Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00142 007386 13281924 na godz. na dobę w sumie
Zapach raju - ebook/pdf
Zapach raju - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 193
Wydawca: Astrum Media Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7277-344-9 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Sławna i ambitna pani fotograf Aleesha ulega groźnemu wypadkowi, w wyniku którego traci wzrok i musi zrezygnować ze swoich ambicji zawodowych. Silne przeżycia i brak aktywności powodują u Aleeshy pogłębiającą się depresję, z której pomaga jej wyjść równie sławna i ambitna malarka Pearl – jej siostra. Obie kobiety nawiązują bliższą znajomość z tajemniczym sąsiadem, są powiązane z tajemniczym morderstwem i wplątują się w tajemniczą aferę dotyczącą przemytu dzieł sztuki.
Co wyniknie ze splotu tak wielu różnych okoliczności? Czy sąsiad to właśnie „ten” mężczyzna? Czy Aleeshy będzie musiał wystarczyć tylko zapach raju, czy może jednak zobaczy tych, których kocha?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wydawnictwo ASTRUM z okazji obchodów 20-lecia swego powstania (1990-2010), przy- gotowało dla swoich wiernych, a tak(cid:304)e no- wych Czytelników szereg ciekawych inicja- tyw promuj(cid:264)cych jego mark(cid:269). Najwa(cid:304)niejsz(cid:264) z nich jest MO(cid:303)LIWO(cid:291)Ć WYDANIA W NASZEJ OFICYNIE WŁASNEJ, NAPISANEJ PRZEZ SIEBIE KSI(cid:263)(cid:303)KI, WIERSZY, OPOWIADA(cid:280), POWIE(cid:291)CI, PŁYTY AUDIO Z WŁASNYMI TEKSTAMI CZY NAWET KOM- POZYCJAMI MUZYCZNYMI. DLA AUTORÓW POWIE(cid:291)CI, KRYMINAŁÓW, ROMANSÓW, BAJEK DLA DZIECI ISTNIEJE MO(cid:303)LIWO(cid:291)Ć NAGRANIA SŁUCHOWISKA (NIE MYLIĆ Z CZYTANYM AUDIO-BOOKIEM), A NA- WET FILMU ANIMOWANEGO! Nosi ona nazw(cid:269) WYDAJ SI(cid:268) W KSI(cid:263)(cid:303)CE. Dla jej promocji oraz w celu ułatwienia bezpo(cid:292)redniego kontaktu, powstał portal www.wydaj-sie.pl, daj(cid:264)cy mo(cid:304)liwo(cid:292)ć oceny ksi(cid:264)(cid:304)ek – zarówno ju(cid:304) wydanych, jak nowych propozycji. Twórczo(cid:292)ć mo(cid:304)e być ró(cid:304)norodna: od poezji, opowiada(cid:281), esejów, powie(cid:292)ci, ksi(cid:264)(cid:304)ek dla dzieci i doro- słych, a(cid:304) do prac popularnonaukowych, naukowych (magisterskich, doktoran- ckich, habilitacyjnych). Wiek autorów nie ma znaczenia, wa(cid:304)ne by poprzez swoj(cid:264) twórczo(cid:292)ć mieli co(cid:292) do powiedzenia czytelnikowi. Tak wi(cid:269)c tre(cid:292)ć ksi(cid:264)(cid:304)ki: jej war- to(cid:292)ć i jako(cid:292)ć le(cid:304)(cid:264) po stronie autora, natomiast wydawnictwo zapewnia przygoto- wanie ksi(cid:264)(cid:304)ki redakcyjnie i edytorsko. Ksi(cid:264)(cid:304)ki wydawane w serii WYDAJ SI(cid:268) przed ich publikacj(cid:264) b(cid:269)d(cid:264) oceniane, kierowane do solidnego opracowania redak- cyjnego i wydane z du(cid:304)(cid:264) staranno(cid:292)ci(cid:264) edytorsk(cid:264). Po wydaniu zapewniamy han- del w sieciach współpracuj(cid:264)cych z nami ksi(cid:269)gar(cid:281) i innych popularnych punktach sprzeda(cid:304)y. Jak ju(cid:304) do(cid:292)wiadczyli(cid:292)my, niektóre warto(cid:292)ciowe ksi(cid:264)(cid:304)ki s(cid:264) trudne w sprzeda(cid:304)y ze wzgl(cid:269)du na temat, st(cid:264)d wybrane tytuły powinny mieć wsparcie inansowe. Mog(cid:264) je dotować osoby indywidualne, instytucje, inni beneicjenci, do których zwraca si(cid:269) wydawnictwo lub bezpo(cid:292)rednio sami autorzy. Autorzy, którzy dotuj(cid:264) swoje prace s(cid:264) pełnymi wła(cid:292)cicielami nie tylko praw do wyda- nych ksi(cid:264)(cid:304)ek, ale te(cid:304) wydrukowanego nakładu, którego sprzeda(cid:304) mog(cid:264) nam zlecić lub sprzedawać tytuł sami. Od sprzedanych egzemplarzy otrzymuj(cid:264) prowizj(cid:269) wg ustalonej umow(cid:264) stawki, a niesprzedane w okre- (cid:292)lonym czasie egzemplarze ksi(cid:264)(cid:304)ek wracaj(cid:264) do autora. Prezes Wydawnictwa Astrum Lech Tkaczyk www.wydawnictwo-astrum.pl WROCŁAW © Copyright by Wydawnictwo ASTRUM Sp. z o.o. Wrocław 2010 Wszelkie prawa zastrze(cid:304)one Redakcja Zespół WydaWnictWa Redakcja techniczna el(cid:303)bieta bursZtynoWicZ projekt okładki andrZej sZot (cid:303)adna cz(cid:269)(cid:292)ć tej pracy nie mo(cid:304)e być powielana i rozpowszechniana lub przy u(cid:304)yciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, wł(cid:264)cznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na ta(cid:292)my nasz adres Wydawnictwo ASTRUM Sp. z o.o. 50-950 Wrocław 2, skr. poczt. 292 e-mail: handlowy@astrum.wroc.pl tel. (71) 328-19-92, fax (71) 372-18-34 Zamówienia na ksi(cid:264)(cid:304)ki mo(cid:304)na składać na kartach pocztowych lub przez Internetow(cid:264) Ksi(cid:269)garni(cid:269) Wysyłkow(cid:264) http://www.wydawnictwo-astrum.pl napisz do nas lub zadzwo(cid:281)! isbn 978-83-7277-344-9 Prolog – urwało mu r(cid:269)k(cid:269). chryste, urwało mu r(cid:269)- k(cid:269)... dostan(cid:269) za to podwójn(cid:264) wypłat(cid:269). i podwy(cid:304)k(cid:269). – cierpienie na twarzy m(cid:269)(cid:304)czyzny nie przera(cid:304)ało jej. czerpała z niego perwersyjn(cid:264) przyjemno(cid:292)ć wiedz(cid:264)c, (cid:304)e niektórych to oburzy, dostan(cid:264) mdło- (cid:292)ci lub b(cid:269)d(cid:264) współczuć, ale wszyscy, wszyscy co do jednego obejrz(cid:264) to, co ona miała do przekaza- nia. nikt nie pominie tego zdj(cid:269)cia. Ka(cid:304)dy zwróci na nie uwag(cid:269). W ułamku sekundy musiała zrobić par(cid:269) uj(cid:269)ć. to, co j(cid:264) ogarn(cid:269)ło, było szałem lub zatraceniem, lecz w tej jednej chwili nie liczyły si(cid:269) krwawe obra- zy, m(cid:269)czarnie mijanych osób, j(cid:269)ki strachu kierow- cy, próbuj(cid:264)cego manewrować ogromn(cid:264) ci(cid:269)(cid:304)arów- k(cid:264), ani nic innego na (cid:292)wiecie. liczyła si(cid:269) ona i ten m(cid:269)(cid:304)czyzna z twarz(cid:264) wykrzywion(cid:264) w ogromnym bólu, z twarz(cid:264), na której zaczynało pojawiać si(cid:269) zrozumienie, (cid:304)e za chwil(cid:269) nast(cid:264)pi koniec. ciało m(cid:269)(cid:304)czyzny drgało w konwulsjach, trzymał lew(cid:264) dło(cid:281) na czym(cid:292), co kiedy(cid:292) było praw(cid:264) cz(cid:269)(cid:292)ci(cid:264) jego ciała, a teraz rozmywało si(cid:269) w krwawej masie zło- (cid:304)onej ze (cid:292)ci(cid:269)gien i mi(cid:269)(cid:292)ni. cały ten widok był cudowny. 5 próbowała uchwycić ostatni rozpaczliwy ruch m(cid:269)(cid:304)czyzny, gdy nagle on odwrócił si(cid:269) w stron(cid:269) przeje(cid:304)d(cid:304)aj(cid:264)cej ci(cid:269)(cid:304)arówki i zobaczyła jego oczy – pora(cid:304)one strachem, rozpacz(cid:264), (cid:304)alem. na tle sza- rego pyłu, który unosił si(cid:269) na całym obszarze walk, jego ciemna twarz z jasnymi, zielonymi oczami wydawała si(cid:269) oderwana od rzeczywisto(cid:292)ci. Z prawej skroni spływała mu krew i zalewała po- łow(cid:269) twarzy. usta otworzyły si(cid:269), a potem zamkn(cid:269)- ły, wydaj(cid:264)c ostatni, desperacki, przez nikogo nie słyszany szept. pstrykn(cid:269)ła jeszcze par(cid:269) zdj(cid:269)ć i w ko(cid:281)cu scho- wała si(cid:269) z powrotem za szyb(cid:269) samochodu, oddzie- laj(cid:264)c si(cid:269) od zewn(cid:269)trznego (cid:292)wiata. spojrzała przed siebie i widok ten utrwaliła w pami(cid:269)ci na zawsze: wsz(cid:269)dzie pył, szary, brudny pył, który nabierał krwawego, rudego koloru, gdy spadała kolejna bomba. ludzie biegaj(cid:264)cy w szale(cid:281)czym po(cid:292)pie- chu, jedni ostatnim wysiłkiem broni(cid:264)cy swoich pozycji, inni uciekaj(cid:264)cy przed druzgoc(cid:264)c(cid:264) kl(cid:269)sk(cid:264), a mo(cid:304)e przed własnym strachem. i kierowca ci(cid:269)- (cid:304)arówki, wpatruj(cid:264)cy si(cid:269) z przera(cid:304)eniem w drog(cid:269) przed nimi. Zapami(cid:269)tała te(cid:304) jego pełny oskar(cid:304)enia wzrok. spojrzała na niego, zanim nadszedł huk, ból i ciemno(cid:292)ć. – nie mog(cid:269) pana na razie do niej wpu(cid:292)cić. jest nieprzytomna, ma rozległe obra(cid:304)enia głowy. Musieli(cid:292)my nastawić złamany bark, chirurgicznie zrekonstruowali(cid:292)my szcz(cid:269)k(cid:269). Wiemy, (cid:304)e jest oso- b(cid:264)... medialn(cid:264)... wi(cid:269)c postarali(cid:292)my si(cid:269) jak najle- 6 piej ukryć blizny, ale podejrzewam, (cid:304)e ogólna re- konwalescencja mo(cid:304)e potrwać miesi(cid:264)ce... starszy m(cid:269)(cid:304)czyzna ubrany jak lekarz potarł czoło w wyrazie rezygnacji. W jego oczach widać było zm(cid:269)czenie, wywołane wielogodzinnym bra- kiem snu, przerwy czy chocia(cid:304)by chwili wytchnie- nia. spojrzał na wysokiego m(cid:269)(cid:304)czyzn(cid:269), który po wypowiedzianym przez lekarza pierwszym zdaniu zdawał si(cid:269) przestawać słuchać, ale najmniejszy gest chirurga przykuwał jego wzrok. jego ciemne, br(cid:264)zowe oczy nie wyra(cid:304)ały ju(cid:304) zniecierpliwienia, jakie jeszcze przed chwil(cid:264) odczuwał. Gdyby kto(cid:292) zapytał si(cid:269) go potem, czy lekarz wygl(cid:264)dał na fa- chowca, odparłby, (cid:304)e nie wie, ale na pewno wygl(cid:264)- dał na człowieka, który po(cid:292)wi(cid:269)cił swojej pracy wiele godzin bezcennego (cid:304)ycia. to wystarczyło. dla ka(cid:304)dej osoby w jego fachu takie stwierdzenie by wystarczyło... – rozumiem… – wcale nie rozumiał. to było niepoj(cid:269)te, jak ona... – Kiedy b(cid:269)d(cid:269) mógł przyj(cid:292)ć? – jak tylko pani evans si(cid:269) obudzi, damy panu znać – lekarz zwiesił głow(cid:269) i przez chwil(cid:269) wydawa- ło si(cid:269), (cid:304)e ju(cid:304) wi(cid:269)cej nic nie powie – ale... nie to jeszcze... – zastanawiał si(cid:269) przez chwil(cid:269). – rozu- miem, (cid:304)e jej rodzina nie mogła przyjechać. – nie – m(cid:269)(cid:304)czyzna pokr(cid:269)cił głow(cid:264) i spojrzał le- karzowi w oczy – jej ojciec jest obecnie na semina- rium w indiach, matka mieszka w jakiej(cid:292) zapo- mnianej wiosce w pobli(cid:304)u Kongo, oddaj(cid:264)c si(cid:269) pracy charytatywnej – skrzywił si(cid:269) na chwil(cid:269), a je- go usta wyraziły gł(cid:269)bok(cid:264) dezaprobat(cid:269) – siostra 7 natomiast ma wa(cid:304)niejsze zaj(cid:269)cia, lecz zaraz po wystawie swoich prac wsi(cid:264)dzie w pierwszy samo- lot z toskanii do nowego jorku – spojrzał na leka- rza, mru(cid:304)(cid:264)c oczy podejrzliwie. – je(cid:292)li jest co(cid:292), co jej rodzina ma wiedzieć, niech pan powie o tym mnie. Mam wszelkie pełnomocnictwa prawne, je- (cid:292)li chodzi o osob(cid:269) pani evans… – tu nie chodzi o prawo, panie reizer – lekarz przez chwil(cid:269) u(cid:292)miechał si(cid:269), ale potem, jakby na- raz przypomniał sobie, (cid:304)e u(cid:292)miech w tym momen- cie to co(cid:292) niewła(cid:292)ciwego, przybrał powa(cid:304)ny wyraz twarzy. – nie. nie mog(cid:269) mówić z nikim poza rodzi- n(cid:264) pani evans – podniósł r(cid:269)k(cid:269), widz(cid:264)c budz(cid:264)cy si(cid:269) sprzeciw młodego m(cid:269)(cid:304)czyzny. – nie. dopiero gdy pani evans si(cid:269) obudzi lub przyb(cid:269)dzie jej sio- stra... Zostanie pan powiadomiony. odwrócił si(cid:269) i odszedł, zostawiaj(cid:264)c m(cid:269)(cid:304)czyzn(cid:269) o br(cid:264)zowych oczach samego. ten stał na koryta- rzu jeszcze przez chwil(cid:269), zaciskaj(cid:264)c dłonie w pi(cid:269)- (cid:292)ci, w ko(cid:281)cu ramiona opadły mu w wyrazie rezyg- nacji. Wyci(cid:264)gn(cid:264)ł telefon komórkowy, po czym – ju(cid:304) pewny siebie – wystukał numer. – eve? tak, jestem, ale nic jeszcze nie wiem. Ka(cid:304) im drukować. 8 Rozdzial 1- – aleesha, je(cid:292)li nadal masz zamiar chować si(cid:269) w domu i nie uczestniczyć w tutejszym fascynuj(cid:264)- cym (cid:304)yciu towarzyskim, wyjd(cid:302) chocia(cid:304) na ze- wn(cid:264)trz! do cholery, jest taki pi(cid:269)kny dzie(cid:281)! szczupła, drobna brunetka podeszła do okna balkonowego, a jej biała, prawie przezroczysta mu(cid:292)linowa suknia oplatała jej smukłe nogi przy ka(cid:304)dym kroku. rozpuszczone, kruczoczarne wło- sy falowały przy biodrach, a kiedy energicznie roz- sun(cid:269)ła zasłony, blask sło(cid:281)ca uwydatnił granato- we pasemka. Z nachmurzon(cid:264) min(cid:264) i roziskrzo- nymi rozczarowaniem, niebieskimi oczami wygl(cid:264)- dała jak zawsze ol(cid:292)niewaj(cid:264)co, czego niestety alee- sha evans nie widziała. odk(cid:264)d jej siostra j(cid:264) tu przywiozła, otaczaj(cid:264)c opiek(cid:264) jak niesprawne izycznie, kruche kurcz(cid:264)t- ko, aleesha niewiele rozmawiała z pearl. sama nie była pewna czy ma być wdzi(cid:269)czna za okazan(cid:264) tro- sk(cid:269), czy te(cid:304) zło(cid:292)cić si(cid:269) za ka(cid:304)dym razem, gdy pearl próbowała poprawić jej humor. dobrego humoru aleeshi akurat brakowało, wi(cid:269)c cz(cid:269)sto wybierała t(cid:269) drug(cid:264) form(cid:269) buntu, czym doprowadzała do gło(cid:292)nych westchnie(cid:281) siostry i mamrota(cid:281) pod no- 9 sem, z których rozumiała co drugie słowo. nie była jednak głucha i znaczenie słów typu „nale(cid:304)y jej wybaczyć, bo jest chora i nieszcz(cid:269)(cid:292)liwa” docho- dziło do jej uszu i doprowadzało j(cid:264) do furii. odgarn(cid:269)ła z czoła czarne, brudne włosy. nie myła ich od tygodnia, ale te(cid:304) nie chciała prosić siostry o pomoc. teraz jednak, kiedy poczuła jak bardzo sw(cid:269)dzi j(cid:264) skóra głowy, westchn(cid:269)ła ci(cid:269)(cid:304)ko i postanowiła zmienić taktyk(cid:269). odk(cid:264)d cztery miesi(cid:264)ce temu siostra przywio- zła j(cid:264) do swojego domu w toskanii, aleesha robiła wszystko, aby pearl si(cid:269) jej pozbyła. pocz(cid:264)tkowo s(cid:264)dziła, (cid:304)e wystarczy, kiedy nieopatrznie rozbije jakie(cid:292) bezcenne rze(cid:302)by, lecz to o dziwo nie zadzia- łało. pó(cid:302)niej wi(cid:269)c przyszła kolej na jawne oka- zywanie w(cid:292)ciekło(cid:292)ci, co równie(cid:304) nie odniosło skut- ku. Milczenie tak(cid:304)e nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, wi(cid:269)c co teraz? aleesha westchn(cid:269)ła ponownie, a pearl, nadal stoj(cid:264)c w drzwiach balkonowych, spojrzała na sio- str(cid:269) podejrzliwie. patrz(cid:264)c teraz na t(cid:269) sławn(cid:264) pani(cid:264) fotograf, po- luj(cid:264)c(cid:264) dawniej z zawzi(cid:269)to(cid:292)ci(cid:264) i uporem na sensa- cj(cid:269), trudno byłoby doszukać si(cid:269) w niej krztyny zainteresowania czymkolwiek. aleesha le(cid:304)ała na łó(cid:304)ku w starym dresie, w którym przy temperatu- rze 37 stopni jej ciało na pewno prawie si(cid:269) goto- wało. jej błyszcz(cid:264)ce niegdy(cid:292), kruczoczarne włosy, o wiele krótsze ni(cid:304) włosy siostry, lecz równie pi(cid:269)k- ne, były zwi(cid:264)zane gumk(cid:264) do włosów i z krótkiego ko(cid:281)skiego ogona wystawało zaledwie kilka kos- 10 myków, które to doprowadzały aleesh(cid:269) do szew- skiej pasji. jej stalowoszare oczy, zwykle patrz(cid:264)ce z błyskotliw(cid:264) inteligencj(cid:264), obserwuj(cid:264)ce otoczenie, wyszukuj(cid:264)ce szczegóły i drobiazgi, o których zwy- kły (cid:292)miertelnik nawet by nie pomy(cid:292)lał, były nieru- chome i matowe. pearl westchn(cid:269)ła. odk(cid:264)d jej sio- stra straciła wzrok, nie była t(cid:264) sam(cid:264) osob(cid:264). Wybuch bomby, który spowodował wypadek wioz(cid:264)cego aleesh(cid:269) samochodu, nie pozostawił po sobie izycznych (cid:292)ladów oprócz kilku małych blizn na szcz(cid:269)ce, jednej na barku i… tymczasowej (cid:292)le- poty. niestety, ta „tymczasowa” (cid:292)lepota trwała ju(cid:304) ponad dziesi(cid:269)ć miesi(cid:269)cy, co doprowadzało osob(cid:269), (cid:304)yj(cid:264)c(cid:264) dzi(cid:269)ki swojemu wzrokowi, do stanu abso- lutnej goryczy. od dziesi(cid:269)ciu miesi(cid:269)cy, podczas których wyleczyło si(cid:269) ciało aleeshy, cierpiał jej umysł, nie b(cid:269)d(cid:264)c w stanie dać upustu temu, do czego został stworzony: nie widziała, a wi(cid:269)c nie kontrolowała, nie rejestrowała i nie deiniowała otaczaj(cid:264)cej j(cid:264) rzeczywisto(cid:292)ci. i chocia(cid:304) lekarze za- pewniali, (cid:304)e nie ma (cid:304)adnego krwiaka, ucisku, urazu wewn(cid:269)trznego, to odk(cid:264)d otworzyła po wy- padku oczy, aleesha (cid:304)yła w szaro(cid:292)ci. o, co(cid:292) bo- wiem widziała: zamiast ostrego sło(cid:281)ca – szar(cid:264), niewyra(cid:302)n(cid:264) plam(cid:269); zamiast wzgórz oliwnych, ota- czaj(cid:264)cych dom pearl – szar(cid:264), niewyra(cid:302)n(cid:264) plam(cid:269); zamiast przystojnego chłopaka pearl, osławionego Francesco niviere – szar(cid:264), poruszaj(cid:264)c(cid:264) si(cid:269), niewy- ra(cid:302)n(cid:264) plam(cid:269)… Wszystko było szare, a przed ocza- mi zachowała ostatni obraz, jaki widziała przed wybuchem – szary, brudny pył… 11 Ze zło(cid:292)ci(cid:264) uderzyła pi(cid:269)(cid:292)ciami w łó(cid:304)ko, na któ- rym le(cid:304)ała. Miała do(cid:292)ć szaro(cid:292)ci, sw(cid:269)dz(cid:264)cej głowy, ci(cid:269)(cid:304)kiego dresu, w którym pociła si(cid:269) jak szczur, jak i swojej, nagle nadopieku(cid:281)czej, siostry. ale wszystkiego trzeba pozbywać si(cid:269) po kolei. – pomó(cid:304) mi wymyć głow(cid:269) – jej rozkaz nie po- zbawiony był goryczy, ale pearl była tak zaskoczo- na samym d(cid:302)wi(cid:269)kiem głosu siostry, (cid:304)e tylko lek- kim skrzywieniem karminowych ust dała upust swej zło(cid:292)ci. szybko podeszła do łó(cid:304)ka, lecz zaraz przypomniała sobie, (cid:304)e kiedy po raz ostatni poma- gała aleeshi wstać, sko(cid:281)czyło si(cid:269) to wyzwiskami i kłótni(cid:264). Zatrzymała si(cid:269) wi(cid:269)c w pół kroku i cierp- liwie czekała, a gdy jej siostra wstała i niewidz(cid:264)- cym wzrokiem wpatrzona w (cid:292)cian(cid:269) sykn(cid:269)ła: – no? idziemy? pearl z westchnieniem ulgi odwróciła si(cid:269) w stro- n(cid:269) drzwi do łazienki. nie zamierzała prowadzić siostry za r(cid:269)k(cid:269). przez cztery miesi(cid:264)ce niewycho- dzenia z pokoju aleesha na pewno znała go na wylot, nawet b(cid:269)d(cid:264)c (cid:292)lep(cid:264). pearl zeszła na dół, zostawiaj(cid:264)c aleesh(cid:269) sam(cid:264). jej siostra w ko(cid:281)cu dała si(cid:269) namówić do wzi(cid:269)cia k(cid:264)pieli, zmiany ubrania i zjedzenia posiłku w kuch- ni, wi(cid:269)c pearl zamierzała wykorzystać t(cid:269) okazj(cid:269) i przyrz(cid:264)dzić co(cid:292) smacznego. nie była tak samolubna, jak uwa(cid:304)ała aleesha. pearl miała dobre i mi(cid:269)kkie serce, wi(cid:269)c kiedy oka- zało si(cid:269), (cid:304)e aleesha zamiast zdrowieć wpada w co- raz wi(cid:269)ksz(cid:264) chandr(cid:269), bez namysłu przygarn(cid:269)ła 12 siostr(cid:269). W nowojorskim mieszkaniu aleesha być mo(cid:304)e czuła si(cid:269) bardziej komfortowo, ale tutaj przynajmniej miała towarzystwo i opiek(cid:269), chocia(cid:304) trzeba przyznać, (cid:304)e wcale tego nie chciała. Kroj(cid:264)c papryk(cid:269), pearl westchn(cid:269)ła ci(cid:269)(cid:304)ko. utra- ta wzroku dla aleeshy była jak utrata r(cid:264)k dla pearl. obie kształtowały i analizowały (cid:292)wiat, posługuj(cid:264)c si(cid:269) tym, co było dla nich darem i cz(cid:269)(cid:292)ci(cid:264) ich (cid:304)ycia. aleesha potraiła uchwycić przelotn(cid:264) chwil(cid:269), za- uwa(cid:304)yć okre(cid:292)lony szczegół rzeczywisto(cid:292)ci i prze- kazać jego istnienie innym poprzez fotograi(cid:269). pearl potrzebowała na to wielu godzin, sp(cid:269)dzo- nych podczas nakładania coraz to nowych warstw farby na płótno. nie wyobra(cid:304)ała sobie, (cid:304)e mogłaby to utracić, dlatego wi(cid:269)c nie zwracała uwagi na fo- chy siostry i jej obcesowe przekle(cid:281)stwa wiedz(cid:264)c, (cid:304)e to (cid:304)al i gorycz s(cid:264) ich przyczyn(cid:264). Współczuła jej i chc(cid:264)c nie chc(cid:264)c czuła lito(cid:292)ć. Ze zło(cid:292)ci(cid:264) pomy(cid:292)la- ła o swoich rodzicach, którzy byli zbyt zaj(cid:269)ci, aby odwiedzić córk(cid:269), nawet teraz. ich rzadkie telefony bardziej rozw(cid:292)cieczały aleesh(cid:269), ni(cid:304) jej pomagały, wi(cid:269)c w ko(cid:281)cu przestali dzwonić, zaj(cid:269)ci własnymi sprawami. Widocznie badania nad szczepionkami i opieka nad afryka(cid:281)skimi dziećmi były wa(cid:304)niej- sze, ni(cid:304) wal(cid:264)ce si(cid:269) (cid:304)ycie córki. ten współpracownik aleeshy, arogancki ro- bert reizer, s(cid:264)dził, (cid:304)e pearl tak(cid:304)e niewiele obejdzie los siostry, lecz tutaj si(cid:269) pomylił – pomy(cid:292)lała z sa- tysfakcj(cid:264) pearl, siekaj(cid:264)c papryk(cid:269) z wi(cid:269)kszym en- tuzjazmem. jego pogardliwe spojrzenie (cid:292)wiadczy- ło o tym, (cid:304)e nie wierzy, i(cid:304) wymuskana malarka 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Zapach raju
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: