Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00063 021165 17030837 na godz. na dobę w sumie
Że jestem - ebook/pdf
Że jestem - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 29
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3264-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Biało-czarne opowiadanie, przekraczające granice zaburzenia.
Bohaterka jest młodą dziewczyną, która podróżując w głąb życia
jednocześnie nieustannie się mu wymyka.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

agata piłka Ŝe jestem ISBN: 978-83-272-3264-9 Rozdział pierwszy Wyglądam przez oszkloną szybę Złotej Rybki i myślę o istocie tej dziwacznej nazwy. Jaki szaleniec wpadł na pomysł ochrzczenia w ten sposób pubu? Myślę, Ŝe niewiele osób odwiedza to miejsce. Rozglądam się wokół - nawet kelnerka gdzieś poszła, jestem tu jedyną klientką. Patrzę poprzez druciany stolik na mokre nogawki spodni. Za oknem szaruga, w przeciwnym wypadku pewnie bym tu nie weszła. W lewej dłoni spoczywa kieliszek. Kołyszę nim dosyć jednostajnie. Włosy zsuwają mi się po szyi, wydaje mi się, Ŝe to dotyk czyjejś zimnej dłoni; są półdługie i całkiem mokre, dobrze, Ŝe w przypływie aktu samodestrukcji postanowiłam je obciąć. Za szybą przesuwają się rozmyte cienie, ciekawe, czy wiedzą, dokąd zmierzać. Wielu studentów, roześmiana grupa, pewnie biegną na obiad do Prasowego . Czuję się więźniem pomiędzy ścianami stylizowanymi na nadmorskie uliczki, między drucianą przestrzenią, która wydaje się tłamsić mnie swoim stoicyzmem i prostotą. Patrzę nerwowo w stronę drzwi, przez które nikt nie wchodzi. Moja torba spadła na podłogę, jest wilgotna. Wyjmuję z niej ramkę, dawno nie czułam w ustach tego smaku. Odpalam. Salemy Slimy. Burza skojarzeniowa, wakacje, Mazury, Marcin, Beata, Sztynort, Tadek, namiot, wygięty kosz, Nelka, niebieskie kamikadze w czterech kieliszkach, Piotrek, szał radości, wydmuchuję struŜkę dymu. Byłam szczęśliwa, choć tak trudno w tej chwili w to uwierzyć, podczas tych wakacji byłam szczęśliwa, wręcz oblepiona świadomością długotrwałości uczuć czystych, wyŜszych, dumnych wobec otoczenia, niezawistnych. Ogniska, kąpiele, spacery i brzęczące komary. Zachody słońca i te straszne burze pełne drŜących rąk ciągnących z całych sił za szoty. Lekkie to było, moŜe dlatego tak łatwo udało mi się zmyć, rozmyć, zamazać. Wypalił się - aŜ pięć minut zajął mi powrót kilka miesięcy wstecz? Kelnerka słodko się uśmiecha, ile w niej obłudy, i ten biały fartuszek... biorę jeszcze jedno wino, jest niezłe, świeŜo otwarta butelka, lubię odgłos towarzyszący wyciąganiu korka z szyjki szkła. Ciemnoczerwony napój w kołyszącym się naczyniu. Tylko cienka ścianka dzieli płyn od skóry mojej dłoni. To prawie tyle samo, ile dzieliło ostrze od tętnicy. Krew ma taki podobny kolor. Nienawidzę smaku krwi, otrząsnęłam się na samą myśl; znów jakiś wilgotny kosmyk musnął mój kark, w takich momentach zawsze przypominają mi się duŜe, chłodne ręce. Oddech w okolicach uszu. Palec prześlizgujący się po wnętrzu dłoni. 2 Postukałam filtrem o blat stolika. Od trzech dni nie miałam w ręku Ŝadnej gazety, nie obejrzałam wiadomości. MoŜe czas wrócić? MoŜe wreszcie pozwolę innym ludziom, by mnie odnaleźli, moŜe przestanę przed nimi uciekać? A moŜe przed sobą... nie... tak się nie da, gdzie ta zapalniczka? Zapłacę i wyjdę stąd, nikt nie wchodzi przez zwaliste drzwi, jestem tu sama i gdzieś jeszcze ta kelnerka, moŜe zapłacę i wyjdę, pada, nikt nie zauwaŜy moich łez, zresztą i tak nie spotkam nikogo znajomego, dokąd pójdę, chcę pozostać sama, nie chcę by ktokolwiek mnie odnalazł, nie dam im szansy tak, jak nie dałam sobie... zostanę, zapalę jeszcze. Za oknem świeci słońce, dziewczyna, na nogach ma glany, jakieś dŜinsy, gdzieś okulary, czerwone włosy, biegnie w stronę Rozmaitości. Za chwilę dowie się, Ŝe nie ma juŜ biletów na Oczyszczonych , pójdzie na kawę i rozpocznie spacer po zakamarkach swojej samotni. Przypomni jej się spacer Złotą Uliczką, małe, niebieskie drzwi, granatowy płaszcz skórzany i wszystkie nocne eskapady. Wtedy teŜ była szczęśliwa. Myślała, Ŝe w taki sposób wyraŜają się prawdziwe uczucia, Ŝe powietrze pozbawione zostało zakłamania. Myślałam, Ŝe całe Ŝycie stoi przede mną otworem, Ŝe starać mogę się za kilka lat, Ŝe wszystkie problemy same się rozwikłają i będę wreszcie piękna, sławna i bogata . Gówno prawda, wszystkie slogany reklamowe, niech same spróbują Ŝyć własnym Ŝyciem. Płacę, Ŝaden tramwaj nie jedzie, no tak, cała Warszawa. Kiosk, znowu nie kupuję gazety, Salemy Slimy proszę, dowód? Tak, jestem pełnoletnia, chociaŜ nie chcę tej odpowiedzialności, zostawić jej panu trochę? tanio sprzedam, dopłacę... Dobrze, Ŝe do mieszkania juŜ tak niedaleko. Zatrzaskuję drzwi, mogę w mokrych butach wejść na wykładzinę. Ale po co? Sama będę musiała ją wyczyścić, nie będzie mi się chciało. Dobrze, Ŝe w łazience jest tak ciepło. Zapuszczam muzykę, rozbieram się. Telewizor, otwieram okno i kładę ręcznik na zapadanym parapecie. Zostaję w majtkach i staniku, i tak jestem płaska jak deska, telewizor przypomina mi o samotni mojego mieszkania, więc wyłączam go i podkręcam muzykę. Salemek na parapecie, to jest myśl, jedną nogą dyndam za oknem. Gdyby ktoś szedł ulicą musiałby się zdziwić - na trzecim piętrze niedoubrana postać Ŝeńska z fajkiem w ręku, dynda sobie za oknem. Śmieszna jesteś, tylko tyle ciebie. Próbuję zabić sobie czas, chociaŜ powinnam się pouczyć, niedługo kolos. Nie martwi mnie to, wydrąŜenie jest wszechogarniające, wyrzucam niedopałek 3
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Że jestem
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: