Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00665 011483 17842111 na godz. na dobę w sumie
Z pamiętnika psychoanalityka - ebook/pdf
Z pamiętnika psychoanalityka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 39
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-928108-2-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> budownictwo
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Autorka ma czterdzieści lat. Jest terapeutą zajęciowym. Interesuje się psychologią i psychiatrią. Od lat prowadzi szkolenia, treningi interpersonalne, warsztaty motywacyjne, z rozwoju osobistego i samodoskonalenia się, z technik neurolingwinistycznego programowania NLP, profesjonalnej obsługi klienta. „Z pamiętnika psychoanalityka” to już druga książka. Autorka właśnie jest w trakcie pisania trzeciej. 'Z pamiętnika psychoanalityka' to zbiór historii różnych chorób duszy, które utrudniały życie. Wielu z nas ma takie problemy ze sobą samym i też uważa, że nic nam nie jest. Koniecznie trzeba zajrzeć do tej książki.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Monika Kotecka Z PAMI(cid:265)TNIKA PSYCHOANALITYKA Współczesny człowiek posiada wszystko: samochód, dom, prac(cid:266), dzieci, rodzin(cid:266), problemy, trudno(cid:286)ci i satysfakcj(cid:266) — a je(cid:286)li to wszystko mu nie wystarcza — posiada swego psychoanalityka. [Erich From] 2 opyrights to: Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera www.goneta.net ul. Archiwalna 9 m 45, 02-103 Warszawa Okładka: ISBN: 978-83-928108-2-7 Wydanie I Warszawa, kwiecie(cid:276) 2009 3 WST(cid:265)P Jedna rozmowa z m(cid:261)drym człowiekiem jest tyle warta, co miesi(cid:261)ce studiowania ksi(cid:261)(cid:298)ek. (przysłowie chi(cid:276)skie) Czy zdarzyło ci si(cid:266) kiedykolwiek, (cid:298)e miałe(cid:286) ju(cid:298) wszystkiego do(cid:286)ć i trudno było ci sobie z tym poradzić? Czy czułe(cid:286), (cid:298)e wszystkie problemy ci(cid:266) przerastaj(cid:261) i dłu(cid:298)ej ju(cid:298) nie jeste(cid:286) w stanie tego wytrzymać? Czy znasz skuteczne sposoby radzenia sobie ze stresem i napi(cid:266)ciem wynikaj(cid:261)cym z codziennych obowi(cid:261)zków? Czy i usatysfakcjonowany ze swojego (cid:298)ycia? A mo(cid:298)e brakuje ci poczucia bezpiecze(cid:276)stwa, odczuwasz silny l(cid:266)k przed przyszło(cid:286)ci(cid:261), a przeszło(cid:286)ć kojarzy ci si(cid:266) z poczuciem winy, (cid:298)e zrobiłe(cid:286) co(cid:286) nie tak, jak być powinno, (cid:298)e mogłe(cid:286) w swoim (cid:298)yciu zrobić co(cid:286) zupełnie inaczej, lepiej. jeste(cid:286) w pełni zadowolony Niektórzy z nas czasem wpadaj(cid:261) w psychiczny dołek spowodowany najcz(cid:266)(cid:286)ciej jakimi(cid:286) problemami dnia codziennego. Nie mamy wówczas ochoty na nic, zwykle zamykamy si(cid:266) wtedy w domu, nie odbieramy telefonów, nie chcemy z nikim si(cid:266) widzieć, odczuwamy pustk(cid:266), zło(cid:286)ć, frustracj(cid:266). Je(cid:298)eli trwa to kilka godzin albo jeden lub dwa dni, to normalne. Ale osoba z depresj(cid:261) takie stany odczuwa cały czas, długie dni, tygodnie, a nawet miesi(cid:261)ce czy lata, co odbija si(cid:266) echem na jej pracy, szkole, zwi(cid:261)zkach z innymi lud(cid:296)mi, samopoczuciu i całym jej (cid:298)yciu. Mo(cid:298)e nawet cierpisz na depresj(cid:266) i w pełni nie u(cid:286)wiadamiasz sobie tego, bo cz(cid:266)sto miewasz chandr(cid:266), czujesz si(cid:266) zm(cid:266)czony, ospały, miewasz kłopoty z pami(cid:266)ci(cid:261), z koncentracj(cid:261), z podejmowaniem nawet najprostszych decyzji. Czujesz si(cid:266) wypalony zawodowo, unikasz spotka(cid:276) z przyjaciółmi, znajomymi czy z rodzin(cid:261). Mo(cid:298)e miewasz bóle migrenowe, jeste(cid:286) smutny, przygn(cid:266)biony, nic ci(cid:266) nie cieszy, jest ci (cid:296)le, masz problemy ze snem, z wyra(cid:298)aniem własnych emocji, tłumisz je, a mo(cid:298)e nie układa ci si(cid:266) w zwi(cid:261)zku i nie wiesz, dlaczego tak si(cid:266) wła(cid:286)nie dzieje. Je(cid:286)li na którekolwiek z pyta(cid:276) odpowiedziałe(cid:286) twierdz(cid:261)co, oznacza to, (cid:298)e być mo(cid:298)e powiniene(cid:286) skorzystać z profesjonalnej pomocy terapeutycznej. W ksi(cid:261)(cid:298)ce, któr(cid:261) wła(cid:286)nie czytasz, poznasz ludzi, którzy być mo(cid:298)e (cid:298)yj(cid:261) obok ciebie, prze(cid:298)ywaj(cid:261) rozterki dnia codziennego, przestali sobie radzić i potrzebuj(cid:261) opieki i pomocy. Zatrzymaj si(cid:266) na chwil(cid:266), nie biegnij tak szybko, ciesz si(cid:266) ka(cid:298)d(cid:261) chwil(cid:261), daj sobie czas na refleksj(cid:266). Mo(cid:298)e w twoim najbli(cid:298)szym otoczeniu jest kto(cid:286), kto potrzebuje twojego wsparcia, rozmowy, czy nawet zwykłej ludzkiej (cid:298)yczliwo(cid:286)ci. Chorób psychicznych nie trzeba si(cid:266) bać. S(cid:261) jak ka(cid:298)da inna choroba, trzeba j(cid:261) leczyć. Zgodzisz si(cid:266) ze mn(cid:261), (cid:298)e je(cid:286)li kto(cid:286) jest cukrzykiem, to idzie do diabetologa, chory na serce do kardiologa, a ludzie z chor(cid:261) dusz(cid:261) do psychiatry i psychologa. Niestety, w dzisiejszym zwariowanym (cid:286)wiecie to normalne zjawisko. W tym e-booku opowiem ci histori(cid:266) osób, które s(cid:261) chore i potrzebuj(cid:261) pomocy. Wyobra(cid:296) sobie tylko, co mog(cid:261) czuć, jak bardzo musz(cid:261) cierpieć. Jednak jest dla nich nadzieja, wiara w popraw(cid:266) komfortu ich (cid:298)ycia. Odpowiem ci na pytanie, jak sobie z tym radzić, w jaki 4 sposób z tego wyj(cid:286)ć, by cieszyć si(cid:266) (cid:298)yciem jak dawniej. Miej tylko (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e jest to długofalowy proces. Wska(cid:298)(cid:266) ci jednak, co mo(cid:298)na z tym problemem zrobić, jak go rozwi(cid:261)zać. Chciałabym od razu wyja(cid:286)nić, (cid:298)e nie mam zamiaru t(cid:261) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:261) nikogo „leczyć” czy uzdrawiać, od tego s(cid:261) specjali(cid:286)ci i do nich odsyłam, je(cid:286)li jest taka potrzeba. Nie analizuj(cid:266) problemów dogł(cid:266)bnie, opowiadam tylko histori(cid:266) o ludziach i dramatach, które prze(cid:298)yli. Opowiadam nie jako lekarz psychiatra, psychoterapeuta czy psycholog lub jakikolwiek inny specjalista. Jestem zwykłym człowiekiem, który na chwil(cid:266) przystan(cid:261)ł w p(cid:266)dz(cid:261)cym tłumie, by wysłuchać bli(cid:296)niego. A przecie(cid:298) te dramaty rozgrywaj(cid:261) si(cid:266) w naszym (cid:286)wiecie, cz(cid:266)sto tu(cid:298) obok nas. Chc(cid:266) wi(cid:266)c uwra(cid:298)liwić czytelników na problem, z jakim zmaga si(cid:266) dzisiaj wiele osób i jest to nadal temat tabu. Moim celem jest sprawienie, aby(cid:286) czytaj(cid:261)c tego e-booka, zacz(cid:261)ł rozumieć to, czego do tej pory nie rozumiałe(cid:286), i co, być mo(cid:298)e, było dla ciebie obce i inne. Osoby opisane w ksi(cid:261)(cid:298)ce s(cid:261) fikcyjne, zbie(cid:298)no(cid:286)ć imion i chorób zupełnie przypadkowa. Jednak takie osoby prawdopodobnie (cid:298)yj(cid:261) obok nas, a my tego nie widzimy lub nie chcemy zobaczyć. Moim zdaniem problem istnieje i nale(cid:298)y o nim gło(cid:286)no mówić. Ka(cid:298)demu mo(cid:298)e si(cid:266) zdarzyć to, co tu zostało opisane. Nie maj(cid:261) znaczenia wiek, wykształcenie pochodzenie, przekonania religijne czy polityczne. Mo(cid:298)e si(cid:266) to przydarzyć ka(cid:298)demu w ka(cid:298)dym (cid:286)rodowisku i w ka(cid:298)dej rodzinie. Spróbuj(cid:266) odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób mo(cid:298)na sobie radzić, oprócz tradycyjnych metod leczenia farmakologicznego i psychoterapii. Zapraszam do lektury. Autorka Ze smutnych historii powstaj(cid:261) dobre ksi(cid:261)(cid:298)ki. (Khaled Hosseini) 5 (cid:285)roda 06.05.2008 Rozdział pierwszy. Maria Dzi(cid:286) jest pi(cid:266)kny, radosny, słoneczny dzie(cid:276) szóstego maja. Urodziny Zygmunta Freuda, ojca psychoanalizy. Na zewn(cid:261)trz jest zielono, ciepłe powietrze, pó(cid:296)na wiosna. Ptaki wesoło (cid:286)piewaj(cid:261), kwitn(cid:261) kasztany. Zbli(cid:298)a si(cid:266) czas matur, Komunii (cid:285)wi(cid:266)tych, czas rado(cid:286)ci i przy tym miesi(cid:261)c zakochanych. Na placu zabaw słychać było gło(cid:286)ne (cid:286)miechy rozbawionych dzieci z pobliskiego przedszkola. Du(cid:298)o ludzi, ciesz(cid:261)c si(cid:266) ciepłymi promieniami sło(cid:276)ca i wiosennego (cid:286)wie(cid:298)ego powietrza, spacerowało uliczkami, gdzie na klombach widać było pierwsze kwiaty : prymulki, (cid:298)onkile i tulipany. Parkow(cid:261) alejk(cid:261) szła powoli, zamy(cid:286)lona, smutna kobieta w (cid:286)rednim wieku, odziana w ciemne kolory, nie miała makija(cid:298)u. Na jej twarzy widać było smutek i cierpienie, jakby jej kto(cid:286) wła(cid:286)nie umarł. Patrzyłam na ni(cid:261) dłu(cid:298)sz(cid:261) chwil(cid:266) przez okno mojego gabinetu, popijaj(cid:261)c kaw(cid:266). W pewnym momencie kobieta podeszła do niskiego szarego budynku i patrzyła na wyblakł(cid:261) od sło(cid:276)ca tabliczk(cid:266) informacyjn(cid:261) umieszczon(cid:261) przed drzwiami wej(cid:286)ciowymi, na której był napis: Poradnia zdrowia psychicznego. Dłu(cid:298)sz(cid:261) chwil(cid:266) zastanawiała si(cid:266), czy wej(cid:286)ć do (cid:286)rodka. Miała du(cid:298)y problem z podj(cid:266)ciem tej decyzji. Z jednej strony wstyd i poczucie winy, (cid:298)e sobie nie radzi sama ze sob(cid:261) i musi znowu skorzystać z pomocy psychiatry, a z drugiej bezsilno(cid:286)ć, wołanie o pomoc i resztka nadziei, (cid:298)e mo(cid:298)e tym razem uda si(cid:266) wyj(cid:286)ć na prost(cid:261). Dlaczego tak trudne było dla niej zdobycie si(cid:266) na ten krok? Dlaczego w społecze(cid:276)stwie wi(cid:266)kszo(cid:286)ć ludzi ma przekonanie, (cid:298)e psychiatra to lekarz „wariatów”, „czubków”, obł(cid:261)kanych, furiatów, „(cid:286)wirów”, ludzi niezrównowa(cid:298)onych psychicznie, zbocze(cid:276)ców, dewiantów lub histeryczek, które wyolbrzymiaj(cid:261) swoje problemy? A przecie(cid:298) choroby duszy i umysłu nie sposób wyleczyć domowymi sposobami lub wyle(cid:298)eć w łó(cid:298)ku, jak zwykłego przezi(cid:266)bienia czy innej błahej przypadło(cid:286)ci. W dzisiejszych czasach wszyscy powinni mieć (cid:286)wiadomo(cid:286)ć, (cid:298)e lekarz psychiatra jest jak ka(cid:298)dy inny lekarz — uko(cid:276)czył Akademi(cid:266) Medyczn(cid:261), ma recepty, niezb(cid:266)dn(cid:261) wiedz(cid:266) i potrafi pomóc. Tak wi(cid:266)c leczenie psychiatryczne nie powinno być tematem tabu ani niczym nienormalnym. Maria jednak wahała si(cid:266) od dłu(cid:298)szego czasu. Resztkami sił instynktu samozachowawczego postanowiła dać sobie jeszcze jedn(cid:261) szans(cid:266) i spróbować walczyć z chorob(cid:261). i energii, oraz Na pierwszym spotkaniu, po to aby pacjentka miała poczucie bezpiecze(cid:276)stwa, przyj(cid:266)ły(cid:286)my nie pisan(cid:261) zasad(cid:266), (cid:298)e cokolwiek zostanie powiedziane w moim gabinecie, nie wyjdzie poza te (cid:286)ciany. Na pocz(cid:261)tku, obserwuj(cid:261)c pacjentk(cid:266), dostrzegało si(cid:266) jej bezgraniczne cierpienie, smutek, rozpacz i brak nadziei. Prawie przez cały czas płakała i niewiele mówiła o sobie. Siedziała na fotelu skulona, jakby było jej zimno i jakby si(cid:266) czego(cid:286) bała. Była zamkni(cid:266)ta w sobie. Widać było, (cid:298)e przeszywa j(cid:261) l(cid:266)k i apatia. Miała opuszczon(cid:261) głow(cid:266), wzrok wbity w podłog(cid:266), jakby chciała si(cid:266) gdzie(cid:286) ukryć przed swoimi emocjami, których si(cid:266) bała. Była bardzo smutna i zamy(cid:286)lona. Mówiła, (cid:298)e ma du(cid:298)e kłopoty z koncentracj(cid:261) i pami(cid:266)ci(cid:261). 6 Miała problemy z podejmowaniem decyzji, nawet tych najprostszych. Utraciła rado(cid:286)ć (cid:298)ycia. Przestała interesować si(cid:266) tym, co dawniej sprawiało jej rado(cid:286)ć. Nie cieszyło j(cid:261) nic. Cierpiała na chroniczn(cid:261) bezsenno(cid:286)ć, a przy tym, gdy ju(cid:298) po wielu godzinach m(cid:266)ki udało jej si(cid:266) usn(cid:261)ć nad ranem, cz(cid:266)sto wybudzała si(cid:266) zlana potem od dziwnych, cz(cid:266)sto koszmarnych snów. Miała negatywny obraz siebie, obni(cid:298)on(cid:261) samoocen(cid:266). Był w niej pesymizm i rezygnacja. Czuła olbrzymi l(cid:266)k i napi(cid:266)cie. Bała si(cid:266) przyszło(cid:286)ci, nie akceptowała tera(cid:296)niejszo(cid:286)ci. Przeszło(cid:286)ć jawiła si(cid:266) jej jako olbrzymie poczucie winy. Mówiła, (cid:298)e wszystko w jej (cid:298)yciu było nie tak, jak być powinno. Ubolewała nad tym, (cid:298)e (cid:296)le wychowała swoje dzieci, (cid:298)e nie była dobr(cid:261) matk(cid:261) i (cid:298)on(cid:261). Gdyby tylko mogła cofn(cid:261)ć czas, co(cid:286) naprawić… Mo(cid:298)e wtedy nie byłoby jej tutaj, na fotelu w gabinecie psychologa, gdzie tu(cid:298) obok na stoliku le(cid:298)y mnóstwo chusteczek higienicznych, bo zawsze si(cid:266) przydaj(cid:261) w tym pomieszczeniu. Prawdziwe stało si(cid:266) dla niej okre(cid:286)lenie biblijne, (cid:298)e wszyscy (cid:298)yjemy: „j(cid:266)cz(cid:261)c i płacz(cid:261)c na tym łez padole”. L(cid:266)k, który j(cid:261) ogarnia jest irracjonalny i wszechogarniaj(cid:261)cy. Nie wiadomo kiedy i z jakiej przyczyny si(cid:266) pojawi. Mo(cid:298)e j(cid:261) dopa(cid:286)ć wsz(cid:266)dzie, w ka(cid:298)dej sytuacji, nawet, wydawałoby si(cid:266), w tak bezpiecznym miejscu jak dom. Kiedy(cid:286), kilka lat wcze(cid:286)niej jej przypadło(cid:286)ci(cid:261) była tylko klaustrofobia, na któr(cid:261) cierpi od lat. Jako(cid:286) dało si(cid:266) z ni(cid:261) (cid:298)yć, unikaj(cid:261)c małych, ciasnych i ciemnych pomieszcze(cid:276). Pewnego razu zrobiła niezłe przedstawienie na lotnisku w Warszawie tu(cid:298) przed wej(cid:286)ciem do samolotu lec(cid:261)cego na jej wymarzone wakacje. Ka(cid:298)dy człowiek, maj(cid:261)c perspektyw(cid:266) sp(cid:266)dzenia urlopu w ciepłych krajach, gdzie mo(cid:298)na godzinami wylegiwać si(cid:266) na rozgrzanym od sło(cid:276)ca piasku pla(cid:298)y, jest szcz(cid:266)(cid:286)liwy i zadowolony. Natomiast Maria wolała wrócić natychmiast do domu — do szarej codzienno(cid:286)ci, ni(cid:298) wsi(cid:261)(cid:286)ć do samolotu. (cid:297)adne racjonalne argumenty do niej nie docierały, (cid:298)e w samolocie jest klimatyzacja, mnóstwo powietrza i (cid:298)e jest przyjemnie. Mo(cid:298)na si(cid:266) napić dobrego wina i zje(cid:286)ć co(cid:286) smacznego, co proponuje stewardesa. W jej przypadku (cid:298)adne racjonalne argumenty nie trafiały do niej, (cid:298)eby jak inni pasa(cid:298)erowie chciała wsi(cid:261)(cid:286)ć do samolotu. Maria w jednej chwili zbladła, o mało nie zemdlała przy wszystkich, zacz(cid:266)ła si(cid:266) dusić, płakać. Brak jej było powietrza. Miała wra(cid:298)enie, (cid:298)e najpierw zwariuje, a potem po prostu umrze. Ilekroć wsiadała do windy, samolotu czy gdy wchodziła do małych pomieszcze(cid:276) bez okien, my(cid:286)lała wtedy, (cid:298)e lepsza byłaby nagła, niespodziewana (cid:286)mierć ni(cid:298) ten paniczny l(cid:266)k. O wchodzeniu do piwnicy po przetwory zimowe w ogóle nie było mowy. Nikt, kto na to nie cierpiał, nigdy nie zrozumie, jak to jest. A teraz z dnia nadzie(cid:276) było jeszcze gorzej z jej samopoczuciem. Wszyscy na około powtarzali: — We(cid:296) si(cid:266) w gar(cid:286)ć wreszcie! Wyluzuj troch(cid:266) !Uspokój si(cid:266), chyba potrafisz?! Nie wygłupiaj si(cid:266), o co ci chodzi, przecie(cid:298) masz wszystko, czego ci trzeba. Musisz odreagować: wyj(cid:286)ć do kina, teatru, kawiarni na spacer, od razu poczujesz si(cid:266) lepiej. Maria nie my(cid:286)li w takich kategoriach. Ludzie mówi(cid:261) teraz o niej: leniwa baba, lepiej niech si(cid:266) we(cid:296)mie do roboty. Ma du(cid:298)e problemy z mobilizacj(cid:261) do wszelkiego działania. Marii nic si(cid:266) nie chce. Nie chce jej si(cid:266) pić, je(cid:286)ć, spać, kochać. Nie chce jej si(cid:266) (cid:298)yć. Jest osłabiona i ci(cid:261)gle zm(cid:266)czona. Nieustannie skar(cid:298)y si(cid:266) na bóle głowy i ogólne złe samopoczucie fizyczne i psychiczne, bo po prostu Maria cierpi na depresj(cid:266) nawracaj(cid:261)c(cid:261). W mi(cid:266)dzynarodowej klasyfikacji chorób jej przypadło(cid:286)ć kryje si(cid:266) pod tajemniczym symbolem ICD-10F33.Obecny stan trwa u niej ju(cid:298) pół roku. Antydepresanty, a brała ich ju(cid:298) całe mnóstwo, nie pomagaj(cid:261) albo pomagaj(cid:261) w małym stopniu. Lekarze musz(cid:261) trafić na odpowiedni lek, a to trwa. Trzeba mieć du(cid:298)o cierpliwo(cid:286)ci do tej choroby. Nawet słynny Prozac, sprowadzony specjalnie od ciotki ze 7 Stanów, nie przyniósł (cid:298)adnego efektu. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym, trwaj(cid:261)cy dwa miesi(cid:261)ce ze wzgl(cid:266)du na my(cid:286)li samobójcze, troch(cid:266) poprawił stan pacjentki. Teraz została przyj(cid:266)ta na oddział dzienny, gdzie kontynuuje leczenie. Maria uczestniczy w terapii zaj(cid:266)ciowej, której celem jest przywrócenie ch(cid:266)ci do (cid:298)ycia. Na oddziale (cid:298)ycie biegnie swoim torem. S(cid:261) codzienne poranne zebrania, na których omawiane s(cid:261) wa(cid:298)ne sprawy. Ka(cid:298)dy opowiada, jak sp(cid:266)dził poprzedni dzie(cid:276), co aktywizuje do (cid:298)ycia pacjentów i zbli(cid:298)a ich do siebie. Czytana jest prasa i planowany jest kolejny dzie(cid:276) zaj(cid:266)ć. W ramach terapii zaj(cid:266)ciowej organizowane s(cid:261) równie(cid:298) zaj(cid:266)cia plastyczne, teatralne, muzykoterapia, relaksacja, rekreacja, lekka gimnastyka. Terapia grupowa i indywidualna w zale(cid:298)no(cid:286)ci od potrzeb poszczególnych pacjentów. Jednym słowem, sztab odpowiednio przygotowanych do tego osób — lekarzy, psychologów i terapeutów zaj(cid:266)ciowych — dba o to, by pomóc pacjentom przebrn(cid:261)ć przez chorob(cid:266) i wej(cid:286)ć w proces zdrowienia. Podczas zaj(cid:266)ć mo(cid:298)na nauczyć si(cid:266) sposobów na pozytywne my(cid:286)lenie, które ma moc uzdrawiaj(cid:261)c(cid:261). Dzi(cid:266)ki mocy swoich my(cid:286)li ka(cid:298)dy człowiek mo(cid:298)e wyj(cid:286)ć nawet z najci(cid:266)(cid:298)szej choroby, osi(cid:261)gn(cid:261)ć spokój wewn(cid:266)trzny i tak bardzo potrzebn(cid:261) stabilizacj(cid:266) emocjonaln(cid:261), zwłaszcza u osób z zaburzeniami psychicznymi. Jestem zgn(cid:266)biony. Przez cały dzie(cid:276) chodz(cid:266) smutny, w moim ciele nie ma nic zdrowego. Jestem zamkni(cid:266)ty, bez wyj(cid:286)cia. Moje oko słabnie od nieszcz(cid:266)(cid:286)cia. Moje serce wysycha spalone jak trawa, zapominam nawet o spo(cid:298)yciu chleba. Jestem podobny do kawki na pustyni, stałem si(cid:266) jak sowa w ruinach. Pr(cid:266)dko wysłuchaj mnie, bym si(cid:266) nie stał podobny do tych, co schodz(cid:261) do grobu. (Ps. 7-11,88 ; 9-10,143) Poniedziałek 26.05.2008 Pierwsze spotkanie z Mari(cid:261) wykazało, (cid:298)e jest to osoba zamkni(cid:266)ta w sobie. Na pocz(cid:261)tku nie chciała współpracować. Jej wspomnienia i prze(cid:298)ycia były zbyt bolesne, by o nich opowiadać na pierwszej sesji terapeutycznej. Przynajmniej nie teraz, nie na tym etapie. Jeszcze za wcze(cid:286)nie. Nie była na to gotowa. Jeszcze nie dojrzała do tego, by gło(cid:286)no artykułować, co j(cid:261) boli. Dusiła to w sobie, dlatego było jej tak ci(cid:266)(cid:298)ko wytrzymać z sam(cid:261) sob(cid:261). Czuła si(cid:266) jak nieudacznik, wtedy my(cid:286)lała, (cid:298)e jej (cid:298)ycie to jedna wielka pora(cid:298)ka. Wa(cid:298)ne jednak w przypadku pacjentki Marii było to, (cid:298)e resztk(cid:261) sił chciała si(cid:266) leczyć. Zobaczyła na oddziale ludzi podobnych do siebie. Nie czuła si(cid:266) osamotniona. Takich ludzi jak ona było tam wielu. Ł(cid:261)czyło ich jedno: bolesna, odbieraj(cid:261)ca rado(cid:286)ć (cid:298)ycia choroba duszy, zaburzaj(cid:261)ca normalne codzienne funkcjonowanie. Z relacji Marii wynikało, (cid:298)e wszystko j(cid:261) boli. Ka(cid:298)da cz(cid:266)(cid:286)ć ciała. Ka(cid:298)da tkanka, komórka, wszystko płacze i woła o pomoc. Oczy s(cid:261) pełne łez. Dobrotliwy pan psychiatra za ka(cid:298)dym razem z uwag(cid:261) spogl(cid:261)da w oczy pacjentom, bo to przecie(cid:298) zwierciadła duszy. Mo(cid:298)na tam odczytać wszystko. Wszystkie emocje. Czasem nie trzeba nawet nic mówić, by odczytać cierpienie i ból. Widać jak na dłoni nastrój pacjenta. Łzy s(cid:261) tylko dodatkiem do bezgranicznego uczucia pustki, beznadziei i rozpaczy. Maria rzadko si(cid:266) u(cid:286)miecha. Nie ma zbyt wielu powodów do rado(cid:286)ci. Przynajmniej tak jej si(cid:266) wydaje. Prze(cid:298)ywa kryzys. Dzieci opu(cid:286)ciły dom rodzinny. Synowie pracuj(cid:261) za granic(cid:261), w 8 Londynie. Oni te(cid:298) t(cid:266)skni(cid:261). Oprócz zdiagnozowanej depresji Maria cierpi na współistniej(cid:261)cy syndrom opuszczonego gniazda, jak mawiaj(cid:261) psychologowie. Nagła decyzja o wyje(cid:296)dzie synów była dla niej emocjonalnym szokiem. Gdy odeszli, w domu zapanowała głucha cisza, samotno(cid:286)ć i pustka. Ta cisza po odej(cid:286)ciu dzieci stała si(cid:266) nie do zniesienia. Maria poczuła wszechogarniaj(cid:261)ce poczucie samotno(cid:286)ci. Odczuwała to szczególnie dotkliwie, bo całe swoje (cid:298)ycie po(cid:286)wi(cid:266)ciła swoim synom. Zrezygnowała z pracy zawodowej, gdy dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć lat temu urodził si(cid:266) pierwszy syn. Potem, gdy dzieci dorosły, a ona była ju(cid:298) w (cid:286)rednim wieku, ci(cid:266)(cid:298)ko jej było znale(cid:296)ć prac(cid:266). Teraz czuła, (cid:298)e nie ma nikogo, z kim mo(cid:298)e porozmawiać. Nie ma o kogo zadbać, o kogo si(cid:266) troszczyć, kim si(cid:266) zaj(cid:261)ć. Wydawało si(cid:266) jej, (cid:298)e ju(cid:298) nikt jej nie potrzebuje, dlatego wła(cid:286)nie czuła si(cid:266) niepotrzebna. (cid:297)ycie straciło dla niej sens. Pojawiła si(cid:266) apatia, rezygnacja, wycofanie i smutek. Maria odczuwała stały niepokój spowodowany brakiem kontroli nad swoimi synami. Nie wiedziała teraz o tym, co robi(cid:261), co my(cid:286)l(cid:261), w jaki sposób si(cid:266) zachowuj(cid:261). Jakie podejmuj(cid:261) decyzje. Co prawda, przyje(cid:298)d(cid:298)ali co jaki(cid:286) czas. Z jednej strony cieszyło to Mari(cid:266) i jej m(cid:266)(cid:298)a, ale z drugiej strony burzyło rytm dnia, porz(cid:261)dek, ład, który został zaprowadzony po ich odej(cid:286)ciu. Po ich wizytach trudno si(cid:266) było otrz(cid:261)sn(cid:261)ć. Synowie opowiadali o swoich codziennych problemach, na które Maria nie miała ju(cid:298) (cid:298)adnego wpływu. A potem, ju(cid:298) po ich wyje(cid:296)dzie przychodziła refleksja i niepokój zwi(cid:261)zany z ich sprawami. Dzieci stanowiły dotychczas dla Marii jedyny cel i sens w (cid:298)yciu. Wyjazd synów za granic(cid:266) Maria traktowała jako osobist(cid:261) pora(cid:298)k(cid:266) i kl(cid:266)sk(cid:266) wychowawcz(cid:261). Nie chciała si(cid:266) z tym pogodzić, zwłaszcza (cid:298)e młodszy syn przerwał studia prawnicze. Z dnia na dzie(cid:276) ogarniało j(cid:261) olbrzymie poczucie osamotnienia. Całe swoje (cid:298)ycie, ka(cid:298)dy dzie(cid:276), ka(cid:298)d(cid:261) godzin(cid:266) rodzinie, zaniedbuj(cid:261)c swoje zainteresowania, przyjemno(cid:286)ci czy jakiekolwiek kontakty z przyjaciółmi. Od wyjazdu synów ka(cid:298)dy dzie(cid:276) sp(cid:266)dzała sama w domu, rozmy(cid:286)laj(cid:261)c o swoim (cid:298)yciu, o przeszło(cid:286)ci, co jeszcze bardziej j(cid:261) przygn(cid:266)biało. Uwa(cid:298)ała, (cid:298)e wszystko ju(cid:298) min(cid:266)ło, (cid:298)e najlepsze chwile ma ju(cid:298) za sob(cid:261) i nic dobrego na pewno ju(cid:298) j(cid:261) nie spotka. Nie potrafiła sobie znale(cid:296)ć miejsca. My(cid:286)lała, (cid:298)e jej (cid:298)ycie ju(cid:298) nigdy nie b(cid:266)dzie takie samo, tera(cid:296)niejszo(cid:286)ć była dla niej pozbawiona sensu, wydawało si(cid:266) jej, (cid:298)e straciła bezpowrotnie swoj(cid:261) rodzin(cid:266) i dlatego przestała mieć jak(cid:261)kolwiek motywacj(cid:266) i ch(cid:266)ć do normalnego (cid:298)ycia. i sekund(cid:266) po(cid:286)wi(cid:266)cała Podczas kilku nast(cid:266)pnych sesji Maria wyra(cid:298)ała du(cid:298)y (cid:298)al i rozczarowanie. Kompletnie nie radziła sobie ze swoimi emocjami. Cały czas była rozdra(cid:298)niona i płakała jak małe dziecko, gdy tylko sobie o czym(cid:286) przypomniała. Złe my(cid:286)li pl(cid:261)tały si(cid:266) w jej głowie. Czuła si(cid:266) strasznie nieszcz(cid:266)(cid:286)liwa, samotna i niechciana. Chciała umrzeć, nie czuć ju(cid:298) nic, uwolnić si(cid:266), nie cierpieć. Powiedziała to. Fantazjowała na temat swojej (cid:286)mierci. Zastanawiała si(cid:266), jakby to było. W jaki sposób mogłaby odebrać sobie (cid:298)ycie. Nie my(cid:286)lała wtedy o rodzinie, o synach i m(cid:266)(cid:298)u. Konsekwencje nie były wtedy wa(cid:298)ne. Ona chciała za wszelk(cid:261) cen(cid:266) si(cid:266) uwolnić od tego nieprawdopodobnego bólu i ci(cid:266)(cid:298)aru własnego istnienia. Chciała poczuć ulg(cid:266). Czuła si(cid:266) wyniszczona przez chorob(cid:266). Wła(cid:286)nie wtedy zacytowała mi bardzo smutny wiersz Oscara Wilde`a: 9 (cid:285)mierć musi być bardzo pi(cid:266)kna. Le(cid:298)eć w mi(cid:266)kkiej, br(cid:261)zowej ziemi, z traw(cid:261) powiewaj(cid:261)c(cid:261) nad głow(cid:261) i słuchać ciszy. Nie mieć ani wczoraj, ani jutra. Zapomnieć o czasie, zapomnieć o (cid:298)yciu, spoczywać w spokoju. Wysłuchałam tego w skupieniu, lecz nie chciałam komentować. Mari(cid:266) cechowała du(cid:298)a chwiejno(cid:286)ć emocjonalna i ambiwalencja, mówi(cid:261)c psychologicznym j(cid:266)zykiem — intencjonal- no(cid:286)ć dwuwarto(cid:286)ciowa. Na pewno odczuwała strat(cid:266) po odej(cid:286)ciu dzieci. T(cid:266) strat(cid:266) trzeba było prze(cid:298)yć, przepracować, nabrać dystansu emocjonalnego, spojrzeć z innej perspektywy. Jako jej psychoanalityk wiedziałam, (cid:298)e teraz musz(cid:266) „przytulić” jej zranione i skrzywdzone wewn(cid:266)trzne dziecko. Wykorzystałam w przypadku Marii analityczne podej(cid:286)cie do jej depresji. Maria prze(cid:298)ywała nie(cid:286)wiadom(cid:261) utrat(cid:266) oraz nie zaspokojone, frustruj(cid:261)ce potrzeby dziecka spowodowane okresem z wczesnego dzieci(cid:276)stwa. Na poziomie (cid:286)wiadomym my(cid:286)lała, (cid:298)e chodzi tutaj o opuszczenie j(cid:261) przez jej własne dzieci. Moim zadaniem było wyra(cid:298)enie zrozumienia, wspieranie Marii w jej cierpieniu, pomoc jej w przepracowaniu i wyra(cid:298)eniu tłumionej od dawna zło(cid:286)ci gł(cid:266)boko ukrytego nie(cid:286)wiadomego (cid:298)alu i straty. Musiały(cid:286)my tak(cid:298)e krok po kroku pracować nad odbudowywaniem poczucia bezpiecze(cid:276)stwa, godno(cid:286)ci i poczucia własnej warto(cid:286)ci pacjentki Dopóki nie uczynisz nie(cid:286)wiadomego (cid:286)wiadomym, b(cid:266)dzie ono kierowało Twoim (cid:298)yciem, a Ty b(cid:266)dziesz nazywał to przeznaczeniem. (Carl Gustav Jung) Czwartek 04.06.2008 T(cid:266)sknota za (cid:286)mierci(cid:261) jest niejednokrotnie t(cid:266)sknot(cid:261) za powrotem do bezpiecze(cid:276)stwa najwcze(cid:286)niejszego okresu (cid:298)ycia. (Antoni K(cid:266)pi(cid:276)ski) Na kolejnym spotkaniu w moim gabinecie przez kilkana(cid:286)cie dobrych minut Maria milczała. Potem bardzo cicho wyszeptała: — Przyszłam do ciebie w nadziei, (cid:298)e mnie wyleczysz. Zadałam jej pytanie: — Co teraz czujesz? Po chwili namysłu Maria powiedziała : — Jest mi bardzo smutno. — Mario, powiedz prosz(cid:266), co dla ciebie oznacza „bardzo smutno? Jestem zniech(cid:266)cona wszystkim? Straciłam zainteresowanie innymi lud(cid:296)mi?” — zapytałam. W gabinecie znów zapadła głucha cisza. Spokojnie zadałam kolejne pytanie: — Mario, co sprawia, (cid:298)e czujesz si(cid:266) smutna? 10 Pacjentka, patrz(cid:261)c gdzie(cid:286) w dal, bez kontaktu wzrokowego ze mn(cid:261), powiedziała: — Przyszło(cid:286)ć jest beznadziejna i nic tego nie zmieni. — Dlaczego wła(cid:286)nie tak my(cid:286)lisz? — Jestem nikomu nie potrzebna, nieudolna, wszystko robi(cid:266) (cid:296)le. Nic mi nie wychodzi. Potem milczała kilkana(cid:286)cie minut. Pozwoliłam jej zebrać my(cid:286)li, by otworzyła si(cid:266) dalej. — Nie potrafi(cid:266) poradzić sobie ze swoj(cid:261) bezgraniczn(cid:261) samotno(cid:286)ci(cid:261) i l(cid:266)kiem. My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e wła(cid:286)nie spotkała mnie kara za to, (cid:298)e byłam i jestem złym człowiekiem. Popełniłam straszne bł(cid:266)dy. Skrzywdziłam wiele najbli(cid:298)szych mi osób. Zawiodłam ich. Nie potrafi(cid:266) tak (cid:298)yć. Nie umiem tak (cid:298)yć. Nie chc(cid:266) ju(cid:298) (cid:298)yć. Czuj(cid:266) si(cid:266) bezsilna, jestem taka słaba. Najprostsze czynno(cid:286)ci sprawiaj(cid:261) mi wielk(cid:261) trudno(cid:286)ć. Nie mam nawet siły si(cid:266) ubrać. Nie pami(cid:266)tam, kiedy ostatnio ugotowałam jaki(cid:286) obiad dla m(cid:266)(cid:298)a. Nie wiem, kiedy co(cid:286) ostatnio jadłam. Nie pior(cid:266), nie sprz(cid:261)tam. Nie chodz(cid:266) na (cid:298)adne zakupy, bo i po co? — Mario, przecie(cid:298) masz dla kogo (cid:298)yć — odezwałam si(cid:266) z prawdziw(cid:261) trosk(cid:261) w głosie. Było mi jej (cid:298)al. Rozumiałam j(cid:261) doskonale. Razem z ni(cid:261) prze(cid:298)ywałam jej rozterki. Chocia(cid:298) nie raz na studiach i potem na sta(cid:298)u mówiono nam, (cid:298)e nie wolno wi(cid:261)zać si(cid:266) emocjonalnie z (cid:298)adnym pacjentem. To nieprofesjonalne, zdecydowanie nale(cid:298)y oddzielać prac(cid:266) zawodow(cid:261) od spraw prywatnych, inaczej grozi to niebezpiecze(cid:276)stwem wypalenia zawodowego, o którym coraz gło(cid:286)niej si(cid:266) mówi. Ja jednak te(cid:298) byłam kobiet(cid:261). Samotnie wychowywałam czteroletniego synka Adasia i nie wyobra(cid:298)ałam sobie, (cid:298)e mo(cid:298)e mnie kiedy(cid:286) opu(cid:286)cić. Moje (cid:298)ycie osobiste było burzliwe, wiele nieudanych zwi(cid:261)zków, rozwód po dwóch latach mał(cid:298)e(cid:276)stwa tu(cid:298) po narodzinach dziecka. My(cid:286)lałam jednak, co si(cid:266) stanie ze mn(cid:261), jaki scenariusz napisze moje (cid:298)ycie? Co b(cid:266)dzie, je(cid:286)li i mnie to samo spotka? Jak ja si(cid:266) b(cid:266)d(cid:266) wtedy czuć? Co b(cid:266)dzie, je(cid:286)li moje dziecko mnie opu(cid:286)ci? Czy sobie z tym poradz(cid:266), czy mo(cid:298)e podobnie jak Maria teraz b(cid:266)d(cid:266) musiała korzystać z porad kolegów po fachu. Nie chciałam nawet o tym my(cid:286)leć. Teraz najwa(cid:298)niejsza była pacjentka i jej problemy. Maria miała tendencj(cid:266) do uciekania w tematy zast(cid:266)pcze. Bała si(cid:266) swoich prawdziwych uczuć. Czekało nas du(cid:298)o pracy. Przynajmniej kilka dobrych lat terapii długoterminowej. Podczas kolejnych sesji pacjentka opowiadała o swoim pobycie w szpitalu. Mówiła o tym, jak podró(cid:298)uj(cid:261)c autobusem do miasta, w którym mie(cid:286)cił si(cid:266) szpital psychiatryczny, poznała pewn(cid:261) starsz(cid:261) kobiet(cid:266). — Poznały(cid:286)my si(cid:266) w drodze — opowiadała Maria. — Siedziały(cid:286)my obok siebie, na ko(cid:276)cu powoli jad(cid:261)cego w kierunku Wrocławia autobusu. W pewnym sensie były(cid:286)my na siebie skazane, bo có(cid:298) mo(cid:298)na robić przez cztery i pół godziny uci(cid:261)(cid:298)liwej jazdy. Niektórzy pasa(cid:298)erowie spali, inni czytali gazety i ksi(cid:261)(cid:298)ki. Jaka(cid:286) młoda matka uciszała swoje gło(cid:286)no płacz(cid:261)ce niemowl(cid:266). Pogoda była brzydka i deszczowa. Było zimno i nieprzyjemnie. W ko(cid:276)cu była jesie(cid:276). Widok zza szyb autobusu był ponury, przygn(cid:266)biaj(cid:261)cy i na pewno nie sprzyjał dobremu nastrojowi. Dlatego zapewne jesie(cid:276) i wiosna to dla niektórych osób okres depresji sezonowej. Nie min(cid:266)ło dziesi(cid:266)ć minut podró(cid:298)y, kiedy moja współpasa(cid:298)erka zapytała z zaciekawieniem: — Dok(cid:261)d pani jedzie? — Do samego Wrocławia — powiedziałam od niechcenia, bo nie miałam ochoty na (cid:298)adne pogaw(cid:266)dki. — Ja jad(cid:266) na pogrzeb mojej kuzynki Anny. Wie pani, straszne nieszcz(cid:266)(cid:286)cie, to był wypadek samochodowy. Miała zaledwie dwadzie(cid:286)cia siedem lat. Cała 11 rodzina bardzo to prze(cid:298)ywa — ze łzami w oczach wyszeptała kobieta. — Miała takie plany. Dopiero sko(cid:276)czyła studia, miała w przyszłym roku wyj(cid:286)ć za m(cid:261)(cid:298). Niech pani sama powie? Czy tak musiało być? Była taka radosna i pełna (cid:298)ycia. Długo jeszcze co(cid:286) mówiła o Bogu, o przeznaczeniu, o tym, (cid:298)e nie powinno to si(cid:266) stać. Ja jednak my(cid:286)lami byłam gdzie indziej. My(cid:286)lałam o swojej chorobie i o tym, co mnie czeka w szpitalu, w zupełnie obcym miejscu, z dala od m(cid:266)(cid:298)a i od domu. Wiedziałam, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) zmuszona sp(cid:266)dzić tam dwa najbli(cid:298)sze miesi(cid:261)ce, podczas których lekarze postawi(cid:261) wła(cid:286)ciw(cid:261) diagnoz(cid:266) i dobior(cid:261) odpowiednie leki. Persen i Deprim dost(cid:266)pny w aptece bez recepty nie dawał ju(cid:298) (cid:298)adnych efektów. Choroba rz(cid:261)dziła si(cid:266) swoimi prawami. W pewnym momencie jednak starsza pani sprawiła, (cid:298)e zacz(cid:266)łam jej słuchać. Opowiadała o swoim młodym trzydziestoletnim s(cid:261)siedzie, Krzysztofie, który nie wiadomo z jakich powodów popełnił samobójstwo dwa miesi(cid:261)ce temu. Istniały co prawda jakie(cid:286) spekulacje na ten temat, (cid:298)e mógł mieć kłopoty w pracy albo te(cid:298), (cid:298)e przyczyn(cid:261) mogły być kłopoty sercowe. Niektórzy twierdz(cid:261), (cid:298)e mo(cid:298)e chodziło o problemy finansowe, które, jak wiadomo, w dzisiejszych czasach prawie ka(cid:298)dy ma. Jednak jej przesłanie było jasne. Powiedziała zdanie, którego nie zapomn(cid:266) do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia i które b(cid:266)d(cid:266) sobie przypominać zawsze, gdy przyjd(cid:261) do mnie złe my(cid:286)li: — Niech pani zobaczy, jedni chc(cid:261) tak bardzo (cid:298)yć i nagle pan Bóg ich zabiera, a inni sami je sobie odbieraj(cid:261). Dlaczego to robi(cid:261), ja nigdy tego nie zrozumiem. Przecie(cid:298) to grzech. Choćby było nie wiem jak trudno, trzeba cierpliwie d(cid:296)wigać swój krzy(cid:298). Wie pani, ja ju(cid:298) swoje prze(cid:298)yłam. Nie raz było mi bardzo ci(cid:266)(cid:298)ko. Bywało, (cid:298)e nie miałam co do garnka wło(cid:298)yć, (cid:298)eby nakarmić dzieciaki. Cz(cid:266)sto nie miałam za co zapłacić rachunków. Było mi wstyd, lecz zmuszona byłam korzystać z opieki społecznej, aby prze(cid:298)yć. I wie pani co? Wtedy du(cid:298)o si(cid:266) modliłam. Mówiłam: „Panie Bo(cid:298)e, ty wiesz, co robisz, ile cierpienia mog(cid:266) znie(cid:286)ć, pomó(cid:298) mi w tych trudnych chwilach”. Słuchałam w zamy(cid:286)leniu tego, co mówi do mnie ta starsza do(cid:286)wiadczona przez los kobieta. Zadałam sobie wtedy pytanie: „Dlaczego nie potrafi(cid:266) si(cid:266) ju(cid:298) modlić, dlaczego straciłam wiar(cid:266) i nadziej(cid:266). Dlaczego (cid:298)ycie sprawia mi ból i doskonale rozumiałam tego młodego człowieka, o którym opowiadała starsza pani”. Czasem, gdy nie ma znik(cid:261)d pomocy, a człowiek nie radzi sobie sam ze sob(cid:261), a cierpienie jest nie do zniesienia, woli odej(cid:286)ć wierz(cid:261)c, (cid:298)e potem nie b(cid:266)dzie ju(cid:298) czuł wszechogarniaj(cid:261)cego bólu i pustki. Na kolejnych spotkaniach Maria wspominała pobyt w szpitalu. Ze szczegółami opisywała swój pierwszy dzie(cid:276): — Tu(cid:298) po przyje(cid:296)dzie do Wrocławia wezwałam taksówk(cid:266), bo nie znałam miasta i nie miałam poj(cid:266)cia jak dojechać do szpitala — wspominała Maria. — Gdy weszłam do izby przyj(cid:266)ć okazało si(cid:266), (cid:298)e przede mn(cid:261) jest spora kolejka oczekuj(cid:261)cych na wizyt(cid:266) u lekarza pacjentów. Była tam bardzo młoda dziewczyna, wygl(cid:261)dała na jakie(cid:286) trzyna(cid:286)cie-czterna(cid:286)cie lat. Była bardzo wychudzona, jakby ostatnie pół roku nic nie jadła. Na oko wa(cid:298)yła jakie(cid:286) trzydzie(cid:286)ci pi(cid:266)ć kilogramów. Skóra i ko(cid:286)ci… Pomy(cid:286)lałam, (cid:298)e cierpi na jadłowstr(cid:266)t psychiczny, czyli anoreksj(cid:266). — Maria powiedziała to ze łzami w oczach, bo (cid:298)al jej było tej dziewczyny. Przecie(cid:298) mogłaby na dobr(cid:261) spraw(cid:266) być jej córk(cid:261). — Młoda pacjentka była w towarzystwie jakiej(cid:286) kobiety, zapewne matki, która chodziła nerwowo po korytarzu tam i z 12 powrotem, od czasu do czasu wychodz(cid:261)c z budynku, pewnie na papierosa. Siedział tam jeszcze m(cid:266)(cid:298)czyzna w (cid:286)rednim wieku, du(cid:298)o młodszy ode mnie. Cały czas patrzył tempo w podłog(cid:266), jakby mo(cid:298)na było tam co(cid:286) dostrzec, oprócz starej wypłowiałej wykładziny z gumoleum. W poczekalni był jeszcze młody chłopak, wygl(cid:261)dał na studenta, miał chyba jakie(cid:286) tiki nerwowe, bo od czasu do czasu ruszał głow(cid:261) w praw(cid:261) stron(cid:266), jakby czuł przymus robienia tego. Tu(cid:298) obok mnie siedziała skromnie ubrana, przygn(cid:266)biona kobieta w moim wieku. Miała na sobie stary niemodny od lat sweter i dług(cid:261) czarn(cid:261) spódnic(cid:266). Jej włosy były zupełnie siwe, pewnie ze zmartwienia. Poniewa(cid:298) czas dłu(cid:298)ył si(cid:266) niemiłosiernie, zacz(cid:266)ły(cid:286)my ze sob(cid:261) rozmawiać na błahe tematy. (cid:297)e zimno, pada deszcz, wszyscy przez to maj(cid:261) kiepskie samopoczucie, zwłaszcza meteopaci, którzy, jak wiadomo, zmiany aury odczuwaj(cid:261) w sposób wyolbrzymiony, bo s(cid:261) bardzo wra(cid:298)liwi i przez to choruj(cid:261). Zwierzyłam si(cid:266) , (cid:298)e prze(cid:298)ywam załamanie nerwowe, z którym nie potrafi(cid:266) sobie poradzić. Powiedziałam, (cid:298)e całe (cid:298)ycie po(cid:286)wi(cid:266)ciłam swoim dzieciom i m(cid:266)(cid:298)owi, a teraz jestem zupełnie sama i nikt w rodzinie nie jest w stanie mi pomóc i zrozumieć, co czuj(cid:266). Mówiłam o tym, jak bardzo mi (cid:296)le, i o tym, (cid:298)e id(cid:266) wła(cid:286)nie do szpitala, wierz(cid:261)c, (cid:298)e mi pomog(cid:261) z tego wyj(cid:286)ć. — Niech pani si(cid:266) nie martwi — odrzekła moja rówie(cid:286)niczka. — Na pewno wszystko si(cid:266) uło(cid:298)y. Ja te(cid:298) mam córk(cid:266) w Irlandii, syn natomiast ju(cid:298) od pi(cid:266)ciu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, w Chicago. Od wyjazdu nie był ani raz w kraju. Podobno takie przepisy tam maj(cid:261). Mo(cid:298)e w tym roku przyjedzie. Na pocz(cid:261)tku te(cid:298) sobie nie radziłam z t(cid:261) my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)e dzieci mnie opu(cid:286)ciły. Ale one przecie(cid:298) maj(cid:261) prawo (cid:298)yć swoim własnym (cid:298)yciem. Na pewno wszystko b(cid:266)dzie dobrze — pocieszała mnie kobieta. — Wie pani co, czas jest najlepszym lekarzem. Leczy wszystkie rany. Te słowa sprawiły, (cid:298)e nieco si(cid:266) uspokoiłam. W ko(cid:276)cu przyszła kolej na mnie, piel(cid:266)gniarka po długim czasie oczekiwania zaprosiła mnie do gabinetu lekarskiego. Psychiatra, uwa(cid:298)nie obserwuj(cid:261)c moj(cid:261) reakcj(cid:266) i odpowiedzi, przytakiwał od czasu do czasu głow(cid:261), zapisuj(cid:261)c co(cid:286) w karcie Po kwadransie byłam ju(cid:298) na oddziale. Na szpitalnej sali, do której byłam przypisana, przebywały inne kobiety. Tego dnia poznałam Gra(cid:298)yn(cid:266). Wspierała mnie w ci(cid:266)(cid:298)kich chwilach, była dla mnie jak córka. Przyja(cid:296)nimy si(cid:266) do dzi(cid:286), dziel(cid:261)c si(cid:266) zarówno rado(cid:286)ciami (cid:298)ycia codziennego, jak i smutkami. Ł(cid:261)czy nas choroba i bezgraniczna wiara w wyzdrowienie. 13 Rozdział drugi. Sabina Pi(cid:261)tek 15.06.2008 Jest na (cid:286)wiecie taki rodzaj smutku, którego nie mo(cid:298)na wyrazić łzami. Nie mo(cid:298)na go nikomu wytłumaczyć. Nie mog(cid:261)c przybrać (cid:298)adnej postaci, osiada na dnie serca jak (cid:286)nieg podczas bezwietrznej nocy. (Haruki Murakami) Sabina, gdy j(cid:261) poznałam miała czterdzie(cid:286)ci sze(cid:286)ć lat. Była szczupł(cid:261), filigranow(cid:261) blondynk(cid:261) o pi(cid:266)knych, ale bardzo smutnych br(cid:261)zowych oczach. Nie wygl(cid:261)dała na swój wiek. Ubrana była w d(cid:298)insy i jasnobe(cid:298)owy modny sweterek, włosy miała zwi(cid:261)zane w ko(cid:276)ski ogon, tak jak to robi(cid:261) nastolatki. Przyszła do mojego gabinetu, gdy była w okresie remisji. Cierpiała na chorob(cid:266) afektywn(cid:261) dwubiegunow(cid:261), charakteryzuj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) wyst(cid:266)puj(cid:261)cymi naprzemiennie okresami depresji i manii. W fazie depresji porzucała całkowicie wszystkie swoje zaj(cid:266)cia i zainteresowania, nic nie sprawiało jej przyjemno(cid:286)ci, z niczego nie potrafiła si(cid:266) cieszyć, wszystko wywoływało płacz smutek i przygn(cid:266)bienie. Nie była to zwykła melancholia, jakiej do(cid:286)wiadcza czasami wielu ludzi, to przychodziło nagle i miało sił(cid:266) uderzenia gromu z jasnego nieba. Choroba rz(cid:261)dziła si(cid:266) swoim specyficznym, trudnym do zrozumienia rytmem. Była nieprzewidywalna. W trakcie fazy depresyjnej czas płyn(cid:261)ł bardzo wolno, godziny i minuty zdawały si(cid:266) być wieczno(cid:286)ci(cid:261), a (cid:286)wiat stawał si(cid:266) wtedy beznadziejny, ponury, pozbawiony sensu. W tym czasie Sabina miała problemy z podejmowaniem nawet najdrobniejszych decyzji dnia codziennego. Snuła si(cid:266) po domu w powyci(cid:261)ganym starym swetrze, z niemytymi od dwóch tygodni włosami, przedstawiała obraz n(cid:266)dzy i rozpaczy. Miała wszystkiego do(cid:286)ć, głowa zdawała si(cid:266) być ci(cid:266)(cid:298)ka jak stukilowy kamie(cid:276), nogi jak z ołowiu, potworne zm(cid:266)czenie, ka(cid:298)dy ruch sprawiał ból. Le(cid:298)ała najcz(cid:266)(cid:286)ciej na kanapie z nieruchom(cid:261) twarz(cid:261), patrz(cid:261)c t(cid:266)pym wzrokiem w (cid:286)cian(cid:266). Trudno jej było wytrzymać z sam(cid:261) sob(cid:261). Czuła si(cid:266) bezwarto(cid:286)ciowa, beznadziejna i nikomu nie potrzebna. Wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e ponosi kar(cid:266) za swoje grzechy z przeszło(cid:286)ci. My(cid:286)lała wtedy, (cid:298)e popełniła jakie(cid:286) (cid:286)miertelne grzechy wobec innych ludzi, (cid:298)e teraz wła(cid:286)nie musi to odpokutować. Wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e (cid:286)wiat jest zmieniony, odrealniony, nierzeczywisty, jak ze snu, albo jakby ogl(cid:261)dała jaki(cid:286) straszny film z ni(cid:261) w roli głównej. Nie wiedziała, czy jej si(cid:266) co(cid:286) (cid:286)ni, czy tak jest naprawd(cid:266). To dziwne i straszne uczucie. Patrz(cid:261)c na wszystko wokół siebie, odnosiła wra(cid:298)enie, jakby była odgrodzona jak(cid:261)(cid:286) wielk(cid:261) szyb(cid:261) oddzielaj(cid:261)c(cid:261) j(cid:261) od prawdziwego (cid:286)wiata, od rzeczywisto(cid:286)ci. Ten stan był jednak reakcj(cid:261) obronn(cid:261) jej organizmu. Odgrodziła si(cid:266) od (cid:286)wiata za pomoc(cid:261) pancernego szkła, bo broniła si(cid:266), nie chc(cid:261)c dopu(cid:286)cić do siebie rzeczywisto(cid:286)ci i realnego, prawdziwego (cid:286)wiata. Bała si(cid:266), l(cid:266)k sprawiał, (cid:298)e w swoim wyimaginowanym (cid:286)wiecie czuła si(cid:266) znacznie bezpieczniej. W naszej psychologicznej terminologii to zjawisko nosi miano derealizacji. Do głowy przychodziły złe obsesyjne, natr(cid:266)tne my(cid:286)li o tematyce samobójczej. Fantazjowała, w jaki sposób mo(cid:298)e odebrać sobie (cid:298)ycie. Czy łykn(cid:261)ć gar(cid:286)ć leków nasennych, 14 popijaj(cid:261)c alkoholem, czy podci(cid:261)ć sobie (cid:298)yły, czy lepiej byłoby skoczyć z mostu do wody, czy mo(cid:298)e lepiej byłoby powiesić si(cid:266) na starej akacji wieczorem w pobliskim parku. Bała si(cid:266) tych my(cid:286)li i jednocze(cid:286)nie nie umiała przestać ich sobie wyobra(cid:298)ać. Jakie(cid:286) bł(cid:266)dne, koszmarne koło, z którego sama nie potrafiła wyj(cid:286)ć. Wypierała dawne traumatyczne wspomnienia, nie dopuszczała do nich nikogo, nawet samej siebie. Gdyby tylko otworzyła si(cid:266), zaufała, wyrzuciła z siebie to, co j(cid:261) bolało i gn(cid:266)biło, byłoby jej z pewno(cid:286)ci(cid:261) l(cid:298)ej. Gdy wchodziła w drugi biegun choroby, rozsadzała j(cid:261) energia, mogła robić wiele rzeczy na raz i nie sprawiało jej to (cid:298)adnych trudno(cid:286)ci. Nie czuła zm(cid:266)czenia, mimo (cid:298)e potrzebowała bardzo mało snu, bo zawsze przecie(cid:298) było co(cid:286) do zrobienia. Szastała pieni(cid:266)dzmi, kupowała mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, a gdy brakowało gotówki, szła do banku po kredyty, nie martwi(cid:261)c si(cid:266) o to, czy zdoła je spłacić. Potrafiła całymi godzinami rozmawiać przez telefon, nie zwracaj(cid:261)c uwagi na rachunki. Była gadatliwa i wybuchała (cid:286)miechem z byle powodu, w rozmowie przeskakiwała z tematu na temat. Na pocz(cid:261)tku otoczenie postrzegało j(cid:261) bardzo pozytywnie jako dusz(cid:266) towarzystwa, sypała dowcipami jak z r(cid:266)kawa, była wesoła, towarzyska i beztroska. Miała zwariowane pomysły. Potem jednak zacz(cid:266)ło to być dla niej niebezpieczne. Zmieniała prac(cid:266) kilka razy w roku, wpadała w konflikt z otoczeniem, ze swoimi przeło(cid:298)onymi i kolegami w pracy, bo nikt nie nad(cid:261)(cid:298)ał za jej wybujał(cid:261) wyobra(cid:296)ni(cid:261). Wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e ma zawsze racj(cid:266), a jej pomysły s(cid:261) genialne, choć niemo(cid:298)liwe do realizacji. Gdy nikt nie pochwalał jej nierealnych planów, była rozgniewana i zupełnie nie potrafiła nad sob(cid:261) zapanować. Zawierała liczne przypadkowe znajomo(cid:286)ci. Ludzi poznanych godzin(cid:266) wcze(cid:286)niej na ulicy, w sklepie czy w pubie uwa(cid:298)ała za dozgonnych wiernych przyjaciół, którzy j(cid:261) doskonale rozumiej(cid:261). Była impulsywna, w ogóle nie zastanawiała si(cid:266) nad konsekwencjami i przeciwdziałaj(cid:261)cy kolejnym rzutom choroby. Zaburzenie, na które cierpiała Sabina ujawniło si(cid:266) znacznie wcze(cid:286)niej. Była wtedy bardzo młod(cid:261) dziewczyn(cid:261), u progu dorosłego (cid:298)ycia, na trzecim roku studiów. Ju(cid:298) w liceum miała pewne objawy chorobowe, lecz wtedy nikt nie zwrócił na to uwagi. Rodzice mówili: „Wyro(cid:286)nie z tego, to przecie(cid:298) taki ciel(cid:266)cy wiek”. Wszak normalne jest, (cid:298)e u nastolatków szalej(cid:261) hormony i czasem zachowuj(cid:261) si(cid:266) nieodpowiednio. Sabina chodziła na wagary, próbowała narkotyków, miała problemy z nauk(cid:261). Czasami zdarzało jej si(cid:266), ku rozpaczy rodziców, (cid:298)e nie wracała na noc do domu. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, (cid:298)e mo(cid:298)e to być choroba. Wszyscy mówili, (cid:298)e wyro(cid:286)nie z tego, wydoro(cid:286)leje, zm(cid:261)drzeje. Potem, kiedy miała dwadzie(cid:286)cia cztery lata, Sabina wpadła w ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) depresj(cid:266). Wtedy te(cid:298) my(cid:286)lano, (cid:298)e pewnie jest przeci(cid:261)(cid:298)ona nauk(cid:261), (cid:298)e na pewno ma za du(cid:298)o na głowie. Poza tym dwadzie(cid:286)cia lat temu nie mówiło si(cid:266) tak gło(cid:286)no jak teraz o depresji. Ojciec mówił, (cid:298)e po prostu jest leniwa i nie chce si(cid:266) jej si(cid:266) studiować. Zagroził nawet, (cid:298)e nie da pieni(cid:266)dzy na utrzymanie i wynajmowanie stancji. Sabina miała ochot(cid:266) rzucić studia, nie dawała sobie rady z niczym. swoich poczyna(cid:276). Terapia miała mieć efekt podtrzymuj(cid:261)cy Zawaliła rok. Potem jeszcze przez dziesi(cid:266)ć lat zmieniała uczelnie i kierunki studiów, robi(cid:261)c magisterk(cid:266) „po kawałku”. Przez prawie dwa miesi(cid:261)ce w ogóle nie wychodziła z domu. Dopadał j(cid:261) paniczny strach przed lud(cid:296)mi, przed zgiełkiem, tłumem. Poza tym wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e j(cid:261) kto(cid:286) (cid:286)ledzi. Czuła na sobie czyj(cid:286) wzrok, mimo (cid:298)e nikogo mogło nie być w pobli(cid:298)u. Prawie nie jadła. Schudła wtedy pi(cid:266)tna(cid:286)cie kilo. Pocieszenia szukała w alkoholu i papierosach. Piła w samotno(cid:286)ci, (cid:298)eby zagłuszyć cierpienie i rozpacz. Łykała zbyt du(cid:298)e ilo(cid:286)ci leków nasennych przepisywanych 15 wtedy przez lekarza pierwszego kontaktu z przychodni rejonowej, od których po pewnym czasie si(cid:266) uzale(cid:298)niła. Mieszanka alkoholu z lekami była bardzo niebezpieczna. Groziła nawet (cid:286)mierci(cid:261). Sabina miała skłonno(cid:286)ci autodestrukcyjne, na poziomie (cid:286)wiadomym truła si(cid:266), a gł(cid:266)boko w pod(cid:286)wiadomo(cid:286)ci wołała o pomoc, która znik(cid:261)d nie nadchodziła. Codzienne czynno(cid:286)ci były nie lada wyczynem. Czasami bywało tak, (cid:298)e nie miała siły nastawić sobie wody na herbat(cid:266). W zlewozmywaku pi(cid:266)trzyły si(cid:266) brudne naczynia. Od czasu do czasu przyje(cid:298)d(cid:298)ała matka, przywo(cid:298)(cid:261)c co(cid:286) do zjedzenia i sprz(cid:261)taj(cid:261)c bałagan w mieszkaniu. Patrzyła ze smutkiem i łzami w oczach na swoj(cid:261) nieszcz(cid:266)(cid:286)liw(cid:261) córk(cid:266). Ubolewała, jak to matka, nad losem swojego dziecka, ale nie wiedziała, jak jej mo(cid:298)e pomóc. Jednak pewnego dnia Sabina wstała z łó(cid:298)ka. Wszystko nagle odeszło w niepami(cid:266)ć, jakby było jakim(cid:286) koszmarnym snem, z którego wła(cid:286)nie si(cid:266) przebudziła. Czuła si(cid:266) jak nowonarodzona. Od rana była radosna jak skowronek, nawet nuciła sobie piosenki. Nagle wszystko odeszło w niepami(cid:266)ć, a to, co si(cid:266) z ni(cid:261) jeszcze niedawno działo, zdawało si(cid:266) być jakim(cid:286) koszmarnym snem, z którego wreszcie si(cid:266) obudziła. Sabina tego dnia zało(cid:298)yła na siebie swoj(cid:261) najlepsz(cid:261) sukienk(cid:266) w kolorze czerwonego wina i buty na wysokich obcasach. Zrobiła staranny makija(cid:298). Wyszła z domu. (cid:285)wiat nale(cid:298)ał do niej. U(cid:286)miechała si(cid:266) do wszystkich napotkanych ludzi na ulicy. Była szcz(cid:266)(cid:286)liwa, beztroska, patrzyła optymistycznie na otaczaj(cid:261)c(cid:261) j(cid:261) rzeczywisto(cid:286)ć. Była nazbyt (cid:286)miała i nazbyt wyzywaj(cid:261)ca swoim sposobem bycia. Było gor(cid:261)ce lato, w ogródkach kawiarnianych siedzieli ludzie, pij(cid:261)c piwo i jedz(cid:261)c lody, patrzyli jak idzie, pi(cid:266)kna młoda, roze(cid:286)miana kobieta. Nikt by nawet nie przypuszczał, (cid:298)e tydzie(cid:276) wcze(cid:286)niej była wrakiem człowieka z my(cid:286)lami samobójczymi. Choroba jednak rz(cid:261)dzi si(cid:266) swoimi nieprzewidywalnymi prawami, niezale(cid:298)nymi od sytuacji zewn(cid:266)trznych. Jest niespodziewana, nieoczekiwana i niebezpieczna. Nie wiadomo było, kiedy nast(cid:261)pi znowu ostra zmiana faz. Raz górka, raz dołek, jak na karuzeli, która nigdy si(cid:266) nie zatrzymuje. Człowiek wtedy nie wie sam, czego si(cid:266) mo(cid:298)e po sobie spodziewać, nie wierzy sam sobie, nie ma do siebie zaufania, boi si(cid:266) panicznie, nigdy nie mo(cid:298)e być pewnym swojego nastroju. W porównaniu z ostatnimi tygodniami jej (cid:298)ycia, teraz znajdowała si(cid:266) w dziwnym granicz(cid:261)cym z eufori(cid:261) stanie. My(cid:286)lała, (cid:298)e zdoła zbawić (cid:286)wiat. Miała tysi(cid:261)c my(cid:286)li na minut(cid:266), milion planów i pomysłów. Czuła si(cid:266) pi(cid:266)kna, po(cid:298)(cid:261)dana przez wszystkich, uwielbiana i kochana. Nie obowi(cid:261)zywały j(cid:261) (cid:298)adne zasady, czuła, (cid:298)e mo(cid:298)e wszystko, (cid:298)e jest jak(cid:261)(cid:286) bogini(cid:261), wiedziała, (cid:298)e ma jak(cid:261)(cid:286) wa(cid:298)n(cid:261) misj(cid:266) do spełnienia. Robiła sto rzeczy na raz, tyle miała w sobie energii jak po wypiciu dziesi(cid:266)ciu butelek Red Bulli. Co(cid:286) z wielk(cid:261) sił(cid:261) pchało j(cid:261) do przodu. Je(cid:286)liby mo(cid:298)na porównać jej stan do jazdy samochodem, było to jakie(cid:286) 200 km na godzin(cid:266) bez patrzenia na znaki drogowe, warunki pogodowe czy policj(cid:266) drogow(cid:261). Nie było (cid:298)adnych zakazów, (cid:298)adnych zahamowa(cid:276). Morze alkoholu wypijanego na imprezach z przypadkowo poznanymi lud(cid:296)mi, a do tego jeszcze w samotno(cid:286)ci łykanie (cid:286)rodków uspakajaj(cid:261)cych. Kilkudniowe bezsenne noce. Stany, jakby przez kilka dni brała amfetamin(cid:266), nielegalny doping, z którym jej organizm nie mógł sobie sam poradzić. Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z któr(cid:261) nie wie, co zrobić, cz(cid:266)sto popełnia głupstwa, których potem (cid:298)ałuje. Kredyty, których nie powinno si(cid:266) zaci(cid:261)gać, długi u ró(cid:298)nych osób i w ró(cid:298)nych instytucjach, zadłu(cid:298)one karty kredytowe, niepotrzebne, nieprzemy(cid:286)lane zakupy, nierozs(cid:261)dne znajomo(cid:286)ci i przelotne romanse. Ludzie przestaj(cid:261) za nim nad(cid:261)(cid:298)ać. Człowiek wtedy traci kontrol(cid:266) nad swoim (cid:298)yciem, my(cid:286)lami i zachowaniem. Potem przychodzi refleksja, gwałtowne spadanie w dół, w przepa(cid:286)ć, nienawi(cid:286)ć do samego siebie, obrzydzenie, niesmak, potworne wyrzuty sumienia z powrotem to samo, depresja. I tak 16 wkoło, zwariować mo(cid:298)na, bł(cid:266)dne koło. (cid:297)ycie przypomina koszmarn(cid:261) sinusoid(cid:266), karuzel(cid:266), raz na górze, raz na dole, człowiek wtedy t(cid:266)skni za stabilnym nastrojem, jaki maj(cid:261) inni ludzie. 17 Rozdział trzeci. Małgorzata Wtorek 02.07.2008 Trzeba prze(cid:298)yć wszystko co jest nam dane, cał(cid:261) rado(cid:286)ć i cały smutek. Nie wolno nam si(cid:266) od tego uchylić. Nie prze(cid:298)yty smutek, przed którym uciekli(cid:286)my, i tak nas dopadnie. (Hanna Krall) Przez ostatnie noce Małgorzata nie mogła spać. W my(cid:286)lach przewijały jej si(cid:266) dawne wspomnienia, taki osobisty rachunek sumienia. Którego(cid:286) dnia pacjentka przyszła do mojego gabinetu. Zdecydowała si(cid:266) opowiedzieć swoj(cid:261) histori(cid:266). Dla niej było to bardzo wa(cid:298)ne, (cid:298)e wreszcie wyrzuci z siebie to, co j(cid:261) boli. Był to dla niej rodzaj oczyszczenia. Miałam trudne zadanie podró(cid:298)ować z ni(cid:261) w gł(cid:261)b jej duszy, lecz ona była przewodniczk(cid:261), bo to było jej wn(cid:266)trze. Przypominało to jak(cid:261)(cid:286) niezbadan(cid:261), odległ(cid:261) w czasie podró(cid:298) kosmiczn(cid:261), w której ona leciała statkiem i mówiła, co widzi, a ja z ziemi monitorowałam jej lot, aby bezpiecznie powróciła na Ziemi(cid:266). Zapytałam j(cid:261) o jej dzieci(cid:276)stwo. Rodzice byli wobec niej bardzo wymagaj(cid:261)cy. Nie zawsze udawało si(cid:266) jej spełniać ich oczekiwania, co sprawiało, (cid:298)e czuła si(cid:266) (cid:296)le. W domu panowała dyscyplina i rygor, zakazy i nakazy jak w wojsku. Matka zapewne miała osobowo(cid:286)ć obsesyjno-kompulsywn(cid:261), była perfekcjonistk(cid:261), wszystko w domu musiało mieć swoje miejsce, nadmiernie dbała porz(cid:261)dek, kosztem dobrej atmosfery w domu. Mówiła, (cid:298)e pami(cid:266)ta jak przez mgł(cid:266) matk(cid:266), która miała obsesj(cid:266) na punkcie czysto(cid:286)ci w domu. Zawsze wpadała w furi(cid:266), gdy widziała bałagan czy porozrzucane zabawki i ksi(cid:261)(cid:298)ki. Ojciec te(cid:298) cz(cid:266)sto na ni(cid:261) krzyczał i stosował kary cielesne. Małgosia bezgranicznie ufała swoim rodzicom, lecz nie czuła si(cid:266) przy nich szcz(cid:266)(cid:286)liwa i bezpieczna. Na co dzie(cid:276) towarzyszyły jej uczucia zło(cid:286)ci i roz(cid:298)alenia. To spowodowało zaburzenia w poczuciu własnej warto(cid:286)ci Małgorzaty. Sprzeczne komunikaty, jakie otrzymywała od rodziców, podwa(cid:298)ały warto(cid:286)ć małego wtedy dziecka. Starała si(cid:266) sprostać wygórowanym wymaganiom rodziców i szkoły, poniewa(cid:298) my(cid:286)lała, (cid:298)e tylko w taki sposób poczuje si(cid:266) warto(cid:286)ciowa i kochana. Na jednym ze spotka(cid:276) Małgorzata opowiedziała mi o pewnym wydarzeniu, które jej utkwiło w pami(cid:266)ci z dzieci(cid:276)stwa. Miała wtedy trzy, mo(cid:298)e cztery lata. Przyszła wtedy do niej kuzynka, Ania, o rok starsza. Mówiła, (cid:298)e bardzo si(cid:266) lubiły razem bawić. Były szcz(cid:266)(cid:286)liwe i radosne, odkrywaj(cid:261)c razem (cid:286)wiat, nie b(cid:266)d(cid:261)c (cid:286)wiadomymi jeszcze, co jest dobre, a co złe. Bawiły si(cid:266) w pokoju, najpierw zabawkami, potem w chowanego. Nie maj(cid:261)c (cid:298)adnych złych zamiarów, nie chc(cid:261)c przecie(cid:298) niczego zepsuć, przez zupełny przypadek w czasie zabawy Małgosia stłukła du(cid:298)y malowany, ulubiony wazon swojej mamy, który stał na starej rodzinnej komodzie. Stało si(cid:266) — zepsuła wazon, lecz nie zrobiła przecie(cid:298) tego naumy(cid:286)lnie, nie raz zdarzało jej si(cid:266) zepsuć jak(cid:261)(cid:286) zabawk(cid:266) i nikt z tego nie robił afery. Nie chciała zrobić swojej mamie na zło(cid:286)ć ani tym bardziej jej zranić. Gdy mama przyszła z pracy, wpadła w szał. 18 Widocznie musiała mieć zły dzie(cid:276) i w ten sposób odreagowała na własnym dziecku. Chwyciła mał(cid:261) Małgosi(cid:266) i z całej siły zacz(cid:266)ła j(cid:261) bić. Dla Małgorzaty było to nie poj(cid:266)te, niezrozumiałe i niesprawiedliwe. Mama przyszła bardzo zdenerwowana, napi(cid:266)ta, sfrustrowana i po prostu wyładowała zło(cid:286)ć, rani(cid:261)c przy tym zarówno fizycznie, jak i psychicznie swoj(cid:261) córk(cid:266). Małe dziecko ufa swojej matce bezgranicznie, chce z ni(cid:261) cały czas przebywać, bawić si(cid:266), chodzić na spacery, matka ma chronić swoje dziecko, aby nie stała mu si(cid:266) (cid:298)adna krzywda. W tym momencie zostało zachwiane całkowicie poczucie bezpiecze(cid:276)stwa małej Małgosi. Stało si(cid:266) co(cid:286) niewiarygodnego, co(cid:286) co nigdy nie powinno mieć miejsca. Nie wiedziała, dlaczego tak si(cid:266) stało, długo jeszcze w tym dniu płakała. Wazon, kawałek jakie(cid:286) gliny, skorupa okazała si(cid:266) dla jej matki wa(cid:298)niejsza od niej samej, od jej własnego dziecka. Pami(cid:266)ta t(cid:266) sytuacj(cid:266) do dzi(cid:286), bo to j(cid:261) zraniło, miała poczucie wyrz(cid:261)dzonej krzywdy, i to przez najbli(cid:298)sz(cid:261) osob(cid:266). To było niesprawiedliwe, krzywdz(cid:261)ce, pozbawione jakiegokolwiek sensu. Co(cid:286), co nigdy nie powinno si(cid:266) zdarzyć. Takich zdarze(cid:276) jak to Małgosia prze(cid:298)yła jeszcze wiele. Do dzi(cid:286) (cid:298)yje z poczuciem winy, ma gł(cid:266)bokie psychiczne rany, urazy z dzieci(cid:276)stwa, (cid:298)e to przez ni(cid:261) mama tak si(cid:266) zachowywała. Ona była zdolna do wszystkiego i nie potrafiła zapanować nad swoim gniewem i zło(cid:286)ci(cid:261), sama miała powa(cid:298)ne problemy emocjonalne, widocznie kto(cid:286) te(cid:298) j(cid:261) nauczył kiedy(cid:286) przemocy… Małgorzata odsłoniła przede mn(cid:261) w tym dniu dawno wyparte wspomnienia, rozdrapała bolesn(cid:261), krwawi(cid:261)c(cid:261) ran(cid:266), która pozostała na jej psychice. Jedyn(cid:261) blisk(cid:261) osob(cid:261) w rodzinie, była jej babcia, choć te(cid:298) nie miała łatwego (cid:298)ycia, bo m(cid:261)(cid:298), czyli dziadek Małgosi był nałogowym alkoholikiem. To do niej uciekała i tuliła si(cid:266) w jej ramionach, ilekroć było jej (cid:296)le. Opowiadała o swoich problemach w szkole i w domu. Babcia słuchała ze zrozumieniem i patrzyła ze współczuciem swoimi m(cid:261)drymi niebieskimi oczami, które niejedno w (cid:298)yciu ju(cid:298) widziały. W szkole podstawowej Małgosia była szarym, nie wyró(cid:298)niaj(cid:261)cym si(cid:266) z grupy przeci(cid:266)tnym dzieckiem. Uczyła si(cid:266) bardzo słabo, co było niezgodne z oczekiwaniami rodziny. Matka z ojcem chcieli, (cid:298)eby ich jedyne dziecko było najlepsze w klasie, (cid:298)eby zostało w przyszło(cid:286)ci lekarzem albo prawnikiem. Małgosia nie miała przyjaciół, kolegów. Chyba nie była lubiana i akceptowana przez rówie(cid:286)ników. Szkoła przez to bardzo j(cid:261) stresowała. Nie lubiła do niej chodzić. Była zamkni(cid:266)tym w sobie dzieckiem. Matka ci(cid:261)gle miała zastrze(cid:298)enia do jej wygl(cid:261)du, sposobu ubierania si(cid:266). Mówiła: „Jeste(cid:286) za chuda”, a innym razem: „O widz(cid:266), (cid:298)e troch(cid:266) przytyła(cid:286), nie jedz tyle, bo ci(cid:266) nikt nie b(cid:266)dzie chciał”. W wieku trzynastu lat zacz(cid:266)ła si(cid:266) drastycznie odchudzać. Odwodniona wyl(cid:261)dowała na
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Z pamiętnika psychoanalityka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: