Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00265 008598 10442125 na godz. na dobę w sumie
ZŁOTE POCAŁUNKI. OPOWIEŚCI NIEZWYKŁE - ebook/pdf
ZŁOTE POCAŁUNKI. OPOWIEŚCI NIEZWYKŁE - ebook/pdf
Autor: , , , Liczba stron: 167
Wydawca: Wydawnictwo Armoryka Język publikacji: polski
ISBN: 978–83–7639–033–8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

SPIS TREŚCI
Catulle Mendès (1841 – 1909):
ZWIERCIADŁO
CUDZOZIEMKI
TCHÓRZ
FATALNE ŻYCZENIE
BARONOWA DE TRÈFL
ZŁOTE POCAŁUNKI
Alfons Daudet (1840 – 1897):
KOZA PANA SEGUIN
ARLEZJANKA
LATARNIA MORSKA W SANGUINAIRES
STARUSZKOWIE
ŚMIERĆ DELFINA
PAN PODPREFEKT NA WSI
ZGON „SEMILLANTY”
Guy de Maupassant (1850 – 1893):
HORLA
PORTRET
Edgar Allan Poe (1809 – 1849):
ZDRADZIECKIE SERC
MALSTROM
ZADZIWIAJĄCE ODDZIAŁYWANIE MESMERYZMU NA UMIERAJĄCEGO
Zbiór świetnie napisanych opowieści niezwykłych i niesamowitych. Znakomite opisy, zaskakujące zakończenia

przełożył Zygmunt Niedźwiecki.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ZŁOTE ZŁOTE POCAŁUNKI POCAŁUNKI opowieści niezwykłe opowieści niezwykłe Armoryka Armoryka ZŁOTE POCAŁUNKI ZŁOTE POCAŁUNKI ZŁOTE POCAŁUNKI OPOWIEŚCI NIEZWYKŁE Alfons Daudet, Guy de Maupassant, Catulle Mendès, Edgar Allan Poe przełożył Zygmunt Niedźwiecki. Armoryka SANDOMIERZ 2009 Redaktor: Włóczysław (Włóczek) Kot Projekt okładki: Juliusz Susak Copyright © 2009 by Wydawnictwo i Księgarnia Internetowa ARMORYKA Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27–600 Sandomierz tel (0–15) 833 21 41 e–mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl http://www.armoryka.strefa.pl/ ISBN 978–83–7639–033–8 Catulle Mendès (1841 – 1909) ZWIERCIADŁO I. Działo się to w królestwie, w którym nie było ani jednego zwierciadła. Wszystkie lustra i lusterka, i takie, którymi się ozdabia ściany, i te, które się trzyma w ręku i owe wreszcie, co bywają noszone u paska, — potłuczono, strzaskano na drobne kawałeczki z rozkazu królowej; w razie odkrycia zaś najmniejszego choćby zwierciadełka w czyimkolwiek domu, mieszkańców tegoż czekała śmierć niechybna wśród naj- straszniejszych w świecie mąk. — Co się tyczy motywów tego dziwacznego kaprysu, nie myślę z niego przed wami czynić tajemnicy. Ponieważ królowa była tak brzydka, że najszka- radniejszy potwór wydałby się przy niej prześlicznym, nie 5 chciała więc za nic w świecie być każdej chwili narażoną na to, aby przechodząc przez miasto, ujrzeć naraz brzydotę swo- ją w odbiciu, a z drugiej strony szukała w tem dla siebie sa- tysfakcji, by inne kobiety, piękne, nie mogły rozkoszować się w lustrach swoją pięknością. Pojmiecie łatwo, że młode dziewczęta i kobiety tego kraju nie były z takiego rozporządzenia wcale zadowolone. Cóż ko- muś z tego, że ma najcudniejsze w świecie oczy, usta świeże jak pączek róży, włosy ślicznie ustrojone kwieciem, jeśli nie może oglądać swoich oczu, ust swych, swej fryzury? A o prze- glądaniu się w jeziorach i strumykach nie mogło być nawet mowy, gdyż wszystkie rzeki i stawy w kraju pokryto szczelnie deskami, wodę zaś dobywano z studni tak głębokich, że nie- podobna było dosięgnąć okiem ich płynnej powierzchni, i to nie w konwiach szerokich, gdzie by było dość miejsca na od- bicie ładnego buziaka, ale w naczyniach o ciasnym wylocie, nie wystarczającym na pomieszczenie najdrobniejszej choćby twarzyczki. Toteż rozpacz płci pięknej przechodziła wszelkie granice, szczególniej u osóbek zalotnych, których liczba w tym kraju nie była wcale mniejszą niż gdzie indziej. Ale królowa pozostała niewzruszoną, ciesząc się z tego nieopisa- nie, że jej poddankom tę samą prawie przykrość czyni nie- możność oglądania samych siebie, jaką jej by sprawiło, gdyby siebie ujrzała. II. Tymczasem na jednym z przedmieść stolicy żyło młode dziewczę imieniem Hiacynta, nieco mniej tym wszystkim od innych zmartwione, ponieważ kochał się w niej młody chło- piec. A ktoś, co nas znajduje piękną i niestrudzenie nam to powtarza, — może nam do pewnego stopnia zastąpić zwier- ciadło. 6 — Naprawdę? — pytała go raz po raz uszczęśliwiona. — Kolor mych oczu nie razi cię niczym? — Oczy twoje podobne są do bławatków, na których zawi- sły dwie jasne krople ambry. — I nie mam skóry zbyt czarnej? — Dowiedz się, że twoje czoło czystsze jest niżeli płatek śniegu, dowiedz się, że twoje lica są, jak róże, blade a przecież płonące! — A co też mam myśleć o moich ustach? — Że są podobne rozciętej jagódce maliny. — A o mych zębach, jeśli łaska? — Że ziarnka ryżu, równie im delikatne, nie są przecież tak biało. — Czy nie powinnam się jednak niepokoić o kształt moich uszu?... — O tak! niepokojąca to rzecz, ukrywać w leciuchnym pu- chu swych włosów dwie takie muszelki przecudne, na których widok przypomina się świeżo rozwity goździk. Tak rozmawiali z sobą, ona oczarowana, on w jeszcze większym zachwycie, nie wyrzekł bowiem ani jednego słowa, które by nie było prawdą najczystszą, gdyż wszystko to, czego pochwały upajały ją, jego upajało swym widokiem. I oto mi- łość ich stawała się coraz gorętsza. W dniu wprawdzie, w któ- rym ją zapytał, czy zechce go za męża, dziewczę zarumieniło się, zaiste jednak zarumieniło się nie ze strachu — a człowiek, który, dostrzegłszy w owej chwili jej uśmiech, przypuściłby, że uśmiechała się jej myśl powiedzenia: „nie” — również omyliłby się bardzo. Nieszczęściem wieść o tym małżeństwie dotarła aż do uszu niedobrej królowej, której jedyną rozkoszą było zakłócać cudze szczęście, Hiacynta zaś większą niżeli ktokolwiek wzbudzała w niej zawiść — będąc ze wszystkich najpiękniejszą. 7 III. Kiedy się przechadzała razu pewnego, na krótko przed swymi zaślubinami, po sadzie, zbliża się ku niej starucha ja- kaś, prosząc o jałmużnę — wtem odskakuje z krzykiem, jak człowiek, co węża nadeptał. — Nieba! co widzę!... — A wam co?! dobra kobiecino... Cóż to takiego ujrzeli- ście?... — Coś najbrzydszego na całym świecie! — To chyba nie mnie z pewnością! — odrzekła Hiacynta, śmiejąc się. — Niestety, tak, biedne dziecię... Ciebie właśnie... Długo już żyję na tej ziemi, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się spo- tkać osoby tak brzydkiej jak ty. — Ja jestem brzydka?... ja?... — Stokroć brzydsza, niżeli to wyrazić można. — Jak to!... A moje oczy?... — Szare jak pył uliczny! Lecz toby jeszcze było pół biedy, gdybyś nie zezowała najokropniej. — Toż moja cera... — Czarnaś jak smoluch jaki. — Ale usta... — Blade jak zwiędły kwiat jesieni. — A zęby... — Jeżeli zęby tym są piękniejsze im szersze, im bardziej żółte, w takim razie nikt chyba nie ma piękniejszych niż two- je... — Ach!... więc chociaż uszy przynajmniej... — Masz uszy tak duże, takie czerwone i obrośnięte pośród tych twoich rozczochranych włosisków, że trudno na nie spojrzeć bez wstrętu. Ja przecież nie jestem wcale ładna, a przecież zdaje mi się, że umarłabym ze wstydu, gdyby moje były takie same. 8 To rzekłszy, stara — musiała to być jakaś czarownica, za- przyjaźniona z niedobrą królową — uciekła, parskając złośli- wym śmiechem, podczas kiedy Hiacynta padła na ławkę, po- między dwoma jabłoniami, cała w łzach. IV. Nic nie było w stanie biednej pocieszyć w jej strapieniu. — Jestem brzydka! — jestem brzydka! — powtarzała bez przestanku. Daremnie narzeczony zapewniał ją, że się myli, i przysiąg nie szczędził największych. — Daj pokój!... kłamiesz przez litość — odpowiadała. — Teraz dopiero pojęłam wszystko. Uczucie twoje dla mnie nie płynie z miłości, lecz jest litością! żebraczka nie miała naj- mniejszego powodu powiedzieć mi nieprawdę; i po cóż mia- łaby mnie oszukiwać?... Tak, tak, jestem brzydką!... Nie poj- muję tylko, jak mogłeś znosić mój widok tak długo?... Aby ukochaną wywieźć z błędu, sprosił do jej domu dużo ludzi; wszyscy mężczyźni oświadczyli, że Hiacynta jest jakby stworzona na to, aby się oczy z rozkoszą poiły jej widokiem; powiedziało toż samo nawet wiele kobiet, jakkolwiek natural- nie z przekonaniem znacznie mniejszym. Lecz wszystko nadaremnie, biedna dziewczyna upierała się przy swym prze- świadczeniu, że wzbudza postrach. — Zmówiliście się, żeby przede mną zataić prawdę. A kiedy kochanek począł nalegać o przyspieszenie dnia go- dów, odrzekła: — Ja?... twoją żoną? Przenigdy!... Zanadto szczerze cię ko- cham, aby ci robić prezent z takiej brzyduli jak ja. Możecie sobie wyobrazić rozpacz młodego człowieka, za- kochanego tak szczerze. Rzucił się na kolana, prosił ją, bła- gał... Odpowiadała jednak niezmiennie, że jest „za brzydka, aby iść za mąż.” 9 Co tu robić?... Jedynym sposobem, jakim można by zadać kłam starej wiedźmie a udowodnić prawdę Hiacyncie, było- by: stawić jej przed oczy zwierciadło. Ale zwierciadeł nie było w całym państwie a strach, jaki królowa wzbudzała, był tak wielki, że żaden rzemieślnik nie podjąłby się go sporządzić. — Ha! Pójdę na królewski dwór! — powiedział sobie w końcu narzeczony. — Pomimo całej swojej srogości wład- czyni nasza da się przecież wzruszyć mym łzom i piękności Hiacynty i cofnie, choćby na godzin kilka, okrutny zakaz, bę- dący źródłem całego nieszczęścia. Wiele kosztowało trudu nakłonienie młodej dziewczyny, aby się dała do pałacu zaprowadzić; nie chciała i nie chciała się ludziom pokazywać, taka brzydka; a potem na cóż się wię- cej zwierciadło przydać może, jak nie na tym wyrazistsze przekonanie jej o jej nieszczęściu, na które nie ma lekarstwa! Dopiero kiedy narzeczony wybuchnął płaczem — przystała. V. — Cóż tam znowu takiego? — ozwała się opryskliwie nie- dobra królowa. — Co to za ludzie i czego chcą ode mnie? — Wasza królewska mość ma przed sobą najbardziej poża- łowania godnego z narzeczonych na całej kuli ziemskiej. — To mi dopiero powód, aby mnie niepokoić! — Miej litość najjaśniejsza pani! — Ech! cóż ja wam mogę poradzić w waszych strapieniach miłosnych? — Gdybyś najjaśniejsza pani zezwolić raczyła, aby jedno tylko zwierciadło... Królowa podniosła się z tronowego stolca, drżąc gniewem. — Kto śmie tu wspominać O zwierciadle?! — wyrzekła, zgrzytając zębami. — O, niech się wasza królewska mość nie unosi!... Łaski!... Proszę mnie tylko wysłuchać. Ta młoda dziewczyna, którą 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

ZŁOTE POCAŁUNKI. OPOWIEŚCI NIEZWYKŁE
Autor:
, , ,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: