Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00180 010877 16984212 na godz. na dobę w sumie
Wyrwa - ebook/pdf
Wyrwa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 23
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3256-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Rzecz o człowieku i jego niezwykłym sposobie zarabiania na życie, potraktowana z przymrużeniem oka, choć oparta jak najbardziej na faktach. Sympatyczna gawęda wprost ze środowiska biedy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Fakt, (cid:298)e nasz pokój opływał, a czasem nawet odpływał-w alkohol, tyto(cid:276), konserwy rybne, mi(cid:266)sne, w(cid:266)dliny, kawy i ciasta, czyli tak zwane konsumpcyjne dobra luksusowe, zawdzi(cid:266)czali(cid:286)my procederowi zwanemu „wyrwa”. Codziennie koło godziny dziesi(cid:261)tej rano Grzegorz Lament z miejscowo(cid:286)ci Tupadły wsiadał na swój odrapany, wzbudzaj(cid:261)cy (cid:298)ałosny u(cid:286)miech rower i obje(cid:298)d(cid:298)ał pewne rejony miasta, by łami(cid:261)cym si(cid:266) ze wzruszenia i niedo(cid:298)ywienia głosem opowiadać ludziom historie (cid:298)ycia o biednym bracie, kalecznej siostrze, ci(cid:266)(cid:298)arnej babci, spalonym domu, chorych na (cid:286)wi(cid:276)sk(cid:261) gryp(cid:266) kurach, tajemniczych uprowadzeniach bydła i tym podobnych straszliwych, nie mieszcz(cid:261)cych si(cid:266) w przeci(cid:266)tnych głowach rzeczach, za co otrzymywał dodaj(cid:261)ce otuchy słowo, (cid:298)ywno(cid:286)ć, a czasem nawet pieni(cid:261)dze. Podobnie jak ka(cid:298)dy z normalnych ludzi, niemłody ju(cid:298) Grzegorz Lament w pewnym momencie (cid:298)ycia stan(cid:261)ł przed dylematem egzystencjalnym: co zrobić, by nie robić, a mieć? Czy lepiej dostać garba od roboty, czy brzuch od piwa? Oczywi(cid:286)cie, mógł pój(cid:286)ć w (cid:286)lady swoich mniej wyrafinowanych, krótkowzrocznych i błyskawicznie ko(cid:276)cz(cid:261)cych karier(cid:266) kolegów, stan(cid:261)ć przed ko(cid:286)ciołem, mówić „szcz(cid:266)(cid:286)ć Bo(cid:298)e” i wyrywać babciom torebki, wszelako jako brzydz(cid:261)cy si(cid:266) przemoc(cid:261) zwolennik eleganckich rozwi(cid:261)za(cid:276), wielbiciel pi(cid:266)knych form i miło(cid:286)nik (cid:286)wi(cid:266)tego spokoju doszedł do prawidłowego wniosku, (cid:298)e wprowadzenie podobnego planu w czyn mogłoby si(cid:266) nie spotkać ze zrozumieniem policji i (cid:298)yczliwym przyj(cid:266)ciem społecznym. Z tych samych powodów zrezygnował te(cid:298) z napadu na bank. Maj(cid:261)c w (cid:286)wiadomo(cid:286)ci ludzkie zamy(cid:286)lenie na widok jego twarzy bał si(cid:266) wyobrazić samego siebie z rajstopami na głowie; mogło by doj(cid:286)ć do pierwszego w dziejach (cid:286)wiatowej kryminalistyki przypadku, w którym na d(cid:296)wi(cid:266)k hasła „(cid:298)adne dzie(cid:276) dobry, to napad!”, wzruszona kasjerka przytuliłaby napastnika do serca. Mógł te(cid:298) nie kombinować, zaj(cid:261)ć si(cid:266) tak zwan(cid:261) uczciw(cid:261) prac(cid:261) i stan(cid:261)ć przy łopacie, ale w tym kraju, w którym si(cid:266) tylko od człowieka tylko czego(cid:286) (cid:298)(cid:261)da-harówka jest nieopłacalna, podatki wysokie, a kolejki do lekarzy długie. A młodzikiem ju(cid:298) nie był. Odrzuciwszy te pomysły, j(cid:261)ł zastanawiać si(cid:266) nad pytaniami: „w czym jestem dobry poza gr(cid:261) w karty?”, „co potrafi(cid:266) robić poza gr(cid:261) w karty?”, „co dałoby mi zarobek poza gr(cid:261) w karty, w które i tak nie gram dla pieni(cid:266)dzy?”, a nie otrzymawszy na nie odpowiedzi spróbował skupić si(cid:266) nad tym, co posiada pewnego. Po dniach roztrz(cid:261)sa(cid:276) odkrył trzy rzeczy: po pierwsze-(cid:298)e jest szcz(cid:266)(cid:286)liwym posiadaczem roweru, po drugie-(cid:298)e jest mniej szcz(cid:266)(cid:286)liwym posiadaczem twarzy wzbudzaj(cid:261)cej współczucie i po trzecie: (cid:298)e gdy opowiadał dzieciom swojej siostry wymy(cid:286)lone na poczekaniu bajki, 5 te słuchały go z otwartymi buziami. Teraz nale(cid:298)ało te elementy tak ze sob(cid:261) poł(cid:261)czyć, by przyniosły jaki(cid:286) dochód. Którego(cid:286) dnia zło(cid:298)ył układank(cid:266) z tego niewielkiego potencjału, jakim rozporz(cid:261)dzał i wiedział ju(cid:298), jak b(cid:266)dzie zarabiać na (cid:298)ycie. Po czym, rozbudzony na dobre, bez reszty oddał si(cid:266) urzeczywistnianiu wizji zarabiania pieni(cid:266)dzy w sposób jak najbardziej z prawem zgodny, daj(cid:261)cy ponadto pole do popisu artystycznym zap(cid:266)dom. Dawniej (cid:298)ebracy stali na ulicy i liczyli na fart jałmu(cid:298)ny, (cid:286)wiat jednak poszedł naprzód i co bardziej przedsi(cid:266)biorczy z nich zrozumieli, (cid:298)e do klienta nale(cid:298)y wyj(cid:286)ć z jasn(cid:261), mo(cid:298)liwie najpełniejsz(cid:261) ofert(cid:261) i (cid:298)e o wiele lepsze rezultaty uzyskuje si(cid:266) w systemie sprzeda(cid:298)y bezpo(cid:286)redniej. A Grzegorz Lament miał do zaoferowania starszym, zamo(cid:298)nym ludziom pół setki gotowych, chwytaj(cid:261)cych, lecz nie przyprawiaj(cid:261)cych o zawał serca, historii. Jak ka(cid:298)dy szanuj(cid:261)cy si(cid:266) biznesmen, Grzegorz Lament sprawdził w praktyce warto(cid:286)ć całego przedsi(cid:266)wzi(cid:266)cia. Na swój chrzest bojowy wybrał proboszcza pewnej parafii, dok(cid:261)d te(cid:298) bezzwłocznie si(cid:266) udał. Słusznie uznał, (cid:298)e ryzyko pora(cid:298)ki i wynikłych st(cid:261)d ewentualnych komplikacji jest niewielkie; nie chodziło mu tyle o zysk materialny, co o potwierdzenie przypuszczenia, (cid:298)e gra warta jest (cid:286)wieczki. Kiedy wje(cid:298)d(cid:298)ał na podwórze plebanii, trzymaj(cid:261)c si(cid:266) za brzuch spadł ze swego wysłu(cid:298)onego roweru. -Jezus Maria!-prze(cid:298)egnała si(cid:266) przera(cid:298)ona siostra zakonna, (cid:286)wiadek wypadku.-Nic panu nie jest?-pochyliła si(cid:266) nad nieszcz(cid:266)(cid:286)nikiem, obur(cid:261)cz podtrzymuj(cid:261)c mu głow(cid:266). -Woo…, woodyy!-z trudem wymamrotał wci(cid:261)(cid:298) trzymaj(cid:261)cy si(cid:266) za brzuch Grzegorz Lament, a to gardłowe „woo… woodyy!” zabrzmiało jak w imi(cid:266) Ojca i Syna „woodoo”. -Zadzwoni(cid:266) po pogotowie!-przestraszona siostrzyczka si(cid:266)gn(cid:266)ła po telefon komórkowy. -Niie, niie… trzeba, ja, ja… po prostu… -Na Boga, niech pan mówi gło(cid:286)niej. Nie pogotowie? Przecie(cid:298) to złamanie, pewnie (cid:298)ebro, tam wła(cid:286)nie boli, czy tak? „Przypał” z wielkim trudem skin(cid:261)ł głow(cid:261), a wzbudzaj(cid:261)c(cid:261) lito(cid:286)ć twarz przebiegł bolesny skurcz. Wydawało si(cid:266), (cid:298)e gasł w oczach, odchodził, stygł, kto wie, mo(cid:298)e był ju(cid:298) na etapie pod(cid:261)(cid:298)ania w kierunku (cid:286)wiatła.-Ja…, ja tylko… Siostra zerwała si(cid:266) jak oparzona. 6 Proboszcz ów nale(cid:298)ał do gin(cid:261)cego dzisiaj gatunku kapłanów z powołania, -Ratunku! Pomocy! Człowiek umiera!-wrzeszczała na całe gardło przej(cid:266)ta zaj(cid:286)ciem słu(cid:298)ebnica pa(cid:276)ska, która biegn(cid:261)c po szklank(cid:266) wody min(cid:266)ła w drzwiach plebanii poruszonego proboszcza.-Człowiek… tam-wyszeptała tylko i wskazała r(cid:266)k(cid:261) na rozło(cid:298)onego plackiem Grzegorza Lamenta z miejscowo(cid:286)ci Tupadły. do(cid:286)wiadczonych, znaj(cid:261)cych realia (cid:298)ycia ksi(cid:266)(cid:298)y, którym wzorem swego nauczyciela w mniejszym stopniu sprawiało rado(cid:286)ć branie ni(cid:298) dawanie. Co dziwne i niesłychane, potrafił pomóc i wesprzeć nie tylko dobrym słowem, ale i poratować czym(cid:286) nadaj(cid:261)cym si(cid:266) do jedzenia, a gdy zaszła taka potrzeba-tak(cid:298)e, jak to si(cid:266) mówi w(cid:286)ród urz(cid:266)dników, (cid:286)rodkami finansowymi. Niezasłu(cid:298)one i niesprawiedliwe cierpienie Grzegorza wzruszyło pochylonego nad nim zakonnika. -Co ci jest, synu?-zapytał z trosk(cid:261) w głosie. -Ja… ja po prostu zasłabłem-jakby wydusił te słowa z resztkami (cid:298)ycia.-Od trzech dni…, mój brzuch, nie jadłem. Kiedy pó(cid:296)niej przywoływał t(cid:266) scen(cid:266) przy kartach, dodawał na swe usprawiedliwienie, (cid:298)e w tamtej istotnie poczuł głód. Kapłan popatrzył na niego ze zdumieniem w oczach. Zakonnica nadbiegła ze szklank(cid:261) wody i podała spragnionemu. -Bóg zapłać…-przytomnie podzi(cid:266)kował „Przypał”. To chrze(cid:286)cija(cid:276)skie, wymówione z takim namaszczeniem pozdrowienie, którym wierni pozdrawiaj(cid:261) si(cid:266) od tysi(cid:266)cy lat, nie mogło nie wywrzeć wra(cid:298)enia. Ksi(cid:261)dz zadygotał z bezsilnej w(cid:286)ciekło(cid:286)ci. -XX wiek, cywilizacja, a ludzie wci(cid:261)(cid:298) głodni! Bo(cid:298)e, ile cierpie(cid:276) musi znosić ta ziemia, dla której Chrystus Pan, nasz Zbawiciel… -Prosz(cid:266) ksi(cid:266)dza!-upomniała go siostra. -Wybacz, siostro Gertrudo. Pomó(cid:298)my mu wstać, zaprowad(cid:296)my do (cid:286)rodka, ugo(cid:286)ćmy. „Co(cid:286)cie uczynili jednemu z braci najmniejszych, mnie(cid:286)cie uczynili”. Czy jest jeszcze ta zupa, ta z obiadu… -Jest! -A czy ser, ten z darów dla ubogich, czy ten ser… -Jest! -A ta przywieziona wczoraj w(cid:266)dlina… 7 -A jak(cid:298)e, nie da si(cid:266) zje(cid:286)ć w jeden dzie(cid:276) dwudziestu kilogramów kiełbas i pi(cid:266)tnastu mi(cid:266)sa! Ostatnie słowa zad(cid:296)wi(cid:266)czały na tyle miło w „Przypalich” uszach, (cid:298)e o(cid:298)ywił si(cid:266), Dawno temu, „Przypał” przeczytał jedn(cid:261) z nielicznych w swoim (cid:298)yciu ksi(cid:261)(cid:298)ek, łaskawie pozwolił pomóc si(cid:266) podnie(cid:286)ć i odprowadzić do wn(cid:266)trza plebanii. Usadowiono go przy du(cid:298)ym stole, nakarmiono gor(cid:261)c(cid:261), g(cid:266)st(cid:261) grochówk(cid:261). -Prosz(cid:266) je(cid:286)ć powoli-upominała go poczciwa kobieta w habicie, wkładaj(cid:261)c do dwóch du(cid:298)ych toreb wszystko, co wpadło jej w r(cid:266)ce.-(cid:297)eby brzuch bardziej nie rozbolał. Ksi(cid:261)dz znikn(cid:261)ł gdzie(cid:286) na chwil(cid:266), ale pojawił si(cid:266) w ko(cid:276)cu, wi(cid:266)c niedoszły trup przypomniał sobie o magicznej sile zakl(cid:266)cia „Bóg zapłać”. -No dobrze, a teraz opowiadaj-zach(cid:266)cił proboszcz i zaj(cid:261)ł miejsce obok cudem ocalałego go(cid:286)cia. -Co tu opowiadać, tyle dobroci mnie tu spotkało, (cid:298)e nie wiem…-zwlekał z histori(cid:261) wci(cid:261)(cid:298) słaby i teraz prawie roni(cid:261)cy łzy wzruszenia Grzegorz Lament. Musiał przecie(cid:298) dać wyobra(cid:296)ni chwil(cid:266) do namysłu. -Do jakiej parafii nale(cid:298)ysz, synu? Gdzie mieszkasz? a w niej urodziwy zwrot „(cid:298)ona go obumarła”. Spodobał mu si(cid:266) od pierwszego wejrzenia, zakochał si(cid:266) w nim, co(cid:286) tam w (cid:286)rodku tego wyra(cid:298)enia siedziało. Dzi(cid:286) nikt ju(cid:298) tak nie mówi, powie raczej-umarła mu (cid:298)ona, czyli nic znowu tak niespotykanego si(cid:266) nie stało, nic strasznego, po prostu umarła, kolej rzeczy i ju(cid:298). Ale je(cid:298)eli kto(cid:286) powie-„(cid:298)ona go obumarła”, to tak jakby ten, któremu si(cid:266) to przytrafiło, umarł razem z ni(cid:261), bo i w nim co(cid:286) umarło wraz ze (cid:286)mierci(cid:261) mał(cid:298)onki. I oto teraz, przebieraj(cid:261)c ły(cid:298)k(cid:261) w talerzu, Grzegorz Lament zakomunikował wszem i wobec: -Wła(cid:286)nie przyjechałem ze Skierniewic, by poszukać szcz(cid:266)(cid:286)cia w wolnym od wspomnie(cid:276) miejscu. (cid:285)pi(cid:266) u kolegi. Mo(cid:298)e zaczn(cid:266) nowe (cid:298)ycie. Nie wiem tylko, czy starczy mi sił. Przed dwoma tygodniami obumarła mnie (cid:298)ona. -Co za tragedia-na to siostra. -Bo(cid:298)e Drogi-uzupełnia ksi(cid:261)dz. -Mo(cid:298)e i dobrze si(cid:266) stało…-podejmuje „Przypał” i czuje, jak słowa same płyn(cid:261) wartkim nurtem, spływaj(cid:261) w jakim(cid:286) nagłym ol(cid:286)nieniu.-Chora ju(cid:298) była i m(cid:266)czyła si(cid:266). Od czterech lat. Rak nie wybiera, mogło trafić na kogo(cid:286) innego, a trafiło na ni(cid:261). Dlaczego?-tu Grzegorz Lament obrócił si(cid:266), jakby zawstydzony słabo(cid:286)ci(cid:261) z trudem powstrzymywanego płaczu. 8 -Niezbadane s(cid:261) (cid:286)cie(cid:298)ki Pana, a wyroki Jego nieodgadnione-stwierdza wstrz(cid:261)(cid:286)ni(cid:266)ty ksi(cid:261)dz.-Lecz miej ufno(cid:286)ć. Pokładaj nadziej(cid:266). -To nie takie proste…-„Przypał” skulił si(cid:266) w sobie, jakby gotowy do szlochania, choć równie dobrze mogło to oznaczać, (cid:298)e zbiera si(cid:266) do wyj(cid:286)cia. -Wiem, synu, wiem… Czasami Bóg poddaje nas próbie, i wtedy krzy(cid:298) wydaje si(cid:266) najci(cid:266)(cid:298)szy. Nast(cid:266)puje chwila ciszy, kontemplacji, zadumy, szacunku dla zmarłej przed dwoma tygodniami w tragicznych okoliczno(cid:286)ciach mał(cid:298)onki „Przypała”. -A rodzina, dzieci?-pyta gł(cid:266)boko poruszony gospodarz. -Bezpłodna była, ale to jej przecie(cid:298) (cid:286)lubowałem-odpowiada uroczy(cid:286)cie, m(cid:266)(cid:298)nie i stanowczo Grzegorz, i czuje si(cid:266) w tym głosie starodawny rycerski kodeks, niewzruszone zasady moralne oraz Bogusława Lind(cid:266) w słynnym i nieodwołalnym o(cid:286)wiadczeniu z „Psów”.-Rodziny te(cid:298) nie mam. Ojciec, prze(cid:286)ladowany przez komun(cid:266) za prób(cid:266) mówienia prawdy o Katyniu, w którym zgin(cid:261)ł jego tata… opu(cid:286)cił ten (cid:286)wiat, gdy byłem jeszcze mały, no a mama, samotna, całkiem ju(cid:298) sama, i z tej t(cid:266)sknoty moja mamusia…-s(cid:261) sprawy, o których nawet silny m(cid:266)(cid:298)czyzna nie opowiada, tak bardzo s(cid:261) potworne i bolesne. A przecie(cid:298) zapatrzony w okno szklistym, pustym, nieobecnym wzrokiem Grzegorz Lament z miejscowo(cid:286)ci Tupadły na pewno był takim silnym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261); wywrócił si(cid:266) na rowerze, zwrócił na siebie uwag(cid:266) potencjalnych sponsorów, których teraz karmi niełatw(cid:261) histori(cid:261) swego (cid:298)ycia. Czy ludzie ci w ogóle maj(cid:261) poj(cid:266)cie, jak wielk(cid:261) przysług(cid:266) wy(cid:286)wiadcza im „Przypał” utwierdzaj(cid:261)c w przekonaniu, (cid:298)e (cid:298)ycie nie jest łatwe, (cid:298)e oni s(cid:261) mu potrzebni, (cid:298)e mog(cid:261) go pocieszyć, wesprzeć, wysłuchać, obdarować, stać si(cid:266) u(cid:298)ytecznymi? Czy nie jest tak, (cid:298)e on tylko zaspokaja drzemi(cid:261)c(cid:261) w ka(cid:298)dym z nas ogromn(cid:261) i piln(cid:261) potrzeb(cid:266) dobrych uczynków, apetyt na poczucie si(cid:266) lepszymi, szlachetniejszymi, z czystszymi sumieniami? (cid:297)e posługuje si(cid:266) przy tym cynicznymi metodami naci(cid:261)gania i wykorzystuje naiwno(cid:286)ć, có(cid:298), ale czy i sama dobroć nie ma w sobie czego(cid:286) z pró(cid:298)no(cid:286)ci? Przera(cid:298)onym oczom i zatrwo(cid:298)onym sercom słuchaczy ukazała si(cid:266) wizja straszliwej, rodzinnej tragedii, b(cid:266)d(cid:261)cej w istocie tragedi(cid:261) całego narodu. No i tragedii małego, malutkiego, robi(cid:261)cego jeszcze w pieluszki, bezbronnego Grzegorza Lamenta, od najwcze(cid:286)niejszych lat wydanego na (cid:298)er brutalnego losu. -Mój Bo(cid:298)e!-wzdycha ksi(cid:261)dz. -Co za nieszcz(cid:266)(cid:286)cie!-uzupełnia siostra. 9 -Trafiłem do Pa(cid:276)stwowego Domu Dziecka. Miałem dach nad głow(cid:261), ciepł(cid:261) straw(cid:266), łó(cid:298)ko…-kontynuował powa(cid:298)ny i skupiony Grzegorz Lament.-Na (cid:286)wi(cid:266)ta Bo(cid:298)ego Narodzenia dostawałem jakie(cid:286) słodycze z Opieki Społecznej, ale najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek otrzymałem, był szczery, niepowstrzymany płacz mojej nowej mamusi, opiekunki Basi. To ona nauczyła mnie składać r(cid:261)czki do modlitwy „Ojcze nasz”-tu „Przypał” popatrzył na swoje wielkie jak bochny chleba, zaro(cid:286)ni(cid:266)te łapska i szczerze zw(cid:261)tpił, by mogły być kiedykolwiek małe. Ale historia toczyła si(cid:266) ju(cid:298) własnym rytmem, jak to si(cid:266) ładnie mówi w laboratorium-wymkn(cid:266)ła si(cid:266) spod kontroli.- A kiedy z innymi dziećmi (cid:286)piewałem „Jezus Malusie(cid:276)ki”…-i Grzegorz próbował wyobrazić sobie t(cid:266) scen(cid:266), jak (cid:286)piewa z innymi dziećmi i wzruszyć si(cid:266). Ale nie mógł. Od najwcze(cid:286)niejszych lat koledzy i kole(cid:298)anki z podwórkowego trzepaka na(cid:286)miewali si(cid:266) z jego zachrypni(cid:266)tego głosu i nazwiska.-Grzegorz Lament pił atrament-chichotały w obra(cid:296)liwej wyliczance. -Do(cid:286)ć-przerwał proboszcz, poderwał si(cid:266) z miejsca i pu(cid:286)cił si(cid:266) p(cid:266)dem po schodach do jakiego(cid:286) pomieszczenia na pierwszym pi(cid:266)trze. Siostra Gertruda spogl(cid:261)dała na „Przypała” ze łzami i matczyn(cid:261) miło(cid:286)ci(cid:261) w oczach. -Tak strasznie mi przykro, prosz(cid:266), to dla pana-podała mu dwie wypełnione frykasami torby.-Nie wiem, co jeszcze mogłabym dla pana zrobić. Tyle pan prze(cid:298)ył… -Bóg zapłać za okazane serce. Po chwili pojawił si(cid:266) proboszcz i wcisn(cid:261)wszy mu w gar(cid:286)ć kilka papierków, o(cid:286)wiadczył: -Prosz(cid:266) to przyj(cid:261)ć i nie dzi(cid:266)kować. Musisz, synu, z czego(cid:286) (cid:298)yć. Odwiedzaj nas jak najcz(cid:266)(cid:286)ciej, tu zawsze jest co(cid:286) do jedzenia. -Bóg zapłać. -Id(cid:296) z Bogiem. druzgoc(cid:261)cym sukcesem; przyniosła dochód w wysoko(cid:286)ci trzystu złotych polskich i drugie tyle w towarze, na który składały si(cid:266) sery, kiełbasy, szynki, przetwory mleczne, puszki rybne i konserwy mi(cid:266)sne. Ale co wa(cid:298)niejsze udowodniła, (cid:298)e metoda, jak(cid:261) wymy(cid:286)lił, aby utrzymać si(cid:266) przy (cid:298)yciu, okazała si(cid:266) diabelnie skuteczna. Pierwsza wyprawa Grzegorza Lamenta okazała si(cid:266) pełnym, całkowitym, Niekiedy, dumaj(cid:261)c nad przewrotno(cid:286)ci(cid:261) człowieczego losu (dzi(cid:286) te(cid:298) mi si(cid:266) jeszcze zdarza takie zamy(cid:286)lenie, stoj(cid:266) na rogu ulicy i bach!- pokr(cid:266)cone zwoje mózgowe przerabiaj(cid:261) temat niezale(cid:298)ny od ich wła(cid:286)ciciela, jak na przykład cud spódniczek mini u małoletnich dziewcz(cid:261)t-tak (cid:298)e nie wiem, gdzie si(cid:266) znajduj(cid:266) i jak 10 trafić do domu) zastanawiałem si(cid:266), dlaczego „Przypał”, posiadaj(cid:261)c tak rzadkie i chwalebne talenty narratorskie, aktorski potencjał i nie spotykane ju(cid:298) dzi(cid:286) gaw(cid:266)dziarskie cnoty nie dorobił si(cid:266) jeszcze maj(cid:261)tku; doszedłem do wniosku, (cid:298)e na szcz(cid:266)(cid:286)cie dla mnie a niestety dla niego-nie dorobi si(cid:266) nigdy. (cid:297)eby zwiotczyć ten bokserski kark, nale(cid:298)ało dostarczyć głowie bite pół litra ruskiego spirytusu (a i wtedy jeszcze potrafiła (cid:286)wietnie my(cid:286)leć przy grze w „Tysi(cid:261)ca”), co z czasem przerodziło si(cid:266) w nawyk; nie mam tu na my(cid:286)li, (cid:298)eby Lament Grzegorz musiał pić codziennie-bo otó(cid:298) nie musiał; po prostu im bardziej chwiał si(cid:266) na nogach nast(cid:266)pnego dnia, tym wi(cid:266)ksze budził współczucie i tym lepsze osi(cid:261)gał rezultaty w doskonalonej wci(cid:261)(cid:298) sztuce „wyrywania”. Poza tym, jego szlachetne, goł(cid:266)bie serce i chrze(cid:286)cija(cid:276)ska powinno(cid:286)ć nakazywały mu piln(cid:261) potrzeb(cid:266) dzielenia si(cid:266) z bli(cid:296)nim. Nie był w stanie zatrzymać wszystkiego dla siebie, tote(cid:298) poza mn(cid:261), w swej niesko(cid:276)czonej dobroci, dokarmiał i wspierał liczn(cid:261) grup(cid:266) znajomych, znajomych znajomych i tak dalej. „Czy(cid:298) nie napisano-mawiał czasem-darmo otrzymali(cid:286)cie, darmo dawajcie?” Tote(cid:298) rozdawał na lewo i prawo, poniewa(cid:298) w (cid:286)rodku czuł si(cid:266) stworzeniem gł(cid:266)boko wierz(cid:261)cym, zdolnym do współodczuwania, do empatii. Grzegorz Lament uprawiał proceder zwany „wyrywaniem”, fakt, nie miało to jednak nic wspólnego z bezczelnym narzucaniem si(cid:266) ludziom, z wulgarnym wyci(cid:261)ganiem (cid:298)ebraczej r(cid:266)ki po jałmu(cid:298)n(cid:266), z chamskim, przyziemnym „daj”, lecz raczej z transakcj(cid:261) wymienn(cid:261)-wzruszaj(cid:261)ca historia za gar(cid:286)ć okruchów z pa(cid:276)skiego stołu, polot, artyzm wyobra(cid:296)ni polskiego Amicisa za troch(cid:266) jadła i mo(cid:298)liwo(cid:286)ć znieczulenia i tak przewra(cid:298)liwionego jestestwa. Jak to jednak bywa w (cid:286)rodowiskach patologicznych i kryminogennych, filozofia bezinteresowno(cid:286)ci prawie zawsze obraca si(cid:266) przeciwko jej wyznawcy, wypacza, zniekształca, demoralizuje. Przyzwyczajone do dobroczynno(cid:286)ci i pozbawione moralnych zahamowa(cid:276) towarzystwo drobnych złodziejaszków, kr(cid:266)taczy i cwaniaków z czasem zacz(cid:266)ło wykorzystywać dobroć „Przypała”.-Jak to nic nie ma?-pytał bezczelnie ten i ów w czasie, gdy bezwładne, zło(cid:298)one chorob(cid:261) ciało Grzegorza Lamenta spoczywało na łó(cid:298)ku biedne, cierpi(cid:261)ce i opuszczone, tak (cid:298)e tylko odziane w skarpetki, wystaj(cid:261)ce wielkie stopy poruszały si(cid:266), jakby same, wbrew słabo(cid:286)ci ich wła(cid:286)ciciela, w(cid:266)drowały do ludzi i wracały szcz(cid:266)(cid:286)liwe, spełnione, d(cid:296)wigaj(cid:261)ce artykuły spo(cid:298)ywcze, wyroby tytoniowe i cudowne produkty przemysłu monopolowego. Nie próbowałem nawet zgadywać, jaki te(cid:298) koszmar musiał rozgrywać si(cid:266) w głowie Grzegorza Lamenta, jakie dantejskie sceny go tam prze(cid:286)ladowały, jakie straszliwe 11 obrazy rozdzierania szat, płaczu i zgrzytania z(cid:266)bów stawały mu przed oczami, jakie hm, lamenty i załamywanie r(cid:261)k nast(cid:266)powały na sam(cid:261) my(cid:286)l, (cid:298)e gdzie(cid:286) tam, na zewn(cid:261)trz, w zaciszu domowej lodówki, le(cid:298)y sobie spokojnie i czeka na niego kilogram suchej (cid:298)ywieckiej, a on-Mój Bo(cid:298)e!-zawiedzie j(cid:261), nie przyjdzie do niej, nie pochyli si(cid:266) nad ni(cid:261) czule, nie schwyci pieszczotliwie dłoni(cid:261), nie umie(cid:286)ci w reklamówce i nie przywiezie. Bywały i takie chwile, w których „Przypał” znikał na cały Bo(cid:298)y dzie(cid:276), a czasem i noc. Przychodził nieprzytomny, wym(cid:266)czony, odległy i jaki(cid:286) nieswój, wymi(cid:266)ty niczym po zderzeniu z przemysłow(cid:261) wirówk(cid:261), rzucał w k(cid:261)t wypchan(cid:261) frykasami reklamówk(cid:266), po czym padał jak kłoda na łó(cid:298)ko i zasypiał snem dzieci(cid:266)cym, błogim, nieprzerwanym i zdrowym. Nie (cid:286)miałem pytać, gdzie był i co robił, a i sam niewiele na ten temat mówił; pewn(cid:261) wszelako wskazówk(cid:266) stanowiło jego osobliwe zainteresowanie nekrologami, które czytywał z nieskrywan(cid:261) pasj(cid:261) i nami(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261). Którego(cid:286) dnia natrafiłem na nast(cid:266)puj(cid:261)ce, wyci(cid:266)te z gazety ogłoszenie: „z gł(cid:266)bokim smutkiem zawiadamiamy, (cid:298)e szesnastego marca, w wieku pi(cid:266)ćdziesi(cid:266)ciu o(cid:286)miu lat zmarł drogi m(cid:261)(cid:298) i ojciec, Stefan Józwa. Msza (cid:286)wi(cid:266)ta w intencji zmarłego odb(cid:266)dzie si(cid:266) dziewi(cid:266)tnastego tego(cid:298) w ko(cid:286)ciele pod wezwaniem (cid:285)w. Jana Chrzciciela o godzinie dziesi(cid:261)tej. Wszystkich krewnych i przyjaciół zmarłego, pragn(cid:261)cych towarzyszyć mu w jego ostatniej w(cid:266)drówce, serdecznie zaprasza-pogr(cid:261)(cid:298)ona w (cid:298)alu rodzina”. Ten podkre(cid:286)lony czerwonym kolorem fragment „o godzinie dziesi(cid:261)tej” ol(cid:286)nił mnie i o(cid:286)wiecił: Grzegorz Lament (cid:298)egnał i opłakiwał zmarłych, odprowadzaj(cid:261)c ich na miejsce wiecznego spoczynku, ostatniego przystanku w drodze do wieczno(cid:286)ci. Ta my(cid:286)l wzruszyła mnie i przej(cid:266)ła do gł(cid:266)bi; jakie(cid:298) ogromne musiało bić w nim serce, pokłady autentycznego humanizmu by pomie(cid:286)cić tyle (cid:298)alu, rozpaczy i współczucia dla tragedii bli(cid:296)niego; ile(cid:298) zrozumienia dla (cid:298)ycia i szacunku dla (cid:286)mierci, by identyfikować si(cid:266) z rodzin(cid:261) nieznanego mu człowieka i ł(cid:261)czyć w znaj(cid:261)cej sprawy bytowania bole(cid:286)ci szczerej, pełnej straty, (cid:298)ałobnej. Próbowałem to sobie wyobrazić: towarzysz mej niedoli udaje si(cid:266) wraz z (cid:298)ałobnikami anonimowo na cmentarz, pod(cid:261)(cid:298)a tam wolnym, zm(cid:266)czonym, pełnym zw(cid:261)tpienia krokiem pogr(cid:261)(cid:298)ony w czarnych, niewesołych my(cid:286)lach o przemijaniu, ulotno(cid:286)ci spraw doczesnych, marno(cid:286)ci materii; mo(cid:298)e ćwiczy ju(cid:298) po drodze kwesti(cid:266) i pozy łkaj(cid:261)c cicho, niezauwa(cid:298)enie, skromnie, bez zb(cid:266)dnej na tym etapie wylewno(cid:286)ci łez, to jest płaczu spazmatycznego, niepohamowanego, na całego. Drepcze sobie spokojnie, noga za nog(cid:261), w marszu udr(cid:266)czonych pewno(cid:286)ci(cid:261) (cid:286)mierci (cid:298)ywych, 12 wlok(cid:261)cych si(cid:266) tak jak on za drewnianym sze(cid:286)ciobokiem, symbolem ostatecznego, nieodwołalnego kresu. Jest przygn(cid:266)biony, rozgl(cid:261)da si(cid:266) dookoła załzawionymi oczami, i zamiast nieuniknionego przedwio(cid:286)nia czuje w powietrzu mróz, martwot(cid:266) jeno, brak ruchu i woli (cid:298)ycia; widzi zatopionych w zadumie, ubranych w ciemne płaszcze nios(cid:261)cych kwiaty i wi(cid:261)zanki ludzi-a na có(cid:298) nieboszczykowi kwiaty!-my(cid:286)li „Przypał”, ale zaraz przychodzi mu do głowy, (cid:298)e to przecie(cid:298) taki gest pami(cid:266)ci, zielona wyprawka na podró(cid:298) do krainy cieni, do miejsca, w którym pr(cid:266)dzej czy pó(cid:296)niej-oby pó(cid:296)niej!-znajdziemy si(cid:266) tak(cid:298)e i my bez wyj(cid:261)tku. Czarny kondukt skr(cid:266)ca w alejk(cid:266) wiod(cid:261)c(cid:261) na cmentarz, a tam ju(cid:298) tylko marmury i płyty z krzy(cid:298)ami na warcie, spisany na kamiennych tablicach rejestr martwych, rozpływaj(cid:261)cych si(cid:266) we mgle wspomnie(cid:276), o coraz bardziej rozmytych twarzach, tak (cid:298)e ju(cid:298) tylko albumy z blakn(cid:261)cymi zdj(cid:266)ciami przypominaj(cid:261), (cid:298)e kto(cid:286) taki w ogóle był, istniał, oddychał, k(cid:261)pał si(cid:266) w morzu lub jeziorze, (cid:286)miał si(cid:266), pił piwo i miał mniej lub bardziej udane dzieci(cid:276)stwo. Ju(cid:298) przy narodzinach człowiek zostaje przekl(cid:266)ty przez czas, naznaczony jego (cid:286)miertelnym pi(cid:266)tnem, skazany na zapomnienie. „Co za strata”-my(cid:286)li „Przypał”, bo przecie(cid:298) spoczywaj(cid:261)cym tutaj ciałom nie da si(cid:266) ju(cid:298) nic opowiedzieć i-co nie do pomy(cid:286)lenia-niczego wyrwać. (cid:285)wiadomo(cid:286)ć tego faktu przytłacza naszego bohatera jeszcze bardziej, tak (cid:298)e teraz przynajmniej znalazł ju(cid:298) prawdziwy powód do płaczu, do rozpaczy, rozdzierania szat, załamywania r(cid:261)k i ogólnego lamentowania. Zatrzymuj(cid:261) si(cid:266) nad dziur(cid:261) w ziemi, pochylaj(cid:261) nad ni(cid:261). Niektórzy zamykaj(cid:261) oczy, inni odwracaj(cid:261) głowy, jakby to, co teraz nast(cid:261)pi, było dla nich nie do przyj(cid:266)cia, nie do pogodzenia, nie do zaprzyja(cid:296)nienia si(cid:266) z tym i oswojenia. Kobiety uciszaj(cid:261) niesforne maluchy, ksi(cid:261)dz błogosławi zebranym, i obwieszczaj(cid:261)c, (cid:298)e „z prochu powstałe(cid:286), w proch si(cid:266) obrócisz”, skrapia trumn(cid:266) wod(cid:261) (cid:286)wi(cid:266)con(cid:261). O jej wieko uderza głucho pierwsza rzucona gar(cid:286)ć ziemi. Jaka(cid:286) kobieta w ciemnym ubraniu zanosi si(cid:266) płaczem, wyrywa podtrzymuj(cid:261)c(cid:261) j(cid:261) stoj(cid:261)cej ze spuszczonymi głowami parze, podbiega do sarkofagu i woła w rozpaczy: -Stefan, o Bo(cid:298)e, Stefan! -Stefan! Drogi kolego, dlaczego odchodzisz?!-oblewa si(cid:266) rz(cid:266)sistym deszczem spazmatycznych łez „Przypał”, wtóruj(cid:261)c wdowie w dantejskich scenach cierpi(cid:261)cego zgn(cid:266)bienia. Zgromadzenie jak na komend(cid:266) odwraca głowy z badawczym zaciekawieniem, z niemym zapytaniem „co(cid:286) ty wła(cid:286)ciwie za jeden?” i widz(cid:261) Grzegorza Lamenta we 13 własnej osobie, spogl(cid:261)daj(cid:261) na jego wykrzywion(cid:261) straszliwym bólem twarz, na jego uniesione ku górze w błagalnym ge(cid:286)cie r(cid:266)ce, na nie budz(cid:261)cy (cid:298)adnych w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci upadek str(cid:261)conej w mrok nadziei wi(cid:261)zanej z oddanym przyjacielem, mo(cid:298)e nawet koleg(cid:261) z czasów słu(cid:298)by wojskowej, na upokorzenie czystej rado(cid:286)ci istnienia, i ten widok jest równie tragiczny i przejmuj(cid:261)cy jak sama ceremonia pogrzebu, tote(cid:298) doł(cid:261)czaj(cid:261) do płaczliwego chóru, wołaj(cid:261) „Stefan, Stefan, dlaczego nam to zrobiłe(cid:286)?!”, tak (cid:298)e teraz szlochaj(cid:261) ju(cid:298) wszyscy ł(cid:261)cznie z zawodz(cid:261)cym troch(cid:266) po ko(cid:286)cielnemu ksi(cid:266)dzem. Grzegorz podbiega do wdowy, przytrzymuje j(cid:261) po rycersku chwytem stanowczym, pewnym, m(cid:266)(cid:298)nym, lecz delikatnym, próbuje odci(cid:261)gn(cid:261)ć od znikaj(cid:261)cej pod porcjami ziemi trumny, odprowadza na miejsce, co(cid:286) mówi po cichu, jakby pocieszaj(cid:261)c. Ta milknie na chwil(cid:266) jakby zaskoczona, widzi przecie(cid:298) człowieka po raz pierwszy w (cid:298)yciu, nie wie absolutnie, kto on w stosunku do zmarłego, przybyłej licznie rodziny i przyjaciół. Ale ju(cid:298) po chwili uspokaja si(cid:266), Grzegorz Lament mówi jej co(cid:286) do ucha, i kobieta u(cid:286)miecha si(cid:266) z pełn(cid:261) wzruszenia wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261), (cid:286)ciska mu rami(cid:266), opiera si(cid:266) o niego i pyta, czy w zwi(cid:261)zku z tym faktem, (cid:298)e on kiedy(cid:286) siedział z jej (cid:286)wie(cid:298)o chowanym m(cid:266)(cid:298)em w jednej ławce, zaszczyci j(cid:261) teraz wizyt(cid:261) i podzieli si(cid:266) niew(cid:261)tpliwie wci(cid:261)(cid:298) (cid:298)ywymi wspomnieniami o Stefanie Józwie na stypie? A on, skromny, ze spuszczonymi oczyma odpowiada cicho, (cid:298)e nie wie, czy mo(cid:298)e, (cid:298)e nie (cid:286)mie si(cid:266) tak wpraszać bez zapowiedzi, on tylko przebył sze(cid:286)ćset kilometrów z jednego ko(cid:276)ca naszej wspaniałej ojczyzny, na którym mieszka, (cid:298)eby po(cid:298)egnać drogiego sercu przyjaciela, z którym przecie(cid:298) tyle… Na to ona pospiesznie, (cid:298)e to (cid:298)aden kłopot, przeciwnie, uczyni jej wielk(cid:261) przyjemno(cid:286)ć, (cid:298)e on musi przybyć koniecznie i uczynić jej to wyró(cid:298)nienie, opowiedzieć wszystko od pocz(cid:261)tku, bo jest zainteresowana, (cid:298)e nie wyobra(cid:298)a sobie inaczej, Stefan to przecie(cid:298) taki dobry człowiek, wci(cid:261)(cid:298) (cid:298)yje tak(cid:298)e i w jego pami(cid:266)ci. Ale(cid:298) oczywi(cid:286)cie, droga pani, (cid:298)e zaszczyc(cid:266), skoro pani nalega i sobie tego (cid:298)yczy-wyja(cid:286)nia on uprzejmie- wła(cid:286)ciwie na drugie imi(cid:266) mam: nikomu nie odmawiam w potrzebie. I ju(cid:298) wracaj(cid:261) razem zintegrowani w kierunku pewnego lokalu, w którym stoły uginaj(cid:261) si(cid:266) od w(cid:266)dzonych i gotowanych ryb w galarecie, wszelakich mi(cid:266)siw wieprzowo-wołowych, pierwszorz(cid:266)dnych w(cid:266)dlin, sałatek, surówek, przystawek, ciast ró(cid:298)norodnych oraz ciekawiej coraz-drogiego alkoholu. Grzegorz Lament zasiada na honorowym miejscu obok wdowy, zostaje przedstawiony jako bliski kolega (cid:286)wi(cid:266)tej ju(cid:298) pami(cid:266)ci Stefana ze szkolnych lat, rozgaszcza si(cid:266), kosztuje tego i tamtego, podlewa tym i owym, poznaje rodzin(cid:266). Z 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Wyrwa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: