Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00268 011899 17319068 na godz. na dobę w sumie
Z genealogii moralności - ebook/pdf
Z genealogii moralności - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 82
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Jest połowa XVIII wieku we Francji. Nieślubna córka szlachcianki zostaje zmuszona do wstąpienia do nowicjatu wbrew swej woli i pomimo braku powołania, ma bowiem odkupić błędy matki i zmniejszyć jej poczucie winy. Po 2 latach nowicjatu dziewczyna w dniu ślubowania oznajmia, że nie czuje powołania, wywołując skandal.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. FRYDERYK NIETZSCHE Z GENEALOGII MORALNO(cid:285)CI PISMO POLEMICZNE PRZEŁO(cid:297)YŁ LEOPOLD STAFF 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 PRZEDMOWA. 1. Jeste(cid:286)my sobie nieznani, my poznaj(cid:261)cy, my sami samym sobieś ma to słuszn(cid:261) przyczyn(cid:266). Nie szukali(cid:286)my siebie nigdy, – jak(cid:298)e stać si(cid:266) miało, by(cid:286)my si(cid:266) kiedy(cid:286) z n a l e (cid:296) l i? Słusznie powiedzianoŚ »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«ś n a s z skarb jest tam, gdzie stoj(cid:261) ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, d(cid:261)(cid:298)ymy zawsze do tego, troszczymy si(cid:266) z serca wła(cid:286)ciwie tylko o jedno – »by co(cid:286) przynie(cid:286)ć do do- mu«. Co si(cid:266) poza tem tyczy (cid:298)ycia, tak zwanych »wydarze(cid:276) prze(cid:298)ytych«, – któ(cid:298) z nas bierze to choćby tylko do(cid:286)ć powa(cid:298)nie? Lub kto ma do(cid:286)ć czasu na to? W tych rzeczach, l(cid:266)kam si(cid:266), byli- (cid:286)my zawsze »od rzeczy«Ś nie przykładamy tam wła(cid:286)nie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jaki(cid:286) boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z cał(cid:261) sił(cid:261) wdzwonił wła(cid:286)nie w ucho dwana(cid:286)cie uderze(cid:276) południa, budzi si(cid:266) nagle i pyta siebie »có(cid:298) to wła(cid:286)ciwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u (cid:298) p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »có(cid:298)e(cid:286)my to wła(cid:286)ciwie prze(cid:298)yli?« co wi(cid:266)- cejŚ »czem j e s t e (cid:286) m y wła(cid:286)ciwie?« i liczymy, ju(cid:298) po wszystkiem, jak si(cid:266) rzekło, te wszyst- kie dwana(cid:286)cie uderze(cid:276) swego wydarzenia prze(cid:298)ytego, swego (cid:298)ycia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy si(cid:266) przytem... Pozostajemy sobie z konieczno(cid:286)ci obcy, nie rozumiemy sie- bie, musimy brać siebie za kogo(cid:286) innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wiekiŚ »Ka(cid:298)dy jest samemu sobie najdalszy«, – wzgl(cid:266)dem siebie nie jeste(cid:286)my wcale »poznaj(cid:261)cymi« ... 2. – My(cid:286)li moje o p o c h o d z e n i u naszych przes(cid:261)dów moralnych – bo o nie chodzi w tem pi(cid:286)mie polemicznem – znalazły swój pierwszy, sk(cid:261)py i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Ksi(cid:261)(cid:298)ka dla duchów wolnych«. Spi- sywanie jej rozpocz(cid:266)ło si(cid:266) w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać si(cid:266), jak si(cid:266) zatrzymuje w(cid:266)drowiec, i przebiec spojrzeniem krain(cid:266) rozległ(cid:261) i niebezpieczn(cid:261), przez któr(cid:261) duch mój dotychczas w(cid:266)drował. Działo si(cid:266) to w zimie 1876—1877ś same my(cid:286)li s(cid:261) wcze(cid:286)niejsze. Były to w głównej tre(cid:286)ci ju(cid:298) te same my(cid:286)li, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuj(cid:266). Miejmy nadziej(cid:266), (cid:298)e długi przedział czasu wpłyn(cid:261)ł na nie dobrze, (cid:298)e stały si(cid:266) dojrzalsze, ja(cid:286)niejsze, silniejsze, doskonalsze! (cid:297)e jednak dzi(cid:286) jeszcze trwam przy nich sil- nie, (cid:298)e one same tymczasem coraz silniej trzymały si(cid:266) siebie, wrastały w siebie i zrosły si(cid:266) z sob(cid:261), to wzmacnia we mnie radosn(cid:261) ufno(cid:286)ć, (cid:298)e od pocz(cid:261)tku powstawały we mnie nie lu(cid:296)nie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władn(cid:261)cej w gł(cid:266)bi, z przemawiaj(cid:261)cej coraz pewniej, z (cid:298)(cid:261)daj(cid:261)cej coraz wi(cid:266)kszej pewno(cid:286)ci z a s a d n i c z e j w o l i 4 poznania. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. Nie mamy (cid:298)adnego prawa w czemkolwiek i(cid:286)ć pojedynczo. Nie wolno nam bł(cid:261)dzić pojedynczo, ani te(cid:298) pojedynczo natkn(cid:261)ć si(cid:266) na praw- d(cid:266). Raczej z konieczno(cid:286)ci(cid:261), z jak(cid:261) drzewo wydaje owoce, rodz(cid:261) si(cid:266) z nas my(cid:286)li nasze, nasze warto(cid:286)ci, nasze »tak« i »nie« i »je(cid:298)eli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach, (cid:286)wiadectwa jednej woli, jednego zdrowia, jednej ziemi, jednego sło(cid:276)ca. – Czy one w a m smakuj(cid:261), te nasze owoce? – Lecz có(cid:298) to obchodzi drzewa! Có(cid:298) to n a s obchodzi, nas filozofów!... 3. Przy pewnem wła(cid:286)ciwem mi w(cid:261)tpieniu, które niech(cid:266)tnie wyznaj(cid:266) – stosuje si(cid:266) ono miano- wicie do m o r a l n o (cid:286) c i, do wszystkiego, co dot(cid:261)d na ziemi jako moralno(cid:286)ć było czczone –, przy w(cid:261)tpieniu, które w mem (cid:298)yciu wyst(cid:261)piło tak wcze(cid:286)nie, tak niewzywanie, tak niepo- wstrzymanie, tak sprzecznie z otoczeniem, wiekiem, przykładem, pochodzeniem, (cid:298)ebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«, – musiała ciekawo(cid:286)ć moja, równie, jak moje podej- rzenie, zatrzymać si(cid:266) zawczasu przy pytaniuŚ j a k i p o c z (cid:261) t e k ma wła(cid:286)ciwie nasze dobro i zło. W istocie ju(cid:298) jako trzynastoletniego chłopca prze(cid:286)ladował mnie problemat pocz(cid:261)tku zła. Po(cid:286)wi(cid:266)ciłem mu w wieku, gdy si(cid:266) ma »na pół igraszki dziecinne, na pół Boga w sercu«, pierwsz(cid:261) sw(cid:261) literack(cid:261) igraszk(cid:266) dziecinn(cid:261), pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. A co si(cid:266) tyczy mego ówczesnego »rozwi(cid:261)zania« problematu, to oddałem, jak słuszna, Bogu cze(cid:286)ć i uczyniłem go o j c e m zła. Czy t a k wła(cid:286)nie chciało ode mnie me »a priori«, to nowe niemoralne, co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiaj(cid:261)cy z niego, ach! tak anty- kantowski, tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«, któremu tymczasem u(cid:298)yczałem coraz wi(cid:266)cej posłuchu i nietylko posłuchu?... Na szcz(cid:266)(cid:286)cie nauczyłem si(cid:266) zawczasu odró(cid:298)niać prze- s(cid:261)d teologiczny od moralnego i nie szukałem ju(cid:298) (cid:296)ródła zła p o z a (cid:286)wiatem. Nieco historycz- nego i filologicznego wyszkolenia, wliczaj(cid:261)c w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie za- gadnie(cid:276) psychologicznych wogóle, zmieniło wkrótce mój problemat na innyŚ w(cid:286)ród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny warto(cid:286)ciŚ »dobrze« i »(cid:296)le« i j a k (cid:261) w a r t o (cid:286) ć m a j (cid:261) o n e s a m e? Wstrzymywały(cid:298) one, czy te(cid:298) popierały rozwój człowieczy? Czy s(cid:261) oznak(cid:261) niedostatku, zubo(cid:298)enia, zwyrodnienia (cid:298)ycia? Lub przeciwnie, czy zdradza si(cid:266) w nich pełnia, siła, wola (cid:298)ycia, jego odwaga, jego ufno(cid:286)ć, jego przyszło(cid:286)ć? – Na to znalazłem i zdo- byłem si(cid:266) w sobie na zuchwało(cid:286)ć ró(cid:298)nych odpowiedzi, odró(cid:298)niałem czasy, ludy, stopnie we- dle rangi indywiduów, specyalizowałem swój problemat, z odpowiedzi rodziły si(cid:266) nowe py- tania, badania, przypuszczenia, mo(cid:298)liwo(cid:286)ci. A(cid:298) wko(cid:276)cu zdobyłem własn(cid:261) krain(cid:266), własn(cid:261) ziemi(cid:266), cały milcz(cid:261)cy rosn(cid:261)cy kwitn(cid:261)cy (cid:286)wiat, jakby tajne ogrody, których nikt nie (cid:286)miał przeczuwać... Och, jak(cid:298)e s z c z (cid:266) (cid:286) l i w i jeste(cid:286)my, my poznaj(cid:261)cy, pod warunkiem, by(cid:286)my jeno do(cid:286)ć długo milczeć umieli!... 4. Pierwszy bodziec do odezwania si(cid:266) ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralno(cid:286)ci dała mi jasna, przejrzysta i m(cid:261)dra, nawet starczo m(cid:261)dra ksi(cid:261)(cid:298)eczka, w której po raz pierwszy uwy- datnił mi si(cid:266) jasno pewien na wspak i wywrót id(cid:261)cy rodzaj genealogicznych hipotez, ich wła- (cid:286)ciwie a n g i e l s k i rodzaj, i która mnie poci(cid:261)gała – t(cid:261) sił(cid:261) poci(cid:261)gu, któr(cid:261) posiada wszystko przeciwległe, wszystko antypodyczne. Tytuł ksi(cid:261)(cid:298)eczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moral- nych«ś jej autor dr. Paweł Réeś rok jej wyj(cid:286)cia 1877. Nigdy mo(cid:298)e nic nie czytałem, czemu- bym, zdanie po zdaniu, wniosek po wniosku, tak w sobie przeczył, jak tej ksi(cid:261)(cid:298)ce. Lecz zgoła bez przykro(cid:286)ci i zniecierpliwienia. W powy(cid:298) oznaczonem dziele, nad którem wówczas pra- cowałem, uwzgl(cid:266)dniałem przy sposobno(cid:286)ci i niesposobno(cid:286)ci twierdzenia owej ksi(cid:261)(cid:298)ki, nie 5 (cid:298)ebym je zbijał – có(cid:298) ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz, jak pozytywnemu duchowi przystoi, stawiaj(cid:261)c zamiast nieprawdopodobie(cid:276)stwa to, co prawdopodobniejsze, w danym razie zamiast jednego bł(cid:266)du – inny. Wówczas dobyłem, jak si(cid:266) rzekło, po raz pierwszy na (cid:286)wiatło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu, którym po(cid:286)wi(cid:266)cone s(cid:261) te rozprawyś a uczyniłem to z niezr(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261), któr(cid:261)bym ostatni ukrywać zamierzał przed sob(cid:261) samym, jeszcze niepew- ny, jeszcze nie maj(cid:261)c własnego j(cid:266)zyka na własne rzeczy, nie bez cofa(cid:276) i waha(cid:276). W szczegó- łach porównaj, co w »Ludzkie, arcyludzkie« na str. 68 mówi(cid:266) o dwoistych przeddziejach do- bra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników)ś tak samo na str. 141 i nast. o warto(cid:286)ci i pochodzeniu moralno(cid:286)ci ascetycznejś tak samo na str. 97 i nast. 101. III, 49 o »obyczajno(cid:286)ci obyczaju«, tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralno(cid:286)ci, który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny warto(cid:286)ci (w której dr. Rée, jak wszyscy angielscy genealogowie moralno(cid:286)ci, widzi ocen(cid:266) warto(cid:286)ci s a m (cid:261) w s o b i e)ś to samo na str. 93 i nast., W(cid:266)drowiec str. 213 i nast., Jutrzenka str. 107 i nast. o pochodzeniu sprawiedliwo(cid:286)ci, jako wyrównaniu mi(cid:266)dzy nieledwie równo-mo(cid:298)nymi (równowaga jako ko- nieczny warunek wszelkich umów, przeto wszelkiego prawa)ś to samo o pochodzeniu kary (W(cid:266)drowiec str. 208, 217 i nast.), dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym, ani pier- wotnym (jak dr. Rée mniemaŚ – został on w ni(cid:261) dopiero wło(cid:298)ony, w(cid:286)ród okre(cid:286)lonych okolicz- no(cid:286)ci i zawsze jako co(cid:286) wtórnego i nast(cid:266)pczego). 5. W gruncie rzeczy le(cid:298)ało mi wła(cid:286)nie wówczas co(cid:286) o wiele wa(cid:298)niejszego na sercu, ni(cid:298) spra- wy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralno(cid:286)ci (lub dokładniejŚ to ostatnie tylko dla celu, do którego jest jednym z wielu (cid:286)rodków). Chodziło mi o w a r t o (cid:286) ć moralno(cid:286)ci, – i musiałem si(cid:266) o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhau- erem, do którego, jako do obecnego w owej ksi(cid:261)(cid:298)ce, nami(cid:266)tno(cid:286)ć i tajemny sprzeciw owej ksi(cid:261)(cid:298)ki si(cid:266) zwraca (– bo i owa ksi(cid:261)(cid:298)ka była »pismem polemicznem«). W szczególno(cid:286)ci cho- dziło o warto(cid:286)ć »nieegoistyczno(cid:286)ci« instynktów lito(cid:286)ci, samozaparcia, ofiary z samego siebie, które Schopenhauer tak długo pozłacał, przebóstwiał i w za(cid:286)wiat przerzucał, a(cid:298) ostatecznie pozostały mu jako »warto(cid:286)ci same w sobie«, na których podstawie (cid:298)yciu i sobie samemu rzekł »n i e«. Lecz wła(cid:286)nie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej za- sadnicza podejrzliwo(cid:286)ć, coraz gł(cid:266)biej podkopuj(cid:261)cy sceptycyzm! Tu wła(cid:286)nie widziałem wiel- kie niebezpiecze(cid:276)stwo ludzko(cid:286)ci, jej najwznio(cid:286)lejszy wabik i manowiec – dok(cid:261)d jednak? w nico(cid:286)ć? Tu wła(cid:286)nie widziałem pocz(cid:261)tek ko(cid:276)ca, zastój i wstecz spogl(cid:261)daj(cid:261)ce znu(cid:298)enie, wol(cid:266) zwracaj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) p r z e c i w (cid:298)yciu, ostatni(cid:261) niemoc, zwiastuj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) tkliwie i sm(cid:266)tnie. Rozu- miałem ten coraz szerzej grasuj(cid:261)cy morał lito(cid:286)ci, który nawet filozofów dosi(cid:266)gn(cid:261)ł i uczynił chorymi, jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury, jako jej drog(cid:266) okr(cid:266)(cid:298)n(cid:261) ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?... To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie lito(cid:286)ci jest bowiem czem(cid:286) nowem. Wła(cid:286)nie co do b e z w a r t o w o (cid:286) c i lito(cid:286)ci zgadzali si(cid:266) dot(cid:261)d filozofowie. Wymieniam tylko Platona, Spinoz(cid:266), La Rochefoucauld i Kanta, cztery duchy w najwy(cid:298)szym stopniu od siebie odmienne, lecz w jednem zjednoczoneŚ w lekcewa(cid:298)eniu lito(cid:286)ci. – 6. Problemat w a r t o (cid:286) c i lito(cid:286)ci i moralno(cid:286)ci lito(cid:286)ci (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmi(cid:266)kczenia uczuć –) wydaje mi si(cid:266) nasamprzód czem(cid:286) wyosobnionem, zna- kiem pytania dla siebieś kto jednak raz tu utknie, tu pytać si(cid:266) n a u c z y, temu przydarzy si(cid:266), 6 co mnie si(cid:266) przydarzyłoŚ – ogromny nowy widnokr(cid:261)g otworzy si(cid:266) przed nim, mo(cid:298)liwo(cid:286)ć chwyci go jak zawrót głowy, wyskocz(cid:261) wszystkie rodzaje nieufno(cid:286)ci, podejrzenia, strachu, wiara w moralno(cid:286)ć, w wszelk(cid:261) moralno(cid:286)ć, w wszelki morał zachwieje si(cid:266)ś – wko(cid:276)cu odezwie si(cid:266) gło(cid:286)no nowe (cid:298)(cid:261)danie. Wymówmy je, to nowe (cid:298) (cid:261) d a n i eŚ potrzeba nam k r y t y k i war- to(cid:286)ci moralnych, s a m (cid:261) w a r t o (cid:286) ć t y c h w a r t o (cid:286) c i n a l e (cid:298) y r a z p o d a ć w w (cid:261) t p l i w o (cid:286) ć – a do tego potrzeba znajomo(cid:286)ci warunków i okoliczno(cid:286)ci, z których wyrosły, w(cid:286)ród których si(cid:266) rozwijały i przesuwały (moralno(cid:286)ć jako skutek, jako symptom, jako maska, jako (cid:286)wi(cid:266)toszkostwo, jako choroba, jako nieporozumienieś lecz tak(cid:298)e moralno(cid:286)ć jako przy- czyna, jako (cid:286)rodek leczniczy, jako stimulans, jako zapora, jako trucizna), znajomo(cid:286)ci, która ani dot(cid:261)d nie istniała, ani nawet choćby tylko po(cid:298)(cid:261)dana nie była. Przyjmowano w a r t o (cid:286) ć tych »warto(cid:286)ci« jako dan(cid:261), jako faktyczn(cid:261), jako le(cid:298)(cid:261)c(cid:261) poza wszelkiem podawaniem w w(cid:261)t- pliwo(cid:286)ć. Nie było dot(cid:261)d nawet cienia w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci i wahania w przyznaniu »dobremu« wy(cid:298)- szej warto(cid:286)ci, ni(cid:298) »złemu«, wy(cid:298)szej warto(cid:286)ci w znaczeniu sprzyjania, po(cid:298)yteczno(cid:286)ci, dopo- magania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczaj(cid:261)c w to przyszło(cid:286)ć człowieka). Jak to? Je(cid:286)liby odwrotno(cid:286)ć była prawd(cid:261) ? Jak to ? Je(cid:286)liby w »dobrem« tak(cid:298)e tkwił objaw cofania si(cid:266), tak samo niebezpiecze(cid:276)stwo, uwiedzenie, jad, narkotyk, dzi(cid:266)ki którym tera(cid:296)niejszo(cid:286)ć (cid:298)yłaby k o s z t e m p r z y s z ł o (cid:286) c i? Mo(cid:298)e wygodniej, mniej niebezpiecznie, ale i w mniejszym stylu, ni(cid:298)ej?... Tak, (cid:298)eby wła(cid:286)nie moralno(cid:286)ć była temu winna, je(cid:286)liby mo(cid:298)liwej samej w sobie n a j w y (cid:298) s z e j m o c y i w s p a n i a ł o (cid:286) c i typu człowieka nigdy dosi(cid:266)gn(cid:261)ć nie miano? Tak, (cid:298)eby wła(cid:286)nie moralno(cid:286)ć była niebezpiecze(cid:276)stwem nad niebezpiecze(cid:276)stwy ?... 7. Do(cid:286)ć, (cid:298)e ja sam, odk(cid:261)d mi si(cid:266) widnokr(cid:261)g ten otworzył, miałem powody do rozgl(cid:261)dni(cid:266)cia si(cid:266) za uczonymi, (cid:286)miałymi i pracowitymi towarzyszami (czyni(cid:266) to i dzi(cid:286) jeszcze). Trzeba t(cid:266) ogromn(cid:261), rozległ(cid:261) a tak skryt(cid:261) krain(cid:266) moralno(cid:286)ci – moralno(cid:286)ci, która rzeczywi(cid:286)cie istniała, rzeczywi(cid:286)cie (cid:298)yła – objechać z zupełnie nowemi pytaniamiś a tak(cid:298)e z nowemi oczymaŚ a nie znaczy(cid:298) to niemal to samo, co t(cid:266) krain(cid:266) dopiero o d k r y ć?... Je(cid:286)lim przytem, mi(cid:266)dzy inny- mi, pomy(cid:286)lał tak(cid:298)e o wymienionym d-rze Rée, to tylko dlatego, (cid:298)e nie w(cid:261)tpiłem wcale, (cid:298)e on sam z natury swych zagadnie(cid:276) pchni(cid:266)ty zostanie ku metodyce wła(cid:286)ciwszej dla osi(cid:261)gni(cid:266)cia odpowiedzi! Czy(cid:298) si(cid:266) w tem omyliłem? W ka(cid:298)dym razie (cid:298)yczeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek, kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o (cid:286) c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł (cid:266) k i c i e«. Przecie jasne jest jak na dłoni, która barwa dla genealoga moralno(cid:286)ci stokroć wa(cid:298)niejsza być musi, ni(cid:298) wła(cid:286)nie bł(cid:266)kitŚ mianowicie s z a r o (cid:286) ć, to jest to, co dokumentalne, rzeczywi(cid:286)cie daj(cid:261)ce si(cid:266) stwierdzić, co rzeczywi(cid:286)cie istniało, słowem, całe długie, trudne do odcyfrowania, hieroglificzne pismo ludzkiej przeszło(cid:286)ci moralnej! – Ta była d-rowi Rée nie- znanaś lecz czytał DarwinaŚ – i tak to w hipotezach jego podaj(cid:261) sobie grzecznie r(cid:266)k(cid:266), w spo- sób co najmniej zabawny, darwinowska bestya i najnowocze(cid:286)niejszy skromny, przeczuleniec moralny, który »ju(cid:298) nie k(cid:261)sa«ś ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbało(cid:286)ci w obliczu, zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znu(cid:298)enia, jak gdyby si(cid:266) wła(cid:286)ciwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak powa(cid:298)nie. Mnie za(cid:286) wydaje si(cid:266) przeciwnie, (cid:298)e niema wcale (cid:298)adnych rzeczy, któreby bardziej o p ł a c a ł y to, (cid:298)e si(cid:266) je bierze powa(cid:298)nie. Jak(cid:261)(cid:298) to jest naprzykład nagrod(cid:261), (cid:298)e mo(cid:298)e pewnego dnia otrzyma si(cid:266) pozwolenie brać je p o g o d n i e. Pogoda bowiem, lub by to w moim wyrazić j(cid:266)zyku, w i e d z a r a d o s n a– jest nagrod(cid:261)Ś nagrod(cid:261) za dług(cid:261), dzieln(cid:261), pracowit(cid:261) i podziemn(cid:261) powag(cid:266), która oczywi(cid:286)cie nie jest rzecz(cid:261) ka(cid:298)dego. W dniu jednak, w którym z całego serca powiemyŚ »naprzód! i nasza stara moralno(cid:286)ć nale(cid:298)y d o k o m e d y i!«, odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i mo(cid:298)liwo(cid:286)ć – Ś a on ju(cid:298) z niej wyci(cid:261)gnie sobie korzy(cid:286)ć, o to si(cid:266) mo(cid:298)na zało(cid:298)yć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego ist- nienia!... 8. – Je(cid:286)li pismo to komu(cid:286) niezrozumiałe b(cid:266)dzie, lub (cid:296)le mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi si(cid:266) zdaje, niekoniecznie le(cid:298)y we mnie. Jest ono do(cid:286)ć wyra(cid:296)ne, je(cid:286)li si(cid:266) przypu(cid:286)ci, co ja przypuszczam, (cid:298)e czytało si(cid:266) wpierw moje pisma wcze(cid:286)niejsze i nie szcz(cid:266)dziło si(cid:266) przy tem nieco trudu. S(cid:261) one w istocie nie łatwo dost(cid:266)pne. Co si(cid:266) tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uwa(cid:298)am za jego znawc(cid:266) nikogo, kogoby ka(cid:298)de jego słowo raz kiedy(cid:286) gł(cid:266)boko nie zra- niło i raz kiedy(cid:286) gł(cid:266)boko nie zachwyciłoŚ dopiero bowiem wtedy mo(cid:298)e u(cid:298)ywać przywileju uczestniczenia ze czci(cid:261) w haliko(cid:276)skim (cid:298)ywiole, z którego si(cid:266) dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej ja(cid:286)ni, dali, przestrzenno(cid:286)ci i pewno(cid:286)ci. W innych razach forma aforystyczna spra- wia trudno(cid:286)ciŚ le(cid:298)(cid:261) one w tem, (cid:298)e form(cid:266) t(cid:266) bierze si(cid:266) dzi(cid:286) n i e d o (cid:286) ć w a (cid:298) n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, (cid:298)e si(cid:266) go odczytało, »odcyfrowanym«ś raczej teraz dopiero winno si(cid:266) zacz(cid:261)ć jego w y ł o (cid:298) e n i e, do którego potrzeba sztuki wy- kładania. W trzeciej rozprawie tej ksi(cid:261)(cid:298)ki podałem wzór tego, co w takim wypadku zw(cid:266) »wyło(cid:298)eniem«Ś – rozpraw(cid:266) t(cid:266) poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywi- (cid:286)cie, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztuk(cid:266) konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego si(cid:266) wła(cid:286)nie dzi(cid:286) w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelno(cid:286)ć« moich pism –, do czego trzeba być prawie krow(cid:261), a w ka(cid:298)dym razie nie »człowiekiem nowo- czesnym«Ś konieczne jest p r z e (cid:298) u w a n i e... SILS-MARIA, źngadyna wy(cid:298)nia, w lipcu 1887 8 ROZPRAWA PIźRWSZAŚ „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”. 9 I. Ci angielscy psychologowie, którym te(cid:298) dot(cid:261)d zawdzi(cid:266)czamy jedyne usiłowania doprowa- dzenia do jakiej(cid:286) historyi powstawania moralno(cid:286)ci, – sami s(cid:261) dla nas niemał(cid:261) zagadk(cid:261)ś wy- znam nawet, (cid:298)e wła(cid:286)nie z tego powodu, jako wcielone zagadki, góruj(cid:261) czem(cid:286) istotnem nad swemi ksi(cid:261)(cid:298)kami – o n i s a m i s (cid:261) z a j m u j (cid:261) c y! Ci angielscy psychologowie – czegó(cid:298) chc(cid:261) oni wła(cid:286)ciwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwaj(cid:261)cych na pierwszy plan la partie honteuse na- szego (cid:286)wiata wn(cid:266)trznego i szukaj(cid:261)cych tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygaj(cid:261)ce, tam wła(cid:286)nie, gdzie duma intelektualna człowieka (cid:298) y c z y ł a b y s o b i e znale(cid:296)ć je najpó(cid:296)niej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczo(cid:286)ci, lub w przypadkowem zadzierzganiu si(cid:266) i mechanice idei, lub w czem(cid:286) czysto biernem, automatycz- nem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo t(cid:266)pem). Có(cid:298) gna wła(cid:286)ciwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie zło(cid:286)liwy, prostacki, przed samym sob(cid:261) mo(cid:298)e nie zdradzaj(cid:261)cy si(cid:266) instynkt zmniejszania człowieka? Lub mo(cid:298)e jaka(cid:286) pesymi- styczna podejrzliwo(cid:286)ć, nieufno(cid:286)ć rozczarowanych, spos(cid:266)pniałych zjadowiciałych i poziele- niałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyja(cid:296)(cid:276) i rancune przeciw chrze(cid:286)cija(cid:276)- stwu (i Platonowi), która mo(cid:298)e nawet nie wydostała si(cid:266) ponad próg (cid:286)wiadomo(cid:286)ci? Lub czy(cid:298)by a(cid:298) chutne smakowanie w tem, co zadziwiaj(cid:261)ce, bole(cid:286)nie paradoksalne, w(cid:261)tpliwe i bezsensow- ne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco spos(cid:266)pnienia, nieco przeciwchrze(cid:286)cija(cid:276)sko(cid:286)ci, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słysz(cid:266), (cid:298)e s(cid:261) to po- prostu stare, zimne, nudne (cid:298)aby, które wkoło człowieka, w wn(cid:266)trze człowieka wła(cid:298)(cid:261) i skacz(cid:261), jak gdyby tu naprawd(cid:266) były w swoim (cid:298)ywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego od- pornie, co wi(cid:266)cej, nie wierz(cid:266) temuŚ i je(cid:286)li pragn(cid:261)ć mo(cid:298)na, gdzie wiedzieć nie mo(cid:298)na, to pra- gn(cid:266) z serca, by si(cid:266) odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umiej(cid:261) i wychowały si(cid:266) po to, by wszelk(cid:261) po(cid:298)(cid:261)dano(cid:286)ć zło(cid:298)yć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstr(cid:266)tnej, nie- chrze(cid:286)cija(cid:276)skiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo s(cid:261) takie prawdy.– 2. Czołem wi(cid:266)c przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralno(cid:286)ci mo(cid:298)e władn(cid:261)! Lecz to pewna niestety, (cid:298)e zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, (cid:298)e opu(cid:286)ciły ich wła(cid:286)nie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem my(cid:286)l(cid:261), jak to ju(cid:298) starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznieŚ to nie ulega w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. Partactwo ich genealogii moralno(cid:286)ci wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wy(cid:286)ledzić pochodzenie poj(cid:266)cia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokuj(cid:261) – post(cid:266)pki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wy(cid:286)wiadczone, wi(cid:266)c tych, którym były p o (cid:298) y t e c z n eś pó(cid:296)niej z a p o m n i a n o o tem (cid:296)ródle pochwały, a post(cid:266)pki nieegoistyczne dlatego poprostu, (cid:298)e z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano te(cid:298) jako dobre – jak gdyby same w sobie były czem(cid:286) dobrem». Widać odrazu, (cid:298)e ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »po- (cid:298)yteczno(cid:286)ć«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wko(cid:276)cu »bł(cid:261)d«, wszystko jako podwalina oceny warto(cid:286)ci, z której człowiek wy(cid:298)szy był dot(cid:261)d przewa(cid:298)nie dumny, jako z pewnego ro- dzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena warto(cid:286)ci pozbawiona warto(cid:286)ciŚ czy osi(cid:261)gni(cid:266)to to?... Otó(cid:298) dla mnie jasne jest najpierw, (cid:298)e teorya ta szuka i umiesz- cza w miejscu fałszywem wła(cid:286)ciwe ognisko powstania poj(cid:266)cia »dobry«Ś s(cid:261)d »dobry« n i e od tych pochodzi, którym si(cid:266) »dobro« wy(cid:286)wiadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do- 10 stojni, mo(cid:298)ni, wy(cid:298)si stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i sw(cid:261) dzia- łalno(cid:286)ć jako dobr(cid:261), to jest wy(cid:298)sz(cid:261), w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małodusz- ne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o (cid:286) c i dobyli sobie dopiero prawo stwa- rzania warto(cid:286)ci, wykuwania mian warto(cid:286)ci. Có(cid:298) obchodziła ich po(cid:298)yteczno(cid:286)ć! Punkt widzenia po(cid:298)yteczno(cid:286)ci jest wła(cid:286)nie w stosunku do tak gor(cid:261)cego wypływu najwy(cid:298)szych porz(cid:261)dkuj(cid:261)- cych i wynosz(cid:261)cych wedle stopni ocen warto(cid:286)ci tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być mo- (cid:298)eŚ tu doszło wła(cid:286)nie uczucie do przeciwie(cid:276)stwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który ka(cid:298)da wyrachowana roztropno(cid:286)ć, ka(cid:298)dy calcul u(cid:298)yteczno(cid:286)ci z góry ka(cid:298)e przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzin(cid:266) wyj(cid:261)tku, lecz na długie trwanie. Patos dostojno(cid:286)ci i odległo(cid:286)ci, jak si(cid:266) rzekło, trwałe i dominuj(cid:261)ce zbiorowe i podstawowe uczucie wy(cid:298)szego i władn(cid:261)cego ga- tunku wzgl(cid:266)dem gatunku ni(cid:298)szego, pewnego »u dołu« – otó(cid:298) t o jest (cid:296)ródłem przeciwsta- wienia poj(cid:266)ć »dobre« i »złe«. (Pa(cid:276)skie prawo nadawania nazw si(cid:266)ga tak daleko, (cid:298)eby nale(cid:298)ało sobie pozwolić pojmować (cid:296)ródło samej mowy jako przejaw mocy panuj(cid:261)cychŚ mówi(cid:261) oni »to j e s t tem a tem«, piecz(cid:266)tuj(cid:261) ka(cid:298)d(cid:261) rzecz i zdarzenie d(cid:296)wi(cid:266)kiem i przez to niejako bior(cid:261) je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, (cid:298)e słowo »dobry« wcale nie wi(cid:261)(cid:298)e si(cid:266) z góry ko- niecznie z nieegoistycznymi post(cid:266)pkamiŚ jak to jest zabobonem owych genealogów moralno- (cid:286)ci. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny warto(cid:286)ci narzuca si(cid:266) całe to prze- ciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić si(cid:266) moim j(cid:266)zykiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wko(cid:276)cu do słowa (tak(cid:298)e do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze si(cid:266) spanoszy, (cid:298)e moralna ocena warto(cid:286)ci zaczepi si(cid:266) wła(cid:286)nie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało si(cid:266) w współczesnej źuropieŚ panuje dzi(cid:286) przes(cid:261)d, który poj(cid:266)cia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowarto(cid:286)ciowe uwa(cid:298)a, ju(cid:298) z sił(cid:261) »idee fixe« i kołowacizny). 3. Powtóre jednak, pomijaj(cid:261)c zupełnie niemo(cid:298)no(cid:286)ć historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Po(cid:298)y- teczno(cid:286)ć nieegoistycznego post(cid:266)pku ma być (cid:296)ródłem jego pochwały i (cid:296)ródło to miało pój(cid:286)ć w z a p o m n i e n i eŚ – jak(cid:298)e to zapomnienie jest choćby tylko m o (cid:298) l i w e? Czy mo(cid:298)e po(cid:298)y- teczno(cid:286)ć takich post(cid:266)pków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma si(cid:266) przeciwnieŚ ta po(cid:298)yteczno(cid:286)ć była owszem codziennem do(cid:286)wiadczeniem wszystkich czasów, wi(cid:266)c czem(cid:286), co ustawicznie zawsze nanowo było podkre(cid:286)laneś przeto zamiast znikn(cid:261)ć ze (cid:286)wiadomo(cid:286)ci, zamiast uton(cid:261)ć w zapomnieniu, musiała si(cid:266) wtłaczać w (cid:286)wiadomo(cid:286)ć z coraz wi(cid:266)ksz(cid:261) wyrazisto(cid:286)ci(cid:261). O ile roz- s(cid:261)dniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicie- lem jest naprzykład Herbert Spencer, uwa(cid:298)aj(cid:261)cy poj(cid:266)cie »dobry« za równe w istocie swej poj(cid:266)ciu »po(cid:298)yteczny«, »celowy«, tak, (cid:298)e w ocenach »dobry« i »zły« ludzko(cid:286)ć zsumowałaby i u(cid:286)wi(cid:266)ciła wła(cid:286)nie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e do(cid:286)wiadczenia co do po(cid:298)ytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co si(cid:266) zdawien dawna po(cid:298)ytecznem okazało i mo(cid:298)e w ten sposób jako »cenne w najwy(cid:298)szym stop- niu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyja(cid:286)nienia jest, jak si(cid:266) rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyja(cid:286)nienie to samo w sobie jest rozumne i da si(cid:266) psy- chologicznie obronić. – 4. – Wskazówk(cid:261) ku w ł a (cid:286) c i w e j drodze było mi pytanie, co maj(cid:261) wła(cid:286)ciwie ukute przez rozmaite j(cid:266)zyki okre(cid:286)lenia »dobrego« oznaczać pod wzgl(cid:266)dem etymologicznymŚ wtedy od- kryłem, (cid:298)e wszystkie społem naprowadzaj(cid:261) n a t (cid:266) s a m (cid:261) p r z e m i a n (cid:266) p o j (cid:266) ć, (cid:298)e 11 wsz(cid:266)dzie »dostojny«, »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem poj(cid:266)ciem, z którego rozwija si(cid:266) nieodparcie poj(cid:266)cie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«, »szla- chetny«, »dobrze urodzony«, »duchowo uprzywilejowany«. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim, który poj(cid:266)cia »pospolity«, »gminny«, »nizki«, przedzierzga ostatecznie w po- j(cid:266)cie »zły«. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«, który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«, »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego, pospolitego człowieka, jeszcze bez podejrzliwej, ubocznej my(cid:286)li, popro- stu jako przeciwie(cid:276)stwo dostojnego. Mniej wi(cid:266)cej za czasów wojny trzydziestoletniej, wi(cid:266)c do(cid:286)ć pó(cid:296)no, przechodzi to znaczenie w dzi(cid:286) u(cid:298)ywane. – W sprawie genealogii moralno(cid:286)ci zdaje mi si(cid:266) to istotnem wnikni(cid:266)ciemś (cid:298)e dokonano go dopiero tak pó(cid:296)no, winien temu tamu- j(cid:261)cy wpływ, który wywiera przes(cid:261)d demokratyczny, zakorzeniony w (cid:286)wiecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnie(cid:276) rodowództwa, I to a(cid:298) do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii, o czem tylko nadmieniam. Jak(cid:261) jednak szkod(cid:266) przes(cid:261)d ten, gdy si(cid:266) rozkiełzna a(cid:298) do nienawi(cid:286)ci, wyrz(cid:261)dzić mo(cid:298)e szczególnie moralno(cid:286)ci i historyi, okazuje osławiona sprawa Bucklaś p l e b e i z m ducha współczesnego, który jest pochodzenia angielskiego, wybuchn(cid:261)ł znowu na swej rodzimej ziemi, gwałtownie jak wulkan błotny i z ow(cid:261) przesolon(cid:261) wrzaskliw(cid:261) wymow(cid:261) prostack(cid:261), z jak(cid:261) wszystkie dot(cid:261)d przema- wiały wulkany. – 5. Co do n a s z e g o problematu, który z powodów słusznych c i c h y m problematem na- zwany być mo(cid:298)e i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca si(cid:266) uszom, nie b(cid:266)dzie rzecz(cid:261) małej wagi stwierdzić, (cid:298)e cz(cid:266)stokroć jeszcze w słowach i (cid:296)ródłosłowach, oznaczaj(cid:261)cych »dobry«, prze(cid:286)wieca ten rys główny, po którym dostojni poczuwali si(cid:266) wła(cid:286)nie lud(cid:296)mi wy(cid:298)szego rz(cid:266)du. Wprawdzie zw(cid:261) siebie mo(cid:298)e w najcz(cid:266)stszych wypadkach poprostu wedle swej wy(cid:298)szo(cid:286)ci pod wzgl(cid:266)dem mocy (»mo(cid:298)nowładcami«, »panami«, »rozkazodawcami«) lub wedle najwidocz- niejszych oznak tej wy(cid:298)szo(cid:286)ci, naprzykład »bogatymi«, »posiadaj(cid:261)cymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y aś odpowiednio te(cid:298) w era(cid:276)skim i słowia(cid:276)skim). Lecz tak(cid:298)e wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r uś i ten to wypadek tu nas obchodzi. Nazywaj(cid:261) si(cid:266) naprzykład »praw- domównymi«ś naprzód szlachta grecka, której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. Ukuty na to wyraz oznacza wedle (cid:296)ródłosłowu tego, który j e s t, który posiada rzeczy- wisto(cid:286)ć, który jest naprawd(cid:266), który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny, praw- dziwego jako prawdomównego. W tej fazie przemiany poj(cid:266)cia staje si(cid:266) to słowo hasłem i od- zewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«, dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka, jak go pojmuje i przedstawia Theognis, a(cid:298) ostatecznie słowo to, po upadku szlachty, pozostaje i niejako dojrzewa słodko do okre(cid:286)lenia duchowej noblesse. W słowie jak i (plebejusz w przeciwie(cid:276)stwie do ) podkre(cid:286)lona jest tchórzliwo(cid:286)ćŚ to mo(cid:298)e daje wskazówk(cid:266), w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia, daj(cid:261)cego si(cid:266) ró(cid:298)nie wykładać, . W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło okre- (cid:286)lać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego, przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est«) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej, który barw(cid:261) odcinał si(cid:266) od doszłych do władzy zdobywców płowej, aryjskiei rasy. Przynajmniej j(cid:266)zyk gaelijski podał mi dokładnie odpowiadaj(cid:261)cy wypadek – fin (naprzykład w nazwie Żin-żal}, słowo odró(cid:298)niaj(cid:261)ce szlacht(cid:266), wko(cid:276)cu znacz(cid:261)ce dobry, szlachetny, czysty, pierwotnie płowogłowy, w przeciwsta- wieniu do ciemnych, czarnowłosych pramieszka(cid:276)ców. Celtowie, mówi(cid:261)c nawiasem, byli sta- nowczo ras(cid:261) płow(cid:261). Niesłuszna jest, je(cid:286)li si(cid:266) owe (daj(cid:261)ce si(cid:266) zauwa(cid:298)yć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludno(cid:286)ci wi(cid:261)(cid:298)e z jakiem(cid:286) cel- tyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi, jak to jeszcze Virchow czyniŚ raczej wybija si(cid:266) na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludno(cid:286)ć Niemiec. (To samo stosuje si(cid:266) prawie do całej 12 źuropyŚ w istocie rzeczy rasa podbita wzi(cid:266)ta tam(cid:298)e ostatecznie znowu gór(cid:266), w barwie, w krótko(cid:286)ci czaszki, mo(cid:298)e nawet w intelektualnych i socyalnych instynktachŚ któ(cid:298) nam zar(cid:266)czy, czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocze(cid:286)niejszy anarchizm, a mianowicie owa skłon- no(cid:286)ć do komuny, tej najprymitywniejszej formy społecznej, wspólna dzi(cid:286) wszystkim socyali- stom źuropy, nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d (cid:296) w i (cid:266) k i e m – i czy rasa zdobyw- ców, r a s a p a n ó w, to jest Aryjczyków, fizyologicznie tak(cid:298)e nie chyli si(cid:266) ku upadkowi ? ...) S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e mog(cid:266) łaci(cid:276)skie bonus wyło(cid:298)yć jako »wojownik«Ś przypu(cid:286)ciwszy, (cid:298)e słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum, gdzie, zdaje mi si(cid:266), zawarte owo duonus). Wi(cid:266)c bonus, jako człowiek (cid:298)yj(cid:261)cy w sprzeczce, rozdwo- jeniu (duo), jako wojownik. Widać, co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w m(cid:266)(cid:298)u. Samo nasze niemieckie »gut«Ś nie miało(cid:298) oznaczać »den göttlichen, m(cid:266)(cid:298)a rodu boskiego? I być jed- noznaczne z ludow(cid:261) (pierwotnie szlacheck(cid:261)) nazw(cid:261) żotów? Uzasadnienia tego domysłu nie nale(cid:298)(cid:261) tutaj. – 6. W tem prawidle, (cid:298)e poj(cid:266)cie polityczne pierwsze(cid:276)stwa przechodzi zawsze w poj(cid:266)cie du- chowe pierwsze(cid:276)stwa, nie stanowi jeszcze wyj(cid:261)tku (acz do wyj(cid:261)tków daje sposobno(cid:286)ć), je(cid:286)li najwy(cid:298)sza kasta jest zarazem kast(cid:261) k a p ł a (cid:276) s k (cid:261) i st(cid:261)d dla wspólnego swego okre(cid:286)lenia wysuwa na czoło orzeczenie, przypominaj(cid:261)ce jej funkcy(cid:266) kapła(cid:276)sk(cid:261). Tu przeciwstawiaj(cid:261) si(cid:266) naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. I tak(cid:298)e tu dochodzi pó(cid:296)niej pewne »dobrze« i »(cid:296)le« ju(cid:298) nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. Wreszcie nale(cid:298)y przestrzec by tych poj(cid:266)ć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ci(cid:266)(cid:298)ko, zbyt szeroko lub zbyt symbolicznieŚ przeciwnie, ledwie dzi(cid:286) wyobrazić sobie mo(cid:298)na, w jakim stopniu wszyst- kie poj(cid:266)cia dawniejszej ludzko(cid:286)ci rozumiano pocz(cid:261)tkowo z gruba, niezgrabnie, zewn(cid:266)trznie, ciasno, wła(cid:286)nie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. »Czysty« jest to zrazu jedynie czło- wiek, który si(cid:266) myje, wyrzeka si(cid:266) pewnych potraw, powoduj(cid:261)cych choroby skórne, który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu, który ma odraz(cid:266) do krwi, – nic wi(cid:266)cej, nie wiele wi(cid:266)- cej! Z drugiej oczywi(cid:286)cie strony z całego ustroju zasadniczo kapła(cid:276)skiej arystokracyi jasno wynika, dlaczego tu wła(cid:286)nie przeciwie(cid:276)stwa ocen tak wcze(cid:286)nie pogł(cid:266)bić i zaostrzyć si(cid:266) zdo- łały w sposób tak niebezpiecznyś i rzeczywi(cid:286)cie ostatecznie rozwarły one mi(cid:266)dzy człowie- kiem a człowiekiem przepa(cid:286)ci, których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. Ju(cid:298) od pocz(cid:261)tku jest co(cid:286) n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapła(cid:276)skich i w panuj(cid:261)cych tam, odwróconych od działania, po cz(cid:266)(cid:286)ci w zadumie pogr(cid:261)(cid:298)onych, po cz(cid:266)(cid:286)ci uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach, których nast(cid:266)pstwem wydaje si(cid:266) owa, czepiaj(cid:261)ca si(cid:266) nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów, chorowito(cid:286)ć kiszek i neurastenia. O tem jed- nak, co oni sami, jako lekarstwo przeciw chorowito(cid:286)ci tej wynale(cid:296)li, – czy(cid:298) nie mo(cid:298)na rzec, (cid:298)e wko(cid:276)cu w swych skutkach pó(cid:296)niejszych okazało si(cid:266) stokroć niebezpieczniejszem od cho- roby, z której miało wyzwolić? Nawet ludzko(cid:286)ć odchorowywa jeszcze nast(cid:266)pstwa tych ka- pła(cid:276)skich naiwno(cid:286)ci kuracyjnych! Pomy(cid:286)lmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mi(cid:266)sa), o po(cid:286)cie, o wstrzemi(cid:266)(cid:296)liwo(cid:286)ci płciowej, o ucieczce »na pustyni(cid:266)« (Weir Miczelowska izolacya, oczywi(cid:286)cie bez nast(cid:266)puj(cid:261)cego po niej tuczenia i bez przekarmiania, w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryiś ideału ascetycznego), wliczywszy w to cał(cid:261) wrog(cid:261) zmysłom, powoduj(cid:261)c(cid:261) gnicie i wyrafinowanie metafizyk(cid:266) kapłanów, ich samo- hipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman, u(cid:298)ywane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do poj(cid:266)cia ogólny dosyt ze swoj(cid:261) radykaln(cid:261) kuracy(cid:261), nico(cid:286)ci(cid:261) (lub BogiemŚ – po(cid:298)(cid:261)danie owej unio mystica z Bogiem jest po(cid:298)(cid:261)daniem buddystów, skierowanem ku nico(cid:286)ci, nirwanie – i niczem wi(cid:266)cej!). U kapłanów staje si(cid:266) wła(cid:286)nie w s z y s t k o niebez- pieczniejszem, nietylko (cid:286)rodki kuracyjne i sztuki lecznicze, lecz i pycha, zemsta, bystro(cid:286)ć, wybujało(cid:286)ć, miło(cid:286)ć, (cid:298)(cid:261)dza panowania, cnota, choroba. Istotnie, z pewn(cid:261) słuszno(cid:286)ci(cid:261) mo(cid:298)naby 13 te(cid:298) dodać, (cid:298)e dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka, formy kapła(cid:276)skiej, stał si(cid:266) człowiek wogóle z w i e r z (cid:266) c i e m z a j m u j (cid:261) c e m, (cid:298)e dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wy(cid:298)szem znaczeniu g ł (cid:261) b i stała si(cid:266) z ł a – a to s(cid:261) przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wy(cid:298)szo(cid:286)ci człowieka nad reszt(cid:261) zwie- rz(cid:261)t!... 7. – Czytelnik odgadł ju(cid:298) zapewne, jak łatwo kapła(cid:276)ska ocena warto(cid:286)ci mo(cid:298)e si(cid:266) od rycersko- arystokratycznej odgał(cid:266)zić i potem dalej rozwijać w jej przeciwie(cid:276)stwo. W szczególno(cid:286)ci bod(cid:296)cem do tego za ka(cid:298)dym razem jest, je(cid:286)li kasta kapła(cid:276)ska i wojownicza zazdroszcz(cid:261) sobie wzajem i nie chc(cid:261) si(cid:266) zgodzić z sob(cid:261) na punkcie ceny. Zało(cid:298)eniem ocen rycersko- arystokratycznych jest pot(cid:266)(cid:298)na cielesno(cid:286)ć, kwitn(cid:261)ce, bogate, nawet przelewne zdrowie, a za- razem to, co jest warunkiem ich utrzymania, wi(cid:266)c wojna, przygody, łowy, taniec, igrzyska i wogóle wszystko, w czem tkwi silna, swobodna, radosna czynno(cid:286)ć. Kapła(cid:276)sko-dostojna oce- na warto(cid:286)ci ma – jak widzieli(cid:286)my – inne warunkiŚ dosyć złe dla niej, je(cid:286)li o wojn(cid:266) chodzi! Kapłani s(cid:261), jak wiadomo, n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemu(cid:298) to? Bo s(cid:261) najbezsilniejsi. Z niemocy wyrasta w nich zawi(cid:286)ć do potworno(cid:286)ci niepokoj(cid:261)cej, do najwy(cid:298)szej duchowo(cid:286)ci i jadowito(cid:286)ci. W historyi (cid:286)wiata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani, nienawidzili zarazem najgienialniejŚ – wobec ducha zemsty kapła(cid:276)skiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachub(cid:266). Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupi(cid:261) spraw(cid:261) bez tego ducha, którego w nie tchn(cid:266)li bez- silniŚ – we(cid:296)my w tej chwili najwi(cid:266)kszy przykład. Wszystko, co przedsi(cid:266)brano na ziemi prze- ciwko »dostojnym«, »gwałcicielom«, »panom«, »dzier(cid:298)ycielom mocy«, nie warto słowa w porównaniu z tem, co przeciwko nim (cid:297) y d z i zdziałaliś (cid:297)ydzi, ten lud kapła(cid:276)ski, który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zado(cid:286)ćuczynienie tylko przez radykaln(cid:261) przemian(cid:266) ich warto(cid:286)ci, wi(cid:266)c przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. Tak jedynie przystało wła(cid:286)nie narodowi kapła(cid:276)skiemu, narodowi, najbardziej zaczajonej m(cid:286)ciwo(cid:286)ci kapła(cid:276)skiej. (cid:297)ydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu warto(cid:286)ci (dobry = dostojny = mo(cid:298)ny = pi(cid:266)kny = szcz(cid:266)(cid:286)liwy = bogumiły) odwa(cid:298)yli si(cid:266) z przejmuj(cid:261)c(cid:261) l(cid:266)kiem konsekwency(cid:261) na przewrót i z(cid:266)bami otchłannej nienawi(cid:286)ci (nienawi(cid:286)ci bezsilnych) utrzymali go, mianowicie, (cid:298)e »n(cid:266)dzni jedynie s(cid:261) dobrzy biedni, bezsilni, nizcy s(cid:261) jedynie dobrzyś cier- pi(cid:261)cy, niedostatni, chorzy, szkaradni s(cid:261) jedynie niewinni, jedynie błogosławieni, dla nich tyl- ko jest zbawienie, – wy za(cid:286), dostojni i gwałciciele, na wieki wieków jeste(cid:286)cie (cid:296)li, okrutni, rozpustni, nienasyceni, bezbo(cid:298)ni, wy te(cid:298) na wieki b(cid:266)dziecie zgubieni, przekl(cid:266)ci, pot(cid:266)pieni!«... Wiadomo, k t o wzi(cid:261)ł w spadku t(cid:266) (cid:298)ydowsk(cid:261) przemian(cid:266) warto(cid:286)ci... Co si(cid:266) tyczy potwornej i ponad wszelk(cid:261) miar(cid:266) fatalnej inicyatywy, któr(cid:261) dali (cid:297)ydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych, to przypominam zdanie, które przy innej wypowiedziałem sposobno(cid:286)ci (»Poza dobrem i złem« str. 126 i nast.), (cid:298)e mianowicie ze zjawieniem si(cid:266) (cid:297)ydów zaczyna si(cid:266) b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o (cid:286) c i, ów bunt, który dwuty- si(cid:261)czne ma za sob(cid:261) dzieje i który dlatego jedynie usun(cid:261)ł si(cid:266) nam dzi(cid:286) z przed oczu, bo – zwy- ci(cid:266)(cid:298)ył... 8. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na co(cid:286), co potrzebowało dwuch tysi(cid:261)coleci, by odnie(cid:286)ć zwyci(cid:266)stwo?... Temu nie mo(cid:298)na si(cid:266) dziwićŚ wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć, przejrzeć. Takie za(cid:286) jest to zdarzenieŚ z pnia owego drzewa zemsty i nie- nawi(cid:286)ci, nienawi(cid:286)ci (cid:298)ydowskiej, – najwy(cid:298)szej i najwznio(cid:286)lejszej, bo ideały stwarzaj(cid:261)cej, warto(cid:286)ci przemieniaj(cid:261)cej nienawi(cid:286)ci, której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło co(cid:286) równie(cid:298) bezprzykładnego, n o w a m i ł o (cid:286) ć, najwy(cid:298)sza i najwznio(cid:286)lejsza z wszystkich ro- 14 dzajów miło(cid:286)ciŚ – i z jakiego(cid:298) innego pnia mogła te(cid:298) była wyró(cid:286)ć ?... Nie przypuszczajcie jednak, jakoby wyrosła wła(cid:286)nie jako jakie(cid:286) zaprzeczenie owego pragnienia zemsty, jako prze- ciwie(cid:276)stwo nienawi(cid:286)ci (cid:298)ydowskiej! Nie, przeciwnie! Ta miło(cid:286)ć wyrosła z niej, jako jej koro- na, jako tryumfuj(cid:261)ca, w najczystszej ja(cid:286)ni i pełni słonecznej szeroko, coraz szerzej rozwijaj(cid:261)- ca si(cid:266) korona, która w królestwie (cid:286)wiatła i wy(cid:298)y z t(cid:261) sam(cid:261) sił(cid:261) parła ku celom nienawi(cid:286)ci, ku zwyci(cid:266)stwu, zdobyczy, uwodzeniu, z jak(cid:261) korzenie owej nienawi(cid:286)ci zatapiały si(cid:266) coraz ot- chłanniej, coraz zachłanniej we wszystko, co miało gł(cid:261)b i było złe. Ten Jezus z Nazaretu, jako wcielona źwangielia miło(cid:286)ci, ten »Zbawiciel«, przynosz(cid:261)cy biednym, chorym, grzesznikom błogobyt i zwyci(cid:266)stwo – nie był(cid:298)e on wła(cid:286)nie uwiedzeniem w najbardziej niepokoj(cid:261)cej i nie- odpartej formie, uwiedzeniem i drog(cid:261) okr(cid:266)(cid:298)n(cid:261) – wła(cid:286)nie ku owym (cid:298) y d o w s k i m warto- (cid:286)ciom i nowinkom ideału? Czy(cid:298) nie na tej wła(cid:286)nie okr(cid:266)(cid:298)nej drodze tego »Zbawiciela«, tego pozornego przeciwnika i rozprz(cid:266)(cid:298)yciela swego, o s i (cid:261) g n (cid:261) ł Izrael najwy(cid:298)szy cel swej wzniosłej m(cid:286)ciwo(cid:286)ci? Czy(cid:298) nie nale(cid:298)y do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty, dalekowidz(cid:261)cej, podziemnej, zwolna si(cid:266)gaj(cid:261)cej, wyrachowanej zemsty, to, (cid:298)e sam Izrael musiał si(cid:266) zaprzeć przed całym (cid:286)wiatem wła(cid:286)ciwego narz(cid:266)dzia swej zemsty, jak czego(cid:286) (cid:286)miertelnie wrogiego, i przybić do krzy(cid:298)a, a(cid:298)eby »(cid:286)wiat cały«, mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela, na t(cid:266) wła(cid:286)nie przyn(cid:266)t(cid:266) bezmy(cid:286)lnie złapać si(cid:266) mogli? A z drugiej strony, czy(cid:298)by wogóle mo(cid:298)na z gł(cid:266)bi całego wyrafinowania ducha wymy(cid:286)lić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z (cid:261) p r z y n (cid:266) t (cid:266)? Co(cid:286), coby wabi(cid:261)c(cid:261), ogłuszaj(cid:261)c(cid:261), oszałamiaj(cid:261)c(cid:261), niszcz(cid:261)c(cid:261) moc(cid:261) dorównać mogło temu symbolowi »(cid:286)wi(cid:266)tego krzy(cid:298)a«, temu przejmuj(cid:261)cemu groz(cid:261) para- doksowi »Boga na krzy(cid:298)u«, temu misteryum niedaj(cid:261)cego si(cid:266) pomy(cid:286)leć, najskrajniejszego ostatecznego okrucie(cid:276)stwa i samoukrzy(cid:298)owania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?... Pewnem jest conajmniej, (cid:298)e sub hoc signo Izrael odnosił dot(cid:261)d ci(cid:261)gle zemst(cid:261) swoj(cid:261) i przemian(cid:261) wszystkich warto(cid:286)ci tryumf nad wszystkimi innymi ideałami, nad wszystkimi ide- ałami d o s t o j n i e j s z y m i. – 9. – »Lecz pocó(cid:298) tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmy(cid:298) si(cid:266) faktówŚ zwyci(cid:266)(cid:298)ył lud – czyli »niewolnicy«, czyli »motłoch«, czyli »stado« lub jak wam si(cid:266) wreszcie nazwać podoba. Skoro przez (cid:297)ydów to si(cid:266) dokonało, dobrze! (cid:298)aden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi. »Panowie« str(cid:261)ceniś moralno(cid:286)ć człowieka pospolitego zwyci(cid:266)(cid:298)yła. Mo(cid:298)na zwyci(cid:266)stwo to uwa(cid:298)ać za zatrucie krwi (pomieszało z sob(cid:261) wszystkie ra- sy) – nie sprzeciwiam si(cid:266)ś niew(cid:261)tpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i (cid:266). »Wybawienie« ro- dzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodześ wszystko w oczach (cid:298)y- dzieje, lub chrze(cid:286)cijanieje, lub gminnieje (có(cid:298) zale(cid:298)y na słowach!). Post(cid:266)p tej trucizny skro(cid:286) całe ciało ludzko(cid:286)ci zda si(cid:266) niepowstrzymanym, jego tempo i krok mog(cid:261) nawet teraz stawać si(cid:266) coraz wolniejsze, delikatniejsze, cichsze, uwa(cid:298)niejsze – wszak czasu do(cid:286)ć... Czy ko(cid:286)cio- łowi na drodze tego celu przypada dzi(cid:286) jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie, wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia. Czyby te(cid:298) mo(cid:298)na obej(cid:286)ć si(cid:266) bez niego? Quaeritur. Zdaje si(cid:266), (cid:298)e ha- muje on raczej i wstrzymuje ów post(cid:266)p, miast go przy(cid:286)pieszać? Otó(cid:298), wła(cid:286)nie w tem mogłaby być jego po(cid:298)yteczno(cid:286)ć... Zapewne, jest on wła(cid:286)nie czem(cid:286) grubem i chamskiem, co sprzeciwia si(cid:266) wytworniejszej inteligencyi, prawdziwie współczesnemu smakowi. Czy(cid:298)by nie powinien si(cid:266) przynajmniej nieco wyrafinować ?... Odpycha dzi(cid:286) raczej, ni(cid:298) uwodzi... Któ(cid:298)by z nas był duchem wolnym, gdyby nie było ko(cid:286)cioła? Mamy odraz(cid:266) do ko(cid:286)cioła, nie do trucizny... Po- min(cid:261)wszy ko(cid:286)ciół, lubimy i my trucizn(cid:266)...« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«, zacnego zwierz(cid:266)cia, jak to dostatecznie okazał, ponadto demokratyś przysłuchiwał mi si(cid:266) do- t(cid:261)d i nie mógł wytrzymać, (cid:298)em milczał. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilcze- nia. – 15 10. – Bunt niewolników na polu moralno(cid:286)ci, zaczyna si(cid:266) tem, (cid:298)e ressentiment samo twórczem si(cid:266) staje i płodzi warto(cid:286)ciŚ ressentiment takich istot, którym wła(cid:286)ciwa reakcya, reakcya czynu, jest wzbroniona i które wynagradzaj(cid:261) j(cid:261) sobie tylko zemst(cid:261) w imaginacyi. Podczas gdy wszelka moralno(cid:286)ć dostojna wyrasta z tryumfuj(cid:261)cego potwierdzenia siebie samej, moralno(cid:286)ć niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu, co »poza nim«, co »inne«, co nie jest »nim sa- mym«Ś i to »nie« jest jej czynem twórczym. To odwrócenie ustanawiaj(cid:261)cego warto(cid:286)ci spoj- rzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewn(cid:261)trz, miast wstecz ku samemu sobie – jest wła- (cid:286)nie wła(cid:286)ciwe uczuciu ressentiment. Moralno(cid:286)ć niewolników, by powstać, potrzebuje naj- pierw zawsze (cid:286)wiata przeciwnego i zewn(cid:266)trznego, potrzebuje, mówi(cid:261)c fizyologicznie, podniet zewn(cid:266)trznych, by wogóle działać, – jej akcya jest z gruntu reakcy(cid:261). Przeciwnie dzieje si(cid:266) z dostojn(cid:261) ocen(cid:261) warto(cid:286)ciŚ działa ona i ro(cid:286)nie spontanicznie, wynachodzi jeno swoje przeci- wie(cid:276)stwo, by siebie z tem wi(cid:266)ksz(cid:261) wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261)ś tem rado(cid:286)niej potwierdzić, – jej negatywne poj(cid:266)cie »nizki«, »pospolity«, »zły« jest tylko pó(cid:296)niej zrodzonym, bladym, kontrastowym ob- razem w stosunku do jej pozytywnego, na wskro(cid:286) (cid:298)yciem i nami(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261) przepojonego, za- sadniczego poj(cid:266)cia »my dostojni, my dobrzy, my pi(cid:266)kni, my szcz(cid:266)(cid:286)liwi!« Je(cid:286)li dostojna ocena warto(cid:286)ci targnie si(cid:266) i zgrzeszy przeciw rzeczywisto(cid:286)ci, to dzieje si(cid:266) to w stosunku do sfery, która nie jest jej dostatecznie znana, owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni si(cid:266) ona ostroŚ nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery, sfery pospolitego czło- wieka, nizkiego gminuś z drugiej strony nale(cid:298)y rozwa(cid:298)yć, (cid:298)e w ka(cid:298)dym razie uczucie pogar- dy, spogl(cid:261)dania w dół, spogl(cid:261)dania z góry, zgodziwszy si(cid:266) nawet na to, (cid:298)e f a ł s z u j e obraz pogardzanego, dalekiem pozostanie od fałszerstwa, którego zepchni(cid:266)ta nienawi(cid:286)ć, zemsta bezsilnego dopuszcza si(cid:266) – oczywi(cid:286)cie in effigie – wzgl(cid:266)dem swego przeciwnika. W rzeczy samej miesza si(cid:266) do pogardy zbyt wiele niedbało(cid:286)ci, zbyt wiele lekcewa(cid:298)enia, zbyt wiele od- wracania oczu i zniecierpliwienia, nawet zbyt wiele własnego uradowania, by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotn(cid:261) karykatur(cid:266) i potwora. Nale(cid:298)y wsłuchać si(cid:266) w przychylne prawie odcienie, wkładane naprzykład przez szlacht(cid:266) greck(cid:261) w wszystkie słowa, któremi od- ró(cid:298)nia od siebie motłoch, jak si(cid:266) w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj po- (cid:298)ałowania, wzgl(cid:266)dno(cid:286)ci, wyrozumiało(cid:286)ci, a(cid:298) wko(cid:276)cu prawie wszystkie słowa, pospolitemu przypadaj(cid:261)ce człowiekowi, pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy«, »po(cid:298)ało- wania godny« (porównaj , dwa ostatnie okre(cid:286)laj(cid:261) wła(cid:286)ciwie człowieka pospolitego, jako roboczego niewolnika i zwierz(cid:266) juczne) – i jak z drugiej strony »zły«, »nizki«, »nie- szcz(cid:266)(cid:286)liwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie, w którego barwie prze- wa(cid:298)a »nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy«. Jest to dziedzictwo starej, szlachetniejszej, arystokratycznej oceny warto(cid:286)ci, która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła si(cid:266) sobie (– filologom niechaj przypomnia- ne b(cid:266)dzie, w jakiem znaczeniu u(cid:298)ywane s(cid:261) ). »Dobrze urodzeni« czuli si(cid:266) wła(cid:286)nie »szcz(cid:266)(cid:286)liwymi«ś nie musieli dopiero przez spojrzenie, skierowane na wrogów swych, kon- struować sztucznie swojego szcz(cid:266)(cid:286)cia, w danym razie wmawiać, w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli)ś i umieli równie(cid:298), jako zupełni, sił(cid:261) uposa(cid:298)eni, przeto z k o n i e c z n o (cid:286) c i czynni ludzie, nie oddzielać działania od szcz(cid:266)- (cid:286)cia, – być czynnym wliczaj(cid:261) z konieczno(cid:286)ci do szcz(cid:266)(cid:286)cia (sk(cid:261)d swój pocz(cid:261)tek wy- wodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwie(cid:276)stwie do »szcz(cid:266)(cid:286)cia« na szczeblu bezsilnych, uciskanych, owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiej(cid:261)cych ludzi, u których wyst(cid:266)- puje ono zasadniczo jako narkoza, ogłuszenie, spoczynek, pokój, »sabat«, odprz(cid:266)(cid:298)enie umy- słu i wyci(cid:261)gni(cid:266)cie członków, słowem b i e r n i e. Podczas gdy człowiek dostojny (cid:298)yje ufnie i otwarcie przed samym sob(cid:261) ( »szlachetnie urodzony« podkre(cid:286)la nuance »szczery« a rów- nie(cid:298) i »naiwny«), to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery, ani naiwny, ani z samym sob(cid:261) uczciwy i otwarty. Jego dusza z e z u j eś duch jego kocha schówki, kryjo- me dró(cid:298)ki i wrota od tyłuś wszystko, co skryte, ma powab dla niego, jako j e g o (cid:286)wiat, j e g o 16 pewno(cid:286)ć, j e g o uciechaś zna si(cid:266) on na milczeniu, na niezapominaniu, na czekaniu, na tym- czasowem zmniejszaniu si(cid:266) i upokarzaniu. Rasa takich, opanowanych przez ressentiment lu- dzi stanie si(cid:266) wko(cid:276)cu z konieczno(cid:286)ci r o z t r o p n i e j s z a, ni(cid:298) jakakolwiek inna rasa dostoj- na, b(cid:266)dzie te(cid:298) czcić roztropno(cid:286)ć w zgoła innej mierzeŚ mianowicie jako pierwszorz(cid:266)dny wa- runek istnienia, podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropno(cid:286)ć lekk(cid:261), wykwintn(cid:261) przy- mieszk(cid:266) zbytku i wyrafinowaniaŚ – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza, ni(cid:298) do- skonała pewno(cid:286)ć funkcyi reguluj(cid:261)cych instynktów n i e (cid:286) w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropno(cid:286)ć, pewne dzielne gnanie na o(cid:286)lep czy to ku niebezpiecze(cid:276)stwu, czy to na wroga, lub owa marzycielska nagło(cid:286)ć gniewu, miło(cid:286)ci, czci, wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci i zemsty, po których wszelkiego czasu poznawały si(cid:266) dusze dostojne. Nawet ressentiment dostojnego człowieka, je(cid:286)li si(cid:266) pojawia w nim, spełnia si(cid:266) i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi, dlatego nie z a t r u w aŚ z drugiej strony nie wyst(cid:266)puje ono wcale w niezliczonych wypadkach, w których nie- uniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. Nie móc zbyt długo pami(cid:266)tać swoich wro- gów, swoich przykro(cid:286)ci, nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur, w których jest nadwy(cid:298)ka plastycznej, kształtuj(cid:261)cej, goj(cid:261)cej i zapomnieniem darz(cid:261)cej siły (do- brym tego przykładem z nowoczesnego (cid:286)wiata jest Mirabeau, któremu si(cid:266) nie trzymały pa- mi(cid:266)ci (cid:298)adne wyrz(cid:261)dzane mu obelgi i podło(cid:286)ci, i który dlatego tylko nie mógł przebaczać, bo – zapominał). Taki człowiek wła(cid:286)nie otrz(cid:261)sa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa, które si(cid:266) w innych w(cid:298)era i w nim jedynie jest mo(cid:298)liwa – przypu(cid:286)ciwszy, (cid:298)e jest wogóle na ziemi mo(cid:298)liwa – wła(cid:286)ciwa »m i ł o (cid:286) ć dla swoich wrogów«. Ile(cid:298) ju(cid:298) czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cze(cid:286)ć jest ju(cid:298) mostem do miło(cid:286)ci... On pragnie przecie wroga swego dla siebie, jako swego odznaczenia, on nie zniesie przecie (cid:298)adnego innego wroga, tyl- ko takiego, w którym niema nic do pogardzania, a b a r d z o w i e l e do czczenia! Nato- miast przedstawcie sobie »wroga«, jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment, – i w tem wła(cid:286)nie jest jego czyn, jego twórczo(cid:286)ćŚ powzi(cid:261)ł on koncepcy(cid:266) »złego wroga«, »z ł e g o«, i to jako zasadnicze poj(cid:266)cie, z którego, jako odbicie i przeciwie(cid:276)stwo, wymy(cid:286)li sobie »do- brego« – samego siebie!... 11. Zgoła wi(cid:266)c przeciwnie, ni(cid:298) u dostojnego, który koncypuje zasadnicze poj(cid:266)cie »dobry« na- przód i spontanicznie, mianowicie z samego siebie i st(cid:261)d dopiero stwarza sobie wyobra(cid:298)enie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawi(cid:286)ci – pierwsze jako twór pó(cid:296)niejszy, przystawka, barwa dopełniaj(cid:261)ca, drugie natomiast jako orygi- nał, pocz(cid:261)tek, wła(cid:286)ciwy c z y n w poj(cid:266)ciu moralno(cid:286)ci niewolniczej – jak(cid:298)e ró(cid:298)ne s(cid:261) te oba, pozornie temu samemu poj(cid:266)ciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo poj(cid:266)cie »dobry«Ś raczej zapytać przecie nale(cid:298)y, k t o jest wła- (cid:286)ciwie »zły« w znaczeniu moralno(cid:286)ci, opanowanej przez ressentiment. Naj(cid:286)ci(cid:286)lejsza odpo- wied(cid:296)Ś w ł a (cid:286) n i e »dobry«, przeciwnej moralno(cid:286)ci, wła(cid:286)nie dostojny, mo(cid:298)ny, władn(cid:261)cy, tyl- ko przebarwiony, przeinaczony, nawywrót widziany jadowitem okiem, którem patrzy ressen- timent. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyćŚ kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów, poznał te(cid:298) tylko z ł y c h w r o g ó w. Ci sami ludzie, którzy dzi(cid:266)ki obyczajowi, czci, zwyczajowi, wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci, a bardziej jeszcze przez wzajemne stra(cid:298)owanie si(cid:266) i zazdro(cid:286)ć inter pares tak surowo trzymaj(cid:261) si(cid:266) w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazuj(cid:261) si(cid:266) tak wynalazczymi na punkcie wzgl(cid:266)dno(cid:286)ci, panowania nad sob(cid:261), delikatno(cid:286)ci, wierno(cid:286)ci, dumy i przyja(cid:296)ni, – ci sami s(cid:261) nazewn(cid:261)trz, tam, gdzie si(cid:266) zaczyna co obce, o b c z y z n a, nie wiele lep
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Z genealogii moralności
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: