Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00080 006357 11244950 na godz. na dobę w sumie
Z Ujazdowa jestem - ebook/pdf
Z Ujazdowa jestem - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 142
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3944-8002-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

O KSIĄŻCE

Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku widziane oczami małej dziewczynki, nastolatki i dwudziestolatki, powiązane z obrazkami ze zmieniającej się od 1945 roku Warszawy w tle. Autorka ciepło i serdecznie dziękuje pokoleniu jej rodziców za wspaniałe i szczęśliwe dzieciństwo, jednocześnie z humorem opisując mieszkańców Ujazdowa i ich codzienne życie w domkach fińskich. Pojawiają się barwne postaci z tamtych lat, wydarzenia, które współtworzyły, echo wakacji w Zakopanym, Jastarni i na Mazurach oraz zapachy, barwy i dźwięki, za pomocą których wraca klimat tamtych czasów. Obrazy z przeszłości spinają „tu i teraz” telefoniczne rozmowy autorki z jej przyjaciółką, w których niebagatelną rolę odgrywa pies Colin.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Zaczęło się, jak zawsze, niewinnie. Ot, zwykła rozmowa właściwie o niczym. POGADUCHA TELEFONICZNA PIERWSZA Telefon wygrywał melodyjkę od dobrych dziesięciu sekund i bałam się, że może nie zdążę go odebrać zanim się rozłączy, ale udało się. Na wyświetlaczu była Maryla, moja przyjaciółka od zawsze. – Cześć – powiedziała – znów śnił mi się Ujazdów. To już trzeci raz w tym miesiącu. Ciekawe co to może znaczyć. – A co ci się śniło? – Ten komin za przedszkolem, w którym rosły pomarańcze. – I co? Były tam? – Były – a w ogóle to był bardzo ładny sen. Z niebieskim niebem... i ten komin był taki jakiś czysty... Pomarańcze w kominie wymyśliłyśmy na użytek koleżanek, ale potem same prawie uwierzyłyśmy, że tam rosną. Legendę zaczęłyśmy tworzyć po uroczystości z okazji Mikołajek w szkole, kiedy rozdano wszystkim dzieciom po jednej soczystej, czerwonawej kuli. Owoce były pachnące i zawinięte w delikatny papierek z kolorowym nadrukiem. Wszyscy chcieli je zjeść, a jednocześnie nadal je mieć, bo w tamtych czasach tylko nieliczni mogli sobie pozwolić na cytrusowy luksus. Pomarańcze, cytryny i inne artykuły delikatesowe, takie jak figi czy orzechy, kupowało się za bajońskie sumy na bazarze Różyckiego na Pradze lub na ulicy Polnej. – Mnie też często śni się Ujazdów – powiedziałam zgodnie z prawdą – ale to nie są przyjemne sny, raczej niepokojące. Przeważnie jest noc albo późny wieczór, kiedy nie ma światła na głównej alei i muszę iść po omacku. Mam wyrzuty sumienia, że tak długo mnie nie było. Okazuje się, że nasze domki jeszcze stoją i nawet można do nich wejść. Kiedyś w takim śnie okazało się, że nasza sunia Fuki na mnie czeka. Wychudzona i prawie ślepa. Innym razem były tam ślady czyjejś obecności, jakby szabrowników, ale nikogo nie spotkałam. Maryla zrobiła małą przerwę, aby nalać sobie herbaty. Po chwili usłyszałam: – Ostatnio wzięłam ze sobą na spacer na Ujazdów Agatę i opowiadałam jej o tamtych czasach. Zbliżałyśmy się do ogródka Szczerbińskich i jak na zamówienie wyszedł na ganek Stefan. Nadal tam mieszka. Powiedział, że postanowiono zostawić w spokoju resztę tych domków, których jeszcze nie rozebrano... W sumie, to Finowie przekonali burmistrza... – Czytałam, że tam się całkiem sporo dzieje... są różne inicjatywy i projekty, i cała grupa zapaleńców. Altana grillowa... Maryla przytaknęła i dodała: – Na ogrodzeniu szkoły wiszą zdjęcia i wywiady ze starymi mieszkańcami, tylko o nas nic tam nie ma... po nas zostało tylko kilka drzew. – Ale zostały i my wiemy, gdzie co było...
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Z Ujazdowa jestem
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: