Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00045 000940 12921532 na godz. na dobę w sumie
Żywe pochodnie. Rozmowy o początkach chrześcijaństwa - ebook/pdf
Żywe pochodnie. Rozmowy o początkach chrześcijaństwa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7906-213-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> duchowość
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Dziewięciu wybitnych biblistów, patrologów i historyków Kościoła (Ks. Jerzy Czerwień, Szymon Hiżycki OSB, Damian Mrugalski OP, ks. Józef Naumowicz, Danuta Piekarz, ks. Marek Starowieyski, ks. Przemysław Szewczyk, Michał Wilk, Maciej Zachara MIC), w rozmowach z Maciejem Müllerem, przypomina spory i dyskusje, których temperatura swego czasu sięgała zenitu.

Dzięki historycznej perspektywie współczesne debaty o sensie celibatu, obecności religii w szkole, zasadności spowiedzi w konfesjonale czy kształcie liturgii zyskują nowy wymiar. Suche fakty dostępne na wyciągnięcie ręki w internetowej wyszukiwarce, w rozmowach fachowców zmieniają się w barwne, pełne życia historie, w których to, co święte, miesza się z tym, co grzeszne, wielcy Kościoła mają swoje słabości, a idealizowana przeszłość okazuje się wcale nie taka idealna.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

OKL_Zywe pochodnie_DRUK.indd 1 OKL_Zywe pochodnie_DRUK.indd 1 13-04-2018 13:19:48 13-04-2018 13:19:48 ŻYWE POCHODNIE ŻYWE POCHODNIE Rozmowy o początkach Kościoła prowadzi Maciej Müller © Copyright for the text by Maciej Müller, 2018 © Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2018 Redaktor prowadzący Ewa Kubiak Redakcja Katarzyna Kolska Projekt okładki i stron tytułowych Joanna Dąbrowska Redakcja techniczna Justyna Nowaczyk Opracowanie graficzne, skład i łamanie Joanna Dąbrowska W projekcie okładki wykorzystano XII-wieczny fresk bizantyjski Chrystusa Pantokratora z kopuły kościoła w Eleftherna (X wiek), west-crete.com Fotografie wdtprs.com (s. 7), commons.wikimedia.org (s. 23, 39, 71, 87, 115, 179), haszcze666.blogspot.com (s. 55), cigales-eloquentes.over-blog.com (s. 131), flickr.com (s. 145, 161), Katie Thebeau (s. 101) Rozmowy ukazały się na łamach miesięcznika „W drodze” ISBN 978-83-7906-213-3 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2018 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl WSTĘP Można powiedzieć, że ta książka to krótki opis chrześci- jaństwa z czasów pierwszych wieków, przypomnienie sporów i dyskusji, których temperatura dawno ostygła. Próba odkurze- nia bohaterów, którzy znaleźli już swoje miejsce w podręczni- kach teologii. Dwanaście zaprezentowanych tutaj rozmów miało swój debiut na łamach miesięcznika „W drodze” w  ramach cyklu „Początki chrześcijaństwa”. Ich autor Maciej Müller i jego roz- mówcy, przyglądając się przeszłości, pokazywali teraźniejszość naszej wiary. Mierzyli się z wyzwaniem naszych czasów, w któ- rych na pytanie: „Dlaczego?” nie wystarczy powiedzieć: „Bo tak uczy Kościół”. Szukamy przecież sensu, nie chcemy, żeby nasza wiara była bezmyślnym powtarzaniem słów, gestów, rytuałów. A jednocześnie nie zawsze wiemy, dlaczego jest tak, jak jest. W toczących się dyskusjach o sensie celibatu, obecności reli- gii w szkole, zasadności spowiedzi w konfesjonale czy kształ- cie liturgii często brakuje nam argumentów. To, co znamy, co wydaje się oczywiste, jest najczęściej wynikiem długiego i bar- dzo burzliwego procesu. Kiedyś nie było Katechizmu Kościoła katolickiego i Kodeksu prawa kanonicznego, nie było lekcjonarzy WSTĘP 5 i mszałów, „Wierzę w Boga” i różańca, stylów w kościelnej ar- chitekturze i ikon. Nie było nawet Ewangelii w formie spisanej. To wszystko pojawiło się w efekcie rozwoju kościelnej doktry- ny i pogłębiania świadomości wierzących. Powinniśmy więc być wdzięczni autorowi, że przełożył suche fakty, dostępne na wyciągnięcie ręki w  internetowej wyszukiwarce, na barwne, pełne życia historie, w których to, co święte, miesza się z tym, co grzeszne, wielcy Kościoła mają swoje słabości, a idealizowana przeszłość okazuje się wcale nie taka idealna. Są tu więc opowieści o tym, jaki wpływ na kształt chrześci- jaństwa miały kultura rzymska, grecka i hebrajska, skąd wzięły się dogmaty, dlaczego mamy siedem sakramentów, kim byli oj- cowie pustyni, czego dotyczyły herezje i jak wyglądały pierw- sze sobory Kościoła. Czyta się to wszystko z zapartym tchem. Nie bałbym się powiedzieć, że dla świadomego chrześcijanina powinna być to lektura obowiązkowa, pozwalająca lepiej zrozumieć, dlaczego wierzymy w to, w co wierzymy. Roman Bielecki OP CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT Rozmowa z ks. Markiem Starowieyskim MAREK STAROWIEYSKI ur. 1937, kapłan archidiecezji warszawskiej, profesor nauk teologicznych, specjalizujący się w historii wczesnego chrześcijaństwa i patrologii. Jest emerytowanym wykładowcą Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego, wykładał też m.in. w Papieskim Instytucie Patrystycznym Augustinianum oraz w Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie. Obecnie jest profesorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Autor wielu książek i artykułów naukowych i popularnonaukowych; ostatnio wydał Z historii wczesnego chrześcijaństwa (Petrus, Kraków 2015). Spotykali się w niedzielę w prywatnych domach. Jedna liturgia jednoczyła i gromadziła całą gminę. Pilnowano, żeby na Eucharystię nie przedostał się nikt niepowołany. Maciej Müller: Kiedy słyszy ksiądz profesor, że ktoś mówi: „Już w pierwotnym Kościele”… …to doskonale wiem, że padnie jakieś głupstwo. I rzadko kiedy się zawodzę. Niestety, znajomość historii starożytnej, w  tym starożytnego Kościoła, jest dość nikła. W  efekcie ob- serwuję dwie tendencje: pierwsza to „archeologizacja” Kościo- ła – przekonanie, że wszystko, co było dawniej, jest wspaniałe i należy do tego wrócić. A druga to rwanie do przodu i depta- nie wszystkiego, co było kiedyś. Jedno i drugie podejście jest niemądre. Kościół jest ciałem żywym, ma oczywiście swoją przeszłość, która rzutuje na stan obecny. Nie możemy jednak się zamykać tylko w dawnych formach, najbardziej nawet czci- godnych, ale nieprzystających do rzeczywistości, a równocześ- nie nie można niszczyć wszystkiego, co było dawniej, bo w ten sposób odcinamy się od korzeni. Obserwuje ksiądz profesor instrumentalne podchodzenie do pier- wotnego Kościoła? CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 9 Jak najbardziej. Robią to zarówno tzw. katolicy tradycyjni, jak i tzw. postępowi (czyli soborowi). Jedni i drudzy zazwyczaj niewiele wiedzą, ale chętnie wedle swoich tez piszą historię starożytnego Kościoła. Niedawno pewien pobożny bloger napisał tak: „Największy bibli- sta w dziejach Kościoła, św. Hieronim, podał chyba najważniej- szą zasadę odnośnie do czytania tej Księgi: Trzeba ją odczytywać »w tym samym duchu, w  jakim została napisana«. Niestety, przez ignorancję ludzką i działanie złego ducha ta najważniejsza zasada jest jednocześnie najczęściej łamana”. To chyba przykład bezkrytycznego podejścia do spuścizny wczesnego Kościoła? Zależy, jak to zrozumiemy. Bloger miał dużo racji, jeśli my- ślał o poznaniu czasów i ducha, w którym Biblia została napi- sana. A o nich często dziś wiemy więcej niż św. Hieronim. Dały nam to wieki biblistyki. Ale św. Hieronim wiedział też coś, o czym często zapominają współcześni bibliści: że Pismo Świę- te jest listem Boga do ludzi, że jest święte i że obok metody krytycznej i fi lologicznej istnieje jeszcze inny sposób wgłębie- nia się w jego treść: przez modlitwę i ascezę, a także wnikanie w treść Księgi czytanej w czasie „łamania chleba”, czyli w czasie liturgii. Ale tych metod, niestety, nie uczą na Biblicum… Ksiądz nie ukrywa w swoich artykułach, że w pismach ojców spo- tyka się głupstwa, a w katakumbach malowidła bywały kiepskie. Oczywiście. Dlaczego to ukrywać? W katakumbach grze- bali swoich zmarłych w większości ludzie bardzo prości, któ- rzy chcieli jakoś wyrazić swoją wiarę. Ich malunki są wzrusza- jące, mają ogromną wartość archeologiczną, ale artystycznie znikomą. Jeśli zaś chodzi o  literaturę okresu patrystycznego, 10 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA to wspominam opinię prof. Christine Mohrmann, twórczyni szkoły fi lologicznej w Nijmegen: „Osiemdziesiąt procent pism okresu patrystycznego jest niewiele warte, ale reszta to – jak powiedziała z zachwytem – ho, ho”! Bierzmy więc z nich to, co dobre i piękne, a zostawmy w spokoju głupstwa, których nie brak. Podejrzewam, że taką samą proporcję moglibyśmy zna- leźć w teologii współczesnej… Cofnijmy się do samych początków chrześcijaństwa. Podkreśla ksiądz profesor, że padło ono na glebę spulchnioną. Czy świat rzeczywiście czekał na religię uniwersalną, monoteistyczną? To była bardzo religijna epoka. Nieczęsto w kulturze śród- ziemnomorskiej można było zobaczyć aż taką potrzebę po- szukiwań kontaktu z Bogiem u ludzi, którym nie wystarczały religia grecka i rzymska. Stąd ogromne powodzenie religii mi- steryjnych, które przypomniały rolę ofi ary duchowej łączącej się z  materialną, potrzebę modlitwy, którą człowiek dosięga bóstwo. One to spulchniały glebę dusz pod nową religię, one mówiły o powszechnym zbawieniu wszystkich; one stanowiły owo praeparatio Evangelica (przygotowanie do Ewangelii), co tak pięknie pokazuje w swych książkach Anna Świderkówna. Świat był przygotowany na Ewangelię, tęsknił za wartościami, które ona niosła. Czy judaizm nie mógł spełniać tej funkcji? Próbował. Na przełomie er, mniej więcej do połowy II wie- ku, judaizm otwierał się na świat. Trwało to jednak zbyt krót- ko, żeby wywołać trwały efekt – mimo że prozelici żydowscy trafi li nawet na dwór cesarski. Żydzi ponownie zamknęli się na świat po dwóch wielkich tragediach – zniszczeniu świątyni CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 11 jerozolimskiej w 70 roku i przegranym powstaniu Bar-Kochby w 135 roku. Skoro świat tak czekał na chrześcijaństwo, to dlaczego stosun- kowo szybko się pojawiła ostra kontra wobec tej religii, i to ze strony intelektualistów, takich jak pisarze Celsus czy Porfi riusz? I wielu innych, i to bardzo wybitnych. Intelektualiści w każ- dej epoce lubią bezmyślnie powtarzać stereotypy… Rzym postrze- gał chrześcijan jako część świata żydowskiego, głęboko pogar- dzanego: wystarczy przeczytać satyrę na Żydów poety Juwenalisa (II w.), przy której bledną obelgi największych współczesnych antysemitów. Następnie: niechęć do chrześcijan wynikała z po- gardy wobec tłumu. Odi profanum vulgus (pogardzam przeklętym tłumem) – napisze wielki poeta Horacy. I dalej: głoszenie osobi- stego kontaktu człowieka z bóstwem – to było coś nie do przyję- cia dla Marka Aureliusza, bo cóż nieskończonego Boga miałaby obchodzić modlitwa jakiegoś żebraka z Aleksandrii? I w końcu, wielu mieszkańców cesarstwa niepokoiła inność chrześcijan (po- dobnie na antysemityzm wpływała inność Żydów). Oto pojawia się jakaś nowa sekta, odprawiająca dziwne modły, składająca niezrozumiałe ofi ary: przecież to mogło obrazić bogów i spro- wadzić na kraj nieszczęścia, jak najazdy barbarzyńców, zarazy… Do tego dochodzi kwestia społeczna: chrześcijaństwo rozwijało się pośród pogardzanych niewolników, a w Rzymie pamiętano o Spartakusie. Rozprzestrzeniały się więc najbardziej idiotyczne plotki, i to w kręgach intelektualistów: przeczytajmy, co wypisy- wał Fronton, nauczyciel Marka Aureliusza. Podobne plotki, jak te powielane przez niego, opowiadano wcześ- niej o Żydach. 12 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA Tak. I  przeniesiono je mechanicznie na chrześcijaństwo. Fronton widział nieczyste intencje w zwrotach „bracie”, „sio- stro”, używanych przez chrześcijan, i opisywał, jak to podczas zgromadzeń, po uczcie, kiedy „żar nieczystej namiętności pod wpływem trunków rozpalił się, pies przywiązany do świeczni- ka za rzuconym kęsem zaczyna skakać i szarpać się na sznur- ku, na którym jest uwiązany. W ten sposób wywraca się i ga- śnie zdradliwe światło, a wtedy w bezwstydnych ciemnościach sploty ciał toczą się w  niewypowiedzianych namiętnościach, jak kto kogo dopadł”. Bez komentarzy. Intelektualiści pogańscy byli odporni na fakty. Proszę zwrócić uwagę na przypadek św. Justyna, pierwszego znane- go fi lozofa chrześcijańskiego z II wieku, który w poszukiwaniu prawdy przeszedł wiele szkół fi lozofi cznych; znalazł ją w Chry- stusie i  przyjął chrzest. Szukał dialogu, a  skończył jako mę- czennik: oskarżony o chrześcijaństwo przez fi lozofa Krescensa, skazany na śmierć przez fi lozofa, namiestnika Rustykusa, a wy- rok potwierdził też fi lozof, cesarz Marek Aureliusz. To przecież moralna katastrofa ówczesnej fi lozofi i! Do tego jeszcze dochodzi problem państwowego kultu cesarza, nie do przyjęcia dla chrześcijan. Kult cesarza miał znaczenie przede wszystkim polityczne, miał jednoczyć wszystkie części składowe cesarstwa. Chrześci- janie, sprzeciwiając mu się, automatycznie stawali się wrogami władzy centralnej. Jesteśmy już tylko o krok od prześladowań i męczeństwa… Pisarz chrześcijański Tertulian pisał ze smutną ironią, że gdy Nil wyleje albo nie wyleje, albo gdy spadnie jakaś zaraza, CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 13 to chrześcijan należy rzucić lwom. Oni świetnie nadawali się na kozły ofi arne. W kontekście tego, co dotychczas ksiądz powiedział, wcale nie dziwi, że chrześcijanie mieli problem z ustosunkowaniem się do kultury grecko-rzymskiej. Wiemy, że ostatecznie przyjęli nie tyl- ko elementy platonizmu czy stoicyzmu, co miało ogromny wpływ np. na rozwój teologii i stosowane w niej słownictwo. Ale jak do tego doszło? Chrześcijanie mieli naturalny i  logiczny odruch wobec kultury klasycznej: odrzucić ją. Była bowiem we wszystkich swoich elementach: w literaturze, w sztuce, w fi lozofi i, głębo- ko przeniknięta pogaństwem. Tak zwani judeochrześcijanie postulowali pozostanie wyłącznie przy Starym Testamencie. Inni – jak Sienkiewiczowski Kryspus – chcieli potępić w czam- buł cały ów pogański świat, który miał być spalony ogniem jak Rzym. Wspomniany fi lozof Justyn znał i rozumiał ten pogański świat, ale obok zła widział też wartości zawarte w kulturze po- gańskiej. Aby rozwiązać dylemat obecności w niej dobra i zła, wysunął teorię ziaren prawdy: Prawdziwy Logos to Chrystus głoszony przez chrześcijaństwo, ale ziarna tego Logosu – Logos spermatikos, a więc ziarna Jego prawdy, są rozrzucone w całej kulturze pogańskiej. Co ciekawe, jego uczeń Tacjan poszedł drogą przeciwną – potępił tę kulturę. Te dwie tendencje, Justy- na i Tacjana, będą towarzyszyły chrześcijaństwu przez wieki. Niemniej chrześcijanie przeżywali dylematy co do uczestnictwa np. w ówczesnej kulturze pogańskiej. Nie mogli chodzić do teatru, tak ważnego w ówczesnej cy- wilizacji (tu czytelnikowi należy się wyjaśnienie: nie chodzi 14 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA o klasyczny teatr, ale o ordynarne kabarety gra- ne w ówczesnych teatrach czy o krwawe widowi- ska cyrkowe). Wątpliwości mieli też rzeźbiarze: czy można uprawiać rzeźbę, skoro większość za- mówień dotyczy przedstawień bóstw? Z kultury należało dobrze wybierać. Podobnie jak z fi lo- zofi i. Pierwsi fi lozofowie chrześcijańscy budo- wali etykę na zasadach stoickich, a metafi zykę na platonizmie, przyjmując dobrze opracowane pojęcia i metody fi lozofi i greckiej; odrzucając z nich jednocześnie elementy pogańskie. Dyle- mat wyboru przeżywano na każdym kroku. Chrześcijanie mieli naturalny i logiczny odruch wobec kultury klasycznej: odrzucić ją. Była bowiem we wszystkich swoich elementach: w literaturze, w sztuce, w filozofii, głęboko przeniknięta pogaństwem. Należało również Ewangelię przełożyć na język współczes- nego świata, wytłumaczyć ją kategoriami zrozumiałymi dla Greka. Jak wiemy z doświadczeń św. Pawła na Areopagu, nie było to łatwe zadanie, choć Paweł nie gardził w swej argumen- tacji cytatami z poetów greckich (Dz 17,16–34). Niełatwo było wyrazić Kazanie na Górze w formach etyki stoickiej, a zdanie: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” w języku ówczesnej fi lozofi i. A jak Trójcę – a więc troistość i jedyność Boga – przedstawić w języ- ku ścisłego monoteizmu żydowskiego, w świecie herosów i bo- gów olimpijskich? Trwał wielki proces tłumaczenia chrześcijaństwa na język kultury. To był nieprawdopodobny wysiłek intelektualny, a dla nas – niedościgły wzór. Znaleziono syntezę dwóch wydawało- by się zupełnie nieprzystających do siebie światów. Ewangelia stała się zrozumiała dla przeciętnego mieszkańca imperium, co przyniosło owoce w  kolejnych wiekach, kiedy formułowano dogmaty trynitarny i chrystologiczny, używając pojęć ukutych w fi lozofi i klasycznej, takich jak „substancja”, „osoba”, „relacja” CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 15 Należało również Ewangelię przełożyć na język współczesnego świata, wytłumaczyć ją kategoriami zrozumiałymi dla Greka. Jak wiemy z doświadczeń św. Pawła na Areopagu, nie było to łatwe zadanie, choć Paweł nie gardził w swej argumentacji cytatami z poetów greckich. – niezbędnych do refl eksji na temat Trójcy Świętej – które trzeba było przedefi niować w świetle nauki chrześcijańskiej. W tekstach księdza profesora wyczuwam pe- wien żal związany z obumarciem judeochrze- ścijaństwa. Owszem, żałuję, że judeochrześcija- nie i  hellenochrześcijanie się nie dogadali. Chyba bardziej zawinili judeochrześcijanie, którzy nie chcieli wyjść ze świata Starego Testamentu i traktowali Pawła jako zdrajcę. Żeby lepiej zrozumieć, co mogło przynieść porozumienie tych kierunków, spójrzmy, jak wspaniale wyrażał chrześcijaństwo człowiek o tak głębokiej kulturze żydowskiej jak Roman Brandstaetter. Jakie są przyczyny bardzo dynamicznego rozwoju chrześcijań- stwa w pierwszych wiekach? Historyk Marcel Simon jego źródła szuka już w męczeństwie św. Szczepana, po którym helleniści po- uciekali w różne rejony cesarstwa i głosili tam nauki Chrystusa. Nowe ruchy zawsze mają w sobie dynamizm. A chrześci- jaństwo było przy tym solidnie ugruntowane doktrynalnie i organizacyjnie, dlatego nie rozpłynęło się tak jak choćby he- rezja montanizmu, która w II wieku przeszła przez ówczesny świat jak huragan, po czym zniknęła. Chrześcijaństwo też szło jak huragan, tyle że miało spójną naukę i stopniowo osiągało równie spójną organizację, a ponadto towarzyszyło mu boha- terstwo wyznawców Chrystusa, ich gotowość do oddania życia za wiarę. Tertulian pisał, że krew męczenników jest zasiewem 16 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA chrześcijan. Chrześcijaństwo wyrażało swoją doktrynę w jasny sposób, czym odpowiadało na potrzeby ludzi wykształconych. Literatura II wieku, np. Didache czy pisma ojców apostolskich, to teksty bardzo proste. Pisarze III wieku – Klemens Aleksan- dryjski, Tertulian czy Cyprian – doganiają ówczesną elitę inte- lektualną i jej dorównują; pisarze IV wieku – Ambroży, Hilary czy Augustyn – już ją stanowią. Na ile kluczową postacią u samych początków rozwoju chrześci- jaństwa był św. Paweł? Czy takich ludzi jak on było więcej? „A uczniów było dwunastu. A ludzi były miliony” – napisze Marek Skwarnicki. Święty Paweł to wzorcowa i niesłychanie ważna postać, ale nie był jedyny, choć o pozostałych aposto- łach nie wiemy nic. Nie ulega jednak wątpliwości, że musieli wytworzyć dynamiczne środowisko ewangelizacyjne, ale o ich misjach mamy tylko bardzo szczątkowe informacje. Ekspansja miała zapewne wiele wspólnego ze szlakami handlo- wymi i sezonem wypraw morskich? Tak, gminy rozwijały się przede wszyst- kim w  miastach handlowych, leżących na skrzyżowaniach szlaków. Chrześcijaństwo było religią typowo miejską. Wieś przyjęła wiarę z  dużym opóźnieniem (stąd łacińskie słowo paganus oznacza zarówno wieśniaka, jak i poganina). Chrześcijanie dosyć szybko zaczęli się organi- zować, już w  Dziejach Apostolskich czytamy Chrześcijaństwo też szło jak huragan, tyle że miało spójną naukę i stopniowo osiągało równie spójną organizację, a ponadto towarzyszyło mu bohaterstwo wyznawców Chrystusa, ich gotowość do oddania życia za wiarę. CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 17 o pierwszej wspólnocie. Czym były chrześcijańskie gminy – miej- scem wspólnego życia, klasztorem? Na zasadzie wspólnej własności zorganizowano pierwszą wspólnotę w Jerozolimie, ale te rygorystyczne zasady nie prze- trwały długo. Członkowie gminy nie mieszkali razem, choć żyli blisko ze sobą. Pojawiły się dwie struktury: hierarchiczna i cha- ryzmatyczna, których funkcje nie zawsze potrafi my określić. W  gminach działali prorocy, apostołowie, a  także prezbiteroi, diakoni i biskupi. W życie gmin wprowadza nas Didache, va- demecum dla katechetów. Z czasem kształtują się gminy, bi- skupstwa, metropolie, synody, na których się zbierają bisku- pi regionów, w  końcu sobory. To między innymi znakomita organizacja wspólnot stanowiła o  sile chrześcijaństwa. Gmi- ny utrzymywały ze sobą kontakt, krążyły między nimi listy, w  których wymieniano informacje, np. o  nowych męczenni- kach. Pliniusz Młodszy w listach do cesarza pisał, że pogańscy kapłani skarżą się na malejący popyt na mięso ofi arne i winią za to chrześcijan, co świadczy o rosnących liczebnie gminach chrześcijańskich i o dynamizmie ich pracy. Kto należał do gmin? Rzemieślnicy, niewolnicy? Początkowo chrześcijanie rekrutowali się z  niższych sfer społeczeństwa (wolnych i niewolników), chociaż tu i ówdzie zdarzali się nawet arystokraci. Wiemy o  chrześcijanach na dworze cesarskim. W  Antykwarium na Palatynie w  Rzymie można oglądać karykaturę ukrzyżowanego Chrystusa z głową osła, którą znaleziono w pałacu cesarskim. W Schola Palatina musiał przebywać jakiś chłopiec, który czcił Pana Jezusa, i ko- ledzy mu w ten sposób dokuczali. 18 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA Wiadomo coś o roli kobiet w gminach? Prawdopodobnie była dość duża. Trochę wiadomości przy- noszą Dzieje Apostolskie; niemałą rolę odgrywają kobiety w  apokryfi cznych Dziejach Apostolskich z  przełomu II i  III wieku, w których jako pierwsze się nawracają i przyciągają do chrześcijaństwa swoje rodziny. Czy znamy historie poszczególnych zwykłych ludzi na tyle, żeby odtworzyć, w jaki sposób zostawali chrześcijanami? Niestety, są to wiadomości szczątkowe, które należy na do- datek obedrzeć ze stereotypów i legendarnych toposów. Zna- my intelektualną drogę Justyna do chrześcijaństwa czy etyczną u kobiet, które zaczynają widzieć w dziewictwie spełnienie ży- ciowej roli; wiemy też, jak do chrześcijaństwa pociągało boha- terstwo męczenników. Czy ktoś nieochrzczony, niewierzący, mógł po prostu przyjść na liturgię chrześcijan i popatrzeć, jak oni się modlą? Nie było to możliwe. Specjalnie do tego celu wyświęceni ostiariusze pilnowali, żeby na Eucharystię nie przedostał się nikt niepowołany. Katechumeni, przygotowujący się do chrztu, mogli pozostawać tylko na czas czytań, liturgię eucharystyczną musieli opuszczać. W jakie dni odbywała się liturgia? Czy było wiele mszy, jak dzi- siaj, czy jedna dla całej gminy? Chrześcijanie gromadzili się w niedzielę, w Dzień Pański; jedna liturgia jednoczyła i gromadziła całą gminę. CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT 19 Gdzie? W prywatnym domu. Kościoły pojawiły się stosunkowo późno, pod koniec III i w IV wieku. O tym, jaki był przebieg liturgii, wiemy bardzo niewiele: takie sprawy chrześcijanie ota- czali ścisłą tajemnicą. Pliniusz opisał ją krótko w jednym z li- stów (z lat 110–111) na podstawie zeznań torturowanych chrze- ścijanek; pół wieku później mszę świętą opisał św. Justyn. Na początku było wyznawanie grzechów, potem czytano Biblię, śpiewano na dwa chóry, następnie przynoszono dary ofi arne i rozpoczynała się Eucharystia. Jaki był kontakt przeciętnego chrześcijanina z Pismem Świętym? Czy ludzie trzymali w domu zwoje biblijne? Było to niemożliwe ze względu na ogromne koszty takiego zwoju. Z  Pismem Świętym wierni spotykali się podczas nie- dzielnej liturgii. A że starożytni mieli większe od nas zdolności zapamiętywania (nie byli tak obciążeni nawałem niepotrzeb- nych informacji), zapamiętywali przeczytane fragmenty; nie- którzy uczyli się fragmentów Biblii na pamięć. Kiedy się kończy okres, o którym mówimy „pierwotne chrześci- jaństwo”? Lubimy wytyczać granice epokom, ale one płynnie przecho- dzą jedna w drugą. Podobnie ma się rzecz z chrześcijaństwem. W czym moglibyśmy naśladować starożytnych chrześcijan? Oni mogą nas nauczyć po pierwsze, że Bóg jest sprawą naj- ważniejszą w życiu, a wiarę w Niego należy wyznawać odważ- nie, aż do przelania krwi; z wiary zaś wynika powaga grzechu (która nam się dziś zgubiła) jako zła trudno odpuszczalnego. 20 ŻYWE POCHODNIE. ROZMOWY O POCZĄTKACH KOŚCIOŁA Po drugie, że Eucharystia jest centrum całego życia wiarą (fons et culmen, określi to Sobór Watykański II), a zarazem ele- mentem jednoczącym wspólnotę; wokół niej tworzą się relacje międzyludzkie, z niej wyrastała solidarność – wobec siebie na- wzajem i wobec innych gmin. Po trzecie, że drogą do niej jest chrzest przyjmowany po długim przygotowaniu. Po czwarte, że Pismo Święte jest świętym słowem Bożym, a miejscem uprzywilejowanym jego czytania i rozumienia jest liturgia. Spis treści Wstęp Codzienność pierwszych wspólnot Rozmowa z ks. Markiem Starowieyskim Klasztor pośrodku piekła Rozmowa z Szymonem Hiżyckim OSB Antychryści, bobry i kastraci Rozmowa z Damianem Mrugalskim OP Czy Bóg każe kraść? Rozmowa z Damianem Mrugalskim OP Złoto jest podobne tylko do złota Rozmowa z Damianem Mrugalskim OP Chrześcijanie dla lwów Rozmowa z ks. Jerzym Czerwieniem Zasłona już niepotrzebna Rozmowa z Danutą Piekarz Czy jedność musiała pęknąć? Rozmowa z ks. Przemysławem Markiem Szewczykiem List przepisywany nocą Rozmowa z Michałem Wilkiem 5 7 23 39 55 71 87 101 115 131 Wszechświat przed Wielkim Wybuchem Rozmowa z ks. Przemysławem Markiem Szewczykiem Brama otwarta na wschód Rozmowa z Maciejem Zacharą MIC Czy Bóg urodził się w grudniu? Rozmowa z ks. Józefem Naumowiczem Spis ilustracji 145 161 179 195
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Żywe pochodnie. Rozmowy o początkach chrześcijaństwa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: