Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00196 006351 11244622 na godz. na dobę w sumie
Złodzieje diamentów - ebook/pdf
Złodzieje diamentów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Jamakasz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64701-83-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pierwsza część cyklu 'Niebezpieczne Przygody Trzech Francuzów w Afryce Południowej'

Straciwszy majątek, Francuz Aleksander Chauny kopie diamenty w Kopje Nelson’s Fountain w Afryce Południowej. Odnajduje go tu Albert de Villeroge i proponuje przyjacielowi wspólną wyprawę po diamenty Kafrów. Miejsce ich ukrycia zdradził świeżo poślubionej żonie Alberta Annie przygarnięty przez jej ojca potomek kafryjskiego władcy. Wraz z Josephem, mlecznym bratem Alberta, przyjaciele wyruszają w stronę Zambezi. Tymczasem w Nelson’s Fountain zostaje zamordowany żydowski handlarz, któremu Aleksander sprzedał przed wyjazdem swój górniczy ekwipunek...

Seria wydawnicza Wydawnictwa JAMAKASZ „Biblioteka Andrzeja – Szlakiem Przygody” to seria, w której publikowane są tłumaczenia  powieści należące do szeroko pojętej literatury przygodowej, głównie pisarzy francuskich z XIX i początków XX wieku, takich jak Louis-Henri Boussenard, Paul d’Ivoi, Gustave Aimard, Arnould Galopin, Aleksander Dumas ojciec czy Michel Zévaco, a także pisarzy angielskich z tego okresu, jak choćby Zane Grey czy Charles Seltzer lub niemieckich, jak Karol May. Celem serii jest popularyzacja nieznanej lub mało znanej w Polsce twórczości bardzo poczytnych w swoim czasie autorów, przeznaczonej głównie dla młodzieży. Seria ukazuje się od 2015 roku. Wszystkie egzemplarze są numerowane i opatrzone podpisem twórcy i redaktora serii.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Strona przedtytułowa Louis-Henri Boussenard Złodzieje diamentów Louis-Henri Boussenard Louis-Henri Boussenard urodził się w Escrennes 4 października 1847 roku, a zmarł w Orleanie 11 września 1910 roku. Był autorem powieści przygodowych, a także, podążając śladem Juliusza Verne’a, kilku fantastycznonaukowych. Za życia nadano mu przydomek francuskiego Ridera Haggarda, niezwykle poczytnego w tym czasie angielskiego autora powieści przygodowych. Obecnie jest bardziej znany w Europie Wschodniej niż w krajach frankofońskich (np. w Rosji wyda- no czterdzieści tomów jego utworów). Po studiach medycznych poświęcił się pisaniu. Bardzo dużo podróżował po francuskich koloniach, zwłaszcza w Afryce. W tym czasie rząd francuski powierzył mu misję nauko- wą w Gujanie. Podczas wojny francusko-pruskiej w 1870 roku szybko został ranny i tym przykrym doświadczeniem można tłumaczyć mocno nacjonalistyczne poglądy, którym dał wyraz w kilku swoich powieściach. Miał także negatywny stosunek do Anglików i Ameryka- nów, co wyjaśnia, dlaczego tak mało jego utworów przełożono na język angielski. Jego opowiadania i powieści ukazywały się w licznych czasopismach, takich jak „Le Figaro”, „Le Petit Prisien”, czy „Journal des voyages”. Bohaterowie jego powieści podróżują po całym świecie, są wystawiani na wszelkie nie- bezpieczeństwa, ale zawsze triumfuje dobro, a źli ludzie zostają ukarani. Boussenard napisał bardzo dużo powieści, z których większość można ująć w cykle. Do najbardziej znanych należą: „Saga Friqueta (Wróbelka)” o przygodach paryskiego urwisa, cykl liczący 20 tomów (w Polsce ukazały się dwa pierwsze tomy: W niewoli u ludożerców i Korsarze mórz południowych); „Robinsonowie z Gujany”, liczący 9 tomów (w Polsce Ga- lernicy Gujany, obejmujący dwa pierwsze tomy); „Bez Grosza”, liczący 5 tomów (w Polsce Dusiciele w Bengalu, drugi tom cyklu); „Lodowe piekło”, zawierający 6 tomów (w Polsce: Piekło wśród lodów i Kapitan Łamigłowa); „Tajemnice Pana Syntezy”, liczący 4 tomy (w Pol- sce dwa tomy: Tajemnica doktora Syntese i Niezwykła podróż doktora Syntese), czy wreszcie cykl „Niebezpieczne Przygody Trzech Francuzów w Krainie Diamentów”, składający się z 3 tomów. Strona tytułowa Louis-Henri Boussenard Złodzieje diamentów Niebezpieczne Przygody Trzech Francuzów w Krainie Diamentów Pierwsza część cyklu Przełożył i przypisami opatrzył Andrzej Zydorczak Strona redakcyjna Dwudziesta szósta publikacja elektroniczna wydawnictwa JAMAKASZ Pierwszy tom serii: „Biblioteka Andrzeja – Szlakiem Przygody” Tytuły oryginału francuskiego: Les Voleurs de diamants © Copyright for the Polish translation by Andrzej Zydorczak, 2015 25 ilustracji, w tym 2 kolorowe: Jules-Descartes Férat (zaczerpnięte z XIX-wiecznego wydania francuskiego) Ilustracje na okładce i w tekście podkolorowała Barbara Linda Redakcja i korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk Projekt okładki: Barbara Linda Konwersja do formatów cyfrowych: Mateusz Nizianty © Wydawnictwo JAMAKASZ, Ruda Śląska 2016 Wydanie I  ISBN 978-83-64701-82-5 (całość) ISBN 978-83-64701-83-2 (część pierwsza) Rozdział I Kopalnia diamentów – Położenie kopje1 – Co się rozumie przez słowo claim? – Diamentowa gorączka – Życie na placerze2 – Kopje Nelson’s Fountain3 – Podróżnicy i górnicy – Dwóch Kafrów, reprezentantów „młodych ele- gantów” – Ofiary krachu – Albert de Villeroge i Aleksander Chauny, jego przyjaciel – Konsekwencje pojedynku na pistolety – Skarb dawnych mieszkańców południowej Afryki – W drodze do nieznanych krain – Tajemnicze morderstwo Kopje (kopalnia diamentów) Nelson’s Fountain była tego dnia bardziej niż kiedykolwiek pełna hałasu i ożywienia. W nieustannej robocie normalnie wykonywanej przez diggersów4 wszystkich ras, wszelkich odcieni skóry, nagle zapanował jakiś harmider, nawet rodzaj furii, której przyczynę szybko odgadłby jakiś uważny, obdarzony zimną krwią obserwator. We wszystkich miejscach urwistego, ponurego terenu zbudowanego z nagich, powykrę- canych skał drążono głębokie dziury, z szerokim otworem i prowadzone pionowo w dół, co przypominało niesamowite kamieniołomy. Z tych wykopów wydobywał się nieuchwytny kurz i w formie szarawej chmury unosił się ku górze, chwilami zaciemniając światło słońca. Oko przybysza uderza przede wszystkim szczególna osobliwość. Otóż jest to niesamowita plątanina stalowych lin, które jednym końcem zaczepione są w głębi każdej z tych dziur, a drugim umocowane do brzegu stromizny, tworząc mniej lub bardziej ostry kąt, w zależ- ności od głębokości wykopu. Na tych linach bez przerwy przesuwają się duże wiadra wyko- nane ze skór wołów, napełnione żwirem i przymocowane do bloczka. Mały kierat, podobny do tych, których używają ogrodnicy z okolic Paryża, wprawiany w ruch przez jednego lub 1 Kopje – holenderskie słowo oznaczające „małą głowę”, w języku afrykanerskim: koppie, w języku polskim twar- dzielec; forma ukształtowania powierzchni Ziemi, odosobnione wzgórze zbudowane ze skał twardszych (tzn. odporniejszych na procesy niszczące powierzchnię Ziemi) niż skały je otaczające; tu w znaczeniu kopalni dia- mentów istniejącej na takim wzgórzu. 2 Placer – złoże okruchowe, termin stosowany zwłaszcza do bogatych złóż okruchowych złota, ale także diamen- 3 Fountain (ang.) – właściwie używana jest nazwa fontein, pochodząca z holenderskiego fontein – fontanna, źró- tów, granatów, żelaza, rubinów czy szafirów. dło. 4 Digger (ang.) – kopacz, poszukiwacz, badacz. dwóch ludzi, obraca się, głośno skrzypiąc, prędko zabiera wiadro, równie szybko opróżnia- ne, co napełniane. Tak daleko, jak tylko można sięgnąć wzrokiem, zryta ziemia przyjmuje wygląd wiel- kiej szachownicy, której kwadraty mają regularne boki o długości dziesięciu metrów. Każdy kwadrat jest to claim, lub inaczej działka diamentonośnej ziemi, w głębi której kopią, ryją, oczyszczają, przesiewają ludzie w łachmanach, zajęci jak mrówki przy pracy, których białe, żółte czy czarne twarze, ubabrane błotem i pokryte kurzem, oblewają się potem. Podnosi się skórzane wiadro. Być może zawiera fortunę. Piszczący blok się zatrzymuje. Zawartość na- czynia wysypywana jest na masywny stół wbudowany w grunt na skraju claimu. Jakiś biały zaciśniętą dłonią rozrzuca zawartość i chciwym wzrokiem szuka błyszczącego szlachetnego kamienia. Przeglądnięta w ten sposób ziemia jest następnie ładowana na taczki i wywożona daleko wąskimi ścieżkami dzielącymi poszczególne działki na regularne sekcje. Człowieka ogar- nia strach, gdy widzi tych ludzi idących niedbałym krokiem skrajem przepaści, gdzie każde najmniejsze potknięcie może spowodować upadek. Lecz cóż obchodzą rozgorączkowanych ludzi takie zdarzenia, zresztą częste! Od czasu do czasu dochodzi do niespodziewanego za- walenia, obsuwają się kamienie i taczka zsuwa się z tych wąziutkich ścieżek, pompatycznie nazywanych drogami. Rozlega się okrzyk trwogi i bólu, a wiadro unosi się, obciążone strasz- liwie okaleczonym ludzkim ciałem. Jeszcze jeden, cóż to znaczy! Diamentów jest pełno, a  te indywidualne tragedie dla pozostałych przy życiu są tylko zwykłymi wypadkami. Pewien Polak znalazł czterdziesto- ośmiokaratowy5 diament. Podczas spotkania pośrednik zaproponował mu pięćset funtów szterlingów6 (dwanaście tysięcy pięćset franków). Szczęśliwy górnik zażądał tysiąc. Pośred- nik tylko wzruszył ramionami i wycofał się z transakcji. Pewien Irlandczyk o twarzy zniszczonej niedolą i nadmiarem pracy nagle się zrywa, jakby dotknięty momentalnym obłędem. Krzyczy, wyje, miota się, w końcu wyrzuca z siebie całą serię tych gardłowych przekleństw, w jakie obfituje język celtycki7. – Arrah…8! Arrah…! Bedarrah…! Moi bracia, już nie żyję…! Zadusiła mnie radość! Arrah…! Dzieci będą bogate… a ja będę pił whisky. Oto siedemdziesięciopięciokaratowy diament… Dżentelmen da za niego pięć tysięcy funtów…! (sto dwadzieścia pięć tysięcy franków). Nowina rozchodzi się z prędkością płonącego prochu i dociera do głębin claimów, więc zaciętość robotników jeszcze się podwaja, jeśli to w ogóle możliwe. Od czasu do czasu jakiś górnik mniej wrażliwy niż Irlandczyk powstrzymuje prawie niedostrzegalne drgnięcie. Radość opada, ale mimo opanowania, jest podniecony. Następ- nie wykonuje osobliwy manewr. Gołą stopą, której palce są prawie tak samo zręczne jak pal- ce u rąk, stara się chwycić kamyk, którego naturę natychmiast rozpoznało jego wyćwiczone oko. To diament zamknięty w swej otoczce. Pochyla się na chwilę, udaje, że wyciąga kawałek 7 5 Karat – jednostka masy stosowana w obrocie kamieniami szlachetnymi i perłami, równa 0,2 grama. 6 Funt szterling – jednostka monetarna w Wielkiej Brytanii; dawniej dzielił się na 20 szylingów i 240 pensów; obecnie na 100 pensów. Języki celtyckie – grupa językowa w obrębie języków indoeuropejskich; wiele języków z tej grupy wymarło; współcześnie grupa ta jest reprezentowana przez języki: iryjski (irlandzki), szkocki (gaelicki), walijski i bre- toński; również te języki zagrożone są wymarciem, dlatego prowadzone są działania na rzecz ich zachowania; posługuje się nimi około 1,3 mln ludzi. 8 Arrah (irl.) – słowo wyrażające zaskoczenie lub emocje. skały, który utkwił w jego ciele, chwyta okruch żwiru i szybko wkłada do ust. Jednak dozor- ca, któremu nic nie umyka, dostrzega ten ruch. Szybko jak myśl wskakuje do studni, chwyta za gardło tego człowieka, który się broni, i ogłusza go uderzeniem pięści. – Otwórz usta, łotrze, albo cię powieszę! Ale złodziej jest nieprzytomny. Dozorca wyciąga swój bowie knife9, wciska ostrze po- między zaciśnięte zęby, rozchyla je i triumfalnym gestem wyciąga corpus delicti10. 9 Bowie knife (ang.) – nóż o szerokim ostrzu, który zaprojektował ponoć James Bowie (ok. 1796-1836), bohater wojny o niepodległość Teksasu. 10 Corpus delicti (łac.) – dowód rzeczowy będący podstawą do przedstawienia wniosków na temat sprawcy i jego – Wyciągnij mnie na górę, krętaczu. Dostaniesz dwadzieścia pięć uderzeń batem… To się zdarzyło nie pierwszy raz. Gorąca pożądliwość tych wszystkich roznamiętnionych ludzi jest jeszcze bardziej pod- sycana przez takie zdarzenia, świadczące o bogactwie diggin11. Ludzie dalej kontynuują po- szukiwania z niesamowitym natężeniem i zaangażowaniem. Kopje Nelson’s Fountain jest kopalnią niedawno odkrytą przez pierwszych diggersów przybyłych z du Toit’s Pan. Leży na 24º 30’ długości wschodniej od południka Greenwich i 27º 40’ szerokości geograficznej południowej, na obrzeżach Griqualand West12 i w odległo- ści około stu siedemdziesięciu kilometrów od rzeki Oranje13. Ten region, jeszcze niedawno nieznany, może, jak się twierdzi, stać się jednym z najbogatszych obszarów angielskiej Kolo- nii Przylądkowej14. Na razie jednak niezmiernie kiepskie urządzenia eksploatacyjne i abso- lutny brak podstawowych wygód czynią pobyt w tym miejscu mało godnym zazdrości. Lecz perspektywa zdobycia natychmiastowej fortuny przyciąga tutaj ludzkie istoty, które izolowa- ne w dziurach pozbawionych powietrza, palone żarem dochodzącym do czterdziestu stopni Celsjusza, zdolne są przebywać w nich nawet przez kilka godzin. Jeżeli z jednej strony prawie kompletnie brakuje wody, której wiaderko kosztuje od jed- nego franka do franka i siedemdziesięciu pięciu centymów, to z drugiej strony obóz wygląda niechlujnie i odrażająco. A jednak Anglicy swym metodycznym postępowaniem, swym nie- bywałym instynktem kolonizacyjnym starają się zapobiec temu opłakanemu stanowi rzeczy. Chaty na kołach czy liche namioty ustawione są z pewną symetrią i władze zajmują się, cały czas mając na względzie bezpieczeństwo pracowników, uzdrawianiem tego ogniska zarazy. Każdy złodziej, a jest ich tu niemało, który nie został skazany na karę chłosty, podlega kilkudniowej karze ciężkich robót. Ta kara, często stosowana, polega na oczyszczaniu obo- zu. Skazańcy, podzieleni na grupy, wykonują uciążliwe obowiązki pod nadzorem policjanta z odbezpieczonym rewolwerem w ręku. Wydaje się jednak, że im więcej zbiera się szmat, łachmanów, szczątków puszek po konserwach, starych butów i  połamanych narzędzi, to kilka godzin później jest ich jeszcze więcej. To znaczy, że nikt z górników nie stosuje się do najbardziej elementarnych zasad higieny. Zabija się zwierzę, a wnętrzności i szkielet wyrzu- ca się przed namiot. Rzucają się na to czarni, Chińczycy lub psy, a uciekając, żarłocznie je pożerają i rozrzucają na wszystkie strony. Pracownicy nie przejmują się bólem gardła, zapaleniem oczu, złośliwymi wrzodami czy ropniami. Nikt z nich nie troszczy się o swoje ciało! Ten, który posiada fortunę zakopaną w ziemi pod płótnem swego namiotu, chodzi boso i żyje sucharem maczanym w cape brandy (wódka Przylądka). Żywot tych wszystkich oszalałych ludzi streszcza się w jednym wyrazie, którego gorejące litery porażają ich i hipnotyzują: DIAMENT… Nie należy się zatem dziwić, że pojawienie się czterech osobników o raczej niezwykłym wyglądzie nie wzbudziło zbyt wielkiego zainteresowania pośród pracowników kopje. Wyglą- czynu 11 Diggin (właściwie digging, ang.) – kopalnia złota, wkop; tutaj ogólnie: kopalnia. 12 Griqualand West – obszar w centralnej części Afryki Południowej, w 1873 roku uznany za brytyjską kolonię, a w 1880 roku przyłączony do brytyjskiej Kolonii Przylądkowej. 13 Oranje (Orange, ang. Orange River, Rzeka Pomarańczowa) – rzeka w Afryce, płynąca przez terytorium Lesotho, Republiki Południowej Afryki i Namibii, o długości 1860 km; źródła w Górach Smoczych; uchodzi do Oceanu Atlantyckiego. 14 Kolonia Przylądkowa – brytyjska kolonia (wcześniej holenderska o nazwie Cap, Przylądek – i takiej nazwy używa L. Boussenard) w południowej Afryce, istniejąca z przerwą w latach 1806-1910; po czym zmieniono jej nazwę na Kraj Przylądkowy, gdy utworzono brytyjskie dominium – Związek Południowej Afryki. dało na to, że nowi przybysze, dwaj Europejczycy i dwaj Murzyni, zwłaszcza ci pierwsi, byli zupełnie nieznani załodze kopalni. Jeden z Europejczyków, który wydawał się przywódcą, był trzydziestoletnim mężczyzną średniego wzrostu, chudym, opalonym, o krótkich krę- conych włosach, czarnej brodzie i ognistym spojrzeniu. Jego regularne rysy twarzy, bardzo ruchliwej, wskazywały, że pochodził z południa. Malująca się na twarzy wytworność oraz delikatne kończyny wskazywały na człowieka z wyższych sfer. Jego uzbrojenie i wyposażenie nadto pokazywały, że bardzo troszczył się o wygody, którymi gardzą górnicy. Tropikalny kask wykonany z rdzenia aloesu i pokryty czepkiem z białej flaneli chronił jego głowę od słonecznego żaru. Jego ubranie składało się z płóciennej bluzy podszytej w pasie moltonem15 i wyposażonej w nieskończoną ilość kieszeni. Jest to niezrównany element ubioru, którego przydatność została sprawdzona podczas wielu dalekich wypraw. Jego spodnie z oliwkowe- go weluru, szerokie i pofałdowane przy kolanach, znikały w wysokich butach z płowej skóry. Duży kordelas16, mogący służyć za maczetę17 lub myśliwski nóż, miał zawieszony u pasa z żółtej skóry. Nosił także wielką ładownicę18 i przewieszoną przez ramię dubeltówkę o du- żym kalibrze. Wreszcie z dwóch specjalnych kieszeni umieszczonych w wygodnym miejscu wysuwały się dwa łańcuszki, na których zawieszone były zegarek i niklowana busola19. Ubiór i  wyposażenie jego towarzysza było dokładnym odwzorowaniem pierwszego. Jednak na tym kończyło się podobieństwo obu mężczyzn, chociaż ten drugi wydawał się być w tym samym wieku, także należał do rasy południowców, a rysy twarzy wskazywały na tę samą narodowość. Pierwszy, poruszający się z najwyższym dostojeństwem eleganta zmienionego w eksploratora, drugi o wyglądzie bardziej pospolitym, co nawet mało uważny obserwator zauważyłby od pierwszego wejrzenia. Zatem, krótko mówiąc i nie wdając się w żadne zawiłe wyjaśnienia, pierwszy był panem, a drugi służącym. Koniecznie należy jednak przedstawić dwóch zupełnie niekonwencjonalnych Murzy- nów. Na opis zasługuje szczególnie ich szczątkowy ubiór. To był szczyt dziwaczności. Jeden miał tylko spodnie, drugi koszulę. Można sobie wyobrazić, do jakiego stanu zużycia i jakie- go niechlujstwa zostały doprowadzone te dwa łachmany. Ubiór człowieka w koszuli uzupeł- niał filcowy kapelusz ponad który, z braku denka, wystawały kosmyki rozczochranej wełni- stej czupryny, nóż wiszący między nerkami, jak klucz szambelana20, a w uszach miedziane kolczyki, na końcu których huśtały się dwa kawałki obsydianu21 wielkości moreli. Szczęśliwy posiadacz spodni nakrywał głowę dnem koszyka, który ozdobił małą cylindryczną puszką wcześniej zawierającą sardele22, powieszoną na sznurku zamiast pomponu. W dolny płat 15 Molton – rodzaj bawełnianej tkaniny podobnej do flaneli, dwustronnie drapanej, o splocie skośnym bądź płó- 16 Kordelas – długi, prosty lub zakrzywiony, jedno- lub dwusieczny nóż myśliwski, wcześniej używany jako broń, szczególnie przez artylerzystów i marynarzy. 17 Maczeta – długi nóż o wygiętym ostrzu używany do cięcia trzciny cukrowej i wyrąbywania ścieżek w gęstych ciennym. tropikalnych lasach. 18 Ładownica – skórzana torba z pasem na ramię, przeznaczona na naboje lub ładunki (patrony), wyposażona we wkładkę z drewna z otworami lub przegródkami – gniazdami na ładunki, chroniąca papierowe ładunki przed uszkodzeniem i wilgocią, oraz miejsce na inne akcesoria. 19 Busola (kompas) – przyrząd wskazujący strony świata. 20 Szambelan – wysoki urzędnik na dworach europejskich pełniący dyżury przy królu i wprowadzający gości na pokoje; z czasem godność tytularna; też: osoba nosząca ten tytuł; dawniej: starszy służący w bogatych domach. 21 Obsydian – odmiana zbitego szkliwa wulkanicznego o barwie od czarnej do pomarańczowej i szklistym poły- sku, używana do wyrobu przedmiotów ozdobnych, w czasach prehistorycznych także broni i narzędzi; zawiera do 1 wody. 22 Sardela (Engraulis encrasicholus) – nieduża ryba z  rodziny śledziowatych (Clupeidae), występująca głównie prawego ucha miał wsadzoną fajkę, a płat lewego ucha obciążała zielona teksturowana gilza23 po pustym naboju, na końcu której skrzyło się miedziane denko. Obaj osobnicy ubrani w takie stroje wydawali się zachwyceni i z wyniosłym współczu- ciem spoglądali na czarnych robotników, którym los odmówił podobnego luksusu. Zapomnieliśmy jeszcze dodać, że każdy z nich nosił na ramieniu ogromny dwustrzało- wy karabin z krótką lufą, według wszelkiego prawdopodobieństwa przeznaczony do polo- wania na wielkie dzikie zwierzęta afrykańskiego kontynentu. Dwaj biali szli powoli i rozglądali się na wszystkie strony, jakby kogoś lub czegoś szukali. W końcu zwrócili się do policjanta, który z szacunkiem odpowiedział na pozdrowienie i po- prosił ich, by poszli za nim, i powiódł ich do jednego z claimów, w głębi którego pracowało z pół tuzina diggersów. – To tutaj, panowie – powiedział policjant i ukłonił się. Młodzieniec starał się przebić wzrokiem chmurę kurzu, która podnosiła się ze studni i dochodziła do krańcowego brzegu otworu. Osunęło się trochę żwiru i w ten sposób robot- nicy, cały czas zajęci pracą, dowiedzieli się o jego obecności. Jeden z nich podniósł głowę i wydał okrzyk, nieco zduszony przez radość i emocje. Uczepił się drabiny wyglądającej jak ostew24, zrobionej z kołków wbitych w ścianę otworu, wspiął się po nich, wynurzył z dziury i mało się troszcząc o gęste błoto pokrywające jego odzież, twarz i ręce, rzucił się w ramiona eleganckiego dżentelmena. – Albert…! Albert de Villeroge… mój przyjaciel… – Aleksander… Mój drogi Aleksander! – zawołał wzruszonym głosem podróżnik. – Wreszcie ciebie odnalazłem! – Ty tutaj… w tym piekle… obok mnie! Cóż za cudowny przypadek cię sprowadza…? – Nie ma w tym ani przypadku, ani cudu. Odpowiem ci z precyzją nieboszczyka Cezara powracającego po pobiciu synów Mitrydatesa25: „Przybyłem, zobaczyłem, znalazłem…”26. – Mój dzielny Albert…! Zawsze skory do żartów…! – A dlaczego nie…? – Mówisz, że mnie szukałeś? – Zawzięcie. – W jakim celu…? – Naturalnie by się z tobą spotkać, a potem, by zbudować twoją fortunę, a raczej naszą. – Naszą…? Więc jak ja jesteś…? – Kompletnie zrujnowany, mój drogi. – Ale w jaki sposób…? w Morzu Śródziemnym, Czarnym oraz w Atlantyku; ma duże znaczenie gospodarcze. 23 Gilza – tu: łuska naboju. 24 Ostew – tyczka z odgałęzieniami służąca do suszenia siana, głównie w rejonach górskich; w różnych rejonach Polski różnie nazywana. 25 Mitrydates VI Eupator (132-63 p.n.e.) – król Pontu z dynastii Mitrydatydów, panował w latach 120-63 p.n.e., władca Bosporu od około 107 do 63 roku p.n.e. 26 Trawestacja powiedzenia: Veni, vidi, vici (łac. „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”) – według Plutarcha i Swetoniusza tymi słowami Gajusz Juliusz Cezar przekazał (47 p.n.e.) senatowi wiadomość o swym zwycię- stwie nad Farnakesem II, królem Pontu, w bitwie pod Zelą; podkreślały one nie tyle sam wynik wojny, ile jej błyskawiczne zakończenie. – Ech, do licha, krach, który zabrał ci ostatniego sou27, mnie także oczyścił do zera. – Biedny przyjacielu…! – Dziękuję, jesteś bardzo dobry. Ale nasze spotkanie zaczyna pobudzać uwagę wszyst- kich tych dżentelmenów, zajętych jak ty poszukiwaniem diamentów. Bardzo nie lubię brać udziału w przedstawieniu. Jeśli mnie rozumiesz, oddalmy się nieco. Posiadasz jakieś dobra, nieprawdaż…? Jakąś budę, jakąś grzędę, jak sądzę. – Jest tak, jak mówisz: budę i grzędę w jednym. Prawdziwa nora. Chodź. – Och, jeszcze słówko. Przedstawię ci mego towarzysza. Zresztą znasz go z nazwiska i z reputacji. To Joseph, mój mleczny brat28. Syn mego byłego dzierżawcy w Villeroge29. – Zatem Poupon? – Dokładnie, gdyż w katalońskim Poupon znaczy Joseph30. – A teraz, andiamo31! Górnik, który odpowiedział w imieniu Aleksandra, stanął na czele grupki, zaczął krążyć po uczęszczanych ścieżkach pomiędzy claimami, kierując się ku namiotom rozbitym w od- ległości pół kilometra od diggin. Aleksander Chauny był mężczyzną mającym około trzydziestu dwóch lat, z wyglą- du bardzo różniącym się od przybysza. Ze swoimi niebieskimi oczami, jasnymi włosa- mi, długimi żółtymi wąsiskami, wysokim wzrostem, ramionami atlety i  silnie rozwi- niętym torsem przypominał prawie wymarły typ pierwszych mieszkańców starożytnej Galii32. To podobieństwo jeszcze się potęgowało w aspekcie moralnym, obok bowiem legendarnej werwy naszych przodków posiadał też tę lojalność i męstwo, które stały się przysłowiowe. – Oto buda – powiedział, odchylając ruchomą połę obozowego namiotu – a oto grzęda – dodał, wskazując dwie wołowe skóry rozpięte na ramach usytuowanych cztery stopy nad ziemią. – Prosta instalacja, ale niezbyt droga – stwierdził wesoło Albert. – Mizeria, tysiąc franków gotówką. – Do diabła! A jak idą interesy? – Ech! Przez sześć miesięcy ledwie wiązałem koniec z końcem. Na szczęście od około dwóch tygodni, kiedy wkładam rękę do torby, znajduję w niej dziesięć tysięcy franków. – W sumie to niewiele, ale na szczęście przynoszę ci majątek. – Możesz to wytłumaczyć? – Oto pokrótce cała sprawa: Wiesz, że od kilku lat rzadko bywałem w Paryżu. Zżerał mnie demon podróży i chwyciła mnie ostra choroba kosmopolityczna. Nie na darmo jestem rodowitym Katalończykiem. Po tym, jak polowałem razem z Estherazzym na lwy w Abisy- nii, jak towarzyszyłem Brau de Saint-Pol Lias33 na Sumatrze, jak spotkałem się z Savorgna- 27 Sou (solid, sol) – drobna moneta francuska równa 5 centymom lub 1/20 liwra. 28 Brat mleczny – chłopiec powiązany z innym niespokrewnionym z nim dzieckiem przez fakt, że oboje wykarmiła piersią ta sama kobieta. 29 Villeroge – osada we Francji, w departamencie Pireneje Wschodnie; hiszp. nazwa: Vilaroja. 30 Poupon (fr.) – niemowlak. 31 Andiamo (wł.) – chodźmy. 32 Galia – w starożytności nazwa nadana przez Rzymian obszarowi zamieszkanemu przez plemiona celtyckie. 33 Xavier Brau de Saint-Pol Lias (1840-1914) – francuski podróżnik i dyplomata; prowadził trzy kolejne ekspedy- cje badające Daleki Wschód, w tym Jawę i Sumatrę. nem34 w Kongu i przyjąłem zaproszenie na śniadanie w Obock35 u Soleilleta36, w Ismailii37 dostałem list od mego agenta handlowego, który poinformował mnie brutalnie, że cały mój majątek zwalił się w tym gigantycznym bęc, na wieki sławnym w annałach finansjery pod nazwą krachu. Migiem powróciłem do Paryża, sprzedałem swoje ziemie, spłaciłem dług i tak wkrótce zostałem bez grosza przy duszy. Jedynym namacalnym rezultatem tej operacji było dla mnie ocenienie absolutnej obłudy przysłowia, kłamliwego, jak zresztą większość z nich… – Kto spłaca długi, ten się bogaci… – Dokładnie tak. Ja spłaciłem i nie mam ani jednego sou, podczas gdy inni, wiesz, o kim mówię, nie wyrównali żadnych rachunków i są bogaci jak pospolici handlarze świńskim mięsem. Ale dość o tym. – Taka też była moja historia. Musiałem wszystko sprzedać, łącznie z moją małą posia- dłością Bel-Air. Z wielkimi kłopotami udało mi się zachować dwa tysiące pięćset franków renty po mojej biednej matce. – Ja zachowałem swój folwark Villeroge, który regularnie przynosi mi co roku trzysta franków czystego deficytu. Ta prosta ocena pozwala ci prawidłowo osądzić pomyślność mo- ich spraw. Trzeba było jednak dalej żyć. Nie czułem żadnego powołania do pracy w biuro- kracji. Płace konsula, pobory podprefekta nie miały dla mnie więcej powabu niż zacne, ale słabo wynagradzane funkcje wiejskich szefów policji. Wówczas Annie przyszła do głowy genialna myśl. – Annie…? – Do licha, mojej żonie…! Ożeniłem się, ale ty tego jeszcze nie wiesz. To już historia. Po- znaliśmy się osiemnaście miesięcy temu, niedaleko stąd, w Transwalu38. To córka kaznodziei 36 37 34 Pietro Paolo Savorgnan di Brazzà, znany później jako Pierre Paul François Camille Savorgnan de Brazza (1852- 1905) – włoski badacz i odkrywca Afryki Centralnej (w późniejszym czasie naturalizowany jako Francuz); na jego cześć stolica Konga (dawniej Konga Francuskiego) nosi nazwę Brazzaville. 35 Obock – miasto portowe w północno-zachodnim Dżibuti, położone nad Zatoką Tadżura w pobliżu miejsca, gdzie ta otwiera się na Zatokę Adeńską; w latach 1894-1896 stolica Somali Francuskiego; w 2003 roku miasto miało około 8300 mieszkańców. Jean-Joseph-Marie-Michel-Paul Soleillet (1842-1896) – francuski badacz XIX-wiecznej Afryki; w 1871 roku zlecono mu zbadanie rejonu Sahary, w który nie zapuścił się żaden Europejczyk; w latach 1878-1880 przebywał w Senegalu, w roku 1881 spółka handlowa wysłała go do Obock; w roku 1882 zwiedził Kaffę (prowincję Etiopii), następnie znalazł się w Adenie. Ismailia – miasto portowe nad Kanałem Sueskim oraz nad Jeziorem Krokodyli i nad Kanałem Ismailijskim w północno-wschodnim Egipcie. 38 Transwal (Transvaal Republiek; dosłownie „Republika za rzeką Vaal”) – potoczna nazwa Republiki Południo- woafrykańskiej, historycznego państwa burskiego na terenie obecnej Republiki Południowej Afryki, istniejącego z przerwami w latach 1852-1902; terytorium przyszłego Transwalu zostało skolonizowane w latach 1830-1840 przez burskich osadników, podczas wielkiego treku; opuścili oni zdominowaną przez Brytyjczyków Kolonię Przylądkową, łatwo pokonali miejscową ludność i ustanowili kilka republik niepoddanych brytyjskiej kontroli; z końcem lat 50. XIX wieku Brytyjczycy doszli do porozumienia z burskimi republikami, w następstwie czego powstał Transwal; Brytyjczycy dokonali jego aneksji w 1877 roku pod pretekstem konieczności rozwiązania spo- rów granicznych pomiędzy Burami a Zulusami; Transwal odzyskał niepodległość w 1881 roku po zakończeniu pierwszej wojny burskiej; rosnące napięcia na tle narodowościowym doprowadziły do wybuchu drugiej wojny burskiej, a w jej następstwie inkorporacji Transwalu do Imperium Brytyjskiego w 1900; dziesięć lat później w wy- niku połączenia republik burskich z Kolonią Przylądkową powstał Związek Południowej Afryki.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Złodzieje diamentów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: