Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00200 009793 7506266 na godz. na dobę w sumie
#imaginespl - ebook/pdf
#imaginespl - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Znak Język publikacji: polski
ISBN: 1112223334444 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Przestań pisać do szuflady, podziel się swoją twórczością ze światem. Weź udział w konkursie na opowiadania inspirowane „Imagines” Anny Todd. Skorzystaj też z instrukcji pisania fan-fiction.
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Gotowy przepis na fanfik nie istnieje. Jedyne, co Cię ogranicza, to Twoja wyobraźnia. Pamiętaj, że każdy, nawet najbardziej szalony pomysł można zrealizować, jeśli tylko starczy Ci odwagi. Czy pisanie przychodzi Ci tak łatwo, jak oddychanie, a pióro jest naturalnym przedłużeniem Twoich utalentowanych dłoni? Jesteś chodzącą encyklopedią wiedzy o fascynującym świecie celebrytów? Masz nieograniczoną niczym wyobraźnię i tworzysz w swojej gło- wie miliony niestworzonych historii? Jeśli tak, to przygotowaliśmy konkurs specjalnie dla Ciebie! Wystarczy, że napiszesz krótkie opowiadanie (trzy strony znor- malizowanego maszynopisu), którego bohaterami będą polskie osobistości. To, jaką polską celebrity wybierzesz, jak skonstruujesz swoją fabułę i jakie epizody z jej życia wykorzystasz, zależy od Two- jej kreatywności i pomysłowości! Najlepsze prace zostaną opublikowane na platformie Woblink w postaci e-booka. Ponadto spośród nich w drodze głosowania zostaną wyłonione trzy, które organizator konkursu przetłumaczy i prześle autorce bestsellerowej serii After – Annie Todd. Szczegó- ły znajdziesz na stronie: http://www.wydawnictwoznak.pl/Imagines Przestań pisać do szuflady, podziel się swoją twórczością ze świa- tem! Prześlij opowiadanie na adres: imagines@znak.com.pl do 26 października włącznie. Być może czekamy właśnie na Ciebie! #imagines #wyobrazsobie – efektem swoich prac pochwal się na Instagramie. Pokażmy, jak działają #IMAGINES. 5 ANNA TODD Medium Wyobraź sobie, że… Jedziesz autobusem, w którym jest tak tłoczno, że nie ma miejsc siedzących, a gość stojący obok śmierdzi starymi papierosami i zbyt dużą ilością wody kolońskiej. W jego brodzie jest mnóstwo białych płatków, zakładasz, że to drobinki z papierowej serwetki. Jego brązowe oczy zwracają się w twoją stronę i przyłapuje cię na gapieniu się na niego. Kierowca gwał- townie daje po hamulcach i lądujesz na oknie. Mocno ściskasz swoją torbę i obiecujesz sobie, że zrobisz wszystko, by w ciągu miesiąca mieć własny samochód. Nie możesz jeździć autobusem, a Los Angeles, w przeciwieństwie do Nowego Jorku, nie ma metra. Kiedy autobus znów się zatrzymuje, wystrzeliwujesz do przodu, ledwo łapiąc się barierki. Twoja torba ląduje na ziemi, a markery wysypują się na podłogę. Cała tęcza kolorów – niebieskie, fiole- towe, czerwone, zielone, pomarańczowe, żółte – ześlizguje się do tyłu po nierównej podłodze. Gdy pochylasz się, by zebrać przynaj- mniej kilka z nich, parę osób podejmuje chwalebny wysiłek, by ci pomóc. Wciskasz swój mały notes do torby i wylewnie dziękujesz tym kilku miłym pasażerom, którzy podają ci pisaki. Dom kultury, w którym odbywają się twoje zajęcia, mieści się zaledwie dziesięć minut spacerem od przystanku. Świetnie, ale nie zmienia to fak- tu, że straciłaś wcześniej trzy godziny, by dojechać tu autobusem. Nigdy wcześniej nie chodziłaś na takie zajęcia, ale zawsze lubiłaś tworzyć oraz zdobywać nowe doświadczenia i podobała ci się prostota i niedbałość, z jaką przygotowano ogłoszenie: napisano je ołówkiem na pogniecionym papierze, przez co wydawało się bardziej autentyczne, bardziej w twoim stylu Przechodzisz przez wąską ulicę i przyglądasz się spisowi budynków umieszczonemu na małym drewnianym znaku. Skanujesz je wzrokiem w poszuki- 6 waniu numeru pięć. Kierujesz się w stronę budynku wysuniętego najbardziej na prawo i liczysz spękania w chodniku w drodze na niewielki ganek. Drzwi są lekko uchylone, więc otwierasz je sze- rzej. Wchodzisz i widzisz małe pomieszczenie z niekończącymi się półkami zastawionymi puszkami i butelkami, które przecinają białe ściany od podłogi aż po sufit. Nikt nawet na ciebie nie zerka, kie- dy wpadasz na biurko i zrzucasz na podłogę stertę teczek. Nie na- wiązujesz kontaktu wzrokowego z żadnym z uczniów. Prowadzący się nie przedstawia. Nikt cię w żaden sposób nie wita. Usadzasz swój tyłek na stołku najszybciej, jak to tylko możliwe. Czujesz na sobie czyjś wzrok, ale nie masz ochoty rozglądać się po sali, żeby zlokalizować jego źródło. Wpadłaś na zajęcia pół godziny po czasie, to oczywiste, że ktoś się przygląda spóźnialskiej. Sama też byś to zrobiła. Na sztaludze prowadzącego jest patera z owocami narysowana ołówkiem. Miałaś większe oczekiwania, przychodząc tutaj. Malarstwo, sitodruk, coś jeszcze zdecydowanie bardziej wy- rafinowane niż światłocienie na owocach czy bryłach. – Słabo, co? – mówi ktoś z mocnym akcentem po twojej lewej stronie. Odwracasz się do niego i widzisz błękitne oczy. Mężczyzna jest wysoki, bardzo wysoki. Jest wyższy niż płótno oparte na stojącej przed nim drewnianej sztaludze. Jego biała koszulka upstrzona jest szarymi śladami ołówka. Ma trochę rozciągnięty dekolt w szpic, przez co w okolicy obojczyków materiał wisi luźno. Mężczyzna unosi brew, zachęcając cię do udzielenia odpowiedzi. – Mówisz o zajęciach? – pytasz, żeby upewnić się, że to o nie chodzi, a nie o twoje spóźnialstwo. – Tak, no cóż, szkicowanie patery z owocami. Jestem pewien, że każdy z tu obecnych robił to już nie raz i nie dwa. – Przynajmniej to nie bryły, wiesz, nauka rysowania i cieniowa- nia idealnego zestawu stożków, sześcianów i kul – odpowiadasz. Znów się uśmiecha. Chyba przychodzi mu to z dużą łatwością. 7 Podnosi rękę i wskazuje na sztalugi. – O nie, to mamy już za sobą. – Przewraca kilka pustych kar- tek, żeby wrócić do tej zarysowanej. – Spóźniłaś się, więc cię to ominęło – dodaje z udawanym rozczarowaniem, a ty śmiejesz się razem z nim. Jest naprawdę sympatyczny, bardziej niż którakol- wiek z ostatnio poznanych osób. – Zrobiłam to celowo – ściemniasz. Odwracasz się w stronę sali, zasłaniasz częściowo usta ręką i szepczesz w jego stronę, że wcześniej zaplanowałaś, że spóźnisz się na pierwszą część za- jęć. Widzisz, że ci nie wierzy. Nigdy nie byłaś dobra w kłamaniu, obojętnie, czy na serio, czy w żartach. Obcy mężczyzna obok ciebie chichocze. – Naszkicuję twój portret. Podnosi nogę i opiera ją o metalowy pręt u podstawy stołka. Czubki jego brązowych butów są wytarte, widać na nich ostre szare rysy. Pochyla się do przodu, ołówek trzyma w dłoni, a ko- niuszkiem palca stuka w czysty arkusz papieru. – Naszkicujesz mój portret? Nie, dziękuję. Wstajesz trochę zdenerwowana. Patrzysz najpierw na jego nadal pusty arkusz papieru, a później w jego oczy. Ich błękit jest głębo- ki, deprymujący i w jakiś sposób znajomy. Nigdy wcześniej nie zamieniłaś z tym mężczyzną ani słowa. Nie zapomniałabyś jego miłego uśmiechu ani tego, że kiedy spogląda na ciebie, wpatruje ci się prosto w oczy. Dostrzegasz bladość jego powiek. Kiedy je przymyka, jego skórę pokrywa siateczka bladych, niebieskich żyłek. Mężczyzna otwiera oczy, a ty przecząco kręcisz głową. Pukiel wło- sów spada ci na policzek, a jego wzrok podąża za ruchem two- ich palców, kiedy odgarniasz włosy za ucho, później wędruje na spękaną skórzaną tapicerkę stołka. A później, bez chwili wahania, chłopak spogląda w twoje oczy. Uśmiecha się do ciebie szeroko. To zawadiacki i niebezpieczny uśmiech, różowy kontur jego ust rozmazuje widoczne w nim zagrożenie. 8 – No daj spokój, narysuję cię. To nuda – macha ręką, a jego dłu- gie palce igrają z powietrzem, gdy wskazuje na przód sali. – Ryso- wałem patery z owocami, gdy ledwo umiałem chodzić. Potrzebne mi wyzwanie. Masz ładną twarz, pozwól mi ją narysować. – No, skoro tak to ujmujesz… – wywracasz oczami, a on chi- chocze i zakrywa usta ręką. Dwie osoby, które siedzą przed wami, odwracają się i spoglądają na was, wyraźnie poirytowane tym, że przeszkadzacie. Przerośnię- te brwi jednej z kobiet łączą się w krechę u podstawy zmarsz- czonego czoła. Jej włosy przypominają skołtunione, czarno-szare gniazdo i sprawia wrażenie ostrej babki. Wygląda też, jakby chciała cię zabić za to, że przeszkodziłaś jej w rysowaniu owoców. Kobie- ta siedząca obok niej wyciąga rękę i masuje ją po plecach, powoli i z czułością. Na ten gest mina poirytowanej kobiety łagodnieje. Wtula się w tę obok i przestaje na ciebie patrzeć. Wzdychasz z podziwem, widząc, jak szybko dotyk partnerki złagodził jej gniew. Nie jesteś w stanie sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz ktoś dotykał cię w ten sposób, i nie jesteś w stanie wymie- nić nikogo, kto mógłby cię tak uspokoić. Od ponad roku jesteś sama – i w sumie to nikogo nie szukałaś. – Nie jestem gadatliwy, ale uczciwy – mówi koleś siedzący obok ciebie, a ty prawie mu wierzysz. Ale jesteś na to zbyt mądra, przypominasz sobie. – Osądzasz mnie – stwierdza i kompletnie cię zaskakuje. Ma silny brytyjski akcent, mówi szybko, dosadnie. Chrząkasz. – Co? Nie. – Odwracasz wzrok i udajesz, że słuchasz prowa- dzącego. – Oczywiście, że to robisz. – Nawiązuje z tobą kontakt wzro- kowy i wpatruje się w ciebie, ciągnąc dalej. – Widzę to w twoich oczach, próbujesz się zorientować, co ze mną jest nie tak. Podej- rzewam, że często to robisz. 9 Co do cholery? Za kogo on się uważa? Od razu przechodzisz do defensywy, choć on szeroko się uśmiecha i ma łagodne błękitne oczy. – To dość poważna uwaga na temat zupełnie obcej osoby. Po- klepuje siedzisko twojego stołka, a ty siadasz. Nadal stoi przed tobą, teraz już bliżej. – Nie jesteśmy sobie obcy. Jesteśmy przyjaciółmi od co naj- mniej – spogląda na swój nadgarstek, jakby nosił na nim zega- rek – pięciu minut. – No dobra, kolego – popędzasz go, a na twoich ustach pojawia się sarkastyczny uśmiech. – Muszę wiedzieć więcej, zanim pozwolę ci narysować swój portret. – Dajesz. – Podnosi ręce, jakby chciał się poddać, a ty starasz się skoncentrować i przygryzasz wargę. Nie masz pojęcia, o co mogłabyś go zapytać. – Czekam… – przerywa ci obserwację ludzi. – Imię? – spoglądasz na niego. Siada na stołku, a w dłoni dalej trzyma ołówek. – Czy to pytanie? – droczy się. Sarkazm… lubisz go za to. – Tak. – Daniel. A twoje? Odpowiadasz mu i zastanawiasz się nad następnym pytaniem. – Skąd pochodzisz? – chcesz wiedzieć. Mija kilka sekund, a on dalej nie udziela odpowiedzi. Rysuje więcej kresek i wydaje się kompletnie pochłonięty pracą. – Halo? – przypominasz mu o swoim istnieniu. – Zgodziłem się, że pozwolę ci się poznać – oznajmia. – Ale nie zgodziłem się na odpowiadanie na pytania, kiedy nawet nie starasz się, żeby były interesujące. I znów wybucha śmiechem. 10 Przyglądasz mu się uważnie, a on ciągnie dalej. – Nie poznasz kogoś, pytając, skąd pochodzi i jak ma na imię. Miałem wobec ciebie większe oczekiwania – udaje, że jest zawie- dziony, i wskazuje na ciebie palcem tak samo, jak robił to twój tata. Starasz się nie roześmiać, ale ponosisz klęskę. Skupia się znów na papierze, a kreski zaczynają nabierać kształ- tu – czy to twój podbródek? – zastanawiasz się. Wiesz, że ma rację. Twoje pytania nie były prowokacyjne ani choć- by odrobinę interesujące. – W porządku, w porządku. Muzyka. Jaką muzykę lubisz? Odrzuca głowę do tyłu. – No daj spokój – jęczy, a jego głęboki głos dramatycznie prze- ciąga każdą sylabę. – Ej! – wybuchasz. – Muzyka stanowi bardzo ważną część ludz- kiej duszy. Możesz dowiedzieć się o człowieku niemal wszystkiego, jeśli wiesz, jakiej muzyki słucha. Śmieje się łagodnie. Prostuje się i odwraca twarzą do ciebie. Wpatruje się w twoje oczy. – Duszy? Wypowiada to słowo w taki sposób, że przeszywa cię dreszcz, choć przez otwarte okna do pomieszczenia wpada ciepłe powie- trze. Wiercisz się na stołku, starając się odwrócić swoją uwagę od gęsiej skórki. Nie istnieje absolutnie żaden powód, aby jedno słowo, dwie sylaby, wywołały u ciebie taką reakcję. – Odpowiedz na pytanie, Danielu – mówisz z udawaną surowo- ścią, a on kręci głową. Na jego twarzy znów gości szeroki uśmiech. Jego usta mają lekko fioletowy odcień, a jego uśmiech znów jest zaraźliwy. – Tak jest, proszę pani. – Odwraca swój taboret w stronę szta- lugi i nie patrzy na ciebie. – Lubię starocie, na przykład Morris- seya. Ale głównie bluesa, wiesz, Guthriego, Lead Belly’ego. Jego odpowiedź cię nie zaskakuje. Nie zakładałabyś, że słucha piosenek 11 z pierwszej setki przebojów, ale i tak jesteś pod wrażeniem. – A ty? Jakiej muzyki słuchasz? – pyta i uświadamiasz sobie, że nie odezwałaś się, odkąd udzielił odpowiedzi na twoje pytanie. – Każdej, naprawdę, znam Morrisseya – zaczynasz, ale on ci przerywa. – Ale coś więcej niż tylko Suedehead, tak? Najbardziej znana piosenka Morrisseya. Kiwasz głową potwier- dzająco, choć Daniel nadal zwrócony jest twarzą w kierunku szta- lugi. – Razem z tatą słuchaliśmy wszystkich jego piosenek oprócz Suedehead. Nienawidził jej. – Nie masz już więcej pytań? Bo ja mam kilka, które chciałbym ci zadać – mówi to tak niewinnym tonem, a jego akcent, który podkreśla każde słowo, sprawia, że wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny. – Wiesz, zbieram materiały do pracy i tak dalej. Zastanawia cię, jakie pytania chce ci zadać. Choć ty miałaś pierw- szeństwo i zyskałaś przewagę w tej grze, nie możesz się powstrzy- mać od domyślania się, o co on chce cię zapytać. Zauważasz, że jego wzrok skupia się na twoich ustach, machasz ręką. – No to dajesz, Danielu. – Podoba mi się sposób, w jaki wypowiadasz moje imię – mówi, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Choć tego nie chcesz, zapiera ci dech w piersiach, a on przygryza dolną wargę i nie przestaje ci się przyglądać. Nie jesteś w stanie wymyślić żadnej odpowiedzi. Wpatrujesz się w jego idealne zęby wbijające się w wargę. To nie fair, że jest tak przystojny. Poza tym, jest nie tylko przystojny, ale też interesujący, a nie jest to cecha, którą spotykasz u wielu ludzi. Mija kilka sekund, a on wreszcie przenosi wzrok z twoich ust na twoje oczy. 12 – Co sprawia, że jesteś szczęśliwa? Jego pytanie unosi się w powietrzu, nie spodziewałaś się go, jest takie bezpretensjonalne. Odwracasz wzrok, by je przemyśleć. – No – dalej szukasz odpowiedzi. – No cóż, uszczęśliwia mnie… – Masz problem z wymienieniem choćby jednej rzeczy. Jak to możliwe? Nigdy nie byłaś szczególnie wesoła, ale to niemożliwe, że nie istnieje choćby jedna rzecz, która sprawia ci radość. Kiedy Daniel spogląda na ciebie, czujesz, że palą cię policzki. Jesteś zażenowana, choć nie masz ku temu tak naprawdę żadnych powodów. Zauważa chyba, że czujesz się niekomfortowo, i zmienia temat. – Jaki rodzaj sztuki lubisz najbardziej? Malarstwo, rysunek, mu- zykę, dramat, literaturę? Jest miły. – Rysunek. Lubię też pisać, ale nie jestem w tym zbyt dobra. Kocham również muzykę, ale nie mam w sobie tyle talentu, by ją tworzyć. Lubię szkicować, ale nie patery z owocami. Najbardziej lubię pejzaże, chyba. Rysuję głównie pisakami. Wiem, że to dziwne. Większość ludzi nie znosi rysować pisakami, bo farbują, bo zo- stawiają zacieki z tuszu, ale lubię je bardziej niż kredki. Kolory są bardziej wyraziste, żywsze, wiesz? – To była długa odpowiedź. – Oddychasz. – Liczy się podwójnie. – Nie, co to, to nie. Nie liczy się – śmieje się i odwraca do szta- lugi. – Ulubione miejsce spośród tych, które odwiedziłaś? – Nie podróżowałam zbyt wiele – mówisz, wpatrując się w czubki brudnych butów. – Zbyt wiele czy wcale? – pyta Daniel. – Wcale. Mama miała mnie zabrać do Disney Worldu, gdy mia- łam dziesięć lat, a gdy miałam szesnaście… razem z najlepszą przyjaciółką próbowałyśmy się wyrwać z naszego gównianego miasteczka, ale jej samochód się zepsuł, więc nam się nie uda- 13 ło – nie jesteś pewna, dlaczego opowiadasz mu o takich szczegó- łach swojego życia, ale jemu to chyba nie przeszkadza. Próbuje je przetrawić, a jego ręce dalej ruszają się i tworzą. – Chyba w końcu dopięłaś swego. Nie widzisz jego twarzy, ale czujesz, że Daniel się uśmiecha. – A ty? Gdzie jest twoje ulubione miejsce? Zastanawia się nad odpowiedzią przez kilka sekund. – Szwecja. Zimno jak cholera, ale bardzo mi się tam podoba. Gdyby było trochę cieplej i znalazłbym tam pracę, nigdy bym stamtąd nie wyjeżdżał. – Czym się zajmujesz zawodowo? – pytasz. Bardzo cię to inte- resuje. Na pewno ma talent artystyczny, ma też twarz i wysokie, szczupłe ciało modela. Daniel chrząka i nie odwraca się w twoją stronę, by udzielić od- powiedzi. Cieniuje teraz kącik dolnej wargi, a ty orientujesz się, że dotykasz swoich ust. – Różne rzeczy. Teraz szukam następnego zajęcia – odpowiada. A ty czujesz się trochę lepiej ze świadomością, że w ogóle nie posiadasz paszportu. Zaczyna mu dzwonić komórka, sięga po nią do kieszeni. Wpatruje się w wyświetlacz i przeciąga po nim swoim długim palcem wska- zującym. Wkłada iPhone’a z powrotem do tylnej kieszeni czarnych dżinsów i bierze do ręki ołówek. Kilka osób patrzy na niego z wy- rzutem, a on cicho przeprasza za to zamieszanie. – Chcesz stąd wyjść? – pyta Daniel. Nagle odwracasz głowę w jego stronę, zaskoczona i zaintrygo- wana. – Dokąd mielibyśmy pójść? – Plaża tuż obok. Byłaś tam? – wskazuje palcem rozciągającą się za oknem kamienistą plażę. Kiwasz głową i wstajesz. 14 Zabierasz torbę z podłogi i rozwiązujesz jej sznurek. Sprawdzasz, która godzina, na komórce i natychmiast żałujesz. Już prawie trzecia, a powrót do mieszkania zajmie ci bardzo dużo czasu. Daniel nadal rysuje, pracując teraz nad twoim nosem. – Właściwie to nie mogę – wzdychasz. – Ostatni autobus do West Hollywood odjeżdża o czwartej, a przystanek jest dalej, niż się spodziewałam. Przykro mi – żałujesz, że nie masz czasu, by z nim pójść. Rozmowa z nim podczas tych zajęć sprawia ci więcej przyjemności niż wszystko, co zrobiłaś ostatnio. – Autobus? Przyjechałaś tu z West Hollywood autobusem? – Tak. Nie zdawałam sobie sprawy, że zajmie to tyle czasu. – Mogę cię odwieźć. Też mieszkam w West Hollywood. – Nie trzeba, to nie aż tak daleko. – Cieszy cię jego propozycja i masz nadzieję, że ją ponowi, ale nie chcesz zbyt entuzjastycznie zgodzić się na zaproszenie od nieznajomego. – Nie bądź niemiła – śmieje się, wstając ze stołka. – Samochodem jedzie się długo, a co dopiero autobusem. Kiwasz głową, zgadzając się bez słów. – Co cię tu sprowadza, skoro mieszkasz w West Hollywood? Poza tymi zajęciami plastycznymi dla początkujących? – Lubię czasem wyrwać się z miasta, a tutejsza plaża jest moją ulubioną na całym kalifornijskim wybrzeżu. – Dlaczego? – pytasz. Odrywa z bloku duży biały arkusz z twoim niedokończonym por- tretem i gniecie go swoimi dużymi dłońmi. Jesteś w szoku. Wiedziałaś, że nie skończył rysować, ale nie spodziewałaś się, że go zniszczy. Wrzuca go do najbliższego kosza na śmieci, a ty czu- jesz, jak twoją twarz wykrzywia grymas. – Lubię El Matador, bo jest tu cicho, a fale nie są zbyt sil- ne – mówi. – Wzdłuż wybrzeża ułożone są całe sterty kamie- ni i lubię tu siedzieć i wyciszyć w sobie cały hałas Los Angeles. 15 Kocham L.A., ale fajnie jest posiedzieć trochę w ciszy, zwłaszcza jeśli wystarczy przejechać półtorej godziny samochodem, by to osiągnąć… – przerywa, a ty przez moment myślisz, że chciałabyś znaleźć się w jego głowie. Podaje ci dłoń, a ty momentalnie cho- wasz swoją. Nie lubisz być dotykana. Szybki ruch nadgarstka i łapie twoją dłoń za twoimi plecami. Chcesz go odepchnąć, ale on się uśmiecha, a ty nagle zapominasz, jak stawiać opór. – Ruszamy? – Spogląda w stronę drzwi. Jego ciepła dłoń obejmuje twój nadgarstek, jakby rodzic trzymał dziecko. Starasz się zignorować to, jak wpatrują się w was ludzie, gdy wychodzicie z sali. – Zawsze trzymasz za ręce obce dziewczyny? – pytasz, bez obaw, że twoje pytanie zabrzmi niegrzecznie. – Nie jesteś obca, jesteśmy przyjaciółmi. Zapomniałaś? Mijają was dwie kobiety. Widzisz, że kompletnie cię ignorują i wpatrują się w Daniela. Oczy tej niższej i grubszej niemal wyłażą z orbit, babka ciągnie drugą za ramię i szepcze coś do ucha wyż- szej towarzyszki. – Daniel! – piszczy ta wyższa i upuszcza torebkę na żwirową ścieżkę. – Możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie? Daniel trochę się spina, ale w tak niewielkim stopniu, że nie jesteś pewna, czy faktycznie do tego doszło. Puszcza twoją dłoń, a ty obserwujesz, kompletnie nie rozumiejąc, co się dzieje, jak on się miło uśmiecha do tych kobiet. Kim on jest? Dlaczego one chcą sobie robić z nim zdjęcie? – Uwielbiam twoją rolę w Off the Main Road, spędzaliśmy z mę- żem lato w Anglii i tam widzieliśmy ten film. Byłeś wspaniały. Nie masz pojęcia, o czym one mówią… ale jedno do ciebie docie- ra. Jest aktorem. No jasne. Niższa kobieta prosi o zdjęcie tylko z nim i zaborczo obejmuje go 16 ramieniem. Spogląda na ciebie, a w jej ciemnych oczach widzisz krytykę. Masz ochotę jej powiedzieć, by nie zastanawiała się dłużej, co on w tobie widzi, bo niczego nie widzi. Nie zna cię wcale. Nagle czujesz się głupio, że pozwoliłaś mu złapać się za rękę, nawet jeśli był to czysto przyjacielski gest. Wycofujesz się, a kobiety dalej zachwycają się Danielem. On nie patrzy w twoją stronę ani razu, gdy znikasz za budynkiem. Ciąg dalszy opowiadania znajdziesz w 17 Wyobraź sobie, że… wyobrazsobie imagines 18 19
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

#imaginespl
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: