Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00054 004341 14687858 na godz. na dobę w sumie
Portret milionera - ebook/pdf
Portret milionera - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8187-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook (-50%), audiobook).

Megan, młoda malarka, poślubia znanego biznesmena Jamesa Logana. Leżąc w szpitalu po dramatycznych przeżyciach, przypadkiem słyszy rozmowę przyjaciół męża na temat swego małżeństwa. Dopiero teraz dowiaduje się, dlaczego James tak naprawdę się z nią ożenił. Do tej pory miała bowiem inny obraz zarówno Jamesa, jak i swego z nim związku. Megan postanawia więc przekonać się, co jest prawdą, a co iluzją...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Megan, młoda malarka, po(cid:264)lubia znanego biznesmena Jamesa Logana. Le(cid:276)ąc w szpitalu po dramatycznych prze(cid:276)yciach, przypadkiem słyszy rozmowę przyjaciół mę(cid:276)a na temat swego mał(cid:276)eństwa. Dopiero teraz dowiaduje się, dlaczego James tak naprawdę się z nią o(cid:276)enił. Do tej pory miała bowiem inny obraz zarówno Jamesa, jak i swego z nim związku. Megan postanawia więc przekonać się, co jest prawdą, a co iluzją... ? s n a r o t m o r k o d i n a a n p o e n (cid:261) ó j c a k p a Z a W r ó w n o w a g ę s k i c h , i ę n i e z w r a c a ć u w a g i r z e w a k t ó r y p o d e j t y m m i e s i ą c u p o l e c a m y : d i a m e n t y r o m a n s ? d o k t o r Z a p ó (cid:274) n o n a W a k a c j e p a n i W tym miesiącu polecamy: Sarah Morgan Za pó(cid:274)no na romans? Joanna Neil T A V 5 M Y T W Ł Z 9 9 8 A N E C , 4 9 9 9 8 3 S K E D N I 1 1 / 6 0 1 1 R N 304 Miranda Lee Portret milionera Miranda Lee Portret milionera Tłumaczył Kamil Maksymiuk Tytuł oryginału: The Billionaire’s Bride of Innocence Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Jolanta Spodar ã 2009 by Miranda Lee ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8187-2 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 304 PROLOG Megan lez˙ała na twardym szpitalnym łóz˙ku. Po cichu modliła się, aby zastrzyk, który dał jej doktor, wreszcie zaczął działać. Pragnęła stracić przytomność, przestać myśleć, przestać czuć. Nie była w stanie dłuz˙ej znieść tego cierpienia, tego bolesnego poczucia straty... Czuła się, jakby miała dziurę w sercu. I w brzuchu. A jeszcze wczoraj była taka szczęśliwa! Badania USG wykazały, z˙e ona i James będą rodzicami małego chłopca. Megan była wniebowzięta, tak samo jak jej mąz˙. W domu, przed snem, długo ze sobą czule rozmawia- li. Dyskutowali o tym, jakie imię dać dziecku. Stanęło na imieniu Jonathon, na cześć starszego brata Jamesa, który kilka lat temu zginął w wypadku samochodowym. Rano, tuz˙ po przebudzeniu, Megan zaczęły nękać ostre skurcze. A potem wystąpiło krwawienie. James błyskawicznie zawiózł ją do szpitala i oddał w ręce lekarzy, którzy robili, co mogli. Dziecka jednak nie udało się uratować. Po twarzy Megan znowu popłynęły łzy. Płynęły strumieniami, jakby miały się nigdy nie skończyć. Zagryzła usta na swojej dłoni zaciśniętej w pięść, aby stłumić jęk rozpaczy. Nie chciała, by ktokolwiek 6 MIRANDA LEE usłyszał jej płacz. Miała juz˙ dość słów pocieszenia lub, co gorsza, wyrazów współczucia. Pragnęła pogrąz˙yć się w zapomnieniu, w niebycie. Wbiła zęby z całych sił. Zacisnęła oczy, z których dalej płynęły łzy. Czas się jakby zatrzymał. Tak samo jak jej serce. Nie czuła w sobie ani odrobiny z˙ycia. Moz˙e dlatego, z˙e nie ma we mnie juz˙ z˙ycia, pomyś- lała. Ani mojego, ani mojego dziecka. Wreszcie środek uspokajający zaczął działać. Za- padła w sen. Nie widziała, jak kilka chwil później do pokoju wchodzi jej mąz˙. Nie widziała bólu, który malował się na jego twarzy, gdy spojrzał na śpiącą z˙onę. Westch- nął cięz˙ko, odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy, a następnie pochylił się i pocałował ją lekko w po- liczek. A potem wyszedł na palcach. Dopiero po wielu godzinach Megan wypłynęła z głębin snu na powierzchnię świadomości. Z począt- ku nie otwierała oczu. Czuła jedynie, z˙e ma cięz˙ką głowę. Lez˙ała na prawym boku. Słyszała jakieś męskie głosy. Po chwili skojarzyła, z˙e nalez˙ą one do dwóch najbliz˙szych przyjaciół jej męz˙a. – Dlaczego James tak długo rozmawia z tym leka- rzem? – zapytał Hugh poirytowanym tonem. Hugh Parkinson był jedynakiem, spadkobiercą gi- gantycznej fortuny. Miał reputację playboya, lecz Megan zawsze uwaz˙ała, z˙e tak naprawdę to uroczy facet. Był druz˙bą na jej ślubie, na którym wygłosił wzruszającą przemowę. – Pewnie martwi się stanem Megan – odparł Russell. PORTRET MILIONERA 7 Russell McClain był jednym z najbardziej zna- nych i przebojowych agentów nieruchomości w całym Sydney. James, Hugh i Russell byli przyjaciółmi od cza- sów szkolnych, gdy mieszkali razem w jednym poko- ju w internacie. Całą trójkę łączyło tak naprawdę niewiele rzeczy, pomijając miłość do golfa oraz wielki majątek, lecz ich przyjaźń trwała juz˙ od przeszło dwudziestu lat. Myśląc o tym, Megan cza- sem odczuwała zazdrość; nigdy nie udało jej się z nikim zadzierzgnąć bliz˙szej znajomości, zapewne z powodu wrodzonej nieśmiałości i introwertycznej natury. – Jasne! – z˙achnął się Hugh. – Załoz˙ę się, z˙e wypytuje doktora, czy Megan moz˙e znowu zajść w ciąz˙ę. Przeciez˙ tylko o to mu chodzi. Megan była w szoku. Dlaczego Hugh uwaz˙ał, z˙e James oz˙enił się z nią tylko po to, by urodziła mu dziecko? To nieprawda! James ją kochał. Była tego pewna. Przeciez˙ ciągle powtarzał, z˙e ją kocha! Słysza- ła to z jego ust codziennie. – Niepotrzebnie się z˙enił z tą Bogu ducha winną dziewczyną – kontynuował Hugh. – To było nie w po- rządku... Cholera, co ja wygaduję? – Megan wstrzy- mała oddech. Moz˙e Hugh się opamięta i przestanie mówić te straszne rzeczy? Męz˙czyzna jednak powie- dział po chwili: – Po co uz˙ywam takich miałkich określeń? To, co zrobił, było c h o r e! Jeśli ona nie będzie mogła juz˙ mieć dzieci, to James przynajmniej wreszcie dostanie nauczkę. Megan była coraz bardziej zdezorientowana. Boz˙e, 8 MIRANDA LEE dlaczego Hugh wypowiadał się tak krytycznie i potę- piająco o swoim przyjacielu? – To trochę zbyt ostre słowa, Hugh – skarcił go Russell. – Wcale nie. Fundamentem małz˙eństwa powinna być prawdziwa miłość, a nie zaspokajanie egoistycz- nej potrzeby reprodukcji! – Nie ma nic złego w tym, z˙e James chce załoz˙yć rodzinę. To trochę niefortunne, z˙e nie kocha Megan, ale przeciez˙ darzy ją wielką sympatią... Megan nagle straciła dech w piersiach. Ból wywo- łany poronieniem został przyćmiony coraz większym szokiem, którego doznawała, słysząc rozmowę męz˙- czyzn. Tak, to bolało nawet bardziej niz˙ utrata dziecka. Przeciez˙ udałoby się jej przez˙yć tę traumę, gdyby tylko miała wsparcie i miłość męz˙a. Lecz nagle okazało się, z˙e to fikcja! O, mój Boz˙e, niech to będzie tylko zły sen... – jęk- nęła w myślach. – Gdyby Megan zaszła w ciąz˙ę przez przypadek, tobym mu okazał więcej zrozumienia – odezwał się Hugh. – W takiej sytuacji zaciągnięcie jej przed ołtarz byłoby decyzją godną pochwały. Ja potępiam jednak to, z˙e James z rozmysłem postanowił zrobić jej, a ra- czej sobie, dziecko! Megan ani drgnęła. Z˙aden jej ruch nie uszedłby uwagi Hugh i Russella. – A ja go rozumiem – odezwał się ten drugi. – Pamiętasz, w jakim był stanie, gdy dowiedział się, z˙e Jackie jest bezpłodna? Facet był nieprzytomny z rozpaczy! PORTRET MILIONERA 9 B e z p ł o d n a ? Jego pierwsza z˙ona była bezpłod- na? James mówił jej co innego. Powiedział, z˙e Jackie, australijska top modelka, chciała prowadzić rozryw- kowe z˙ycie w wielkim świecie, z kolei on pragnął załoz˙yć normalną rodzinę. Twierdził, z˙e od lat ich drogi się rozchodziły, az˙ wreszcie wspólnie uzgodnili, z˙e muszą się rozstać. Teraz jednak było jasne, z˙e Jamesem kierowało co innego; rozwiódł się z Jackie, poniewaz˙ nie mogła dać mu potomka. Megan próbowała w myślach jakoś usprawiedliwić swego męz˙a... poszukać okoliczności łagodzących. Moz˙e faktycznie związek Jamesa i Jackie rozpadł się, bo oboje mieli inną wizję wspólnej przyszłości? Gdy- by to była wielka miłość, to James zaproponowałby adopcję. No, chyba z˙e był jednym z tych ograniczo- nych egoistów, którzy zgadzają się tylko i wyłącznie na dziecko będące nosicielem i c h genów... – Byłbym skłonny mu wybaczyć, gdyby wybrał sobie jakąś twardą sztukę, taką jak Jackie – mruknął Hugh. – Ale on poszedł na łatwiznę. Wbił kły w nie- winną dziewicę, która była tak oszołomiona wytwor- nym Jamesem Loganem, z˙e nie potrafiła trzeźwo myś- leć. Nie była w stanie dostrzec, z˙e on udaje i kłamie. – Chwileczkę. Przeciez˙ nie jest pewne, czy Megan była dziewicą – zwrócił koledze uwagę Russell. – Ona ma dwadzieścia cztery lata. W dzisiejszych czasach nie uświadczysz wielu dziewic w tym wieku. – Na miłość boską, Russ, nie bądź dziecinny! Wy- starczy spojrzeć na jej zachowanie przy Jamesie, aby zyskać pewność, z˙e to jej pierwszy kochanek. Jest 10 MIRANDA LEE w nim zadurzona po uszy! Gdyby jej powiedział, z˙e Ziemia jest płaska, toby mu uwierzyła na słowo. Megan zacisnęła zęby. Lez˙ała nieruchomo, lecz płonęła istną furią. – Pewnie tak – westchnął Russell. – Ale to nie znaczy, z˙e James nie spisze się jako mąz˙ i ojciec. Czasem bywa oschły, nawet bezlitosny, lecz w gruncie rzeczy to dobry człowiek. I dobry przyjaciel. Nie mamy prawa go osądzać, Hugh, sami nie jesteśmy święci. Poza tym Megan przeciez˙ nie zna prawdy... – A jeśli pozna? – Kto miałby jej powiedzieć? Na pewno ani ty, ani ja. Nie, wy na pewno mi nie powiecie, dwulicowi tchórze! – warknęła w myślach. Nawet ty, Hugh, który ewidentnie nie pochwalasz brudnej gry Jamesa. Obaj byliście świadkami na moim ślubie, byliście przy tym, jak James przysięgał mi miłość; juz˙ wtedy wie- dzieliście, z˙e to wszystko ohydna blaga! Megan wstrzymała oddech, słysząc, jak otwierają się drzwi. Po chwili do jej uszu dobiegł głos męz˙a. – Przepraszam, z˙e tak długo mnie nie było – po- wiedział do kolegów. – Megan nadal śpi? – Ani drgnęła – odparł Russell. – Co powiedział lekarz? – Mówi, z˙e Megan za jakiś czas będzie mogła mieć kolejne dziecko. Radził jednak, aby się zbytnio nie śpieszyć i dać jej czas na dojście do siebie. Bardzo przez˙yła to poronienie – powiedział, wzdychając cięz˙- ko. – Ja zresztą tez˙. To był chłopiec – wyjawił łamią- cym się głosem. PORTRET MILIONERA 11 Megan się skrzywiła. Brzydziła się Jamesem. Jego cierpiętniczym głosem, łzawym wyznaniem... choć wbrew sobie w pewien sposób łączyła się z nim w bólu po stracie ich dziecka, nawet teraz. – Przykro mi, stary – powiedział Hugh teraz juz˙ przyjaznym tonem. – Wiemy, ile dla ciebie znaczy posiadanie potomstwa. Pewnie czujesz się podle. Chodź z nami na drinka. Po drugiej stronie ulicy jest pub. – Najpierw muszę sprawdzić, jak się czuje Megan. – Jasne. Hugh i Russell wyszli na zewnątrz. James podszedł do łóz˙ka z˙ony i pochylił się nad nią. Poczuła na policzku jego ciepły oddech. – Megan, kochanie, czy mnie słyszysz? Po co, do diabła, otworzyłam oczy? – skarciła się w myślach, gdy było juz˙ za późno. Spojrzała na niego kątem oka. – Jak się czujesz? – zapytał głosem miękkim jak aksamit. Jej oczy napełniły się łzami, gdy wpatrywała się w twarz męz˙czyzny, którego kochała, święcie wierząc, z˙e on równiez˙ ją kocha. – Odejdź – wydusiła z siebie. – Proszę... po prostu odejdź! – Nagle jej ciałem zaczął targać szloch; płaka- ła głośno, histerycznie, z głębi swej istoty. Nie po- trafiła zatamować łez. – Zawołam pielęgniarkę – rzekł zatroskany James. Po chwili weszła pielęgniarka, miła, dojrzała kobie- ta, która najzwyczajniej w świecie przytuliła Megan, głaszcząc ją po plecach. 12 MIRANDA LEE – Juz˙ dobrze, skarbie, cicho, cichutko... – szeptała. jak się czujesz. Ja tez˙ straciłam kiedyś – Wiem, dziecko. Lecz ja straciłam o wiele więcej, nie tylko dziecko! – odparła w myślach Megan. Ja straciłam WSZYSTKO! Po czym rozpłakała się z jeszcze większą siłą. – Niech pan da jej chwilę spokoju – pielęgniarka zwróciła się do Jamesa. – Poproszę lekarza, aby podał jej jakiś silniejszy środek. Ona musi się znowu prze- spać. Niech pan wróci wieczorem. Mam nadzieję, z˙e wtedy będzie juz˙ w lepszym stanie. Nie, nie będę! Juz˙ nigdy nie poczuję się lepiej... nigdy, przenigdy! – krzyczała w myślach. ROZDZIAŁ PIERWSZY Trzy miesiące później Sydney w kwietniu często ukrywało fakt, z˙e juz˙ za miesiąc nadejdzie zima. Noce i poranki bywały chłod- ne, lecz dni zazwyczaj ciepłe i pogodne. Bezchmurne niebo połyskiwało błękitem, świeciło słońce. Taka właśnie pogoda panowała w dniu ślubu Hugh. Megan cieszyła się z wysokiej temperatury, poniewaz˙ nie miała w garderobie z˙adnych ciepłych ubrań. Odkąd w styczniu wróciła ze szpitala do domu, ani razu nie była na zakupach. Szczerze mówiąc, ani razu nie postawiła nogi poza domem. Az˙ do dzisiaj... Siedziała sztywno u boku swego eleganckiego, przystojnego męz˙a, w drugim rzędzie od przodu. Cere- monia ślubna została zorganizowana na pokładzie luksusowego jachtu nalez˙ącego do ojca panny młodej. Kiedy przyszło zaproszenie, Megan odruchowo je odrzuciła. James jednak powiedział, z˙e bez niej ni- gdzie nie pójdzie, koniec, kropka. Następnie Hugh osobiście zadzwonił do Megan i przekonywał ją, by zaszczyciła swoją obecnością imprezę, szczególnie z˙e nie miało to być wielkie wesele – przewidziano zaled- wie sześćdziesięciu gości. 14 MIRANDA LEE – Wyjście z domu dobrze ci zrobi – argumentował Hugh. – Nie moz˙esz dalej tak z˙yć, Megan. To prosta droga do obłędu. To, rzecz jasna, była prawda. Nie mogła dalej odcinać się od świata i od ludzi. Nie mogła dalej trzymać Jamesa na dystans. Musiała zdecydować: zostać z nim albo go opuścić. Ta decyzja jednak ją przerastała. Jedyną rzeczą, dzięki której Megan umiała przez˙yć kaz˙dy kolejny dzień, w której się zatracała bez pamię- ci, przy której wyłączała umysł nękany bolesnymi wspomnieniami i trudnymi dylematami, była jej naj- większa pasja, czyli malarstwo. Jako nastolatka marzyła o tym, by zostać sławną i cenioną artystką, której prace by wystawiano w naj- bardziej prestiz˙owych galeriach w Australii. Błagała ojca, by po maturze wysłał ją do szkoły artystycznej, i – ku niezadowoleniu jej matki – ojciec na to przystał. Przez trzy lata Megan szlifowała swój talent. Co prawda nauczyciele w samych superlatywach wypo- wiadali się o jej twórczości, lecz nie udało się jej szturmem wejść do świata sztuki, o czym marzyła. Przeciwnie: tylko jeden jej obraz został wystawiony publicznie, w małej, niszowej galerii w Bondi. Zro- zumiała, z˙e sukces, o którym od dziecka fantazjowała, na zawsze pozostanie w sferze abstrakcji. Mimo to po ślubie z Jamesem nadal chwytała za pędzel. Traktowała to juz˙ jednak inaczej, wyłącznie jako hobby. A potem, po stracie dziecka, malowanie stało się dla niej zajęciem terapeutycznym. PORTRET MILIONERA 15 Gdyby James ujrzał obraz, nad którym pracowała od momentu wyjścia ze szpitala, natychmiast wysłałby ją do doktora, który zajmował się nią przez kilka dni po tragedii. Lekarz na pewno przepisałby jej środki antydepresyjne oraz nasenne. Zupełnie jakby jakieś głupie pigułki mogły być remedium na wszystko, co ją spotkało i bolało! W głębi serca była przekonana, z˙e tylko ona sama moz˙e rozwiązać swoje problemy. Kilka tygodni temu wyrzuciła wszystkie tabletki nasenne i uspokajające, i wcale nie poczuła się przez to gorzej, przeciwnie – była od tamtej pory w odrobinę lepszym stanie. Wyjście z domu na ślub Hugh z początku wydawało się jej czymś nierealnym, jak lot na Księz˙yc. A jednak zebrała się w sobie i zrobiła to. I tak oto siedziała teraz wśród ludzi na jachcie, w pudrowo róz˙owym kostiumie, który – przed poro- nieniem – był jej ulubionym strojem wyjściowym. Teraz był o rozmiar za duz˙y, musiała przeszyć guzik w spódnicy, z˙akiet nieco zwisał z jej wychudzonych ramion. Długie ciemne włosy miała upięte w kok francuski. Od dawna nie była u fryzjera, więc wybrała taką właśnie wyrafinowaną fryzurę domowej roboty. Nakładanie makijaz˙u zajęło jej długie godziny: musia- ła nałoz˙yć grube warstwy podkładu, szminki i róz˙u, aby zatuszować niezdrową bladość cery. Powieki mus- nęła ciemnozłotym cieniem, aby współgrał z jej orze- chowymi oczami. Zrezygnowała z eyelinera. Próbo- wała obrysować oczy ciemną kreską, lecz ręce tak bardzo jej drz˙ały, z˙e nie podołała temu niegdyś dzie- cinnie łatwemu zadaniu. 16 MIRANDA LEE James na jej widok powiedział, z˙e wygląda ,,prze- uroczo’’. Megan w głębi serca az˙ się wzdrygnęła. W taki sam sposób reagowała na wszystkie inne miłe gesty z jego strony. Kiedy jednak wziął ją za rękę, gdy wchodzili na pokład, nie próbowała jej wyszarpnąć. To był błąd. Ich dłonie nadal były złączone. Ledwie mogła znieść tę oznakę intymności. Od czasu wyjścia ze szpitala nie pozwalała mu na kontakt fizyczny. Ani razu się nie kochali. Na samą myśl o tym dostawała mdłości. Za kaz˙dym razem, kiedy brał ją w ramiona, wyszarpywała mu się z krzykiem: ,,Nie!’’. Po czym przepraszała i usprawiedliwiała się, z˙e nie jest jeszcze na to gotowa. James wykazywał anielską cierpliwość, lecz Megan nie była idiotką. Czasem wyłapywała wyraz frustracji na jego twarzy, a w ostatnich tygodniach zdarzało się to coraz częściej. Zaczął więcej pracować, pewnie po to, by nie męczyć się w domu z z˙oną, która go bez- ustannie odtrąca. Megan z kolei coraz częściej zaszy- wała się w swojej pracowni. Czasami nawet tam spała. Rozbrzmiały takty marszu Mendelssohna. James jeszcze mocniej uścisnął dłoń Megan. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Megan była zdumiona nagłym, dziwnym uczuciem, które odczuła w brzuchu. Jakby ni stąd ni zowąd rozpalił się w niej jakiś mały płomień. Odwróciła wzrok, zanim James mógł ujrzeć zdumienie w jej oczach. To, co przed chwilą poczułam, nie mogło być chyba iskrą poz˙ądania! – przestraszyła się tak bardzo, z˙e az˙ ugięły się pod nią kolana.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Portret milionera
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: