Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00383 007421 20954598 na godz. na dobę w sumie
Klondike. Część 1 - ebook/pdf
Klondike. Część 1 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 233
Wydawca: Jamakasz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-66268-67-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).

Jest rok 1898. Dwa lata wcześniej nad rzeką Klondike w zachodniej Kanadzie odkryto bogate złoża złota. Tymczasem dwaj kuzyni, Ben Raddle i Summy Skim, wiodą spokojne, pozbawione trosk materialnych życie, spędzając swoje dni w zamieszkiwanym wspólnie domu w Montrealu lub w wiejskiej posiadłości Green Valley, leżącej niedaleko Montrealu, na lewym brzegu Rzeki Świętego Wawrzyńca. Summy Skim, zapalony myśliwy, ceni wiejskie życie, podczas gdy jego kuzyn, inżynier, więcej czasu spędza poza domem. Pasjonuje go postęp techniczny, bierze udział w rozmaitych przedsięwzięciach inżynierskich swojej epoki, a podczas swoich podróży przemierzył już Stany Zjednoczone i odwiedził Europę, nigdy jednak nie zdołał namówić Summy'ego, by mu towarzyszył. Ustalony tryb życia kuzynów zakłóca wiadomość, że zmarł ich wuj Josias Lacoste, którego są jedynymi spadkobiercami. Odkąd dwadzieścia lat temu ich wuj wyjechał z Kanady z zamiarem zbicia majątku gdzieś w świecie, siostrzeńcy nie mieli z nim kontaktu. Sądzili jedynie, że przebywa w Europie. Okazuje się tymczasem, że Josias Lacoste zmarł na dalekim zachodzie Kanady, gdzie miał claim 129 nad Forty Miles Creek, dopływem Jukonu. Ta właśnie działka stanowi jedyny majątek, jaki pozostawił zmarły. Jedna z kompanii zajmujących się eksploatacją złotonośnych placerów jest zainteresowana jej odkupieniem od spadkobierców. Summy chętnie jak najszybciej dobiłby targu z oferentem, lecz inżynier uznaje, że należy udać się osobiście do Klondike, by na miejscu ocenić opłacalność transakcji. Perspektywa podróży na dalekie mroźne obszary północno-zachodniej Kanady przeraża Summy'ego Skima, ale pod naciskiem Bena Raddle'a zgadza się mu towarzyszyć. Paromiesięczna podróż obfitując w niebezpieczeństwa i niewygody. Kiedy dwaj podróżnicy przybywają wreszcie do Dawson City, stolicy terytorium Jukonu, okazuje się, że na skutek kanadyjsko-amerykańskich sporów granicznych oferta kupna złotonośnej działki przestała być aktualna. Inżynier nie wydaje się zmartwiony takim obrotem sprawy. Bardziej niż szybka sprzedaż działki zaczyna go nęcić osobiste wznowienie na niej wydobycia. Summy Skim spostrzega z obawą, że jego kuzyn coraz bardziej ulega gorączce złota i nie jest nawet pewne, czy poprzestanie na eksploatacji odziedziczonego claimu.

Seria wydawnicza 'Biblioteka Andrzeja' zawiera ponad 50 powieści Juliusza Verne'a i z każdym miesiącem się rozrasta. Publikowane są w niej tłumaczenia utworów dotąd niewydanych, bądź takich, których przekład pochodzący z XIX lub XX wieku był niekompletny. Powoli wprowadzane są także utwory należące do kanonu twórczości wielkiego Francuza. Wszystkie wydania są nowymi tłumaczeniami i zostały wzbogacone o komplet ilustracji pochodzących z XIX-wiecznych wydań francuskich i przypisy. Patronem serii jest Polskie Towarzystwo Juliusza Verne'a.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Juliusz Verne KLONDIKE Juliusz Verne KLONDIKE Przełożył i przypisami opatrzył Janusz Pultyn Osiemdziesiąta czwarta publikacja elektroniczna Wydawnictwa JAMAKASZ Tytuł oryginału francuskiego: Klondyke (Le Volcan d’or) version oryginale © Copyright for the Polish translation by Janusz Pultyn, 2021 32 ilustracje, w tym 10 kart tablicowych kolorowych, 1 mapa: Damian Christ © Copyright for the inside illustrations by Damian Christ, 2021 Redakcja: Marzena Kwietniewska-Talarczyk Skład: Andrzej Zydorczak Patron serii „Biblioteka Andrzeja”: Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a Wydanie I © Wydawca: JAMAKASZ ISBN 978-83-66268-66-1 (całość) ISBN 978-83-66268-67-8 (cz. pierwsza) CZĘŚĆ PIERWSZA Rozdział I Legaty wuja1 zesnastego marca przedprzedostatniego roku owego wieku2 listo- S nosz obsługujący ulicę Jacques’a Cartiera w Montrealu3 do- starczył pod numer dwudziesty dziewiąty list adresowany do pana Summy’ego Skima. List ten miał następującą treść: Mecenas Snubbin przekazuje swe pozdrowienia panu Summy’emu Skimowi i prosi, aby w interesującej go sprawie bez zwłoki przybył do kancelarii rejenta. W jakiej sprawie notariusz chciał się spotkać z panem Summym Skimem? Ten znał rejenta, jak wszyscy w Montrealu. Był on wspania- łym człowiekiem, niezawodnym i przezornym radcą. Kanadyjczyk z urodzenia, prowadził najlepszą kancelarię w mieście – tę samą, którą sześćdziesiąt lat wcześniej kierował sławny mecenas Nick, o prawdziwym nazwisku Nicolas Sagamore, będący pochodzenia hu- rońskiego, ten co tak patriotycznie włączył się do straszliwej sprawy Morgazów, która około roku 1837 zyskała bardzo znaczny rozgłos4. 1 Michel Verne zmienił niemal wszystkie tytuły rozdziałów. Ten zastąpił przez Wuj z Ameryki, co jest absurdalne, gdyż niemal wszystkie osoby powieści mieszkają w Ameryce [przy. Olivier Dumas, red. fr. oryginalnej wersji powieści]. 2 Owego wieku – chodzi o wiek XIX i rok 1898. 3 Jacques Cartier (1491-1557) – francuski żeglarz i odkrywca, w roku 1534 dowo- dził wyprawą badawczą, która dotarła do Nowej Fundlandii i Zatoki Świętego Waw- rzyńca; w Montrealu istnieje plac jego imienia, w centrum starego miasta, między ratuszem a Nabrzeżem Jacquesa Cartiera. 4 Plemię Huronów (Wyandotów) zamieszkiwało tereny nad Wielkimi Jeziorami Ameryki Północnej, od XVI wieku było związane wymianą handlową z Francuza- mi, w XVII pokonane przez Irokezów i wyparte na wschód, obecnie zamieszkuje rezerwaty w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie (Quebec); Opowieść o tym poru- szającym dramacie jest tematem powieści o tytule Rodzina bez Nazwiska (Famille ~ 10 ~ Pan Summy Skim bardzo się zdumiał, otrzymawszy list rejenta Snubbina, gdyż w jego kancelarii nie prowadził żadnych spraw. Mimo to zastosował się do otrzymanego zaproszenia. Pół godziny później przybył na plac Marché Bon-Secours1 i został wprowadzo- ny do gabinetu, w którym czekał na niego mecenas Snubbin. – Dzień dobry, panie Skim – powiedział ten, wstając. – Proszę mi pozwolić wyrazić swój szacunek dla pana… – I mnie także – odparł pan Summy Skim, siadając przy stole. – Przybył pan jako pierwszy, panie Skim… – Pierwszy, panie mecenasie…? Czyżby wezwał pan do swojej kancelarii więcej osób…? – Dwie – odpowiedział notariusz – pan Ben Raddle, pański kuzyn, powinien był otrzymać list zapraszający go do przybycia, podobnie jak pan… – A zatem nie należało powiedzieć: powinien był otrzymać, ale otrzyma – oświadczył pan Summy Skim – ponieważ Bena Raddle’a nie ma teraz w Montrealu. – Czy ma wkrótce powrócić? – zapytał mecenas Snubbin. – Za trzy bądź cztery dni. – Bardzo żałuję. – Czyli wiadomość, jaką ma pan nam do przekazania, jest pilna…? – W pewnym sensie tak – odpowiedział notariusz.– W każdym razie wszystko powiem panu, a po powrocie pana Bena Raddle’a będzie pan łaskaw powiadomić go o tym, co jestem zobowiązany pa- nom przekazać. Notariusz nałożył okulary, przejrzał kilka papierów rozłożonych na stole, wziął list wyjęty z koperty i przed przeczytaniem jego treści powiedział: sans nom), która została wydana w serii Powieści Nadzwyczajne (przypis J. Verne’a); powieść Jules’a Verne’a wydana w roku 1889, pierwszy polski przekład Iwony Janczy ukazał się w roku 2014 w „Bibliotece Andrzeja”. 1 Marché Bon-Secours – obecnie Marché Bonsecours, budynek, a nie plac przy ulicy Saint-Paul w starej części Montrealu, niecałe 100 m na północny wschód od ulicy Jacquesa Cartiera, wielki gmach wzniesiony w roku 1847, w 1849 był krótko sie- dzibą Parlamentu, w latach 1852-1876 mieścił liczne sklepy i kramy, biura, kance- larie, sale koncertowe; działa nadal. Szesnastego marca listonosz obsługujący ulicę Jacques’a Cartiera w Montrealu dostarczył pod numer 29 list adresowany do pana Summy’ego Skima. ~ 12 ~ – Pan Raddle i pan, panie Skim, jesteście siostrzeńcami pana Jo- siasa Lacoste’a… – Rzeczywiście, moja matka i matka Bena Raddle’a były jego sio- strami. Jednakże po ich śmierci przed siedmiu lub ośmiu laty wszelkie więzy z naszym wujem zostały przerwane. Wyjechał z Kanady do Europy… Podzieliły nas interesy. Później nigdy nie dawał o sobie znać i nie wiemy, co się z nim działo… – No cóż – odparł mecenas Snubbin – właśnie otrzymałem wia- domość o jego śmierci, datowaną na dwudziesty piąty lutego. Chociaż wszelkie kontakty między panem Josiasem Lacoste’em a jego rodziną zostały zerwane już dawno temu, owa wiadomość wy- warła spore wrażenia na Summym Skimie. Zarówno jego kuzyn Ben Raddle, jak i on sam nie mieli już ani ojca, ani matki; obu też, jako jedynakom, pozostało tylko to pokrewieństwo poprzez siostry, które zacieśniła jeszcze bliska przyjaźń. Summy Skim opuścił głowę, oczy mu zwilgotniały na myśl, że z całej rodziny pozostali już tylko Ben Raddle i on. Co oczywiste, kilkakrotnie próbowali się dowiedzieć, co się działo z ich wujem, żałując, że zerwał z nimi wszelkie więzi. Może nawet mieli nadzieję, że przyszłość przyniesie im spotkanie z nim, a oto śmierć zniweczyła owe oczekiwania. Josias Lacoste miał zresztą zawsze charakter mało wylewny, a jed- nocześnie bardzo awanturnicze skłonności. Od jego wyjazdu z Ka- nady w celu zbicia majątku gdzieś w świecie minęło już dwadzieścia lat. Bezżenny, posiadał skromne dziedzictwo, które miał nadzieję po- większyć, oddając się spekulacjom. Czy owa nadzieja się spełniła? Czy też raczej stracił wszystko, gdyż był dobrze znany z tego, że chęt- nie stawiał wszystko na jedną kartę? Czy siostrzeńcom, będącym jego jedynymi spadkobiercami, miały przypaść w schedzie jakieś resztki owego majątku…? Należy powiedzieć, że Summy Skim i Ben Raddle nigdy o tym nie pomyśleli, a po śmierci wuja nie wydawało się, że kiedykolwiek o tym pomyślą, przejęci smutkiem, jaki wywołała w nich strata ostatniego krewnego. Mecenas Snubbin pozostawił więc swojego klienta w spokoju, czekając, aż ów zada mu kilka pytań, na które on ze swej strony bę- ~ 13 ~ dzie gotów odpowiedzieć. Wiedział zresztą co nieco o położeniu tej rodziny, bardzo szanowanej w Montrealu, jak i to, że panowie Summy Skim i Ben Raddle po śmierci Josiasa Lacoste’a byli jej ostatnimi przedstawicielami. Ponieważ jednak to jego gubernator Klondike1 powiadomił o śmierci „poszukiwacza”, do którego należał claim2 129 nad Forty Miles Creek3, poprosił dwóch kuzynów, aby przybyli do kancelarii i poznali swe prawa, które odziedziczyli po zmarłym. – Mecenasie Snubbin – zapytał Summy Skim – śmierć naszego wuja nastąpiła siedemnastego lutego…? – Siedemnastego lutego, panie Skim. – Czyli minęło już dwadzieścia dziewięć dni…? – Rzeczywiście, dwadzieścia dziewięć, i potrzeba było co najmniej tyle czasu, żeby ta nowina dotarła do mnie. – A zatem nasz wujek przebywał w Europie… w głębi Euro- py… w jakimś bardzo odległym kraju…? – pytał dalej Summy Skim w przekonaniu, że Josias Lacoste nigdy więcej nie postawił stopy w Ameryce. – Wcale nie – odparł notariusz i podał mu list, którego znaczki nosiły kanadyjskie stemple. – Czyli był w Kanadzie – powiedział Summy Skim – a my o tym nie wiedzieliśmy…? 1 Klondike – rzeka w zachodniej Kanadzie (prowincja Jukon) przy granicy Alaski, dopływ Jukonu, w roku 1896 znaleziono nad nią złoża złota, co wywołało gorączkę złota trwającą do roku 1903; także nazwa okręgu obejmującego sąsiednie tereny złotonośne, władzę w nim sprawował dowódca pilnującego porządku oddziału North-West Mounted Police, wówczas był nim Sam Steele, oraz komisarz do spraw złota Thomas Fawcett, a nie gubernator. 2 Claim (ang.) – roszczenie; w Stanach Zjednoczonych od czasów gorączki złota w Kalifornii (1849) prawo do wejścia w posiadanie działki ziemi należącej do pań- stwa, przysługujące każdemu, kto odkryje na niej bogactwa mineralne, zacznie je wydobywać i oznaczy granice owej działki, później także nazwa takiej działki. 3 Forty Miles Creek (właśc. Fortymile River, Rzeka Czterdziestomilowa) – rzeka ze źródłami we wschodniej Alasce, płynie na południowy wschód, wpada do Jukonu na terytorium Kanady, ok. 60 km na północny zachód od ujścia Klondike, wbrew nazwie ma 90 km (60 mil) długości, nazwa dotyczy odległości jej ujścia od Fort Reliance, w roku 1886 znaleziono nad nią złoża złota, ogółem z jej doliny wydoby- to ok. 16 t złota. ~ 14 ~ – Tak, w Kanadzie… ale w najodleglejszej części Dominium1, prawie na granicy, która oddziela nasz kraj od amerykańskiej Alaski i z którą łączność jest równie powolna jak trudna… – To zapewne Klondike, panie mecenasie…? – Tak, Klondike, gdzie pański wuj osiadł jakieś dziesięć miesię- cy temu. – Dziesięć miesięcy – powtórzył Summy Skim. – I przemierza- jąc Amerykę, żeby dostać się do tej krainy kopalń, nie pomyślał nawet o przybyciu do Montrealu w celu uściśnięcia dłoni siostrzeńców… i zobaczylibyśmy go po raz ostatni! Summy Skim pozostawał nadal pod silnym wrażeniem tej wia- domości. – Co też pan mówi? – odparł notariusz. – Panu Josiasowi Laco- ste’owi bez wątpienia spieszno było dotrzeć do Klondike, jak tylu ty- siącom jemu podobnych, których nazwałbym chorymi na ową go- rączkę złota, której ofiarą padły już i padną niezliczone ofiary! Ze wszystkich stron świata nadciągają najazdy na nowe placery2. Po Australii Kalifornia, po Kalifornii Transwaal3, po Transwaalu Klon- dike, po Klondike inne terytoria złotonośne4, i tak będzie do dnia sądu ostatecznego… a raczej powinienem powiedzieć: do ostatnie- go złoża! Następnie zaś pan Snubbin przekazał wszystkie wiadomości, jakie zawierał list od gubernatora. Wynikało z nich rzeczywiście, że na po- 1 W roku 1857 rząd brytyjski połączył cztery swoje kolonie (Ontario, Quebec, Nowy Brunszwik i Nowa Szkocja) w Dominium Kanady, nazwa ta była używana do po- łowy XX wieku; dominium to ówczesna nazwa kolonii brytyjskiej, która miała dużą autonomię. 2 Placer (ang.) – złoża okruchowe, termin stosowany zwłaszcza do bogatych złóż okru- chowych złota. 3 Transwaal – prowincja w północno-wschodniej części Republiki Południowej Afryki, zasiedlana najpierw przez Burów, którzy w roku 1852 utworzyli republikę Transwaal, zajętą przez Anglików w roku 1900, w 1994 podzielona na cztery mniejsze. 4 Terytoria złotonośne – najważniejsze miejsca wydobycia złota w XIX wieku, w których wystąpiły wielkie gorączki złota: zachodnia Kalifornia, góry Sierra Nevada (1848- -1855), południowa Australia, stany Nowa Południowa Walia i Wiktoria (1851- -1860), Transwaal (od roku 1886), Klondike (1896-1899). ~ 15 ~ czątku 1897 roku Josias Lacoste pojawił się w Dawson City1, stoli- cy Klondike, z obowiązkowym wyposażeniem2 poszukiwacza. Od lipca roku 18963, po odkryciu złota w Gold Bottom4, dopływie rzeki Hunker5, ten okręg Klondike przyciągał uwagę. W następnym roku Josias Lacoste przybył do tych złoży, gdzie napłynęło już tak wielu górników. Małą resztkę pozostałych mu pieniędzy pragnął wydać na nabycie claimu, nie żywiąc żadnych wątpliwości, że zbije fortunę. Według przekazanych informacji stał się właścicielem claimu nu- mer 129, leżącego nad Forty Miles Creek, dopływem Jukonu6, wiel- kiej rzeki kanadyjsko-alaskańskiej. Następnie mecenas Snubbin dodał: – Nie wydaje się zresztą, żeby ten claim przyniósł dotychczas tak duże zyski, jakich oczekiwał pan Josias Lacoste. Nie sprawia jed- nak wrażenia wyczerpanego i być może pański wuj doczekałby się korzyści, na które liczył. Na jakie wszakże niebezpieczeństwa w tym odległym regionie narażeni są nieszczęśni emigranci, na straszliwe 1 Dawson City – miasto w północno-zachodniej Kanadzie (terytorium Jukon), nad rzeką Jukon, przy ujściu Klondike, założone w roku 1897, w latach 1898-1902, po wybuchu gorączki złota szybki rozwój, wzrost do 40 tys. mieszkańców, potem szybki spadek, w roku 1902 do poniżej 5 tys., obecnie 1400 mieszkańców; w roku 1898 zostało stolicą utworzonego wówczas terytorium Jukon, było nią do 1952. 2 Obowiązkowe wyposażenie – w roku 1897 rząd kanadyjski, aby zapobiec niekon- trolowanemu napływowi poszukiwaczy, wprowadził ścisłe reguły, zezwalając na przybycie w rejon Klondike jedynie osób z obowiązkowym zapasem żywności na rok, ważącym 1150 funtów (520 kg), a wkrótce potem także sprzętem obozowym, ubraniami i narzędziami o łącznej wadze około tony. 3 Odkrycia złota dokonał 16 sierpnia (a nie lipca) 1896 roku amerykański poszuki- wacz George Carmack, w rzeczce Rabbit Creek, dopływie Klondike, której nazwę zmieniono na Bonanza Creek. 4 Gold Bottom – potok, lewy dopływ Hunker Creek, ujście ma ok. 20 km na połu- dniowy wschód od Dawson City, odkrycia w nim złota w sierpniu 1896 roku doko- nał Robert Henderson. 5 Hunker Creek – u J. Verne’a: Hunter Creek; lewy dopływ rzeki Klondike, płynie na północny zachód, ujście ok. 12 km na wschód od Dawson City; leżało nad nim wiele działek złotonośnych. 6 Jukon – wielka rzeka w północno-zachodniej części Ameryki Północnej, długoś 3190 km, źródła w Górach Nadbrzeżnych w Kolumbii Brytyjskiej, uchodzi do Mo- rza Beringa, zamarza przez osiem miesięcy w roku, stanowiła główny szlak w tej części Kanady i Alaski. ~ 16 ~ mrozy zimy, panujące choroby endemicznie, niedole, których ofia- rą padło tak wielu nieszczęsnych ludzi, a iluż wraca biedniejszymi, niż byli, nim się tam wybrali! – Czyżby to zatem taka niedola zabiła naszego wuja? – zapytał Summy Skim. – Nie – odrzekł notariusz – list nie wskazuje zupełnie, żeby go dręczyła. Uległ tyfusowi1, tak groźnemu w tym klimacie, pochłania- jącemu jakże wiele ofiar. Po pierwszych objawach tej choroby pan Lacoste opuścił claim, wrócił do Dawson City i tam właśnie zmarł. Ponieważ wiedziano, że pochodził z Montrealu, to właśnie mnie prze- kazano wiadomość o jego zgonie, żebym mógł się nią podzielić z jego rodziną. Summy Skim rozważył te wieści. Zastanawiał się, jak musiało wyglądać życie jego krewnego podczas poszukiwań, które bez wąt- pienia nie były owocne. Czy nie zużył na nie ostatnich środków po- zostałych mu po kupieniu claimu, być może za nadmiernie wysoką cenę, podobnie jak uczyniło to bardzo wielu nieroztropnych poszu- kiwaczy…? Czy nawet po śmierci nie pozostał niewypłacalny, winny zapłaty pracownikom, których zatrudnił…? Po tych rozważaniach Summy Skim powiedział notariuszowi: – Panie mecenasie, możliwe, że nasz wuj pozostawił po sobie spo- re długi… No cóż, a mówię to także w imieniu mojego kuzyna Rad- dle’a, który mi nie zaprzeczy, nie pozwolimy nigdy, żeby ucierpiało nazwisko Lacoste, nazwisko, które nosiły nasze matki, i jeśli trzeba ponieść jakieś ofiary, poniesiemy je bez wahania… Należy więc, w jak najszybszym czasie, dokonać inwentaryzacji… – No cóż! Powstrzymam tutaj szanownego pana – powiedział notariusz. – Z tego, co o panu wiem, pańskie zamiary mnie nie zaska- kują, ale nie sądzę, aby należało się spodziewać ofiar, o których pan mówił. To, że pański wuj zmarł bez majątku, jest prawdopodobne. 1 Tyfus – dawna nazwa duru brzusznego, choroby zakaźnej wywoływanej bakterią Salmonella enterica, powodującymi wysoką gorączkę, wielkie wyczerpanie, bóle brzucha, wysypkę, przy braku leczenia umiera na nią ok. 20 chorych, dawniej stanowiła wielką plagę. ~ 17 ~ Nie zapominajmy jednak, że był właścicielem owego claimu nad Forty Miles Creek, a ta nieruchomość ma wartość, która być może zaspokoi wszystkie potrzeby. Pan zaś, na równi z pańskim kuzy- nem Benem Raddle’em, stał się jej właścicielem, gdyż są panowie jedynymi krewnymi pana Josiasa Lacoste’a, mając prawo do dziedzi- czenia do nim. Mecenas Snubbin uważał jednak, że należało działać dość rozważ- nie. Takie dziedzictwo można przejmować wyłącznie z dobrodziej- stwem inwentarza1. Zostanie sporządzony bilans aktywów i pasywów, a wówczas spadkobiercy podejmą decyzję, co uczynić ze spuścizną. – Zajmę się tym, panie Skim – dodał – i zdobędę najbardziej wiarygodne informacje… W gruncie rzeczy, kto wie…? Claim to claim…! Nawet jeśli dotychczas nie przyniósł nic albo prawie nic, to niewiele jeszcze o nim wiadomo… Wystarczy jedno szczęśliwe uderzenie motyką, żeby napchać kieszenie złotem, jak mawiają po- szukiwacze… – Rozumie się, panie mecenasie – odrzekł Summy Skim – i jeśli claim naszego wujka jest cokolwiek wart, z chęcią pozbędziemy się go na jak najlepszych warunkach… – Bez wątpienia – powiedział notariusz – o ile jest pan tu zgod- ny ze swoim kuzynem… – Spodziewam się tego – odparł Summy Skim – i nie sądzę, że- by Benowi przyszedł kiedykolwiek do głowy pomysł, aby samemu prowadzić wydobycie… – A skąd pan wie, panie Skim? Pan Ben Raddle jest inżynierem. Może da się skusić… Jeśli dowie się na przykład, że claim pańskie- go wuja leży na dobrej żyle… – Ależ zapewniam pana, mecenasie Snubbin, że nie pojedzie go obejrzeć! Zresztą powinien wrócić do Montrealu za dwa lub trzy dni… Porozumiemy się w tej sprawie i poprosimy pana o podjęcie wszystkich niezbędnych kroków albo dotyczących sprzedaży clai- mu nad Forty Miles Creek temu, kto da najwięcej, albo, co jest możli- 1 Dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza – taki sposób przejęcia spadku, w którym dziedziczone długi spłacane są wyłącznie do wysokości wartości aktywów spadku. ~ 18 ~ we i czego się obawiam, uregulowania zobowiązań naszego wuja, w przypadku gdyby w tej sprawie zaciągnął jakieś długi. Po zakończeniu tej rozmowy Summy Skim pożegnał się z nota- riuszem, swą kolejną wizytę planując za dwa lub trzy dni, i wrócił do domu przy ulicy Jacques’a Cartiera, w którym mieszkał razem ze swym kuzynem. Ojciec Summy’ego Skima był pochodzenia anglosaskiego, matka zaś – francusko-kanadyjskiego. Rodzina mieszkała w tym kraju od dawna, bo od jego podboju1 w roku 1759. Osiadła w Dolnej Kana- dzie2, w okręgu Montrealu, miała rozległą posiadłość złożoną z lasów, pól i prerii, stanowiącą większą część jej majątku. Summy Skim, podówczas trzydziestodwulatek wzrostu ponad śred- niego, o ładnej twarzy, silnej budowie człowieka przywykłego do świeżego powietrza, ciemnoniebieskich oczach, jasnej brodzie, repre- zentował swoisty i sympatyczny typ Kanadyjczyka pochodzenia fran- cuskiego, jakim był po matce. W swojej posiadłości mieszkał bez trosk, bez ambicji, wiodąc godne pozazdroszczenia życie ziemianina w owym uprzywilejowanym okręgu Dominium. Dzięki majątkowi, choć niezbyt wielkiemu, mógł zaspokajać swe mało zresztą kosz- towne upodobania, nigdy też nie odczuwał ani pragnienia, ani po- trzeby, żeby go powiększać. Lubił polować i z całą swobodą mógł się tym zajmować na rozległych równinach tego okręgu, w pełnych zwierzyny lasach, które zajmują większą jego część. Kochał łowić ryby i miał do dyspozycji całą sieć hydrograficzną większych i mniej- szych dopływów Rzeki Świętego Wawrzyńca3, nie wspominając już o dużych jeziorach, jakże licznych na północnych szerokościach geo- graficznych Ameryki. 1 Chodzi o zdobycie Quebecu przez siły brytyjskie, do czego ostatecznie doszło w roku 1760, a nie 1759. 2 Dolna Kanada – kolonia brytyjska wzdłuż dolnego biegu Rzeki Świętego Wawrzyń- ca, obecny południowy Quebec, istniała w latach 1791-1841, następnie połączona z Górną Kanadą w Prowincję Kanady. 3 Rzeka Świętego Wawrzyńca – duża rzeka w południowo-wschodniej Kanadzie, długość ok. 1200 km, wypływa z jeziora Ontario, płynie mniej więcej na północny wschód, wielkim estuarium uchodzi do Atlantyku (Zatoka Świętego Wawrzyńca), dawniej główny szlak komunikacyjny wschodniej Kanady. ~ 19 ~ Należący do dwóch kuzynów dom nie był luksusowy, ale wy- godny, stał zaś w jednej z najspokojniejszych części Montrealu, poza jego przemysłowym i handlowym centrum. To tam właśnie prze- czekiwali obaj, nie bez niecierpliwości wypatrując powrotu lata. Zimy Kanady są bardzo srogie, choć leży ona na tym samym równoleżni- ku co południowa część Europy. Tu jednak straszliwe wiatry, których nie powstrzymują żadne góry, oraz zamiecie przynoszące mrozy z ob- szarów arktycznych szaleją bez przeszkód i z niezmierną mocą. Montreal, siedziba rządu od roku 18431, był w stanie zapewnić Summy’emu Skimowi możliwość brania udziału w działalności pu- blicznej. Mając wszakże bardzo niezależny charakter, mało się włączał w życie wyższych urzędników państwowych, a polityka napawała go ogromną zgrozą. Poza tym bardzo chętnie uznawał bardziej pozor- ną aniżeli skuteczną władzę Wielkiej Brytanii. Nigdy nie wstąpił do żadnego ze stronnictw, które dzielą Dominium2, pogardzając światem urzędniczym, krótko mówiąc, był filozofem, który uwielbiał wieść życie wyzbyte jakichkolwiek ambicji. Jego zdaniem każda zmiana, jaka zaszłaby w jego życiu, mo- głaby przynieść jedynie zmartwienia, troski i ucierpiałoby przez nią jego dobre samopoczucie. Jest zatem zrozumiałe, że filozof ten nigdy nie pomyślał o mał- żeństwie, i dalej o nim nie myślał, chociaż minęły mu już trzydzie- ści dwa lata życia. Być może, gdyby nie utracił matki – wiadomo przecież, jak bardzo matki uwielbiają przedłużać swój ród wnukami – być może dałby jej tę satysfakcję, zapewniając synową. W takim jednakże przypadku żona Summy’ego Skima bez żadnej wątpliwo- ści podzielałaby jego zamiłowania. Wśród wielodzietnych rodzin Ka- nady, w których liczba potomstwa przekracza często dwa tuziny, albo w mieście albo na wsi znalazłaby dla siebie dziedziczkę, która by mu odpowiadała, a zawarte w tych warunkach małżeństwo byłoby udane. 1 Montreal był stolicą prowincji Kanada od roku 1844, a nie 1843, przestał nią być w 1849, kiedy po spaleniu w zamieszkach gmachu parlamentu na stolicę wyzna- czono naprzemiennie Quebec City i Toronto. 2 Dominium jest nazwą Kanady (przypis J. Verne’a). ~ 20 ~ Ale pani Skim zmarła przed pięciu laty, trzy lata po swoim mężu, a jeśli nawet od dawna marzyła o jakimś związku dla swojego syna, to ten wcale o nim nie myślał i najprawdopodobniej teraz, gdy jego matki już nie było, do głowy nigdy mu nie przyjdzie chęć rozważe- nia ewentualnego małżeństwa. Od pierwszego złagodzenia mrozów tego ciężkiego klimatu, kiedy słońce, które pojawiało się coraz wcześniej, zapowiadało rychły po- wrót pięknej pory roku, Summy Skim przygotowywał się do opusz- czenia domu przy ulicy Jacques’a Cartiera, nie zawsze dając radę namówić swojego kuzyna do tak wczesnego przejścia do życia wiej- skiego. Udawał się wówczas na farmę Green Valley, leżącą około dwudziestu mil na północ w okręgu Montrealu, na lewym brzegu Rzeki Świętego Wawrzyńca. Wiódł tam znowu wiejskie życie przerwa- ne mrozami zimy, która wszystkie rzeki pokrywała lodem, a wszystkie równiny grubym dywanem śniegu. Odnajdował się wśród swoich chło- pów, zacnych ludzi od pół wieku służących jego rodzinie. I jakże mogliby oni nie odczuwać szczerego przywiązania, połączonego ze sprawdzonym we wszelkich próbach oddaniem dla ich dobrego, pomocnego pana, chętnie oddającego przysługi, nawet kiedy mu- siał płacić za to osobiście. Dlatego też po przyjeździe nie szczędzili mu oznak radości, podobnie jak żalu przy jego wyjeździe. Majątek Green Valley w dobry lub zły rok zapewniał około dwu- dziestu tysięcy franków zysku, którym dzielili się dwaj kuzyni, gdyż był ich wspólną własnością, tak samo jak dom w Montrealu. Plony udawały się tam obficie na bardzo żyznej glebie rodzącej trawy na paszę i zboża, a uzupełniały je płody owych wspaniałych lasów, któ- rymi ziemie Dominium są nadal porośnięte, głównie w jego wschod- niej części. Na farmę składała się grupa dobrze wyposażonych i do- brze utrzymanych budynków, stajni, stodół, obór, kurników i szop, a posiadała ona również bardzo kompletny, bardzo nowoczesny ze- staw narzędzi, zgodnych z obecnymi wymaganiami rolnictwa. Na- tomiast domem jej właściciela był dworek przy wejściu na wielkie podwórko porośnięte trawnikami, ocienione drzewami, którego pro- stota nie wykluczała wygód. ~ 21 ~ Taka była posiadłość wiejska, w której Summy Skim i Ben Rad- dle1 spędzali lato, i której przynajmniej ten pierwszy nie chciałby zamienić na żaden wielkopański pałacyk zamożnych Amerykanów. Choć skromna, wystarczała mu, i nie marzył ani o jej powiększeniu, ani upiększeniu, zadowolony z tego, co przyroda dawała za darmo. To tam upływały mu dni wypełnione wyprawami łowieckimi, a noce zawsze przynosiły mocny sen. Nie trzeba mówić, choć należy podkreślić, że Summy Skim uwa- żał się za dostatecznie bogatego dzięki dochodom ze swej ziemi. Osią- gał je, zarządzając posiadłością równie umiejętnie jak rozumnie. Choć jednak nie zamierzał pozwolić, aby jego majątek marniał, to w żaden sposób nie dbał o jego powiększanie i za nic w świecie nie zabrałby się do interesów, tak bardzo zróżnicowanych w Ameryce, do spe- kulacji handlowych i przemysłowych, do linii kolejowych, banków, kopalń, spółek żeglugowych czy innych. Nie! Tego mędrca przera- żało wszystko, co wiązało z ryzykiem lub po prostu z przypadkiem. Być zależnym od obliczania szans na zysk lub stratę, czuć się po- zostawionym na łasce okoliczności, którym nie da się zapobiec ani nie można ich przewidzieć, budzić się rano z myślą: czy dzisiaj jestem bogatszy czy biedniejszy niż dzień wcześniej – to wydawało mu się okropne… Wolałby już albo nigdy nie zasypiać, albo nigdy się nie budzić. Na tym właśnie polegała najbardziej wyraźna różnica pomiędzy kuzynami, mającymi to samo pochodzenie francusko-kanadyjskie. To, że obaj urodzili się z dwóch sióstr i że obaj mieli w żyłach krew francuską, nie budziło najmniejszej wątpliwości. Jeśli jednak ojciec Summy’ego Skima był obywatelem anglosaskim, to ojciec Bena Rad- dle’a obywatelem amerykańskim, a na pewno istnieje różnica po- między Anglikami a Jankesami2, różnica nasilająca się z upływem 1 J. Verne napisał: Ben Braddle (przyp. red. fr.). 2 Jankes – pierwotnie określenie mieszkańca Nowej Anglii, w północno-wschodniej części Ameryki Północnej, następnie obywatela Unii, po wojnie secesyjnej rozsze- rzane stopniowo na wszystkich obywateli USA. ~ 22 ~ czasu. Choć Jonathan1 i John Bull2 są krewnymi, to w stopniu tak odległym, że nie ma on nawet nazwy, i wydaje się, że owo pokre- wieństwo w końcu zaniknie całkowicie. Należy zatem zauważyć, że ci dwaj kuzyni, bardzo zresztą siebie bliscy, którzy nie wyobrażali sobie, że w przyszłości może ich co- kolwiek rozdzielić, nie mieli ani tego samego gustu, ani tego samego charakteru. Ben Raddle, niższego wzrostu, o brązowych włosach i brodzie, dwa lata starszy od Skima, nie patrzył na świat pod tym samym kątem co on. Gdy pierwszy z nich poprzestawał na życiu ziemianina i doglądaniu zbiorów, drugiego pasjonowały przemysłowe i naukowe przemiany jego epoki. Ukończył studia inżynierskie i wziął już udział w kilku cudownych przedsięwzięciach, w które Amery- kanin stara się wnosić nowość koncepcji i śmiałość ich wdrażania w życie. Jednocześnie dążył do tego, aby zostać bogatym, bardzo bogatym, dzięki skorzystaniu z owych sposobności jakże nadzwy- czajnych, ale także ryzykownych, których nie brakuje w Ameryce Północnej, zwłaszcza związanych z wydobywaniem bogactw mine- ralnych ziemi. Bajeczne majątki Gouldów3, Astorów4, Vanderbild- tów5, Rockefellerów1 i wielu innych, którzy osiągnęli poziom mi- 1 Jonathan – właściwie Brother Jonathan (Brat Jonatan), uosobienie mieszkańca Nowej Anglii, także szerzej całych Stanów Zjednoczonych, pierwotnie określenie purytanów podczas rewolucji angielskiej w XVII wieku, których wielu osiedliło się w Amery- ce, w Nowej Anglii używane od końca XVIII wieku. 2 John Bull – postać stworzona w roku 1712 przez szkockiego pisarza Johna Arbuthno- ta, uosobienie Anglika, zwłaszcza porywczego, grubiańskiego i pewnego siebie, często przedstawianego w karykaturach jako potężnej budowy, gruby mężczyzna w sur- ducie i cylindrze. 3 Gouldowie – rodzina amerykańskich przedsiębiorców i finansistów, najważniejszy w niej był Jay Gould (1836-1892), słynący z bezwzględności magnat kolejowy i speku- lant, w XIX wieku jedna z najbogatszych rodzin w Stanach Zjednoczonych i Anglii. 4 Astorowie – rodzina amerykańskich bogaczy pochodzenia niemieckiego, potomkowie Johna Jacoba Astora (1763-1848), który wzbogacił się na handlu i nieruchomościach, pierwszego multimilionera w USA, w XIX wieku jedna z najbogatszych rodzin w Stanach Zjednoczonych i Anglii. 5 Vanderbiltowie – rodzina amerykańskich bogaczy pochodzenia holenderskiego, potomkowie Corneliusa Vanderbilta (1794-1877), który zbił fortunę na transporcie morskim i kolejowym, po śmierci zostawił majątek w wysokości ok. 100 mln dola- rów, w końcu XIX wieku najbogatsza rodzina w Stanach Zjednoczonych. ~ 23 ~ liarda dolarów, rozpalały jego głowę. Dlatego też, jeżeli Summy Skim nie podróżował wcale, nie licząc częstych wyjazdów do Green Valley, to Ben Raddle przemierzał Stany Zjednoczone, przepływał przez Atlan- tyk, odwiedził część Europy, lecz nigdy nie był w stanie namówić ku- zyna, żeby mu towarzyszył. Niedawno wrócił z dość długiej podróży zamorskiej i od powrotu do Montrealu czekał tylko na jakąś okazję, a raczej na jakieś wielkie przedsięwzięcie, w prowadzeniu którego mógłby pomagać. Summy Skim mógł się zatem obawiać, że jego ku- zyn da się wciągnąć w jakieś spekulacje, które budziły w nim zgrozę. Byłoby doprawdy dużą zgryzotą, gdyby Summy Skim i Ben Rad- dle musieli się rozstać, ponieważ kochali się jak dwaj bracia, i jeżeli Ben Raddle żałował, że Summy Skim nie chce włączyć się wraz z nim w jakieś przedsięwzięcie przemysłowe, to Summy Skim nie mniej żałował, że Ben Raddle nie ograniczał swoich ambicji do zwięk- szania zysków z posiadłości Green Valley, skoro zapewniała im nieza- leżność, a wraz z niezależnością – wolność. 1 Rockefellerowie – rodzina amerykańskich przedsiębiorców pochodzenia niemiec- kiego, uważana za najpotężniejszą rodzinę w historii Stanów Zjednoczonych; bra- cia John D. (1839-1937) i William (1841-1922) Rockefellerowie założyli Standard Oil Company, największą spółkę zajmującą się wydobyciem i przetwórstwem ropy naftowej. Rozdział II Dwaj kuzyni róciwszy do siebie, Summy Skim zabrał się do załatwiania spraw, W jakich wymagała śmierć pana Josiasa Lacoste’a, jak wysyłanie do przyjaciół rodziny wiadomości o zgonie i żałoba, którą należało za- cząć. Nie zapomniał również o zamówieniu obrzędów religijnych w swoim kościele. Owo nabożeństwo miało zostać odprawione za wieczny odpoczynek duszy zmarłego, ale dopiero wtedy, kiedy Ben Raddle wróci z podróży, powinien bowiem być na nim obecny. Natomiast o załatwieniu spraw osobistych jego wuja, przyjęciu po nim spadku, który zdawał się ograniczyć do własności claimu nad Forty Miles Creek, zamierzał poważnie porozmawiać z panem Snubbi- nem, kiedy tylko obaj kuzyni dojdą w tej sprawie do zgody. Notariusz podjął się jedynie wysłania do gubernatora Klondike w Dawson City depeszy powiadamiającej go, że spadkobiercy Josiasa Lacoste’a wkrót- ce poinformują, na jakich warunkach obejmą tę schedę, i pytającej, kiedy inwentaryzacja ustali, jaka była sytuacja finansowa ich wuja. Ben Raddle wrócił do Montrealu dopiero pięć dni później, rankiem dwudziestego pierwszego marca, po miesięcznym pobycie w Nowym Jorku. Badał tam z innymi inżynierami gigantyczny projekt przerzu- cenia nad Hudsonem1 mostu2 pomiędzy ową metropolią a New Jersey, uzupełniającego ten, który łączył Nowy Jork i Brooklyn3. 1 Hudson – rzeka w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, długość 507 km, płynie głównie w kierunku południowym, uchodzi do zatoki Upper New York Atlantyku, jej odcinek ujściowy stanowi granicę pomiędzy stanami New Jer- sey (brzeg prawy) i Nowy Jork (brzeg lewy), leży nad nią Nowy Jork. 2 George Washington Bridge, most wiszący nad rzeką Hudson, pomiędzy Manhatta- nem a Fort Lee w stanie Nowy Jork, ma długość 1450 m, w tym głównego przęsła 486 m; pierwszy jego projekt powstał w roku 1906, budowany w latach 1926-1931, most o największym ruchu samochodowym na świecie. 3 Chodzi o Brooklyn Bridge, most wiszący nad rzeką East River, pomiędzy Manhat- tanem a Brooklynem w Nowym Jorku, długość 1834 m, w tym głównego przęsła 1067 m, budowany w latach 1870-1883. ~ 25 ~ Łatwo pojąć, że prace nad takim przedsięwzięciem musiały rozpa- lać inżyniera. Ben Raddle włożył więc w nie całe swe serce, a nawet zgłosił gotowość zatrudnienia się w Spółce Mostu Hudsońskiego. Nie wydawało się jednak możliwe, żeby wkrótce przystąpiono do budowy mostu. Dużo o niej rozprawiano w gazetach, równie szeroko sporządzano plany na papierze. Zima jeszcze się nie skończyła i na tej szerokości geograficznej Stanów Zjednoczonych miała potrwać aż do połowy kwietnia. Kto wie, czy lato ujrzy rozpoczęcie prac. Dla- tego też Ben Raddle postanowił wrócić. Jego nieobecność dłużyła się bardzo Summy’emu Skimowi, a tak- że była dlań bardzo ciężka. Stale mocno żałował, że nie jest w stanie przekonać kuzyna do swoich poglądów, sprawić, aby zechciał po- dzielać jego życie bez trosk! A nawet owo wielkie przedsięwzięcie Hudson Bridge nie przestawało budzić w nim poważnych obaw. Jeżeli Ben Raddle weźmie w nim udział, na długo, może na całe lata, za- trzyma go to przecież w Nowym Jorku. A wówczas Summy Skim pozostanie sam w ich wspólnym domu, sam na farmie Green Val- ley! Ale na próżno próbowałby powstrzymać Bena Raddle’a. Cha- raktery obu kuzynów różniły się tak bardzo, że wpływ jednego na drugiego był niewielki. Zaraz po powrocie inżyniera kuzyn powiadomił go o śmierci ich wuja Josiasa Lacoste’a. Tylko dlatego nie poinformował go w Nowym Jorku listem lub depeszą, że każdego dnia nań czekał. Wieść ta szczerze zasmuciła Bena Raddle’a, wuj Lacoste pozo- stał jako jedyny z całej ich rodziny. Zaaprobował podjęte przez ku- zyna kroki dotyczące obrzędów pogrzebowych, a następnego dnia po przybyciu obaj wzięli udział w nabożeństwie odprawionym w ko- ściele parafialnym. Dopiero tego dnia Ben Raddle został poinformowany o interesach jego wuja. Dowiedział się wówczas, że Josias Lacoste zmarł w Daw- son City, jako jedyny swój majątek pozostawiając claim 129 nad Forty Miles Creek na terytorium Klondike. Ta ostatnia nazwa, bardzo wtedy sławna, musiała rozpalić instynk- ty inżyniera. Z pewnością o zostaniu spadkobiercą złotonośnej działki ~ 26 ~ Ben Raddle nie myślał równie obojętnie jak Summy Skim, i być może dostrzegł w tym interes, którego nie należało likwidować, ale prowadzić go dalej, zupełnie inaczej niż uważał jego kuzyn. Na razie jednak Ben Raddle nie chciał jeszcze nic mówić. Zgodnie ze swym zwyczajem dogłębnego badania spraw wolał się zastano- wić, zanim się wypowie. Okazało się zresztą, że dwadzieścia cztery godziny wystarczyły, aby rozważył zalety i wady sytuacji, gdyż na- stępnego dnia, jedząc śniadanie z Summym Skimem, który uznał go za wyjątkowo zamyślonego, powiedział: – A może porozmawiamy trochę o Klondike…? – Jeśli ma to być tylko trochę, drogi Benie, to porozmawiamy… – Trochę… chyba że okaże się dużo, Summy. – Powiedz, Benie, co masz do powiedzenia. – Notariusz nie przekazał ci praw własności do tego claimu 129…? – Nie – odparł Summy Skim – chociaż je otrzymał, ale nie sądzę, żeby należało się z nimi zapoznawać… – Dobrze cię w tym rozpoznaję, Summy – powiedział Ben Rad- dle. – Nie patrzę jednak na tę sprawę równie obojętnie, i moim zda- niem zasługuje ona na poważne rozważenie, dokładne przebadanie… Najpierw Summy Skim nie reagował wcale na to zagajenie, ale kiedy jego kuzyn nadal naciskał, powiedział: – Mój drogi Benie, wydaje mi się, że nasza sytuacja jest bardzo prosta… albo ten spadek ma pewną wartość i sprzedamy go z jak największym zyskiem dla nas, albo nie ma żadnej, co jest nieskoń- czenie bardziej prawdopodobne, gdyż nasz wuj nie był człowiekiem, który łatwo się bogacił, i my tego spadku nie przyjmiemy… – Rzeczywiście, będzie to mądre – oświadczył Ben Raddle – ale nie trzeba się śpieszyć… Z tymi placerami nigdy nic nie wiadomo… Uznaje się je za biedne, za wyczerpane, a jeden cios motyki może przynieść fortunę… – No cóż, drogi Benie, to właśnie powinni wiedzieć ludzie, któ- rzy tam pojechali i obecnie zajmują się wydobyciem słynnych złóż Klondike. Jeśli claim nad Forty Miles Creek jest coś wart, posta- ramy się uzyskać za niego najkorzystniejszą cenę… Ale powtarzam – Dobrze cię w tym rozpoznaję, Summy – powiedział Ben Raddle. ~ 27 ~ ci, należy się obawiać, że nasz wuj wplątał się w jakiś kiepski inte- res, czego skutki być może poniesiemy. W życiu żaden interes mu się nie udał i nie wyobrażam sobie, żeby ten świat opuścił w chwili, w której został milionerem… – To właśnie trzeba rozpoznać – powiedział Ben Raddle. – Za- jęcie poszukiwacza obfituje w tego rodzaju zaskoczenia. Są zawsze tuż przed odkryciem korzystnej żyły i przez słowo „żyła” nie rozu- miem przypadkowego drobiazgu, jak naczynie krwionośne, ale złoże złota pełne samorodków. Są wreszcie tacy poszukiwacze złota, którzy nie mają się na co uskarżać… – Tak – odparł Summy Skim – jeden na stu, i za cenę jakich sta- rań, jakich trudów, a można dodać: i jakich niedoli…! – Wreszcie – oświadczył Ben Raddle – nie zamierzam poprzestać na hipotezach, ale przed podjęciem decyzji przeprowadzić poważ- ne analizy… Summy Skim widział dobrze, do czego zmierzał jego kuzyn, i chociaż był zmartwiony, to nie mógł okazywać żadnego zasko- czenia. Przeszedł więc do znanego mu tematu i powiedział: – Mój przyjacielu, czy nie wystarcza spuścizna, którą zostawili nam rodzice…? Czy ojcowizna nie zapewnia nam niezależności i dostatku…? I mówię ci o tym, ponieważ widzę, że przywiązujesz do tej sprawy większe znaczenie aniżeli ja, na co moim zdaniem ona nie zasługuje, a kto wie, jakie zawody chowa dla nas w zanadrzu…? Posłuchaj, czy nie jesteśmy dostatecznie bogaci…? – Nigdy nie ma się dość, skoro można mieć więcej. – Jeżeli tylko nie ma się za wiele, Benie, jak to jest z niektórymi miliarderami, którzy mają tyle samo trosk co milionów i który dużo większy trud wkładają w ich zachowanie, niż włożyli w zdobywanie… – Akurat, akurat – odrzekł Ben Raddle. – Filozofia jest piękną rze- czą, ale nie należy z nią przesadzać i nie wmawiaj mi tego, czego nie powiedziałem. Nie oczekuję wcale znalezienia ton złota na claimie wuja Josiasa, ale powtarzam, że mądrze jest dowiedzieć się czegoś więcej. – Dowiemy się, to oczywiste, drogi Benie, i niechże Niebo sprawi, abyśmy po zdobyciu informacji nie znaleźli się w sytuacji kłopotliwej, ~ 28 ~ z którą przyjdzie się zmierzyć ze względu na szacunek dla naszej rodziny. Kto wie, czy tam, podczas eksploatacji tego claimu 129, koszty jego nabycia, wyposażenia, wydobywania nie przekroczyły za- sobów naszego wuja. W takim przypadku, jak zapewniłem mecena- sa Snubbina… – I dobrze zrobiłeś, Summy, pochwalam cię – odparł bez waha- nia Ben Raddle. – Dowiemy się tego, kiedy o całej sprawie zyska- my głębszą wiedzę. Nie jestem przeciwny posłuchaniu, co mówi się o złożach w Klondike. Przeczytałem wszystko, co zostało opubliko- wane na temat bogactw tych ziem, chociaż ich eksploatacja odbywa się od zaledwie dwóch lat. Po Australii, po Kalifornii, po Afryce Południowej można by nawet uwierzyć, że zostały już wyczerpane ostatnie placery naszego globu… I właśnie tutaj, w tej części Ame- ryki Północnej, na pograniczu Alaski i Dominium, przypadek pozwolił odkryć nowe… Wydaje się zresztą, że te północne regiony Amery- ki są pod tym względem uprzywilejowane… Pokłady złota istnieją nie tylko w Klondike, ale znaleziono je także w Ontario, w Michipico- ten, w Kolumbii Brytyjskiej1, gdzie działają takie kopalnie, jak War Eagle, Standard, Sullivan Group, Alhabarca, Fern, Syndicate2, Sans 1 Ontario – prowincja w południowo-wschodniej Kanadzie, najbardziej ludna i o naj- większym znaczeniu gospodarczym, pierwsze złoża złota odkryto w niej w roku 1866 pod osadą Eldorado, ok. 200 km na północny wschód od Toronto (kopalnia Richardson Mine); Michipicoten – mała rzeka (długość 81 km) w południowej czę- ści prowincji Ontario, ujście na wschodnim wybrzeżu Jeziora Górnego, także daw- na nazwa miasteczka Wawa, przy ujściu tej rzeki; w roku 1897 w pobliżu tej osady, nad jeziorem Wawa odkryto złoto, kopalnie działają tam nadal; Kolumbia Brytyjska – prowincja w zachodniej Kanadzie, nad Oceanem Spokojnym, pierwsze złoża złota odkryto tu w roku 1858 nad rzeką Fraser, co wywołało gorączkę złota i ma- sowy napływ poszukiwaczy, później odnaleziono inne złoża, np. w rejonie Cariboo. 2 War Eagle – kopalnia złota, miedzi i srebra w środkowej części stanu Idaho w USA, inna o tej nazwie działała we wschodniej Kalifornii, przy granicy ze stanem Utah; Standard – kopalnia złota i srebra w północno-zachodniej części stanu Nevada w USA, nad rzeką Humboldt, w hrabstwie Pershing; Sullivan Group – kopalnia cynku, srebra i złota w okolicach miastach Kimberley w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, złoża odkryto w roku 1892; Alhabarca – być może chodzi o kopalnię złota Alhambra w Kalifornii, ok. 100 km na północ- ny wschód od Sacramento, złoża odkryto tam w roku 1883; Fern – kopalnia złota Fern Hill w północno-wschodniej części Kalifornii, w okręgu New Pine Creek, Fern ~ 29 ~ Poel1, Cariboo2, Deer Trail3, Georgie Reed4 i tyle innych, których akcje osiągają coraz wyższą wartość, nie wspominając o kopalniach srebra, miedzi, manganu, żelaza i węgla…! Ale jeżeli chodzi o Klon- dike, to pomyśl, Summy, o powierzchni tego obszaru złotonośnego…! Dwieście pięćdziesiąt lig5 długości na około czterdzieści szeroko- ści, a nie mówię wcale o złożach Alaski, tylko o znajdujących się na ziemiach Dominium…! Czyż nie jest to ogromny obszar do odkrywa- nia… Największy może, jaki rozpoznano na powierzchni Ziemi…! I kto wie, czy kiedyś płody tego regionu nie będą liczone nie w milio- nach, ale w miliardach…! Ben Raddle mógłby długo o tym rozprawiać, a Summy Skim wi- dział dobrze, że zna temat dogłębnie. Poprzestał więc na powiedzeniu: – No, Benie, wyraźnie widać, że masz gorączkę… – Jak to… mam gorączkę… – Tak, gorączkę złota, jak ma tylu innych, i nie leczy jej się siar- czanem chininy6, gdyż nie zdarzają się w niej przerwy7. Gold Mine działała także w Alasce w zagłębiu Willow Creek, ale została otwarta dopiero w roku 1917; Syndicate – człon Syndicate (syndykat – luźne porozumienie niezależnych przedsiębiorstw) występuje w nazwach wielu spółek zajmujących się wydobywaniem złota. 1 Sans Poel – inna nazwa małej rzeki Sanpoils w północno-zachodniej części stanu Waszyngton w USA, złoża nad nią odkryto w roku 1898. 2 Cariboo – pasmo górskie w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej, część Coloumbia Mountains, w roku 1858 odkryto w nim złoto, co w 1861 wywo- łało gorączkę złota. 3 Deer Trail – w hrabstwie Stevens w północno-zachodniej części stanu Waszyngton w USA działała na początku XX wieku spółka Deer Trail Consolidated Mining Company, zajmująca się m.in. od roku 1894 wydobyciem złota ze złóż nad Deer Trail. 4 Georgie Reed – być może chodzi o stan Georgia w USA, gdzie w roku 1829 wybu- chła gorączka złota, lub o Karolinę Północną, gdzie w roku 1799 Conrad Reed od- krył złoto, co Verne połączył w jedno. 5 Liga – dawna francuska miara odległości, dystans pokonywany przez pieszego w ciągu godziny, po przyjęciu systemu metrycznego przyjęto, że wynosi 4 km. 6 Siarczan chininy (Chininum sulfuricum) – najstarsza przetworzona forma chininy stosowana w leczeniu malarii, zawiera ok. 73 chininy, ma właściwości przeciw- gorączkowe. 7 Aluzja do francuskiego terminu fièvre intermittente (gorączka z przerwami), innej nazwy malarii, w której występują regularnie okresy nasilania się objawów, np. co trzy lub cztery dni, stąd nazwy odmian malarii: trzeciaczka, czwartaczka. ~ 30 ~ – Możesz być spokojny, drogi Summy – odparł ze śmiechem Ben Raddle – mój puls nie bije szybciej niż zwykle… Nie chciałbym cię narażać na kontakt z kimś gorączkującym… – Och nie…! Jestem zaszczepiony – odciął się tym samym to- nem Summy Skim – i nie mam się czego obawiać. Z troską patrzę jednak, jak rozpala ciebie… – Drogi przyjacielu, nie chodzi wcale o rozpalanie się, ale po pro- stu o zbadanie sprawy i jeśli się tylko da, o zarobienie na niej. Mó- wisz, że nasz wuj nie miał nigdy szczęścia w swoich spekulacjach… Naprawdę w to wierzę i jest bardzo prawdopodobne, że claim nad Forty Miles Creek przyniósłby mu więcej błota niż samorodków… To niewykluczone… ale może nie miał on środków niezbędnych do prowadzenia na nim prac… może działał bez doświadczenia i me- tody, jak uczyniłby to… – Inżynier, czyż nie, Benie…? – Inżynier na pewno… – Na przykład… ty…? – Ja… z pewnością – odpowiedział Ben Raddle. – W każdym razie teraz nie ma o tym mowy… Zanim spróbujemy pozbyć się claimu, którego własność przypadła nam drogą dziedziczenia, do- brze byłoby, przyznasz pewnie, zwrócić się do Klondike o przysłanie dalszych informacji… – Rzeczywiście jest to rozsądne – przyznał Summy Skim – cho- ciaż nie mam najmniejszych złudzeń co do wartości tego sto dwa- dzieścia dziewięć… – Dowiemy się tego po otrzymaniu informacji – odparł Ben Rad- dle. – Równie możliwe jest to, że masz rację, jak i to, że się mylisz. Na zakończenie powiem, że pójdziemy do kancelarii mecenasa Snub- bina, zobowiążemy go do podjęcia wszystkich kroków, żeby otrzymał z Dawson City informacje listem, a raczej telegramem, a kiedy bę- dziemy wiedzieli, czego się spodziewać na podstawie wartości claimu, zobaczymy, co powinniśmy zrobić. Na tym rozmowa się zakończyła i tak naprawdę Summy Skim nie mógł się sprzeciwić propozycjom swojego kuzyna. Nic bardziej natu- ~ 31 ~ ralnego niż zdobyć dane przed podjęciem decyzji. Summy Skim nie miał też żadnych wątpliwości, że Ben Raddle był człowiekiem po- ważnym, rozumnym i praktycznym. Pomimo to był przygnębiony, martwił się, widząc, z jak rozpalonym umysłem jego kuzyn wyob- raża sobie przyszłość, z jaką zachłannością rzucił się na łup, tak nie- bacznie spełniający jego ambicje. I czy uda mu się go powstrzymać? Na pewno Summy Skim nie rozdzieli się z Benem Raddle’em. W tej sprawie ich interesy pozostaną wspólne! Nie przestawał wierzyć, że zostanie ona szybko załatwiona, i pragnął, aby informacje, o jakie zwrócą się do Dawson City, okazały się takiego rodzaju, że trzeba będzie coś na ich podstawie zrobić. Na jakiż wszakże pomysł, na jakiż zły pomysł wpadł wujek Josias, żeby w poszukiwaniu mająt- ku udać się do Klondike, gdzie być może znalazł tylko nędzę, a już na pewno śmierć! Po południu Ben Raddle udał się do kancelarii notariusza, gdzie zapoznał się z dokumentami przysłanymi z Dawson City. Dokumenty te ustaliły ostatecznie sytuację prawną claimu 129, będącego własnością zmarłego właśnie pana Josiasa Lacoste’a. Dział- ka ta znajdowała się na prawym brzegu Forty Miles Creek w okręgu Klondike. Owa rzeczka ma ujście na lewym brzegu wielkiej rzeki Jukon, która przepływa przez całą Alaskę, przeciąwszy wcześniej za- chodnie obszary Dominium. Jej wody, angielskie w górnym biegu, w dolnym stają się amerykańskie, odkąd tę rozległą krainę Alaski Rosjanie przekazali Stanom Zjednoczonym1. Plan umożliwił dokładne poznanie położenia claimu 129. Znaj- dował się (…)2 kilometry od Fort Cudahy3, osady założonej przez Hudson’s Bay Company1 na lewym brzegu Jukonu. 1 Alaska należała do Rosji od roku 1725, ale pozostawała prawie niezasiedlona (miała najwyżej 400 mieszkańców), dlatego potrzebując po wojnie krymskiej pieniędzy, w roku 1859 Rosja zaproponowała jej sprzedaż Stanom Zjednoczonym, do trans- akcji doszło w 1867 za sumę 7,2 mln dolarów. 2 Pozostawione puste (przyp. red. fr.). 3 Fort Cudahy – placówka handlowa nad Jukonem, 1 km na północ od ujścia Forty Mile Creek, założona w roku 1893 przez North American Trading and Transporta- tion Company, porzucona po kilku latach. ~ 32 ~ Podczas tej rozmowy mecenas Snubbin bez najmniejszego tru- du pojął, że inżynier zapatruje się na tę sprawę zupełnie inaczej niż drugi spadkobierca. Ben Raddle przeglądał dokumenty wskazujące na prawo własności z ogromną starannością. Nie mógł oderwać wzro- ku od rozłożonej przed nim mapy o wielkiej skali, która obejmowała okręg Klondike i sąsiednią część Alaski. W myślach podążał nur- tem Forty Miles Creek, który przecina sto czterdziesty południk, wybrany jako linia rozdziału tych dwóch krajów2. Zatrzymał się tam, niedaleko owej granicy, dokładnie w miejscu, gdzie pokazano po- łożenie kamieni milowych claimu Josiasa Lacoste’a. Policzył inne działki ustanowione na dwóch brzegach creek3, którego źródło ukry- wał jeden z obszarów złotonośnych Alaski. Dlaczego nie miałby być równie uprzywilejowany jak rzeka Klondike, jej dopływ Bonanza4 czy dopływy jej dopływów, jak Victoria5, Eldorado6 i inne strumie- nie, tak wtedy płodne w znaleziska ogromnie poszukiwane przez górników! Pożerał wzrokiem ten cudowny kraj, którego sieć hydro- graficzna toczy obficie ów metal szlachetny, którego wartość według cen z Dawson City wynosi dwa miliony trzysta czterdzieści dwa tysiące franków za tonę… A kiedy mecenas Snubbin zobaczył go tak pogrążonego w my- ślach, że nie wymawiał już ani słowa, uznał za konieczne powie- dzieć mu: 1 Hudson’s Bay Company (Kompania Zatoki Hudsona) – korporacja handlowa zało- żona w roku 1670 dla handlu futrami zwierząt, jej statut zatwierdzony przez króla Anglii Karola II dawał spółce monopol na handel na całym terytorium kanadyj- skich posiadłości Wielkiej Brytanii, od roku 1821 zajmowała się także wydobyciem surowców mineralnych, jej znaczenie upadło po roku 1870, działa nadal. 2 W istocie granica pomiędzy Kanadą a USA (stan Alaska) biegnie wzdłuż 141 stopnia szerokości geograficznej. 3 Creek (ang.) – potok, strumień, rzeczka, zwłaszcza okresowo wysychająca. 4 Bonanza – lewy dopływ rzeki Klondike, ostatni przed jej ujściem do Jukonu; długość 32 km, płynie na północ, ujście 2,5 km na południe od Dawson City, przed odkry- ciem złota nosił nazwę Rabbit Creek, główne miejsce wydobywania złota. 5 Victoria Gulch – lewy dopływ Bonanza Creek, w górnym biegu miejsce wydoby- wania złota. 6 Eldorado Creek – największy lewy dopływ Bonanza Creek, leżały nad nim najbo- gatsze działki poszukiwaczy złota. ~ 33 ~ – Panie Raddle, mogę zapytać, czy ma pan zamiar zatrzymać pla- cer zmarłego Josiasa Lacoste’a i prowadzić tam wydobycie? – Być może – odpowiedział Ben Raddle. – Przecież pan Skim… – Summy nie zdecydował jeszcze, a ja również wyrażę swoje zdanie dopiero w chwili, gdy sprawdzę, czy informacje te są ścisłe… i dopóki sam nie zobaczę… – Rozważa więc pan odbycie długiej podróży do Klondike? – za- pytał pan Snubbin, kręcąc głową. – Czemu nie? I cokolwiek mógłby sądzić Summy Skim, sprawa ta, moim zdaniem, warta jest takiego trudu… zostanie rozstrzygnięta dopiero w Dawson City… Czyż w celu sprzedaży tego claimu, oce- nienia jego wartości, nie powinno się, zgodzi się pan chyba ze mną, mecenasie Snubbin, złożyć na nim wizytę… – Czy to rzeczywiście konieczne? – zauważył mecenas Snubbin. – Jest to nieodzowne – zapewnił go Ben Raddle. – A poza tym nie wystarczy chcieć sprzedać działkę, trzeba jeszcze znaleźć jej na- bywcę. – Jeżeli tylko o to chodzi, panie Raddle – odpowiedział nota- riusz – to może pan uniknąć trudów podobnej podróży… – A to dlaczego…? – Proszę, oto depesza, którą otrzymałem godzinę temu, i właśnie zamierzałem ją wysłać do pana, kiedy uczynił mi pan zaszczyt, przy- chodząc do mojej kancelarii. Mówiąc to, pan Snubbin wręczył Benowi Raddle’owi telegram opatrzony datą osiem dni wcześniejszą, który po zaniesieniu z Dawson City do Vancouver przybył do Montrealu drutami przecinającymi Do- minium. Wysłał ją pewien amerykański syndykat posiadający już w Klon- dike osiem claimów, na których pracami wydobywczymi kierował kapitan Healy1 z Anglo-American Transport and Trading Co (Chi- cago i Dawson) 1. 1 John Healy (1840-1908) – amerykański przedsiębiorca; w roku 1869 założył punkt sprzedaży whisky w Forcie Whoop-Up w Albercie w Kanadzie, potem szeryf, redak- ~ 34 ~ Syndykat ten złożył stanowczą ofertę kupna claimu 129 nad Forty Miles Creek za pięć tysięcy dolarów, które zostaną wysłane do Mont- realu po otrzymaniu telegramu wyrażającego zgodę. Ben Raddle wziął depeszę i przeczytał ją z równie wielką uwa- gą, jaką włożył w zapoznanie się z tytułami własności. – Oto właśnie, panie Raddle – zauważył notariusz – co pozwoli panu uniknąć podróży… – No nie wiem – odpowiedział inżynier. – Czy oferowana cena jest wystarczająca…? Pięć tysięcy dolarów za claim w Klondike…! – Na ten temat nie mogę panu nic powiedzieć… – Widzi pan, mecenasie Snubbin, skoro ten syndykat oferuje za sto dwadzieścia dziewięć pięć tysięcy dolarów, to jest on wart dzie- sięć razy więcej, a może i sto razy, jeśliby tylko zechcieć nadal prowa- dzić na nim wydobycie… – Ta cena wydaje się wskazywać, że pana wujowi wydobycie się nie udało, panie Raddle. Należy się więc dowiedzieć, czy zamiast za- bierać się do tego rodzaju ryzykownych interesów, nie byłoby lepiej oszczędzić sobie zmartwień i wziąć te pięć tysięcy dolarów… – Jestem innego zdania, mecenasie Snubbin. – Właśnie widzę, ale może takiego będzie pan Summy Skim…? – Nie, kiedy dowie się o tej depeszy. Przedstawię mu moje ro- zumowanie, a jest zbyt inteligentny, żeby go nie zrozumieć… Po- tem, kiedy przekonam go o konieczności odbycia tej podróży, zde- cyduje się mi towarzyszyć… – On…?! – zawołał mecenas Snubbin. – Człowiek najbardziej za- dowolony z życia, najbardziej niezależny z wszystkich, jakich notariusz napotkał kiedykolwiek podczas wykonywania swojego zawodu… tor gazety i przedsiębiorca w Montanie, handlarz w Dyea na Alasce, w roku 1892 jeden z założycieli spółki North American Trading and Transportation Company. 1 Anglo-American Transportation and Trading Co (Chicago-Dawson) (właśc. North American Trading and Transportation Company) – spółka założona w Chicago w roku 1892 przez Johna Healy’ego, Portusa Weary’ego oraz braci Johna i Michaela Cu- dahy, miała się zajmować nie wydobyciem złota, ale przewozem poszukiwaczy i do- starczaniem im żywności i towarów, była m.in. armatorem kilku statków, w roku 1911 kupiona przez Merchant’s Yukon Line. ~ 35 ~ – Tak, ten zadowolony… ten niezależny, którego zadowolenie i nie- zależność zamierzam podwoić. Czym wszak ryzykujemy, skoro zaw- sze będziemy mogli przyjąć cenę proponowaną przez ten syndykat…? – Nieważne, panie Raddle, i trzeba przyznać, że ma pan dar wy- sławiania się. – Nie, jedynie dar rozumowania. Proszę mi dać tę depeszę, me- cenasie Snubbin. Pokażę ją Summy’emu, i ten dzień nie skończy się bez podjęcia decyzji… – Zgodnej z pańskim pragnieniem…? – Zgodnej, panie Snubbin, i która będzie musiała jak najszyb- ciej zostać wprowadzona w życie. Jak widać, było to stanowcze zapewnienie i cokolwiek notariusz mógłby pomyśleć, Ben Raddle ani trochę nie wątpił, że przekona Summy’ego Skima do planu odbycia tej podróży. Po opuszczeniu kancelarii najkrótszą drogą wrócił do domu przy ulicy Jacques’a Cartiera i od razu wszedł do pokoju swojego kuzyna. – No jak – zapytał ten – widziałeś się z mecenasem Snubbinem? Czy jest coś nowego…? – Tak, jest coś nowego, Summy, a także mam nowiny… – Dobre…? – Doskonałe. – Czy zapoznałeś się z dokumentami własności…? – Naturalnie, są jak należy. Będąc spadkobiercami wuja, jeste- śmy właścicielami claimu nad Forty Miles Creek. – Jakże znacznie powiększy nasz majątek! – odpowiedział ze śmiechem Summy Skim. – To prawdopodobne – przyznał inżynier – i bez wątpienia bar- dziej, aniżeli myślisz… – Ach! A czego to z tych nowin dowiedziałeś się naprawdę no- wego, żeby tak mówić…? – Tego po prostu, co mówi depesza, która dziś rano przyszła do kan- celarii mecenasa Snubbina i która zawiera ofertę zakupu claimu 129. I Summy Skim dowiedział się, na czym polegała propozycja złożo- na przez Anglo-American Transportation and Trading Company. ~ 36 ~ – Jest wspaniała – odparł – i nie ma co się zastanawiać. Sprze- dajmy nasz claim tej uczynnej spółce, i to jak najszybciej… – Czemu mielibyśmy oddać za pięć tysięcy dolarów to, co na pewno jest warte dużo więcej…? – zapytał Ben Raddle. – Jednakże, drogi Benie… – No cóż, twój drogi Ben odpowie ci, że tak się nie załatwia in- teresów i że nie ma nic lepszego od obejrzenia ich na własne oczy… – Ty ciągle swoje…? – Bardziej niż kiedykolwiek! Pomyśl tylko, Summy, jeśli złoży- li nam propozycję zakupu, to dlatego, że znają wartość claimu, i że owa wartość jest nieskończenie większa… Wzdłuż rios1 i w górach Klondike są przecież inne placery. – Skąd to wiesz…? – Wiem, Summy, a jeśli spółka, która już je ma, chce zakupić właśnie działkę sto dwadzieścia dziewięć, to dlatego, że ma nie pięć tysięcy powodów, aby zaoferować pięć tysięcy dolarów, ale dziesięć tysięcy, ale sto tysięcy… – Naprawdę, Ben, bawisz się liczbami… – Przecież liczby to życie, mój drogi, i przekonuję się, że za ma- ło liczysz… – Matematyka, Benie, zupełnie mnie nie pociąga… – Tu wcale nie chodzi o matematykę, Summy! Uwierz mi, roz- mawiam z tobą bardzo poważnie i po dogłębnym przemyśleniu… Być może zawahałbym się przed wyjazdem do Dawson City, ale po przysłaniu tej depeszy postanowiłem, że odpowiedzi na nią udzielę osobiście. – Co…?! Chcesz pojechać do Klondike…? – To niezbędne… – I bez uzyskania dalszych informacji…? – Chcę je otrzymać na miejscu. – I zamierzasz znowu zostawić mnie samego…? – Nie… będziesz mi towarzyszył… 1 Rios (ang.) – strumienie, z hiszp. rio, rzeka, w USA i Kanadzie określenie rzek, zwłasz- cza mniejszych, potoków. ~ 37 ~ – Ja…? – Ty! – Nigdy! – Tak, ponieważ ten interes dotyczy nas obu… – Udzielę ci wszelkich pełnomocnictw. – Nie… zabieram cię… – Ależ chodzi o podróż długości dwóch tysięcy lig… – Dołóżmy jeszcze pięćset… – I która potrwa? – Tyle, ile powinna potrwać… jeśli zamiast sprzedaży naszego claimu bardziej opłacalne okaże się dla nas pracować na nim… – Jak to… pracować…?! – zawołał Summy Skim. – Przecież wtedy… zajmie to cały rok… – Dwa, jeśli będzie to konieczne! – Dwa lata! dwa lata! – powtarzał Summy Skim. – Czy trzeba się tym przejmować – o
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Klondike. Część 1
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: