Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00357 005579 13106845 na godz. na dobę w sumie
Zagadkowa pielęgniarka - ebook/pdf
Zagadkowa pielęgniarka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875550 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Eliza niczym magnes przyciąga mężczyzn o złamanych sercach, którzy jednak szybko ją rzucają. Gdy spotkała przystojnego doktora Jacka Dancera, zorientowała się, że historia ma szansę się powtórzyć. Mimo to nie potrafi mu się oprzeć. Spędzają razem noc. Kiedy następnego dnia Jack wita ją jak obcą kobietę, Eliza jest załamana. Tym razem jednak postanawia przekuć swoją rozpacz w działanie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Fiona McArthur Zagadkowa pielęgniarka Tłumaczyła Iza Kwiatkowska Droga Czytelniczko! Oto nasze propozycje na maj: Ocalone małz˙eństwo (Medical Duo) – Liv i Adam bardzo kochali swego syna, totez˙ mimo z˙e się rozwiedli, starali się pozostawać ze sobą w przyjaźni... Blisko czy daleko (Medical Duo) – Joe nie wierzył, by jakakolwiek kobieta zdołała unieść cięz˙ar, który on sam uwaz˙ał za przytłaczający; Zagadkowa pielęgniarka (Medical) – Eliza była zaprzeczeniem jego ideału kobiety, a jednak coś go do niej przyciągało... Dobrana para (Medical) – Ryan zakochał się w Holly bez pamięci, ona jednak długo nie chciała przyjąć tego do wiadomości... Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Fiona McArthur Zagadkowa pielęgniarka Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: The Doctor’s Surprise Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2006 by Fiona McArthur ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3814-2 Indeks 325260 MEDICAL – 382 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Czy siostra źle się czuje? – zaniepokoił się Jack Dancer, kierownik szpitala w Bellbrook oraz praktycz- nie jedyny lekarz w tej placówce. Przechyliwszy na bok głowę, usilnie starał się dopasować rozległe kwa- lifikacje siedzącej przed nim kobiety do jej drobnej sylwetki oraz młodego wieku. Trzeba co najmniej dziesięciu lat, by dorobić się tylu dyplomów, pomyś- lał. Ona tymczasem wygląda jak leśna nimfa, która z kamiennym spokojem taksuje go wzrokiem spod przymkniętych powiek. Teraz, kiedy Mary odchodzi, szpital rozpaczliwie potrzebuje talentów tej kobiety. Z niekłamanym podziwem przyglądał się kandy- datce skierowanej do Bellbrook przez agencję pro- wadzoną przez jego kuzynkę. Co tknęło Julie, by przysłać tu tę Elizę May? – Czuję się doskonale – odparła. Mówiła cicho, ale w jej głosie dźwięczała nuta sta- nowczości. Eliza wyprostowała się, przez co naresz- cie zobaczył jej oczy. Ten widok go poraził. O rany, takie zielone i kuszące. Ze złotą obwódką. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Wziął głęboki oddech i odwaz˙nie powiódł spojrzeniem po pełnych wargach, lekko zadartej brodzie i dekolcie. Co się z nim dzieje?! 6 FIONA MCARTHUR – Proszę mówić, doktorze – ponaglała go rzeczo- wym tonem. Ona nie nalez˙y do krainy elfów, przeszło mu przez głowę. Poskromił swoją wyobraźnię... oraz libido. Ta kobieta tryska energią, więc byłby idiotą, gdyby ja- kimś niestosownym gestem pozbawił szpital tak fa- chowej siły. Precz z głupimi myślami. Drugi raz nie wolno mu tak zareagować. Tylko Eliza May zgłosiła się na miejsce Mary. Jest dynamiczna i wysoko wykwalifikowana, mimo z˙e tro- chę przypomina kameleona. No, nieco urozmaicenia się przyda, zwłaszcza gdy od czasu do czasu szpital pogrąz˙a się w chaosie. Teraz czekają na niego pacjenci w przychodni, a Mary, jego szwagierka, juz˙ miesiąc temu powinna była pójść na urlop macierzyński. Co więcej, kuzynka Julie twierdzi stanowczo, z˙e na Elizie moz˙na polegać. Odchrząknął. – W takim razie – powiedział, nie patrząc na nią – jak tylko znajdziemy naszą siostrę przełoz˙oną, prze- kaz˙ę panią pod jej opiekę. Ona wszystko pani pokaz˙e, a my zobaczymy się dopiero przed wieczornym ob- chodem. – Dobrze – odrzekła półgłosem, a on az˙ zamrugał. Dobrze, z˙e nie będzie go oglądała az˙ do wieczora, czy z˙e przełoz˙ona oprowadzi ją po szpitalu? Nie podobało mu się z˙adne z tych wyjaśnień. Gdy szli do wyjścia ze szpitala, z zaciekawieniem spoglądał z góry na tę nową pielęgniarkę, która sięgała mu led- wie do ramienia. Mimo to dzielnie dotrzymywała mu kroku, wręcz frunęła na niewidzialnych skrzydłach. ZAGADKOWA PIELĘGNIARKA 7 – Gdzieś się pali? – zapytała, unosząc jedną brew. Nie mógł się nie uśmiechnąć. – Zrozumiałem. – Zwolnił. – Zapomniałem, z˙e sio- stra ma krótsze nogi niz˙ ja. – Tak mi się wydawało – ucięła, a on pojął, z˙e ją irytuje oraz z˙e ona ani trochę nie jest speszona jego obecnością. To chyba dobrze? Ucieszył się na widok Mary. Siostra Mary McGuiness miała pyzatą twarz i bar- dzo obfite kształty, ale zawdzięczała je głównie za- awansowanej ciąz˙y. Mary była częścią tego szpitala. Nikt z personelu nie wyobraz˙ał sobie, by ktoś mógł ją zastąpić. Jack miał nadzieję, z˙e Eliza May choć w po- łowie będzie taka dobra jak jego szwagierka. Przedstawił sobie obie panie, po czym oddalił się z uczuciem ulgi. Przede wszystkim spieszył się do pacjentów w przychodni, ale tez˙ postanowił jak naj- prędzej zadzwonić do kuzynki, by dowiedzieć się cze- goś więcej o Elizie May. Od lat z˙adna kobieta tak go nie zaintrygowała. – Mary, zostawiam siostrę Elizę pod twoją opieką. Jak juz˙ ją oprowadzisz po szpitalu, masz natychmiast iść do domu i się połoz˙yć. Mary, to są zalecenia pana doktora! – Skinął Elizie głową. – Powodzenia. Proszę dzwonić do przychodni, jak będzie siostra miała jakieś wątpliwości. Eliza uśmiechnęła się blado. Po moim trupie, po- myślała. Postanowiła trzymać się z daleka od męz˙- czyzn takich jak doktor Dancer, a juz˙ na pewno nie zamierza być od niego zalez˙na. Czuła, z˙e doktorowi Dancerowi juz˙ teraz pozwo- liłaby złamać sobie serce. Wystarczy, z˙e facet ma 8 FIONA MCARTHUR problemy emocjonalne, a taką wariatkę jak ona juz˙ do niego ciągnie. Tymczasem on po dwóch miesiącach spędzonych z nią oświadczy się... innej. – To jest twoje biuro – mówiła Mary, najwyraźniej obojętna na urok Jacka Dancera. – Po co mi biuro? – Eliza odwzajemniła ciepły uśmiech Mary, bo w tej dziewczynie było coś, co rozgrzało jej zimne od lat serce. Mary nikogo nie zawiedzie. – Układanie planów dyz˙urów – wyliczała cierpli- wie Mary – szukanie zastępstwa, gdy zachoruje któraś pielęgniarka, przyjmowanie przedstawicieli firm farmaceutycznych, wywiady dla prasy i, nie daj Boz˙e, konieczność zapanowania nad sytuacjami kryzysowymi... zamawianie leków, – O matko! – roześmiała się Eliza. Zaskoczył ją ten śmiech, poniewaz˙ od jakiegoś cza- su w ogóle się nie śmiała. Tutaj, w tym prowincjonal- nym szpitalu, jest zupełnie inaczej. Panuje tu atmo- sfera ciepła i otwartości, czego przykładem moz˙e być ta cięz˙arna. – Jestem przekonana, z˙e to wszystko poczeka do twojego powrotu, ale faktycznie, osobny pokój się przyda. – Wyjrzała na korytarz prowadzący do części szpitalnej. – Idziemy dalej – oznajmiła Mary, wychodząc z biura. – Mamy dwa oddziały, w kaz˙dym po dwa pokoje oraz cztery pokoje jednoosobowe z łazienką. Wybudowaliśmy to skrzydło dzięki darowiźnie prze- kazanej przez wdzięcznego pacjenta. Pokoje były jasne i w dwóch lez˙eli pacjenci. lśniące czystością. Tylko ZAGADKOWA PIELĘGNIARKA 9 W pierwszym Mary przedstawiła Elizę dwóm męz˙- czyznom. Młodszy miał ręce zabandaz˙owane od pal- ców az˙ po pachy. – Joe rozpalał ognisko benzyną. – Mary potrząs- nęła głową, poruszona jego głupotą. – Teraz wymaga szczególnej opieki, bo ma unieruchomione ręce. Po- winien zostać w szpitalu w Armidale, ale doktor Dan- cer ma duz˙e doświadczenie w dziedzinie oparzeń, więc pozwolono mu wrócić do nas. Za kilka dni go wypiszemy. – Jak miałam sześć lat – odezwała się Eliza – spad- łam z konia i złamałam sobie ręce. Przez sześć tygodni nic nie mogłam nimi zrobić. Bardzo panu współczuję. Męz˙czyzna westchnął. – Siostra to chyba naprawdę rozumie. – Nasz drugi pacjent to Keith. – Mary uśmiechnęła się do ogorzałego i pomarszczonego siedemdziesię- ciolatka. – Keith jest oborowym. Miał perforację wy- rostka, ale nikomu się nie przyznał. O mało nie przy- płacił tego z˙yciem. Zatrzymaliśmy go trochę dłuz˙ej, z˙eby nie wracał od razu do cięz˙kiej pracy. – Mary przyjrzała mu się uwaz˙niej. – I chyba jeszcze nie naj- lepiej się czuje. – Niech siostra nie przesadza. – Jego chropowaty głos przypomniał Elizie o ojcu. Uścisnął jej dłoń. – Witam siostrę w Joego i swoim imieniu. Kontakt z chłodną i spracowaną ręką tego człowie- ka skierował jej myśli na zalety z˙ycia na prowincji. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jej tego brakowało. O nie, nigdy nie porzuci miasta na stałe, bo niektóre aspekty wiejskiej egzystencji napawają ją przeraz˙eniem. 10 FIONA MCARTHUR Małe miasteczko, plotki, wszyscy są ze sobą spok- rewnieni. Dorastała w takiej miejscowości i z niechę- cią myślała o czasach, kiedy matka ich porzuciła. Ojciec zamknął się wówczas w domu przed ludzkimi językami, a zarazem przed jej kolez˙ankami. Była wte- dy strasznie samotna. Lepiej o tym nie myśleć. I nie pozwolić się wciągnąć w małomiasteczkowe klimaty. Powiedziała to nawet Julie, szefowej agencji za- trudniającej pielęgniarki. – Obawiam się, z˙e w Bellbrook będzie strasznie duszno. Julie jednak wskazała na istotną zaletę tej pracy. – Zauwaz˙, z˙e będziesz tam miała do czynienia tyl- ko z jednym lekarzem – stwierdziła. Dopiero teraz Eliza przypomniała sobie, z˙e Julie nie patrzyła jej wtedy w oczy. – Mam nadzieję, z˙e spodoba się tu siostrze – po- wiedział staruszek. W drugim pokoju lez˙ała kobieta po porodzie. – Elizo, poznaj Janice oraz jej synka Newmana. Janice urodziła przez cesarskie cięcie w Armidale. U nas wraca do siebie. – Gratuluję ci, Janice, takiego ślicznego synka. – Eliza pogładziła rączkę noworodka. Musi zajrzeć do karty tej pacjentki, bo połoz˙nictwo bardzo ją interesuje. Jej wyjątkowo nieudany narzeczony Alex nawet nie chciał słuchać o niemowlętach, więc jakiś czas temu postanowiła zamiast na połoz˙nictwie skoncentrować się na internie, by przeczekać, az˙ jej luby dojrzeje do rozmawiania o dzieciach. Mimo to tęskniła do pracy z cięz˙arnymi i noworodkami. ZAGADKOWA PIELĘGNIARKA 11 Jeśli nie jest jej pisane wyjść za mąz˙, mogłaby, gdyby zdecydowała się na połoz˙nictwo, poświęcić się opiece nad dziećmi innych kobiet. – Newman jest bardzo grzeczny. – Młoda matka nie ukrywała zachwytu. Eliza zauwaz˙yła, z˙e Mary kładzie dłoń na swoim brzuchu. Na pewno nie moz˙e się doczekać, kiedy i ona będzie miała dziecko. Kątem oka szacowała, czy daleko jej do rozwiązania. Nie wolno spuścić jej z oka, bo w opinii Elizy Mary moz˙e urodzić w kaz˙- dej chwili. Moz˙e dlatego Julie tak ją namawiała na to zastęp- stwo? – Duz˙o macie takich pacjentek? – zapytała, gdy minęły dwa kolejne puste pokoje. – Trzy, cztery w miesiącu. Są u nas przez dwa, trzy dni, czasami dłuz˙ej. – Czy zdarzają się wam nieprzewidziane porody? Mary uśmiechnęła się. – Zdarzają się nam takie podbramkowe sytuacje – odrzekła – ale Jack ma tyle roboty, z˙e cięz˙arne tuz˙ przez rozwiązaniem woli kierować do miasta. – Znala- zły się teraz w przestronnej jadalni. – W tym skrzydle przebywają nasi pacjenci w podeszłym wieku. Jak mają siły, jedzą posiłki w tej sali razem z innymi. Zatrzymały się przy stanowisku pielęgniarek, gdzie czekały na nie dwie identyczne ciemnowłose kobiety. Po chwili dołączyła do nich trzecia, nieco młodsza. Witając się z Elizą, patrzyły na nią uwaz˙nie, bez wąt- pienia porównując ją z Mary. – Mamy cztery wspaniałe dochodzące pielęgniarki – wyjaśniła Mary. – Stanowią nasze wsparcie na 12 FIONA MCARTHUR poszczególnych zmianach. To jest Vivian – Mary wskazała na tę młodszą – która dzisiaj pracuje z tobą. Eliza uśmiechnęła się do pielęgniarki, ale w tej samej chwili rozdzwonił się dzwonek któregoś z pac- jentów. – Witaj, Elizo. Muszę pędzić – powiedziała Vivian i czym prędzej oddaliła się do swoich podopiecznych. – Rhonda i Donna to nasz dynamiczny tandem. Jedna pracuje w nocy, druga wtedy, kiedy mamy wol- ny dzień. Kobiety przytaknęły i się uśmiechnęły, z czego Eliza wywnioskowała, z˙e zdała test. Przynajmniej tego dnia. – Miło cię poznać – powiedziała Donna. – Juz˙ wy- chodzę. Pora się zdrzemnąć. – Ja tez˙ się zmywam – odezwała się Rhonda. – Będzie mi brakowało tego oddziału – westchnęła Mary, tęsknie spoglądając za odchodzącymi. – Tam jest administracja oraz archiwum medyczne, a tutaj mamy oddział pomocy doraźnej. – Weszły do schlud- nej sali operacyjnej, obok której znajdowało się am- bulatorium. – Od czasu do czasu mamy do czynienia z powaz˙niejszymi wypadkami. – Mary wskazała na skrupulatnie oznakowane półki. – Głęboko wierzę, z˙e takie naklejki są bardzo praktyczne, zwłaszcza w miej- scu, gdzie liczy się kaz˙da minuta – tłumaczyła. – To doskonałe rozwiązanie. – Eliza przygarnęła Mary do siebie krzepiącym gestem. – Jestem pewna, z˙e mi się tu spodoba. Nie martw się, będę dobrze opiekowała się twoim szpitalem. Nad ich głowami rozległ się dzwonek alarmowy. – Co to znaczy? – zapytała Eliza. Ściągnęła brwi, poniewaz˙ Mary przyłoz˙yła dłoń do podbrzusza. ZAGADKOWA PIELĘGNIARKA 13 – Nagły wypadek. Przy okazji zapoznam cię z na- szą kartoteką. – Sama to zrobię. A jeśli zaczniesz rodzić, tobie tez˙ załoz˙ę kartę. – To przejdzie. – Mary uśmiechnęła się z przymu- sem i powoli ruszyła w stronę rejestracji, gdzie młoda kobieta cięz˙ko opierała się o biurko. Obok niej stała przestraszona dziewczynka. – Astma – poinformowała Mary rejestratorka, przekazując jej sfatygowaną kartę pacjentki. Eliza rzuciła okiem na nazwisko. Mia Summers. W ambulatorium Eliza posadziła pacjentkę na le- z˙ance. Dobrze, z˙e mogła stać o własnych siłach oraz z˙e nie straciła przytomności za kierownicą. Całkiem nie- dawno Eliza była świadkiem zgonu młodego człowie- ka z powodu astmy. W duz˙ym stołecznym szpitalu, gdzie jest wielu lekarzy, ale i to na nic się nie zdało. Astma moz˙e zabić, jeśli zignoruje się sygnały ostrze- gawcze, więc od tej pory Eliza prowadziła prywatną kampanię edukacyjną obejmującą wszystkich cierpią- cych na tę chorobę. – Czy ma pani przy sobie ventolin? – Mama go ma, ale nie ma siły go uz˙yć – odezwała się dziewczynka, wyjmując inhalator z zaciśniętej dło- ni pani Summers. Eliza zerknęła na etykietę, przytaknęła, po czym zmierzyła pacjentce nasycenie krwi tlenem, poniewaz˙ czuła, z˙e kobieta lada chwila straci przytomność. – Jak masz na imię? – zwróciła się do dziewczynki, sięgając po sprzęt do inhalacji. – Kirsty. Mam juz˙ osiem lat. – A ja mam na imię Eliza. Jestem pewna, z˙e 14 FIONA MCARTHUR wyrośniesz na świetnego lekarza. Bardzo ładnie zaj- mujesz się mamą. Gdzie jest tata? – Był w stajni, jak mama powiedziała, z˙e jedziemy do szpitala. Zostawiłam tacie kartkę. – Bardzo mądrze zrobiłaś, a mama podjęła słuszną decyzję. To jest maska tlenowa. Razem z tlenem ma- ma dostanie silniejsze lekarstwo i będzie jej łatwiej oddychać. Przełamała ampułkę z lekiem, wprowadziła go do komory nebulizatora i nałoz˙yła pacjentce maskę. Przez cały czas rozmawiała z dziewczynką, w głó- wnej mierze po to, by podnieść na duchu przeraz˙oną pacjentkę. – W płucach twojej mamy są maleńkie rurki do oddychania i one są teraz zatkane gęstą wydzieliną. To lekarstwo ją rozrzedzi, z˙eby mama mogła ją wykasłać i normalnie oddychać. – Kirsty przytaknęła, a Eliza zwróciła się do matki. – Proszę zamknąć oczy i czekać, az˙ lek zadziała. – Eliza spojrzała na Mary. – Sądzę, z˙e nalez˙y podać hydrokortyzon i, prawdopodobnie, sal- butamol. Zadzwoń po doktora Dancera, a ja załoz˙ę wenflon, z˙eby nie tracić czasu. Mary sięgnęła do telefonu. – Teraz wbiję twojej mamie malutką igiełkę – podjęła Eliza. – To nie będzie bolało. Poczuje jakby ukłucie komara. Przez tę igłę podamy mamie lekars- two, które działa jeszcze szybciej. Nie chcesz na to patrzeć? – Potrzymam mamę za drugą rękę. – Mia, ma pani wspaniałą córę. Pacjentka przytaknęła, po czym zaczęła kasłać, co oznaczało, z˙e poziom tlenu w jej krwi juz˙ się podnosił.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zagadkowa pielęgniarka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: