Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00909 012810 16005607 na godz. na dobę w sumie
Zakon Braci ON - ebook/pdf
Zakon Braci ON - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 24
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3343-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czego więcej może chcieć od życia prawdziwy mężczyzna, oprócz gromadki dzieci wokół oraz ukochanej kobiety, o którą mógłby się codziennie troszczyć? Na czym mogłoby mu zależeć bardziej, niż na wzorowym prowadzeniu domu, wraz z ogródkiem? Na te retoryczne pytania odpowiedzieć musi sobie – zupełnie zresztą nie retorycznie, mężczyzna przyszłości – Michał, mąż idealny.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Zakon Braci „ON” – Hanka, chciałbym wyjść na kawę z Mietkiem i Julianem! – krzyknął Michał zza półprzymkniętych drzwi sypialni. – Dobrze, dobrze… – odkrzyknęła mu żona. – Ale nie mam co na siebie włożyć! – Masz pełną szafę ciuchów! – Ja mam pełną szafę!? Też coś… – obruszył się Misiek. – Jak to? – Hanka oderwała na moment wzrok od klawiatury i spojrzała w kierunku sypialni – a ten śliczny usztywniacz, który kupiłeś sobie tydzień temu? – Co!? To się nie nadaje na popołudnie! Przecież to wieczorowy usztywniacz! Poza tym nie mam nic DO NIEGO! Boże, jak ty nic nie rozumiesz… – Michałku, proszę cię nie świruj. Masz pełno rzeczy. Ubierz cokolwiek, przecież i tak we wszystkim dobrze wyglądasz. – Kłamczucha! Nie znoszę, jak tak mówisz! – Akurat – mruknęła Hanka i wróciła do pracy. – Jestem GRUUUBYYY ! – jęczał Michał. – Jestem gruby i obwisły! Drzwi sypialni otworzyły się i mężczyzna wszedł do pokoju. Miał na sobie naszywaną cekinami bluzkę, buty za łydkę na wysokich koturnach oraz spodnie z eleganckim usztywniaczem eksponującym przyrodzenie. Całość w odcieniach lila. Rozłożył ramiona i wykonał powolny półobrót. 1 – No i świetnie – powiedziała Hanka do męża, nie wyciągając papierosa z ust. – Nieprawda! Paskudnie! – Ale o co ci chodzi, kotku? – Muszę się przebrać! – odrzekł Michał i zniknął za drzwiami sypialni. Wyłonił się zza nich po mniej więcej kwadransie. Tym razem w zestawie złoto – zielonym. Znów zaprezentował się. Koszula powypychana była poduchami imitującymi muskulaturę klatki piersiowej. Przyrodzenie lśniło dumnie w złotym futerale na usztywniaczu. Hania spojrzała lekko zaniepokojona. – Czy te wycięcia na pośladki nie są ciut za duże? – A co, zazdrosna? – Po prostu nie chcę żebyś zmarzł, kochanie. – Tere fere, jesteś taka jak inne baby! Myślisz, że masz mnie na własność! – Misiu, ja nic nie mówiłam. Ubierz się jak chcesz. – Ale czy ładnie? – Ładnie, ładnie… Mówiłam już, że tobie we wszystkim ładnie. – Kłamczucha! – odrzekł mąż, teraz jednak wyraźnie zadowolony. – Podrzucisz mnie do miasta? – Misiu, mam bardzo dużo pracy! Weź taksówkę. Muszę to skończyć na jutro. – Ciągle tylko praca i praca… – Dobrze wiesz kotku, że robię to tylko dla ciebie! – Wiem, wiem, tylko tak spytałem… * Dokładnie o godzinie siedemnastej Michał wszedł do pubu. O tej porze nie było tu jeszcze zbyt dużego ruchu. Przy stolikach siedziało kilka par. Jedyny duży stół okupowany był przez grupę kobiet. Prawdopodobnie jakieś spotkanie biznesowe. W rogu sali Michał dostrzegł Juliana i Mietka. Zamówili już kawę i chichotali. Z zaz- drością spojrzeli na jego usztywniacz. – Boski – jęknął Julek. – Skąd go masz? – Od Hani dostałem, na urodziny! – odrzekł Michał nie kryjąc zadowolenia. 2 – Kurcze, fajna ta twoja Hania – powiedział Mietek. – Ty bracie to masz farta! Założę się, że ona nawet nie chodzi na imprezy menstruacyjne, żeby ci smutno samemu w domu nie było… – E, co to, to nie– roześmiał się Michał. – W końcu to tylko baba. – No tak, co jak co, ale mens party jest dla nich zawsze naj- ważniejsze – powiedział Miecio. – Żebyś wiedział – poparł go Julian i wszyscy pokiwali głowami. – Co pijecie? – Spytał Michał. – Ja mam cappuccino migdałowe, a Miecio jakąś nową mieszankę o smaku czekoladowym. Zmieszali kawę z kakao, czy coś… – No! Bardzo dobra. Mega słodka. Nie pamiętam nazwy, ale pyszna. – Dobra chłopaki, to ja idę do baru – powiedział Michał i od- maszerował prężąc pierś, i wypinając dumnie pośladki. W sali panował półmrok. Kobiety stawały się coraz głośniejsze. Pewnie już piją – pomyślał Michał z niesmakiem. – Ale żeby się tak zalać przy biznes lunchu! A może to początek mens party. Taaaa, to bardzo męczący rytuał, chłopaki mają rację. Kobiety, aby uczcić swój „święty czas” po prostu urządzają sobie popijawy, oczywiście odurzając się środkami przeciwbólowymi i narkotykami. Mówią, że to takie kobiece! Udowadniają sobie swoją kobiecość! Robią to zresztą cały czas. Rozumiem, gdyby to było spotkanie raz w miesiącu. Ale przecież, praktycznie rzecz biorąc, cały czas któraś ma okres! Na przykład koleżanki Hani – co tydzień któraś zaprasza ją na mens party, tak że balują po prostu w każdy weekend, a czasem w tygodniu też! To czysty obłęd! No ale Hania pracuje. A poza tym przed nią wielki czas wyrzeczeń. Ciąża. A więc musi się wyszumieć. Ja zresztą też, bo potem to już szlaban… Rozmyślania Michała przerwał nagły trzask – drzwi pubu otworzyły się gwałtownie i do sali wszedł bardzo efektowny mężczyzna. Po prostu kawał samca, jak zapewne określiłaby go Hania. Szeroka klatka piersiowa, lśniące włosy, jasna cera. Bardzo obcisłe spodnie z ogromnymi wycięciami eksponowały sprężyste pośladki. Jego męskość, opięta błyszczącym lateksem, podtrzymywana usztywnia- czem i prawdopodobnie sztucznie powiększona, prezentowała się po prostu imponująco, jakby wskazywała kierunek marszu właścicielowi. Hałaśliwe kobiety przy biznes lunchu odwróciły się i spoglądały na mężczyznę zachwycone. Wymieniały głośno uwagi, mlaskały, bekały 3 i generalnie wyrażały swoją aprobatę. Młody człowiek uśmiechnął się zalotnie w ich stronę i podszedł do baru. Kobiety – Westchnął w my- ślach Michał i wrócił do kolegów ze swoim cappuccino. – Widzieliście? – No… – Niezły – westchnął Julian. – Nienawidzę go – skwitował Miecio. – Głupi kurew. Zwykły dziw, mówię wam! – Dziw, nie dziw, ale prezencję ma, i robi wrażenie na babkach. – Kurew i dziw – upierał się Miecio. – Popatrzcie tylko, jak on chodzi! Jak się głupio uśmiecha! Jak tym swoim fiutem wymachuje! Sztuczny, na pewno sztuczny, mógłbym się założyć o wszystko! – Mieciu, no co ty! Pewnie, że sztuczny! Nie musisz się z nami zakładać – uspokajał go Michał. – Ja już dawno doszedłem do wniosku, że nie ma czegoś takiego, jak naturalne piękno. – Całkowicie się z tobą zgadzam – przytaknął skwapliwie Julian. – A facet jest po prostu ordynarny i tyle. – Ot co! – Michał poklepał Miecia po plecach, lecz ten nagle – Co z nim? – zapytał prawie bezgłośnie Michał patrząc na Juliana bezradnie. – Mieciu, co z tobą? – zwrócił się wprost do przyjaciela. – Miecio przechodzi trudny okres – westchnął Julian. –Mieciu? Mogę powiedzieć Michałowi? – No pewnie, jesteście moimi przyjaciółmi – wyjąkał Miecio. Trzęsła mu się broda, po policzkach spływał żałośnie tusz do rzęs. – Ok. A więc Alicja zdradza Miecia! – powiedział Julian współczującym tonem, lecz jakby z lekką domieszką satysfakcji. Miecio znowu zaczął płakać. – O nie, tylko nie to… – powiedział Michał. – Ależ to niemożli- we! Przecież Alicja tak cię kocha! – Może kiedyś – wyjąkał Miecio. – Ale to już historia. Nasz związek to historia! – zakończył dramatycznie. – Nie mów tak! Może to nieprawda! Może tylko ci się wydaje…– powiedział Michał – Rozchodzicie się? – spytał jednocześnie Julian, unosząc brwi. rozpłakał się. nos papierową serwetkę. – Mieciu, no co ty… – zaskoczony Julian podetknął koledze pod 4 – Nie wiem… ale że zdradza, to wiem na pewno! Powiedziała mi! – Miecio znów utonął we łzach. – Baby są podłe, bracie! – Oj tak – zawtórował Julianowi Michał. – Podłe i nie można im – A co ty tam wiesz, Misiek! Twoja Hanka to ideał – zirytował się ufać. Mietek. – To się tak tylko z zewnątrz wydaje! Ideałów zresztą nie ma – odparł Michał, ale właściwie tylko po to, żeby coś powiedzieć. W głębi duszy uważał, że Hania to rzeczywiście chodzący ideał. Za chłopami nie lata, dobrze zarabia, bez gadania daje pieniądze na ciuchy, kosmetyczkę i fryzjera, nie robi awantur. Ogólnie jest miła. No i na razie nie było mowy o ciąży. Tak. Michał był szczęściarzem. – Nie podejmuj żadnej pochopnej decyzji. Gniew jest złym doradcą – powiedział. – Ale ja nawet nie jestem wkurzony… Jest mi tylko tak cholernie smuuutnoooo… – Mietek rozszlochał się na dobre. – Mieciu, Mieciu! Weź się w garść! Wszystko się przecież jakoś ułoży…– Odezwał się Julian. – Wszystko co złe, to zawsze przez kobiety się dzieje… – dodał filozoficznie – A wiecie, ja czytałem w jakiejś gazecie, że jest gdzieś w Afryce takie plemię, gdzie faceci nic w ogóle na sobie nie noszą! Żadnych usztywniaczy albo poduch! – No coś ty! – Naprawdę! I fujary im wiszą po prostu! Czasem nawet do – Przestań Julek, to ohydne! – oburzył się Miecio. – No, w ogóle się nie szanują – skonstatował Michał. – A właśnie, że się szanują i dlatego nie noszą! – A ja myślę, że oni nie noszą, bo nie znają! A jakby znali, to by – No a te ich kobiety? Nie przeszkadza im, że oni tacy zaniedbani są? – Dopytywał się Michał. – Widocznie nie przeszkadza. Zresztą wiesz, to plemię z buszu. – A ja czytałem takie opowiadanie science fiction! – ożywił się nagle Miecio. – I tam było opisane, jak kobiety, żeby się podobać, nosiły takie napierśniki z drutami w środku, no wiecie, z takimi jakie są w usztywniaczach. kolan! nosili. Dzicy. 5 – No nie! – zakrzyknęli jednocześnie Michał i Julian. – I jeszcze nosiły takie majtki ze sznurka, które wrzynały się im między pośladki i obcierały powodując podrażnienia i infekcje. Ale nosiły te majtki, bo jak ten sznurek wystawał ze spodni, to się mężczyznom podobało! – Mietek! Co ty czytasz?! To chyba jakiś zakazany szit! Kto pisze w ogóle takie bzdury! – obruszył się Michał. – Dlaczego?! Mnie się podoba – powiedział Julian. – Wprawdzie nie ma to sensu, ale coś w tym jest! No i co Mieciu? Co tam jeszcze było? – Różne takie… Na przykład, że nosiły takie specjalne buty na bardzo wysokich i wąskich obcasach i to im niszczyło biodra, i stawy w kolanach. I było bardzo, bardzo niewygodne. Ale nosiły je, żeby im się pupy kołysały w trakcie chodzenia. – To chyba napisał ten… De Sade! – Nie pamiętam, kto napisał. Ale naprawdę straszne rzeczy po- wymyślał… że wstrzykiwały sobie truciznę w usta, żeby były większe i bardziej ponętne, albo oblewały się wrzącym woskiem, a potem, jak zastygł, to go zdzierały… – Dżizas, ale szit! Ale po co ten wosk? – zainteresował się Julian. – Nie wiem. Nie było napisane. – Dziwne… – Ożeż w mordę – Michał spojrzał na zegarek. – Sorry chłopaki, muszę lecieć. Hania ostatnio pracuje w domu, kolację muszę zrobić. I wyprasować jej sukienkę na jutro. Przepraszam was. No pa! Mieciu, trzymaj się chłopie! Jakbyś czegoś potrzebował, to dzwoń. – Ok. Dzięki Misiu, pa! – Cześć pracy mężu idealny! – Julian pomachał serwetką. – I nie zapominaj o starych kumplach! Ostatnio trudno cię złapać! – Wiem, wiem! Miałem w domu trochę więcej zajęć. Hania wymyśliła sobie, że trzeba poszyć nowe zasłony. Wiecie jak to jest… I pogoda była ładna, więc trochę w ogródku plewiłem. Ale teraz już spokój. Przynajmniej na jakiś czas. – To git! Znaczy będziesz uchwytny? – Pewnie, jak zawsze, w miarę moich skromnych możliwości – Michał i Julian zaśmiali się jednocześnie. Miecio wykrzesał z siebie jedynie blady uśmiech. Cóż, może on niedługo będzie miał wolnego czasu w nadmiarze… 6 * – Pyszna kolacja kochanie! – Pochwaliła męża Hania. – Dziękuję! – Michał rozpromienił się w uśmiechu. – Nic mi nie powiedziałeś, co tam u chłopaków. – Wszystko ci opowiedziałem, tylko jak zwykle nie słuchałaś. – Odpowiedział z wyrzutem w głosie. – No dobrze, przyznaję się do winy. Ale teraz słucham! Co nowego? – Wiedziałaś, że Alicja zdradza Miecia? – No coś ty, serio? – Tak. Dziś się popłakał w pubie. – Biedny Mietek! – I nie wiedziałaś? – Skąd! Zresztą ja nawet dobrze nie znam tej Alicji… – No tak. Wiesz, Mietek jest naprawdę w złej formie. On zresztą zawsze był przeczulony na punkcie zdrady. Zawsze się jej bał. – Tak. Wiem. – Może instynktownie czuł, że Alicja może go zdradzić… Mogło tak być! – Mogło, mogło… – Tak. Na pewno. No i instynkt go nie mylił! – Aha… Michałku, chciałabym ci o czymś powiedzieć. Michał podniósł błękitne oczy i spojrzał na żonę. – Wybieram się dziś na mens party. – Przecież wiem… – Ale nie przerywaj proszę cię i daj mi skończyć. To będzie moje pożegnalne party. Popatrzył pytająco, lecz już w sekundę później dotarło do niego, o czym mówi Hania… * Po rozmowie z żoną Michał był kompletnie zagubiony i rozbity. Choć starał się przemyśleć całokształt swojej sytuacji, nie potrafił sformu- łować nawet prostego zdania. Panikował. Gdy poczuł, że za chwilę zacznie ryczeć, zadzwonił do przyjaciela. – Cześć Mietek… 7 – No cześć chłopie, co tam? – Mieciu, ja wiem że ty masz swoje zmartwienia, ale potrzebuję pomocy! – Co się stało?! – Otóż Hania idzie dziś na pożegnalne mens party… – No i… – No i? No i?! Nie rozumiesz? POŻEGNALNE! Miecio po chwili zrozumiał. – Nie żartuj! – Krzyknął do słuchawki. – I co ja mam teraz zrobić? – Jak to co? Cieszyć się! Będziesz tatusiem! – Mietek, ale ja nie chcę! – No coś ty! Każdy facet tego chce! Po prostu jeszcze sobie tego nie uświadomiłeś, ale jak pojawi się dzidziuś… Ale z ciebie szczęściarz – Mietek westchnął głęboko. – Nie, nie! Ty nie rozumiesz. Ja sobie właśnie uświadomiłem! Wcześniej nie wiedziałem, ale teraz już wiem! NIE CHCĘ! Jestem tego pewien! – Ale chyba jej nic nie powiedziałeś?! – Zaniepokoił się Miecio. – Nie… – Odparł niepewnie Michał. – No nie… Jasne, że nie! Zresztą, co ja mam do gadania! – Misiu, ty po prostu panikujesz. Ale to normalne. Zobaczysz, wszystko się ułoży a ty będziesz najszczęśliwszym tatusiem na świe- cie. Przecież Hania jest taka troskliwa i opiekuńcza. Na pewno pomoże ci we wszystkim. Przecież ona cię kocha, bracie! Ty to masz życie… Nie to, co ja. – Ton Miecia zrobił się nieco płaczliwy. – Mietek! – Przestań Michał! Zastanów się nad sobą i nad tym, jakim jesteś szczęściarzem. Naprawdę przeginasz! – Mieciu, muszę kończyć! – Przerwał szybko Michał. Czuł mdło- ści. Boże, zaraz się porzygam!– pomyślał. – Pa, odezwę się jeszcze. – Szybko odłożył słuchawkę. Dusił się. To znaczy nie naprawdę, tylko tak psychicznie się dusił, wewnętrznie. Spojrzał w lustro. Odbiło żałosną twarz bezradnego faceta. – No widzisz, idioto, doigrałeś się. – Powiedział do siebie i odruchowo poprawił włosy. Wciągnął brzuch, wydął wargi. Tak. Wyglądał całkiem nieźle. – I po co to!? I po co to wszystko! – Rzucił się na łóżko. Chwycił komórkę i wybrał numer Julka. Telefon był zajęty. Spróbował drugi 8 raz, trzeci, czwarty… Wciąż zajęty. Po 30 minutach Julian wreszcie odebrał. – Cześć! No jak tam, tatuśku!? – Odezwał się Julek, radosny jak skowronek. – Już wiesz?! – Właśnie rozmawiałem z Mietkiem. – Wolałbym, żebyś o tym porozmawiał ze mną! – No przecież rozmawiam! – Słuchaj Julek, to poważne. Mówię serio. Ja nie mogę. Nie dam rady! – Michale, bądź mężczyzną! – Nie, ja nie o tym! Ja nie mogę być ojcem. Nie chcę! Nie zniosę tego uwiązania w domu, tego więzienia, samotności… – Ale przecież nie ty jeden będziesz ojcem! Są tez inni tatusiowie. Wszyscy się spotykają, rozmawiają… Nawet koło mnie działa takie coś, wiesz! Co poniedziałek, w południe, spotykają się tatusiowie z bobasami. Oni sobie piją kawkę, plotkują, bobasy baraszkują. Mówię ci chłopie, sielanka. – Julek, czyś ty ogłuchł! JA NIE CHCĘ! Widziałem jak męczył się mój ojciec. Moja mama rodziła prawie co roku. Wiesz sam, ile ja mam rodzeństwa. Mój ojciec był wykończony, zaniedbany. Nawet nie miał kiedy pomyśleć o swojej sytuacji. Bo wtedy, jestem pewien, strzeliłby sobie w łeb! – Dramatyzujesz, Michałku. Po pierwsze, nie wiesz tego na pew- no. Może twój ojciec to lubił. Sam często mówiłeś, że był stupro- centowym mężczyzną. A czego więcej może chcieć mężczyzna od życia, jak nie gromadki dzieci naokoło oraz ukochanej kobiety, o którą może się troszczyć? Po drugie, Hania, jeśli w ogóle zajdzie w ciążę, urodzi tylko jedno dziecko, góra dwa… Przypomnij sobie zresztą, co twój ojciec mówił o byciu tatą. – Mówił, że dzieci to szczęście, ale też wielka odpowiedzialność i obowiązek. I że trzeba wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej... – No widzisz! – Ale, Julek, to nie o to chodzi! Pomyśl. Zero życia towarzyskie- go, wypadów na ciuchy, rozrywek...Tylko opieka nad bobasem, lekarze, alergie, przewijanie, karmienie...Niekończąca się robota! W kółko to samo, dzień w dzień! – Misiu, każdego z nas to czeka, wcześniej czy później. 9 – Julek, błagam! Spróbuj mnie choć trochę zrozumieć! Muszę coś wymyślić, bo umrę! Przyjedź do mnie! Pliiiiiz! Nie chcę być dziś sam… Hania już wyszła. A zresztą, przecież z nią o tym nie pogadam! – Dobra, będę zaraz. – Dzięki, kochany jesteś. – No buziaki. I głowa do góry! Pa! – Pa! Ale bądź na pewno! – Spoko, będę! Pa! Michał wyłączył telefon. Pierwszy szok minął i powoli wracała mu zdolność myślenia. Ale co z tego?! Co robić?, Co robić?! Tłukło mu się po głowie. Uciekam! Muszę uciec! Raz kozie śmierć! No przecież dam sobie jakoś radę! Innego wyjścia nie ma! – I nagle Michał już wiedział. Ze schowka w przedpokoju wydobył starą torbę turystyczną. Chaotycznie zaczął wrzucać do niej swoje ubrania i kosmetyki. Wpadł do łazienki i wybebeszył kosz z brudną bielizną. W końcu znalazł swój nowy, złoty usztywniacz. Ten od Hani. Spojrzał na niego po- sępnie. Czy brać go ze sobą? Trzeba go będzie wyprać, a ja nie wiem nawet, gdzie będę spał… Teraz dopiero poczuł grozę sytuacji. Jak ja sobie poradzę w tym wielkim, obcym świecie? Boże, Boże, jaki ja jestem nieszczęśliwy! Lamentował, ale złoty usztywniacz zapakował. Nie mógłby go zostawić. Był od Hani! No a poza tym Michał tak świetnie w nim wyglądał… Dzwonek u drzwi odezwał się dokładnie w momencie, w którym Michał skończył pakowanie. W progu stał Julian. Gdy zobaczył spakowaną torbę, zaniemówił ze zdziwienia. – Julek, podjąłem decyzję. Daję nogę! Spierdalam! – Oświadczył osłupiałemu przyjacielowi Michał. – Misiu, proszę cię, uspokój się! To nie ma sensu! – Julian, ty jesteś moim starym, dobrym kumplem. Pomożesz mi, czy nie? Bo ja, tak czy owak, uciekam, ale gdybyś mógł mi choć tro- chę w tym pomóc, byłbym wdzięczny. – No dobrze, dobrze…Ale co… Jak?… Myślałem, że chcesz porozmawiać! – Porozmawiać też, ale przede wszystkim potrzebuję moralnego wsparcia. Otuchy. Rozumiesz? No i chyba kasy… Oddam, jak tylko będę mógł! Nie wiem jeszcze, gdzie jechać… – No to chyba na zachód… – Czemu na zachód? 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zakon Braci ON
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: