jest ich wizja wystÚpu, w jakich rolach czujÈ siÚ dobrze, a w jakich nie najlepiej, a takĝe jak to bywaïo podczas innych przedstawieñ w poprzednich klasach. 42 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA Powspominali, poĂmiali siÚ, poopowiadali anegdotki i z przy- mruĝeniem oka traktowali wpadki róĝnych „ktosiów” podczas wystÚpów. Zbiorowo zdecydowali, ĝe jedynie Alcia nadaje siÚ na prowadzÈcÈ, bo jest odwaĝna, ma dobrÈ pamiÚÊ, a na do- datek dobrze podpowiada, jak ktoĂ zapomni roli. Poza tym byïa juĝ konferansjerem i dobrze jej to wyszïo, a nie tak jak takiej jednej dziewczynie dawno temu — zapomniaïa daÊ komendÚ „spocznij” po wprowadzeniu sztandaru i wszyscy stali tak dïugo, aĝ pani jej podpowiedziaïa. RozmawialiĂmy teĝ trochÚ o tym, ĝe zawodowi aktorzy, lu- dzie sceny, politycy i dziennikarze umiejÈ tak fajnie wybrnÈÊ z róĝnych trudnych sytuacji i wcale siÚ nie przejmujÈ. Potem wspólnie wymyĂlaliĂmy, co kto by zrobiï, gdyby zapomniaï roli albo faïszowaï na muzyce, albo gdyby ktoĂ na lekcji przeszkadzaï, udajÈc klauna, a pani wcale by to nie Ămieszyïo. Alcia byïa wniebowziÚta, a Aga... zïapaïam w pewnym momencie spoj- rzenie jej wielkich, bïÚkitnych i peïnych zrozumienia oczu. Dobra nasza! Chmury na klasowym niebie czasowo zniknÚïy i zaĂwieciïo wielkie, piÚkne sïoñce. Byïam bardzo zadowolona, ĝe Ăwiadomie i z rozmysïem za- ĝegnaïam konflikt wynikajÈcy z dostrzegania przez czïonków grupy nie tylko podobieñstw, ale i róĝnic pomiÚdzy sobÈ. Cie- szyïam siÚ, ĝe zrozumieli, ĝe te róĝnice czyniÈ ich wyjÈtkowy- mi i nie do zastÈpienia, ĝe dziÚki róĝnym zdolnoĂciom klasa wiÚcej moĝe, bo moĝe uczestniczyÊ w bardzo róĝnych, wyma- gajÈcych odmiennych umiejÚtnoĂci przedsiÚwziÚciach. Cieszyïam siÚ bardzo, ĝe zmotywowaïam chïopców do lep- szego zachowania i potwierdzania róĝnic niekoniecznie przez pozowanie na macho, którym na niczym, a zwïaszcza na dobrej opinii, nie zaleĝy. Z zadowoleniem obserwowaïam, jak po na- ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 43 szych zajÚciach chïopcy zakïadali krzesïa na stoïy, pozwalajÈc dziewczynom iĂÊ na przerwÚ. Zdawaïam sobie jednak sprawÚ, ĝe ponownie zbliĝa siÚ chwi- la, gdy bÚdÚ musiaïa dobitnie przypomnieÊ moim wychowan- kom, ĝe to JA JAKO NAUCZYCIEL rzÈdzÚ w klasie. Brzmi to moĝe okropnie, ale jest niezbÚdne. Jedna z dziew- czynek opowiadaïa, ĝe niektórzy chïopcy sugerowali, ĝe nie za- mierzajÈ sïuchaÊ nie tylko nauczycielki muzyki, ale NAWET mnie. Moja osoba byïa tylko jednym z wielu elementów ich „niechcenia”, „nicnierobienia” i ogólnego sprzeciwu wobec pole- ceñ, zaleceñ i obowiÈzujÈcych norm. Ale moja osoba i moje stanowisko nie mogïy staÊ siÚ elementem jednym z wielu, elementem, który w zaleĝnoĂci od nastroju ignoruje siÚ lub siÚ go sïucha. WYCHOWAWCA musi byÊ zawsze autorytetem dla uczniów i musi ten autorytet trzymaÊ. Nie mogïam pozwoliÊ sobie na podjazdowÈ walkÚ o wïadzÚ z mojÈ klasÈ. Wymiana zïoĂliwoĂci absolutnie mnie nie intere- suje, zasady gry majÈ byÊ czyste i przestrzegane. Nie mogÚ teĝ na uczniów nawrzeszczeÊ, bo wtedy uĝyjÚ przewagi swojego wieku i stanowiska wobec nich, a oni szybko zrozumiejÈ, ĝe to moja ostatnia deska ratunku. ZaczÚïam wiÚc planowaÊ. Klasa juĝ siÚ lubi, chyba sobie nawet wybaczyli ostatnie zachowania. Przed nami wiele godzin dodatkowej pracy z okazji przedstawienia szkolnego. Ten eks- traczas wykorzystam w celu krzewienia sympatycznych relacji miÚdzy uczniami, a przy okazji pokaĝÚ im, ĝe jestem Ăwietnym przywódcÈ i ĝe nie ma potrzeby buntu, puczu, rewolucji prze- ciwko mnie. To dziaïanie na zasadzie szczepionki — nie czekam na to, by uczniowie nabrali ochoty do pokazania, jak bardzo siÚ zgrali, poprzez wszczynanie konfliktu ze swoim wychowawcÈ. Zamiast 44 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA tego dam im kilka DROBNYCH powodów do narzekania na mnie. StanÚ siÚ ich wspólnym wrogiem, ĝeby caïkiem zapo- mnieli o kïótniach miÚdzy sobÈ oraz ĝeby docenili te momen- ty, w których jestem sympatyczna i otwarta na rozmowy. WystÚpy za dwa tygodnie. Wszyscy chcemy sukcesu. Zaczynamy szczepienie! Na kolejnej najbliĝszej godzinie wychowawczej OZNAJMIAM (nie proponujÚ, nie proszÚ, nie sugerujÚ, tylko oznajmiam), ĝe próby odbywajÈ siÚ codziennie od czternastej do szesnastej. Cisza, zupeïna. Czekam. Po chwili odzywa siÚ kilka najodwaĝniejszych gïosików: — Nie mam dojazdu! — Nie ma mowy, w piÈtek jeědzimy zawsze do babci! — Ani mi siÚ Ăni, nigdy nie przyjdÈ wszyscy, to ja teĝ nie muszÚ! — Moja mama nigdy siÚ nie zgodzi, bo o piÚtnastej mamy obiad! — Mój tata siÚ nie zgodzi, mam z nim sprzÈtaÊ garaĝ. — A ja muszÚ wtedy byÊ z siostrÈ! Gdy odpowiadam spokojnie „próby codziennie, 14 – 16”, otwiera siÚ caïa powódě argumentów. DowiadujÚ siÚ, ĝe nie uda siÚ przeïoĝyÊ prywatnych lekcji z angielskiego, ĝe po lekcjach sÈ „energetycznie wypompowani”, ĝe przecieĝ mogÚ robiÊ te próby na lekcjach. Moje próby? Aha! Idziemy w dobrym kierunku! BuntujÈ siÚ, z kaĝdym argumen- tem coraz mocniej, coraz odwaĝniej, protestujÈ juĝ wszyscy, nawet grzeczne dziewczynki z niebieskimi oczami. No, moĝe nie wszyscy. Marek nie wïÈcza siÚ w kanonadÚ, bo on i tak zawsze do szesnastej siedzi na Ăwietlicy. Rwetes. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 45 PrzekrzykujÈ siÚ, ale... nie szukajÈ rozwiÈzañ. Jeszcze nie szukajÈ. W porzÈdku, rozumiem, po prostu potrzebujÈ sobie jeszcze trochÚ pokrzyczeÊ, sprzeciwiaÊ siÚ decyzji lidera. Gdy upór sïabnie, a argumenty wyczerpujÈ siÚ, PROPONUJ} (tym razem nie narzucam), aby w takim razie czÚĂÊ ról oddaÊ dzieciom z innych klas, bo one na pewno bÚdÈ mogïy i bÚdÈ chciaïy przychodziÊ. Ale nikt nie chce pozbywaÊ siÚ prestiĝu i przyjemnoĂci wystÚpów. Pytam wiÚc, co oni proponujÈ, jakie jest wyjĂcie z tej sytuacji. Nie sïyszÚ niczego konkretnego. W zasadzie to nic im siÚ nie spodoba i nic nie spotka z aprobatÈ. W porzÈdku, koñczÚ etap rwetesu i przechodzÚ do zmiany ich przekonañ. To jedyny sposób, ĝeby sami z siebie zrozu- mieli, co jest dla nich naprawdÚ waĝne. ProszÚ wszystkich o wyjĂcie na Ărodek klasy. Pozbawiam ich przez to zasïony w postaci ïawek. Na Ărodku cichnÈ, nie bardzo wiedzÈ, do czego zmierzam. PatrzÚ na ich buzie i za- czynam. — Skoro nie moĝemy dojĂÊ do porozumienia, to terminy prób bÚdziemy planowali z dnia na dzieñ. Czasu mamy doĂÊ, dwa tygodnie. W ostatecznoĂci obÚdziemy siÚ zupeïnie bez prób... — robiÚ pauzÚ i pozwalam im na chwilÚ aplauzu, potem kontynuujÚ: — ... tylko nie wiem, jak to bÚdzie, bo przecieĝ obiecaïam wam, ĝe przy okazji prób nauczÚ was, jak pokonaÊ tremÚ. Sami wiecie, jak ona na was wpïywa. CoĂ strasznego ta TREMA. Bïyskawicznie zapada cisza, bo w maïych gïowach zaczyna siÚ wyobraĝanie sobie siebie stremowanego na scenie, na oczach caïej szkoïy i rodziców. Po chwili gïosiki zaczynajÈ miÚknÈÊ. — Nooo, ja wiem, kolana mi siÚ trzÚsÈ i gïos drĝy. — A ja zapominam tekstu... 46 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA — No, a pamiÚtacie, jak ta JoaĂka, co jest juĝ w gimna- zjum, prawie pïakaïa? Ale wstyd! I zaczynajÈ siÚ pytania, jak poradziÊ sobie z tÈ tremÈ. Z tÈ okropnÈ tremÈ! Juĝ nikt nie walczy ZE MNk, bo wszyscy mamy wspólnego wroga, którym nie musi wcale byÊ czïowiek. W tym dniu jest to TREMA! Gdybym od razu zaczÚïa od tremy, to na niÈ zuĝyliby szcze- pionkÚ buntu. A sprzeciw wobec mnie, i to sprzeciw dotyczÈcy lekcji, a wiÚc znacznie powaĝniejszy niĝ wobec zostawania po lekcjach, wciÈĝ by pozostaï! Tymczasem „wyprztykali siÚ” z buntu na moim bïahym narzuceniu godziny prób, a teraz pokaĝÚ im, ĝe WSPÓLNIE, oni i ja, moĝemy poradziÊ sobie z tremÈ. Sto- imy teraz po tej samej stronie, wszyscy wiemy, ĝe mamy wspól- ny cel — daÊ Ăwietne przedstawienie! OczywiĂcie tremy nie da siÚ pokonaÊ ot tak — trzeba kilku prób. Na tych próbach uczniowie bÚdÈ powtarzaÊ swoje role, a gdy tylko poczujÈ tremÚ, majÈ mówiÊ gïoĂno o tym, co „robi im trema”. mwiczymy to zresztÈ od razu na kilku ochotnikach. Gdy ochotnicy opowiadajÈ o tremie, doradzam im, jak majÈ staÊ, jak mówiÊ, co robiÊ z rÚkoma, jak panowaÊ nad gïosem. MówiÚ, ĝe to kwestia Êwiczeñ, zalecam malutkie sztuczki. ObiecujÚ ÊwiczyÊ z nimi, walczyÊ razem z tym okropnym zja- wiskiem — ale nie bardzo wiem kiedy, bo przecieĝ oni majÈ tyle obowiÈzków. Uczniowie juĝ siÚ nie buntujÈ (dobrze czujÈ wspólnego wro- ga — tremÚ). ObiecujÈ, ĝe na poniedziaïek dowiedzÈ siÚ, czy w ogóle i jeĂli tak, to jak dïugo mogÈ zostawaÊ po lekcjach. Za- pisujÈ moĝliwe terminy, podpierajÈ siÚ planem lekcji. UĂmie- cham siÚ, bo oto jak za dotkniÚciem czarodziejskiej róĝdĝki klasa przejmuje odpowiedzialnoĂÊ za to, czy osiÈgnÈ cel (Ăwiet- ny wystÚp), za powodzenie caïego przedsiÚwziÚcia. Uczniowie ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 47 podejmujÈ decyzje i pytajÈ MNIE (jako osobÚ z autorytetem usankcjonowania), czy ich decyzje sÈ dobre. Zostawiam im swobodÚ — moĝemy ÊwiczyÊ wczeĂnie rano, moĝemy po lek- cjach. JeĂli bÚdzie chwila, to z tremÈ moĝemy walczyÊ równieĝ na jÚzyku polskim, a ja porozmawiam z nauczycielami przyrody i matematyki, ĝeby ostatnie piÚÊ minut lekcji przeznaczyli na drobne treningi antytremowe. Wszyscy sÈ peïni zapaïu i nikt nie myĂli o buntowaniu siÚ przeciwko mnie. W poniedziaïek okazuje siÚ, zgodnie z moimi przewidywa- niami, ĝe nie ma niczego, czego nie moĝna by przeïoĝyÊ w imiÚ sukcesu podczas przedstawienia. W klasie skupienie, zoriento- wanie na pracÚ. Mamy dwa tygodnie, tylko dwa, a przed nami wiele pracy! Uczniowie wyliczajÈ, co trzeba zrobiÊ. ¥wietni sÈ w tym! BiorÈ odpowiedzialnoĂÊ za dekoracjÚ, czas prób, mo- tywujÈ siÚ nawzajem, ĝeby szybciej nauczyÊ siÚ ról. Zaskaku- jÈce, ĝe starajÈ siÚ zapamiÚtaÊ równieĝ cudze role. Po co? WyjaĂniajÈ, ĝe to na wypadek, gdyby ktoĂ zachorowaï i trzeba by go byïo zastÈpiÊ. Caïy czas pilnie walczÈ z tremÈ — a wïa- Ăciwie juĝ nie tyle walczÈ, co jÈ oswajajÈ i uczÈ siÚ, ĝe moĝe byÊ twórcza. Kiedy tïumaczÚ im, jak staÊ, jak oddychaÊ, kiedy wprowadzam Êwiczenia rozluěniajÈce, korygujÚ bïÚdy, uczÚ trzymaÊ mikrofon, skwapliwie wykonujÈ Êwiczenia, podporzÈd- kowujÈ siÚ bez ociÈgania, pomagajÈ sobie wzajemnie. OczywiĂcie takÈ wspóïpracÚ trzeba nieco przetestowaÊ, dlatego jako goĂcia w przedstawieniu zapraszam (NARZUCAM) uczennicÚ innej klasy, ĂwietnÈ wokalistkÚ. Moi uczniowie przyjmujÈ jÈ bardzo dobrze, bijÈ brawo po jej próbach, wdraĝajÈ jÈ w zadania, pomagajÈ jej i jÈ wspierajÈ. Na tym etapie muszÚ czuwaÊ juĝ tylko nad tym, ĝeby atmosfera byïa wesoïa, ĝeby nie zabrakïo pochwaï, docenienia, podkreĂlania osiÈgniÚÊ. 48 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA Przed wystÚpem, kiedy wszystko jest dopiÚte na ostatni guzik, sïucham, jak bardzo sÈ dumni, jak wiele wysiïku wïoĝyli w przy- gotowanie uroczystoĂci. ObserwujÚ, jak z dumÈ ogarniajÈ wzro- kiem udekorowanÈ salÚ, jak bardzo sÈ przejÚci i jak Ăwietnie siÚ rozumiejÈ. Teraz, na chwilÚ przed wystÚpem, mówiÚ im, jak bardzo jestem z nich dumna. RozïadowujÚ atmosferÚ na- piÚcia ĝarcikami. — Ale jeĂli trafi siÚ na widowni taki Ămieszek, który bÚdzie robiï miny, a moĝe i cytrynÚ wyciskaï, to co zrobicie? Wszyscy siÚ ĂmiejÈ. WiedzÈ, ĝe sobie z tym poradzÈ, ĝe to ich nie zdenerwuje. — PoproszÚ, ĝeby przestaï, i wrócÚ do tekstu — mówi Agatka. — PokaĝÚ mu jÚzyk! — Ămieje siÚ Kacper. — Nie waĝ siÚ, co pomyĂlÈ goĂcie! — oponuje Paulina. Wszyscy sÈ w wyĂmienitym nastroju, mimo ĝe za moment sala napeïni siÚ widzami. PokonaliĂmy tremÚ! Kurtyna w górÚ! ******************* Przedstawienie wyszïo wspaniale! Mamy piÚkne nagranie wi- deo i zdjÚcia naszego oficjalnego fotografa. Po wszystkim sprzÈtamy salÚ, zbieramy dekoracje. Powin- niĂmy siÚ ĂmiaÊ, podskakiwaÊ z radoĂci, bo przecieĝ odnieĂli- Ămy wielki sukces, wszyscy nam gratulowali, dziĂ ostatni dzieñ w szkole przed feriami. A my? Snujemy siÚ jak cienie, nikt nic nie mówi, w koñcu siadamy na podïodze i w ciszy jemy ka- napki, ciastka, cukierki. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 49 — Niedobrze mi! — szepcze Madzia. — A ja chcÚ do domu... — Bartek jak dïugi wykïada siÚ na parkiecie. Nie majÈ siïy, sÈ zmÚczeni, opada adrenalina, dopada znu- ĝenie. Nie próbujÚ ich pocieszyÊ ani niczego uzasadniaÊ. MajÈ prawo czuÊ siÚ zmÚczeni, ciÚĝko i aktywnie pracowali. Sza- nujÚ to. PróbujÈ rozmawiaÊ o planach na ferie, ale rozmowa siÚ nie klei. Aga z MartÈ umawiajÈ siÚ na wieczornÈ rozmowÚ przez komputer. Rafaï wstaje i zarzuca plecak na ramiÚ: — Moĝna juĝ iĂÊ? — Pewnie, ĝe moĝna. Jeszcze raz dziÚkujÚ. ByliĂcie wspa- niali. Udanych ferii! — równieĝ wstajÚ z miejsca. — Dobrze byïo, prawda? — dopytujÈ jeszcze. PrzytakujÚ i noga za nogÈ wleczemy siÚ do wyjĂcia. Smutno nam, bo coĂ siÚ skoñczyïo. To niewaĝne, ĝe za dwa tygodnie spotkamy siÚ znowu. Chcieliby jeszcze pobyÊ razem, ale sÈ zmÚczeni i trochÚ majÈ juĝ siebie doĂÊ — pewnie dlatego An- gelika kïóci siÚ z JaĂkiem, kto pierwszy przejdzie przez drzwi i kto ma dalej do domu. Wieczorem w domu otwieram pocztÚ w komputerze. Tak jak przypuszczaïam — kilkanaĂcie nowych wiadomoĂci, z cze- go ponad poïowa od moich uczniów. ¿yczÈ mi udanych ferii, wypoczynku. ChcÈ potwierdzenia, ĝe naprawdÚ byïo wspaniale. Jeden pyta nawet, czy czegoĂ na ferie nie zadaïam, bo z emocji nie pamiÚta, a nie ma nigdzie zapisane. Jest teĝ kilka kolorowych obrazków z kotkami, misiami i serduszkami, ĝóïte, uĂmiech- niÚte emotki. Nim zasnÚ, odpisujÚ skwapliwie na wszystkie maile. 50 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA ******************* Czy podejĂcie „wspólny wróg” zawsze siÚ sprawdza? Cóĝ, nie- którzy radzÈ sobie z klasami, stawiajÈc sprawÚ na ostrzu noĝa: „albo ja, albo oni”. Ja tak nie lubiÚ. Nie lubiÚ traktowaÊ uczniów, w koñcu jeszcze dzieci, jak równych sobie przeciwników, któ- rym trzeba zaĝarcie wszystko wydzieraÊ kawaïek po kawaïku. Poza tym lubiÚ, gdy trzeba wïoĝyÊ nieco wysiïku w to, co siÚ robi. Moĝe to przejaw niespeïnionej miïoĂci do ogrodów (w któ- rych efekty trzeba wypracowaÊ wïasnymi rÚkami i w pocie czoïa) — w domu nie mam nawet malutkiej grzÈdki! DziÚki wprowadzeniu szczepionki przeciw powaĝniejszym konfliktom — najpierw jakiĂ bïahy powód, potem wïaĂciwy wróg — bÚdziesz w stanie kontrolowaÊ siïÚ i kierunek konfliktu. W Twoich dziaïaniach nie bÚdzie przypadkowoĂci, a zatem i nie bÚdzie stresu. Moĝesz w ten sposób zapanowaÊ nad trud- nym dniem, trudnÈ klasÈ, trudnymi sprawami. Moĝesz staÊ siÚ wychowawcÈ, o którym bÚdzie siÚ mówiÊ, ĝe ma takie wyjÈt- kowe szczÚĂcie do grzecznych dzieci. A Ty bÚdziesz wiedzieÊ swoje i bÚdzie Ci bardzo z tym miïo. WracajÈc do koleĝanki i jej podopiecznego z etykietkÈ OBCEGO, wszystko dobrze siÚ skoñczyïo, choÊ jak opowiadaïa koleĝanka — byïy spore nerwy. Wspólnym wrogiem byïa w tym przypadku poraĝka w zawodach sportowych — poniewaĝ chïopiec byï Ăwietnym biegaczem. W klasie zapanowaï wzglÚd- ny spokój, do nastÚpnego razu oczywiĂcie. Ale wyglÈda na to, ĝe tym razem jednym z buntowników klasowych bÚdzie ten „nowy” uczeñ. Bez ingerencji wychowawcy, bez jego wpïywu. ZarzÈdzanie konfliktem, czyli dziewczyny kontra chïopaki 51 WNIOSKI Z ROZDZIA’U 2. x Na poczÈtku lekcji, zajÚÊ pozalekcyjnych, wspólnego przedsiÚwziÚcia, wycieczki lub przy okazji jakiejĂ waĝnej zmiany (w opisywanym przypadku byïo to uĂwiadomienie róĝnic w rozwoju miÚdzy dziewczynkami a chïopcami) uczniowie czujÈ siÚ niepewnie. DÈĝÈ wiÚc do zoriento- wania siÚ, po co siÚ spotkali, jakie sÈ ich zadania, z kim mogÈ wspóïpracowaÊ, kto przejmie przywództwo, kto woli pozostaÊ w cieniu. Dobrze jest wtedy podaÊ gïówny cel zajÚÊ, wprowadziÊ okreĂlone zasady pracy. DziÚki temu czïonkowie grupy poczujÈ siÚ pewniej, otrzymajÈ poczucie przynaleĝnoĂci i zestaw gotowych reguï postÚ- powania. Nie naleĝy dawaÊ im jednak tego od razu, podanego na tacy, przy pierwszej próbie — bo w ten spo- sób nauczÈ siÚ tylko wymuszania, a nie nabÚdÈ praw- dziwej umiejÚtnoĂci. x Kiedy kaĝdy znajdzie swoje miejsce w grupie, bÚdzie siÚ staraï wyróĝniÊ, zdobyÊ uznanie. Moĝe siÚ to dziaÊ w roz- maity sposób — od podkreĂlania swoich umiejÚtnoĂci, od- rÚbnoĂci, zalet, poprzez konflikty pomiÚdzy pojedynczymi osobami (próby siï), rywalizacjÚ przeciwnych „obozów”, aĝ po tworzenie nieprzyjaznej atmosfery (wyróĝnienie ne- gatywne). Warto wtedy publicznie przypominaÊ zasady, podkreĂlaÊ wyjÈtkowoĂÊ kaĝdej z osób, wskazywaÊ, w ja- kich sytuacjach indywidualne moĝliwoĂci przydajÈ siÚ caïej grupie. To bardzo motywuje! x Gdy grupa mniej wiÚcej dojdzie ze sobÈ do ïadu, zechce wykorzystaÊ swojÈ nowÈ siïÚ w praktyce. A najbliĝszÈ „ofia- rÈ” jesteĂ Ty — nauczyciel, wychowawca, lider klasy. Próby 52 WYCHOWAWCA-PRZYWÓDCA mogÈ byÊ róĝne: poczÈwszy od ĝartów, przez niesubordy- nacjÚ, lekcewaĝenie poleceñ, bunt. Trzeba wtedy zna- leěÊ uczniom wroga zastÚpczego, na którym bÚdÈ sobie mogli pouĝywaÊ w imiÚ wspólnego dobra (dlatego nie powinien to byÊ czïowiek, bo trzeba daÊ moĝliwoĂÊ upustu emocji). Moĝe to byÊ wszystko: od tremy, poprzez brzyd- kÈ pogodÚ, która uniemoĝliwia rajd pieszy, po haïas na korytarzu lub grasujÈcÈ epidemiÚ grypy, lenistwo, spadek motywacji. Gdy klasa siÚ wyszumi, bÚdzie gotowa do po- dejmowania decyzji o sobie, swoich dalszych losach, zada- niach, zakresach odpowiedzialnoĂci, sposobach pracy itd. Pod koniec lekcji, wycieczki, spotkania, momentu zmiany wy- stÚpuje obniĝenie nastroju. To naturalne zjawisko zwane fazÈ wygaszania. Nie naleĝy braÊ go do siebie ani na siïÚ podrywaÊ siÚ do dziaïania. Po prostu wszystko siÚ udaïo. Dobrze w tym momencie przypomnieÊ uczniom wszystkie dobre chwile, po- dziÚkowaÊ za wysiïek, pochwaliÊ wspaniaïe zachowanie i przed- siÚbiorczoĂÊ, nawet daÊ kreatywne zadanie domowe — popro- siÊ o kartkÚ z pamiÚtnika, sprawozdanie, sprawiÊ, by sami dla wïasnej przyjemnoĂci powspominali, pooglÈdali zdjÚcia lub opowiedzieli rodzicom o swoich nowych doĂwiadczeniach. Po- tem moĝna poĝegnaÊ siÚ z nimi do nastÚpnego spotkania — ze ĂwiadomoĂciÈ, ĝe caïy proces zacznie siÚ na nowo na nastÚpnej trudnej lekcji, w nowym roku szkolnym, na próbie, wycieczce lub gdy znów dowiedzÈ siÚ o sobie czegoĂ, co naruszy ich usta- lony od jakiegoĂ czasu obraz siebie.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wychowawca-przywódca. Nie ma trudnych dzieci, są tylko niewłaściwi opiekunowie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: