Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00427 008813 14653523 na godz. na dobę w sumie
Zakątek pamięci. Życie w XIX-wiecznych dworkach kresowych - ebook/pdf
Zakątek pamięci. Życie w XIX-wiecznych dworkach kresowych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 187
Wydawca: Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0285-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

XIX wiek: dwa powstania, dwa zrywy, które miały przynieść Polsce utraconą wolność. Nie przyniosły, za to zaowocowały gromadną emigracją oraz licznymi represjami zaborców: zsyłką, konfiskatami dóbr, kontrybucjami podcinającymi gospodarcze podstawy istnienia majątków szlacheckich...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 4 OPRACOWANIE GRAFICZNE ANDRZEJ BARECKI REDAKCJA MARIA MAGDALENA MATUSIAK KOREKTA ANNA SIDOREK ZDJĘCIA NA OBWOLUCIE I W KSIĄŻCE POCHODZĄ ZE ZBIORÓW JANUSZA PRZEWŁOCKIEGO, TADEUSZA JEŁOWICKIEGO, TOMASZA MAŃKOWSKIEGO ORAZ AUTORKI WYDANIE I COPYRIGHT © BY IRENA DOMAŃSKA-KUBIAK, 2004 COPYRIGHT © BY WYDAWNICTWO ISKRY, WARSZAWA 2004 ISBN 83-207-1761-2 WYDAWNICTWO ISKRY UL. SMOLNA 11, 00 375 WARSZAWA DZIAŁ HANDLOWY: TEL./FAKS (22) 827 33 89 E-MAIL: ISKRY@ISKRY.COM.PL WWW.ISKRY.COM.PL Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 5 mojemu Ojcu Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 7 R OZ D Z I A Ł P I E R W S Z Y  Raj utracony Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny! Jak świat jest boży, tak on był nasz własny! Jakże tam wszystko do nas należało, Jak pomnim wszystko, co nas otaczało; Od lipy, która koroną wspaniałą Całej wsi dzieciom użyczała cienia Aż do każdego strumienia, kamienia, Jak każdy kątek ziemi był znajomy Aż po granicę, po sąsiadów domy! A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, Epilog, ww. 79–87 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 9 T e słowa to wspomnienie czło- wieka oddalonego od rodzinnych stron tak w czasie, jak i w prze- strzeni. To samo myślały i czuły całe pokolenia Polaków, którzy z różnych przyczyn musieli opuścić swoje domy. Wielka Emigracja 1831 roku to osiem do dziewięciu tysięcy osób, w trzech czwartych szlachty, ludzi, którzy musieli wyjechać z kraju w obawie przed carskimi represjami popowstaniowymi. Większość z nich spędziła resztę życia na obczyźnie, nie przestając jednak nigdy tęsknić za do- mem rodzinnym. Ta sama sytuacja po- wtórzyła się ponad trzydzieści lat później, po powstaniu styczniowym. Wtedy wła- śnie umocnił się do dziś niewygasły mit dworu. Lata sześćdziesiąte XIX wieku to jednocześnie czas narodzin nowoczesnej prozy realistycznej. Zarówno w powie- ściach, jak i w pamiętnikach sprawy po- wstania, a później wyrzucenia z domu są osią wszystkich innych zdarzeń; powsta- nie było punktem zwrotnym w życiu wie- lu rodzin, które traciły bliskich, a zaraz po- tem majątki. Po klęsce już nic nie mogło być tak jak przedtem. Czas powstania to okres, w którym go- spodarze, zajęci innymi sprawami, nie dbali o zasiewy czy inwentarz. Mężczyźni odchodzili do oddziałów powstańczych, odsyłano tam konie i zaopatrzenie. Woj- sko w lesie potrzebowało prowiantu oraz mnóstwa przedmiotów do przetrwania i walki. Żołnierze rosyjscy rekwirowali na swoje potrzeby wszystko, co wpadło im w ręce, a po nich przychodziły grupy głod- nych powstańców, którzy wymiatali reszt- ki. Niektórzy właściciele majątków ucieka- li do miast, co powodowało jeszcze szyb- szą rujnację ich domów. Tych, którzy zo- stali, wciągał wir wydarzeń, bez względu na to, czy tego chcieli, czy nie. Czyż moż- na było, na przykład, nie przyjąć pod swój dach obrońcy ojczyzny, który nie dość, że był głodny i pozbawiony domu, to jeszcze niejednokrotnie krwawił i mu- siał ukrywać się przed prześladowaniem? Nad takimi pytaniami nikt się nawet nie zastanawiał, toteż po upadku powstania władze carskie zawsze znajdowały pre- tekst do konfiskaty majątku. Na właścicieli ziemskich, którym uda- ło się pozostać we dworach, rząd carski nałożył ogromne, latami spłacane kon- trybucje. Jednocześnie uwłaszczono chłopów. Wszystko to podcięło podsta- wy gospodarcze majątków szlacheckich, a kiedy doszedł do tego ogólny kryzys oraz światowy spadek cen zbóż, klęska 9 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 10 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  DZIEDZIC, DZIEDZICZKA, PANICZE I PANIENKI, CZYLI PO PROSTU RODZICE I DZIECI. SAHINKA NA PODOLU materialna wielu dworów została przesą- dzona. Carat wyjątkowo skutecznie ude- rzył w słaby punkt szlachty, tej niepokor- nej warstwy społecznej, która sprawiała mu najwięcej kłopotów i powodowała ciągłe zamieszanie w imperium. Uderzył w podstawę ekonomiczną dworów z dwóch stron – przez kontrybucje i przez pozbawienie darmowej siły roboczej. Zmieniona sytuacja wymagała od zie- mian przestawienia się na inny tryb go- spodarowania, w którym chłopa trzeba było nie tylko wynagradzać za pracę, ale jeszcze często namawiać go, aby w ogóle się do niej zabrał. Konieczne okazało się przewartościo- wanie ideału szlachcica. Aby przetrwać, musiał on oszczędzać, poprzestawać na małym i rezygnować z wielu zbytków, do których przywykł w dzieciństwie. W mo- wach pogrzebowych tamtego czasu wśród zalet wychwalających dobrego obywatela wymienia się oprócz patriotyzmu i religij- ności takie cechy, jak skrzętna praca i oszczędność, utrzymanie i pomnażanie rodowego majątku oraz dbałość o los włościan. Wielu, zwłaszcza wykształco- nych i majętniejszych, sprostało temu trudnemu zadaniu i jeszcze przez parę po- koleń pozostali w swoich domach. 10 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 11 R A J U T R A C O N Y  Ci, którzy nie potrafili gospodarować w nowych warunkach i żyć oszczędniej, w końcu sprzedawali zadłużone majątki i osiedlali się w mieście, gdzie próbowali funkcjonować zgodnie ze starymi zwycza- jami. Im bardziej czuli się wysadzeni z sio- dła, tym silniej starali się przekazać dzie- ciom tradycje rodzinne i wspomnienie opuszczonego domu. Do tego dochodził kompleks i poczucie winy, że oddali ro- dzinne gniazdo w obce ręce. Utracone dwory przybierały w ówczesnej literaturze symboliczną postać utraconej ojczyzny, jak na przykład w wierszu Pługa: Nędzarz, włóczęga, z błaganiem żebraczem U murów zamku mych praojców stoję I pierś mi wzbiera jękami i płaczem, Bo już nie moim dziś to gniazdo moje! (...) Biada mej głowie! I wam wszystkim biada, Którzy podobnym podążacie szlakiem. Bo kto puściznę ojczystą postrada, Jak ja nędzarzem będzie i żebrakiem. A choć się spotka z lepszych losów gwiazdą, Dawnego szczęścia nigdy nie odpyta, I nigdy dusza w nim nie będzie syta, Bo ją rodzinne tylko żywi gniazdo! A. Pług, U straconego gniazda ojczystego Dwór wspominany w takiej atmosferze podlegał idealizacji, utrwalał się jego ste- reotyp. Niegdysiejszy dom jawił się jako oa- za ładu, dostatku i spokoju wbrew wszel- kim okolicznościom zewnętrznym. Podkre- ślano takie cechy jego mieszkańców, jak prostota, gościnność, poszanowanie trady- cji, wierność Bogu i ojczyźnie. Oprócz przy- woływania obrazu wiejskiej sielanki dwór odgrywał też rolę placówki obronnej. Zgod- nie z tradycją rycerską była to gotowość szlachty nie tylko do bohaterskich zrywów patriotycznych, ale i do utrwalania polsko- ści na co dzień. Taki wizerunek dworu pie- lęgnowało wiele pokoleń Polaków i znajdo- wało jego potwierdzenie w lekturze Pana Tadeusza. Soplicowo wcielało ten stereotyp w stopniu niemal doskonałym. Pod wpły- wem tego utworu w XIX-wiecznej literatu- rze pojawiło się wielu obywateli ziemskich zachowujących sarmackie obyczaje i łączą- cych wojaczkę z pracą na roli. Ten idealny, wzorcowy ziemianin miał być dobrym go- spodarzem, nie ulegać przesądom stano- wym, a w razie potrzeby skutecznie wystę- pować przeciwko wrogom ojczyzny. W powieściach z przełomu XIX i XX wieku pojawiały się dodatkowo nowe mo- tywy. Bohater – szlachcic, Polak i katolik – całym życiem dowodził, że jedynie praca na roli, w bliskim kontakcie z przyrodą, zapewnia spokój, pogłębia głęboką, trady- cyjną religijność, a dwór stanowi jedyną i najpewniejszą ostoję polskości. Aż do ostatniej wojny był on symbolem patrio- tyzmu i trwania, a także miejscem groma- dzenia pamiątek narodowych i kultywo- wania tradycji. Po klęsce powstania styczniowego wie- le posiadłości zostało skonfiskowanych przez władze. Właściciele innych opuścili je w parę lat potem z powodu bankruc- twa. Wyrugowani z majątków ziemianie obdarzali uczuciem dwory cudze; często dzierżawione przez siebie lub rodziców, czasem dwory krewnych, przyjaciół lub miejsca, w których spędzali wakacje. Znaj- dujemy takie sytuacje w literaturze, na przykład opisane w Nocach i dniach przy- wiązanie Bogumiła Niechcica do Serbino- 11 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 12 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  wa, który był jego miejscem pracy, a także we wspomnieniach – Stefan Żeromski, wówczas uczeń gimnazjum, umieścił w swoich Dziennikach następujący passus dotyczący dworu dzierżawionego przez jego ojca: „Księżyc kąpie się w wodzie. Kontury dworku naszego tak się cudow- nie, otulone w lip ramiona, od zachodnie- go słońca odbijały, żem go nie poznał. Uczułem, jak bardzo miejsce to kocham, że miłość do tego gniazda mojego jest nie- zmierzoną”. z prawami natury, niezależnego w swej samowystarczalności. Nawet ziemianie mieszkający na stałe w mieście uważali, że „u siebie” są tylko na wsi. Chodziło zarów- no o sposób zamieszkiwania, jak i o ludzi mających podobne poglądy i system war- tości, wśród których sami czuli się na- prawdę dobrze. Ich stosunek do tych spraw świetnie wyraża Maria Rodziewi- czówna w powieści Wrzos: „Pan Bóg zrobił wieś i dwór, a czarny kamieni nawłóczył, pobudował miasto i w nim mieszka”. W opozycji do miasta wieś stała się symbolem życia szczęśliwego, zgodnego W XX wieku nastąpiły kolejne wyda- rzenia, które sprawiły, że ziemianie znowu PARK 12 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 13 R A J U T R A C O N Y  potracili swoje siedziby. Na Kresach był to czas rewolucji październikowej i wojny 1920 roku, a na pozostałym terenie okres po II wojnie światowej, kiedy to upań- stwowiono majątki ziemskie. Wydarzenia te znalazły wyraz zarówno w literaturze, jak i pamiętnikach. Opuszczali na zawsze swe gniazdo ro- dzinne – obchodzili zakątki wszystkie i że- gnali takowe, żegnali sprzęty, progi, drobiaz- gi wszystkie. T. T. Jeż, Dwór w Chrustowie Gdy w 1920 roku w czasie ofensywy bol- szewickiej przyjechałem do Raczkiewicz, nie zastałem tam już nikogo z rodziny. W przed- dzień mojego przyjazdu wyjechali wszyscy na zachód. Dom był pusty. Obchodziłem ko- lejno wszystkie pokoje, żegnając się już na zawsze z domem mego dzieciństwa. W poko- ju chłopców stały na półkach nienaruszone gabloty z motylami i kolekcją jaj ptasich. B. Zaleski, Wspomnienia Te dwa teksty powstały w odstępie stu lat, odpowiednio 1876 i 1981, a mówią do- kładnie o tym samym. Wyrokiem losu opuszczanie rodzinnej siedziby stało się udziałem kilku pokoleń Polaków i na tak dużą skalę dotyczyło tylko warstwy szla- checkiej. Było to dla tych ludzi przeżycie tak traumatyczne, że świadomość wyko- rzenienia przekazywali w spadku dzieciom. Chcieli dla nich ocalić coś z tamtego nieist- niejącego świata i pisali wspomnienia. Może dlatego właśnie większość pamiętni- ków dotyczy życia na Kresach. W kulturze szlacheckiej ziemia była nie tylko własnością i źródłem zamożno- POSTACI Z RODZINNEGO ALBUMU 13 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 14 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  ści, ale też symbolicznym potwierdzeniem tożsamości. Zaraz po wymienieniu nazwi- ska mówiło się, skąd się jest. Wywodzić się z jakiegoś miejsca znaczyło wskazywać na swoje związki z innymi ludźmi, z języ- kiem i obyczajowością, z tradycjami i reli- gią, a także z krajobrazem i klimatem. Zie- mia nie tylko była własnością człowieka; człowiek należał do niej równie silnie. Chłop był do ziemi przypisany, a szlachcic „pisał się z ziemi”. Zagmatwane losy nie- których właścicieli dworów wskazują wy- raźnie, że po zerwaniu kontaktu z miej- scem urodzenia zupełnie nie potrafili oni znaleźć sobie miejsca w świecie. Nie nęciły mnie kraje dalekie, kochałem swój kraj poleski, pełen uroku, bory pachną- ce żywicą, te puszcze zarzeczne porośnięte tak gęsto wyniosłym drzewostanem liścia- stym, z wijącym się dokoła pni dzikim chmielem, te jeziora większe i mniejsze, co- raz to w rozległej puszczy spotykane, do któ- rych dojście w wiadomych tylko miejscach jest dostępne. Przez puszczę przechodziła jed- na tylko wąska ścieżka, po której można by- ło iść tylko gęsiego. A jakie w tej puszczy ki- piało życie! Gdy przechodziłeś ścieżką, rap- tem z trzaskiem i chrumkaniem pobiegło od ciebie stadko dzików. Nieco dalej dojrzało się na ścieżce stojącą klępę z małym źrebakiem. Z pobliskiego jeziora dochodziły odgłosy ty- sięcy swarzących się kaczek… Wszystko to minęło i już nigdy nie wróci. A. Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu... Jest oczywiste, że przeszłość oglądana z pozycji wygnańca musi być idealizowa- na, ale w przypadku życia szlachty doszło do hiperidealizacji. Może dlatego, że razem 14 z dworami odeszła w niebyt kultura pew- nego plemienia. Plemienia, którego człon- kowie wystarczali sami sobie, nie tylko że- nili się między sobą, ale w ogóle wszelkie życiowe sprawy załatwiali we własnym gro- nie, a dzieci wychowywali tak, aby je raz na zawsze uchronić od zewnętrznych wpły- wów. Mieli nawet własną rodzinno-przy- jacielską gwarę i filozofię, która mówiła, że ich obowiązkiem, przeznaczeniem i szczę- ściem jest trwać na rodzinnej ziemi. Wszystkie ważne sprawy starali się zała- twiać we własnym gronie; mało jest doku- mentów z tamtej epoki, pod którymi wid- niałby inny podpis niż ziemianina-sąsiada. Niemal w każdym powiecie żył ktoś, oczy- wiście mężczyzna, o dużym autorytecie moralnym, do kogo zwracano się z prośbą o rozstrzygnięcie sporów wewnątrzrodzin- nych, egzekucję testamentu, przewodni- czenie radzie familijnej czy wreszcie o zwy- kłą radę w sprawach gospodarczych lub domowych. Ważną cechą życia ziemian była bowiem solidarność stanowa i goto- wość niesienia pomocy w razie nieszczę- ścia. We wspomnieniach czytamy często o opiece, jaką roztaczali sąsiedzi nad wdo- wą i jej dziećmi. W tamtych czasach śmierć częściej niż dzisiaj zabierała ludzi w sile wieku. Wdowy, zwłaszcza młode i bez doświadczenia w prowadzeniu go- spodarstwa, potrzebowały pomocy. Jeśli umierający mąż zdążył poprosić przyjaciół o opiekę nad pozostawioną rodziną, to ta- kie zobowiązanie wszyscy traktowali jak święty obowiązek. Czasem i bez tej obiet- nicy zaprzyjaźniony sąsiad przyjeżdżał do- glądać gospodarstwa, nawet co dzień, po- mimo że w swoim majątku też miał nie- mało pracy. Podobnie poczuwano się do Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 15 R A J U T R A C O N Y  odpowiedzialności za rodziny uwięzio- nych, zesłanych na Syberię czy zaginionych w zawierusze wojennej. Takich „kurato- rów” było zazwyczaj dwóch lub trzech i so- lidarnie dzielili między siebie obowiązki związane z osieroconym majątkiem i ro- dziną. Poza decyzjami związanymi z go- spodarstwem podejmowali oni ustalenia dotyczące kształcenia dzieci, ich mał- żeństw i dalszych losów. Wobec takich oznak przyjaźni kobieta czuła się tak bez- pieczna, że nawet młoda i niedoświadczo- na była w stanie utrzymać majątek w swo- ich rękach. Poza tym działała tu zasada wzajemności – każdy z aktualnych opieku- nów miał świadomość, że jego rodzina też może nieraz potrzebować pomocy. Pa- miętnikarze opisują równie często przy- padki sąsiedzkiej pomocy w chwilach nie- szczęść, jak pożar czy klęska nieurodzaju. Pożary zdarzały się stosunkowo często, a drewniane domy płonęły błyskawicznie i doszczętnie. Przyjaciele przysyłali wtedy drewno na budowę i opłaconych ludzi do pracy. Często na jakiś czas przyjmowali pod swój dach pogorzelców, dzielili się sia- nem czy karmą dla zwierząt. Powszechnie pożyczali sobie pieniądze „na gębę”, bez SANECZKI W KRASIŁOWIE NA PODOLU 15 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 16 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  weksli czy innych potwierdzeń. To w spo- sób szczególny zobowiązywało do termi- nowego zwrotu gotówki. Oczywiście kultura ziemiańska nie by- ła zjawiskiem jednorodnym; istniała prze- cież całkiem uboga szlachta zaściankowa, a obok niej duże dwory mniej lub bardziej zamożne i w końcu arystokratyczne rezy- dencje, jakich nie powstydziłyby się naje- legantsze stolice Europy. W każdym z tych miejsc życie toczyło się odmiennym try- bem. Przy tym inne obyczaje panowały w różnych regionach kraju i inne prawa obowiązywały pod trzema różnymi zabo- rami – życie we dworach wielkopolskich wyglądało zupełnie inaczej niż na Litwie czy w Galicji. W tej książce piszę głównie o terenach pod zaborem rosyjskim i o Kre- sach Wschodnich. Po prostu większość au- torów pamiętników, powieści i poema- tów pochodzi z tamtych terenów. Nie wiem, dlaczego właśnie tam ziemianie tak często i tak chętnie chwytali za pióro; mo- że tamta ziemia w sposób szczególny na- daje się do pokochania? Przy tym wszystkim nie można zapo- minać, że na początku XIX wieku właści- ciele ziemscy nadal korzystali z darmowej pracy chłopów, a po uwłaszczeniu musie- li nauczyć się innego gospodarowania. Wielu z nich zostało wtedy zmuszonych do unowocześnienia swoich folwarków i zmniejszenia liczby zatrudnianych osób. Miało to oczywiście wpływ na styl życia, który stawał się bardziej otwarty i nowo- czesny. Jedno pozostawało niezmienne – kolejne pokolenia wychowywały się pod tym samym dachem, wśród tych samych pamiątek rodzinnych, pod czujnym okiem tych samych antenatów spoglądających z portretów. Dwór zdawał się tym miej- scem, w którym trwają, mimo wszelkich burz dziejowych, wciąż te same wartości i zawsze te same polskie obyczaje. Razem z dworami zniknął na zawsze styl życia nie do odtworzenia w innym czasie i miejscu. Patriarchalny dom z za- pracowanym ojcem, dziadem wspomina- jącym młodzieńcze wojowanie, kobietami drepczącymi cały dzień po domu, by wie- czorem śpiewać patriotyczne pieśni przy fortepianie, z mnóstwem służby i rezy- dentów zaludniających każdy kąt – oto przekazany przez literaturę obraz tego ży- cia. Musiał mieć jakieś ciepło i magiczny urok, za którym tęsknili wygnańcy, a któ- ry do dziś promieniuje z kart ich pamięt- ników. Już wjeżdżamy do alei wysokich topoli. Z dala widać już studnię i bramę wjazdową, a jeszcze dalej zza gęstych, starych drzew wy- glądają białe, okrągłe słupy ukochanego do- mu rodzicielskiego. Koniska wiedząc, że jest to już koniec ich pracy dzisiejszej, a być mo- że nerwowo odczuwając pragnienie moje znalezienia się już w ramionach moich naj- droższych – coraz to zwiększają tempo swoje- go kłusa i jak wryte stają przed gankiem. Zeskakuję z kozła i ze łzami w oczach, a ra- dością w sercu padam w ramiona rodziców, sióstr, dziewczynek. Poza tym czule jestem witany przez cały personel domowy. A. Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu… Razem z owym stylem życia poznikały różne drobne szczegóły tego świata, jak, ot chociażby, róża Mareshal Niels. Nigdy jej nie widziałam, ale wiem o niej sporo, bo występuje w większości wspomnień, 16 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 17 R A J U T R A C O N Y  słyszałam też o niej od dziecka. Była to pnąca róża o mocno pachnących kwiatach herbacianego koloru, które zwisały w dół na długich ogonkach, jak „płaczące”. Kwi- tła w lutym. Hodowano ją w oranżeriach i przy różnych rodzinnych fetach wnoszo- no kwitnącą do salonu. Musiała być czymś szczególnym, skoro pamiętają o niej prawie wszyscy, którzy niegdyś za- mieszkiwali dwory. Dziś, kiedy one już nie istnieją, nie spotyka się także tej odmiany róży. Być może uratowała się gdzieś w ogrodniczych kolekcjach, a może ode- szła w niebyt razem z tamtą epoką. Podejmuję próbę opisania świata, który sama znam tylko z opowieści, tak jak różę Mareshal Niels, której nigdy nie wąchałam. Nie zamierzam uciekać przed sentymen- talizmem i nostalgicznym spojrzeniem wstecz, gdyż uważam, że ten sposób pa- trzenia przynależy do tamtej rzeczywisto- ści. Staram się oddać mentalność tamtych ludzi, stąd taka mnogość cytatów zamiesz- czonych w tekście. Chciałam, by mieszkań- cy dworów przemówili własnym głosem. Nie będę pisać o chłopach, bez których żaden dwór by przecież nie istniał, ale któ- rzy dla kultury szlacheckiej nie mieli więk- PRZYJACIEL RODZINY 17 Dworki 01/2 14•06•04 11:28 Page 18 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  szego znaczenia. Istnieli co prawda gdzieś poza granicami parku, ale dzieliła ich od panów ogromna przepaść cywilizacyjna. Na Kresach Wschodnich od katolickiego dworu oddzielała ich dodatkowo prawo- sławna religia i ruski lub litewski język. By- li jedynie terenem misyjnym, na którym panie z towarzystwa realizowały swoje fi- lantropijne pomysły. Praca ta nie ma ambicji naukowych ani nie pretenduje do bycia kompendium wie- dzy na temat ziemiaństwa kresowego. Nie zatrzymuję się też dłużej nad architekturą ani sztuką, jaką spotykało się we wnę- trzach. Próbuję raczej rzucić snop światła na życie ludzi, którzy jako licząca się war- stwa społeczna już odchodzili do historii, ale nadal tworzyli kulturę o tak wysokim stopniu atrakcyjności, że z czasem przyj- mowali ją za swoją i chłopi, i mieszczanie, i robotnicy, a nawet ludzie innej narodo- wości. Lata Peerelu i zwycięskiego socjali- zmu miały wymazać z pamięci społecznej każdy ślad istnienia tych ludzi, nazwanych wrogami ludu. Podejrzane i w związku z tym nieużywane było nawet słowo „zie- mianie”. Kultura i wartości wyznawane przez ziemian okazały się jednak na tyle silne, że dziś ze zdumieniem odkrywamy na nowo ich atrakcyjność. Zapraszam Cię więc, Czytelniku, do starego dworu; razem zobaczymy, jak żyli, czym się smucili i jak się radowali jego mieszkańcy. Dworki 02/2 14•06•04 11:32 Page 19 R OZ D Z I A Ł D R U G I  Dom obszerny, wygodny, rodzinny (cid:229) ród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; (cid:229) wieciły się z daleka pobielane ściany, Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni. A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, ks. I, Gospodarstwo, ww. 23–28 Dworki 02/2 14•06•04 11:32 Page 21 Dwory bywały różne. Jedne, te ubogie, zamieszkane przez szlachtę zagrodową lub dzier- żawców, były małe, kryte sło- mą, a od chłopskich chałup różniły się je- dynie skromnym ganeczkiem. Inne, nale- żące do średnio zamożnych ziemian, sze- roko i pewnie rozparte, świeciły w słońcu równym szeregiem okien. Były też praw- dziwie pańskie rezydencje – wielkie, ozdobne, niemalże pałace. Wszystkie je łączył specyficzny styl życia mieszkańców – wiejski w odróżnieniu od mieszczan i inteligencji, ale przecież zupełnie inny niż chłopski. Dwór był nie tylko mieszkaniem, ale też miejscem pracy, ośrodkiem zarządza- nia majątkiem ziemskim i miejscem na- uczania dzieci. W dużej mierze był samo- wystarczalny pod względem zaopatrzenia w żywność i wiele innych dóbr. Typowy dwór polski był zbudowany na planie prostokąta, w stylu klasycystycz- nym, z wysokim, często łamanym dachem gontowym i z dużym podjazdem na fron- cie. Najczęściej był parterowy, drewniany, szalowany deskami i malowany na biało. Aby się do niego dostać, trzeba było prze- jechać przez zawsze otwartą bramę i dłu- gą aleją wysadzaną starymi drzewami. W literaturze dworkowej w XIX wieku ła- two trafić na podobny opis. Stał tam jeden z tych starych obecnie, modrzewiowych domów, które przenoszą wyobraźnię w odległe czasy, przypominając dawną prostotę, dawne bogactwo i dawną gościnność. Dom ten o kilkunastu fronto- wych oknach, postawiony na wzgórzu pano- wał nad okolicą; poza nim nieruchoma i szeroko rozłożona stała ściana gęstej ziele- ni ogrodów, tak widać jak i dom starych, a wkoło wrzał ruch niezmierny, jakiego ni- gdzie więcej w okolicy nie spostrzegłam. E. Orzeszkowa, Pamiętnik Wacławy Dużą wagę przywiązywano do wejścia do domu, które powinno wyglądem zapra- szać gości do wnętrza. A więc szerokie scho- dy i obszerny, wsparty na kolumnach ga- nek, a przed nim gazon z kwitnącymi dy- wanowo kwiatami i posadzonym central- nie ozdobnym krzewem. Bardzo często ga- nek wyciągnięty był aż do klombu i two- rzył podjazd, pod który zajeżdżały powozy. Był on zwykle brukowany, posypany pia- skiem, tak że państwo, wychodząc z domu, mogli suchą nogą przejść do bryczki. Z ganku wchodziło się do dużej sieni ozdobionej trofeami myśliwskimi. Mogły 21 Dworki 02/2 14•06•04 11:32 Page 22 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  POWÓZ ZAPRZĘŻONY W CZTERY KONIE to być rogi jeleni i łosi, wypchane ptaki i głowy dzikich zwierząt. Spotykało się tu orła czy jastrzębia z rozpostartymi skrzy- dłami, pięknie upierzone bażanty i cietrze- wie, odyńca z imponującymi kłami, a na- wet szczerzącego zęby niedźwiedzia lub żu- bra. Stały tu także szafy na okrycia, dalej wieszaki dla gości, skrzynie i kufry zawiera- jące futra lub inną nieużywaną aktualnie odzież. Często w sieni znajdowała się jesz- cze otomana lub fotele i biurko. W star- szych dużych dworach sień przechodziła na przestrzał przez cały dom i kończyła się z drugiej strony innym gankiem, wycho- dzącym na ogród. Mniej więcej w połowie XIX wieku sień zmniejszyła się, a na wprost wejścia pojawiły się drzwi do salonu. W planach domostw widać wyraźny podział przestrzeni na część reprezenta- cyjną, mieszkalną i gospodarczą. Architekt Stanisław Szafarkiewicz w rozprawce Bu- dowa dworków wiejskich z 1882 roku pisze: „Chociaż tak ilość jak i wielkość pokojów zależy od stanu majątkowego właściciela, to jednakże dworek taki powinien się skła- dać co najmniej z pokoju do zajęć zwy- kłych, salonu, jadalni, pracowni dla wła- ściciela, sypialni dla państwa i dla dzieci, pokoju dla bony lub nauczyciela domo- wego, z dwóch lub trzech pokojów gościn- nych, z obszernej kuchni z jedną lub dwo- ma spiżarniami, z izby dla czeladzi i z sy- pialni dla służby, oprócz dostatecznej licz- by piwnic i góry”. Najskromniej licząc, jest 22 Dworki 02/2 14•06•04 11:32 Page 23 D O M O B S Z E R N Y , W Y G O D N Y , R O D Z I N N Y  to jedenaście pokoi, bez pomieszczeń go- spodarczych. Notabene architekt ten nie wymienia w ogóle łazienki i ubikacji. Pokoje sytuowano najczęściej w amfi- ladzie, ale ówcześni ludzie przykładali mniejszą wagę do intymności życia niż współcześni. Chociaż być może Janina Żółtowska przesadza, kiedy pisze: „Całe życie koncentrowało się w salonie i poza nim nosiło cechy koczowania” (Inne czasy, inni ludzie), to jednak z całą pewnością najważniejszym pomieszczeniem w domu był salon. Umeblowanie tego pokoju było wizytówką właścicieli i świadczyło nie tyl- ko o ich zamożności, ale i o dobrym lub złym guście, orientacji w światowych no- winkach i ewentualnie o zamiłowaniach artystycznych. Na początku XIX wieku modne były drogie meble mahoniowe w stylu empire, kryte adamaszkiem. Ku- powano też pojedyncze sztuki z hebanu czy palisandru. Mniej zamożni zadowalali się krajowymi meblami wykonanymi na wzór tych drogich, zagranicznych, ale z tańszego surowca: z orzecha, dębu i je- sionu. W połowie wieku w salonach zapa- nował biedermeier. Były to meble proste i wygodne. Mahoń pozostawał w łaskach jeszcze przez wiele lat, ale skutecznie kon- kurowały z nim całkiem ładne meble z su- rowca krajowego fornirowane drewnem z drzew owocowych – gruszy i czereśni. Chętnie wykorzystywano ozdobne układy słojów, stosowano intarsję. W skład gar- nituru mebli wchodziła długa kanapa i ustawiany przed nią okrągły czy owalny stół, a dookoła niego cztery lub częściej sześć foteli. W malowniczych grupach roz- stawiono po kilka krzeseł i mniejszych stolików oraz wiele mebelków pomocni- czych, np. do ręcznych robótek. W oszklo- nej serwantce można było podziwiać ar- tystyczne bibeloty, a na drewnianych po- stumentach pyszniły się popiersia, świecz- niki lub wazy. W salonie modne były wiel- kie lustra w ozdobnych ramach, a także żardyniery z roślinami doniczkowymi. Dużo miejsca zajmował fortepian z odpo- wiednim taboretem. Całe pomieszczenie ogrzewał komi- nek. Często był ujęty w marmurowe ra- my, a przed nim stał ozdobny parawan. Na gzymsie kominka z upodobaniem umieszczano zegar. Biedermeier nie znosił pustych miejsc, ściany zawieszano więc portretami rodzinnymi, pejzażami i foto- grafiami. Okna ubierano muślinowymi, upiętymi firankami, a za oknami, jak do- datkowa ozdoba, rozciągał się ogród. Prze- chodził on płynnie w krajobraz, z okien widać było łąki, może staw lub rzekę, cza- sem las. Ten widok w szczególny sposób stawał się częścią wystroju wnętrza. Tak wspomina poleski dwór swoich dziadków Janina Żółtowska: „Duży salon za przed- pokojem zajmował całą szerokość domu. Trzy jego okna z jednej strony wychodziły na dziedziniec, a drugie trzy na coś, co mogło nazywać się tarasem, czyli partery kwiatów i rzekę. Latem od wody szły świe- tlane smugi ruszające się po suficie, zimą wielkie przestrzenie śniegu pokrywające rzekę i rozciągające się za nią łąki tworzy- ły wewnątrz domu atmosferę z kryształu i alabastru”. Posadzka w salonie też była wytworna, układana z klepek, często w ozdobną mo- zaikę. Przynajmniej raz w tygodniu była woskowana i codziennie froterowana. W zimie przykrywano ją wełnianym dy- 23 Dworki 02/2 14•06•04 11:32 Page 24 Z A K Ą T E K P A M I Ę C I  wanem, aby ocieplić pomieszczenie. Stały tam jeszcze, dziś już całkiem zapomniane, drewniane spluwaczki napełnione pia- skiem. Sprzęt ten zwano z francuska kru- szuarką i umieszczano w każdym pokoju przynajmniej jedną. Spluwaczka była przedmiotem tak pospolitym, że czasopi- sma kobiece zamieszczały wzory „eleganc- kich kruszuarek”. Salony te odznaczały się zarówno prosto- tą połączoną z brakiem pretensji, jak pewną okazałością. (cid:252) ączyły się jak każdy dwór w Pol- sce z otaczającą przyrodą, ze słońcem, rzeką, wiosną i zapachem ogrodu. Jesienią i zimą zachody bliższe południa zapalały na niebie pomarańczowe smugi. Latem otwarte drzwi prowadziły na ganek z białymi słupami i stopnie jego rozgrzane od upału. J. Żółtowska, Inne czasy, inni ludzie W większych, zamożniejszych dwo- rach salon łączył się z oranżerią. Przez szklane drzwi po paru schodkach schodzi- ło się do ogrzewanego pomieszczenia, gdzie zimą kwitły żółte róże Mareshal Niels, a w dużych drewnianych donicach rosły agawy, drzewa pomarańczowe, cy- FRAGMENT SALONU 24
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zakątek pamięci. Życie w XIX-wiecznych dworkach kresowych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: