Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00239 004458 14685906 na godz. na dobę w sumie
Wyjazd we dwoje i inne opowiadania - ebook/pdf
Wyjazd we dwoje i inne opowiadania - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 190
Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62948-65-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czy życie jest sprawą poważną? Świat przecież pełen jest absurdów. Plączemy się w nim, oczekujemy szczęścia. Tymczasem nasze marzenia zderzają się z rzeczywistością, a odbite - wracają przetrącone i wykoślawione. Wielka miłość okazuje się banałem, wielkie nadzieje pozostają niespełnione, a życie przynosi niezupełnie to, czego oczekujemy.

Bohaterowie przedstawionych w zbiorku opowiadań są trochę jak ptaki ze zwichniętym skrzydłem. Bywają śmieszni, a czasami budzą współczucie. Wielu z nas odnajdzie w nich cząstkę siebie.


Opowiadania Mostowskiej są, owszem, i o tym, „jak do się lgną dorośli”, lecz także o różnych innych ważnych rzeczach. O artystach i niby-artystach, o zmaganiach z biurokracją, o durnocie codzienności i codzienności uroku. O tym, jak to się w życiu coś udaje i nie udaje, coś się zapętla i powraca, albo gubi bezpowrotnie. Dobrotliwe, z lekka ironiczne, stylistyką łączące jakby czeski nostalgiczny humor z angielską dowcipną przenikliwością. Każda powiastka jest miniaturką celnie i wdzięcznie oddającą mały kawałeczek życia. Życia widzianego konkretnie i z bliska, oglądanego czułym i rzeczowym okiem inteligentnej kobiety.
 Jan Hartman

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wyjazd we dwoje i inne opowiadania Wyjazd we dwoje i inne opowiadania Maria Mostowska Jirafa Roja Warszawa 2011 © Copyright by Maria Mostowska, 2011 © Copyright by Jirafa Roja, 2011 Spis treści Redakcja: Korekta: Łamanie: Zdjęcie na okładce: Elena Elisseeva | Dreamstime.com Hanna Kukwa Hanna Kukwa Tatsu tatsu@tatsu.pl ISBN 978-83-62948-65-9 www.jirafaroja.pl Wydanie I Warszawa 2011 Zachęta 7 Wyjazd we dwoje 9 Artysta i przedszkolanka 21 Wszyscy kochankowie Matyldy 39 Cleanologia 61 Juanita 79 Lunapark 131 Przed koncertem — opowiadanie bez pointy 137 Baśka 147 Słoń 165 Śpiewak nad jeziorem 179 Zachęta Pisarze współcześni najbardziej lubią zaglądać pod podszew- kę, a nawet pod kołderkę życia. Chcą uchodzić za wytrawnych znawców życia, którym nieobce nic co ludzkie. Iluż to mło- dych autorów pisze o pokoleniach minionych i środowiskach mało im znanych. Wyobraźnia i pewność siebie są im prze- wodnikami do serc czytelników, a nawet kapryśnych kryty- ków. Sam łatwo się na to fantazjowanie nabieram. Opowia- dania Marii Mostowskiej nie mają tej wady. Nie uwodzą po- zorami, lecz dokumentują małe wycinki takiego życia, jakie autorka zna naprawdę. Żadnego zmyślania. Na szczęście nie ma też przesady i w drugą stronę — prezentowane w tym zbio- rze opowiadania nie są autobiograficzne i nie służą próżnej chęci objawienia publiczności własnych przeżyć i doświad- czeń. Taka literatura jest wszak nieznośna. Jak przypuszczam, zamiarem autorki było coś zupełnie w naszych czasach niewiarygodnego, a mianowicie napisa- nie Zwyczajnych Opowiadań. Bo kto dziś pisze klasyczne opowiadania z fabułą, z bohaterami i pointą? Kiedyś pisali je klasycy, jak Gogol, Maupassant albo Joyce. Formy krótkie, treściwe, a zajmujące. Jakaż to satysfakcja dla czytelnika — 7 ot, kwadransik zajęcia, a w głowie nowi bohaterowie i nowe historie! Jest o czym pomyśleć. Doprawdy, nic wdzięczniej- szego niż stare dobre opowiadanie. A może takie bezpreten- sjonalne, naturalne rzeczy pisze się właśnie bez żadnego za- mysłu? Zostawmy autorkę z tą tajemnicą. Opowiadania Mostowskiej są, owszem, i o tym, „jak do się lgną dorośli”, lecz także o różnych innych ważnych rzeczach. O artystach i niby-artystach, o zmaganiach z biurokracją, o durnocie codzienności i codzienności uroku. O tym, jak to się w życiu coś udaje i nie udaje, coś się zapętla i powraca albo gubi bezpowrotnie. Dobrotliwe, z lekka ironiczne, sty- listyką łączące jakby czeski nostalgiczny humor z angielską dowcipną przenikliwością. Każda powiastka jest miniaturką celnie i wdzięcznie oddającą mały kawałeczek życia. Życia widzianego konkretnie i z bliska, oglądanego czułym i rze- czowym okiem inteligentnej kobiety. Żadnej tam feministki. Po prostu kobiety znającej świat, co z niejednego pieca chleb jadała. Ludzie, Polska, Warszawa, instytucje i środowiska — sportretowane dowcipnie, celne i niezłośliwe. Dla dorosłych młodych duchem. Próbki to oszczędne w środkach, lecz wy- raziste i przekonujące. Dobre, naprawdę dobre. Jan Hartman Wyjazd we dwoje Im bliżej było do spotkania, tym bardziej czuła się podeks- cytowana. Jak to — on naprawdę przyjeżdża? On, cielesny, prawdziwy? Czuła radość, ale też i strach. Korespondowała z nim od dawna. Miło było flirtować z kom- puterem, konstruować finezyjne zdania, delikatne dwuznacz- niki, czasem nawet śmiałe sugestie. Z jakąż niecierpliwością otwierała komputer i ściągała pocztę. Tryumfalnie wykrzy- kiwała „Jest!” kiedy na ekranie pojawiał się email od niego. Czytała: „Zawsze mi się strasznie podobałaś”, „Zasłużyłaś na lepszy los”, „Jesteś wspaniałą kobietą”. Czasem maile stawa- ły się bardziej zuchwałe: „Ciekawe jak by nam było w łóżku. Myślę, że fantastycznie”. Flirtowała z komputerem przez blisko rok. Co kilka dni kilka zdań, które wprawiały ją w znakomity humor. Czasem posyłała jakiś żarcik. Sama zaśmiewała się ze swoich dowcipów, ze swo- jego poczucia humoru. Potem śmiała się jeszcze bardziej, kiedy przychodziły znakomicie skonstruowane odpowiedzi. Znała go dawno temu, w młodości. Potem wyjechał za gra- nicę i stracili ze sobą kontakt. Rok temu spotkali się przypad- kiem w Polsce. I od tej pory zaczął się ich internetowy flirt. 9 Była samotna i ten flirt stał się nieomal substytutem by- cia z mężczyzną. A teraz on przyjeżdża. I proponuje jej kilkudniowy wyjazd we dwoje do jakiejś ustronnej głuszy. Nie tai swoich zamia- rów. Chce poznać jej ciało, chce ją pieścić, chce przeżyć z nią prawdziwą przygodę miłosną, która pogłębi ich przyjaźń i bę- dzie wspaniałą kontynuacją internetowego flirtu. Na początku się wahała. Wiedziała, że jest żonaty, wie- działa, że w Polsce będzie bardzo krótko, że ta przygoda nie będzie mogła mieć żadnej kontynuacji. A przecież tak bardzo pragnęła mężczyzny. Prawie już za- pomniała jak to jest być całowaną i pieszczoną. Skoro pozwa- lała mu na maile, w których rozwodził się nad jej pięknymi piersiami, dlaczego nie pozwolić na to, żeby pieścił ją napraw- dę? I cóż ryzykuje? Że będzie za nim tęsknić? I cóż z tego? Znała smak tęsknoty, wiedziała, że będzie umiała sobie z nią poradzić. Zostanie jej piękne wspomnienie; nie pozwoli go so- bie zniszczyć. W jej monotonnym życiu taka przygoda będzie jej własną cudowną tajemnicą. Dlaczegóż miałaby się nie zgo- dzić? Dlatego że on ma żonę? I cóż z tego? Dlaczego miałaby raptem być taka lojalna wobec kobiety, której nie zna, jeżeli własny mąż jest wobec jej nielojalny? Bez przesady. Zresztą ona niczego się nie dowie. Jak cudownie jest być adorowaną przez mężczyznę. Jakie wspaniałe dni ją czekają. Im bliżej było do jego przyjazdu, tym bardziej była nerwo- wa. Myślała o AIDS i o tym, że nie powinna być lekkomyśl- na. E tam, po chwili strofowała sama siebie. Dlaczego miał- by być zaraz chory? Romantyczny wyjazd z prezerwatywą w torebce? Nie, to jakiś koszmar. Myślała o tym, jak będzie brał ją w ramiona, jak będzie szeptał cudowne słowa i jak ona osunie się i ule- gnie. Tak jak kiedyś ulegała innym mężczyznom. Nie, nie ma tu miejsca na prezerwatywy. Fu, wstrętne. 10 Takie myśli zatruwały jej oczekiwania na jego przyjazd. Potem postanowiła o tym do niego napisać. Cóż takie- go, wysłać kolejny mail… Napisała od razu, z grubej rury — „BOJĘ SIĘ, ŻE MOŻESZ MIEĆ AIDS. CZY BĘDZIEMY UŻYWALI PREZERWATYW?”. Wstydziła się okropnie, ale ostatecznie wciśnięcie klawisza i wysłanie maila nie było ta- kie trudne. Odpisał jej bardzo poważnie, że wcale się jej py- taniu nie dziwi, że zapewnia ją, że jest zdrów jak ryba, ale dla jej spokoju zrobi sobie test na HIV i że ona też może taki test sobie zrobić, żeby potem mogli oddać się największym rozkoszom już bez żadnych obaw. Okropnie ją ta korespondencja dotycząca HIV i testów zirytowała, chociaż nie bardzo wiedziała dlaczego. Zrobiła test na HIV, wypadł oczywiście ujemnie. Myślała jak to bę- dzie, kiedy on już przyjedzie. Czy wymienią się dokumentami świadczącymi o braku wirusa, a potem ona będzie omdlewać w jego ramionach? Wiedziała, że po takiej wymianie zaświadczeń nie będzie omdlewać, a przecież romans z nim miał sens tylko dla te- go omdlewania. Po zrobieniu testu na HIV poczuła się wręcz zobowiąza- na do pójścia z nim do łóżka, a zobowiązania mają się do ro- mantycznej przygody jak pięść do nosa. Postanowiła więcej o tym nie myśleć, przecież jego przy- jazd już się zbliżał, a nie wiedziała dokąd wyjadą i co wymyślił. Gdzie pojedziemy? — zapytała komputer. Odpisał, że miesz- kając od tak dawna za granicą nie ma odpowiedniej wiedzy o polskich uroczych, romantycznych zakątkach, więc prosi ją o zamówienie jakiegoś miłego hoteliku, a on oczywiście pokryje koszty ich wspólnego pobytu. Szukała w internecie ciekawych ofert i czuła się jak sekre- tarka. Wybrała ustronny pensjonat na Mazurach. Na zdję- ciach miejsce wyglądało bardzo romantycznie. Cena była dość 11 wysoka, ale uznała, że po tych wszystkich mailach chyba za- sługuje na wspaniałe warunki. Znów zaczęła sobie wyobrażać jak to będzie omdlewać w zacisznym pokoiku w tym uroczym domku. Uczciwość nakazała jej zapytać go czy akceptuje miejsce, które znala- zła. Odpowiedział że oczywiście i potwierdził, że za wszyst- ko zapłaci. Jego wyjazd zbliżał się, a ona denerwowała się coraz bar- dziej. Przecież tak mało go znała. I tak od razu jadą we dwoje. Pojechała odebrać go z lotniska. Wydał się jej speszony, kiedy ją pocałował. Jakiś byle jaki był ten pocałunek. Miała go odwieźć do hotelu, a następnie mieli rozstać się na dwa dni, w trakcie których miał swoje biznesowe spotka- nia. A zaraz potem wyjeżdżali. Odprowadziła go do hotelowego pokoju. Zastanawiała się, czy weźmie ją w ramiona. Czekała na to. Ale on powiedział, że jest bardzo zmęczony i że musi przygotowywać się do spo- tkania. Wyszła z uczuciem przykrości. Chciał, naprawdę chciał kochać się z tą swoją dawną koleżan- ką, którą tak niespodziewanie spotkał w Warszawie na ulicy rok temu. Była piękną kobietą, trochę smutną i nie wiedzieć czemu samotną. Ich korespondencja była dla niego niezwy- kle intrygująca. Miewał w życiu różne kobiety. Potrzebował ich. Starszą od siebie żonę traktował raczej jak przyjaciela, a nie jak kochankę. Łączyła ich przeszłość, odchowane dzie- ci, wspólny dom. Od dawna straciła dla niego kobiecy powab, nie dostrzegał też, żeby zabiegała o jego względy. Traktowała go trochę jak małego chłopca, podczas gdy on był bardzo czu- ły na punkcie własnej męskości. Był przystojnym mężczyzną i podobał się kobietom. Toteż wetował sobie u nich to, czego od dawna nie znajdował już u żony. 12 Komputerowy flirt z dawną koleżanką zajął w jego życiu istotne miejsce. Pisała urocze listy, dowodzące dużej inteligen- cji i poczucia humoru. W czasie ich krótkiego spotkania rok temu zrobiła na nim wrażenie kobiety niezwykle atrakcyjnej. Chciał dowiedzieć się więcej o jej życiu, nie mógł zrozumieć, dlaczego żyje sama. Z jej maili trochę się o niej dowiedział, ale chciał wiedzieć więcej. Zrozumiał, że została przez kogoś podle potraktowana. Chciał jej pomóc, chciał jej ofiarować trochę samego siebie, sądząc w swoim zarozumialstwie, że umili jej tym życie. Poza tym pragnął jej jako kobiety. Uznał, że służbowy wyjazd do Polski będzie znakomitą okazją do kil- kudniowego z nią romansu. Cieszył się na to autentycznie. I bardzo był przejęty, kiedy spotkał ją na lotnisku. I bardzo zdenerwowany. Chciał, żeby u niego została, wiedział jednak, że za chwilę zadzwoni żona sprawdzając czy bezpiecznie do- jechał, a potem będzie musiał zadzwonić do swego polskiego partnera i zjeść z nim kolację. Źle to wymyślił. Bez sensu było proszenie jej o przyjazd na lotnisko. Trzeba było spotkać się dwa dni później. Zły był bardzo na siebie. Cóż, wynagrodzi jej to w czasie wyjazdu. Specjalnie wymyślił dla żony jakąś bajeczkę o wyjeździe z szefem firmy. Zza oceanu nie będzie przecież bez przerwy dzwonić. Siedziała wściekła przed komputerem. Czyżby czekała na email od niego? Przecież on nie napisze żadnego maila, kie- dy jest w Warszawie, kilka ulic od niej. Po co pojechała po niego na lotnisko? Dlaczego nie przewidziała, że takie spo- tkanie będzie zupełnie nieudane? Przecież mamy przed sobą cztery długie dni we dwoje, uspokajała się. Lepiej będzie pomyśleć o ładnych ubraniach. Powinna ładnie dla niego wyglądać. Poprzedniego dnia by- ła u fryzjera i u kosmetyczki. Niewiele z tego zobaczył. Teraz 13 trzeba się dobrze wyspać. Najbliższe noce będą upojne, bez miejsca na długi sen. Położyła się wcześnie do łóżka, ale była tak rozstrojona, że długo nie mogła zasnąć. Zadzwonił po dwóch dniach, że jest wolny i gotów do wy- jazdu. Przyjechała. Podróż mieli odbyć jej samochodem. Nic dziwnego, przecież on swojego w Polsce nie miał. Złościło ją, że jest jego kierowcą i jednocześnie złościło ją, że ją to złości. Poczuła od niego mocny zapach alkoholu. Tłumaczył, że po- przedniego dnia był na wystawnej kolacji. Myślała o delikat- nych perfumach, które kupiła, żeby mu się podobać. Ale po chwili gniew zaczął mijać. Zaczął jej mówić, że oto nadeszła chwila, na którą przez tyle miesięcy tak czekał. Słyszała na- pięcie w jego głosie, czuła, że mówi szczerze i pomyślała, że zaraz będzie omdlewać w jego ramionach. Pensjonat, do którego przyjechali był rzeczywiście piękny. Zdjęcia nie kłamały. Znaleźli się w dużym, wygodnym poko- ju z wielkim łóżkiem. Chciała, żeby ją pocałował. Musnął ją ustami i przeprosił, że musi wziąć prysznic. Usiadła na brze- gu łóżka i czekała. Mył się długo, woda chlapała w łazience. Zastanawiała się, czy też powinna się umyć. No bo jak to bę- dzie? On wyjdzie taki czysty spod prysznica, będzie goły, a ona w tej sukience? Miała na sobie bardzo ładną, seksowną bieli- znę. Myślała, że on będzie ją z niej powoli zdejmował. A teraz, co ma zrobić? Sama się rozbierać? Taki striptease przed nim robić? Dlaczego on tak długo siedzi w tej łazience? Zachciało jej się siusiu. Boże, dlaczego to siusiu? Jak może być roman- tycznie, kiedy człowiekowi ni stąd ni zowąd chce się siusiu, a do tego łazienka zajęta? Tymczasem on nacierał się chyba już dziesiąty raz my- dłem. Powiedziała mu, że śmierdzi alkoholem. Przecież tak 14 dużo nie wypił. Nie mógł odmawiać wina na proszonej kola- cji. Czy ona naprawdę nie wie jak to jest? Chyba po tej kąpie- li już nie czuć? Zaraz weźmie ją w ramiona. Przecież po to tu przyjechali. Rzeczywiście śliczny wypatrzyła zakątek. Co prawda drogi jak diabli, ale wziął na to odpowiednią sumę. Ma w portfelu odłożone. Kobiety muszą kosztować, a ona jest taka ładna i tak zalotnie się ubrała. Strasznie niezgrabnie im szło w tym łóżku. Nie znali zupeł- nie swoich ciał. Jakieś były niedopasowane do siebie. Pragnął zaprezentować się jej jako wspaniały kochanek, a ją jego wy- rafinowane pieszczoty bardziej irytowały niż cieszyły. Jeszcze chwila i zaproponuje mi położenie nóg na lampie — pomy- ślała w pewnej chwili. Od tak dawna tęskniła do męskiego ciała, do męskiego zapachu i teraz miała to wszystko. Ciesz się tym, mówiła so- bie. I nawet sprawiało jej to trochę przyjemności. Ale jakież dalekie było od tego wymarzonego omdlewania! Czuł, że nie sprawia jej rozkoszy. To wszystko przez ten smród alkoholu — myślał, wściekle harcując w łóżku i pra- gnąc zatrzeć złe wrażenie. — Cóż, pierwsze koty za płoty — powiedział, kiedy było już po wszystkim — będziemy się poznawali, powolutku, i bę- dzie nam coraz lepiej, coraz cudowniej — mówił, gładząc jej aksamitne ciało. Była dopiero druga godzina po południu. Postanowili wynająć łódkę i popływać po jeziorze. Na wodzie poczuła się lepiej. Wiosłowali i przekomarzali się. Wrócili po dwóch godzinach. Miał ogromną ochotę przeczytać gazetę. Uznał, że nie wypada jej o tym powiedzieć. Rozpaczliwie my- ślał, co robić z resztą dnia. Czuł się zmęczony. 15 Co będziemy robić? — tłukło się i po jej głowie. Można by pojechać na jakąś wycieczkę. Ale dość miała na jeden dzień prowadzenia samochodu. Na spacer też nie miała wielkiej chęci. Pomyślała z przerażeniem, że tęskni do swojego miesz- kania, do swojego wygodnego fotela. Wałęsali się trochę po okolicy, a wczesnym wieczorem po- szli na kolację. Rozmawiali o dawnych latach, kiedy studiowali na jednej uczelni. Czas jakoś mijał. Wypiła trochę wina, lekko szumiało jej w głowie. Przytuleni szli do pokoju. Czy napraw- dę mam z nim spać w jednym łóżku? — pomyślała z niejaką trwogą. Trochę się pokochali, ale jakieś to było takie z musu. Było ciągle wcześnie. Poczuła, że marzy o książce i cichej lek- turze. Nie miała jednak ze sobą żadnej książki, bo do głowy jej nie przyszło, że wyjeżdża po to, by rozkoszować się lektu- rą. On tymczasem włączył telewizor. Na cały głos. Ucieszył się, że jest program sportowy. Uwielbiał wieczorami oglądać z żoną programy sportowe. Cała zesztywniała. Telewizji nie lubiła, a głos sprawoz- dawcy sportowego wyprowadzał ją z równowagi. — Proszę, zgaś — powiedziała. Żachnął się. Cóż złego robi? Ze zdziwieniem przyjął do wiadomości, że ona nie lubi sportu. Przerzucił się na in- ny kanał. Szedł jakiś nudny film. Chciała zaprotestować, ale zdała sobie sprawę, że nie ma żadnej lepszej propozy- cji na spędzenie czasu. Żadne nie przyznawało się przed drugim, jak bardzo się nudzi. Wreszcie film się skończył i poszli spać. O drugiej nad ranem obudził ich łomot. Do pokoju obok hałaśliwie wchodzili jacyś ludzie. Niewątpliwie wrócili z noc- nego baru. Słychać było ich każde słowo, każdy ruch. Docho- dziły głośne dźwięki z toalety. Następnie para wzięła się za uprawianie seksu. Hałas był straszliwy. Przewracali meble. Dochodziły ich wycia i stęki. 16 — Może puszczę telewizor, żeby ich zagłuszyć? — za- pytał. Chciało jej się płakać. Zatykała uszy, zakrywała głowę kołdrą. Harce ucichły dopiero gdzieś w okolicy świtu. Rano na korytarzu zobaczyła jak z pokoju, w którym od- bywały się seksualne ekscesy, wychodzi malutki mężczy- zna w okularach na nosie, z nieśmiałym uśmieszkiem na twarzy. Patrzyła na niego ze zdumieniem i niedowierzaniem. Pogoda była brzydka. Zanosiło się na deszcz. Pensjonat stracił dużo ze swego uroku w szarej, ponurej scenerii. Co będziemy robić? — kołatało jej się wciąż po głowie. Perspektywa spędze- nia całego dnia w łóżku bynajmniej jej się nie uśmiechała. Postanowili pojechać na wycieczkę do pobliskiego mia- steczka. Deszcz padał, a on opowiadał jej o tym, jaka jest ład- na i jak wspaniała była dla niego ta noc. Wysilał się strasz- liwie na te komplementy, a ona słuchała ich ze sztucznym uśmiechem. Znaleźli dobrze wyglądającą restaurację. To zawsze jakiś pomysł na spędzenie czasu. Zajrzał do portfela i poczuł przypływ niepokoju. — Czy będziesz mogła zapłacić za obiad? — spytał nie- pewnym głosem. — Oczywiście — powiedziała i jedzenie stanęło jej w gardle. Postanowił być szczery. — To nie dlatego, że nie mam pieniędzy, tylko że nie mam gotówki. — Tu można płacić kartą — powiedziała — ale oczywi- ście zapłacę. 17 Odwiozła go na lotnisko, wiedząc, że za chwilę będzie taksów- ką wracał do miasta i poszukiwał hotelu. Wróciła do domu i włączyła komputer. Skrzynka pocztowa była pusta. Otwo- rzyła jego stare maile i zaczęła je wszystkie drukować. „Je- steś dla mnie najbardziej zagadkową kobietą, jaką znam. Tak bardzo bym chciał móc Cię teraz dotknąć”. Wyobraziła sobie, jak jeździ teraz po Warszawie i konstruuje bajeczkę dla żony. A potem wybuchnęła śmiechem przez łzy. Kochanku mój najmilszy! Cudowny, wymarzony interne- towy kochanku! I na cóż, powiedz, nam to było? — Problem w tym, że mamy z żoną wspólny rachunek. Będę musiał tłumaczyć się potem, co robiłem w tym mias- teczku. Dureń ze mnie, wyjąłem za mało gotówki. Była wściekła. Nie dlatego, że nie miała pieniędzy. Ach, wca- le nie! Tu wcale nie chodziło o pieniądze! Miała wrażenie, że żona zza oceanu siedzi z nimi przy stoliku. Kuliła się pod jej pełnym wyrzutu spojrzeniem. Zdała sobie sprawę, że marzy o powrocie do domu. Ale jak to będzie, jeśli wrócą? Przecież on ma samolot dopiero za dwa dni. Na pewno zwali się do jej domu. O nie! Do tego dopuścić nie można. Jej dom to jej azyl. Wyobraziła go sobie u siebie, roz- partego w jej fotelu, oglądającego w telewizji program sportowy. Nie, nigdy. Trzeba przetrwać te dwa dni. To tylko dwa dni. Patrzył jak jadła i czuł się podle. Jestem idiotą, myślał, nie wziąłem dość pieniędzy, opowiadam jej o żonie i nie byłem dobry w łóżku. Nie to, co ten za ścianą. Ileż miał energii! Jak buhaj! Musiała nas na pewno porównywać. Zatęsknił do domowego obiadu. Do szumu telewizora, który zawsze zwalniał go z obowiązku prowadzenia rozmo- wy. Do cicho krzątającej się żony, tak rozkosznie i bezpiecz- nie aseksualnej. W nocy wysilał się jak mógł. Chciał na siłę dorównać te- mu zza ściany, który już zresztą niewątpliwe wyjechał, bo w pokoju obok panowała głucha cisza. Rano skłamał, że samolot ma już tego samego dnia wie- czorem i że jeśli poprzednio twierdził inaczej, to widocznie się pomylił. Przyjęła jego kłamstwa z ulgą. Wracali samocho- dem w strugach deszczu. 18
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wyjazd we dwoje i inne opowiadania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: