Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00280 004550 14271860 na godz. na dobę w sumie
Zakład  - ebook/pdf
Zakład - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 273
Wydawca: Wydawnictwo e-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-81-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Historia zaczyna się w barze, w którym bogaty Ryszard zatrudnia młodego Pawła jako - kochanka swojej żony. Atmosferę podgrzeje żart - nieświadomej jego konsekwencji - kochanki Ryszarda. Do wrzenia dojdzie, gdy na przejeździe kolejowym policja znajdzie rękę uciętą komuś poniżej łokcia. Po ręce do kłębka - tak można by streścić śledztwo policji. Ale czy dzielni funkcjonariusze zdążą przed Ryszardem i jego pomagierami? I ile ostatecznie będzie trupów i złamanych serc? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w Zakładzie, w którym konwencje mieszają się niczym gatunki muzyczne u Zappy.


Andrzej Boruszewski

Za młody by umrzeć, za stary na złudzenia - parafrazując tytuł jednej z piosenek Jethro Tull, tak bym siebie scharakteryzował. Nie mam złudzeń, że wyrośnie ze mnie nowy Dostojewski, czy chociaż Chandler, ale nie zamierzam też z tego powodu tylko czytać, skoro lubię też pisać i są chętni, by to czytać.

Na sumieniu mam chyba z kilkadziesiąt anonimowych opowiadań wydrukowanych w różnych kobiecych czasopismach, dwa opowiadania pod własnym nazwiskiem w niewychodzącym od dawna czasopiśmie humorystyczno-literackim Grizzli, a także główną nagrodę (wycieczka do Nowego Jorku) w konkursie MAXa w 1999 roku.

Skutecznie uprzykrzam życie jednej żonie, dwójce dzieci, dwom psom i jednemu kotu. Od wielu lat ten sam fioł - Frank Zappa. Ale lubię też czerwone wino i smażone mięso. Więcej na mojej stronie: www.andrzejboruszewski.pl

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

w AAnnddrrzzeejj BBoorruusszzeewwsskkii ZZ AA KK ŁŁ AA DD Andrzej Boruszewski: Zakład | 3 © Copyright by Andrzej Boruszewski e-bookowo 2011 zdjęcie na okładce: Iness Rychlik projekt okładki: Beata Rychlik ISBN 978-83-62480-81-4 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2011 www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 4 – A może tamten? Wydaje mi się, że by się nadał. Mężczyzna, który wypowiedział te słowa już dawno przekroczył pięćdziesiątkę, ale trzymał się dzielnie, w czym podobny był trochę do starego samochodu, mającego wprawdzie czasami kłopoty z ru- szeniem z miejsca, ale takiego, co to jak już ruszy, to do mety doje- dzie. Jeśli trzymać się tego porównania, to należy uczciwie powie- dzieć, że połysk karoserii nasz samochód zawdzięczał nie tyle jako- ści lakieru, co ilości i jakości kosmetyków użytych do podkreślenia koloru i połysku, tudzież zatuszowania rys, a w jego sylwetce było coś, co sugerowało wojskowe pochodzenie. Krótko mówiąc, mężczy- zna przypominał nie pierwszej młodości, ale jeszcze na chodzie sa- mochód terenowy, z napędem na cztery koła oczywiście, podraso- wany w pierwszorzędnym warsztacie tuningowym. Jego towarzyszką była sportowa limuzyna. Niestety, tylko na pierwszy rzut oka firmowa. Każdy fachowiec po dokładniejszych oględzinach nie miałby wątpliwości, że to składak. Za to, z jakich części! W oczy przede wszystkim rzucały się zderzaki, z pewnością sprężyste i gotowe przyjąć na siebie niejedną czołówkę, a także ku- fer, który chociaż niewątpliwie pojemny, to jednak zgrabny, a cho- ciaż noszony wyzywająco, to przecież z gracją i z wdziękiem. Z syl- wetki wnioskować można było znakomite przyspieszenie i z pewno- ścią dużą prędkość maksymalną. Jaskrawy, czerwony lakier przy- ciągał wzrok każdego miłośnika sportów ekstremalnych, a chociaż na dnie lamp czaiła się pustka, to jednak świeciły one blaskiem mocnym, niejednego wprost oślepiającym. I tylko hamulce pozo- stawały wiele do życzenia, co w połączeniu z nie najlepszym prowa- dzeniem na zakrętach, jazdę tym wozem czyniło na tyle podniecają- cą, by niejeden śmiałek spoglądał ku niemu okiem tęsknym, a na- www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 5 wet rozmarzonym i to pomimo jego dość już zaawansowanego wie- ku. – A może tamten? Wydaje mi się, że by się nadał. Kobieta podążyła za wzrokiem męża i zapytała: – Mówisz o tym brunecie w czerwonej koszulce? Mężczyzna potaknął głową i przytknął do ust kufel z piwem, co uczynił z ledwie ukrywaną odrazą. Nie lubił piwa i nie lubił smrodu frytek. Nie lubił swojego dawnego życia. Kobieta kontynuowała: – Niezły. Myślisz, że... – W końcu to ty będziesz z nim sypiała, nie ja. – Mam nadzieję. – To nie był udany żart. – Masz rację, przepraszam – przyznała kobieta, ale już nie pa- trzyła na męża. Obserwowała wskazanego przez niego młodego mężczyznę i wcale się z tym nie kryła. Jeśli trzymać się porównań motoryzacyjnych, mężczyzna ów był znakomitym przykładem samochodu o ciekawej, acz niezbyt od- krywczej sylwetce, wytrzymałym, z pewnością szybkim, lecz – prawdopodobnie – także o dużym zapotrzebowaniu na paliwo. Jego największą zaletą był niewątpliwie niewielki przebieg i młody rocz- nik. – I jak? – Dla mnie bomba. – Pewna jesteś? – Wiem, co mówię. Do zobaczenia wieczorem. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 6 Odprowadzana niejednym wygłodniałym spojrzeniem mężczyzn kobieta zniknęła za drzwiami baru. Jej mąż wstał od stolika, przy którym siedzieli razem i podszedł do mężczyzny wskazanego przez jego żonę. – Mogę postawić panu piwo? – zapytał. Młodzieniec spojrzał na niego nieprzychylnym wzrokiem. Wtedy on powiedział: – Przepraszam, nie przedstawiłem się, Ryszard. Jego ręka na chwilę zawisła w powietrzu i już, już miała opaść, gdy młody człowiek uścisnął ją i powiedział: – Paweł. – Ładne imię. To jak, można postawić ci piwo? – Obawiam się, że pomylił pan adres. – Obawiam się, że to ty mnie źle oceniłeś. – Mam nadzieję. – Mówmy sobie po imieniu. – Nie będzie mi łatwo. – Może jednak spróbujesz? – zaproponował Ryszard, którego wprawdzie ukłuł przytyk Pawła do jego wieku, ale chwilowo nie zamierzał na to reagować. – To może być opłacalne. – Co ma pan na myśli? – Zauważyłeś tę kobietę, z którą byłem? – Trudno było jej nie zauważyć. W szkole pewnie przezywali ją „żyleta”? – To moja żona – prawie szczerze oburzył się Ryszard. – Gratuluję. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 7 Mężczyźni chwilę milczeli. Paweł nie wiedział, o co chodzi Ry- szardowi, a ten nie wiedział, jak o tym powiedzieć. W końcu wrócił do tematu piwa, aby nieco okrężną drogą dojść do celu. – Lubisz jasne, czy ciemne? – Kobiety czy piwo? – pytaniem odpowiedział chłopak, a Ry- szard zaśmiał się i rzekł: – Najpierw porozmawiajmy o piwie. – Jasne i zimne. – Ona nie jest zimna. Paweł nawet nie spojrzał na Ryszarda. Zaciągnął się papierosem, a potem zapytał: – I co z tym piwem? Ryszardowi nie podobał się przebieg rozmowy, ale wstał i po- szedł po piwo. Bar nie należał do najlepszych. Bezbarwny lakier na drewnia- nych stołach i takich samych krzesłach zaczął schodzić ani nie w tym, ani nie w poprzednim roku, ale znacznie dawniej. Serwowa- no tutaj głównie tanie piwo, frytki, kurczaka z rożna i tym podobne tanie i nieskomplikowane dania. Był jedną z tych knajp, w których bywają ludzie niezamożni, głównie mężczyźni, a jeśli i kobiety, to nie należało się spodziewać, że będzie to jakaś dama. Chyba, że po- szukująca przygód. Ryszardowi Nowakowi nie podobało się tutaj, ale to właśnie takie miejsce wybrał z Jolą, swoją żoną, celem znale- zienie dla niej jakiegoś młodego, niezamożnego, niezbyt rozgarnię- tego, ale przystojnego – byczka. Paweł był właśnie takim młodym i przystojnym byczkiem, tyle, że zbyt dumnym, jak na gust Ryszar- da. Niepotrzebny był mu strugający ważniaka cwaniak, lecz nieco zagubiony młodzian, o ciele wystarczająco ponętnym, by zabawić jego żonę, i umyśle na tyle nieskomplikowanym, by można nim było manipulować. Mimo to postawił przed nim piwo, a także przed so- www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 8 bą, chociaż wcale nie miał na nie ochoty. Przyniósł dwa, aby chociaż w ten sposób zaznaczyć, że nie usługuje chłopakowi. – No to o piwie już wiem – zaczął rozmowę – jasne i zimne. A kobiety? – Gorące, mogą być nawet rude. Ryszard uśmiechnął się, bo jego żona była właśnie ruda. Paweł pociągnął łyk piwa i powiedział: – Mów pan, o co chodzi. – Zdaje się, że to nie jest twój najlepszy dzień. – To już nie pana problem. – Zgadza się – powiedział Ryszard, a w jego serce wstąpiła na- dzieja, że problemy Pawła są natury finansowej. – Ja mam inne kłopoty. Może moglibyśmy sobie pomóc? – Niby w jaki sposób? – To zależy od tego, jakie są twoje problemy. – A pana problemy? Bo jakoś mi pan nie wygląda na człowieka mającego jakiekolwiek. Ryszard wiedział, że Pawłowi chodzi o jego ubranie i zapach, jaki wokół siebie roztaczał. Zauważył też, że tamten odnosi się do niego z nieukrywanym lekceważeniem, a nawet złością, jakby nie lubił bogatych ludzi. Pomyślał też, że sposób wysławiania się Pawła może świadczyć o jakimś wykształceniu i może nie wielkiej, ale jednak, inteligencji. – Co robisz w takim miejscu? – zapytał młodzieńca. Ten zaśmiał się, a potem powiedział: – Śmiesznie to zabrzmiało w pana ustach. – Wracając do kłopotów... www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 9 – Nie są moją specjalnością. Lepiej niech pan powie, jakie są pa- na problemy. Oprócz tego, że się pan nudzi. – To nie mi się nudzi, nudzi się mojej żonie. Paweł kiwał ze zrozumieniem głową i uśmiechał się. Wyglądało na to, że już od pewnego czasu wiedział, w jakim kierunku podąży rozmowa. – I ja mam ją trochę rozerwać? – zapytał. – Nie za darmo – odparł Ryszard. – Dlaczego? – Dlaczego chcę za to płacić? – Dlaczego pan to robi? – Jak się zapewne domyślasz, jestem człowiekiem – jak to mó- wią – ustosunkowanym... – Domyślam się, że pana żona nie jest ustosunkowana. Chłopak był bezczelny i Ryszard zaczynał mieć tego wszystkiego dosyć. Chciał nawet wstać, wylać chłopakowi piwo na głowę, a po- tem, gdy tamten zacznie brykać, kazać swoim ochroniarzom, aby zrobili z nim porządek, ale wtedy chłopak powiedział: – Przepraszam, rzeczywiście mam dzisiaj zły dzień. Niech pan kontynuuje. – Chodzi po prostu o to, że jej potrzebny jest mężczyzna i dosko- nale wiem, że prędzej, czy później znajdzie sobie kogoś. Wolałbym, żeby to nie był nikt z naszego towarzystwa, i żebym wiedział, kto to jest. Nie chciałbym, żeby stała się jej jakaś krzywda. Ani żeby ode mnie odeszła. Ja nie mam zbyt dużo czasu, jestem zapracowany, ale nadal ją kocham i nie chcę, żeby odeszła. Chce przygód – proszę bardzo, ale bez angażowania się i bez robienia mi wstydu w towa- rzystwie. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 10 – I wymyśliliście sobie... – O nie – tym razem Ryszard przerwał Pawłowi. – To nie tak. Oona o niczym nie wie. – Przecież była tu z panem i gapiła się na mnie. – Dlatego do ciebie podszedłem. Zauważyłem po prostu, że się jej podobasz. – A po co ona przyszła w takie miejsce? Chłopak był bystry i nie podobało to się Ryszardowi. Z drugiej strony idioty też nie potrzebował. Dlatego powiedział: – Widzę, że nie od parady nosisz głowę na karku. Ona już taka jest. Boję się, że kiedyś wpadnie w jakieś tarapaty. – Mam robić za wentyl bezpieczeństwa? – Sam bym tego lepiej nie ujął. – Za ile? Pytanie było tak bezpośrednie, że Ryszarda zatkało. – Myślę, że się dogadamy – odparł po chwili teatralnym szep- tem. – Ile pan proponuje? – Coś się nagle zrobił taki rzeczowy? – Chce się pan wycofać? Paweł uśmiechał się. Ryszard nie wiedział, czy chłopak go pod- puszcza, czy bada. Postanowił przestać być dobrym wujkiem i prze- jąć inicjatywę. – Teraz ty mi powiedz o swoich kłopotach. Paweł chwilę walczył z sobą, a w końcu zaczął mówić: www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 11 – Moje problemy są banalne, otwierają drugą stronę „ciemnej strony”. – Drugą stronę ciemnej strony… A jaka jest twoja ciemna stro- na? Chłopak uśmiechnął się rozbawiony, ale i trochę z pogardą. Ry- szard to zauważył i niezadowolonym głosem zapytał: – Mógłbyś jaśniej? – Money. Ryszard odetchnął z ulgą i powiedział: – Jeśli mamy razem współpracować, muszę wiedzieć o tobie więcej. – Wylali mnie z roboty, a moja dziewczyna studiuje. Wprawdzie mamy gdzie mieszkać – mieszkanko jej babci, której się zmarło, – ale coś jeszcze trzeba jeść i z czegoś płacić czynsz. Jeśli nie będę umiał jej tego zapewnić, jej starzy zrobią wszystko, żeby znalazła sobie lepszą partię. – Nie będą musieli. Jeśli się dogadamy. – Dlatego pytam: ile? – Zatrudnię cię jako szofera mojej żony – zaproponował Ry- szard. Paweł pokręcił przecząco głową. – Dlaczego? – Jeśli moja dziewczyna zobaczy, kogo wożę... Jest strasznie za- zdrosna. – Rozumiem. – Ryszard zmarszczył czoło. – Więc co proponu- jesz? Jeśli tak po prostu będę ci dawał pieniądze, to... Sam rozu- miesz. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 12 – Dlatego powinien mnie pan zatrudnić w swojej firmie, ale z da- la od żony. Chyba ma pan jakąś firmę? – Myślisz, że byś się nadał? – Do czego? – Mam między innymi firmę budowlaną i... Jakie ty masz w ogó- le wykształcenie? – Niedoszły inżynier. – Kierunek? – Jeszcze nie zdecydowałem. – Może jako kierowca na budowie? Paweł znowu zaprzeczył ruchem głowy, co pomału zaczęło de- nerwować Ryszarda. Zapytał: – Jeśli chcesz zrezygnować, powiedz od razu. – Chcę, żeby to miało ręce i nogi – odpowiedział chłopak, wyglą- dało, że szczerze. – Dobra, pomyślę nad tym – zgodził się z nim Ryszard. – Dosta- niesz wynagrodzenie za pracę – jakakolwiek będzie – i gratis za przysługę, o której mówiliśmy wcześniej. – Ile będzie tego gratisa? – Na początek pięćset. – Za numer? Uśmiech Pawła nie podobał się Ryszardowi ani trochę, odpowie- dział jednak, że pięćset za tydzień. – Tysiąc – targował się chłopak. Ryszard westchnął i zgodził się. Chłopak jednak targował się da- lej: www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 13 – To zależy, jaką mi pan znajdzie pracę i za ile. Ryszard stężał od środka, a na zewnątrz uśmiechnął się; potem nagle spoważniał i powiedział: – To zależy, czy będziesz grzeczny i jak się spiszesz. Jeszcze nie pokazałeś, co potrafisz, a skaczesz, jak mój były księgowy. To najwyraźniej ostudziło chłopaka, bo zapytał: – Kiedy i gdzie wyznacza szef następne spotkanie? – U mnie w biurze, jutro, o jedenastej. To moja wizytówka, tam jest adres i telefon. Po tych słowach Ryszard Nowak wstał i ruszył ku wyjściu. Prze- chodząc obok ostatniego stolika w ogóle nie zwrócił uwagi na sie- dzących przy nim dwóch mężczyzn, z których jeden z pewnością nie mył się od dawna, jadł rzadziej niż pił i miał w przyszłości wpłynąć pośrednio na jego losy, chociaż żaden z nich nigdy się o tym nie dowiedział. * * * – Bardzo pana proszę, niech pan nie nalega. Sekretarka Ryszarda Nowaka była osobą młodą i ładną i jedyne, czego jej brakowało, by być w typie prezesa, to 30 centymetrów wzrostu, o które bezskutecznie modliła się każdego wieczora. Jak tylko Paweł ją zobaczył, postanowił, że nie będzie jej niczego uła- twiał. Taki miał w tej chwili kaprys. – Zapewniam panią, że pan Ryszard ucieszy się na mój widok – mówił, uśmiechając się bezczelnie. – Jeśli nie jest pan umówiony... www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 14 – A jeśli jestem? – Kogo mam zaanonsować? – Pawła. – Jakiego Pawła? – Po prostu Pawła – odpowiedział, patrząc na nią z wysoka. Kobieta spojrzała na niego zza okularów i powiedziała: – Proszę posłuchać, bardzo lubię swoją pracę i nie zamierzam jej tracić tylko dlatego, że jakiemuś przystojniakowi zachciało się... – Jakiś problem, pani Aniu? Ach, to ty, dlaczego jeszcze nie wszedłeś? Obydwoje spojrzeli w stronę, z której dobiegał głos. W drzwiach stał Ryszard Nowak. Gdy z powrotem wszedł do gabinetu, Paweł spojrzał na panią Anię i powiedział: – W życiu nie widziałem większych oczu. – Po czym wszedł za Ryszardem Nowakiem i zamknął za sobą drzwi, wskutek czego nie widział już, jak pani Ania wielkie oczy zdziwienia zamieniła na wiel- ką purpurę wściekłości pomieszanej z zawstydzeniem. Dopiero teraz, po wejściu do gabinetu Ryszarda, zdał sobie sprawę z tego, z kim ma do czynienia. Takiego biura nie widział nigdy dotąd, jeśli nie liczyć filmów w telewizji. To, co widział wcze- śniej, czyli pokój sekretarki, było zaledwie wstępem, który wprawił go w dobry nastrój, jak to zwykle bywa, gdy pracownik widzi, że jego firma ma czym płacić. W domu postanowił, że będzie twardy i tanio skóry nie sprzeda, ale poczuł, że teraz mięknie, w dodatku – tak to czuł – niemal dosłownie. A tak to sobie dokładnie przemy- ślał... www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 15 Gdy Ryszard Nowak wyszedł z piwiarni, Paweł dłuższą chwilę wpatrywał się w zostawioną przez niego wizytówkę, ale nie myślał o tym, co było na niej napisane, ale dlaczego tak łatwo się zgodził. Był w sytuacji podbramkowej, to fakt, ale żeby aż tak się sprzeda- wać?! No i Katarzyna – gdyby się dowiedziała… Ale dlaczego miała- by się dowiedzieć? Albo dlaczego miałoby to coś zmienić między nimi? Wystarczy, że utrzyma wszystko w tajemnicy, a nikt nawet nie zauważy, że coś jest nie tak. Grunt to umieć oddzielić sprawy prywatne od zawodowych. I umieć zachować godność, nie dać sobą pomiatać. Siedział teraz w gabinecie swojego nowego pracodawcy i z przy- krością stwierdzał, że rura nieco mu mięknie. – Nie zamyślaj się tak – przerwał mu rozmyślania Ryszard. – Przyszedłeś, czyli się zgadzasz? Pytanie było proste, a mimo to Paweł nie wiedział, co powie- dzieć. Czuł się onieśmielony i zmieszany. Miał przed sobą prezesa wielkiej firmy, niewątpliwie bardzo bogatego i wpływowego gościa, który niewiele miał wspólnego z Ryszardem, jakiego poznał w pi- wiarni. – Tak, zgadzam się – usłyszał swój głos. – Warunki są takie – mówił prezes, przypalając sobie papierosa. – Moja żona ma nie wiedzieć, że ja wiem. Rozumiesz? Paweł potaknął głową i pomyślał: „Nawet nie zapytał, czy zapalę, a przecież widział mnie z papierosem.” – Po drugie – ciągnął tamten – to ja będę kontaktował się z tobą, a nie ty ze mną. Po trzecie, nigdy nie zapomnisz, kto cię wynajął i kto ci płaci, rozumiesz? Paweł znowu potaknął głową. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 16 – I najważniejsze: zabawa może zostać przerwana w każdej chwi- li bez żadnego tłumaczenia z mojej strony. – Jestem za – zgodził się Paweł. – Jestem za do tego stopnia, że aż powtórzę: zabawa może zostać przerwana w każdej chwili bez żadnego tłumaczenia z mojej strony. Prezes Nowak spojrzał na niego z ledwie skrywaną pogardą i po- wiedział: – Wracając do twojej pracy – będziesz kierowcą w moim biurze. Nie znaczy to, że będziesz mnie woził. Będziesz siedział w samochodzie i będziesz czekał, aż ktoś zadzwoni. Mam nadzieję, że najczęściej będzie to moja żona. Oczywiście zdarzy się, że bę- dziesz musiał po kogoś wyjechać na lotnisko, albo kogoś lub coś gdzieś zawieźć, ale z pewnością nie będzie to zbyt uciążliwa, czy czasochłonna praca. Dostaniesz trzy tysiące na rękę, komórkę i za- liczkę na drobne wydatki. To chyba nie najgorsze warunki. Oczywi- ście plus wcześniej ustalona premia za twoje właściwe zajęcie. Cie- szę się, że się dogadaliśmy. – Ryszard wstał, jakby miał zamiar się pożegnać. – Mam jedno pytanie – powiedział wtedy Paweł, również wsta- jąc. – Skąd pan wie, że pana żona na mnie poleci? – Znam jej gust. Zaufaj mi. Jeszcze jedno. Musisz zrobić badania lekarskie. Pani Ania da ci skierowanie. Co się dziwisz? To normalna procedura. Dokładnie w tym momencie do gabinetu weszła kobieta. W pierwszej chwili Paweł jej nie poznał, ale gdy zapytała czy można i spojrzała na niego, już wiedział, że to ta sama, z którą Ryszard Nowak był w piwiarni. Nie wiedział, czy ma wyjść, czy zostać, więc stał jak jakiś niepotrzebny przedmiot. Z pomocą przyszedł mu jego nowy szef. – Do widzenia panu – powiedział. – Pracę zaczyna pan od jutra. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 17 – Do widzenia. – Przepraszam bardzo. – Żona Ryszarda zwróciła się do Pawła. – Czy my się już gdzieś nie widzieliśmy? Paweł poczerwieniał jak dziecko i powiedział: – Nie sądzę. – A mi się zdaje, że jednak. – Gdyby tak było, z pewnością bym panią zapamiętał. – Jaki miły młody człowiek... Czy on u ciebie pracuje? – Kobieta zwróciła się do męża. – Tak, jest nowym kierowcą. – To się świetnie składa – zaszczebiotała. – Bo ja trochę wypiłam i nie mogę prowadzić. Czy mógłby pan zacząć pracę od zaraz? – Z miłą chęcią – odpowiedział Paweł, a kobieta zaczęła pomału wychodzić. – Zrobimy tak – mówiła do męża. – Pan... Jak panu na imię? – Paweł. – Urocze... A więc pan Paweł odwiezie mnie moim samochodem, potem przyprowadzi ci mój wóz i wrócisz nim do domu. Zgoda? Może mi być potrzebny jutro rano. – Jak sobie życzysz, skarbie. – Pa, kochanie – powiedziała w drzwiach. – Miłej pracy. – A po- tem uśmiechnęła się do Pawła, co ten natychmiast poczuł w portfe- lu. * * * www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 18 – Ciężką ma pan nogę – zauważyła, gdy ruszył z parkingu z pi- skiem opon. – Lubię szybką jazdę – odpowiedział. – Dosłownie, czy w przenośni? – zapytała, a on pomyślał, że do- datkowe zajęcia zacznie szybko i będą one nieporównanie bardziej wyczerpujące, niż bycie kierowcą w jakiejkolwiek innej firmie. – To zależy od okoliczności. – Filozof z pana. – Mechanik samochodowy. – W dodatku dowcipny. – Dziękuję. Dokąd jedziemy? Muszę wiedzieć, bo zaraz skrzyżo- wanie. – Do domu. Mojego domu, oczywiście. A pan myślał, że…? – Że do domu. Pani domu, oczywiście. Tylko, że ja nie wiem, gdzie to jest. – Za miastem oczywiście. Teraz pojedziesz w lewo, a potem pro- sto, przez jakiś czas. Chyba wyjeżdżałeś już kiedyś z tego nudnego miasta? Skoro jeszcze nie umarłeś z nudów, to znaczy, że wyjeżdża- łeś. O następnym zakręcie uprzedzę. A może wolisz nawigację? – Raczej nie – odpowiedział. – Nie mam do tego urządzenia za- ufania. – A do mnie masz? Zobaczyła jego lekko wystraszoną minę i się zaśmiała: – Żartowałam. Przez chwilę jechali w milczeniu. Ona siedziała z tyłu i obserwo- wała go, on też od czasu do czasu zerkał na jej odbicie we wstecz- www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 19 nym lusterku. Jeszcze nie wyjechali z Warszawy, a już zaczynało robić się gorąco pomimo znakomicie działającej klimatyzacji. At- mosferę dwuznaczności czuło się w każdym centymetrze sześcien- nym samochodu. – To pani samochód? – zapytał, gdy cisza zaczęła mu zbytnio ciążyć, a było to zaraz za miastem. – Tak, dostałam go od męża na – nie powiem, które – urodziny. – Pani mąż musi być bogatym gościem, skoro kupuje pani na urodziny taki samochód. – Nie na każde; zrobił to tylko raz, z okazji okrągłej liczby, niech się pan domyśli, jakiej, rok temu. – Mimo wszystko. W końcu nie każda kobieta dostaje na urodzi- ny najnowszy model mercedesa. – Czy równie dobrze, co na samochodach zna się pan na kobie- tach? – zapytała. – Nie wiem; niezbyt często sprawdzam się w tym temacie. – W takim razie proszę zgadnąć, o jakiej liczbie mówiłam w związku z samochodem i odbić w lewo na najbliższym rozjeździe. Paweł doskonale wiedział, że chodzi o czterdzieści, ale zapytał: – Trzydzieści? Kobieta zaśmiała się i powiedziała: – Nieważne, że pan kłamie. Ważne, że jest pan miły. Mamy też odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie – otóż zna się pan na ko- bietach. – Dziękuję. – Proszę przestać zachowywać się jak lokaj! Przepraszam, pew- nie pana uraziłam. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 20 – Owszem. – Taki pan wrażliwy? – Nie, tylko trochę inaczej sobie panią wyobrażałem. – Nie rozumiem. – W głosie kobiety była i ciekawość i oburzenie. – Robi pani z siebie kobietę złą i zepsutą, a tymczasem – to wi- dać w pani oczach – jest pani wrażliwa, tylko, że trochę znudzona. – Nie zabrzmiało to jak komplement – zauważyła z kiepsko udawanym niezadowoleniem. – Widocznie nie znam się na kobietach – odparł. – I pan udaje innego niż jest. Zdanie było wypowiedziane głosem tajemniczym i nie było już w nim oburzenia. Paweł zapytał: – Co ma pani na myśli? – To, że jest pan – jak na tak młody wiek – wielkim znawcą ko- biecych dusz. Czy nie zabrzmiało to zbyt staroświecko? – Pewne rzeczy nigdy się nie zestarzeją. – Co ma pan na myśli? – zapytała wesoło. – Uczucia. – A wie pan, że właśnie tego się spodziewałam? Takiej właśnie odpowiedzi? – Nie myślałem o tym, gdy jej udzielałem. – Pewnie, bo i dlaczego miałby mi się pan przypochlebiać? Zaraz skręcamy w lewo. – Do lasu? – zdziwił się Paweł. – Myślałem, że w lesie mieszkają tylko wilki i wiedźmy. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 21 – Może jestem jedną z nich? – Mam się bać? – Nie wyglądasz na takiego, który się boi. Po chwili stali na podjeździe czegoś w rodzaju pałacu. Dom był na pewno nowy, ale miał tyle wieżyczek i kolumn dźwigających bal- kony, że bardziej Pawłowi przypominał właśnie pałac niż współcze- sną willę. Zwłaszcza, że prowadziła do niego stara aleja lipowa. Ponieważ kobieta nie wychodziła z samochodu, powiedział: – Szkoda, że to już koniec naszej przejażdżki; cudownie się z pa- nią rozmawiało. – Nie boi się pan, że powiem mężowi? – O czym? – O pańskim stanowczo zbyt poufałym tonie. – Przepraszam, ale ja nie potrafię inaczej rozmawiać. – Uroczy z pana człowiek. Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy. Do zobaczenia – powiedziała i wyszła z samochodu. – Do widzenia – odpowiedział jej i zapytał: – Czy tu nie ma stra- ży? – Ma pan na myśli ochronę? Paweł potaknął kiwnięciem głowy. – Jest, ale jak tylko bym to zauważyła, natychmiast kazałabym ich wszystkich zwolnić. – To dlatego brama otworzyła się jak tylko pod nią podjechali- śmy? – Przygotowujesz napad, że się tak wypytujesz? www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 22 Zaraz po tym pytaniu kobieta odwróciła się i odeszła, nie czeka- jąc na odpowiedź. Paweł nie odjeżdżał jeszcze chwilę, bo nie wie- dział, czy jest bohaterem jakiegoś kiczowatego filmu, czy też to wszystko dzieje się naprawdę. Najpierw to dziwne spotkanie w ba- rze, potem jeszcze dziwniejsza propozycja, bogato wyposażone biu- ro Ryszarda, a wreszcie ten wielki dom przypominający pałac. Jed- nocześnie zdał sobie sprawę z faktu, że wróciła mu wrodzona pew- ność siebie. Bez dwóch zdań – przy tej kobiecie czuł się o niebo le- piej niż przy jej mężu. Nawet luksus, w jakim żyli nie był w stanie stłumić w nim tej pewności siebie. * * * Czuła, że dokonała dobrego wyboru. Nawet nie sądziła, że już za pierwszym razem tak dobrze trafi. Myślała, że będzie miała do czy- nienia z jakimś nieokrzesanym gburem, albo nieśmiałym i zakom- pleksionym młokosem, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że trafiła jej się perła. Musi teraz o nią dbać, chuchać i dmuchać, żeby jej nie stracić, żeby jej ktoś nie ukradł, albo nie zepsuł. Oszlifuje ją i będzie się nią cieszyć, aż jej się znudzi. Taki młody, przystojny i wrażliwy... W dodatku inteligentny, dowcipny i... chyba chętny? Na to wyglądało. Zresztą, już ona wie jak z takimi postępować. Go- rzej, jeśli się okaże, że to jakiś wyrachowany drań. Tak, to też moż- liwe. Nawet wiele na to wskazywało. Ta jego wrażliwość była szyta dość grubymi nićmi. Może tylko udawał pewnego siebie Don Gu- ana? Tym lepiej, tym większą będzie miała frajdę z ujeżdżenia tego dzikiego mustanga. Przerobi go na miazgę, a potem – do rzeźni. Nie była kobietą młodą, ale wciąż była bardzo atrakcyjna – zda- wała sobie z tego sprawę doskonale, w czym upewniała się patrząc w lustro, przed którym właśnie robiła sobie wieczorny makijaż. Właściwie to dziwiła się, że jej mąż ma kochankę. A już do głębi www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 23 oburzał ją fakt, że była nią osoba tak młoda, wprost smarkula! Naj- bardziej zaś wkurwiało ją to, że spotykał się z nią wcale nie po to, by uprawiać seks! Wkurwiało – dawno nie używała tego słowa… – Zamierzchła przeszłość, z której przybywamy daje o sobie znać w sposób tyleż dziwny, co i zabawny – podsumowała w myślach, a ponieważ w tym samym czasie kroki na schodach, a potem głośne „kochanie, jesteś tam?” obwieściły przybycie męża, dalsze rozmy- ślania odsunęła na później. – Witaj, skarbie. Jak się jechało? – zapytała, gdy wszedł do jej pokoju po tym, jak go zawołała. – Bardzo dobrze – odpowiedział. – To duża przyjemność prowa- dzić samochód, nadal to lubię. – Świadczy to o twojej męskości. – A propos, jak twój młodzian? – Czyżby kompleks przekroczonej sześćdziesiątki? – Skądże znowu, przy tobie czuję się taki młody... – Zejdźmy więc na kolację i porozmawiajmy o naszej zdobyczy. W końcu to ty pomogłeś mi go wypatrzyć. – A co dzisiaj jemy? – O ile wiem, stek z tuńczyka po prowansalsku. Czy to nie wszystko jedno? Mam pełne zaufanie do naszego kucharza, na pewno przygotował coś smacznego. Ryszard zatrzymał się na schodach i uśmiechając się mile, po- wiedział: – Ja mam większe zaufanie do ciebie. – Ale chyba nie w sprawach kulinarnych? – zapytała, figlarnie mrużąc oczy. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 24 – Nie ma takiej potrzeby. Chyba, że masz na myśli wybór restau- racji – powiedział i odsunął żonie krzesło, gdyż już doszli do jadalni. – Dziękuję – powiedziała ona i usiadła przy stole. Przez chwilę patrzyła na ogrom jedzenia, które niewątpliwie się zmarnuje, a potem zapytała: – Nie masz nigdy wyrzutów sumienia? Ryszard zmarszczył czoło, a ona dodała: – Chodzi mi o to jedzenie, którego innym brakuje, a my je wy- rzucamy. – To nigdy nie było moim problemem. Jak chcesz, mogę ci to wytłumaczyć. Co miesiąc na wsparcie biednych, poprzez rozmaite fundacje, przeznaczam... – I potem odpisujesz to od podatków? – zapytała i uśmiechnęła się do męża, by w ten sposób przykryć zbyt wyeksponowaną złośli- wość. – Dlatego tak dobrze o nas mówią, a my tak dobrze żyjemy – od- powiedział on. – W zgodzie i harmonii – dodała. – Czy mi się wydaje – zapytał pomiędzy jednym kęsem a drugim. – Czy wyczuwam w twoim głosie ironię? – Nie wiem, co wyczuwasz, ale najważniejsze, że się rozumiemy. – Czy to nie wspaniałe, że możemy tak sobie ufać i tak na sobie polegać? – Cóż, mamy to szczęście. Chcę się ciebie o coś zapytać – powie- działa i przestała na chwilę jeść. – Tak? www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 25 – Czy nie boisz się, że zostawię cię dla tego młokosa? Że się w sobie zakochamy? – Myślisz, że aż tak leci na pieniądze? Jolanta na ułamek sekundy zatrzymała widelec przed ustami. Jej mąż powiedział: – Przepraszam, nie chciałem cię urazić. – Nic nie szkodzi – odparła. – Uważasz więc, że widzi we mnie jedynie mamonę? – Nie tylko. Z pewnością możesz się jeszcze podobać. – Wyjaśnij mi – podniosła nieznacznie głos. – Co znaczy słowo „jeszcze”? – Bądźmy szczerzy, moja droga, obydwoje nie jesteśmy już dwu- dziestolatkami. Nie mniej jednak twoje ciało nadal jest ponętne... – Daruj sobie. – Mówię zupełnie szczerze, twoje piersi... – Więc uważasz – przerwała mu, mocno już rozgniewana. – Że żaden młody mężczyzna nie zakochałby się we mnie? – Co innego przygoda erotyczna, a co innego... – Tak, czy nie? Cisza była nieprzyjemna, kojarzyła się Joli z czekaniem na ogło- szenie wyroku. – Wybacz, ale te żarty... – Tak czy nie? – Tak – powiedział, co zabrzmiało jak poddanie się. – Sądzę, że prawdziwe uczucie jest w tym wypadku niemożliwe. – Załóżmy się – zaproponowała. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski: Zakład | 26 – O co? – zapytał zdziwiony. – O cokolwiek. Nowy samochód, futro, kolię, diamenty... – A co dla mnie? – Sądzisz, że wygrasz? – zapytała i poczuła jak ryba nadgryza przynętę. – Jestem tego pewien. – Więc załóżmy się. – Dobrze. O co? – Jeśli wygram. – Jola zrobiła efektowną pauzę. – Kupisz mi ja- guara. – Kota, czy samochód? – Wszystko mi jedno. Jeśli przegram... – To więcej niż pewne – przerwał jej mąż. – Jeśli przegram – kontynuowała, niezrażona jego zachowa- niem. – Zrobię, co zechcesz. – Dosłownie? – Dosłownie: mam do ciebie pełne zaufanie. – Mam nadzieję. – Uśmiechnął się sztucznie. – Że nie mniejsze, niż ja do ciebie. A jak sprawdzimy, kto wygrał? – zapytał po chwili. – Nie wiem. Coś wymyślimy. – Zgoda. Reszta wieczoru upłynęła Nowakom na miłej konwersacji na nie- zobowiązujące tematy. Kiedy zrobiło się już wystarczająco nudno, każde z nich poszło do siebie i w dość krótkim czasie zasnęło. www.e-bookowo.pl Andrzej Boruszewski Za młody by umrzeć, za stary na złudzenia – parafrazując tytuł jednej z piosenek Jethro Tull, tak bym siebie scharakteryzo- wał. Nie mam złudzeń, że wyro- śnie ze mnie nowy Dostojewski, czy chociaż Chandler, ale nie zamierzam też z tego powodu tylko czytać, skoro lubię też pi- sać i są chętni, by to czytać. Na sumieniu mam chyba z kilkadziesiąt anonimowych opo- wiadań wydrukowanych w różnych kobiecych czasopismach, dwa opowiadania pod własnym nazwiskiem w niewychodzą- cym od dawna czasopiśmie humorystyczno-literackim Grizzli, a także główną nagrodę (wycieczka do Nowego Jorku) w kon- kursie MAXa w 1999 roku. Skutecznie uprzykrzam życie jednej żonie, dwójce dzieci, dwom psom i jednemu kotu. Od wielu lat ten sam fioł – Frank Zappa. Ale lubię też czerwone wino i smażone mięso. Więcej na mojej stronie: www.andrzejboruszewski.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zakład
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: