Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00231 003743 18673603 na godz. na dobę w sumie
Mit rozpieszczonego dziecka. Wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania - ebook/epub
Mit rozpieszczonego dziecka. Wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania - ebook/epub
Autor: Liczba stron: 283
Wydawca: MiND Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62445-66-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

• Czy to prawda, że współczesne dzieci są rozpieszczone?

• Czy faktycznie rodzice pozwalają im na zbyt wiele?

• Jak przygotowywać je do wyzwań dorosłego życia?

• Czy trzeba przyzwyczajać dzieci do porażek, frustracji i cierpienia?

• Czy rywalizacja w młodym wieku rzeczywiście wzmacnia?

• Czy samodyscyplina może mieć jakieś ciemne strony?

• Kto korzysta na posłuszeństwie naszych dzieci?

 

Alfie Kohn zaprasza do refleksji nad stereotypami dotyczącymi dzieci i wychowania. Bazując na współczesnej wiedzy i badaniach, rozważa powszechne przekonania na temat rodzicielstwa helikopterowego, rywalizacji, samokontroli czy rzekomo szkodliwego poczucia własnej wartości. Pokazuje, że część opinii, które funkcjonują w mediach i świadomości rodziców, zyskała już statut szkodliwych mitów.

Książka zawiera także pozytywny program, który autor nazywa wychowaniem opartym na współpracy.

 

Alfie Kohn jest amerykańskim badaczem interdyscyplinarnym, cenionym ekspertem od edukacji i wychowania. Błyskotliwy krytyk kultury rywalizacji i wychowania opartego na kontroli. Autor wielu książek, m.in. Wychowanie bez nagród i kar (wyd. pol. 2013), Mit pracy domowej (wyd. pol. w przygotowaniu), No Contest. A Case Against Competition (1982).

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:



Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...Mit rozpieszczonego dziecka ALFIE KOHN wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania Mit rozpieszczonego dziecka ALFIE KOHN wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania Przekład z języka angielskiego Karolina Bochenek Dla M.W. Twoje uwagi zawsze pozwalały mi udoskonalać to, co piszę. Tytuł oryginału THE MYTH OF THE SPOILED CHILD. CHALLENGING THE CONVENTIONAL WISDOM ABOUT CHILDREN AND PARENTING Projekt graficzny okładki ALEKSANDRA SZEMPRUCH Redakcja AGATA RĘKAWEK 2014 © Copyright by Alfie Kohn First published in the United States by Da Capo Press, an imprint of Perseus Books, a division of PBG Publishing, LLC, a subsidiary of Hachette Book Group, Inc. © Copyright for the Polish translation and edition by Wydawnictwo MiND 2018 ISBN 978-83-62445-66-0 Spis rzeczy Wprowadzenie ............................................................................ 7 Rozdział 1 POBŁAŻLIWI RODZICE, ROZPIESZCZONE DZIECI I INNE MITY ........................................................................... 15 Tym razem to co innego… znowu .................................... 15 Czy rodzice rzeczywiście są permisywni ? ....................... 25 Czy młodzi ludzie naprawdę są zepsuci? ......................... 33 Czy permisywne rodzicielstwo psuje dzieci? .................. 41 Rozdział 2 WŁAŚCIWE PODEJŚCIE DO RODZICIELSTWA ............ 47 Argumenty za rodzicielstwem opartym na współpracy 48 Błędne założenia .................................................................. 55 Wartości wewnętrzne ......................................................... 60 Rozdział 3 NADOPIEKUŃCZOŚĆ – WYOLBRZYMIONY PROBLEM ....................................... 66 Rodzicielstwo intruzywne .................................................. 70 Rozpieszczanie czy kontrolowanie.................................... 76 Rodzicielstwo helikopterowe – wersja dla studentów .... 85 Rozdział 4 MOTYWACJA, PORAŻKA I NAGRODY ...........................98 Po co się starać, skoro wszyscy dostaną nagrody? ........102 Nagrody i wyróżnienia .....................................................105 Trzeba przyzwyczajać się do bólu ..................................111 4 Czy porażka jest przydatna? ............................................118 Rozdział 5 PRZEKONANIA IDEOLOGICZNE. WIARA W WARUNKOWOŚĆ, NIEDOBÓR I DEPRYWACJĘ ....127 Warunkowość ...................................................................129 Niedobór ...........................................................................135 Deprywacja ........................................................................138 Utrzymanie status quo ......................................................142 Rozdział 6 POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI .................................146 Oddzielenie prawdy od fikcji ...........................................148 ,,Lubię siebie tylko wtedy, gdy…’’ ....................................159 Rozwój warunkowego poczucia własnej wartości ........166 Rozdział 7 DLACZEGO SAMODYSCYPLINA JEST PRZEREKLAMOWANA? ...................................................172 Kolejne błędne interpretacje badań naukowych ...........173 Przesadna samokontrola ..................................................179 Kontrola wewnętrzna ......................................................186 Wytrwałość ........................................................................191 Samodyscyplina jako imperatyw moralny ....................199 Zachowanie nie zawsze wynika z cech osobowości .....203 Kto na tym korzysta? ........................................................206 Rozdział 8 WYCHOWANIE BUNTOWNIKÓW .................................212 Epidemia uległości ...........................................................215 5 Przepis na refleksyjną buntowniczość ............................221 Moment olśnienia .............................................................223 Jak rozmawiać z dzieckiem? ...........................................226 Przypisy .....................................................................................231 Bibliografia ..............................................................................260 Indeks ........................................................................................275 WPROWADZENIE Pewnego dnia podczas pogawędki z przyjacielem języko- znawca George Lakoff zastanawiał się, czy dałoby się wymyślić pytanie, które pozwoliłoby odgadnąć zapatrywania polityczne respondentów. Przyjaciel zasugerował mu, że owszem, można by odróżnić liberałów od konserwatystów, jeśli spyta się ich: „Czy wziąłbyś na ręce swoje dziecko, kiedy płacze w nocy?”1. Lakoff przytacza tę historię na początku książki Moral Poli­ tics, wyjaśniając, w jaki sposób poglądy na aborcję, karę śmier- ci, posiadanie broni, ochronę środowiska, politykę zagranicz- ną czy imigrację ujawniają głębsze przekonania moralne. Jego zdaniem, przekonania te można przyporządkować do konkret- nych modeli rodzinnych: poglądy konserwatywne do modelu „surowego ojca”, a liberalne – do „opiekuńczego rodzica”. Po lekturze jego ponadczterystustronicowej książki wciąż nie jestem pewien, co miał na myśli. Czy modele rodzinne to tylko metafory? A może podejście do kwestii wychowawczych rzeczywiście ma związek z poglądami politycznymi? Jeśli tak, to czy istnieją na to jakiekolwiek dowody2? Niezależnie od tego, sam pomysł wydaje mi się fascynu- jący. Może rzeczywiście osoby autorytarne, które wymuszają na dziecku posłuszeństwo, są statystycznie w większości prze- ciwne politycznym akcjom afirmatywnym. A rodzice, którzy zamiast klapsów wolą rozmowę, może chętniej popierają ulgi 7 podatkowe dla odnawialnych źródeł energii. Taka perspektywa nadaje nowe znaczenie powiedzeniu Wordswortha: „Dziecko jest ojcem człowieka”. Jest tylko jeden problem z tą teorią. Mnóstwo osób o libe- ralnych poglądach zamienia się w zagorzałych konserwatystów, gdy rozmowa zejdzie na temat dzieci i rodzicielstwa. To właśnie ta interesująca sprzeczność zainspirowała mnie do napisania niniejszej książki. Po raz pierwszy zwróciłem na nią uwagę, kiedy przyjrza- łem się powszechnemu podejściu do edukacji. Jeśli zajrzymy do artykułów redakcyjnych w centrolewicowych gazetach albo do esejów postępowych autorów, to w większości takich zagadnień, jak polityka podatkowa lub prawa obywatelskie, usłyszymy mniej więcej to, czego się spodziewamy. Ale w kwe- stii edukacji spotkamy się z bezkompromisowym podejściem, które odpowiada raczej zapatrywaniom konserwatywnym niż liberalnym. Większość z tych autorów opowie się za odgórną, korporacyjną reformą szkolnictwa, narzucaniem uniwersal- nych standardów i programów nauczania, mniejszą ochroną miejsc pracy dla nauczycieli, wprowadzeniem częstych testów, a także za systemem nagród i kar, który ma służyć uzyskaniu lepszych wyników w nauce oraz zmusić zarówno uczniów, jak i nauczycieli do podporządkowania się zasadom. Nasze podejście do edukacji w dużej mierze odzwierciedla przekonania na temat dzieci oraz tego, jak powinny być wycho- wywane. Naturalnie, politycy rzadko poruszają wprost kwestię rodzicielstwa, ale felietoniści czasem wtrącą swoje trzy grosze, prezentując wówczas konserwatywne poglądy, nawet jeśli mają liberalne zapatrywania polityczne3. Artykuły na temat rodziciel- stwa publikowane w czasopismach opiniotwórczych również 8 podlegają temu trendowi. Mimo różnych poglądów na szereg innych tematów, jeśli chodzi o dzieci, mamy zwykle do czynie- nia z jednym spójnym podejściem. Oto jego główne tezy. • Żyjemy w czasach rozpieszczania dzieci. Pobłażliwi rodzi- ce nie stawiają im żadnych granic i nie potrafią niczego odmówić. • Rodzice są nadopiekuńczy i nie pozwalają dzieciom mie- rzyć się z naturalnymi konsekwencjami własnych błędów. Dzieci nauczyłyby się znacznie więcej, gdyby rodzice nie chronili ich przed porażkami. • Dorośli są tak bardzo skupieni na tym, by dzieci czuły się wyjątkowe, że wychowują pokolenie roszczeniowych nar- cyzów. Młodzi ludzie otrzymują medale nawet wtedy, gdy ich drużyna przegrywa, są chwaleni za wszystko i zbyt czę- sto dostają dobre stopnie. Niestety, bezlitosny, prawdziwy świat zgotuje im zimny prysznic. • Młodym ludziom brakuje nie poczucia własnej wartości, lecz samodyscypliny, czyli zdolności odraczania gratyfi- kacji, kontrolowania własnych impulsów i umiejętności konsekwentnego realizowania zadań. Te tradycyjne poglądy słyszymy właściwie wszędzie. Stały się one powszechnymi stereotypami na temat dzieci do tego stopnia, że pojawiają się niemal we wszystkich gazetach i cza- sopismach. Jeśli chodzi o poczucie własnej wartości, to zakła- da się, że dzieci mają go za dużo. Zdaniem większości autorów, młodym ludziom brakuje dyscypliny i granic stawianych przez rodziców. Wytrwałość i determinację uważa się za coś bardzo pozytywnego, chociaż nikt nigdy nie poddaje ich analizie. Po- 9 wszechność tej tradycyjnej perspektywy wyjaśnia, dlaczego na- wet liberałowie prezentują głęboko konserwatywne podejście wychowawcze. Pisząc tę książkę, poszukiwałem badań naukowych, które pozwolą oddzielić prawdę od mitów. Natknąłem się także na liczne artykuły w popularnej prasie, o takich tytułach: Zepsuci do szpiku kości. Dlaczego dzieci nami rządzą?(,,The New Yor- ker’’), Jak skazać swoje dzieci na terapię (,,The Atlantic’’), Po prostu zabroń. Dlaczego rodzice muszą stawiać granice dzieciom, które chcą wszystko? (,,Newsweek’’), Rodzice i dzieci. Kto tutaj rządzi? oraz Millenialsi – pokolenie JA (,,The Time’’), Nadopie­ kuńczość (,,Psychology Today’’), Problem z poczuciem własnej wartości (,,The New York Times Magazine’’). Wystarczy przeczytać jeden z nich, aby wiedzieć, jakie po- glądy prezentują pozostałe. To samo dotyczy gazet, blogów i książek4. Rodzice są krytykowani za chronienie dzieci i zbyt- nią pobłażliwość. Zarzuca się im, że kupują za dużo zabawek, a dzieciom, że są zbyt egoistyczne i nie mają szacunku dla doro- słych ani motywacji do działania. Można odnieść wrażenie, że autorzy takich publikacji wrzucają do jednego worka wszystko, co ich drażni w kwestiach wychowawczych. Dzieciom pokazuje się zbyt wiele reklam! Młodzi ludzie biorą udział w zbyt wielu zajęciach pozalekcyjnych! Technologia ich rozprasza! A w do- datku są zbyt materialistyczni, indywidualistyczni i narcystycz- ni, dlatego że zostali wychowani przez uległych, pobłażliwych lub postępowych rodziców. Autorzy akademiccy posługują się czasem takimi terminami jak turborodzicielstwo (intensive pa­ renting) lub nadopiekuńczość (nurturance overload)5. W rzeczywistości wszystkie te generalizujące stwierdzenia są ze sobą sprzeczne. Dowiadujemy się, że rodzice stawiają 10 dzieciom wygórowane wymagania i oczekują coraz lepszych wyników w nauce (zatrudniając do pomocy korepetytorów i samemu pomagając im w odrabianiu lekcji), a jednocześnie czytamy, że próbują chronić je przed rywalizacją, przyznając medale i nagrody wszystkim bez wyjątku i za bardzo stara- jąc się je uszczęśliwić. Młodzi dorośli są często określani jako zadowoleni z siebie ignoranci, którzy w swoim zadufaniu nie dbają o rzeczywiste osiągnięcia, a jednocześnie zaznacza się, że są nieszczęśliwi i wymagają terapii6. Dowiadujemy się także, że w naszym społeczeństwie panuje epidemia rodzicielstwa heli- kopterowego, a jednocześnie rodziców krytykuje się za igno- rowanie własnych dzieci z powodu zaabsorbowania innymi sprawami. Wydaje się, że autorzy takich publikacji zakładają, iż czytelnicy automatycznie zgodzą się z tymi twierdzeniami i nie dostrzegą ich niespójności, jeśli tylko będą miały negatywny wydźwięk i prezentowały tradycyjną perspektywę. Wspomniane teksty rzadko powołują się na wyniki badań, które potwierdzałyby, że opisywane zjawiska są rzeczywiście powszechne i mają katastrofalne skutki. Zamiast tego autorzy raczą nas pojedynczymi rażącymi przykładami, byśmy odnieśli wrażenie, że reprezentują one powszechne zjawiska społecz- ne. Być może te niedbale napisane, niespójne i nieprzekony- wające artykuły nie byłyby aż tak irytujące, gdybyśmy równie powszechnie spotykali poglądy przeciwne. Jednak mamy do czynienia z zadziwiającą zgodnością przekonań na temat dzie- ci i rodzicielstwa oraz brakiem ich krytycznej analizy, co jest niezwykle niepokojące. Mnóstwo publikacji przedstawia wizję zepsutych dzieci, roszczeniowych millenialsów oraz pobłażli- wych lub uległych rodziców, niezwykle silnie oddziałując na świadomość społeczną. W wypadku takiej jednomyślności naj- 11 ważniejsze jest, aby zarzuty były merytoryczne. Dlatego w ni- niejszej książce postanowiłem poddać je szczegółowej analizie, sięgając do dowodów naukowych. Opinie na temat dzieci i rodzicielstwa można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą z nich są z d a n i a o p i s ow e : „Po- błażliwość jest zjawiskiem powszechnym”, „Porażka jest po- żyteczna”, „Dzisiejsza młodzież jest bardziej narcystyczna niż kiedyś”. Druga kategoria to p r z e w i d y w a n i a : „Dzieci na- dopiekuńczych rodziców nie będą sobie radzić w dorosłym ży- ciu”, „Brak rywalizacji sprzyja przeciętności”. A trzecia to o c e - ny w a r t o ś c i u j ą c e : „Na wysokie poczucie własnej wartości trzeba sobie zasłużyć”, „Priorytetem rodzica powinno być za- dbanie o niezależność dziecka”. Chciałbym ocenić w tej książ- ce trafność tych zdań opisowych oraz zasadność przewidywań i założeń, na jakich opierają się oceny wartościujące, a także od- naleźć dane naukowe, które mogłyby je potwierdzić lub obalić. W pierwszych dwóch rozdziałach przyjrzę się zarzutowi, że rodzice są zbyt pobłażliwi, a dzieci rozpieszczone. Przekonamy się, że takie opinie od dawna pojawiają się w naszej kulturze, a kolejne pokolenia utrzymują, że nigdy nie było aż tak źle jak teraz. Aby zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi w to wierzy, po- święcę nieco miejsca na zbadanie samej natury rodzicielstwa oraz spróbuję określić styl wychowania, który rzeczywiście naj- lepiej służy rozwojowi dziecka. W rozdziale trzecim rozważę zarzuty dotyczące nadopie- kuńczości. Nie ma żadnych dowodów na to, że jest to zjawisko powszechne. Okazuje się natomiast, że problemem nie jest na- dopiekuńczość i rozpieszczanie dzieci, ale nadmierna kontrola. W kolejnych rozdziałach przyjrzę się zarzutom, że dzieci są rzekomo nadmiernie chronione przed nieprzyjemnymi do- 12 świadczeniami i zbyt często otrzymują pochwały, na które nie zasługują, przez co stają się zbyt zadowolone z siebie. Tradycjo- naliści z oburzeniem reagują na najmniejsze próby łagodzenia praktyki kar i rywalizacji, a ich opór opiera się na trzech prze- konaniach: nagrody są konieczne, by motywować ludzi; nagro- dy powinny być rzadkie i przyznawane jedynie zwycięzcom; najlepszym sposobem na przygotowanie dzieci na przyszłe nieszczęścia i porażki jest narażenie ich na ból i porażkę już te- raz. Twierdzenia te są zupełnie niesłuszne, ale wynikają z prze- konań, które niełatwo podważyć: powinniśmy sobie zasłużyć na wszystko, czego pragniemy (warunkowość); tylko nieliczni mogą być wybitni (niedobór); a dzieci powinny nauczyć się, że życie to walka (deprywacja). Te wartościujące oceny kształtują nasze poglądy na temat tego, jak dorośli postępują z dziećmi, a także, co dzieci myślą o sobie. W rozdziale szóstym przyjrzę się faktom dotyczącym psychologicznej funkcji poczucia własnej wartości i wykażę, że nauka podważa próby zdyskredytowania tej koncepcji. Na- stępnie skupię się na głównej kwestii spornej: czy dziecko może czuć się dobrze samo ze sobą mimo braku imponujących osią- gnięć? Badania wykazały, iż bezwarunkowe poczucie własnej wartości jest kluczowym elementem zdrowia psychicznego. Wyniki badań naukowych podważają pogląd, iż wszystkim dzieciom przydałoby się więcej samodyscypliny. W rozdziale siódmym przyjrzę się bliżej tej błędnej sugestii, zgłębiając dy- namikę samokontroli oraz ideologię, pod wpływem której tak wielu ludzi domaga się od dzieci większego wysiłku, opierania się pokusom oraz odkładania na później tego, co przynosi im radość. Nawet gdyby dzieci rzeczywiście były tak skupione na sobie i rozpieszczone, jak nam się wmawia, to zamiast powoły- 13 wać się na protestancką etykę pracy i narzucać im większą dys- cyplinę, moglibyśmy pomóc im działać na rzecz zmian społecz- nych. W rozdziale ósmym omówię sposoby rozwijania u dzieci zdolności do kwestionowania stereotypów i niezgadzania się z tym, co nie ma dla nas sensu. Pragnę zaprosić czytelników, którzy nie uważają się za kon- serwatystów społecznych, do przyjrzenia się tradycyjnym po- glądom na temat dzieci. Chciałbym również zachęcić wszyst- kich czytelników, niezależnie od ich zapatrywań politycznych i kulturowych, aby na nowo rozważyli powszechne stereotypy wychowawcze. W naszej kulturze często pojawiają się takie py- tania: Czy jesteśmy wystarczająco stanowczy wobec dzieci? Czy nie angażujemy się zbytnio w ich życie? Czy współczesna mło- dzież nie jest zbyt pewna siebie? W niniejszej książce wykażę, iż stawianie tego rodzaju pytań jest w dużej mierze nieporozu- mieniem. Rozsądną alternatywą dla nadopiekuńczości nie jest zaniedbywanie dzieci, lecz bycie lepszym rodzicem. Alternaty- wą dla pobłażliwości nie jest większa kontrola, lecz większa re- sponsywność, a alternatywą dla narcyzmu nie jest konformizm, lecz refleksyjna buntowniczość. Zatem jeśli chcemy wychować zdrowe psychicznie i pełne entuzjazmu dzieci, musimy zakwe- stionować podsycany przez media lęk przed ich zepsuciem. Rozdział 1 POBŁAŻLIWI RODZICE, ROZPIESZCZONE DZIECI I INNE MITY Prelegenci w szkołach średnich i wykładowcy akademiccy uwielbiają korzystać z pewnego retorycznego zabiegu, za po- mocą którego ożywiają swoje nieco rozwlekłe wypowiedzi. Podają anonimowy cytat, który w bezpośredni sposób łączy się z danym tematem, a następnie podkreślają, iż pochodzi on sprzed kilkudziesięciu, a nawet kilkuset lat. A jednak zabieg ten może służyć czemuś więcej niż tylko niewinnej rozrywce. Zapoznając się z uderzająco znajomy- mi spostrzeżeniami lub opiniami dawno już zmarłych ludzi, wyzbywamy się mitu wyjątkowości. Fakt, że nasi dziadkowie lub dalecy przodkowie mówili mniej więcej to samo – pomi- jając powierzchowne szczegóły – na temat pewnych aspektów współczesnego życia, powinien nas skłonić do poważnego za- stanowienia się nad tym, co głosimy. Rozważmy kwestię edukacji. Wielu sprawozdawców i eme- rytowanych nauczycieli z rezygnacją lub niesmakiem oznajmia, że standardy kształcenia wyraźnie spadły, a uczniowie mają co- raz gorsze wyniki w nauce. Dzieci robią tylko tyle, ile muszą, 15 i jakoś uchodzi im to płazem. W dodatku są takie zadowolone z siebie i jeszcze ciągle się je chwali! Za co? Za ich bylejakość! W pewnym artykule czytamy: „W ostatnich latach rodzi- ce z przerażeniem narzekają na to, że dzieci nie potrafią czy- tać na głos, literować ani wyraźnie pisać. Pracodawcy wyznali, iż mechanicy nie potrafią przeczytać nawet prostej instrukcji. Wiele uniwersytetów zarzuca szkołom średnim, że wypusz- czają uczniów, którzy nie mają wystarczających umiejętności, aby przyswoić sobie nową wiedzę. Szkoły średnie z kolei muszą radzić sobie z uczniami, którzy nie nauczyli się dobrze czytać w szkole podstawowej”. Ta druzgocąca krytyka naszego syste- mu edukacyjnego wydaje się nie mieć końca. O dziwo, oka- zuje się jednak, że nie dotyczy ona właściwie naszego systemu kształcenia. Dlaczego? Dlatego, że artykuł został opublikowany w 1954 roku, gdy większość z nas nie miała jeszcze nic do po- wiedzenia na ten temat1. Nasuwa się tutaj oczywiste pytanie: „Kiedy dokładnie była ta złota era wysokich standardów?”. Naturalnie, nie istniała nigdy! Socjolog Richard Rothstein pisze: „Historie o upadku standardów kształcenia w XX wieku są w większości bajką”. W swojej książce The Way We Were? (Czy tacy byliśmy?) po- daje przykłady podobnych ataków na system edukacji, cofając się o kolejne dekady2. Każde pokolenie powołuje się na „stare  dobre  czasy”,  a  jednak  okazuje  się,  że  wtedy  postępowano  dokładnie tak samo.  W latach pięćdziesiątych XX wieku dorośli malkontenci z  sentymentem wspominali swoje szkolne lata, kiedy to kła- dziono nacisk na wyniki i nie akceptowano żadnych wymówek. Gdy jednak oni sami byli dziećmi, ówcześni dorośli byli oburze- ni, że nauczyciele oceniający eseje na konkursach zmuszani są 16 do wybierania tych, które „zawierają najmniej błędów” (1911), a uczniowie szkoły średniej nie potrafią odpowiedzieć na dwa spośród trzech pytań w teście dotyczącym „najprostszych i naj- bardziej oczywistych faktów z historii Ameryki” (1917)3. Przejdźmy do zjawiska zwanego inflacją ocen. Każdy z nas słyszał, że w dzisiejszych czasach dobre oceny są rozdawane jak cukierki. Harvey Mansfield z Uniwersytetu Harvarda głosi powszechnie przyjętą opinię o skandalicznym upadku rygo- rystycznych standardów, który „rozpoczął się pod koniec lat sześćdziesiątych i we wczesnych latach siedemdziesiątych”4. Czyżby więc winę za to ponosili ci wszyscy radykalni profeso- rowie o zbyt miękkich sercach zatrudnieni w tych latach? A oto fragment raportu Komitetu Podnoszenia Standardów z  Uni- wersytetu Harvarda: „Oceny dobre i bardzo dobre są przyzna- wane zbyt często. Oceny bardzo dobre otrzymują uczniowie za pracę o zbyt niskim standardzie, a dobre za pracę zaledwie po- wyżej przeciętnej. Jedną z głównych przeszkód utrudniających podniesienie standardów przyznawania ocen jest fakt, że ob- łudni studenci chętnie przyjmują dopuszczalne oceny za swój rzekomy wysiłek”. Problem polega na tym, że raport ten napisa- no… w 1894 roku. W tamtych czasach system ocen literowych wciąż był jeszcze nowością na uniwersytetach − wprowadzono go dopiero niecałe dziesięć lat wcześniej − a jednak poprzedni- cy ideologiczni Mansfielda już wtedy narzekali, jak niewiele te oceny znaczą5. ,,Nostalgia to tylko odwrócona amnezja’’ − pisała poetka Adrienne Rich. Naturalnie, samo przedstawienie tych dowo- dów nie sprawi, że dzisiejsi malkontenci przestaną narzekać na upadek społeczeństwa. 17 ••• Zastanówmy się, czy w wypadku takich stwierdzeń, jak „współczesne dzieci są coraz bardziej rozpieszczone” oraz „ro- dzice tracą autorytet”, również mamy do czynienia z nieustan- nie powtarzanym echem przeszłości? Starsi czytelnicy nie muszą szperać po archiwach, gdyż do- skonale wiedzą, że już od dawna potępia się pobłażliwość wobec dzieci. Przedstawiane obecnie opinie na temat uległych rodzi- ców i ich rozpieszczonych potomków można odnaleźć zarówno w książkach publikowanych na początku lat dziewięćdziesią- tych – takich jak Spoiled Rotten. Today’s Children and How to Change Them (Zepsute do szpiku kości. Dzisiejsze dzieci i jak je zmienić) – jak i w latach osiemdziesiątych, na przykład Pa­ rent Power (Władza rodzicielska). Ta ostatnia została napisana przez chrześcijańskiego konserwatystę Johna Rosemonda, ale co najmniej trzy inne książki wydane w ciągu ostatnich kilku- dziesięciu lat wykorzystały ten sam tytuł i namawiały do narzu- cenia dzieciom większej kontroli. Nieco wcześniej, bo w 1976 roku, ,,U.S. News and World Re- port’’ opublikował artykuł: Permisywizm – piękna idea, która się nie sprawdziła. W 1972 roku Joseph i Lois Bird napisali w swo- im manifeście Power to the Parents: „Uczenie dzieci odpowie- dzialności nie jest popularne”. Ich zdaniem „większość rodziców i nauczycieli ma zbyt małe wymagania” wobec dzieci, a w rezul- tacie musimy martwić się nie tylko „okropnymi nastolatkami”, ale także „zbuntowanymi jedenastolatkami i dwunastolatkami oraz zaczepnymi dziećmi z podstawówek”. Birdowie wspomina- ją „prostsze czasy” − chociaż nie podają, jaki dokładnie okres mają na myśli − w których „doskonale wiedzieliśmy, jakie mamy 18 przekonania”, zanim ci „pseudopsychologowie” zaczęli nam po- wtarzać, że dzieci potrzebują większej wolności6. Stosunkowo niedawno na okładce „Time’a” pojawiła się ilustracja uśmiechającego się z wyższością chłopca, który stoi z założonymi rękami i złotą koroną na głowie, a wokół niego znajduje się ogromna kolekcja zabawek. Ilustracji towarzyszy pytanie: „Czy dzieci mają za dużą WŁADZĘ?”. Zgadnijcie, jaka była odpowiedź? W artykule podano, że „Osiemdziesiąt pro- cent ludzi uważa, iż dzieci są dziś bardziej rozpieszczone niż dziesięć lub piętnaście lat temu”7. Mamy jednak powody przy- puszczać, że sondaż przeprowadzony dziesięć lub piętnaście lat wcześniej przyniósłby podobne wyniki. Autorka książki Spoil­ ing Childhood  (Zepsute  dzieciństwo)  ostrzega: „Weszliśmy w erę permisywizmu, w której najważniejsza stała się gratyfi- kacja”8. Trudno się zgodzić z takim stwierdzeniem, ponieważ słowo ,,era’’ w tym wypadku nie określa, o jaki przedział czaso- wy chodzi. Widzimy wyraźnie, że nie ma zbyt wielkiej różnicy między tym, co obecnie słyszymy o wychowaniu dzieci, a tym, co powtarzano na ten temat w czasach, zanim jeszcze przyszła na świat większość dzisiejszych rodziców. A może mamy do czynienia z konsekwencjami dłuższego okresu pobłażliwości i upadku wartości, który zaczął się od po- kolenia wyżu demograficznego? Tamtym dzieciom pozwalano na wszystko, więc może tak samo wychowują teraz swoje dzie- ci? Czy te wszystkie negatywne zjawiska rzeczywiście zaczęły się od ogromnych zmian, jakie zaszły pod koniec lat sześćdzie- siątych i na początku lat siedemdziesiątych? Czy wcześniej, za- nim społeczeństwo straciło dawną klasę, wychowywano dzieci bardziej odpowiedzialnie? Może na początku lat sześćdziesiątych było inaczej? Najwy- 19 raźniej nie. Dziennikarz Peter Wyden w swojej książce Subur­ bia’s Coddled Kids (Rozpieszczone dzieci z przedmieść) opubli- kowanej w 1962 roku oznajmił, że rodzicom „coraz trudniej jest mówić NIE i trzymać się tego”. Na okładce widzimy dziec- ko rozłożone na otomanie, zajadające się winogronami. Mama je wachluje, a tata trzyma nad nim parasolkę, aby ochronić je przed słońcem9. „Newsweek”, który kilka lat temu ostrzegał, jak ważne jest, by „po prostu mówić NIE” współczesnej młodzieży, która „chciałaby mieć wszystko”, we wczesnych latach sześćdziesią- tych szokował okładką, na której widniała mała dziewczynka z  wyciągniętymi dłońmi, na których znajdowali się miniatu- rowi matka i ojciec, oraz złowieszcze pytanie: „Czy jesteśmy zniewoleni przez dzieci?”. Autor artykułu posłużył się cytatem z książki The Child Worshipers (Wielbiciele dzieci) z 1963 roku napisanej przez Marthę Weinman Lear: „Czy nam się to podo- ba, czy nie, żyjemy w społeczeństwie zorientowanym na dzieci”, a „kult dziecka jest w pewnym sensie epidemią narodową”10. Może więc w latach pięćdziesiątych było lepiej, pomijając kwestię niskich standardów nauczania? Spójrzmy, co napisali w tych latach Marguerite i Willard Beecherowie, autorzy książ- ki Parents on the Run (Rodzice w biegu). Był taki czas, kiedy to rodzice decydowali o tym, jak wychowują swoje dzieci. Skupiano się wówczas na tym, by dzieci wychowy- wać, a nie wysłuchiwać. Młodzi ludzie mieli wpojony lęk przed rodzicami i Bogiem. Nie było żadnego pyskowania ani wyga- dywania bzdur. W dawnych czasach to dorośli byli w  rodzinie najważniejsi. Dziś [1955 rok] mamy do czynienia z rodzinami skupionymi na dzieciach, w których brakuje spokoju i porządku, a już z pewnością szacunku i lęku przed autorytetem. We współ- 20 czesnych tragikomicznych rodzinach to dziecko ma władzę auto- kratyczną. Rodzice są zaledwie tolerowani we własnych domach. Dzieci nie słuchają dziś swoich rodziców11. Z podobnymi zarzutami możemy spotkać się w sondażu przeprowadzonym w tamtym czasie, w którym respondenci skrytykowali rodziców za to, że „nie są wystarczająco suro- wi”, a także w artykule Kiedy i jak mówić NIE opublikowanym w czasopiśmie „Parents”  w styczniu 1950 roku, w którym po- tępiono rodziców za „niezdolność do podejmowania decyzji i przejęcia odpowiedzialności, jakiej wymaga dorosłość’’12. ••• Wiemy już zatem, że pokolenie dzieci kwiatów wcale nie zapoczątkowało problemu, który omawiamy. Oto alternatywna hipoteza: być może zaczął się on od doktora Benjamina Spocka, którego imię w kręgach konserwatywnych od dawna jest utoż- samiane z pobłażliwym stylem rodzicielstwa? Jedna z autorek twierdzi, iż przyczyną braku szacunku dzieci do starszych jest „wpływ postępowych pedagogów i ekspertów od wychowania”, i dodaje: „Ruch ten zapoczątkował doktor Spock”13. To wyjaśnienie jednak również budzi poważne wątpliwości. Słynna książka doktora Spocka Dziecko. Pielęgnowanie i  wy­ chowanie14, opublikowana w Stanach Zjednoczonych w 1946 roku, wcale nie brzmi jak podręcznik pozwalania dzieciom na wszystko. Spockowi zaczęto przypisywać permisywne podej- ście głównie dlatego, że zasugerował, iż rodzice nie powinni narzucać niemowlętom sztywnego harmonogramu karmienia ani zmuszać dzieci do korzystania z nocnika, jeśli nie są na to gotowe. Rzeczywiście pod tym względem Spock miał dość ła- 21 godne zapatrywania. A jednak kwintesencją jego podejścia jest rada: „Zaufaj sobie”, a nie „Zaufaj dziecku”. Spock radził: „Nie pytamy: «Czy chcesz...? », tylko robimy, co trzeba. Łatwo wpaść w nawyk pytania malucha: «Czy chcesz usiąść i zjeść obiad?». Lepiej nie sugerować możliwości wyboru”15. Książka miała siedem kolejnych wydań, które ukazały się jeszcze za życia Spocka, a sam autor wraz z upływem czasu wyrażał coraz bardziej konserwatywne poglądy. Już w drugiej edycji z 1957 roku na pierwszej stronie podkreślał, że współcze- śni mu sumienni rodzice będą prawdopodobnie mieli problem z dzieckiem z powodu własnego permisywizmu. Podobnie jak wielu innych autorów, uważał to za poważny problem i najwy- raźniej sam go nie stworzył. W trzeciej edycji książki wyra- ził jeszcze większy niepokój w odniesieniu do rozpieszczania dzieci i zalecał, by rodzice zostawiali płaczące w łóżku dziecko, żeby nie uzależniało się od ich wsparcia. Spock nie tylko latami uaktualniał swoją książkę, ale także podważał zarzuty, jakoby propagował permisywizm – poczynając od przedmowy z 1948 roku, w której zaprzeczył, iż nie mógłby być „na tyle niemądry, by kiedykolwiek powiedzieć, że dziecko nie potrzebuje kontro- li, jak to niektórzy mi zarzucali”, a kończąc na artykule Nie ob­ winiajcie mnie!, opublikowanym niemal ćwierć wieku później16. Kolejny problem z obwinianiem Spocka polega na tym, że tradycjonaliści potępiali pobłażliwe podejście do dzieci, za- nim jeszcze ten słynny pediatra zabrał się za pisanie. Tuż przed ukazaniem się pierwszego wydania jego książki autor artykułu Wychowałem trzech samolubnych, małych dzikusów, zamiesz- czonego w czasopiśmie „American Home”, oświadczył, że przez modę na postępowe podejście do wychowania jego własne po- tomstwo uwierzyło, iż jest „ważniejsze niż wszystko i wszyscy”17. 22 Ale już nawet w latach dwudziestych wyrażano „głośny pro- test wobec utraty rodzicielskiego autorytetu we współczesnych domach rodzinnych”18. Czytelników „The Atlantic Monthly” uraczono surową krytyką młodego pokolenia. Autorka za- mieszczonego tam eseju przyznała, że dzieci zawsze podążały za przyjemnościami, ale obecnie zjawisko to „nie przypomina niczego, co kiedykolwiek obserwowaliśmy u młodych ludzi”. Jej zdaniem rodzice nie wkładają serca w wychowanie dzieci, którym wszystko przychodzi tak łatwo, że zupełnie brakuje im samodyscypliny. Zapomnijmy o tradycyjnych wartościach: dziś panuje kult ego. Esej ten, autorstwa Cornelii A.P. Comer, został opublikowany w 1911 roku19, gdy Benjamin Spock miał osiem lat. Kilka lat później artykuł Comer ukazał się w antologii opa- trzonej komentarzem redaktora: „Starsze pokolenie jest oszo- łomione. Nie potrafi zrozumieć wolności młodych ludzi. Zga- dza się z zagranicznymi obserwatorami, iż amerykańskie dzieci mają najgorsze maniery na całym świecie, są dogłębnie zepsute, dążą jedynie do przyjemności i nie dbają o obowiązki, przez co zmierzają prosto do destrukcji”. Następnie dodaje: „Chociaż świat z pewnością już wcześniej się zmieniał, nigdy wcześniej nie zmieniał się w tak zawrotnym tempie, jak w ostatnich kilku latach” – w tym wypadku znaczy to od 1915 roku20. Innymi słowy: tym razem naprawdę jest inaczej. To samo piszą dziś ludzie na swoich blogach – a przecież sto lat temu te same skargi zapisywano jeszcze wiecznymi piórami. Cofnijmy się jeszcze dalej. Oto jak wyraża swoją dezapro- batę pewien Anglik, odwiedzający Stany Zjednoczone w 1832 roku: „Zauważyłem całkowity brak dyscypliny i podporząd- kowania wśród dzieci w każdym wieku”21. Tak naprawdę cięż- 23 ko ustalić, kiedy właściwie był taki czas w historii ludzkości, w którym nie uskarżano się na dzieci. Pewien autor już w la- tach czterdziestych XVII wieku potępiał je za to, że obnoszą się ze swoją arogancją, „dumnie, lekceważąco i z pogardą wobec rodziców”22. Ponadto, istnieją źródła sprzed tysięcy lat, w któ- rych możemy spotkać takie same skargi. Oto tyrada powszech- nie przypisywana greckiemu poecie Hezjodowi, żyjącemu w VIII wieku p.n.e. Nie widzę żadnej nadziei dla ludzkości, jeśli ma ona polegać na współczesnej niefrasobliwej młodzieży, gdyż wszyscy młodzi lu- dzie są dziś nieopisanie lekkomyślni. Gdy ja byłem młody, uczono nas rezerwy i szacunku do starszych, ale dzisiejsza młodzież jest wyjątkowo niegrzeczna i brak jej zahamowań. A oto cytat przypisywany Sokratesowi: Dzisiejsze dzieci za bardzo lubują się w luksusie. Mają paskudne maniery, lekceważą autorytety i nie mają żadnego szacunku do starszych. Jakimi więc okropnymi istotami się staną, gdy dorosną?23 Naturalnie, te liczne precedensy historyczne nie wykluczają prawdopodobieństwa, że współcześni rodzice rzeczywiście są za bardzo permisywni. Ale argumenty, z którymi spotykamy się w książkach, artykułach, na seminariach i przyjęciach, chcą nas przekonać, że współcześni rodzice są znacznie bardziej pobłaż- liwi niż kiedykolwiek wcześniej. Wszędzie słyszymy, że kiedyś stawiano dzieciom granice i dzieci były posłuszne – co uznaje się za właściwe i pożądane. Standardy były wysokie, a ucznio- wie zmotywowani i zdyscyplinowani. Kiedy jednak okazuje się, że dawniej ludzie mówili dokładnie to samo, to wykonujemy pierwszy krok w kierunku obalenia tego mitu. 24 Czy rodzice rzeczywiście są permisywni? Przyjrzyjmy się generalizującym twierdzeniom, że dzieci są dziś zbyt rozpieszczone, ponieważ rodzice nie potrafią stawiać granic. Każdy rozsądnie myślący człowiek jest w stanie zauwa- żyć, że w tym jednym zdaniu mieszczą się w zasadzie aż trzy tezy: rodzice nie stawiają granic, dzieci są za bardzo rozpiesz- czone, a pierwszy problem jest przyczyną drugiego. Tezy te należałoby jednak udowodnić. Przykłady z życia wzięte nie wystarczą, nawet jeśli sprawiają, że kręcimy głową i cmokamy z dezaprobatą. Musimy jeszcze dowieść, że historie, które słyszymy, oraz zachowania, jakie obserwujemy, są charak- terystyczne dla ogółu społeczeństwa. Aby tego dokonać, nale- żałoby precyzyjnie zdefiniować poruszane tutaj kwestie. Takie twierdzenia, jak: „Rodzice pozwalają, by ich dzieciom wszystko uchodziło na sucho” lub „Dzieci wymknęły się spod kontro- li” nie są możliwe do zweryfikowania – nie tylko dlatego, że są ogólnikowe, lecz także dlatego, że ukazują wewnętrzne wartości osoby, która je wygłasza. Możemy przypuszczać, że taka osoba ma na myśli: „Rodzice pozwalają dzieciom na zachowania, któ- rych powinni im zabraniać” lub „Nie pochwalam zachowania niektórych dzieci”. Aby móc jednak stwierdzić, że w  dzisiej- szych czasach pewne zachowania występują częściej niż kiedyś, należy je dokładnie zdefiniować i dopiero potem porównywać z poprzednimi okresami historycznymi. Zastanówmy się, jak moglibyśmy ustosunkować się do na- stępującego zarzutu: „Żyjemy w społeczeństwie skoncentrowa- nym na dzieciach, w którym dziecięce zachcianki i żądania są coraz częściej stawiane na pierwszym miejscu”24. Po pierwsze, możemy zapytać, jak to się ma do niepokojących wskaźników 25 społecznych świadczących o dużej liczbie ubogich dzieci lub do tego, że nieletni wciąż są osądzani i więzieni na takich samych zasadach jak dorośli. Moglibyśmy również zwrócić uwagę na to, że podejście do dzieci w naszej kulturze jest co najwyżej ambiwalentne. Rodzice kochają własne dzieci, ale nie mają cierpliwości do cudzych. Czasem zachwycamy się dziećmi, ale znacznie częściej traktujemy je jako utrapienie. Dobre dziecko to takie, które siedzi cicho i spokojnie. Ankiety konsekwentnie potwierdzają, że dorośli wykazują się pewną tendencją, którą w jednej gazecie nazwano: „zaskakującą wrogością nie tylko w stosunku do nastolatków, ale także do małych dzieci”. Znacz- na większość dorosłych obywateli wyraża swoją dezaprobatę wobec dzieci w każdym wieku i uznaje je za niegrzeczne, leni- we, nieodpowiedzialne i pozbawione podstawowych wartości25. W latach trzydziestych XX wieku badacz Harold Anderson napisał: „Myślę, że nasza kultura nie nauczyła nas lubić dzieci”. Wygląda na to, że od tamtej pory niewiele się zmieniło. W 2012 roku Elisabeth Young-Bruehl poświęciła całą książkę „szerokie- mu zakresowi antydziecięcych zasad społecznych i zachowań”26. Z drugiej strony, już od dłuższego czasu obserwujemy pew- ną zmianę, polegającą na tym, że dzieci coraz częściej są po- strzegane jako istoty ludzkie posiadające wrodzoną wartość. W industrialnym świecie coraz rzadziej zmusza się je do pra- cy i postrzega jako ekonomiczny nabytek, jak to było w XIX wieku27. Coraz rzadziej uważa się je za istoty grzeszne, które trzeba sobie podporządkować. W czasach purytańskiej No- wej Anglii dzieci publicznie chłostano. Zabawę uznawano za nieprzyzwoite i niedopuszczalne zajęcie, nawet dla maluchów. Niemowlęta opisywano jako „brudne, winne, wstrętne, obrzy- dliwe” istoty i tak właśnie się z nimi obchodzono28. W historii 26 ludzkości dzieciobójstwo było częstym zjawiskiem, a dzieci stale porzucano, torturowano i wykorzystywano seksualnie. „Aż do czasów współczesnych nie mogłem znaleźć dowodów na istnienie takiego rodzica, którego dziś nie zamknięto by w więzieniu za znęcanie się nad dziećmi lub zaniedbanie” – pi- sze historyk Lloyd deMause29. Podejście do dzieci różni się i zależy od okresu, jaki weź- miemy pod uwagę. Mamy do czynienia z „rosnącą uczucio- wością wobec dzieci i zainteresowaniem ich rozwojem w ciągu ostatnich kilkuset lat w industrialnych społeczeństwach za- chodnich”30, ale to nie oznacza, że nasza kultura jest skoncen- trowana na dzieciach w pejoratywnym sensie, który sugeruje, że potrzeby i życzenia rodziców stały się drugorzędne wobec potrzeb i życzeń dzieci. ••• Czy współcześni rodzice są bardziej permisywni niż kie- dyś? Musimy się zastanowić, czy słowa „permisywność” lub ,,permisywizm’’ nie odnoszą się czasem do traktowania dzieci w bardziej humanitarny sposób, wysłuchiwania tego, co mają do powiedzenia na temat swojego życia, a także brania pod uwagę ich preferencji? A może chodzi o to, że jesteśmy teraz bardziej skłonni zwracać uwagę na to, czy małe dzieci są głod- ne lub zmęczone, zamiast zmuszać je do jedzenia lub spania wtedy, gdy jest to dla nas wygodne? Albo o to, że czasem po- zwalamy im się powygłupiać i pobawić, a także przytulamy je, gdy płaczą? Rzeczywiście mamy do czynienia z takimi właśnie zmianami i to do nich początkowo odnosił się termin p e r m i s y w n o ś ć 27
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mit rozpieszczonego dziecka. Wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: