Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00197 004442 13086384 na godz. na dobę w sumie
Znowu razem - ebook/pdf
Znowu razem - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875918 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Abbey jest gotowa przyjąć oświadczyny Paula, ale najpierw musi rozwiązać pewien problem. Nikt nie wie, że od dawna jest mężatką! Postanawia szybko i dyskretnie przeprowadzić rozwód, jednak jej mąż, Ethan, chce w zamian uzyskać odpowiedzi na kilka intrygujących go pytań. Udaje im się wspólnie rozwikłać wszystkie tajemnice z przeszłości, a przy okazji poznają się na nowo i odkrywają, że zawarty przed laty związek ma duże szanse na odrodzenie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 5 0 0 2 R N , ISSN 1641-5736 9 771641 573048 7 Trish Wylie Znowu razem 05-RO-1a.indd 4 05-RO-1a.indd 4 3/21/07 3:00:15 PM 3/21/07 3:00:15 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Trish Wylie Znowu razem Tłumaczyła Halina Kilińska Drogie Czytelniczki! Witam serdecznie w najpiękniejszym wiosennym miesiącu. Mam nadzieję, że upajający zapach kwitnących krzewów, drzew i kwiatów nastraja Was optymistycznie, a te z Was, które mają kłopoty, odzyskają pogodę ducha przy lekturze książek z serii ROMANS. Przygotowałam dla Was ostatnią część miniserii Siostry McIvor, zachęcam również do lektury nowych romansów Lucy Gordon oraz Elizabeth Harbison, bo obie autorki cieszą się wśród Was zasłużonym uznaniem. W maju możecie przeczytać następujące książki: Nowa gwiazda – ostatnia część miniserii Siostry McIvor. Czy siostry dojdą do porozumienia i będą wspólnie zarządzać dziedzictwem? Prawdziwy skarb – Lucy Gordon zaprasza Was do Włoch, gdzie pewien zubożały arystokrata odzyska coś więcej niż majątek... Przepis na romans – tym razem Elizabeth Harbison nie tylko Was wzruszy, ale też rozbawi i zaintryguje! Znowu razem – spotkanie po latach pozwoli dwojgu ludzi wyjaśnić wszystkie zagadki z przeszłości. Mój książę Wyspa marzeń (DUO) – dwie opowieści o wielkiej namiętności, zgubnym braku zaufania i potrzebie szczerości. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Trish Wylie Znowu razem Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Marriage Lost and Found Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Korekta: Jadwiga Przeczek © 2005 by Trish Wylie © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3085-6 Indeks 360325 ROMANS – 907 PROLOG Wydarzyło się to między Bożym Narodzeniem a sylwe- strem, czyli w okresie intensywnego zastanawiania się, co przyniesie nowy rok. Ludzie myślą o noworocznych posta- nowieniach, które popchną ich sprawy na właściwe tory. Właśnie wtedy Abbey Jackman podjęła decyzję, by osta- tecznie zerwać więzy z przeszłością. Jak oceniała kończący się rok? Pozytywnie. Uznała go za dość dobry, a nawet w pewnych sprawach wyjątkowo uda- ny. W listopadzie przeprowadziła się do własnego miesz- kania. Lubiła swą pracę, która dawała dużo satysfakcji. Od pewnego czasu miała poważnego kandydata na męża. Jej bardzo uczuciowa matka też znalazła nowego partnera, dzięki czemu rzadziej wtrącała się w sprawy córki. Abbey przez kilka lat starała się zmienić swój wizerunek i poszerzyć krąg znajomych. Dbała o najdrobniejsze szcze- góły mające doprowadzić do wymarzonego celu. Wysiłki zaczynały przynosić owoce. Zrobiła to, co sama uznała za konieczne, oraz to, co ra- dzono jej podczas terapii. Nareszcie wszystko szło zgodnie z planem. Pierwszy raz w życiu miała wpływ na swój los. Pozostała ostatnia, utrzymywana w tajemnicy sprawa, której załatwienie odwlekała od lat.  Trish Wylie Postanowiła jednak napisać kilka zdań, ale zadanie okazało się trudne. Nie miała pewności, czy list dotrze do adresata, ponieważ nie wiedziała, gdzie los go rzucił. Pozo- stawało wysłać list na adres bazy i łudzić się, że jakaś życz- liwa osoba przekaże kopertę dalej. Gniewnie potrząsnęła głową zła, że nadal zależy jej na kimś, kogo ostatni raz widziała przed ośmiu laty. Osiem lat to bardzo długo. Dwa, trzy, najwyżej cztery lata powinny wystarczyć… Początkowo w głębi duszy ży- wiła cichą nadzieję, że nie wszystko stracone, że jeszcze jest szansa na miłość, o jakiej marzyła. Liczyła, że spełni się to, w co wierzyła dawno temu. Proza życia niestety zniszczy- ła marzenia oraz nieuzasadnioną nadzieję. Najwyższy czas odciąć się od przeszłości i zacząć nowe życie. Piękne mrzonki okazały się mało realne. Doświadcze- nie nauczyło ją, że w miłości ważna jest stałość charakteru oraz pewność, że na tej drugiej osobie zawsze można pole- gać. To liczy się bardziej niż namiętność. Ona i Ethan byli marzycielami, idealistycznie patrzyli na świat, żyli w baśniowym świecie. A codzienność rzadko przypomina bajkę i życie nie jest pasmem szczęścia. Abbey już o tym wiedziała. Lecz nawet po ośmiu latach napisanie listu sprawiało niepojętą trudność, o czym świadczyły leżące na podłodze zmięte kartki papieru listowego. Ukochany miał dość rzadkie imię, a jej zdawało się, że łatwiej byłoby pisać do człowieka o pospolitym imieniu. Wypróbowała kilka wersji od „Cześć” do oicjalnej „Sza- nowny Panie Wyatt”, lecz wszystkie brzmiały źle, sztucznie. A nagłówek „Najdroższy Ethanie” przywoływał zbyt wie- le wspomnień. Znowu razem  Abbey westchnęła i rzuciła na podłogę kolejną papiero- wą kulkę. Dlaczego tak trudno napisać krótki list? Po rozstaniu Ethan nigdy nie próbował skontaktować się z nią, chociaż wiedział, gdzie mieszka. Adres nadal był aktualny, ponieważ dopiero niedawno wyprowadziła się z Killyduf. Gdyby chciał, mógłby tam wysłać list. Abbey poczuła niemiły skurcz serca. Przeklęty Ethan! Odłożyła blok listowy i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju. Przed laty zrobiła to, co razem uzgodnili: wróciła do Irlandii, ukończyła studia i czekała na ukochanego. Dlaczego Ethan milczał, porzucił ją oraz marzenia, któ- re snuli o wspólnej przyszłości? Niedługo po powrocie Abbey ze Stanów zachorował jej ojciec. Po jego śmierci zawalił się jej świat. Nie mogła wy- baczyć Ethanowi, że nie dotrzymał słowa. Nie umiała już marzyć, nie potraiła zacząć wszystkiego od nowa. Jednak zdawała sobie sprawę, że nadeszła pora, aby de- initywnie zostawić przeszłość za sobą. Wyprostowała się, parę razy głęboko odetchnęła i na moment przymknęła oczy. Starała się zebrać siły. Czy każda dziewczyna tak niechętnie rozstaje się ze wspomnieniami o pierwszej miłości? Zdecydowanym krokiem wróciła do stolika, przysunęła blok listowy i wzięła pióro. Koniec z wahaniem. Jest doro- sła i nauczyła się kierować swym losem. Pióro gładko przesuwało się po papierze, bo raptem znalazła odpowiednie słowa, by ostatecznie porzucić ma- rzenia sprzed wielu lat. ROZDZIAŁ PIERWSZY – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Abbey słyszała to już ze dwadzieścia razy, ale szczere ży- czenia sprawiały jej prawdziwą przyjemność. Przekroczenie trzydziestki okazało się miłe, a przyjęcie w rodzinnym miasteczku było udane. Karyn Jamieson, urodzona w dużym mieście przyjaciół- ka, pochyliła się ku jubilatce. – Widzę, że przyszli do ciebie wszyscy zacni obywatele Kil- lyduf. Czy w tej mieścinie znajdzie się choć jedna osoba, któ- ra nie jest spokrewniona ze wszystkimi pozostałymi? – Chyba nie. – Abbey uśmiechnęła się promiennie. – Wreszcie poznajesz uroki życia w małym mieście. – Tych parę domów nie zasługuje na takie miano. Sza- nujące się miasto ma więcej ulic i wszystkie powinny być porządnie oznaczone. A tu widziałam tylko jedną tablicz- kę z nazwą ulicy. Karyn przyjechała z Dublina poprzedniego dnia wieczo- rem. Ponieważ było ciemno, minęła całe Killyduf, zanim się zorientowała, że dotarła na miejsce. Przytraiało się to dość często ludziom, którzy przyjeżdżali tutaj pierwszy raz. Wypada dodać, że mieszkańcy miasteczka byli z tego zadowoleni. Przyjezdnych traktowano dość wrogo i bez- ceremonialnie pytano o cel podróży. Abbey, która oczywi- Znowu razem  ście o tym wiedziała, lojalnie uprzedziła znajomych. Mimo to niewielkiej grupie śmiałków z Dublina starczyło odwagi, aby wyruszyć na zabitą deskami prowincję. Abbey od kilku lat mieszkała w stolicy, lecz byłaby nie- szczęśliwa, gdyby nie mogła urządzić przyjęcia urodzi- nowego w domu. Oczywiście nie przyznawała się do te- go przed nikim, nawet przed matką. W Killyduf spędziła dzieciństwo, tutaj mieszkała do czasu studiów. Była prze- konana, że nie zaszkodzi, jeśli w ważnym dniu trzydzie- stych urodzin przypomni sobie, skąd pochodzi. W głębi duszy miała nadzieję, że czterdzieste urodziny będzie obchodziła w ciekawszej scenerii. Pogładziła przyjaciółkę po dłoni. – Wiem, że się nudzisz, ale jeszcze tylko jeden dzień i wrócisz do cywilizowanego świata. Karyn komicznie się skrzywiła. – Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zamieszkać tu na stałe i nosić suknie z tweedu. Wykluczone! Abbey wybuchnęła śmiechem, ponieważ oczami wyob- raźni ujrzała przyjaciółkę w niemodnym stroju. Karyn ni- gdy nie włożyłaby ubrań z zeszłego sezonu. Podszedł do nich niepozorny mężczyzna. – Życzę zdrowia i sto lat. Solenizantka zdobyła się na ciepły uśmiech, gdy miej- scowy listonosz objął ją i ucałował. Przez chwilę przyjaź- nie rozmawiała ze znajomym, a po jego odejściu spojrzała na przyjaciółkę. – Obiecaj, że coś dla mnie zrobisz. – Dzisiaj możesz prosić o wszystko. – Daj słowo, że twoje urodziny będziemy obchodzić za siedmioma górami i lasami. 10 Trish Wylie Karyn się rozpromieniła. – Chętnie zaproszę cię na ucztę w jakimś egzotycznym miejscu, ale coś mi się zdaje, że wcześniej odbędzie się in- ne huczne przyjęcie. Twoje i pewnego pana. Abbey spojrzała w stronę, gdzie stał Paul. Każda matka na pewno marzy o takim mężu dla córki. Pani Elizabeth Jackman była zachwycona Paulem i wcale tego nie ukry- wała. Prawdopodobnie kamień spadł jej z serca i cieszyła się, że wybredna córka nareszcie spotkała mężczyznę, któ- ry spełnia jej wygórowane wymagania. Bardzo przystojny i nieskazitelnie elegancki Paul wy- glądał trochę nie na miejscu w prowincjonalnym hoteliku, w którym odbywały się wszystkie większe przyjęcia. Paul spojrzał na Abbey, która uśmiechnęła się promiennie. Stale powtarzała sobie, że spotkała mężczyznę, który będzie idealnym partnerem w życiu, jakie zaplanowała. Przystojny, zamożny i cierpliwy był odpowiednim materiałem na męża. Paul odwrócił wzrok i Abbey natychmiast przestała się uśmiechać. Chwilami odnosiła przykre wrażenie, że w ich kontaktach brak czegoś bardzo istotnego. Zaschło jej w gardle, więc wypiła łyk wina. – Gdyby Paul postawił na swoim, teraz spędzalibyśmy miesiąc miodowy. – Oświadczył się? – To dość logiczne. – Przyjęłaś go? – Zastanawiam się… Karyn dość długo przyglądała się przyjaciółce. – Dlaczego nie śmiejesz się od ucha do ucha? Powinnaś ca- łemu światu obwieścić radosną nowinę. Teraz jest odpowied- ni moment i miejsce. Twoja mama będzie uszczęśliwiona. Znowu razem 11 Abbey się zawahała. Miała ochotę uciec się do drobnego kłamstwa, lecz powiedziała, co leży jej na sercu: – Nie jestem pewna, czy chcę za niego wyjść. Podniosła kieliszek do ust, aby nie zdradzić nic więcej. – Wyczuwam małą tajemnicę. Małą? Raczej ogromną! Abbey chętnie wyznałaby prawdę, lecz powiedziała: – Mylisz się. Wierzę w udane małżeństwo, w związek z jednym partnerem na całe życie. Głęboko w to wierzę. – Ale nie jesteś pewna, czy on jest tym właściwym part- nerem? – Jakie mogłabym mieć wątpliwości? – Spojrzała na Pau- la nadal rozmawiającego z jej matką. – Jest ideałem. – Śmiem wątpić. – Karyn skierowała wzrok w tę samą stro- nę. – Gdyby był ideałem, zgodziłabyś się zostać jego żoną. – Widocznie jeszcze nie jestem gotowa. – Uśmiechnęła się smutno. – Albo chcę za dużo. – Wszyscy chcemy. Przez jakiś czas zamyślone patrzyły na rozbawionych gości. Milczenie przerwało dwóch znajomych, którzy przy- szli złożyć życzenia. Po ich odejściu Karyn zapytała: – Można wiedzieć, czego właściwie pragniesz? Abbey wstydziła się przyznać, że namiętności opiewanej przez poetów oraz przekonania, że odnalazła miłość swego życia. Brakowało jej gwałtownych porywów serca. Odpowiedzi cisnące się na usta płynęły z głębi duszy. Irytowało ją, że zmieniła się pod wieloma względami, ina- czej patrzy na świat, ale uczuciowo pozostała taka sama. Doskonale wiedziała, jakiego pragnie mieć męża. Pomyślała o liście, który napisała po długiej walce z so- bą, a który pozostał bez odpowiedzi. Dlaczego Ethan jesz- 12 Trish Wylie cze się nie odezwał? Co mu przeszkadza? Gdyby była wol- na, bez wahania przyjęłaby oświadczyny Paula, któremu odpowiadał aprobowany przez nią styl życia. – Nie wiem – odparła cicho. – Moim zdaniem dobrze by ci zrobił skok w bok. – Też pomysł! – obruszyła się Abbey. – Dlaczego tak są- dzisz? Jak miałoby to pomóc? Karyn lekko wzruszyła ramionami. – Przekonałabyś się, czy uczucie łączące cię z Paulem jest prawdziwe. Oczywiście chodzi mi o przelotny i niezo- bowiązujący romans. Na przykład z tym Amerykaninem, który przyjechał tu po południu. Abbey wiedziała, o kim mowa, ponieważ wcześniej wy- słuchała hymnu pochwalnego na cześć nieznajomego. We- dług Karyn mężczyzna był partnerem na jedną, dwie noce, ale nie więcej. Abbey nie lubiła przygodnych kontaktów. – Czemu jeszcze nie zawarłaś z nim znajomości? – spy- tała ironicznym tonem. – Taki superman urozmaiciłby ci pobyt w nudnym miasteczku. Karyn bardzo lubiła urozmaicenie wynikające z towa- rzystwa przystojnych mężczyzn. – Zaprosiłam go na twoje przyjęcie. – O! Przypuśćmy więc, że skorzysta z zaproszenia… Za- poznaj go z Paulem, a ja obu obejrzę i porównam. Jeśli nie- znajomy zdoła choć trochę zawrócić mi w głowie, natych- miast rzucę Paula. Karyn miała wyczulony słuch i sarkazm nie uszedł jej uwagi, ale zrobiła niewinną minę. – Już widzę, jak to robisz. Wszyscy znamy i podziwiamy twój impulsywny charakter. Obie głośno się roześmiały. Znowu razem 13 – Liczyłaś na inną odpowiedź? Przecież jeśli człowiek ma konkretny plan, najlepiej robi, uparcie dążąc do celu. Podeszła do Paula i stanęła między nim a matką. – Witaj, kochanie. Abbey pocałowała gładko ogolony policzek, potem szyb- ko starła ślady pomadki. – Tęskniłeś za mną? – Dziecko, zostawiłaś go tylko na dziesięć minut – odezwa- ła się pani Jackman. – Nie miał czasu zatęsknić za tobą. Abbey była pewna, że towarzyska matka nie pozwoli- ła mu na to. Dawniej bywała nieszczęśliwa w cieniu swej pięknej rodzicielki, lecz obecnie miała więcej wiary w sie- bie. Przynajmniej teoretycznie. Paul objął ją i przytulił. – Czy można nie tęsknić za istotą równie uroczą jak jej matka? – zapytał. Zawsze potraił wygłosić trafną uwagę. Między innymi dlatego świetnie prowadził interesy. – Mam nadzieję, że moja córka docenia twoje uczucie. W dzisiejszych czasach prawdziwa miłość jest rzadkością u młodych ludzi. – Ale ty znalazłaś taką u Alana, prawda? Abbey nie powstrzymała się od kąśliwej uwagi, ponie- waż złościł ją za młody i według niej zbyt ugrzeczniony kandydat na ojczyma. Przede wszystkim zaś nie był jej oj- cem, którego brak wciąż odczuwała mimo upływu lat. Pani Jackman żachnęła się, w jej oczach mignęły gniew- ne błyski. – Dziecko, chyba już wiesz, że Alan jest ideałem. A na- wet jeśli ma jakieś wady, pomogę mu się ich pozbyć. Oczywiście. Abbey na chwilę poczuła współczucie dla 14 Trish Wylie nielubianego człowieka. Znała matkę i wiedziała, że umie manipulować ludźmi. Zaraz, nie powinna oskarżać innych o nieszczerość w kon- taktach z ludźmi. Przecież sama miała to i owo na sumieniu. Wysoki mężczyzna stanął przy drzwiach, rozejrzał się po zatłoczonej sali i zatrzymał wzrok na trzech osobach. Czuł pustkę, a spodziewał się… Właściwie czego się spo- dziewał? Nagłego wybuchu uczuć do kobiety, z którą rze- komo był związany węzłem małżeńskim? Może oczekiwał zbyt wiele. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo liczył na to, że wszystko stanie się zrozumiałe, gdy ujrzy dziewczynę znaną wyłącznie ze zdjęcia. Przybył zza oceanu do irlandzkiego miasteczka, bo spodziewał się, że pewna kobieta rozwiąże zagadkę sprzed ośmiu lat. To chyba zbyt wygórowane wymaganie. Bacznie obserwował jubilatkę, widział, jak rozmawia z otaczającymi ją ludźmi. Gdy podeszła do jasnowłosego mężczyzny i uśmiechnęła się, poczuł zazdrość. Obserwo- wana scena nie przypadła mu do gustu. Lecz gdyby był na miejscu Abbey i przez osiem lat bezskutecznie czekał na czyjś przyjazd, też nie pozostałby sam. Rozumiał, że to nie- uniknione, ale wcale mu się nie podobało. Interesujące. Dziwne, lecz ciekawe. – Przyszedł – szepnęła Karyn. – Nie oglądaj się. – Muszę, żeby go zobaczyć. – Niech ci wystarczy moje słowo. – O kim mówicie? – zapytał Paul. – O supermanie, do którego wzdycha Karyn. – A, o jednym z tych…
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Znowu razem
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: