Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00058 007103 14658564 na godz. na dobę w sumie
Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 2(8)/2012 - ebook/pdf
Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 2(8)/2012 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 57
Wydawca: C. H. Beck Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> prawo i podatki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-5%), audiobook).

Wydawnictwo C.H. Beck Sp. z o.o. we współpracy ze Stowarzyszeniem Sędziów Polskich „Iustitia” prezentuje Kwartalnik „IUSTITIA”. Periodyk ten jest pismem sędziów. Nie oznacza to, że jest adresowany tylko do sędziów i redagowany tylko przez sędziów, ale przedstawia treści istotne dla wszystkich prawników, a także innych pracowników wymiaru sprawiedliwości.

Kwartalnik „Iustitia” stanowi forum dyskusyjne umożliwiające wymianę poglądów na temat sądownictwa, ambicją osób je współtworzących jest nawiązanie do chlubnych przedwojennych tradycji piśmienniczych. W każdym numerze znaleźć można część naukowo-literacką. Zamieszczamy różne formy publikacji dotyczące wszystkich dziedzin prawa, w tym cywilnego, karnego i administracyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień ustrojowych, co zapewnia dostęp do najświeższych informacji, rzetelnej wiedzy oraz aktualnych orzeczeń, stanowiąc praktyczne i pomocne narzędzie w codziennej pracy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

IUSTITIA Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 2(8)/2012 Rocznik 3, strony 57–112 Czas na autentyczny dialog ministerstwa z sędziami – rozmowa z Ministrem Sprawiedliwości Jarosławem Gowinem Środki ochrony prawa do osobistego korzystania z wartości środowiska naturalnego – ujęcie cywilnoprawne Jan Turek Wszczęcie postępowania przeciwko osobie jako moment przerwania biegu terminu przedawnienia karalności Arkadiusz Ludwiczek Rada Programowa: SSA Rafał Dzyr, prezes SN prof. Tadeusz Ereciński, SSN Jacek Gudowski, SSA Dariusz Kala, prof. Czesław Martysz, prof. Andrzej Marek, prof. Herbert Szurgacz, prof. Andrzej Śmieja, SSN prof. Kazimierz Zawada ISSN 1640-8365 cena 19 zł w tym 5 VAT www.kwartalnikiustitia.pl 2/2012 IUSTITIA Spis treści 57 Edytorial . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 58 Krystian Markiewicz Pamięci Prezesa SN Stanisława Rudnickiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59 Paweł Suski Mowa prezesowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 61 Maciej Strączyński Temat numeru Czas na autentyczny dialog ministerstwa z sędziami z Ministrem Sprawiedliwości Jarosławem Gowinem rozmawiają Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 Prawo cywilne Środki ochrony prawa do osobistego korzystania z wartości środowiska naturalnego – ujęcie cywilnoprawne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 68 Jan Turek Praktyczne aspekty wydawania przez sąd europejskiego nakazu zapłaty . . . . . . . . . . . . . . . . 76 Agata Harast Wpływ stosunku podnajmu na obowiązek zwrotu lokalu użytkowego i roszczenia związane z bezumownym korzystaniem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 84 Tomasz Szanciło Prawo karne Wszczęcie postępowania przeciwko osobie jako moment przerwania biegu terminu przedawnienia karalności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Arkadiusz Ludwiczek Prawo ustrojowe Czy minister sprawiedliwości może likwidować sądy? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 101 Marek Przysucha Przegląd wydarzeń Sprawy bieżące . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Bartłomiej Przymusiński Wieści ze świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 107 Łukasz Piebiak Konferencje i szkolenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 Dariusz Drajewicz Varia Pacta servanda sunt! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 112 Maciej Jońca Rada Programowa SSA Rafał Dzyr prezes SN prof. Tadeusz Ereciński SSN Jacek Gudowski SSA Dariusz Kala prof. Czesław Martysz prof. Andrzej Marek prof. Herbert Szurgacz prof. Andrzej Śmieja SSN prof. Kazimierz Zawada Kolegium Redakcyjne SSR Edyta Bronowicka SSR Dariusz Drajewicz SSA Janusz Kaspryszyn SSR Aleksandra Marek-Ossowska SSR Bartłomiej Przymusiński SSR Tomasz Zawiślak Redakcja Redaktor Naczelny: SSR Krystian Markiewicz Redaktor Prowadząca: Izabela Politowska 58 Edytorial Szanowni Czytelnicy, IUSTITIA 2/2012 W ostatnim numerze wyrażałem pewne obawy w związku z pracami ministerialnymi dotyczącymi sądownictwa. Na chwilę obecną brak przełomowych decyzji władzy wykonawczej, brak również oceny dotychczasowych reform dokonanej przez Trybunał Konstytucyjny. Sprawa zainicjowana przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (dotycząca zamrożenia płac – sprawa K 1/12), a popierana przez SSP „Iustitia”, czeka w kolejce. Problem czasu rozpoznania nie dotyczy, jak widać, tylko sądów powszechnych. Z kolei postępowanie z wniosku Krajowej Rady Sądownictwa dotyczące kwestii podstawowej, mianowicie konstytucyjności zmiany ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (sprawa K 8/12), po ponad pół roku zostało umorzone (sic!). Warto zapoznać się z motywami decyzji. Szczęśliwie mankamenty, eufemistycznie rzecz ujmując, „wielkiej reformy” PrUSP, dostrzega Minister Sprawiedliwości. Negatywne skutki wprowadzonych zmian już są widoczne albo będą niebawem. Prowadzi to, zdaniem Ministra, do koniecz- nej nowelizacji, która w pewnej mierze będzie oczekiwanym wycofaniem się z uprzednio dokonanych zmian. Szereg innych zagadnień zostało poruszonych w wywiadzie z ministrem Jarosławem Gowinem. Warta odnotowania jest konstatacja Ministra, że do tej pory ministerstwo nie miało żadnej strategicznej wizji sądownictwa. Zachęcam do lektury pozostałych tekstów. Wakacyjny numer nie powinien przypominać kryminału i raczej zawierać lżejsze treści. Zwracam Państwa uwagę na sprawozdania z podróży D. Drajewicza, które mogą stanowić zachętę do małej zmiany planów urlopowych. Wszystko dostępne na naszej stronie internetowej. Przedstawiamy kolejny tekst M. Jońcy pozwalający na poznanie tajników związanych z naszym zawodem. W coraz szerszym wymiarze publikacje w pełnych wersjach są dostępne w wersji elektronicznej. Poza stroną Kwartalnika, warto zajrzeć na nową stronę internetową Stowarzyszenia: www.iustitia.pl. Stanowią one dopełnienie i zawierają możliwe szeroki wachlarz informacji związanych z wymiarem sprawiedliwości, Stowa- rzyszeniem i Kwartalnikiem. Szereg tekstów w Kwartalniku, a także jedna z publikacji książkowych z serii „Biblioteka Iustitia”, dotyczy postępowania cywilnego. Kwestie ustrojowe z procesowymi, co widać po cytowanym wyżej orzeczeniu Trybunału, tworzą „system naczyń połączonych”. W świecie procesualistów faktem powszechnie znanym jest, że jeśli coś się w nim zmienia na dobre, to na pewno przy istotnym udziale Profesora Feliksa Zedlera. Księga pamiątkowa wręczona z okazji Jubileuszu 70-lecia urodzin Profesora o znaczącym tytule „Proces cywilny. Nauka–Kodyfi kacja–Praktyka” wiele wyjaśnia jeśli chodzi o działalność Profesora. Skła- dając najlepsze życzenia Jubilatowi, wyrażamy nadzieję na dalszą współpracę z sędziami w tworzeniu nowych regulacji, które będą jak najbardziej użyteczne dla praktyków. (cid:132) Krystian Markiewicz Redaktor Naczelny „IUSTITIA” Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” ul. Płocka 5a, 01-231 Warszawa tel.: (22) 535 88 31, faks: (22) 535 88 32 e-mail: biuro@iustitia.pl www.iustitia.pl Redakcja: Redaktor Naczelny: Krystian Markiewicz Redaktor Prowadząca: Izabela Politowska Stali współpracownicy: Łukasz Piebiak Adres Wydawcy i redakcji: Wydawnictwo C.H. Beck ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa tel.: (22) 33 77 600, fax: (22) 33 77 602 e-mail: kwartalnikiustitia@beck.pl www.kwartalnikiustitia.pl Skład i łamanie: DTP Service www.dtpservice.pl ISSN: 1640-8365 Artykuły: Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania zmian redak- cyjnych w nadesłanych opracowaniach. Materiałów nieza- mówionych Redakcja nie zwraca. Z chwilą przekazania tekstu Redakcji Autor przenosi prawa autorskie do publikacji utworu w kwartalniku oraz jego rozpowszechniania na innych polach eksploatacji, jak: Internet, publikacje Wydawnictwa C.H. Beck, chyba że inaczej uzgodniono w odrębnej umowie. Prawem au- torskim chronione jest również wprowadzanie treści materiałów do banków danych oraz przenoszenie tych treści na nośniki dźwięku i obrazu. Warunki prenumeraty: wpłaty na prenumeratę przyjmowane są za pomocą polecenia przelewu bankowego na rachunek Wydawcy: Wydawnictwo C. H. Beck ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa Nr konta: 52 1240 6247 1111 0000 4973 5420 Cena prenumeraty (4 numery) wynosi: 59 zł (w tym 5 VAT) – doliczając koszty przesyłki Ceny ogłoszeń Czarno-białe: cała strona – 6000 zł, ½ strony – 3400 zł Kolorowe: IV str. okł. – 13 000 II lub III str. okł. – 11 000 Insert: 0,90 zł sztuka Powyższe ceny nie zawierają VAT i dotyczą reklam gotowych. Płatność przelewem po otrzymaniu faktury VAT i egzemplarza okazowego. Na IV stronę przyjmowane są wyłącznie ogło- szenia całostronicowe. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamiesz- czonych ogłoszeń. W sprawie ogłoszeń należy kontaktować się z Działem Reklamy – Monika Kosmólska, tel.: (22) 33 77 441, fax: (22) 33 77 601 reklama@beck.pl Nakład: 3500 egz. Cena: 19 zł/egz. (w tym 5 VAT) 2/2012 IUSTITIA Pamięci prezesa SN Stanisława Rudnickiego 59 Pamięci Stanisława Rudnickiego Prezesa Sądu Najwyższego Dnia 15.2.2012 r. cywilistyka polska poniosła dotkliwą stratę, zmarł Stanisław Rudnicki, sędzia Sądu Najwyższego, wybitny autor publikacji prawniczych. Stanisław Rudnicki urodził się 20.11.1926 r. w Piastowie koło Warszawy. Uczęszczał do gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie, w czasie okupacji kontynuował naukę na tajnych kompletach. Brał udział w konspiracji, m.in. jako dowódca drużyny do zadań specjalnych (dywersja) w VII Obwodzie Armii Krajowej. Za tę działalność został odznaczony Medalem Zwycięstwa i Wolności, Krzyżem Partyzanckim oraz londyńskim Krzyżem Armii Krajowej, który bardzo cenił. Po wojnie zdał egzamin maturalny w Liceum Ogólnokształcącym w Biel- sku, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim i odbył apli- kację sądową w okręgu Sądu Okręgowego w Cieszynie. W 1951 r. został powołany na stanowisko sędziego Sądu Powiatowego dla m. Katowice w Katowicach, a w 1953 r. objął stanowisko sędziego Sądu Wo- jewódzkiego w Katowicach. W 1963 r. Stanisław Rudnicki został delegowany do Sądu Najwyższego, gdzie wykonywał obowiązki sędziego oraz czynności w Biurze Orzecznictwa. W 1964 r. został sędzią Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy. Lata 1965–1970 to okres delegacji do Ministerstwa Spra- wiedliwości, gdzie był starszym radcą w Departamencie Ustawodawczym, a następnie naczelnikiem Wydziału Prawa Cywilnego i Adwokatury. Po zakończeniu delegacji orzekał w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie, a w 1972 r. wybrany został sędzią Sądu Najwyższego. Orzekając w Sądzie Najwyższym Stanisław Rudnicki był sprawozdawcą wielu ważnych i precedensowych orzeczeń, których uzasadnienia, zawierające jasne, a jednocześnie pogłębione jurydycznie wywody, do dzisiaj są wzorem do naśladowania. i k s w o d u G . J . t o f Na przełomie września i października 1980 r. powstała przy Sądzie Najwyższym organizacja zakładowa NSZZ „Solidar- ność”. Jej współzałożycielem, a później przewodniczącym, został Stanisław Rudnicki. Od początku działalność organizacji spotkała się z wrogim nastawieniem i szykanami ówczesnego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Te działania odniosły jednak odwrotny od zamierzonego skutek, skonsolidowały organizację i zachęciły do dalszych działań. Wspomnieć należy, że w ramach komisji zakładowej opracowano m.in. założenia nowej ustawy o Sądzie Najwyższym, których istotą było usunięcie wszystkich przepisów ograniczających niezależność sądu, niezawisłość i nieusuwalność sędziów. Założenia te były podstawą nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym w 1989 r. W listopadzie 1981 r. Stanisław Rudnicki był kandydatem NSZZ „Solidarność” w wyborach na prezesa Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy, który miał być przedstawiony Ministrowi Sprawiedliwości. Po raz pierwszy kandydatów zgłaszano swo- bodnie, a głosowanie było tajne. Przy niemal stuprocentowej frekwencji sędzia S. Rudnicki otrzymał największą liczbę głosów, pozostawiając pozostałych kandydatów daleko w tyle. Minister Sprawiedliwości przedstawił jednak przewodniczącemu Rady Państwa kandydaturę członka partii, który otrzymał nominację na prezesa tego Sądu. Z dniem wprowadzenia stanu wojennego sędziemu Stanisławowi Rudnickiemu zakazano wstępu do Sądu Najwyższego, a Pierwszy Prezes tego Sądu wystąpił z wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska sędziego motywując to tym, że „obywatel Stanisław Rudnicki utożsamia się nadal z kontrrewolucyjną działalnością większej części kierownictwa NSZZ Solidarność” i „nie daje rękojmi należytego wykonywania obowiązków sędziego Sądu Najwyższego”. Uchwałą Rady Państwa z 16.1.1982 r. Stanisław Rudnicki został odwołany ze stanowiska sędziego Sądu Najwyższego. Przez rok nie mógł znaleźć pracy, działał wtedy społecznie w pracach Komitetu Prymasowskiego przy Kościele św. Marcina w Warszawie, współpracował też z organizato- rami zagranicznej akcji pomocy dla rodzin represjonowanych. W 1983 r. uzyskał wpis na listę adwokatów Izby Adwokackiej w Radomiu i zaczął praktykę w zespole adwokackim w Grójcu. 60 Pamięci prezesa SN Stanisława Rudnickiego IUSTITIA 2/2012 W wyniku przemian demokratycznych końca lat 80. Prezydent RP postanowieniem z 4.6.1990 r. powołał Stanisława Rudnickiego ponownie na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego i jednocześnie powołał go na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego, powierzając mu kierowanie pracami Izby Cywilnej. W wyniku nowych, przeprowadzonych przez Krajową Radę Sądownictwa, wyborów w ówczesnym składzie Izby Cywilnej ponad połowę składu stanowili sędziowie będący dotychczas sędziami sądów niższych instancji i profesorami prawa. Jednak dzięki autorytetowi, wiedzy, ogromnej kulturze osobistej, życzliwości i poczuciu humoru Prezesa Rudnickiego współpraca między sędziami przebiegała harmonijnie, a z czasem ukształtowała się w Izbie przyjacielska atmosfera. Kontynuowaną do dzisiaj praktyką jest, zapoczątkowane wówczas, odbywanie comiesięcznych zebrań izbowych, na których sędziowie Sądu Najwyższego i zaproszeni przedstawiciele doktryny omawiają bieżące problemy wynikające z orzecznictwa. Za aprobatą i przy żywym zainteresowaniu Prezesa Rudnickiego zaczęto w 1993 r. prowadzenie bazy komputerowej, do której wpisywane są tezy wszystkich orzeczeń wydawanych w Izbie. Należy również przypomnieć, że Prezes S. Rudnicki był też przewodniczącym corocznych konferencji organizowanych przez Sąd Najwyższy i Europejską Akademię Prawa (ERA) w Trewirze. Dzięki niemu nawiązano też współpracę pomiędzy polskim Sądem Najwyższym i niemieckim Sądem Federalnym. Za wybitne zasługi na tym polu został udekorowany w 1996 r. Wielkim Krzyżem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Od maja do września 1995 r., w związku z urlopem Adama Strzembosza, Stanisław Rudnicki pełnił obowiązki Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Wniósł wówczas rewizję nadzwyczajną, w wyniku której SN uchylił wyrok skazujący na karę śmierci płk. Ryszarda Kuklińskiego. Przejście w stan spoczynku z dniem 20.11.1996 r. nie oznaczało zaprzestania działalności przez Stanisława Rudnickiego. Był członkiem Komisji Kodyfi kacyjnej Prawa Cywilnego (1996–2006) oraz przewodniczącym Komitetu Redakcyjnego „Orzecz- nictwa Sądów Polskich” i członkiem Rady Programowej „Monitora Prawniczego”. Stanisław Rudnicki był autorem ponad dwustu publikacji prawniczych – komentarzy do ustaw, monografi i, artykułów, recenzji, glos i komentarzy do orzeczeń SN. Nie sposób wymienić choćby części tytułów, zwrócić jednak należy uwagę na, mające fundamentalne znaczenie dla praktyki i teorii prawa, komentarze do ustawy o księgach wieczystych i hipotece oraz do księgi pierwszej i drugiej Kodeksu cywilnego oraz pionierską w polskim prawie monografi ę dotyczącą zagadnień cywilistycznych prawa do grobu. Jego zainteresowania nie ograniczały się do problematyki prawa rzeczowego, jest też autorem publikacji dotyczących m.in. problematyki dóbr osobistych, zabezpieczenia wierzytelności, prawa rodzinnego, postępowania cywilnego oraz ustroju sądów. Osobne miejsce zajmują artykuły w języku niemieckim, publikowane w niemieckich czasopismach i pracach zbiorowych oraz komentarze do wyroków Trybunału Federalnego RFN (BGH) publikowane w „Monitorze Prawniczym”. Wyrazem szczególnego uznania i szacunku dla Stanisława Rudnickiego było opracowanie przez sędziów Sądu Najwyższego i pracowników nauki księgi pamiątkowej „Ars et usus”, którą wręczono na uroczystości w dniu 23.5.2005 r. Stanisław Rudnicki był wybitnym prawnikiem, niepodważalnym autorytetem z zakresu prawa, a jednocześnie skromnym i prawym człowiekiem. Jego śmierć zasmuciła przyjaciół, przedstawicieli sądownictwa, adwokatury oraz nauki, którzy licznie uczestniczyli w nabożeństwie żałobnym i ostatniej drodze zmarłego na cmentarz w Starej Miłosnej. (cid:132) Paweł Suski 2/2012 IUSTITIA Mowa prezesowa 61 Parkinson, Peter i… ja Sędziowie mają ostatnio sporo powodów, aby narzekać, że są źle traktowani przez inne władze, lekceważeni, że ob- niża się ich rangę. Należałoby się zastanowić, czy sami nie przykładamy ręki do tego dzieła. W jakim zakresie sędziowie sami podcinają gałąź, na której siedzą, i w jakim zakresie sami sobie wzajemnie zatruwają życie. I po przemyśleniu trzeba dojść do wniosku, że nie mamy się czym chwalić. Wyjść można od ostatniej wielkiej zmiany PrUSP, prze- forsowanej wbrew woli wszystkich środowisk prawniczych. Powstawała ona w zaciszu Ministerstwa Sprawiedliwości na przełomie lat 2008 i 2009, w tajemnicy przed sędziami. Na czele zespołu stał wiceminister, sędzia WSA. Kierował pisa- niem projektu z błogim przeświadczeniem, że jego samego zmiany nie dotkną, bo nie jest sędzią sądu powszechnego. Gdy odszedł z resortu do NSA, jego miejsce zajął inny prawnik z ty- tułem sędziowskim, sędzia sądu powszechnego. Został jednak szybko powołany na sędziego WSA, przy czym nie ukrywał, że zmiany PrUSP dzięki temu będzie promował „bezstronnie”, nie będąc sędzią sądu powszechnego. Było to przyznaniem wprost, że jest to ustawa skierowana przeciwko sędziom sądów powszechnych. Ale przecież ten projekt ustawy pisali, niestety, sędziowie. Politycy, gdy krytykowaliśmy ustawę w Sejmie, odpowiadali: – Przecież to wy, sędziowie, sami te przepisy proponujecie! – Sędziowie? – Tak! Z waszego ministerstwa! Kluczowe jest tu słowo: ministerstwo. Owszem, z mini- sterstwa, ale czy z „naszego”? Ilość sędziów oddelegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości idzie w setki. Jednak łatwo zauważyć, że sędziów tych można podzielić na dwie kategorie, oczywiście z pewną „grupą przejściową”. Jedni to prawdziwi sędziowie. Drudzy to sędziourzędnicy z tytułami sędziowskimi. Prawdziwy sędzia nie przestaje być sędzią nawet w mini- sterstwie, chociaż zgodnie z ostatnimi poglądami konstytu- cjonalistów, które znalazły odzwierciedlenie w ustawie, prze- staje orzekać. Ma sędziowski sposób myślenia. Wie, że jego praca ma służyć wymiarowi sprawiedliwości, czyli sądom, a nie ministerstwu. Toteż pełni służbę w taki sposób, aby był z niej pożytek dla sądów. Gdy ma za zadanie opracować nowe przepisy – pisze je tak, aby usprawnić sądy. Gdy współ- pracuje z sądami – pamięta o zasadach niezawisłości oraz potrzebach i możliwościach sądów. A przede wszystkim ma na uwadze, że kiedyś do sądu wróci i wszystko, co pracując w ministerstwie popsuje, obróci się przeciwko niemu, gdy znowu usiądzie na sali. Koledzy wówczas powiedzą: sam to przecież zrobiłeś, sobie i nam, teraz masz, czego chciałeś. Ale jest, niestety, drugi gatunek. Sędzia zurzędniczały, któremu część umysłu służąca do orzekania, od lat nieuży- wana, dawno już zanikła. Pozostała tylko część służąca do myślenia urzędniczego. Taki sędziourzędnik nie czuje już żadnej więzi z sądem. Jest funkcjonariuszem ministerstwa, tworu istniejącego dla samego siebie, do którego sądy są tylko uciążliwym dodatkiem: potrzebnym po to tylko, aby było kogo kontrolować, dyscyplinować, sprawdzać, ganić. Taki właśnie sędziourzędnik potrafi pod koniec dnia pracy wysłać do sądów faks: proszę przedstawić w nieprzekraczal- nym terminie do jutra, do godziny 10.00, szczegółowe dane statystyczne o sprawach rodzaju X. Podpisano: Ja, Minister- stwo. Nie ma dla niego znaczenia, że takich danych w statysty- kach nie ma i że w sądzie trzeba przejrzeć wszystkie repertoria, a może i w akta z kilku lat pozaglądać, aby dane zebrać. Sąd istnieje dla niego nie po to, aby rozpoznawać sprawy, tylko po to, aby Jemu przedstawiać dane. On zaś będzie je zbie- rał, przetwarzał, odkładał na półkę, gdzie przykryje je kurz i ta chwalebna działalność wykaże, jak bardzo jest potrzebny w ministerstwie. Bo któż by inny to wszystko zrobił? Pamiętamy niedawną sytuację z ustawą o kontroli w admi- nistracji publicznej. W ustawie było jasno zapisane, że nie doty- czy ona wymiaru sprawiedliwości, ale została posłana również do Ministerstwa Sprawiedliwości, które ma przecież pod sobą nie tylko sądy. Natychmiast powędrowało do sądów pismo: proszę przygotować sądy do poddania się kontroli na podstawie nowej ustawy. Bo przecież taka kontrola to kolejne uzasadnienie potrzeby istnienia ministerstwa, daje nowe zadania i napędza biurokrację. Zareagowała „Iustitia”, zaalarmowała Krajową Radę Sądownictwa, Rada zajęła stanowisko i ministerstwo chyłkiem wycofało się z prób bezprawnego zastosowania ustawy w są- dach. Ale przecież pismo, nakazujące sądom poddać się tej kon- troli, podpisała osoba z tytułem sędziowskim. Nie znała ustawy? Pojawił się projekt zniesienia licznych sądów – najpierw 120, obecnie 80. Wszyscy sędziowie wiedzą, kto za nim stał. Dotychczasowi ministrowie nie dawali się przekonać, potrzeb- ny był człowiek nieobeznany z resortem, aby uwierzyć, że likwidacja jednej trzeciej sądów będzie panaceum na bolączki sądownictwa. Nazwiska osób, które od lat próbowały przeko- nać różnych ministrów do znoszenia sądów, wypowiadano głośno na konferencjach i nawet na Zgromadzeniu Przedsta- wicieli Sędziów, które w marcu br. wybierało członka KRS. Żądano, aby ktoś projektantów tej reformy odesłał wreszcie z ministerstwa do prawdziwej pracy. Bo tę zmianę też wymy- ślili sędziowie. Tacy, którzy w ministerstwie pracują od wielu lat, a w małym sądzie – takim „niepotrzebnym”, który można zlikwidować – nie byli nigdy w życiu. Dlaczego tak jest? W historii badań biurokracji zapisali się dwaj ludzie: An- glik Cyril Northcote Parkinson i Kanadyjczyk Laurence John- ston Peter. Ten pierwszy odkrył w 1958 r. prawo Parkinsona, zgodnie z którym każda praca rozszerza się tak, aby wypełnić pracownikowi cały czas, jaki mu wyznaczono na jej wykona- nie. Kto w urzędzie ma coś zrobić w 3 dni, odda swe dzieło po 3 dniach, nawet gdyby zrobił to ledwie w godzinę. Naiwniak, który oddałby pracę po godzinie, za karę dostałby coś nowego do zrobienia i dostałby krótszy termin na wykonanie nowego zadania. A żadna nagroda go nie spotka. Wszyscy więc pracują coraz wolniej i trzeba zatrudniać coraz więcej urzędników, któ- rzy sami sobie wytwarzają coraz więcej zadań. Parkinson badał Admiralicję Brytyjską i stwierdził oczywiście, że ilość pracy 62 Mowa prezesowa IUSTITIA 2/2012 urzędniczej nie ma nic wspólnego ze stanem okrętów i załóg Royal Navy. Potem został profesorem uniwersytetu w Berkeley. Drugi z nich sformułował natomiast w 1968 r. zasadę Petera, zgodnie z którą w organizacji hierarchicznej każdy awansuje, dopóki nie osiągnie własnego progu niekompe- tencji, a pożyteczną pracę wykonują tylko ci, którzy jeszcze na szczebel swej niekompetencji nie awansowali. Opracował ją na uniwersytecie w Los Angeles (jak widać, kalifornijskie uczelnie doceniają znawców biurokracji) i odtąd aż do śmier- ci był absolutnym guru w zakresie zarządzania kadrami, bo słuszność jego zasady uznali wszyscy. Peter pierwszy powie- dział, że urzędnik awansuje, dopóki nie osiągnie stanowiska, na które się nie nadaje. Wtedy awansować przestaje i pozo- staje do emerytury na owym stanowisku. Przełożeni widzą jego niekompetencję i go nie awansują. C. Northcote Parkinson i Laurence J. Peter (tak się pod- pisywali) byliby zachwyceni badając polskie Ministerstwo Sprawiedliwości i pracę sędziourzędników. Odkryte przez nich prawa w niezwykły sposób w nim się zazębiają. Na ogół syndrom zurzędniczenia dopada sędziów po pewnym czasie pracy w resorcie. Im dłużej pracuje sędzia w ministerstwie, tym większe prawdopodobieństwo, że nie jest już mentalnie sędzią, tylko urzędnikiem. Ale jeśli ktoś pracuje w minister- stwie długo, na ogół w nim awansuje. Zatem im wyższe sta- nowisko, tym więcej biurokracji. Po kilkunastu latach pracy w ministerstwie sama myśl, że sędziourzędnik miałby wrócić do sądu, wzbudza w wielu z nich przerażenie. Organizują więc sobie jak najwięcej pracy i dlatego ciągle czegoś od sądów żądają, ciągle coś wymyślają „dla dobra sądów”. Gdyby ich dzieła nie opuszczały minister- stwa, byłoby „pół biedy”, po prostu kolejne zbędne etaty w kra- ju pełnym biurokracji. Jednak tony makulatury krążą z sądów do ministerstwa i z powrotem, utrudniając pracę sądów. W naszym (czy raczej „ich” ministerstwie) występuje swo- iste i niezwykłe połączenie prawa Parkinsona i zasady Petera. Prawo Parkinsona działa i wszyscy to widzą. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat gigantycznie wzrosła ilość sprawozdań i analiz, które co miesiąc trzeba wypisywać i przesyłać prze- łożonym, by ostatecznie trafi ły do ministerstwa, napędzając biurokratyczną machinę. Od 1998 do 2012 r. ilość statystyk, jakie oddaje co miesiąc każdy wydział w sądzie, objętościowo zwiększyła się ponad trzykrotnie. A oprócz tego regularnie spły- wają żądania natychmiastowego policzenia, ile np. było spraw spełniających trzy określone warunki jednocześnie. Bo ktoś taką akurat Bardzo Potrzebną Statystykę musi zrobić. I tak dalej. Natomiast nie występuje w ministerstwie zasada Petera w czystej postaci. Zgodnie z nią, urzędnik awansuje, dopó- ki nie osiągnie stanowiska, na którym jest niekompetentny, wtedy awansować przestaje i pozostaje na tym stanowisku. W ministerstwie sędziourzędnik, którego praca nie przynosi żadnego pożytku wymiarowi sprawiedliwości, nie jest uzna- wany za niekompetentnego. Dla innych sędziourzędników jest kompetentny: wykonuje pracę zbędną i uciążliwą dla sądów, ale pożyteczną dla ministerstwa, bo uzasadniającą jego istnienie. Tu wkracza prawo Parkinsona, zgodnie z któ- rym biurokratyczna instytucja sama się napędza i sama sobie zwiększa ilość pracy. W biurokracji nie są potrzebni ludzie kompetentni. Pracę i tak tworzą sobie sami. Można zatem sformułować wnioski. Korzyści, jakie wy- miar sprawiedliwości odnosi z pracy sędziego w ministerstwie, są największe na początku jego pracy w resorcie, a w miarę upływu czasu zanikają. Gdy sędzia – jeden szybciej, drugi wolniej – staje się urzędnikiem, pożytek z jego pracy stopnio- wo spada do zera. Po przekroczeniu pewnej bariery pozostaje z sędziego już tylko urzędnik utrudniający pracę sądom. Nie jest to jednak dostrzegalne w instytucji, której celem jest ist- nienie samo w sobie. Ci, którzy oceniają sędziourzędnika, są na takim samym lub wyższym etapie zurzędniczenia niż on. Laurence J. Peter wymyślił określenie: niekompetencja twórcza. Ktoś wykonuje dobrze swoją pracę, ale nie zostanie awansowany, bo ma jakąś cechę, która awans wyklucza. Jest więc niekompetentny w rozumieniu hierarchii. Ma niewłaści- we poglądy, jest ekscentryczny w zachowaniu, neguje polecenia przełożonych (często dzięki temu jego praca daje efekty), nie przestrzega reguł formalnych. Należy tam, gdzie nie należy należeć albo nie należy tam, gdzie należy należeć. Znamy ta- kich, widujemy. Często ich lubimy. Przełożeni – nie za bardzo. W opisywanej hierarchii pojawia się sytuacja odwrotna: kompetencja nietwórcza. Człowiek nic pożytecznego nie robi, ale przełożeni go cenią. I oto nowe prawo. Brzmi ono: w jednostce działającej zgodnie z prawem Parkinsona (której celem jest dostarczanie pracy samej sobie), pracownik jest awansowany pomimo osiągnięcia poziomu niekompetencji (przewidzianego w zasadzie Petera), jeżeli jego przełożeni również osiągnęli poziom niekompetencji i nie są w stanie dostrzec niekompetencji podwładnego. Oto połączenie prawa Parkinsona z zasadą Petera. Copyright by ja. Aby uniknąć kompetencji nietwórczej w ministerstwie, „Iustitia” postawiła wniosek: trzeba skończyć z beztermi- nowymi delegacjami do ministerstwa. Sędziowie są w mi- nisterstwie bardzo potrzebni. Pewne problemy zrozumie tylko sędzia. Ale muszą to być prawdziwi sędziowie, mający świadomość, że wrócą za sędziowski stół, i to najdalej w ciągu kilku lat. I wszystko, co uczynią, zrobią dla siebie, a nie dla obcej, szarej masy sędziowskiej, na którą już zawsze będą patrzeć z góry, z ministerialnych stołków. Wtedy praca sędziów w ministerstwie będzie pożyteczna. Będzie pracą dla sądownictwa, a nie dla ministerstwa. Sę- dziowie powinni się tam regularnie, kadencyjnie zmieniać. Wracać na salę sądową, zanim osiągną szczebel kompetencji nietwórczej i staną się urzędnikami. Z sądu zobaczyć efekty pracy swojej i kolegów. Po paru latach przerwy będą mogli nawet znowu pójść do ministerstwa. Ale nigdy na zawsze. Oczywiście ten wniosek nie przejdzie. Zadbają o to sę- dziourzędnicy. (cid:132) Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” Maciej Strączyński 2/2012 IUSTITIA Temat numeru 63 Mam nadzieję, że poprzez czasami twardy, ale jednak autentyczny dialog ze środowiskiem sędziowskim, będzie można za jakiś czas inaczej niż dzisiaj odpowiedzieć na py- tanie przeciwstawne do tego, które Panowie mi dzisiaj zadali- ście: czy sędziowie ufają Ministrowi Sprawiedliwości? Dzisiaj wiem, że nie ufają, nie tylko mnie, ale całemu Ministerstwu Sprawiedliwości i nie oczekują od Ministerstwa Sprawiedli- wości niczego dobrego. Wiem że, aby zrealizować cel, który postawił mi w expose premier, czyli skrócenie czasu orzeka- nia o 1/3, musi się z nim identyfi kować samo środowisko sędziowskie. Bartłomiej Przymusiński: Alexis de Tocqueville pisał o są- downictwie przedrewolucyjnym: „sędzia był nieusuwalny i nie starał się awansować, to dwa warunki jednakowe nie- odzowne dla jego niezawisłości. Cóż, że wobec sędziego nie można użyć przemocy, jeżeli ma się tysiąc sposobów by go pozyskać”. Czy zgadza się Pan z poglądem, że sędzia nie powinien mieć możliwości awansu? J.G.: Postawił mnie Pan w trudnym położeniu, dlatego, że Alexis de Tocqueville jest moim ukochanym politycznym myślicielem. Muszę przemyśleć jego słowa, ale odruchowo powiedziałbym, że się nie zgadzam, dlatego że pewna ścieżka awansu jest czynnikiem motywującym do pracy. Poza tym niedobrze jest, jeżeli sędzia za bardzo wrasta w swoje środo- wisko lokalne. Rozumiem, że w koncepcji Tocquevilla jest się raz na zawsze sędzią w danym sądzie? B.P.: Sędziowie często mówią „sędziowie pałacowi” na określenie sędziów znajdujących się najwyżej w hierarchii. Mój kolega, sędzia sądu rejonowego, powiedział mi kiedyś, że on jest już kilkanaście lat sędzią sądu rejonowego i już nie walczy, ale patrzy na tych młodych i widzi, że zrobią niemal wszystko, żeby awansować, bo ich motywacją jest, aby wyrwać się z tej beznadziejnej sytuacji i z tego, że mają najgorsze warunki pracy. J.G.: To jest argument raczej za tym, żeby po pierwsze zmieniać warunki pracy sądów rejonowych. Nie powinno być tak, że sądy rejonowe po wsze czasy są niemal miejscem skazania dla sędziego, albo inaczej, etapem czyśćca przed wstąpieniem do przedsionka raju, jakim jest sąd okręgowy, a potem do raju, jakim jest sąd apelacyjny czy Sąd Najwyższy. Po drugie, to jest droga awansu. Co to znaczy, że „sędziowie są gotowi zrobić wszystko”, żeby awansować? Powinno być jasne, co trzeba zrobić, żeby awansować. Stwierdzenie, które Pan zacytował, jest dowodem na to, że dzisiaj kryteria awansu są często nieczytelne czy wręcz niemerytoryczne. K.M.: Panie Ministrze, powiedział Pan, przywołując ex- pose Pana Premiera, że celem najbliższych kilku lat jest * Sędzia Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach, członek za- rządu SSP „Iustitia”. ** Sędzia Sądu Rejonowego Poznań–Stare Miasto w Poznaniu, członek zarządu i rzecznik prasowy SSP „Iustitia”. Temat numeru Czas na autentyczny dialog ministerstwa z sędziami z Jarosławem Gowinem Ministrem Sprawiedliwości rozmawiają Krystian Markiewicz* i Bartłomiej Przymusiński** Krystian Markiewicz: Czy ufa Pan sędziom? Jarosław Gowin: Po 6 miesiącach stopień wzajemnego zaufania jest większy niż przedtem. Zobaczyłem środowi- sko ludzi o bardzo wysokich standardach profesjonalnych i bardzo wysokich standardach etycznych. Chcę jednak po- wiedzieć, że wyżej cenię poszczególnych sędziów niż środo- wisko sędziowskie. Mam wrażenie, że w tym hermetycznym środowisku utworzyły się pewne nawyki, które utrudniają pojedynczym sędziom rozwinięcie skrzydeł. W każdej takiej hermetycznej wspólnocie, jaką są sędziowie, pojawia się ryzy- ko pewnego konformizmu, zachowawczości. Wydaje mi się, że potencjał środowiska sędziowskiego jest dużo większy niż to, w jaki sposób ten potencjał jest do tej pory wykorzystany. Widzę wiele rzeczy, które można poprawić, zarówno po stro- nie środowiska sędziowskiego, jak i po stronie ministerstwa. Mam na myśli np. fasadowy charakter konsultacji, także za moich czasów. Pokazują one, że w zbyt dużym stopniu jest to środowisko zhierarchizowane. Przy okazji zakrojonych na bardzo szeroką skalę konsultacji społecznych, np. w związku z nowelizacją Kodeksu postępowania karnego, zauważyłem, że inaczej na problemy sądownictwa patrzą sędziowie sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych. To co powiem nie jest ukłonem pod adresem „Iustitii”, która skupia głównie sędziów sądów rejonowych, ale uświadomiłem sobie, że głos tych sędziów w przeszłości był brany pod uwagę w zbyt ma- łym stopniu. Poprosiłem Komisję Kodyfi kacyjną, żeby tam, gdzie istnieją wyraźne rozbieżności z podejściem sędziów sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych, w najwięk- szym stopniu uwzględniano głos tych ostatnich. 64 Temat numeru IUSTITIA 2/2012 skrócenie czasu postępowania. W pierwszych wywiadach zapowiadał Pan Minister, że jesteśmy przed zasadniczymi zmianami prawnymi w sądownictwie. Jakie zmiany, Pań- skim zdaniem, są niezbędne? J.G.: Przede wszystkim uważam za rzecz skrajnie ryzy- kowną przykrawanie struktury sądownictwa do wyobrażeń konkretnego ministra. Zmiana całej struktury sądownictwa, aby przyniosła pożądane efekty, musi być przedyskutowana ze środowiskiem sędziowskim, a nie narzucona ex catedra z ministerstwa. Jako osoba, która poprzednie 20 lat pracowała w biznesie, uważam, że gdy przychodzi się do nowego przed- siębiorstwa, a w pewnym sensie jest tak w moim przypadku, to się zapoznaje ze strategią rozwoju tego przedsiębiorstwa. Konsternacją dla mnie było odkrycie, że w Ministerstwie Spra- wiedliwości nie ma żadnej strategii, czy choćby strategicznej wizji, jak ma wyglądać sądownictwo czy szerzej wymiar spra- wiedliwości A.D. 2020 czy 2030. Dlatego dzisiaj nie odpowiem na pytanie, czy powinna zostać zachowana trójpoziomowa struktura sądów powszechnych. Uważam, że taka docelowa wizja powinna być wypracowana w bardzo szerokim dialogu, nie tylko między ministerstwem a środowiskiem sędziów, ale dodatkowo trzeba do tego dialogu włączyć przedstawicieli innych zawodów prawniczych, przedstawicieli organizacji pozarządowych, świata akademickiego, a także osoby wy- typowane przez poszczególne partie polityczne. Chciałbym, aby w tej kadencji taka strategiczna koncepcja została wypra- cowana i wdrażana w następnych latach. W chwili obecnej wiem, że struktura polskiego sądownictwa, zwłaszcza jeżeli chodzi o sądy rejonowe, jest zbyt rozdrobniona. Kiedy wpro- wadzono reformę samorządową zapowiedziano, że w każdym mieście powiatowym powstanie sąd rejonowy. To była mądra zapowiedź, ale wtedy planowano, że powiatów w Polsce bę- dzie ok. 15, a utworzono ich dwa razy więcej. W zgodzie z tą zapowiedzią utworzono dwa razy więcej sądów rejonowych. Pozytywnym efektem jest, że obywatele mają blisko, w sensie dosłownym, do swojego sądu, ale w mojej ocenie przeważają zdecydowanie efekty negatywne. Oznaką pewnego zwyrod- nienia tej struktury jest fakt, że 45 sędziów pracujących w sądach rejonowych to są sędziowie funkcyjni. Wiem, że oni zajmują się orzekaniem, ale jednak samo w sobie to jest szokujące Ten mój „kontrowersyjny” plan zniesienia części mniejszych sądów służy jednemu: lepszemu wykorzystaniu potencjału sędziów poprzez wyrównanie obciążeń w pracy. Sądy nie będą funkcjonowały dobrze, jeżeli różnice w obcią- żeniu sprawami poszczególnych sędziów i poszczególnych sądów będą tak duże, jak obecnie. B.P.: Podnosi się argument, że łączy się sąd mały z małym sądem, najczęściej dwa w miarę sprawnie funkcjonujące, i w ten sposób tych sądów, które są najbardziej przeciążone, czyli wielkomiejskich, i tak się nie wspomaga. J.G.: Dzięki połączeniu dwóch małych sądów osiąga- my efekt synergii: jeżeli jest obecnie sąd 15-osobowy i sąd 7-osobowy, to po ich administracyjnym połączeniu szybko się okaże, że nie potrzeba 22 etatów, a np. tylko 18. Wtedy będzie możliwe przeniesienie paru etatów do sądów najbar- dziej przeciążonych, tj. sądów wielkomiejskich. Z dokładnych statystyk wynika, że jest wiele sądów, które mają w przelicze- niu na sędziego wielokrotnie mniejsze obciążenie. Nie ma szans na zwiększenie liczby sędziów, co wynika z braku pie- niędzy na nowe etaty sędziowskie. Pierwszym krokiem, który powinien usprawnić prace sądów, jest zawężenie kognicji sędziów w sprawach cywilnych i karnych. Trwają intensywne prace nad rozwiązaniami, które pozwolą przekazać orzekanie w sprawach o wykroczenia referendarzom, tak, żeby to było zgodne z Konstytucją. Drugi krok to stopniowe wygaszenie części etatów sędziowskich. Kolejny krok, równoległy do dru- giego, to zamienianie etatów sędziowskich na wielokrotność etatów asystenckich. K.M.: Panie Ministrze, kilka ciekawych wątków zostało poruszonych, ale skupmy się na tym ostatnim, o ogra- niczonej kognicji mowa jest od dłuższego czasu, o tym żeby powierzać rozpoznawanie pewnych spraw organom pozasądowym. Niewątpliwie nie można pewnych zmian przeprowadzić bez zmiany Konstytucji (kognicji sądów, obligatoryjnej dwuinstancyjności). Czy widzi Pan możli- wość zmiany Konstytucji w tym zakresie? J. G.: W poprzedniej kadencji byłem przewodniczącym komisji konstytucyjnej, zajmowaliśmy się wówczas innym obszarem: sprawą tzw. rozdziału europejskiego w Konstytucji. Komisja całkowicie ponad podziałami partyjnymi doszła do porozumienia. Ostatecznie jednak do trzeciego czytania nie doszło, dlatego, że nie było po stronie liderów partyjnych woli politycznej, żeby zmiany dokonać. Moim zdaniem, nadal takiej woli politycznej nie ma, co więcej, o ile w przypadku rozdziału europejskiego przychylnie do tego postulatu od- nosiło się środowisko akademickie konstytucjonalistów, to przed tymi zmianami, które Pan Sędzia wprost postuluje, środowisko konstytucjonalistów będzie się „bronić rękami i nogami”. W związku z tym nie ma sojuszników dla takiej zmiany. Zgadzam się, że Konstytucja w tym zakresie okazała się dysfunkcjonalna i to jest dobry przykład tego, do czego prowadzi nadmierne wyśrubowanie pewnych standardów. Przy obecnej Konstytucji niezwykle trudno jest stworzyć sprawnie funkcjonujący wymiar sprawiedliwości. B.P.: Pan Minister jest zwolennikiem deregulacji oraz odciążania sędziów od działalności niepolegającej na wymierzaniu sprawiedliwości. Niedawno wprowadzone zmiany do PrUSP uwidoczniły problem z obsadzaniem etatów asystenckich. Czy jest jakiś plan deregulacji zawodu asystenta? J.G.: Myślę, że dobre rozwiązanie byłoby takie, aby asy- stentem sędziego mógł być każdy absolwent prawa z obowiąz- kiem zaliczenia w trakcie pierwszego roku pracy szkolenia 2/2012 IUSTITIA Temat numeru 65 asystenckiego. I tu jest pytanie otwarte: czy te szkolenia mają się odbywać w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, czy w poszczególnych apelacjach? K.M.: Panie Ministrze, jednym z problemów, z którym się spotykamy od wielu lat, jest coraz dłużej trwająca procedu- ra nominacyjna na stanowiska sędziego. Czy ministerstwo podjęło kroki, żeby skrócić ten czas? J.G.: To jest jeden z największych absurdów, na które natknąłem się w sądownictwie. Mamy w tej chwili ok. 400 nieobsadzonych etatów sędziowskich, średni czas nomi- nacji jak obliczyliśmy to ok. 400 dni, czyli mówiąc krótko, mamy czterysta kilkadziesiąt lat pracy jednego sędziego przy 400 nieobsadzonych etatach. Co więcej, po wejściu w życie nowego PrUSP ten okres nominacyjny zdecydowanie się wy- dłuży. My obliczyliśmy, że będzie trwał min. 500–600 dni, na co żaden pracodawca na świecie nie może sobie pozwo- lić. Chcę jak najszybciej wprowadzić zmiany odwracające tę tendencję: maksymalnie skrócić terminy poszczególnych etapów procedury, w tym tej, w której uczestniczy Minister- stwo Sprawiedliwości, uprościć procedurę wymiany pism między stronami. Szacuję, że to pozwoli na skrócenie czasu nominacji sędziego do ok. 250 dni. B.P.: Podczas spotkania z sędziami z Warszawy Pan Mi- nister stwierdził, że przez cztery lata zwiększamy środki na sądownictwo i że te pieniądze zostały w dużej mierze zmarnowane. Co to oznacza, w jakim sensie zostały zmar- nowane, czy przeprowadzono jakieś analizy, co Pan Mini- ster miał na myśli? J.G.: Panowie się chyba zgodzicie z tym, że nakłady na sądownictwo rosły, a w ślad za tym nie poszło osiągnięcie celu, jaki miały kolejne rządy, czyli skrócenie czasu orzekania. Polskie sądy orzekają sprawiedliwie, tu nie mam zastrzeżeń. Natomiast sprawiedliwość, która przychodzi po latach, jest często słusznie odbierana jako niesprawiedliwość. Dlacze- go uważam, że te pieniądze zostały źle wykorzystane. Dużo podróżuję po Polsce i w większości tych miast jestem zapra- szany do tzw. pałaców sprawiedliwości. Odkryłem tam np. nowy budynek sądowy, w którym pracuje 11 sędziów, a został on wybudowany przy założeniu, że będzie miejscem pracy dla 17 sędziów. W tym sądzie po pierwsze, za chwilę będzie potrzebnych nie 11 sędziów, a przy kryzysie demografi cznym pewnie 9. Koszty utrzymania tego budynku już dzisiaj są zdecydowanie większe niż potrzeby tego sądu. Równocześnie tam, gdzie najbardziej przydałyby się inwestycje infrastruk- turalne, np. w sądach warszawskich, tych inwestycji nie było. Tak naprawdę duża część tych sądów albo nie powinna była powstać, albo powinna mieć znacznie skromniejszy charak- ter. Natomiast te pieniądze powinny być przeznaczone na budowę czy remont sądów najbardziej przeciążonych pracą i pracujących w najtrudniejszych warunkach. To jest tylko jeden z przykładów marnotrawstwa pieniędzy w wymiarze sprawiedliwości. Bardzo rozbudowana, wręcz bizantyjska struktura sądów z ponad 300 sądami rejonowymi oznacza ogromny rozrost biurokracji, która pracuje nie na potrzeby orzecznictwa, tylko tworzy administracyjne zaplecze dla tych małych sądów. Jest wiele obszarów, gdzie widzę możliwość prostych oszczędności, np. przez wykorzystanie informa- tyzacji sądów. Przygotowywane przez nas rozporządzenie dotyczące nadzoru w mojej ocenie doprowadzi do tego, że już wkrótce będzie można wiele etatów urzędniczych (mam na myśli nie setki, ale grubo ponad tysiąc etatów) przekształ- cić w asystenckie, czyli te etaty, których najbardziej brakuje w sądach. Zobaczymy, czy moja diagnoza jest trafna, myślę, że za parę miesięcy, kiedy to rozporządzenie wejdzie w ży- cie, Panowie będziecie mogli mnie rozliczać z tej deklaracji. K.M.: Stowarzyszenie „Iustitia” nie oponowało przeciwko jakiemukolwiek zmniejszaniu ilości sądów, a protestowa- ło przeciwko ich likwidowaniu w oparciu o jedno kryte- rium i nieuwzględnianiu ad casum potrzeby dalszego ich funkcjonowania. Faktem jednak niezaprzeczalnym jest, że to przecież nie sędziowie tworzą sądy, nie sędziowie je likwidują, nie sędziowie budują sądy i nie sędziowie wprowadzają takie czy inne rozwiązania co do informa- tyzacji. Pamiętamy przecież te zapowiedzi sprzed kilku lat, że każda sala sądu gospodarczego będzie mieć sprzęt, który został kupiony i który teraz niszczeje w piwnicach sądów. Ktoś te decyzje podejmował, i to nie 100, a kilka lat temu. Więc powstaje pytanie, co zrobić, żeby takich sytuacji nie było? J.G.: Po pierwsze, całkowicie bym nie zwalniał środowiska sędziowskiego z jakiejś części współodpowiedzialności, bo może to nie od sędziów zależało powołanie danego sądu, ale to sędziowie dzisiaj się bardzo bronią przed tym, żeby te sądy przekształcać w wydziały zamiejscowe. Większość zmian, chociażby kontestowane przez „Iustitię” zmiany w PrUSP, zostały wymyślone też przez sędziów pracujących w mini- sterstwie. Przykro mi bardzo: nie możecie Panowie o nich powiedzieć, że to są już urzędnicy ministerialni. B.P.: Ale my tak właśnie mówimy. J.G.: To jest, moim zdaniem, błąd, dlatego, że nikomu z polityków pewne rozwiązania, które są w tym nowym PrUSP, w ogóle nie przyszłyby do głowy. W związku z tym wydaje mi się, że środowisko sędziowskie jest bardzo podzie- lone, ale najważniejsze jest pytanie, co zrobić, żeby uniknąć powtarzania tych samych błędów w przyszłości. Nie może być tak, że strategiczne decyzje dotyczące kształtu ustroju sądownictwa zmieniają się nie wraz z ekipą rządową, ale wraz ze zmianą na stanowisku wiceministra sprawiedliwości odpo- wiedzialnego za sądownictwo, którym z defi nicji jest sędzia. Na pięciu moich wiceministrów, czterech to obecni lub byli sędziowie. Czyli po pierwsze, trzeba mieć strategiczną wi- zję: to zmniejszy ryzyko takich nieprzemyślanych decyzji. 66 Temat numeru IUSTITIA 2/2012 Po drugie, te decyzje muszą powstawać w dużo większym stopniu w dialogu ze środowiskiem sędziowskim, nie tylko z tymi sędziami, którzy pracują w ministerstwie. Jest tutaj wielu sędziów, których ja bardzo cenię, aczkolwiek z drugiej strony uważam, że jest ich tutaj za dużo. Już rozpoczęliśmy proces odsyłania sędziów z powrotem do sądów, chociaż to będzie ruch dwukierunkowy. Pracę w ministerstwie bę- dziemy proponować znacznie mniejszej liczbie sędziów i za każdym razem będą to sędziowie dobrani pod kątem konkretnych zadań. Trzecia rzecz to, moim zdaniem, pewna bariera między środowiskiem sędziowskim a resztą społe- czeństwa. Bariera, która zresztą często negatywnie odbija się na sędziach. Sędziowie są środowiskiem elitarnym, a polskie społeczeństwo jest bardzo egalitarnie nastawione, więc już z defi nicji ma trochę negatywny stosunek do każdej elity. Dostrzegam jednak w środowisku sędziowskim zbyt mało dążenia do transparentności. Uważam, że transparentność np. poprzez wprowadzenie systemu nagrań i elektronicznego protokołu to jest coś, w czym sędziowie powinni dostrzec pewną szansę zwiększenia wiarygodności w oczach zwykłych obywateli. Myślę, że dużo można zmienić w relacji między sądami a obywatelami. B.P.: A propos nagrywania: czy przeprowadzono ekono- miczną analizę projektu nagrywania rozpraw? W Niem- czech nagrywanie rozprawy wygląda w ten sposób, że nie nagrywa się wszystkiego, tylko nagrywa się to, co jest naj- ważniejsze, w obecności stron, które mogą zgłaszać uwagi. Do nagrania używa się dyktafonu za 200 zł, a nagranie ma 15 minut z 2 godzin rozprawy i zawiera tylko najważniejsze kwestie. Na następny dzień sędzia dostaje to przepisane. W Polsce będziemy nagrywać wszystko, sprzęt na jedną salę to koszt ok. 50 000 zł plus ogromny koszt archiwizowa- nia tych danych. Powstaje pytanie: czy zostało to policzone od strony ekonomicznej? J.G.: To jest bardzo dobre pytanie, które ja już sobie zadałem przychodząc do ministerstwa. Tyle, że ten system był już wdrażany i w związku z tym odwrócenie tej decyzji przyniosłoby gigantyczne straty. Nawet jednak przy takich kosztach, i nawet jeżeli nie przyczyni się to do realizacji pod- stawowego celu, czyli do skrócenia czasu orzekania, uważam że szansa, jaką jest zwiększenie transparentności, przez to zwiększenie też wiarygodności sądownictwa, równoważy tamte straty. Natomiast nie zmienia to faktu, że w trakcie wdrażania tego systemu dostrzegamy wiele rzeczy, które muszą być usprawnione. Konieczne jest przeanalizowanie kosztów z tym związanych i podjęcie decyzji co do potrzeby rozwijania systemu tam, gdzie go jeszcze nie wprowadzono. Mamy gotowy projekt ustawy o e-protokole w odniesieniu do wykroczeń. Tu już na pewno przeprowadzimy bardzo uważną analizę kosztów i zastanowimy się, czy to jest zmiana opłacalna w sensie dosłownym. K.M., B.P.: Niewątpliwie istotną kwestią jest transparent- ność i zaufanie społeczeństwa do sądów. Mamy jednak poważne wątpliwości, czy akurat nagrywanie rozpraw w ja- kikolwiek sposób w tym pomoże. Do wyjątków należą sytu- acje, by strony zgłaszały zastrzeżenia do protokołu. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie, aby obecnie ktoś przyszedł ze swoim dyktafonem i nagrywał. J.G.: Wiem, że opinia publiczna jest bardzo krytyczna i panuje przekonanie, że protokoły przeinaczają zeznania świadków. Dzisiaj już wiem, że jest to problem przerysowany. System nagrywania uważam za szansę poprawy wizerunku sądów. K.M.: A czy jeszcze Pan Minister widzi jakieś możliwości działania, żeby w społeczeństwie wzbudzić to zaufanie do trzeciej władzy, bo często dostrzegamy mniej lub bardziej nieprzemyślane, nieprawdziwe wypowiedzi o sędziach jako pewnej grupie szczególnie uprzywilejowanej, wypowiedzi krytykujące orzeczenia, zgłaszanie oczekiwań co do treści orzeczeń. J.G.: Myślę, że Panowie macie w pamięci rozmaite tak- że moje wypowiedzi, które są bardzo krytyczne i być może niesprawiedliwie krytyczne wobec sądów. Prosiłbym, żeby z pewną wyrozumiałością podchodzić także do niektórych moich wypowiedzi, bo czasami służy to właśnie temu, aby w następnym kroku osiągnąć cel, o który chodzi nam wszyst- kim, czyli zwiększenie autorytetów sędziów. Natomiast wi- dzę dwa takie obszary, gdzie można byłoby osiągnąć efekty. Poważnie się zastanawiam, czy nie przeprowadzić kampanii społecznej na rzecz dobrego wizerunku sądów. Drugi rodzaj działania jest nieco trudniejszy, bo jest dużo bardziej długo- falowy. Kulturę prawną trzeba zmieniać w szkołach przez wprowadzanie elementów nauczania prawa do szkół. Myślę, że to jest długa droga, ale pozwoli na lepsze zrozumienie przez społeczeństwo, czym naprawdę jest sądownictwo. K.M.: To bardzo dobre pomysły. Kilka oddziałów „Iustitii” realizuje taki program edukacyjny. J.G.: W polskich sądach jest mnóstwo dobrych prak- tyk i one są nieupowszechniane, co podcina skrzydła sę- dziom reformatorom. Jednym z celów, które sobie stawia- łem w ministerstwie, jest upowszechnianie dobrych praktyk i stworzenie płaszczyzny regularnych konsultacji, ale w obie strony, aby nie tylko projekty ministerialne były konsulto- wane przez sędziów, ale też projekty sędziowskie trafi ały do ministerstwa. B.P.: Powiedział Pan w wywiadzie dla kwartalnika „Na wokandzie”, że zapisany w Konstytucji stan spoczynku sę- dziów, jak również zasada ochrony praw nabytych, nie są i nigdy nie były zagrożone. Czy nadal podtrzymuje Pan swoje stanowisko i czy oznacza ono, że osoba, która przed zmianami związanymi z podniesieniem wieku emerytalne- go została sędzią, powinna być chroniona zgodnie z cyto- 2/2012 IUSTITIA Temat numeru 67 waną zasadą. Przecież mamy już uchwaloną ustawę, która w porównywalnej sytuacji inaczej traktuje sędziów, którzy już byli w służbie (zabierając większości z nich uprawnienie do wcześniejszego przejścia w stan spoczynku), a inaczej funkcjonariuszy służb mundurowych (zmiany dotykają tylko nowych funkcjonariuszy). J.G.: Propozycja, która wyszła z ministerstwa, przewidy- wała rozwiązania analogiczne do tych zastosowanych w od- niesieniu do służb mundurowych i w mojej ocenie prawdopo- dobnie ten element ustawy może zostać skutecznie zaskarżony przed TK. Bycie ministrem to jednak kierowanie się nie tylko racjami, ale też ciągła walka polityczna, także pewne przetargi w obrębie rządu i w tej sprawie nie udało mi się przekonać moich kolegów do słuszności naszego stanowiska. B.P.: W tym momencie sędziowie zadają nam pytanie: czy jesteśmy gorszą kategorią niż policjanci? J.G.: Słabszą politycznie. K.M.: Panie Ministrze, wyznacznikiem demokracji jest niezawisłość i niezależność sądów. Jedną z tych gwarancji jest zabezpieczone ramami konstytucjonalnymi uposaże- nie sędziów. Niedawno doszło do zawarcia pewnej umowy społecznej określającej zasady wynagradzania sędziów. Jak wiadomo, ustawą okołobudżetową umowa to została zerwana i zaskarżona do TK przez I Prezesa SN. Jaki jest stosunek Pana Ministra do tej regulacji? J.G.: Powiem szczerze, że gdybym wtedy był ministrem sprawiedliwości, to do zawarcia takiej umowy by nie doszło, dlatego, że uważam ją za nierealistyczną, a w każdym razie skrajnie ryzykowną w sytuacji, w jakiej znajduje się dzisiaj gospodarka światowa. W mojej ocenie zgodne z Konstytucją jest jednorazowe zamrożenie waloryzacji płac, niezgodne z Konstytucją byłoby podtrzymanie tego prowizorycznego rozwiązania i takie stanowisko będę reprezentował w ramach prac nad przyszłorocznym budżetem. K.M.: Wspomniana umowa została jednak zawarta i od- stępowanie od niej powinno być absolutnym wyjątkiem i racjonalnie uzasadnione. W ostatnich wypowiedziach Pana Ministra odnotowałem, że jest szansa na większe zaangażowanie w walce o utrzymanie tego mechanizmu w takiej sytuacji, kiedy będą wymiernie lepsze efekty pracy wymiaru sprawiedliwości. J.G.: Może się wypowiedziałem niejasno. Jest szansa na zwiększenie nakładów na sądownictwo wtedy, kiedy będą wymierne efekty. K.M.: Dochodzi do paradoksu, że sędziowie będą uzależ- nieni od decyzji wynikających z aktów prawnych, które nie są tworzone przez sędziów, tylko przez władzę wykonawczą i ustawodawczą, bo to przecież w dużej mierze od jakości prawa zależy sprawność postępowań. J.G.: W dużej mierze sędziowie na to nie mają wpływu, to prawda, ale organizacja pracy w sądach zostawia bardzo wiele do życzenia i jest tutaj duży margines swobody. Wiem, że są możliwości, odpowiednie programy informatyczne, a tro- chę mam wrażenie, że środowisko sędziowskie jest bardzo zachowawcze. K.M.: Tylko kto powołuje prezesa sądu? Znowu wracamy do punktu wyjścia, to jednak ministerstwo do końca wal- czyło o całkowity wpływ na to, kto jest prezesem. A więc mówiąc o tym, że sędzia nie ma wpływu na szereg spraw, mam na myśli sędziego liniowego, którego podstawowym zadaniem jest wydawanie sprawiedliwych orzeczeń, wery- fi kowanych w ramach postępowania odwoławczego. To jest istotą działania sędziego Rzeczypospolitej Polskiej. Oso- by, które są sędziami funkcyjnymi, są sędziami nadal, ale z drugiej strony, swoje funkcje sprawują w ramach resortu, na którego samym szczycie stoi Pan Minister. J.G.: Pytanie, czy środowisko sędziowskie jest przygo- towane do efektywnej samorządności, bo ja obawiam się, że nie jest. Dostrzegam przejawy źle pojętej solidarności korporacyjnej. Obawiam się, że to ministerstwo jest raczej czynnikiem racjonalizującym system zarządzania sądami niż odwrotnie. To ministerstwo musiało narzucić pewne rozwią- zania, które ograniczają nepotyzm. B.P.: Tu wracamy do tego, że myśmy w trakcie rozmów z ministerstwem mieli poglądy zmierzające ku temu, żeby walczyć z tego rodzaju zjawiskami poprzez choćby prze- sunięcie ocen sędziów czy wizytowanie sędziów do innej apelacji. J.G.: W niektórych aspektach zamierzam znowelizować tę ustawę, zanim ona realnie zacznie funkcjonować. Przykład to procedury nominacyjne, one muszą być krótsze. W związku z tym nie wykluczam w sprawach bardziej systemowych, że zwrócę się do środowiska sędziowskiego z prośbą o ponow- ną debatę nad potrzebą dalej idących zmian. Muszą to być zmiany realistyczne, w tym sensie, by np. w jeszcze większym stopniu nie obciążyło to wizytatorów. (cid:132) K.M., B.P.: Dziękujemy za rozmowę. 68 Prawo cywilne IUSTITIA 2/2012 obowiązującym, począwszy od norm Konstytucji RP, poprzez normy zawarte w PrOchrŚrod, innych ustawach wraz z roz- porządzeniami wykonawczymi, jak i aktach prawa miejsco- wego, których przedmiotem jest ochrona środowiska4. Dobra osobiste w sferze ochrony środowiska 1) Otwarty katalog dóbr osobistych Dobra osobiste defi niuje przepis art. 23 KC poprzez wskazanie otwartego katalogu desygnatów, pozostawiając doktrynie oraz orzecznictwu ściślejsze określenie charakte- ru tych dóbr oraz metody ich ochrony. Pojęcie i istota dóbr osobistych stanowią przedmiot dyskusji w doktrynie pra- wa cywilnego, aczkolwiek nie budzi szerszych wątpliwości przydatność dla ich ochrony kategorii praw podmiotowych o charakterze bezwzględnym, niezbywalnym i niedzie- dzicznym. Zdaniem większości doktryny5, redakcja art. 23 KC prze- sądza o ich pluralistycznym ujęciu, czyli o istnieniu wielu praw podmiotowych chroniących te dobra. Odmienna, mo- nistyczna koncepcja6, wskazuje na istnienie tylko jednego * Autor jest sędzią Sądu Apelacyjnego w Sądzie Okręgowym w Kroś nie oraz uniwersyteckim pracownikiem naukowo-dydaktycznym. 1 Artykuł został oparty na referacie przedstawionym na konferencji „Człowiek a środowisko. Aspekty prawno-społeczne” w Iwoniczu w dniach 8–10.10.2009 r. 2 Ustawa z 27.4.2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.jedn.: Dz.U. z 2008 r. Nr 25, poz. 150 ze zm.; dalej jako: PrOchrŚrod) zawiera w art. 3 pkt 39 defi nicję „środowiska”. Dla przykładu można wskazać, że defi nicję „prawa ochrony środowiska” na tle instytucji wspólnotowych przywołują M. Bar, J. Jendrośka [w:] Prawo ochrony środowiska, Wrocław 2005, s. 21; zob. też B. Draniewicz, Prawo ochrony środowiska w orzecznictwie sądów administracyjnych, dodatek do MoP Nr 13/2009. 3 Zob. L. Jastrzębski, Prawo ochrony środowiska w Polsce, Warszawa 1990, s. 60 oraz R. Paczuski, Prawo ochrony środowiska, Bydgoszcz 1996, s. 60. 4 Podobnie: W. Radecki, Ustawa o ochronie przyrody. Komentarz, War- szawa 2006, s. 40. Rozwój ustawodawstwa w zakresie prawa ochrony śro- dowiska przedstawił J. Sommer, Efektywność prawa ochrony środowiska i jej uwarunkowania – problem udatności jego struktury, Wrocław 2005, s. 24–47. Dorobek legislacyjny w zakresie prawa ochrony środowiska na poziomie europejskim omawia Z. Bukowski, Prawo ochrony środowiska Unii Europejskiej, Warszawa 2007, a z okresu przedakcesyjnego L. Mering, Ochrona środowiska w prawie wspólnotowym i prawie polskim, Sopot 1999. Trzeba podkreślić, że tak istotna ilość aktów normatywnych potę- guje rozważania, czy prawo ochrony środowiska jest „jedynie” przekrojem między gałęziami prawa, czy też stanowi już wyodrębnioną gałąź prawa – zob. L. Jastrzębski, Ochrona środowiska w PRL. Zagadnienia administra- cyjne, Warszawa 1983, s. 75. Nie przesądzając tej kwestii stwierdzić można, że ilościowa ekspansja prawa ochrony środowiska pociąga za sobą coraz większy brak spójności, dużo niejasności, braki w stosowaniu jednolitej terminologii, itp. – zob. J. Sommer, op. cit., s. 124. 5 Zob. Z. Radwański, Prawo cywilne, Warszawa 2007, s. 166; A. Szpunar, Kilka uwag o ochronie dóbr osobistych, PS Nr 1/2003, s. 28; S. Dmowski [w:] S. Dmowski, S. Rudnicki, Komentarz do Kodeksu cywilnego. Część ogólna, Warszawa 2001, s. 82. 6 Za jednolitym, podobnym do własności, ujęciem prawa osobistości opowiedzieli się już F. Zoll, Prawo cywilne, Poznań 1931, s. 120 i n., a tak- że S. Grzybowski, Ochrona dóbr osobistych według przepisów ogólnych prawa cywilnego, Warszawa 1957, s. 78 i tenże, System prawa cywilnego. Część ogólna, pod red. S. Grzybowskiego, Ossolineum 1985, s. 298–300 Prawo cywilne Środki ochrony prawa do osobistego korzystania z wartości środowiska naturalnego – ujęcie cywilnoprawne1 dr Jan Turek* W niniejszym artykule omówiono prawo do osobi- stego korzystania z wartości środowiska naturalnego, jako jedno z dóbr osobistych człowieka, wskazując na zakres i charakter tego prawa oraz środki prawne służące jego ochronie. Jak wynika z przedstawionej analizy, polskie prawo przewiduje różnorodne moż- liwości dochodzenia roszczeń przez zainteresowa- nego w przypadku naruszenia prawa do osobiste- go korzystania z wartości środowiska naturalnego, wzbogacone także o podstawy określone w prawie międzynarodowym. Wprowadzenie Świat przyrody jest dla człowieka jego naturalnym środo- wiskiem, a jego istnienie i właściwa jakość są wręcz warun- kiem biologicznej egzystencji ludzkości. Oczywista potrzeba ochrony środowiska sprawia, że ingerencja prawa w tę dzie- dzinę jest szeroka, a przepisy prawne zawierające regulacje tego przedmiotu coraz częściej określa się pojęciem „prawa ochrony środowiska”. Pojęcie to jest kontrowersyjne, bowiem w doktrynie, orzecznictwie, jak i w aktach prawnych brak jest powszechnie uznanej i mającej ogólne zastosowanie de- fi nicji2. Przez prawo ochrony środowiska należy rozumieć normy prawne obowiązujące w danym miejscu i czasie, któ- rych przedmiotem jest ochrona środowiska3. Prawo ochrony środowiska sensu stricto to ogół norm prawnych zawartych w PrOchrŚrod, jak i rozporządzeniach wykonawczych do tej ustawy. Prawo ochrony środowiska sensu largo to ogół norm zawartych w prawie powszechnie 2/2012 IUSTITIA Prawo cywilne 69 podmiotowego prawa osobistości i jednego ogólnego dobra osobistego. Zwrócić jednak należy uwagę na zjawisko defi niowania nowych dóbr osobistych w praktyce stosowania prawa, co świadczy o otwartym katalogu tych dóbr. Nie sposób zane- gować istnienia pewnego jednolitego punktu odniesienia dla sfery dóbr osobistych ujmowanych zarówno pluralistycznie, jak i monistycznie. Mając to na uwadze, dokonując rozróż- nienia poszczególnych dóbr osobistych, nie można negować integralnego, wzajemnego związku wszystkich tych dóbr. Przyjmując wielość praw podmiotowych chroniących po- szczególne dobra osobiste, uznać należy, że te zróżnicowane dobra stanowią zarazem wyraz ochrony jednego najważ- niejszego stanu rzeczy, a mianowicie osobistego, godnego wymiaru egzystencji człowieka, co zostało odzwierciedlo- ne w określeniu „dobro osobistości”, wskazującym także, iż wszystkie dobra osobiste to zawsze dobra jednego podmiotu. Z punktu widzenia osoby fi zy
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 2(8)/2012
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: