Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00070 007042 13412900 na godz. na dobę w sumie
Żyję! Depresja mnie nie pokona - ebook/epub
Żyję! Depresja mnie nie pokona - ebook/epub
Autor: Liczba stron: 232
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 9788379061341 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Depresja sprawia, że ogarnia cię przygnębienie, tracisz apetyt, dopadają cię lęki i fobie, zaniedbujesz codzienne obowiązki, wreszcie – nie masz siły wstać z łóżka. Zazwyczaj przechodzisz kurację i po pewnym czasie wszystko wraca do normy, choroba mija, zdrowiejesz… Okazuje się jednak, że nie zawsze tak bywa.

Gillian Marchenko od wczesnego dzieciństwa zmaga się z dystymią – rodzajem przewlekłej depresji, którą postronni postrzegali przez lata jako skłonność do melancholii, wieczne niezadowolenie, wręcz ponuractwo. Zdarzają się jej także epizody ciężkiej depresji. Mimo tych trudności autorka znajduje siłę do walki o własne życie. Robi to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla rodziny – męża i czterech córek.

Żyję! Depresja mnie nie pokona to źródło wielu cennych wskazówek, jak sobie radzić z chorobą, i zastrzyk energii do walki o pełnię życia.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:



Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...OKL_Marchenko_depresja_DRUK2.indd 1 OKL_Marchenko_depresja_DRUK2.indd 1 02-03-2017 11:25:55 02-03-2017 11:25:55 Gillian Marchenko ŻYJĘ! DEPRESJA MNIE NIE POKONA Przełożyła Małgorzata Figurna-Rogalińska Tytuł oryginału Still Life. A Memoir of Living Fully with Depression Oryginally published by InterVarsity Press as Still Life by Gillian Marchenko. © 2016 by Gillian Marchenko. Translated and printed by permission of InterVarsity Press, P.O. Box 1400, Downers Grove, IL 605515, USA. www.ivpress.com © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2017 Redaktor Agnieszka Czapczyk Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Skład i łamanie Joanna Dąbrowska • studiookladka.pl Projekt okładki i stron tytułowych Joanna Dąbrowska ISBN 978-83-7906-134-1 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2017 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl Druk i oprawa: Nasza Drukarnia ul. Gutenberga 5, 62-023 Żerniki k. Poznania Wydrukowano na papierze Creamy 80 g, wol. 2,0 Publikacja powstała dzięki wsparciu fi nansowemu Likus Hotele i Restauracje. Siergiejowi, Elainie, Zoi, Polly i Evangeline – pomimo wszystko i właśnie dlatego. Część pierwsza Dno Rozdział pierwszy Poddaję się Nie próbuj rozstrzygać poważnych spraw w środku nocy. Philip K. Dick W patruję się w  odcinek Hoardersów* na kanale Netfl ix i sprawdzam Facebooka w tę i z powro- tem, w tę i z powrotem. Depresja przykuła mnie do łóżka prawie tydzień temu. Moje stare sposoby – dłużej pospać, pooglądać telewizję, trzymać się cholernie drogiego życia, czekając, aż ten stan minie – tym razem nie działają. Nie mogę przespać swego nastroju ani go przeczekać. Ma nade mną niezachwianą władzę. Stoję na skraju urwi- ska we własnej sypialni. Muszę stać spokojnie. W przeciw- nym razie spadnę w otchłań śmierci. „Boże, proszę, zabierz * Amerykański serial dokumentalny ukazujący życie ludzi cierpiących na patologiczne zbieractwo. Wszystkie przypisy w książce pochodzą od polskiego wydawcy. 9 DNO to ode mnie”, modlę się, gdy to możliwe, i  zanurzam się w  parującej kąpieli, by złagodzić ból kończyn. Myśli mi się mącą. Mam dreszcze. Śpię godzinami i  budzę się wy- czerpana. Zawsze wyczerpana. Żadna ilość snu nie daje mi nowej energii. Wiele lat temu uznałam, że siedząca w  domu mama oglądająca w ciągu dnia telewizję równa się upadkowi na samo dno. Włączałam sobie The View lub inny poranny pro- gram i sprzątałam pokój dzienny, a pół godziny później wy- łączałam. Osoba produktywna nie ogląda za dnia telewizji, prawda? A dziś? Teraz? To nic nowego. Chowam się w sy- pialni, oglądam marne programy i przesypiam z przerwami całe dnie. Tygodnie? Miesiące? Nie wiem. Klikam na Facebooka, przeciwieństwo Hoardersów, bo Facebook jest jak wielki, neonowy znak życia: Patrzcie na mnie! Czy moje życie nie jest wspaniałe?! Ludzie w Hoar- dersach woleliby, żeby spoglądać raczej na stosy zużytych foliowych toreb, które zgromadzili, niż na nich samych. Leżę w rozrzuconej, nieświeżej, czarnej pościeli w po- koju, który dzielę z mężem. Przeglądając menu komputera, zahaczam wzrokiem o reklamę po prawej stronie ekranu: „Czy borykasz się z przygnębieniem? Zadzwoń pod ten nu- mer i sprawdź, czy zakwalifi kujesz się do uczestnictwa w no- wym, ekscytującym klinicznym badaniu eksperymentalnym. Udział w nim zapewnia wynagrodzenie pieniężne, darmo- wą opiekę psychiatryczną i okazję, by pomóc osobom, które tak jak ty walczą z depresją, poprzez przyjmowanie nowego leku. Dzięki tobie może on w przyszłości wejść na rynek”. 10 PODDAJĘ SIĘ Moja skóra się budzi. Przypomina mi to uczucie, którego doznałam, gdy w podstawówce koleżanka z dzieciństwa za- chorowała na grzybicę. Poszłam do niej po szkole z nadzieją zobaczenia grzyba pod skórą, ale ujrzałam jedynie czerwo- ną wypukłość na ręce. „Widzisz grzyba? Jest właśnie tam”, starała się mnie przekonać. Przez moje ciało przebiegają nie- wielkie dreszcze. Te kilka słów reklamy wzbudza moje zain- teresowanie. Siadam na łóżku i układam wygodnie laptop na nogach. Krzyżuję i rozprostowuję nogi w kostkach i znowu prze- suwam laptop. Wyobrażam sobie swoją rodzinę – mojego męża Siergieja i nasze cztery córki – i zastanawiam się, co właśnie robią: dzieci są w szkole, może rozwiązują zadanie na matematyce albo biegają po sali gimnastycznej, a Siergiej pewnie siedzi zgarbiony nad komputerem za sąsiadujący- mi z naszymi drzwiami kościoła, gdzie pracuje. Jestem sama w domu, ale i tak rozglądam się w obawie, że ktoś zobaczy, co kliknęłam, jakby to było coś żenującego, na przykład por- nografi a. Nie mamy dużo pieniędzy. Chcę tego wynagrodzenia, aby sfi nansować swe marzenie wydania pamiętnika, jaki napisałam po zdiagnozowaniu u mojej trzeciej córki, Polly, zespołu Downa. Przenika mnie chłód, obejmuję się rękoma. Podnoszą mi się włoski na przedramionach, nakazując sku- pienie. Rozważam kolejne słowa z reklamy, które przykuły mój wzrok. Psychiatra. Ktoś, kto specjalizuje się w psychice ludzkiej. Nigdy nie byłam u psychiatry z powodu swych problemów. 11 DNO W przeszłości kilka razy brałam leki, przepisała je moja le- karka pierwszego kontaktu, i często zastanawiałam się, czy naprawdę zna się na swej pracy: „O, prozac już tak dobrze nie działa? A zoloft? Cymbalta? Paxil?”. Carol, moja koleżan- ka z dzieciństwa, mówi, że branie leków jest jak gra w ko- ści: wrzucasz je do kubeczka, potrząsasz i wysypujesz. Jeśli masz szczęście, wygrana jest twoja. Więcej informacji o so- bie, o  leczeniu i  w ogóle o  chorobie psychicznej mogłoby pomóc, prawda? Czy psychiatra mógłby pomóc? To problematyczne. Czy ja walczę z  depresją? Patrząc na swą historię, nie rościłabym sobie pretensji do diagnozy „depresja”. Pewnie, że były w moim życiu trudne czasy, lecz jeszcze przed kilku laty moje zmagania z nastrojem nasilały się głównie z okazji narodzin dzieci. Choć miałam skłonno- ści do melancholii i  zadumy, poważniejsze problemy – to znaczy okresy, gdy nie mogłam pozbierać się do kupy – były zawsze związane z dziećmi. Trzy razy przeszłam depresję poporodową, a potem zmierzyłam się z nią jeszcze raz po za- adoptowaniu Evangeline, naszej czwartej córki, z Ukrainy. Zarówno Polly, jak i Evie są dziećmi z niepełnosprawnością. Siergiej jest pastorem małego kościoła, gdzie odśnieżanie, ścieranie podłogi i rozstawianie krzeseł stanowią pracę na równi z  głoszeniem kazań. Starsze córki, Elaina i  Zoja, to młode dziewczęta doświadczające wahań nastroju i lęków okresu przedmłodzieńczego. Jest tego dużo, prawda? Czy to zatem depresja, czy życie pełne wyzwań? Przeszukałam w  Internecie listy symptomów depre- sji, by się przekonać, jak wypadam. Do objawów depresji, 12 PODDAJĘ SIĘ według różnych stron internetowych, należą poczucie bez- nadziei, dolegliwości i bóle, kłopoty ze snem i brak zaintere- sowania rzeczami, które kiedyś sprawiały nam radość. Nie chcę się do tego głośno przyznać, lecz wiem, że te wszystkie uczucia zajmują coraz więcej miejsca w moim sercu. Myślę o depresji jak o gościu, który przychodzi coraz częściej, nie- proszony i nieoczekiwany, i zostaje dłużej niż kiedykolwiek przedtem. Lecz potem mgła się rozprasza na kilka dni, nastrój mi się zmienia i ponownie wymawiam się od zaakceptowania takiej diagnozy. Później, gdy już będę wiedzieć, że mam depresję, nazwę to amnezją depresyjną. Za każdym razem, gdy zaczynam czuć się lepiej, zakładam, że już nigdy nie poczuję się tak źle. Przeczytałam gdzieś, że z każdym epi- zodem depresyjnym wiąże się dziesięcioprocentowe ryzy- ko, że osoba zapadnie na chroniczną depresję. Wypieram tę informację z głowy. To nie depresja, okej? To tylko niedobre popołudnie. Niedobry dzień. Niedobre życie. Zdanie „Już nigdy więcej nie wpadnę w depresję” moż- na by postawić na równi z deklaracją alkoholika, że jeden kieliszek go nie zabije. Znalazłam raz w  Internecie forum wsparcia dla osób z depresją i całą noc spędziłam na czyta- niu postów innych ludzi. Zmagania z leczeniem. Myśli sa- mobójcze. Niezdolność do życia w związku czy do wyjścia z domu. Co za biedacy. Nie ma mowy, żebym była jedną z nich. Nie pamiętam, żebym leżała w łóżku, gdy Elaina i Zoja były małe, z  wyjątkiem czasu bezpośrednio po porodzie. A gdy depresja przychodzi, nie mogę nigdy rozeznać, jak 13 DNO to się dzieje, jakie są czynniki wyzwalające. Stres związa- ny z dziećmi? Za dużo pracy w kościele? Przyjaźnie? Relacja z Siergiejem? Nie mam pojęcia. Depresja przychodzi i od- chodzi, jak się jej podoba, a ja, podobnie jak ofi ara przemocy domowej, zakładam, że wina jest po mojej stronie. Coś jest ze mną nie tak. Przez otwarte wcześniej okno napływa powiew wiatru. Ptak ćwierka jak metronom, a  ja zastanawiam się, jak on może tak długo i tak bezbłędnie ćwierkać i oddychać jed- nocześnie. Słychać wołanie naszego sąsiada Tony’ego, przy- puszczam, że woła któregoś ze swych starszych rodziców będących na podwórku, ale nie rozumiem słów. Sprawia mi przyjemność patrzenie na mamę i  tatę Tony’ego, którzy z nim mieszkają. Noszą tradycyjną indyj- ską odzież, matka skromne sari w zgaszonych brązach i sza- rościach, a ojciec długie kremowe koszule z kołnierzykiem przypiętym na guziki i lnianymi spodniami do kompletu. Trzaskają drzwi, a  ja dalej myślę o  rodzinie Tony’ego. Gdy jest ciepło, jego matka wychodzi na dwór, podchodzi do sznura na bieliznę, ściska od góry klamerki, a sztywne, wysuszone na powietrzu ubrania, skąpane w świetle poran- ka, wpadają do kosza na pranie. Czasami gdy karmię Evan- geline płatkami śniadaniowymi, obserwuję, jak ta sąsiadka zdejmuje pranie, podczas gdy jej mąż przysiada blisko niej na wysokim stołku i patrzy. W zeszłym tygodniu, stojąc na naszym odrapanym niebieskim ganku, zobaczyłam, jak tata Tony’ego kuśtyka wzdłuż chodnika, opierając się na lasce. Siergiej wspomniał 14 PODDAJĘ SIĘ ostatnio, że mężczyzna miał wylew i  podupadł na zdro- wiu. Wówczas jednak byłam zaskoczona, zwłaszcza że już od dawna go nie widziałam. „Tato!”, krzyczał Tony, bieg- nąc alejką obok naszego domu, by zatrzymać ojca: „Tato! Nie możesz wychodzić z domu bez uprzedzenia. Słyszysz mnie? Tato!”. Tony dogonił ojca, schylił się i położył ręce na kolanach, by złapać oddech. Jego ojciec patrzył ponad nim i nie odpowiadał. Leżę w łóżku. Myślę o życiu. Ludzie na świecie wyko- nują swe codzienne czynności, a ja znów jestem tutaj. Moje ciało na uwięzi złego nastroju. Nie czuję się nawet na tyle dobrze, by sobie pokuśtykać. Czy to jest teraz treść mojego życia? A jeśli tak, to czy jest ona śmieciem? Czy pomarszczę się jak rodzynek w tym łóżku? Czy pewnego dnia moi są- siedzi przestraszą się, ujrzawszy mnie poza domem, bo tak długi czas mnie nie widzieli? Nigdy nie leżałam w szpitalu z powodu depresji. Nigdy nie zdarzyło mi się pędzić z prędkością stu trzydziestu kilo- metrów na godzinę w kierunku urwiska z dziećmi przypięty- mi na tylnym siedzeniu. Nigdy nie snułam planów, że zatkam tłumik naszej furgonetki starą szmatą, włączę silnik i usiądę w środku, szczelnie zamykając okna. Ale zaczęłam odpusz- czać sobie rodzinę, siebie i życie w ogóle. To znowu to – myślę, budząc się rano, przerzucam nogi przez bok łóżka, siadam i wzdycham. Marzę o porządnym uderzeniu w głowę, na tyle mocnym, by zapaść w śpiączkę. Chcę głęboko zasnąć. Zamykam oczy i wyobrażam sobie siłę wypadku samocho- dowego. Siedzę na miejscu kierowcy, samochód z przeciwka 15 DNO ociera się o bok mojego samochodu, metal zgrzyta o metal, napiera, dławi oddech, potem cisza. Po prostu cisza. Nie ist- nieć dłużej brzmi nieźle. Przynajmniej ustałby wir negatyw- nych myśli w mojej głowie: Jesteś okropną matką. Jesteś okropną chrześcijanką. Jesteś do niczego. Nie wiesz, co robisz. Tracisz swój pieprzony rozum. Wpatruję się w reklamę na Facebooku o klinicznym ba- daniu eksperymentalnym dotyczącym depresji. Moje serce uderza szybciej, gdy podnoszę dłoń i  odgarniam pasmo tłustych włosów z oczu. Muszę zadzwonić teraz, bez kon- sultowania się z Siergiejem. Jest podejrzliwy wobec lekarzy i nie zgodziłby się na mój udział w badaniu. Podnoszę swoją komórkę z nocnego stolika i wybieram numer. Spis treści Część pierwsza Dno Poddaję się Dlaczego pani się uśmiecha? Ciężkie zaburzenie depresyjne Kim jestem? Pomoc Część druga Na granicy Dom Zła mama Początki Działać według programu System kolorów Poproszę winnego mojej depresji o powstanie! Ucieczka Modlitwa Pańska 231 9 17 27 37 45 59 67 77 85 95 101 115 127 Część trzecia Przełom Odwilż Poligamia Zabawa w chowanego I w szukanego Wzrastać Wstyd Najlepsza mama Wiara Wymuszone „chwała” To nadal życie Podziękowania 135 143 153 161 169 177 187 193 205 215 227
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Żyję! Depresja mnie nie pokona
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: