Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00113 007203 15345091 na godz. na dobę w sumie
Kłopotliwy spadek - ebook/pdf
Kłopotliwy spadek - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 221
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8749-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Natasza Ames nie musi zarabiać; dzięki zapobiegliwości krewnych jest niezależna finansowo. Mimo to pracuje w jednej z londyńskich galerii sztuki, aby poszerzać wiedzę zdobytą na studiach. Jest zdumiona, że Tip Travers, starszy pan z Teksasu, którego kiedyś uchroniła przed wypadkiem, uczynił ją swoją spadkobierczynią. Jedzie do Dallas, aby poznać szczegóły testamentu. Okazuje się, że odziedziczyła ogromny majątek do spółki z Jayem Traversem, wnukiem nieżyjącego Tipa. Ten przystojny i arogancki mężczyzna traktuje ją z jawną pogardą. Uważa bowiem, że Natasza sprzedała się jego dziadkowi za pieniądze

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Penny JORDAN KŁOPOTLIWY SPADEK Tłumaczyła Anna Pietraszewska Tytuł oryginału: Fight for Love Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon limited, 1987 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska-Wardęcka Korekta: Dominik Osuch ã 1987 by Penny Jordan ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i serii Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzez˙one. Wydawnictwo Arlekin – Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by BLACK PRINT CPI IBERICA, S.L. ISBN 978-83-238-8749-2 Gwiazdy Romansu 4(94) ROZDZIAŁ PIERWSZY List przyszedł w połowie czerwca. Wyjęła go ze skrzynki pewnego wyjątkowo nieprzy- jemnego, deszczowego poranka. Spostrzegłszy amerykański stempel, pomyślała z rozmarze- niem o upalnym lecie na południu Stanów. Teksas – słowo to bez wątpienia rozbudzało wyobraźnię. Przywodziło tez˙ na myśl liczne miłe skojarzenia, tyle z˙e Natasza nie miała z˙adnych jankeskich znajomych. Skąd więc ta korespondencja? Zmarszczyła brwi, usiłując wygrzebać z pamięci jakąś wskazówkę. Zaraz... w zeszłym roku poznała przeciez˙ Amerykanina z krwi i kości. Uśmiechnęła się bezwiednie na wspomnienie napotkanego na 6 Kłopotliwy spadek ulicy starszego pana. Uparty i nieco szorstki w obejściu uosabiał klasycznego apodyktycz- nego ranczera z wyobraz˙eń miłośników oper mydlanych. Uratowała go od bliskiego spot- kania z kołami londyńskiej taksówki, pusz- czając mimo uszu stek nad wyraz obrazo- wych wyzwisk, którymi obrzucił kierowcę. Starała się nie zwracać uwagi na jego kuriozal- ny strój, choć trzeba powiedzieć, z˙e ze- stawienie stetsona z eleganckim garniturem w prąz˙ki dotkliwie godziło w jej zmysł estetyczny. Okazało się, z˙e pan Travers jest w drodze na spotkanie w interesach i nie bardzo wie, jak dotrzeć na miejsce. Natasza wskazała mu więc drogę do hotelu Connaught i wyciągnęła rękę na poz˙egnanie. Nim odeszła, uległa usil- nym prośbom i podała mu swoje nazwisko i adres. Uznała, z˙e nic jej nie grozi. Na oko miał jakieś siedemdziesiąt pięć lat. Zdziwiła się, gdy jakiś czas później zadzwo- nił i zaproponował, by zjedli razem kolację. Prawdopodobnie nie poszłaby na spotkanie, gdyby nie interwencja szefa. Adam – dyrektor cenionej galerii sztuki przy Bond Street – po- stanowił wtrącić swoje trzy grosze i stanowczo Penny JORDAN 7 odradził jej kontynuowanie znajomości z leci- wym Teksańczykiem. Przyjęła zaproszenie z czystej przekory, któ- rą odziedziczyła prawdopodobnie po rosyjskiej protoplastce. Widać w jej z˙yłach wciąz˙ płynęła domieszka gorącej słowiańskiej krwi, choć naj- bliz˙si krewni od wielu pokoleń uchodzili za typową, flegmatyczną rodzinę farmerów z Che- shire. Odłoz˙yła kopertę na stół i wyjrzała na ze- wnątrz. W taką szarugę z okien jej mieszkania rozciągał się nieszczególnie zachęcający widok na dachy i anteny telewizyjne. W pochmurne dni tęskniła za błękitem nieba i zielenią pól rodzin- nych stron. Chętnie zamieniłaby z˙ycie w hałaś- liwej, dusznej, klaustrofobicznej metropolii na ciszę, spokój i swobodną przestrzeń prowincji. Wychowała się na farmie, którą rodzina ojca gospodarowała od kilkudziesięciu lat. Niestety po tragicznej śmierci rodziców w karambolu drogowym ziemię trzeba było sprzedać. Nata- sza miała wówczas zaledwie szesnaście lat. Była za młoda, z˙eby prowadzić samodzielnie rozległe gospodarstwo. Nie dysponowała takz˙e odpowiednią wiedzą, by rozwijać hodowlę no- wej rasy bydła, niegdyś największą pasję taty. 8 Kłopotliwy spadek Mimo to, nawet teraz po upływie dziewięciu lat często nawiedzała ją nostalgia, a serce krwa- wiło jej, ilekroć przejez˙dz˙ała obok starannie wypielęgnowanych pastwisk. Kochała wieś i wiedziała, z˙e choćby przyszło jej osiedlić się na stałe w Londynie, nigdy nie zamieni się w prawdziwego mieszczucha, w głębi duszy na zawsze pozostanie przywiązaną do natury córką farmera. Westchnęła, wyobraz˙ając sobie, co by na to powiedział Adam. Prawdopodobnie doznałby szoku, gdyby powierzyła mu swoje myśli. Zwłaszcza z˙e sam zaliczał się do światowców i zwolenników miejskiego stylu z˙ycia. Wie- działa, z˙e chętnie zacieśniłby ich przyjacielskie relacje. Od dawna czekał jedynie na odpowied- nią zachętę z jej strony. Większość jej przyjaciółek uznałaby go za dobrą partię. Istotnie byłby z niego idealny materiał na męz˙a. Był niezalez˙ny finansowo i dobrze sytuowany. Miał miłą powierzchow- ność i ładny dom w Chelsea, mówiło się takz˙e o tym, z˙e w ciągu najbliz˙szych pięciu lat zasią- dzie w radzie nadzorczej galerii, którą obecnie kierował. Dlaczego więc wciąz˙ trzymała go na dystans? Pasowaliby do siebie pod względem Penny JORDAN 9 wieku, aparycji... i zapewne niczego więcej, pomyślała trzeźwo. Czuła, z˙e nie zrozumiałby jej głębokiej potrzeby obcowania z przyrodą. Moz˙e dlatego, z˙e nie pasowała do męskich wyobraz˙eń o dziewczynie ze wsi. Innymi sło- wy, nie wyglądała jak prowincjuszka. Była wysoka, smukła i miała burzę ciemno- rudych loków, które zazwyczaj opadały jej luźno na ramiona; związywała je w szykowny kok tylko przed wyjściem do pracy. Jej lekko skośne, złotawobrązowe oczy przypominały nieco oczy rysia, a delikatnych regularnych rysów pozazdrościłaby jej niejedna modelka. Kiedyś sugerowano nawet, z˙eby spróbowała swoich sił na wybiegu, ale pochłaniało ją wtedy zupełnie co innego. Była na śmierć zakochana pierwszą młodzieńczą miłością. Uśmiechnęła się mimo woli na wspomnienie minionych bez- troskich czasów. Niestety, obiekt jej wes- tchnień, krzepki chłopak o imieniu Rob, nie przejawiał najmniejszego zainteresowania jej osobą. Zresztą, nim zauroczenie Robem wygas- ło, została sierotą i wyjechała do Londynu, by zamieszkać z wujostwem, którzy zgodzili się ją przygarnąć. Ciocia i wujek niedawno przenieśli się do 10 Kłopotliwy spadek Hiszpanii. Od tamtej pory była na świecie zupełnie sama. Czemu zatem nie związała się jeszcze z Ada- mem? Byłby dobrym męz˙em i ojcem, a prze- ciez˙ zawsze chciała mieć rodzinę i dzieci... To pewnie dlatego, z˙e nie musiałaby się zanadto wysilać, z˙eby go zdobyć. A ona lubiła wy- zwania. Sięgnęła z powrotem po kopertę. List musiał być od Tipa Travesa. Tylko po co stary jankes miałby do niej pisać? Nalegał tak długo, z˙e zrezygnowała z plano- wanego wyjazdu do Hiszpanii i zgodziła się zostać jego przewodnikiem po Londynie. Poka- zała mu najciekawsze widoki i o dziwo z cza- sem go polubiła, to jest, kiedy juz˙ przywykła do jego despotycznego sposobu bycia. Na koniec kategorycznie odmówiła, gdy zaproponował, z˙e zapłaci za czas, który mu poświęciła. Po tygodniu, kiedy pobyt Tipa w Anglii dobiegał końca, doskonale się rozumieli i da- rzyli nawzajem ogromnym szacunkiem. Ona opowiedziała mu o śmierci rodziców i o tym, z˙e marzy jej się powrót do korzeni. On z kolei mówił wiele o swoim rozległym ranczu w po- bliz˙u Rio Grande i o tym, z˙e znaleziono na nim Penny JORDAN 11 złoz˙a ropy, które na długie lata poróz˙niły jego dzieci. Wsłuchując się w opowieści nowego znajo- mego, Natasza zrozumiała, z˙e staruszek podob- nie jak ona uwielbia wieś. Obydwaj jego syno- wie niestety juz˙ nie z˙yli, a oczyszczalnia ropy przeszła w obce ręce. Gospodarstwem zarzą- dzał obecnie wnuk Traversa. Zauwaz˙yła, z˙e gdy wspominał o rodzinie, na jego twarzy pojawiał się ból. Zapewne wciąz˙ zmagali się z nierozwiązanymi konfliktami. Nie z˙ałowała, z˙e zmieniła dla niego plany i zrezygnowała z wyjazdu do Hiszpanii, tylko po to, z˙eby oprowadzić go po mieście. Nie sądziła jednak, z˙e potem jeszcze kiedykolwiek się z nią skontaktuje. W końcu był nieskorym do sentymentów teksańskim twardzielem. Rozdarła kopertę i zaczęła czytać. Niemal natychmiast zadrz˙ała jej ręka, a słowa roz- mazały się przed oczami. Zdumiona spojrzała ponownie na tekst. List nie był od Traversa, lecz od jego prawników. Informowali ją, z˙e staruszek zapisał jej coś w spadku. Miała lecieć do Teksasu i wziąć udział w odczytaniu testamentu. Wstrząśnięta i zasmucona opadła cięz˙ko na 12 Kłopotliwy spadek krzesło. Nie przyjmowała do wiadomości, z˙e Tipa nie ma juz˙ wśród z˙ywych. Wydawał się taki z˙wawy i energiczny, mimo problemów z ser- cem... W chwili słabości zwierzył jej się, z˙e na razie nie wybiera się na tamten świat, bo ma zbyt wiele niedokończonych spraw do załatwienia... – Ten mój niemoz˙liwy wnuk... – zaczął, po czym pokręcił głową i urwał. Domyśliła się, z˙e między męz˙czyznami trwa jakiś spór. Nie była głupia. Zdąz˙yła się zorien- tować, z˙e stary Travers jest wyjątkowo trudny we współz˙yciu. Miał własne zdanie na kaz˙dy temat. Często wygłaszał surowe i bezkom- promisowe sądy, ale to zapewne dlatego, z˙e jego z˙ycie nie było usłane róz˙ami. Zdarzało się, z˙e musiał walczyć o utrzymanie ojcowizny dosłownie gołymi rękoma. Ludziom jego pokroju z pewnością wypada okazać odrobinę wyrozumiałości, choć obco- wanie z Tipem na co dzień nie mogło być łatwe. Wzdrygnęła się bezwiednie na wspomnienie tego, jak okropnie traktował pracowników ob- sługi hotelu. Amerykanie lubią głosić szumne hasła egalitaryzmu, ale rzeczywistość pokazu- je, z˙e ci bogatsi, uzbrojeni we władzę i przywi- leje, dzielą bliźnich na równych i równiejszych. Penny JORDAN 13 Tak czy inaczej, starszy pan przypadł jej do serca. Przypominał jej dziadka, który zmarł, gdy miała sześć lat. Obydwaj byli silnymi ludźmi, odpornymi na przeciwności losu. Smutna wiadomość wprawiła ją w przy- gnębienie. Dzień wydał jej się nagle jeszcze bardziej szary niz˙ przedtem. Popatrzyła tępym wzrokiem na papier, który wciąz˙ trzymała w rę- ku. Teksas... Wciąz˙ nie mogła uwierzyć, z˙e Travers uwzględnił ją w testamencie. Czemu miałby cokolwiek jej zostawić? Nie był prze- ciez˙ szczególnie uczuciowy... Po tym, jak uratowała go przed wtarg- nięciem na jezdnię, starał się wcisnąć jej w rękę pieniądze. Dopiero kiedy usłyszał zdecydowa- ne ,,nie, dziękuję’’, dał za wygraną i zmierzył ją zaintrygowanym spojrzeniem. Później przyszło jej do głowy, z˙e celowo udawał osłabienie, z˙eby zgodziła się od- prowadzić go do hotelu. Tym bardziej z˙e pod- czas kolejnych spotkań nie sprawiał wraz˙enia człowieka zmagającego się z jakimikolwiek przypadłościami. Właściwie nie wiedziała, jak to się stało, z˙e została jego przewodniczką. Najwyraźniej miał ogromny dar przekonywania. Wyznał jej, z˙e nie 14 Kłopotliwy spadek znosi podróz˙ować w pojedynkę i z˙e czuje się bardzo osamotniony. Sądził, z˙e przyjedzie z nim wnuk, ale jakieś pilne sprawy zatrzymały go na ranczu. Prawdopodobnie właśnie ten argument prze- mówił do niej najbardziej. Nie potrafiła mu odmówić, bo sama równiez˙ była samotna i nie umiała przejść obojętnie obok nikogo, kto cier- piał z tego samego powodu. Mimo wszystko w najśmielszych snach nie przyszłoby jej do głowy, z˙e Tip zechciałby ją czymś obdarować. Tego rodzaju gesty nie lez˙ały w jego charakterze. Dziwne... bardzo dziwne... I co to mogło być, na Boga? Pie- niądze? Zmarszczyła brwi i dotknęła ręką czoła. Miała wyjątkowo jasną karnację, której słońce wyraźnie nie słuz˙yło. Gdy wyjez˙dz˙ała za grani- cę, nie rozstawała się z szerokim kapeluszem i wydawała fortunę na kremy z filtrem. Naturalnie wcale nie musi lecieć do Sta- nów... Dla pewności zajrzała ponownie do listu. A jednak... Jeśli nie stawi się osobiście we wskazanym terminie, nie otrzyma spadku... Hm... dość dziwaczny zapis, pomyślała zdu- miona. Tip zapewnił jej nawet środki na sfinan- Penny JORDAN 15 sowanie podróz˙y. Tylko po co? Wiedział, z˙e jej sytuacja materialna jest dość komfortowa. Wy- znała mu to otwarcie podczas jednej ze szcze- rych rozmów. Odepchnęła od siebie bolesną myśl. Nie rodziców miała ochoty wspominać śmierci i utraty rodzinnego domu. W kaz˙dym razie, jeśli poleci do Teksasu, to na własny koszt. Nie, nie moz˙e przeciez˙ le- cieć... Postanowiła juz˙, z˙e spędzi część urlopu w Europie z wujostwem. Nie widziała się z ni- mi prawie rok. Pozostałe dwa tygodnie obiecała zarezerwować dla Adama, który chciał zabrać ją jachtem znajomych na wycieczkę po Grecji. Moz˙e jednak powinna spełnić prośbę Tipa? Nie zaszkodzi chyba przychylić się do ostatniej woli zmarłego? A moz˙e zwyczajnie próbuje znaleźć pretekst, z˙eby opóźnić decyzję w kwes- tii ewentualnego związku z szefem? Wolałaby uniknąć jakichkolwiek deklaracji. Nie była na nie jeszcze gotowa. Prawdę mówiąc, z˙ałowała, z˙e przystała na propozycję wspólnego wyjazdu. Zaskoczył ją w chwili słabości... Zgodziła się z oporami, choć czuła, z˙e ulega delikatnej presji. Teraz miała idealny pretekst, z˙eby się wycofać. 16 Kłopotliwy spadek Była przekonana, z˙e to zrządzenie losu, które daje jej okazję, z˙eby w taktowny sposób uchylić się od niechcianych zobowiązań. Serce i rozum podpowiadały jej, z˙e Adam nie jest tym jedynym. Jez˙eli pojedzie do Stanów, nie będzie musia- ła wręczać mu wymówienia. Lubiła swoją pra- cę, choć wiedziała, z˙e zajmuje posadę poniz˙ej swoich kwalifikacji. Po studiach odbyła dodat- kowe kursy we Włoszech. Wydawało jej się, z˙e zapewni jej to przepustkę do świata sztuki, ale w Londynie było całe mnóstwo takich młodych dziewczyn jak ona, dobrze wykształconych, lecz piastujących niskie stanowiska. Co tu duz˙o mówić, gdyby nie znakomita prezencja, Adam nigdy by jej nie zatrudnił, pomimo rozległej wiedzy, którą się legitymo- wała. Z tego, co pamiętała, w Cheshire sytuacja była dokładnie odwrotna, co nie znaczy, z˙e lepsza. Kobiety ceniono przede wszystkim za to, z˙e potrafiły z poświęceniem wspierać męz˙ów, a ich wygląd zupełnie nikogo nie ob- chodził. Miały przede wszystkim dostosowy- wać się do męskiego trybu z˙ycia, nie wolno im było myśleć o własnych potrzebach. Na in- dywidualistki, które pragnęły realizować oso- biste ambicje, patrzono krzywym okiem. Penny JORDAN 17 Podniosła się gwałtownie i zaczęła krąz˙yć nerwowo po ciasnym mieszkaniu. Nie mogła sobie znaleźć miejsca. Co wprawiło ją w tak wielki niepokój? Czy to opowieści Tipa o roz- ległych pastwiskach i dziewiczych krajobra- zach zrobiły na niej tak wielkie wraz˙enie? Mimo z˙e jej wiedza o Teksasie była raczej powierzchowna, nie wiedzieć czemu ten region wzbudzał w niej niesamowite emocje – emocje, których nie była w stanie zrozumieć. Dawno temu nauczyła się powściągać swoją odrobinę nieokiełzaną naturę, lecz nigdy tak naprawdę do końca jej nie obłaskawiła. W mie- ście czuła się jak ptak w klatce i nieustannie pragnęła wyrwać się na wolność. Czyz˙by sądzi- ła, z˙e w Teksasie odnajdzie wymarzoną swobo- dę? Niby czemu właśnie tam? Ludzie są wszę- dzie tacy sami. Przekonała się o tym, jez˙dz˙ąc po świecie. Mają podobne nadzieje, lęki i troski. Ale, tak czy siak, pojedzie do Stanów. Adam nie mógł wyjść ze zdumienia, kiedy powiedziała mu o swojej decyzji podczas lun- chu, który zjedli w niewielkiej, ale za to bardzo modnej restauracji przy Bond Street. – Nie mówisz powaz˙nie! – zawołał, nie 18 Kłopotliwy spadek kryjąc dezaprobaty. – Po co tłuc się taki szmat drogi? – Muszę jechać – odparła spokojnie. – W przeciwnym razie nigdy się nie dowiem, co mi zapisał. – Naprawdę uwaz˙asz, z˙e warto? – Skrzywił się sceptycznie. – Nie sądzisz chyba, z˙e czeka tam na ciebie Bóg wie jaka fortuna. Wiesz, jacy są ci Teksańczycy. Najwaz˙niejsza jest dla nich rodzina... Uzmysłowiła sobie, z˙e nigdy nie zostaną parą i posłała mu chłodny uśmiech. Właśnie pogrzebał ostatecznie swoje szanse. Naprawdę niewiele o niej wie, jeśli sądzi, z˙e powoduje nią zwykła pazerność, a skoro tak, z pewnością nie jest męz˙czyzną dla niej. Naturalnie zachowała tę refleksję dla siebie i dalej prowadziła uprzejmą rozmowę. Dopiero kiedy zbierali się do wyjścia, wróciła do tematu i oznajmiła dobitnie, z˙e nie zmieni zdania. – Cóz˙, w takim razie nie pozostaje ci nic innego jak odejść z galerii – oświadczył u- raz˙onym tonem. – Nie dam rady robić wszyst- kiego sam. Na szczęście mnóstwo kobiet w tym mieście szuka pracy... Penny JORDAN 19 Zabrzmiało to jak groźba i oboje o tym wiedzieli. – Przykro mi, ale mimo to pojadę – poinfor- mowała spokojnie. Nie dała po sobie poznać, jak bardzo jest zdegustowana. – Jez˙eli, jak twierdzisz, nie moz˙esz dać mi teraz urlopu, trudno. Najlepiej będzie, jeśli sama złoz˙ę wy- mówienie. Spojrzał na nią kompletnie oniemiały, a ona poczuła ogromną falę ulgi i oz˙ywienia. Nie zdawała sobie sprawy z tego, z˙e praca powoli staje się dla niej przykrym obowiązkiem. Uświadomiła to sobie dopiero po dwóch dłu- gich latach. – Pewnie masz nadzieję, z˙e dzięki spadkowi nie będziesz musiała pracować – zadrwił Adam. – Nie liczyłbym na to na twoim miejscu. A moz˙e masz całkiem inne plany? Wydaje ci się, z˙e złowisz na męz˙a prawdziwego mi- lionera? Owszem, jesteś ładna, ale nie wy- trzymasz konkurencji z tamtejszymi kobietami. Poza tym ceny ropy nie są juz˙ tak wyśrubowane jak niegdyś, więc męz˙czyźni często z˙enią się tam dla pieniędzy. Natasza zdołała nie okazać złości, choć wie- le ją to kosztowało. Nie miała najmniejszej 20 Kłopotliwy spadek ochoty wdawać się z nim w z˙adne sprzeczki. Nie było sensu polemizować ze złośliwymi uwagami. Niech sobie myśli, co chce... Tak, pragnęła mieć męz˙a, dom i dzieci, ale z pewnością nie upadła jeszcze tak nisko, z˙eby sprzedać się w zamian za perspektywę załoz˙e- nia rodziny. Jez˙eli kiedykolwiek wyjdzie za mąz˙, to tylko za kogoś, kogo będzie szanować i kogo będzie mogła nazwać najbliz˙szym przy- jacielem. Nie wyobraz˙ała sobie związku z męz˙- czyzną, który lekcewaz˙y jej opinie i nie ma dla niej ani odrobiny powaz˙ania. Szacunek? Powaz˙anie? Uniosła wargi w nie- wesołym uśmiechu. A co z miłością? Czyz˙by w wieku dwudziestu pięciu lat przestała wierzyć w ulotne mrzonki? Widziała, jak jej znajomi zakochiwali się i odkochiwali w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Niektórzy nawet rozwodzili się po to, z˙eby zmienić partnera, jakby ślub nie miał dla nich najmniejszego znaczenia... Nigdy ich nie rozumiała. Pewnie była staroświecka. Dla niej małz˙eństwo oznaczało zobowiązanie na całe z˙ycie. Nie zadowoliłaby się jedynie marną namiastką szczęścia. Po co się wiązać bez prawdziwego zaangaz˙owania? Penny JORDAN 21 Odkąd podjęła decyzję o wyjeździe, zaczęła postrzegać wyprawę do Teksasu jako okazję do wielkiej przygody. Po części przyczyniło się do tego niezadowolenie wujostwa, którzy nie szczędzili jej słów krytyki. Ciotka skarz˙yła się przez telefon, z˙e zupełnie jej nie rozumie. A przeciez˙ kiedyś była z niej taka ,,rozsądna i praktyczna dziewczyna’’. W tym cały problem. Tak bardzo starała się zadowolić innych, z˙e nawet nie zauwaz˙yła, kiedy po drodze zatraciła cząstkę samej siebie. Nie miała ochoty spełniać dłuz˙ej oczekiwań otoczenia ani udawać kogoś, kim nie jest. Nie- nawidziła rutyny i monotonii. Uwielbiała podej- mować ryzyko i z˙yć pełnią z˙ycia. Lubiła Tipa i oczywiście opłakiwała jego śmierć, niemniej przygotowania do podróz˙y sprawiały jej ogromną frajdę. Nic nie było w stanie popsuć radosnego nastroju, z którym obnosiła się od kilku dni. Adam oznajmił jej wprost, z˙e zachowuje się jak dziecko. – Czego ty się właściwie spodziewasz? – za- pytał ostro. Najwyraźniej postanowił podjąć ostatnią rozpaczliwą próbę zatrzymania jej w Londynie. – Wydaje ci się, z˙e znajdziesz tam 22 Kłopotliwy spadek romantyczną miłość? Z˙e w Teksie roi się od zabójczo przystojnych, małomównych kow- bojów, którzy tylko czekają, z˙eby poprowadzić cię do ołtarza? Nie była az˙ tak naiwna, lecz wizja, którą podsunął jej szef wydawała się nad wyraz pociągająca. Utwierdziła ją w przekonaniu, z˙e powinna jechać, choć, prawdę mówiąc, nie była pewna, czemu tak się przy tym upiera. Ze względu na pamięć Tipa? Z pewnością, ale nie chodziło wyłącznie o niego. Specjalnie na tę okazję sprawiła sobie nawet całkiem nową garderobę. Pod wpływem impul- su otworzyła szafę i zlustrowawszy jej zawar- tość, uznała, z˙e jedwabne sukienki i eleganckie kostiumy kompletnie nie nadają się do noszenia na ranczu w Teksasie. Potrzebowała co naj- mniej kilku par dz˙insów. Nie była pewna, jak długo zostanie w Sta- nach. W liście napisano, z˙e zapis jest obwaro- wany pewnymi warunkami, o których zostanie poinformowana na miejscu. Zaniepokoiło ją to, lecz po namyśle doszła do wniosku, z˙e nie ma się czego obawiać. Jeśli nie spodoba jej się to, co usłyszy, zwyczajnie zrzeknie się spadku. Kupiła bilet w obie strony i zarezerwowała Penny JORDAN 23 pokój w hotelu w Dallas. Sprawdziła takz˙e waz˙ność prawa jazdy i zamówiła nową kartę kredytową. Ziemie Traversów lez˙ały na pust- kowiu, z dala od miasta, zamierzała więc wy- nająć samochód i dotrzeć do celu na własną rękę. Nie chciała być od nikogo zalez˙na. Zastanawiała się, w czyje ręce przejdzie gospodarstwo Tipa. Pewnie interesy przejmie jego wnuk... Ten, który mimo nalegań dziadka, nie chce się ustatkować. – Został mi juz˙ tylko on – zwierzył jej się pewnego razu staruszek. – Skaranie boskie z tym chłopakiem. Od lat namawiam go, z˙eby się wreszcie oz˙enił, a ten dalej swoje. Ugania się za spódniczkami i gwiz˙dz˙e sobie na moje prośby, niewdzięcznik. – Tip nie krył, z˙e młod- szy Travers znakomicie radzi sobie z kobie- tami, gołym okiem widać było, z˙e jest z niego dumny, choć naturalnie wolałby, z˙eby Jay znalazł z˙onę i jak najszybciej zajął się płodze- niem potomstwa. Wprawdzie nie miał przy sobie z˙adnych zdjęć, niemniej z samego opisu wynikało, z˙e wnuczek jest ulepiony dokładnie z tej samej gliny, co senior rodu. Natasza przypuszczała, z˙e jeśli się kiedykolwiek spotkają, raczej go nie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kłopotliwy spadek
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: