Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00388 006138 13602736 na godz. na dobę w sumie
Życie jak romans - ebook/pdf
Życie jak romans - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875796 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tara, autorka popularnych romansów, pisze kolejną książkę. Tym razem bohaterem jest mężczyzna jej marzeń, idealny partner, jakiego jeszcze nie jej spotkała. Pewnego dnia odwiedza ją nowy sąsiad, który nie tylko nosi imię i nazwisko jej książkowego bohatera, ale jest do niego podobny jak dwie krople wody. Czy ktoś próbuje zrobić jej głupi kawał? Jest tylko jeden sposób, by się o tym przekonać - zaprzyjaźnić się z sąsiadem i skłonić go do wyznań...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 2 0 8 R N ISSN 1641-5736 9 771641 573048 2 Trish Wylie Życie jak romans 02-RO-1.indd 4 02-RO-1.indd 4 12/15/06 2:57:09 PM 12/15/06 2:57:09 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Trish Wylie Życie jak romans Tłumaczyła Wiktoria Mejer Drogie Czytelniczki! Witam Was serdecznie w miesiącu, w którym już od kilku lat obchodzimy święto zakochanych. Nawet jeżeli nie jesteście zwolenniczkami walentynek, sprawcie w tym dniu miłą niespodziankę ukochanej osobie, to nic trudnego, wystarczy częściej się uśmiechać. W lutym przygotowałam dla Was szczególnie atrakcyjną ofertę. Polecam ostatnią część miniserii Dary losu oraz drugą część miniserii Królewskie śluby. Wierzę, że i tym razem seria ROMANS spełni Wasze oczekiwania! A oto wszystkie propozycje na luty: Marsz weselny – dwa opowiadania Waszych ulubionych autorek, Rebeki Winters i Jessiki Hart. Świetna lektura dla romantyczek, które wierzą w siłę miłości. Potęga uczuć – ostatnia część miniserii Dary losu. Czy Amber podąży w ślady matki, czyli... za głosem swego serca? Szarmancki książę – druga część miniserii Królewskie śluby. Książę Tanner przyjechał do Ameryki po zbuntowaną księżniczkę, lecz nagle pewna zupełnie zwyczajna dziewczyna wyda mu się bardziej interesująca... Życie jak romans – popularna autorka romansów spotyka idealnego mężczyznę, chociaż dotąd wierzyła, że tacy pojawiają się jedynie na kartach jej powieści... Dom w Toskanii, Sekrety gwiazdy (DUO) – dwie opowieści potwierdzające trafność powiedzenia, że pozory często mylą! Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Trish Wylie Życie jak romans Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Her Real-Life Hero Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Izabela Romanowska Korekta: Jadwiga Przeczek, Izabela Romanowska © 2004 by Trish Wylie © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są (cid:31) kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak (cid:31) rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra(cid:31) a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3066-5 Indeks 372048 ROMANS – 892 ROZDZIAŁ PIERWSZY Jack Lewis stał w progu, a deszcz spływał srebrzystymi strugami po jego szerokiej piersi. Catherine, która wciąż trzymała jego mokrą koszulę, przypomniała sobie w końcu, że człowiek musi oddychać. To widok Jacka pozbawił ją tchu. Nigdy przedtem nie czuła się aż tak kobieco jak w tej chwili. Nigdy też nie wydawała się sobie równie krucha i bezbronna. Potężna sylwetka Jacka czy- niła niewielką kapitańską kajutę jeszcze mniejszą. – Przygląda mi się pani. Catherine zamrugała gwałtownie. – Doprawdy? Jack uśmiechnął się, obserwując spod wpółprzymkniętych powiek, jak jej policzki oblewają się rumieńcem. – Podoba się pani ten widok, lady Catherine? Spojrzała w jego pociemniałe nagle oczy. – A gdybym odpowiedziała, że tak? Zdumiała ją jej własna śmiałość. Kiedy to przeistoczy- ła się z dobrze urodzonej damy w kobietę rozwiązłą? Czy nazbyt długo żyła w odosobnieniu i dlatego ledwo zobaczy- ła mężczyznę, natychmiast zapomniała o wyznawanych za- sadach? Wątpiła jednak, by zachowała się podobnie, gdyby miała przed sobą podstarzałego księcia z wydatnym brzu- chem. Jack był piękny. Potargane włosy opadały mu na czo- 6 Trish Wylie ło, a spojrzenie niebieskich oczu, doprowadzało krew Cath- erine do wrzenia. Jack podszedł do niej, nie przestając się uśmiechać. – Czy chciałaby pani zobaczyć więcej? Jej wielkie szare oczy rozszerzyły się. Nabrała gwałtow- nie powietrza. – Spełnię każde pani życzenie. Deszcz bębnił o szyby, podłoga kołysała się pod stopami. Zi- mowy sztorm szalał z taką siłą, z jaką Catherine poczuła w so- bie nagle obezwładniające gorąco. Miała tylko tę jedną noc. Jedną noc na przeżycie na jawie wszystkich ukrytych pragnień, których nigdy nikomu nie wyznała. Czy zostanie potępiona na wieczność, jeśli zamieni tę jedną jedyną noc we wspomnienie, które będzie jej towarzyszyć do końca życia? – Chcę, żebyś mnie pocałował. – Tylko tyle? Odrzuciła na bok wilgotną koszulę i przesunęła wzro- kiem po torsie Jacka. – A co jeszcze jest do wyboru? Jack wyciągnął rękę i uniósł brodę Catherine tak, by mu- siała spojrzeć mu w oczy. Poczuła ciepło jego ciała. – Wszystko. Tutaj wymagania etykiety nie mają nad pa- nią władzy, może spełnić pani najskrytsze pragnienia. Catherine eddwqpmfppppppf .vvvves[[[[[[[ – Percival, złaź z klawiatury! Psik! Tara przegoniła z biurka wielkiego pręgowanego kocura. Musiała być ósma wieczorem, ponieważ Percival zawsze jadał kolację o ósmej i domagał się punktualności w jej ser- wowaniu, nie bacząc na to, że jego pani znajduje się akurat w środku wyjątkowo namiętnego rozdziału. Życie jak romans 7 – Człowiek latami stara się zostać pisarzem, a tu wciąż rządzi nim czworonóg, którego marzenia ograniczają się do zdechłych myszy. – Uśmiechnęła się do kota. – A ja miałam nadzieję na płomienny romans dzisiejszego wie- czoru… Cóż, rzeczywistość wzywa. Wstała i zobaczyła w ciemnym oknie swoje odbicie. Ukłoniła mu się. – Kolejny cudowny wieczór w życiu pisarki Tary Devlin. Ubrana w szykowny, znoszony szlafrok i ciepłe bambosze w kształcie reniferów odświeża właśnie więdnącą trzydzie- stoletnią cerę maseczką cytrynową. Ponadto… – wykręci- ła piruet, ujęła się pod biodra i złożyła usta we wdzięcz- ny ciup – …prezentuje swoją najnowszą fryzurę, na którą składa się głównie interesująca kombinacja lokówek. Ta- ra, uosobienie romantyczności, jest samotną starą panną, lecz w głębi serca pozostaje optymistką, chociaż jej szansa na spotkanie odpowiedniego mężczyzny jest równie wiel- ka jak lot na Księżyc. Panie i panowie, ach, i koty, oczywi- ście, o(cid:31) arowuję wam, i proszę, niech któreś z was skorzysta z okazji… Tarę Devlin! – Ponownie skłoniła się głęboko. Nagle rozległo się donośne pukanie do drzwi. – Oho! – wykrzyknęła Tara. – A cóż to za piękny niezna- jomy przybył wyrwać mnie z niewoli samotności? Percival przyglądał się, jak jego pani otwiera. Ociekający wodą mężczyzna wszedł do środka i naraz gwałtownie zamrugał oczami. Bardzo niebieskimi. Tara zamrugała również. Mężczyzna obejrzał ją sobie dokładnie, poczynając od lokówek, aż po stopy odziane w pluszowe renifery. – Czyżbym przyszedł nie w porę? Tara nadal gapiła się na niego. To był on! On! Najpraw- 8 Trish Wylie dziwszy na świecie. W jej domu. Czyżby coś przeoczyła i właśnie nadeszło Boże Narodzenie? Co za prezent! Nie od- rywała wzroku od kropelek ściekających po włosach gościa. Pomachał jej dłonią przed twarzą. – Halo, jest tu pani? – Albo pada, albo pływał pan w ubraniu. – Wyjrzała przez wciąż otwarte drzwi. Ani śladu Świętego Mikołaja. – Pada. Nie słyszała pani? A właściwie leje. Tara zamknęła drzwi. – Nic nie słyszałam, bo… – Spojrzała na włączony kom- puter. Przecież nie powie mu, co robiła! – Byłam zajęta. – Surfuje pani po sieci? – Niezupełnie. – Uśmiechnęła się i poczuła ze zgrozą, jak jej skóra napina się, a zaschnięta skorupa pęka. Stała przed swoim wymarzonym mężczyzną z masecz- ką na twarzy! – Niech to szlag! – Słucham? – Pewnie wyglądam jak potwór z horroru. Nieznajomy roześmiał się. Miał piękny, głęboki, wibru- jący śmiech. – Interesujący kolor skóry, przyznaję. Ale bambosze ładne. – O Boże! – jęknęła Tara. – Niech się pani nie przejmuje. Pewnie nie spodziewała się pani wizyty obcego mężczyzny. Nie mogąc się powstrzymać, spojrzała na jego uśmiech- nięte usta – miał równe białe zęby i nieco szerszą dolną wargę. Spojrzała niżej. Szalenie męska sylwetka, długie nogi. Rzadki okaz. Podniosła wzrok i zarumieniła się pod maseczką. Zauważył, że go sobie starannie obejrzała! – Rozumiem, że pan się zgubił? Życie jak romans 9 – Wyciągnęła pani ten wniosek na podstawie wyglądu mojej skromnej osoby? – Na podstawie tego, że wszedł pan do obcego domu. – Nie, nie zgubiłem się. Jestem tu, gdzie miałem być. – Doprawdy? Według pana pańskie miejsce jest u mnie? – Niezupełnie. – Nieznajomy wyciągnął rękę. – Jestem pani nowym sąsiadem. Podała mu dłoń. – To pan kupił tę ruderę? Chyba pan oszalał! – Możliwe – odparł z rozbawieniem. – Lubię majster- kować. – W takim razie kupił pan właściwy dom. Jestem Tara Devlin. Normalnie tak nie wyglądam. – Jestem ogromnie ciekaw, jak pani wygląda. I coś mi mówi… – Nie puszczając jej ręki, zerknął na jej dekolt, jak- by w rewanżu za to, że ona też go przed chwilą otaksowała wzrokiem. – …że się nie rozczaruję. Tara wyszarpnęła dłoń i poprawiła poły szlafroka. – Musi mieć pan rentgen w oczach, skoro tyle pan widzi przez ubranie. – Rentgen może nie, ale wyczucie mam na pewno. – Nie wątpię… Tak, słyszała już to i owo o nowym sąsiedzie, plotki roz- nosiły się szybko. Zmarszczyła brwi, czując, jak maseczka znowu pęka. Coraz lepiej. – Czemu więc zawdzięczam pańską wizytę? Mężczyzna uśmiechnął się, tym razem z zakłopotaniem. – Jakkolwiek szalenie mi miło poznać panią, przyznaję, że po prostu zepsuł mi się samochód, a jest mi jutro koniecznie potrzebny, więc muszę zadzwonić i wezwać mechanika. – Nie ma pan telefonu? 10 Trish Wylie – Stacjonarnego jeszcze nie. – Mężczyzna wyjął z kie- szeni komórkę, spojrzał na wyświetlacz i potrząsnął gło- wą. – Bardzo kiepski tu zasięg. Czy mógłbym zadzwonić od pani? Nie odrywała od niego oczu. Ależ on seksowny! Oczy- wiście z punktu widzenia rasowej pisarki. Nie spodobałby się jej ktoś w typie słodkiego, czarującego chłopca, ale ka- wał mężczyzny w grubym swetrze, znoszonych dżinsach i solidnych traperkach to było coś. Ciekawe, czy jego swe- ter przemókł równie mocno jak koszula bohatera w scenie, nad którą właśnie pracowała. Zaschło jej w gardle. – Proszę pani? Taro? Puls jej przyspieszył, gdy usłyszała swoje imię wypowie- dziane niskim, seksownym głosem. Bezwiednie spojrzała na usta nieznajomego, po czym potrząsnęła głową, starając się oprzytomnieć. – Telefon stoi tam – wskazała ręka. Mężczyzna podszedł i wybrał numer, odczytując go ze swojej komórki. – Pan McIlvenna? Chciałem prosić o odholowanie sa- mochodu do naprawy, mój dżip zepsuł się na Coast Road. – Odwrócił się i uśmiechnął do Tary. – Za jakieś pół godzi- ny? W porządku. Będę czekał. Odwzajemniła uśmiech, choć nieco słabo. – Co? A, tak, nazwisko. Lewis. Jack Lewis. – Jak się pan nazywa?! Jack odłożył słuchawkę i ponownie spojrzał na tę nie- zwykłą kobietę. Od jakiegoś czasu zastanawiał się, czy jego sąsiadka w ogóle ma jakąś postać, ponieważ oprócz palą- cego się do rana światła w jednym z okien nic nie wskazy- wało, że w tym domu ktoś mieszka. Życie jak romans 11 – Przepraszam, powinienem był się od razu przedstawić. Jack Lewis. – Wykonał dłonią gest w jej stronę. – Nie po- winna już pani zdjąć tego z twarzy? Moje siostry mówią, że jak za długo trzymają maseczkę, to skóra robi się czer- wona i piecze. Tara nawet nie drgnęła, tylko gapiła się na niego dalej. – Chwileczkę, musimy to ustalić. Ma pan na imię Jack, na nazwisko Lewis i pański dżip zepsuł się na Coast Road? Jack zamrugał i postanowił jej nie drażnić. Lepsze to niż dzwonić potem do najbliższego szpitala dla obłąkanych. – Tak. Tak. Tak. Wybuchnęła śmiechem, który nawet w jej własnych uszach zabrzmiał histerycznie. – Niemożliwe! Spojrzał w jej szare oczy, szukając z nich szaleństwa. – Ale która z tych rzeczy jest niemożliwa? – Wszystkie! Jest pan wytworem mojej wyobraźni. Ja pa- na wymyśliłam. Ale przecież pan nie może być… nim. – Machnęła ręką w stronę komputera. Jack spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył wielkiego pręgowanego kocura. – Ładny kot – powiedział, chociaż nie znosił kotów. – To jakiś żart, prawda? Kto za tym stoi? Gość popatrzył na nią z powagą. – Nikt, i nie ma mowy o żadnym żarcie. Naprawdę nazy- wam się Jack Lewis. I mam dżipa. Niebieskiego. Nie rozu- miem, o co pani chodzi. Ale dziękuję za użyczenie telefonu. Ruszył ku drzwiom, wybierając ulewny deszcz zamiast dalszego towarzystwa damy o wyglądzie kosmity. Tara zastąpiła mu drogę. – Ile pan ma lat? 12 Trish Wylie – Trzydzieści jeden. Skrzyżowała ramiona. – A sióstr? Uniósł brew, zaskoczony przesłuchaniem. – Cztery. – Akurat! – Tupnęła nogą, co nic nie dało, bo bambosz opadł na podłogę bezszelestnie. – Skąd pan to wie? Przechylił głowę i ocenił odległość, jaka dzieliła go od drzwi. – Eleanor dała panu streszczenie, tak? – Proszę pani, nie znam żadnej Eleanor, z wyjątkiem mojej ciotecznej babki, która ma osiemdziesiąt dwa lata i mieszka w Galway, ale z pewnością nie mówi pani o niej. Szybko zrobił krok w bok, potem do przodu, lecz zwa- riowana dama znów zastąpiła mu drogę. – Napuściła pana na mnie, prawda? Wiecznie powta- rza, że powinnam przeżyć coś ekscytującego i postanowiła w końcu zadziałać, tak? Jest pan żigolakiem? – Co takiego? – wybełkotał. – No, męską pros… – Wiem, kto to jest żigolak! – Jack zesztywniał z obu- rzenia. – Wynajęła pana, żeby… – U nasady szyi Tary zaczęła pulsować mała żyłka. – No, wie pan… Ta pulsująca żyłka przykuła jego wzrok. Zauważył przy tym, że poły szlafroka rozchyliły się nieco, odsła- niając kremową skórę i krągły zarys piersi. Zesztywniał jeszcze bardziej, ale z innego powodu niż przed chwilą. – Żeby co? – spytał. – Co miałbym zrobić? Jej oczy rozszerzyły się. Życie jak romans 13 – Myślę, że powinien pan wyjść – rzekła cicho nieswoim głosem. Podszedł bliżej. – W jakim celu zostałem, pani zdaniem, wynajęty? Mam panią uwieść? Cofnęła się, wyciągnęła rękę do tyłu i poszukała klamki. – Jack Lewis nigdy by mnie nie uwiódł. Ponownie uniósł brew. – Dlaczego? – Bo nie. Uśmiechnął się, słysząc tę dziecinną odpowiedź. – A konkretnie? – Bo nie jestem w jego typie. – A jakie kobiety są w jego typie? Tara cofnęła się jeszcze bardziej, nie przestając wpatry- wać się jak zahipnotyzowana w jego niebieskie oczy. – Piękne. Pewne siebie i eleganckie, pełne… seksapilu. Uśmiechnął się. – A kto tak powiedział? Może on… to znaczy ja!… wo- lę piękne kobiety, które mają coś w głowie, ciekawą osobo- wość i zwariowane poczucie humoru? – Ale pan nie jest Jackiem Lewisem! – Owszem, jestem. – Nie, nie jest pan! Westchnął. – Dobrze, niech będzie. Ale proszę mi przynajmniej uwierzyć, że nikt mnie tutaj nie przysłał. W promieniu dwóch kilometrów nie ma innego domu, tu paliło się światło, więc gdzie miałem iść, żeby zadzwonić? Napraw- dę nie wiem o żadnym spisku, który miałby na celu spra- wić, żeby ktoś panią przeleciał. 14 Trish Wylie Spiorunowała go wzrokiem. – Słucham?! – Skoro pani uważa, że jakaś znajoma podesłała żigolaka, to pewnie potrzebuje pani, żeby ktoś panią przeleciał. – Nic podobnego! – Taak? – Jack obejrzał się i otaksował wzrokiem wnę- trze. – Mieszka pani na odludziu tylko z kotem. Jest sobot- ni wieczór. Na kilometr widać, że nie ma pani nikogo. – Niby kim pan jest, żeby mówić mi takie rzeczy? Wzruszył ramionami. – Kiedy mówię, kim jestem, to i tak mi pani nie wierzy, więc po co pani pyta? Posłała mu kolejne miażdżące spojrzenie, ale nie wie- działa, co odpowiedzieć. – Miałem rację, prawda? – Przystąpił do niej. – Kiedy pani ostatni raz się kochała? Musiała wyglądać jak ryba, bo parę razy otworzyła i za- mknęła usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Za- cisnęła palce na klamce, z furią pociągnęła drzwi do sie- bie, nie myśląc o tym, co robi, więc w rezultacie huknęły ją w plecy i poleciała prosto na Jacka. Chwycił ją za ramiona i nie mógł się powstrzymać od zażartowania: – Naprawdę nie musi pani rzucać się na mnie. Oparła dłonie na jego piersi, starając się go ode- pchnąć. – Pan jest bezczelny! Proszę natychmiast wyjść z domu! Puścił ją i patrzył, jak jedną ręką zbiera poły szlafroka, a drugą wskazuje otwarte drzwi. – Nie obchodzi mnie, kim pan jest i jak się pan nazywa. Niech się pan wynosi! Zrozumiał, że posunął się za daleko.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Życie jak romans
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: