Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00334 005142 12418092 na godz. na dobę w sumie
Żagary. Środowisko kulturowe grupy literackiej - ebook/pdf
Żagary. Środowisko kulturowe grupy literackiej - ebook/pdf
Autor: , , Liczba stron: 414
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1418-1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tom Żagary. Środowisko kulturowe grupy literackiej zawiera studia stanowiące efekt krytycznego opracowania spuścizny literackiej i publicystycznej z lat 1930-1940 wileńskiej grupy Żagary oraz rekonstrukcji jej tła kulturalnego i literackiego.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1418-1 TADEUSZ BUJNICKI Przedmowa Prezentowany w tomie zbiór artykułów i rozpraw jest w pewnej czę- ści efektem prac podjętych w 2004 roku w ramach projektu badaw- czego „Żagary. Monografi czny opis grupy literackiej oraz zgromadzenie i opracowanie źródeł” (2004–2007). Zwieńczeniem projektu, chociaż nie jedynym, była konferencja naukowa, która odbyła się w dniach 10–12 maja 2007 roku w Domu Pracy Twórczej Hołny-Mejera nad jezio- rem o tej nazwie. Wybór miejsca nie był przypadkowy. Na przeciwległym brzegu jeziora mieści się bowiem Krasnogruda, związana ściśle z biogra- fi ą najsłynniejszego żagarysty – Czesława Miłosza. Zatem samo miejsce, dzięki swemu genius loci, stanowiło odpowiednią przestrzeń dla refl ek- sji nad twórczością i środowiskiem poetów grupy. Na sesji wygłoszono 20 referatów, z których 19 w wersjach przeznaczonych do publikacji zna- lazło się w tym tomie, wzbogaconym o dwie rozprawy (Pawła Ławryń- ca i Józefa Olejniczaka) i zmieniony tekst referatu Danuty Balašaitienė. Tom ten w zamiarach uczestników grantu otwiera szereg projektowa- nych publikacji zarówno materiałowych, jak i interpretacyjnych. Sesja stanowiła zatem rodzaj podsumowania projektu badawcze- go, którego celem było zebranie i krytyczne opracowanie spuścizny lite- rackiej i publicystycznej z lat 1930–1940 wileńskiej grupy Żagary oraz rekonstrukcja jej tła kulturalnego i literackiego. Rozbudowane w czasie 6 TADEUSZ BUJNICKI badań tło historyczne, fi lozofi czne (katastrofi zm europejski), etniczne (związki żagarystów z kulturami litewską, białoruską, żydowską, rosyj- ską itd.) pozwoliło na uchwycenie specyfi cznej atmosfery intelektual- nej ówczesnego Wilna, na której wyrosła twórczość Czesława Miłosza, Jerzego Zagórskiego, Teodora Bujnickiego, Aleksandra Rymkiewicza, publicystyka literacka Józefa Maślińskiego i innych. Przeprowadzone kwerendy archiwalne i biblioteczne oraz zgromadzone na ich podsta- wie i zarchiwizowane na CD materiały (dokumenty archiwalne, ręko- pisy, materiał prasowy i wydawniczy) znacznie poszerzyły dotychczaso- wą wiedzę na ten temat i umożliwiły krytyczne publikacje unikalnych tekstów poetyckich (przedwojenne tomiki żagarystów, wiersze rozpro- szone oraz przekłady), krytycznoliterackich, publicystycznych i humo- rystycznych. Głównym celem projektu było zgromadzenie materiałów pozwalają- cych dokonać krytycznego opracowania fenomenu literackiego i kultu- rowego, jakim była grupa literacka Żagary. Mimo rozległych, szczegóło- wych i wartościowych badań (m.in. Stanisława Beresia, Tadeusza Kłaka, Wiesława Pawła Szymańskiego, Marka Zaleskiego, Andrzeja Zieniewi- cza) do dzisiaj nie powstało zadowalające i krytyczne omówienie środo- wiska, w którym uformowała się grupa, ukształtował się jej wspólnotowy, partnerski charakter. Nie powstało również syntetyczne ujęcie całościo- we dorobku literackiego i publicystycznego żagarystów. Aby te zadania wykonać, należało dokładnie przebadać biblioteki i archiwa, przeprowa- dzić szczegółową kwerendę zawartości międzywojennej, głównie wileń- skiej prasy, słowem: stworzyć w miarę wyczerpującą bazę danych. Efek- ty badań pozwalają – jak sądzę – na ich publikację nie tylko w tomach interpretacji, lecz także w formie wydania zbiorów materiałowych. Dla- tego bardzo potrzebne wydaje się przygotowanie antologii wszystkich tomików poetyckich żagarystów i utworów do roku 1939 (a nawet do 1940) wraz z przypisami i komentarzem, a także zbioru opracowanych krytycznie tekstów publicystycznych oraz przekładów. Unikatowe tomiki i rozproszone w przedwojennej prasie wiersze, eseje, recenzje i inne pub- likacje stanowią bowiem wielki i słabo rozpoznany materiał, domagają- cy się – ze względu na rosnącą wciąż rangę zjawiska – systematycznego uporządkowania, a następnie ogłoszenia drukiem. Tom pokonferencyjny stanowi zatem punkt wyjścia dla systematycznych studiów i opracowań materiału faktografi cznego, zgromadzonego w ramach grantu. Zasadnicze pytanie, które należało postawić na początku badaw- czego przedsięwzięcia, brzmi: Żagary to zjawisko regionalne czy pogra- 7 PRZEDMOWA niczne i uniwersalne? Niewątpliwie tło dla żagarystowskich debiutów stanowili bowiem ówcześni wileńscy regionalni pisarze oraz ukształto- wany przez nich obraz miasta i przestrzeni Wileńszczyzny. Presja tego myślenia była tak silna, że zaważyła na pierwszych próbach samookre- ślenia kształtującej się na początku lat trzydziestych grupy literackiej. Ten stan rze czy można już dostrzec wcześniej w twórczości młodych poetów skupionych w Sekcji Twórczości Oryginalnej na USB. Jednak dopiero „rewolta” dokonana przez Jerzego Zagórskiego i Czesława Miłosza, przy aprobacie Teodora Bujnickiego, wpłynęła na widoczną zmianę kierunku. Nie do końca jednak. Kiedy Stanisław Cat-Mackiewicz zapropo- nował im redagowanie przy „Słowie” literackiego dodatku, pamięć o regionie zadecydowała o wyborze tytułu pisma. Na pierwszym ze- braniu redakcji podjęto decyzję: dodatek miał nosić tytuł „Żagary” dla podkreślenia związków regionalnych i ze względu na sens wyrazu oznaczającego chrust, patyki służące do rozpalenia ogniska, a którego nazwa pochodzi z kresowego języka1. Niewątpliwie na ten kierunek postrzegania wileńskiego tła miały wpływ doświadczenia wyniesione z Akademickiego Klubu Włóczę- gów Wileńskich (do Klubu należeli Bujnicki i Miłosz, dwaj „spraw- cy” nazwy pisma). Horyzont wileńskiego regionalizmu mógł okre- ślać także wpływ „krajowców”, do których część żagarystów żywiła niewątpliwą sympatię. Słowem, komponent regionalny miał istotne znaczenie dla wileńskich awangardzistów. Jak pisał Marek Zaleski, w wierszach żagarystów zwraca uwagę charakterystyczne wymiesza- nie różnorodnych elemen tów należących do przestrzeni regionalnej: „W owej magmie zanurzone są wsie i miasteczka Wileńszczyzny, ze swymi komunalnymi urządzeniami, codzienną krzątaniną, oraz lu- dzie i ich sprawy”2. Niemniej jednak stosunkowo wcześnie odnaleźć można w „Żaga- rach”, a zwłaszcza później – w „Pionach” wyraz polemicznej niechęci wobec wileńskiej wersji regionalizmu. We frontalnym ataku na regio- nalizm Miłosz przytoczył zarzuty najcięższego kalibru: 1 Zob. J. Kryszak, Katastrofi zm ocalający. Z problematyki poezji tzw. Drugiej Awangar- dy, Bydgoszcz 1985, s. 187 i Aneks s. 205–206 (Protokół posiedzenia komitetu re- dakcyjnego „Żagarów”). 2 M. Zaleski, Przygoda drugiej Awangardy, Wrocław 1984, s. 219. TADEUSZ BUJNICKI 8 Sprawa regionalizmu jest w Wilnie sprawą zasadniczą. W mieście, którego ży- cie umysłowe i artystyczne jest wypełnione „tutejszymi zagadnieniami”, które- go łączność z kulturą reszty Polski jest minimalna, regionalizm stał się etykiet- ką, pokrywającą często zupełne brednie3. I pisał Miłosz w dalszym ciągu artykułu, iż regionalizm stawał się „środkiem wprowadzającym do ziem wschodnich kulturę polską (...) w pigułkach sprzedawanych pod nazwami ‘tutejszości’, ‘kultury b. Księstwa Litewskiego’”. Tak pojmowany regionalizm czynił z Wilna – zdaniem żagarystów – zacofany partykularz i był wyrazem nacjona- lizmu. A zatem, jak akcentował Miłosz: „Młode Wilno stawia sobie za zadanie walkę z regionalizmem”. Zwrócenie uwagi na te kwestie nie było przypadkowe. Wyzna- czało nie tyle punkt wyjścia, ile punkt odniesienia. Przeświadczenie o „kresowej peryferyjności” Wilna w twórczości żagarystów znajdo- wało kompensację w poszerzaniu horyzontu na zagadnienia o sze- rokim, uniwersalnym zasięgu. Już w pierwszej fazie „Żagarów” mo- tywy tworzące fantastyczny pejzaż przyrodniczy oraz wysuwane na pierwszy plan ideologiczne i fi lozofi czne aspekty poezji, a także to- warzyszące im publikacje o polityczno-ideowym charakterze (przede wszystkim Henryka Dembińskiego i Stefana Jędrychowskiego) prze- nikają się z tematami w pewnym tylko stopniu regionalnymi. Warto podkreślić, że świadomość estetyczna żagarystów, przekraczająca lo- kalne postromantyczne tradycje, była bardzo wysoka. Żagarystowską „teorię literatury” wykładali w obszernych artykułach Czesław Miłosz (Bulion z gwoździ), Jerzy Zagórski (Radion sam pierze) i Stefan Jędry- chowski (Zbrodnie przymiotnika); później zaś ich miejsce zajmie Józef Maśliński. Zdecydowanie wyraziste było przy tym przekonanie człon- ków grupy o ideowo-społecznych zadaniach twórczości artystycznej, powstającej na tym „peryferyjnym”, zagubionym na kresach II Rze- czypospolitej, obszarze. I dlatego kolejnym „kluczem” do rozpozna- nia światopoglądu żagarystów jest kategoria „pogranicza”. Kategoria rozumiana jako „osobliwa synteza powstająca w wyniku stykania się, 3 Ten i kolejne dwa cytaty pochodzą z: Cz. Miłosz, Sens regionalizmu, „Piony” 1932, nr 2. Cyt. za: idem, Przygody młodego umysłu. Publicystyka i proza 1931–1939, zebr. i oprac. A. Stawiarska, Kraków 2003, s. 42, 43, 45. PRZEDMOWA mieszania i wzajemnego inspirowania różnych pierwiastków zrodzo- nych w poszczególnych wspólnotach”4. 9 Plon dwudniowych obrad wyraźnie potwierdził powyższe kon- statacje. Nie tylko w wygłoszonych referatach, ale także w bogatej i wielostronnej dyskusji, wprowadzającej nowe pomysły i wątki, któ- re w jakimś stopniu wpłynęły na ostateczny kształt złożonych do dru- ku tekstów. W rezultacie budują one kolejne i oryginalne spojrzenie na grupę Żagarów, traktowaną nie tylko jako „suma” odrębnych, „chodzą- cych swoimi drogami” indywidualności, lecz także jako zespół formu- jący fenomen twórczy, partnerską zbiorowość młodych, rozpoczynają- cych swoją wspólną drogę poetów i publicystów. Tom świadczy o wadze związków wewnętrznych grupy, wspartych na regułach przyjaźni, współpracy, wspólnoty przekonań ideowych i ar- tystycznych; także na ludycznych regułach „gry” literackiej i zasadach wspólnoty pokoleniowej rozwijającej się na tle kultury i tradycji mia- sta. W koncepcji tomu zostało również zawarte przeświadczenie o zna- czeniu szerszego wileńskiego i pozawileńskiego kontekstu. Świat wi- leńskiej sztuki formowany od początku XX wieku przez Ferdynanda Ruszczyca, środowisko wileńskich malarzy i plastyków, uniwersyteckie związki twórcze (STO, Cech św. Łukasza), Akademicki Klub Włó- częgów Wileńskich, Szopki Akademickie, a później: kierowana przez Witolda Hulewicza Rozgłośnia Wileńska, Klub Literacko-Artystyczny „Smorgonia”; zespoły dziennikarskie i literackie – przykłady można mnożyć. Żagary były „zanurzone” w wieloetnicznym i wielokulturo- wym środowisku: litewskim, białoruskim, żydowskim i rosyjskim. Do- dajmy do tego jeszcze kontakty zewnętrzne: z Jarosławem Iwaszkie- wiczem, Józefem Czechowiczem, Oskarem Miłoszem. To bogactwo związków, które zostały wskazane i zinterpretowane, ale bynajmniej nie zamknięte. W tomie znalazły się zarówno rozprawy badaczy krakowskich (Mar- ta Wyka, Aleksander Fiut, Joanna Zach, Tadeusz Bujnicki, Krzysztof Zajas, Jarosław Fazan, Krzysztof Biedrzycki, Jerzy Stefan Ossowski), wrocławskich (Stanisław Bereś, Joanna Lisek), katowickich (Anna Sza- werna-Dyrszka, Józef Olejniczak), poznańskich (Radosław Okulicz- -Kozaryn), lubelskich (Andrzej Niewiadomski), olsztyńskich (Beata 4 S. Uliasz, O kategorii pogranicza kultur, w: O literaturze kresów i pograniczu kultur, Rzeszów 2001, s. 15. Tej problematyce został zasadniczo poświęcony zbiorowy tom Wilno literackie na styku kultur, pod red. T. Bujnickiego i K. Zajasa, Kraków 2007. TADEUSZ BUJNICKI 10 Tarnowska), jak i, co ważne, uczestniczy w nim także grupa badaczy z Wilna: Teresa Dalecka, Mindaugas Kvietkauskas, Paweł Ławryniec i Danuta Balašaitienė. Podczas wizyty uczestników konferencji w sej- neńskim ośrodku „Pogranicze” referat wygłosił jego gospodarz Krzysz- tof Czyżewski (to wystąpienie również znalazło się w tomie). Pamiętając o „grantowej” genezie tomu, nie sposób pominąć wcześniejszych inicjatyw badawczych, które owocowały konferencja- mi i pozycjami opublikowanymi w serii „Biblioteki Literatury Pograni- cza” (m.in. Życie literackie i literatura w Wilnie XIX i XX wieku, Kra- ków 2000; Poezja i poeci w Wilnie lat 1920–1940, Kraków 2003; Wilno literackie na styku kultur, Kraków 2007). Publikacje te wzajemnie się uzupełniają, rozbudowując wiedzę o środowisku kulturowym Wilna w okresie międzywojennym (i nie tylko). Część I Formowanie się Żagarów STANISŁAW BEREŚ Wileński obłok, czyli zanim powstały Żagary1 „Już nic, to tylko stoi obłok nad Sekcją Twórczości Oryginalnej”. Cz. Miłosz Istnieją miasta tak nierozłącznie związane z literaturą, tak obroś- nięte mitologią, narodowymi tęsknotami, ludowymi podaniami, ślada- mi historii i wierszowanymi wizjami poetów; tak ponad miarę rozpiesz- czone przez swoich bardów, napełnione niepowtarzalną aurą poezji, 1 Niniejszy szkic powstał jako wstęp do opublikowanej w 1990 roku książki Ostatnia wi- leńska plejada. Szkice o poezji kręgu Żagarów, która na druk czekała ok. 10 lat. Nieste- ty, z powodu okrojenia książki o połowę również i ta jej część znacznie zmieniła swój kształt (w wersji oryginalnej liczyła 37 stron, w książkowej około 15). Konferencja na- ukowa w Hołnach Mejera (10–12 maja 2007), poświęcona Żagarom, stała się zatem szansą na prezentację i opublikowanie wersji integralnej tych partii, które dotyczą Sek- cji Twórczości Oryginalnej i kulturowej specyfi ki Wilna. Taka reanimacja po latach ma jednak swoje konsekwencje. Kiedy powstawało to opracowanie, wszystko, co dotyczy- ło tego miasta (nawet sama nazwa) lub miało związek z Czesławem Miłoszem (a za- tem i Żagary), było bezlitośnie skreślane przez cenzurę, stąd trudno było wówczas po- strzegać poezję tej grupy inaczej niż jako ostatni przejaw wolnej poezji w tym mieście. Oczywista była więc wtedy potrzeba ukazania narodzin tej grupy w kontekście zama- zywanej historii miasta i jego kultury. Co dziś jest jasne i ogólnie dostępne, wtedy nale- żało do ocenzurowanej historii „miasta bez imienia”. Stąd charakterystyczna dla tych lat, rewindykacyjno-archiwistyczna poetyka tego tekstu, jego patos oraz akcentowanie rzeczy elementarnych. Dziś trudno odcedzić go z tych cech, dlatego pozostaje niemalże taki sam, jak był, bez specjalnych zmian (poza niezbędną historyczną „kosmetyką”). STANISŁAW BEREŚ 14 nasycone patosem tradycji i drwiną doczesności; miasta, gdzie duchy wielkich przodków zdają się mieszkać w każdej ścianie, gdzie historia ze współczesnością splatają się w mocnym uścisku; miasta tak niezwy- kle bo ga te, że mogłyby swoim kulturowym dostatkiem obdzielić wie- le urbes antiqua. Istnie ją miasta tak łaskawe dla swoich poetów, że na- wet odchodząc w zapomnienie i niebyt, o co zwykle dbają „korektorzy historii”, niechętni przypominaniu o ich prawdziwej przeszłości, zda- ją się trwać wiecznie, odciśnięte w tej tak na pozór nietrwałej materii, jaką jest literatura. Tradycje – zapewnia Włodzimierz Paźniewski – przekazały obraz Wilna wal- czącego o swoją odrębność, choć dla przybyszów było tylko nudnym miastem garnizonowym, a przecież od jego murów wionie jakimś umysłowym ładem. Krótka inskrypcja nagrobna ze starego cmentarza na Rossie, gdzie tyle poko- leń wyznaczyło sobie spotkanie, świadczy, że w historii starało się odgrywać rolę dostojną, nigdy nie będąc wolne od wpływów romantycznych (...) Miasto, w którym plac przed ratuszem oglądał kudłate konie pułków kozackich, szar- żujących na buntowszczików, a mały cmentarz na Górze Ponarskiej przypomi- na datę 1863, bardzo łatwo wybacza patos2. Wilno, które wielu z nas jawić się musi jako wielki cmentarz na- rodowych marzeń i nadziei, a zarazem kolebka kilku pokoleń najwy- bitniejszych poetów polskich, przechowuje również pamięć o grupce młodych ludzi, którzy osiemdziesiąt lat temu debiutowali w efektowny sposób, wchodząc niemalże w buty swoich sławnych, romantycznych poprzedników, nie wiedząc jeszcze, że już po kilku latach zamkną pew- ną epokę w dziejach miasta. Było ich zaledwie kilkunastu, mieli około dwudziestu lat i niewąskie ambicje, bo sięgały pułapu wyznaczonego przez Adama Mickiewicza, Tomasza Zana i Jana Czeczota, więzionych sto lat wcześniej w murach bazyliańskiego klasztoru. Nie bez kozery zapewne Jerzy Kornacki tak charakteryzował tę ostatnią poetycką falę międzywojennego Wilna: Od czasu Mickiewicza i Zana nie tylko miasto Wilno, lecz cała Polska na prze- strzeni wieku nie miała takiej kuźni młodzieżowej, jak zespół Dembińskiego. Promienne postacie Petrusiewicza, obu sióstr Dziewickich, Żeromskiej, Bory- sewicza, Sztachelskiego, Bujnickiego, Miłosza niewątpliwie można by znaleźć 2 W. Paźniewski, Późny barok, „Twórczość” 1979, nr 2, s. 56. WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY na innych uczelniach o każdym czasie, choć zawsze i wszędzie należałyby do rzadkości. Lecz ich łączność spólna, ich poryw zbiorowego rośnięcia razem (...) to już obraz najrzadszy w polskim osobniactwie, to już dzieło artysty3. 15 Pamięć o tej grupce poetów, publicystów i działaczy politycznych zapisana jest w historii międzywojennej literatury polskiej pod roz- działem zatytułowanym „Żagary”; w dziejach polskiej lewicy i jej cza- sopiśmiennictwa pod hasłami: „Karta” i „Poprostu”; w kronice miasta pod nazwami instytucji, stowarzyszeń i zrzeszeń (np. Uniwersytet Ste- fana Batorego, Sekcja Twórczości Oryginalnej, Klub Włóczęgów Aka- demickich). Na te rozdziały można, naturalnie, spoglądać rozłącznie, separując je od siebie (jak chciał np. Miłosz), zwłaszcza tam, gdzie ry- suje się rozdźwięk pomiędzy celami działań grupy Dembińskiego a za- mierzeniami poetów kręgu „Żagarów”, ale możliwe jest też widzenie ich w połączeniu, fazowym nakładaniu się, twórczych interferencjach, a nieraz pewnie i konfl iktach. Nie ma jednak wątpliwości, że epoka komunizmu położyła się ciężkim piętnem na oglądzie tego zjawiska, bo dopuszczała mówienie na przykład o Henryku Dembińskim czy Stefanie Jędrychowskim i eksponowanie lewicowego charakteru całej tej formacji artystyczno-ideowej, natomiast niemalże całkowitym mil- czeniem otoczyła metafi zyczno-mistyczną poezję wileńskich katastro- fi stów, a szczególnie to wszystko, co łączyło się z osobą lub twórczoś- cią Czesława Miłosza. Co gorzej, objęło to również samo Wilno, które po 1944 roku stało się miastem sowieckim, a zatem dążono – w meto- dyczny i wyjątkowo perfi dny sposób – do amputowania całej polskiej historii tego miasta. Siłą rzeczy musiało to dotknąć również lirykę Ża- garów, jak i to wszystko, co ją poprzedzało. Ma zatem swoje opracowania i legendę futuryzm, bibliografi a Awan- gardy Krakowskiej idzie w grube tomy, doczekał się sążnistych omówień Skamander, natomiast początki i dalsze dzieje, jedynej znaczącej w la- tach trzydziestych, grupy literackiej Żagary, jej przekształcenia i konty- nuacje, światopoglądowe i ideowe rozterki jej liderów, wreszcie historia 3 J. Kornacki, Słowo o Dembińskim, w: H. Boguszewska, J. Kornacki, Ludzie śród ludzi, Warszawa 1946, s. 35–36. Oczywiście uderzać nas musi w tym cytacie identyfi kacja le- wicowej grupy Dembińskiego z zespołem Żagarów, którego członkowie w wielu kwe- stiach, zwłaszcza politycznych, różnili się od niej zasadniczo. Wynika to z marksistow- skiej orientacji pisarza, który tuż po wojnie stał się jednym z prominentów polskiego środowiska literackiego. STANISŁAW BEREŚ 16 kształtowania się wileńskiej wspólnoty artystycznej, wciąż jeszcze dale- kie są od pełnego opisu. Spróbujmy zatem częściowo, bo wszak sporo źródeł uległo rozproszeniu, a wielu świadków już nie żyje, zapełnić tę lukę, rekonstruując z pożółkłych roczników „Alma Mater Vilnensis”, z poetyckich arkuszy Sekcji Twórczości Oryginalnej, z wileńskich gazet i wspomnieniowych strzępów, prehistorię grupy literackiej Żagary, wyła- niającej się pod koniec lat dwudziestych z murów Uniwersytetu Stefa- na Batorego, opowiadając o początkach artystycznej i życiowej drogi jej bohaterów, o wykluwaniu się zrębów wspólnoty, która stała się trzonem tzw. Drugiej Awangardy, a także o warunkach, w jakich stało się to moż- liwe. Nie jest bowiem dziełem przypadku, że poetyckie plejady pojawiają się tak rzadko. Świadczy to zapewne o tym, że nieczęsto zdarza się spot- kanie w jednym miejscu i czasie kilku wielkich talentów oraz taki układ warunków, w których mogą się one obudzić i rozwinąć. Nie wszyscy uczestnicy tej wileńskiej przygody z końca lat dwu- dziestych i początków trzydziestych mieli równie ważki i konstruk- tywny wkład w estetyczno-światopoglądowy rozwój grupy, niektórzy zresztą formalnie nigdy do niej nie przynależeli, jednakże ich ówczes- ne działania, poglądy i obecność miały spory wpływ na krystalizację po- litycznych i historiozofi cznych koncepcji, wyobrażeń i fascynacji, my- ślowych koncepcji i poetyckich olśnień. Zanim jednak zanurzymy się w wileńskie zaułki końca lat dwudzie- stych, by odnaleźć w nich głównych bohaterów tej opowieści – ówczes- nych studentów USB – rzućmy okiem w przyszłość, by nie zagubić się później pośród barwnego „karnawału” akademickiego, wśród zabaw- nych, typowych dla studenckiego życia sytuacji, ale i zdarzeń, które miały zaważyć w przyszłych latach na życiu każdego z nich; by nie za- tracić tej zagadkowo konsekwentnej na ogół linii, która wiodła liderów „młodego, idącego Wilna” od gorączkowych dyskusji literackich nad miską zupy w studenckiej mensie ku ministerialnym fotelom, między- narodowym nagrodom literackim, ale także i kulom, wystrzelonym po to, by przerwać ich aktywność. Oto więc dramatis personae Koła Polo- nistów, Sekcji Twórczości Oryginalnej, Klubu Włóczęgów, „Żagarów” i „Pionów”, „Karty” i „Poprostu”: „Dorek” (Teodor Bujnicki) – od najmłodszych lat pupil wileńskie- go środowiska literackiego, uznany powszechnie za niezwykły talent poetycki, obdarzony żywym temperamentem artystycznym i witalnoś- cią, jak mało kto zrośnięty w swej twórczości z ziemią litewską, zapo- wiadał się na jednego z największych poetów polskich. Uwikłany tra- 17 WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY gicznie w czasie okupacji we współpracę z prasą prosowiecką, zostanie zastrzelony „dla przykładu” z wyroku polskiego podziemia. Jerzy (Zagórski) – „spadochroniarz” z Warszawy, jeden z najbar- dziej oryginalnych poetów Żagarów. Już od pierwszych tomików poetyc- kich stanie się obiektem zachwytów, ale i oburzenia, bo przekroczy gra- nice, które respektowali polscy pisarze. Niestety, w późniejszych latach jego talent straci rozpęd, a po wojnie wręcz przygaśnie. Przez całe życie pozostanie jednak wierny literaturze, pisząc wiersze o spokojnej, klasycy- zującej frazie, eseje, wspomnienia i reportaże z podróży, dokonując licz- nych przekładów z literatury rosyjskiej, gruzińskiej i francuskiej. „Jajo” (Czesław Miłosz) – w młodzieńczych latach gwałtowny, łap- czywy na powaby świata i poezji, pewny siebie i nieobliczalny, wznie- sie się szybko na wyżyny poetyckie nieznane od romantyzmu polskiej literaturze. Wybrawszy emigrację, w najbardziej twórczych latach swe- go życia doświadczy wielu upokorzeń, ale stworzy utwory, które kształ- tować będą światopoglądy i wrażliwość artystyczną paru pokoleń Po- laków, choć przez ćwierć wieku pozostaną one nieznane szerszemu ogółowi. Otrzyma najpoważniejszą nagrodę literacką świata i zdobę- dzie autorytet moralny, o którym inni mogą co najwyżej marzyć. Jerzy (Putrament) – utalentowany poeta z Lidy, który zdradzi lite- raturę dla polityki, by po wojnie stać się modelowym przykładem pi- sarza–aparatczyka. Jako członek KC, kierować będzie prestiżowymi czasopismami społeczno-kulturalnymi, uhonorowany zostanie najwyż- szymi odznaczeniami państwowymi, będzie piastować najpoważniejsze funkcje w Związku Literatów Polskich i reprezentować interesy pań- stwa za granicą. Jego książki nakazem władz PRL-u zostaną wpisane na listy lektur szkolnych i akademickich, ale nie wejdą do kanonu hi- storii literatury. Aleksander (Rymkiewicz) – najmłodszy spośród żagarystów, nie stanie się gwiazdorem, choć talent mu na to pozwalał. Jako tzw. pisarz zawodowy będzie po wojnie autorem niezliczonych tomików poetyc- kich, w których wracać będzie w świat przeszłości, a szczególnie na Wileńszczyznę. Stanie się twórcą sporej ilości książek dla dzieci, pieś- ni i piosenek estradowych, a także cenionym tłumaczem z wielu lite- ratur europejskich. „Tolo” (Antoni Gołubiew) – studiował historię, matematykę, po- lonistykę i astronomię, co zapowiadało erudytę. Najkrócej obecny w „Żagarach”, ponieważ poszedł własną drogą, poprzez „Pax”, ku po- wieściopisarstwu. Po wojnie stał się jednym z najwybitniejszych pol- 18 STANISŁAW BEREŚ skich pisarzy katolickich, autorem głośnej, wielotomowej powieści historycznej o początkach państwowości polskiej, którą pisał niemal- że przez całe życie, uprawiając jednocześnie nowelistykę, eseistykę re- ligijną, moralistyczną i literacką, nie unikając też – autentycznie cieka- wej i głębokiej – publicystyki. Henryk (Dembiński) – urodzony orator i trybun ludowy, ideowy przywódca grupy, wyjątkowy talent organizacyjno-społeczny, którego aspiracje i możliwości predestynowały do roli przywódcy partii poli- tycznej lub nawet kraju. Ewoluował od katolicyzmu do komunizmu, nie mogąc ich pogodzić w sobie. Bezkompromisowy i wierny swoim wyborom, ostatnie lata II Rzeczpospolitej spędził w więzieniu. Mimo tych dowodów wierności lewicy po wejściu Sowietów na Litwę był przez nich traktowany nieufnie, wręcz „z buta”. Dożył zaledwie trzy- dziestego trzeciego roku życia, „wystawiony” – jako komunista – ko- lejnemu okupantowi. „Robespierre” (Stefan Jędrychowski) – utalentowany prawnik i eko- nomista, umysł zdyscyplinowany i przenikliwy, w swych politycznych wy- borach i pasji przypominający nieco Henryka. W pełni zrealizuje poli- tyczne ambicje dopiero po wojnie, sprawując przez wiele lat w PRL-u funkcję ministra (w czterech różnych resortach), ambasadora, a przez pewien czas również wicepremiera. Zrośnięty ze swą rolą, nawet po upadku PRL-u grał rolę komunistycznego dygnitarza, spoglądając na młodzieńcze lata jako na obszar walki klas i wykuwania ideologii. „Kilometr” (Wacław Korabiewicz) – postać ogólnie znana w całym Wilnie ze swych awanturniczych wypraw, a także i wzrostu; z wykształ- cenia internista, a z pasji jeden z największych trampów polskich. Całe swoje życie poświęci wędrówkom po świecie, m.in. jako lekarz okręto- wy, zwłaszcza do krajów egzotycznych (często kajakiem), które opisy- wać będzie do końca życia w licznych książkach podróżniczych. „Anielka” (Józef Maśliński) – krytyk i publicysta, działający w cieniu liderów żagarystowskiej wspólnoty, a jednak ogromnie ważny w działa- niach integracyjnych, szczególnie jako redaktor „Kolumny Literackiej” w „Kurierze Wileńskim”, gdzie dbał o to, by grupa ta znajdowała się stale w polu uwagi. Oto syntetyczne portrety dziesięciu ludzi, którzy swoimi wiersza- mi, artykułami i działaniami publicznymi przekształcili w początkach lat trzydziestych obraz literatury polskiej, przestawiając – kolejny raz w międzywojniu – zwrotnice awangardowej liryki. W momencie kie- dy ich obserwujemy, odzianych w „batorusowskie” czapki z daszkiem, WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY 19 przecinających w zaaferowaniu półmroki wileńskich podcieni i zauł- ków, budujących pierwsze więzi towarzyskie i generacyjne, nie wiedzą jeszcze, jakie jest ich powołanie, ale czują już swoje ogromne możliwo- ści i potrzebę parcia do przodu. Proces rodzenia się tej akademickiej wspólnoty, obserwowany przez pryzmat wspomnień i dokumentów, jest, rzecz jasna, dość fragmentaryczny i rozmyty, bo zaciera go w oczy- wisty sposób upływ czasu, wypełnionego dziejowymi kataklizmami, ale także zwodzi mnogość i ulotność akademickich zdarzeń i inicjatyw, wśród których ważne mieszało się często z nieważnym, a rzeczy poważ- ne podmywane były przez dziecinadę. Tylko świadomość przyszłych urzeczywistnień twórczych pozwala nam wyłowić z tego chaosu i enig- my garść faktów, które składają się na ten niezwykły ferment kulturo- wy, który wyłonił wileńską awangardę. Nie mamy szansy, by pokazać je wszystkie, przyjrzyjmy się zatem przynajmniej kilku najważniejszym składnikom: miastu i jego duchowej aktywności, uczelni, akademickim wspólnotom samokształceniowym i towarzyskim, wreszcie wspólnym wyprawom. Bez tego wszystkiego nie staliby się zwartą i solidarną gru- pą, a bez tego nie byłoby też ich poezji. Wilno – miasto poetów W Odezwie Związków kulturalno-artystycznych dla ludności wileń- skiej z roku 1927 czytamy: Wilno jest od wieków ostoją nauki i sztuki. Te dwie potężne dźwignie ducha nadały miastu piękno swoiste, rozsławiły imię Wilna w świecie, utrwaliły w hi- storii rolę i znaczenie naszego miasta. Wilno jest kolebką największych naszych wieszczów, zasługującą w pełni na dumną nazwę „Miasta Poetów”. Tu spędzili młodość dwaj najwięksi moca- rze poezji polskiej, którzy stoją w pierwszym szeregu poetów wszystkich cza- sów i wszystkich narodów: Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki. Wilno było od wieków potężnym ośrodkiem ducha religijnego, twórczej myśli społecznej i wspaniałą pochodnią nauki. Uniwersytet Wileński, założony przez Stefana Batorego, jaśniał na tutejszych ziemiach jak światłodajna latar- nia morska. W Wilnie pracowali wielcy mężowie nauki: Jan i Jędrzej Śniadec- cy, Joachim Lelewel i inni. Wilno jest miastem relikwii kultury. Niezliczone pomniki najpiękniejszych wzorów budownictwa, kilkadziesiąt cudownych kościołów, prastare mury, jedy- STANISŁAW BEREŚ 20 na wreszcie i na cały świat słynna Ostra Brama – wszystko to złożyło się na ma- jestatyczny obraz Wilna, głęboko ukochany przez cały naród, opiewany w sztu- ce i poezji, podziwiany przez obce narody. Wilno jest miastem artystów. Tu mieszkał i tworzył znakomity muzyk Sta- nisław Moniuszko, tu młodość spędził Józef Ignacy Kraszewski, poetą wileń- skim jest Władysław Syrokomla, z Wilnem związały się zaszczytne nazwiska: architekta Wawrzyńca Gucewicza, malarzy Szymona Czechowicza, Franciszka Smuglewicza, Jana Rustema, St. Bohusza-Siestrzeńcewicza, rzeźbiarza Anto- niego Wiwulskiego4. Niemało w tych słowach emfazy, a nawet pewnego zadęcia, ale warto sobie uświadomić, że zostały napisane zaledwie siedem lat po zajęciu miasta przez gen. Lucjana Żeligowskiego, a tylko pięć po ofi - cjalnym przyłączeniu Wilna do Polski. Nie może zatem dziwić potrze- ba przypomnienia i uporczywego podkreślania, iż przez wiele wieków pełniło ono rolę czołowego ośrodka życia artystycznego i naukowego w Polsce. Już sama burzliwa i tragiczna historia Wielkiego Księstwa Litewskiego predestynowała jego stolicę do roli narodowego pomni- ka kultury. Miasto Litwinów i Polaków, Żydów i Tatarów, Białorusinów i Łotyszy, Niemców, Rosjan i Estończyków, architektoniczna perła Pół- nocy, pełna rozpasanego gotyku i baroku, o niepowtarzalnej lokaliza- cji geografi cznej, stapiająca w religijnym tyglu katolicyzm z wyznaniem mojżeszowym, prawosławie z protestantyzmem, mahometanizm z ele- mentami wierzeń karaimskich w jakiś nieprawdopodobny amalgamat wyznaniowy, osadzony na ciągle żywych reliktach wierzeń i kultów po- gańskich; miasto, w którym odwiecznie krzyżowały się wpływy kultur, łatwo wymyka się wszelkim uogólnieniom i klasyfi kacjom. Wszystko tu zdaje się tkwić pośród dramatycznych sprzeczności i paradoksów. Dość spojrzeć na mitologię litewską, by wprawić się w osłupienie: Czego tam nie ma! Bóstwa etyczne i bóstwa przyrody, Trójca, żywioły dobre i złe, fatum, sąd pośmiertny, barwne mity, wyrobione kulty i hierarchia, bogate świątynie i bożyszcza, wszystko, co Indie, Iran, Grecja i Rzym wytworzyły, zna- leźć można w całości lub w próbkach w mitologii litewskiej...5 4 Odezwa Związków kulturalno-artystycznych do ludności wileńskiej, „Źródła Mocy” 5 A. Brückner, Starożytna Litwa, ludy i bogi. Szkice historyczne i mitologiczne, Olsztyn 1927, z. 2, s. 91–92. 1979, s. 21. WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY 21 Kościoły wznoszone były tutaj w miejscach kultów pogańskich, wielkie dzieła tej ziemi spisywane były w obcych językach, kobietom nadawano imiona kwiatów, zwierząt i słońca, prowincjonalizm mieszał się z tutaj europejskością, przeszłość z teraźniejszością, a osinowy ko- łek na wilkołaki jeszcze w dwudziestym wieku sąsiadował z zeissow- skim refraktorem. Ta odwieczna heterogeniczność kulturowo-obycza- jowych elementów składających się na specyfi kę Wilna powoduje, iż istotę jego niepowtarzalności upatrywać możemy w wyjątkowej wręcz chłonności i otwartości na przeplatające się, krzyżujące i wykluczają- ce nawzajem wartości. Wilno – pisze Paźniewski – pozostanie znakiem tej europejskiej kultury, któ- ra nigdy nie sypała szańców, ale raczej otwierała bramy. Odmienność nie była dla niej zniechęceniem, jeśli wszystko, co znalazło się w zasięgu jej światła, fer- mentowało i podlegało jakiejś wyjątkowej sublimacji, stając się niewidzialnym pomostem6. Tej specyfi cznej cechy miasto nie utraciło w latach międzywojen- nych, stając się punktem szczególnie atrakcyjnym dla badaczy i arty- stów, poszukujących tutaj miejsca dla urzeczywistnienia swoich po- znawczych pasji. Chcąc zrozumieć i poczuć niepowtarzalną aurę Wilna, należałoby, podobnie jak ongiś Bujnicki, Zagórski, Miłosz, Rymkie- wicz, Putrament, Jędrychowski i Dembiński, zanurzyć się w ulice tego miasta, które w trakcie swego istnienia do głębi poznało grozę powta- rzających się z zaskakującą regularnością pożóg i zaraz dziesiątkują- cych ludność, ciągłych napadów krzyżackich, szwedzkich rabunków, rosyjskiej eksterminacji i pruskiego „porządku”, sumowanego tysią- cami ofi ar, a także rozpaczliwych zrywów powstańczych, wieńczonych nocnymi pogrzebami na zboczach Góry Zamkowej. Trudno uwolnić się tu od promieniującej ze wszystkich stron, odciśniętej na ścianach domów i kościołów, historii. Wystarczy zrobić kilka kroków, by mimo- wolnie wkroczyć w zakamarki przeszłości. Stojąc na szczycie Góry Zamkowej, zwanej ongiś „turzą”, z którą związana jest legenda o „żelaznym wilku”, obok baszty wielokrotnie szturmowanego przez Krzyżaków zamku górnego, gdzie ongiś znajdo- wała się prowadzona przez Łukasza Górnickiego biblioteka Zygmun- ta Augusta, przy stoku będącym cmentarzyskiem grzebanych nocami 6 W. Paźniewski, op. cit., s. 66. 22 STANISŁAW BEREŚ powstańców z 1863 roku, otwieramy urzekający widok na całe miasto, upstrzone wieżycami i lśniącymi kopułami czterdziestu kościołów, po- ryte wąskimi uliczkami, zanurzającymi się w zboczach wzniesień. U podnóża góry ujrzymy katedrę św. Stanisława, w której pojawiali się wszyscy polscy królowie od czasów Jagiełły, zagraniczni monarcho- wie, wodzowie, mężowie stanu, uczeni i artyści. W jej murach książę Witold i jego następcy otrzymywali insygnia władzy książęcej; tutaj po- święcono miecz wyruszającego pod Kirchholm hetmana Karola Chod- kiewicza; tutaj z ambony (o kształcie kielicha osadzonego na grzbiecie orła) przemawiał ksiądz Skarga; tutaj też, w kaplicy Wołłowiczowskiej biskup Tabor wiązał stułą ręce carówny Heleny i Aleksandra Jagielloń- czyka, a 150 lat później zaś inny kapłan połączył nocnym, potajemnym ślubem Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną. Patrząc w lewo, ujrzymy ulicę Królewską, gdzie pod numerem trze- cim, tuż nad bramą, mieszkał i tworzył Władysław Syrokomla. Nie- co dalej widnieje wąska szczelina Zaułka Bernardyńskiego, w którym mieszkali Tomasz Zan, Adam Mickiewicz, marszałek François Lefebvre i gdzie znajdowała się siedziba Rządu Tymczasowego W.K. Litewskie- go. Z jednej strony zamyka ją ulica św. Anny, ozdobiona trójkątną kur- tyną kościoła bernardyńskiego, oddzielającego ją od kipiącego zielenią ogrodu, na tle którego widnieje istne cudo architektury Wilna – legen- darny kościół św. Anny. Napoleon miał ponoć powiedzieć o nim, że gdy- by mógł, przeniósłby go na dłoni do Paryża. Ta miniaturowa świątynia o trzech ażurowych wieżyczkach, misternie ułożonych z czerwonej cegły, bardziej zdaje się przypominać koronkę niż budowę sakralną. Z drugiej strony zaułka ciągnie się długa wstęga ulicy Zamkowej, przechodzącej w oddali w Wielką. Tędy kroczyły wszystkie procesje, pochody i oddzia- ły wchodzących wojsk: krzyżackich, szwedzkich, francuskich, pruskich, rosyjskich i polskich. Tutaj zatrzymywali się najpotężniejsi władcy Euro- py. Nazwiska „wielkich tego świata”, których widziała ta ulica, zapełniły- by sążnisty foliał. Każda jej przecznica również hołubi swych bohaterów z przeszłości. Między Skopówką, gdzie zamieszkiwał Teodor Narbutt, a Świętojańską, przy której była księgarnia Józefa Zawadzkiego – „sław- nego wydawcy i księgarza uniwersyteckiego”, rozciągają się zabudowa- nia uniwersytetu oraz pobliski neoklasycystyczny Pałac Biskupi, w któ- rym zamieszkiwali Stanisław August, król francuski Ludwik XVIII, król pruski Wilhelm i wszyscy carowie rosyjscy, od Piotra I począwszy. Se- zonowo urzędowali tu również Napoleon i marszałek Józef Piłsudski. W Zaułku Literatów, zawdzięczającym swą nazwę licznym książnicom, WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY mieszkał za czasów studenckich autor Dziadów. Kilkaset metrów dalej, w równoległym Zaułku Sawicz, w domu Römerów mieściła się loża ma- sońska, zaś po zakurzonej ulicy kopał „szmaciankę” przyszły Naczelnik Państwa. Uliczka ta prowadzi, obok kościoła św. Andrzeja i poaugustiań- skich murów, na Baksztę, pamiętającą ponoć paraliżujące spojrzenie ba- zyliszka i sabaty czarownic, kryjącą wciąż jeszcze – według przekonań miejscowych – „zaklęte skarby”. 23 Gdyby chcieć tu dojść inną drogą, od strony ul. Wielkiej, miniemy ratusz, przed którym smagano i wieszano przestępców, zaś na ul. Subocz przejdziemy obok zakładu dla podrzutków im. Dzieciątka Jezus, pod bramą, nad którą mieszkał kat Wilna, oraz pod murami barokowego kościoła Misjonarskiego, którego dwie strzeliste wieże królują nad mia- stem. Niedaleko w dole, skupione w jednym kwadracie, przekreślonym ulicą Ostrobramską, widnieją klasztory prawosławne Świętego Ducha i Świętej Trójcy (z zabudowaniami pobazyliańskimi, gdzie więziono fi lo- matów). Centralnie pośrodku wznosi się, utrzymany w tonacji włoskie- go baroku, kościół św. Teresy, z przylegającą doń bramą Miednicką albo Ostrą. Tutaj w przedziwnym przymierzu sąsiadują ze sobą mały arsenał i słynna renesansowa kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej, do której ciągnęli pokutnicy, kalecy i wierni z całej Polski i Litwy. Stąd już tylko dwa kroki do rozciągającego się za torami kolejowy- mi, na wzgórzach, gdzie poganie obchodzili święto Rossy, cmentarza o tej samej nazwie. Wyobraźmy sobie Powązki rzucone na spadziste stoki wzgórz, a otrzymamy obraz przynajmniej w części podobny do tego, który jawi nam się na Rossie, kryjącej ciała Ludwika Kondrato- wicza, Antoniego Glińskiego, Adama Jochera, Euzebiusza Słowackie- go, Augusta Bécu, Franciszka Smuglewicza, Joachima Lelewela i wielu innych. Największą jednak uwagę przyciąga płyta nagrobna marszałka Piłsudskiego z intrygującą inskrypcją, zaczerpniętą z Króla-Ducha Ju- liusza Słowackiego: „Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu/ gniaz- do na skałach orła: niechaj umie/ spać, gdy źrenice czerwone od Gro- mu/ i słychać jęk szatanów w sosen szumie./ Tak żyłem”. Spoglądając z Góry Zamkowej w innym kierunku, wzdłuż osi uli- cy Mickiewicza, zatrzymamy wzrok na niezwykle śmiałym, wysokim sklepieniu barokowego kościoła św. św. Jakuba i Filipa oraz zwień- czonym półksiężycem minarecie mahometańskiego meczetu na pla- cu Łukiskim. Tutaj odbywały się egzekucje powstańców z 1863 roku: Zygmunta Sierakowskiego, Michała Kołyszki, J. Zdanowicza, K. Kali- szewskiego, ks. Stanisława Iszory, T. Dalewskiego i setek innych. Nieco 24 STANISŁAW BEREŚ bliżej, tuż nad brzegami opiewanej przez poetów Wilii, rozciągały się ogrody książąt Radziwiłłów, gdzie Zygmunt August spotykał się ze swo- ją nieśmiertelną kochanką, każdego dnia wypływającą łodzią do swych pierzastych oblubieńców, podarowanych przez króla, na Wyspę Łabę- dzią, po której pozostała już tylko piaszczysta łacha. Jeżeli posuwać się wstecz, wzdłuż rzeki, w stronę Antokola, drogą, którą uciekał przed swym wojskiem hetman wielki litewski Michał Ka- zimierz Pac, znajdziemy się przy kościele św. św. Piotra i Pawła, wznie- sionym przez niego (jako dziękczynienie za ocalenie życia) w miejscu pogańskiego gaju bogini miłości Mildy. Otoczona wysokim murem, stanowiąca dziwny zlepek renesansu z barokiem, świątynia jest jednym z najwspanialszych zabytków tego miasta. Duch fundatora patronuje jej na każdym kroku: bogobojny napis na facjacie Regina pacis funda nos in pace7 przekornie ukrywa nazwisko swego założyciela, który ka- zał się pochować pod progiem, a na kamiennej płycie wyrzeźbić napis Hic iacet pecctator8, co wchodzących do kościoła wiernych zmuszało do symbolicznego przejścia po niej (i po nim) nogami9. Wnętrze, pokry- te dwoma tysiącami stiukowych płaskorzeźb, na studia których moż- na by poświęcić długie lata, przyprawić może o zawrót głowy każde- go konesera sztuki. A przecież wrażenie dopełnione jest kryształowym żyrandolem w kształcie łodzi z rozwiniętym żaglem; piękną amboną w tym samym kształcie; porośniętą prawdziwymi włosami fi gurą Jezu- sa Madryckiego (podarowaną przez papieża Innocentego XII), któ- ra swój odpowiednik w tej części Europy ma tylko w praskiej Lorecie; ołtarzem, który towarzyszył hetmanowi Pacowi we wszystkich wypra- wach (obecnie zastąpiony fi gurą św. Franciszka); obrazem św. Magda- leny de Pazzis; wielką kasą wojskową i olbrzymimi litaurami zdobytymi pod Chocimiem. Wszystko to tworzy całość tak niezwykłą, że pozosta- wia wrażenie, które trudno zatrzeć w pamięci. O specyfi ce Wilna stanowi nie tylko jego historyczne centrum, zamknięte pomiędzy Wilią i Wilenką oraz ośmioma wzgórzami, lecz również malownicze okolice, stanowiące od wieków miejsca pieszych wędrówek wilnian: Belmont, gdzie Promieniści z Zanem urządzali ma- jówki, zanurzone w wąwozie Markucie z pałacem Heleny Jagiellończy- 7 Łac.: Królowo Pokoju utwierdź nas w Pokoju. 8 Łac.: Tu leży grzesznik. 9 Płyta, zniszczona sto lat później przez uderzenie pioruna, została wmurowana przez kanoników loretańskich w ścianę, po prawej stronie od wejścia. 25 WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY kówny, Radziwiłłowski Zakręt, Karolinka, Ponary, Seszkinie, Werki, Krzyżaki albo Zielone Jeziora i dalej rozpościerająca się Kolonia Wileń- ska (która stanie się światem prozy Tadeusza Konwickiego), Landwa- rów, Jaszuny i Troki, gdzie w zamku wzniesionym przez Kiejstuta na jeziorze Galwe urodził się i umarł Witold, skąd władali Świdrygiełło, Skirgiełło, Zygmunt Kiejstutowicz i Kazimierz Jagiellończyk. Te urokli- we miejscowości, usadowione wśród wzgórz i wąwozów, otoczone la- winami wlewającej się do nich zieleni, stanowią konstelację miejsc, któ- re dopełniają ów intrygujący przyrodniczo i kulturowo obraz, z jakim zetknąć się miał każdy, komu przyszło znaleźć się w tych stronach. Czytając wiersze wszystkich bez wyjątku żagarystów, łatwo zauważy- my, jak mocno przesycone są pejzażowością, romantycznymi reminiscen- cjami, atmosferą wszechobecnej historii, odpryskami litewskiej mitolo- gii i literackimi „obrazkami” jakby z przewodnika po Wilnie. Co więcej, jak mocno wpisała się w nie (a właściwie należałoby powiedzieć: wryła) oszałamiająca pięknem, bujnością i intensywnością swego istnienia – na- tura. Praktycznie wszyscy poeci tej grupy, a już na pewno najwybitniejsi z nich, praktycznie do samej śmierci odtwarzali obrazy, które rejestrowa- li młodzieńczym wzrokiem w studenckich latach. Żadna więc pośpiesz- na, narracyjna wędrówka po tym mieście i jego okolicach, gdzie urzą- dzali liczne wypady, nie odda tego specyfi cznego, kulturowego klimatu, w którym splatają się legenda, historia i literatura. Nie można było wzrastać w grodzie Giedymina i oprzeć się jego czarowi oraz duchowi; nie można było kreślić pierwszych zdań poetyc- kich i nie wyrazić w nich fascynacji tym miejscem, zagubionym wśród zakamarków historii i lasów litewskich. Są niezliczone dowody na to, jak głęboki był ten ślad, zapisany w pamięci młodziutkich pisarzy z po- kolenia 1910, którzy właśnie w Wilnie stawiali swe pierwsze kroki. Po wielu latach wojen i wędrówek narodów – rozrzuceni po całym świe- cie bądź już nieobecni – powracać tu będą we wspomnieniach i poe- tyckich słowach, które dławić będą wzruszeniem gardła kilku genera- cji Polaków – tych urodzonych przed wojną i po wojnie. Jak choćby te słynne już dziś, a przez całe dziesięciolecia znane tylko wtajemni- czonym, słowa Czesława Miłosza, pisane na odległym kontynencie, w przekonaniu, że tego świata nigdy już nie zobaczy: Nigdy od Ciebie, miasto, nie mogłem odjechać, Długa była mila, ale cofało mnie jak fi gurę w szachach. Uciekałem po ziemi obracającej się coraz prędzej STANISŁAW BEREŚ 26 A zawsze byłem tam: z książkami w płóciennej torbie, Gapiący się na brązowe pagórki za wieżami świętego Jakuba10. Wiemy ze wspomnień żagarystów, że przynajmniej dwóch z nich (Miłosz i Zagórski) z jakiegoś tajemnego, bawiącego ich samych po- wodu darzyło niezwykłym sentymentem historię smutnej, niespełnio- nej miłości Dajnasa i Skajstoy11. Jest to jedna ze starszych legend Wi- leńszczyzny, sięgająca początków czternastego wieku, która opowiada dość banalną, ale tylko w pierwszej części, historię. Jej bohater, Dajnas, był młodym śpiewakiem, głośnym na całą Litwę, Skajstoy zaś piękną dziewczyną, której serce nie zaznało jeszcze uczucia. Uzdolniony mło- dzian na różne sposoby próbował obudzić w niej wzajemność (bo łatwo się domyślamy, że się w niej zakochał), lecz jednak bez skutku. Oczy- wiście nie byłby artystą, gdyby nie usiłował oczarować jej również swym śpiewem, tym bardziej że jak dotąd działało to na płeć piękną bez pud- ła. Tym razem jednak czar talentu nie zadziałał. Kiedy więc skończył się repertuar, a nawet najbardziej poruszające pieśni litewskiego barda nie poruszyły milczącego serca dziewczyny, stanął nad brzegiem Wilii, by przed utopieniem się w niej wyśpiewać drzewom, ptakom i rzece głę- bię swego uczucia i gorycz odtrącenia. Gdy zabrzmiał jego przejmujący śpiew, wiatr zatrzymał się w locie, drzewa przestały szumieć, fale rzeki znieruchomiały, ptaki i polne koniki zamilkły. Bogini Milda, przejęta pięknem tego śpiewu, wzruszyła się, a mając w tym pewien ukryty cel, zamieniła Dajnasa w słowika, zaś Skajstoy w różę. Nietrudno odgad- nąć, że odtąd miłosny głos niespełnionego kochanka na zawsze mógł już rozbrzmiewać nad Wilią. W fabule i długich dziejach tej litewskiej legendy trochę żartobli- wie, acz jednocześnie i przewrotnie, zapisana jest metafora przywiąza- nia Wilna i Wileńszczyzny do swoich trubadurów, ich fascynacja pięk- nem przyrody ojczyzny, a zarazem zapewne (co jest już moją supozycją) głębia symbiotycznego związku pomiędzy naturą i sztuką. Nie wiemy, niestety, jak rozumieli tę legendę Zagórski i Miłosz, i co ich w niej po- ruszało, ale mamy prawo podejrzewać, że – oprócz podniesionych tu już kwestii – musiał na nich bez wątpienia robić wrażenie obraz artysty, wchodzącego w tak głęboki dialog z naturą, że nieruchomiała z wra- 10 Cz. Miłosz, Nigdy od Ciebie, miasto, w: idem, Wiersze, t. 2, Kraków 1987, s. 115. 11 Por. Słowik i róża, w: W. Zahorski, Podania i legendy wileńskie, Wilno 1925. 27 WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY żenia, co obiektywizowało jego geniusz12. Zapewne ważna dla nich była też druga warstwa symboliczna: marzenie poetów wszystkich epok o zatrzymaniu i utrwaleniu na kliszy słów piękna przyrody. Być może zatem ta legenda – słuchana w dzieciństwie i młodości – trafi ała jakoś w przeczucia przyszłych pisarzy i ich intuicje co do tego, dokąd w spo- sób naturalny dąży talent i co jest jego weryfi katorem. Już poeci doby renesansu uważali, że otaczająca człowieka natura – jako twór boski – jest wzorcem doskonałości, a zatem jej opisywanie stanowi podjęcie rywalizacji z Wszechstwórcą. W tym wypadku: ucieleśnionym w szcze- gólnie bogatej i efektownej przyrodzie Wileńszczyzny. Historia wileńskiego „przeklętego pokolenia” z lat międzywojen- nych nie ma w sobie, niestety, niczego baśniowego, choć zrodzona przez nie poezja wyraźnie zdradza zarówno fascynację fantastyką oraz „dziejami legendarnymi” tej krainy, jak i świadomość kulturowego sen- su jej mariaży z kolejnymi pokoleniami poetów, dojrzewającymi w cie- niu Zamkowej Góry i pragnącymi skadrować ją w swojej twórczości. W końcu chodziło o ulotną zjawiskowość świata, w którym przeżywali swe pierwsze wtajemniczenia w naturę i kulturę. Nigdy zaś ten od- biór nie jest tak intensywny jak właśnie w latach dojrzewania. Chodzi- ło o coś, co wydawało się magicznie piękne, a jednocześnie komplet- nie niepochwytne. Nic dziwnego więc, że drugim wielkim tematem, a zarazem i fascynacją żagarystów – oprócz historii – stanie się natura. Piękna i nieobliczalna, otwarta dla zmysłów, ale jednocześnie absolut- nie zagadkowa, niemiłosierna i okrutna. Oczywiście literatura czerpie pełnymi garściami ze skarbnicy mi- tów i legend, odwołuje się do fantazji i poezji, posługuje się obraza- mi ze świata jawy i snu, faktografi i i zmyślenia, wspomagając się przy tym wyobrażeniami zakorzenionymi w wyobraźni zbiorowej, jej histo- ria jednak (zwana banalnie historią literatury) bazuje tylko na faktach, a zatem relacjach, wspomnieniach, dokumentach i tekstach literackich. Jest przepaść zatem między poetą a egzegetą: pierwszy posługuje się językiem wyobraźni i lekceważy logikę; drugi, snując opowieść o ro- dzeniu się pokolenia, skazany jest na trywialny język zdarzeń, kostycz- ną kolejność wywodu, wreszcie na banalną i nużącą faktografi ę. 12 Por. frazeologizmy typu: zastygnąć w bezruchu, zastygnąć z wrażenia, skamienieć z wrażenia, zamienić się w słup soli itp. STANISŁAW BEREŚ 28 Alma Mater Vilnensis Grupce młodych poetów, którzy w 1931 roku otworzyli etap „Ża- garów”, dane było spotkać się w murach wileńskiej Alma Mater w nie- zwykle korzystnym momencie. Zarówno samo Wilno, jak i jego uczel- nia, będąca soczewką umysłowego życia północno-wschodniej części Polski, przeżywały wówczas okres wyraźnej prosperity kulturalnej. Uczelnia, jeszcze niedawno traktowana jako miejsce kursów wieczo- rowych dla nauczycieli, w krótkim czasie przerodziła się w uniwersytet o wysokich, ogólnopolskich aspiracjach. Na przeciąg kilkunastu lat – bo, jak wiemy, wkrótce wybuchła wojna – gród Giedymina stał się sil- nym ośrodkiem życia intelektualnego, konkurencyjnym nawet wobec Krakowa czy Warszawy, skąd niejednokrotnie emigrowali luminarze nauki i sztuki, by osiedlić się w mieście nad Wilią. Uniwersytet Stefana Batorego w owym czasie był sercem miasta. Umieszczony w przepięknym zespole urbanistycznym, stanowiącym stylowy kondensat gotyku, baroku i klasycyzmu, przypominający nie- co Oxford lub uczelnie włoskie, zogniskowany wokół pięciu dziedziń- ców, porozciąganych pasmami amfi lad, obrośniętych dzikim winem, poprzekreślany skomplikowanym systemem przejść i korytarzy, prze- siąknięty dostojnym duchem historii, każdym swoim detalem przypo- minał o swojej przeszłości. Ta właśnie uczelnia dała krajowi Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Joachima Lelewela, Kazimierza Jelskiego, Wawrzyńca Gucewicza, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Ignacego Chodźkę, Teodora Narbutta, Wincentego Pola, Michała Ba- lińskiego, Grzegorza Piramowicza i Szymona Konarskiego. Stąd wyszli ludzie, którzy wykładali na wielu światowych uniwersytetach (Kilian, Martynowski, Ignacy Domeyko); stąd wywodzi się cała szkoła malar- stwa polskiego13. Nazwiska wykładowców Uniwersytetu Wileńskiego należą do ścisłego areopagu polskiej nauki i kultury14. W chwili pojawienia się w tych szacownych murach Teodora Bujnic- kiego, Jerzego Zagórskiego, Czesława Miłosza, Jerzego Putramenta, Aleksandra Rymkiewicza, Stefana Jędrychowskiego, Antoniego Gołu- 13 M.in.: Franciszek Smuglewicz, Jan Rustem, Wincenty Smokowski, Kanty Rusiecki, Walenty Wańkowicz, Jan Damiel, Henryk Dmochowski, Józef Oleszkiewicz. 14 M.in.: Jakub Wujek, Maciej Sarbiewski, Marcin Poczobutt-Odlanicki, Wawrzyniec Gucewicz, Jan Śniadecki, Gotfryd Ernest Groddeck, Euzebiusz Słowacki, Franci- szek Smuglewicz itd. 29 WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY biewa, Henryka Dembińskiego i Józefa Maślińskiego uczelnia ta nie tylko, że nie straciła nic ze swego znaczenia, ale zdawała się jeszcze bardziej je rozszerzać i pogłębiać. Być może zresztą dlatego, że w sa- lach wykładowych na wszystkich kierunkach studiów pojawili się właś- nie studenci tacy jak oni – żywi, ideowi, wybitnie zdolni i inteligentni, pełni talentu oraz pasji. Choć oczywiście pamiętać należy, że ich aktyw- ny, wulkaniczny wręcz udział w życiu artystycznym i politycznym Wil- na znacznie ograniczał ich sukcesy w murach uczelni. Zapewne niewie- lu z nich nazwiemy studentami wybitnymi (prócz Dembińskiego)15, bo „nosiło ich” po wszystkich wydziałach i katedrach (jak np. Beynara-Ja- sienicę), a, co gorzej, niektórzy z nich to „wieczni” studenci i lawiran- ci, jak na przykład Władysław Gasiulis, Kazimierz Hałaburda czy Józef Maśliński (11 lat studiów), ale pamiętać należy, że ferment kulturowy niemal nigdy nie zaczyna się od grzecznych prymusów z piątkami w in- deksach, ale właśnie od tych niespokojnych i poszukujących indywidual- ności, których wszędzie pełno, nawet na innych wydziałach. Na przełomie 1928 i 1929 roku i na sześciu wydziałach USB (hu- manistycznym, teologicznym, prawa i nauk społecznych, matematycz- no-przyrodniczym wraz ze studium rolniczym, lekarskim ze studium farmaceutycznym oraz sztuk pięknych) studiowało 3177 studentów o najbardziej niezwykłej proweniencji narodowościowej, wyznanio- wej i społecznej. W 99 katedrach odnaleźć można było najbardziej wówczas znanych polskich uczonych, a wśród nich Cezarię Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz Jędrzejewiczową, Stanisława Cywińskie- go, Konrada Górskiego, Stefana Ehrenkreutza, Józefa Kallenbacha, Stanisława Kościałkowskiego, Kazimierza Kolbuszewskiego, Henryka Łowmiańskiego, Kazimierza Moszyńskiego, Jana Otrębskiego, Stani- sława Pigonia, Manfreda Kridla, Witolda Taszyckiego, Władysława Ta- tarkiewicza, Stanisława Zajączkowskiego, Mariana Zdziechowskiego16. Dzięki ich naukowej pozycji oraz energii, a także rosnącym ambicjom i renomie samej uczelni, kontakty międzynarodowe USB obejmowa- ły wszystkie poważne uniwersytety światowe, nie pomijając nawet eg- zotycznych uczelni afrykańskich, co dziś może budzić uśmiech, ale 15 W indeksie Czesława Miłosza widzimy np.: prawo narodów – 2, prawo kościelne – 3, historia ustroju państwa w staroż. Rzymie – 3, teoria prawa – 3, seminarium z teorii prawa – 2, proseminarium z ekonomii – 2. 16 Zob. X. Cz. Falkowski, Sprawozdanie rektora uniwersytetu za rok 1928/29, „Źródła Mocy” 1931, z. 7, s. 111. 30 STANISŁAW BEREŚ świadczy o potrzebie nieustannego rozszerzania kontaktów. Praca jed- nak skierowana była przede wszystkim na kształcenie młodzieży, a tu cyfry są wymowne: od 1919 do 1939 roku wydano 4619 dyplomów magisterskich i uznano 778 stopni doktorskich. Szczególnie jednak naszą uwagę zwracać musi frapująca wręcz ak- tywność studentów „Batorego”, wyładowujących swe naukowe, społecz- ne, sportowe i artystyczne pasje w 87 (!) stowarzyszeniach akademic- kich, wśród których odnajdujemy koła naukowe (24), stowarzyszenia prowincjonalne (18) i ideowe (13), korporacje (10), zrzeszenia naro- dowościowe (5) i ogólnopolskie (5), sekcje samopomocy (5), sodalicje (2), stowarzyszenia regionalne (2), kluby sportowe (2), krajoznawcze (1) oraz artystyczne (1). Akademicy dysponowali starannie wydawa- nymi periodykami, które – jeśli chodzi o jakość prezentowanego ma- teriału i poligrafi ę – stały na najwyższym poziomie w kraju17, przygo- towywali radiowy program „Kwadransa Akademickiego”, brali udział w pracach ZZLP i uczelni, uczestniczyli jako statyści w spektaklach te- atralnych, drukowali własne serie wydawnicze, zwierające rozprawy na- ukowe18 i twórczość literacką, współpracowali z dziennikami wileński- mi, włączali się w nurt życia politycznego, buszowali po okolicznych puszczach i rojstach, organizowali nocne przemarsze ulicami Wilna z pochodniami, które pewnie dziś raczej nazwalibyśmy happeningami, napełniając stare budowle i place młodzieńczym śmiechem. Próba ogarnięcia wszystkich form aktywności studenckiej bra- ci z USB i pokazania pełnego wachlarza ich kulturalnych propozy- cji z góry skazana jest na niepowodzenie; zarówno z racji swojej, jak- że trudnej do zewidencjonowania po prawie osiemdziesięciu latach, mnogości, jak i ze względu na typową dla ruchu studenckiego ulotność zjawisk artystyczno-kulturowych, mieszczących się w szerokim diapa- zonie możliwości: od zbiorowych tomików poetyckich i publikacji cza- sopiśmienniczych, poprzez odnotowane gdzieś w kronikach i wspo- 17 Por. np. W. Dąbrowski, Zamiast kroniki, „Alma Mater Vilnensis” 1933, z. 9, s. 72–75. 18 Spośród prac naukowych publikowanych w postaci książkowej przez Koło Polo- nistów warto wymienić m.in.: Placyd Jankowski (John of Dycalp) – życie i twórczość W. Charkiewicza, Język Jana Chodźki H. Turskiej, Źródła sądów w rozprawie Michała Grabowskiego „O nowej literaturze francuskiej” H. Hleb-Koszańskiej, C.K. Norwid na tle swego konfl iktu z krytyką W. Arcimowicza. Opublikowano ponadto Księgę Wergi- liusza, przygotowano pełną bibliografi ę wileńską dla „Ruchu Literackiego”, sporzą- dzono bibliografi ę Mickiewiczowską, wydawano liczne skrypty. WILEŃSKI OBŁOK, CZYLI ZANIM POWSTAŁY ŻAGARY 31 mnieniach występy akademickich chórów i szopek, aż po zagubione w pamięci, a jakże ważne dla kształtowania się pokoleniowej więzi, publiczne turnieje krasomówcze, konkursy poetyckie, barwne spekta- kle uliczne, upamiętniające pokonanie bazyliszka z Bakszty (smok był ogromny, naturalistyczny, zionący ogniem)19, zjadliwe występy Ży-Gi („Żywej Gazetki”) czy wreszcie kilkutygodniowe wyprawy piesze mię- dzy Wilnem a Cieszynem. Zachowując zatem świadomość fragmen- taryczności tego obrazu, pamiętajmy, że to niezwykłe bogactwo form aktywności twórczej i społecznej, z jaką spotykamy się, śledząc losy przyszłych żagarystów, stało się na przełomie pierwszego i drugiego dziesięciolecia wojennego udziałem całego akademickiego i nieakade- mickiego Wilna, elementem zadziwiającego boomu kulturowego, jaki przeżywało to zatopione w borach, wysunięte daleko na wschód, pro- wincjonalne miasto. „Jest błogosławieństwem, jeżeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów szkolnych i uniwersyteckich” – oświadczył Miłosz w Sztokholmie w przemówieniu noblowskim20. Wileńska Melpomena Ta odrobina wzruszenia i dumy, jaka dźwięczy w słowach Miło- sza, jest znacznie bardziej zrozumiała, gdy uświadomimy sobie, jak silny wpływ na kształtowanie się estetycznej wrażliwości „Rzeczpo- spolitej Akademickiej” – jak nazywano wtedy środowisko studenckie – miało niezwykle bogate wówczas życie teatralne miasta. Pod tym względem los był wyjątkowo łaskawy dla generacji Bujnickiego, Za- górskiego, Miłosza i Jasienicy. Nieruchawa bowiem wcześniej scena wileńska, rozparcelowana według funkcji na Teatr Wielki (repertuar 19 Była to głośna impreza z udziałem 440 ubranych w historyczne kostiumy statystów. Samego bazyliszka, wykonanego przez Wydział Sztuk Pięknych, tak opisał „Kilo- metr”: „Miał on mieć skrzydła ruchome i ruchomą szyję oraz paszczę ziejącą rozpa- loną siarką. W brzuchu potwora czterech akademików z wydziału chemii urządziło laboratorium. W myśl legendy bazyliszek miał paść rażony odbiciem własnego wzro- ku w lustrzanej tarczy tajemniczego rycerza, który musi nadjechać oczywiście od stro- ny Ostrej Bramy. Później rycerze poniosą pokonanego bazyliszka na ramionach przez całe miasto (...) W końcu znienawidzone, ohydne cielsko zostanie uroczyście spalo- ne na ogromnym stosie pośrodku placu Łukiskiego” (W. Korabiewicz, Pokusy, War- szawa 1986, s. 210). 20 Cz. Miłosz, Zaczynając od moich ulic, Wrocław 1990, s. 377–378. 32 STANISŁAW BEREŚ poważny), Teatr Miejski (scena komediowa) i sezonowy Teatr Letni, przeżyła w 1925 roku wielki wstrząs, jakim było pojawienie się w tym mieście zespołu Reduty. Sprowadzenie przez władze miasta słynnej na całą Polskę „klasztorno-masońskiej komuny teatralnej” przypo- minało nieco obecne sportowe akcje kaperownicze, gdyż znajdujący się w trudnej sytuacji zespół, mający w swym gronie artystów tej mia- ry co: Zygmunt Chmielewski, Maria Dulęba, Eugeniusz Dziewulski (kompozytor), Stefan Jaracz, Ewa Kunina, Mieczysław Limanowski, Wanda Osterwina, Konstanty Pągowski, Stanisława Perzanowska, Mieczysław Pill, Edmund Wierciński, Jacek Woszczerowicz, Feliks Zbyszewski, z Juliuszem Osterwą na czele, zastał w tym mieście wa- runki kompletnie nienadające się do pracy. Teatr na Pohulance znaj- dował się w przebudowie, zaś obiecany na siedzibę pałac nigdy nie istniał. Artyści, rozlokowani w szkołach, wojskowych koszarach, ho- telach i prywatnych mieszkaniach, nierzadko przymierający głodem (na premierę Wyzwolenia publiczność przyniosła redutowcom jedze- nie), z pasją przystąpili do pracy, nie wahając się podjąć robót remon- towych i porządkowych (nawet sami uszyli kurtynę). Już wkrótce po przyjeździe, zgodnie z artystycznymi założeniami Reduty, Osterwa wyruszył w objazd po okolicach, wystawiając Ucie- kła mi przepióreczka Stefana Żeromskiego w Białymstoku, Brześciu, Pińsku, Łuńcu, Baranowiczach, Wołkowysku, Lidzie i Mołodecznie. W auli gimnazjum Lelewela pokazał Fircyka w zalotach Franciszka Za- błockiego, zaś wkrótce (23 grudnia 1925) Wyz
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Żagary. Środowisko kulturowe grupy literackiej
Autor:
, ,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: