Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00081 006350 15684904 na godz. na dobę w sumie
Życie uliczne w niegdysiejszej Warszawie - ebook/pdf
Życie uliczne w niegdysiejszej Warszawie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 176
Wydawca: Iskry Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-244-0319-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> historia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Opowieść o dawnej Warszawie i jej mieszkańcach, o czasach, gdy Nowy Świat leżał na peryferiach miasta a Krakowskie Przedmieście było wybrukowane drewnianymi kostkami. Po ulicach jeździły dorożki i omnibusy, po podwórzach wędrowali obnośni sprzedawcy cebuli, orzechów, kołder, garnków... Autor barwnie opisuje rozwój stolicy: stan ulic i zabudowy, komunikację miejską i zmienne losy przepisów ruchu drogowego, życie codzienne ale także ciemne sprawy miasta – przestępczość i prostytucję. Z tej książki dowiemy się między innymi dlaczego mieszkańcy nie chcieli się „ekspensować na koszta dla lampartów”; czemu przedostanie się na drugą stronę ulicy Senatorskiej groziło śmiercią lub kalectwem; jak sałaciarze radzili sobie z taksomierzami i po co kradli koniom śniadania; co roznosił „szczygieł”; czym się zajmowała brygada sanitarno-obyczajowa i co oznaczał środkowy palec dłoni wsunięty w dziurkę od guzika.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Mil5.00-3.qxp:Layout 4 4/27/13 9:31 AM Page 1 Życie uliczne niegdysiejszej Warszawy Mil5.00-3.qxp:Layout 4 4/27/13 9:31 AM Page 3 StaniSław MilewSki Życie uliczne niegdysiejszej Warszawy Mil5.00-3.qxp:Layout 4 4/27/13 9:31 AM Page 4 OpracOwanie graficzne andrzej Barecki redakcja agnieszka dziewulska kOrekta Bogusława jędrasik Źródła zdjęć i iluStracji „kłosy” (1865–1890), „kolce” (1871–1914), „tygodnik ilustrowany” (1859–1914) oraz archiwum autora copyright © by Stanisław Milewski, 2013 copyright © by wydawnictwo iskry, warszawa 2013 iSBn 978-83-244-0310-3 wydawnictwo iskry ul. Smolna 11 00-375 warszawa tel. (22) 827 94 15 iskry@iskry.com.pl www.iskry.com.pl Mil5.00-3.qxp:Layout 4 4/27/13 9:31 AM Page 5 Od autora Życie uliczne varSavianiści zdają Się OMijać z daleka. czasem u jakiegoś autora znaleźć można akapit czy dwa na ten temat; częściej przypis. Owszem, jest niezwykle cenna monografia eugeniusza Szwankowskiego Ulice i place Warszawy, mamy kilkanaście doskonałych książek poświęconych pryncypalnym, zresztą nie tylko, ulicom, ale autorzy tych publikacji skupiają uwagę na architekturze, historii poszczególnych budynków czy zabytków. Mniej natomiast miejsca poświęcają życiu, które się na owych ulicach toczyło lub temu, jak one wyglądały i w jakim stanie bywały utrzymane. ruch zaś uliczny, jego natężenie i próby regulacji to już zupełna terra incognita, podobnie jak kilka innych kwestii, które w niniejszej książce mniej lub bardziej wyczerpująco zostały omówione. najwięcej wiadomości autor zaczerpnął z nieocenionej pracy anny Słoniowej Początki nowoczesnej infrastruktury Warszawy oraz wielotomowej Bibliografii Warszawy. gazety bowiem, czy wskazane przez to wydawnictwo, czy też wyszperane dzięki własnej, wieloletniej kwerendzie polegającej na przeglądaniu rok po roku ważniejszych dzienników i innych periodyków, są tu głównym tworzywem. dla barwności stylu i zachowania autentyczności przekazu informacje często nie są omawiane, ale podane wprost jako cytaty, niekiedy w oryginalnej pisowni. książce zresztą bliżej do gawędy lub historycznego reportażu niż naukowej dysertacji; autor jednak starał się zachować walory dokumentacyjne tej ostatniej. temat wydawał się nie tylko nowatorski, ale i ważny, dlatego też został podjęty mimo przeświadczenia, że jego opracowanie nie jest wyczerpujące. Ostateczny osąd w tej sprawie pozostawić jednak trzeba czytelnikom. fragmentarycznie autor pisał już o komunikacji w warszawie; tu rzecz została uzupełniona i rozszerzona. kilka osób pomogło mi szczególnie – wychodząc daleko poza swoje obowiązki – w zbieraniu i dokumentowaniu materiałów. pragnę gorąco podziękować pani joannie jaszek-Bieleckiej, kierowniczce działu varsavianów Biblioteki publicznej m.st. warszawy na koszykowej i całemu zespołowi pracowników czytelni, a także adamowi dziurzyńskiemu z Biblioteki narodowej, z którym podczas zbierania materiałów do kolejnych książek zdążyłem się bardzo zaprzyjaźnić. całą zaś swoją pracę dedykuję żonie irenie, bez której serdecznego wsparcia, zwłaszcza w czasach choroby, nigdy by ona nie powstała. OD AUTORA 5 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 6 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 7 Oblicza ulic Gdy stolica Rzeczypospolitej obojga Narodów została w 1611 roku przeniesiona do Warszawy, miasto liczyło około dwunastu tysięcy mieszkańców i zajmowało powierzchnię nieprzekracza- jącą kilkunastu kilometrów kwadrato- wych; na początku XiX wieku obszar mia- sta wynosił ich niewiele ponad dwadzieścia. jak z tego widać, mieszkańcy nie mieli większych problemów z prze- mieszczaniem się w jego obrębie, a pro- blemy komunikacyjne nie należały do najważniejszych. tłumy przelewały się przez ulice tylko w czasie sejmów, które odbywały się w Warszawie co pewien czas od 1569 roku. tłok niepomierny panował także podczas elekcji, których widownią stała się stolica od 1573 roku. Były to jed- nak sytuacje wyjątkowe, bo na co dzień te bardziej polne drogi niż stołeczne arterie świeciły pustkami. W tych nadzwyczajnych okresach na ulicach miasta kłębili się nie tylko pie- si, ale i jeźdźcy przemieszczający się kon- no. Wypełniały je także pojazdy różnego rodzaju, poczynając od kolebek i wasą- gów, którymi ściągnęli panowie bracia, czasem z dalekich prowincji obojga Na- rodów, nie tylko by spełnić obywatelski obowiązek, dając swą kreskę, ale także do- konać zakupów dla familii lub małżonki, jeśli magnifika pozwoliła zostawić się w domu. z trudem w tym wszystkim przebijały się poszóstne karety magnac- kie, którym miejsce na jezdni wywalczali hajducy i laufry. sytuacji nie ułatwiał bar- dzo zły stan ulic, który w pewnych okre- sach ulegał nawet regresowi, by zacząć się poprawiać na dobre dopiero od drugiej połowy XiX wieku. W 1557 roku król zygmunt august, mając na względzie poprawę stanu dróg, osobnym przywilejem „mieszczan starej Warszawy z swymi przedmieściami do płacenia na reparację bruków po gro- szu od osoby, jako też od furmańskiego wozu, tak małego, jako i wielkiego” zobo- wiązał. już w końcu XVi wieku niektóre ulice w mieście wykładano cegłami lub ka- mieniami, zwłaszcza na starym Mieście, ze szczególnym uwzględnieniem rynku. daleko jednak było tym pracom do do- skonałości. jeden z włoskich kardynałów, który we wrześniu 1596 roku odwiedził Warszawę, pisał o tej właśnie części mia- sta, że ulice były cegłą z kamieniami czer- wonego granitu przemieszaną brukowane, a tak źle spojone, że chodzić i jeździć było niegodziwie dla błota wielkiego, które jest tu większe niż w Krakowie. Ruch na ulicach utrudniało zresztą nie tylko błoto, bo wylewano na nie wszelkie Oblicza ulic 7 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 8 nieczystości, także z ustępów. Magistrat już w 1704 roku podjął uchwałę, słusznie w niej podnosząc, że „nieochędóstwo, którym się natura ludzka brzydzi, zdrowe zarażać zwykło powietrze, tedy gdy go- spodarze smrodliwe chędożyć każą miej- sca, niech tego przestrzegają, żeby na ulice i na drogi, którymi ludzie jeżdżą i chodzą, obrzydliwych smrodów nie wylewano”. Mówiąc prosto z mostu, szło o to, by nie opróżniać wprost na ulicę zawartości po- dwórzowych latryn i miejsc ustępowych, nie mówiąc już o urynałach, bo to robio- no jeszcze dużo później. do anegdoty przeszedł okrzyk: „sie idzie!... sie idzie!...” wydawany wieczorową porą przez prze- chodnia, w obawie by nie wylądowała na jego głowie treść nocnika z pobliskiego okna. Wspomniana uchwała stanowiła jed- nak raczej tylko postulat niż nakaz z gro- żącymi sankcjami. ponoć „kupy gnoju urastały do tego stopnia, że wypełniały całą ulicę, która przestawała istnieć”. Wła- dze miejskie usiłowały temu zaradzić i wprowadzały pewne porządki, na przy- kład uchwała magistratu z 1641 roku sta- nowiła, że każdy właściciel domu winien przed swoją posesją czyścić ulice i wywo- zić błoto: czasem robił to magistrat wspólnie z posesjonatem. Były to półśrodki i sytuacja pod tym względem zaczęła się poprawiać dopiero w latach sześćdziesiątych XViii wieku, gdy powołano pierwszy zakład aseniza- cyjny zwany początkowo Magazynem Ka- rowym. przedtem „kardynalne porządki przeprowadzano chyba tylko raz do roku, w związku z uroczystą procesją na Boże ciało” – twierdzi jan stanisław Bystroń w swojej Warszawie. skądinąd wiadomo, że owe kardynalne porządki polegały głównie na tym, że błoto i nieczystości pokrywano gałęziami świerkowymi, jedli- ną i wyściełano pachnącym tatarakiem. od czasu Gdy Miasto uzysKało rangę stolicy, porządnych ulic zaczęło przybywać. dworzanin ludwi- ka XVi w opisie Warszawy w 1616 roku zaświadcza, że „jest już ona w wielu miej- scach brukowana”. Bruki się jednak szyb- ko niszczyły, tak że w 1648 roku, wczasie bezkrólewia po śmierci Władysława iV, konfederacja generalna warszawska mu- siała zająć się ulicami, które prowadziły na pole elekcji. Na nowo drogi te wybru- kowano, „do czego mieszkańcy, wyjąwszy szlachty, mieli przykładać się”, stanowił jej reskrypt. W tym czasie stara Warszawa wraz z przedmieściami liczyła 737 posesji (w tym tylko 160 było murowanych, resz- ta domostw to zabudowania drewniane), komunikacja więc w tym obrębie, jak po- przednio, nie była żadnym problemem. stanowi dróg w stolicy dużo uwagi poświęcał sejm. Mając na uwadze, że „drogi w mieście są zbyt zepsowane”, wy- dał w 1685 roku ustawę Naprawa dróg i kanałów miasta Starej Warszawy i cir- kumferencji (okolic). Według opisu geo- graficznego miasta z 1740 roku jest ono „zawsze czyste, na przedmieściach zaś ca- łe bruki zalane błotami, osobliwie na je- sieni i na łokieć nad brukiem”. Można z tego wnosić, że przynajmniej w dawniej- Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 8 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 9 szym „centrum” ulice nie przedstawiały się najgorzej. albo był to stan chwilowy, albo opinia geografa grzecznościowa, bo inne źródła stanowczo jej przeczą. Kupy odpadków i gnoju ciągle zaścielały ulice, które często pozostawały nieprzejezdne. Miała temu zaradzić powołana pod koniec XVii wie- ku Komisja Brukowa, ale ta początkowo nie przejawiała żadnych konkretnych działań poza wydawaniem zleceń na mie- rzenie ulic i wyliczanie, ile będzie koszto- wało ich wybrukowanie. Na to nie było jednak funduszów, a i niespokojne czasy, gdy trwały wciąż wojny, nie sprzyjały tego typu przedsięwzięciom. po dłuższej przerwie Komisja Bruko- wa w 1740 roku zawiązała się na nowo i zaczęła swą pracę znów bardziej od po- stulatu niż surowego nakazu. apelowano, „aby wszyscy obywatele, tak miasta starej, jako i Nowej Warszawy, tudzież gospoda- rze pałaców, dworów, kamienic, domów tak miejskich, jako i szlacheckich, i du- chownych, błota, gnoje, ziemie (...) jako najprędzej niż dwie niedziele wyjdą od publikacji tego dekretu, wywozić, drzewa, którymi są ulice zawalone, uprzątnąć kazali i na potem tychże ulic publicznych gnojem, ziemią i śmieciami, także i drzewem zawalać się nie ważyli, i one co tydzień każdy przed swą kamie- nicą rynsztoki chędożyć kazali”. prawdziwą działalność członkowie Komisji rozpoczęli dopiero dwa lata póź- niej. „Nie było wtedy – podług ich relacji – żadnego w przypadku ognia porządku, nie było publicznych studni, z których by nawet przy naturalnym przez wygodne położenie Warszawy ścieku bruki opłuki- wane być mogły, gnojów i błota po wszystkich ulicach pełno, tak że prze- jeżdżającym drogę tamowały. Bruki na wielu miejscach popsowane, na wielu nawet najcelniejszych ulicach wcale ich nie było, kanały jedne zrujnowane i zawa- lone, drugie dużo popsute (...). Wiosenną tedy i jesienną porą nikt do miasta nie przybywał, chyba konieczną zmuszony potrzebą. ulice niektóre tak były niepo- rządne i całkiem zabudowane, iż przejaz- du nie miały, stąd szkodliwość na zdro- wiu, złe powietrze itp. Krakowskie przedmieście całe przez zawalenie gnoja- mi było niedostępne. tymczasem dla za- radzenia temu wszystkiemu fundusze miasta ledwie na wozy karowe [zakupio- no ich czterdzieści w celu wywożenia śmieci; samo to kosztowało miasto 24 tys. złp. rocznie – s.M.] i płace dozorców wy- starczały”. taKi staN Rzeczy zastał MaRszałeK wielki koronny Franciszek Bieliński, gdy właśnie w 1742 roku stanął na czele Ko- misji Brukowej. po przystąpieniu do prac „pokazało się przy brukowaniu na wielu miejscach po dwa, gdzie indziej i po trzy bruki jeden na drugim błotem na dwa i więcej łokci poprzywalane”. energiczny marszałek uzyskał ze skarbu koronnego zasiłek w wysokości dwudziestu tysięcy złotych polskich rocznie, który po czte- rech latach został podwojony. W 1761 ro- ku zorganizował Bieliński na rzecz Komi- sji loterię i dzięki dotacji oraz funduszom Oblicza ulic 9 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 10 z niej uzyskanym, a także kwotom z włas- nej kiesy dorzucanym, wiele ulic, zwłasz- cza pryncypalnych, doprowadzono do ja- kiego takiego stanu. Wybrukowano wówczas: Krakowskie przedmieście, No- wy Świat, Rynek staromiejski, podwale, Mostową, Grodzką, senatorską, Miodo- wą, Królewską, a także zaczęto wykładać kamieniami ulicę Marszałkowską, nazwa- ną tak na cześć Bielińskiego; przedtem nazywano ją „ulicą ku Bielinowi”. po jego śmierci w 1766 roku Komisja – jak barw- nie napisano w memoriale przedstawio- nym królowi – „przestała zbawienne swo- je wpływy na porządek miasta wywierać”, a w1786 roku „przymuszona była oświadczyć, iż z powodu wycieńczonego stanu swej kasy, braku kamieni i robotni- ków pracę swoją do swobodniejszego cza- su odłożyła”. W relacji z 1779 roku anglik William coxe pisze, że Warszawa była „nadzwyczaj źle brukowaną” i jest to opi- nia na pewno wiarygodna. Nie lepszego zdania był równie obiek- tywny jak on inflantczyk Fryderyk schulz, który odwiedzał naszą stolicę w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XViii wie- ku. odnotował, że miasto miało wów- czas 192 ulice, „z których atoli ledwie dzie- sięć porządnych, pięćdziesiąt znośnych, a reszta wcale złych”. twierdził, że „większa część tych ulic, jeżeli nie całkiem, to cho- ciaż środkiem są brukowane, ale bruk naj- gorzej utrzymywany, a porządek około nich nawet wspomnienia niegodny”. Franciszek sobieszczański w Rysie hi- storycznym wzrostu i stanu miasta War- szawy... przytacza fragment broszury z 1791 roku, w której jakiś obywatel skar- żył się na władze miejskie. „W mieście tak rozległym jak Warszawa – czytamy tam – gdzie obywatele od kilkudziesięciu lat brukowe opłacają, w bezdennym przecież błocie tonąć muszą. Miasto nasze ma pewny a znaczny dochód, lecz, zamiast na bruki i potrzebniejsze porządki, traci go na festyny i iluminacje ratusza, które kilkadziesiąt tysięcy kosztują, wtedy gdy na ulicy Nowogrodzkiej, smoczej, Rybac- kiej i innych nie brnąć, ale pływać w bło- cie można, chociaż i tam ludzie mieszkają i podatki płacą. jaki tu u nas porządek, co za dozór! Każdy z przyjeżdżających, jak gdyby był panem Warszawy, staje, gdzie mu się podoba, wśród ulicy, nie uważając, że nawet przejść nie ma którędy”. to też była plaga, bo ludzie marszałkowscy, tak zwani węgrzy, powołani do pilnowania porządku na ulicach, nie zwracali uwagi i nie egzekwowali przepisów drogowych ogłaszanych w prasie przez tegoż marszał- ka wielkiego koronnego. przepisów drogowych – jeśli już jakieś w ogóle były – nie przestrzegali nie tylko przybysze z prowincji, jak pisał autor bro- szury, ale i miejscowi stangreci, zwłaszcza powożący karetami wielkich panów, po- mieszkujących na stałe w stolicy. łamali je nagminnie furmani wozów towaro- wych, których było zarejestrowanych w tych latach blisko półtorej setki, a już szczególnie ci, dostarczający drewno bę- dące przecież głównym środkiem opało- wym w mieście, nim wyparł je węgiel ka- mienny w ostatniej ćwiartce XiX wieku. Bruki ulegały bowiem najszybszej dewa- Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 10 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 11 stacji właśnie przez wozy ciągnące za sobą kłody drzewa, co było praktykowane jesz- cze na początku XiX wieku, o czym świadczą policyjne zakazy publikowane w Gazecie Warszawskiej. W 1795 roku magistrat zakazał składowania drewna opałowego na ulicach, co znacznie usprawniło ruch kołowy. W suMie W czasach stanisławowskich stan ulic bardzo się poprawił. o ile na po- czątku tego okresu były one „dość szero- kie, lecz niegodziwie brukowane i błotni- ste co niemiara”, o tyle już jego lata końcowe sobieszczański podsumował na- stępująco: „znajduje się wprawdzie w Warszawie wiele niebrukowanych ulic, ale to tylko na przedmieściach, co prawie we wszystkich miastach niemieckich zda- rza się. zresztą inne ulice są szerokie, pro- WARSZAWA Ulica Brzozowa od strony ulicy Mostowej ste i piękne, po których dzień i nocą spo- kojnie chodzić można, a kłótni i hałasów po nich nigdy nie słychać”. ta sielanka skończyła się wraz z czasami stanisławow- skimi, a owe porządnie wybrukowane uli- ce rozjeżdżono i znów pokryły się błotem. trochę zmieniło się za rządów pru- skich. Właśnie w tych latach bardzo sku- tecznie zaczęto zwalczać owo wleczenie drewnianych bali po bruku, a także, jak znów zaświadcza sobieszczański, „niektó- re ulice nad Wisłą znacznym kosztem wy- brukowano, a ulicę Królewską głęboko zniżono i przebrukowano”. Na więcej nie wystarczyło początkowego entuzjazmu, gdy prusacy uświadomili sobie, że są chwilowymi gospodarzami w mieście. Na dobre prace poprawiające stan ulic rozwinięto w pierwszych latach Królestwa Kongresowego. jak pisze ten sam autor urzędniczym stylem, w tym okresie „bru- kowanie ulic z nader czynną szybkością było przedsiębrane” i z godną podziwu dokładnością podaje, że doprowadzono wówczas do porządku 126 058 sążni kwa- dratowych (sążeń – około 190 cm) ulic, z tym że pokryto zupełnie nowym bru- kiem 38 531 sążni kwadratowych, resztę zaś przerobiono lub wyreperowano. W 1823 roku rozpoczęto budowę No- wej drogi jerozolimskiej, zwanej później aleją jerozolimską, prowadzącej od solca do rogatki jerozolimskiej. dotychczas była to droga polna, biegnąca przez pod- mokłe grunty; jeszcze długo po jej obu stronach były tylko ogrody, cegielnie i gli- nianki. teraz, po utwardzeniu i wybruko- waniu, okopano ją rowami i wysadzono Oblicza ulic 11 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 12 Ulica Brzozowa od strony ulicy Celnej miejscami dwoma, czterema, a nawet i sześcioma rzędami topól; sama zaś ulica miała czterdzieści cztery metry szeroko- ści. jej nazwa pochodziła od Nowej jero- zolimy, osady na przedmieściach, którą w drugiej połowie XViii wieku założył august sułkowski dla tych Żydów, któ- rych wysiedlono ze stolicy. znaczenie tej arterii ogromnie wzrosło, gdy przy niej właśnie, u zbiegu z Marszałkowską, zlokalizowano w latach czterdzie- stych XiX wieku dworzec kolei warszaw- sko-wiedeńskiej, a jeszcze bardziej, gdy tuż przed pierwszą wojną światową połą- czono mostem jej wschodni kraniec z prawym brzegiem Wisły. W tym samym czasie co aleje, wykoń- czono drogę biegnącą od ulicy dzikiej do rogatek powązkowskich. Wiele ulic uzyskało wówczas prawdziwie wielko- miejski charakter, między innymi Nowi- niarska, „niegdyś wąskim tylko dla pie- szych przechodem będąca, odtąd stała się jedną z ulic pięknymi domami odznacza- jącą się i bardzo uczęszczaną, gdyż tamtę- dy zrobił się przechód z ulicy Miodowej na Franciszkańską”. to tylko jeden z licz- nych przykładów. poprawił się też stan rynsztoków. on- giś, za dawnych lat, prowadzono je środ- kiem drogi i dopiero za czasów marszałka wielkiego koronnego, Michała Mniszecha, od 1783 roku zaczęto je wytyczać po obu bokach jezdni, tuż przy chodnikach, zwa- nych już wtedy z francuska trotuarami. te robiono z żelaza lanego lub z cegły osa- dzonej na sztorc, ale okazały się nieprak- tyczne. Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 12 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 13 W roku 1834 – jak wspominał „Kurier Warszawski” w 1865 roku (nr 158) – „za- częto urządzać chodniki z marmuru kra- jowego, naprzód od kolumny zygmunta do trzech Krzyży, do ogrodu Krasińskich, do Banku i na ulicy Wierzbowej. smoło- wane chodniki przy ulicy elektoralnej, wzdłuż gmachów Bankowych i Marszał- kowskiej, okazały się nietrwałymi. do ro- ku 1855 układane były podwójnym rzę- dem chodniki z marmuru krajowego sprowadzanego z chęcin, lecz i te w uży- ciu nie były długotrwałe i przedstawiały tę niedogodność, że przez prędkie wyślizgi- wanie się stawały się, szczególniej w porze zimowej, przyczyną częstych wypadków upadnięcia przechodniów. od roku 1855 zaczęto wprowadzać w użycie chodni- ki z kamienia piaskowego sprowadzanego z różnych kopalń krajowych i takowe uło- żone w podwójnym rzędzie obok siebie były na Miodowej, Królewskiej, Wierzbo- wej i innych, lecz i te przez prędkie wyżło- bienia się od chodzenia po ulicach okaza- ły się bardzo nietrwałymi i dziś zupełnie są zaniechane. W ostatnich dopiero latach zaczęto układać trotuary z tafli granito- wych, zajmujących pojedynczo całą szero- kość trotuaru, przez co zapobieżono wy- ginaniu się i prędszemu zużyciu. Kamień na trotuary wspomniane sprowadzony jest z kopalń strohlen, niedaleko od Wro- cławia i przewyższa trwałością i dogodno- ścią w chodzeniu wszystkie dotychczas używane gatunki kamienia”. te wszystkie zmiany na lepsze bardzo się podobały warszawiakom, bo nadawały stolicy polor wielkomiejski, a także przy- byszom z prowincji. jan stanisław Bystroń w cytowanej już monografii Warszawa przytacza bardzo charakterystyczny w tym względzie list damy z litwy, która zwiedzała stolicę już w 1829 roku: „dziś oglądałam dwa kawałki trotuaru na próbę zrobionych przed sklepem Kellera na Kra- kowskim przedmieściu: jeden z piaskow- ca szydłowieckiego, drugi z cegły na sztorc kładzionej. jeśli Warszawa doj- dzie do tego kiedy, że będzie miała takie trotuary na wszystkich pryncypalnych ulicach miasta, będzie dobrze chodzić po mieście, bo dziś wykręcanie nóg po ka- mieniach dla nieprzyzwyczajonych jest nie do zniesienia przykre”. dopiero jednak w latach czterdzie- stych, jak wynika z dokumentów miejskich znanych dziewiętnastowiecznym varsavia- nistom, znikły z większej części ulic „głębokie ścieki czy rynsztoki, podobne tym, jakie widzieć można na dunaju i na lesznie (...). dziś – pisano – na ulicach nowo wybrukowanych lub przebrukowa- nych łatwo się ze środka dostać na chod- nik, co dawniej bywało niebezpieczną czę- stokroć rzeczą”. W tym samym czasie ulic brukowanych było 141, czyli zdecydowana większość, a niebrukowanych 79. oGólNy oBRaz WaRszaWy spRzed czasu tych zmian, które nastąpiły w naj- lepszych latach Królestwa polskiego, prze- kazał w paru kreskach pamiętnikarz Fran- ciszek salezy dmochowski. „ludność miasta – czytamy w jego Wspomnieniach od 1806 do 1830 roku – spadła do sześć- dziesiąt i kilka tysięcy [była to zaledwie Oblicza ulic 13 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:37 AM Page 14 trzecia część stanu z początku lat dzie- więćdziesiątych poprzedniego wieku – s.M.] i cała skupiła się, jak krew do serca, do murów starego i Nowego Miasta, do ulicy długiej, Miodowej, senatorskiej i Krakowskiego przedmieścia. Nalewki, leszno i Nowy Świat pełne były domków drewnianych, na pół w ziemię wrosłych, a przy głównych ulicach było ich niemało (...). W odległych stronach, zacząwszy od dzieciątka jezus aż pod rogatki moko- towskie z jednej, a pod wolskie z drugiej, stały tu i ówdzie browary, gorzelnie i mły- ny, a pomiędzy nimi chaty słomą kryte, ogrody i pola zasiane zbożem”. Kiedyś – co podkreślił szczególnie mocno – „większa część ulic była niebru- kowana, a zamiast rewerberów paliły się przed domami biedne latarnie”. Rewerbe- ry, inaczej lampy genewskie, były wyposa- żone w odblaskowe lusterka, co zwiększa- ło ich jasność. ustawiono ich w sumie dwieście czterdzieści pięć w pierwszych latach Królestwa polskiego, dzięki czemu wzrósł poziom bezpieczeństwa na ulicach. zajęcie stracili latarnicy, pozostałość z czasów pruskich, których wynajmowa- no, by oświetlali drogę w panujących już od zmroku ciemnościach. Miasto popra- wiło też znacznie swój wygląd zewnętrz- Ulica Rybaki w Warszawie Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 14 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:38 AM Page 15 ny. od 1840 roku – jak czytamy u so- bieszczańskiego – „sklepy w Warszawie na wzór zagraniczny przyozdabiają się i wieczorem rzęsiście oświecają”. oświetlenie ulic poprawiało się bardzo powoli. stolica Królestwa polskiego zawsze była pod tym względem opóźniona, co wi- dać wyraźnie na przełomie wieku. Gdy in- ne, równorzędne metropolie europejskie dawno już miały latarnie elektryczne, War- szawa doczekała się ich dopiero w pierw- szej dekadzie XX wieku. carscy czynowni- cy nie mogli dopuścić, by stolica peryferyjnej guberni cesarstwa wysuwała się przed szereg, jeśli chodzi o nowoczesne rozwiązania. pierwsze latarnie elektryczne zabłysły w 1904 roku i odtąd zmieniać się zaczęło nocne oblicze miasta. Ulica „Kamienne Schodki” prowadzàca z ulicy Brzozowej na Bugaj RYSOWAŁ A. GIERYMSKI jak ustaliła na podstawie rozlicznych źródeł anna słoniowa w pracy Początki nowoczesnej infrastruktury Warszawy, w 1845 roku miasto miało osiemset latarni olejowych, potem naftowych, a gdy poja- wiły się latarnie gazowe, pod koniec 1856 roku zainstalowano je na trasie od zakładu gazowego na ulicy ludnej, Książęcą, No- wym Światem, Krakowskim przedmie- ściem do placu zamkowego, czyli w ścis- łym, najbogatszym centrum. potem, etapami do 1870 roku, ustawiono latarnie gazowe na sześćdziesięciu ulicach i pla- cach na terenie starego i Nowego Miasta, części powiśla oraz ówczesnego Śródmie- ścia z nielicznymi odgałęzieniami w stronę peryferii. W 1886 roku miasto miało 4606 latarni, a średnio przybywało ich 515 rocz- nie. W 1893 roku na Nowym Świecie i Krakowskim przedmieściu liczba latarni uległa podwojeniu, podobnie jak na in- nych ulicach ścisłego centrum. W 1904 ro- ku gazety policzyły, że na miejskich uli- cach Warszawy świeciło jeszcze 277 latarni naftowych, natomiast na peryferiach i przedmieściach te ulice, które nie miały bruków i prawidłowych ścieków – ciągle oświetlane były przez lampy naftowe lub w ogóle tonęły w ciemnościach. co w śródmieściu uchodziło za prze- żytek, jak chociażby latarnicy, w tamtych rejonach miasta było czymś codziennym. atmosferę owych miejsc i czasów tak wspominała po latach helena duninów- na: „zanim się zmierzchać zacznie – czy- tamy w jej Niespodziankach warszawskich – wychodzi na miasto ze swej lada jakiej izdebki latarnik. idzie zapalać miejskie la- Oblicza ulic 15 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:38 AM Page 16 sytuację peryferyjnych dzielnic najle- piej ukazuje list czytelnika z przedmieścia bardzo przecież ważnego, bo zza rogatek jerozolimskich, który redakcja „Kuriera Warszawskiego” opublikowała w ma- ju 1886 roku (nr 137a). przedmieście to – jak pisał jego mieszkaniec – stanowiące odrębny rewir policyjny w cyrkule Viii, leżące po obu stronach szosy radomskiej, a noszące urzędową nazwę „alei jerozo- limskiej za rogatkami”, składało się z kil- kudziesięciu zabudowań zamieszkiwa- nych przez parę tysięcy ludzi „ponoszących ciężary na rzecz porządków miejskich na równi z posiadaczami nieru- chomości w środkowych i bogatszych dzielnicach”. pozbawione jednak było „bruku, chodników, ścieków, wodociągów i oświetlenia”, jako że stała tam tylko jed- na latarnia tuż przy rogatce. „trudno sobie wyobrazić – skarżył się autor korespondencji – jak utrudniającą i niebezpieczną jest tam podróż piesza w godzinach wieczornych, nocnych i ran- nych, w niepogodnej jesiennej i zimowej porze, przy wszechwładnie tam panują- cym błocie, wybojach i roztopach. W ab- solutnej ciemności przechodzień nie- ustannie narażony jest na upadek i kalectwo, albo też na obcesowe spotka- nie się z napastnikami, dla których pobli- skie glinianki są dogodnym miejscem schronienia”. jak więc wyglądały inne, nie tak ruchliwe podmiejskie ulice; ta bo- wiem – czytamy – stanowiła „jedyny śro- dek komunikacji z miastem dla przyleg- łych osad, nie mówiąc o ruchu powozowym”. Zapalacz latarni tarnie. tam, gdzie się zatrzyma, zabłyśnie w górze słaby płomyk światełka. idzie ciemnawymi już, pustymi, zasypanymi śniegiem ulicami. Wykręca nogi na nie- równościach chodnika, na zasadzkach głębokich rynsztoków, kopie się przez śnieg zawalający jezdnię. Bowiem w sa- mym śródmieściu, na głównych ulicach, gdzie płoną już nowoczesne latarnie, nie- potrzebne już są jego usługi. pozostały mu do obsługi bocznice, drugorzędne dzielnice, peryferie. o wczesnym świcie pójdzie gasić zapalone latarnie”. tak właś- nie odchodzili w przeszłość owi latarnicy, którzy przez pół wieku z górą zapalali miejskie latarnie. przeminęli podobnie jak ich koledzy z czasów popruskich, którzy spóźnionym przechodniom oświetlali drogę swoimi ręcznymi latarenkami. Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 16 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:38 AM Page 17 SZKICE I TYPY WARSZAWSKIE Uklad i rysunek F. Kostrzewskiego – Ach! jaka˝ woda okropna! Przemoczemy nogi na nic!... – Ech, niech si´ panna nie boi; mam ja buty doskonałe. W 1909 roku rogatki jerozolimskie, które dotąd usytuowane były vis-à-vis twardej, przeniesiono do wsi ochota, która dwa lata wcześniej otrzymała pra- wa osady podmiejskiej. póki nie wybu- rzyli ich Niemcy podczas ostatniej wojny, stały na placyku u zbiegu z towarową, na którym stracono po powstaniu stycz- niowym artura zawiszę. W owym 1909 roku ochota miała wejść w skład miasta, ale na dobre stało się tak w 1915 roku, gdy inkorporowana została do obszaru „Wielkiej Warszawy” razem z przedmie- ściami: czerniakowa, siekierek, Mokoto- wa, Rakowca, czystego, Marymontu, po- toku, powązek, Młocin, pelcowizny, ustronia, Nowego Bródna, targówka, utraty, Grochowa i iii oraz Kępy Go- cławskiej. W tym samym roku uchwałą zarządu Miejskiego z 21 września przy- wrócony został tytuł stołecznego miasta Warszawy, a dwa lata później magistrat postanowił, że syrena pozostanie godłem stolicy. Oblicza ulic 17 Mil5.01-3.qxp:Layout 4 4/29/13 9:38 AM Page 18 CHARAKTERYSTYKA SASKIEGO OGRODU Szkice Henryka Pillatiego Pragnienie pospolite: kto pierwszy, ten lepszy. WyMieNioNe pRzez dMochoWsKieGo ulice były też niewątpliwie uważane za najważniejsze w odczuciu ogółu miesz- kańców. długa, zaczynająca się od zbiegu Nowomiejskiej i Freta, zwana tak od ła- cińskiego określenia przedmieścia, a przez jakiś czas także szeroką lub Błońską, mia- ła już od XV wieku drewnianą zabudowę, w następnym stuleciu powstawały tu bro- wary, a szlachta wznosiła tu swoje dworki; zabudowana została intensywnie jednak dopiero w XViii wieku. Fryderyk schulz, zwiedzając Warszawę na początku lat dziewięćdziesiątych tamtego wieku, zaob- serwował, że po obu stronach tej ulicy „mieszczą się przekupki z owocami i tan- deciarze, którzy tutaj i także stare książki i ryciny przedają”. sobieszczański z kolei odnotował, że przy długiej znajdowało się w tamtych la- tach sporo hoteli, między którymi wyróż- niał się hotel Niemiecki (hôtel d’allema- gne), „w którym można znaleźć porządne mieszkanie, pomimo to jest on tylko od furmanów, wędrownych rzemieślni- ków i innych niezamożnych podróżnych Życie uliczne niegdysiejszej WarszaWy 18
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Życie uliczne w niegdysiejszej Warszawie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: