Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00036 004763 14869907 na godz. na dobę w sumie
Rubież - ebook/pdf
Rubież - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 383
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-937267-0-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Witajcie w Rubieży, w świecie pełnym skrajności i niebezpieczeństw. W świecie, w którym sześć milionów ludzi każdego dnia stawia czoła siłom natury w jej najczystszej postaci.
Tutaj człowiek nie jest już panem świata. Tutaj jego być albo nie być zależy od umiejętności  przystosowania się do skrajnych warunków... I od uprzejmości Pana Chang...

Jednak ten utarty porządek rzeczy ma wkrótce ulec zachwianiu. Vincent i Maxim, dwóch przyjaciół wkrótce zostanie wciągniętych w wir wydarzeń, które na zawsze odmienią oblicze Rubieży. Czy świat, w którym nowoczesna technologia jest tak samo ważna jak maszyny parowe, przetrwa w obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rubież 1 RUBIEŻ Krzysztof Adamski, Swarzędz 2012 Rubież 2 Prolog Stacja kosmiczna ”Brzask” System Kartaginy, Rubież, AD2912 Dominik Borgia stał przed zajmującym całą ścianę jego gabinetu, panoramicznym bulajem i obserwował nadzorowany przez siebie kosmiczny plac budowy. W świetle obu gwiazd Kartaginy, oddalone o osiemdziesiąt kilometrów od stacji miejsce konstrukcji Wrót mieniło się tysiącami odblasków, nadając mu fantastyczny wygląd. Wokół szkieletu, na którym wkrótce oprzeć się miały dwa gigantyczne pierścienie, w nieprzerwanym tańcu wirowało kilkadziesiąt małych, często jednoosobowych jednostek inżynieryjnych, transportujących lub montujących elementy wielkiej konstrukcji. Dominik mógł obserwować to widowisko całymi godzinami. Fascynował go pozorny chaos panujący wśród pracujących jednostek, tym bardziej, że był świadomy, iż tak naprawdę każda załoga postępuje według ściśle określonego planu. Zabawnym wydawał mu się również fakt, że zdecydowana większość pracujących przy budowie ludzi, w tym również on sam, nie zna i nigdy nie pozna zasad funkcjonowania budowanej konstrukcji. Wrota podprzestrzenne - najważniejsza technologia ery podboju kosmosu, a jednocześnie najpilniej strzeżony sekret jego korporacji, skracały tysiąckrotnie czas podróży międzygwiezdnych. Dwa olbrzymie, mierzące po piętnaście kilometrów średnicy, przeciwbieżne pierścienie pozwalały wytworzyć tymczasowy tunel podprzestrzenny łączący dwoje dowolnych Wrót w galaktyce. Technologia ta była dla ludzkości bezcenna, ale jednoczenie wyjątkowo kosztowna gdyż zapotrzebowanie na energię potrzebną do otwarcia Rubież 3 tunelu rosło proporcjonalnie do jego wielkości i długości. Przelot małego statku do sąsiedniego systemu był stosunkowo niedrogi, podczas gdy wysłanie krążownika na drugi koniec sektora wymagało niewiarygodnych nakładów energii. Dlatego Kartagina była idealnym miejscem dla umiejscowienia Wrót. Energia słoneczna z dwóch znajdujących się w systemie gwiazd była dla ich systemów pewnym i stałym źródłem zasilania. To właśnie światło odbijające się od fragmentów transportowanych, a następnie montowanych na ramie konstrukcji paneli słonecznych roziskrzało co chwilę pustkę kosmosu. Dominikowi wydawało się jednak, że dzisiaj rozbłyski są jakby trochę rzadsze, mniej intensywne niż zwykle. Z zamyślenia wyrwała go świadomość że w pomieszczeniu stoi ktoś jeszcze. Po sekundzie w zniekształconym przez taflę bulaja odbiciu rozpoznał jednego ze swoich zastępców. Inżynier Rupert Davies, od dłuższego czasu cierpliwe czekał przy wejściu do jego gabinetu. - Wejdź. – Dominik z ciężkim sercem odwrócił się od do niedawna kontemplowanego widoku, zapraszając podwładnego do środka – Co się stało? Wyraz twojej twarzy każe mi wątpić w to, że przynosisz dobre wieści… Ponownie, dla ścisłości… Młodszy od Dominika o kilka lat, Rupert dobrze wiedział, że jego przełożony nie lubił kiedy mu przerywano rzadkie chwile odpoczynku od bezpośredniego nadzoru nad budową. Niestety to właśnie jemu w udziale przypadało zwykle informowanie starszego inżyniera o opóźnieniach w realizacji harmonogramu. Rubież 4 - Panie Borgia, JMC znowu domaga się odesłania dwudziestu procent stanu brygady do pomocy w kolonizacji Kuźni. Grożą wznowieniem strajku… W tej chwili pracuje jedynie trzy czwarte brygady, tłumacząc to problemami technicznymi ze sprzętem – możemy spodziewać się, że w ciągu najbliższych godzin prace ustaną zupełnie. Usłyszawszy potwierdzenie swoich przypuszczeń, starszy inżynier bez słowa spoczął za swoim pulpitem, wskazując jednocześnie młodszemu koledze by usiadł naprzeciwko. Ten postanowił jednak zachować postawę zasadniczą, wywołując tym samym u przełożonego lekki, ironiczny uśmieszek. - Rozumiem, że z tego też nie skorzystasz? – Zapytał wyciągając z szafki butelkę i dwie szklanki. Nie czekając na odpowiedź nalał tylko sobie. Davies odmówił ruchem głowy, pozostają cały czas na baczność ciągnął dalej. - Mamy dwie godziny na ustosunkowanie się do ich postulatów, inaczej… - Do jasnej cholery! – przerwał mu w pół zdania Dominik - Przestań mi się tu wreszcie prężyć jak jakiś pieprzony kadet! Nie wiem czy zauważyłeś, ale nie jesteśmy w wojsku! JMC grozi strajkiem? I co w tym nowego? Grożą nam od kiedy „Tytan” rozbił się na Kuźni! Przeszło rok temu rada uchwaliła że brygada pozostanie do naszej dyspozycji aż do momentu ukończenia wrót, a jedynym warunkiem do odesłania jakiejkolwiek jej części na Kuźnie było wyprzedzenie harmonogramu! Oni co chwilę wyskakują z tym samym bo wiedzą, że każdy tydzień opóźnienia kosztuje nas miliony! Dzięki wspólnemu wysiłkowi ich macierzystej Vespa Technologies, oraz prowadzącej większość robót Rubież 5 inżynieryjnych Janus Mining Corporation, Wrota miały być gotowe w przeciągu dwóch lat. Niestety, jak to zwykle bywa, od samego początku nic nie przebiegało zgodnie z planem. W wyniku konfrontacji należącego do JMC „Tytana” z nieznanym dotychczas obcym gatunkiem, korporacja utraciła trzy czwarte swoich zasobów oraz niemal całe zaplecze technologiczne. Z pomocą Vespy kryzys udało się zażegnać, natomiast w nowej sytuacji JMC bardzo nalegało na oddelegowanie części brygady do pomocy w odbudowie swojego potencjału przemysłowego. Vespa, nie mająca praktycznie żadnego sprzętu konstrukcyjnego i tylko nielicznych inżynierów, nie mogła sobie na to pozwolić. - Masz nieograniczony budżet i zasoby żeby ich zadowolić, daj im wszystko czego będą chcieli, obiecaj im co się da za wcześniejsze ukończenie Wrót. Jak przyjdzie co do czego to wszystkie roszczenia zostaną ucięte przez Radę ponieważ to oni nie chcieli wywiązać się z umowy pierwsi. Davies stał ze spuszczoną głową oczekując na koniec tyrady szefa, wiedząc że gniew Dominika mijał równie szybko jak wybuchał. - Siadaj już wreszcie, nie lubię gdy ktoś nade mną stoi. Na pewno nie chcesz? - Zapytał pociągając ze szklanki. – Chyba nie wyznajesz filozofii Oświeconych i nie wyrzekłeś się potrzeb cielesnych? Przecież jesteś inżynierem, a nie jakimś jajogłowym fanatykiem! Młodszy mężczyzna posłusznie usiadł, ale nie zdecydował się na proponowany mu poczęstunek. Podczas gdy zbierał myśli, Dominik z uniesionymi brwiami przyglądał się mu wyczekująco. - Dobrze – podjął po chwili Rupert – W zamian za powrót do pracy i jej przebieg bez dalszych opóźnień, Rubież 6 zaproponujemy im zwolnienie z opłat za użytkowanie wrót na kolejne pięć lat. Jeżeli to im nie wystarczy to wydłużymy bezterminowo ich kontrakt na usługi dwóch nanopatów… - Wreszcie coś konkretnego. Poczekaj, porozmawiajmy jeszcze chwilę – Dominik powstrzymał Ruperta, który najwyraźniej chciał już oddalić się w celu realizacji swoich zamierzeń – Jak myślisz, przy obecnym tempie prac, ile nam zajmie ukończenie budowy? - Minimum dwa lata, prawdopodobnie dwa i pół roku – Davies odparł bez wahania . - Czyli maksymalnie cztery lata, zamiast planowanych dwóch… W sumie nawet nieźle, zważywszy na wszystkie nieprzewidziane komplikacje. Powiedz mi co według ciebie będzie potem? - Potem, panie Borgia? - Jak już ukończymy Wrota. Co dalej? - Oczywiście nawiążemy kontakt z Rdzeniem. Następnie przez Wrota zaczną napływać kolejne jednostki z zadaniem dalszej kolonizacji Rubieży. Otworzy to ludzkości drogę do dalszej ekspansji w kosmosie –Podejrzewając, że pytanie było formą testu, młodszy mężczyzna postanowił udzielić możliwie najbardziej prawomyślnej odpowiedzi. - No tak, oczywiście… – Ironiczny uśmieszek znowu powrócił na twarz Dominika – Kwiaty, honory, odznaczenia i dożywotna chwała… Naprawdę w to wierzysz? – Nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej – Wierzysz w to, że mieszkańcy Rdzenia po półtora wieku rozwoju potraktują nas jako równorzędnych partnerów? Spójrz na Oświeconych. W przeciwieństwie do pozostałych sześciu milionów mieszkańców Rubieży, oni spędzili ostatnie sto pięćdziesiąt cztery lata żyjąc, pracując, rozmnażając się – jednym Rubież 7 słowem ewoluując. Cholera, oni nawet wyglądaj inaczej niż my, pomijając już różnice kulturowe i światopoglądowe… - Inżynier zrobił krótką przerwę by pociągnąć kolejny łyk ze szklanki. - Co każe ci sądzić że nasi krewni z Rdzenia nie potraktują nas jak brudu spod paznokcia? Fakt, wykonaliśmy swoje zadanie, ale co teraz z nami zrobić??? -Panie Borgia –Rupert uznał, że tym razem Dominik oczekuje od niego odpowiedzi - Oczywiście rozumiem pana rozterki, ale przecież takie było założenie całej wyprawy. Był pan przecież świadomy że członkowie załóg wysłanych poza Martwą Strefę, w tym również pan, sami skazują się na zacofanie. Wszyscy zgłosiliśmy się na ochotników wierząc, że dokonujemy czegoś wzniosłego. Faktycznie, nikt nie przypuszczał, że przebycie Strefy zajmie nam tyle czasu, ale według mnie było warto. - Ha! Widzę, że jednak potrafisz myśleć samodzielnie – Kolejna porcja alkoholu wyraźnie rozluźniła Dominika – Masz rację, kiedy się zaciągnąłem naiwnie liczyłem na to że spędzimy w hibernacji dziesięć, maksymalnie trzydzieści lat. Pamiętaj również, że według oryginalnego planu, skumulowana na pokładzie „Tytana” potęga przemysłowa JMC miała pozwolić nam wypracować w Rubieży odpowiednie zaplecze i pozycję zanim nawiążemy kontakt z Rdzeniem. A teraz, gdy JMC żebrze o zwrot tych kilku jednostek pracujących przy Wrotach, tak naprawdę nie mamy Rdzeniowi niczego do zaoferowania. - Mam przecież nanopatię – zaoponował Rupert – szansa, że w międzyczasie opracowano taką samą technologię jest raczej minimalna. Miała w końcu ułatwiać eksplorację kosmosu, podczas gdy w Rdzeniu przestano o tym marzyć już prawie dwieście lat temu. Poza tym, może Rubież 8 rzeczywiście „zwykli” ludzie mogą wydaćsię przybyszom z Rdzenia odrobinę zacofani, ale już Oświeceni powinni stanowić dla nich równorzędnych partnerów. Oni znajdą jakiś sposób na zapewnienie nam godnej pozycji w nowym układzie sił. - Odpowiedź zdecydowanie prawidłowa, ale w obu punktach błędna – wyraz politowania powrócił na twarz Dominika – Zastanów się, jest inna dziedzina, do jakiej nanopatia nadaję się zdecydowanie bardziej niż eksploracja… Owszem poznawanie nowych ekosystemów zmysłami miejscowych gatunków faktycznie pozwala zaoszczędzić czas i środki potrzebne dla konwencjonalnego zwiadu, ale tak naprawdę od początku chodziło o coś innego. Coś co tłumaczyłoby olbrzymie zainteresowanie tą technologią ze strony Triady… - Szpiegostwo? – Ostrożnie zaproponował Rupert - Dokładnie– smutno uśmiechnął się Dominik - punkt dla Ciebie. Wyobraź sobie, obserwacja ruchów wojsk oczami ptaka, albo podsłuchiwanie konkurencji z pozycji muchy na suficie? Zastosowań jest mnóstwo, pozwolę sobie nawet pójść o krok dalej. – Dominki coraz bardziej się nakręcał – Podejrzewam, że od początku wcale nie chodziło o kontrolowanie zwierzą. Znając moralność Oświeconych, celem mieli być inni ludzie. – Ciągnął, nie zważając na wyraźny lęk malujący się na twarzy młodszego mężczyzny. – Szczęśliwie dla Homo sapiens, gatunek ten, jako jedyny dotąd poznany, odrzuca nanity, tym samym uniemożliwiając inwigilację ludzi. Taka przynajmniej jest wersja oficjalna. Być może w naszej rozmowie „uczestniczy” ktoś jeszcze mający za zadanie wyłapywać ze społeczeństwa elementy „potencjalnie szkodliwe”? Powiedz Rubież 9 mi Rupert, myślisz, że jestem „elementem potencjalnie szkodliwym”? - Oczywiście, że nie panie Borgia, ale mam dużo zadań do wykonania i chciałbym… - To dobrze, że tak nie uważasz – Dominki kontynuował nie pozwalając mu dokończyć. - Chociaż może powinieneś? Wracając do twoich przekonań, to na twoim miejscu nie pokładałbym zbyt dużej wiary w naszych wspaniałych krewniakach i ich najdoskonalszym dziele. – Z rezygnacją stwierdził starszy mężczyzna – Obawiam się, że dobro ludzi takich jak my w ich hierarchii wartości znajduje się na ostatnim miejscu. Słyszałeś może o ostatnim dekrecie senatu Oświeconych? Tym dotyczącym edukacji nanopatów? – Widząc, że Rupert pokręcił głową, ciągnął dalej – No tak, nie jesteś nosicielem Genu, więc ciebie to nie dotyczy i nie obchodzi… -Nie rozumiem panie Borgia… - Oczywiście, że nie rozumiesz –ponownie przerwał mu przełożony –Nie należysz przecież do grona szczęśliwców obdarzonych cudownym Genem… Widzisz ja mam tą przyjemność, co prawda u mnie jest on uśpiony i nic nie wskazuje na to że, rozwinę zdolności nanopatyczne. Jednak z punktu widzenia Oświeconych nadal pozostaję cennym źródłem materiału genetycznego. Widzisz, wczoraj urodził się mój syn… -Słyszałem, gratuluję panie Borgia– Dominik przyjął te słowa skinieniem głowy i ciągnął dalej – Moje pierwsze dziecko, a zarazem ostatnie, które dane mi będzie wychowywać. Z zaufanego źródła wiem, że senat uznał za najlepszy sposób na zagwarantowanie nam właściwej pozycji w, jak to ująłeś, nowym układzie sił będzie Rubież 10 zmaksymalizowanie ilości urodzeń dzieci obdarzonych Genem oraz ich kształcenie na nanopatów już od najmłodszych lat. Zostanie utworzony Bank Genów, który zasilać będą jego wszyscy męscy nosiciele. Obdarzone nim kobiety zostaną sprowadzone do roli inkubatorów, mających za zadanie rodzenie dzieci mających największą szansę na jego odziedziczenie. Dzieci będą wychowywane pod kątem maksymalnego rozwinięcie ich nanopatycznego potencjału – praktycznie bez kontaktu z biologicznymi rodzicami. Dzięki dekretowi Oświeconych za dwadzieścia lat Vespa będzie dysponować pierwszym rzutem ślepo posłusznych i oddanych nanopatów… Wierz mi nie jest to system w jakim chciałbym wychowywać mojego syna, ale nie będę cię wprowadzał w szczegóły, poczytaj sam, może otworzy ci to trochę oczy. - Tak zrobię, panie Borgia, ale teraz, jeżeli pozwoli pan zajmę się negocjacjami z JMC. Bardzo dziękuję za pouczającą rozmowę – Rupert najwyraźniej chciał mieć tą niewygodą dyskusję za sobą. - Dobrze, idź już, daj mi znać, co udało ci się wynegocjować, mam nadzieję, że faktycznie czegoś się nauczyłeś. Rupert z ulgą wycofał się do drzwi, ukłonił się i wyszedł. Dominik jeszcze przez chwilę siedział przy pulpicie, po czym wlał do szklanki resztkę alkoholu i podszedł do bulaja. Wizja przyszłości kreowanej przez Oświeconych go przygnębiała. Co prawda jego pozycja w Vespie była na tyle wysoka by mógł zagwarantować swojemu synowi w miarę normalne dzieciństwo, ale nie chciał żeby w przyszłości stał się on narzędziem w ich Rubież 11 rękach. Ponownie tęsknym wzrokiem spojrzał na pustą już butelkę. - Przy okazji trzeba będzie poprosić Pana Chang o kolejną – Rzucił w przestrzeń. I. Gniazdo System Kuźni, Rubież, AD2936 1. W odrętwienie nieświadomości Królowej powoli zaczynały wbijać się nowe bodźce. Z początku subtelne doznania, z każdą minutą nabierały intensywności, Królowa stawała się coraz bardziej świadoma i czujna. Jej zmysły powoli smakowały otoczenie, niczym niewidzialne macki obejmując całą kolonię i przestrzeń wokół niej. Wyczuła swoje dzieci, zarówno te uśpione wraz z nią, jak i te, które czuwały nad ich bezpieczeństwem. Z matczyną troską dotknęła każdego z nich, informując je równocześnie o swoim przebudzeniu. Kolejna falą wrażeń napłynęła o wiele bardziej stanowczo. Już wiedziała, co ją obudziło i co musi zrobić. Uczucie rodzące się wewnątrz jej pradawnego ciała, było zarazem uczuciem wszystkich jej dzieci. Z każdą chwilą nabierało ono intensywności i ostrości…. Łaknienie stało się on jeszcze większe, gdy wyczuła w pobliżu wystarczającą ilość pożywienia dla przetrwania przez nią i jej dzieci kolejnego cyklu. Jej dotyk stał się bardziej intensywny - kolonia zaczynała się budzić i już wkrótce miała nasycić swój głód. xxxxxx Rubież 12 Być może przemieszczanie przez cały dzień bogatych w rudy asteroid na wcześniej ustaloną pozycję nie było najbardziej wyczerpującym zajęciem, ale po kolejnym dniu takiej pracy Maxim miał już dość. Nie tyle ze zmęczenia, co raczej z nudy towarzyszącej temu zajęciu. Wszystkie mające zostać przerobione asteroidy zostały już oznaczone wcześniej. Teraz do niego i kilkudziesięciu innych pilotów skarabeuszy należało ustawienie ich na Polu. Skała po skale, każda niemal identyczna… I tak do zesrania… Nawet dron mógłby to zrobić… - Myślał Maxim, kończąc umieszczanie ostatniej skały koło pozostałych dziesiątek podobnych jej skał. Pozostali piloci również kończyli swoją zmianę i powoli kierowali się w stronę kontenerowca, który miał ich zabrać z powrotem do „Tytana”. Dwa skarabeusze jednak niebezpieczne zbliżyły się do powierzchni Gniazda, przeczesując szperaczami jego zacienioną, porytą kraterami skorupę. Wszystko wskazywało na to, że ich piloci mieli nadzieję na ostatni, dodatkowy zarobek przed Żniwami. Najwyraźniej jednak, albo nie znaleźli na powierzchni księżyca niczego co warte byłoby ryzyka, albo zwyczajnie kończyła im się energia potrzebna do zanurkowania, gdyż po chwili zawrócili. Maxim uważnie śledził ich lot nad powierzchnią Gniazda, po czym sam sprawdził pozostały mu zapas energii. Dwaj koledzy trochę mu jej oszczędzili. W świetle ich szperaczy dostrzegł kilka obiecujących refleksów. Kontrolka stanu baterii wskazywała już co prawda rezerwę, ale przy oszczędny locie powinno to wystarczyć na dwa nurkowania. Potem będzie musiał już tylko odbić się tak by wyjść ze strefy cienia, złapać trochę Rubież 13 energii słonecznej i dowlec się ze spokojem do kontenerowca. Plan krystalizujący się w jego głowie wywołał uśmiech na twarzy Maxima. Perspektywa zarobienia kilku dodatkowych uncji sprawiła, że ten dzień mógł jednak okazać się nie do końca zmarnowany. Należało tylko sprawdzić jeszcze jedną istotną kwestię. Pilot wystukał na konsoli komunikatora właściwy kod wywoławczy. - Vinnie jesteś? – rzucił w przestrzeń, jednocześnie obniżając coraz bardziej tor lotu.- Hej kolego, odezwij się. - Co znowu? - Udawane zniecierpliwienie przyjaciela było elementem stałego rytuału. - Vince, przyjacielu, jak ci mija ten piękny, mroźny dzień? -Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale jestem trochę zajęty – Tradycyjnie gderał Vincent – Do rzeczy. Czego znowu chcesz? Myślałem, że masz coś do roboty. - Ja właśnie w tej sprawie. Powiedz mi kumplu, czy zacząłeś już budzić naszą śpiącą piękność? - Tak jakby. Jestem właśnie w trakcie, dostała już pierwsze dwie porcje głodu i zaczyna się wiercić, czemu pytasz? - Czyli mamy jeszcze parę godzin zanim robotnice dostaną zajoba? - Ty chyba do reszty zgłupiałeś?! – Udawany, lekki ton ustąpił miejsca prawdziwemu zaniepokojeniu –Tak, robotnice ruszą za parę godzin, ale żołnierze już chodzą podnieceni po całej ciemnej stronie. Jeżeli myślisz o tym o czym ja to zapomnij, nie pomogę ci w popełnieniu samobójstwa. Rubież 14 - Vinnie, stary, tylko dwa nurkowania, obiecuję, najwyżej pół godziny… - Nie ma mowy, kompletnie oszalałeś, wyłączam się, nie przeszkadzaj mi już! - Odpalę ci dwadzieścia procent – Maxim postanowił zagrać ostatnią kartę. Przeciągająca się cisza po drugiej stronie oznaczała, że Vincent albo się już rozłączył, albo złapał przynętę. - Czterdzieści procent i tylko jedno nurkowanie, nie mam tyle czasu – Najwyraźniej przyjaciel połknął haczyk. - Dwadzieścia pięć? Daj spokój chłopie to ja ryzykuję swoje dupsko, podczas gdy ty siedzisz sobie wygodnie w cieple i wpieprzasz ciastka! - Trzydzieści pięć, zastanów się ile energii kosztowała cię już ta rozmowa… - Trzydzieści, wiesz, że muszę opłacić licencję, nie targuj się z mną jak jakiś pieprzony dron! - Ok, umowa stoi – Max mógłby przysiąc, że usłyszał stłumiony śmiech Vinca – Ale jak nic nie wyłowisz, to sam zgłosisz się do pomocy przy rozładowywaniu żarcia w chłodni. Na pełną zmianę. - Nie ma sprawy, zapewniam cię jednak, że żadnemu dronowi nie zabiorę zajęcia. Za dwie minuty będę na pozycji, możesz zacząć już skanować powierzchnię. - Wiem co mam robić, śledzę już twoje namiary. Postaraj się przez chwilę mi nie przeszkadzać, muszę przecież skończyć to ciastko. W trakcie trwania tej rozmowy Maxim zdążył sprawdzić wszystkie systemy i jeszcze raz przekalkulować potencjalne zużycie energii. Pomimo nerwowego pulsowania Rubież 15 kontrolki stanu baterii, Max skierował swojego skarabeusza nad miejsce, w którym widział metaliczne refleksy. Z tak małej odległości powierzchnia Gniazda wyglądała na absolutnie pozbawioną życia. Jednak szara, usiana kraterami i wąwozami skorupa kryła w sobie plątaninę korytarzy zamieszkanych przez Królową i jej dzieci. Okrągła kabina skarabeusza dawała szerokie pole widzenia, mimo to oprócz ponurego krajobrazu Max nie odnotował obecności żołnierzy. Nie był na tyle naiwny by wierzyć, że nie ma ich w pobliżu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili z któregoś z niewidocznych wyjść może wychynąć złomiarz. Kolejny raz zlustrował okolicę i ponownie wywołał przyjaciela. - No dobra, otrzyj okruszki z gęby i bierz się do roboty. Jak wygląda okolica? - Czysto, dwóch żołnierzy sześćset metrów na północ od ciebie, następna trójka w tunelach pod tobą, na razie postaram się utrzymać ich pod powierzchnią. Rób co masz do zrobienia i zabieraj się stamtąd. - Dobrze tato. – Wymiana zdań, z pozoru lekka i żartobliwa, nie przeszkadzała Maximowi w skoncentrowaniu się na dokładnym wyliczeniu trajektorii nurkowania. Pilot w napięciu obserwował dobrze już widoczne perły. Trzy lśniące sfery spoczywały w niedalekim kraterze, podczas gdy kolejne dwie czkały niecałe sto pięćdziesiąt metrów dalej. Max chciał je złapać za jednym podejściem. Teoretycznie było to możliwe, ale musiał mieć na uwadze zużycie energii konieczne do tego typu manewrów. - Schodzę. – oznajmił już w zupełności poważnie Vincentowi. Rubież 16 - Roger- Wesoły nastrój obu mężczyzn ulotnił się w mgnieniu oka, oboje byli teraz maksymalnie skupieni na swoich zadaniach. Skarabeusze, jednoosobowe jednostki zaprojektowane do próżniowych prac inżynieryjnych, po katastrofie „Tytana” stanowiły trzon floty JMC. Co prawda posiadały bardzo ograniczone osiągi i możliwości, jednak to one gwarantowały korporacji stały dopływ tak cennych w tych czasach surowców. Oprócz codziennych prac polegających na wyszukiwaniu i oznaczaniu zdatnych do przerobienia skał oraz późniejszego ich przemieszczania na Pole, każdy pilot zobowiązany był uczestniczyć w Żniwach. To właśnie wtedy odławiano większość pereł. Nie powstrzymywało to jednak narwańców pokroju Maxima od ryzykowanych prób łowienia ich poza tym względnie bezpiecznym okresem. Jedynym, co odróżniało Maxima od pozostałych poławiaczy, była jego przyjaźń z Vincentem Petersenem, etatowym nanopatą zatrudnionym przez JMC. Maxim ufał przyjacielowi bezgranicznie, dlatego był gotów ponownie podjąć ryzyko i zmierzyć się swoją „sześcioręką bańką” z żołnierzami złomiarzy. Kiedy był już gotowy, Max zdecydowanym ruchem skierował swój pojazd pionowo w kierunku powierzchni księżyca. - Nadal czysto. – Głos w komunikatorze był jedynym, na co czekał Maxim. - Skarabeusz runął w dół, błyskawicznie pokonując dzielące go od zdobyczy metry. W miarę jak powierzchnia księżyca stawała się coraz bliższa, pilot rozpoczął łagodzić trajektorię lotu, tak by ostatecznie wyhamować i zawisnąć idealnie ponad perłami. Spektrometr zazwyczaj potrzebował parędziesięciu sekund na odczyt, Rubież 17 dlatego Max zrezygnował ze sprawdzenia ich składu. Dwa z sześciu manipulatorów skarabeusza bezbłędnie pochwyciło pierwsze dwie perły i umieściło je w znajdującym się za kabiną koszu. - Jak to wygląda teraz? – Zapytał, chwytając ostatnią metaliczną kulę. - Powierzchnia bez zmian, ale na twoim miejscu bym się pospieszył. Do trójki pod tobą dołączyło jeszcze dwóch, sytuacja powoli zaczyna wymykać mi się spod kontroli. - Zaraz wychodzę, jeszcze tylko chwilkę. – Pozostałe dwie perły były zbyt blisko żeby je zignorować. Kolejnym zrywem silników Max posłał swój pojazd w ich kierunku, niemal ocierając się o sterczące z podłoża skały. - Mówiłem ci żebyś wracał! – Vincent był już na serio zdenerwowany – Ładujesz się prosto na kolejnego! - Spokojnie, postaraj się ich jeszcze jakoś przytrzymać, poradzę sobie! –Max zdążył jeszcze rzucić do komunikatora przed jego wyłączeniem. Wystarczyło mu już, że kontrolka stanu baterii zaczynała pulsować coraz nachalniej, nie chciał żeby dodatkowo rozpraszały go histeryczne komentarze przyjaciela. Kolejne metry uciekały błyskawicznie. Mała kabina skarabeusza stała się nieznośnie ciasna i duszna. Skupiony do granic możliwości Maxim szykował się do przechwycenia i odejścia – najważniejszego manewru połowu. Nagle bezpośrednio obok upragnionej zdobyczy wyrósł złowieszczy kształt. Z początku Maxim nie zauważył czterech macek, które wychynęły z jednego z kraterów. Dopiero kiedy dostrzegł podążający za nimi masywny, lśniący łeb żołnierza, Max zdał sobie sprawę z zagrożenia. Wielkie oczy owada patrzyły wprost w jego kierunku. Rubież 18 Maxim instynktownie dał całą wstecz, uruchamiając jednocześnie szperacz zamontowany na jednym z ramion skarabeusza. Złomiarz najwyraźniej był w jakiś sposób oszołomiony przez Vincenta, ponieważ zamiast pochwycić i zgnieść skarabeusza swoimi potężnymi, uzbrojonymi w kościane haki mackami, wpatrywał się w niego z, gdyby tylko było to możliwe u trzy metrowej mrówki, tępym wyrazem pyska. Smagnięcie po oczach wiązką jaskrawego światła wystarczyło by owad rozpaczliwie rzucił się powrotem do krateru. Max wykorzystał ten moment by pochwycić ostatnie dwie perły, zmienić ustawienie silników manewrowych i dać całą naprzód pod ustalonym wcześniej kątem. Desperackie użycie szperaczy najwyraźniej kosztowało zbyt dużo energii, gdyż po paru sekundach zasilanie skarabeusza ostatecznie padło. Na szczęście dla Maxima odbicie było idealne i pojazd z każdą sekundą zbliżał się do wyjścia ze strefy cienia, podążając w kierunku upragnionego światła. Jedyne, co Max musiał teraz zrobić to uspokoić oddech, by nie wyczerpać zbyt szybko pozostałego w kabinie zapasu powierza. Pilot pozwolił sobie wreszcie na triumfalny uśmiech, wiedząc, że kolejny raz mu się udało. Po piętnastu minutach, pchany siłą rozpędu pojazd wychynął zza Gniazda prosto na przestrzeń oświetloną promieniami błękitnej gwiazdy Kuźni. Rozmieszczone na kadłubie skarabeusza kolektory słoneczne zaczęły przetwarzać energię potrzebną do wskrzeszenia kluczowych systemów pojazdu. Max z początku chciał połączyć się z Vincentem, ale po chwili namysłu doszedł do wniosku, że lepiej będzie potrzymać przyjaciela jeszcze chwilę w niepewności. Zamiast tego postanowił wreszcie przyjrzeć się zdobytemu z narażeniem życia łupowi. W tym właśnie celu, Rubież 19 oprócz dwóch chwytnych manipulatorów oraz szperacza, pozostałe trzy ramiona skarabeusza wyposażone były w kamerę, spektrometr oraz wielozadaniową końcówkę narzędziową. Pilot już po trzydziestu sekundach otrzymał dość rozczarowujące odczyty składu pierwszych dwóch pereł. Zawarte w nich pierwiastki były dość powszechne i w związku z tym nie były wyceniane dość wysoko. Natomiast kolejna, czterdziestocentymetrowej średnicy kula okazała się składać z uroborozytu – najbardziej poszukiwanego metalu w Rubieży. Informacja ta jeszcze bardziej poprawiła, już i tak dobry nastrój Maxa. Za samą tą perłę mógł dostać parędziesiąt uncji prowizji. Ostatnie dwie mniejsze perły zawierały niemalże równie cenny ferenix. Całość łupu Maxim oszacował na sto pięćdziesiąt do dwustu uncji – suma, nawet po umniejszeniu o stawkę Vincenta, wystarczająco duża by odnowić licencję, oraz przeżyć na przyzwoitym poziomie chude dni oczekiwania na Żniwa. Po zakończeniu pomiarów, Max wytrawił na każdej z pereł swój kod identyfikacyjny, który miał później pozwolić zlokalizować jego zdobycz pośród ton innych surowców zrzucanych do ładowni kontenerowca. Zadowolony z siebie pilot jeszcze przez chwilę obserwował doskonale widoczną z jego pozycji panoramę Kuźni. Na tle bieli planety wyraźnie odznaczała się olbrzymia sylwetka „Tytana”, stercząca z lodowatej równiny niczym czarny kieł. Rozbity prawie ćwierć wieku temu, gigantyczny statek był jednym z dwóch osiedli ludzkich na planecie. Drugie ukryte było pod ciężkimi śniegowymi chmurami paręset kilometrów dalej na południe. Podczas gdy „Tytan” stanowił stolicę planety, wiecznie zaśnieżony Kocioł stanowił zagłębie przemysłowe JMC. Rubież 20 Z daleka Max dostrzegł sylwetkę opuszczającego orbitę kontenerowca, co trochę ostudziło jego samouwielbienie. Oznaczało to, że będzie musiał poczekać na kolejny kurs na „Tytana” aż do końca następnej zmiany. To również przypomniało mu o czekającym na jakiekolwiek wieści przyjacielu, dlatego ponownie uruchomił komunikator i wywołał Vincenta. - No kolego, jesteśmy bogaci! Hej jesteś tam? Dzięki za krycie mojej dupy. - Jesteś idiotą Sidorov, wiesz o tym? – po głosie Vinca dało się poznać, że targające nim emocje zdążyły się wypalić podczas długotrwałego oczekiwania na sygnał od przyjaciela. - Ale za to bogatym idiotą! Nie martw się, dotrzymam swojej części umowy, dostaniesz swoje dwadzieścia pięć procent. - Trzydzieści. – Vincent nie dał się nabrać. – Jeżeli faktycznie jest tak jak mówisz to może rzeczywiście nie najgorzej na tym wyjdę. Mam na myśli oczywiście moją działkę i bonus. Niestety nie zżarli cię złomiarze, więc nadal będę musiał się z tobą użerać. - Hehe, niedoczekanie twoje. Już nie narzekaj, pomyślałby kto, że na naszej znajomości źle wychodzisz. Czekaj, jaki bonus? Na nic więcej się nie umawialiśmy! - No proszę! Najwyraźniej muszę ci przypomnieć, że miałeś się dzisiaj spotkać z Kasyą. – Z triumfem w głosie wypalił Vincent – Z radością poinformuję ją że nie dasz dzisiaj rady. Obiecuję dotrzymać jej towarzystwa i zadbać o jej rozrywkę w twoim imieniu. Rubież 21 Maximowi zrzedła mina. Faktycznie zapomniał. W najlepszym wypadku w „Tytanie” będzie za dziewięć godzin. Zgrzytając zębami, Maxim poczekał aż ucichnie radosny rechot przyjaciela i rzucił: - Jednak jesteś cholernym dronem! - Ale dzięki tobie bogatym i szczęśliwym dronem, a ty nadal tylko bogatym idiotą. Będę leciał, obiecuję pozdrowić od ciebie pannę Steinwald. Miłego opalania, do zobaczenia jutro. Kliknięcie w słuchawce oznajmiło zakończenie transmisji. Nie powstrzymało to jednak Maxa przed rzuceniem w eter długiej, niezbyt wyszukanej wiązanki przekleństw. Już mniej zadowolony z siebie, Maxim Sidorov skierował skarabeusza w kierunku punktu zbornego, pozostawiają za swoimi plecami księżyc i budzącą się w jego wnętrzu kolonię. 2. Vincent rozłączył się wystarczająco szybko by nie usłyszeć skierowanej pod jego adresem serii inwektyw. W sumie jego dzień pracy już dobiegł powoli końca, ale nie mógł się powstrzymać przed jeszcze jednym sprawdzeniem samopoczucia doglądanej przez niego trzódki. Konsola nanoskanera wyświetliła listę wszystkich zindeksowanych i pogrupowanych według gatunków, osobników, a następnie napisany przez Vincenta skrypt przefiltrował ją pod kątem ewentualnych zagrożeń.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Rubież
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: