Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00487 006471 11505321 na godz. na dobę w sumie
Z krwi, kości i wiary - ebook/pdf
Z krwi, kości i wiary - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-284-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> wywiad
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wywiad rzeka z niepokornym proboszczem parafii Jasienica, usuniętym ze stanowiska przez arcybiskupa Henryka Hosera za głoszenie poglądów, które zdaniem hierarchy „nie spełniają wymogów prawa kanonicznego oraz przynoszą poważną szkodę i zamieszanie we wspólnocie Kościoła”. Poruszająca i głęboka rozmowa o drodze księdza Lemańskiego, dziś jednego z najważniejszych i najodważniejszych głosów nawołujących do przemiany polskiego Kościoła. Annie Wacławik-Orpik, dziennikarce radia TOK FM, dwukrotnej laureatce nagrody Grand Press w kategorii wywiad, ksiądz Wojciech Lemański opowiada o swojej zaskakującej drodze do kapłaństwa, prawdziwym życiu wiejskiego proboszcza, posłudze na Białorusi, swojej reakcji na zbrodnię w Jedwabnem i udziale w dialogu polsko–żydowskim, a także o konflikcie z arcybiskupem Hozerem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Z krwi, kości i wiary Ksiądz Wojciech Lemański w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik Redakcja: Ariadna Machowska Korekta: Emilia Niedzielak Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska Fotoedycja: Maciej Murański Przygotowanie zdjęć: Katarzyna Stachacz Źródła zdjęć: Albert Zawada/Agencja Gazeta (s. 8, 147-górne), z archiwum ks. Wojciecha Lemańskiego (26, 35, 36, 42, 53, 54, 68, 82, 87, 90, 108), Bruno Fidrych/Agencja Gazeta (113), Agnieszka Sadowska/Agencja Gazeta (117), Leszek Kasprzak/Forum (118), Adam Stępień/Agencja Gazeta (128, 204), Agata Grzybowska/Agencja Gazeta (147-dolne, 189-górne i dolne), Kacper Pempel/Reuters/Forum (214) Zdjęcie na okładce: Albert Zawada/AG Wydawca: Agora SA ul. Czerska 8/10 00-732 Warszawa Redaktor naczelny: Paweł Goźliński Producenci wydawniczy: Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka © Copyright by Agora SA 2013 © Copyright by Anna Wacławik-Orpik © Copyright by Wojciech Lemański Wszystkie prawa zastrzeżone Warszawa 2013 ISBN: 978-83-268-1284-2 Druk: Drukarnia Perfekt Z krwi, kości i wiary Ksiądz Wojciech Lemański w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik HALINA BORTNOWSKA: Znam księdza Wojtka Lemańskiego i jestem przekonana, że on naprawdę jest postacią z jednej bryły. Człowiek z jed- nej bryły umie współczuć całym sobą. Taki człowiek nie chce i nie potrafi wierzyć połowicznie, przemawiać półgęb- kiem, działać jakby na niby, tyle o ile. Spotkał kiedyś Ha-Szem, Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba, Boga Proroków, którego Jezus wskazał nam jako Ojca. Dlatego uznał i realizuje naukę Soboru Watykańskiego II zawartą w deklaracji „Nostra aetate” (o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich). Są tam słowa, które kojarzą się z misją księdza Lemańskiego, na przykład: „…nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednic- twem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korze- niem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów…”. Pisząc te słowa, nie znam jeszcze książki, w której może się znajdą. Gdy ją przeczytamy, będziemy wiedzieć i rozu- mieć więcej. Nie tylko o księdzu Wojtku, lecz także o wyras- taniu chrześcijaństwa z korzenia judaizmu. I o tym, że Naród Wybrany pozostaje wybranym. Pozostaje nim na zawsze.  MICHAEL SCHUDRICH: Ksiądz Wojciech Lemański jest dla mnie inspiracją. Gdy obserwuję zachowanie Wojtka wobec parafian, rozumiem, co znaczy bycie osobą duchowną. Jego cierpliwość, troskli- wość i otwartość na każdego człowieka są wzorem dla duchownych wszystkich wyznań. Wojciech posiada pasję prawdy i robienia tego, co słuszne. Można się z nim nie zga- dzać w wielu kwestiach, a zarazem być pewnym, że to, co robi, wynika z głębokiej wiary, że to właśnie musi zostać zro- bione. Inspiruje mnie swoją odwagą. Bez względu na kon- sekwencje robi i mówi rzeczy, których – jak wierzy – ocze- kuje od niego Bóg. Wojciech dopinguje ludzi do stawania się lepszymi. KSIĄDZ ADAM BONIECKI: Dla mnie ksiądz Wojciech to najpierw proboszcz, u któ- rego w parafii Jasienica prowadziłem rekolekcje adwen- towe. Prowadziłem setki rekolekcji i umiem – tak mi się wydaje – szybko rozeznać się, gdzie jestem. Proboszcz mieszkał sam na wielkiej plebanii. Zajmował dwa pokoiki, w których pracował, jadł posiłki (które sam przygotowywał), spał. Mieszkanie przytulne jak frontowa kwatera: żadnych dywanów, wygodnych mebli, serwantek, kilimków. Tylko książki. Jeśli było coś domowego, to książki. Mnóstwo czyta i… pamięta, co przeczytał. Proboszcz tej małej wiejskiej parafii interesuje się, co w kraju i na świecie. Więcej, on ma wewnętrzny przymus ingerowania w wydarzenia. Zwłaszcza jeśli dzieje się jakaś krzywda, niesprawiedliwość, a jeszcze bardziej, jeśli dotyczy wiary, Kościoła. Mówi jak o rzeczy oczywistej, że napisał,  że zatelefonował, że za kimś się ujął, komuś wyraził uznanie. Jest obecny. Kiedy jeszcze innych księży tam nie było, on był (z para- fianami) na uroczystościach w Jedwabnem. Była to obecność dyskretna, w tłumie go nie zauważyłem, dopiero kiedy pod- szedł i się przywitał. Udział parafian w rekolekcjach adwentowych i mszach świętych był doskonały, dobry kontakt z ludźmi… Nikt się nie żalił rekolekcjoniście – jak czasem bywa – na proboszcza. Kiedy wysłał mnie do odwiedzenia wszystkich chorych w parafii, trafiałem na ślady jego tam odwiedzin. Zna ich wszystkich, troszczy się, odwiedza. Wrażenie z różnych spot- kań: ludzie proboszcza szanują. Wielka gromada ministrantów, zdyscyplinowanych. Słynne akcenty w wystroju kościoła i przed kościołem, wyrażające uważny i życzliwy stosunek do tradycji starszych braci – kość niezgody między proboszczem a kurią – widoczne, ale nie nachalne. A co na to wierni? Wierni chyba się przyzwyczaili. Kilka dni na plebanii w Jasienicy (zimnej, bo słabo z grza- niem) zapisało mi się w pamięci jako spotkanie z księdzem pasjonatem. I nie mam na myśli jego pasji w sprawach dia- logu z judaizmem, ale pasji duszpasterza. Tak, w małej para- fii Jasienica. Wojciech Michał LeMański urodził się 22 września 1960 roku w Legionowie. Mieszkał i wychowywał się w Chotomowie. 11998811 — po ukończeniu technikum gastronomicznego został przyjęty do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie. 11998877 — uzyskał tytuł magistra teologii moralnej i przyjął święcenia kapłańskie z rąk prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa. 11998877 — był wikariuszem w Rzeczycy nad Pilicą. 11998888--11998899 — był wikariuszem w Milanówku. 11999900--11999977 — w diecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi był proboszczem w czterech parafiach – w Świrze, Zaświrzu, Niestaniszkach i Szemietowie. Utworzył dwa ośrodki duszpa- sterskie – w Dobrowlanach i Straczy. 11999977 — wrócił do Polski. 11999977--22000066 — był proboszczem parafii pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Otwocku (osiedle Ługi). 22000011 — zaangażował się w dialog chrześcijańsko-żydowski. 22000022 — był jednym z założycieli Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich, który powstał w Otwocku. Współorganizował z komitetem i parafianami marsze pamięci w rocznicę likwidacji otwockiego getta i uczestniczył w porządkowaniu oraz rewitalizacji cmentarzy żydowskich w Karczewie i Anielinie. 22000033 — zaczął publikować rozważania ewangeliczne i felietony w lokalnej prasie, a później w internecie.  22000066 — został członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Bierze udział w wielu inicjatywach upamiętniających polskich Żydów, m.in. organizuje wyjazdy do obozu zagłady w Treblince, regularnie uczestniczy w obchodach rocznicy mordu w Jedwabnem. 22000066 — otrzymał medal „Powstanie w Getcie Warszawskim” przyznawany przez Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej osobom, które przyczyniają się do poprawy stosunków polsko-żydowskich. 22000066 — ówczesny ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej Sławoj Leszek Głódź przeniósł go do parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy koło Tłuszcza, gdzie był proboszczem do lipca 2013 roku. 22000088 — prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za bycie „kustoszem pamięci o polskich Żydach i przekazywanie wiedzy o Holocauście”. 22001122 — Fundacja Ekumeniczna „Tolerancja” przyznała mu medal „Zasłużony dla Tolerancji”. 22001100--22001133 — biskup diecezji warszawsko-praskiej Henryk Hoser nałożył na kapłana kolejno kilka kar, zarzucając mu brak posłuszeństwa i głoszenie poglądów szkodzących wspólnocie Kościoła. MMaajj 22001133 — biskup Henryk Hoser zabronił mu wypowiadania się w mediach. LLiippiieecc 22001133 — biskup odwołał go z funkcji proboszcza parafii w Jasienicy i skierował do domu księży emerytów. Od tych decyzji ksiądz Wojciech Lemański odwołał się do Stolicy Apostolskiej. JA NIE POTRAFIĘ NIE BYĆ KSIĘDZEM 53 lata i skierowanie na emeryturę. Co to znaczy dla księdza? To znaczy tyle, że ktoś podejmuje decyzję, która ma pokazać: „Mogę zrobić wszystko, co zechcę. Z tobą i z każdym innym”. Ale ma ksiądz poważny problem? Przesadza pani. To mój biskup ma teraz poważny problem. Ja z Kościoła nie zamierzam odchodzić, a kardynał Glemp, udzielając mi 26 lat temu święceń kapłańskich, potwierdził, że mam być w tym Kościele księdzem aż do śmierci. Jak mój biskup poradzi sobie z Tym, który mnie do kapłaństwa powołał, nie wiem i przyznam, że strach myśleć. Według papieża Fran- ciszka jedną z bolączek Kościoła jest nadużywanie władzy. A jeśli kary nakładane na księdza będą coraz bardziej dotkliwe? Suspensa? Ekskomunika? Rzeczywiście są różne kary, ale na szczęście w naszych cza- sach kara musi być adekwatna do przestępstwa. Dlatego ja się takich wielkich kar, o których pani wspomniała – sus- pensy, ekskomuniki, usunięcia ze stanu duchownego – nie boję, bo nie popełniłem żadnego przestępstwa, za które są zasądzane.  Co prawda do upomnienia kanonicznego nie jest konieczne przestępstwo czy występek, wystarczy, że udzielający up o - mnienia dostrzega takie niebezpieczeństwo w swoim umyśle, czyli je przeczuwa. Trudno się od takiego orzeczenia od - woływać. Gdy biskup zarzuca mi nieobecność na wspólnych spotkaniach księży, a ja zapewniam, że na tych spotkaniach byłem, w odpowiedzi słyszę: „Ale ksiądz był obecny tylko ciałem”. Ciężko z taką argumentacją polemizować, ale pole- mizować trzeba. Jak wygląda dzisiaj życie księdza? Skoro świt pobudka, potem wspólna Eucharystia z księdzem Janem, potem poranna kawa i śniadanie. Potem cały dzień różnych zajęć, jest ich na razie, niestety, więcej niż poprzed- nio. Nie ma tych związanych z obsługą parafii, te ograniczają się do niedzielnej Eucharystii i posługiwania wtedy, kiedy mnie parafianie o to poproszą, na przykład przy okazji pogrzebu czy ślubu. Spotykam się z ludźmi, często jeżdżę do taty. Jeżdżę do moich zmarłych w Treblince, do Chełmna nad Nerem... Piszę, czytam, słucham, oglądam, interpretuję, komen- tuję, pracuję. Dziś układałem płytki chodnikowe przy domu księdza Jana. I po raz kolejny pytam: „Czego chcesz ode mnie, Panie? Czego chcesz mnie nauczyć? Co chcesz mi przez to powie- dzieć? Dokąd mnie prowadzisz?”. I jaka jest odpowiedź? Pan Bóg uczy każdego dnia, a my wszyscy jesteśmy wciąż w Jego przedszkolu. Może to wskazówka, żebym na własnej skórze odczuł, jak boli taki akt pogardy. A może po to, bym usłyszał, jak puste są słowa: „Zapomnij, nic się nie stało”, „Przecież on ci nic takiego nie zrobił”. Teraz chyba łatwiej mi rozumieć ludzi  o wiele głębiej ode mnie zranionych, którzy ze swoją krzywdą zostali sami. A może On mnie uczy, że nie udziela odpowiedzi natych- miast. Proszę mnie zapytać za 30 lat, kiedy już naprawdę będę eme- rytem, czego mnie uczył przez kolejne olśnienia, doświad- czenia, wyzwania, spotkania, zranienia. Kim ksiądz będzie po tym wszystkim? Chciałbym nie wstydzić się, kiedy przed Nim stanę. Sobie i każdemu życzę, by kolejna próba nie odarła go z god- ności, z wewnętrznej wolności. Można iść siedzieć i być wol- nym, można być oplutym i zachować godność. Życzę sobie i każdemu, żeby po takiej próbie mógł spłakany położyć się spokojnie i zasnąć. Żeby mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Warto było, mimo wszystko”. A chyba najważniejsze jest to, żeby każdy kolejny dzień był dniem, w którym dałem komuś coś dobrego. Czegoś się ksiądz dowiedział o świecie wokół siebie? Po tym jak biskup odebrał mi parafię i zaoferował miesz- kanie w domu emerytów oraz zapomogę z Funduszu Kapłań- skiego Wsparcia, postanowiłem jej nie przyjąć. Takie wspar- cie jest bardziej potrzebne innym – starym, schorowanym księżom. Pomogli mi ludzie świeccy: z Rzeczycy, Milanówka, Otwocka, z Niestaniszek, ze Świra, z Szemietowa, z Jasienicy... z tych miejsc, gdzie mnie znali, gdzie starałem się być dobrym księdzem. Codziennie na furtce domu, w którym zamiesz- kałem, znajduję siatkę z chlebem. Moi parafianie ciągle trak- tują mnie jak swojego i niczego mi nie brakuje. Otrzymałem również zupełnie niespodziewane wsparcie ze strony obcych  ludzi. Dzwonią, piszą, podchodzą na ulicy, zaczepiają w skle- pie, na stacji benzynowej i mówią, żebym się trzymał, nie rezygnował, nie dał się złamać. Czasem mówią: „Jestem nie- wierzący, ale trzymam za księdza kciuki, solidaryzuję się”. Mam nadzieję, że ich nie urażę tym, co powiem: myślę, że – świadomie lub nie – są takimi aniołami, których Najwyższy do mnie przysyła, żeby mi się we łbie nie pomieszało, żebym nie był sam. Bożej pomocy doświadczam na każdym kroku. Mam świa- domość tych kilkunastu tysięcy podpisów pod petycją do Watykanu, tysięcy podpisów pod listami moich parafian, a przecież wiem, że są i tacy, którzy niczego nie podpisywali, ale mnie wspierają. Ze wzruszeniem wspominam spotkanie z powstańcami warszawskimi podczas uroczystości roczni- cowych w Warszawie, reakcje podczas koncertu kantorów w synagodze czy przy pomniku w Chełmnie nad Nerem. Trudno mi było powstrzymać łzy, gdy moi parafianie z Białorusi zaproponowali, że jeśli w Polsce nie ma dla mnie miejsca, pojadą do arcybiskupa Kondrusiewicza prosić, żeby mnie przyjął z powrotem do siebie. Pojadę do nich na pewno, by im za ich serce podziękować. Ale czy mógłbym zostawić parafian w Jasienicy, którzy byli przedstawiani przez kurię jako zbuntowana grupa wrogów Kościoła, a którzy stanęli za mną murem, choć pewnie na to nie zasłużyłem? Czy mógłbym teraz od nich tak po prostu odejść? W te trudne tygodnie i miesiące poznałem również zupełnie nową parafię, która jakoś niepostrzeżenie przy mnie się zgro- madziła. W internecie czytają, zadają pytania, słuchają, komentują, piszą o swoich troskach, niepokojach, odejściach i powrotach. Czy mam prawo zamilknąć, odwrócić się do nich plecami? Tego, co czuję wobec tych wszystkich ludzi, nie potrafię wyra- zić. A chciałbym im powiedzieć, że jestem im wdzięczny, że  dziękuję, że będę się starał nie zawieść nadziei, jakie we mnie pokładają. Nie zamierzam się dać wypchnąć z Kościoła i nie zamie- rzam odchodzić z kapłaństwa. Ja nie potrafię nie być księ- dzem, ja nawet nie potrafię chodzić ubrany po cywilnemu. Bez koloratki czuję się goły. A co chciałby ksiądz powiedzieć wrogom? Ja nie mam wrogów. Ksiądz kocha Kościół? Tak, kocham mój Kościół. Tę miłość zaszczepiono mi w domu rodzinnym i pomimo różnych życiowych doświadczeń ta miłość jest coraz dojrzalsza i mocniejsza. Kocham Kościół za to, że tak wielu ludzi, w tym również ja, w Kościele znajduje ukojenie. Że daje nam nadzieję na lepszą przyszłość tutaj i na sprawiedliwość w wieczności. Nadzieję, że spotkamy tych, którzy odeszli, i naprawimy błędy, których na tym świecie już naprawić nie można. Jest Kościół rodziną dla każdego. Dla tych, którym zdaje się, że są zupełnie sami. Dla tych, którym zdaje się, że są nikomu niepotrzebni. Dla tych, którzy pochowali wszystkich bliskich. Kościół jest jak matka, której można usiąść na kolanach, wtulić się i nic nie mówić. Ja takiego Kościoła doświadczam. Credo księdza Lemańskiego? Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzy- ciela nieba i ziemi... I to nie jest ucieczka od odpowiedzi. Wierzę w Najwyższego, który jest Ojcem dla każdego. I z tego wyrasta cała reszta. NASZE GNIAZDO JEST SKALANE OD DAWNA Niektórzy twierdzą, że jest ksiądz wrogiem Kościoła… Nie jestem wrogiem Kościoła, tak jak nie jest nim żaden ksiądz czy świecki, który zadaje trudne pytania. Na przykład? O tuszowanie przypadków pedofilii, tolerowanie podwój- nego życia księży, przymykanie oka na chciwość, antyse- mityzm, arogancję duchownych wobec wiernych. W przypadku szkockiego kardynała Keitha O’Briena1, oskarżonego o niewłaściwe zachowania wobec księży, wro- giem nie był ten, który ujawnił – nazwijmy to – niecny pro- ceder. Problemem był sam proceder, który skalał Kościół w Szkocji. I rzucił cień na papieża, który choć nieomylny w sprawach wiary i moralności, przez brak informacji na ten temat uczynił O’Briena kardynałem – wzorem dla całego Kościoła. Może trzeba raczej pytać o zagrożenia dla Kościoła, a nie o jego wrogów? 1 Keith O’Brien (ur. 1938) –szkocki kardynał katolicki, były arcybiskup Edynburga i St Andrews. Oskarżony o molestowanie seksualne w latach 80. kilku młodych księży i seminarzysty, w lutym 2013 roku zrezyg- nował z pełnionych funkcji. Przyznał, że jego „zachowania seksualne” nie spełniały wymagań stawia- nych katolickim duchownym.  …wyrodnym synem, który kala własne gniazdo. Nasze gniazdo jest, niestety, skalane od dawna. Kto gnój wyrzucał z obory, a mnie się to kiedyś zdarzało, wie, że dopóki się go nie rusza, nie zwracamy na niego uwagi. Cho- dzimy po nim, niektórzy odwrócą wzrok, niektórzy chrząkną i nabiorą więcej powietrza, żeby przejść przez skażony teren, a są i tacy, którzy tylko dokładniej wytrą obuwie i już nie wrócą. Ale jak już się zacznie sprzątać, smród zaczyna się wydo- bywać i wszyscy wiedzą, skąd się rozchodzi. Robi się mało przyjemnie. To cena, którą trzeba zapłacić za porządek. Mówią, że jest ksiądz skażony grzechem pychy. Przypomina mi się taki żart: „Jeśli chodzi o pokorę, to jes- tem w pierwszej dziesiątce”. Jestem skażony grzechem i nie będę się tłumaczył, że „tak jak wszyscy”. Mam się z czego spowiadać i wstydzę się tego, z czego się spowiadam. A jak rodzi się pycha? Ktoś o nas mówi dobrze, więc naj- pierw słucha się z ulgą, potem z satysfakcją, a potem zaczyna się nasłuchiwać, czekać, żeby wreszcie znów powiedzieli, że jesteś dobry. Może jeszcze nie najlepszy, ale z czasem...? Jeśli chodzi o księży, to niebezpieczeństwo jest szczegól- nie duże. Kiedyś na Białorusi zaszedłem z kolędą do pew- nego domu, a tam młoda kobieta uklękła i pocałowała mnie w rękę. Byłem w szoku, nie wiedziałem, jak się zachować. Ale mój przewodnik, starzec stamtąd, uważał, że to nor- malne. Taka czołobitność może przewrócić w głowie i w pewnym momencie człowiek może zacząć odruchowo podnosić rękę, żeby ją całowano. Chyba jednak nie jestem w pierwszej dziesiątce.  Ma ksiądz parcie na szkło? To mi zarzucają. Zwłaszcza katoliccy publicyści. Trudno byłoby temu zaprzeczyć, bo dziś wystarczy zajrzeć do lodówki, a tam Lemański. O parciu na szkło można by mówić, gdybym tej „sławy” szu- kał. Ale jeśli ktoś jest w miarę obiektywny, wie, że trzy lata temu, poza wąskim gronem zainteresowanych dialogiem chrześcijańsko-żydowskim, pies z kulawą nogą nie wiedział, że jest jakiś ksiądz Lemański. Pracowałem w mojej parafii, raz w tygodniu jeździłem do ojca. Nie szukałem kontaktu z mediami, nie znałem ludzi mediów i do wczoraj oni mnie nie znali. Zupełnie sobie nie wyobrażałem, że to może mieć taką skalę, taki zasięg, że to może zainteresować kogoś wię- cej. Bo to, co robię w parafii, na polu dialogu chrześcijańsko- -żydowskiego czy wobec ludzi skrzywdzonych przez księży, to moja zwykła aktywność od dawna. To może ksiądz jest rewolucjonistą? Bywa, że potrzebne są rewolucyjne zmiany. Nie można obci- nać ogona po kawałku, to wcale nie będzie mniej bolało. Jeżeli rana ropieje, zatykanie nosa, odwracanie głowy nic nie zmieni. Trzeba się przełamać, przeciąć to, oczyścić, może czasem i rzygnąć, kiedy nie można się opanować. Ale jak się to z o - stawi, wcześniej czy później choroba obejmie nowe obszary. Kościół zawsze się reformował, dostrzegał zgniliznę, patolo- gię, nieprawość i jakoś stawiał im czoło. Bardziej lub mniej skutecznie. Ale kiedyś miał czas. Można było sprawy spo- kojnie badać, czekać, aż emocje ucichną, aż negatywni boha- terowie odejdą – na emeryturę lub z tego świata. Można było wtedy powiedzieć: „Pojednał się z Panem Bogiem przed śmier- cią, nie wracajmy do tego, co złe, wspominamy tylko dobre czyny, wszak wszyscy jesteśmy grzesznikami”.  Przeczekać próbowano w sprawie arcybiskupa Paetza2 czy ojca Degollado3. Ale dzisiaj tak już się nie da. Mamy – my, w Kościele – straszliwy problem, bo ludzie pytają: „Dlaczego nie położyliście temu kresu wtedy, kiedy jeszcze można było zapobiec traumie wielu ofiar?”. Każda skrzywdzona osoba ma prawo powiedzieć, że nie sprostaliśmy, bo gdybyśmy podjęli jakieś działania wcześniej, może nie doszłoby do jej krzywdy. Niektórzy obawiają się, że padniemy pod lawiną fałszywych oskarżeń i pomówień. Ale to jest kwestia przejrzystości. Jeśli działają kompetentne gremia, procedury są ustalone, nie będzie większego problemu z oczyszczeniem się z pomówień i insynuacji. Rozumiem też, gdy mówią: „Przecież w innych środowis- kach patologie są jeszcze bardziej rozpowszechnione”. I być może tak jest, może skala pedofilii pośród trenerów, na uczy- cieli albo w szkołach baletowych jest większa, ale to, że coś u innych szwankuje, nas, jako Kościoła, nie zwalnia z odpo- wiedzialności. Nawet gdyby to była tylko jedna ofiara, Koś- ciół, z uwagi na swoje posłannictwo, na swoją pozycję w społeczeństwie, na oczekiwania ludzi, powinien posypać głowę popiołem i powiedzieć: „To się absolutnie nie powinno zdarzyć”. A do takiej postawy jest nam jeszcze daleko. Wizjonerem? Raczej niepoprawnym optymistą. To nie znaczy, że nie widzę niebezpieczeństw, raf, o które można się rozbić czy pokaleczyć. 2Juliusz Paetz (ur. 1935) – duchowny katolicki, były metropolita poznański, od 2002 roku arcybiskup senior archidiecezji poznańskiej. Oskarżony o molestowanie seksualne kleryków, po upublicznieniu sprawy przez media, w marcu 2002 roku podał się do dymisji, równocześnie zaprzeczając oskarżeniom. 3Marcial Maciel Degollado (1920-2008) – meksykański duchowny katolicki, założyciel zgromadze- nia Legion Chrystusa. W 2010 roku Watykan ogłosił, że ojciec Degollado dopuścił się skandalu „naj- cięższego i niemoralnego zachowania”, „licznych przestępstw” i prowadził „życie pozbawione skru- pułów”. Chodziło o pedofilię, w tym wobec jednego z własnych dzieci, molestowanie kleryków i uczniów oraz nadużywanie władzy.  Wszystko to widzę, a nawet czuję, na własnej skórze. Ale mam nadzieję na pozytywny kres – nie tylko ten ostateczny, ale kres etapu, po którym może być już tylko lepiej, choć dziś może to wygląda mało realnie. Skąd ten optymizm? Bo zmiany są nieuchronne. Dziś informacja, która pojawiła się wczoraj, obiega natychmiast cały świat i wymaga natychmiastowej reakcji. A my, w Kościele, nie nadążamy. Jesteśmy jak rolnik wychodzący na wielkie popegeerowskie pole z pługiem zaprzężonym w konia. Widać, że nie jest w stanie zaorać tej ziemi do końca roku. Kiedyś ten pług zdawał egzamin, pole było mniejsze i ludzi, którzy mieli podobne narzędzia, było więcej. Teraz trzeba się przesiąść na traktor, na pług wielo- skibowy, żeby się z tym zmierzyć. To, co robił Jan Paweł II, Benedykt XVI, a teraz robi Fran- ciszek, jest sięganiem po nowe narzędzia. Benedykt, pisząc list do Kościoła w Irlandii, papież Franciszek mówiący o krzywdach wyrządzonych Kościołowi przez ludzi instytu- cji Kościoła pokazują kierunek. Dobrze wiemy, że ogromna większość przypadków kom- promitujących dziś Kościół pochodzi z czasów Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II. Te sprawy ujawniają się po latach. Czy przedtem takich przypadków nie było? Za Piusów, za Leona? Zmiana myślenia jest dla wielu bardzo trudna. Pokazują to reakcje hierarchów w różnych krajach, także w Polsce. Nie potrafili uwierzyć klerykom w archidiecezji poznańskiej, że działo się coś naprawdę złego w seminarium. Nadal nie wierzą dziewczynkom z Tylawy, że to one zostały skrzywdzone przez księdza, a nie Kościół – przez upublicznienie sprawy. A kim się ksiądz czuje? Prostym proboszczem w wiejskiej parafii, który prosi od kilku lat swojego biskupa: „Dajcie mi święty spokój, pozwólcie mi pełnić posługę duszpasterską tutaj, gdzie mnie Kościół posłał”.  Niczego więcej nie oczekuję. Nie marzę o większej parafii, nie chcę być duszpasterzem polityków, studentów, profesorów, dziennikarzy, artystów. Na trzecim roku w seminarium przygotowywałem w zakrys- tii liturgię dla biskupa Romaniuka. Zapytał mnie: „Lemański, a gdzie ty chcesz iść na parafię?”. Odpowiedziałem: „Na wieś”. „Wszyscy najpierw pójdziecie na wieś”. „Nie, ja bym chciał w ogóle być na wsi, bo chciałbym mieć ludziom coś do zaofe- rowania. Nie mam specjalnego wykształcenia, jestem człowie- kiem prostym, wydaje mi się, że rozumiem ludzi, którzy miesz- kają, żyją, pracują na wsi, to chciałbym trafić do nich”. Rok po seminarium byłem w małej wiosce, Rzeczycy. Później usłyszałem, że mam się przenieść do Milanówka. Koledzy mówili, że to awans, bo z wiejskiej parafii idę do miasta. A ja byłem autentycznie przerażony! Co ja, prostak, będę mógł tam ludziom zaofiarować? To przerażenie wróciło znów, w Otwocku. Była noc, ciemno, podjechałem na osiedle Ługi i zobaczyłem światła w oknach bardzo wielu mieszkań. I nagle się przeraziłem, zadrżałem. Było w tym coś z obawy kleryka trzeciego roku. Uświadomiłem sobie, że za każdym z tych okien jest jakaś rodzina, za którą jestem odpowiedzialny. Światło w oknach tylu mieszkań, a w każdym z nich ludzkie losy, ludzkie pro- blemy. Dzisiaj wiem, że przerosnąć może spotkanie z jedną osobą, z jedną rodziną. Nie potrzeba tysiąca. To skąd w księdzu odwaga nazywania rzeczy po imieniu? To nie jest odwaga. To tchórzostwo. Boję się, żebym nie zo - stał z tym bagażem sam. Musiałbym potem samego siebie pytać, dlaczego nie powiedziałem tego, o czym wiedziałem. Dlaczego nie zareagowałem na coś, co budziło mój głęboki  sprzeciw? Dlaczego nie zadałem pytań, które cisnęły mi się na usta? Jeżeli nie zareaguję, nie zastukam do drzwi, nie napiszę – zostanę z tym sam. Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Z krwi, kości i wiary
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: