Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
02241 033662 15588882 na godz. na dobę w sumie
Złe zamiary to nie wszystko - ebook/pdf
Złe zamiary to nie wszystko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 214
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-935424-0-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Dla młodego demona, wygnańca z Piekła, najbardziej pożądanym przedmiotem jest Klejnot dający władzę nad ojczystym wymiarem. Poszukiwania prowadzą go przez Ziemię, Krainy Baśni, Koszmaru, Absurdu i samo Piekło, jednak im bliżej celu się znajduje, tym mniej pragnie artefaktu i tym więcej intryg odkrywa, a nic, łącznie z demonami i aniołami, nie jest tym, czym się zdawało na początku.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział II Gospodarz pokiwał głową, a potem zapytał z jeszcze większą nieśmiałością: – A gdybyś mnie trochę podretuszował, Lordzie Piekieł? Pierwszy raz użył oficjalnego tytułu. Demon zastanowił się tym razem na poważnie. Nie igrał już wyłącznie z władcą kawałka Krainy Półżywych, ale i z Piekłem. To mogło poskutkować wieczną banicją i pozbawieniem szlachectwa, a wtedy nie pomógłby nawet Klejnot Władcy Demonów. Chyba że wysłałby Piekłu podarek… Tak trzeba będzie zrobić. – To by pomogło – powiedział. – Gdyby nie bratanek. Bratanek… Jesteś pewien, że był twoim bratankiem? – Nie rozumiem… – wyjąkał Azatar. – Jak to?! To proste. Czy jesteś pewien, że syn twojej szwagierki był synem twojego brata? Azatar pojął fortel i rozpromienił się. Na tyle, na ile mógł przy swym postępującym rozkładzie. – Jesteś wspaniały, Lordzie Piekieł! – wykrzyknął. – Nie jestem pewien, wręcz przeciwnie. Były nawet plotki na temat szwagierki i jakiegoś oficera. Jak cudownie! Czyli mamy to załatwione? – Nie tak szybko – rzekł Darreth lodowatym głosem. – Nie zapomniałeś o czymś? – Oczywiście, oczywiście. Czego pragniesz, Lordzie? Tak w ramach wdzięczności za rozwiązanie mego problemu. Demon rzucił swemu gospodarzowi przeciągłe spojrzenie. – Muszę cię jeszcze, jak to określiłeś? Podretuszować. Ale może poczęstujesz mnie winem. I zdejmij osłony magiczne, albo z napraw nici. Azatar pospiesznie przywołał służącego i kazał mu przynieść następne dzbany wina. Zdjął też wszelkie zabezpieczenia chroniące go przed mocą gościa. Darreth oglądał swego gospodarza ze wszystkich stron mrucząc coś pod nosem. Dołożył trochę iluzorycznego mięsa i skóry w kilku miejscach, obejrzał swoje dzieło. Pokręcił z niezadowoleniem głową i dołożył szare włosy. Przerzedził je. – Powiedz mi, Azatarze – zagadnął nie przerywając magicznych działań – czy mógłbyś zdobyć dla mnie Klucz do Klejnotu Władcy Demonów? Słyszałem, że jest w Grenthi. – Mógłbym, gdyby nadal tu był. Ale… 20 Grenthi Przerwało mu wejście służącego, który napełnił ich kielichy winem i dyskretnie się wycofał. Darreth wziął oba naczynia i podał jedno z nich Azatarowi zamieniając po drodze napój w wolno działającą truciznę. – Za naszą współpracę – powiedział i spełnili toast. – Zacząłeś mówić o Kluczu – przypomniał demon. – Czemu nie możesz go zdobyć? – Bo go tu nie ma. I nigdy na dłużej nie było. W czasach, gdy zmarł ostatni z Pierwszego Rodu, poproszono nas o przechowanie Klejnotu Władcy Demonów. Wtedy jeszcze był całością. Trochę później przybyły dwie grupy z Piekła. Na oczach mojego pradziada Klejnot rozpadł się na dwie części. Jedna z grup wzięła Klucz, druga właściwy Klejnot i odeszli. Azatar milczał przez chwilę. – Coś nie tak z tym winem – wyszeptał i osunął się na podłogę. Darreth patrzył oniemiały. Trucizna miała zadziałać dopiero za kilka godzin. Pochylił się nad Azatarem i wysyczał: – Klucz. – Bajki. To tylko bajki… Głowa Azatara opadła, zgasł blask krwawych oczu, iluzje stworzone przez Darretha rozwiały się. Demon zaklął. Zapomniał, że w Grenthi wszystko znajduje się w stanie rozkładu, więc trucizna nie może mieć opóźnionego działania – nie ma żywotnego organizmu do wyniszczenia. Stracił czas. Tamten na pewno wyjawi Piekłu cel jego wędrówki i miejsce ukrycia Klucza. Zaklął jeszcze raz. Niczego konkretnego się nie dowiedział. Jak najszybciej teleportował się z zamku nie określając punktu docelowego. Wiedział, że poza Grenthi nie dotrze, a może podświadomość wskaże mu drogę. Znalazł się przed Bramą. Napis obok głosił: „Tylko dla tych, którzy naprawdę tego chcą. Zapraszamy do Krainy Baśni”. Darreth zamyślony pokiwał głową. Jednak otrzymał wskazówkę. 21 Rozdział III Kraina Baśni Młody demon przeszedł przez Bramę i znalazł się na słonecznej polanie w pięknym, dziewiczym lesie. Westchnął ciężko. Gdyby go chociaż przywitało kilku uciekających z przerażenia wieśniaków, połowę problemu miałby z głowy. Stałby się bohaterem, negatywnym, bo negatywnym, ale zawsze, jakiejś baśni i zyskał tym samym prawo do przebywania na tej płaszczyźnie. Nie stało się tak i teraz musiał poszukać sobie jakiegoś osobnika do podmiany albo stworzyć własną historyjkę, a na to w związku z głównym celem wyprawy i prawdopodobnym pościgiem z Piekła nie miał czasu. Las był zwykłym, słonecznym lasem. Bez krasnali, trolli i nawet bez wilków. Darreth nie wiedział, jaką postać przybrać, aby dopasować się do najbliższej baśni, ani w jakim kierunku się udać, aby odnaleźć Klucz. Wybrał północ. Ruszył przed siebie raźnym krokiem. Rozglądał się, ale w pobliżu nie dostrzegł żadnej istoty nadającej się do jego paskudnych planów. Ot, taki sobie zwyczajny, rozświetlony promieniami słonecznymi las. Sprawa nie przedstawiała się najlepiej. Trafił do najgorszej krainy i wcale nie dziwiło go, że ktoś tu właśnie ukrył Klucz. Kraina Baśni rządziła się własnymi prawami, a jedno z nich mówiło, że jeśli nie należysz do żadnej opowieści, to znikasz. Dosłownie. Nikt cię nie wyprasza, po prostu się rozwiewasz. Na szczęście, proces nie był natychmiastowy i Darreth miał trochę czasu. Ściślej – bardzo niewiele czasu. Promienie słońca przenikały między gałęziami, krzewy i drzewa zieleniły się radośnie, kwiaty barwiły poszycie, a demona przepełniała 22 Kraina Baśni czarna rozpacz. Wędrował przez ten las od kilku godzin i jedyną zmianą, jaką zauważył, było pojawienie się ptaków. W tym tempie jakiejkolwiek postaci nadającej się do podmiany mógł nie doczekać. Zanurzony w ponurych myślach, o mało nie przegapił bardzo dla siebie istotnego komunikatu. Przetoczył się on przez las jakby na każdym drzewie umieszczono głośnik. Darreth stanął jak wryty i posłuchał jeszcze raz. Po czym szybko zaczął zmieniać postać. Odjął sobie wzrostu, rozjaśnił i wydłużył włosy, złagodził rysy twarzy. Zmienił też swój ubiór. Na koniec stworzył koszyk piknikowy z atrapą zawartości z braku czasu i popędził na ścieżkę wiodącą do domku babci. Czuł się co najmniej głupio, ale miał szansę przetrwać, komunikat bowiem brzmiał: „Wilk poszukuje Czerwonego Kapturka. Pilne! Spotkanie tam, gdzie zwykle.” Co się trafia, to się bierze, pomyślał Darreth zaczajając się na wilka w przydrożnych krzakach. Gdy go ujrzał, wyszedł na ścieżkę i przybrał minę ostatniego ciamajdy. – Dokąd idziesz, dziewczynko? – zapytał wilk, a pochylając się nad demonem wysyczał: – I gdzie byłaś?! Wiesz, że to jedyna metoda przetrwania w tym świecie. – Idę do babci. Niosę jej koszyczek – odparł Darreth słodkim głosem Czerwonego Kapturka, a potem, wciąż się uśmiechając, dodał lodowatym szeptem: – Powinniśmy opuścić tę historyjkę i poszukać jakiegoś skarbu. Przecież ich tu pełno. Wilk zaniemówił. – Co… masz… w ko…szyczku? – wydukał w końcu. – Przecież to ty nie chciałaś niczego zmieniać! Darreth poczuł, że grunt robi się niepewny. – Pozbieram kwiatów dla babci, jest jeszcze wcześnie – rzekł przywołując wilka do porządku. Po cichu dodał: – Namyśl się do czasu spotkania w chatce. Wilk skinął głową i pobiegł w stronę domku babci. Demon jednym ruchem ręki zgarnął pokaźny bukiet kwiatów i usiadł zamyślony. To, że wilk i Czerwony Kapturek też byli przybyszami, odpowiadało mu. Pewnie zwiedzili chociaż kawałek Krainy Baśni i mogą mu podpowiedzieć, gdzie szukać Klucza. Przynajmniej wilk może. Ale z drugiej strony… 23 Rozdział III Jeśli byli związani emocjonalnie, to długo już tej farsy nie pociągnie. Coś wymyśli. Wzruszył ramionami i wstał, bo słońce właśnie zachodziło wyznaczając czas dotarcia do domku babci. Demon teleportował się pod drzwi, pchnął je i wszedł do środka. Spodziewał się każdej wersji wydarzeń oprócz tej, którą znał ze szkoły (w ramach „konstrukcji koszmaru” mieli zajęcia z bajek). Wilk leżał w babcinym łóżku, babcia w wilku, a demon czuł, że traci cierpliwość. – Wilku! – zawołał tupiąc jednocześnie nogą ze świadomością, że w postaci dziewczynki wygląda to śmiesznie. – Zbieraj się. Wypluj babcię i idziemy. – Jeszcze się nie zdecydowałem – wymruczał zwierz potulnie. – Babcia się trawi. Darreth zgrzytnął zębami. – Babcia się nie strawi i wiesz o tym lepiej niż ja. Przyjdzie myśliwy, rozetnie, wypuści staruszkę i napakuje kamieni. Chcesz znów przez to przechodzić? – Nie zapomniałaś o czymś? – wilk stał się nagle czujny. – O czym? – Że teraz połykam ciebie! – wykrzyknął i wyskoczył z łóżka z rozwartym pyskiem, w którym lśniły rzędy ostrych zębów i gotowymi do rozszarpania pazurami. Skoczył wprost na Czerwonego Kapturka, nie trafił jednak. Darreth cofnął się o krok i instynktownie stworzył tarczę ochronną. Wilk przeszedł przez nią jak przez masło i demon zastosował zaklęcie odpychające. Zwierz wylądował na ścianie, zsunął się po niej i próbował pozbierać do następnego ataku, ale wtedy tkwił już w magicznych więzach, które tylko piekielne stworzenie mogło zdjąć. Niestety, działania magiczne spowodowały powrót Darretha do najczęściej używanej postaci. – Nie jesteś Zandrą – zaskamlał wilk. Demon westchnął i usiadł ostrożnie na jedynym w izbie krześle. – Ano nie jestem – przyznał. – Ale ty też nie jesteś wilkiem. Przynajmniej nie z tej bajki. Zastanawia mnie, skąd się tu wziąłeś. – Nie twoja sprawa – wysyczał. – Nie będę odpowiadał na twoje pytania dopóki mnie nie uwolnisz. 24 Kraina Baśni Darreth pokręcił wolno głową. – Taki głupi to ja nie jestem. Za dużo w tobie magii i to mnie zastanawia. Przybyliście tu z Zandrą i odgrywacie postaci z tej bajeczki, żeby przeżyć, bo znacie zasady Krainy. Ale założę się, że nie po to się tu zjawiliście. Mam rację? Wilk milczał. Demon spojrzał na niego z wyrzutem i uniósł w górę dwa palce lewej dłoni. Zwierz okazał zaskoczenie, potem niepokój. W końcu zaczął się wdrapywać po ścianie, tak, że stał już tylko na czubkach pazurów. Darreth podszedł i z zaciekawieniem obserwował swoje dzieło. Deski zaczynały czernieć, spomiędzy nich wydobywał się dym. – A pomyśleć – powiedział z namysłem chłodnym tonem badacza – że zawsze uważałem tego rodzaju zaklęcia za prymitywne i bezużyteczne. Muszę chyba zmienić poglądy. Jak myślisz? Wilk zaczął piszczeć. – Widzę, że się ze mną zgadzasz – kontynuował demon nadal oglądając podłogę. – Zobacz, wytrzymałe to drewno. Powinno się już zająć żywym ogniem. Muszę przyspieszyć proces. W końcu nie mam aż tak wiele czasu. Swoją drogą, nie wiesz przypadkiem, jak smakuje pieczeń z wilka nadziewanego babcią? Nie, pewnie nie wiesz. Machnął ręką i temperatura znacznie się podniosła. Na deskach pojawiły się języczki ognia. Wilk zawył. – Coś się stało? – zapytał Darreth z udaną troską w głosie. Zwierz drapał ścianę rozpaczliwie próbując wspiąć się na nią. – Powiem ci, co chcesz – zapiszczał wilk. – Tylko to zgaś! Demon dmuchnął i ogień momentalnie zniknął. Jedynym świadectwem niedawnych zdarzeń były sczerniałe deski podłogi. – Słucham. Wilk przysiadł na ostudzonej magicznie podłodze. Polizał przypalone łapy i spojrzał na demona z wyrzutem. – Trafiliśmy tu przypadkiem z wymiaru zwanego Guppo. Używaliśmy zaklęć do przemieszczania się w obrębie strzeżonego miejsca i magia jakoś się zdeformowała. Straciliśmy własne postaci i wylądowaliśmy tutaj. Odgrywamy ten teatrzyk już chyba z dziesięć lat, poznajemy zasady tu panujące i nie wiemy, jak wrócić. Próbowaliśmy odejść i poszukać drogi, ale wtedy o mało nie padliśmy ofiarami Krainy Baśni. Domyślam się, że 25 Rozdział III prawdziwi wilk i Czerwony Kapturek znaleźli się na naszych miejscach. Ot i cała historia. Darreth siedział zamyślony. Nie tego się spodziewał. Jego nowy znajomy wiedział o tym świecie prawdopodobnie mniej niż on sam. Mógł jedynie liczyć na to, że razem uda im się stworzyć opowieść, która pozwoli im przetrwać i zbliżyć się do Klucza. Zastanawiał się właśnie, czy warto w ogóle brać sobie kłopot w postaci zwierza na głowę, gdy usłyszał szelest za oknem. Nawet się nie odwracając, przeniósł intruza do wnętrza więzów krępujących wilka, rozciągając je jednocześnie. Wtedy dopiero spojrzał. Czerwona ze złości dziewczynka odwzajemniła jego spojrzenie. – Na co się gapisz?! Wypuść mnie natychmiast! Co ty sobie wyobrażasz?! Wchodzisz tak bez pytania do cudzej bajki i… – reszta wykrzykiwanej przemowy utknęła Czerwonemu Kapturkowi w gardle, gdy demon rzucił na dziecko zaklęcie milczenia. Mógł jednak odczytać z ruchów jej warg epitety, których by wysłuchał, gdyby tego nie zrobił. – Tak lepiej – powiedział. – Poza tym to nie twoja bajka. Dziewczynka spojrzała zdumiona na wilka i zadała bezgłośne pytanie. – Powiedziałem mu. Musiałem. Jest czymś w rodzaju złego ducha, tak mi się zdaje. Czerwony Kapturek spojrzała na spalone deski i pokiwała głową. Jej wzrok wyrażał pytanie. – Jestem demonem – uściślił Darreth mając nieodparte wrażenie, że popełnia duży błąd. – A twój przyjaciel nie chciał współpracować. Niestety, kiedy już zechciał, okazało się, że moje wysiłki i tak na nic się nie zdały i nie przydacie mi się do niczego. Zostawię was tutaj i pójdę sobie dalej. Na wypadek, gdyby zachciało się wam zemsty albo innych równie głupich działań, zaklęcie krępujące przestanie działać dopiero jutro. I nie liczcie na pomoc – myśliwego też unieruchomię. Z tymi słowami wstał zamierzając opuścić chatkę. – Może chociaż mnie wypuścisz – usłyszał za plecami. – Ten wilk zaczyna mnie już trawić. Demon obejrzał się zdumiony i zaśmiał. W całym zamieszaniu zapomniał o istnieniu babci. – A dasz mi jakiś konkretny powód? – Zostawiłbyś tę bajkę przy życiu. 26 Kraina Baśni – Dlaczego miałoby mi na tym zależeć? – Taak… Masz rację. Zapomniałam, że jesteś demonem. To może inaczej. Pies trącał tę bajkę. I tak miałam jej już dosyć. Wypuść mnie, a pokażę ci drogę przez Krainę Baśni. Darreth zastanowił się przez chwilę, po czym sięgnął po nóż. – Zrobimy to tradycyjnie – powiedział z wrednym uśmiechem na twarzy. – No, prawie tradycyjnie. Rzucił nóż i z odległości pokierował jego ruchami. Po chwili brzuch wilka został rozpłatany, a z wnętrza wynurzyła się staruszka. Aby uniknąć jęczenia wilka, zasklepił ranę. W tym samym czasie przechodzący obok myśliwy ze zdumieniem zauważył, że zaczynają mu blaknąć dłonie i wrócił do domu podejrzewając chorobę. Jako że był jedyną oryginalną postacią tej bajki, zniknął zanim tam dotarł, nie zdając sobie sprawy dlaczego. W chatce więzy magiczne rozszerzyły się jeszcze bardziej i objęły babcię. Tym razem demon był mile zaskoczony. Staruszka wyglądała jak żywcem przeniesiona z koszmaru. Długie postrzępione włosy, haczykowaty nos, niezdrowa cera i przygarbiona postać sprawiały, że z łatwością można ją było wziąć za wiedźmę. – Ty też chyba nie jesteś z tej bajki, prawda, babciu? – zapytał Darreth. – Nie. Już nie pamiętam, z jakiej bajki jestem. Tyle razy zmieniałam postać, tyloma staruszkami byłam, że niewiele pamiętam. Wiem za to, jak tu przeżyć i chętnie zmienię otoczenie. Tylko nie wiem, do jakiej opowieści będziemy pasować oboje. Nie znam żadnej o staruszkach i młodych mężczyznach. Patrzyła na demona z powątpiewaniem. Ten roześmiał się. – O to się nie martw. Zmienię kształt, gdy będzie trzeba. Znasz jakieś historyjki o skarbach w okolicy? – Znam, synku, znam. – To chodźmy, babciu. Nie mamy wiele czasu. Zdjął z niej zaklęcie krępujące i powiódł ku wyjściu, przekształcając się po drodze w biednego wieśniaka. Mógł teraz od biedy ujść za wnuka staruszki. Wędrowali przez lasy i łąki, nie odczuwając skutków oddalenia od jakiejkolwiek bajki. 27 Rozdział III – Widocznie stworzyliśmy swoją – zauważyła babcia. Darreth spojrzał na nią jak na umysłowo chorą, ale w końcu musiał przyznać, że kobieta ma prawdopodobnie rację. – Skoro tak – powiedział – to możemy też uformować ciąg dalszy. I zakończenie. Staruszka jednak pokręciła głową. – To nie takie proste – rzekła. – Nie? – demon przystanął. – A co w tym skomplikowanego? Babcia szła dalej, dogonił ją zatem, by usłyszeć pytanie: – Wiesz, jak powstają bajki? – Wiem. Ktoś – rodzice, dziadkowie lub inny opowiadacz – faszeruje niewinne dziecko smętnymi opowiastkami, które najczęściej kończą się zwycięstwem dobra nad złem. – Masz specyficzne podejście – mruknęła. – W ogóle lubisz jakieś bajki? – Owszem. Braci Grimm. Niektóre tak źle się kończą. No wiesz, weszka poparzyła się przy warzeniu piwa, pchełka lamentuje, drzwiczki skrzypią, miotełka sprząta, wózek się toczy, łajenko płonie, drzewko dygocze, dziewczynka tłucze dzbanuszek, źródełko zaczyna bić i wszyscy się topią. Chyba niczego nie pominąłem. – Nie sądzę – babcia pokiwała z namysłem głową. – Ważne jest to, że rozumiesz podstawy. A teraz kurs dla zaawansowanych. Po pierwsze – trwałość bajki w Krainie Baśni uzależniona jest od częstotliwości opowiadania tejże w innych wymiarach, szczególnie ludzkich. Po drugie – bajka mająca wiele wersji może się zachować na trzy sposoby. Pierwszy – rozpada się na dwie lub więcej odrębnych historii, jeżeli wszystkie wersje są wystarczająco trwałe; drugi – zawiera tylko wersję najbardziej popularną, jeśli jej przewaga jest znaczna; trzeci – składa się ze wszystkich wersji, jeżeli są one mniej więcej równie popularne, a różnią się na tyle mało istotnymi szczegółami, że nie nastąpi rozpad na dwie bajki. Po trzecie – historyjki dążą do zachowania swej oryginalnej treści i dlatego, gdy podszywasz się pod bohatera, to musisz grać zgodnie z fabułą albo bajka zaczyna się od początku. Musisz zapamiętać jedną rzecz – te prawa są niezmienne, odgórnie ustalone nie wiadomo przez kogo, jak prawa 28 Kraina Baśni natury. Nikt stąd nie decyduje o rozwoju danej opowieści, wszystko zależy od ludzi i bytów im pokrewnych, a tutaj po prostu się dzieje. Demon kiwał głową. – To mi przypomina jeden film… – zaczął. – Co to jest film? – To taka bajka opowiedziana za pomocą ruchomego obrazu. Nieważne. Kto rządzi tą krainą? – Nikt. Każda opowieść stanowi odrębną całość i rządzi się własnymi prawami. Nie ma żadnej ogólnej władzy, tylko ta jedna zasada, o której ci mówiłam. Darreth zastanowił się. – W takim razie dlaczego nadal istniejemy? – zapytał. Usiedli nad strumykiem, a babcia wyciągnęła z plecaka dwie kromki chleba i dwa kawałki sera. Jedną porcję podała towarzyszowi. Westchnęła. – Oprócz kompletnych bajek istnieją też „zacinki”, czyli fragmenty, w których opowiadający najczęściej przerywają, by zacząć od tego samego miejsca lub które powtarzają, bo nie pamiętają, co było dalej. Jak trafisz na „zacinek”, to możesz przejść całą krainę bez świadomości, a nawet podejrzenia praw nią rządzących. My brzmimy – spojrzała krytycznym wzrokiem na demona – jak coś takiego: ”…wtedy głupi Jaś wraz z matką wyruszyli na poszukiwanie szczęścia lub lepszego losu”. Albo czegoś innego. Posłał jej zabójcze spojrzenie. Na jej szczęście nie nadal mu magicznej mocy. – I nie możemy być pewni, kiedy ten „zacinek” się skończy. Tak? – Też – odparła kobieta z pewnym wahaniem. – Ale z drugiej strony jak już do niego trafiliśmy, to możemy tak iść i iść aż do Bramy. To chyba najrozsądniejsze wyjście. – Chyba tak – demon zamyślił się. Trwało to dość długą chwilę, a gdy się odezwał, na jego twarzy malowała się niepewność. – Jeśli stąd wyjdę – zaczął – Bramą i udam się do ludzi, to mogę opowiedzieć komuś bajkę i ona się tutaj ziści. Będzie bardzo mało trwała, ale mogę ją też opowiedzieć tłumom i wtedy zaistnieje tu na dobre. Zgadza się? – Dzieciom. 29 Rozdział III – Co dzieciom? – Musisz opowiedzieć historyjkę dzieciom. I muszą wiedzieć, że to bajka. W innym wypadku zmaterializuje się w Krainie Kłamstwa. A, no i pamiętaj, że dobro ma zatriumfować, i to niezbyt okrutnie, bo trafi do Świata Koszmarów. Wersje Grimmów, które tak lubisz, znajdują się właśnie na granicy tych światów. Ni to bajki ni okropieństwa. Darreth pokiwał ze smutkiem głową. Niby dlaczego miało być łatwo? – Niech będzie – westchnął. – Więc tak. Wracam Bramą na Ziemię. Opowiadam tłumowi dzieciaków bajkę o tym, jak znalazłem pewien skarb. Później przenoszę się z powrotem tutaj i zajmuję własne miejsce. Zabieram skarb i idę swoją drogą. – Tak. Do granic Krainy Baśni – dodała babcia. – Poza nią ten przedmiot przestanie istnieć. – Nie pomagasz mi! – zirytował się Darreth. – Pomagam – odparła urażona. – Ale jak nie chcesz, to radź sobie sam. W milczeniu kontynuowali swą wędrówkę. Mijali wsie, pola, łąki, aż dotarli do wzniesienia, na szczycie którego leżał głaz. – Jesteśmy przy Bramie – odezwała się niespodziewanie staruszka, a właściwie kobieta w średnim wieku, gdyż przez całą drogę od chatki w lesie systematycznie młodniała. – To sobie idź – wymruczał wciąż zezłoszczony demon. – Na pewno tego chcesz? Spojrzał na nią ze zdziwieniem. – A co ja mam do tego? – wybuchnął. – To ty chciałaś znaleźć Bramę i wydostać się z tej przeklętej krainy! Chociaż miałaś mi pomóc. Gdybym wiedział, że tak się stanie, nie wypuszczałbym cię z wilka! A teraz idź sobie zanim zrobię z tobą coś naprawdę podłego. Usiadł zrezygnowany na małym kamieniu i zapatrzył się w dal. Kobieta powoli usiadła obok niego. – Tobie naprawdę nie chodziło o wyjście – powiedziała cicho. Kiwnął głową zagniewany, nadal nie patrząc na towarzyszkę. – Szukasz tego skarbu, o którym wspominałeś? Odnajdziemy go, jeśli bardzo tego pragniesz. – Daruj sobie – burknął Darreth. – Mam już plan. Opowiem dzieciom historyjkę mojej podróży po Krainie Baśni dokładnie krok po kroku, tak 30 Kraina Baśni jak się wydarzyła, i odnalezieniu skarbu, później się w nią tu na miejscu wcielę. Szkoda, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Chodźmy. Ruszył w kierunku Bramy, ale kobieta zatrzymała go mówiąc: – To na nic. Pamiętasz? Każda bajka to oddzielna całość żyjąca własnym życiem. Uda ci się po prostu stworzyć następną opowiastkę, muszę przyznać, że oryginalną, ale zawsze opowiastkę, która zajmie jakąś część Krainy Baśni powielając ją, ale nie stanie się nią! Jeśli chcesz czegoś, co jest spoza tego świata, a zostało tu przyniesione i podmienione z jakimś bajkowym elementem, to musisz to znaleźć, nie stwarzać na nowo! Dlaczego nie rozumiesz prostych spraw? Jak… Reszty zdania już nie usłyszał, bo zniecierpliwiony odebrał kobiecie głos. Zrozumiał, że od chwili opuszczenia chatki w lesie nie posunął się nawet o krok naprzód. Gorzej – tracił tylko czas. Co prawda wiedział już, jak przetrwać w tym dziwnym świecie, a nawet jak kształtować w nim wydarzenia, ale nie przybliżało go to do zdobycia czy choćby odnalezienia Klucza. Miał poważne wątpliwości co do zamiarów niedawnej „babci”, jej wiedzy i pochodzenia, ale tylko ona mu została. Postanowił zaryzykować. Spojrzał na swą towarzyszkę i powiedział: – Porozmawiamy. Przywrócę ci głos, jeśli zdecydujesz się zachować rozsądek. Kobieta spróbowała odpowiedzieć, ale nie słysząc efektu swych starań, energicznie skinęła głową. – Dobrze – orzekł demon. – Zacznijmy od podstaw. Kim jesteś? – Nie wiem. Prawdopodobnie pasterką. – Jak to prawdopodobnie?! – zdumiał się Darreth. – Nooo… tyle pamiętam. Czyli siebie w roli pasterki w Krainie Baśni. Później znudziło mi się i poszłam poszukać innej bajki. Byłam wieśniaczkami, księżniczkami, babciami, matkami, córkami, służącymi i nie pamiętam, kim jeszcze. Zawsze postaciami pobocznymi, nigdy głównymi. Tak było mi łatwiej się przemieszczać. – Racja – przyznał demon. – Ale coś mi tu nie pasuje. Z tego, co mówiłaś, wynika, że postaci z bajek nie mogą istnieć poza swoimi historiami. Przytaknęła ochoczo. Teraz, gdy przyznała się do swej pierwotnej roli, jej wygląd uległ widocznej zmianie. Przemieniła się w średniego 31 Rozdział III wzrostu, trochę pulchną, jasnowłosą i jasnooką dziewczynę. Tak na oko dwudziestoletnią. O miłym wyrazie twarzy, który bardzo odlegle kojarzył się Darrethowi z czymś, ale nie mógł sobie przypomnieć, z czym. – Tak – odparła. – Dlatego powiedziałam, że nie wiem, kim jestem. Pamiętam swoje życie od roli pasterki i w tym względzie nie różnię się od innych, którzy zamieszkują ten świat. Może gdybym wiedziała, że nie mogę istnieć poza moim bajkowym wcieleniem, naprawdę by tak było. Jak sądzisz? – Nie – powiedział stanowczo, niszcząc jej złudzenia. – Może nie wszystko na temat działania tej krainy jest dla mnie jasne, ale sama sobie przeczysz. Żadna z postaci czysto bajkowych nie zdaje sobie sprawy z własnych ograniczeń ani z możliwości istnienia świata poza zajmowaną historyjką, nawet te drugoplanowe. Oni po prostu żyją swoim życiem. Darreth rozłożył ręce i potrząsnął głową. – Ty sobie wybierasz opowieści. Musisz być z zewnątrz. Ale skąd? – To chciałam sprawdzić za Bramą. Nie udało mi się jak dotąd do żadnej dotrzeć, a myślałam, że może poza nią coś sobie przypomnę. Albo przestanę istnieć, co też rozwiąże problem. Mówiła cicho i wyglądała bardzo żałośnie. Sam nie wiedząc czemu, Darreth zaproponował: – Potrafię znaleźć Bramę. Jeśli ty potrafisz doprowadzić mnie do tego, czego szukam, to możemy zawrzeć układ. – Naprawdę? – spojrzała na niego z nową nadzieją. – Tak. Ale, z oczywistych względów, najpierw moja część umowy. – Dobrze – przytaknęła skwapliwie. – Zaprowadzę cię do skarbu. Duży ma być? Pewnie tak, największy. Pomyślmy… – Pasterko! – przerwał jej. – Sama mi to tłumaczyłaś. To specyficzny skarb, nie jeden z wielu. I nie interesują mnie żadne miejscowe nietrwałe podróbki. Jasne? Pokiwała głową. – A w ogóle masz jakieś imię? – zainteresował się udobruchany demon. – Nie, ale mów mi Past, to skrót od pasterki. Z braku innego… – Niech będzie. Jestem Darreth. – Wiesz, czego szukamy? 32 Kraina Baśni – Wiem. Prawdopodobnie pierścienia. Z brakującym kamieniem. Może być niepozorny. Albo bardzo widowiskowy. Westchnęła. – Niewiele nam to daje. Takich przedmiotów możemy odnaleźć setki, a żaden z nich nie będzie tym, czego szukasz. – Jak znajdziemy, będę wiedział, że o to mi chodziło. Poza tym potrafię rozpoznać rzeczy pochodzące z innych światów niż ten, w którym przebywam. Potrzebuję tylko przewodnika, który pokaże mi drogę do kolejnych skarbów. Chodźmy. Zaczniemy od tamtej groty – wskazał na wschód i udali się w tym kierunku. Dziewczyna zdawała się myśleć o czymś intensywnie. – A co z istotami żywymi? – zapytała w końcu, gdy wspinali się żwirową drogą na wzniesienie, w którym wydrążona była rzeczona grota. – To znaczy? – Czy rozpoznajesz istoty spoza danego świata czy tylko przedmioty? Demon zastanowił się przez chwilę. Nagle zrozumiał, co mu nie pasowało w pasterce, a właściwie wtedy jeszcze w babci. – Rozpoznaję – odpowiedział. – Ale z tobą miałem problem. Zarazem należysz do Krainy Baśni i jesteś tu obca. Nie umiem tego wyjaśnić, ale może przejście przez Bramę rzuci trochę światła na twój rodowód. No i doszliśmy. Ostatnie słowa dotyczyły wejścia do groty, które ukazało się oczom zmęczonych wędrowców. Było wysokie, wąskie i częściowo zawalone kamieniami. Demon przecisnął się przez nie, pasterka za nim. Przeszli kilka kroków wąskim tunelem, gdy kamienie osunęły się zasypując wejście jeszcze bardziej. Dziewczyna rzuciła się ku światłu, chcąc uciec z jaskini póki mogła, ale Darreth ją powstrzymał łapiąc za rękę. – Nie przejmuj się tym – powiedział. – Nie będziemy tędy wracać. Spojrzała na niego zdziwiona, ale nic nie rzekła. Trzy zakręty dalej korytarz zwęził się, ale rozjaśnił bladozieloną krystaliczną poświatą. – Na górze mamy światło – orzekł demon. – Czyli warstwa skały nie jest zbyt gruba. Nie powinno być problemu z wyjściem. W ostateczności teleportuję nas przed wejście. – Co zrobisz? – Tele… przeniosę. 33 Rozdział III – Możesz tak? – Mogę, ale wolę nie ryzykować nie znając terenu. Staram się korzystać z tej zdolności tylko wtedy, gdy znam lub widzę cel podróży. Uwierz mi, nie chciałabyś doświadczyć skutków nie dopracowanego przeniesienia. Czasami nie obywa się bez zmiany kształtu, a tego chyba nie potrafisz? – dodał widząc jej mało zadowoloną minę. – Przecież szczyt tego wzniesienia widziałeś – stwierdziła. – Tak. – To dlaczego…? -…musieliśmy się wspinać? Przytaknęła. – Może potrzebowałem pomyśleć, a może jestem złośliwy z natury. Korytarz rozszerzył się tworząc coś w rodzaju sali przykrytej kopułą z dziurą pośrodku. Była wielkości pałacu, a na jej środku leżała usypana sterta klejnotów. Naszyjniki, korony, łańcuchy, bransolety, kolczyki i oczywiście pierścienie, przemieszane bez żadnego ładu czy składu. Przybysze jęknęli zniechęceni. Dla nich była to tylko kupa bezwartościowego żelastwa, którą trzeba będzie przeszukać, dokładnie, kawałek po kawałku, jeden drogocenny przedmiot po drugim, każdy najmniejszy… – Naprawdę musimy to robić? – zapytała Past. – Chyba nie – zawahał się demon, przyglądając się stercie uważnie. – Widzę tu tylko trzy obiekty, które mogłyby być tym szukanym, ale raczej nie są. Odkopmy je, przekonajmy się o tym i chodźmy dalej. Zgodnie ze wskazówkami demona porozrzucali kosztowności jak pryzmę kompostu i wyłowili z niej trzy pierścienie. Darreth położył je przed sobą, wymruczał zaklęcie i przeciągnął nad nimi dłonią, która pod wpływem piekielnej magii zmieniła się w zakrzywione szpony. W tym czasie coś błysnęło. Demon dotknął każdego z czterech pierścieni pazurem i pokręcił głową. – To nie te – powiedział. – Ale wybraliśmy przecież trzy. Spojrzał pytająco na dziewczynę, która tylko wzruszyła ramionami. – Może się stoczył z tej sterty. 34 Kraina Baśni Gdy to mówiła, rozległ się łoskot i przez otwór w ich kierunku poleciała następna dostawa klejnotów. Darreth prędko złapał oniemiałą Past za rękę i teleportował ich na zewnątrz. Niestety, nie zdążył sprecyzować, gdzie ma być to „zewnątrz” i po chwili stanął oko w oko z olbrzymem uzupełniającym właśnie zapasy złota przez dziurę w kopule. – Niezła skarbonka – wymruczał. – A jak ją później rozbijesz? – A tak! – wykrzyknął wielkolud i uderzył pięścią w kopułę, która od tego ciosu uległa częściowemu wgnieceniu. Był to fragment, na którym stali nasi wędrowcy. – W porządku! Wierzę ci! – zawołał demon. – Przestań! Przecież teraz odkładasz, a nie wybierasz oszczędności! Olbrzym spojrzał na niego zdumiony, całkowicie nie rozumiejąc słów demona. Po czym złapał go dwoma palcami i podniósł do oczu. O ile Darreth pamiętał, Piekło nigdy szczególnie nie interesowało się wielkoludami, gdyż nie istniały w realnym świecie. Stąd też nie wymyślono zaklęć ani wzmocnień tychże mających odpowiednią moc, by nadać się w takiej sytuacji. Demon rozważył zmianę postaci, ale zrezygnował. Prawdopodobnie nie udałoby mu się wystarczająco urosnąć. Jedyne, co mu pozostało, to wzmocnić któreś z zaklęć na ludzi i mieć nadzieję na sukces. Przystąpił do dzieła. Wzmocnić, jeszcze wzmocnić, jeszcze… Olbrzym szturchnął Darretha palcem drugiej ręki i zarechotał patrząc jak demon się buja. Ten wziął zamach i po chwili stał już na dłoni wielkoluda. Tam ukłonił się swemu gospodarzowi i wyciągnął z kieszeni chusteczkę. Bawił się nią wyczarowując gołębie, a każdy z nich zostawiał mu w dłoni piórko. Olbrzym aż postękiwał z uciechy. – Past! – krzyknął demon. – Uważaj, będzie wiało! Uśmiechnął się, wyciągając w stronę wielkoluda otwartą dłoń i ukłonił się. Leżała na niej piękna, połyskująca w słońcu, kula ze złączonych gołębich piór. Nadal się uśmiechając, teraz już trochę złośliwie, Darreth dmuchnął delikatnie. Kula uniosła się i zaczęła wykonywać skomplikowany piruet na wznoszących ją wiatrach. Olbrzym, zachwycony nową, lśniącą zabawką, odstawił demona i próbował złapać kulkę. Darreth spojrzał na Past. 35 Rozdział III – Trzymaj się mnie. Dosłownie – powiedział, po czym wykonał kilka delikatnych ruchów palcami. Wiatry prowadzące pierzastą kulkę powtórzyły te ruchy. Dziewczyna objęła demona i wtuliła się w niego widząc już, co się święci. Darreth pchnął zabawkę wyżej, wprost w lewe nozdrze olbrzyma i zakręcił palcem spiralę. Potężne kichnięcie odrzuciło ich o dwa wzniesienia dalej, a następne o jeszcze jedno. Wylądowali plecami na głazie oblepieni śluzem. Kiedy oczyścili się trochę, Past spojrzała na Darretha z podziwem. – To było takie pomysłowe – pochwaliła. – I piękne. Myślałam, że demony wszystko niszczą. Ziemią wstrząsnęło. – Tylko to, co nam niepotrzebne – odparł. – Poza tym wolimy subtelniejsze metody. Chodź, na południu jest rzeka, a za nią pewnie następny skarb. – Zgadza się. Kiedy on przestanie kichać? – zapytała. – Ziemia się trzęsie. – Jak wykicha kulkę – stwierdził Darreth wzruszając ramionami. – Tak samo jak u wszystkich. A pomyślał – nigdy. Pióra się rozłączą i nigdy nie pozbędzie się ich wszystkich. Czasami ułożą się tak, że dadzą mu spokój, ale nigdy nie wypadną do końca. Na tym polegała wspomniana piekielna subtelność. Wędrując od skarbu do skarbu, przez lasy, miasta, zamki i jaskinie, coraz bardziej zmęczeni i zniechęceni bezowocnymi poszukiwaniami, dotarli w końcu do pochylonej ze starości chaty biednego rybaka. – To tutaj? – zapytał demon. Past pokiwała głową, po czym szarpnęła Darretha silnie za ramię, zmuszając do przykucnięcia. Pociągnęła go w stronę ledwo trzymającego się na zawiasach okna. – Wychyl się trochę i przypatrz dobrze temu człowiekowi – wyszeptała. – Będziesz musiał stać się nim. Demon spojrzał za siebie, utrwalił w pamięci krajobraz, po czym przesunął dłonią po pękniętej szybie mrucząc zaklęcie. Wstał i przykładając palec do ust w geście nakazującym milczenie, machnął ręką na dziewczynę, aby zrobiła to samo. Zajrzeli do wnętrza domostwa. Przy 36 Kraina Baśni stole siedziało dwoje steranych życiem ludzi, którzy już dawno mieli za sobą najlepsze lata. Kobieta o złym wyrazie twarzy wrzeszczała na poczciwie wyglądającego mężczyznę. Ten skulił się w sobie i tylko ulegle potakiwał. W końcu wziął ze stołu czapkę i poszedł w kierunku wyjścia. Darreth i Past skryli się za węgłem. – Co mam zrobić? – zapytał demon konspiracyjnym szeptem. – Cokolwiek – odrzekła równie cicho. – Ale musisz dotrzeć do jeziora przed rybakiem i odnaleźć złotą rybkę. To jedyny sposób, aby dowiedzieć się, gdzie jest ukryty ten twój skarb. Inaczej możemy krążyć po Krainie Baśni do śmierci i nigdy nie trafić na jego trop. No idź! Darreth westchnął i teleportował się na skraj lasu. Upodobnił swój wygląd do starego żebraka. Tak przemieniony zaczekał na chłopa. – Witaj, rybaku – powiedział. – Widzę, że trapi cię jakieś zmartwienie. Staruszek westchnął ciężko i przyznał: – Mam ja ci żonę chciwą. Zła kobieta nie jest, ale ubzdurała sobie zostać szlachcianką i idę rybkę poprosić, żeby spełniła jej życzenie. – Tę rybkę? – zapytał demon wyciągając zza pleców okrągłe akwarium ze złotą rybką. Chłop przyjrzał się jej uważnie i pokręcił z niedowierzaniem siwą głową. – Nie – powiedział z wahaniem. – Raczej nie. Ta jest jakaś mizerna. Darreth zmełł przekleństwo w ustach. Stworzył naprędce przeciętnego karasia ozdobnego, nie zadając sobie trudu przyjrzenia się jego magicznej wersji. A że nie miał czasu czekać na następną odsłonę bajki, zmyślił historię o chorobie rybki, która wymagała troskliwej opieki w zamian za spełnienie pragnień rybaka. Chłop dał się przekonać i odszedł z powrotem do domu niosąc w ramionach akwarium z rybką. Demon uśmiechnął się złośliwie, bo zdążył zadbać o prawidłowy ciąg dalszy opowieści i wiedział, co czeka rybaka z fałszywą rybką. Popatrzył za odchodzącym starcem, a kiedy był pewien, że ten nie zawróci, przybrał jego postać i udał się nad jezioro. Tam zawołał magiczne stworzenie, a gdy to się ukazało, począł lamentować nad swym losem i pazernością swojej żony. W końcu rybka ulitowała się nad nim i zapytała o pierwsze życzenie z trzech, które obiecała spełnić. Po krótkim namyśle demon rzekł: 37 Rozdział III – Moja stara chciała być szlachcianką, ale wiem, że jej to nie wystarczy i pewnie znów mnie tu przyśle. Czy jest coś, nad czym nie ma już większej władzy? Woda spieniła się, gdy rybka zanurzyła się, by pomyśleć. W końcu wypłynęła i rzekła: – Są dwie władze: niebiańska i piekielna. Ale nie mogę dać ci żadnej z nich. – O ja biedny, stracony – zaczął od nowa lamentować niby-rybak. – Teraz już do domu wrócić nie mogę. Za me dobre serce przyjdzie mi się po świecie tułać i za chlebem żebrać… O, ja nieszczęśliwy… – płakał. Rybka zanurzyła się ponownie, a fale jeziora spieniły. Tym razem nie uspokoiły się po jej wynurzeniu. Karaś skoczył prosto w ręce demona. – Dobrze. Pomogę ci. Niebiańskiej władzy nie możesz zdobyć dla chciwej kobiety. Ale pójdź do zaklętego lasu, gdzie żyje król węży. Ma on koronę, którą zdejmuje tylko do kąpieli. Zabierz mu ją i daj swojej żonie, a będzie mogła posiąść władzę piekielną. Ale uważaj na węże strzegące swego króla, bo nie wrócisz stamtąd żywy. Masz jeszcze jakieś życzenia? Gdy Past dołączyła do Darretha nad brzegiem jeziora, okazały karp posypany orientalnymi ziołami kończył się właśnie piec nad ogniskiem. Demon zaprosił ją gestem, by usiadła i się posiliła. Była bardzo głodna, więc zjadła rybę z apetytem. Potem jednak ogarnęły ją wątpliwości. – Skąd miałeś zioła? – zapytała podejrzliwie. – Od złotej rybki – odparł beztrosko ogryzając ostatnie ości. – A rybę? – złe przeczucia nie chciały opuścić dziewczyny. – Sama wpadła mi w ręce – odrzekł, jedną ręką zakopując za sobą głębiej złote łuski. Chciała pytać dalej, ale w tej chwili zagrzmiało i nad horyzontem z niewiarygodną prędkością zgromadziły się czarne, burzowe chmury. Zdawały się przemieszczać w ich kierunku. Demon stał jak wmurowany, wdychając woń wiatru i patrząc jak zauroczony w stronę zbliżającej się nawałnicy. Past pociągnęła go mocno za rękaw. Potem jeszcze raz. Za trzecim zareagował, mrugając szybko powiekami. 38 Kraina Baśni – Musimy się schronić przed deszczem! – zawołała przekrzykując wycie wzmagającego się wiatru. Spojrzał na nią z nieprzytomnym wyrazem zielonych oczu. Powtórzyła, a wtedy jakby się ocknął. – Nie! – odkrzyknął. – Musimy uciekać! Podaj mi szybko pięć patyków! Sam podniósł z ziemi potężny konar i przesunął nad nim szponami. Wziął od dziewczyny cztery gałęzie i złamał je do tej samej długości. Dołożył do konaru i połączył magicznie. W świetle błyskawic Past ujrzała piekielne wcielenie towarzysza podróży – ciemne oblicze o zapadniętych policzkach, żarzących się oczach i długich kłach, skórę napiętą na nieziemsko ukształtowanych mięśniach i te ciemne, błoniaste skrzydła. Szpony wyciągnęły się w jej kierunku, a jadowity głos wysyczał: – Nie stój tak! Daj mi to, jeśli chcesz żyć! Szybko podała stworowi gałąź i cofnęła się ze strachem. Demon dołożył ją do reszty i tchnął moc w tę dziwaczną konstrukcję. Siła zaklęcia ogłuszyła i oślepiła dziewczynę, a gdy się ocknęła, gnali już przed siebie na grzbiecie czarnego jak bezgwiezdna noc rumaka. Past z wahaniem odwróciła się, aby spojrzeć na Darretha i odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała go w ludzkiej postaci. Uśmiechnął się sardonicznie i popędził konia. Mknęli przez Krainę Baśni oddalając się od burzy. Chwilę przed nastaniem świtu demon zatrzymał rumaka i zsiadł, pomagając dziewczynie. Pierwsze promienie słońca przemieniły zwierzę z powrotem w gałęzie. Zmęczona nocnym rajdem Past usiadła na ziemi. – Nie możemy teraz się zatrzymywać – orzekł Darreth. Dziewczyna wpatrywała się zaszokowana w to, co zostało z konia. Cała groza poprzedniego wieczoru wróciła do niej z podwójną mocą. – Nie! – krzyknęła, gdy chciał potrząsnąć jej ramieniem, i cofnęła się gwałtownie. Odsuwała się od niego w panice, tyłem, na czworaka. – Nie bój się – powiedział dodając zaklęcie uspokajające. Zatrzymała się patrząc na demona nieufnie. Usiadł naprzeciwko. – Od początku wiedziałaś, kim jestem – zaczął usypiającym tonem. – I sama chciałaś ze mną pójść. Musiałem użyć bardzo silnej piekielnej mocy, a to wymaga przemiany postaci. Ta magia działa tylko w nocy, dlatego nie mamy już wierzchowca. Możemy go mieć znowu, jeśli zaakceptujesz 39 Rozdział III ten sam rytuał dziś wieczór. Właściwie nie masz wyboru, bo ściga nas samo Piekło, a przynajmniej któryś z potężniejszych Lordów. Wiedzą, że szukam Klucza i chcą go zdobyć tak samo, jak ja. Pokazałaś mi kilka skarbów i podsunęłaś pomysł ze złotą rybką i chociaż jestem demonem i powinienem cię tu zostawić na pastwę losu, to jednak, sam nie wiem dlaczego, chcę cię doprowadzić do Bramy i zobaczyć, co się zdarzy, gdy przez nią przejdziesz. Do wieczora powinniśmy być bezpieczni, ale nie wolno nam odpocząć. Musimy zdobyć przewagę czasową, inaczej wszystko na darmo. Rozumiesz? Pokiwała głową z wyraźną sennością. – Idziesz ze mną? Jeszcze jedno potwierdzenie. – To chodź. Przed nami już niedługa droga. Wyczuwam Klucz. Po całodziennym marszu wieczorne zaklęcia i nocny galop piekielnego rumaka nie zdały się Past tak przerażające jak poprzednio. Może zadziałały uspokajające czary Darretha, może była zbyt wyczerpana, a może po prostu przywykła, tak jak wcześniej do wielu dziwów Krainy Baśni. Udało jej się nawet zasnąć na końskim grzbiecie, czego o mały włos nie przypłaciła skręceniem karku, gdy demon nagle ściągnął cugle wierzchowca osadzając go w miejscu na szczycie niewielkiego wzniesienia. – Co się stało?! – zapytała wystraszona i nie do końca przytomna. Rozejrzała się wokół przecierając oczy. – Gdzie jesteśmy? – dodała. Darreth uśmiechał się triumfalnie. Patrzył na rosnący w dolinie las. – Prawie na miejscu – odrzekł. – Zsiadaj. Już świta. Dalej się przespacerujemy. Posłusznie zeskoczyła na ziemię, a demon za nią. Koń przybrał na powrót postać suchych gałęzi, gdy zabrakło ożywiającej go piekielnej mocy. Wędrowcy ruszyli w poświacie brzasku w dół zbocza. U stóp wzgórza biło źródło. Darreth zatrzymał się przy nim i przez dłuższy czas obserwował okolicę, z której przyszli. Później przeniósł spojrzenie 40 Kraina Baśni na majaczący w oddali zagajnik. W końcu pokiwał wolno i z namysłem głową. Zdawał się kontent. – Tu zostaniemy do wieczora – zarządził. – Wyprzedziliśmy, może nawet zgubiliśmy pościg. Po zmroku przeniosę nas na skraj lasu. Wejdziemy tam, odnajdziemy Klucz i wyniesiemy się z tej przeklętej krainy. Zanim skończył, dziewczyna spała. Westchnął ciężko i ułożył się do czujnego snu. Jakoś trudno było mu uwierzyć, że kres poszukiwań jest tak blisko, a Klucz w zasięgu ręki. Kilka godzin, śniadanie i teleportację później demon przekonał się, że jego sceptycyzm miał całkiem uzasadnioną rację bytu. Chodził wzdłuż linii drzew klnąc w mało wymyślny sposób, co nie zmieniało faktu, że do lasu nijak nie mógł wejść. Stanął w miejscu rażony nagłą myślą. Cofnął się spory kawałek i popatrzył na zagajnik przekrzywiając głowę. Przypatrywał mu się pod różnymi kątami przez dłuższy czas, po czym usiadł na trawie krzyżując nogi. Brodę oparł na dłoni i trwał tak przez pół nocy. W końcu potrząsnął głową zniechęcony i wbił wzrok w ziemię przed sobą. Past, która obserwowała go nie śmiąc przeszkadzać, teraz podeszła i usiadła naprzeciwko. Dotknęła delikatnie dłoni demona. – Co się stało? – zapytała cicho. Popatrzył na nią, jakby przed chwilą zaistniała. – Nie wejdę tam – odrzekł. – To anielski las. – Anielski? – Tak. – I co z tego? Potarł czoło dłonią. Wyprostował się. – Jako demon nie jestem w stanie przekroczyć granicy żadnego obszaru należącego do lub stworzonego przez istoty niebiańskie. A one nie mogą wstąpić na tereny piekielne. I to niezależnie, w jakiej krainie, płaszczyźnie, czy jak tam zwał, by się to cholerstwo nie znajdowało. Przytaknęła, próbując zrozumieć. – A jak znalazło się tam to, czego szukasz? – Wspólnymi siłami. Po śmierci ostatniego prawowitego Władcy Demonów powstało duże zamieszanie, gdyż nie zostawił następcy. 41 Rozdział III Znalazło się wielu pretendentów do korony, ale Klejnot nikogo nie zaakceptował. Później potoczyło się już tradycyjnie – zamachy, trucizny, podstępy. W rezultacie Piekło przestało prawidłowo funkcjonować. A że to, co dzieje się u nas, odbija się na działalności tak naszej, jak i strony przeciwnej, Niebo postanowiło się zaangażować. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów współpracowaliśmy i uzgodniono, że Klejnot i Klucz zostaną rozdzielone aż do momentu, gdy znajdzie się ktoś, kto będzie godzien ich użyć. Jeden z demonów pozostawił Klucz na łące, a jeden z aniołów zasadził las. Inaczej by się nie udało. Skomplikowali mi w ten sposób życie, ale chyba o to chodziło, żeby nie było łatwo. Jak by nie spojrzeć, musi się znaleźć rozwiązanie tej zagadki. Past pokiwała głową, wyraźnie nad czymś dumając. – A górą? – zasugerowała. Spojrzał ponad korony drzew, po czym wstał i wzbił się w powietrze. Zawisł nad lasem i zaczął powoli się obracać, a potem zniżać. Trwało to chwilę, po czym wrócił do dziewczyny. – To na nic – mruknął zniechęcony. – Tylko do poziomu najwyższych gałęzi. Domyślam się, że od dołu będzie to granica najgłębszych korzeni. Uprzedził tym jej następny pomysł. Siedzieli w milczeniu. – Ale wiem przynajmniej, w którym dokładnie miejscu znajduje się Klucz – dodał nagle, a Past aż podskoczyła. – To może ja po niego pójdę? – zaproponowała niewiele myśląc. Darreth zamyślił się. – Nie – zawyrokował. – Nie dasz rady. – Dlaczego? Mogę wejść do lasu bez problemu! – Wejść tak – spojrzał na nią z szyderczym uśmiechem. – Wyjść pewnie też. Ale zapomniałaś o jednym – nadal nie wiemy, kim lub czym jesteś. Las cię akceptuje, nie pochodzisz więc z Piekła. Ale Klucz to zupełnie inna sprawa. Możesz obudzić siły, których działania nie chciałbym widzieć. Nigdy. Wstał, by jeszcze raz popatrzeć na zarośla i odszedł kilka kroków. Zaświtała mu pewna myśl. Jeżeli mógł przenosić rzeczy, które widział do miejsc, które zapamiętał, to może zadziałałoby to i w drugą stronę. Jeszcze raz poszybował nad drzewami. Ujrzał Klucz i spróbował go 42 Kraina Baśni teleportować poza obszar lasu, lecz gałęzie przysłoniły widok i jego moc została zakłócona. Zaśmiał się krótko z własnej porażki i wrócił na ziemię. Pogwizdując wykreślił koło na piasku, wewnątrz umieścił symbole magiczne, po czym przyjrzał się swojemu dziełu. Past spojrzała zdziwiona. – Nie powinny być na zewnątrz? – zapytała. – Co? – demon, zajęty swoim działaniem, zapomniał o niej. Teraz popatrzył zdziwiony. – Co mówiłaś? – Pytałam, czy te znaki nie powinny być na zewnątrz. I brakuje chyba pentagramu. A kiedy zdumienie nie opuszczało jego oblicza, dodała wyjaśniającym tonem: – Widziałam, jak czarownica to robiła. Demon zaśmiał się. – Tak, powinny – odpowiedział. – Jeśli chcesz się chronić przed tym, co wzywasz. Mnie zaś zależy na stworzeniu wewnątrz kręgu niezakłóconych przez wpływ tego… – zmełł przekleństwo – lasu warunków. Dlatego zamykam drogę do środka, nie na zewnątrz. – Koncentrujesz moc wewnątrz koła?– chciała się upewnić. Przytaknął. – Można to tak nazwać. Spójrz. Piach w wyrysowanym kręgu powoli brązowiał, a w miejscu znaków już czerniał. Świtało. Darreth rozejrzał się, w myśli policzył czas do osiągnięcia przez promienie słoneczne łąki, na której się znajdowali i odwrócił się do dziewczyny ze słowami: – Mam niewiele czasu. Jak tylko zabiorę Klucz, przygotuj się na szybki przeskok do Bramy i opuszczenie tej Krainy. Pokiwała głową i usiadła w bezpiecznej odległości. Demon wstąpił w krąg i znalazł się w całkowitej ciemności. Zmienił postać natychmiast, gdy tylko dosięgło go działanie piekielnej mocy i szponem wyrysował dwa ostatnie znaki. Siła zaklęcia, wzmocnionego przez krąg i bliskość Klucza, rzuciła Darretha w sam środek lasu. Stanął na polanie, obok siedliska węży, i rozejrzał się wokół. Między gałęziami dostrzegł światło słoneczne, coraz intensywniejsze. Sam otoczony był półmrokiem, który stworzył. 43 Rozdział III Niepewnie ruszył przed siebie, w stronę śpiącego na kamieniu największego węża w srebrnej koronie. Światło coraz bardziej rozpraszało otaczający go mrok. Każdy krok stawał się trudniejszy. Powietrze ciążyło nieznośnie. Moc ciemności słabła. Demon wyciągnął szpony, by chwycić Klucz. I wtedy poczuł na skórze promień słońca, tutaj, w samym sercu anielskiego lasu, zabójczy. Zwalczył chęć cofnięcia ręki i, niemalże wyjąc z bólu, zdołał dotknąć Klucza. Poczuł jego mroczną moc, lecz zanim zdążył zacisnąć pazury na zdobyczy, potężny wir wyssał go z powrotem na łąkę. Oszołomiony, Darreth zamrugał powiekami i szybko rozejrzał się wokół. Świt jeszcze nie wstał, a słońce nie dosięgało swymi promieniami lasu. Nie to było więc powodem jego niepowodzenia. Ostrożnie spojrzał na drzewa. Lśniły nieziemskim blaskiem. Zatem sam las powstrzymał zapędy demona, a poprzez rozbudzenie mocy w nim drzemiącej stracił on szansę na dalsze próby. Mimo wszystko Darreth zaśmiał się z triumfem. Coś jednak zostało! Zaklęcie nie było całkowitą porażką, gdyż czuł czarną jak Otchłań Piekła, mrowiącą nić łączącą go z Kluczem. Z Kluczem, którego zdążył dotknąć i który go zaakceptował. A jeśli tak, to wskaże drogę do Klejnotu. Teraz wystarczy tylko zabrać ten pierwszy z lasu, odnaleźć drugi, a Wrota Piekieł same się przed Darrethem otworzą. Wiedział, jak tego dokonać. Klucz miał własną świadomość, ograniczoną wprawdzie, ale wystarczającą do wypełnienia tego, do czego został stworzony. Demon wstał, w mgnieniu oka zmienił postać na ludzką i skinął na Past, która, przerażona, tkwiła ciągle w tym samym miejscu. – Chodź – wychrypiał, starając się dostosować głos do wyglądu. – Wiem, czego nam potrzeba. Korzystając z mocy Klucza, Darreth stworzył książęcą karocę zaprzężoną w cztery konie. Jej podstawę stanowił wóz na siano, ale z braku czegoś lepszego i on się nadał. Teraz magia szła mu o wiele łatwiej niż przed nawiązaniem kontaktu z piekielnym przedmiotem, tak że nawet powołanie do życia w środku dnia dorodnych rumaków nie stanowiło już żadnego problemu. Przyjrzał się zaprzęgowi i, z lekkim wahaniem, umieścił na drzwiczkach własny herb rodowy. Past spoglądała na jego wysiłki coraz bardziej blednąc. 44 Kraina Baśni – Co się stało? – zapytał. – Miałaś już przecież do czynienia z moimi zaklęciami. Ona tylko potrząsnęła głową. – To nie ty. Czuję, że Kraina Baśni mnie pochłania. Tym razem spojrzał na nią zaniepokojony. Rzeczywiście zapomniał o tym aspekcie ich kruchej egzystencji. Przeniósł wzrok na własne ręce. Nic. Widocznie był już pod ochroną Klucza. A jeśli tak… – Wsiadaj – rozkazał. – Myślę, że to pomoże. Przynajmniej na jakiś czas. Posłusznie wykonała polecenie. Poczuła dziwne zawirowanie w głowie i lekkie, ale utrzymujące się mdłości, jednak blaknięcie cofnęło się. Nie chcąc się skarżyć na ten specyficzny ratunek, powiedziała tylko: – W porządku. Minęło. Demon skinął. Potrzebował dziewczyny do realizacji planu. – Co przedstawia twój herb? – zapytała, żeby odwrócić uwagę od swojego samopoczucia. – Trzy bezskrzydłe smoki. Ich liczba oznacza, że jesteśmy trzecim najwyższym rodem Piekła, chociaż w dzisiejszych czasach nikt już nie przywiązuje do tego wagi. Smoki, bo podstawowe żywioły mojej rodziny to ogień i powietrze, a bezskrzydłe są od momentu nastania bezkrólewia. Na znak straty. Klejnot i Klucz w pyskach to symbole tego, czego szukam, czyli władzy królewskiej. Każdy ród bliżej spokrewniony z pałacem ma je w swoim herbie. Trzeci smok zieje ogniem, co zarazem obrazuje żywioł i funkcję strażników koronnych. – A ja myślałam, że to węże. – Węże są pozostałością po smokach. Wiesz, co masz robić? – Tak. Właściwie nic. Wyglądać godnie i uśmiechać się do wybranego młodzieńca. Myślisz, że to wystarczy? Darreth uśmiechnął się przebiegle. – Oczywiście. Reszta to już moja sprawa. Zobaczysz demona przy najczęściej nam przypisywanym zajęciu, którym de facto zazwyczaj się nie paramy. Ale na razie poczekaj tu na mnie. Podkradł się do czterech pasterzy siedzących na niewielkiej górce, jedzących śniadanie i obserwujących pasące się niedaleko owce. Chłopcy spędzili stada razem, by móc porozmawiać przy tej nudnej pracy. 45 Rozdział III Teraz, gdy kończyli swój posiłek, nadszedł czas na oddanie się planom i marzeniom. Demon, leżąc w trawie, dostroił się do ich myśli i pragnień. Nie zaskoczyli go zbytnio. Ot, zwykli wieśniacy marzący o dziewczynach, pieniądzach, pozycji naczelnika wioski czy nowym nożu. Przyjrzał się uważniej cechom charakteru każdego z chłopców. Dwóch nie nadawało się w ogóle – byli za głupi i za tchórzliwi, żeby wykonać zadanie. Pozostali dwaj byli zbyt prawi, by dotknąć Klucza, ale demon wiedział, że to tylko kwestia czasu. W końcu grono świętych było naprawdę nieliczne. Uśmiechnął się złośliwie i zagłębił w umysły wybranych pasterzy. Konsekracja nie groziła na pewno żadnemu z nich. Chwilę trwało, zanim dotarł do najbardziej ukrytych pokładów ich emocji i żądz. Obejrzał je sobie i z wahaniem wybrał jednego z młodzieńców. Co prawda ten drugi byłby łatwiejszą ofiarą z powodu chciwości, małostkowości i lenistwa, tak prostych do rozdmuchania, ale brakowało mu wytrwałości. Darreth zajął się podsycaniem ambicji i pychy jedynego nadającego się kandydata. Gdy chłopak był już gotowy, podkusił jednego z pozostałych do rozpoczęcia interesującego go tematu i wycofał się do Past. Karoca powożona przez demona pędziła w stronę anielskiego lasu drogą przebiegającą tuż przy miejscu wypoczynku pasterzy. Gdy przebrany za lokaja Darreth ich ujrzał, zatrzymał gwałtownie konie. Młodzieńcy podbiegli zaciekawieni. Ujrzeli przestraszonego stangreta w średnim wieku, który zeskoczył z kozła i bezskutecznie usiłował poprawić uprząż w swoim zaprzęgu. Na ich widok rozpromienił się. – Bogowie mi was zesłali – krzyknął. – Moglibyście mi pomóc? Chłopcy rzucili się do oglądania zerwanej uzdy. Zajęło im to dłuższą chwilę, a gdy zdołali doprowadzić zaprzęg do względnego porządku, lokaj podziękował im za wysiłek, wynagrodził złotymi monetami i wdrapał się z powrotem na swoje miejsce. Szło mu to z wyraźnym trudem z powodu wieku i sztywnej lewej nogi. Z niepokojem spojrzał na słońce chylące się ku zachodowi. Chwycił cugle, by pogonić konie, ale te odmówiły posłuszeństwa. Zbladł wyraźnie, gdy to zauważył i rozpaczliwie próbował zmusić je do dalszego biegu. Przypatrujący się temu pasterze pokręcili głowami z wyraźną niechęcią. 46 Kraina Baśni – Nic nie zdziałasz, człowieku – powiedział najwyższy z nich. – Nie należy tak traktować zwierząt. Daj im odpocząć, najeść się, a jutro rano będą jak nowo narodzone. Stangret popatrzył na nich rozbieganym wzrokiem z nieukrywaną rozpaczą. – Wiem o tym – odrzekł smutnym głosem. – Ale muszę dotrzeć do tamtego lasu – tu wskazał, o który las mu chodziło – przed zmrokiem, inaczej moja pani umrze. Wśród młodzieńców zapanowała konsternacja. W końcu odezwał się ten, na którego najbardziej liczył. – Wiesz, do jakiego lasu zmierzasz? To siedziba króla węży. Mężczyzna gorliwie przytaknął. – Tak, tak, właśnie. Jedynie jego korona może ocalić księżniczkę. – Księżniczkę?! – zakrzyknęli wszyscy czterej. – Tak. Sami zobaczcie, jak już osłabła. Stłoczyli się przy drzwiczkach karocy. Past, ciągle odczuwając mdłości i zawroty głowy, nie wyglądała najlepiej, jednak zdołała posłać blady uśmiech i zalotne spojrzenie chłopcu wskazanemu jej przez demona. Ten zaś czekał z napięciem wpatrując się w twarz swej ofiary. Chłopak nie zawiódł go. Podszedł i zapytał: – Jak mogę jej pomóc? Darreth zgiął się w ukłonie, częściowo po to, by ukryć zjadliwy uśmieszek i błysk satysfakcji w oku. – Nnie śmiałbym pprosić – wyjąkał służalczo – gdybym miał siłę sam tego dokonać. Moja pani potrzebuje korony króla węży, gdyż tylko jej dotyk jest w stanie uleczyć jej słabość. Lecz to zadanie niebezpieczne i nie mogę… – Daruj sobie – przerwał mu młodzieniec powodowany pychą. – Jest jeszcze dzień, a to pewnie las jak każdy inny. Czekaj tutaj, a przed zmierzchem dostaniesz to, czego pragniesz. – Dziękuję ci, szlachetny panie – demon zginał się w pokłonach. – Nie ominie cię nagroda. Bogowie ulitowali się nade mną i nad biednym królem, ojcem jedynaczki. Jednak pasterz nie słuchał już biadolenia lokaja, tylko ruszył żwawym krokiem w stronę zagajnika. Darreth usiadł na schodkach karety i 47 Rozdział III obserwował chłopaka. Wyposażył go we wszelkie możliwe zaklęcia chroniące przed atakami leśnych stworzeń i pozostało mu tylko czekać. Nie mógł mu w żaden inny sposób pomóc, bo las rozpoznałby piekielną ingerencję. Podziękował pozostałym młodzieńcom za wodę i kawałek chleba z serem, którymi go poczęstowali i pozwolił im odejść do swoich zajęć, gdyż spokojne zazwyczaj owce porozłaziły się w sobie tylko znanych kierunkach. Po upływie niezbyt długiego czasu, który jednak zdawał się demonowi wiecznością, poczuł lekkie szarpnięcie mentalne. To Klucz dawał znać swemu panu, że ktoś go dotyka. Darreth przesłał wzdłuż łączącej ich więzi zapewnienie, że wszystko w porządku i że to jego posłaniec i odebrał odległe echo zadowolenia. Ciarki przebiegły mu po plecach. Aż do tej pory nie zdawał sobie sprawy ze szczególnych właściwości przedmiotu swego pożądania. Pierwszy raz zastanowił się, czy nie porywa się na coś, co go przerasta. Bo jeśli Klucz miał taką władzę, to co z Klejnotem? Lecz był już we władaniu tej najmroczniejszej z mocy i jedyną odpowiedzią na wątpliwości, którą podsunął mu umysł była pewność, że ta władza jest mu przeznaczona. Najostrożniej jak umiał poprowadził pasterza przez las i pogonił po łące. Wyrwał z jego rąk zdobycz i, zmieniając kształt dłoni tak, by przecisnąć ją przez bransoletę, założył Klucz na przegub ręki. Srebro wżarło się w nadgarstek demona, wypalając skórę i mięśnie aż do kości. Porażający ból zgiął Darretha wpół i zmusił do zmiany postaci. Lecz jakkolwiek by zwężał lub rozszerzał rękę, Klucz tkwił tam dopasowując się za każdym razem. Palił najgorętszym z piekielnych ogni, a demon wił się w uścisku cierpienia. Nagle wszystko się skończyło i miejsce bólu zajęła niewypowiedziana rozkosz i nieziemska satysfakcja. Darreth wrócił do ludzkiej postaci. Spojrzał na lewą rękę. Srebrna bransoleta stanowiła jedność z jego nadgarstkiem i nie było sposobu, by ją zdjąć. Fale mocy, przepływające od Klucza do demona powoli wyciszały się, ale wiedział już, że może używać magii jak nigdy przedtem, z siłą porównywalną tylko do mocy najbieglejszych Mistrzów Piekła. Zaśmiał się szatańsko. Otworzył drugą ręką drzwi karocy, chwycił Past i, pozostawiając za sobą obłąkanego pasterza, rozkazał Kluczowi: – Prowadź! 48 Kraina Baśni W najczarniejszej głębi Otchłani Piekieł coś się poruszyło. Ledwie cień cienia potężnej niegdyś i nigdy nienazwanej istoty. Świadomość. Zaginiona iskra istnienia w martwej nieskończoności. Niepewna. Jeszcze nie zdecydowana, czy powrócić czy może pogrążyć się w wiecznej ciemności. Nagły dopływ mocy, wyrywający dawno zapomnianego z jego pozaczasowego snu. Nieustanny, niepozwalający na ponowne zaśnięcie, szarpiący jestestwem i wzywający do świata. Potężny ryk wstrząsnął Otchłanią Piekieł. Brzmiała w nim nieludzka wściekłość i przeszywający żal. W ślad za dźwiękiem nad Otchłań wzniosła się czarna bezkształtna istota. Uformowała skrzydła i wyruszyła na poszukiwania tego, który zakłócił jej spoczynek. 49 Rozdział IV Kraina Koszmaru Z powrotem do kamienia stanowiącego Bramę, przy którym zatrzymali się kiedyś. Past zawahała się na chwilę, ale potem dzielnie przekroczyła granicę światów. Razem z Darrethem znaleźli się na półce skalnej pod ołowianym niebem, które często przecinały potężne błyskawice. Ziemia trzęsła się od grzmotów, a w złowrogim świetle piorunów można było dostrzec surową okolicę. Naprzeciw występu skalnego, na którym stali wędrowcy, rozciągały się wysokie kamienne wzgórza. Szarości ich zboczy nie urozmaicał najmniejszy akcent zieleni. Zdawały się martwe, lecz po bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć gdzieniegdzie nieznaczny ruch. Darreth spróbował rozpoznać poruszające się istoty, po chwili jednak zrezygnował. Mogły być równie dobrze wszystkim co kiedykolwiek żyło, jak i złudzeniem. Znaleźli się w Krainie Koszmaru, gdzie każdy lęk przybierał materialną formę, i to wyolbrzymioną. Tutaj demon
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Złe zamiary to nie wszystko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: